On nie widzi problemu....

01.02.07, 08:48
Nasz seks jest w gruzach od kilku lat. Ten rok ładnie zapoczątkowaliśmy
seksem w Nowy Rok, no i od tego pamiętnego pierwszego dnia stycznia cisza....
Dzisiaj rano pokłócilismy się o to. On nie widzi wogóle gdzie jest problem.
Przeleciał palcem cały miesiąc tłumacząc: tu nie mogliśmy bo miałaś okres,
potem fakt może nie miałem ochoty przez tydzień, półtorej, później na weekend
miałaś zajęcia na uczelni, później miałaś egzaminy i byłaś zmęczona to nawet
nic nie sugerowałem (ja już też nic nie sugerowałam bo pierwszy egzamin
miałam 20 stycznia, czyli 3 tyg. po naszej inauguracji roku :(
No a teraz jestem znów zniedysponowana, bo minął miesiąc :( Widzicie,bardzo
ciężo znaleźć czas na seks :(
Poprosiłam go zeby mi powiedział ja to robią inni, jak oni znajdują czas.
Cisza....
On nie ma pojęcia jak się kochają inni. Mysli że 2 razy w miesiącu to
standard i że tak wszyscy mają. A kiedy ja po 3,4 tygodniowej przerwie nie
mam już ochoty bo mnie szlag trafia i nie mogę uciągnąć tak dłużej - To on
interpretuje to pewnie w taki sposób, że w naszym związku to jego żona nie
ma ochoty na seks.
Podjęłam decyzję. Koniec moich prób naprawy. Może po kilku miesiącach braku
seksu zastanowi się nad czymś. Nie zacznę też kolejnej rozmowy. One nic nie
wnoszą. CZy ktoś z was słyszał o choć jeszcze jednym takim przypadku. Mam
wrażenie że mam chlopa o najniższym libido w kraju.
    • ewolwenta Re: On nie widzi problemu.... 01.02.07, 08:51
      Kogo chcesz ukarać?
      A awantura na niektórych nie działa stymulująco.
      • wena27 Re: On nie widzi problemu.... 01.02.07, 09:09
        Najgorsze że nic nie działa stymulująco :(
        Mi będzie napewno łatwiej kiedy myśli o seksie postaram się odsunąc gdzieś na
        bok. Ten stosunek raz na 3 tygodnie do niczego mi nie jest potrzebny. Utrzymuje
        jedynie małżonka w dobrej kondycji i przekonaniu że wszystko jest OK, bo
        przeciez on jest zaspokojony.. ..A mnie jedynie nerwy szarpie :(
        • europa63 Re: On nie widzi problemu.... 01.02.07, 09:33
          wena27 napisała:

          > Ten stosunek raz na 3 tygodnie do niczego mi nie jest potrzebny.

          Cóż...komentować???

          Ach, bierz, jak dają, bo i tego ci zabraknie...
          Poczytaj Forum, inni mają znacznie gorzej.
          • wena27 Re: On nie widzi problemu.... 01.02.07, 09:42
            Czytalam forum. Co masz na myśli mówiąc "inni mają gorzej"?
            • europa63 Re: On nie widzi problemu.... 01.02.07, 09:50
              A czytałaś "ze zrozumieniem tekstu"????

              bo nie rozumiem pytania...
              • wena27 Re: On nie widzi problemu.... 01.02.07, 10:02
                A czytałaś pytanie ze zrozumieniem?? Bo nie rozumiem czego nie rozumiesz.

