anulka322
06.12.06, 19:29
Właściwie to nie wiem, czy dobrze zadałam pytanie i czy zawiera sedno sprawy,
którą chcę poruszyć.Ale może , gdy przeleję na "papier" swoje odczucia
wreszcie mi się ulży!. Chodzi mi rzecz jasna nie o takie sobie całowanie, ale
takie, jakie może być między dwojgiem sobie bliskich osób, jakimi są mąż i
żona. Zwracam się z tym pytaniem szczególnie do osób w trwałych, długoletnich
związkach, chociaż wszystkie wypowiedzi będą mile widziane.Otóż problem,
który mnie dotyczy jest trochę złożony(tak mi się przynajmniej wydaje) i
chciałabym poznać obiektywne opinie na ten temat, nawet te krytyczne, bo może
wreszcie dotrze do mnie, że to Ja wyolbrzymiam problem i ktoś pomoże mi
wreszcie "mocno stanąć na ziemi". Już sama nie wiem co o tym sądzić,
zwierzyłam się kiedyś przyjaciółce, ale chciałabym zasięgnąć opini większej
liczby osób, żeby ocenić, czy to co się dzieje w moim małżeństwie jest
normalne, czy nie.Ale może zacznę od początku. Ja mam 33 lata, mąż 35, 12-
letni staż małżeński. Dzieci nie mamy po części z własnego wyboru, ale kiedy
już się zdecydowaliśmy niestety poroniłam. Piszę o tym, żeby naświetlić, że
akurat w naszym przypadku na sferę intymną nie ma wpływu wychowywanie dzieci,
co nie ma się co czarować, jak wynika z wypowiedzi wielu ma znaczący wpływ
na pożycie małżeńskie.Problem w tym, że mój mąż nie chce się ze mną całować!
a ja bardzo tego pragnę. Wiadomo, że nie zawsze jest ochota na "romantyzm",
bo praca, bo tysiące innym problemów, ale uważam, że całowanie jest normalną
potrzebą człowieka i rzeczą jak najbardziej mile widzianą w związku dwojga
ludzi.Przed ślubem całowaliśmy się długo i namiętnie, seks jako taki nie
wchodził w rachubę, ale oboje byliśmy zgodni, że poczekamy z tym do ślubu. To
mąż jako pierwszy zainicjował pierwszy pocałunek, zresztą dla mnie w ogóle
pierwszy w życiu. Od tamtej pory całowaliśmy się często i to był właściwie
jedyny sposób na bliskość.Nic nie wskazywało na to, że mąż nie lubi albo z
jakiegoś powodu nie chce się całować. Po ślubie bywało różnie, ale ponieważ
daliśmy upust swojemu pożądaniu poprzez seks, całowanie zeszło na plan
dalszy, ale było! W końcu coraz rzadziej się całowaliśmy , właściwie , jeśli
już to odrobinę podczas seksu a tak normalnie pozostały tylko całusy ot tak
takie zwykłe, na "powitanie" i "pożegnanie" i tak pozostało do tej pory. Ale
właściwie to ja odczuwam większą potrzebę przytulania się , obejmnowania i
całowania męża( rzadko w usta , jeśli już to tylko "cmoknięcie") i przychodzi
mi to całkiem spontanicznie , może dlatego, że jestem kobietą , ale też
bardzo KOCHAM męża i zależy mi na jego szczęściu, więc nie żałuję mu
czułości, może po części, żeby zaspokoić swoje pragnienia.Jednak od pewnego
czasu zaczynam odczuwać brak tego intymnego gestu jakim jest całowanie się i
to takie namiętne. Starałam się znależć przyczynę tego stanu rzeczy.
Rzeczywiście jakiś czas po ślubie mąż zaczął mi coraz częściej zwracać uwagę,
że czuć mi z ust. Na początku bardzo się tym przejmowałam i było mi po prostu
przykro.Ale starałam się to zrozumieć, chociaż bliską mi siostę nie raz
pytałam czy tak jest i ona, no może za wyjątkiem paru razy, zaprzeczyła.
Nigdy nie przypuszczałam, że mogę mieć z tym problem tym bardziej, że zawsze
dbam o higienę, zęby mam wszystkie wyleczone, ale może to sprawa "żołądkowa"?
W każdym razie tłumaczyłam to sobie jakoś, w końcu też zauważam, że niektórym
czuć z ust, w końcu jesteśmy tylko ludźmi. Ale niejednokrotnie pytałam męża,
czy zawsze tak jest, że czuć mi z ust i mówił, że nie zawsze, więc jak
próbowałam się do niego zbliżać to najpierw dyskretnie próbowałam wyczuć, czy
aby znowu nie pojawił się ten problem, żeby nie zrażać do siebie męża.
Ostatni raz całowaliśmy się tak namiętnie rok temu i owszem zdarza się to a
właściwie zdarzało baaaardzo rzadko. Więc nie rozumiem w czym problem? Kiedy
w końcu chciałam męża wypytać o co chodzi był mocno podirytowany. Co prawda
nie był to dla nas ciekawy czas, bo poroniłam, ale fakt ten uświadomił mi jak
bardzo potrzebuję męża i jego bliskości. I właśnie wtedy też próbowałam
zainicjować zbliżenie najpierw zaczynając od delikatnego całowania.Mój mąż
był jednak niewzruszony. Czułam się wtedy okropnie, było mi żal i przykro,
zresztą nie był to jedyny raz, kiedy zdobyłam się na odwagę, żeby zacząć się
całować z własnym mężem.Dziwne jest to, że jak on chce się całować , choć
baaardzo rzadko to jest Ok, ale jak ja chcę to pojawia się problem. Ale wtedy
już nie wytrzymałam i prawie wymusiłam na mężu, żeby mi powiedział o co
chodzi. Prawie, że w nerwach odpowiedział mi, że właśnie z tego powodu, że
czuć mi z ust nie chce się ze mną całować, a nawet jeśli mi nie czuć to i tak
ma złe skojarzenia i gdyby się zmusił do całowania ze mną znienawidziłby sam
siebie. Po tym co usłyszałam, choć było to dla mnie przykre, uznałam, że nie
bedę się nad sobą rozczulać.Przeprowadziliśmy jeszcze parę poważnych rozmów
niestety padły i inne słowa, bo starałam się z mężem porozmawiać , jak on
widzi nasz związek,co do mnie czuje itd.Ja ze swojej strony zapewniałam go,
że bardzo go kocham i im dłużej jesteśmy razem moje uczucia do niego są
głębsze , że jest dla mnie najważniejszy, najprzystojniejszy itp. na co on
owszem odpowiedział,że ja też jestem dla niego najważniejsza, ale seks uważa
za "zło konieczne" a mnie "kocha" tzn. toleruje i że emocjomanie
się "wyczerpał". No cóż, mój mąż nie był nigdy wylewny i z tym się
pogodziłam, dlatego uznałam,że rozmwy z nim na takie tematy przynoszą mi
więcej goryczy i smutku niż pozostawienie tego biegowi zdarzeń. A muszę
powiedzieć, że na co dzień jest Ok, staram się być dobrą żoną i mąż próbuje
to jakoś odwzajemniać,staram się w końcu nie oczekiwać od męża tego czego nie
może mi dać i zwracam uwagę nawet na małe szczegóły jego adoracji mną bo
wiem, że na więcej go po prostu nie stać.Ogólnie jest dobrym człowiekiem i
mężem. Tylko, że tak mało emocjonalny, ale niestety wielu mężczyzn tak ma.Ale
wracając do tematu, kiedyś całowanie się nie miało dla mnie aż tak wielkiego
znaczenia, ale zaczęłam dostrzegać , nie wiem czy słusznie, że chyba brak
całowania się w małżeństwie nie jest dobrą oznaką . Zaczęłam zauważać, że
ludzie się całują i to jest normalne, nawet przyjaciółka mi powiedziała, że
nie wyobraża sobie seksu bez całowania. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że
w końcu przychodzą mi takie chwile, też nie często, że odczuwam ogromne
pragnienie całowania się z meżem i nie mogę sobie z tym poradzić.Uważam, że
jeśli się kogoś kocha a mój mąż na swój sposób mnie kocha to się akceptuje
tego kogoś takim jaki jest.Kocham mojego męża i dla mojego i Jego dobra nie
poruszam już tego tematu i sama zaprzestałam inicjować całowanie w usta, bo
zaczęłam się krepować, ale i bać ponownego odrzucenia. Zawsze wydawało mi
się, że jak będę z "tą" drugą osobą, to w takich sprawach nie będzie tajemnic
i będziemy sobie bardzo bliscy a to właśnie taka bliskość powoduje, że
pozwalamy sobie na czułość i intymne gesty bez obawy, że komuś się będziemy
narzucać.Dodam, że jeśli chodzi o seks, to raczej nie mamy z tym problemu,
chociaż to ja częściej wychodzę z inicjatywą.Na początku myślałam, że coś
jest nie tak, że mąż ma mniejszą ochotę na seks( zdrada jest wykluczona i o
tym jestem przekonana na 100%), ale po czasie sama doszłam do wniosku, że to
mnie samej bardziej odpowiada branie spraw "w swoje ręce" właśnie w tej
dziedzinie życia.Dlatego do samego seksu nie mam żadnego "ale" jest Ok.,
zresztą lubię sprawiać meżowi przyjemność i daje mi to ogromne
zadowolenie .Nie wyobrażam sobie też, zeby stwarzać sytuację, żeby mąż
poczuł, ze niejako musi sie mnie prosic o seks. zawsze była na te sprawy
otwarta i poza wyjątkami, raczej zdrowotny,i, nigdy nie odmówiłam męzowi
sejsu, jeśli miał na to ochotę.Ale czasem to mnie przychodzi ochota właśnie
na pocałunki