No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestrodze

01.02.07, 12:15
Opisywalam moj problem wielokrotnie tu na forum. W skrocie : za malo seksu.
Tzn relatywnie mam go sporo, bo tak srednio co drugi dzien. Ale temperament
mialam wiekszy niz maz i ciezko bylo mi naklonic go do seksu w innym czasie
niz gdy to JEMU sie chcialo. Czulam sie jak kobieta z haremu. Ma byc piekna,
zawsze wypindzona i gotowa, i czekajaca kiedy jasnie panu laskawie sie
zachce. A jezeli ja mialam ochote na seks, tak sama z siebie, to zeby w
sciane i siedziec cicho, bron Boze go nie napastowac, nie wywierac presji, bo
jego to BLOKUJE.

Ale najbardziej denerwowalo mnie stopniowe zanikanie pozadania u mojego meza.
Ze przestawaly na niego dzialac moje wdzieki i zakusy. Chcialam odzyskac jego
dawne, bezinteresowne pozadanie, chcialam zeby znowu miedzy nami iskrzylo.

No i po wielu przemysleniach wlasnych, po wielu strategicznych probach, wielu
rozmowach, wielu wyczytanych tu na forum radach odkrylam, wydawaloby sie
cudowna recepte na pobudzenie jego libido. Polegalo to na tym, zeby przestac
go kusic, przestac dawac sygnaly, grac kobiete niedostepna.
Ja, z natury kokietka, taka troche femme fatale przestalam go kompletnie
prowokowac. W kat poszly wszelkie formy seksualnego wabienia (bielizniane,
werbalne, extrawerbalne ;-) Nastaly czasy mojej kompletnej neutralnosci,
bawelnianych komplecikow i skarpetek do lozka. Gralam niedostepna, i
doigralam sie.

Wprawdzie na libido mojego meza takie moje zachowanie bardzo zadzialalo, i to
dlugofalowo, wiec bingo. Recepta okazala sie na tyle skuteczna, ze faktycznie
teraz malzonek o wieeeele czesciej chce seksu (kiedy trafilam na to forum
ponad rok temu, nasza czestotliwosc wynosila raz na 3 czy 4 dni i to z mojej
glownie inicjatywy. Teraz kochamy sie co drugi dzien, czasami codziennie i
wylacznie on zaczyna). Czyli jest OGROMNA poprawa. Wlasnie o to mi chodzilo,
zeby to ON mnie pragnal, zeby inicjowal. I tak jest. Mam co chcialam, tyle ze
sama przestalam miec ochote na seks. Zostalam pobita swoja wlasna bronia, bo
teraz zrozumialam ze prowokowanie i zmyslowosc bylo czescia mojej natury, w
ten sposob sama nakrecalam moje wlasne libido. Teraz, od kiedy zaczelam
wmawiac sobie mezowi ze seks juz mnie tak nie kreci jak dawnie, ze nie
potrzebuje go tak czesto, wylaczylam sobie chyba cos w podswiadomosci, albo
raczej sama uwierzylam w ta moja mala mistyfikacje - i koniec. To wygasalo we
mnie stopniowo do roku, ale od miesiaca czuje sie po prostu jak kobieta
oziebla, taka kompletnie off. Zero ochoty.
I coz z tego ze maz dobiera sie do mnie codziennie lub co drugi dzien z
wielkim apetytem? Mnie to srednio kreci, do seksu wlasciwie sie zmuszam.
Motylki w brzuchu gdzies sie ulotnily. Staram sie ze wszystkich sil zeby sie
nakrecic, kiedy on mnie piesci, ale nic z tego.
Odzyskane pozadanie meza juz nie cieszy. Kiedys bylabym tym zachwycona, teraz
mi to wrecz przeszkadza. Kiedy w ciagu dnia pomysle o wieczornym seksie, nie
czuje entuzjazmu, choc kiedys na taka mysl dostawalam mrowienia w
podbrzuszu ;-(

Powiedzialam mu ostatnio w klotni ze zabil we mnie goraca kobiete. Stwierdzil
ze to sama jestem sobie winna, bo sama sie negatywnie nakrecam, a on jest OK.

Nasz zwiazek nie jest tym zagrozony, bo nie robie z tego problemu
egzystencjalnego. Nie jestem histeryczka skupiona na wlasnych wymaiginowanych
problemach i sprowadzajaca je do rangi tragedii. Ale zastanawiam sie czy moje
z kolei libido mozna teraz jakos przywrocic? Moze juz zawsze bedziemy jak
zuraw i czapla, czyli jak on chce to ja nie chce i odwrotnie? Albo on mnie
pragnie, a ja jego nie, albo odwrotnie (co ostatnio jest rzadkoscia) .
Weszlismy w jakies bledne kolo. Ostatnio taki fajny seksik, kiedy oboje
bylismy bardzo podnieceni zdarzyl nam sie ze 3 miesiace temu.