                Jak można powiedzieć że ktoś ma gorzej? Bo co? Bo kocha się co 5 czy 8 tygodni.
                Bo trwa to od 7 czy 10 lat a nie od 5 jak u mnie?? Co jeszcze?
                Mam poczekać az moja sytuacja będzie najbardziej beznadziejna z możliwych i
                wtedy mogę napisać :( żeby obeszło się bez zlosliwości?
                pozdrawiam
      • raqu46 Re: On nie widzi problemu.... 01.02.07, 09:14
        a wdomu wszyscy zdrowi?

        wiem ze złosliwe, ale myslę, ze niechęc do seksu z Toba tkwi poza łóżkiem.
        wydajesz sie osoba zaabsorbowana własnymi potrzebami, taka która cały swiat
        informuje o tym czego chce i musi postawić na swoim. podejrzewam, że w innych
        sferach zycia: sprzatanie domu, zakupy, sprawy finnansowe, wybór filmu w
        telewizji jest podobnie.
        więc moja rada, juz nie złośliwa, ale zyczliwa:
        zacznij od siebie.
        • wena27 Re: On nie widzi problemu.... 01.02.07, 09:27
          Jak można kogoś określić tak wnikliwie po kilu zdaniach. Brawo!
          Niestety nie trafione :(
          Choć tą jedną potrzebą to jestem już mocno zaobsorbowana :(
          Pozdarwiam
    • san1 Re: On nie widzi problemu.... 01.02.07, 09:46
      wena a jaki on jest gdy sie kochacie?czy zawsze tak było? Co znaczy nie moglismy
      ,gdy miałas okres?
      • wena27 Re: On nie widzi problemu.... 01.02.07, 09:55
        Eh...
        Chyba bardzo chaotycznie napisałam ten post. Emocje :( Było to chwilę po naszej
        małżeńskiej rozmowie i chciałam się zwentylować.
        Okres nie ma tu nic do rzeczy, nie kochamy się w tym czasie, bo nie lubimy i
        nie o to chodziło.
        Chodziło o to jak on szybko wytłumaczył miesięczną przerwę w seksie. Ile to
        było przeciwności i wogóle - objaśnienie do każdego dnia. Ale problem jest taki
        że scenariusz sie powtarza od 4-5 lat. Więc nie chodzi tylko i wyłącznie o ten
        miesiąc.
        Mam dziś kiepski dzień, zbyt dużo emocji wkładam w to co piszę i wychodzi
        chaotycznie. Opisałam zresztą moją sytuację w wątku "Już nie wytrzymam tak
        dłużej...."
        Dziś tylko podjęłam decyzję, że nie chcę ciągnąc tego scenariusza.
        pozdrawiam
    • abdulian Re: On nie widzi problemu.... 01.02.07, 10:07
      Posłuchaj tego co pisze Ewolwenta - kogo Ty oszukujesz i kogo chcesz ukarać?

      Też miałem tak jak Ty. Po pierwsze, wkręcisz się w taki stan psychiczny, że może
      i owszem nie będzie Ci się chciało seksu, la enie będzie Ci się chciało innych
      rzeczy również. Po drugie, frustracja zacznie się pogłębiać co odbije się na
      relacjach z druga połówka. Po trzecie, przejdziesz w końcu w stan totalnego
      zwątpienia i wszystko Ci będzie "wisieć" i wtedy mogą zacząć się problemy typu
      praca, dom, rodzina, znajomi...

      To bez sensu nie rób tak. Lepiej pogadaj z nim i powiedz mu w formie żartu, że
      przeciętny Kowalski uprawia seks dajmy na to 120 razy w roku, i jak dla mnie
      jest niedoścignionym ogierem. Wbij mu szpilkę. Rusz go niech pomyśli, jest
      szansa na lepszy efekt.
      • wena27 Re: On nie widzi problemu.... 01.02.07, 10:14
        Były już delikatne sugestie, były też szczere rozmowy. Kowalski jako przykład
        też był :(
        Abdulian najgorsze że wiem, że nic się nie zmieni. Problem nie jest nowy :(
        3 lata pracy nad nim mam za sobą.
        Teraz w sumie to już walczę ze sobą.
        • abdulian Re: On nie widzi problemu.... 01.02.07, 12:52
          Przerabiałem coś podobnego, możesz znaleźć mój wątek w wyszukiwarce.

          Sensu z samym sobą walczyć nie ma. Ja po blikso 5 latach walki, która na końcy
          była walka z wiatrakami (z nią) i z samym sobą, pierd... wszystkim i
          powiedziałem "basta". Odszedłem z dnia na dzień, zrywając zaręczyny, ucinając
          kontakty, eliminując ją z mojego życia. Teraz jestem w nowym związku i jestem
          nieprawodpodobnie szczęśliwy.

          Sęk w tym, że walka z samymy sobą to ślepy zaułek. Będziesz się czuła źle,
          będzie co raz gorzej, będziesz sfrustrowana, zła na cały śiwat i otoczenie,
          zaczniesz uciekać w "coś" (tak jak ja zacząłem uciekać w sporty ekstremalne,
          wspinaczkę skałkową, agresywną jazdę na rowerze górskim etc.) ale nie uciekniesz
          przed czymś co jest w twojej głowie. Lepiej nie będzie - ba pewnie juz teraz
          czujesz własnie to o czym piszę.

          Jeżeli czujesz, że nie masz wyjścia i jestes na to gotowa, postaw ultimatum (ja
          tak zrobiłem) czasem zimny prysznic pomaga. Szanse po zimnym prysznicu
          niznacznie rosną ale zawsze. A jak nie, pomyśl o krokach ostatecznych.
          • wena27 Re: On nie widzi problemu.... 01.02.07, 13:55
            Własnie nie jestem gotowa na to żeby postawić to ultimatum :( Prócz tego że
            jestesmy malzeństwem, jesteśmy też rodzicami. Nie mam odwagi rozwalić rodziny z
            powodu naszego seksu. CZuję się jak w pułapce :( Naprawdę nie wiem co robić...
            Mąz się nie zmieni, tak ma. Niskie libido, niewielkie zainteresowanie seksem.
            Przez długi czas myślałam że cos można zrobić, teraz już wiem że nic nie
            zdziałam. Do tego nie widzi rangi problemu - nie potrafi chyba tego przełożyć
            na siebie, bo nie czuł nigdy tego co czuję ja.
            Wiem też, że nie jestem zdolna do radykalnych posunięć. Wyć mi się chce....
            Coraz częściej myślę o farmakologii. Boję się jednego, że moje małżeństwo i tak
            się kiedyś rozpadnie. A mnie będzie bardzo żal tych wszystkich lat :(
            • rumcajs-wrocek Re: On nie widzi problemu.... 01.02.07, 14:30
              Nie narzekaj . Mam tak samo , tyle że 15 lat po ślubie już jesteśmy. Mam dwóch
              synów i zupełnie się z Tobą zgadzam - nie rozwalaj rodziny, bo dzieci Wam tego
              nie wybaczą .(Wiem bo w rodzinie tak było) Mojej żonie wystarcza raz w miesiącu
              i koniec. Powiedziałem jej ąe ją zostawie i nic. Stwierdziła tylko " I gdzie
              pójdziesz, myślisz ,że znajdziesz od razu taką chętną " itp.. Trzymajcie się
              razem ile można , chyba że sytuacja stanie się bardzo dramatyczna . Postaraj się
              zauważyć u swojego męża te dobre cechy , które dla Waszej rodziny są
              najważniejsze .Wtedy lepiej znosi się ten czas do następnego razu . I bzaglądaj
              tu częściej to naprawdę troszkę pomaga. Zawsze możesz pogadać chociarz z takimi
              jak ja. Może również kiedyś w realu ?? Pozdrawiam i więcej energii do życia .
              • wolfinka Re: On nie widzi problemu.... 01.02.07, 17:30
                Rumcajs niby dobrze Ci radzi. Od strony logicznej. Ale w Tobie logiki jest
                dużo.Twoim problemem są emocje.I własnie dlatego nie mogę się zgodzić z
                rumcajsem.Udane życie to równowaga rozumu i emocji.Jeśli któreś szwankuje,
                stajemy sie niezadowoleni z życia. A zwłaszcza jeśli nie jesteśmy w zgodzie z
                emocjami.Nie będę Ci radzić wez rozwód ,bo nie tędy droga,Ale z całą
                odpowiedzialnością radzę Ci weż swoje życie w swoje ręce.Ja gdy mi tak radzono
                nie wzięłam i ponoszę tego konsekswencje.Nie życzę Ci takich.Pozdrawiam.
                • wena27 DO Wolfinki.... 01.02.07, 17:56
                  Wolfinko na logikę sobie wszystko pęknie wytłumaczyłam, masz rację. Wieloletni
                  związek, zgodny, spokojny, stabilny, dziecko, miłość, przyjaźń, dom, plany itd.
                  CZym wobes tego nieudany seks??? Niczym!!! Wyluzować i nie szukać dziury w
                  całym. Kropka !
                  Niestety emocji nie da się tak zracjonalizować. Nie chcą słuchać :(
                  • caisis Re: DO Wolfinki.... 01.02.07, 17:59
                    wena27 napisała:

