jeżeli nie seks to może bierki

27.04.07, 23:15
Czytałem tematy facetów na tym forum i znalazlem ludzi z podobnymi problemami
ale nie do końca. Mało odkrywcze? no może...

Zdecydowałem się napisać bo może jest ktoś kto z kolei ma tak jak ja.

Otóż większość ludzi ma problem z niedopasowaniem seksualnym parynera- za
rzadko za często itd.
To co mnie dręczy jest szersze i chociaż wynika z seksu to tak naprawdę jest
szersze bo dotyczy mojej tożsamości jako faceta.

Do rzeczy. Mam 30-chę, żone i 1, 5 roczne dziecko. Z pozoru z zewnątrz
wszystko super. Małżeństwem jesteśmy od 6 lat a wcześniej byliśmy ze sobą 3
lata
Niedawno dotarło do mnie coś co było od początku a nie chciałem tego
dostrzec: od początku to ja inicjowałem seks. A od kilku lat wygląda to tak,
że biorę ją na spiocha. Częstotliwośc to tak gdzieś 2 razy w miesiącu od
kilku lat albo rzadziej. Uwłacza mi, ze robię to w ten sposób więc wytrzymuję
ile mogę. wiem nawet kiedy dziecko zrobilismy bo tak rzadko to było
Najlepsze jest to ,że twierdzi, ze zawsze ma orgazm i to jednoczesny
(zjawisko niemal mityczne)ale jednocześnie nigdy nie dąży do seksu. Więc moim
zdaniem kłamie- tylko po co?skoro już dawno powiedziałem jej, że to graniczy
z niemożliwością

Ale to jest tylko wierzchołek góry lodowej
Kiedy dotarło do mnie jak to wygląda zrozumiałem, że tak bylo praktycznie od
zawsze. Nawet na początku kiedy było częsciej to też zawsze to była moja
inicjatywa a ona najwyraźniej nie potrafiła odmówić.

Zaczęły mi się otwierać oczy i dostrzegłem, ze to co brałem za oznaki
zainteresowania, czy uczucia do mnie to w rzeczywistości kontrola i
wścibstwo. Z czasem nabrało to formy wręcz przesłuchań np jeżeli mówięm że
dzwonił mój wspólpracownik to od razu pytania : po co, a dlaczego teraz, co
mówił i co jeszcze, a to nie możesz kiedy indziej, o czym z nim rozmawiałem.

I wszystko jest pretekstem do krytycznych zjadliwych uwag narzekania itd.

Przy czym nie interesuje jej tak naprawdę co ja robię. Oboje mamy to samo
wykształcenie i próbowałem nawet żeby zajęła się niektórymi zagadnieniami.
Wtedy odmawia. Podobnie niechęć okazauje do wszelkich moich zainteresowań-
wszystko jest głupie i dziwne.
Ostatnio zaczęła używać dZiecka do wywierania na mnie presji

Żeby była jasność od kilku lat to ja zarabiam znacznie więcej i utrzymuję ją.
Jestem odważny i dynamiczny- ostatnio zdecydowałem, że wyprowadzamy się do
innego miasta, sprzedajemy dom, który wybudowaliśmy. Znalazłem nową pracę w
nieznanym mieście i mam najlepszy wynik na tej działce, którą się zajmuję od
paru lat a teraz szukam dodatkowej pracy. Nie usłyszałem nigdy dobrego słowa,
no chyba, że wprost jej to mówię: dlaczego nigdy nie mówisz, że coś zrobiłem
dobrze.? Wtedy następuje krótki (dzień, dwa) okres sztucznych pochwał.

Po co to piszę? Żeby wprost powiedzieć, że samotnośc jest duzo lepsza niż
byćie z kimś takim
Ostatnio odkrywam, że czuję się super tylko gdy jestem bez niej. I to
naprawdę jest świetne. Nie boję sie samotności.

Ona jest jedyną kobietą jaką miałem. Kobiety nigdy się mną nie interesowały
Ona w sumie ( jak się teraz okazało) też nie. To osoba traktująca ludzi
instrumentalnie. Widocznie w chwili poznania się byłem ciekawostką.

Dotychczasowe doświadczenie nauczyło mnie, że nie powinienem szukać
samorealizacji w związku z kobietą. Jestem przez nie traktowany jako osobnik
aseksualny. I to nie jest moja wina. Jestem towarzyski, dowcipny,
wysportowany i pewny siebie a kobiety zawsze wybierały innych. Zawsze miałem
kupę koleżanek. Niektóre wprost mówiły mi, ze jestem bardzo fajnym gościem
ale tylko jako kumpel.

Dzisiaj wiem, ze na pewno żadna nie była mną zauroczona

Nie mam sobie nic do zarzucenia. Zawsze miałem kupę zainteresowań i byłem
postrzegany jako dusza towarzystwa i gośc pewny siebie. To kwestia mojej
genetyki: ale to odrębny temat

Nie żałuję tego co się stało - mam cudnego synka, którego nie zamieniłbym na
nic. Poza tym nie doszedł bym do tego co wiem dzisiaj. Czułbym się
nieszczęśliwy, że żadna kobieta nie chce ze mną być i szukałbym winy w sobie.

Więc nic na siłę czas zająć się bierkami :).
Nauczyłem się, że do szczęścia nie jest mi potrzebna absolutnie żadna
kobieta. Seks jest ważny ale nie aż tak żeby robić z siebie szmatę. Jeżeli
mam żebrać o seks to ja dziękuję. Dużo bardziej satysfakcjonująca jest zosia
rączkowska a poza tym są prostytutki- dopóki Roman Duży z Ziobrem nie zakażą.

Pozdrawiam

    • heyjoe23 Re: jeżeli nie seks to może bierki 28.04.07, 00:16
      Po prostu nie wierzę... Nie wierzę, bo myślałem, że nikt inny nie ma tak jak
      ja. Z wyjątkiem wieku dziecka i przeprowadzki do innego miasta wszystko się
      zgadza. Po prostu wszystko. Ja p...

      Ale ja jeszcze dodatkowo słyszałem, że wszystko robię źle, i że ona wie
      najlepiej, że ona wybierze, że ja to tamto itp... No i podobałem się jeszcze
      jednej, ale okazałem się dupkiem.

      Nie wiem, jak Ty, ale ja mam plan: czekam, aż moja córeczka będzie pełnoletnia
      (czyli 14 lat) i wyp...adam :-) z tego związku. Wcześniej - nie ma po co, bo i
      tak albo żadna na mnie nie spojrzy albo będę dupkiem. A jak wypadam to mam plan
      typu dom w Sudetach albo knajpa w Górach Skalistych :-)
      • bugbuddy Re: jeżeli nie seks to może bierki 28.04.07, 00:31
        > Nie wiem, jak Ty, ale ja mam plan: czekam, aż moja córeczka będzie
        > pełnoletnia
        > (czyli 14 lat) i wyp...adam :-) z tego związku.

        Nie ty jeden na to wpadłeś ;-)
        • heyjoe23 Re: jeżeli nie seks to może bierki 28.04.07, 00:34
          No po tym wpisie to nie wiem, czy się cieszyć (że niby nie tylko ja mam tak
          przejegrane) czy smucić. Jest nas trochę i ciekawe ilu jeszcze znajdzie. Ale
          znając życie i przyszłe wpisy kobiet, to i tak nasza wina ;-)
      • aandzia43 Re: jeżeli nie seks to może bierki 28.04.07, 01:27
        Człowieku nie czekaj 14 lat! Wypalisz się do tego czasu z tej frustracji i
        zapiekłej niechęci i zmarnujesz najlepsze lata życia. JAK CO ZLE TERAZ, TO ROB
        COS TERAZ. Co by to nie było. Wyp..adaj w Sudety, poluj na rosomaki na Alasce
        czy buduj nowe życie w kolejnej Rzeczpospolitej. Ale rób coś teraz!
        • heyjoe23 Re: jeżeli nie seks to może bierki 28.04.07, 09:59
          Wiem, że już nie będę miał więcej dzieci. I dlatego z tym dzieckiem, które już
          mam chce mieć jak najlepszy kontakt. Nawet kosztem frustracji. Przeżyję
          (oczywiście sfrustrowany), ale osiągnę jakiś kompromis. Stopniowo zmieniam
          swoje podejście i zaangażowanie w związek i rolę jaką w nim gram. Pewnie, że
          frustracje rosną (kto wie, może jak przekroczą pewną granicę to wyjadę
          wcześniej).

          Alaska mówisz...
          • aandzia43 Re: jeżeli nie seks to może bierki 28.04.07, 11:16
            To buduj swoją Alaskę tutaj. Zacznij od teraz. Może ktoś się zatrzyma na twoim
            przystanku? Może będzie to twoja żona? Kto by to nie był, powodzonka :-)))
    • aandzia43 Re: jeżeli nie seks to może bierki 28.04.07, 01:45
      Nareszcie jakieś inteligentne i wnikliwe podejście do tematu. Facet pokusił się
      o analizę i zrobił to sensownie.
      "To co, mnie dręczy jest szersze i chociaż wynika z seksu to tak naprawdę jest
      szersze bo dotyczy mojej tożsamości jako faceta." A nie ględzenie typu: "ja dla
      niej wszystko, a ona jest wredna, chyba jestem dla niej za dobry".
      Ale ostateczne konkluzje smutne i cierpkie. Dużo goryczy i zatrzaśnięcie drzwi
      za... swoją męskością. Sorry, że tak piszę, ale ten pomysł z prostytutkami...
      I skąd wiesz, ze żadna nie była tobą zauroczona? W dobrych kierunkach się
      rozglądałeś?
      Jesteś silnym i inteligentnym facetem, wymyśl coś innego. Trzymam kciuki.
      P.S. Orgazm jednoczesny nie jest zjawiskiem mitycznym. Istnieje i ma się dobrze.

