karotelka
04.11.06, 08:17
Jesteśmy małżeństwem od 8 lat, mamy 2-kę dzieci.Od jakiegoś czasu zaczęło
się dziać źle w naszym małżeństwie, w zasadzie od momentu, jak pojawiło się 1-
sze dziecko.
Wtedy chyba odsunęłam się od męża, nie potrafiłam dzielić
uczuć, dziecko wywarło wielki wpły na moją psychikę. Bardzo chciałam, ale nie
mogłam sprostac jego wymaganiom ciągłego z nim bycia,dawania uczuć tak, jak
dawniej, powodowało to u mnie wielkie frustracje i wyalienowanie się. Od
jakiegoś czasu też nie potrafilismy ze sobą rozmawiać, ciągle kłótnie. Wiele
razy pragnęłam porozmawiać, ale nie potrafiłam, nie dało się do niego dorzeć.
Mniej więcej rok temu, może nawet wcześniej,zaczęłam miec podejrzenia, że mąż
chce spotykać się z kimś innym.
Kilka miesięcy temu moje podejrzenia potwierdziły się. Nie mam 100% dowodów,
ale udało mi się zaobserwować zachowanie męża w stosunku do jednej osoby, z
odwzajemnieniem. Męczyłam się z tym strasznie, cierpiałam i zdecydowałam się
na rozmowę. Mąż potwierdził podejrzenia z tym, że powiedział, iż łączy ich
tylko przyjaźń. Ja w to nie wierzę,jestem pewna, iż łączy ich coś więcej, to
po prostu WIDAĆ, ja to odbieram. Rozmowa w sumie skończyła się tym, że
będziemy starali się naprawić nasz związek, mi bardzo na tym zależy, bardzo
kocham męża, czasami było trudno, ale nigdy nie zwątpiłam w swoje uczucie.
Tylko,że on dał mi do zrozumienia, iż mi nie ufa, że tak naprawdę chcę coś
naprawić w obliczu jego utraty, a nie dlatego, że zależy mi na nim. Iwm,ze
mnie kocha, bardzo pragnie zmiany, bardzo się na nią cieszy, ale nie potrafi
do końca zaufać, że będzie lepiej nie tylko w najbliższym miesiacu, roku, ale
na zawsze...Nie wiem,jak go przekonać, że zalezy mi na nim, a nie na
ratowaniu związku za wszelką cenę, bo tak wypada...