brak seksu

01.02.07, 12:14
Witam.Mam 27 lat. Jestem facetem,który uwielbia się kochać ze swoją
żoną.Jesteśmy małżeństwem od 2,5 roku a w ogóle jesteśmy ze soba juz w sumie
9 lat.
Współżyliśmy ze sobą również przed ślubem.Mamy córkę ośmiomiesięczną.Nasze
życie erotyczne było cudowne,ale ZMIENIŁO się. Teraz kochamy się może raz na
tydzień a dla mnie to za mało.Coraz częściej się kłócimy bo ja jestem
strasznie nerwowy i każdego ranka nie chce mi się z nią gadać bo znowu mnie
odrzuciła.Robię wszystko żeby tylko się ze mną kochała ale zawsze to samo -
zasypia...Robiłem jej wieczorem już kawę...Robiłem romantyczną
kolację...Robiłem masaże stóp,pleców...Wczoraj kupiłem alkohol i zrobiłem
kilka drinków.Atmosfera zrobiła się miła i fajna i .....STOP....Stały tekst
IDĘ Spać...Coraz częściej myślę o zdradzie bo sama masturbacja pod prysznicem
już mi nie wystarcza.Nawet nie wiecie jak bardzo kocham swoją żonę,jak bardzo
mi się ona podoba.Jest dla mnie wszystkim...Ale ja nie umiem żyć bez
seksu.Przed ślubem robiliśmy to dwa,trzy razy w tygodniu a teraz raz na
tydzień to dużo.Czasem nawet raz na dwa tygodnie.Coraz częściej zaglądam na
strony z prostytucją i szukam najbliżej mieszkającej dziewczyny.Jeszcze nigdy
żony nie zdradziłem i nie chce tego ale to jest silniejsze ode mnie.Co
robić ???Pomóżcie mi bo mój związek może się rozpaść....Może muszę(lub
musimy) się udać po poradę do jakiegoś specjalisty???Może kogoś zainteresuje
moja historia i mi pomoże....(podaję swojego maila mateos26@o2.pl)
    • glamourous Re: brak seksu 01.02.07, 13:09
      A probowales pogadac z zona na ten temat? Uswiadom jej moze po prostu skad sie
      biora zdradzajacy zony faceci?

      Mysle ze taka mala prelekcja powinna dac zonie do myslenia ;-) Oczywiscie
      jezeli cie kocha i jezeli jej zalezy na rodzinie. Nawet nie masz pojecia do
      jakich rzeczy sa zdolne uswiadomione kobiety ;-)

      Moze zrozumie argument, ze mezczyzne trzeba dobrze zywic w domu, zeby nie
      poszedl sobie dojadac gdzies na miescie ;-)

      Pozdrawiam i powodzenia w pertraktacjach zycze ;-)
      • matys1980 Re: brak seksu 01.02.07, 17:28
        Pewnie masz i rację.To by było najprostsze.Mały szantaż i koniec.Albo ze mną
        się kochasz albo będę musiał iść do innej kobiety...Ale to nie w moim
        stylu.Jeśli bym się zdecydował iść gdziekolwiek to na pewno bez jej wiedzy.Nie
        chciałbym jej zranić.A same próby szantażu mogłyby doprowadzić do rozpadu
        mojego związku
      • avide Nie nie i jeszcze raz nie !!!!!!!!!!!!!!!!!!! 02.02.07, 10:04
        NIE nie i jeszcze raz nie !!!!!!!!!!!!!!!!!!
        Wszystko tylko nie idź za ta radą jaką Glamourous podsunęła. Takie moje zdanie.
        Glamourous z całym szacunkiem, i uznaniem dla Twojej osoby, ale tym razem mylisz
        się.

        Matys jeśli zaczniesz sugerować jej tak z "partyzanta" że jeśli nie ona to inna
        kobieta wpadniesz w błędne koło...
        Zaufaj mi .. ja już to przerobiłem i uwierz wszystko tylko nie szantaż inną
        kobietą. Twój staż wiek, problemy, to jak bym o sobie czytał. Toczka w toczke.
        Przerobiłem również wszystkie te metody na "rozbudzenie" żony. I z doświadczenia
        gdymy mógł cofnąć czas to na pewno pominął bym nacisk na szczere rozmowy
        przeradzające się w desperację z szantażem w tle. Czasami ciężko wytrzymać gdy
        kolejny raz wałkujesz to samo. Wiesz do czego może doprowadzić taka sytuacja????
        Tzn świadomość żony że pójdziesz na inne jeśli Ci nie da ???? Doprowadzi do tego
        że ona z miłości zacznie ci się oddawać. Będziesz miał sex. A i owszem. 2-3 razy
        w tygodniu tyle ze zabijesz w niej całkowicie pożadnie. Sprawisz że seks będzie
        dla niej jak sprzatanie, jak jedzenie tej samej zupy na obied 10 dzień z rzędu.
        Przestanie Cie pragnięć, bo zacznie Ci się oddawać. A ty na poczatku uradowany
        postępem i większą częstotliwością zbliżeń znowy rozpalisz się. Twoje libido
        wzrośnie,, bo przestaniesz się hamować. Ale ona nagle pęknie, i nie wytrzyma. W
        końcu doprowadzisz do tego że po skończonym seksie wyskoczy Ci z łóżka jak
        oparzona, a ty rozanielony będziesz nagle zdziwiony i spytasz co się stało
        kochanie przeciez było tak cudownie ???? Cudownie powiadasz ... aly tylko tobie.
        Znasz powiedzenie "z niewolnika nie bedzie dobrego pracownika" ??? Tutaj bedzie
        podobnie. Bedzie większa częstotliwość, ale cała reszta umrze gdzieś śmiercią
        naturalną. Zabijesz w niej jej seksualność, radość i ochotę na seks. Nawet jeśli
        teraz jest na niskim ciężkim do zaakceptowania dla ciebie poziomie, to jednak
        jest. Jeśli zgaśnie to w niej .... wtedy dopiero poczujesz co to znaczy mieć
        przechlapane. Co zatem radze .... hymmmm na pewno nie szantażuj,, nie wspominaj
        ani nie sugeruj innych kobiet. To na pewno. Co więcej ????? NIe wiem, nie znam
        Twojej zony. Może napisz na forum lub na emaila do mnie coś więcej o wszyscy
        relacjach, o jej emocjach, o jej pragnieniach, o tym jak sie do Ciebie zwraca,
        wreszcie jak dajecie sobie rade z maciezyństwem. Byc może zwyczajnie dziecko ją
        zamęcza. W tobie nie ma wsparcia. Pamiętaj że kobieta seks ma w głowie, a nie w
        lędźwiach. Senność świadczy o braku wypoczęcia. Nawet jeśli wyśpi się w jeden
        dzień np w weekend bo ty sie zajmiesz dzieckiem to tylko kropla w morzu potrzeb.
        Wiesz jak to jest jak jesteś przez dłuższy czas czymś wymęczony to masz ochote
        spac i odpoczywać z tydzień. Po kilku dniach takiego bezstresowego wypoczynku,
        (np. dziecko u dziadków na tydzień lub dwa) jej ochata na seks może wrócić.
        Dopiero wtedy, wion, świeczki, kolacja, masaż przyniosą spodziewany efekt. Bo
        poczuje sie dopiero wtedy wypoczęta. Zamęczenie karmiących matek które nie mają
        tyle wsparcia w mężach ile potrzebują w swoich mężach to klasyka gatunku,
        "dlaczego ona nie chce". Napisz coś więcej o codzienności. To może pomóc, może
        ale nie musi. Ważny jest każdy szczegół. Kobiety to takie stworzenia że będzie
        chodzić wkurzać się dawać znaki ale wprost nie powie. Więc musisz obserwować. I
        sam pytać jak trzeba. I pamiętaj ... nie zabij w niej kochanki.!!!!!!!!

        Glamourous... chylę przed Tobą czoła za to z jaka determinacja walczyłaś o
        intymność, seks w swoim związku. A wiesz co jest w tym najpiękniejsze .... to że
        wygrałaś... Piszesz że połowicznie, bo z kolei Twoja seksualność gdzieś po
        drodze się ulotniła... Jesteś kobietą z poglądami, pomysłami, stylem którego
        zazdrości twojemu mężowi na tym forum, na pewno nie jeden zdesperowany facet.
        Nie jeden chciał by zostać tak pięknie "prze-stymulowany" jak to Twój mąż
        został. Ale widzisz, taka szczera, rozmowa o "karmieniu na mieście" może mieć
        naprawdę druzgoczące konsekwencje. Jeśli na Ciebie by podziałała mobilizująco
        potwierdzało by to tylko moje zdanie o twojej nie trywialności, nie
        tuzinkowości, i chwała Ci za to. Taka bądź i się nie zmieniaj.
        Ale mam do Ciebie pytanie. Wyobraź sobie że Twój mąż przychodzi do Ciebie z taką
        rozmową. Jesteś teraz jak sama piszesz w przeciwfazie do jego libido. Twoje
        (przynjmniej chwilowo) spada zatem droga Glamourous pomyśl, wczuj się w sytuacje
        i powiedz. Ile byś dała rade podnieść częstotliwość ??? Na jak długo ??? i czy
        po pewnym czasie (subiektywnym dla każdego) nie stało by sie to dla Ciebie ....
        dręczeniem i przykrym obowiązkiem ?????????/ A z czasem czy nie mogło by to
        zabić całej erotyki związku ?????????????
        Pozdarwiam Cię serdecznie i czekam na odpowiedź.
        Avide.
        • matys1980 O mojej żonie!!!! 02.02.07, 10:20
        • matys1980 O mojej żonie!!!! 02.02.07, 10:45
          Jest najcudowniejsza pod słońcem!!!Wiem ze mnie kocha i ja ją też bardzo
          kocham.W ogóle jestem szczęsliwym ojcem i mężem ale w dzień.W nocy nie mogę
          spać bo mam ochotę na moją ukochaną żonę.Jest jak dla mnie najładniejszą
          kobietą pod słoncem.Najładniej pachnie,nosi seksowne stringi,zwiewne koszulki
          atłasowe w nocy.Ogólnie jest przepiękną i niezwykle seksowną kobietą o krótkich
          blond włosach i zielonych oczach.To tyle z wyglądu zewnętrznego.Jeśli chodzi o
          wnętrze to jest bardziej złożony temat.Jeśli się spojrzy na nią to widać
          niezwykłą radość życia.I tak jest przez cały dzień.Gdy rozmawiamy co będziemy
          robić wieczorem często mówi mi że ma na mnie ochotę.A potem przychodzi wieczór
          i noc i kończy się tak jak zawsze.Ale gdy już d czegoś dochodzi to po prostu
          jest świetnie.
          Na codzień moja ukochana jest cudowną kobietą i naprawdę nie przeszło by mi
          przez gardło szantażować jej jak to zaproponowała jedna z forumowiczek.Nasze
          życie toczy się dosyć szybko.Rano jemy wspólne śniadanie.Potem jadę do
          pracy.Przyjeżdżam około 17-18 i jemy obiad.Faktem jest ze obiad zawsze jest na
          czas i do tego pyszny.Jestem oprany i oprasowany.W domu posprzątane.Dziecko
          szczęśliwe i uśmiechnięte po zabawach z mamą.Tak że żona na pewno się nie
          nudzi.Gdy zjemy obiad to wtedy ja przejmuję obowiązki żony.Pozmywam po obiedzie
          a potem zajmuję się dzieckiem aż do jego zaśnięcia-no chyba że coś mi wypadnie
          ale to już jest bardzo rzadko.Ja też czuje się po pracy zmęczony ale na miłość
          ze swoją ukochaną zawsze mam ochotę.Gdyby mnie obudziła w nocy ze chce bym ją
          wypieścił to na pewno to zrobię.Może jestem jakieś dziwaddło ale taki już jestem
          Dzięki Avide za każde zdanie które napisałaś.Są to bardzo cenne uwagi.
          Pozdrawiam
        • glamourous avide... 02.02.07, 17:29
          avide napisał:


          > Ale mam do Ciebie pytanie. Wyobraź sobie że Twój mąż przychodzi do Ciebie z
          tak
          > ą
          > rozmową. Jesteś teraz jak sama piszesz w przeciwfazie do jego libido. Twoje
          > (przynjmniej chwilowo) spada zatem droga Glamourous pomyśl, wczuj się w
          sytuacj
          > e
          > i powiedz. Ile byś dała rade podnieść częstotliwość ??? Na jak długo ??? i czy
          > po pewnym czasie (subiektywnym dla każdego) nie stało by sie to dla
          Ciebie ....
          > dręczeniem i przykrym obowiązkiem ?????????/ A z czasem czy nie mogło by to
          > zabić całej erotyki związku ?????????????

          drogi avide!

          Rowniez z cala sympatia i szacunkiem dla Ciebie niestety TYM RAZEM sie z Toba
          nie zgodze ;-)

          Biologia sie tu klania i elementarna znajomosc psychoseksuologii. Seks w
          malzenstwie sluzyl prehistorycznym samicom naszego gatunku wlasnie do
          przytrzymania przy sobie samca na czas odchowania mlodych. Jezeli samica
          konsekwentnie odmawiala, musiala liczyc sie z tym, ze samiec odejdzie do innej
          i zostawi ja sama z potomstwem na pastwe losu, takie byly prawa natury. Stad
          gleboko pojety biologiczny interes kobiety w zaspokajaniu potrzeb seksualnych
          swojego mezczyzny, zeby nie musial szukac podniet poza jej jaskinia.

          Od tamtego czasu z drzewa wprawdzie zeszlismy, lecz jak wiadomo naszych
          instynktow nie zjadla jesczze cywilizacja.

          NIC nie dziala tak stymulujaco na przedstawicieli obu plci jak swiadomosc ze
          nasz partner stanowi ma jakas wartosc na, ze sie tak wyraze, rynku damsko-
          meskim. Wiesz, co w nas czasem zabija libido (abstrahujac oczywiscie od
          niewydepilowanych nog, fizycznego zaniedbania, braku higieny itp)? Swiadomosc
          ze dana osoba do nas nalezy, ze jest nasza niepodzielna wlasnoscia, ze ja
          udupilismy, ze ona jest do samgo konca penwna i NASZA. Na poczatku
          ta "naszoscia" sie zachlystujemy, ale potem przychodzi etap ze wlasciwie w
          jakims sensie przestajemy doceniac to co mamy. Tak jest ze wszytskimi "rzeczami
          nabytymi", taka jest ludzka natura. Tak jak dziecko - marzy o zabawce, lize
          sklepowa wystawe, blaga rodzicow. Potem ja dostaje, na poczatku jest
          zachwycone, spi z zabawka, nosi ja wszedzie, napawa sie wlasnoscia, a potem...
          po jakims czasie zabawka laduje sobie troszke zapomniana na polce. I dopoki nie
          przyjdzie jakis pozadliwy kolega, nie wyda na jej widok
          gromkiego "wooooooow!!!" i nie zapragnie jej dla siebie, maly wlasciciel nie
          zdejmie jej z polki i nie doceni tak naprawde jakim jest szczesciarzem ;-).

          Oczywiscie ludzie to nie zabawki, a my juz dziecmi nie jestesmy, ale cos z tej
          psychologii dziecka nadal w sobie mamy, zwlaszcza jesli chodzi o wszelkie dobra
          ktore zdobywamy (a potem posiadamy) w zyciu. Dlaczego mlodzi tatusiowie czesto
          traca zainteresowanie mloda malzonka ktora wlasnie urodzila im potomka? Ano bo
          w ich podswiadomosci oznacza to, ze zona na dobre udupiona, ze ptaszek na
          uwiezi, zamknieta w czterech scianach z dzieckiem i pieluchami, do tego
          aktualnie niezbyt atrakcyjna dla innych samcow. A jakich kobiet mezczyzni
          najbardziej pragna? Ano niezaleznych, dumnych, samych organizujacych sobie
          zycie, takich, ktore zawsze potrafia stworzyc iluzje ze nie sa do konca
          zdobyte, ze zawsze moga odejsc. No i tym bardziej takich, na widok ktorych
          slinia sie koledzy, ktorych pragna rowniez inni mezczyzni. Wtedy w mezczyznie
          budzi sie czujny samiec strzegacy swojego dobytku i pragnacy jak najczesciej
          manifestowac swoj akt posiadania poprzez seks. Takie znaczenie posiadanego
          terytorium...;-)

          To samo dziala oczywiscie w druga strone. Na mnie akurat swiadomosc ze moj
          partner podoba sie kobietom dziala bardzo stymulujaco, w dodatku polaczona z
          jego wiernoscia (ze moglby ale nie chce ;-) dziala jak afrodyzjak. Kiedys, gdy
          na imprezie jego kolezanka z firmy meza zwierzyla mi sie po pijanemu, ze miewa
          sny erotyczne z moim slubnym w roli glownej i ze generalnie mi zazdrosci,
          mialam ochote dorwac meza w imprezowej toalecie i skonsumowac na miejscu ;-)

          A z calym szacunkiem, avide, facet ktory obywa sie bez seksu, ale zachowuje sie
          jak potulny piesek, siedzi cicho, cierpi w milczeniu, nic nie sugeruje zeby
          bron boze zonki nie urazic i jeszcze lata z kwiatuchami, przyrzadza kolacyjki i
          masuje stopki, na pewno nie obudzi w zonie lwicy. Troche niepewnosci, powtarzam
          TROCHE, jakas mala sugestyjka (to wlasnie proponuje autorowi watku) na pewno
          skloni partnerke do przemyslenia sprawy, a juz zwlaszcza mloda mame, ktora ma
          wielki biologiczny interes zeby utrzymac meza przy sobie wszelkimi sposobami na
          przynajmniej kilka nastepnych lat.

          Nie proponowalam autorowi watku SZANTAZU, tylko inteligentne uswiadomienie
          partnerki, ktora jak wiele mlodych mam zapomina ze maz to NIE TYLKO pluszowy
          mis do przytulania i pomagania przy dziecku, ale ROWNIEZ napedzany
          testosteronem samiec ktory ma swoje potrzeby. Zaproponowalam delikatne
          zasugerowanie zonie, jakie moga byc dlugofalowe konsekwencje odmawiania seksu
          mlodemu, zdrowemu i atrakcyjnemu mezczyznie przed trzydziestka. Moze do niej
          dotrze zanim bedzie za pozno.

          Pozdrawiam Cie milutko ;-)
          Glam
          • glamourous i jeszcze 02.02.07, 17:49
            sam, avide, powyzej napisales, ze kobieta ma seks w glowie, a nie miedzy
            nogami. Zreszta wszyscy tak mamy. Wiec dlatego wazne jest zeby kobiete
            podniecic PSYCHICZNIE, a nie tylko fizycznie. A psychiczne podniecenie kobiety
            to nie tylko ciepla kolacyjka, kwiaty itp. Kobieta musi miec swiadomosc ze jej
            partner z jakiegos powodu jest wartosciowym samcem, byc moze pozadanym przez
            inne. Kobieta musi patrzec na faceta z podziwem, wtedy apetyt przyjdzie sam i
            nikt sie do niczego zmuszal nie bedzie. Jezeli autor postu bedzie potrafil
            umiejetnie i delikatnie dac zonie do zrozumienia, ze mlody facet seks miec
            musi, jak nie tu to przyjdzie KIEDYS taki moment, ze niestety poszuka go gdzies
            indziej, to zona powinna sama tak "nakrecic sie" na niego psychicznie, ze nie
            bedzie musiala odrabiac panszczyzny w lozku zwiekszajac czestotliwosc.
            Nie proponuje nikomu tepego i prymitywnego grania na najnizszych instynktach i
            wzbudzania malzenskiej zazdrosci - ale raczej inteligentne uswiadomienie
            partnerowi swojej wartosci na rynku damsko-meskim, to dziala lepiej na kobiece
            libido niz kwiaty i oddane, psie spojrzenie.
            • avide Re: i jeszcze 02.02.07, 17:58
              Ach Galm... Siedzę, czytam, i hymm daj mi trochę czasu... muszę myśli do kupy
              poskładać taki piękny wywód strzeliłaś.... nieźle naprawdę, nieźle...
              :)))
              Pozdrawiam serdecznie.
              Avide.
              • glamourous Re: i jeszcze 02.02.07, 19:03
                sorry, avide ;-))
                mam typowy umysl humanistyczny - chyba nie potrafie sie streszczac, taka
                nadgorliwosc prelegenta ;-))))
            • thistle sorry, glamorous 02.02.07, 18:57
              ale bnie zgadzam się. Piszesz z perspektywy osoby o stosunkowo wysokim
              temperamencie, nawet jeśli na razie ci opadł.
              Wprzypadku osób ze słabym temperamentem, sytuacja jest dokładnie taka, jak
              opisał Avide (był moment, ze podejrzewałam nawet mojego M. o ten nick)i wiem to
              z własnego doswiadczenia. Dodatkowo całkiem sporo kobiet na mężczyzne, który
              zadeklaruje ochotę na lewiznę bez wcześniejszej wyprowadzki z domowych pieleszy
              i zabezpieczenia alimentów, jak na robaka niewartego splunięcia, którego dla
              dobra dzieci trzeba znosić pod sąsiednia kołdrą.
              Całkiem sporo kobiet potrzebuje PARTNERA_CZŁOWIEKA, nie samca.
              • glamourous Re: sorry, glamorous 02.02.07, 19:19
                thistle napisała:
                > Całkiem sporo kobiet potrzebuje PARTNERA_CZŁOWIEKA, nie samca.

                Alez thistle, nigdzie nie sugerowalam ze kobieta potrzebuje TYLKO samca. Na
                dowod ze mnie zle zrozumialas jeszcze raz przytaczam to co napisalam powyzej :

                glamourous napisała:

                >Nie proponowalam autorowi watku SZANTAZU, tylko inteligentne uswiadomienie
                >partnerki, ktora jak wiele mlodych mam zapomina ze maz to NIE TYLKO pluszowy
                >mis do przytulania i pomagania przy dziecku, ale ROWNIEZ napedzany
                >testosteronem samiec ktory ma swoje potrzeby.

                Napisalam wyraznie : nie TYLKO, lecz ROWNIEZ.
                Chyba trudno sie z tym nie zgodzic...:-)

                Nie jestem jakas fanatyczka teorii atawizmu jako klucza do wszystkich naszych
                zachowan, nawet jakas specjalna fanka Freuda nie jestem i nie przeceniam az tak
                strasznie roli podswiadomosci.
                Ale co fakt, to fakt - partner jest przede wszystkim czlowiekiem, ale swoje
                zwierzece potrzeby ma, i trudno jest zyjac z nim latami je ignorowac.
                • thistle Re: sorry, glamorous 02.02.07, 19:34
                  Nic nie wskazuje tu na ignorowanie, a jedynie na róznicę potrzeb. Seks raz w
                  tygodniu przy niewielkim Brzdacu to raczej nic na kształt ignorowania,
                  szczególnie przy zadowalającej jakości i prawdziwym zaangażowaniu, gdy juz do
                  czegoś dojdzie.

                  Wydaje mi się, ze mozna sygnalizować swe potrzeby bez uciekania się do szantażu
                  emocjonalnego w postaci wskazania na dostępność innych kobiet, nawet
                  najbardziej zawoalowanego i "inteligentnego" (szczerze mówiąc ten przymiotnik
                  nigdy w zyciu nie przyszedłby mi do głowy w takiej sytuacji).

                  Jeżeli siła tych potrzeb przeważa nad umiejętnosciami ich opanowania dla dobra
                  osób, które kochamy, to procent zwierzęcia (bo nie łudzę sie, ze tyczy to tylko
                  mężczyzn), w człowieku wzrasta do poziomu dla mnie nie do zaakceptowania u
                  partnera.

                  if you love somebody
                  set them free
                  • glamourous Re: sorry, glamorous 02.02.07, 19:55
                    > Jeżeli siła tych potrzeb przeważa nad umiejętnosciami ich opanowania dla dobra
                    > osób, które kochamy, to procent zwierzęcia (bo nie łudzę sie, ze tyczy to tylko
                    >
                    > mężczyzn), w człowieku wzrasta do poziomu dla mnie nie do zaakceptowania u
                    > partnera.

                    Zazwyczaj umiejetnosci opanowania tych potrzeb sa na tyle wystarczajce, zeby do
                    zezwierzecenia nie doszlo (nikt przeciez nie biega po domu pohukujac z braku
                    seksu, ani nie masturbuje sie przy ludziach) oraz na tyle, zeby chlodniejszy
                    partner mogl to zaakceptowac.

                    Ale za to poziom frustracji u drugiej strony wzrasta nie do zniesienia i TO na
                    dluzsza mete jest bardzo trudne (dla sfrustrowanej strony) do zaakceptowania.

                    Thistle, jest jeszcze druga strona medalu, a nie tylko punkt widzenia
                    zniesmaczonej zezwierzeceniem meza, zdystansowanej zony.
                    • thistle Re: sorry, glamorous 02.02.07, 20:20
                      Wierzę, ale ten jest mój,dlatego go prezentuję tutaj,tak dla refleksji drugiej
                      strony(która jest na tym forum w dość wyraźnej przewadze).

                      Być moze Ojciec Założyciel mógłby do spółki ze swoją połowką naswietlić sprawę
                      z perspektywy tych, co potem "długo i szczęśliwie", bo publicznie chwalił się
                      właśnie takim postępowaniem, jakie sugerowałaś - no, moze znacznie mniej
                      dyplomatycznym.

                      Wydaje mi sie, ze autor wątku ma naprawdę dużo do stracenia, a mój scenariusz
                      jest wystarczajaco prawdopodobny, by wziąść go poważnie pod rozwagę. Nie
                      twierdzę, ze jest jedynym mozliwym, ale wystarczajaco niebezpiecznie realny.
                      Zresztą, jestem przekonana, ze każda manipulacja emocjami mści się na
                      tym,który z niej korzysta,nie tylko w dziedzinie seksu.
                      Gdy bogowie chcą pokarać śmiertelnika, spełniają jego życzenia, więc lepiej
                      przemyśleć sobie dobrze to, czego sobie życzymy.
              • teodoro Re: sorry, glamorous 03.02.07, 19:06
                > z własnego doswiadczenia. Dodatkowo całkiem sporo kobiet na mężczyzne, który
                > zadeklaruje ochotę na lewiznę bez wcześniejszej wyprowadzki z domowych pieleszy
                > i zabezpieczenia alimentów, jak na robaka niewartego splunięcia, którego dla
                > dobra dzieci trzeba znosić pod sąsiednia kołdrą.
                > Całkiem sporo kobiet potrzebuje PARTNERA_CZŁOWIEKA, nie samca.

                Ha, Ha. Chyba sporo kobiet z takim jak jak ty stosunkowo niskim temperamentem
                potrzebuje sponsora i chodzącego bankomatu a nie mężczyzny z jego potrzebami!
                • thistle :))))))))))))))))))) 03.02.07, 20:20
                  Gdybym miała czekać na wpływy z takiego przedsięwzięcia, to chodzilibysmy
                  goli, bosi i wygłodzeni:)
                  (choć prawdopodobnie nie miałabym wtedy prawa narzekać na tuszę M:)
                  Sorry, Winnetou, ja jestem głównym breadwinner w zwiazku. Choć muszę przyznać,
                  ze ostatnio M. się stara.
                  • glamourous Re: :))))))))))))))))))) 03.02.07, 22:42
                    Kolega powyzej pije do mnie, mimo ze post na ktory sie powoluje napisala thistle
                    ;-))

                    No i wlasnie, thistle, napisalas powyzej ze jest mnostwo kobiet, ktore na
                    delikatna sugestie meza o EWENTUALNEJ MOZLIWOSCI pojscia na lewizne w przypadku
                    dalszego braku/niedoboru seksu zaczna go traktowac jak niegodnego spluniecia
                    robaka oraz ledwo tolerowac go dla dobra dzieci pod wspolna koldra (nie wiem,
                    czy dobrze zacytowalam...;-)

                    Stanowczo uwazam, ze jezeli kobieta ma TAKIE podejscie do wlasnego meza to
                    swiadczy tylko o jednym - ze go w ogole NIE KOCHA (btw w takiej sytuacji
                    zupelnie zrozumiale jest ze nie ma ochoty na malzenski seks ;-)

                    No i to tolerowanie pod koldra... Czy my tu w ogole mowimy o zwiazku w ktorym
                    jest milosc? No coz, dla mnie nie ulega watpliwosci, ze kobieta ktora ma takie
                    podejscie i ktorej taka deklaracja faceta przynajmniej lekko nie zaniepokoi, po
                    prostu ma go gleboko w d(...)
                    • thistle Re: :))))))))))))))))))) 04.02.07, 14:38
                      Kołdra jest sąsiednia, wspólna to spore ograniczenie komforu snu:)
                      Nie ,nie mówimy o zwiazku z miłościa (w każdym razie JUŻ od dawna nie),między
                      innymi na skutek takiego postępowania. Mówimy o zwiazku z ogromna iloscia
                      egoizmu (który tak poruszył interlokutora w sąsiednim wątku),który wyzwolił
                      równoległy egoizm, a nie skorzystał z już spakowanych walizek (stary dobry
                      przepis w-i-l.)

                      Jak dla mnie dopuszczenie się takiej deklaracji jest równoważne
                      stwierdzeniem,ze EWENTUALNIE jego/jej potrzeby mogą być ważniejsze niż
                      przysięga wiernosci. Uczciwiej jest zwyczajnie się spakować i isć w cholerę.

                      • glamourous Re: :))))))))))))))))))) 04.02.07, 15:12
                        > Jak dla mnie dopuszczenie się takiej deklaracji jest równoważne
                        > stwierdzeniem,ze EWENTUALNIE jego/jej potrzeby mogą być ważniejsze niż
                        > przysięga wiernosci. Uczciwiej jest zwyczajnie się spakować i isć w cholerę.

                        Przysiega
                        • thistle Re: :))))))))))))))))))) 04.02.07, 15:21
                          zakwestionowana
                        • glamourous Re: :))))))))))))))))))) 04.02.07, 15:29
                          thistle napisała :

                          > > Jak dla mnie dopuszczenie się takiej deklaracji jest równoważne
                          > > stwierdzeniem,ze EWENTUALNIE jego/jej potrzeby mogą być ważniejsze niż
                          > > przysięga wiernosci. Uczciwiej jest zwyczajnie się spakować i isć w chole
                          > rę.
                          >

                          Przysiega wiernosci - bardzo mila rzecz, ale nie moze byc traktowana
                          jednostronnie, jako bicz ukrecony na strone ograbiana z seksu i potrzeb. Na
                          zasadzie "ja mam W NOSIE twoje potrzeby i guzik mnie obchodzi co czujesz - JA
                          nie mam ochoty na seks i jest mi z tym dobrze, ale TY MUSISZ sie byc mi wierny i
                          tak ze mna kisic w celibacie do usranej smierci, bo OBOWIAZUJE cie przysiega
                          wiernosci".
                          Czyli malzenski szach i mat.
                          Czyli same obowiazki i umartwianie, a praw zadnych.

                          Nie wytrzymalabym w takim ukladzie nawet miesiaca. Jakie prawo ma strona
                          aseksualna despotycznie wymagac od strony spragnionej seksu dotrzymania
                          przysiegi wiernosci, chociaz ma rowno gdzies potrzeby malzonka i JEJ nic juz nie
                          obowiazuje? Rownowagi w tym brak totalny.

                          Jasne, ze uczciwie sie spakowac i isc w cholere - cos takiego powinno sie zrobic
                          kiedy ogolnie nie ma juz uczuc ani wiezi. Natomiast jesli wiez i uczucie jeszcze
                          jest, a seksu nie ma, wtedy rozwiazanie przeze mnie proponowane (delikatna
                          sugestia, A NIE przejscie do czynu i czynne lamanie przysiegi) MOZE podzialac
                          stymulujaco.

                          Kiedy uczuc nie ma juz nic nie pomoze. Wtedy to faktycznie zasada w-i-l, czyli
                          noga-d(...)-drzwi. Ale malzenstwo matysa1980 nie wpisuje sie w ten schemat.
                          • glamourous Re: :))))))))))))))))))) 04.02.07, 15:35
                            poprzedni post za wczesnie mi sie wyslal ;-)
                          • thistle --- 04.02.07, 16:10
                            w sumie zgadzam się,jednak Tutaj nie ma strony aseksualnej,a jest zagrozenie
                            stania się takowa, , bo jak długo moze cieszyc seks "z poświęcenia"??? (nie
                            cieszy wogóle, raczej brzydzi wg mnie)
                            Zdaję sobie sprawę z tego, że rozciagamy sprawę "ad extremum", ale niestety,
                            łatwo spieprzyc dobry związek jednym krokiem w zła stronę, a właśnie takim
                            krokiem jest takie postawienie sprawy. Ktoś kiedys pisał tutaj - "w przysiedze
                            nie ma 'I bedę ci dawał(a) cztery razy w tygodniu'", i ludzie wypowiadający ją
                            powinni zwracać na to uwagę.
                            Faktycznie,trudno znaleźć sposób zachowania równowagi pomiędzy własnymi
                            potrzebami, a dobrem drugiej osoby. Wydaje mi sie, ze żona autora dąży do niej -
                            W koncu sam pisze o zaangażowaniu z jej strony w trakcie. Nie widzę śladu
                            takiego dązenia w postawieniu (nawet w łagodny sposób) sprawy w sposób "jak nie
                            ty, to inna".
                            • glamourous thistle 04.02.07, 19:12
                              Nie wiem, moze za bardzo "sadze po sobie"... Ja, bedac w szczesliwym zwiazku
                              gdzie jest i wzajemne zrozumienie, i milosc, i zaufanie, nie przestalabym kochac
                              meza, gdyby w przyplywie najwyzszej desperacji spowodowanej dlugotrwalym
                              brakiem/niedoborem seksu powiedzial mi "sluchaj skarbie, straszliwie brakuje mi
                              seksu, moze moglabys z tym cos zrobic, moze jakos nad tym popracujemy, zeby
                              chociaz odrobine zwiekszyc czestotliwosc. Wiesz, kocham cie i na razie jeszcze
                              sie jakos trzymam, ale wiesz, nie jestem w stanie zagwarantowac Ci ze za piec
                              lat sperma nie rzuci mi sie na mozg i nie zrobie z tej desperacji jakiegos
                              glupstwa..."

                              Mysle, ze takie wyznanie odebralabym dokladnie tak, jaki jest jego wydzwiek -
                              jako wyraz desperacji partnera. I pewnie zrozumialabym, ze to co dla mnie jest
                              drugorzedne, dla niego jest baaaardzo wazne... Nie odebralabym tego jako
                              konkretnych planow, jako dranstwa, a raczej jako krzyk o pomoc. Po prostu. No i
                              balabym sie go stracic, wiec postanowilabym moze cos z tym zobic... Nie wiem,
                              jezeli nawet kobieta nie ma nastroju na seks, moze przeciez zrobic to facetowi w
                              inny sposob, cokolwiek jest dobre na podtrzymanie wiezi, zwlaszzca jesli sie
                              kogos szczerze i mocno kocha...

                              Zreszta ja kiedys juz tez powiedzialam cos bardzo analogicznego mojemu mezowi,
                              dajac mu w miedzyczasie do zrozumienia, ze prawie wszyscy koledzy z pracy robia
                              do mnie maslane oczy i teraz na razie jeszcze nie, ale kiedys... kto wie...

                              Nie nazwalanbym tego szantazem, lecz rodzajem uswiadomienia. I wiem, ze to
                              dziala, nie burzac wcale podstaw zwiazku, ani nie psujac relacji, pod warunkiem,
                              ze sa one zdrowe...
                              • thistle Re: thistle 04.02.07, 20:16
                                Nie wiem, moze za bardzo "sadze po sobie"... Ja, bedac w szczesliwym zwiazku
                                (ciach)
                                widzisz,mozesz spekulować, ja miałam sytuację live, a Twój cytat baaardzo by mi
                                pasował jeszcze kilka lat temu. Bodajze nawet popełnilam coś takiego, gdy było
                                sobie jeszcze forum Erotyka w forach publicznych, choć thistle zostałam sporo
                                potem.



                                Aż się prosi Szymborską cytować:"tyle o sobie wiemy" itp.


                                W zdrowym zwiazku nie ma dla mnie miejsca na szantaż.
                                Być może mam większe wymagania... raczej nie boję się straty, boję się
                                kolejnych lat z człowiekiem zdolnym do niego. Zycie z człowiekiem, do którego
                                nie ma się zaufania, to nędza, a takie stwierdzenie wystarczy, by w kimś
                                bardziej wrażliwym zasiac ziarno nieufnosci.
                                • avide Moje spostrzeżenia do dyskusji Galm i Thliste 05.02.07, 09:11
                                  Witajcie dziewczyny.
                                  Heheh Miałem odpisać coś Galm. ale wpadam tu po weekendzie czytam....
                                  no no no a tu taka dyskusja rozgorzała.
                                  Napiszę że tak powiem z perspektywy mężczyzny. Takiego z popędem większym niż
                                  jego partnerka.
                                  Obie po części macie racje i obie się mylicie. Moim, subiektywnym zdaniem
                                  oczywiście.
                                  Galm, przede wszystkim duuuuuży plus za dużo lepsze zrozmienie funkcjonowania
                                  zasad że tak to powiem równowagi potrzeb w związku. Zgadzam się z Tobą Thistle
                                  że z poświęcenia nie będzie szczęścia. "Z niewolnika nie będzie dobrego
                                  pracownika" wszyscy to znamy. Prawda że nie ma w przysiędze małżeńskiej słów
                                  "... i będę ci dawać X razy w tygodniu tak mi dopomóż ....." Jednak jest w tym
                                  wszystkim małe ale... Takie zwykłe ludzkie zrozumienie drugiego człowieka i jego
                                  potrzeb. Glam to świetnie zauważyła. Thliste, żonie autora wątku chce się
                                  podejrzewam że mniej niż raz na tydzień. Ten raz na tydzień to już jest
                                  prawdopodobnie "poświęcenie" przynajmniej jakieś z jej strony. Ale... autor
                                  deklaruje że 3 razy i dalby jej "spokój". Myślę że do pełni szczęścia dorzucił
                                  by jeszcze z jeden raz na tydzień, przynajmniej przez najbliższe kilka lat. No
                                  więc co tu zrobić. Moim zdaniem, ponieważ małżeństwo to zwizek dwojga ludzi.
                                  OBOJE muszą na swoje szczęście "zapracować". Zatem ja na jego miejscu trochę bym
                                  przystopował (jego poświęcenie w tym związku) a zona wykrzesa z siebie odrobinę
                                  więcej (jej poświęcenie w tym związku). Tarfili najgorzej jak mogli. Posiadają
                                  sporą różnicę temperamentów. Szczerze ... coś takiego nigy nie wróży nic
                                  dobrego. Ale kto wie ... może oni będą wyjątkiem potwierdzającym regułę.
                                  Regulacje seksualności w związku zadziałają jednak jedynie przy stosunkowo
                                  niewielkiej różnicy temperamentów. I tu się zgodzxam z tobą Thliste. Glam ...
                                  świetnie że potrafi tak "inteligentnie" zaszantażować swojego partnera, choć ja
                                  bym użył tutaj słowa "perswazja", czy "uswiadomienie". Jednak jej sytuacja jest
                                  inna. Faceci mają inna psychikę, takiemu można wjechać na ambicję, zagrać na
                                  jego męskości. W przypadku kobiet sprawa jest skomplikowana duzo bardziej.
                                  Kobieta to stworzenie z natury bardzo delikatne, zupełnie inaczej myślące,
                                  innymi kategoriami. Tutaj takim nawet inteligentnym uświadamianiem, można
                                  poczynić nieodwracalne wręcz skutki. Dla mnie przypomina to trochę taki
                                  nieokiełznany żywioł. Być może przejdzie i wszystko będzie ok a być może okaże
                                  się że nie ma do czego wracać. W tym przypadku wszystko rozbija się o poziom
                                  wrażliwości uczuciowej kobiety i tego jak ona to może odebrać.. Dlatego wielka
                                  rola faceta w tym punkcie programu aby potrafił, zanim podejmie kroki, określić
                                  jaka ta jego kobieta jest. Czy podziała to na nią mobilizująco, czy wręcz
                                  przeciwnie. Ja się np. "przejechałem" na tej mtododzie całkowicie, i naprawa
                                  szkód była dużo, dużo cięższa i wymagała o wiele więcej wysiłku. Dlatego tutaj
                                  plusik na Thliste. NIc na siłę.
                                  Bije jednak w oczy Thliste zasadnicza różnica w tym co piszesz w porównaniu do
                                  Glam. Piszesz o małżeńskim obowiązku, i trzymaniu pod kołdra faceta z tych albo
                                  innych względów i że lepiej sobie powiedzieć uczciwie PAPA niż się tak męczyć. O
                                  tym że kobieta potrzebuje męzczyzne-przyjaciela. Ok ale sorry wielkie. To niech
                                  od początku przed ślubem będzie tego świadoma i otwarcie deklaruje. Kochany
                                  panie X kocham Cię nad zycie ale twój kutas jak dla mnie może służyć Ci jedynie
                                  jako twoja ozdoba. Czasem w przypływie szczególnej dobroci kilka razy w roku sie
                                  nim odrobinke pobawię ale to wszystko i na nic więcej nie licz. W tym momencie
                                  facet mówi: ale piękna ty moja i cudowna kobieto... potrzebuje cie jedynie jako
                                  piękną ozdobę mojego marnego jestestwa, sypiać z Toba wcale nie zamierzałem.
                                  Puenta: I żyli długo i szczęśliwie. Różnica temperamentów = 0; temperament u obu
                                  stron = 0. ;))))))))))))))))
                                  Jakoś nie chce mi się wierzyć aby jakakolwiek młoda kobieta odważyła się na coś
                                  takiego. Młoda mam na myśli poniżej 30-stki. W przeciwnym razie trzeba szukać
                                  kompromisu, który nie zawsze jest możliwy. Kobiety to często takie stworzenia
                                  któe faceta potrzebują, ale kochanka juz nie koniecznie, więc "łapią" męża a po
                                  ślubie, jak się urodzi maluch mówią: "Mamy Cię". Biedny facet, zdezorientowany
                                  pyta się sam, siebie: "Co to kurna ma być Szymon Majewski Show czy co ??? Jakiś
                                  żart??" Tak czy siak częstotliwość seksu asymptotycznie dąży do 0. Wiesz Thliste
                                  na czym polega asymptotyczność ???? Coraz mnie, coraz mniej, coraz mniej....

                                  Co was dziewczyny jeszcze różni i daje się mocno zauważyć. Wszystko na podstawie
                                  postów. Wyraźnie daje się odczuć Thliste że w twoim związku dawno już miłości
                                  nie ma. Uczucie zgasło. Pozostało jakieś dziwne ... nie wiem przywiązanie ???
                                  Akceptacja sytuacji??? Galm jak pisze o swoim mężu, związku, uczuciach... bije z
                                  nich taka nieskazitelna radość bycia właśnie z tym a nie innym człowiekiem. Aż
                                  chce się to czytać. Miłość do niego to takie czyste uczucie i wiara że mimo
                                  problemów (wszyscy wiedza jakich, pisała o tym szczerze i obszernie) walczy
                                  ciągle o lepsze jutro. Tam jest dużo zaufania, miłości, uczucia, u Ciebie
                                  Thliste czuje się bardziej jakąś ... nutkę goryczy, zawodu, rozczarowania.
                                  Pewnie dlatego takie a nie inne sądy dotyczące stosunków damsko-męskich.
                                  Może jesteś starsza i więcej przeżyłaś, a Glam ma to dopiero wszystko przed
                                  sobą...może.
                                  No, to zrobiłem, na koniec coś czego sam nie trawię. :)))))))))
                                  A) Zboczenie z tematu głównego
                                  B) Analiza cudzego związku w wątku zupełnie z tym nie związanym.

                                  Pozdrawiam was Obie. Fajna dyskusja tak czy siak.
                                  Avide
                                  • avide Glamourous ... 05.02.07, 09:48
                                    Ach.. bardziej szczegółową odpowiedź na Twój wcześniejszy post Galm tych czy
                                    innych względów podesłałem na priv.
                                    Pozdrawiam.
                                    Avide
                                    • glamourous Re: Glamourous ... 05.02.07, 17:53
                                      odpisalam ;-)
                                  • thistle Re: Moje spostrzeżenia do dyskusji Galm i Thlist 06.02.07, 20:26
                                    eh, avide, do trzydziestki jeszcze mi trochę zostało, moje małżenstwo w tej
                                    chwili mogło by być podstawą do jakiejśpracy o patologii w zwiazku, mimo to M.
                                    wierzga i kopie by je utrzymać. Nie sądzę jednak, by to jeszcze długo potrwało.

                                    Gdy wyszukiwałam asymptotę(kiedys obiło mi się to słowo o uszy, niestety, do
                                    mózgownicy nie dotarło;)wyskoczyło całemnóstwo niewiarygodnie groznie
                                    wygladających wzorów,. O ile jednak jestem w stanie wyobrazić sobie (z grubsza)
                                    wykres,to masz dużo racji.

                                    " prosta jest asymptotą danej krzywej, jeżeli pewna część tej krzywej oddala
                                    się nieograniczenie od środka układu współrzędnych, a odległość punktów krzywej
                                    od tej prostej dąży wówczas do zera. Lokalnie odległość ta może wzrastać (np.
                                    krzywa może przecinać asymptotę)" (wiki)
                                    Chyba już oboje jesteśmy mocno krzywi .
                                    Czy krzywa moze być asymptota krzywej?
                                    Czy dwie krzywe mogą się na płaszczyznie/w przestrzeni odchylać od siebie w
                                    nieskończoność?
                                    • glamourous Re: Moje spostrzeżenia do dyskusji Galm i Thlist 06.02.07, 21:17
                                      thistle napisała:

                                      > eh, avide, do trzydziestki jeszcze mi trochę zostało, moje małżenstwo w tej
                                      > chwili mogło by być podstawą do jakiejśpracy o patologii w zwiazku, mimo to M.
                                      > wierzga i kopie by je utrzymać. Nie sądzę jednak, by to jeszcze długo potrwało.

                                      Czyli jednym slowem sztuczne przedluzanie zycia zwiazku...
                                      Ty jestes, rozumiem, strona ktora chce odlaczyc respirator, ale maz przeciw
                                      eutanazji ;-)?
                                      • thistle Re: Moje spostrzeżenia do dyskusji Galm i Thlist 07.02.07, 18:32
                                        Jak dla mnie,to takie próby reanimacji są juz bezczeszczeniem zwłok.Żadna ilość
                                        prądu nie przywróci zycia czemuś, co już od dawna cuchnie zgnilizną.

                                        On jest zwyczajnie dość odporny na rzeczywistosć. Ja,niestety , też byłam, i
                                        dlatego trochę go rozumiem - odrobina wyparcia czasami ratuje zdrowie
                                        psychiczne.
    • rumcajs-wrocek Re: brak seksu 01.02.07, 14:36
      Witaj w klubie i nie narzekaj , bo raz w tygodniu to ja mogę tylko pomarzyć :((
      • tamaryszek4 Re: brak seksu 01.02.07, 15:34
        No właśnie.Ja mam raz w tygodniu i to jest za mało,tak jak koledze wyzej.Biorac
        jednak pod uwagę tych co mają raz na m-c lub jeszcze rzadziej,nie jest tak
        całkiem zle,tylko marne to pocieszenie.

        Pozdrawiam nienasyconych!!!
        • tamaryszek4 Re: brak seksu 01.02.07, 16:45
          Drogi Matysie,piszesz że nie masz już sił i myślisz o zdradzie.Ile razy???
          Piszesz, że kochacie się raz w tygodniu,to dla ciebie za mało,więć co,?raz czy
          dwa razy w tygodniu zdradzisz i będzie ok? Może chodzi ci o stałą kochankę
          która będzie do twojej dyspozycji.Sama zdrada jako taka nic nie pomoże,a jeżeli
          kochasz żonę to zagryziesz się potem wyrzutami sumienia.Na nic to.Poczytaj
          wątek:Nie żałuję{oziębła żona}moze opisane tam rozwiązanie cię zinteresuje.

          pozdrawaiam
          • wojtec100 Re: brak seksu 01.02.07, 17:07
            Bardzo mi sie podoba porada GLAMOUROUS w stylu pogdaj z zona.
            A konkretnie uswiadomienie jej:
            Albo dajesz dupy albo ide na kurwy.

            Najlepiej kup dla stworzenia nastroju butelke wina,
            a potem napisz nam, czy tylko ci oblala twarz,
            czy moze butelka wyladowala na glowie.

            A nie przyszlo Wam do glowy ze zona/maz to nie prostytutka.
            A akt malzenstwa to nie karnet do burdelu z jedna i ta sama dziwka.
            (i plec tu nie ma znaczenia)

            PS
            Pozdrawiam Wiole
    • alex176 Re: brak seksu 01.02.07, 17:02
      pomóż troche żonie przy dziecku, załatw opiekunke raz w tygodniu... i czas na
      seks chęć sie znajdzie......
      • matys1980 Re: brak seksu 01.02.07, 17:20
        Droga Alex176 ja nigdy nie uciekałem od prac związanych z dzieckiem.Przyjeżdżam
        z pracy,jem obiad i resztę czasu poświęcam swojemu dziecku.A mi nie jest
        potrzebna opiekunka.Moja żona jest na urlopie wychowawczym i ma czasem naprawdę
        sporo czasu.To ja najczęściej kąpie i usypiam dziecko.
        A szczerze robię to wszystko bo ich kocham... Na 100% żona się w domu nie
        przemęcza.
        • wojtec100 Re: brak seksu 01.02.07, 17:41
          >Na 100% żona się w domu nie przemęcza.
          To juz pisales na poczatku.
          A poza domem?
          • matys1980 Re: brak seksu 01.02.07, 17:52
            A gdzie się ma przemęczać.Jeźdżi na spacery z dzieckiem i na pewno nie ma styku
            z innym facetem jeśli o to ci chodzi.....
            • matylda_n Re: brak seksu 01.02.07, 21:23
              Tak na marginesie to są różne formy zmęczeczenia uwierz, że dziecko może wykonczyc emocjonalnie, szczególnie kiedy przebywa się z nim 24 godziny na dobę. Poza tym przeżywasz typowe problemy, charakterystyczne dla małżeństw, w których pojawiło się dziecko. Poszukaj sobie w necie informacji związanych z kryzysem w małżeństwie po urodzeniu pierwszego dziecka. Na tym forum często poruszał ten problem your_and. Przejrzyj jego posty z ubiegłego roku a znajdziesz wiele cennych informacji.
              A jaką formę antykoncepcji stosujecie ?
              • wojtec100 Re: brak seksu - matyldzie odpowiem moze ja 02.02.07, 07:52
                matylda_n napisała:
                > A jaką formę antykoncepcji stosujecie ?

                Abstynencja
                Tania, skuteczna 100% no i zgodna z nauka Kosciola.
                • san1 Re: brak seksu - matyldzie odpowiem moze ja 02.02.07, 09:14
                  matys jezeli wzystko co napisales jest prawdą do najglupszą rzecza ktorą teraz
                  bys zrobil to zdrada.Czy wy gdzies wychodzicie? ,czy ktos np.babcia moze czasami
                  pomóc?Czy myslales o tym ze żona moze potrzebuje czasami odpocząc od dziecka a i
                  tobie sie to przyda ,pozdrawiam.
                  • matys1980 Re: brak seksu - odpowiedż na san1 02.02.07, 09:24
                    Wszędzie chciałem wziąśc moją żonkę. I do kina ,i do pubu , i na dyskotekę i do
                    teatru.Ale ona nie chce zostawiać dziecka z babcią.Na jutro zaplanowaliśmy
                    wypad do pubu ale co z tego wyjdzie to się okaże przed samym wyjściem.Ciągle
                    namawiałem zeby sobie poszła z koleżankami ale ona odpowiedziała ze w tej
                    chwili to nie miałaby o czym z nimi rozmawiać...I co mam jeszcze innego
                    wymyślić??????
                  • maxim100 Re: brak seksu - matyldzie odpowiem moze ja 02.02.07, 18:09
                    A mnie się wydaję że żona gościa robi w bambuko. Ma innego w dzień a męźa ma
                    daleko w powaźaniu. Kto wie?
              • matys1980 Re: odpowiedam matyldzie 02.02.07, 09:37
                matylda_n napisała:

                > Tak na marginesie to są różne formy zmęczeczenia uwierz, że dziecko może
                wykonc
                > zyc emocjonalnie, szczególnie kiedy przebywa się z nim 24 godziny na dobę.
                Poza
                > tym przeżywasz typowe problemy, charakterystyczne dla małżeństw, w których
                po
                > jawiło się dziecko. Poszukaj sobie w necie informacji związanych z kryzysem w
                m
                > ałżeństwie po urodzeniu pierwszego dziecka. Na tym forum często poruszał ten
                pr
                > oblem your_and. Przejrzyj jego posty z ubiegłego roku a znajdziesz wiele
                cennyc
                > h informacji.
                > A jaką formę antykoncepcji stosujecie ?


                Cześc Matylda.
                Stosujemy dwie metody anty.Żona bierze tabletki o nazwie Novynette a ja zawsze
                używam prezerwatywy.Tak żona sobie życzy a ja nie widzę nic złego żebym ją
                zakładał(a najczęściej żona zakłada-jest to taki fajny akt miłosny połączony z
                seksem oralnym).A to że oddała większą część miłości naszemu dziecku to nie
                jest złe ale seks jest odprężeniem nie tylko dla mężczyzny ale także dla
                kobiety.Ja nie traktuje seksu mechanicznie.Rach,ciach,wytrysk,orgazm,koniec-to
                nie w moim stylu.Zawsze zanim dojdzie do połączenia naszych narządów staram się
                żonę maksymalnie rozlużnić.Pieszczę ją wszędzie.Oboje uwielbiamy seks oralny i
                najczęściej robimy to wspólnie w jednej chwili.Jest odjazd!!!
                Sorka,że się tak rozpisałem ale chciałem przedstawić kwestię że jeśli tylko do
                czegoś dochodzi to jest Super przez duże S. Naprawdę jesteśmy zadowoleni z
                siebie.Oboje orgazm mamy praktycznie w jednej chwili.TYLKO DLACZEGO MOJA
                KOCHANA ŻONA CHCE ROBIĆ TO TAK RZADKO. Jest tyle możliwości związanych z
                różnymi pozycjami że to sięnie może znudzić kochając się 2-3 razy w tygodniu!!!1
                Pozdrawiam wszystkich którzy to czytali....
                • matylda_n Re: odpowiedam matyldzie 02.02.07, 11:15
                  Wiesz, skoro żonka ma opory przed zostawieniem ośmiomiesięcznego maleństwa na kilka godzin, to jednak ma jakiś problem z uporzadkowaniem własnej swery emocjonalmej. Po urodzeniu się dziecka niemal wszystko ulega zmianie, musicie na nowo nauczyć się żyć, teraz już we trójkę. Będzie inaczej, ale to nie znaczy, że musi być gorzej. Wiele zależy od waszych umiejętności adaptacyjnych do nowej sytuacji, od świadamości i wiedzy jakie problemy mogą się czaic tuz za rogiem. Głównie chodzi mi tu o relacje miedzy toba i zoną. Naprawde zachęcam do przeszukania internetu i poczytania sobie o problemach młodych małżeństw po urodzeniu dziecka. Poczytajcie wspólnie, im więcej tym lepiej, wymieńcie sie własnymi spostrzeżeniami. To, że seks sprawia wam ogromną satysfakcję dobrze wróży na przyszłość i świadczy także o tym, że problem tkwi w psyche...
                  • matys1980 Matyldo! 02.02.07, 14:28
                    A może podasz mi jakieś linki dotyczące tych problemów.Chodzi mi o konkretne
                    odpowiedzi.A nie jakieś pokrętne wypowiedzi ekspertów
                    • renebenay Re matys 1980... 02.02.07, 19:37
                      Ja tak Ci cos poradze na chlopski rozum i mianowicie nareszcie przestan
                      zachowywac sie jak rozkapryszoe dziecko,przestan myslec tylko o sobie i o swoim
                      seksie bo Twoja partnerka przebrnela przez ciaze i napewno jej latwo nie bylo
                      nosic poprzez miesiace kilkanascie kg wiecej,sam porod tez byl wielka proba i
                      nowa rola,juz matki nie mowiac o zmianach chormonalnych czy tez o podswiadomych
                      obawach o dziecko.Na razie ona potrzeboje Twojej pomocy i otuchy aby ja upewnic
                      ze,jako matka wszystko robi dobrze,to jest ogromnie wazne bo oboje znalezliscie
                      w nowej sytuacji juz rodzicow i juz w tej nowej swerze musicie dalej tworzyc
                      wasz intymny ogrodek.Poprostu wroc glowa do czasu kiedy sie w niej
                      zakochales,napewno mowiles jej komplementy,ofiarowales kwiaty czy zaprosles ja
                      do kawiarni itd,itd,-to nie jest skomplikowane bo wystarczy abys wszystko robil
                      jak kiedys aby zona znowu poczula sie pozadana kobieta.
                    • matylda_n Re: Matyldo! 03.02.07, 08:19
                      Niestety nie mam nic pod ręką. Mnie ta tematyka interesowała kilka lat temu i
                      nie robiłam sobie bibliografi. Masz rację jedne teksty są lepsze, drugie
                      gorsze, trudno. Im wiecej przeczytasz tym masz szanse wiecej poznać i
                      zrozumieć. Zresztą nie ma czegos takiego jak wiedza w pigułce. Jesli szukasz
                      wskazówek pt "co zrobic aby zona chciała częściej seksić" to raczej nie
                      znajdziesz. Problem nie tkwi w samym seksie. Natomiast jesli chcesz się
                      dowiedzieć, zrozumieć, co dzieje sie teraz z waszym małżenstwie, jak zmieniły
                      sie wasze relacje, jakich błędow uniknąc, to do roboty :) Podpowiedziałam ci
                      juz wcześniej czego szukać. Pamietaj, że macie przebrnąć przez to razem, bo to
                      daje wam szansę na poznanie i zrozumienie sytuacji z dwóch przeciwnych
                      biegunów i szybsze dojście do wspólnego rozwiązania.
        • ccm76 Re: brak seksu 02.02.07, 23:28
          Nie przemęcza się?? Chyba chłopie nie masz pojęcia co to znaczy "urlop"
          wychowawczy z niemowlęciem!! 8 miesięcy? A więc pewnie urocza pociecha raczkuje
          i wszędzie gmera, pożera muchy z podłogi, trzeba mieć oczy dookoła głowy i takie
          tam drobiazgi: papki, pieluchy, spacery, pranie, sprzątanie, gotowanie obiadków,
          wstawanie w nocy do dziecka. Prawie jak wakacje na Seszelach, prawda?
          Prezentujesz powszechne wśród panów-mężów przekonanie, że żona "siedzi" w domu i
          ponieważ Ty w tym czasie zajmujesz sie karierą zawodową nie widzisz jak wiele
          musi zrobić. A może faktycznie jest ZMĘCZONA?
          Do tego, wierz mi, kieratu dodaj frustrację: że jej życie nie należy już do
          niej, że nie pracuje zawodowo i że może mniej jest warta, bo wybrała (czy na
          pewno wybrała?) powszechnie pogardzany los kury domowej.

          Dziecko to moim zdaniem największy sprawdzian dla jakości związku - źródło
          udręki i ekstazy (czasem z naciskiem na to pierwsze;)ale również ten moment, w
          którym musicie pogodzić się z przejściowym pogorszeniem waszych wzajemnych
          relacji - zmęczeniem i frustracją, gorszym wyglądem, seksem...

          Jeżeli Ty w tej całej sytuacji nie widzisz, że w życiu Twoim a przede wszystkim
          Twojej Żony nastąpiły zasadnicze zmiany (domagasz się seksu, jakby to była zupa
          pomidorowa) to chyba coś z Tobą nie tak. Zastanów się jaka jest Twoja miłość do
          żony, skoro kładziesz ją na jednej szali z jakąś dupą. Twoje wybujałe libido
          może doprowadzić do zniszczenia waszego, wierz mi, relatywnie bardzo udanego
          życia (i pożycia). Tyle opierduchy.

          A teraz biegiem załatw tę opiekunkę lub pomoc domową 2 razy w tygodniu do
          szorowania waszego gniazdka i POSTARAJ się trochę o jakość waszego pożycia.
          Życzę powodzenia.

          PS
          W moim związku małżeńskim szantaż i barter stały się normą w pożyciu seksualnym,
          a nasze bliżenia to raczej usługi erotyczne. Z czasem zaczynam się czuć jak to
          miejsce, w którym "załatwia się" potrzeby fizjologiczne :/ Wiesz co mam na
          myśli, więc.... nie zepsuj tego co masz.
          • matys1980 Re:ccm76 03.02.07, 12:14
            Dziękuje ci za swoją opinie.Ale nie mogę się z nią zgodzić do końca.Są pewne
            dni w których jest więcej roboty ale bez przesady.tym bardziej że jest babcia w
            domu i w każdej chwili praktycznie moja córeczka może iść do niej.
            Przed zajściem w ciążę planowaliśmy czy żona chce wrócić do pracy czy nie.Ona
            za nic nie chciała zostawiać dziecka które było dopiero w planach.Dlatego nie
            obwiniaj mnie że ja pracuje i robie karierę a ona musi zajmować się
            dzieckiem.Gdyby tylko chciała mogłaby wrócić do pracy.Miała podobną pensję do
            mojej więc nie byłoby problemu z wynajęciem opekunki lub po prostu córką
            mogłaby się zajmować babcia.A myśle też ze zajmowanie sięswoim dzieckiem to nie
            jest jakaś kara tylko czysta przyjemność.A gdy tylko wracam to wtedy ja się
            małą zajmuję a mama ma wolny czas.
            To nie jest tak że żona zasypia na telewizji bo jest zmęczona.Cały czas jest ok
            a nagle idzie spać.A ja idę za nią i jak kotek się przytulam(wiem ze to jak
            dzieciak ) no i czasem tzn raz na ttydzień w porywach uda mi się coś dostać od
            żonki.A gdybym w ogóle się nie przytulił no to STOP .
            Pozdrawiam wszystkich czytających
            • siegfriedswaelderin Re: 03.02.07, 15:48
              To wyglada na klasyczny schemat pt. "maz robi kariere, a zona robi za niewolnice".
              Bez obrazy, ale piszesz, ze wracasz ok. 17-18 i wtedy przejmujesz opieke nad
              dzieckiem. Ile to jest godzin? 2-3 zanim dziecie nie pojdzie spac? Twoja zona
              zajmuje sie corka znaaacznie dluzej. Byc moze dla Ciebie te pare godzin
              (wykapanie/przewiniecie/zabawa) to jest przyjemnosc. Dla niej kilkanascie godzin
              - niekoniecznie.
              Inna sprawa to jej podejscie do kwestii dziecka i pracy zawodowej.
              • teodoro Re: 03.02.07, 19:37
                A może raczej mąż robi za bankomat i popychadło, a żona realizuje się jako matka?
                Co mąż robi w pracy, odpoczywa? Czy zarabia na całe towarzystwo? I po pracy tez
                potrzebuje troche czasu żeby się zregenerować.
                Jasne że dziecko to test dla związku. Czy dziecko matce przesłoni po co
                właściwie są w małżeństwie razem czy nie. Bo większości pań po dziecku
                przechodzi ochota na seks, do tego rozum śpi i pobudka następuje gdy mąż zaczyna
                realizować potrzeby z innymi chętnymi.
                • biedronka232 Re: 03.02.07, 20:28
                  Rozumiem, ze regenerowanie sie po pracy wg Ciebie dotyczy TYLKO meza?
                  • ikcaj Re: 06.02.07, 01:56
                    porazajacy brak logiki w Twojej wypowiedzi ;) jesli opieka nad dzieckiem jest
                    tak meczaca jak latanie od 7 do 18 z wiatraczkiem w tylku, bez przerwy, zeby
                    nawet cokolwiek zjesc to w takim razie facet od rana do 18 zapiernicza w pracy,
                    a pozniej zapiernicza jeszcze z dzieckiem, a zona odpoczywa. Wiec takie
                    "blyskotliwe inaczej" uwagi sobie daruj.
                    • biedronka232 Re: 06.02.07, 23:42
                      Chyba masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Z postow powyzej wynika, ze po
                      pracy maz sie "regeneruje". A dzieckiem zajmuje sie pozniej. Juz widze to
                      "odpoczywanie" tej kobiety po powrocie jej meza z pracy, yhmmm... :>

                      ikcaj napisał:
                      > porazajacy brak logiki w Twojej wypowiedzi ;) jesli opieka nad dzieckiem jest
                      > tak meczaca jak latanie od 7 do 18 z wiatraczkiem w tylku, bez przerwy, zeby
                      > nawet cokolwiek zjesc to w takim razie facet od rana do 18 zapiernicza w pracy,
                      > a pozniej zapiernicza jeszcze z dzieckiem, a zona odpoczywa. Wiec takie
                      > "blyskotliwe inaczej" uwagi sobie daruj.
            • ccm76 Cornflakes family 04.02.07, 00:30
              Ej Matys coś mi to zbyt idealnie wygląda ;) Aż zaczynam się zastanawiać czy
              wasza rodzina rzeczywiście istnieje;) Przeanalizuj dobrze waszą sytuację i
              szczerze porozmawiaj z żoną. Jeżeli bez manipulacji i szantażu powiesz jej o
              swoich potrzebach może zyskasz chociaż tyle, że Twój problem "zaistnieje" i
              razem zaczniecie go rozwiązywać. Być może istnieje jakaś prozaiczna przyczyna
              waszych perturbacji łóżkowych (hormony, zimowe obniżenie nastroju)i po jakimś
              czasie Twój ciężki los się odwróci. (sorry za złośliwość:) A może żona chce Cię
              za coś ukarać, zademonstrować, że coś jest nie tak? Chyba musicie pogadać.
        • ma.pi Re: brak seksu 06.02.07, 17:32
          matys1980 napisał:

          > Droga Alex176 ja nigdy nie uciekałem od prac związanych z
          dzieckiem.Przyjeżdżam
          >
          > z pracy,jem obiad i resztę czasu poświęcam swojemu dziecku.A mi nie jest
          > potrzebna opiekunka.Moja żona jest na urlopie wychowawczym i ma czasem
          naprawdę
          >
          > sporo czasu.To ja najczęściej kąpie i usypiam dziecko.
          > A szczerze robię to wszystko bo ich kocham... Na 100% żona się w domu nie
          > przemęcza.

          To ja Ci chlopie proponuje wziac miesiac urlopu. Zone codziennie o 8 rano
          wywalac z domu z zakazem powrotu przed 17. A Ty w tym czasie zajmuj sie
          dzieckiem i rob to co zona na codzien robi, czyli pranie, sprzatanie,
          gotowanie, zakupy itd. A i jeszcze Ty bedziesz w nocy do dziecka wstawal.
          I po miesiacu pogadamy czy nie jestes przemeczony i czy masz jeszcze ochote na
          seks.
          Moge Ci zapewnic na 100%, ze po takim eksperymencie nigdy Ci do glowy juz nie
          przyjdzie powiedziec, ze zona to nie ma za duzo w domu do roboty i nie ma sie
          czym przemeczyc.

          Jak zona wroci o 17 a Ty bedziesz juz po snadaniu to Ci pogratuluje :o), ze
          zaradny jestes.

          Pozdr.
          • your_and Albo jest miłość albo jej nie ma 06.02.07, 20:42
            > To ja Ci chlopie proponuje wziac miesiac urlopu. Zone codziennie o 8 rano
            > wywalac z domu z zakazem powrotu przed 17. A Ty w tym czasie zajmuj sie
            > dzieckiem i rob to co zona na codzien robi, czyli pranie, sprzatanie, (...)
            > I po miesiacu pogadamy czy nie jestes przemeczony i czy masz jeszcze ochote na
            > seks.

            Argument równie częsty co nieprawdziwy.
            Czy matka trójki dzieci może nie mieć dla nich czasu ani przestać być dla nich
            kochana, całkiem przestać bawić sie z nimi bo urodziło się czwarte które zajmie
            całą jej uwagę?
            Każdy widzi w tym absurd. Tymczasem brak czasu i ochoty na miłość i jej
            wyrażanie seks bo jest dziecko to wytłumaczenie powszechne. A miłość zaniedbana
            obumiera. To nie samonapędzające się perpetum mobile.
            Albo jest miłość albo jej nie ma (np. inna większa miłość ją przesłania)
    • sagittka Re: brak seksu 03.02.07, 20:19
      Jakie powody przyszły mi od głowy w pierwszej chwili?
      - brak równowagi hormonalnej po porodzie, stąd spadek libido
      - obawa przed kolejną ciążą (stąd podwójne zabezpieczenie)
      - spadek libido spowodowany przez pigułki hormonalne

      Jeśli wasz seks jest długi, dobry jakościowo, to może żonie faktycznie wystarcza
      raz w tygodniu, zaspokaja to jej potrzeby seksualne. Zwłaszcza, że jesteście ze
      sobą 9 lat, minął okres zakochania, pojawiły się nowe obowiązki, po prostu
      zmieniło się wiele, a potrzeby seksualne również zmieniają się w związku.

      Tak sobie myślę, że może zaproponuj raz w tygodniu dodatkowy seks, coś w rodzaju
      szybkiego numerka, np. pod prysznicem lub fellatio. Żona nie będzie miała
      poczucia, że jak się zgodzi na seks, to zarwie pół nocy i będzie niewyspana. Nie
      wiem, tylko czy w waszym związku dopuszczacie oboje taką sytuację (dla mnie
      naturalną), że czasem seks zaspokaja tylko jedną stronę, druga chętnie jest w
      stanie coś zrobić w tym kierunku, skoro sama nie ma ochoty na więcej.
    • mihalf Re: brak seksu 05.02.07, 00:31
      Moze spróbuj ją uwodzić. Darmowy fragment jest na www.superwiedza@prv.pl do ściagniecia po zapisaniu. A jesli ci sie spodoba to mozesz kupić klikając na książke w dziale dla dorosłych. Hm myśle że książka jest wmiare dobra i podziała na kobiete wiedza kturą posiądziesz. Lub tez jest fajna książka arkana seksu. Zobacz opisy...
    • mihalf Re: brak seksu 05.02.07, 00:34
      A ogólnie rzecz biorąc to moze porozmaiwaj szczeże z żoną o tym czego ci brakuje w związku. I czy jest ona w stanie to zmienić...
      • teodoro Re: brak seksu 05.02.07, 14:26
        Uwodzenie, rozmowy czego brakuje w związku? Fantasta. Kobiecina z 8 miesiecznym
        dzieckiem ma zupełnie co innego na głowie i to nie są tematy które mogą ją
        zainteresować.
        • glamourous Re: brak seksu 05.02.07, 20:04
          teodoro napisał:

          > Uwodzenie, rozmowy czego brakuje w związku? Fantasta. Kobiecina z 8 miesiecznym
          >
          > dzieckiem ma zupełnie co innego na głowie i to nie są tematy które mogą ją
          > zainteresować.

          A myslisz ze ją interesuja juz wylacznie tematy zupek, kupek i zabkowania?
          Piszesz "kobiecina z dzieckiem" tak jakby to byla jakas zlamana zyciem i
          przytloczona ciezkim brzemieniem istota, ktorej calym swiatem sa juz tylko
          pieluchy. Tymczasem autor watku pisze wyraznie ze jego zona to radosna i
          cieszaca sie zyciem bardzo atrakcyjna laska.
          Nie wiem, skad ta klasyfikacja, ze jak juz mloda dziewczyna jest mama, to swiat
          sie dla niej skonczyl i juz na zaden temat nie da sie z nia porozmawiac, nawet
          wlasny maz nie ma prawa pogadac z nia na zaden inny temat niz ich wspolne
          dziecko ;-)

          Zapewniam Cie ze mloda i ladna kobieta, ktora jest matka wcale nie musi byc az
          tak monotematyczna i ma sile oraz ochote, zeby przynajmniej moc pogadac z mezem
          o ich (w koncu) zyciu, o ich ZWIAZKU.

          PS. Zeby nie bylo ze teoretyzuje - mam dwie blisko ze mna zwiazane siostry, z
          ktorych kazda ma po dwoje dzieci i troche znam mentalnosc oraz spektrum tematow
          do rozmowy mlodych, choc dzieciatych kobietek...;-)
        • sagittka Re: brak seksu 06.02.07, 12:31
          Oj, zdziwisz się, ale to właśnie "kobiecina z dzieckiem", odcięta od świata
          (pracy, towarzystwa dorosłych, zwłaszcza mężczyzn) potrzebuje tego uwodzenia jak
          powietrza. Uwodzenia, zainteresowania, głębszej rozmowy, podziwu i komplementów
          dotyczących wyglądu.

          Często to właśnie mężowie uważają, że jej nic poza dzieckiem nie interesuje,
          sami widzą w żonach tylko mamuśki biegające na przemian z butelką lub pieluchą.
          Zgadzam się, ze część kobiet nie robi nic w kierunku, żeby mąż dostrzegał w nich
          nadal kobietę, ale często one naprawdę nie mają czasu na to żeby zająć się sobą,
          poleżeć w maseczce, zrobić pedicure. Właśnie mężowie mają okazję się wykazać i
          starać się obudzić w "kobiecinie z dzieckiem" kobietę, kochankę. Dla własnej
          korzyści również.
    • prinxia Re: brak seksu 05.02.07, 20:35
      etam... przejdzie jej ..;-))
      • teodoro Re: brak seksu 06.02.07, 12:33
        Pewnie jej kiedyś przejdzie.
        Ale czy do tego czasu jemu czasem wcześniej aby nie przejdzie?
    • malgosia9941 Re: brak seksu 06.02.07, 11:27
      witaj

      znam Twój ból, ponieważ wiem co sie zdarzyło w moim małżeństwie trwającym juz
      7 lat , w którym to tez odrzucałam swojego męża, a teraz BARDZO tego żałuje.
      Mój mąż tez zaczął robić to co ty, powiedział mi nawet , "że to ja włożyłam mu
      dynami t do ręki" Teraz wiem że to byłą moja wina, bo tez bez powodu - sama nie
      wiem dlaczego - nie miałam ochoty na seks. Też mamy dziecko i wiem że po
      urodzeniu dziecka kobieta nie ma ochoty na nic i fizycznie źle sie czuje bp
      jeszcze nie zdążyłą sie pozbierać. u każdej trwa to różnie. Ale walcz o swoją
      żone bo tak łatwo jest zniszczyć związek dwijga ludzi, a tu przecież chodzi o
      miłość !!!
      U nas trzeba było wstrząsu nie lada, żebym zrozumiała swój błąd. rozmawiaj ze
      swoją żoną, mów jej że jest dla ciebie ważna, pokazuje jej to. Ale nie
      zdradzaj, macie przeciż dziecko, które na to nie zasługuje. idźcie do fachowca,
      jestem przekonana że pomoże.

      pozdrawiam
    • magda7710 Re: brak seksu 06.02.07, 14:45
      cześć

      Mam nadzieję, że nigdy nie zdradzisz swojej żony przeecież macie dziecko wiem
      zaraz powiesz alez to normalka ja przecież potrzebuje czegoś więcej...

      Nie mów i nie myśl o zdradzie zacznij od tego co robisz nie tak, że twoja żona
      tak się blokuje może zamiast tego sexu potrzebuje się do ciebie przytulić bez
      żadnego podtekstu seksualnego, czasami to jest dużo lepsze i fajniejsze bo sama
      jestem kobietą.

      Poczekaj wiem, że to trudne.

      Pozdrawiam
      Magda:-)
    • life_ever Re: brak seksu 07.02.07, 00:20
      Hmm, tutaj taka odpowiedź jeszcze nie padła, a coś mi przyszło do głowy.
      Może Twoja żona czuje się po porodzie po prostu mniej atrakcyjna? Czy przytyła?
      Mam koleżankę, bardzo ładną i inteligentną dziewczynę. Po porodzie długo nie
      mogła się pozbyć niewielkiego w sumie "nadbagażu". Sama się wpędziła w
      kompleksy, wmawiając sobie, że jest gruba i nieatrakcyjna, choć naprawdę wcale
      nie było z nią tak źle. Przestała z nami wychodzić na pogaduszki, choć miała z
      kim zostawić dziecko. Seksu ze swoim ślubnym unikała jak mogła a jak już od
      święta do czegoś dochodziło, to uprawiała go, uprzednio gasząc światło. On się
      zaczął dziwić, bo wcześniej nie miała z tym problemu. A najlepsze jest to, że
      jak się po paru miesiącach dowiedział od "umyślnego", dlaczego ona unika
      zbliżeń, to mu szczęka opadła do samej ziemi. Bo jemu akurat 5 czy 6
      dodatkowych kilogramów nie robiło żadnej różnicy.
      Generalnie dziś już jest O.K. koleżanka przestała fiksować a zaczęła ćwiczyć.
    • kalendarzowa_wiosna z autopsji 07.02.07, 00:53
      Po urodzeniu dziecka seks mógłby dla mnie nie istnieć. Trwało to jakieś dwa
      lata. Osobiście czasem czułam wręcz wstręt do zbliżeń fizycznych. Matys, nie
      chcę Cię przerażać, być może u Twojej żony to nie będzie trwało tak długo ale
      jeśli poczytasz wypowiedzi kobiet po urodzeniu dziecka to okaże się, że brak
      zainteresowania seksem trwa od kilku miesięcy nawet do 3 lat.

      Teraz meritum: jestem niezmiernie wdzięczna mężowi, że wykazał anielską
      cierpliwość w tym trudnym czasie. To nie znaczy, że zrezygnował z seksu
      wogóle :-) Zwyczajnie, często mój mąż nie przyjmował do wiadomości mojej
      odmowy. Nie myśl przypadkiem, że mnie gwałcił :-) On poprostu pieścił mnie tak
      długo, aż byłam gotowa do zbliżenia. Bywało, że pieszczoty trwały np. 2
      godziny. Na moje początkowe nie, zwykle mówił "cii... nic nie musisz robić"
      albo "pozwól mi się sobą nacieszyć" a później działał tak, że sama nabierałam
      ochoty a raczej byłam w stanie się kochać, bo mąż na wiele z mojej strony nie
      mógł liczyć. Z perspektywy czasu widzę, jak bardzo mogłam wydawać się egoistką
      pod tym względem ale wierz mi, to było silniejsze ode mnie.
      Może i Ty spróbuj w ten sposób?
      • avide Również z autopsji 07.02.07, 09:36
        Szybkie pytanie z 100 punktów:
        A czy te pieszczoty nie wywoływały u Ciebie senności ??
        Jeśli tak to jak z tym walczyłaś/ście.
        Wszystko pięknie. Można sie tak długo pieścić ale jak w wyniku tychże pieszczot,
        twoja kochanka niedoszła zasypia snem niemowlęcia co wtedy ??????????
        Na niektóre kobiety męskie pieszczoty działają jak najlepsza tabletka nasenna.
        Kochają swoich facetów no i ich dotyk jest dla nich tak anielsko błogi że
        usypiają rozanielone nie wiadomo kiedy.
        I co w takim przypadku ???? Co zrobić by dotyk, pieszczota wywoływała
        podniecenie a nie usypiająca błogość???
        Avide
        PS. również z autopsji :)))))))))
        • kalendarzowa_wiosna Re: Również z autopsji 08.02.07, 13:10
          Wiesz, a owszem zdarzyło mi się zasnąć :-) ale to były incydentalne przypadki,
          raz, może dwa. Pewnie zdarzyły się gdy byłam totalnie padnięta a on jeszcze
          dobrze nie zaczął działać. Pieszczoty mojego męza raczej mnie rozbudzają
          (czasem ze snu :-), on jest z gatunku tych co skupiają się na najbardziej
          konkretnych strefach erogennych: piersi, łono, pośladki.
          Może gdyby drapał mnie po karku u nasady włosów albo po plecach odpłynęłabym
          szybciutko... Nie ma siły, żebym zasnęła czując lekkie przyszczypywanie
          brodawek moich piersi :-)
Pełna wersja