                    > Wolfinko na logikę sobie wszystko pęknie wytłumaczyłam, masz rację.
                    Wieloletni
                    >
                    > >
                    > CZym wobes tego nieudany seks??? Niczym!!! Wyluzować i nie szukać dziury w
                    > całym. Kropka !
                    > Nieudany seks , WSZYSTKIM , złością,rozżaleniem,agresją,nienawiścią i
                    depresją.
                    • wena27 Re: DO Wolfinki.... 01.02.07, 18:10
                      3 pierwsze punkty u mnie już obecne :( Niestety..
                      Dlatego tak mnie męczą te nasze sporadyczne stosunki, bo czuję wtedy wszystko
                      ze zdwojoną siłą!!! Czuję sie wtedy kropnie oszukana, rozgoryczona i wściekła
                      na niego i na siebie - że znowu uwierzyłam że będzie dobrze i nastąpią jakies
                      zmiany.
              • wena27 Do Rumcajsa - Wrocka :) 01.02.07, 17:42
                Muszę czasem ponarzekać :)
                A jeżeli chodzi o mojego męża, to uważam, że jest świetnym facetem. Związek
                oparty na wieloletniej przyjaźni. Solidna firma :) Niestety w tej jednej
                kwestii nie za bardzo nam idzie. Co jakiś czas mam z tego powodu doła.....
                I dobrze sobie wtedy pogadać. Radykalnych posunięc nie będzie, ale jeżeli
                chodzi o tę czasową abstynencję to poważnie mówię. Bardzo mnie męczy tak
                sporadyczny seks. Po tym jednym razie raz na jakiś czas to mam problem z
                wystopowaniem :(
                Pozdarwiam serdecznie
                • rumcajs-wrocek Re: Do Rumcajsa - Wrocka :) 01.02.07, 18:19
                  NIe napisze Ci nic ponad to co napisałem wczesniej.
                  Mam dobrze raz w m-cu i tyle . Jakoś trzeba sobie radzić , bo kocham żonę mimo
                  tego , że kochanką jest słabą , jeżeli brać pod uwagę częstotliwość naszych
                  uniesień .Jeżeli chodzi o jakość tego jednego razu - nie mam najmniejszych
                  zastrzeżeń . Matką jest bardzo dobrą , dzieci dopilnowane , ugotowane , wyprane
                  itd.itp. Dom posprzątany .....zresztą nie będę dalej pisał . Jedno co jest nie
                  tak to ilość sexu i tyle .
                  Dlatego tu jestem i klikam z podobnymi ludźmi, czasem może jakiś bliższy kontakt
                  , ale bardziej przyjacielski niż sexowny (chyba że Nas poniesie)
                  Pozdrawiam trzymaj się , jeszce będzie dobrze zobaczysz .
                  Rodzina jest najważniejsza , a reszta jest dodatkiem do Niej
                  • belle.remedios Re: Do Rumcajsa - Wrocka :) 02.02.07, 00:42
                    moj facet tez nie widzi problemu w seksie raz na tydzien. zawsze jest jakies
                    wytlumaczenie, najczesciej praca:( coz, marna to pociecha, ale zawsze czuje sie
                    pewna ulge widzac, ze jest wiecej takich jak ja..
    • dorotkas4 Re: On nie widzi problemu.... 02.02.07, 11:59
      Bardzo dobrze Cię rozumiem. U nas sytuacja wygląda tak samo. Jesteśmy małem od 6 lat mamy dwoje dzieci, wspólne zainteresowania i wielka miłość. Tylko mamy zupełnie różne potrzeby seksualne. Ja jetem osóbką maksymalnie kochliwą a mojemu mężowi wystarczy raz w miesiącu (ewentualnie dodatkowo jeden petting). Okropność! Myślę, że nauczyłąm się tłumić w sobie popęd seksualny. Wyżywam się opiekując się dziećmi, sprzatając, piorąc, gotując do tego stopnia że wieczorem marze uż tylko o spokojnym śnie.... Smutne, prawda?
      • wena27 Re: On nie widzi problemu.... 03.02.07, 08:34
        właśnie nauczyłaś się TŁUMIĆ.... Wymyślasz sto rzeczy, żeby się wyeksploatować
        w ciągu dnia i nie mie mieć na nic siły wieczorem. Ale to całe stłumione, nie
        rozładowane napięcie siedzi w tobie !!!
        We mnie też :( Zastanawiam się kiedy i w jaki sposób się to na nas odbije. Bo
        to co robimy jest bardzo niezdrowe !!
    • malgorzatav Re: On nie widzi problemu.... 02.02.07, 21:19
      A nie myslalas o zasiegnieciu pomocy u specjalisty...? Moze seksuolog, terapia?
      Jesli nie widzisz innego wysjcia, rozmowy nie odnosza zadnego skutku, moze
      warto...?
      Moj problem jest nieco inny, ale rezultat podobny. Maz zamknal sie w filmach
      porno i wyciagnac go z tego nie moge, kochamy sie co 3-4 miesiace. Inicjowane
      przeze mnie rozmowy nie wnosily absolutnie NIC. Zaczelismy terapie tydzien
      temu, nie wiem jak sie to zakonczy, poki co wierze, ze sie powiedzie -inaczej w
      ogole bym nie probowala. Na poczatku nie myslalam o tym, bo drogo, bo nie mam
      czasu, bo przeciez ja sama dam rade rozwiazac problem, bo cos tam. W koncu
      dotarlo do mnie, ze nie widze innego wyjscia, ze byc moze jest to ostatnia
      deska ratunku dla naszego malzenstwa, bo dluzej juz tak nie chce. Dotarlo tez
      do mnie to, ze byc moze blad lezy gdzies tez i po mojej stronie, ale go nie
      widze i przyda sie troche obiektywizmu.Kocham meza, nie mam zamiaruu go
      zdradzac i postanowilam, ze zrobie wszystko, co jest do zrobienia w tej
      kwestii. Jesli by sie nie powiedlo (poki co nie biore tego pod uwage),
      przynajmniej bede miala swiadomosc, ze zrobilam wszystko co moglam.
      Pozdrawiam i zycze powodzenia
      • wena27 Re: On nie widzi problemu.... 03.02.07, 10:44
        Mysle o terapii... Ale narazie w kwesti jakby przyjął to mój małżonek.
        On nie widzi rangi problemu... Nie potrafi chyba sobie uzmysłowić co ja czuję i
        że mnie krzywdzi olewając problem.
        Szykuje się między nami jakaś rozmowa. Zobaczymy co ona wniesie.
        Pozdrawiam i życzę powodzenia w terapii. Jaka była reacja twojego męża na
        propozycję terapii u specjalisty?? Napisz mi proszę również jak wygląda taka
        wizyta u seksuologa??


        • renebenay Re: On nie widzi problemu.... 03.02.07, 18:30
          Najlepiej jezeli partnerkami czy parnerami o slabym libido zajmie sie lekarz
          specjalista a nawet i psycholog bo najczestszymi powodami sa jakies wydarzenia i
          przezycia juz dawno zapomniane ale w dalszym ciagu podswiadomie zatruwajac zycie
          afektywne dotknietych.Glownym warunkiem jest szczera rozmowa z lekarzem,nie
          wolno nic ukrywac i mowic tylko i wylacznie prawde,nie wazne jaka ona jest bo
          tutaj chodzi o ratowanie waszych rodzin.Jezeli nic nie bedzie zrobione to
          mozecie byc pewne i pewni ze,wasze malzenstwa czy zwiazki predzej czy pozniej
          przejda taki kryzys ze,wieksza polowa sie rozleci, i w dodatku bez zwracania
          uwagi na wasze wspolne dzieci,milosc bardzo latwo zamienia sie nienawisc i
          wystarczy niewiele aby powstalo pieklo.
        • urszulaula Re: On nie widzi problemu.... 03.02.07, 21:31
          wena, u mnie to samo.
          On nie widzi problemu, nie rozmawia ze mną o tym, na propozycję pójscia do
          lekarza odpowiada phi, jestem przemeczony (przedtem miał stresującą pracę - był
          przepracowany i zestresowany). Perspektywa wizyty lekarza go śmieszy - przecież
          nic się nie dzieje. Na pocieszenie mówi mi (żartobliwie) że w ogóle mu się nie
          chce - nie tylko ze mną. Te żarty doprowadzają mnie do łez. Jeśli już do czegoś
          dochodzi to zazwyczaj szybko się kończy (niestety opadnięciem). Dbam o siebie,
          staję na głowie, już nie daję rady.
          Nie mamy dzieci, jest między nami naprawdę dużo czułosci i bliskości. W zasadzie
          wykluczam inne kobiety, choć pewnosci nie mam...

          Dużo winy jest we mnie. Ta sytuacja mnie przerasta, jestem impulsywna, po wielu
          ciepłych, spokojnych i miłych rozmowach na ten temat zakończonych fiaskiem w
          końcu, w czasie kłótni, w furii nazwałam go impotentem. Palnęłam też coś na
          temat znalezienia sobie legalnego kochanka. Czuję się z tym fatalnie. Nie wiem,
          czy cokolwiek pogorszyłam, w każdym razie sytuacja się nie zmieniła. Seks raz na
          3 miesiące.
          Nie radzę sobie ani ze sobą ani z nim.
        • malgorzatav Re: On nie widzi problemu.... 04.02.07, 00:46
          Moj maz tez nie widzial zadnego problemu i do rozmow sie nie kwapil.
          Postawilam mu male ultimatum: 2.5 miesiaca na przemyslenie sprawy, na wspolne
          rozmowy. Powiedzialam, ze jest to dla mnie bardzo wazne i ze jesli nic razem
          nie wymyslimy, to umowie nas na terapie do specjalisty. Podkreslalam, ze byc
          moze wina lezy tez gdzies i po mojej stronie i ze ja tez bede sie starac-
          chodzilo mi o to, ze przez wspolne rozmowy moze znajdziemy przyczyne, no i zeby
          nie czul, ze to nagonka na jego osobe.
          On od razu wpadl na swietny pomysl, ze przez tyle czasu to na pewno wszystko
          sie ulozy (czytaj: samo, czyli nic sie nie bedzie dzialo, a ja sobie pogadam i
          zapomne).
          Przez ten czas praktycznie nic sie nie zmienilo-po prostu bardziej kryl sie po
          katach z pornosami, zero rozmwow, nic. Zeby nie wyjsc na glupka, ze data
          ultimatum przeszla a ja tylko sobie pogadalam i zero czynow, to umowilam nas na
          terapie. Ultimatum trwalo 2,5 mies. dlatego, bo tyle czasu czekalam na wizyte u
          ginekolozki, a to ja wlasnie postanowilam poprosic o adres seksuologa - jest
          swietna w swoim fachu, wiec pomyslalam, ze nie poradzi mi byle kogo.Dala mi
          namiary na speca w tym fachu, ponoc wielka renome. Akurat nie zalezalo mi na
          tej renomie, tylko po prostu na kims z doswiadczeniem, znajacym sie na rzeczy.
          Bo wiadomo: renoma=kasa. Maz malo nie padl, jak uslyszal cene, hi hi, z miejsca
          doszedl do wniosku, ze trzeba szybko dzialac i nie przedluzac terapi :-) . No i
          prosilam go 100 razy, zeby byl szczery i nic nie zatajal, bo terapia straci
          sens.
          Na razie mielismy dopiero jedno spotkanie-wygladalo to jak wywiad: terapeuta
          stawial nam po kolei pytania o sytuacje. Poki co nie wyglada to jak typowa
          terapia, ale jak ankieta policyjna, no ale jakos musi przeciez wybadac
          sytuacje. Zalecil nam wstrzemiezliwosc przez 3 tygodnie, mamy sobie przetrawic
          wszystko, co zostalo powiedziane, mamy rozmawiac. Na razie widze leciutka
          poprawe-mimo, ze to ja inicjuje rozmowy, maz zaczal szczerze ze mna rozmawiac.
          No i nie oglada pornosow (lub duzo mniej). U nas to jest ogromny sukces. Zaczal
          zdawac sobie sprawe, ze problem stnieje, ze to nie moj wymysl-no bo
          specjalista powiedzial. Uwazam, ze to juz bardzo wiele. Zreszta nie
          spodziewalam sie, ze po 1 spotkaniu problem sie rozwiaze. Nastepna wizyta za 2
          tygodnie, zobaczymy…
          Przed nami dluga droga, ale na pewno warto sprobowac
    • bugbuddy Re: On nie widzi problemu.... 06.02.07, 16:55
      Hej, W zasadzie moglbym podac sobie reke z twoim facetem. Robie dokladnie tak samo. Zona tez mnie molestuje o czestszy seks, wiec czasami, po jej placzach, przez tydzien/dwa jest ok, potem znowu posucha. Pewnie, ze duzo pracuje, w domu siedze przed kompem i prowadze rozne projekty badz tylko klikam ;-) Zdaje tez sobie sprawe, ze gdybym chcial to bym czesciej sie bzykal z zona. Tylko... tylko ze juz nie kreci mnie ona tak jak jak kiedys. Po prostu. To ze nie zaklada stringow mimo ze wie iz mnie kreca ;-) tez jest powodem. Ech, troche to chaotyczne co napisalem. Chodzi mi o to, ze faceci sa dobrzy w obracaniu kota ogonem i wykrecaniu sie. Po prostu jak nie chce, to wymysli wszystko zeby sie wykrecic, nie chce po prostu powiedziec prosto w oczy: nie krecisz mnie juz.
      • jaonmy Re: On nie widzi problemu.... 07.02.07, 10:50
        Bardzo sie ciesze ze znalazl sie ktos z drugiej strony barykady kto zechcial
        sie wypowiedziec. Te drugie strony z reuly tu nie zagladaja bo i po co... ich
        nic nie meczy.
        Zastanawia mnie fakt jak wobec tego sobie sam radzisz ze swoimi potrzebami?
        Zona cie nie kreci tak jak kiedys...ok, ale czy to znaczy ze twoje potrzeby
        zaniknely wraz z pozadaniem do wlasnej zony? Czy realizujesz sie na boku?
        Nie robi na tobie wrazenia fakt ze ona sie meczy? Nie interesuje cie to? Co
        wobec tego tak naprawde do niej czujesz? Czyz w milosc nie jest wpisane rowniez
        pozadanie i troska o potrzeby partnera...
        Nie lepiej i latwiej byloby powiedziec jej prawde, ze cie nie kreci tak jak
        kiedys, ze chcialbys aby postarala sie nieco bardziej (wspomniane stringi, moze
        nieco wiecej inicjatywy), a moze jej starania i tak spelzlyby na niczym bo
        tobie sie po prostu nie chce, masz mniejsze potrzeby, ona juz niedy nie bedzie
        dla ciebie tak atrakcyjna....
        Po cichu licze ze jeszcze tu zagladaniesz i napiszesz nieco wiecej ... moze
        nam, wyposzczonym, pomogloby to pozbyc sie kilku zludzen...
        pozdrawiam
        • bugbuddy Re: On nie widzi problemu.... 08.02.07, 01:09
          > Bardzo sie ciesze ze znalazl sie ktos z drugiej strony barykady kto zechcial
          > sie wypowiedziec. Te drugie strony z reuly tu nie zagladaja bo i po co... ich
          > nic nie meczy.

          Meczy, meczy. Tylko prosciej wziac pod prysznicem sprawy we wlasne rece niz podjac walke o naprawienie sytuacji.

          > Zastanawia mnie fakt jak wobec tego sobie sam radzisz ze swoimi potrzebami?
          > Zona cie nie kreci tak jak kiedys...ok, ale czy to znaczy ze twoje potrzeby
          > zaniknely wraz z pozadaniem do wlasnej zony? Czy realizujesz sie na boku?

          Na boku nie, jeszcze nie... We 'wlasnym zakresie' tylko ;-) Moze sam tego nie widze wyraznie, ale pewnie uciekam tez w prace. Jestem potem faktycznie zmeczony i mam 100% autentyczny wykret. Przed nia i samym soba.

          > Nie robi na tobie wrazenia fakt ze ona sie meczy? Nie interesuje cie to? Co
          > wobec tego tak naprawde do niej czujesz?
          > Nie lepiej i latwiej byloby powiedziec jej prawde

          Prawda bywa bolesna i... - szczerze - nie mialbym odwagi powiedziec jej do konca. Tzn. gdyby nie dziecko to pewnie bysmy sie rozstali. W obecnej sytuacji, mimo wszystko, wydaje mi sie, ze lepiej jest byc razem.

          Prowadzimy wspolnie dom, nawet sie to w miare udaje, spimy osobno, nie klocimy sie bardzo czesto. Nie wyglada to na milosc juz. A jak ona zaczela usychac? Coz, roslina nie podlewana usycha, ale to chyba temat na inne forum.

          > ze cie nie kreci tak jak
          > kiedys, ze chcialbys aby postarala sie nieco bardziej (wspomniane stringi,
          > nieco wiecej inicjatywy), a moze jej starania i tak spelzlyby na niczym bo
          > tobie sie po prostu nie chce, masz mniejsze potrzeby,

          Mowilem, sugerowalem wielokrotnie. Wszystkie jednak moje starania spelzaly na niczym. Bo (prawie ze) wymuszone ubranie tych nieszczesnych majtek, raz w miesiacu, na moment miedzy kapiela a lozkiem to zdecydowanie za malo.

          Nie chce zebym byl lapany za slowo, ze sie uczepilem tych nieszczesnych stringow i ze bez nich nie moge ;-) Tak lubie je, podniecaja mnie, ona wie o tym. Inne rzeczy tez mnie kreca, tez o tym wie. To dlaczego nie zrobi czegos dla mnie i choc raz przynajmniej uda, ze zaklada je dla (wspolnej) przyjemnosci, a nie z wyrazem poswiecenia mowi 'dla ciebe wsadzilam sobie sznurek w d*'.

          Po prostu po paru takich razach mnie sie tez odechciewa. Ilez moge sugerowac, namawiac, prosic?

          > Po cichu licze ze jeszcze tu zagladaniesz i napiszesz nieco wiecej ... moze
          > nam, wyposzczonym, pomogloby to pozbyc sie kilku zludzen...

          Jestem tu nadal ;-) Moze to, ze jestem tutaj nie swiadczy jeszcze o zupelnym rozkladzie zwiazku? Bo choc troche mi jeszcze zalezy?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja