Kolejna historia...

25.03.07, 00:25
Witam. Zaczynam pisać, a nie wiem czy w ogóle jestem w stanie cokolwiek
składnie opowiedzieć.
Historia jakich wiele tutaj. Ja, on i nasze dwuletnie dziecko. Ślub z
miłości, wielkie deklaracje, piękne marzenia i nadzieje na wspólną
przyszłośc. Niecałe cztery lata póżniej siedzę przed komputerem, bo wiem, że
sięgam dna...
Mam 31 lat i świadomość, że zrobiłam w swoim życiu duży błąd.
Cztery lata trwa nasze małżeństwo, a od trzech wszystko zmierza w jednym
kierunku.
Mam tak naprawdę wszystko: zdrowe cudowne dziecko, własne mieszkanie, świetną
pracę i dobra pozycję zawodową. Jestem zdrową, wykształconą i atrakcyjna
kobieta. Wszystko gra, gdyby nie to, że zamiast męża mam koło siebie lokatora.

Zaczęło się klasycznie, czyli świetnie. Ja myslałam, że Pana Boga za nogi
złapałam, bo człowiek, za którego wychodziłam za mąż był bardzo normalny, w
całej gromadzie strasznie popapranych ludzi, których generalnie teraz wielu.
Miał swoje zasady, był wyważony, subtelny, bardzo zrównoważony, co świetnie
komponowało się z moją ekspansywna naturą. Typ człowieka, który ujmuje
spokojem, opanowaniem, celną uwagą. Przy tym daleko mu do nudnego "mędrca".
Normalny fajny gość. Z ambicjami i planami na wspólna przyszłość. Wariat w
łóżku; chętny do eksperymentowania, wiecznie na "tak".

Do momentu zajścia w ciążę było w miarę dobrze. Nie do konca, tak jak
wczesniej, ale trwało jakoś, potem już tylko równia pochyła. oddalenie
następowało powoli. Zaczęłam zauważać, ze nie jadamy razem posiłków. On albo
nie był głodny albo był strasznie zmęczony albo bylo za wczesnie na śniedanie
albo za późno na kolacje. Bla, bla, bla. Kochalismy się też coraz rzadziej,
bo on nadrabiał jakies tam swoje sprawy zawodowe lub "padał z nóg".
Stąd wiem dokładnie kiedy i w jakich okolicznościach został stworzony nasz
synek... To był pierwszy seks po kilku tygodniach ciszy, zainicjowany
spontanicznie w kuchni. Krótka akcja na lodówce. Nawet nie pięć minut...

W ciąży było coraz gorzej. Ja niby czulam się bardzo dobrze, ale jak każda
kobieta potrzebowałam zainteresowania, wsparcia, itd. Zainteresowanie było,
ale tylko wtedy gdy szliśmy na usg albo gdy dzidzius już był duży i widać
było jak mi baraszkuje w brzuchu.
Jakoś nie przeżywał ze mną tej ciązy, nie mialam komu dzielić sie swoimi
obawami, strachem pzred porodem, tysiącem pytań jak to będzie po. Byłam z tym
wszystkim sama. On pracował, studiował i ciągle zapewniał, że kocha...
Teoretycznie może i tak było, ale w końcu zaczęlam pytać dlaczego całuje mnie
tylko w czolo... Bez odpowiedzi. Kochac się nie chciał. Mnie hormony
buzowaly, ale generalnie nie naciskałam. Wierzyłam, że po porodzie będzie
lepiej.
Nie było, niestety... W czerwcu miną dwa lata od porodu. Kochalismy sie dwa
razy...
Na zewnątrz niby wszystko jest ok. przec rodziną, znajomymi uchodzimy za
dobre małżeństwo. W domu jest obojętność, pustka, niechęc. Rozmawiamy o
synku, o tym co na obiad, o zakupach i rachunkach...
zazwyczaj się staram. tempo życia spycha ten problem gdzies głębiej, ale
kiedy w końcu znajduje sie jakiś wentyl, to wybucham ze zdwojona siłą. Proszę
go o rozmowe, ale on z reguły mówi, ze nie rozmawia o sprawach, które w jego
pojęciu nie są problemem.
dzis przyszedł kryzys ostateczny. awantura rozpoczęla sie jescze po poludniu.
przy dziecku. mieliśmy kontynuowac wieczorem. zrobiła sie noc, a on wciąż
jest w pokoju synka.
kłade sie do łóżka. sama jak zwykle.

czy osoba, która faktycznie kocha, może nie chciec dążyc do rozwiązania
narosłych przez lata niewyjasnionych spraw? dla mnie to nielogiczne.
nic nie rozumiem.

tak bardzo chciałabym znowu cieszyć się, ze wracam po pracy do domu, do
kochanego faceta. chciałabym widzieć radość w jego oczach i usłyszeć jakieś
małe miłe słowo. dlaczego obcy faceci potrafia powiedziec tak wiele, a ten
najbliższy nie ma żadnej w tym kierunku potrzeby.
gdzie sie podział mój przyjaciel, moja druga połowa, mój najlepszy kochanek?
Dlaczego nie chce o tym ze mną porozmawiac?

gubie się


    • zarazpl Re: Kolejna historia... 25.03.07, 00:56
      jesli chesz wam pomoc, pokaz mu ten list. I przpros ze napisalas go na fotrum a
      do niego.
      I poglaszcz go po policzku.

      K
      • zygzak60 Re: Kolejna historia... 25.03.07, 12:41
        zarazpl napisał:
        > jesli chesz wam pomoc, pokaz mu ten list. I przpros ze napisalas go na fotrum a
        > do niego.
        > I poglaszcz go po policzku.

        bardzo dobra rada,
        słowo pisane pozwala na pewien dystans, dodaje odwagi i przełamuje bariery
        jemu tez mogłoby byc łatwiej napisać do ciebie
        i kto wie jaki by sie okazał jego punkt widzenia
    • piesogrodnika2 Re: Kolejna historia... 25.03.07, 03:06
      Jest to bardzo jednostronna opowiesc i masz racje, ze nieskladnie opowiedziana.
      Strzelasz jakby do jednej bramki. U mnie bylo podobnie. Tez zaczalem sie oddalac
      od mojej ex az doszlo do cichej separacji i sztucznie podtrzymywanego i
      reanimowanego malzenstwa ze wzgledu na dzieci.
      Cos mi sie tu nie klei. W jaki sposob doszlas do "swietna prace i dobra pozycje
      zawodowa"? W jaki sposob nastapila metamorfoza czlowieka, ktory
      "Miał swoje zasady, był wyważony, subtelny, bardzo zrównoważony, co świetnie
      komponowało się z moją ekspansywna naturą. Typ człowieka, który ujmuje spokojem,
      opanowaniem, celną uwagą. Przy tym daleko mu do nudnego "mędrca". Normalny fajny
      gość. Z ambicjami i planami na wspólna przyszłość. Wariat w łóżku; chętny do
      eksperymentowania, wiecznie na "tak"." a zrobil sie z niego lokator, ktory wg
      ciebie przychodzi do domu przenocowac. Jak wychodzi z ciebie twoja
      ekspansywnosc? Do ktorej mozna bylo go dopasowac.
      Bardzo duzo piszesz o nim ale po to aby pisac o sobie. Piszesz malo o dziecku i
      o tym jakim twoj mezczyzna jest ojcem. W tym co piszesz brakuje ciepla. Byc moze
      juz wygaslo w tobie uczucie. Nie wiem. Nie chcialbym byc niesprawiedliwy wobec
      ciebie. Zawsze jednakze jest tak, ze jezeli mezczyzna i kobieta pozostajacy w
      zwiazku sa normalnymi ludzmi to wina za rozpad zwiazku czy niedopasowanie sie
      oscyluje zawsze okolo srodka. Jezeli ktoras ze stron odchodzi dalej i zdradza,
      to jest tylko skutkiem a nie przyczyna.
      Moja ex nie umiala sluchac. Ona patrzyla zawsze na kazda sprawe ze swojej
      pozycji. Mowila: "zgadzam sie, ale...., masz racje, ale...., teoretycznie to tak
      wyglada, ale..."
      Uwazala, ze normalnym jest jak mowila:
      "Zgadza sie, tak powiedzialam ale w zasadzie mialam co innego na mysli"
      Wielokrotnie jej powtarzalem, ze zapatrzona w siebie i swoje sprawy oduczyla sie
      sluchac co do niej mowilem.
      Ale ona mnie dalej nie sluchala, ja mowilem to co mysle a ona slyszala to co wg
      niej ja chcialem powiedziec.
      Generalnie to nie masz innego wyjascia jak przeanalizowac cala sytuacje, zrobic
      wszystko aby poprawa sytuacji w domu stala sie twoim priorytetem a nie twoja
      pozycja zawodowa i praca, ocieplic atmosfere w domu, zaczac to cieplo okazywac i
      sprobowac odbudowac miedzy wami komunikacje, bo z twojej opowiesci jednoznacznie
      wynika, ze jej brakuje. Twoj maz nie jest zimna ryba a w wiekszosci wypadkow
      kazdy problem opiera sie na sytuacji wynikajacej z faktow a nie z subiektywnych
      odczuc. Wiec staraj sie odnalezc te fakty Iije jakos umiejscowic w waszej
      historii czasowo. Moze wtedy bedzie ci latwiej znalezc mechanizm “oddalania sie
      od siebie” a stad juz jest blizej do naprawy calej sytuacji
      • raqu46 Re: Kolejna historia... 25.03.07, 08:44
        a ja dostrzegam jeszcze taki wątek:
        wokol było tylu popaprańców, a ty wybrałaś rozsadnego.
        tz moim zdaniem pobrałas sie z nim, nie dlatego że go kochałaś, tylko własnie z
        rozsadku, albo z braku "laku".
        miłe złego poczatki. twoja ekspansywna natura wyrywa zawsze kawałek
        jego "ogródka" jego przestrzeń do której pozwala ci wkroczyć maleje z dnia na
        dzień. Przestań sie pakować w jego intymna strefe z butami, tylko przyciagaj go
        do swojej.
        jednym słowem uwazam, ze jestes wredna zołza.
      • misssaigon Re: Kolejna historia... 25.03.07, 08:52
        zgadzam sie z przedmówca - nic nie dzieje sie ot tak sobie , nawet dr Jekyll
        zamienil sie w MR Hyde'a pod wpływem cudownej mikstury , a nie ot tak sobie.

        1. Gabi, masz bardzo egocentryczne podejscie do swojego związku, piszesz mnóstwo
        o swoich potrzebach, nic o potrzebach swojego meza
        2. Wielka miłosc, jesli taka była nie konczy sie wieczorem po kolacji - skor
        było tyle rzeczy , które was łączyły, gdzie one sa?
        3. Powody - moga byc wewnetrzne (Ty i twoje podejscie do związku i męza) lub
        zewnetrzne (choroba, kochanka). Najlepiej zaczac od siebie...
        zastanów sie, jaka role obydwoje pełnicie w domu, czy Ty swoja "ekspansywnościa"
        nie odstarszasz go od siebie - pod tym okresleniem moze kryc sie wiele - a
        najczesciej kryje sie despotyzm, brak zrozumienia, egocentryzm i chęc
        zawłaszczenia mysli, uczuc drugiej osoby.

        Zapewniam Cie , ze takie relacje - sa męczace nie tylko dla Ciebie ale dla
        Twojego męza równiez - skoro był wrazliwym człwoiek a zamknał sie - zamknał sie
        przede wszystkim na Ciebie. Mieszkacie razem dalej - co jest tego powodem?
        czynniki materialne, poczucie odpowiedzialnosci, zduszone uczucie do ciebie?
        • smutna.ania Re: Kolejna historia... 25.03.07, 10:43
          dziękuję za powyższe uwagi.
          Nie ustosunkuje sie do wszystkiego o czym napisaliscie, bo od razu sie po
          prostu nie da. Ale cenię Wasze spostrzeżenia. Forum czytuję dość regularnie,
          dlatego sama zdecydowałam sie na te swoista spowiedź.
          Pisalam chaotycznie i pewnie teraz też tak będzie. Wiecie sami doskonale, że
          ciężko jest ogarnąc całość w kilku zdaniach, zwłaszcza, że owa całość to pare
          ładnych lat. Dlatego jest nieskładnie, jednostronnie, miejscami przysłowiowej
          kupy sie nie trzyma. Wyrzucalam te zdania z siebie raczej dla pogadania z samą
          soba, choć wiedziałam, że ktoś to będzie czytał i oceniał mnie po tych
          wynurzeniach. Spróbuję to wszystko systematycznie porządkować dla szerszego
          spojrzenia. Teraz mam kilka minut dosłownie, bo mąż pojechał zawieźć naszego
          malucha do dziadków. Zaraz będzie, więc nie dam rady pisać.

          Właściwie nie wiem od czego zacząć...
          Nic sie nie dzieje tak po prostu i tu wszyscy mają swięta rację. Tylko dlaczego
          ja proszę o rozmowę, a on mówi, że przesadzam, bo nic sie nie dzieje. Ja chce
          analizować wspólnie co się z nami stalo, gdzie zrobiliśmy bład, a on twierdzi,
          ze odgrzebywanie starych przykładów z naszego życia nie ma sensu, ze trzeba
          patrzec do przodu. Ok, tylko jak budowac przyszłość bez zrozumienia co złego
          zrobiło sie kiedyś? Nigdy nie powiedziałam, że jestem bez winny; nigdy nie
          zrzucałam całej odpowiedzialności za chora sytuacje między nami na niego.
          Zależało mi i zalezy tylko na tym, zeby przegadać temat do samego końca, ocenić
          co nas denerwowało w jakiś tam sytuacjach, czego oczekiwaliśmy od siebie
          nawzajem, jak powinnismy zareagowac, itd. Chce, zebyśmy wyciągneli obydwoje
          wnoski, podzielili sie tym, co czujemy, co myslimy i powiedzieli
          sobie "zaczynamy jescze raz, bo warto".
          Ocenianie na zimno jakis spraw bardzo wiele nas uczy, prawda?

          uciekam
          • niezapominajka333 Re: Kolejna historia... 25.03.07, 10:51
            Rozważyłabym poważnie temat kochanki. Może dlatego nie chce wracac do
            przeszłości.
            Zastanawiam się, czy przed ślubem mieszkaliscie razem?
            • raqu46 Re: Kolejna historia... 25.03.07, 11:29
              nawet jezeli jest gdaiześ jakaś kobieta, to z meskiego punku widzenia nie jest
              to jeszcze groźne. osobiscie nie wierzę w kochankę.
              że tak surowo Ciebie oceniam, to nie znaczy, że pałam do ciebie nienawiscia.
              przeciwnie. Nie jedno wiadro zimnej wody wylało mi sie na g łowe na forum. i
              słusznie.
              ja powiem wprost. mam co dwa trzy tygodnie analizę zwiazku zafundowana przez A.
              ostatni przykład:
              ja pracuje w dwóch miejscach naraz. czasu mam nie wiele. ale pomimo tego:
              nigdy nie odmawiam wyrzucania smieci, mycia garów, wychodzenia na i po zakupy.
              odkurzam - rzeczywiscie tylko wtedy gdy a mnie o to poprosi, jakos nie jestem
              pedantem, ale staram sie pamietac o wielu rzeczach: np po myciu garnków
              sprzatam zlewozmywak i myje kuchenke. itd itp.
              ostatnio kochanie wyraziło wolę usmazenia wieczorem placów ziemniaczanych.
              zaraz jak wróciłem z pracy "zwalony jak koń po wyscigach". zaczem ploezałem
              jakies półgodzinki do teleexpresu i pojechalismy do miasta, załatwilismy jakies
              sprawy mojej mamy (mieszka sama i jest troche juz niedołężna) kupilismy w
              spozywczaku jakies pierdoły, i gawedząc miło dotarlismy pod dom. a tu burza. A
              prosi o kluczyki i wsciekła rusza z miejsca z piskiem opon. nie było jej
              półtorej godziny. oczywiscie przed startem usłyszałem ze "zapomniałem o
              ziemniakach" no zbrodnia.
              na tysiac dobrych uczynków zdarzył sie jeden. ONA CZEKAŁA CZY JA NI ZAPOMNĘ!"
              normalnie zastawiła na mnie pułapkę.
              taka ilustarcja. potem analiza i wałkowanie mojej do niej stosunku. ze ja
              lekceważę, ze nie wspieram, ze źle sie dzieje itp itd.
              z mojego punku widzenia wystarczyło powiedzieć: a ziemniaczki?
              nienawidze rozmów o zwiazku. moze i wałkowaniem tego, że niejest tak JAK TY
              CHCIAŁABYŚ, zeby było doprowadzasz go do szału.
              a on? czego chce twój mężczyzna? może poprostu żyć?
          • zygzak60 Re: Kolejna historia... 25.03.07, 12:38
            gadatliwość, roztrząsanie to babska cecha,
            gadaj z koleżankami na okrągło, zwierzaj sie przyjaciółce godzinami
            ale nie oczekuj od mężczyzny, że i z nim można tak samo

            pewien typ mężczyzn 'nadąsanych' łatwiej Ci będzie opanować
            wychodząc z totalna akceptacją i radością do niego
            wkrótce sie może okazać, że tylko tego mu brakowało
            :)
    • ewolwenta Re: Kolejna historia... 25.03.07, 13:26
      Na Twoim miejscu przeczytałabym ten list jeszcze raz i spróbowała wyobrazić
      sobie że (emocjonalnie) to on nie Ty jest autorem. Zaczęłabym postępować tak,
      jakbym to były jego uczucia - odrzucenie, rozluźnienie więzów, brak celu i wizji
      dla dalszego związku, poczucie że on jako mężczyzna zszedł na drugi plan, coś
      utracił.
      Postarałbym, postępować z nim normalnie i nie koncentrować się na problemie. Bez
      żądań i poważnych rozmów, a już na pewno bez awantur. Facet wyraźnie jest skryty
      i zamknięty w sobie i nie potrafi mówić Twoim językiem.

      Ciekawi mnie czy to dziecko było również przez niego planowane. Bo może kryje
      się tu też poczucie bycia oszukanym.
    • malaika7 Re: Kolejna historia... 27.03.07, 18:37
      Kurcze, życie to nie wieczne fajerwerki. A my, Europejczycy, startujemy zwykle
      w związki z pułapu strasznie wygórowanych oczekiwań co do tego jak seks,
      relacje, wspólne życie powinny wyglądać. Sama dałam się złapać w tę pułapkę i
      po 3 latach jestem w trakcie rozwodu.
    • kici10 Re: Kolejna historia... 27.03.07, 23:41
      Tzw. planowane poważne rozmowy na temat zawiązku to porażka. Zazwyczaj jedna
      strona ustawia się na pozycji atakującego, a druga w obronie. Dziwisz się, że
      ktoś chce uniknąć rozmowy, w której wie, że będzie atakowany i będzie musiał
      się bronić. A Ty lubisz być np. opieprzana przez przełożonego w pracy? Ponadto
      podczas takich rozmów żąda się wyjaśnień, dlaczego ktoś się tak zachwał, a nie
      inaczej. A często człowiek sam nie wie dlaczego tak reaguje. Rozmowy takie są
      fajne wtedy, kiedy są spontaniczne. Kiedy dwie strony mają na nie ochotę. I
      wtedy rozmowa się klei. Co z tego, że często w najmniej odpowiednim momencie.
      Chcesz sie czegoś dowiedzieć, to uważnie słuchaj, a nie puszczaj mimo uszu, bo
      wydaje Ci się coś nie ważne. Nie filtruj tego przez własne myśli, tylko bierz
      jak leci. A potem się zastanów co usłyszałaś. Ewentualnie dopytaj, czy to co
      słyszysz znaczy to , co Ty myślisz, że znaczy. A zamiast maltretować kogoś
      wizją nieprzyjemnej rozmowy, wyciągnij rękę i pogłaszcz. Zobaczysz wtedy, czy
      zostanie odtrącona, czy przyjęta. Czasmi najtrudniej wykonać pierwszemu
      przyjazny gest.
Pełna wersja