Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu

28.01.07, 08:01
Nie chcę już pisać o moim porodzie, ale potraktowano mnie jak rodzącą krowę,
nie, nawet krowę potraktowano by bardziej humanitarnie, Wyłam z bólu, nikt mi
nie pomógł, 0 środków przeciwbólowych, kazano mi rodzić "naturalnie" dziecko
ponad 4 kg, ja drobna nie dałam rady. Pękła szyjka macicy, pochwa - na całej
dłgości i krocze:( Miałam żal do męża, że będąc przy porodzie, że jakoś nie
zareagował, ale on wierzył bardziej lekarzom i położnej niż mnie - a oni
dopóki nie pękłam brali mnie za histeryczkę... a ja nie mogłam wyrobić z bólu,
naprawdę nie mogłam...Potem okazało się, że rozeszły mi się kości spojenia
łonowego więc utykałam przez kilka miesięcy:((( W końcu miał prawo - położna
była opłacona, specjalnie dla mnie przyjeżdżała... nawet nie zapytałam jej
dlaczego tak się stało,, nie chcę jej widzieć , nie potrafię... nie oddała
zapłaconych wcześniej pieniędzy. A mąż idział wszystko - i zielone cuchnące
wody płodowe a potem słyszał moje prawie 24 godzinne wycie i błaganie o
cesarkę, na koniec krew i potężny krwotok...

Już prawie rok od tamtego porodu, od tamtej pory próbowaliśmy dosłownie 1 raz
i tak nie wyszło.. Mąż unika jakiejkolwiek bliskości - nawet rzadko udaje mi
się do niego przytulić, a tak bardzo tego potrzebuję.Przed porodem mogliśmy
cały weekend nie wychodzić z łóżka. Sex był dla nas b. ważną częścią naszego
związku... Jestem bezradna; mąż wczoraj oświadczył mi, że pod tym względem w
naszym związku jest zupełnie źle, jakbym o tym nie wiedziała... Staram się
dbać o siebie, o męża, o związek.Staram się nie pamiętać o tym porodzie,
właściwie nie wracamy do tego tematu. Mimo takiej traumy bardzo brakuje mi
takiej bliskości... Chyba musiałam się wyżalić. Myślę, że mąż już mnie nie
chce po czymś takim, co widział. Gdy próbuje rozmawiać o tym co się dzieje,
słyszę, że to moja wina, że coś robię źle - a to zakładam nie taką bieliznę, a
to już prawie naga wychodzę z łazienki, a to za długo musiał na mnie czekać
gdy byłam w łazience...:(((Żałuję, że zabrałam go na salę porodową... Czy ktoś
może mi coś poradzić?
    • vanjam Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 28.01.07, 08:23
      Ja jeszcze nie rodziłam, ale słyszałam o takich przypadkach, kiedy po porodzie
      mąż się odsuwa od żony. Co prawda wszystkie moje znajome rodziły z mężami, ale
      raczej bez komplikacji, więc nie miały potem problemów.
      Nie wiem, co ci napisać, żadnej rady nie dam, bo się na tym nie znam, zastanawia
      mnie tylko, jak mogli cię tak potraktować w szpitalu. Przecież to brak
      poszanowania godności ludzkiej. A mąż cię potem jakoś wspierał? Czy nie układa
      wam się w ogóle czy tylko w tej jednej dziedzinie? A probowałaś z nim o tym
      porozmawiać i zapytać o przyczyny takiego zachowania? Może to jest silniejsze od
      niego? A może powinniście z tym pójść do seksuologa?
      Mój mąż natomiast już mi powiedział, ze raczej nie będzie ze mną rodził, tzn. w
      szpitalu będzie, jak będę miała skurcze, to będzie mi pomagał ,ale przy samej
      akcjo porodowej wyjdzie, bo się po prostu boi, że tego nie wytrzyma. Oni są po
      prostu słabsi dużo bardziej niż my.
      • musia29 Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 28.01.07, 08:37
        O tym co się stało w szpitalu rozmawialiśmy. Miałam opłaconą podobno najlepszą
        położną w okolicy. Tyle tylko, że ta położna zeszła właśnie z 12 godzinnego
        dyżuru, nawet nie pojechała do domu, tylko właśnie do mnie:((( Okazała się
        przemęczoną zgrzędliwą babą (wcale się nie dziwię). Moi teściowie są lekarzami -
        wprawdzie w innym mieście, ale oni właśnie załatwili mi "po znajomości" tę
        położną z rekomendacjami. Na boku, gdy mąż poszedł rozmawiać z nią , o tym, co
        się dzieje, wyjaśniła mężowi, że niektóre kobiety wpadają w .... panikę i nie
        nalezy dawać im wiary. Nic złego się nie dzieje, ot, co:(((((((( Teraz wierzy,
        ale ja nie chcę, by robił juz jakiś "szum". To nic nie da. Mojego bólu i łez to
        juz nie zwróci.Nie układa nam się w tej jednej dziedzinie, ale siłą rzeczy
        przenosi się to na inne - jestem rozdrażniona tym brakiem seksu, mam swoje
        potrzeby....:( O seksuologu słyszeć nie chce. Mieliśmy zapanowane, że mąż
        wyjdzie w II fazie porodu, niestety, wszystko potoczyło się inaczej:( Zaczęło
        się od przebicia pęcherza płodowego i zielonch cuchnących wód, a skończyło
        pękaniem i krwotokiem, podczas którego ja już nie miałam siły mówić, a mąż
        trzymał mnie za rękę..., ja nie miałam siły go wyprosić, nikt z personelu tego
        nie zrobił:(((
        • kawitator Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 28.01.07, 08:56
          Masz czego chciałaś
          1 Szpital do porodu sie wybiera. Są rankingi. Jest akcja prowadzona przez
          kobiece czasopisma „rodzic po ludzku” Możesz rodzić w dowolnym szpitalu w Polsce.
          Wybrałaś po znajomości (socjalizm ) a nie po rozumie i niezależnych opiniach (
          inny ustrój) to rodziłaś po socjalistycznemu.

          2 Faceci nie uczestniczyli w porodach Obecnie powstała moda feministyczna na
          takie działanie. Nie pomagają statystyki które mówią ze około 20 % mężów
          uczestniczących w porodzie traci seksualne zainteresowania swoją partnerką .To
          nie ma nic wspólnego z rodzajem porodu ani z deklarowanymi chęciami czy nawet
          uczuciami faceta. Nie ma ochoty i już
          Możesz być przyjaciółką, siostrą koleżanka ale nie będziesz kochanką To go juz
          nie interesuje Według teorii spiskowej to feministki uknuły ten plan aby
          powiększać swoje grono czytaj sfrustrowanych odrzuconych samotnych kobitek
          Tak naprawdę to moda głupia moda ale cóż jak się czyta NAJ. Samo życie, Kobietę
          czy Cosmo i przyjmuje czytane tam pierdoły za miarodajne to tak sie ma .

          Długa droga przed wami Wynik wątpliwy nawet przy pomocy dobrych fachowców od
          duszy ludzkiej. szansa oczywiście jest ale pjesteście oboje bardzo poranieni
          psychicznie To wymaga czasu i pracy
          Tylko znowu nie szukaj pomocy u poleconego na lewo za łapówką
          • misssaigon bzdury sakramenckie 28.01.07, 09:18
            wiesz kawi, bzdury pieprzysz i o wybieraniu szpitala i o wypychaniu mezow do
            szpitala i winie feminizmu w tym wszystkim - kupy sie to nie trzyma.
            Kobieta przezywa teraz druga tragedie w swoim zyciu - wiec najlepiej jej nawtykac?
            Wg mnie pomysl rodzenia z mezem jest bzdurny - ale jest gros facetow, ktorzy sie
            sami przy tym upieraja - majac pretensje do zon , ze chca ich wylaczy z tego
            "waznego momentu"

            Na prowincji nie ma kilkunastu szpitali do wyboru tak jak np w Warszawie - jest
            jeden a nastepny oddalony np o 100 km - rozpoczyna sie akcja porodowa i gdzie
            jedziesz?- wszedzie mozna trafic na rzeznikow i konowalow - nawet placac za to
            ciezkie pieniadze w prywatnym szpitalu.
            Puknij sie w glowe kawi - jak nie mozesz pomoc to chociaz takimi komentarzami
            nie dobijaj.
            • eeela Re: bzdury sakramenckie 28.01.07, 12:02
              > wiesz kawi, bzdury pieprzysz i o wybieraniu szpitala i o wypychaniu mezow do
              > szpitala i winie feminizmu w tym wszystkim - kupy sie to nie trzyma.
              > Kobieta przezywa teraz druga tragedie w swoim zyciu - wiec najlepiej jej nawty
              > kac?

              Kobieta biedna, i zupelnie nie wiem, jak mozna jej pomoc, ale Kawi ma racje,
              wyciagajac temat. Niech inne czytaja i pojmuja - mezczyzna nie jest od ogladania
              porodu. Od wiek wiekow porod byl sprawa kobiet. Mezczyzna sie do tego NIE
              NADAJE. Ja sama sobie nie wyobrazam, jak moglabym czuc sie wciaz atrakcyjna dla
              parnera, majac swiadomosc, ze on mial przed oczami mnie rodzaca, krwawiaca,
              zawrzeszczana, wydalajaca mocz, kal i wody plodowe. Pojmuje, ze obecnosc
              bliskiej osoby moze pomoc. Od czego sa matki? Siostry? Nie wyobrazam sobie, zeby
              moja Mama miala mi odmowic - i jesli kogos kiedykolwiek poprosze, zeby mi
              asystowal, bedzie to wlasnie ona.
          • musia29 Nie masz racji, przykro mi 28.01.07, 09:25
            1.Wybrałam szpital do porodu. Ale w mojej okolicy. Gdybym chciała
            socjalistycznie i po znajomości to pojechałabym na drugi koniec Polski. Do
            szpitala, gdzie jednym z ordynatorów jest mój teść. nie ginekologii, ale zawsze
            ordynator to ordynator. chciałam uczciwie. Gdybym chciała - miałabym bez
            problemów cesarkę na życzenie... Po rozumie - no wiesz co... naprawdę nie chcę
            robić antyreklamy, ale szpital, w którym rodziłam znajduje się na liście
            szpitali rekomendowanych. mało tego, nawet niedawno uzyskał jedną z nagród. No
            cóż - przyjazny matce i dziecku, ale widocznie w sytuacji gdy nic złego się nie
            dzieje. Widać, ja miałam pecha.
            Co do położnej - nie dałam jej "w łapę" - po prostu była opłaconą położną, która
            wzięła zleconą pracę - nie wiem, jak to się nazywa. Ale coś takiego istnieje i
            jest całkiem legalnie. Może gdybym rodziła w jakimś malńkim szpitalu nie byłoby
            problemów. W tym na dyżurze pracują 3 położne a w ciągu 12 h rodzi się ok 12- 15
            dzieci. Bałam się, więc opłaciłam "swoją"

            2. Mój facet sam chciał byc przy porodzie - zwiedziony opiniami kolegów. Ja nie
            byłam tym zachwycona, ale przystałam, w końcu nie mogłam mu zabronić zobaczenia
            dziecka tuż po porodzie. NAJ nie czytam. COSMO nigdy nie miałam w ręku.

            Jak widać płacę za swoją uczciwość:( Dosłownie.
            • musia29 Re: Nie masz racji, przykro mi 28.01.07, 09:29
              przepraszam - 24 h; i esli sie nie mylę to 2,3 położne na dyżur
              • kawitator Re: Nie masz racji, przykro mi 28.01.07, 09:34
                Rzeczywiście przesadziłaem i żle odczytałem twoją wypowiedz

                Przepraszam
                Mam nadzieję ze przyjmiesz przeprosiny

                Dalej jednak twierdze ze obecnośc faceta przy porodzie niesie wjecej kłopotów
                niz pozytku
                Opinia znajomego dobrego ginekologa połoznika chirurga Tak sam okresla swoją
                specjaloność
                • kawitator Re: Nie masz racji, przykro mi 28.01.07, 10:43
                  Dałem dupy Zagalopowałem sie to teraz mała próba rehabilitacji ;-))

                  Zarówno kobiety, jak i mężczyźni obawiają się też czasem, że doświadczenie
                  porodu źle wpłynie na ich pożycie intymne. Rzeczywiście zdaniem dr. Stanisława
                  Dulki, seksuologa, istnieje ryzyko, iż wstrząs związany z widokiem rodzącej
                  kobiety może wywołać u mężczyzny takie kłopoty. Niektórzy po porodzie mają
                  trudności z ponownym postrzeganiem żony jako obiektu pożądania. Jeszcze inni są
                  przerażeni, że skutkiem pożycia seksualnego jest tak wielkie cierpienie kobiety
                  i to wycisza ich popęd.

                  Z twoich opisów wynika ze to ta druga przyczyna Zablokował się twoim cierpieniem.
                  To przechodzi ale wymaga dużej cierpliwości od Ciebie
                  Poczytaj tutaj Cała dyskusja na taki sam temat:

                  f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=3172668
            • elencza Re: Nie masz racji, przykro mi 28.01.07, 09:32
              Kawitator należy do osób, który zgwałconej kobiecie powie, że to tylko i
              wyłącznie jej wina, a nie wiadomo , czy sama tego nie chciała.
        • vanjam Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 28.01.07, 11:36
          Wiesz, strasznie ci współczuję, po czymś takim aż sie boję myśleć o
          macierzyństwie. Moja kumpela też niby miała opłaconego i lekarza i położną,
          zemdlała w czasie porodu, mały urodził się z niedotlenieniem, władowali w to
          wszystko całe swoje oszczędności ,żeby było ok ... i na szczęście jest. A wiesz,
          co lekarz powiedział jej mężowi? że ona źle parła! no to skąd miała wiedzieć jak
          ma przeć, skoro rodziła pierwszy raz? a dziecka po porodzie nawet nie widzieli,
          bo zabrali je karetką do kliniki i nikt im nie chciał powiedzieć ,co się dzieje...
          A co do męża, to co ci powiedział na ten temat?
    • elencza Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 28.01.07, 09:28
      Trauma straszliwa. Nigdy nie rodziłam, więc moge sobie tylko wyobrażać i,
      wyznam, to mi w zupełności wystarczy :(((
      Bezwzględnie powinnaś porozmawiać z psychologiem. Nie bać się poszukac innego,
      jeśli ten nie spełni oczekiwań.
      Mąż - również na terapię, a jeśli stwierdzi, że jej nie potrzebuje, to zapytaj
      go czy wyobraża sobie wasze złote gody.
      Nie daj sobie wmówić, że masz co chciałaś, bo nie wszystko da sie przewidzieć -
      ja byłam 10 lat temu u poleconej dentystki i do tej pory mam kłopoty
      z "leczonymi" przez nią zębami.
      • kaska0404 Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 28.01.07, 09:33
        myślę że potrzeba Wam pomoc fachowca
        spróbuj porozmawiać z m może on się obwinia że nic niezrobił
        gdy tak cierpiałaś i ta myśl że zawiudł Ciebie
        niepozwala mu sie zblizyć do Ciebie
        trzymam kciuki by się poukładało
    • thistle Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 28.01.07, 14:28
      Zły wybór szpitala to jedno, a ale z drugiej strony czytałam juz na Gazecie
      suuuuuper pochwały szpitali, w których widziałam karaluchy defilujące szeregiem
      po ścianach i o których znam( z pierwszej ręki) opowieści jak ze Strefy Mroku.
      Sama rodziłam w szpitalu otoczonym złą sławą, a wspominam poród i czas po jak
      sielankę. Co do obecności faceta jako nowinki - to chyba kpicie. Setki lat
      mezczyźni byli z koniecznosci obecni przy porodach, a zanim akuszerka z
      sąsiedniej wioski dobiegła,niejeden ojciec musiał poród odebrać SAM(mój dziadek
      odebrał tak swoją drugą córkę) Komórki to dosć nowy wynalazek, wiecie?
      Nikt nie każe facetom gapić się w krocze kobiety, ale facet,który odmawia
      wsparcia w takiej jednak waznej sytuacji, to jednak tylko troki do gaci, nie
      mężczyzna. Znam osobiscie sporo (na czele z własnym) mężczyzn, u których
      obecnosć przy porodzie nie wpłynęła negatywnie na aktywnosć seksualną, choć
      żaden nie zachowywał się w czasie porodu jak ten z pierwszego postu. Moze to
      nie w fakcie obecnosci problem, a w jego osobowości???
      • zdzichu-nr1 Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 28.01.07, 14:56
        Facet ma czekać pod porodówką z kwiatami i tyle. Wstep na salę porodową surowo
        wzbroniony.

        • srebrzysta Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 28.01.07, 15:38
          Smutne :(
          Byc moze moj przypadek jest wyjatkiem potwierdzajacym regule. Urodzilam razem z
          mezem dwoje dzieci. Nigdy nie bylo zadnych problemow w sferze seksu. Fakt ze
          dzieci urodzily sie w miare szybko i bezproblemowo, maz nameczyl sie trzymajac
          mnie, łaząc za mną masując itd. To doswiadczenie smiało moge przyznac (co
          potwierdza M) bardzo nas do siebie zbliżyła.
          nie idealizuje tematu - ponieważ potezne problemy z seksem zaczeły sie u nas po
          wielu latach od porodów, w momencie ogromnego nasilenia stresu w pracy, a co za
          tym idzie i w domu. Niemozliwe zeby porody miały na to wpływ, obecnie są
          mglistym wspomnieniem, bo dzieci to juz prawie nastolatki.
          Autorce wątku współczuję, bo ona przede wszystkim musi polubic na nowo swoje
          ciało, odzyskac do niego szacunek, zniweczony w szpitalu a pogłębiony przez
          odsuniecie męza. Na jej miejscu przed wizytą u specjalisty (na co wcale nie
          takłatweo sie zdecydowac a i z organizacja jest trudno przy małym dziecku)
          sprobowałabym alkoholu dla obojga, jakiegos filmu, a potem zwyczajnie zabrała
          sie za męza ustami :) w połmroku :) niechby juz mu sie zacierało, szumek w
          głowie, babki na ekranie...ja tutaj... i tak powolutku krok po kroku. Jak juz
          bedzie w siodmym niebie to hop na niego :)
          Trauma szpitalna z czasem odejdzie w niepamięc, ludzie juz tak sa skonstruowani
          ze zapominają. Chyba ze ktos z uporem maniak rozdrapuje i rozpamietuje cos od
          nowa. Trzeba koniecznie zasłonic te fatalne przezycia nowymi.
          A zwalanie winy na zone pt 'nie ta bielizna' uwazam za załosne...
          Trzymam kciuki!
        • thistle Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 28.01.07, 16:22
          Chybaście się , Zdzichu, tam jeszcze nie nastali ;)
    • sagittka Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 28.01.07, 18:01
      Przy okazji tematu, dorosły mężczyzna powinien umieć przewidzieć choć w pewnym
      stopniu swoje reakcje, przygotować się do porodu(np. obejrzeć film w szkole
      rodzenia i zdecydować, czy jest w stanie sprostać takiej sytuacji). Nie wolno
      zmuszać do uczestniczenia w porodzie, ale można oczekiwać wsparcia, więc każda
      para powinna rozważyć za i przeciw.

      Do do uwag kawitatora, ze to moda, czy feministyczne pomysły, to mnie się
      wydaje, że to nie jest przejaw mody, tylko wreszcie jest taka
      możliwość. Kiedyś mężowie nie mogli nawet wejść na oddział, a dziecko mogli
      zobaczyć przez okno.
      W szpitalach zmienia się stosunek do pacjentów.
      Ja leżałam jako dziecko 2 razy w szpitalu, rodzice mogli odwiedzić mnie tylko w
      niedzielę i mam bardzo traumatyczne przeżycia z tego okresu.
      Dziś w wielu szpitalach rodzice mogą być z dziećmi większość dnia, a czasem i
      całą dobę.
      Czy to też jest moda? To wydaje nam się naturalne, prawda?

      Z porodami jest podobnie. Dla większości kobiet pobyt w szpitalu i poród są
      koniecznością, a nie przyjemnością, chcemy mieć kogoś bliskiego przy sobie, a
      mąż wydaje się najodpowiedniejszą osobą do uczestniczenia w narodzinach jako
      drugi rodzic.

      Myślę, że również dlatego wspólne porody stały się częstsze, bo nastąpiły
      ogromne zmiany w obyczajowości i podejściu do seksu.
      Nawet gdyby dawniej mąż mógł być przy porodzie, to pewnie większość par nie
      zdecydowałaby się na to, bo relacje związane z własnym ciałem, nagością i
      seksualnością były inne.
      "Porządna kobieta" nie przebierała się przy mężu, nie informowała go, że ma
      właśnie miesiączkę, a pożycie małżeńskie odbywało się w koszuli nocnej i po
      ciemku. Dziś jest zupełnie inaczej, męzczyźni są dopuszczani do
      wielu "tajemnic", każdy widział, przynajmniej na reklamie, jak wygląda tampon,
      czy podpaska, otwarcie mówimy o "tych sprawach" i ja akurat uważam to za postęp.

      Dla wielu kobiet to własnie mąż, a nie siostra czy przyjaciólka jest najbliższą
      osobą, z którą chcą przeżywać nawet tak intymne wydarzenie jak poród,
      zwłaszcza, że są to narodziny ich wpólnego dziecka, a nie siostry czy przyjaciółki.

      Decydując się na dziecko, mąż przestaje być tylko partnerem seksualnym, staje
      się również ojcem, mężem kobiety-matki. Dla wielu mężczyzn jest to naturalne,
      ale to oczywiście zależy od relacji w związku.
      • renebenay Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 28.01.07, 18:36
        Moja zona 3 razy rodzila we Francji i za kazdym razem bylem przy porodzie,w
        kazdym badz razie zona chciala abym byl z nia,ja rowniez i dla nas obojga to sa
        wspaniale wspomnienia.
    • volator Re: Mąż przy porodzie 29.01.07, 04:16
      Sporo uogólnień i kategorycznych sądów w tym wątku. Są faceci, którzy nie
      powinni być przy porodzie i są tacy, którzy przeciwnie, powinni przy nim być. Ja
      np. byłem przy dwóch i nadal lecę na żonę, i mało tego - wiedziałem, że nic nie
      sprawi, żebym miał przestać. A dlaczego? Bo nie jestem estetą ani człowiekiem,
      który by się czegokolwiek brzydził. Myślę, że jest to cecha, którą nietrudno
      ocenić u siebie (i u partnera, moje panie) przed porodem, a więc w momencie
      podejmowania decyzji. Jeśli mąż dużo gada o brudzie i sprzątaniu, to lepiej
      niech czeka z kwiatkami.
      A tobie, Musiu, bardzo współczuję. Mam nadzieję, że mimo problemów, rzecz się
      rozwiąże. Na pocieszenie powiem ci, że życie seksualne od 2 roku małżeństwa
      prawie nigdy nie układa się zadowalająco.
      • gardenersdog Re: Mąż przy porodzie 29.01.07, 04:35

        • kawitator Do sagitki 29.01.07, 10:56
          Normalnie piszesz normalnie ale tym razem dałaś do wiwatu


          Do do uwag kawitatora, ze to moda, czy feministyczne pomysły, to mnie się
          wydaje, że to nie jest przejaw mody, tylko wreszcie jest taka
          możliwość. Kiedyś mężowie nie mogli nawet wejść na oddział, a dziecko mogli
          zobaczyć przez okno.
          I bardzo dobrze jak kobitka rodziła w domu bo szpitale to stosunkowo nowy pomysł to tez wywalano facetów z chałupy a otaczały rodzącą kobitki babki, przyjaciółki

          Myślę, że również dlatego wspólne porody stały się częstsze, bo nastąpiły
          ogromne zmiany w obyczajowości i podejściu do seksu.
          Nawet gdyby dawniej mąż mógł być przy porodzie, to pewnie większość par nie
          zdecydowałaby się na to, bo relacje związane z własnym ciałem, nagością i
          seksualnością były inne.
          Oczywiście były inne

          "Porządna kobieta" nie przebierała się przy mężu, nie informowała go, że ma
          właśnie miesiączkę, a pożycie małżeńskie odbywało się w koszuli nocnej i po
          ciemku.
          A kto ci dziecko takich bzdur naopowiadał ???????

          Dziś jest zupełnie inaczej, męzczyźni są dopuszczani do
          wielu "tajemnic", każdy widział, przynajmniej na reklamie, jak wygląda tampon,
          czy podpaska, otwarcie mówimy o "tych sprawach" i ja akurat uważam to za postęp.
          Oczywiście zmiana ale czy to zmiana w dobrym kierunku ?
          To dlaczego tyle dzisiaj postów jest super jest moim przyjacielem powiernikiem zmienia mi tampony tylko bzykać sie nie chce
          Gdzie ta chęć została zagubiona i to z obu stron
          Faceta w papciach i kobitkę w papilotach masz w domu
          Myślisz o facecie tajemniczym nawet groźnym, trochę nieobliczalnym silnym i z błyskiem w oku , mającym swoje sprawy, swoje pasje gdzie takiemu mężusiowi co to go udupiłaś w domu do niego
          Jego rusza piękna tajemnicza kobieta fatalna, niedostępna i wymagająca starań i p[iekna niesłychanie a ma w domy kobitkę chodząca w powyciąganych szortach gdzie spod nogawki wystaje sznurek od tamponu
          Gdzie wśród takich symbiotycznych przyjaciół miejsce na seks na pożądanie na emocje . Seks to jest psychiczna gra To napięcie To niepewność to odkrywanie tej inności drugiej płci
          A wy tu ble ble zamieniacie kochanka w papuciarza w imię postępu równości i poprawności politycznej To nie jest postęp to głupota
          Kiedyś kobitki z poikolenia na pokolenie przekazywały sobie sposoby jak byc taka pożadana przez cały czas przez faceta a teraz dziwczyny naczytają się pieduł które choć mile brzmia oparte są na utopijnych załozeniach i potem dokonuja trudnej sztuki kopania sie samemu w tyłek
          Faceci też nie lepsi Wychowni przez smaotne matki wpadaja do rak sfrustowanych nauczycielek któe najbardziej boja się faceta w chłopaku więc robia wszystko aby przerobic go na cos bardziej bezpiecznego potem taki pokalwczony zali się ze on przynosi siadanka do łózka słucha cąłymi dniami uprzedza zyczenia a ona mu sie daje A dlaczego by miała dać takiej popierdułce.

          • sagittka Re: Do sagitki 29.01.07, 11:22

            > I bardzo dobrze jak kobitka rodziła w domu bo szpitale to stosunkowo nowy pomy
            > sł to tez wywalano facetów z chałupy a otaczały rodzącą kobitki babki,
            przyjaciółki

            Bo inne kobiety znały się na temacie, one odbierały porody.
            Dziś mężczyźni mają większą wiedzę na temat ciąży, porodu i naprawdę niektórzy
            chcą w tym uczestniczyć. W szkołach rodzenia uczą się jak opiekować się żoną w
            ciąży, po porodzie, jak zajmować się noworodkiem, także kiedy można wrócić do
            współżycia, itd.
            Medycyna daje nowe możliwości, każda kobieta chce zobaczyć na monitorze USG
            swoje dziecko i spora część mężczyzn chce tego również. To nie jest tylko moda.


            > "Porządna kobieta" nie przebierała się przy mężu, nie informowała go, że ma
            > właśnie miesiączkę, a pożycie małżeńskie odbywało się w koszuli nocnej i po
            > ciemku.
            > A kto ci dziecko takich bzdur naopowiadał ???????

            OK. to była generalizacja. Napisałam ogólnie o zmianach w obyczajowości.


            > Oczywiście zmiana ale czy to zmiana w dobrym kierunku ?

            Tego na razie nie ocenimy, na pewno w wielu aspektach tak, w innych nie.

            Zgadzam się prawie z całym twoim wywodem nt. utraty pożądania w sytuacji, gdy
            relacje stają sie kumpelskie, że role kobiety i meżczyzny zmieniły się i to nie
            zawsze wychodzi na dobre, zwłaszcza w seksie.

            Jednak coś za coś. Nie mam samca, który żyje w swoim twardym męskim świecie,
            faceta, jak piszesz, "tajemniczym nawet groźnym, trochę nieobliczalnym silnym i
            z błyskiem w oku", ale mam faceta, który ze mną dzieli trudy rodzicielstwa od
            samego początku, który wspierał mnie i opiekował się mną po porodach, który
            wcale nie przestał być dla mnie facetem.

            Zrób ankietę wśród kobiet w średnim wieku, mających dzieci, jaki typ mężczyzny
            chcą mieć przy swoim boku. Tajemniczego groźnego, z błyskiem w oku (o, tak
            chętnie, od czasu do czasu), czy opiekuńczego, angażującego się, pomocnego (na
            całe wspólne życie).

            I jeszcze jedno, ten drugi wcale nie musi być popierdułką, tak jak piszesz.
            Podobnie jak żona pożądana przez męża nie musi chodzić po domu w szpilkach i
            mini, może stać przy garach i gotować mu obiad.

            > To dlaczego tyle dzisiaj postów jest super jest moim przyjacielem powiernikiem
            > zmienia mi tampony tylko bzykać sie nie chce
            > Gdzie ta chęć została zagubiona i to z obu stron
            > Faceta w papciach i kobitkę w papilotach masz w domu
            > Myślisz o facecie tajemniczym nawet groźnym, trochę nieobliczalnym silnym i z
            > błyskiem w oku , mającym swoje sprawy, swoje pasje gdzie takiemu mężusiowi co
            > to go udupiłaś w domu do niego
            > Jego rusza piękna tajemnicza kobieta fatalna, niedostępna i wymagająca starań i
            > p[iekna niesłychanie a ma w domy kobitkę chodząca w powyciąganych szortach g
            > dzie spod nogawki wystaje sznurek od tamponu
            > Gdzie wśród takich symbiotycznych przyjaciół miejsce na seks na pożądanie na e
            > mocje . Seks to jest psychiczna gra To napięcie To niepewność to odkrywanie t
            > ej inności drugiej płci
            > A wy tu ble ble zamieniacie kochanka w papuciarza w imię postępu równości i po
            > prawności politycznej To nie jest postęp to głupota
            > Kiedyś kobitki z poikolenia na pokolenie przekazywały sobie sposoby jak byc tak
            > a pożadana przez cały czas przez faceta a teraz dziwczyny naczytają się pieduł
            > które choć mile brzmia oparte są na utopijnych załozeniach i potem dokonuja tr
            > udnej sztuki kopania sie samemu w tyłek
            > Faceci też nie lepsi Wychowni przez smaotne matki wpadaja do rak sfrustowanych
            > nauczycielek któe najbardziej boja się faceta w chłopaku więc robia wszystko ab
            > y przerobic go na cos bardziej bezpiecznego potem taki pokalwczony zali się ze
            > on przynosi siadanka do łózka słucha cąłymi dniami uprzedza zyczenia a ona mu
            > sie daje A dlaczego by miała dać takiej popierdułce.
          • sagittka Re: Do sagitki 29.01.07, 11:26
            > Normalnie piszesz normalnie ale tym razem dałaś do wiwatu

            To tak jak ty. Normalnie piszesz mocno i trafnie, ale tym razem przegiąłeś
            odpowiadając musi29 powyżej.
            Jesteśmy kwita :)
            • kawitator Re: Do sagitki 29.01.07, 12:15
              > Jesteśmy kwita :)
              kwita ;-))))))
          • blaszany_dzwoneczek Re: Do sagitki 29.01.07, 11:53
            A moim zdaniem prawdziwy facet nie mdleje na widok krwi, nie brzydzi go jak żona
            przy porodzie zrobi kupę, a widok cierpień żony nie powoduje, że miesiącami
            przeżywa traumę, w momencie gdy żona potrzebuje wsparcia silnego faceta, a nie
            rozpamiętującej w kółko swoją (!?) traumę rozmemłanej "popierdułki".
            • sagittka Re: Do sagitki 29.01.07, 12:30
              blaszany_dzwoneczek napisała:
              > A moim zdaniem prawdziwy facet nie mdleje na widok krwi, nie brzydzi go jak żon
              > a
              > przy porodzie zrobi kupę, a widok cierpień żony nie powoduje, że miesiącami
              > przeżywa traumę, w momencie gdy żona potrzebuje wsparcia silnego faceta, a nie
              > rozpamiętującej w kółko swoją (!?) traumę rozmemłanej "popierdułki".


              Racja, tylko tym mniej dojrzałym lub bardziej wrażliwym, może się w głowie
              poprzestawiać potem. Tzn. zaburzony zostaje obraz żony jako delikatnej zmysłowej
              kobiety i może to wpływać źle na postrzeganie żony jako obiektu pożądania.

              Dlatego porody nie są dla wszystkich meżczyzn. Tak jak nie wszyscy nadają się na
              wojnę :)

              ...
              Ja też pielęgnowałam w szpitalu mojego męża, widziałam jak to wielkie prawie
              2-metrowe chłopisko z trudem wstaje z łóżka żeby dojść do toalety i nie miało to
              wpływu na seks. Idąc do łóżka nie wspominam tych chwil jego słabości, nadal jest
              dla mnie męski.
              • blaszany_dzwoneczek Re: Do sagitki 29.01.07, 12:59
                sagittka napisała:


                > Racja, tylko tym mniej dojrzałym lub bardziej wrażliwym, może się w głowie
                > poprzestawiać potem. Tzn. zaburzony zostaje obraz żony jako delikatnej zmysłowe
                > j
                > kobiety i może to wpływać źle na postrzeganie żony jako obiektu pożądania.

                Jasne. Ale Kawitator definiuje faceta, który jest pociągający dla kobiet
                ("Myślisz o facecie tajemniczym nawet groźnym, trochę nieobliczalnym silnym i z
                błyskiem w oku , mającym swoje sprawy, swoje pasje...) - i jakoś do tej
                definicje nie pasuje mi taki "mniej dojrzały lub bardziej wrażliwy"...
            • volator O prawdziwości facetów 30.01.07, 03:41
              Niektórzy faceci mają skłonność do idealizowania Kobiety jako takiej. Niby mają
              świadomość, że jej fizjologia zasadniczo nie różni się od ich fizjologii, ale w
              jakiś pokrętny sposób nie pamiętają o tym, a swoją wybrankę, postawioną na
              piedestale, traktują trochę jak istotę bezcielesną. Znam takie przypadki. Poród,
              choroba czy choćby objawienie się nieoczekiwanego temperamentu seksualnego u
              żony mogą doprowadzić związek do katastrofy. Ja sam, choć jestem miłośnikiem
              kobiecej fizjologii we wszystkich jej przejawach, nie określałbym takich gości
              jako facetów mniej prawdziwych niż inni – jest to po prostu pewna cecha, która
              dyskwalifikuje ich jako współtowarzyszy porodu.
              • blaszany_dzwoneczek Re: O prawdziwości facetów 30.01.07, 10:28
                volator napisał:

                nie określałbym takich gości
                > jako facetów mniej prawdziwych niż inni – jest to po prostu pewna cecha,
                > która
                > dyskwalifikuje ich jako współtowarzyszy porodu.

                Ale niestety dyskwalifikuje też ich ta cecha jako współtowarzyszy życia na dobre
                i na złe. Bo jak przyjdzie złe w postaci choroby na przykład, to też wtedy taki
                prawdziwy facet odczuje dysonans poznawczy pomiędzy swoja dziwną wizją żony z
                wymazaną fizjologią a prawdziwą cierpiącą żoną, którą wypada się opiekować. I
                wtedy na przykład taki prawdziwy facet zmyka gdzie pieprz rośnie, albo po
                wszystkim związek się rozlatuje, bo życie i żona okazały się nie takie jak facet
                sobie wyidealizował. A są sytuacje w życiu, w których nie ma wyboru tak jak przy
                porodzie, czy chce czy nie chce uczestniczyć. I cóż kobiecie po takim facecie,
                choćby nie wiem jak prawdziwy on był.
                • volator Re: O prawdziwości facetów 31.01.07, 02:01
                  Ok. z tym o chorobie masz słuszność. Ale, ale, zdradź mi , Blaszaneczko, czy nie
                  jest tak, że ty siłą rzeczy i niejako z definicji musisz lgnąć do facetów w
                  typie Piotrusia Pana, a więc takich, którzy ujrzawszy cię na łożu boleści,
                  gwizdną raz i drugi, zakręcą kapelusz na uchu i wymkną się pośpiesznie, już na
                  schodach piejąc radośnie na myśl o przyjemnościach czekających ich gdzieś indziej?
                  • blaszany_dzwoneczek Re: O prawdziwości facetów 31.01.07, 15:42
                    Hihi, no tym razem Blaszany Dzwoneczek poszedł po rozum do głowy i zakochał się
                    w kimś innym. Piotruś Pan poszedł sobie do Wendy, i dobrze ;-)
                    • volator Re: O prawdziwości facetów 01.02.07, 00:17
                      Hmm, nie bardzo to pasuje do moich wyobrażeń o dzwoneczkach. A może Blaszany
                      Dzwoneczek... dorósł i stał się kimś w rodzaju Wendy?

                      • blaszany_dzwoneczek Re: O prawdziwości facetów 01.02.07, 02:13
                        E tam, zaraz tam, że jak Wendy...phi...też...<foch>
                        • volator Dąsik 02.02.07, 03:18
                          Do twarzy Ci z tym fochem, wiesz? Lubię kapryśnice...
          • anais_nin666 Re: Do sagitki 01.02.07, 16:52
            Kiedyś kobitki z poikolenia na pokolenie przekazywały sobie sposoby jak byc tak
            > a pożadana przez cały czas przez faceta

            Kiedyś żony wyszywały serwetki w gronie innych kobiet, a panowie baraszkowali w
            burdelach, gdzie panie nie musialy specjalnie uwodzic, wystarczylo, ze chetnie
            rozsuwaly uda, w odroznieniu od zon, ktore (co czesto ma miejsce i teraz) z
            seksu najchetniej by zrezygnowaly jako czegos plugawego i brudnego.
            Kawi jestes jak widzę fanem "starych" czasów, które sobie wręcz ozłociłeś,
            zapominając zupełnie o szarej rzeczywistości, która była mniej ujmująca niż to,
            co Ty lubisz wyciągać.
        • volator Cezura 30.01.07, 03:48
          Każdy mógłby wpisać w miejsce tej dwójki jakąś własną liczbę, prawda?
    • claptola Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 29.01.07, 10:35
      żadko sie wypowiadam, ale teraz musze. Szlag mnie trafia jak czytam te bzdety o
      biednych straumatyzowanych tatusiach. nożesz k....a!!!!! kobieta omal życia nie
      straciła, bolało ją, krwawiła, 24 godziny wyła z bólu, a biedny tatuś k...a ma
      traumę. No nie mogę, szlag mnie trafia. On ma traumę, a co ona ma
      powiedzieć?????? ktoś mądry napisał, że dorosły facet nie powinien polegać na
      opiniach kolegów, jeśli chce uczestniczyć przy porodzie to powinien się do tego
      przygotować.
      Rodziłam jedno dziecko sama i dwoje razem z męzem i mam porównanie. Wspominam
      wspólne porody wspaniale i tak samo tatuś dziecka. Nie dajmy sie zwariować inie
      generalizujmy - że moda, że wstęp powinien być tatusiomzabroniony. Wszystko
      zalezy od człowieka, ale biedni panowie, nie przesadzajcie z ta traumą. To
      kobietę boli i to kobieta cierpi.
      Do autorki wątku - poszukaj pomocy u psychologa, jeśli nie wspólnie z męzem,
      to idź najpierw sama. To pomaga. Bardzo Ci współczuję i mocno trzymam kciuki.
      • magda6 Do claptola 29.01.07, 14:01
        Zgadzam się w 100%, biedni mężczyźni, tylko im usługować i zapewniać same
        przyjemności. Dziewczyna mało przezyła to jeszcze trzeba jej dowalić, że to jej
        wina, po co brała faceta.Dziecko jest i kobiety i mężczyzny, ma dwoje rodziców
        i oboje powinni brać udział w jego narodzeniu i wychowaniu. Nikt faceta nie
        zmuszał żeby był przy porodzie, a teraz powinien żonie okazać wsparcie i
        zrozumienie, a nie odsuwać się - tak jest najłatwiej.
        Jeżeli mu tak ciężko, to mógł nie zakładać rodziny, a przynajmnie pooglądać
        sobie filmy z porodów i podjąć męską decyzję, a nie jak chłopczyk w krótkich
        spodenkach...
        • glamourous Re: Do claptola 29.01.07, 15:35
          magda6 napisała:

          > Jeżeli mu tak ciężko, to mógł nie zakładać rodziny, a przynajmnie pooglądać
          > sobie filmy z porodów i podjąć męską decyzję, a nie jak chłopczyk w krótkich
          > spodenkach...


          Tyle, ze te wszystkie blokady i traumy powstaja niestety w czyms takim jak
          PODSWIADOMOSC. A na ta niesttey nie mamy wielkiego wplywu. Wiec nic nie da
          zawstydzanie niegrzecznego meza stwierdzeniami "nie jestes facet, skoro zona
          nie pociaga cie po porodzie, nie masz jaj, jestes chlopczykiem w krotkich
          spodenkach". Raczej nic tez nie da samemu facetowi tlumaczenie sobie ze
          przeciez jest facetem i powinien byc twardzielem. Mysle ze maz autorki watku
          sam nie czuje sie z tym problemem komfortowo i probuje na wszelkie sposoby
          pozbyc sie tej blokady.
          Z tym ze z wlasna podswiadomoscia malo kto wygrywa bez pomocy dobrego
          psychologa. Zwlaszcza sfera seksualna to bardzo delikatna sprawa, a juz
          pozadanie to wyjatkowo plochliwe zwierzatko i nie da sie tak latwo go przywolac
          jak juz raz gdzies ucieknie. Ilu to facetow ma problemy z erekcja, z libido
          tylko dlatego czasem z zupelnie blahych i smiesznych powodow, np dlatego ze
          zona kiedys tam wysmiala jego rozmiary, albo ze od dwoch miesiecy nie goli nog,
          albo przytyla 15 kilo...Niby nie powinno tak sie dziac, bo przeciez wazny jest
          czlowiek, kobieta z ktora sie zyje i ktora kocha a nie jakies tam glupie
          fanaberie i wzgledy estetyczne, a jednak.... to biologia tak to w nas
          urzadzila, ze pomimo calej milosci i checi zeby z kims byc pozadanie ktore raz
          niekoniecznie musi sie pojawic na nowo. Ono po prostu rzadzi sie swoimi prawami.

          Mysle ze maz autorki watku nie odsuwa sie od zony celowo, on po prostu nie
          potrafi sobie z tym poradzic, choc pewnie by chcial (autorka postu pisze ze
          jest czuly, kochany i wspanialy) i cala ta trauma spadla na niego bez udzialu
          jego woli. Nie wieszajcie wiec na nim psow, bo to nie jego wina. Nie kazdy moze
          przewidziec swoje reakcje wobec takiej (bardzmy szczerzy) JATKI jaka jest
          przeciez porod. W przypadku pierwszego dziecka reakcja mezeczyzny na to co
          zobaczy jest zupelnie nie do przewidzenia, to zupelna rosyjska ruletka - albo
          sie uda i facet "przezyje" porod nie wynoszac traumy, albo - no wlasnie...
          Obejrzenie zas sobie filmu z porodu w ramach "testu wrazliwosci" nie jest
          niestety miarodajne, bo
          a) to tylko film, a nie namacalna reality w 4D w ktorej sie czynnie
          UCZESTNICZY,
          b) ktos tu wyzej napisal, ze w rzeczywistosci wyglada to o wiele gorzej niz na
          filmie
          c) rodzaca baba na ekranie to NIE wlasna zona, nie ma sie do niej zadnego
          stosunku emocjonalnego i to nie Z NIA potem bedzie uprawialo sie seks -
          zwlaszcza swiezo po porodzie.

          Wiec nie ma co sie madrzyc i tokowac o meskich decyzjach oraz wyrokowac
          ze "mogl nie zakladac rodziny". Facet rodzine pewnie chcial miec, pewnie bardzo
          kocha dziecko i zone, ma jedynie problemy w przystosowaniu sie do nowej roli
          (faceci tez maja prawo miec swoista odmiane baby blues'a a od porodu minelo
          zaledwie pare tygodni!). Uwazam ze pomoc psychologa szybko rozwiazalaby ten
          problem, to w koncu jest sprawa tak powszechna, ze psycholodzy rodzinni i
          seksuolodzy maja wielkie doswiadczenie w leczeniu tego typu zaburzen. Poza tym,
          jak wiadomo, czas leczy rany i z czasem wszystkie traumy daja sie oswoic...:-)
          Pozdrawiam!
          • ewolwenta Re: Do claptola 29.01.07, 21:02
            glamourous trudno się z Tobą nie zgodzić
    • trzydziestoletnia Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 29.01.07, 18:35
      musia29 napisała:

      > (..)Staram się nie pamiętać o tym porodzie, właściwie nie wracamy do tego tematu.

      Piszesz, ze starasz sie nie pamietac o porodzie, ze nie chcialas porozmawiac z polozną i ze nie wracacie do tego tematu. Czyli wyparcie i 'zaklepanie' tematu, ktory jak widac nadal jest b.wazny. Po prostu - nie przerobiliscie tego, ale odsuneliscie i staracie sie zapomniec, udawac ze tego nie bylo. A bylo. Nic nie wiemy o podejsciu meza - nie wiadomo czy rzeczywiscie unika seksu z powodu porodu, a nawet jesli faktycznie powodem jest ten traumatyczny porod to na ile on jest tego swiadomy, a na ile sadzi, ze mu "bielizna" przeszkadza.
      Ten porod byl wielką traumą przynajmniej dla jednej ze stron w zwiazku - i dalsze unikanie tematu z pewnością nie poprawi tego stanu.

      Wg mnie - pierwszy krok to porozmawianie o tym zdarzeniu. Opowiedz mezowi o swoim porodzie - tak jakby go tam nie bylo, powiedz o tym jak sie dzis czujesz. Moze on zechce tez opowiedziec Tobie o porodzie w jakim uczestniczyl - co widzial, co przezyl. Temat jest zbyt istotny dla zwiazku, zeby go choc raz porzadnie nie omowic. Moze sie tez rozjasni czy to na pewno porod zniecheca meza do seksu. Tylko pamietaj, zeby zal nie zamienil sie w obwinianie, bo to moze byc koniec dobrej rozmowy, a poza tym to nie on jest winny, ale sluzba medyczna.

      Moze dobrze by Wam zrobilo (w sensie oczyszczającym) wspolne zawalczenie w tym temacie, np. o oddanie części kasy przez tą okropną położną ;)

      I daj znac jak przebiegla rozmowa. Potem pomyslimy co dalej :)
    • bomba44 zero seksu - czy to porod, czy cos innego? 30.01.07, 00:56
      Musia:

      Skupiasz się na porodzie, tak jak by to był jedyny czynnik, który mógł wpłynąć
      na zachowanie Twojego męża. Czy nic innego nie zmieniło się w tym samym
      czasie? Czy przypadkiem nie przybyła Wam w domu mała istotka? Czy przypadkiem
      nie jesteście teraz nią bardzo zaabsorbowani? Czy przypadkiem nie macie teraz
      dużo mniej czasu dla siebie? Czy nie macie dużo nowych obowiązków, których nie
      mieliście przedtem? Innymi słowy, czy Wasze życie nie wywróciło się do góry
      nogami?

      Ty masz proste skojarzenie: poród - zmniejszenie zainteresowania seksem u
      męża. Jest to usprawiedliwione, bo poród był dla Ciebie wielkim, negatywnym
      przeżyciem. Jednak muszę Ci powiedzieć, że wiele par przeżywa zmiany w życiu
      intymnym (i często problemy z tym związane) mimo, że tatusiowie w porodach nie
      uczestniczyli. Tak więc Twoja interpretacja, że to udział w porodzie jest
      odpowiedzialny za problemy nie musi być wcale prawidłowa.

      Przyłączam się do apelu Trzydziestoletniej. Jeżeli poród był dla Ciebie takim
      problemem, to może zamiast unikać tego tematu, warto do niego wrócić i sobie
      wszystko wyjaśnić. Tak pogodzić się z tym i ze sobą.

      Bardziej niepokoi mnie to co piszesz tutaj:

      > Gdy próbuje rozmawiać o tym co się dzieje,
      > słyszę, że to moja wina, że coś robię źle - a to zakładam nie taką bieliznę, a
      > to już prawie naga wychodzę z łazienki, a to za długo musiał na mnie czekać
      > gdy byłam w łazience...:(((

      Dla mnie nie wygląda, żeby to koniecznie miało jakiś związek z porodem.
      Obawiam się, że może chodzić o coś zupełnie innego, o coś o czym zupełnie nie
      masz pojęcia, a on tylko próbuje odwrócić Twoją uwagę od prawdziwej przyczyny,
      szukając różnych wymówek, i przy okazji trochę Cię obwiniając, tak jak by
      chciał odwrócić uwagę od siebie.

      Podsumowując: rozpraw się z porodem. Lepiej trochę o nim pogadać, a może
      nawet coś zrobić. Moim zdaniem lepiej rozwiązać problem, zamiast od niego
      uciekać.

      Rozważ też inne możliwości. Może przyczyny leżą zupełnie gdzie indziej, a Ty
      się doszukujesz ich w porodzie, bo to dla CIEBIE było traumatyczne przeżycie.

      Pozdrawiam,


      PS. Tak dla statystyki, to ja też uczestniczyłem w dwóch porodach. I moja
      pomoc wcale się nie ograniczała do trzymania za rękę. Myślę że to bardzo
      zbliżyło mnie do mojej żony i do moich dzieci. I na pewno nie ma mowy o żadnej
      niechęci do zbliżeń z mojej strony. Wręcz przeciwnie.
      • hanka_m Re: zero seksu - czy to porod, czy cos innego? 30.01.07, 08:35
        Myślę, że Twojego męża dręczy poczucie winy, ze nie pomógł Ci wtedy kiedy
        cierpiałaś, a nawet Ci nie uwierzył tylko dał wiare lekarzom, że histeryzujesz.
        Może boi się, że znów zajdziesz w ciążę i będzie sprawcą Twojego cierpienia
        ponownie. kto wie co jemu tam siedzi w głowie. Koniecznie musicie rozmawiać o
        tym co się stało.
    • krzysiek69x2 Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 30.01.07, 09:26
      przeczytalem twoja historie i poczulem ze musze sie odezwac...
      Nie wiem co powiedziec ale czasami tak jest ze facet nie jest przygotowany na
      takie czy inne widoki u kobiety. Sam asystowalem zonie przy dwoch porodach,
      widzialem jaki bol sprawia jej porod i szczerze mowiac nabralem jeszcze
      wiekszego szacunku do kobiet bo tak naprawde my faceci nie mamy zielonego
      pojecia co znaczy urodzic dziecko... tak tak panowie, ZERO pojecia. Bylem z
      zona przy pierwszym i drugim porodzie nie dlatego ze chcialem zobaczyc jak sie
      dziecko rodzi bo to juz widzialem w TV ale dlatego ze mialem mozliwosc
      dopilnowania wszystkiego i chyba bym sobie nie wybaczyl gdyby mnie tam nie bylo
      a stalo by sie cos takiego jak tobie. Jestem troche porywczy wzgledem innych,
      bo szczescie moich dzieci i zony jest najwazniejsze i moze dlatego zona nie za
      bardzo chciala abym byl przy drugim bo wie ze pewnie zrobilbym cos glupiego
      lekarzowi gdyby tak kazal cierpiec zonie a efekt bylby az tak traumatyczny.
      Dla mnie osobiscie facet ktorego kobieta tak potrzebuje jak ty a zachowuje sie
      w ten sposob, to niedojrzaly psychicznie dzieciak, ktory nie rozumie ze to nie
      jest wina ani jego ani tym bardziej Twoja za stan rzeczy ktory mial miejsce.
      Dla mnie powinien on zrozumiec ze jedyna osoba ktora go teraz potrzebuje to
      wlasnie Ty, powinien wiedziec ze potrzebujesz jego ciepla a tym bardziej
      poczucia bliskosci a przez to bezpieczenstwa.
      Czy to tak trudno zrozumiec, Hej gosciu... OBUDZ SIE WRESZCIE I BADZA MEZCZYZNA!

      Pozdrawiam Panią a dla Pana zajebisty minus za postawe tchorza.
      Krzysiek
    • nabuchodonozor777 Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 30.01.07, 10:11
      w sprawie obecności mężczyzn podczas porodu:

      Podczas porodu naszego dziecka byłem przy tym i nie wyobrażałem sobie, zeby było inaczej, chociaż żona twierdziła, że jestem przez "ogólny trend uczestnictwa" do tego przymuszony. Nie była to prawda.
      W opinii mojej żony pomogłem jej przy porodzie samą obecnością, oraz tym, że ponaglałem lekarzy by ruszyli swe cztery litery (ogólna znieczulica z ich strony - szkoda gadać). Podczas samego porodu wspierałem żone swoją obecnoscią.
      Podczas samego porodu widziałem i wody i nawet więcej. Nie miało i nie mogło to mieć wpływu na mój stosunek do żony.

      Co do seksu po porodzie i byciu przy nim.
      Pierwszy seks był moze z 1,5 tygodnia po lub 2 tygodnie. Oczywiście bez penetracji. Natomiast pełem seks a więc "z penetracją" odbył sie na pewno przed połogiem a więc 6 tygodniowym okresem kiedy kobieta nie powinna w ten sposób uczestniczyć w seksie.
      • goaa Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 30.01.07, 12:21
        Jestem pod wrażeniem dojrzałaści wielu wypowiadajacych sie tu mężczyzn i
        myślę,że rodzenie z takim partnerem to przeżycie cementujace zwiazek.
        Rodziłam sama(nie było innych mozliwosci 22 lata temu)teraz również wyprosiłabym
        tatusia w decydujacym momencie-poprostu przez pewne rzeczy kobieta powinna
        przejść sama.
        Podobno kobiety przez całe życie wspominają porody a męzczyzni wojny-problem w
        tym,że dzisiejsi mężczyżni na wojny nie chadzają i nie ma co ukrywać widok krwi
        i cierpienia dla wielu z nich jest czystą abstrakcją.
    • sagittka Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 30.01.07, 15:39
      Faktycznie, powyżej głównie skupiliśmy się na temacie porodów, a problem moze
      leżeć gdzie indziej.

      Pomyśl, czy:
      - mąż jest zmęczony ojcostwem, jego życie, obowiązki, czas wolny zmieniły sie
      bardzo po urodzeniu się dziecka, może jest tym sfrustrowany,
      - boi się kolejnej ciąży, kolejnego porodu, czy stosujesz skuteczną antykoncepcję,
      - zmieniłaś się fizycznie, straciłaś swoją atrakcyjność?

      U niektórych mężczyzn powyższe czynniki mogą mieć wpływ na pożadanie.
      • pilotka12 Re: Mąż przy porodzie - a teraz zero seksu 31.01.07, 21:09
        Oczywiście można sobie pisać, że facet, który nie moze znieść widoku rodzącej
        żony to popierdółka, z czym sie w zasadzie zgadzam, ale faceci sa różni, na
        różne rzeczy wrazliwi. Tak samo kobiety. Jedni się boją pająków, inni mają
        klaustrofobię. Ja mam pecha, bo w porodzie nie chciałam uczestniczyc tak samo
        jak mój mąż. I dlatego uczestniczył ;). Bałam się, byłam przerażona tym, co się
        dzieje z moim ciałem, całą fizjologia i bólem, który mnie czekał. Poród odbył
        sie bez ekscesów. Odeszły wody, zero skurczów, kilka godzin przesiedzieliśmy
        czytając. Sala porodowa idealna, dwa pokoje, super położna. Potem oksytocyna,
        łazenie z kroplówka, nuuudy, druga kroplówka i nagle w trzy godziny było po
        akcji. Na czas samego porodu maz przeszedł do drugiego pokoju, gdzie nic nie
        widział. Mógł jedynie słyszeć. I to nie mnie, bo nie płakałam a jedynie
        lekarzy. Przy samym porodzie było przy mnie czterech, w tym neonatolog. Razem z
        połozną i pielegniarką od noworodków, sześć osób. Nie mogłam narzekać na brak
        opieki. Oczywiście ból jak cholera, ale przezyłam. Potem jednoosobowa sala. A
        to wszystko w mieście ponizej 100.000 mieszkańców, bez znajomości.
        Po porodzie seks juz po miesiącu.
        A po czterech latach dowiedziałam się, że mój maz przez dwa lata nie mógł sie
        uporac z traumą, że nie mógł znieść mojego cierpienia. Nie dowierzam temu. U
        nas scenariusz był inny. Mąz zaczał uciekac z domu, duzo pracować, nie
        interesował się dzieckiem. Potem kolejne problemy, ale to na inny wątek. Fakt
        pozostaje: sa osoby, które nie są psychicznie w stanie podołac takiemu
        doświadczeniu. Ja tez sie do nich zaliczam i nie zdecyduję się na kolejne
        dziecko.
Pełna wersja