po co mężczyżni sa dla kobiet.

26.10.06, 15:37
analizując wpisy na forum dostrzegłem, że wylewa sie wiadra pomyj na głowy
facetów. czy zastanowiłyście się moje pnie nad swoim postepowaniem wobec
facetów?

taki problem dostrzegam: wina jest zawsze faceta. albo popełnia grzech
zaniechania, albo nadgorliwości, albo nie uczy się zaspokajać partnerki albo
ogląda telewizję i chleje piwo.
która z was podjęła wysiłek, zeby wejść w ten męski swiat i zostać parnerem
dla faceta? która nauczył sie chodzic z nim na ryby, majsterkować w
komputerze, zbierac znaczki itp. zdaje się, ze mężczyźni przynajmniej na
poczatku małżeństwa podejmuja wiekszy wysiłek niz kobiety.

załóżmy, dziewczyna uczą sie sprzatać gotować prasować i prać. jemu na tym
zależy tyle o ile, ale z czasem staje sie wygodny, bo nawet jak cos zrobi to
z założenia jest źle zrobione. same zamieniacie sie pokojówki i kucharki.
dlaczego nie chcecie zostać kumplami swoich mężczyzn?
    • surfmag76 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 26.10.06, 15:39
      hhm, co tu duzo mowic: uwagi sluszne...
    • menk.a Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 26.10.06, 15:41
      kolejna rola do spełnienia przez kobiety;)
      poniekąd możesz mieć racje
      a czemu nie? może z tego samego powodu dla którego mężczyźni nie zostają
      przyjaiółkami swoich kobiet?;))
      • mreck Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 26.10.06, 15:52
        jak tam rada. przestań gotować i sprzątać, zacznij interesować się jego hobby.
        zauważ z ile rzeczy zrezygnował by z toba być: odwiedza twoje kolezanki, pije z
        nimi kawki, chodzi do Twojej mamusi, wysłuchuje twoich sprawozdań, oglada m-jak
        miłość, kupuje ci kwiaty - przynosi kasę do domu a Ty?
        oczekiwania i pretensje - w twoich oczach jest ciale daleki od ideału, brzydzą
        cie sróbki i sróbokrety. jeszcze musi cie seksu nauczyć. pozdrawiam wszystkie
        czarownice.
        • menk.a Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 26.10.06, 15:59
          nie wiem komu kondolencje składać: Tobie czy twoim kobietom;)))))))))

          wg moich teorii w każdym związku powinny być 3 płaszczyzny: jedna wspólna i po
          1 dla obojga partnerów;)

          psyyyyt zamiast m jak miłość wolę sport :P
        • psottka Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 26.10.06, 22:55
          mreck napisał:
          > zauważ z ile rzeczy zrezygnował by z toba być: odwiedza twoje kolezanki, pije > z nimi kawki, chodzi do Twojej mamusi, wysłuchuje twoich sprawozdań, oglada m-> jak miłość, kupuje ci kwiaty - przynosi kasę do domu

          kurcze... to są takie osobniki? ;-) to mnie się jakiś wybrakowany model trafił...

          Psottka
    • kici10 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 26.10.06, 16:37
      załóżmy, dziewczyna uczą sie sprzatać gotować prasować i prać. jemu na tym
      zależy tyle o ile, ale z czasem staje sie wygodny, bo nawet jak cos zrobi to
      z założenia jest źle zrobione. same zamieniacie sie pokojówki i kucharki.
      dlaczego nie chcecie zostać kumplami swoich mężczyzn?


      Kurna, niech ktoś zdejmie ze mnie to brzemię, a będę otwarta na wszystkie
      propozycje. Więcej, sama je bedę wymyślać. Mogę nawet do końca życia żywić się
      w restauracjach. Na rybki, też chętnie się wybiorę z książką. Niech ktoś
      zafunduje mi sprzątaczkę, praczkę, prasowaczkę, a obiecuję, że będę
      najszczęśliwszą z kobiet. Wyjazd gdzieś - natychmiast. Rybki - też dobrze.
      Znaczki - niech będzie. Bzykanko - z ochotą. Komp mnie nie rajcuje, za dużo mam
      w pracy. Ale w tym czasie mogę zająć się własnym rozwojem, ku pożytkowi obojga.
      Tylko niech tę prozę życia ktoś wykona za mnie. Błagam
      • kici10 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 26.10.06, 16:38
        A kumplem mogę zostać, ale nie będę z nim chodzić na dziwki.
    • sagittka Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 26.10.06, 17:14
      > zależy tyle o ile, ale z czasem staje sie wygodny, bo nawet jak cos zrobi to
      > z założenia jest źle zrobione. same zamieniacie sie pokojówki i kucharki.


      Bo do cholery samo się nie zrobi.

      (A w kilkuosobowej rodzinie z dziećmi trzeba gotować, prać i sprzątać).
    • zorka99 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 26.10.06, 17:56
      Dziewczyny, nie pokazujcie od razu po ślubie, jakie to jesteście wspaniałe, jak
      to najlepiej gotujecie, zmywacie, sprzątacie, pierzecie i prasujecie jego
      rzeczy, wszystko umiecie zorganizować i wykonać, do tego wzorowo zarabiacie no
      i potem przy dziecku też jestescie supr-mamami!!! Nikt nigdy tego nie doceni!!!
      Wypoczęty facet po prostu myśli, że to się robi samo, a jeśli z powodu
      zmęczenia nie macie ochoty na sex, to się obraża!!! Jeśli z powodu nawału
      koniecznych obowiązków, wszystkie zaległe prace domowe wykonujecie, kiedy on
      idzie na ryby, majsterkuje w komputerze, zbiera znaczki, to on też bywa
      urażony, że mu nie towarzyszycie!!! Wszystko nie musi być zrobione, nie
      zwracajcie uwagi na nieporządek i że on nie ma czystych skarpetek ani obiadu.
      Będziecie wtedy wypoczęte, zadowolone, chętne na sex i jego hobby. A facet
      zobaczy, że nie wszystko robi się samo, poodkurza i poprasuje....
      • ewolwenta Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 26.10.06, 18:18
        ale co Wam właściwie przeszkadza wysypujący się syf ze zlewu?


        Ja to zostawiam do czasu aż zaśmiardnie i wtedy on sprząta i przez jakiś czas
        jest spokój, czyli dzielimy się obowiązkami. Po jakimś czasie znów kolejne trzy
        cztery cykle zmywania przypadają na mnie, więć piąty zlew zostawiam do
        zaśmiardnięcia. Najwyżej ze słodką miną mówię: „Pozmywasz kochanie?” I mam
        spokój na kolejny miesiąc. A potem od nowa. Żadnego marudzenia – tylko uśmiech.
        • care_5 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 29.10.06, 09:47
          ewolwenta napisała:

          > ale co Wam właściwie przeszkadza wysypujący się syf ze zlewu?

          haha ewolwenta odp ci slowami pewnego kawalu gdzie maz utuskuje na zone kumplom
          odp. piwa ze w domu to taki syf jest ze nawet odlac sie do zlewu nie moze:)..

    • ewolwenta Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 26.10.06, 18:13
      Zabawne mój związek rozkwitł kiedy wreszcie przestałam interesować się jego
      hobby wróciłam do swoich...

      Mreck to samo mogłaby napisać kobieta. Użyłaby tylko innych argumentów. Twoje
      wynikają z tego że jesteś mężczyzną i widzisz męskie racje bo łatwiej Ci je
      zrozumieć.
      • nasturcja33 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 26.10.06, 18:55
        odpowiadam: chodze na mecze hokeja co dwa tygodnie , marznę na
        lodowisku:)), przygladam sie jak naprawia kompa /sam sie zdziwił ze
        mnie te flaki w środku interesują/ , myję z nim samochód, , długo by
        jeszcze wymieniać , mało??
    • klaris29 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 26.10.06, 19:35
      Ja dostrzegam inne wpisy chyba...kobiety zwykle się dwoją i troją, pełno wipsów
      typu, jak mu wziać do buzi, czy połknąć spermę, jak go zadowolić...
      Nie ma czegoś takiego jak świat męski i kobiecy, oczywiścią są i macho i
      słotkie idiotki, ale takich to chyba niewielu...nie znam mężczyzn, którzy
      chleją tylko piwo, oglądają mecze chodzą na ryby, majsterkują, znam facetó, z
      któymi nie trzeba wchodzić w męski świat ponieważ współtworzą go z kobioetami
      partnerkami. Wyjeżdzamy wspólnie na żagle, spimy pod gołym niebem...chlejemy
      razem piwsko, rozmawiamy o fotografii, ja nie sprzątam w domu, i nie gotuje,
      nikt mnie tego nie uczył... we wszystkicgh znanych mi parach ludzie tworzą
      sobie przyjaźnie, mam gryupę znajomych do któych nie pasuje twoja
      charkterystyka, czyzbyś pochodził z innej epoki? ;-))). Szczerze zdziwił mnie
      Twój post, czyżbyś dostrzegał jedynie stereotypowe rólki? A może po prostu masz
      bardzo złe zdanie o kobietach. Wydaje mi się, że takie kobiety i tacy mężczyźni
      po prostu nie istnieja, albo to ja mam wielkie szczęście, bo mam takich a nie
      innych znajomych... albo po prostu jestes ode mnie grubo starszy ;-)))))
      Klara
      • zonka9 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 27.10.06, 11:13
        A dla mnie moj mezczyzna jest przede wszystkim przyjacielem, kochankiem i
        mezem:) To wspanialy tatus, kocha synka , opiekuje sie nim, przebiera, karmi i
        robi to samo co ja:)Moze wychodzi mu to wszystko wolniej, ale bardzo sie stara
        aby mnie troszke odciazyc...:)
        Pracujemy razem, wiec razem zarabiamy nasze pieniazki, w firmie nie mamy czasu
        na pogawedki, natomiast w domku staramy sie nie rozmawiac o firmie. Owszem, nie
        zawsze bylo kolorowo, ale staramy sie oboje. W łozku tez nie zawsze jest
        idealnie, ale wtedy potrzebna jest rozmowa,a nasze ostatnie osiagniecia lozkowe
        przeszly moje wyobrazenia...:)

        Lubie porzadek w domu, i ja go trzymam, gdy maz nabrudzi, to sprzatam i robie
        mu wymowi, ze moglby w koncu nauczyc sie po sobie sprzatac...za kazdym razem
        obiecuje poprawe:) Kocham dla niego gotowac, on uwielbia gdy upieke ciasto
        drozdzowe, ale on je wyrabia, bo ja nie mam tyle sily...gdy robimy gulasz...on
        kroi cebule...i moglabym tak bez konca:)

        I chyba mreck napisal, ze mezczyzni dla nas czasem rezygnuja ze swojego
        hobby...owszem, masz racje, moj maz, gdy zaszlam w ciaze, przestal wyplywac w
        rejsy 3 tyg...ale gdy urodzilam juz i bylo spokojnie sama go zaczelam wyganiac
        i jest naprawde dobrze:)

        Mysle, ze obie strony powinny zrozumiec swoje potrzeby, nie tylko zona - meza,
        ale oboje. My chyba to robimy, bo mimo klotni, ktore sa i pewnie beda, mniejsze
        lub wieksze, bardzo sie kochamy i wciaz pracujemy nad swoimi charakterami:)

        Uff...ale sie rozpisalam:))
        Pozdrawiam, Emi
    • jaa1977 mreck obudz sie 27.10.06, 11:14
      co to znaczy stac sie partnerem "dla faceta"??? jest sie partnerem z kims!!!! a
      nie dla kogos!!!!. nie trzeba dorastac do bycia czyims partnerem, tylko sie nim
      jest - a juz na pewno nie dzieje sie tak poprze uczestniczenie w zbieraniu
      znaczkow i naprawianiu komputerow. partnerstwo wlasnie z definicji zaklada
      posiadanie wlasnych obszarow, ktore nalezy szanowac, wspierac, pochwalac ale
      niekoniecznie w nich uczestniczyc. a razem cos co razem z wlasnej
      nieprzymusoznej - jak chocby sex, dzieci, kultura
      tak stawiajac sprawe stawiasz przed kobieta kolejne wyzwanie, ktorych
      wspolczesny swiat juz i tak nam za duzo daje.
      ktos kto w swoim hobby potrzebuje udzialu partnera sam sie zle czuje w swoim
      towarzystwie i probuje to towarzystwo sobie autrakcyjnic druga osoba. droga
      wyjscia z tej sytuacji jest polubienie spedzania czasu samemu a nie ciaganie
      wszedzie partnera
      i ostatnia uwaga: nie zamieniamy sie w pokojowki i kucharki, tylko bycie
      pokojowka i kucharka jest nieodlaczna czescia zycia. trzeba jesc. nie mozna zyc
      w syfie (zwlascza jak sie ma dzieci, ale ne tylko. psychologia jasno mowi:
      zycie w syfie jest depresjogenne). natomiast nie trzeba chodzic na ryby. do
      przezycia nie jest konieczne zbieranie znaczkow. wiec nasze zanjmowanie sie
      domem wynika z jasnej zasady: najpierw obowiazki potem przyjemnosc.
      facet jestes chyba dzieciakiem, na dodatek jeszcze pełnym pretensji do kobiet.
      obudz sie
      • mreck Re: mreck obudz sie 27.10.06, 11:33
        tego się miniej więcej spodziewałem.
        kompletnego niezrozumienia problemu i odwracania kota ogonem. ale nic to.

        opwiem przykład. moja obecna prasuje mi koszule. no prosze ja o to zeby sobie
        odpusciła bo mam rączki i sam potrafię, to nieba mi przycyla. szósta rano
        lipiec: wstaje do pracy wyjmuje koszulkę bez kołnierzyka z niemnącego materiału
        i staram sie cichutko wyjść żeby nie budzić królewny. ale nie wstaje targana
        jakims dziwnym poczuciem obowiązku i wyciaga deske do prasowania.

        inny przykład: tym razem ja wyciągam deskę do prasowania a ona przylatuje z
        kuchni: zostaw JA to zrobię!

        naczynia częście myje ja. ale nie chodzi o to, że je myję, tylko że ich nie
        myje wtedy kiedy ona chce, zebym wymył.
        po obiedzie zabieram sie za mycie: zostaw później pozmywamy!
        zostawia: nawet garów nie chciało ci sie wymyc.

        znalazła szmatkę do mycia w czystym w zlewie: zbrodnia!
        zacząłems sie przygladac: robi to częściej odemnie.

        zawsze czegoś chce odemnie albo usiłuje mnie wyreczyć, zawsze to cos zrobiłem
        źle, albo to ja czegos nie zrobiłem itp.

        ja zycie traktuję normalniej. nie oczekuje tego nadskakiwania, ani tych
        pretensji. chciałbym tylko móc z ta kobieta porozmawiać. nie o miłosci rodzinie
        kolezankach i jej relacjach ze światem. tylko o swiecie.
        • jaa1977 Re: mreck obudz sie 27.10.06, 11:41
          a no to przepraszam
          teraz zupelnie co innego napisales
          poprzedni post byl z calym szacunkiem:) ale na zasadzie: mam zone, ktora
          zajmuje sie domem i mi gotuje, a ja bym chcial zeby poszla ze mna na ryby i
          majsterkowala, wiec mnie wkurzyl
          a co do twojej sytuacji to moj punkt widzenia:
          a) ludzi duzo czasu poswiecaja temu, w czym czuja sie pewnie, dobrze, w czym
          czuja ze sa dobrzy
          b) zakladam ze tak jest z twoja zona - czuje ze powinna, ale tez czerpie duza
          satysfakcje z dobrego, ba, nawet wiecej niz dobrego wypelniania swoich
          obowiazkow
          c) pokaz jej inne zrodla satysfakcji - jak np. satysfakcja z bycia
          inetlektualna partnerka swojego meza (nie dla swojego meza:):))).
          d) zeby miala satysfakcje a wiec i co za tym idzie czesto rozmawiala z toba "o
          swiecie" utwierdz ja w przekonaniu, ze robi to super. po prostu powiedz jej, ze
          swietnie ci sie z nia rozmawia, ze nikt cie tak nie rozumie jak ona, ze kumple
          to kupmle ale ona to jest to, ze moze basia miala wczoraj sliczna fryzure ale z
          ta kobieta po 15 minutach nie mialbys o zym gadac, powiedz jej ze uwielbiasz
          wlasnie z nia ogladac filmy, bo tyklko z nia patrzycie sie na siebie
          porozumiewawczo w tym samym momencie, ze czytales taka a taka ksiazke i ona
          musi ja przecyztac, bo musisz poznac jej opinie o przeszlosci glownego bohatera
          bo bez tego zwariujesz
          powinno pomoc. mi by pomoglo
          powodz
        • kici10 Re: mreck obudz sie 27.10.06, 13:52
          Nadskakuje Ci, ponieważ chyba niezbyt pewnie sie czuje w tym związku. Myśli, że
          musi zasłużyć na to byś nie bryknął.
        • anais_nin666 Re: mreck obudz sie 28.10.06, 15:16
          chciałbym tylko móc z ta kobieta porozmawiać. nie o miłosci rodzinie
          >
          > kolezankach i jej relacjach ze światem. tylko o swiecie.

          Przykro mi, że nie mozesz o niczym innymi niz to co wyzej wymieniles pogadac
          ze swoja kobieta (ale zdaje sie sam ja sobie wybrales? Czy przymuszono Cię?),
          jednak na podstawie swego zwiazku wysnuc teorie, ze wszystkie kobiety takie
          sa , to spora przesada Mreck, naprawde.
        • klaris29 Re: mreck obudz sie 28.10.06, 15:36
          Niestety takie, jak to mówisz królewny same są sobie winne. Nie mam zrozumienia
          dla takich dziwnych jak by nie było ludzi. później powiedzmy zostanie takie to
          same i będzie płakać, że przecież mu koszule z rana prasowała, pod nos wszytsko
          podkładała, dbała o czystość, dom...seks, a on niewdzięcznik ;-))). Skoro tak
          masz nie wróżę waszemu związkowi przyszłości. Bo "taki typ" tak ma i już.;-))).
          Jedna z moich znajomych, sponiewierała się tak przy męzu, zostawił ją dla
          lepszego modelu, dumna i pijana często złożeczyła narodowi męskiemu, po czym,
          gdy tylko gość się znowu napatoczył skuliła ogon i dalej mu te koszule znowu o
          świcie prasuje. Myślę, że gdy brakuje w związku przyjaźni i tych jak
          mówisz "rozmów o świecie" szans na normalność żadnych nie widzę. Za chwilę to
          Ty przestaniesz ją szanować, a stąd już niedaleko do nienawiści. Tak sobie
          myślę, że przecież we wstępnym etapie znajomości widać o czym można będzie
          gadać z taką osobą, widać czym się interesuje, jakie ma priorytety, jak
          podchodzi do pewnych spraw. Kiedyś niezwykle dla mnie seksualny facet zaczął
          przy kolacji relacjonować, co to nie zjadł na śniadania i mówił o tym bardzo
          długo...ciekawe, co bym teraz robiła i co pisała,gdybym to właśnie z nim się
          związała. ;-)).

          A...Jeszcze tylko taka mała uwaga. piszesz, że: > tego się miniej więcej
          spodziewałem.
          > kompletnego niezrozumienia problemu i odwracania kota ogonem. ale nic to.

          Wystarczy, że przejrzysz swój pierwszy post. Ludzie problem zrozumieli tak, jak
          go przedstawiłeś. Może to właśnie ty masz problemy z komunikacją, bo kota
          ogonem odwracasz perfekcyjnie. Może tak samo jest z tymi koszulami??? ;-))))
          Klara
          • kici10 Re: mreck obudz sie 29.10.06, 09:31
            Nowa kobieta Mreck, to nie żona z bonusem, tylko zupełnie inny człowiek. Idąc
            do drugiej, człowiek podświadomie obdarza ją wszystkimi zaletami poprzedniej
            partnerki, dodające do tego jeszcze inne zalety, których żona była pozbawiona.
            Zauroczenie zaś zakłada klapki na oczy odnośnie wad. Stereotyp.
            Minęło parę lat, klapki z oczu spadły. Wyobrażenie zamieniło się w real. I to
            co kiedyś wydawało się takie słodkie, teraz zaczyna wkurzać. Bo są inne
            niezaspokojone braki, tyle, że teraz zupełnie inne. Znowu stereotyp.
            Czego Mreck oczekujesz od panienki o pokolenie młodszej? Że Cię zrozumie?
            Zapomnij. Nie da się dwudziestu lat doświadczeń, przemyśleń, refleksji,
            cierpień pokonać w 5 minut. Pewne rzeczy trzeba przeżyć na własnej skórze, żeby
            zrozumieć i mieć płaszczyznę do rozmowy. Dlatego, jak się nie ma nic do
            powiedzenia, to sie podlizuje prasowaniem koszulek, myśląc, że to wystarczy.
    • ich7 Ktos mi ukradl praw autorskie - to moj watek 27.10.06, 15:56
      Mreck
      Nie wiem Czy pamietasz ale ten watek o Ze "ZAWSZE winny FACET byl wykasowywany
      przez PiS wiele razy , masz szczescie z eciebie nie kasuja .
      Ha ha
      ich 7
      • lolant Re: Ktos mi ukradl praw autorskie - to moj watek 27.10.06, 16:38
        Mreck , problem w tym , że twoja partnerka (z całym szacunkiem dla was )
        najzwyczajniej w świecie boi się , że niedługo wymienisz ją na nowszy model .
        Brutalne , ale jak diabli prawdziwe .
        Dobrze o tym wie , że skoro raz już tak zrobiłeś możesz to powtórzyć i stąd jej
        dziwne zachowania .
        Swoją drogą , nie mogę się nadziwić jak można się czepiać o takie bzdury ?
        Ja nie wiem , chyba jakoś mało kobieca jestem , ale żeby miała mnie denetwować
        szmatka w czystym zlewie ???
        Ps. Cześć ich 7 - Ty dalej taki pesymistycznie nastawiony jesteś ?
        • thistle ;) 27.10.06, 19:04
          A mnie się widzi,że to nie ona ma problem, tylko Mreckowi nagle przejaśniało.
          Takie zagrania to cecha stała, nie pojawia się znienacka. To wołanie o
          partnerstwo przypomniało mi post, w którym z nostalgia wspomina o swojej Ex w
          kategoriach najlepszego przyjaciela (lub kumpla właśnie,ale nie jestem pewna).
          Moze Autorowi zwyczajnie powoli przejada się młode mięsko i tęskni za rosołem
          ze starej kury???
          • kirke32 Wspólne zainteresowania z punktu widzenia kobiety 28.10.06, 18:36
            Tyle się słyszy o nieprzystosowaniu kobiet do wspólnego życia z mężczyzną.
            Jakie to jesteśmy ograniczone, przyziemne , mało wyrozumiałe i jak bardzo
            ograniczamy swobodę partnera
            najgorszym i najwiekszym zarzutem jest brak wspólnych zainteresowań .
            No to postanowiłam mieć zainteresowania takie jak mój mężczyzna .... a co !
            Żeby mi nie zarzucił, że przy garach ciągle siedzę, sprzątam, piorę, prasuję i
            myję okna no i stało się........
            Kurna no mówię wam jakie wichry z tego wyszły
            - jak Pogoń grała no to całą bandą na stadion trzeba było iść ziomali wspierać
            a później z kolegami na piwo i co........ wicher
            - jak z piątku na sobotę do 4 w nocy robaki kopałam ,bo w sobotę na ryby to się
            trzy tygodnie nie odzywał
            - jak dla odstresowania poszłam pograć w karty ( oj poker to taka towarzyska
            gra) to chciał mnie na odwyk oddać
            - jak kupiłam nowe radio i pokrowce do auta to mi rozrzutność zarzucił i foch
            gigant był przez tydzień
            - mamusi na mnie nakapował, że codziennie pizza riga na obiad... a w reklamie
            było ,że pizza jak u mamy.... no nie rozumiem
            Ale to wszystko to nic...............
            Prawdziwe tornado to było jak poszłam z koleżanką do ... takiego fajnego
            lokalu, w którym obsługa męska tylko była, to mi wykrzyczał że do .... burdla
            poszłam .... nooo a ja tylko na colę poszłam, tak jak każdy facet chodzi ....
            no bo niby po co innego??
            Nie uwierzył .... spakował walizeczkę i do mamusi wrócił
            I jak tu mieć wspólne zainteresowania???
            Chyba wrócę do damskich zajęć
            :)))





            • ewolwenta Re: Wspólne zainteresowania z punktu widzenia kob 28.10.06, 19:05
              :))))))


              otóż to!
            • your_and Re: Wspólne zainteresowania z punktu widzenia kob 28.10.06, 23:49
              kirke32 napisała:
              > Nie uwierzył .... spakował walizeczkę i do mamusi wrócił
              > I jak tu mieć wspólne zainteresowania???
              > Chyba wrócę do damskich zajęć

              Z reguły jest jednak tak że babki na początku związku same sie palą żeby swemu
              facetowi nieba pychylic, lataja wokół niego, gotowanie, sprzątanie prasowanie to
              żaden problem wtedy. Zresztą są do tego przyzwyczajeni. No ale z czasem
              przychodzą na świat dzieci i wtedy mają dopiero "obiekt do kochania" i
              opiekowania się. Koniec laby. Wymieniają go poniekąd na "nowszy model" żeby sie
              realizować w macierzyńskim "kochaniu".
              Wtedy nie pozostaję nic innego takiemu odstawionemu na boczny to jak wrócic do
              mamusi która jedyna go nigdy nie wymieni na nowszy model... (a ostrzegałam cię
              przed nią!!!)
              A zostawione żonki wychowują następne pokolenie "uzależnych od mamusi"
              • kici10 Re: Wspólne zainteresowania z punktu widzenia kob 29.10.06, 09:49
                Jednym słowem, zadaniem faceta jest siać, siać, siać, a potem podrzucać innemu
                do wychowania. I znowu siać, siać, siać tylko na innym poletku.
                • ewolwenta Re: Wspólne zainteresowania z punktu widzenia kob 29.10.06, 10:08
                  ...albo zawierać związki małżeńskie aranżowane, których celem jest za założenia
                  chowanie potomstwa a nie jakieś tam realizowanie się w miłości.
                  • your_and Re: Wspólne zainteresowania z punktu widzenia kob 29.10.06, 11:32
                    ewolwenta napisała:
                    > ...albo zawierać związki małżeńskie aranżowane, których celem jest za założenia
                    > chowanie potomstwa a nie jakieś tam realizowanie się w miłości.

                    czy tak nie było przez parę ładnych wieków?
                    ideały miłości dworskiej potem romantycznej?
                    • ewolwenta Re: Wspólne zainteresowania z punktu widzenia kob 29.10.06, 12:42
                      sprawdzony i wypróbowny sposób :)
      • niezapominajka333 Re: Ktos mi ukradl praw autorskie - to moj watek 29.10.06, 06:53
        Ich!
        Temat był ciekawy i byłaby fajna dyskusja, ale plułeś takim jadem, że na
        jakąkolwiek polemikę nie było szans, a szkoda... Co u ciebie? Dawno się nie
        odzywałeś...
    • felicita33 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 28.10.06, 23:59
      Ooooo!Przepraszam!
      Ja jestem dla mojego męża jak najlepszy kumpel! Zdażyło mu się nawet parę razy
      powiedzieć do mnie "stary" , "chłopie"...Ku mojemu oburzeniu, bo na chłopa nie
      wyglądam ! Jednak wytłumaczył mi właśnie, że jestem jak jego dobry kumpel, stąd
      mu się czasem wyrwie.
      Poza tym niektórych jego technicznych wywodów nie są w stanie znieść jego
      najlepsi kumple, a ja twardo znoszę i jeszcze staram się to zrozumieć...


      To teraz chyba mam prawo " wylać wiadra pomyj na głowy
      facetów" ?!
      Mreck co Ty na to?
      • yvona73pol Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 29.10.06, 01:32
        a ja z przerazeniem zauwazam, ze technika mnie paralizuje, do tego stopnia, ze
        staje sie bezradna jak niemowle ;))) co mnie niepomiernie wkurza, bo zawsze
        najciekawsze sklepy dla mnie to te z gwozdziami, wiertarkami i innym piekielnym
        ustrojstwem....
        a z tym nadskakiwaniem, to bywa i tak, ze kobieta sprzata/zmywa/szoruje (choc
        jej sie wcale nie chce) bo sie boi, ze mezulo zacznie ja uwazac za balaganiare;
        sa osoby, ktore uwazaja kogos za flejtucha i brudasa, bo ten ktos nie zasunal
        firanki do konca i zostawia pol dnia JEDEN brudny kubek po kawie.... dla mnie
        to kosmos....
        • ewolwenta Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 29.10.06, 10:13
          > a ja z przerazeniem zauwazam, ze technika mnie paralizuje, do tego stopnia, ze

          czyżby dlatego, że tego od Ciebie oczekują?

          serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,3705417.html
          • yvona73pol Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 29.10.06, 20:57
            bo ja wiem? chyba z wiekiem glupieje ;)))) a moze to te blond wlosy robia
            swoje ;)))) saczy sie do mozgu....
            • mreck Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 30.10.06, 12:34
              jeździcie samochodami które sa w wiekszości dziełem wyobraźni facetów,
              dzwonicie z telefonów komórkowych a postawie swoje orzeski przeciw dolarom ze
              wymyslili je faceci, madrzycie sie na forum a obsługa techniczna to faceci.
              itp itd.
              absolutnie nie chce przez to powiedzieć że wierzę w jakąś wyzszosć facetów.
              jest to jakis bzdet. ale powiedzmy szczerze:
              mężczyźni o wiele częście padaja ofiara depresji,
              nie potrafia sie odnaleźć w życiu rodzinnym,
              uciekaja przed telewizor,
              piszą rozprawy filozoficzne,
              staja sie pracocholikami.
              a kobiety często nawet nie potrafia mu powiedzieć: kochanie jak slicznie
              osadziłeś okno, jak ładnie zrobiłeś podmórókę, albo pochwalić go przed
              koleżankami: mój mąż jest siwetnym facetem.
              ograniczacie jego zycie osobiste do granic absurdu, konsekwentnie odmawiając
              przy tym uczestniczenia w tym co robi.

              wine za rozpad zwiazku zwykle ponosi mężczyzna. bo zdradził, bo chlał, bo sie
              nie interesował, bo nie rozmawial, bo utonął w nudzie i w telewizji.
              czy żeczywiście nie ma żadnej winy kobiet? bo są aż takie interesujące dla
              swoich mężczyzn?
              moja obserwacja:
              wiele swego czasu remontowałem i majsterkowałem. nigdy przy mnie nie było mojej
              żony. nawet jakb była mi potrzebna tzw. trzecia ręka to sie ograniczała do
              podania mi tego jednego gwoździa i zmykała gdzie pieprz rośnie. owszem czekała
              na efekt: O jaki piekny płotek zrobiłeś, jejku jak tu ładnie! to jeszcze zrób
              chodniczek!
              owszem mężczyźni są mniej zwiazkowi - tym bardziej kobiety powinny dbać o
              związek.
              tymczasem jest tak, że spoczywacie na laurach moje panie. a tak naprawdę
              potraficie tylko narzekać i obgadywać w towarzystwie kolezanek.

              czy zastanowiłyscie ilu facetów ucieka od was z krzykiem pozostawiając dorobek
              swojego życia byle tylko dalej od was?
              a jak się bliżej pryjżeć to wyglada to tak:
              jak facet zostanie przy majatku to jest szuja i niegodziwcem. a jak kobieta to
              jej sie słusznie należało. przy czym ciekawe jest to, ze same o sobie nie macie
              dobrego zdania.
              to jak to w kocu jest kucharki, pokojówki i praczki?
              • yvona73pol Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 30.10.06, 12:46
                to ja ci powiem mreck, ze na przyklad moj ojciec uciekal pod koniec zwiazku w
                ryby, w chorobe, do mamusi....
                ale... sam sobie zapracowal na to skrzetnie... moja mame, spokojna osobe,
                doprowadzil do nerwicy i umiejetnosci klecia jak szewc... pijanstwo, to jeszcze
                male miki, ale (nikt nie wie, ze wiem, przypadkiem znalazlam zapiski) na
                przyklad, pojudzany przez mamusie (moja s.p. babcie) kilka razy pobil mame,
                zeby nie pojechala na zjazd na studia (bo babcia mu powiedziala, ze jak mama
                zrobi wyzsze wyksztalcenie, to go rzuci); o innych historiach nie opowiadam, bo
                nie mam ochoty na wiwisekcje, ale chyba dosyc....
                a tato taki "biedny", a moja mama taka "zolza"....
                czasami nie wiesz, co sie dzialo przedtem, i malo kto sie dowiaduje, ludzie sie
                takimi rzeczami nie chwala...
                • mreck Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 30.10.06, 12:50
                  znam tez jednego mordercę.
              • ninkaa4 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 30.10.06, 12:50
                Jak dla mnie to ten Twój post to jak krzyk rozpaczy. Jesteś po prostu
                nieszczęśliwy z tego powodu jak potoczyło Ci się życie. Stara żona miała swoje
                wady i zalety ale za małe zalety żeby przy niej zostać. A nowa partnerka też
                nie taka jak byś chciał, szczególnie jeśli chodzi o przyziemne sprawy.
                Współczuję Ci.
                A generalnie dużo prawdy piszesz o kobietach. Ale nie możesz uogólniać. Znajdź
                sobie taką co Ci dogodzi w każdej sferze to uwierzysz że nie każda baba zła.
                • mreck Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 30.10.06, 13:16
                  no. chciałbym.
                  nawet nie musi być bardzo ładna i szalenie zgrabna. nie musi byc bardzo modna i
                  elegancka. nie musi swietnie gotować.
                  ale to nie krzyk rozpaczy. jestem bez uczuć.
                  nie omawiam tu problemów mojego nowego zwiazku. nie stac mnie na to by napisać
                  te książkę.
                  jedynie sie grzecznie pytam:
                  co jest do cholery z tymi babami?
                  • groszek_73 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 30.10.06, 13:32
                    to jest chyba potwornie trudne pytanie. ja wiele o kobietach wiem i niestety
                    okazuje się, ile jeszcze nie wiem i nie dowiem się nigdy. każda z was jest
                    fajna, ale do każdej potrzebny jest inny, niepowtarzalny klucz :)
                  • jagoda4444 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 30.10.06, 13:46
                    Mrek chyba masz doła? grzecznie pytasz, grzecznie odpowiadam. Nie generalizuj.
                    Z Nami jest to co i z Wami. Każdemu z nas życie napisało inny scenariusz. Mój
                    mąż zostawił rodzinę nie z krzykiem - zresztą nie wiem - ponieważ byłam z
                    dziećmi na wczasach kiedy wyprowadził się. Za to jesteśmy pewni, że zostawił
                    nam bardzo duże długi - dostajemy kolejne wezwania do sądu - stąd ta pewność.
                    Mogłabym bardzo wiele napisać na eksa - ale nie mam zamiaru! a rozwód oprzeć na
                    obdukcjach lekarskich, jego zdradach (jak się okazało nie jednej), ale szkoda
                    marnować życie na szarpaninę. Szkoda dzieci. Nie wyleję na niego pomyj. A wokół
                    siebie widzę wielu normalnych facetów dbających o swoje rodziny, bo tacy są.
                    Mój eks też nie musiał np. remontować mieszkania, nie potrafił, ale jak córka
                    malowała framugę drzwi od swojego pokoju to powiedział: nie maluj bo sobie
                    pobrudzę rękaw. Naprawdę trudno było się kumplować z kimś takim. Nie zapytam co
                    się dzieje do cholery z tymi facetami? bo i po co. Każdy jest indywidualnością.
                    Są fajni faceci i są fajne babki. Pozdrawiam
                    • mreck Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 30.10.06, 14:18
                      no i fajnie. tez jestem przeciwko generalizowaniu. i o wiele łatwiej jest
                      pokazać pokieranego faceta niż kobiete.
                      tym wieksze zadanie przed kobietami.
                      • jagoda4444 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 30.10.06, 14:26
                        Zadanie jest zawsze przed obojgiem. Ale oboje muszą tego chcieć. Ot i tyle
              • ewolwenta Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 30.10.06, 17:14
                > jeździcie samochodami które sa w wiekszości dziełem wyobraźni facetów,
                > dzwonicie z telefonów komórkowych a postawie swoje orzeski przeciw dolarom ze
                > wymyslili je faceci, madrzycie sie na forum a obsługa techniczna to faceci.
                > itp itd.

                Głównie dlatego, że od dziecka panie wychowywane są w przeświadczeniu, że „Wy
                baby to się na tym nie znacie”. I z czasem zaczynamy w to wierzyć.
                Zespoły mieszane (damsko-męskie) w technice to prawdziwy skarb, ponieważ są
                najbardziej efektywne. Niestety wiele pań natrafia na stereotypowe postawy
                tatusiów i od dziecka wzbrania się przez rozwijaniem w sobie talentu.

                > absolutnie nie chce przez to powiedzieć że wierzę w jakąś wyzszosć facetów.
                > jest to jakis bzdet. ale powiedzmy szczerze:
                > mężczyźni o wiele częście padaja ofiara depresji,

                co? a skąd te dane? Chętnie zerknę w źródło.

                > nie potrafia sie odnaleźć w życiu rodzinnym,
                > uciekaja przed telewizor,
                > piszą rozprawy filozoficzne,
                > staja sie pracocholikami.

                A kobiety tyją bo obłożone pracą na dwa etaty i zestresowane znajdują
                pocieszenie w czekoladkach, siedzą przed tv i uciekają w serialowe uniesienia
                albo robią kolejne kursy i studia by mieć pracę w ogóle bo zostały polityką
                anyrodzinną państwa zepchnięte na margines rynku pracy.

                > a kobiety często nawet nie potrafia mu powiedzieć: kochanie jak slicznie
                > osadziłeś okno, jak ładnie zrobiłeś podmórókę, albo pochwalić go przed
                > koleżankami: mój mąż jest siwetnym facetem.

                Skąd wiesz czy nie chwalimy się swoimi facetami? Podsłuchujesz koleżanki z pracy?

                > ograniczacie jego zycie osobiste do granic absurdu, konsekwentnie odmawiając
                > przy tym uczestniczenia w tym co robi.

                A czy życie osobiste to nie dom i rodzina? Chyba miałeś na myśli życie
                towarzyskie i hobby. A tu z tym „ograniczeniem do absurdu” to chyba sądzisz po
                sobie. Częściej czytam tu skargi kobiet samotnych w związku, bo ich partnerzy są
                wiecznie w pracy albo z kumplami. Nie mów tylko że forum jest
                niereprezentatywne, bo o tym wiem. Jednak Twoje doświadczenia, na których
                opierasz te autorytatywne sądy jest jeszcze mniej rzetelnym źródłem.

                > wine za rozpad zwiazku zwykle ponosi mężczyzna. bo zdradził, bo chlał, bo sie
                > nie interesował, bo nie rozmawial, bo utonął w nudzie i w telewizji.

                A kto tak pozwiedzał. Chyba nie ma tu jednego wątku dotyczącego kryzysu, w
                którym obie płcie nie doszukiwałby się win obu stron. I wcale nie widzę tu walki
                płci i solidaryzowania się z własną.

                > czy żeczywiście nie ma żadnej winy kobiet? bo są aż takie interesujące dla
                > swoich mężczyzn?
                > moja obserwacja:
                > wiele swego czasu remontowałem i majsterkowałem. nigdy przy mnie nie było mojej
                >
                > żony. nawet jakb była mi potrzebna tzw. trzecia ręka to sie ograniczała do
                > podania mi tego jednego gwoździa i zmykała gdzie pieprz rośnie. owszem czekała
                > na efekt: O jaki piekny płotek zrobiłeś, jejku jak tu ładnie! to jeszcze zrób
                > chodniczek!

                A Ty konsekwentnie swojej żonie asystowałeś przy praniu, prasowaniu, odkurzeniu,
                szorowaniu, gotowaniu, zmywaniu, zakupach, odrabianiu lekcji z dziećmi?

                > owszem mężczyźni są mniej zwiazkowi - tym bardziej kobiety powinny dbać o
                > związek.

                A to czemuż i na czym to większe dbanie ma polegać?

                > tymczasem jest tak, że spoczywacie na laurach moje panie. a tak naprawdę
                > potraficie tylko narzekać i obgadywać w towarzystwie kolezanek.

                Podsłuchujesz? Skąd wiesz o czym rozmawiamy w gronie koleżanek?

                > czy zastanowiłyscie ilu facetów ucieka od was z krzykiem pozostawiając dorobek
                > swojego życia byle tylko dalej od was?
                > a jak się bliżej pryjżeć to wyglada to tak:
                > jak facet zostanie przy majatku to jest szuja i niegodziwcem. a jak kobieta to
                > jej sie słusznie należało. przy czym ciekawe jest to, ze same o sobie nie macie
                > dobrego zdania.
                > to jak to w kocu jest kucharki, pokojówki i praczki?

                ??? to już coś się zamotałeś
                • mreck Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 31.10.06, 09:47
                  nie mam autorytatywnych sadów. moze wyrazam sie dobitnie ale musiałabys mnie
                  znać i podejrzewam ze w tedy byłbym ostatnim człowiekiem któremu przypisałabyc
                  autorytatywne poglady.
                  dyskusja nie polega natym, ze ty mi wyjasnisz "dlaczego" jak małemu chłopcu. ty
                  sie zastanów gdzie mam rację, a nie skad sie bora moje poglady.
                  • ewolwenta Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 31.10.06, 21:16
                    Bardzo często masz rację tyle że połowiczną. Przypisujesz jakieś cechy kobietom,
                    kiedy one są uniwersalnie ludzkie, dlatego nie da się nie postawić pytania
                    „dlaczego i skąd?”
              • merrion Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 30.10.06, 20:48
                mreck, każdy związek jest inny tak, jak inny jest każdy człowiek. Ofiarami
                depresji, pracoholizmu itp są i mężczyźni, i kobiety, a radzą sobie (albo nie
                radzą) jak potrafią i tak, jak pozwalają im na to schematy wpojone im od
                dzieciństwa. Dziewczynkom i chłopcom wpaja się inne schematy zachowań i inne
                oczekiwania, wiec intuicyjnie po nie siegaja w wieku dorosłym.
                No i tu dochodzimy do sedna sprawy - jestes dorosły, swoje przeżyłeś, przestań
                myśleć schematami. Ponosisz dokładnie połowę odpowiedzialności za związek,
                niezależnie od płci. Nigdy nie odnajdziesz człowieka, który by całkowicie
                podzielał twoje poglądy, zainteresowania, uzdolnienia itp. Myślę, że życie z
                taką osobą byłoby nie do zniesienia, gdzie miejsce na przestrzeń własną,
                odkrywanie siebie, konstrukcujne dyskusje, kłótnie kończące się w łóżku itp?
                Nie wymagaj więc od tej swojej nieszczęsnej żony, żeby towarzyszyła ci we
                wszystkim, co robisz. Świetnie stawiasz płotki i kładziesz chodniczki - cóż,
                nie lepiej, że ona nie robi tego lepiej od ciebie? I na dodatek cię podziwia!
                Dodatkowy bonus, bo przecież nie dbasz o wasz wspólny dom po to, tylko po to,
                żeby ona cię pochwaliła?
                • mreck Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 31.10.06, 09:43
                  jasne, ze jest inny, kazdy zwiazek. jednak tyle podonych sytuacji zachodzi ze
                  zarzut jakobym opierał sie na stereotypach jest chybiony. czym sa wypowiedzi np
                  elowenty - tej forumowej madrali jak nie próba wepchniecia wszystkiego w
                  stereotypy?
                  o innych wypowiedziach nie wspomnę ;)))
                  moim zdaniem porazka facetów jest ich biologia - w wieku od nastu do powiedzmy
                  sobie 45 (umowna granica) sa niewolnikami zapładniania.
                  porażka kobiet to spoczywanie na laurach i niezauważanie faktu ze dla partnera
                  trzeba byc interesującym przez całe zycie. co ciekawego jest w kucharce i
                  praczce?
                  wiec proszę sanownych pań: fajnie jest miec smaczny obiadek i głosno chwalic
                  zone ze swietnie gotuje, fajnie jest nauczyc ja czerpania przyjemnosci z seksu,
                  fajnie jest móc robic cos dla rodziny. ale jeszcze fajniej jest robić cos we
                  dwoje: ogladac telewizje, robic zdjecia przyrody, interesowć sie swiatem.
                  dlacego tyle pomyj wylewcie na głowy tych nieszczęsnych facetów?
                  i dlaczego ilekroć ktoś chce od was wyciagnąc jasne stanowisko zwalacie na "tak
                  nas wychowano" nic dziwnego, ze w koncu kończycie zakfefione, albo w burdelu.
                  jak chcecie uczestniczyc w życiu skoro ciągle słyszę o dwuch etatach.
                  przepraszam bardzo: chcącemu nie dzieje sie krzywda.
                  do czego sa potrzebni wam faceci?
                  jak narazie usłyszałem tylko, ze ze mna jest cos nie tak, albo ze mam doła,
                  albo ze nie rozumiem kobiet. no to niech któras wyłozy wreszcie kawę na ławe i
                  odpowie na pytanie postawione w tytule wątku.
                  • zorka99 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 31.10.06, 10:16
                    Nie wiem , jak dla innych, mogę tylko o sobie. Mnie mężczyzna potrzebny jest do
                    utrzymywania odpowiedniego ekonomicznego statusu rodziny, do pokazywania
                    dzieciom świata i uczenia ich, jak radzić sobie z problemami i życiem, do
                    wspierania mnie w realizacji moich marzeń, do podciągania mojej samooceny, do
                    wyznaczania wspólnie wynegocjowanych kolejnych planów i ich realizacji, do
                    korygowania mojego subiektywnego zdania i światopoglądu, do pomocy w rozumieniu
                    świata, do pomocy w konkretnych sytuacjach codziennych, do ciągłego
                    przekonywania mnie czynami, że zawsze mogę na niego liczyć w ważnych sprawach.
                    Wcale nie musi być ciągle obecny przy mnie fizycznie, wystarczy, że w ogóle
                    jest. Powyższe dotyczy także sytuacji odwrotnej, tzn. ja chyba po to samo
                    jestem dla niego. Może jestem nietypowa...
                  • niezapominajka333 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 31.10.06, 10:29
                    Masz rację Mreck. Pewnie z tych samych powodów, dla których faceci nie chca
                    sobie zadac odrobiny trudu i zainteresowac sie światem kobiet. Zamiast
                    naprawiac kontakt, mógłby taki mąż usiąśc obok zony i obejrzec np. kolejny
                    odcinek "M jak Miłośc", a potem przedyskutowac z żona zawiłości uczuc głównych
                    bohaterów. Nie słyszałam też o facecie, który zrezygnowałby np z umycia
                    samochodu na rzecz analizowania pomysłu nowego szalika czy swetra i dobierania
                    do niego wzorów razem z partnerką.
                    Jakimś dziwnym trafem mąż woli naprawic kran w łazience, niż wybrac sie na
                    wystawę "Japońskiej sztuki współczesnej", którą pasjonuje sie jego żona.
                    Masz rację Mreck. Wszystkie te czynnosci może zrobic żona, a jak nie umie,
                    można wezwac fachowca. Ludzie sami sobie komplikują zycie ....

                    A tak naprawdę to twoje pytanie powinno brzmiec : Dlaczego zachowanie mojej
                    partnerki zaczyna mnie irytowac?
                  • zonka9 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 31.10.06, 11:46

                    > jak narazie usłyszałem tylko, ze ze mna jest cos nie tak, albo ze mam doła,
                    > albo ze nie rozumiem kobiet.

                    Mreck... nie uogolniaj...:)


                    no to niech któras wyłozy wreszcie kawę na ławe
                    > odpowie na pytanie postawione w tytule wątku.

                    Po co...? Sa po to, by kobiety mialy kogo kochac...i po to by kobiety mogly
                    sobie pokrzyczec...:)
                    • mreck Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 31.10.06, 11:52
                      jakoś nie czuję żeby zawiłosci papierowych postaci serialowych były wazniejsze
                      od kranu.
                      wystawa sztuki japońskiej zgoda. jednak nie spotkałem takiej kobiety która
                      serio interesowała sie sztuka japońską. chyba żeby wahlarzyki poprzymierzac.

                      zonka ;)))) czy ty aby nie pokpiwasz sobie ze mnie? no ale dobrze mi tak. :)
                      • zonka9 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 31.10.06, 12:01
                        Mreck...ja ? pokpiewam...? alez skad!
                        Ja poprostu mowie, zebys nie uogolnial, bo kocham sluchac swojego faceta, gdy
                        opoiwada o zaglach, kocham z nim plywac, kocham gdy opowiada o sztukach walki,
                        gdy jeszcze trenowal, ale wole jak mnie uczy, bo to zawsze konczy sie
                        jednakowo...wspolnie tez plywamy...wiec nie jest tak, ze jego hobby mnie nie
                        interesuje, bo interesuje i to bardzo.
                        Moje hobby tez go interesuje, a gdy trzebacos w domku zrobic, to po 5- tym
                        razie przypomnienia mi pomaga...lub po prostu bawi sie z synkiem a ja sama
                        biore sie za robotke:)
                        albo odwrotnie.


                        I calkiem powaznie mowilam po co sa mezczyzni:)
                        • kici10 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 31.10.06, 12:59
                          jakoś nie czuję żeby zawiłosci papierowych postaci serialowych były wazniejsze
                          od kranu.
                          Jak mamy być kumplami, to bierzemy udział w swoim hobby wzajemnie, a nie tylko
                          w jedną stronę. Akcja i reakcja.
                          • thistle Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 31.10.06, 19:10
                            Jak mamy być kumplami, to bierzemy udział w swoim hobby wzajemnie, a nie tylko
                            > w jedną stronę. Akcja i reakcja

                            EE, rewolucje sa niebezpieczne..

                            M.(mój, nie mreck) sobie szydełkiem najwyżej krzywdę zrobi, a ja zasnę przed
                            połową pierwszej połowy meczu, choćbym nie wiem jak mocno udawała, że mnie
                            interesują panowie stadnie galopujacy sobie po trawce.
                            A ja ten watek podczytuję jak lepsze sci-fi. Osobiscie nie znam kobiety, która
                            dostawała by czkawki na widok niedomytego na błysk zlewy czy gąbki w tymże.
                            Znam jedna, która traktuje to jako hobby, ale bez imperatywów, i jedną, która
                            się w to wrobiła, tak wychowujac sobie Męża i synów.
                            Może to kwestia pokoleniowa???

                            Jakby co, to u mnie są okna do wymycia, mogę za to pograć w szachy, a co;)
              • klaris29 Re: po co mężczyżni sa dla kobiet. 01.11.06, 09:01
                mreck napisał:

                > jeździcie samochodami które sa w wiekszości dziełem wyobraźni facetów,
                > dzwonicie z telefonów komórkowych a postawie swoje orzeski przeciw dolarom ze
                > wymyslili je faceci, madrzycie sie na forum a obsługa techniczna to faceci.
                > itp itd.
                A to własnie dlatego, że tym co powinny robić a czego nie powinni decydowali
                faceci twojego pokroju. I tacy to wciąż chcą widzieć w kobiecie królewnę, a nie
                partnerkę, masz anachroniczne podejscie do porblemu i niegdy z kobietą nie
                będziesz szcześliwy, przykro mi.
                Klara
                • misssaigon schematy schematy schematy 01.11.06, 09:49
                  mreck, obwiniasz kobiety za schematyzm w postrzeganiu ich roli u boku mezczyzny
                  a sam placzesz sie i miotasz - w schematyzm rowniez popadajac...

                  z kazda kobieta tworzy sie inny zwiazek - z jedna bedziesz jezdził na ryby a
                  druga bedzie wolala ci gotowac pyszne obiadki - jesli bedziesz szukal takiej,
                  ktora bedzie odpowiedzia na twoj wyimaginowany obraz "zony idealnej" czeka cie
                  tylko rozczarowanie wszystkimi kobietami, ktore spotkasz...
                  milosc w zwiazku powinna wydobyc z nas najlepsze cechy i tym samym dac podbudowe
                  na przyszlosc - jesli sie potrafi kochac madrze...

                  co do obowiazkow domowych - mozna to rozwiazac w logiczny sposob - okreslic
                  minimum , ktore w domu powinno byc wykonane - podzielic sie obowiazkami w miare
                  sprawiedliwie;)) , wszystko ponadto co komus sie zechce zrobic to jego wybor i
                  niech nie oczekuje za to wyrazow wdziecznosci czy peanow - bo robi to dla
                  wlasnej satysfakcji lub z powodu przerosnietego poczucia obowiazku...i to je konec
                  • mreck Re: schematy schematy schematy 02.11.06, 08:46
                    dyć nie pisałem o tym jak jest, tylko o tym jak przedstwiaja sie dyskusje na
                    ten temat tu i teraz.

                    i jakos tak sobie zakładajac watek wyobraziłem, ze zostanę zarzucony majtkami s
                    stanikami. ;)))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja