mój problem...

21.03.07, 13:42
Jesteśmy parą 30-latków, 7 lat po ślubie, mamy 5 letniego syna. Od dłuższego
czasu mam problem dość ważny dla mnie.
Żona bardzo dużo rozmawia przez telefon najczęściej z mamą lub koleżanką.
Nie mam nic przeciw tym rozmową, tylko stają się one przyczyną konfliktów i
niepowodzeń między nami. Po prostu jako mąż zostaje gdzieś na szarym końcu po
wszystkich rozmowach telefonicznych. Są dni, że żona po przyjściu z pracy nie
jednokrotnie bardzo zmęczona zamienia ze mną kilka zdań kładzie się spać, po
czym wstaje i potrafi godzinę rozmawiać przez telefon z mamą, nie zwracając
uwagi na mnie. Jeszcze gorzej jest w
weekendy gdzie telefony do mamy są z dziesięć razy na dzień, rozmowy
praktycznie o niczym, nie ma jednak czasu na przykład na wspólne wyjście na
spacer, wymówką najczęściej są obowiązki domowe, obiad itp. Jeśli nawet
dojdzie do tego że gdzieś pójdziemy, po powrocie wręcz obowiązkowo jest
relacja telefoniczna jak było.
Uważam, że takie zachowanie mojej żony przekłada się też na nasze sprawy z
sexem. Wygląda to mniej więcej tak, jeśli u mamy jest wszystko ok, to po
wieczornej rozmowie jest szansa na sex, ale raczej krótko i szybko bo
zazwyczaj jest późno. Wystarczy jednak że mama ma jakieś problemy, mogę
zapomnieć o wszystkim. Żona całkowicie pochłonięta jest tym co dzieje się u
mamy. Nie mam tu też żadnego żalu do teściowej bo jest dla mnie bardzo
wyrozumiałą osobą.
Próbowałem już kilkakrotnie rozmawiać, zaznaczać żonie problem, lecz za
każdym razem efekt jest ten sam: kłótnia i milczenie przez kilka dni.
Usłyszałem nawet oskarżenia że zabraniam żonie dzwonić do mamy i rodziny.

Co mogę zrobić, jak dalej postępować, nie chcę próbować rozwiązań
radykalnych, obawiam się że całkowicie pogorszą sytuację, nie mogę jednak tak
o zostawić sprawy i uznać że tak musi być.
Kocham swoją żonę, chociaż może tego nie okazuję w sposób jaki by sobie tego
życzyła. Jestem tylko facetem, który niestety oprócz kilku zalet (prasuje,
zmywa naczynia)ma też i wady.
    • gomory Re: mój problem... 21.03.07, 13:57
      Wloguj sie w tym czasie na czata, poszukaj nicka "napalona Jolka" i tez sobie pogadaj. No i nie zapomnij o tym, ze jestes wzrokowcem - wybieraj nicki przy ktorych bedzie aktywna kamerka.
      Zona nie powinna sie bulwersowac bo przeciez bedziecie mieli bardzo podobne hobby. Milych rozmow zycze :).
      • your_and Re: mój problem... 21.03.07, 14:33
        gomory napisał:

        > Wloguj sie w tym czasie na czata, poszukaj nicka "napalona Jolka" i tez sobiep
        > ogadaj.

        Nie sądzę żeby pojęła aluzję.

        To co robi sie nazywa budowanie bliskości poza związkiem. Zaspokaja w ten
        sposób naturalną potrzebę bliskości i wsparcia, której podstawowym źródłem
        powinien być zwiazek partnerski i zaspokojona nie ma motywacji by w nie go
        inwestować uczuciowo.

        Zresztą wiele psychologów zauważa to że wyjątkowo silne związki rodzinne,
        macierzyństwo i relacje z rodzicami powodują że na tle innych krajów w Europie
        patrnerzy u nas nie mają determinacji ani motywacji w naprawianiu i
        inwestowaniu w związek.
    • elf1977 Re: mój problem... 21.03.07, 14:20
      Nie słuchaj złośliwych rad...Nie chodzi w tym wszystkim o mamę, choć może się
      tak zdawać. Coś prawdopodobnie szwankuje w Waszym małżeństwie. Żona Cie odrzuca
      z jakiegoś powodu,powinieneś się dowiedzieć dlaczego. Warto spokojnie
      porozmawiać, najlepiej wieczorem, w łóżku.
      • zygzak60 Re: mój problem... 21.03.07, 14:27
        elf1977 napisała:
        > Warto spokojnie
        > porozmawiać, najlepiej wieczorem, w łóżku.

        w takiej sytuacji łózko może symbolizować 'obowiązki małżeńskie' i kojarzyc się
        z postawa roszczeniową,
        lepiej znajdź grunt neutralny,
        np. spacer we dwoje z dala od ludzi tak by móc swobodnie rozmawiać lub milczeć,


    • zygzak60 Re: mój problem... 21.03.07, 14:24
      rome_s napisał:
      > Kocham swoją żonę, chociaż może tego nie okazuję w sposób jaki by sobie tego
      > życzyła.

      w piecu wygasło
      zbieraj skrzętnie opał i kiedyś może rozpalisz na nowo ;)
      • tracer81 Re: mój problem... 21.03.07, 17:38
        Haahahahaha...
        Gdyby to pisała kobieta a sprawa dotyczyła jej męża ciągle wydzwaniającego do mamusi, to od razu posypałyby się inwektywy typu "mamisynek". A tak to "wina nierozwiązanych problemów w związku". Kobiety wogóle nie mają obiektywizmu.
        • biust_halt Re: mój problem... 21.03.07, 20:53
          tracer81 napisał:

          > Haahahahaha...
          > Gdyby to pisała kobieta a sprawa dotyczyła jej męża ciągle wydzwaniającego do
          > mamusi, to od razu posypałyby się inwektywy typu "mamisynek". A tak to "wina
          ni
          > erozwiązanych problemów w związku". Kobiety wogóle nie mają obiektywizmu.



          nie wszystkie na szczęście :)
          ja osobiście uciekam jak najdalej od takich osób które pomimo tego że są już
          dorosłe nie odcięły pępowiny
          drażnią mnie po prostu i to bez względu na płeć jaką reprezentują

          serdecznie współczuję autorowi wątku
          masz chłopie duży problem
          osobiście nie wierzę że twoja żona z tego " wyrośnie "
          bo czas na to już był

          pozdrawiam
          • koala1981 Re: mój problem... 21.03.07, 23:55
            A może spróbuj pogadać z teściową, skoro mówisz, że jest pozytywnie nastawiona
            do Ciebie? Tylko delikatnie, żeby nie urazić jej uczuć. Może ona zwyczajnie nie
            widzi problemu i tego, że tak bardzo absorbuje córkę. Moi rodzice mieli taki
            problem wiele lat temu, tata pogadał z babcią, a nawet dziadkiem, a że to mądrzy
            ludzie byli - przyznali, że nie patrzyli na to z takiej perspektywy i kontakty i
            konsultacje zdecydowanie ograniczyli. Okazało się, że mamie też ulżyło, bo ona
            czuła się w obowiązku informować o wszystkim dziadków i podejmować decyzje w
            porozumieniu z nimi.
            Powodzenia :)
    • tlustaklucha Re: mój problem... 22.03.07, 01:58
      Też mam problem z odpępowieniem, też zdarzało mi się relacjonować matce każdy
      dzień. Jak się od niej wyprowadziłam (miałam 27 lat), wpadłam w głęboką
      depresję, miałam napady lęku, bezzsenność do dziś (mam 32 lata). To jest dość
      poważna sprawa, jeśli twoja żona ma to samo. Ja chodzę na terapię i dzięki temu
      jest lepiej. Problem wiąże się często, paradoksalnie z zaniedbywaniem dziecka
      przez matkę, z jej wrogością, pomniejszaniem wartości dziecka itd. Wtedy
      człowiekowi bardzo ciężko jest się usamodzielnić i polegać na sobie, skoro
      nauczył się, że jest beznadziejny. Czy Twoja żona ma problem z matką od
      początku waszeago związku? Czy ma jakieś lęki? Czy jest osobą niepewną, o
      niskim poczuciu własnej wartości? Czy pyta matki o radę? Czy umie samodzielnie
      podejmować ważne decyzje? Czy wyznaje inne zasady niż matka, czy podobne? Jaki
      układ jest między nimi? Partnerski, czy jedna strona jest uległa? Czy jej matka
      naciska na częsty kontakt? Czy szantażuje ją, mówiąc np. że będzie bardzo
      nieszczęśliwa, jeśli żona nie będzie dzwonić? Czy mówi, nie dzownisz, to znaczy
      mnie nie kochasz?
      Trochę dużo pytań, mi nie musisz odpowiadać, ale spróbuj sam przeanalizować, na
      ile poważny jest to problem.
      Ja miałam typowy lęk separacyjny po wyprowadzce od rodziców. Teraz trochę
      uzależniłam się od partnera, od terapeuty..
      Poczytaj o osobowości symbiotycznej lub zależnej. Jeśli dużo będzie się
      zgadzało, twoja żona musi zgłosić sie na terapię, bo to za trudne, żeby samemu
      dać sobie z tym radę.
      Pozdrawiam, mam nadzieję, że okaże się inaczej.
      • your_and Odpępowianie 22.03.07, 07:09
        tlustaklucha napisała:
        > jest lepiej. Problem wiąże się często, paradoksalnie z zaniedbywaniem dziecka
        > przez matkę, z jej wrogością, pomniejszaniem wartości dziecka itd. Wtedy
        > człowiekowi bardzo ciężko jest się usamodzielnić i polegać na sobie, skoro
        > nauczył się, że jest beznadziejny.

        Jak już rozwinęłaś ten temat odpępowiania, to i ja coś dołożę. Nie zawsze można
        to określić ze to zaniedbania i brak miłości. Czasem właśnie jej nadmiar.
        Kochanie by wreszcie być dla kogos najważniejszym. Nieświadome. I jak
        najbardziej wiąze sie z tematem forum. Późniejsze zależności od symbiotycznej
        miłości rodzica to przecież właśnie efekt przerzucenia na macierzyńskie relacje
        oczekiwań zaspokojenia uczuć które powinien zaspokaja związek partnerski.
        Efektem jest z reguły albo narcystyczny mamisynek, albo córka z obniżoną
        samooceną. Często jest to następny etap opisywanego na tym forum nie raz
        przerzucenia uczuć na dziecko po jego urodzeniu typowo przenosi sie to z
        pokolenia na pokolenie.

        Przejrzyście i ciekawie pisze o tym Eichelberger:

        W rodzinie, która ma niefortunne dziedzictwo, matka cierpi z powodu braku
        poczucia tożsamości i identyfikacji z własną płcią, ponieważ matka tej matki nie
        była w stanie zaoferować córce pozytywnego wzoru kobiecości i naprawdę jej
        pokochać. W rezultacie taka matka bardzo przywiązuje się do roli matki i w
        specyficzny sposób, nieświadomie, manipuluje uczuciami dziecka. To, co wydaje
        się jej miłością do niego, w istocie służy przede wszystkim spełnieniu jej
        własnych, nie zaspokojonych w dzieciństwie potrzeb emocjonalnych. Próbuje
        określić swoją tożsamość przez bycie wreszcie kimś najważniejszym dla kogoś. Tym
        kimś staje się własne dziecko, które musi zostać silnie uzależnione, aby choć w
        najmniejszym stopniu mogło tę potrzebę matki zaspokoić.

        -Gdyby odczytać wszystko to, co taka matka zdaje się mówić dziecku, to jak
        brzmiałby ten komunikat?

        W.E.: "Jesteś po to, żeby mnie kochać." "Nie wolno ci żyć w pełni, cieszyć się
        życiem, bo się boję, że cię stracę." "Odpowiadasz za moje samopoczucie i musisz
        mnie przekonać, że jestem dobrą matką, bo inaczej tracę poczucie, że istnieję."
        Innymi słowy - matka wchodzi w rolę swojego dziecka, wchodzi dziecku na kolana.
        Ponieważ nie jest pogodzona ze swoją płcią, czuje się nobilitowana przez fakt
        urodzenia syna. Deprecjonuje jednocześnie córkę, która z reguły dowiaduje się od
        niej, że nie jest ważna lub że jest mniej ważna od innych. Mniej ważna niż
        ojciec, mniej ważna niż bracia, a później mniej ważna niż zięć czy partner
        córki. W świecie kreowanym przez matkę kobieta ma prawo istnieć wyłącznie ze
        względu na syna, męża - mężczyznę. Córki uczą się od matki, że ich rola jest
        podrzędna, że ich szczęście zależy tylko od tego, czy i jakiego mężczyznę
        spotkają, że popędowość i seksualność kobiety są podejrzane. Uczą się nie ufać
        sobie, swoim uczuciom, odczuciom i potrzebom. W nieustającej walce przeciw sobie
        tracą kontakt z sobą, z własnym ciałem.
        Z drugiej strony mamy w rodzinie ojca. Z reguły w dzieciństwie nie docenionego
        przez własnego ojca i zepsutego przez matkę. Ojcowska miłość nieosiągalna,
        matczyna zbyt łatwa i zbyt zaborcza. Chce być kochany i uważa, że zdobędzie
        miłość, kiedy będzie kimś nadzwyczajnym.

        www.dda.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=46&Itemid=66
        • tlustaklucha Re: Odpępowianie 24.03.07, 03:21
          Your_and, to bardzo obszerny temat. Nie do wyczerpania na tym forum. O
          osobowości symbiotycznej napisano wiele książek. O narcyźmie też. Powody bywają
          różne. Borderline to też częsciowo efekt braku odpępowienia.
          Z Eichelbergerem miałam doczynienia osobiście i odradzam.
          Pozrdawiam.
          • diabollo69 Re: Odpępowianie 25.03.07, 01:52
            i w rezultacie rozpoczęliście polemikę na inny temat a facet został
            bezradny..... ;))
            • raqu46 Re: Odpępowianie 25.03.07, 10:26
              ano właśnie zgadzam sie z przedmówcą.
              sa takie tematy kiedy analiz nigdy dosyc, ale w realnym zyciu, czasem trzeba
              stawiać na swoim.
              tak tez myslę sobie ze facet jest odrobinę za bardzo wyrozumiały, i delikatny.
              wyrozumiałośc sama w sobie nie jest zła. delikatność też. ale w połączeniu z
              osoba która, nadużywa cudzej wyraozumiałosci może dojść nawet do
              marginalizacji "wyrozumiałego".
              i tak dzieje sie w tym przypadku.
              facet, nie czekaj ze swoimi sprawami az ona skończy konferencje z mama. ty tez
              masz prawo korzystać z telefonu.
              w końcu żeniłes sie z kobieta, a gdzie ty Kaj tam i ja Kaja.
              co powiedziałaby twoja zona gdybys to Ty zamiast niej zaczął odbywac te rozmowy
              ze swoja Mamą albo nawet chichi z jej mamą?
              rozgość sie we własnym domu.
              • niezapominajka333 Re: Odpępowianie 25.03.07, 10:37
                Dokładnie :)
            • tlustaklucha Re: Odpępowianie 26.03.07, 02:34
              Na trudne problemy nie ma łatwych rad.
              • bakoma1 Re: Odpępowianie 27.03.07, 07:59
                jakos trudno mi uwierzyc ze jej JASNO zasygnalizowales problem. jesli jej na
                tobie zalezy a usłyszy ze bez seksu nie wyobrazasz sobie kontynuacji tego
                związku, powinna się zastanowic. chyba ze masz zonę, dla której seks to
                obowiązek, wtedy współczuję. też sądzę, ze chodzi jej o cos innego ale niesttey
                wiele kobiet czeka w pozycji księżniczki az fcet zrozumie i zmieni. dziwi mnie
                tylko wasz wiek, w tym wieku kobeita powinan juz wiedziec trochę więcej o
                zyciu. podejmij próbe jesli ją kochasz, pokaz jej ze chodzi ci o nia, ze ja
                kochasz, powiedz jej wszytsko co czujesz. jesli to nie zadziała - marne widoki
                niestety.
Pełna wersja