Zostawił ktoś swoją drugą połowę....

12.02.07, 07:20
Czy zostawił ktoś z WAS swoją srugą połowę z powodu braku sexu?
    • diablicaa5 Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 12.02.07, 07:37
      Jeszcze nie, ale...
      Wczoraj po tygodniu był pięciominutowy! On mi, ja jemu. Koniec.
      Baaaaaaardzo fajne, nie ma co!
      • brakiss Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 12.02.07, 07:51
        U nas z kolei sex był atrakcją weekendową - też do wczoraj, już mam dość
        ciągłych zabaw ze sobą.
        • cyni Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 12.02.07, 07:55
          Ja zostawiłem dziewczynę na studiach z tego powodu...seks był dla niej czymś
          zbędnym. W przeciwieństwie do jej koleżanek.
          • brakiss Re: Zostawił kto? swojš drugš połowę.... 12.02.07, 08:05
            Mi też to zaczyna chodzić po głowie, tylko że sytuacja u mnie jest bardziej
            skomplikowana (z racji tego, że jest to małżeństwo).
    • kandinsky1 Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 12.02.07, 08:53
      ja zostawilam meza jestesmy po rozwodzie.
      • brakiss Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 12.02.07, 09:17
        A jak kiepsko u WAS było?
    • sagittka Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 12.02.07, 11:39
      Wszystkie przypadki jakie znam, wyglądały tak, że z powodu braku seksu była
      zdrada, a dopiero jej wyjście na jaw lub zaangażowanie emocjonalne w romans było
      przyczyną rozstania lub rozwodu.

      Bardzo jestem ciekawa, czy ktoś bezpośrednio z powodu nieudanego pożycia
      odszedł, zwłaszcza z dłuższego i formalnego związku (w dodatku podając brak
      seksu jako argument w sprawie rozwodowej).
      • glamourous Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 12.02.07, 12:51
        dokladnie sagittka, mnie tez bardzo ciekawi czy jest tu ktos, kto zdobyl sie na
        odejscie wylacznie z powodu braku/niedoboru seksu, i to tak zupelnie nie majac
        zadnego "asa w rekawie" - czyli nie majac juz na boku jakiegos (rokujacego
        lepsze nadzieje na seksualne pozycie) zastepcy ;-)
        • divide1 Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 12.02.07, 13:27
          glamourous napisała:

          > dokladnie sagittka, mnie tez bardzo ciekawi czy jest tu ktos, kto zdobyl sie
          na
          >
          > odejscie wylacznie z powodu braku/niedoboru seksu, i to tak zupelnie nie
          majac
          > zadnego "asa w rekawie" - czyli nie majac juz na boku jakiegos (rokujacego
          > lepsze nadzieje na seksualne pozycie) zastepcy ;-)


          Tak, ja tak zrobiłam. Brak pożycia małżeńskiego może być podstawą do rozwodu:

          "Jeżeli między małżonkami nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia
          małżeńskiego, każdy z małżonków może żądać, aby sąd rozwiązał małżeństwo przez
          rozwód (art. 56 § 1 krio)".

          To był główny powód, który podałam plus inne kwestie, które dodatkowo wpłynęły
          na rozpad małżeństwa. Żadnego "asa w rękawie", pod postacią gorącego kochanka
          nie miałam, choć były mąż sugerował przed sądem, że chyba kogoś mam.
          Być może trudno to niektórym zrozumieć, ale...życie mam tylko jedno i jestem za
          młoda żeby zrezygnować z seksu, popadać w frustrację i stać się
          zgorzkniałą "młodą staruszką".

          Pozdrawiam:)
          • glamourous Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 12.02.07, 16:26
            divide1 napisała:

            > Być może trudno to niektórym zrozumieć, ale...życie mam tylko jedno i jestem
            za
            >
            > młoda żeby zrezygnować z seksu, popadać w frustrację i stać się
            > zgorzkniałą "młodą staruszką".


            Tylko ze widzisz, czasami moze byc tak, ze z deszczu pod rynne. Pol biedy jesli
            kobieta jeszcze nie zdazyla miec z "panem aseksualnym" dzieci. Mloda,
            bezdzietna rozwodka ma tu, i owszem, pole do popisu, bo tego kwiatu jest pol
            swiatu i w kandydatach na kochanka moze przebierac jak w ulegalkach
            (przynajmniej teoretycznie ;-) Wiec problemu nie ma.

            Za to kobieta z dajmy na to dwojgiem dzieci juz tak latwo sobie stalego faceta
            w naszym pieknym kraju nie znajdzie, a wiec jesli odejdzie od meza bez "asa w
            rekawie" to moze sie okazac ze seks raz na dwa miesiace zamienila na kompletna
            abstynencje i jeszcze gorsza frustracje...

            Nie ma lekko :-/

            Ja, gdybym miala dzieci, chyba bym jednak poczekala z decyzja o odejsciu na
            pojawienie sie jakiegos "asa". No bo tak to strach ;-) ze potem to juz tylko
            zeby w sciane i wibrator...

            (hehe, ale asekurantka ze mnie ;-)

            A moze przesadzam?
            • divide1 Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 12.02.07, 16:49

              >
              >
              > Tylko ze widzisz, czasami moze byc tak, ze z deszczu pod rynne. Pol biedy
              jesli
              >

              A owszem, można - do kolejnego małżeństwa mi się nie spieszy.

              Mam dziecko, a mimo wszystko zdecydowałam się na rozwód, bo po prostu nie byłam
              szczęśliwa. Dla mojego byłego to był świetny układ:(. Musiałabym baaaardzo dużo
              napisać żeby wszystko wyjasnić, ale to nie na ten wątek.

              Widzisz glam, ja jestem bardzo niezależną osobą (również finansowo), więc dla
              mnie ważniejsze było wsparcie emocjonalne, uczucie, odpowiedzialność, udany
              seks - a tego wszystkiego zabrakło. Po co więc męczyć się w takim związku? Nie
              jestem typem kobiety, która czuje się spełniona dopiero u boku mężczyzny. Ja
              potrzebuję partnera, w każdej płaszczyźnie, a nie dużego dziecka. Nie
              wyobrażałam sobie zdrady, po prostu nie umiem tak żyć.

              Asekuranctwo jest nie dla mnie - jestem zbyt silną osobowością, wiem czego chcę
              od życia. Nie żałuję, teraz jestem szczęśliwa i spełniona. Moje dziecko
              również:).



    • czikita1233 Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 12.02.07, 12:26
      my jesteśmy nadal razem sex nie jest wspanialy i nie jest za często.Zazwyczaj
      konczy sie przedwczesnym wytryskiem...co wogole mnie nie zaspakaja.Natomiast nie
      wyobrazam sobie bym mogla go zostawic z tego powodu bo bardzo go kocham.Zdaje
      sobie sprawe ze moze byc taki problem juz zawsze ale co zrobic...:)
    • sagittka Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 12.02.07, 14:18
      Myślę, że kobiety mają trudniej. Trudniej jest im odejść, zwłaszcza ze związku z
      dziećmi, a odejść z powodu seksu najtrudniej. Myślę, ze brakuje społecznej
      akceptacji dla takiego powodu rozwodu.

      Spójrzmy na sytuację, gdy kobieta (żona i matka) chce rozstać się z mężem z
      powodu nieudanego życia erotycznego. Co powie większość osób z otoczenia? że
      niszczy rodzinę, że przecież mąż jest taki dobry, dobrze zarabia, nie pije, nie
      bije, kocha dzieci, że w końcu są dzieci, które powinny mieć "normalny" dom. A
      ona chce to zepsuć dla lepszego rżnięcia???
      Zła żona, wyrodna matka.

      Kto pomyśli o niej inaczej, że to po prostu nieszczęśliwa kobieta?
      Która ma przed sobą jeszcze kilkadziesiąt lat życia i chce czuć się kobietą.

      Można powiedzieć, że seks nie jest najważniejszy w małżeństwie, ale gdy go nie
      ma, to to małżeństwo staje się spółką cywilną lub związkiem kumpelskim. Nie
      każdemu to wystarczy do szczęścia.
    • agniea Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 12.02.07, 14:29
      ja tak i to przynajmniej dwa razy (jeden narzeczony tuż przed ślubem,drugi
      długi związek)

      dopiero teraz zrozumiałam że problem tkwił we mnie. nie odczuwałam satysfakcji
      w łózku nie z winy partnerów i ich 'niedoskonałości' ale dlatego że wewnątrz
      mnie tkwiło szczelnie ukryte przekonanie że seks jest czymś niepotrzebnym i że
      moja matka (kobieta piękna, wykształcona,towarzyska,kochana) od wczesnej
      młodości wysyłała mi międzysłowne sygnały że seks to taka bzdura o której w
      sumie nie warto gadać.

      na szczęście uświadomiłam to sobie szybko i teraz jestem zakochana po uszy w
      facecie z którym wszystko gra, a jak nie gra, to znaczy że odzywa się we mnie
      katolicko-rodzinny garb.

      Krócej: narzekałam na brak seksu, na kiepski seks,a sama wysyłałam sygnały
      (nieświadomie) zniechęcające do dobrej jazdy:)))

      pozdrawiam wszystkich;)
      • glamourous Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 12.02.07, 16:35
        agniea napisała:

        > Krócej: narzekałam na brak seksu, na kiepski seks,a sama wysyłałam sygnały
        > (nieświadomie) zniechęcające do dobrej jazdy:)))

        Agniea, a jakie to byly sygnaly, mozesz sprecyzowac? Nie ukrywam, ze mnie
        zaintrygowalas. Jak kobieta, ktora narzeka na brak seksu i kiepski seks (czyli
        ma potrzeby i motywacje) moze jednoczesnie, nieswiadomie - jak sie domyslam,
        wysylac sygnaly zniechecajace???

        Ot i paradoks ;-) Moze ja tez mam podobny problem? Wszak wychowana bylam przez
        dosc pruderyjnych rodzicow...

        • agniea wyjaśnienie 12.02.07, 17:30
          glamourous napisała:

          Jak kobieta, ktora narzeka na brak seksu i kiepski seks (czyli
          > ma potrzeby i motywacje) moze jednoczesnie, nieswiadomie - jak sie domyslam,
          > wysylac sygnaly zniechecajace???

          Dość łatwo, prowadząc podwójną grę - z partnerem i z samą sobą.
          Jak już pisałam na innym forum jestem klasyczną ofiara indoktrynacji katolicko-
          rodzinnej, życia w kulturze winy i wstydu.

          Mając 13 lat odczuwałam silne podniecenie oglądając mocniejsze sceny
          erotyczne,zanim jeszcze ktokolwiek zdażył wyprać mi mózg w temacie seksu.

          Mając lat 23 byłam już zaręczona, a facet z którym byłam w łóżku nudził mnie
          jak flaki z olejem chociaż byłam w nim zakochana(a przynajmniej mocno
          zafascynowana-dziś ciężko ocenić) więc podjęłam próby ratowania naszego łóżka,
          i tak oto:

          1. sięgnęłam po wszelkie lektury teolegiczno-seksuologiczne
          2. zasięgnęłam info u koleżanek z uczelni - okazało się że niewiele mi moga
          pomóc bo tkwią w podobnych sytuacjach (no albo są kłamczuchami które mówią że
          mają ZAWSZE orgazm)
          3. zakupiłam cały arsenał seksownej bielizny (naprawdę drogiej i naprawdę
          sexi:))
          4. pigułki (co by nie było pzrerywników)
          5. dbałość o nastrój, życie kulturalne, wspólne pasje

          a jednocześnie, będąc nowoczesną damą nie omijałam:
          1 używania określeń "łatwa", 'puszczalska', 'dziwka' w określeniu do kobiet
          które śmiało sobie poczynały (nie uświadamiając sobie że w ten sposób tworzę w
          głowie opozycję łatwa dziwka-trudna dziewica) SAMA PODŚWIADOMIE ZABRANIAŁAM
          SOBIE ODCZUWAĆ PRZYJEMNOŚĆ, skoro nie mogłam zrezygnować z seksu, przynajmniej
          PODŚWIADOMIE rezygnowałam z przyjemności
          co doprowadziło do reakcji łańcuchowej:
          mój narzeczony 'odczuł' że coś nie gra, że ja tak naprawdę nie bawię się
          dobrze w łóżku, a wnioskował chyba po sprzecznościach w naszych dyskusjach: z
          jednej strony chciałabym spróbować tego czy tamtego ale z drugiej może to
          niepotrzebne(niebezpieczne, nudne,nie na miejscu, za wcześnie itd.)

          np> z jednej strony rozmawialiśmy o seksie analnym jako o czymś czego
          moglibyśmy spróbować, z drugiej pytałam:'a czy to mi nie zaszkodzi?bo słyszałam
          ze to może rozluźnić ..." itd bla bla bla. I co biedny chłop mógł sobie myśleć?

          śliczna, seksowna dziewczynka z jednej strony gotowa na wiele, z drugiej
          wynurzające się echa zdewociałej 'dziewicy'

          nie mogliśmy tego naprawić sami, byliśmy zbyt młodzi, zbyt niedoświadczeni,
          więc go zostawiłam

          potrzebowałam lat, długich miesięcy, wyjazdu z domu na studia do innego kraju
          żeby zrozumieć kim jestem, jaka jaest moja seksualność, moje potrzeby ale
          najważniejsze JAKIE SĄ MOJE OGRANICZENIA

          zanim nie zrozumiałam jakie były MOJE ograniczenia - nie mogłam ich
          unicestwić:)))

          pozdrawiam ciepło i czekam na ciąg dalszy historii:)
          >
          > Ot i paradoks ;-) Moze ja tez mam podobny problem? Wszak wychowana bylam
          przez
          > dosc pruderyjnych rodzicow...
          >
          • glamourous Re: wyjaśnienie 12.02.07, 23:27
            a nie przyszlo Cio do glowy, agniea, ze ten Twoj facet zwyczajnie Cie nie
            krecil? Bo przeciez mozna kogos bardzo kochac i jednoczesnie srednio sie ta
            osoba ekscytowac w lozku. Sama mialam kiedys narzeczonego, ktory chociaz
            atrakcyjny fizycznie jakos wcale mnie nie pociagal. Nie ten typ urody, nie te
            feromony, nie wiem... Ale tak czasem jest. A Ty moze dorobilas do tego ideologie
            - ze rodzina, ze katolickie wychowanie... Potem wyjechalas, zmienilas otoczenie,
            sposob patrzenia na swiat, poznalas kogos kto widocznie o wiele bardziej na
            Ciebie dziala... i wydaje Ci sie ze pokonalas swoje dawne demony, a to po prostu
            biologia zaskoczyla i ze zacytuje pewnien stary i zapomniany film "w koncu
            stanelas twarza w twarz ze swoim libido" ;-)

            Nie chce, zeby wygladalo na to ze usiluje z Toba polemizowac, bo wygladasz na
            osobe, ktora poddala sie gruntownej autoanalizie i jest swiadoma samej siebie,
            ale moze nie ma co zwalac na to nieszczesne katolickie wychowanie, bo wiekszosc
            nas w tym kraju otrzymala pruderyjna, katolicka edukacje. Pokolenie naszych
            rodzicow i ich seksualnosc rodem z PRL'u mialy wlasnie taka specyfike, ze
            wstyd, ze seks po ciemku, ze barchanowe pizamy w paski, ze "Sztuka kochania"
            Wislockiej chowana wstydliwie na dnie bielizniarki... Nic nowego. Wszyscy
            zostalismy tak wychowani. A mimo to niektorzy z nas uwielbiaja seks, a niektorzy
            zimni jak ryby. Chyba od zbyt wielu czynnikow to zalezy i na szczescie
            niekoniecznie od rodzicow...

            Aczkolwiek jak najbardziej dopuszczam tez wersje, ze zostalas wychowana przez
            wyjatkowo pruderyjnych rodzicow, ktorzy wyjatkowo obrzydzili te sfere zycia w
            Twojej podswiadomosci. Wiesz, tzw. zachowania kastracyjne u rodzicow w stosunku
            do dzieci w sumie dosc czesto sie zdarzaja. Wiec moglo byc i tak.

            Pozdrawiam ;-)

            I tez czekam az odezwie sie tu jakas odwazna mezatka, ktorej na tyle niestraszna
            byla wizja samotnosci i wibratora do konca zycia, ze odeszla od aseksualnego
            meza pomimo braku goracego kochanka w zanadrzu. Albo jakis uczciwy facet, ktory
            rzucil zimna zonke tak po prostu z desperacji, nie majac zadnej chetnej kobietki
            na boku ;-)
            • agniea Re: wyjaśnienie 13.02.07, 00:00
              moze masz racje:))
              moze to nie byl 'ten'; ale w takim razie nie moge sobie wytlumaczyc nastoletnich
              lat obojetnosci i dziwnego systemu wartosci ktory sobie stworzylam...

              moi rodzice nie byli pruderyjni, sa osobami wyksztalconymi, z duzego miasta,
              liberalnymi;;;

              ja mimo wszystko obwiniam zbyt duzy wplyw kosciola na mnie za zaistnialy
              stan:dalam sie zinwigilowac, niestety:)

              katoliczka jestem nadal, tylko od kosciola trzymam sie z daleka,(jak diabel od
              swieconej wody :)))

              pozdrawiam i powodzenia:)))
              • glamourous Re: wyjaśnienie 13.02.07, 11:32
                agniea napisała:

                > moi rodzice nie byli pruderyjni, sa osobami wyksztalconymi, z duzego miasta,
                > liberalnymi;;;

                moi rowniez wyksztalceni, z duzego miasta, wolne zawody, ale niestety byli i sa
                pruderyjni ;-/

                > ja mimo wszystko obwiniam zbyt duzy wplyw kosciola na mnie za zaistnialy
                > stan:dalam sie zinwigilowac, niestety:)

                Podobnie jak ja. Np. w wieku wczesnonastoletnim dalam sie miedzy innymi
                wciagnac do Oazy ;-)))) Bylam tez powazna kandydatka na dewotke - co miesiac do
                spowiedzi, komunii, na jakies nabozenstwa itp. Pozniej na szczescie zaczelam
                myslec samodzielnie i dalam sobie spokoj.

                Aczkolwiek nie wplynelo to wszystko w zaden sposob - kilka lat pozniej - na
                moje nastawienie do seksu... :-)

                Czyli roznie z tym bywa, agniea. Wiadomo, wszystko rodzi sie w naszych glowach
                i jest suma naszych przemyslen oraz doswiadczen na wielu plaszczyznach, a ze
                kazdy z nas ma inny parcours, to i efekty sa rozne...

                Powodzenia rowniez! :-)
                • agniea Re: wyjaśnienie 13.02.07, 12:55
                  O O O i tu masz rację:)) buziaki ( ja do oazy się nie dałam ale za to zaczęłam
                  dawac innym lekcje moralności:))) brrr... ale wstyd hehe tak z perspektywy
                  czasu:)
    • kraszan1 Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 13.02.07, 23:30
      brakiss napisał:

      > Czy zostawił ktoś z WAS swoją srugą połowę z powodu braku sexu?

      Ja

      pzdr
      -K
      -------------------------------------------------
      Ja nie jestem hakerem, ta pani przyszła tu z tymi plikami i z nimi wychodzi.
      • victta Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 14.02.07, 23:44
        Ja zostawilam.Wprawdzie nie meza,ale wielka i pierwsza milosc mojego zycia.Teraz
        dziekuje za to Bogu.Chodzilismy ze soba cztery lata,cale studia i ani razu nie
        spalismy ze soba.Teraz mi sie to w glowie nie miesci ,wczesniej odbieralam to
        jako dowod szacunku.Haha,poki kolezanka mnie nie uswiadomila ,ze swoja kobiete
        powinno sie pozadac,a szanowac to mozna swoja babcie(mam na mysli sprawy lozkowe).
        • anula36 Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 15.02.07, 01:10
          zostawilam i dopiero wtedy poczulam ze zyje;)
    • feniks36 Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 16.02.07, 09:08
      Własnie mija dwa tygodnie.....niby wszystko ok niby uczucie i wiernosc a zero
      chemi.....wiec dałem sobie spokoj
    • kinomi Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 16.02.07, 18:12
      Nie jeden zostawił z braku seksu, bo tylko o to im chodzi. Jesteś pewien że ta
      następna będzie taka chętna na seks? Teraz jest, co? a później, może będzie tak
      samo. Naprawdę, dla samego braku seksu nie warto nikogo zostawiać....
    • kamilkka30 Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 18.02.07, 22:01
      he, he, he, skąd ja to znam. W wieku nastu lat, uprawiałam grzeszny onanizm.
      Dziewicą byłam do ... 25 roku. Dobrze, że hormony zrobiły swoje i w końcu
      wylądowałam z facetem w łóżku. Notabene, aktualnie moim mężem, który jest
      ateistą. I dla którego też byłam pierwsza i jak do tej pory jedyna. On to znowu
      był nieśmiały i mocno we mnie zakochany. Taki desperat. Wyobrażacie sobie
      zagorzałego ateistę, zdobywającego zagorzałą katoliczkę ? Ile to on musiał
      wysłuchać moich wywodów, nad nieomylnością KK. Mało do bierzmowania nie
      przystąpił : ))). A wiecie jak się wyleczyłam z KK ? Mój zdesperowany
      ateista, zaczął chodzić ze mną na mszę. Po mszy, próbował ze mną dyskutować nad
      usłyszanymi kazaniami. Okazało się, że przez 28 lat nie docierała do mnie treść
      kazań !! Jak wreszcie dotarła, to przestałam tam uczęszczać...


      • justyna.ada Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 18.02.07, 22:22
        Hej ale czy Ty masz jakąś misję, żeby ludzi zniechęcać do KK za pomocą forum BswM?
        • tlustaklucha Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 19.02.07, 03:13
          Ja jestem na skraju..
          Wprawdzie to nie małżeństwo, a dwuletni związek, ale aż się boję pomysleć, co
          będzie kiedy się pobierzemy ewentualnie, ja urodzę dziecko (nie wiem, jakim
          cudem..). Kochamy się może raz na dwa miesiące i ten seks jest do niczego...
          Jakbym go w ogole nie podniecala.. Cały czas mam wrażenie, że robi to na siłe..
          Patrzy gdzieś w bok, jest nieobeccny..
          Strasznie się z ym czuję, chociaż wiele nas łączy. Świetnie się rozumiemy, on
          mnie podobno bardzo kocha.. No a ja nie wiem.. Nie czuję się atrakcyjna.. Nie
          czuje się pożądana.. Nie czuję się kobietą.. Jestem strasznie sfrustrowana
          seksualnie..
          Jeśli to się nie zmieni, odejdę. Nie mam nikogo na boku i w ogóle 15 lat z
          nikim nie byłam do tego czasu, więc mam świadomość, że może wracam do totalnej
          samotności.
          Ale to co się dzieje, jest dal mnie równie wyniszczające. Nie chcę, żeby mi
          ktoś robił łaskę, a tak się czuję.
          Wszyscy mi mówią nie odchodź, seks nie jest najważniejszy, przecież On jest dla
          ciebie taki dobry! To niech zostanie moim tatą!
          Uważam, że jak nie ma seksu, to związek się rozpada. Zostaje przyzwyczajenie.
          Ja mam dopiero 32 lata i nie chcę tak skończyć!!!
    • a.b1 Re: Zostawił ktoś swoją drugą połowę.... 20.02.07, 15:13
      tak zostawiłam swojego męza...
      brak seksu + pare innych wynikających z tego spraw = koniec związku
Inne wątki na temat:
Pełna wersja