Nie da sie tego jakos pogodzic, wypracowac jakas rownowage?
Co robic?
    • glamourous Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 01.02.07, 12:29
      Moj post byl ciut przydlugi i mam wrazenie ze moje pytanie troche sie rozmylo.
      Postawie je wiec klarownie i konkretnie :
      Najwyrazniej oboje lubimy zdobywac, pewna niedostepnosc partnera stymuluje
      zarowno jego jak i moje libido. Kiedy on wyczuwa ze ja mam ochote, wtedy sam
      nie jest zainteresowany. I na odwrot. Nie da sie inaczej. Tylko jak to pogodzic
      w zwiazku?
      Poradzcie, bracia i siostry ;-)
      • radi_7 Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 01.02.07, 13:20
        To może spróbujcie dość typowej metody, jeśli sytuacja jest taka jak opisujesz
        to może coś z tego wyjść. A konkretnie zróbcie sobie przerwę z seksem na
        przykład na dwa tygodnie (trzeba to tak dopasować żeby przerwa była stymulująca
        ale nie zniechęcająca). W tym okresie dozwolone, a nawet wskazane, są
        pieszczoty, przytulanki i tym podobne ale nie jest dozwolony seks prowadzący do
        zaspokojenia. Mam nadzieję że po tym czasie oboje będziecie pragnęli tego seksu
        w takim samym stopniu a fakt że oboje na niego czekacie, i że jesteście po tej
        samej stronie barykady uświadomi Wam doświadczalnie że nie stanowicie dla
        siebie zagrożenia a cel. A ten czas abstynencji jest po to żeby natura pokonała
        uprzedzenia w Was tkwiące. No.. to taki luźny pomysł. :-)) Oczywiście to ma
        sens jeśli świadomie, oboje będziecie chcieli tego spróbować. Robienie
        czegokolwiek na siłę w tej dziedzinie nic nie da.
        Swoją drogą to u siebie zauwazyłem coś podobnego jak opisujesz, gdy
        zaakceptowałem że żona ma inny temperament niż ja to jakoś tak się zablokowałem
        że było mi trudniej zdecydować się na seks niż wtedy gdy próbowałem z nią o ten
        seks walczyć. Tak jakby wewnątrz działały jakieś mechanizmy hamujące niezależne
        od mojej woli.
      • tamaryszek4 Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 01.02.07, 13:22
        Moja droga kolezanko,serdeczne dzięki za rady w moim wątku,ale widzisz teraz
        jak działają nasze sposoby.Owszem działają ale na jakiś czas,potem traca swoją
        moc i szukamy następnych.Tak będzie chyba bez końca.Brak pomysłów ten koniec
        przyspieszy,my będziemy jeszcze młodzi i co dalej?Nowy partner?
        Przykra to sprawa ze nie mozecie się zgrać,czy jak to nazwać?,ale gorszym
        problemem jest chyba to,że tracisz w ogóle ochotę na seks,a może to tylko
        zmęczenie tymi mijankami?Oby.Co moja droga mogę ci poradzić?czasem sama jestem
        zmeczona wymyslając zagrywki,tyle ze ochoty na seks nie tracę i z tego się
        cieszę.Może teraz spróbowac trzeba jakiegoś podstępu,nie zdradzaj, że masz
        ochotę swoim zachowaniem czy ubiorem,włóż naprzykład swoje majteczki do jego
        pufy,niech je znajdzie szukając skarpet,zawsze mozesz powiedziec że przypadkiem
        się zawieruszyły.Moze jakiś sprośny liscik zapakuj z kanapkami do pracy,albo
        wsadz w kiszonke jego ubrania.I nie myśl o tym że tracisz ochotę na seks , to
        jest krecenie bata na siebie,na pewno masz ochotę,tylko troszkę inny niz do tej
        pory.
        Serdecznie pozdrawiam i szczerze życzę powodzenia.
        • kawitator Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 01.02.07, 14:30
          A czegoś się spodziewałą
          Że będzie jak w bajkach ... A potem żyli dłuo i szczęśliwie
          Nie ma stałych stanów w fizyce a co dopiero w tak labilnych dziedzinach jak ludzkie potrzeby czy uczucia Codziennie jest nowy dzień i codziennie budzimy sie troszkę inni. Jak stwierdziłaś na własnym przykładzie zwiększenie dla wygłodzonego partnera co to chciałby i mógłby co najmniej 3 razy dziennie częstotliwości bzykania z raz na tydzień na 1,2 raza na tydzień może go zmienić z wygłodniałego na przesyconego Co więcej ponieważ nasze chęci i możliwości tez nie są stałe lecz falują ze spora amplitudą to tez zmiany wygłodzony -przesycony moga odbywac się dosyc niespodziewanie bez zmian w częstotliwości i jakości bzykania
          Stan w którym obje strony maja w sam raz jest stanem chwilowym i wyjątkowym Nie należy rozpaczać, że się skończył i teraz to mam znowu za dużo/za mało ale cieszyć się ze był i starć sie aby kiedyś wrócił choć na czas jakiś
          prof. Tatarkiewicz w swoich esejach o szczęściu ( myślę ze pomimo wieku w którym to pisał bzykanie też brał pod uwagę ) przedstawiał pogląd ze nie ma szczęścia jako stanu Są szczęśliwe chwile które zbieramy kolekcjonujemy. Człowiek szczęśliwy to taki który troszkę tych chwil szczęśliwych w życiu przeżył.
          Cuś mi się wydaje ze histeryzujesz. Nie można całe zycie być na wysokim C Moje mniemanie o twej sprawności intelektualnej ( seks się dzieje w głowie ) pozwala przypuszczać, że juz niedługo wpadniesz w stan szczęśliwej chwili a wyjdziesz niego jako przesycona lub wygłodzona z chwil następnych kilka . ;-PPP
          • avide Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 02.02.07, 13:15
            Mądrze i ciekawie napisane Kawi.
            Daje duuużo do myślenia, jeśli ktoś to lubi.
            Pozdrawiam
    • loppe Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 01.02.07, 20:12
      wyciszyć zmysły na miesiąc (klasztor-celibat) a potem, po zapomnieniu ostatnich
      wykoncypowanych zagrań i doświadczeń, wrócic do natury
      • glamourous Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 02.02.07, 22:14
        Idealnie byloby gdybym wyjechala gdzies na tydzien, tak po prostu po to, zebysmy
        mogli na chwile sie rozstac, odetchnac, zatesknic za soba i zresetowac cala
        sytuacje...
        Ale nie da rady - praca...;-/
        • loppe Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 03.02.07, 13:46
          świetne określenie - zresetować sytuację

    • ajliwia Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 02.02.07, 12:47
      Powiedz mi proszę Cię, jak się zabezpieczacie? Nie mam pojęcia na jaką metodę
      się zdecydować...
      • glamourous Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 02.02.07, 16:09
        Pigulki, daja mi totalny komfort psychiczny. jestesmy dopiero kilka miesiecy
        jestesmy po slubie, dzieci jeszcze nie mamy.
    • dadaczka Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 03.02.07, 09:19
      heh, ale Ci dobrze. Musze sprobowac zastosowac tę metodę ;-)
    • juzniemoze Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 03.02.07, 15:52
      Jestem facetem wiec to co napisze jest oparte na moich przypuszczeniach, bo
      jezeli cos wiem cos o fizjologii i anatomii kobiety to nie mam zielonego pojecia
      o tym jak naprawde kobieta czuje. Moge sie najwyzej domyslac. Moze jestes
      znudzona monotonnym seksem a nie seksem jako takim? Masz chyba 2 wyjscia, albo
      mezowi zmienisz repertuar i zmusisz go aby w czasie zblizenia z toba wykonywal
      wiekszy wysilek fizyczny albo zapisz go na basen czy sale gmnastyczna zeby po
      prostu wyszalal sie zanim przyjdzie wieczor. Wtedy czestotliwosc "podejsc"
      spadnie na pewno. Rozstania i powroty to jest fajne rozwiazanie ale na krotka
      mete, pozniej sytuacja wraca do normy poniewaz nie jest likwidowana przyczyna i
      te same problemy pojawia sie po czasie. Nie wiem jak dlugo trwa miedzy wami
      zblizenie ale pewnie krotko. Mysle, ze jezli doprowadzisz do tego aby zblizenie
      trwalo 3-4 godziny to on bedzie wypompowany, ty bedziesz sie czula jakby
      przejechal po tobie pociag i obopolnie wzrosnie poziom zadowolenia ze
      wspolzycia. Zareczam, ze wtedy czestotliwosc spadnie. Nie da rady inaczej. Moze
      sa mezczyzni -monstra, ktorzy moga caly czas ale ja sadze ze to bzdura,
      wymyslona przez zakomleksialych facetow, ktorzy uzupelniaja swoje niedomagania
      opwiesciami bez pokrycia. Ptaszek nawet “okaleczony” tez ma okreslona tolerancje
      na tarcie i dyskomfortu nie da sie przezwyciezyc.
    • juzniemoze do glamourous 03.02.07, 19:52
      No to jak to jest rybka? 27 stycznia w innym temacie napisalas, ze jednago dnia
      robisz to z mezem a drugiego z wibratorem jak maz wychodzi do pracy i tak na
      zmiane?....
      • glamourous Re: do glamourous 03.02.07, 22:53
        Jest tak, ze ogolnie mam fizyczna ochote na seks, ktora nachodzi mnie czesto w
        ciagu dnia np. siedze w pracy za biurkiem, i nagle nachodzi mnie ochota... musze
        sie niezle powstrzymywac, zeby nie wyjsc do toalety i...
        Potem niestety wracam do domu i ochoty juz zero. Nie wiem dlaczego. Kiedys tak
        nie bylo.
        Ogolnie sprawa rozbija sie o to, ze ja ochote mam i to dosc czesto ot tak sobie,
        ale jakos przeszla mi ochota na meza... To chyba efekt uboczny tej batalii o
        seks, ktora z nim stoczylam. Motylki odlecialy ;-/
        • juzniemoze Re: do glamourous 03.02.07, 23:31
          No to nie masz innego wyjscia tylko zaczac od poczatku. Czyli spowodowac aby
          czestotliwosc wspolzycia spadla. I pozniej przejsc na wyzszy poziom
          wtajemniczenia w seksie. Praktycznie kazdy zdrowy mezczyzna jest zdolny do
          kilkugodzinnych maratonow ze stala partnerka, ale musi sie tego nauczyc. Ale
          jezeli nie jest mutantem to nie jest w stanie tego robic czesciej niz 2-3 razy w
          tygodniu. Jezeli ty miewasz/mialas ochote na wspolzycie codziennie to moze
          oznaczac, ze do tej pory to mogly byc "zbyt szybkie numerki". Kiedy wraca
          fascynacja w byciu razem to zaczynacie odkrywac, ze to co przezywacie jest czyms
          zanacznie wiecej niz rozkosz jaka mieliscie przedtem. Jezeli to jest twoj maz,
          czyli osoba, na ktora jestes praktycznie skazana to dlaczego po prostu nie
          pogadasz szczerze z nim o twoich problemach teraz i problemami z nim przedtem.
          Chcecie w zasadzie tego samego a mijacie sie ciagle jak pociagi, ktore jada w
          odwrotnym kierunku. Kompromisem byloby w waszym przypadku znalezienie na powrot
          przyjemnosci w byciu razem i stale dazenie do urozmaicenia wspolzycia a nie
          kazdorazowa "konsumpcja" tego co podane. Seks roznie wyglada, moze to byc
          "wsadzil-wyjal" i pretensje do niej ze znowu nie chciala sie skupic ale tez moze
          byc tak ze w ciagu 2-3 godzin ona bedzie miala tyle orgazmow, ze nie bedzie w
          stanie tego policzyc a on bedzie dumny, ze calkowicie panuje nad swoja partnerka
          i moze zrobic z nia wszystko co chce
    • tuniatunia Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 06.02.07, 04:34
      O rany. Ja wlasnie robie to, co zrobilas Ty doprowadzajac w koncu do opisanego
      efektu.

      Ja - przetemperament, az - niekoniecznie... Zycie seksualne jakosciowo bardzo
      udane (pewnie stad tez ciagle chcę więcej - apetyt rosnie w miare jedzenia...),
      ale z czestotliwoscia - dramat. I tez w 99% wszystko dzieje sie z mojej
      inicjatywy. A w 4 na 5 przypadkow jestem odsylana z kwitkiem, co - przykro mowic
      - sprawia ze czuje sie wlasciwie jak szmata, ciagle zabiegajaca, ciagle gotowa,
      ktorej nawet popiescic nie trzeba zeby do czego doszlo. Bo wlasnie - zaczelam
      nawet rezygnowac z siebie byle tylko doszlo do zblizenia - tzn. nie wymagam juz
      gry wstepnej nawet.... ech...

      No i ostatnio powiedzialam sobie: dosc. Juz tak nie moge bo potrzeby
      fizjologiczne potrzebami fizjlogicznymi, ale przeciez ja trace powoli szacunek
      do siebie!

      No i przestalam sie interesowac seksem w ogole (tzn. - takie sprawiam wrazenie).
      Na razie to dopiero 2 tygodnie. Ale jednoczesnie - efektu brak ze strony
      meza.... Zobaczymy co bedzie dalej...

      I choc zdaje sobie sprawe, ze Twoj problem (z utrata ochoty) mze byc bardzo
      przykry, to jednoczesnie.... - tyle razy po tym, jak znowu mnie odrzucil wrecz
      modlilam sie, zeby juz nic nie czuc. I zeby sie wreszcie przestac tak meczyc....

      Tunia
      • glamourous Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 06.02.07, 12:25
        U mnie podzialalo juz po kilku dniach. Zaniepokoil sie moja biernoscia, brakiem
        mojego lubieznego spojrzenia i nagle okazalo sie ze i fajna bielizna nie mu
        wcale potrzebna zeby sie podniecic...;-)Znow sie zrobil wrazliwy na moja nagosc
        rano pod szlafrokiem, znow ma erekcje kiedy sie do mnie przytula, znow sie
        podnieca od niewinnego pocalunku, znow wklada mi do tylu reke pod spodniczke
        kiedy stoje przy kuchni ;-)
        Mmm, uwielbiam to, uwielbiam czuc pozadanie mojego faceta. Ale choc czasami mam
        ochote na ciag dalszy, nauczylam sie juz odsuwac jego reke i mowic "skarbie nie
        teraz, jestem zajeta/zmeczona" ;-))

        Seks ze mna juz nie jest dla niego taki OCZYWISTY, a ja nie jestem ciagle taka
        do znudzenia gotowa...
        ...bo ich wlasnie ta oczywistosc i wieczna gotowosc chyba nudzi i sprawia ze
        traca zainteresowanie zbyt latwa zdobycza...

        No coz, ma racje stary dobry Starowicz ;-) ze istnieje jednak ogromny odsetek
        mezczyzn, ktorzy musza czuc ze maja seksualna "nadwyzke" nad partnerka. Bo
        facet powinien byc plemnikiem a kobieta komorka jajowa - taki jest nasz
        wewnetrzyny biologiczny nakaz i naturalny porzadek rzeczy ;-)

        W mysl tej teorii (z ktora sie zreszta calkowicie zgadzam a propos stalych
        zwiazkow), wiekszosc facetow, zeby utrzymac zainetesowanie STALA partnerka musi
        miec iluzje gonienia uciekajacego i troche czasami pasywnego kroliczka. A
        wszelka presja i przejmowanie NA DLUZSZA METE meskiej, zabiegajacej o seks roli
        przez kobiete, podswiadomie odbieraja jako odebranie im meskosci i w efekcie
        zaczynaja zachowywac sie... jak pasywna komorka jajowa a nie jak
        przedsiebiorczy plemnik ;-)

        Nie twierdze tu bynajmniej, ze instrukcja obslugi wszystkich facetow jest taka
        sama, aczkolwiek analiza moich wszystkich stalych zwiazkow plus lektura tego
        forum uswiadomily mi ze ten schemat ma miejsce w co najmniej 90 procentach
        niedopasowanych temperamentem zwiazkow.
        • tuniatunia Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 06.02.07, 18:20
          Wiesz co - to znaczy ze est jeszcze nadzieja, tylko ze moze u mnie to po prostu
          musi potrwac troche dluzej niz pare dni.

          Nie ukrywam, ze sie rozmarzylam jak czytalam o tym, jak Twoj maz znowu wokol
          Ciebie skacze i jak na Ciebie reaguje. U nas przeciez tez tak kiedys bylo i
          chyba za niczym tak nie tesknie jak wlasnie za tym jego niepohamowanym
          zainteresowaniem, ba - pozadaniem i namietnoscia. Bo mam dosc wieczorem, po
          filmnie w lozku po bozemu. No - ewentualnie w przerwie n reklame. Chce znow zeby
          sie na mnie rzucil gdy tylko wroce do domu i zdarl ze mnieubranie!....

          Bede alczyc. Z soba zasadniczo, nie z nim. Bo z nim to ju odbylam mnostwo rozmow
          na ten temat (w roznej konwencji - pocieszycielki, tlumaczenia, agresor
          itd....). Teraz bede walczyc z wlasnym popedem i z cwiczeniem sie w tej nowej
          roli, o ktorej pisalas - KOBIETY NIEDOSTEPNEJ I NIEZAINTERESOWANEJ.

          Trzymaj kciuki. Ide gdzie Ty juz jestes.

          Pozdrawiam

          Tunia
          • glamourous Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 06.02.07, 20:35
            tuniatunia napisała:

            Teraz bede walczyc z wlasnym popedem i z cwiczeniem sie w tej nowej
            > roli, o ktorej pisalas - KOBIETY NIEDOSTEPNEJ I NIEZAINTERESOWANEJ.
            >
            > Trzymaj kciuki. Ide gdzie Ty juz jestes.
            >
            > Pozdrawiam
            >
            > Tunia


            Tylko ze widzisz, ja sie tak wczulam w swoja role kobiety niekoniecznie
            dostepnej, ktorej seks w zasadzie zwisa ;-)))) (rety, co za gra slowek ;-DDD)

            Tak sie zapedzilam w tym moim "kochanie nie mam dzis nastroju" ze az sama w to
            uwierzylam ;-)))
            To wlasnie jedna z pulapek takiego oscarowego aktorstwa ;-).
            Musisz sama ocenic czy chcesz podjac takie ryzyko, bo potem moze sie okazac ze
            maz - jak dawniej - napalony i gotowy, ale tobie gdzies motylki uciekly... Tak
            jak mnie ostatnio ;-/

            Wszystko zalezy od tego, co jest dla Ciebie priorytetem... Czy to zeby maz znow
            Cie pragnal i zeby znow budzil Cie napalony w srodku nocy ;-)? czy sam seks jako
            taki?

            Ja sie zorientowalam ze wlasciwie bardziej zalezy mi na byciu kobieta pozadana,
            niz pozadajaca i niespelniona. I w sumie teraz jest OK, tym bardziej ze nasz
            zwiazek ma tysiac innych plaszczyzn porozumienia. Seks jest tylko tak jak sol w
            potrawie, kiedys mi jej brakowalo, ale potrawa byla mimo to zjadliwa. Teraz mam
            tej soli duzo wiecej, ale hmmm, apetyt mi troszke przeszedl ;-)

            Pozdrawiam Cie serdecznie tuniatunia, i oczywiscie z calej sily trzymam kciuki!
            Jakby co, pisz na priva (jestem b. ciekawa jaki bedzie rezultat dzialan
            strategicznych ;-)
            Buziaczki
            Glam
            • your_and Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 06.02.07, 20:44
              glamourous napisała:
              > Tak sie zapedzilam w tym moim "kochanie nie mam dzis nastroju" ze az sama w to
              > uwierzylam ;-)))
              > To wlasnie jedna z pulapek takiego oscarowego aktorstwa ;-).

              Inaczej efekt samosprawdzającej się przepowiedni.
              • koala1981 Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 06.02.07, 22:13
                Znowu czytam Wasze posty, dziewczyny i wyć mi się chce... :/ Przerabiałam już
                "kochanie, nie teraz/ jestem zmęczona/ nie mam dziś ochoty". U mnie efekt
                zdecydowanie inny, bo zainteresowania doczekałam się po 3 tygodniach - i
                zdziwienie było - "chora jesteś, że nie chcesz?" Chrzanię taką częstotliwość,
                więc staram się metody nie wykorzystywać. Ale najgorsze jest to, że on mi
                WYPOMNIAŁ w jednej z rozmów na temat, że przecież ja też kiedyś nie chciałam :/.
                Jak zwykle to ze mną coś nie tak... Buuuuuuuuuuu... A to jeszcze nie mąż.
                Ja tylko chcę, żeby ktoś mnie pożądał!
                • avide Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 07.02.07, 18:09
                  Alez koala1981 tutaj prawie wszyscy chcą być "TYLKO" pożądani ;)))
                  takie forum. :))
                  • koala1981 Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 08.02.07, 14:31
                    Avide, wiem... :( Jak się nas poczyta, łatwo dojść do wniosku, że chcieć
                    pożądania to bardzo wiele. Krótka historyjka - leżymy w łóżku, oglądamy powtórki
                    meczy późnym wieczorem - głaszczę go, w końcu wkładam rękę w spodenki, o dziwo -
                    nie protestuje! No to nurkuję pod kołdrę :) Bawię się :) Leży jak kłoda. A niech
                    tam! chociaż nie przeszkadza. W trakcie podskakuje: "zapomniałem sprawdzić
                    maila!". Nie poddaję się, skończył(am). Mówi: "to co? wskakujesz?" Jak to
                    słyszę, wszystko mi opada... Ale próbuję się droczyć i robię dobrą minę do złej
                    gry. "nie, to nie" - słyszę na to "proponowałem".
                    O, ja głupia!, pierwsza zasada: NIGDY nie odmawiać, nawet żartem :/
                    • tuniatunia Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 10.02.07, 08:13
                      To przedziwne wrazenie, bo wydaje sie jakby ktos tu pisal o mnie. Z drugiej
                      strony to smutne, ze ludzkie zachowania sa takie... szablonowe, przewidywalne i
                      powtarzalne.

                      Tez jak mi sie kiedys het het zdarzylo mezowi odmowic (zapewne bylam chora albo
                      co innego mi dolegalo, bo zasadniczo nie cierpie na brak checi, nawet jak jestem
                      zmeczona) to nastepne uczynil z tej mojej odmowy argument na usprawiedliwianie
                      swoch. Umknal mu tylko brak proporcji w "naszych" odmowach...

                      Co do efektow mojej "kampanii": doczeklam sie ich 11 dnia, przy czym bylam dalej
                      twarda. Po dwuch tyg. jakos tak zeszlo w rozmowie na to, ja stwierdzilam, ze
                      jakos nie mam ochoty po prostu, a on na to - "Jak to? Myslalem ze masz okre i
                      dlatego nie chcesz!". W glowie mu sie nie miescilo, ze moge po prostu nie miec
                      ochoty! No i zaczal byc baaaardzo mily i przylepliwy, itd, itp.... Faaaajnie
                      bylo i jak nie trudno sie domyslic - zlamalam sie. To bylo cos. Niestety w tym
                      miejscu dobre wiadomosci sie koncza. Nazajutrz i dwa dni pozniej i trzy dni
                      pozniej - z jego strony ten sam, co zawsze - lód. Nawet jak w ktoryms momencie
                      do niego podeszlam i chcialam go pocalowac (platonicznie ze tak powiem) to on
                      natychmiast powiedzial, ze mam sobie wybic z glowy sex w dniu dzisiejszym. Ech....

                      Tunia
                      • life_ever Re: No i odechcialo mi sie seksu...;-/ Ku przestr 10.02.07, 09:01
                        Tuniatunia, Twoja wypowiedź idealnie potwierdza to, co napisała Glamorous w
                        którymś z poprzednich wątków: że chętna żona, której się zawsze chce, działa na
                        mężczyznę (O.K. na niektórych mężczyzn) jakoś tak odpychająco.
                        Idąc dalej: kiedyś to mężczyzna był głównym żywicielem rodziny, on zarabiał, od
                        niego zależał byt żony, dzieci. Teraz te role się zacierają, kobiety też
                        pracują, realizują się zawodowo. Ba! Nierzadko zarabiają więcej od swych
                        partnerów. Jesteśmy niezależne, wymagające i świadome swoich potrzeb.
                        Przypomina mi się taki motyw z "Przeminęło z wiatrem", gdy Scarlett O'Hara po
                        wojnie Północy z Południem zaczęła prowadzić sklep i tartaki. Świetnie sobie
                        radziła, lepiej, niż niektórzy mężczyźni. I została za to znienawidzona w
                        wyższych sferach. Nie rozumiała, dlaczego, skoro inne panie też pracowały:
                        haftowały i sprzedawały swoje "dzieła", piekły ciasteczka itp. Pamiętam, jak
                        Rett jej wtedy tłumaczył, że tamte panie zajmowały się typowo kobiecymi
                        zajęciami, ale jawnie demonstrowały, że nie sprawia im to przyjemności, że
                        pracują z konieczności. Nie osiągały sukcesów. Więc nie były żadnymi
                        konkurentkami dla mężczyzn, którzy mogli nadal czuć się ogierami i myśleć
                        sobie: och te biedne istoty, starają się, ale im nie wychodzi. Co innego
                        Scarlett. Jej nie tylko wychodziło, ale jeszcze była z tego dumna.
                        I z tej wielkiej gromady mężczyzn jedynie Rett potrafił to zrozumieć. Ba!
                        Więcej, właśnie dlatego Scarlett go pociągała.
                        To fikcja literacka i w dodatku historia miała miejsce lata temu. Ale nie mogę
                        się oprzeć wrażeniu, że można ją odnieść do dzisiejszych czasów. Po prostu, nie
                        każdy mężczyzna jest Rettem. :(
                        Ależ sobie pofolgowałam w sobotni poranek. :D

    • justa_justa3 glamourous-tabletki i zmiana miejsc 09.02.07, 14:01
      Wiesz co, bo ja np po tabletkach odczuwałam dokładnie to samo co ty,
      miewałam ochotę chwilami, w pracy itp a w domu odechciewało sie wszystkiego.
      Jak odstawaiłam tabletki poczułam, że żyję, o wiele większy temperamet się
      pojawił i o niebo lepsze odczuwanie przyjemności ze zbliżeń.
      No i ochotę nabiera się wiekszą przy zmianie miejsc, w których dochodzi do
      zbliżeń. Każde nowe miejsce-jeżeli tylko sa warunki-należy "wykorzystać" na
      zbliżenia. Bo czasem tak jest, zwłaszcza w wieliletnim związku, że zawsze w
      domu, zawsze w łóżku oznacza rutynę i te motylki gdzieś odlatuja nawet z tego
      miejsca, może trzeba wyjść z domu i poszukać ich gdzie sobie odleciały.
      • koala1981 Re: glamourous-tabletki i zmiana miejsc 09.02.07, 14:21
        Gdyby nie tabletki, gwałciłabym każdego faceta, który spojrzy na mnie dłużej niż
        przez chwilę... Zgadzam się, trochę przytępiają libido - najlepszy przykład, że
        gdy robi się siedmiodniową przerwę, pod koniec zdarzają się niekontrolowane
        orgazmy na ulicy :) Jak wczoraj :D
        • avide Re: glamourous-tabletki i zmiana miejsc 09.02.07, 15:02
          Niekontrolowany orgazm na ulicy, bez zbytnich podniet....
          Kurzcze ale tyś szczęśliwa kobieta jest. Wiele kobiet by dało aby miec choc w
          połowie jak Ty.
          Zmień szybciutko faceta a będziesz w obłokach bujała ;))))).
          Ech... pozazdrościć.
          Pozdrawiam.
          Avide
          • koala1981 Re: glamourous-tabletki i zmiana miejsc 09.02.07, 17:26
            Hmmm... Obawiam się, że to kwestia rozbuchanej wyobraźni - jak w domu nikt nie
            zaspokaja Twoich popędów, wyobrażasz sobie, co mógłbyś zrobić z tymi
            przystojniakami/ślicznotkami na ulicy, w autobusie, w windzie... A fizjologia
            dopełnia reszty :) Wolałabym dzielić te doznania z partnerem :/
      • glamourous Re: glamourous-tabletki i zmiana miejsc 09.02.07, 15:24
        justa justa, pigulki biore juz od 5 lat i do tej pory nie wplywaly hamujaco na
        moje libido, a to moje "niechcenie" pojawilo sie stosunkowo niedawno, wiec nie
        wiem czy to mogloby miec jakis zwiazek z pigulkami...Nigdy sie prawde mowiac w
        to nie wglebialam, ale byc moze ze libido po pigulkach ucieka dopiero po jakims
        czasie ich brania, nie od razu, wiec kto wie, moze to ma jakis
        zwiazek...hmmm... Wlasnie zamierzalam zrobic przerwe w braniu pigulek, wiec
        zobaczymy ;-)

        A z ta zmiana miejsca to masz swieta racje, my akurat staramy sie dosc czesto
        robic wypady w rozne fajne miejsca i to prawda, ze nie ma to jak seks w
        hotelowym lozku ;-)
        • life_ever Re: glamourous-tabletki i zmiana miejsc 10.02.07, 00:16
          Hmm, z kolei ja biorę pigułki od lat dziesięciu i nie zauważyłam, żeby
          jakkolwiek wpływały na moje libido. Robiłam kilka przerw w ich braniu i nie
          zaobserwowałam w ich trakcie żadnych zmian.
          Czyli każda kobieta reaguje inaczej. :)
          • glamourous Re: glamourous-tabletki i zmiana miejsc 10.02.07, 19:31
            life_ever napisała:
            > Czyli każda kobieta reaguje inaczej. :)

            ...no i pigulka pigulce nie rowna :-)
            A historie o szalejacym libido podczas siedmiodniowej przerwy to raczej chyba
            zasluga autosugestii, bo pigulkowe hormony wyplukuja sie z organizmu dopiero po
            miesiacu od odstawienia ;-)
            • koala1981 Re: glamourous-tabletki i zmiana miejsc 11.02.07, 19:46
              A i to niewykluczone, że to siła autosugestii :) Też łykam pigułki (różne) od
              prawie 10 lat, robiłam przerwy (stresujące niezwykle :/) i zastanawiam się czy
              to kwestia tego, co dzieje się w głowie, czy raczej wahań hormonalnych. Cha,
              cha, cha, żeby nie było, że to bajki - w środku opakowania też bywa wesoło ;)
              Pozdrowienia, dziewczyny :)
              • glamourous Re: glamourous-tabletki i zmiana miejsc 12.02.07, 12:32
                hmmm, to ciekawe co piszesz, bo ja tez zauwazylam, ze pigulki pigulkami, ale
                wahania libido w trakcie cyklu jak najbardziej mam, i to spore. A jesliby
                wierzyc ginom i innym specjalistom, to przy przyjmowaniu pigulek jednofazowych
                libido powinno byc raczej stale (bo ciagle ten sam poziom sztucznych hormonow)
                no i niskie, bo przeciez pigulka je oslabia...
                Tymczasem sa dni, kiedy prawie eksploduje, tak mi sie chce, a sa dni kiedy nic
                a nic.
                Czyli - albo fazy ksiezyca ;-) albo natura wymyka sie spod sztucznej
                hormonalnej kontroli, albo faktycznie wszystko dzieje sie w glowie...

                pozdrawiam ;-)
                glam
                • life_ever Re: glamourous-tabletki i zmiana miejsc 12.02.07, 15:39
                  Doprecyzuję: wahania w czasie cyklu oczywiście mam. Ale niewielkie, tzn.
                  niezmiernie rzadko miewam dni, kiedy nie odpowiedziałabym pozytywnie na zachętę
                  partnera.
                  I nie jest to związane z tabletkami, bo moje libido nie zmienia się - bez
                  względu na to, czy biorę tabletki, czy nie. Od początku zażywam tabletki
                  jednofazowe.
                  • life_ever Re: glamourous-tabletki i zmiana miejsc 13.02.07, 17:06
                    kobieta.gazeta.pl/poradnik-domowy/1,65445,3196711.html
                    Takie coś znalazłam. Dość istotna opinia.
                    • glamourous no tak... 13.02.07, 17:49
                      ...zwlaszcza ta opinia lekarza o zemscie natury jest godna uwagi ;-)

                      Czytalam gdzies rowniez ze mezczyzn tez dopada podobna reakcja. Podobno w
                      stalym zwiazku z partnerka bioraca pigulki rowniez facetowi slabnie libido. Na
                      zasadzie : pod wplywem swiadomosci ze samiczka jest "ubezplodniona" i zaplodnic
                      jej sie nie da, wygasza mu sie jakas czesc seksualnego zainteresowania nia. Do
                      tego dochodza sztuczne "pigulkowe fermony" - kobieta nie jajeczkuje, facet nie
                      czuje od niej feromonow plodnosci (ktore normalnie go stymuluja) wiec sila
                      rzeczy mniej czuje bluesa ;-)... Oczywiscie to wszystko to robota
                      podswiadomosci i naturalnie nasilenie tych reakcji jest zroznicowane stosownie
                      do naturalnego temperamentu danej pary (np. jesli facet jest z natury ogierem,
                      ktoremu wiecznie sie chce, to raczej trudno zeby przy pigulkowej kobiecie
                      zupelnie oklapl ;-)

                      Ale juz np. taki ze srednim temperamentem...hmm ;-))Potem jeczymy na forum, a
                      to byc moze zwykla zemsta biologii za nasze oszustwa ;-)

                      PS. Btw, wlasnie dzisiaj bylam u gina i zmienil mi pigulki. Ciekawe, jak ta
                      zmiana wplynie na moj apetyt na seks.

                      Pozdrawiam Was, dziewczyny!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja