Dodaj do ulubionych

Nie żałuje.(Oziębła żona)

21.01.07, 21:51
Witam Wszystkich. Czytam forum od dawna , problem braku sexu w małżeństwie
dotyka mnie pośrednio - udało mi się zminimalizować jego skutki. Uważam ,że
właśnie skutki (braku sexu) są najgorsze , nie samo
cierpienie "zainteresowanego". W moim przypadku skutkami, były częste
kłótnie, złość nie spowodowana żadnym konkretnym powodem itp.
Bardzo kocham żonę i dzieci. Zaraz po ślubie dramatycznie pogorszyło się
nasze pożycie. Nie będę opisywał tu terapii, rozmów po których było przez
tydzień ok, i tym podobnych prób. Moja żona oświadczyła mi po roku małżeństwa
że bardzo mnie kocha , ale sex dla niej mógłby nie istnieć. Nie ma na to
wpływy to ,że podczas sexu szaleje i jest jej naprawdę dobrze ,to akurat
można wyczuć.
I właśnie 10 lat temu zadawałem sobie pytania ,które czytam tu na forum : "to
już 3 miesiące bez sexu , nie wiem czy wytrzymam ? "
Ja wtedy podjąłem straszną decyzję (według mojej ongisiejszej skali ocen) -
poszedłem do burdelu !!!
Przyznam że przez kilka tygodni miałem okrope wyrzuty sumienia , czułem się
strasznie. Stałem się pokorniejszy , wtedy jeszcze myślałem że to skutek
poczucia winy. Wytrzymałem znowu jakiś czas bez sexu ,i znowu skorzystałem z
usług prostytutki. ITD...

Dziesięć lat mięło... Jesteśmy szczęśliwym małżeństwem , kocham żonę nad
życię , dzieciom niczego nie brakuje , jeździmy na wycieczki , robię dla nich
wszystko co mogę, 10 razy dziennie mówię żonie że ją kocham (bo tak zresztą
jest).Kochamy się co 3-4 miesiące, żona myśli że się przyzwyczaiłem.
Generalnie sielanka.

Ja dalej korzystam z usług dziewczyn do towarzystwa ,i tylko dzięki nim ,
nasze małżeństwo trwa nadal. W domu jestem wyluzowany , nie ma niepotrzebnych
napięć na tle sexu . Robię to na tyle dyskretnie , że żona nie ma o tym
pojęcia (nie w swoim mieście).Ani raz nie miałem kochanki, wiem czym to
grozi. Lepiej utrzymywać sobie jakąś studentkę na wyłączność.

Wiele decyzji w życiu było nie trafionych , ale z perspektywy czasu ,widze że
decyzja o rozdzieleniu sexu od miłości była jedną z najbardziej udanych .
Dzięki temu , jestem dalej z moją ukochaną żoną i dziećmi.
Gdybym był wierny , dzisiaj byłbym 30-sto latkiem z 30-stoma stosunkami za
sobą. Poziom frustracji byłby u mnie na poziomie temperatury słońca .

Komentarze moralizatorskie mam gdzieś , to jest moje życie !


Styl kiepski , ale za mało czasu miałem.
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • brass_monkey Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 21.01.07, 22:28
      onnormalny napisał:

      > Komentarze moralizatorskie mam gdzieś , to jest moje życie !

      Moralizowac nie mam zamiaru ale chcialbym wyrazic swoja opinie na temat twojej
      sytuacji. Najpierw jednak powiedz czego od nas oczekujesz w swietle powyzszego
      stwierdzenia.

      • onnormalny Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 21.01.07, 23:09
        Do : brass_monkey - nie oczekuje niczego , moja historia jest taką moją
        pseudo spowiedzią .
        Nie chciałbym czytać tekstów typu: „zapewne za mało rozmawialiście” itp.
        Opisałem moje subiektywne odczucia . W dużym skrócie i uproszczone .
        Nie jestem dumny z mojego postępowania , lecz wydaje mi się że gdybym poszedł
        drogą „poprawną „ moje małżeństwo dawno było by wspomnieniem.
        DO: alter50 – ja swojej też raczej proponować nie będę , ale powinna się do
        niego dołożyć.
        • m717 Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 21.01.07, 23:56
          Ja ten sam problem mam (miałem) i twoje rozwiązanie jest dla mnie nie do końca
          zrozumiałe... Ja bym nie umiał uprawiać seksu z kobietą do której nic nie czuję
          i jeszcze wiem , że robi to z wieloma...Czy nie degraduje to twojej psychiki w
          jakiś sposób? Czy nie boisz się zarażenia jakimś świństwem?
          • onnormalny Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 22.01.07, 00:09
            Piszesz :Ja ten sam problem mam (miałem) i twoje rozwiązanie jest dla mnie nie
            do końca zrozumiałe...

            Napisz jak rozwiązałeś "ten" problem ?

            I napisz czego nie rozumiesz ,
            -"Ja bym nie umiał uprawiać seksu z kobietą do której nic nie czuję"
            -
            • m717 Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 22.01.07, 00:18
              Napisałem "mam (miałem)" bo faktycznie ten problem nie mam tak naprawdę
              rozwiązany. Nie mogę cię zrozumieć dlatego, że ja nie potrafię wybaczyć żonie
              tego "porzucenia" w małżeństwie. Powiedz mi jak ty potrafiłeś (potrafisz)
              radzić sobie z sytuacją kiedy próbujesz ainicjować zbliżenia a dostajesz kosza?
              Ja po takich doświadczeniach czułem się tak podle, że tego nigdy nie wybaczę...
              Pytasz : skąd wiem, że nie potrafiłbym się kochać z kobietą do której nic nie
              czuję? Otóż to się po prostu wie i nie ma co tego udawadniać. Ale to nie
              znaczy, że nie potrafię zrozumieć, że ty możesz.
              A nie odpowiedziałeś na pytanie o potencjalne skutki dla twojej psychiki i
              zdrowia (narażasz też żonę -choć tylko raz na 3-4 miesiące;)...
      • yvona73pol Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 22.01.07, 04:53
        alter i koala, moze sie ucieszycie, wlasnie powstaje pomnik prostytutki ;)))) a
        gdziezby indziej jak nie w Amsterdamie....
        ma byc to statua kobiety smialo patrzacej innym w twarz (zeby zobaczyc jak sie
        smialo patrzy, trzeba sie bedzie wybrac do stolicy haszu ;))))))
          • al9 Z prostytutka jest tylko mechaniczny sex 22.01.07, 10:37
            ktos tu pisze:
            nie potrafiłbym się kochać z kobietą do której nic nie
            czuję?
            --------------------------
            Z prostytuka sex jest wyłącznie mechaniczny. Rozładowuje napięcie, ale
            pozostawia straszny niesmak. Zaspokojenie naszej, męskiej potrzeby. Nie ma
            czułości, przytulenia, ciepła... Normalny zdrowy facet potrzebuje miłości a nie
            5 posuwistych ruchów w czyjejś opłaconej pochwie.
            Wychodzisz z burdelu i czujesz się jak świnia. I czujesz do siebie nie tyle
            wsręt ale żal: czemu do k.nędzy musisz płacić???
            to takie smutne...
            Pozdr
            al
            • kajetanb52 Re: Z prostytutka jest tylko mechaniczny sex 22.01.07, 13:11
              al9 napisał:

              > Z prostytuka sex jest wyłącznie mechaniczny.

              I o to chodzi, idziesz, płacisz, robisz to za co zapłaciłeś, nie musisz martwić
              się jej orgazmem ani czy jej dobrze, po prostu spuszczasz z krzyża.

              >Rozładowuje napięcie, ale pozostawia straszny niesmak.

              A to zależy od konstrukcji psychicznej klienta, jeśli idziesz do dziwki szukać
              czułości itp. to zły adres.

              >Normalny zdrowy facet potrzebuje miłości

              Miłość autor postu ma w domu. Przypuszczam że żona na każdym kroku zapewnia go o
              swym dozgonnym uczuciu, ot ma ten feler że sexu nie lubi/potrzebuje

              > Wychodzisz z burdelu i czujesz się jak świnia.

              > I czujesz do siebie nie tyle wsręt ale żal: czemu do k.nędzy musisz płacić???

              Moralniak zależy jak już pisałem od stopnia odporności psychicznej;) A co do
              płacenia za dupczenie, zawsze płacisz w ten czy inny sposób. Idąc do klubu na
              podryw musisz się nastawiać drinków, znajdując kochankę musisz płacić za kolacje
              i hotele. Więc dlaczego nie płacić prostytutce od razu za sex ? Per saldo
              wyjdzie taniej.
    • jaonmy Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 22.01.07, 10:24
      mnie rowniez nie przekonuje takie “rozwiazanie”.
      w szwecji za korzystanie z uslug prostytutki grozi kara, szwedzi uwazaja ze
      jest to wykorzystywanie kobiet, gdyz kazda osoba ktora posuwa sie do sprzedazy
      samej siebie, musiala dosiwadczyc glebokiej krzywdy w swoim zyciu
      a pomijajac ten poglad to ze wzgledow czysto praktycznych uwazam ze uczciwiej
      byloby zonie sprawe postawic jasno a nie od x lat narazac jej zdrowie...
      gleboka to naprawde naiwnosc ze gumka uchroni w kazdej sytuacji a niektore
      niespodzianki maja nad wyraz dlugi okres wylegania
        • onnormalny Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 22.01.07, 21:10
          Witam.
          1- kwestia uczuć : uczucia , pocałunki i wszelakiego typu czułości rezerwuje
          wyłącznie dla żony , nie spotykam się z
          dziewczynami aby zaznać czułości . Ja wystrzegam się tego jak ognia ! Ja
          nie szukam kochanki , osobę do kochania mam w domu. Zgadzam się ze
          wcześniejszą wypowiedzią : że po wyjściu z burdelu czuje się niesmak.
          (doprecyzowując, z usług burdeli korzystałem może kilka razy na początku)
          Agencje towarzyskie to faktycznie kiepski pomysł, i po wyjściu źle się człowiek
          czuje... Lecz w czasach globalnej wioski bardzo łatwo sobie znaleźć studentki
          dorabiające sobie do czesnego .

          2 - Zdrowie : Staram się bardzo uważać , co mogę zrobić więcej ?
          Kilka miesięcy temu przeszedłem komplet badań , więc
          chyba jestem ostrożny .

    • glamourous Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 22.01.07, 21:49
      Nawet jeszcze nie przeczytalam wszytskich komentarzy, a juz napisze, ze
      POPIERAM. W Twoim przypadku seks prostytutka to chyba najlepsze rozwiazanie, bo
      w ten sposob kontrolujesz sytuacje i masz gwarancje, ze nic sie nie zaplącze i
      nikt Ci malzenstwa nie rozwali. Jestes po prostu fair, decyzja wcale nie taka
      straszna, bo wazne ze nie pozwalasz okradac sie z seksualnosci w imie komfortu
      zony - poradziles sobie z wlasnym celibatem i jego skutkami, ktore moglyby byc
      gorsze gdybys musial trwac w takim upiornym malzenskim bezsseksiu.

      A ten tekst o "30-sto latku z 30-stoma stosunkami za soba", przerazil mnie,
      faktycznie zycie ucieka i nie ma co siedziec i biadolic ze seksu za malo. Miales
      po stokroc racje ze podjales decyzje o dyskretnej i kontrolowanej niewiernosci.
      Sama wiem, ze gdybym miala seks raz na 3 miesiace nie wytrzymalabym i pewnie
      niezle dawalabym czadu na boku.

      A fakt, ze od zony nie odszedles z powodu niedopasowania (co zrobiloby pewnie
      wielu facetow) uwazam za dowod wielkiej odpowiedzialnosc, zreszta w koncu
      kochacie sie i sa dzieci...

      Ogolnie nadzwyczaj dobrze Cie rozumiem, popieram i pozdrawiam :-)
      • oliviaaa1 Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 22.01.07, 22:35
        ja tez 3 razy tak, a jeszcze jakis czas temu wczułabym sie w role żony i nie byłabym tak bardzo za. a co jesli do tego nie ma czułosci, nie czuje sie miłosci, nie ma tych fajnych pocałunków, no moze seks troszke czesciej, ale.. to wtedy z jakich usług skorzystac...??? kochanek chyba tylko zostaje..albo wybrac raz jeszcze. trafniej tym razem. ..
      • sagittka Re: fair? 22.01.07, 22:56
        > nikt Ci malzenstwa nie rozwali. Jestes po prostu fair,

        Fair???
        Przecież on żyje w kłamstwie!

        Mogę się zgodzić, że dobrze radzi sobie ze swoimi potrzebami (prostytucja po to
        jest), być może dla autora i jego rodziny jest to najlepsze z możliwych
        rozwiązanie, ale coś za coś. Jest seks, ale jest też kłamstwo, zdrada, brak
        szczerości w stosunku do ukochanej.

        Fair, byłoby wtedy, gdyby onnormalny powiedział żonie o swoim życiu seksualnym
        (bo jej to też bezpośrednio dotyczy).
        Ona, jako kochająca żona, zrozumiałyby, a pewnie nawet ucieszyłaby sie, że nie
        musi już się poświęcać czemuś, czego nie lubi i wszyscy byliby zadowoleni.

        ....
        OK, ostatnie zdanie było ironiczne, ale tylko wtedy byłoby to fair.
        • onnormalny Re: fair? 22.01.07, 23:14
          NIESAMOWITE !!!!!!!!!!!!
          A cóż to za straszna choroba te "kłamstwa" ?
          Wychodzą po nich jakieś bąble ? Może człowiek krwawi ?

          Zapewne ty od tej choroby jesteś wolna !?

          Czy napewno ?

          Czy nie zdaża Ci ię kłamać ?
          Ale Twoje kłamstwa , to napewno takie kłamstwa małe , taie błache , nawet nie
          ma o nich co pisać.

          Co innego moje , to są dopiero kłamstwa !
          Wydaje mi się , iż kłamstwa wpisane są w nasze życie (Twoje także) jak śmierć .
          Według mnie , kłamstwo liczy się ilością szkód przez nie wyżądzonych .
          Przepraszam za ewentualne błędy , ale raczę się winem :-)
          • sagittka Re: fair? 23.01.07, 10:53
            Ależ nie unoś się tak!

            Nie pisałam do ciebie, bo nie chcę oceniać wprost twojej sytuacji, zwłaszcza że
            znamy ją tylko z jednej strony. Z tego co piszesz, postawa twojej żony
            przyczyniła się w sposób znaczący do twojego wyboru, więc ona też nie jest fair.

            Pisałam w odpowiedzi na pewną gloryfikację twojego zachowania i słowa, że jesteś
            fair. Nie jesteś i już, nie chcę tego oceniać, tym bardziej, że uważam, że
            prostytucja jako instytucja jest potrzebna (tylko powinna być zalegalizowana i
            opodatkowana).

            Powtórzę więc jeszcze raz, ze odnoszę się wyłącznie do stwierdzenia (nie
            twojego), że jesteś fair.

            Twój opis:
            "Jesteśmy szczęśliwym małżeństwem , kocham żonę nad
            życię , dzieciom niczego nie brakuje , jeździmy na wycieczki , robię dla nich
            wszystko co mogę, 10 razy dziennie mówię żonie że ją kocham (bo tak zresztą
            jest)"
            oraz twój wybór w pewnym sensie sie dla mnie wykluczają, więc nie róbmy z ciebie
            świętego.
            • kawitator Re: fair? 23.01.07, 12:00
              "Jesteśmy szczęśliwym małżeństwem , kocham żonę nad
              życię , dzieciom niczego nie brakuje , jeździmy na wycieczki , robię dla nich
              wszystko co mogę, 10 razy dziennie mówię żonie że ją kocham (bo tak zresztą
              jest)"
              oraz twój wybór w pewnym sensie sie dla mnie wykluczają, więc nie róbmy z ciebie
              świętego.
              A możesz Sagitko rozwinąć dlaczego uważasz że to sie wzajemnie wyklucza
              Ciekaw jestem niezmiernie
              • sagittka Re: fair? 23.01.07, 13:08
                Według mnie, kochać i oszukiwać, to się może nie wyklucza, ale jednak nie
                pasuje. Zaburza obraz szczęśliwego małżeństwa o którym pisał autor.

                Można oczywiście zaryzykować stwierdzenie, że żona jest szczęśliwa, więc po co
                niszczyć to poczucie szczerością. Jednak to nie jest tak, że on chodzi na tenisa
                z koleżanką, bo żona nie lubi tenisa. Seks ma w związku głębszy wymiar, dotyczy
                ich obojga, (tym bardziej, że z niego nie zrezygnowali w ogóle) i skoro żona
                jeszcze uczestniczy w jego życiu erotycznym, to ma prawo wiedzieć, czy jest
                jedyna, czy może czuć się bezpiecznie (także zdrowotnie).

                Ja nie oceniam autora, ani jego postępowania.
                Uczepiłam się tylko tego, żeby nie pisać że jest on fair.
                Czy tak trudno się przyznać, że nie jest się uczciwym i wiernym (bo mimo tego,
                że nawet są ku temu powody, to jest to świadoma decyzja).
      • onnormalny Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 22.01.07, 22:56
        Zakładając ten temat , chciałem tak naprawdę powiedzieć jedno: Cieszę się że
        10 lat temu podjąłem właśnie taką , a nie inną decyzję, że teraz właśnie nie
        żałuje tych lat które mogłyby być stracone(pod względem erotycznych doznań).
        Po pierwszym "skoku w bok ", bałem się tylko jednego , że za te kilka chwil
        przyjemności przyjdzie mi zapłacić wysoką cenę - stracę ukochane osoby.
        I tu widzę przewagę "prostytutki" nad kochanką , nie ma ryzyka zakochania się
        i kłopotów z tym związanych .

        P.S. Poruszany wcześniej aspekt finansowy , wypada akurat na
        korzyść "dziewczyn do wynajęcia"

    • avide Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 14:04
      Ja tam ci przyklasnę.
      Często mnie to zastanawiało o co chodzi z tą zazdrością.
      Żona nie ma ochoty na sex, znajdujesz to gdzie indziej w domu jest super,
      wszyscy są szczęśliwi.
      Wiadomo że ideał to taki gdzie ta kochanka to żona.
      Ale takie rzeczy to tylko ....:))) w Erze.
      Większość małżeństwo musi się jednak borykać z różnicą temperamentów i oczekiwań
      seksualnych. Często przez to właśnie wali się wszystko inne. Całe szczęście
      mozolnie budowane sypie się bo jedna ze stron ma mniejszy popęd.
      Potrafiłeś przez tyle lat to rozgraniczyć tj. sex i miłość i dzięki temu wszyscy
      są szczęśliwi. Ty bo masz sex, żona bo ma kochającego cudownego męża, dzieci bo
      widzą atmosferę miłości i kochających się rodziców w domu a nie frustratów
      krzyczących na siebie, no i ta trzecia, bo sex i kasę w zupełnie dyskretnych
      warunkach. Może w dodatku jesteś przystojny i dobry w te klocki to ta trzecia ma
      kasę, i dobry sex. Czego chcieć więcej. ????

      Poradziłeś sobie z uczuciami. Nie pozostaje mi nic jak po gratulować i lekutko
      pozazdrościć. Nie każdy tak potrafi.
      Pozdrawiam.
        • woman-in-love przecież to cudowne zycie 23.01.07, 14:13
          jest zbudowane na kłamstwie, codziennym oszukiwaniu. Nie widzisz tego? W
          dodatku to nie jest nagła namiętność, miłość pozamałżeńska, która czasem spada
          na ludzi, ale zimno wykalkulowana, permanentna zdrada.
        • avide Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 14:17
          NO właśnie...
          Obawa przed utartą. Że się zakocha, że zapragnie innej na stałe itp.
          Wszystko będzie pięknie jesli się nie wyda.
          Przez 10 lat sie nie wydało więc chyba facet opanował sztukę kamuflażu.
          A teraz wersja optymistyczna na zakończenie tej historii (bom optymista z
          urodzenia):
          Bzyka ją jeszcze parę lat. Żona nie dowiaduje. Za parę lat wrasta jej libido,
          jemu spada, zrównują się. jest im cudowanie. Facet rezygnuje z kochanki, żona
          jest szczęsliwa facet również, że o dziekciakach nie wspomnę. żyją długo i
          szczęśliwie. Z czasem sex zanika pozstaje miłość i cała reszta.
          A tak gdyby nie kochanka, dwójka dzieci by ojca przeklinała że do innej odszedł.
          Że rodzinę rozwalił. A on tylko chciał zaspokoić naturalna potrzebę
          fizjologiczną. ....
          Wersji pesymistycznej pisać nie będę, bom jak pisał urodzony, troszkę
          niepoprawny optymista.
          Pozdrawiam.
          PS. Kobieta by tego nie zrozumiała.
          • woman-in-love Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 14:29
            Są różne poziomy rozumienia. Oprócz tej przyziemnej , nazwijmy (idę za
            hasłem "cel...) materialistycznej sfery jest jeszcze inna, duchowa, rządząca
            się prawem prawdy. Kobiety rozumieją więcej i nie mieszaja poziomów, więc nie
            będę Cię przekonywac, że rozwałka małżeństwa jest lepsza niż trwanie w tym
            bagnie, żywienie się gównem w błyszczącym papierku. Wiem tylko, ze facet
            zaspokaja swój egoizm w sposób mistrzowski. Odpowiada mu również istnienie
            dziewczyn tak zdesperowanych, że robia wszystko aby "dorobić do czesnego".
            Dopóki nie byłaby to jego własna córeczka of course. Facet zgotował bagienna
            sytuacje, bo tylko on wie, jaka jest rzeczywistość. jego najbliższa rodzina nie
            ma szansy zdecydować, czy podoba im sie taka rodzina. Podejrzewam równiez, że
            zona znakomicie zdaje sobie sprawę z kim zyje. A czy dzieci zyczyłyby sobie
            tatusia tego pokroju? Dymającego za grosze przymierajace głodem studentki?
        • sagittka Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 14:24
          Właśnie Woman pisałam o tym wyżej.
          Jawnie byłoby fair.
          A tak, jest to oszustwo i masz racje pisząc, że to mistyfikacja małżeństwa
          (przynajmniej dla ludzi, który pojmują je w szerszym pojęciu niż tylko spółka
          cywilna).

          Facet poradził sobie jak umiał, ale czy jest to godne podziwu?
            • sagittka Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 14:38
              >Żadna przecież by się otwarcie nie zgodziła.

              Ale wtedy musiałoby dojść do spięcia, które mogłoby coś naprawić albo rozwalić,
              ale obie strony miałyby szansę na podejmowanie decyzji.

              - Nie godzisz się kochana żono na moje skoki w bok? To co proponujesz, bo nie
              ślubowałem celibatu?

              - żona albo coś zmieni w sobie (w większości przypadków da się, trzeba tylko
              chcieć), albo uzna, że takie życie jej odpowiada (ale do tego potrzeba
              dojrzałości lub wyrachowania)

              A tak to jest tak, jak pisała Woman, rodzinka żyje sobie w ułudzie, którą im
              stworzył tatuś i twoja optymistyczna wersja jest mało prawdopodobna, choćby
              dlatego, że po latach bzykania studentek trudno będzie powrócić do małżeńskiego
              łoża.
            • woman-in-love Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 14:38
              Więc należy zawalczyć o jawność trójkata małżeńskiego. To bardziej potrzebne,
              częsciej spotykane niż małżeństwa gejów i lesbijek. Gdyby zrobić statystykę -
              prawdopodobnie wyszłoby na jaw, że więkość małżeństw istnieje dzięki "tej/temu"
              z boku, którzy uzupełniaja miłosny potencjał małżonków. Powinni mieć jakieś
              prawa, nieprawdaż? Żona prawowita nie daje, mąż sie nie sprawdza w łóżku - i
              nie ma alternatywy poza "niesieniem krzyża"??? Albo wieloltnim oszukiwaniem?
              Dulszczyzna aż w oczy szczypie, a tu wiek XXI!!!
              • woman-in-love Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 14:51
                I jeszcze jedno - do postu startowego. Mogę zrozumieć oddzielenie seksu od
                małżeństwa. Ale oddzielenie seksu od miłości??? Seks jest celebrowaniem
                miłości. Chyba że chodzi o miłość braterską, patriotyzm, miłośc do kotka czy
                pieska. Ale rozdział seksu od miłości małżeńskeij to już spekulacja. Dorobienie
                filozofii do przeniewierstwa.
                • radi_7 Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 15:33
                  woman-in-love napisała:
                  > Mogę zrozumieć oddzielenie seksu od
                  > małżeństwa. Ale oddzielenie seksu od miłości??? Seks jest celebrowaniem
                  > miłości. Chyba że chodzi o miłość braterską, patriotyzm, miłośc do kotka czy
                  > pieska. Ale rozdział seksu od miłości małżeńskeij to już spekulacja.
                  Dorobienie>
                  > filozofii do przeniewierstwa.
                  No tak.. a ja tak przeżywałem tą płomienną miłość gównych bohaterów
                  z "Przemineło z wiatrem", że to niby niedościgniony wzór miłości romantycznej a
                  tu masz. To było tylko przeniewierstwo. ;-)
                  Od tej pory będę czytał tylko Woman-in-love żeby nie błądzić :-)
                  • onnormalny Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 18:47
                    Woman-in-love - ale pojechałaś :-) " dyma za grosze studentki przymierające
                    głodem " czy jakoś tak , ha ha
                    Te przymierające głodem studentki ,wynajmują apartamenty w najlepszych
                    dzielnicach miast, używają bardzo drogich kosmetyków , i mają wszystko czego
                    zapragną... Dziewczyna ,która lubi swoją prace zarabia grubo ponad 10000 zł
                    miesięcznie . No w każym razie , ja takiej przymierającej głodem nie
                    spotkałem , a wież mi spotkałem ich wiele.

                    W którymś ze wcześniejszych postów napisałaś ,że to że moje sex spotkania nie
                    są wynikiem chwilowego zauroczenia tylko zimną kalkulacją , czyni ze mnie
                    jeszcze większego drania. Ja jestem odwrotnego zdania , to właśnie wtedy
                    naprawde zdradzał bym żonę.

                    Ja w żadnym poście nie napisałem że jestem fair , ale żona też nie jest , nie
                    uważasz ?

                    Przed ślubem był normalny sex , a po ,dowiaduję się od niej że sex mógłby nie
                    istnieć . To jest "kurwa" fair ?

                    Jak to mawiał Fidel Castro : Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie . :-)

                    • nie_alicja Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 21:28
                      o, kolega się unosi :-)
                      a wyobraź sobie (plastycznie, plastycznie!) sytuację dokładnie odwrotną...
                      Twoja nieusatysfakcjonowana żona zalicząjąca latami na boku chętniejszych
                      facetów, a deklarująca miłośc do Ciebie (poszaleję - nawet te 10 razy
                      dziennie ;-)
                      drgnęła Ci brew wobec takiej wizji? albo coś innego?
                      jeśli nie - wszystko jest ok
                      a jeśli tak...

                      ta odwrotna sytuacja byłaby zresztą dla Waszej rodziny daleko korzystniejsza -
                      żona raczej nie musiałaby doraźnych wspomagaczy opłacać, a stąd juz tylko krok
                      do kilku rodzinnych wycieczek w roku więcej...


                    • onnormalny Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 21:30
                      Woman-in-love : "Facet zgotował bagienna
                      sytuacje, bo tylko on wie, jaka jest rzeczywistość. jego najbliższa rodzina nie
                      ma szansy zdecydować, czy podoba im sie taka rodzina. Podejrzewam równiez, że
                      zona znakomicie zdaje sobie sprawę z kim zyje. A czy dzieci zyczyłyby sobie
                      tatusia tego pokroju?"

                      Bagienna sytuacja - czyli jaka rodzina , mam zapytać 9-cio letnigo syna czy
                      woli bym ich zostawił bo jego mama nie sypia ze mną , czy może woli abym dymał
                      przymierające głodem studentki , ale był przy nim ?
                      Czy może mam powiedzieć żonie ,że dymam przymierające głodem studentki bo ona
                      nie potrzebuje sexu ? Czy wydaje Ci się że to by uszczęśliwiło naszą rodzinę ?
                      Tak na marginesie powiem Ci , że gdybym opowiedział to wszytko żonie , to mogę
                      założyć się o duże pieniądze że by nie uwieżyła . Ja żonie nie daję powodów do
                      niepokoju o stan naszego związku , nie wiem jak , ale nauczyłem się rozdzielać
                      miłość od sexu z przymierającymi głodem studentkami.
                      Jeżeli chodzi o kłamstwo ? Cóż... Tak tan świat jest zbudowany , prezydent mnie
                      kłamie , premier mnie kłamie , arcybiskup ,proboszcz który ma dziecko z moją
                      sąsiadką, policjant , najbliższy przyjaciel . Jeżeli kogoś nie wymieniłem , to
                      dla tego że zapomniałem , a nie dla tego że on nie kłamie .

                      W żadnym przypadku nie prubóje się usprawiedliwić , tylko zauważyć że ten świat
                      nie jest czarno - biały , nie wszystko jest dobre - złe . Może być również
                      szare .
                      • misssaigon brawo.... 23.01.07, 22:34
                        relatywizm moralny najwyzszych lotow - arcysbiskup kłamie, wiec jak moge dymac
                        na boku "przymierajce głodem" studentki i obnosic wszem i wobec twarz porzadnego
                        czlowieka...
                        przednie....
    • pietruszka98 Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 21:10
      Witaj.
      Rzadko pisuję an forum, choc je czytam czesto.

      Wydaje mi się, że tak naprawdę to sam wiesz, że Twoja sytuacja nie jest
      moralnie poprawna. To taki dylemat jak w tragedii antycznej.
      Każdy wybór jest zły.
      Wiadomo, że najlepiej by było, gdyby żona chciała się kochać tak czesto jak Ty
      chcesz.
      Piszesz, że żona nie lubi sexu, nie chce się często kochać.
      Znalazłeś rozwiązanie tej patowej sytuacji.
      Myslę, że lepsze takie niż rozstanie. Ale nie usprawiedliwiam Cię.
      Dopóki żona nie wie, wszystko jest dobrze.
      I oby się nigdy nie dowiedziała. Czasem lepiej żyć w nieświadomości.




      • onnormalny Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 21:48
        pietruszka98 napisała:

        > Witaj.
        > Rzadko pisuję an forum, choc je czytam czesto.
        >
        > "Wydaje mi się, że tak naprawdę to sam wiesz, że Twoja sytuacja nie jest
        > moralnie poprawna."
        -----Wiem , i cały czas mam tego świadomość , ale nauczyłem się z tym żyć. Wież
        mi ! Myślę o tym , mam świadomość że nie jest tak jak powinno być.

        To taki dylemat jak w tragedii antycznej.
        > Każdy wybór jest zły.
        > Wiadomo, że najlepiej by było, gdyby żona chciała się kochać tak często jak
        Ty chcesz.
        ----------Ja nie wymagam cudów ! raz w tygodniu .

        > Piszesz, że żona nie lubi sexu, nie chce się często kochać.
        > Znalazłeś rozwiązanie tej patowej sytuacji.
        --------
        • ninkaa4 Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 22:00
          A tak poza tym ciekawe jest co napisałeś: "... sex dla niej mógłby nie istnieć.
          Nie ma na to wpływy to ,że podczas sexu szaleje i jest jej naprawdę dobrze ,to
          akurat można wyczuć..." Jakoś nie chce mi się wierzyć, że twoja żona to taki
          beznadziejny przypadek i jakbyś się postarał to nie byłoby seksu częściej niż
          raz na 3 miesiące.
    • ninkaa4 Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 21:32
      Współczuję tej całej farsy jakim jest twoje życie. Skoro zaraz po ślubie
      dowiedziałeś się że się nie dopasowałeś z żoną, to po co brnąłeś dalej? Trzeba
      było dać sobie i żonie szansę na normalne życie.
      Naprawdę nie rozumiem tego. Ale ok, mówisz że jesteś szczęśliwy. Oby tylko
      nigdy ta oliwa nie wypłynęła bo wtedy to dopiero będzie niezły cyrk. Jak dla
      mnie wątpię, że ta historia będzie miała happy end. Prędzej czy później i tak
      wyjdzie na jaw jaki to jesteś kochający mąż i ojciec. Naprawdę szkoda mi
      ciebie.
      • onnormalny Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 22:06
        ninkaa4 - zastanów się chwile... Co ma wspólnego bycie kochającym ojcem i
        mężem z "dymaniem przymierających głodem studentek" ?

        Jaki to niby cyrk będzie jak "oliwa wypłynie " ? Co się takiego dramatycznego
        stanie ?
        Wiesz ? mam wrażenie że piszesz coś , co ma ładnie brzmieć , ale logiki w tym
        za grosz.

        Napisz poprostu : "mam nadzieje że mnie tak mąż nie wystawi ty głupi ciulu " ,
        a nie sil się na merytoryczne uzasadnienie swojego zdania(nie wychodzi Ci to ).
        • ninkaa4 Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 22:27
          Czyżbyś się zdenerwował??

          Przecież chyba nie myślisz że wiecznie uda Ci się oszukiwać. Napisałeś post
          więc każdy ma prawo napisać swoje zdanie.
          Dla mnie mój post nie jest pozbawiony logiki. Co więcej - twój post jest co
          najmniej śmieszny: " Co ma wspólnego bycie kochającym ojcem i
          mężem z "dymaniem przymierających głodem studentek" ? " Bez komentarza.
          A pisząc odpowiedź na twoj post ani mi przyszło do głowy obawiać się o swój
          związek. Nie wszyscy co tu zaglądają na forum mają problemy z partnerami.
          • misssaigon jako zywo... 23.01.07, 22:39
            przypomina mi sie tu dosc swiezy watek mezatki, ktora nieopatrznie wmowila
            mezowi jakoby byl super kochankiem, a potem zostala z tym calym ambarasem - bo
            maz byl w rzeczywistosci lozkowym nieudacznikiem...

            pytanie mi sie tu nasuwa w zwiazku z postem wiodacym - kto kogu tu oszukuje i
            kto sie wlasciwie poswieca lub nie? scenariusze moga byc rozne...
          • onnormalny Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 23:01
            ninkaa4 napisała:

            > Czyżbyś się zdenerwował??
            >
            > Przecież chyba nie myślisz że wiecznie uda Ci się oszukiwać. Napisałeś post
            > więc każdy ma prawo napisać swoje zdanie.
            --------Ależ oczywiście ! każdy może odpisywać , ja tylko chciałem wytknąć
            pewne niekonsekwencję .
            > Dla mnie mój post nie jest pozbawiony logiki. Co więcej - twój post jest co
            > najmniej śmieszny: " Co ma wspólnego bycie kochającym ojcem i
            > mężem z "dymaniem przymierających głodem studentek" ? " Bez komentarza.

            ----------------------Proszę !!!? powiedz co w moim poście jest śmieszne ?
            uzasadnij to logicznie . !!!LOGICZNIE!!!
            Mam nadzieję że Twoje "pożycie" jast ok .
            Ale daruj Sobie "tego typu" dyskusje.
            Jest tyle wątków nie wymagających myślenia ...
            • ninkaa4 Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 23:28
              jakie niekonsekwencje? dla mnie jest oczywiste, że jak kocham i szanuję to nie
              oszukuję najbliższych tak jak ty.
              że co niby wybrałeś lepsze zło? bo nie rozwaliłeś rodziny? przecież nie znasz
              dnia ani godziny jak ta twoja kochająca się rodzina może "polecieć w dym". i
              dzieci na pewno będą szcześliwe z tego co im przyszykował kochający tatuś. bo
              chyba nie sądzisz że jak się żona dowie że mężuś zaliczył dziesiątki kobiet to
              będzie wniebowzięta? im szybciej tym lepiej tym lepiej dla wszystkich. może
              żona nie zdąży złapać jakiegoś świństwa od kochającego męża.
    • bajeczka35 upssss 23.01.07, 23:11
      jestem pod pozornym wrażeniem, jak Ty się kolego wybieliłeś, dzieciom nie brakuje, jazda na wycieczki, żonę kocham najbardziej.... ale samo usprawiedliwiąca się bajeczka... Wyrzuty sumienia Ciebie dopadły, że napisałeś tutaj szukając samousprawiedliwienia? Skoro tak Twoja żona tak szaleje przy okazyjnym seksie, to czemu nie ma na niego chęci... Onnormalny, takie bajeczki to proszę dla facetów, nie zapominaj, że to forum przeglądają kobiety lubiące seks z własnym małżonkiem, he he he zabawny jesteś w tym swoim samousprawiedliwianiu, tak więc podstawowe pytanie: co dają Ci w seksie prostytutki, tego co nie masz w domu? Bo na tym to tylko polega, niestety...
    • psottka Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 23.01.07, 23:55
      Przeczytałam sobie całą dyskusję.. wiele emocji...
      Gdzieś tam w każdym z nas jest nadzieja, wiara w to że istnieje dozgonna miłość, fantastyczny seks do grobowej deski i inne takie....
      Ja też bym chciała takiej bajki ale... wiem że to bajki a nie realia.

      Sytuacja onnormalnego jest trudna, każda decyzja jest zła (zrezygnować z seku/ zostawić żonę i dzieci/ znaleźć kochankę/ kupić prostytutkę). Nie wiem jak bym się zachowała w Jego sytuacji ale jestem daleka od potępiania tego co robi. Myślę że to jest właśnie 'mniejsze zło' :-(
      Oczywiście aby poprawić swój komfort psychiczny powinien jeszcze uświadomić żonę.... ale mógłby JEJ tym sprawić przykrość więc rozumiem powody dla których tego nie robi.
      Bardzo łatwo oceniać innych.. trudniej wczuć się w czyjąś sytuację

      To smutna historia, życie nie jest czarno-białe tylko szare.
      Szczerze życzę by cała sytuacja pozostała nadal w ukryciu, po co unieszczęśliwiać kolejne osoby???
      Dla wyjaśnienia - nie zdradzałam męża, z seksu w małżeństwie byłam zadowolona... a fakt że ma kochankę potraktowałam jedynie jako dowód tego że w pewnym momencie małżeństwa miał za mało seksu.... ot życie

      _______
      Psottka
        • woman-in-love Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 24.01.07, 12:04
          Jeszcze raz przypomnę mój (niedoceniony) postulat. Wszystko very cacy, tylko -
          niech nie będzie tego podziemia. Ujawnić wspomagaczki małżeńskiej sielanki.
          Tylko tyle.
          Nie mogę oprzec się wrażeniu, że Szanowna Małżonka juz dużo wcześniej oddzieliła
          seks od miłości :-)
          • avide Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 24.01.07, 13:39
            hehehhe i tu masz 10000000% racji.
            Ona dawno to zrobiła.
            Faceta kocha a seksu zwyczajnie nie potrzebuje. WCALE!!!!!!!!!! To i go nie ma.
            Od czasu do czasu łaskawie mu "da" żeby czył że on ją jeszcze pociąga że ona go
            kocha. I tyle.
            hehehee dobre. Sedno problemów autora i dlatego trzymam jego stronę w tej polemice.
          • avide Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 24.01.07, 14:09
            Ach przy czym przyłączam się do powątpiewających w ten cudowny sex małżeński jak
            już do niego dojdzie. No bo skoro jest taki cudowny, to czemu kobieta świadomie
            rezygnuje z satysfakcji i szczęścia jaki daje jej współżycie z mężem.
            Kobiety to mistrzynie teatru łóżkowego. Autor chyba zapomniał o tym drobnym fakcie.
            Pozdrawiam.
    • remax2 O co w tym chodzi ??? 24.01.07, 13:57
      O co tu chodzi, do cholery ???
      Facet permanentnie od 10 lat zdradza żonę, oszukując przy tym, że są prawie
      idealnym małżeństwem. Do tego wykorzystuje i poniża młoda dziewczynę, bo nikt mi
      nie powie, że zarabiania na studia swoim ciałem to coś innego niż poniżenie sie.

      I podobno wszystko tylko z powodu załatwienia potrzeby fizjologicznej, bo
      wszytko inne w rodzinie jest doskonałe.

      Toż do cholery jeśli tylko o fizjologie chodzi to moze to zrobić własnoręcznie i
      być fair względem siebie, żony i dzieci...

      A tu ku mojemu zdziwieniu całe forum, z nielicznymi wyjątkami, przyklaskuje i
      gratuluje pomysłu na życie.

      Cóż, albo ten świat stanął na głowie, albo ja z innej bajki jestem...
      • jaonmy Re: O sex??? 24.01.07, 14:57
        No wlasnie o to! Bo wiekszosc tu wyglodniala jest i zna ten bol
        I naprawde wszytko ok, tylko miejmy na tyle odwagi i uczciwosci by rzeczy
        nazywac po imieniu. Po prostu, kurestwo bylo, jest i bedzie kurestwem a
        klamstwo klamstwem. I nie chodzi tu o potepianie autora watku, w rzeczywistosci
        to jego sprawa, jego zycie, i sumienie. W pewnym sensie jego wlasna zona
        popchnela go do podjecia takiej decyzji, niestety nie usprawiedliwa to faktu ze
        ja oszukuje. Mnie osobiscie mniej razi jego sposob na zycie – bo tak naprawde
        nie mnie oceniac dlaczego ktos tak a nie inaczej – a zdecydowanie natomiast
        kluje w oczy proba nadania takiemu stanowi rzeczy statusu normalnosci i
        przekonania nas, ze to przeciez wszystko z wielkiej milosci. Skoro faktycznie
        chcial byc taki w porzadku to powinien sprawe postawic jasno, a tak coz,
        wspolczuje autorowi ozieblej zony i wyboru zycia w klamstwie bo wyobrazam sobie
        ze nie jest lekko.

      • glamourous Re: O co w tym chodzi ??? 24.01.07, 22:53
        remax2 napisał:

        > O co tu chodzi, do cholery ???
        > Facet permanentnie od 10 lat zdradza żonę, oszukując przy tym, że są prawie
        > idealnym małżeństwem. Do tego wykorzystuje i poniża młoda dziewczynę, bo nikt m
        > i
        > nie powie, że zarabiania na studia swoim ciałem to coś innego niż poniżenie sie
        > .

        Chodzi po porstu o to, zeby wszyscy byli zadowoleni i szczesliwi. W PEWNYCH
        WARUNKACH cel uswieca srodki.
        Szczesliwy jest autor watku, bo ma i seks i milosc oraz szczesliwy zwiazek i
        rodzine. Szczesliwa zona, bo nikt jej nie zamecza proszeniem o znienawidzony
        seks i ma czulego, kochajacego zrownowazonego meza. Szczesliwe dzici, bo maja
        pelna kochajaca rodzine. Szczesliwa panienka, bo ma upragniona kase na studia,
        oraz czystego, dyskretnego i pewnie hojnego sponsora.

        Czyli jednym slowem szafa gra na wszytkich mozliwych frontach.

        Nie bardzo sobie wyobrazam, jak moznaby te sytuacje rozwiazac inaczej niz
        wlasnie W TEN SPOSOB nie krzywdzac przy tym nikogo (autora watku, zony, a
        zwlaszcza dzieci)

        Juz nie przesadzajcie z ta moralnoscia pani Dulskiej :-/
        • thistle ktoś tu lektur nie czytał.... 25.01.07, 15:40
          to co prezentuje autor watku to właśnie czyta dulszczyzna, jak długo nikt na
          zewnątrz o niczym nie wie,no to wszystko cacy, gorzej,gdy się sprawa rypnie( a
          taką przykrą właściwosć mają takie postępki) i wtedy będzie kolejny mreck na
          forum.
          Remax,o ile dobrze pamiętam,jest jednym z niewielu (jedynym???) mężczyzn na tym
          forum,którzy dość skutecznie poprawili swój zwiazek, włącznie z seksem,
          zaczynając od SIEBIE, a nie roszczeń wobec partnera i łatwizny/lewizny.
          Jeśli faktycznie postępuje tak, jak pisał, to czapki z głów.
    • sagittka Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 24.01.07, 18:23

      Cieszę sie, że znaleźli sie inni forumowicze, którzy także widzą sprawę podobnie
      do mnie.
      (A jeszcze raz podkreslam, że nie potępiam twojego postępowania, tylko
      sprzeciwiam się uważaniu tego za fair, w porządku i gloryfikowania ciebie jako
      wspaniałego męża).

      A teraz kilka twoich cytatów:

      "Lecz w czasach globalnej wioski bardzo łatwo sobie znaleźć studentki
      dorabiające sobie do czesnego."

      "Ani raz nie miałem kochanki, wiem czym to
      grozi. Lepiej utrzymywać sobie jakąś studentkę na wyłączność."

      "Te przymierające głodem studentki ,wynajmują apartamenty w najlepszych
      dzielnicach miast, używają bardzo drogich kosmetyków , i mają wszystko czego
      zapragną... Dziewczyna ,która lubi swoją prace zarabia grubo ponad 10000 zł
      miesięcznie . No w każym razie , ja takiej przymierającej głodem nie
      spotkałem , a wież mi spotkałem ich wiele."

      Wyjaśnij mi przy okazji tej dyskusji, jak to jest z tymi studentkami "na
      wyłączność", które zarabiają po 10 tys?
      Tyle wydajesz na taką dziewczynę, czy jednak nie jesteś jedynym klientem? Jeśli
      tak, to gdzie tu wyłączność i czym się różni taka studentka od prostytutki (poza
      innym miejscem pracy), bo według mnie niczym, mechanizm jest podobny, ryzyko
      złapania świństwa wenerycznego również.
      Lepiej wiec nazywać to po imieniu, bo co za różnica, czy płatna dziewczyna jest
      z agencji, uczelni czy szkoły S.Urszulanek.
      • onnormalny Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 24.01.07, 20:58

        Jeżeli chodzi o zarobki dziewczyn do towarzystwa , to odwiedź stronę
        www.odloty.pl . Dziewczynę na wyłączność można utrzymać za jakieś 3000 zł. Ja
        przerabiałem wszystkie warianty , burdele , "prywatki", dziewczyny z czata itp.

        Szkoda że Woman-in-love , nie odniosła się do tego co jej napisałem .
        Wydawało mi się iż jest osobą ,która chce coś wnieść do dyskusji, ale po
        lekturze jej postów , zauważyłem że "wygłasza" swoje poglądy nie poparte
        żadnymi argumentami i reszta "czytaczy" zazwyczaj przyklaskuje jej wizji .
        Znam osobę działającą podobnie , jest to Andrzej Lepper.

        Pomijam posty typu : "jeżeli żonie podoba się sex to nie możliwe aby go
        unikała" (nie dosłownie , ale coś w ten deseń), nie mam argumentów na tak
        dogłębną analizę psychologiczną !


        Wracając do tematu - "fair"

        Czy ja kogokolwiek próbuje przekonać że jestem "fair" ?

        OŚWIADCZAM : ZDAJĘ SOBIE SPRAWĘ ŻE NIE JESTEM "FAIR".

        ŻLĘ ODBIERACIE MOJĄ OBECNOŚĆ NA TYM FORUM . JA NIE WYMAGAM POPARCIA DLA MOJEGO
        ZACHOWANIA OD WAS . JA OPISAŁEM SWÓJ SPOSÓB NA : BRAK SEXU W MAŁŻEŃSTWIE !!!!

        • bajeczka35 Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 24.01.07, 22:39
          oj oj oj, to zwróć uwagę na to co sam napisałeś, oznajmiasz, że korzystać z prostytutek i w tym samym wątku wybielasz się pt super mąż i ojciec z olbrzymią miłością do swoich bliskich. Pytanie tak z ciekawości: czy pójście do agencji towarzyskiej nie wiązało się z tym, że prostytutka łatwiej realizuje Twoje potrzeby niż żona, która daną rzeczą mogła się np brzydzić? Z drugiej strony, czy pójście do agencji towarzyskiej nie było pójściem na łatwiznę, bo łatwiej znaleźć partnerkę do łóżka, niż zająć się problemem żony, która bez powodu nie stała się oziębła? Zwróć też uwagę, że sam piszesz, że wszystkiego próbujesz, każdy rodzaj prostytutki - wynika, że szukasz nowych doznań, zaspokajasz swoją ciekawość seksem, a nie jest to sposób radzenia sobie w sytuacji, gdy brak seksu w domu.
          • onnormalny Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 24.01.07, 23:56
            NIE CHCĘ CIĘ OBRAŻAĆ , ALE
            PRZECZYTAJ TO CO NAPISAŁAŚ I ZASTANÓW SIĘ NAD TYM.
            PISZESZ BZDURY ZUPEŁNIE POZBAWIONE SĘSU :
            "Pytanie tak z ciekawości: czy pójście do agencji towarzyskiej nie wiązało się
            z tym, że prostytutka łatwiej realizuje Twoje potrzeby niż żona, która daną
            rzeczą mogła się np brzydzić?"

            JEŻELI POTRAFISZ CZYTAĆ , TO POWINNAŚ DOMYŚLIĆ SIĘ ŻE NIE POSZEDŁEM DO AGENCJI
            DLATEGO ŻE ŻONA NIE CHCIAŁA SSAĆ MOJEGO SUTKA KTÓREGO ZAZWYCZAJ TRZYMAM W
            ODCHODACH NASZEGO PSA.
            POSZEDŁEM DO AGENCJI, BO ŻONA PO WIELU PRÓBACH TERAPII , OZNAJMIŁA MI ŻE ONA
            NIE POTRZEBUJE SEXU .

            " Z drugiej strony, czy pójście do agencji towarzyskiej nie było pójściem na
            łatwiznę, bo łatwiej znaleźć partnerkę do łóżka, niż zająć się problemem żony,
            która bez powodu nie stała się oziębła?

            TU BŁYSNĘŁAŚ INTELEKTEM !!!!
            TAK , JASNE ! ŁATWIEJ JEST JECHAĆ MI DO AGENCJI NIŻ W DOMU UPRAWIAĆ SEX Z
            ŻONĄ .
            PROBLEMEM ŻONY ZAJMUJEMY SIĘ WSPÓLNIE Z NIĄ OD WIELU LAT , PODDALIŚMY SIĘ
            TERAPII. SZUKALIŚMY WIELU ROZWIĄZAŃ.

            "Zwróć też uwagę, że sam piszesz, że wszystkiego próbujesz, każdy rodzaj
            prostytutki - wynika, że szukasz nowych doznań, zaspokajasz swoją ciekawość
            seksem, a nie jest to sposób radzenia sobie w sytuacji, gdy brak seksu w domu.

            NO I ZNOWU BZDURY !!! NIGDZIE NIE NAPISAŁEM ŻE "WSZYSTKEGO PRÓBUJE" !!!

            RESZTĘ TEGO WYWODU ZBUDOWAŁAŚ WOKUŁ STWIERDZENIA ŻE "WSZYSTKIEGO PRUBÓJE" ,
            WIĘC NIE BĘDĘ SIĘ ODNOSIŁ DO RESZTY TEKSTU.

            ROZUMIE ŻE CHCIAŁAŚ COŚ MĄDREGO NAPSAĆ , DOCENIAM TO.

            ZAŁAMUJE MNIE POZIOM , DYSKUSJI.

            PRAWIE WSZYSCY ODBIERAJĄ MOJE TEKSTY JAKO PRÓBĘ USPRAWIEDLIWIENIA , LUB
            UMNIEJSZENIA SWOJEJ WINY .





            • bajeczka35 Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 25.01.07, 19:08
              rozpocząłeś temat i jak widzę nie spodobały się wypowiedzi innych w tym moje. Rację masz w jednym, nie jesteśmy na jednym poziomie dyskucji, bo dla mnie zrobiłeś się prymitywnie agresywny, gdzie popełniasz masę błędów ortograficznych. Masz rację, że powinnam się wyłączyć z tego wątku, bo nie powinnam się zniżać do Twojego poziomu / sutenerstwo zacząłeś uprawiać, że taki język w mowie używasz? No cóż nie dziwię się - praca "stresująca"/. Oki, wyłączam się z tego wątku, szkoda czasu na ustanowioną przez Ciebie rynsztokową rozmowę. Ośmieszaj się dalej, powodzenia, bo dobrze Ci idzie!
          • waligora75 Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 25.01.07, 00:15
            Jest to prawie sposób na rozwiązanie braku seksu w małżeństwie, no właśnie
            prawie... Dlaczego ten sposób nie jest dobry - bo oparty jest na kłamstwie. Co
            z szczerością i ucziwością wobec partnerki? Jest to piękne życie jak pączek w
            maśle, żona, dzieci, zadbany dom, wyjazdy z rodziną... sielanka ale są też
            potrzeby wręcz fizjologiczne - ugaszenie popędu. Co zrobić, zdradzić czy popaść
            w frustrację. Autor pisze, że już próbował wszystkiego by seks z żoną był
            częściej niż raz na 3, 4 miesiące - ja sam nie wiem co bym zrobił w takiej
            sytuacji.
            bajeczka35 napisała:
            "Z drugiej strony, czy pójś
            > cie do agencji towarzyskiej nie było pójściem na łatwiznę, bo łatwiej znaleźć
            p
            > artnerkę do łóżka, niż zająć się problemem żony, która bez powodu nie stała
            się
            > oziębła?"

            Może jego żona była z gruntu rzeczy oziębłą kobietą a seks przedmałżeński
            traktowała jako zło konieczne do osiągnięcia celu?

            Może poprostu jego żona Go oszukała z sferą seksu, mówiąc i robiąc przed ślubem
            tak by miał wrażenie, że w tej swerze są dopasowani?

            Nie usprawiedliwiam autora, kłamstwo zawsze pozostaje kłamstwem - moim zdaniem
            najlepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji była by jawność czynów - jeśli
            partnerka zaakceptuje wyjścia na panienki to OK - autor nie będzie miał
            podświadomych wyrzutów, że robi źle. :)

            W taki czy inny sposób mężczyźni płacą za seks, ale najwięcej płacą po ślubie.
            • misssaigon Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 25.01.07, 01:21
              prostytucjaka jest "rozwiazaniem" wielu problemów róznych facetów - ale nie
              prostytutki - dla mnie - stosunek do prostytutki jest miara czlowienstwa i
              moralnosci, onnormalny pisze o swoim rozwiazaniu w sposb moralknie indyferentny
              - umniejszajac jednoczesnie ich znaczenie bo to nie zdrada, nie seks z obca
              kobieta, tylko korzystanie z uslug, taki manicure higieniczny ...
              onnormalny to dla mnie typowy konsumpcjonizma - chcialaby zatrzymac wszysto co
              ma - bo mu tak dobrze jest - po co zmieniac? przeciez wtedy dopiero uczynilby
              zlo - rozwalil malzenstwo, zawiodl dzieci, stracil cieply przytulny domek i
              swoja "porzadnosc"

              moze dla jednych obluda i hipokryzja to sposob na rozwiazanie sytuacji - dla
              mnie jest zlem bo toleruje zlo i z niego korzysta...


    • bomba44 Do Woman-in-lowe, Sagittka. Ma powiedziec? 25.01.07, 00:04
      Ja oceniał autora wątku nie będę. On sam swoją sytuację opisał jako nie
      idealną, więc uświadamiać go nie trzeba.

      Odnieść się tylko chciałem do zarzutów, że w zasadzie to wszystko w porządku
      gdyby nie to kłamstwo, oszukiwanie i do stwierdzenia, że jawnie byłoby fair.

      Więc zacznę może od deklaracji, że ja też nie lubię być oszukiwany i wolę
      prawdę, choćby nie wiem jak brutalną. Gdybym był więc w roli żony
      Onnormalnego, to na pewno wolałbym, żeby mi o wszystkim powiedział, i nie
      musiałby mnie oszukiwać.

      Ale... Ale przecież będąc świadomy mojej postawy, zdaję sobie sprawę, że
      jestem w mniejszości. Prawie wszystkie wypowiedzi, które czytałem dotąd na ten
      temat, mówiły: "Jeśli musisz zdradzać to zdradzaj, ale absolutnie nie mów o
      tym partnerowi." I że zdrada jest zła, ale mówienie o niej partnerowi to już
      absolutne okrucieństwo. Albo, że "Mam nadzieję, że mnie nie zdradza, ale
      jeżeli się mylę, to absolutnie nie chciałabym o tym wiedzieć". Co więcej,
      wszystkie wypowiedzi psychologów, czy seksuologów na ten temat zgodny głosem
      radziły nie mówić, wręcz wyjaśniając, że dobrowolne informowanie zdradzanej
      osoby, jest próbą przeniesienia odpowiedzialności i ciężaru zdrady na osobę
      zdradzaną.

      Mimo, że ja się osobiście wolałbym wiedzieć, zdaję sobie sprawę, że ludzie są
      różni, i może żona Onnormalnego wolałaby nie wiedzieć.

      Tak więc Woman-in-lowe, Sagittka: Skąd u Was takie głębokie przekonanie, że
      wszystko wolno, byle w prawdzie? Wszak to wbrew większości i wbrew radom
      psychologów.

      I Onnormalny: co Ty o tym myślisz?

      Pozdrawiam,
      • radi_7 Re: Do Woman-in-lowe, Sagittka. Ma powiedziec? 25.01.07, 09:39
        Śledzę ten wątek z dużym zaangażowaniem.Powiem szczerze że nie umiem się do
        niego włączyć bo uczestnicy są tak skupienie na prezentowaniu swoich poglądów i
        ocenianiu innych jedynie w odniesieniu do nich że jakoś nie widzę szans no coś
        takiego jak dyskusja. W sumie w kontekście tematu nawet mnie to nie dziwi.
        Natomiast radykalnym przeciwnikom takich zachowań jak opisał Onnormalny polecam
        ten tekst : www.racjonalista.pl/kk.php/s,4028 Są w nim między innymi
        odniesienia do relacji instytucji prostytucji i małżeństwa.
        Polecam, oczywiście tylko wtedy jeśli gotowi są na chociaż trochę zrozumieć to
        że nie są monopolistami w zakresie norm moralnych i że ich poglądy nie muszą
        mieć charakteru obiektywnego. I że ocena opisanej w wątku sytuacji w tonacji
        czarno-białej jest uproszczeniem a więc w jakimś tam zakresie zakłamaniem.
        • woman-in-love jeszcze raz, dla mniej bystrych 25.01.07, 11:37
          sposób życia autora watku jest do zaakceptowania - czemu nie? Mnie tylko chodzi
          o jedno: jawność. Ma to ogromne znaczenie, ponieważ skutki utrzymywania
          mistyfikacji z cyklu: rodzina - model katolicki - odbijają się na innych w
          sposób fatalny. Stwierdzenie: cel uświęca środki to pierwszy krok na równi
          pochyłej. Ale coż - "każdy ma swój model szczęścia".
          • radi_7 Re: jeszcze raz, dla mniej bystrych 25.01.07, 12:01
            woman-in-love napisała:
            > Mnie tylko chodzi
            > o jedno: jawność. Ma to ogromne znaczenie, ponieważ skutki utrzymywania
            > mistyfikacji z cyklu: rodzina - model katolicki - odbijają się na innych w
            > sposób fatalny.
            A mogłabyś to jakoś konkretniej uzasadnić. Jakie skutki masz na myśli w
            przypadku gdy Onnormalny czy ja, Radi będziemy robić to co robimy, skutecznie
            ukrywając to przed żoną i dziećmi? I skąd wiesz że wszyscy pożądają tej
            jawności równie gorąco jak Ty? Może dla innych ta wartość nie jest wcale
            bezwzględnie nadrzędna. Może niektórzy uważają że rodzina może funkcjonować bez
            totalnego oddania się jej przez partnerów. Że mogą jakąś część swego życia
            spędzać poza nią. Szczególnie gdy pomaga to wypełnieniu podstawowego celu dla
            którego społeczeństwo stworzyło instytucję małżeństwa. Przy tym wszystkim warto
            żebyś też rozróżniała brak jawności od kłamstwa - bo to też istotna różnica.
          • woman-in-love propozycja 25.01.07, 12:11
            zorganizowania "marszu równości" dla kochanek, kochanków, studentek
            przymierających, agentek towarzyskich, cicho- i głosno-dajek, przytupywaczy,
            dobiegaczy, przydupasów i innych, całej kadry współpracującej z zachowaniem
            małżeńskiej koniunktury.
            • woman-in-love Radi 25.01.07, 12:16
              kto kłamie - ten się obwinia. Zyje w wewnętrznym umartwieniu, w dodatku musi
              mieć dobra pamięć. Nie zdziwiło mnie, że onnormalny robi błędy racząc się
              winem. Tylko on może zadać sobie pytanie:"co chcę zagłuszyć alkoholem".
              Dlaczego mawia 10 x dziennie zonie i sobie - kocham cię? Do czego to jest
              potrzebne?
              • woman-in-love Re: Radi 25.01.07, 12:23
                w dodatu onnormalny narzeka na poziom dyskusji. Może by tak zajrzeć do
                słownika, przestać wrzeszczeć drukowanymi, wrzucać innym od Lepperów, co?
              • radi_7 Re: Radi 25.01.07, 12:50
                woman-in-love napisała:
                > kto kłamie - ten się obwinia. Zyje w wewnętrznym umartwieniu, w dodatku musi
                > mieć dobra pamięć. Nie zdziwiło mnie, że onnormalny robi błędy racząc się
                > winem. Tylko on może zadać sobie pytanie:"co chcę zagłuszyć alkoholem".
                > Dlaczego mawia 10 x dziennie zonie i sobie - kocham cię? Do czego to jest
                > potrzebne?
                Nie życze Ci żebyś, przy takich przekonaniach jakie masz, stawała przed
                dylematem pełna jawność czy trwałość rodziny. Ja na prawde i kłamstwo miałem
                kiedyś podobne poglądy co Ty. No ale niestety stanąłem przed takim wyborem.
                Potem pod wpływem tego co się ze mną działo i co się działo wokół mnie
                zmieniłem przekonania. I bardzo się z tego powodu cieszę. Moje życie i życie
                moich bliskich jest teraz lżejsze i łatwiejsze. Nie tylko ta sfera ale i inne
                sprawy spowodowały że uważam że trzeba być bardzo krytycznym do swoich
                przekonań bo wiele z nich może być błędnych, albo niewłaściwych dla danego
                miejsca czy chwili. To jest normalne ze uważamy nasze poglądy za jedynie
                właściwe, ale czy nikomu nie daje nic do zroumienia fakt że fantycy, ortodoksi
                szerzący nienawiśc i zło też tak uważają.
                Nie jest mi wcale potrzebne żebyś Ty czy inni przyjmowali moje poglądy, wiem że
                to niemożliwe i akceptuję to. Ale jeśli mamy ze sobą rozmawiać to musicie
                przyjąć do wiadomości że tylko z powodu Waszych przekonań nie zrezygnuję ze
                swoich lub uznam wyższość Waszych.
                No i jeszcze jedno.. jeśli ktoś mi mówi na przykład jak czuje się człowiek
                który kłamie, jak wygląda seks z prostytutką to jeśli sam tego nie robił i nie
                pisze o swoich doświadczeniach to znaczy że to sa tylko jego przekonania. Czyli
                że mówimy o różnych sprawach. Chętnie pogadałbym o różnych kwestiach które się
                w tej dyskusji przewinęły ale jeśli to ma być z obu stron rozpaczliwa walka o
                wyższość tej czy innej racji a nie wymiana poglądów i doświadczeń, z
                otwartością na argumenty innych, to szkoda byśmy obdarzali się nawzajem złymi
                emocjami i niechęcią bo wszyscy będziemy tu przegranymi.
                Pozdrawiam :-)
                • woman-in-love Re: Radi 25.01.07, 13:45
                  Chodzi mi, Radi, o zmianę społecznego postrzegania. Tak, aby mężczyżni, którzy
                  wpadli w pułapkę małżeństwa z górą lodową nie musieli jak złodzieje ukrywać sie
                  ze swoimi pozamałżeńskimi kontaktami. Małżeństwo monogamiczne jako instytucja o
                  wzniosłych i ściśle określonych celach - tak. Lecz w sytuacji niedoborów
                  seksualnych w dodatku niezawinionych - powinno istnieć przyzwolenie na jawne
                  utrzymywanie układu równoległego. Taka bigamia, która zreszta istniała i
                  istnieje. Co złego w zaakceptowaniu istniejącego stanu rzeczy? W dodatku
                  uważam, że osoby pozostajace w stałych zwiazkach jako "te deugie" powinny być
                  zalegalizowanie i posiadać prawa, np. dziedziczenia, ew. nazwiska dla dziecka
                  itp. Skończmy wreszcie z Dulszczyzną.
                  • radi_7 Re: Radi 25.01.07, 14:45
                    No i fajnie.. znaleźliśmy coś co nas łączy :-).. też jestem za tym. Tylko jak
                    to zrobić? Zmiana postrzegania to tak naprawdę zmiana poglądów, myślę że się z
                    tym zgodzisz. Ale jeśli tak to bardzo trudno jest wpływać skutecznie na
                    poglądy. Ta dyskusja najlepiej to ujawnia.
                    Na pewno warto próbować. Pierwsze co to zacząć o tym mówić i to już robimy.
                    Możesz mi wierzyć że swoje poglądy wypowiadam nie tylko na tym forum. Ale
                    społeczne presja na utrzymywanie pewnych przekonań jest tak silna że próba
                    swobodnej dyskusji, a co za tym idzie krytyki, jest albo ignorowana albo
                    spotyka się reakcją emocjonalną która wyklucza jakikolwiek dialog.
                    A pomyśleć że istnieją społeczeństwa, nawet katolickie, w których wierność
                    seksualna jest w bardzo niewielkim stopniu łączona z małżeństwem a nawet
                    związkami w ogóle. Ale czy ktoś z tego zechce wysnuć wniosek że problem tkwi w
                    przekonaniach a nie w seksie?
                    I jeszcze słowo o małżeństwie w ogóle...zobacz nawet Ty piszesz o nim jak o
                    pułapce dla mężczyzn którzy związali się z górą lodową. Czy my nie za dużo
                    wymagamy od tej instytucji? Dwoje ludzi o różnych czasem temperamentach,
                    światopoglądach ma w niej przetrwać wiele lat, ba do smierci. Muszą spłodzić
                    (no .. to akurat pikuś) i urodzić dzieci, wychować je, wykształcić, zapewnić im
                    byt materialny. Koniecznie muszą przy tym dawać sobie nawzajem szczęście,
                    bezpieczeństwo i satysfakcję seksualną oraz nie widzieć świata poza sobą.
                    Ludzie .. toż to robota dla Syzyfa. Trochę więcej wyrozumiałości dla siebie i
                    mniej oczekiwań a wtedy będzie mniej zawiedzionych. Może gdyby oficjalnie
                    przedstawiany obraz, wzorzec małżeństwa oparty był bardziej na faktach a nie na
                    pobożnych życzeniach to ludziom łatwiej byłoby radzić sobie problemami które
                    się pojawiają.
    • gosiadzika A co one studiują?-stosunki międzynarodowe???? 25.01.07, 13:20
      napisałeś:
      "NO I ZNOWU BZDURY !!! NIGDZIE NIE NAPISAŁEM ŻE "WSZYSTKEGO PRÓBUJE" !!!
      oraz
      :"Ja przerabiałem wszystkie warianty , burdele , "prywatki", dziewczyny z czata
      itp."
      dla mnie to znaczy że próbujesz wszystkiego
      Kurde jakbym miała miesięcznie 10000 tys to by mi się nie chciało studiować.
      No i czy ta głodująca studnetka nie jest twoją kochanką? No i za którym razem
      udało ci się trafić na tą właściwą?
      • sagittka Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 25.01.07, 19:19
        > ja Ciebie rozumiem. Jak mi żona nie da w ciągu trzech dni to mnie skręca.

        I co wtedy robisz?
        Szukasz studentki dorabiającej do czesnego? NIe? Dlaczego, skoro tak dobrze
        rozumiesz autora.

        Idąc tym tropem, można dojść do wniosku, że zawsze znajdzie się powód żeby
        prowadzić na boku drugie życie erotyczne. Bo w domu za rzadko, za nudno, za
        trudno, bez perwersji, itd.

        Mi się wydaje że autor wcale nieźle się urządził. Prowadzi urozmaicone życie
        erotyczne (te młode i rozmaite studentki). Niech powie szczerze, czy teraz
        skończyłby z tym bez wahania, gdyby libido żony trochę wzrosło i było powiedzmy
        na średnim poziomie, a seks był taki jak przed ślubem (bez dodatkowych atrakcji,
        które niewątpliwie zapewniają płatne panienki).
    • ina1005 Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 25.01.07, 15:57
      nie potepiam, nie pochwalam, mam tylko ptanie jakbys mogl mi odpisac byloby
      swietnie, mam jakis tam problem ''sexualny'' cos ala twoja zona. kiedys
      przyszlo mi to do glowy ze moj maz tez tak moze zrobic. zastanawiam sie tylko
      nad jednym - ponoc przez seks u mezczyzn '' wytwarza sie'' uczucie glebsze,
      jakies zakochanie itp... jak to jest prosze powiedz mi , czy nie jest tak ze
      zakochujesz sie w osobie z ktora jest ci dobrze w lozku??? tak ponoc jest u
      mezczyzn...?
    • avide Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 25.01.07, 19:22
      Jak dla mnie Onnormalny popełnił tylko jeden najważniejszy błąd w życiu.
      Mianowicie gdy po ślubie zona powiedziała sakramentalne
      "Dla mnie seks mógłby nie istnieć"
      wiedząc jak ważna jest dla niego ta sfera powinien ją z miejsca zostawić.
      Ale na taka decyzję zdobędzie sie 1 na 10 bo zawsze się pojawi jakieś "ale".
      Gdy pojawiły się już dzieci, było po sprawie.
      Brnie w tym dla dobra większego i mniejszego, tego lub innego. Jakos ciągnie
      koniec z końcem i pewnie gdyby wiedział to co wie teraz jakieś 10 lat temu
      podejrzewam że postąpił by inaczej.
      Ale gybać sobie możemy ile chcem a zycia i tak na zrobi w "konia"
      Pozdrawiam.
      • sagittka Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 25.01.07, 19:58
        Wszystko to gdybanie, ale mogłoby być tak, ze jesli wtedy postawiłby sprawę
        jasno, powiedział że sporadyczny seks to za mało, że albo odejdzie, albo będzie
        szukał seksu poza małżeństwem, to może żona miałaby większą motywację do tego,
        żeby coś z problemem zrobić.
        Onnormalny napisał, że żona się nie wie o zdradach, nawet się nie domyśla, że
        myśli, ze on się przyzwyczaił do sporadycznych zbliżeń. I jest jej z tym dobrze,
        skoro seks mógłby dla niej nie istnieć. Mąż się dopasował i jest cudownie.
        Myślę, że gdyby wiedziała, ze mąż nie jest w stanie się przyzwyczaić i dopasować
        do jej libido, że konsekswencją ich kalekiego pożycia będzie notoryczna zdrada,
        to może ich seks wyglądałby inaczej (chyba że żona jest nieuleczalnie aseksualna
        i nie jest w stanie nic z tym zrobić).
        • sagittka Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 25.01.07, 20:52
          > Myślę, że gdyby wiedziała, ze mąż nie jest w stanie się przyzwyczaić i dopasowa
          > ć do jej libido, że konsekswencją ich kalekiego pożycia będzie notoryczna zdrada,
          > to może ich seks wyglądałby inaczej (chyba że żona jest nieuleczalnie
          aseksualna i nie jest w stanie nic z tym zrobić).

          Czasem postawienie sprawy na ostrzu noża, daje kopa i nadspodziewane efekty.
          Świetnie (choć ostro) ujęła to dziś missaigon w wątku dowcipy :)
      • onnormalny Re: Onnormalny podaje sposób rozwiązania problemu 26.01.07, 00:15

        Witam , przepraszam Wszystkich uczestników tej dyskusji, jeżeli ich uraziłem.
        Może zacznę od początku. Napisałem ,to co napisałem nie dla tego że potrzebuje
        akceptacji , lub anonimowego rozgrzeszenia , wcale nie czekam na posty typu "
        jestem z tobą ! tak trzymaj! " Wydaje mi się że duża część moich adwersarzy
        właśnie tak odbiera moją obecność na forum.
        Moim zamierzeniem było opisanie mojego sposobu na "(Brak) Seks(u) w
        małżeństwie" (nie jest to zresztą mój autorski pomysł:-) , nikomu nie życzę
        takiej "drogi" , ani łatwe ani przyjemne (w brew oczekiwaniom). Dlaczego ? ano
        dlatego że ja naprawdę bardzo kocham swoją żonę , i za każdym razem gdy
        wychodzę od "dziewczyny" ,czuję dyskomfort psychiczny.
        Co innego przed wizytą , wtedy władzę mają nade mną takie żądze , iż nie jestem
        w stanie się opanować. Próbowałem wielokrotnie , kończyło się napięciami w domu
        (zaznaczam , w domu nigdy nie było przemocy).
        Albo inaczej to opiszę aby łatwiej było zrozumieć: Np. 3-ci tydzień bez sexu
        ( w ogóle ) , potrzebuje bliskości (tego prostytutka nie da) , próbuje
        zaczepiać żonę , przytulam się , jak zawsze zresztą , żona odwzajemnia
        czułości , gotuję ciepłą kolację. Wszystko jest ok , ja mam już "film w
        głowie" , na pewno będzie ok. Żona mówi że kolacja była pyszna , i że może
        pójdziemy już do sypialni. No to chodźmy , Szybki prysznic i... AAAA, ogolę
        się jeszcze , ona nie lubi nawet najmniejszego zarostu. Idę do niej, do głowy
        przychodzą mi myśli że nieraz tak było , ale może w końcu coś w niej pękło.
        Wchodzę do łóżka , żona cudownie mnie przytula , całuje , i mówi : kotku
        przytul się do mnie tak jak tylko tu umiesz i śpijmy .
        Jeszcze mam nadzieje ... Przytulam się do niej i zaczynam głaskać jej ciało ,
        czekam aż odpowie ... ONA ODPOWIADA : " Kotku przytul się do mnie i śpijmy"

        Rano wstaję tak wkurwiony i upokorzony że nic się z tym nie może równać .
        Jestem zły na siebie że kolejny raz dałem się zwieść , może to nie
        normalne ,ale czuję się bardzo upokorzony . Na drugi dzień pyta , dla czego
        jestem taki spięty ? Mówię jej wprost , ona -że akurat nie miała ochoty na sex
        ale bardzo mnie kocha i wie że jest wstrętną zoną .

        I nadchodzi ten dzień ,od rana mam niepohamowaną ochotę na sex ! taką
        bezwarunkową ! mam chwilę wolnego w pracy ... poprostu czuję zwykłą zwierzęcą
        chuć ! nie wytrzymam ani minuty dłużej ! Jadę do "dziewczyny" , po drodze
        myślę tylko o tym co będę z nią robił, nie myślę wtedy racjonalnie poprostu
        jadę po to czego mi właśnie w tej chwili potrzeba.

        Wychodzę , czuję się niesamowicie odprężony , jest mi źle , ale świat wygląda
        inaczej, jestem spokojny , w domu totalne odprężenie . To trochę brutalne ,
        ale wydaję mi się iż bezwiednie nauczyłem się odrzucać poczucie winy , jak mam
        wyrzuty sumienia , od razu odżywa uczucie upokorzenia jakiego doświadczam.
        Wyrzuty znikają.


        żona jest bardzo inteligentna i widzi zależność między odmową sexu a moim
        nastrojem , więc pewnie ją dziwi że nagle nastrój mi się poprawia .
        Co powinienem robić ? nie mieć napięć ! jak to zrobić ? raz w tygodniu
        odwiedzać "dziewczynę".
        Są okresy kiedy rezygnuję z usług "dziewczyn" , następuje to po każdym moim
        zbliżeniu z żoną . Mam taką zasadę ,że za każdym razem "otwieramy nowy
        rozdział , nową szansę , może właśnie od tego "razu" nam wyjdzie , ona o tym
        wie .

        Jeżeli czegoś nie napisałem a chcecie wiedzieć - pytajcie.

        ALE ZMIEŃMY FORMUŁE TEJ DYSKUSJI . PRZOSZE .

        PRZYJMIJMY ZAŁOŻENIE : JA NIE CHCĘ SIĘ WYBIELIĆ - WY NIE OCENIAJCIE
        OK ?

        ZASTANÓWCIE SIĘ ? PO CO OCENIAĆ ? PO CO SIĘ WYBIELAĆ ?

        NIE MAM POWODÓW KŁAMAĆ , UWIEŻCIE MI , GDYBYM LUBIAŁ SEX ZE ZWIEŻĘTAMI , TEŻ
        BYM WAM O TYM NAPISAŁ I OPOWIEDZIAŁ O SWOICH ODCZUCIACH .
        Pozdrawiam.
        • gardenersdog Re: Onnormalny podaje sposób rozwiązania problemu 26.01.07, 00:37
          Wybacz, ale ja czegoś w Twoim poście nie rozumiem. Wciąż zapewniasz, jak bardzo
          kochasz żonę, ile to czułości i miłości dajecie sobie wzajemnie, ale
          paradoksalnie ta ciągła asercja osłabia Twoje zapewnienia. Czy naprawdę udajesz
          przed samym sobą, że nie ma przyczynowo- skutkowego związku między oziębłością
          (właśnie, sam użyłeś tego słowa)twojej żony a chodzeniem na dziwki? A co z
          agresją,frustracją, poczuciem upokorzenia, czy wręcz zezwierzęcenia (bo przecież
          gdybyś za entuzjastyczną zgodą i wolą żony realizował swój popęd w małżeństwie,
          to byłaby sielanka). Czy to wszystko ulatnia się gdzieś pomiędzy? Nie ma
          pretensji, żalu, nienawiści...Czym wy grzejecie tę miłość? Cmokiem na dobranoc?
          ćmokanie - sranie powiesz...