      • gig.ga :Chwileczke, chwileczke... 28.04.07, 02:23
        Jonmalevolt, napisales "biore ja na spiocha" i to "od kilku lat". A co robisz
        kiedy ona idzie do lozka i moze czeka na ciebie? Co waznego robisz?...ogladasz
        telewizje, "latasz" po internecie, masz swoje hobby i tym sie zajmujesz ??? Ja
        mysle, ze problem jest w tobie. Jestes prawdopodobnie zalosnym kochankiem
        myslacym tylko o sobie. Tak , tobie dziura w desce jest potrzebna a nie kobieta.
    • jonmalevolt Re: jeżeli nie seks to może bierki 28.04.07, 07:47
      oho , tak jak ktoś przewidział odezwała się kobieta...:)i od razu jasnośc i
      pewnośc osądu :)

      Jeżeli ( jej zdaniem) jestem kiepskim kochankiem to skąd ta mowa o orgazmach???
      ok ona kłamie i pewnie faktycznie jestem kiepski jej zdaniem ale to nie z braku
      starania

      w dzień albo gdy kładziemy się razem jest jak kłoda- zawsze znajdzie się jakaś
      wymówka. To najlepiej oddaje jej stosunkek do mnie.
      Teraz -od kilku miesięcy faktycznie jej unikam, jej ciągłego narzekania.ale
      wcześniej tak nie było. Zawsze się starałem aby pieszczoty trwały kilkanaście
      minut -ale to kłoda.
      Ona traktuje małżeństwo jak rywalizację. Dzisiaj np obudziła małego o 6 rano
      i demonstracyjnie głośno się nim zajmowała po czym o 7 0-mej stwierdziła żebym
      ja się nim zajął bo ona chce się wyspać a "musi się nim zajmować już od godziny"
      Już wczoraj było ustalone, ze ja się nim zajmuję cały dzień ale już od rana
      musiała zrobić demonstrację jaka to ona "matka męczenniczka"
      • heyjoe23 Re: jeżeli nie seks to może bierki 28.04.07, 09:52
        To ja przewidziałem, Jarząbek :-))) Bo niestety komentarze kobiet w większości
        (ale nie wszystkie!!!), są właśnie takie. A że nie wszystkie, świadczy
        wypowiedź innej pani ze zwróceniem uwagi na "To co, mnie dręczy jest szersze i
        chociaż wynika z seksu to tak naprawdę jest szersze bo dotyczy mojej tożsamości
        jako faceta". Facet potrzebuje seksu. Ale naprawdę nie jest prostym stworzeniem
        (choć prostszym od kobiet) i potrzebuje też innych rzeczy, które się na
        tożsamość faceta składają. Ale seks odgrywa w nich istotną funkcję.

        Dlatego też, podejście typu "kłodowatość" ze strony kobiety działa deprymująco
        na faceta. Facet się stara (może nie wiedzieć jak, więc próbuje, oczywiście
        może nie trafiać, chociaż jak powszechnie wiadomo, facet powinien odczytywać
        pragnienia kobiety zanim ona o nich powie, a zwłaszcza te, o których sama
        jeszcze nie zdążyła pomyśleć). Facet się stara i nic...kłoda albo wymówki.
        Jeśli uznamy, że facet jest na poziomie ewolucyjnym równym lub nieco wyższym od
        małpy, wydaje się uzasadnione, że za którąś próbą po prostu zaczyna olewać
        sprawę, albo robić po swojemu.

        Wiem, że w związku ważny jest element tajemniczości, niedopowiedzenia, ale bez
        przesady. Jak idę do lekarza i lekarz pyta mnie na co się skarżę, albo co mi
        jest, to nie odpowiadam: "zgadnij pan, ja wiem ale nie powiem". Bez rozmowy
        albo wskazywania w inny sposób tego się po prostu nie przeskoczy.

        A jeśli kłodowatość trwa długo, to być może (dość odważne, ale na razie to
        tylko hipoteza) faceci po prostu nie podniecają takich kobiet? Mam na myśli
        konkretną kombinację - TAKI facet i TAKA kobieta. Oczywiście w takim razie
        powstaje pytanie: to dlaczego są razem i jeszcze dziecko im się "zdarzyło"?
      • eeela Re: jeżeli nie seks to może bierki 28.04.07, 13:45
        > Już wczoraj było ustalone, ze ja się nim zajmuję cały dzień ale już od rana
        > musiała zrobić demonstrację jaka to ona "matka męczenniczka"

        I ty chcesz wytrzymac 14 lat, jak juz teraz reagujesz alergicznie i ze wstretem
        na najgorsze pierdoly? Nie dasz rady.

        W ogole straszne to jest i nie potrafie sobie wyobrazic, jak mozna nie znosic
        sie wzajemnie, a mimo to zyc razem pod jednym dachem. Nie potrafilabym,
        oszalalabym chyba.
        • olga85 Re: jeżeli nie seks to może bierki 30.04.07, 19:55
          oj, to nie jest pierdoła, ja za takie coś bym udusiła, chociaż mojemu ślubnemu
          takie rzeczy nie w głowie.
    • miedzianakonefka Re: jeżeli nie seks to może bierki 28.04.07, 09:22
      No normalnie nie pamiętam żebym to napisał i to pod innym nickiem :P
      Hehe mam idealnie to samo z tym że lat trochę więcej (35).
      No i przed dzieckiem jeszcze niemałżonka inicjowała zawsze a po ślubie tylko
      ja. Teraz mi przeszło bo po dziewięciu latach "zaczynania" zacząłem się czuć
      jak jakiś zbok co chce chociaż dwa razy w tygodniu :P Dlatego znalazłem fajną
      przyjaciółkę która (prawie) zawsze może, rozumie pewne tematy i przestałem miec
      problemy.

      Alleluja i do przodu...

    • polityk71 Re: jeżeli nie seks to może bierki 28.04.07, 13:33
      Oki stary... masz tak samo jak ja... widać takich jak my jest więcej... i
      dodam, że tylko wiek się nie zgadza ja mam 35 i dziecko 9 a przeprowadzka,żona
      i cała reszta dokładnie tak samo...
      Ale teraz rada jak z tym sobie radzić... , oczywiście jest to męska rada i
      myślę, że jako myślący i inteligentny facet zdecydujesz czy to jest wyjście dla
      ciebie czy też nie....
      Dodam jeszcze na wstępie, żebyś przypadkiem nie słuchał rad większości kobiet
      bo raczej dodatkowo wpędzisz się w kłopoty i frustrację a na koniec dół jak Rów
      Mariański i po co Ci to!
      Powiem podobnie jak jeden z kolegów, znajdź sobie kogoś..., to nie jest znowu
      takie trudne..... i zacznij żyć jak człowiek... Daj sobie spokój z
      prostytutkami bo jeszcze tylko coś złapiesz.... Jest wiele zainteresowanych
      kobiet, którym będziesz się podobał i będzisz przy nich czuł się happy... i
      przy odrobinie, naprawdę odrobinie Twojego wkładu... oboje będzie wam
      przyjemnie a jak się żona dowie... to kto wie może to będzie nawet dla was
      lepiej... wówczas trzeba będzie coś zrobić ostatecznie... może nawet Twoja żona
      się zmieni ale na to bym raczej nie liczył...one są przeważnie nie
      reformowalne... niestety!!!
      • gig.ga Oj panowie, panowie marni z was kochankowie. 28.04.07, 16:03
        Jonmalevolt, zalosne jest jak piszesz, ze kiedys >starales sie, zeby pieszczoty
        trwaly kilkanascie minut<. To co dotknales ja tu i tam, spojrzales na zegarek
        minelo 15 minut mozna "wprowadzic". Rutynka tu pachnie. Powiedz mi kiedy
        ostatnio powiedziales jej, ze jest piekna, ze nie wyobrazasz sobie zycia bez
        niej, ze jak wchodzi gdziekolwiek to jest tak jakby slonce nagle zaczelo
        swiecic, ze ja kochasz, kochasz jej zapach , jej dotyk, sposob w jaki sie
        porusza, jak patrzy. Snisz o niej i myslisz, i to myslenie czasem przeszkadza ci
        sie skupic w pracy. Kiedy ostatnio postarales sie o opiekunke dla dziecka,
        zebyscie mogli spedzic czas poza domem i cieszyc sie soba, kiedy przygotowales
        jej kapiel z platkami pasowych roz? Nie pamietasz? Nie, bo ty tego nie robisz,
        ty wlazisz na nia jak spi,zalatwiasz sie- czyli sie spuszczasz (inaczej tego
        nazwac nia mozna), jeszcze smiesz ja pytac czy jest zadowolana(czy miala
        orgazm). Tak prawdziwy "menszczyzna" z ciebie, ona jest wszystkiemu winna.
        • trzydziestoletnia Re: Oj panowie, panowie marni z was kochankowie. 29.04.07, 07:47
          gig.ga napisała:

          > ostatnio powiedziales jej, ze jest piekna, ze nie wyobrazasz sobie zycia bez
          > niej, ze jak wchodzi gdziekolwiek to jest tak jakby slonce nagle zaczelo
          > swiecic, ze ja kochasz, kochasz jej zapach , jej dotyk (..)

          Ale dlaczego ma klamac skoro tego nie czuje? Gig.ga, rozumiem frustrację, ale chyba troszeczke przeszadzasz z dyskredytowaniem mezczyzn.

          > (..) kiedy przygotowales jej kapiel z platkami pasowych roz?

          A kiedy tobie ktos przygotowal?

          Swoja drogą ciekawa jestem czy ktorykolwiek z panow wiedzialby jakie to sa "pąsowe roze" :))
      • lou21 Re: jeżeli nie seks to może bierki 28.04.07, 17:52
        E, ja bym poradziła tak: owszem rozglądnij się
        dobrze w celu znalezienia jakiejś kobiety,
        z którą będzie Ci dobrze, ale jednocześnie
        zamknij za sobą drzwi do obecnego związku. To
        może być tylko wyprowadzka, separacja albo rozwód,
        ale zakończ jedno i wchodź w drugie. Bo po co tkwić
        w czymś, co już dawno Cię irytuje, a na poprawę nie
        ma szans? A i dla dziecka tak będzie lepiej.
      • victta Re: jeżeli nie seks to może bierki 28.04.07, 20:18
        Niesamowity podejscie do kobiet Panie Polityk:
        polityk71 napisał:
        Dodam jeszcze na wstępie, żebyś przypadkiem nie słuchał rad większości kobiet
        > bo raczej dodatkowo wpędzisz się w kłopoty i frustrację a na koniec dół jak
        Rów Mariański i po co Ci to!
        >
        Ciekawe czemu-moze sa glupie ,a ich rady frustrujace?Ciekawe ,czy tylko tych na
        forum ,czy tych spoza tez.

        polityk71 napisał:
        Jest wiele zainteresowanych
        > kobiet, którym będziesz się podobał i będzisz przy nich czuł się happy... i
        > przy odrobinie, naprawdę odrobinie Twojego wkładu... oboje będzie wam
        > przyjemnie

        Bardzo ciekawe jak mozna czuc sie happy przy kobiecie ,ktora nie dosc ,ze uwaza
        sie za glupia to jeszcze ,dla ktorej nie za bardzo trzeba sie starac.

        I na koniec perelka:
        one są przeważnie nie reformowalne... niestety!!!

        Sliczne uogolnienie.

        Panie Polityk coz....wspolczuje i Panskiej zonie(choc moze i sekutnica) i
        Panskim kochanka!!!!
    • woman-in-love Re: "poczekam aż córka skonczy 14 lat" 28.04.07, 19:34
      ...i co, w prezencie urodzinowym oświadczysz jej, że własnie się wyprowadzasz,
      bo taki miałeś plan od dawna? To obezwładniająca auto-ściema. Powiedz od razu,
      że czujesz cykor przed żoną-generałem i nie ruszysz tyłka ze strachu przed
      zmianą. A córka może skończyć 14, 24, 34, 44 - i nie ma to nic do rzeczy.
      • heyjoe23 Re: "poczekam aż córka skonczy 14 lat" 28.04.07, 21:12
        Masz dzieci?
    • trzydziestoletnia Przejrzales na oczy 29.04.07, 07:24
      To jest taki magiczny moment, po ktorym juz nic nie bedzie takie samo. Inaczej widzisz, wiecej zauwazasz, patrzysz z zupelnie innej perspektywy.
      Co z tym zrobisz to jedna kwestia, a druga to elementarna uczciwosc wobec drugiej strony. Czy zamierzasz ją choc troche uswiadomic, zanim sie odsuniesz i odstawisz na bok? Wiesz, chodzi mi o to, by jej tez troche otworzyc oczy, by miala szanse zauwazyc co robi i jak wyglada wasz zwiazek. Co ona z tym zrobi to tez inna kwestia, czasem nastepuje po tym wielka burza w zwiazku, ktora niesie zmiany. A jesli nie, to i tak uczciwiej zdobyc sie na konfrontacje (co jak wiadomo mezczyznom przychodzi b.ciezko), by i zona wiedziala na czym stoi.
      • woman-in-love Re: Przejrzales na oczy 29.04.07, 12:49
        Sądziez, że zona nie wie o tym co robi swojemu mężowi? Nie słyszała o
        potrzebach seksualnych? Nie zdaje sobie biedactwo sprawy z tego, że nawala i
        nie trzyma normy? Dopiero trzeba ją uswiadamiać, niee...
        • trzydziestoletnia Re: Przejrzales na oczy 29.04.07, 15:06
          Czesto naprawde nie wie albo nie zdaje sobie sprawy - najczesciej na wlasne zyczenie, taka rzeczywistosc selektywna, czegos nie dopuszcza do swiadomosci, cos wypiera, cos wie, ale nie docenia znaczenia itd - normalne mechanizmy obronne kazdego czlowieka. Gdyby obie strony problemu widzialy rzeczy takimi jakie są, problemow byloby duzo mniej ;)
    • ambx Nie unikaj kobiet... 30.04.07, 15:25
      ...spotykaj się, kontaktuj bez zgody, wiedzy i świadomości małżonki. Nawiązuj
      znajomości, rozmawiaj, żartuj cierpko ze swojej sytuacji... któraś zaskoczy. Im
      większe miasto i wyższa twoja pozycja zawodowa tym większa szansa, że któraś z
      singielek zawalczy o ciekawy okaz faceta z rynku wtórnego. Często się
      słyszy "jestem z nią dla dobra dziecka" Ale co to ku..a za dobro, gdy dzieciak
      widzi zgorzkniałego ojca i dziamgającą ciągle matkę, która mu ciosa kołki na
      głowie? Co wyniesie z takiego domu w swoje dorosłe życie? Czy nie lepiej mu
      będzie gdy będzie miało szczęśliwego weekendowego tatę, uśmiechniętą macochę i
      przyrodnie rodzenstwo?
    • jonmalevolt Re: jeżeli nie seks to może bierki 30.04.07, 16:34
      Witam
      Ciekawe wypowiedzi. Odniosę się także do innych postów tu na forum.

      Kilka kobiet pisało jak to one nieu mieją się zmusić do seksu ze swoimi
      facetami. Jedna "lou21" napisała, że to z powodu tego, że nie kocha faceta i
      dlatego nie może mu dać swojej intymności

      I to chyba clue problemu.
      Jestem pewien, że moja kobieta i inne pewnie też ni kochają swoich facetów.
      Nawet jeżeli część z nich żyje w zakłamaniu mówiąc, że kocha.

      Seks jest i wcale nie tylko dla facetów nieodłącznym elementem miłości jeżeli
      się "kocha" bez pożądania to to nie jest miłośc, czyba, że taka dla mamy i taty
      ale to inne pojęcie.

      Zresztą nawet z boologii człowieka wynika, że miłość to przeżycie psychiczne
      które ma umożliwić cel gatunkowy-prokreację.
      Można mówić o uczuciu, łączności dusz ale bez seksu to wszystko jest kalekie i
      już
      Zresztą czytałem tu też pos jednej pani, która "kocha" męża ale namiętnie
      zdradza go z innym- i mimo złego samopoczucia nie jest w stanie się powstrzymać.

      I to jest moim zdaniem klucz- te kobiety niec chcą uprawiać seksu z nami. I
      jeżeli udają, że wszystko jest w porządku to właśnie udają, może nawet same
      przed sobą. A tak naprawdę po cichu chcą kogoś innego.

      Dlatego atrakcyjni faceci nie powinni mięć żadnego dylematu przed sypianiem z
      kimś innym.

      Jeżeli jeden z partnerów permanentnie odmawia drugiemu seksu to nie ma prawa
      oczekiwać wierność. Jeżeli kobieta mówi, że seks ( z tym facetem) dla niej nie
      istnieje to to jest jej postawa życiowa ale nie może od niego wymagać żeby on
      też z tego rezygnował

      Odnosząc to do siebie- wiem ,że moja żona nie darzy mnie żadnym cieplejszym
      uczuciem co wyraża się też poza łóżkiem. Gdybym był chociaż przecietnie
      atrakcyjny nie miałbym żadnych oporów przed znalezieniem sobie nowej kobiety.

      Ale jak przecztałem ostatnio w "charakterach" - mężczyżna kształtuje swoją
      męśką tożsamośc w kontaktach z kobietami- więc ja nie jestem mężczyzną w tym
      sensie dla zadnej kobiety.

      nauczyłem się już dostrzegać w tym jasne strony- np całkowita wolnośc i
      samodzielnośc brak uzależnienia się od kogokolwiek. Np nie oszukuję się, że
      moja kobita jest zła. Wszystkie są takie same - ani dobre ani złe.

      Z mojego punktu widzenia ładowanie się w kolejny związek jest bez sensu. Jestem
      pewien, ze jakaś polaeciałaby na kasę i pozycję ale po co taki układ. Po co
      tracić czas jeżeli nmożna robić ciekawsze rzeczy. A do seksu nie potrzeba
      żadnego związku

      Dlatego najuczciwszym moralnie wyjściem jest prostytucja- nikt nikogo nie
      ooszukuje- nie manipuluje emocjonalnie.

      Ktoś mądrze napisał, że powodem podtrzymywania związku nie moze być dziecko-
      jezęli wszystko się sypnęło. Dziecko potrzebuje stabilności i jasnego układu.
      Dużo gotrzej zniesie wzajemne pretensje i brak uczuć niż rozstanie.

      Jak tylko finanse pozwolą wyprowadzam się- i tak będę musiał utrzymywać ją -
      przynajmniej dopóki nie znajdzie sobie jakiegoś seksownego- niech on się
      męczy :)

      • aandzia43 Re: jeżeli nie seks to może bierki 30.04.07, 19:19
        Najsmutniejszy wątek, jaki ostatnio tu przeczytałam. Nie z powodu rozmiaru
        krzywd, jakie spotkały założyciela (niektórym trafiło się chyba gorzej). Z
        powodu wyroku, jaki wydałeś na siebie, Jonmalevolt.

        Cóż uczyniłeś po założeniu wątku i opisaniu swojej historii? Skrzętnie pominąłeś
        i zbyłeś milczeniem wszystkie wspierające cię posty (kobiet i mężczyzn) i
        wyłuskałeś i przyczepiłeś się tych, które wydały ci się wodą na twój młyn. Masz
        na percepcji sito, które odławia na użytek twojej zranionej psychiki niewygodne
        informacje. Niewygodne, bo mogłyby ci zburzyć spokój i porządek świata
        emocjonalnie jednowymiarowego, tekturowego, bez odcieni.

        Kobiety nie są "wszystkie takie same", kobiety są ROZNE, Jonmalevolt, tak jak
        różni są ludzie w ogóle. Niektóre kochają swoich mężczyzn, inne nie. Odmawiają
        im seksu z tysiąca różnych powodów, a brak miłości to ostatni z nich. Sam żyjesz
        w zakłamaniu wrzucając do jednego wora wszystkie kobiety i odzierając z odcieni
        i niuansów sferę intymności. Jeśli prawdą jest, że każdy ma swój matrix, to ty
        twój uczyniłeś bardzo smutnym i pełnym kantów. I nie łudź się, że to szlachetna
        prostota, to... sorry, prostactwo.

        Na takim fiki-miki, jakie zrobiłeś ze swoim oglądem rzeczywistości nikt nie
        traci, tylko ty (i oczywiście twoi bliscy). Świat toczy sie dalej i jest piękny,
        straszny i wielowymiarowy. I ludzie cieszą się nim, cierpią, są szczęśliwi i
        nieszczęśliwi, i po prostu ZYJA. Dołącz do nich, opłaca się.

        A propos wątku Lou21, powtórzę się: nie ten nie potrafi kochać, kto boleje nad
        brakiem tej umiejętności u siebie i ma z tego powodu wyrzuty sumienia wobec
        świata. Ci, którzy naprawdę nie potrafią kochać spędzają całe życie na
        pretensjach, że nikt ich nie kocha i nie mają cienia zarzutu wobec samych siebie
        w tej materii.
      • deenzeel Re: jeżeli nie seks to może bierki 01.05.07, 02:34
        cześć, trafne:udają a po cichu chcą kogoś innego-prostytucja najuczciwsza-
        jednak w tej sferze nie znajdziesz miłości a seks bez miłości to erzac-często
        może się okazać,że renia jest bardziej miłująca
        • marii8 Re: jeżeli nie seks to może bierki 01.05.07, 08:07
          Wydaje mi się,że warto zadać sobie podstawowe pytanie- czy ty ją wogóle jeszcze
          kochasz? Pomimo tego co się dzieje, pomimo braku tej namiętności, spełnienia
          swoich oczekiwań itp...Kwestia sexu, która budzi tak wiele kontrowersji- to nie
          jest do końca tak. W moim przypadku była podobna sytuacja, to mąż ciągle
          inicjował sex, a dokładniej tak jak opisałeś na śpiąco. Ja marzyłam aby było
          inaczej ale kwestia mojego wychowania, jakieś blokady oraz przeżycia z
          przeszłości nie pozwalały mi na to.Wiele razy planowałam sobie w myślach jak to
          zrobię, jaka to będę śmiała,bezpruderyjna ,zaskakująca...Ico? Przychodził
          wieczór a mnie jakby zamurowało. W oczekiwaniu na ukochanego z głową pełną
          marzeń zasypiałam a on potem robił swoje. Wszystko zmieniło się gdy przypadkowo
          odkryłam w komputerz,że mąż ogląda w internecie inne kobiety, filmy porno i nie
          są to jakieś tam długie seanse tylko kilkuminutowe scenki lub tapety. Poczułam
          się zagrożona a jednicześnie zrozumiałam że mój mąż nie jest ze mną pod
          względem sexu szczęśliwy.Zaczęłam więc szukać rozwiązania, wypisywałam prośby
          na różnych forach, płakałam po nocach, próbowałam z nim rozmawiać. Rozmowy
          wtedy nam nie wychodziły, jego krępowały a we mnie wzrastała złość i strach że
          w końcu go stracę. Postanowiłam zasięgnąć porady specjalisty czyli sexuologa i
          to on rzucił mi na nasz związek zupełnie inne światło. Zdałam sobie sprawę,że
          zachowywałam się siak idiotka, jak typowa lamętująca baba użalająca się nad
          sobą. Zamiast kochać, uwodzić mojego ukochanego i rozwijać nasz związek sama
          swoim zachowaniem go niszczyłam. Postanowiłam to zmienić. Jaki było zaskoczenie
          mojego męża gdy wieczorem zobaczył mnie nie w jakiejś tam piżamie czy dresie a
          w sexownej bieliźnie paradującej mu przed nosem.Zaczęlam się tego wszystkiego
          uczyć bo tego chyba trzeba się nauczyć, trzeba się przełamać bo chyba nie ma
          nic gorszego niż brak rozmowy na ten temat i jakieś tabu.Dzisiaj nie możemy bez
          siebie żyć a sex uprawiamy codziennie, czasami nawet kilka razy w ciągu dnia a
          on chce jeszcze i jeszcze.Zrodziła się namiętność jakiej chyba nie mieliśmy od
          początku naszego związku.Dlatego też moim zdaniem warto spróbować jeszcze raz.
          U mnie trwało rok zanim się z tym uporaliśmy, zanim zaczęliśmy mówić o naszych
          potrzebach otwarcie i bez ograniczeń. Teraz wekendy to szczegółowo zaplanowane
          dni, jakaś flaszeczka ,wspólne rozmowy, świeczki a ja staram się za każdym
          razem być inna, zaskakująca. Po tej mojej "ciężkiej pracy " i on się zmienił.
          Też mnie zaskakuje a z pracy goni do domu na łeb na szyję jakby poraz pierwszy
          w życiu mnie zobaczył.Zyczę powodzenia i polecam przeczytanie postu Onanizm
          męża w którym wiele kwesti na ten temat jest poruszanych.
          • ambx Brawo Marii 01.05.07, 09:58
            ...twoja historia powinna być inspiracją dla par, które odgrodziła ściana
            zachamowań, niemożności wyrażenia swych pragnień i zwykłej pruderii. Jednak
            można! Jak się obojgu chce... Srdecznie wam gratuluję wspólnego sukcesu. To się
            nazywa "szczęście małżeńskie"
            • woman-in-love "poczułam się zagrozona" 01.05.07, 18:03
              ...i tu jest pies pogrzebany... niewiele właściwie znaczy szczęście ukochanego,
              ale poczucie zagrozenia - TAK!, to przwdziwa inspiracja! Moja teoria walizki
              ciągle żywa ;-)
              • marii8 Re: "poczułam się zagrozona" 01.05.07, 19:13
                I tego właśnie w kobietach nienawidzę mimo iż sama jestem kobietą czepiacie się drobnych słówek, błahostek a nie o to w tym wszystkim chodzi. Może zaczniecie rozumieć facetów jak zaczniecie myśleć jak oni bo oni właśnie tego w nas nie lubią- łapania za słowa, pozdrawiam
          • mazak70 Re: jeżeli nie seks to może bierki 03.05.07, 01:34
            hmmm mądra z Ciebie kobieta, ale dopiero zagrożenie spowodowało zmianę. A gdyby
            nie ono dalej by się wszystko wlokło, aż by zgasło. Związek można uratować gdy
            dwie strony tego chcą, a w tym czasem pomaga też zdrada niestety.
            • marii8 Re: jeżeli nie seks to może bierki 03.05.07, 11:32
              Zagrożenie - tochyba taka przenośnia lecz nie wiem czy wtedy zniosłabym zdradę. Cała praca nad tym wszystkim był długa i żmudna. Też czasami wtedy wyłam w poduszkę, usłyszałam wiele przykrych słów od mego ukochanego ale nadszedł moment kiedy zaczęliśmy nad tym pracować obydwoje, po prostu byłam cirpliwa, starałam się zrozumieć jego a nie obrażać się i zchowywać jak głupia baba, potem i przeprosin się doczekałam a teraz jest ok.
    • aretuza trafny wybór:) 02.05.07, 13:43
      Jak przeczytałam Twoją historie, to kropka w kropke jakbym słyszała mojego
      znajomego.
      Te same problemy małżenskie, przez parę miesięcy słyszałam jaka ta jego zona
      oziębła, jak musi wymuszać seks.. No i uległam. Prosił, prosił i wyprosił:). A
      tak poważnie, w jego opowiadaniach nie było słowa o tym,ż ejego zona ma jakies
      uwagi do jakości ich seksu, on, jak opowiadał, to tez to brzmiało jakby te
      rzadkie kontakty były na przyzwoitym poziomie.
      No i poszłam z nim do łozka:) i szok..facet po prostu nie abrdzo wiedział o co
      chodzi, jego pieszczoty były nieporadne, zero przyjemności, gdzybym nie wzięła
      sprawy w swowj ręce i usta, i nie pokierowała sytuacją to nawet orgazmu bym nie
      miała:(. Nie powierdziałam mu, ze jest kiepski. nie mogłam tego z siebie
      wydusic. A on był przekonany,że bylo ok i że dał mi rozkosz. To było naprawde
      przykre przezycie. Może powinnma byc szczera, ale jakos nie potrafiłam.
      a teraz do autora wątku..bez urazy, wiem,że były tu juz takie wypowiedzi..ale
      moze faktycznie zastanów sie jednak nad sobą?:)Moze insynuacje, jakobys był
      marnym kochankiem mają jakąs rację bytu?:) ja tez nie podejrzewałąm,że facet od
      kilku lat zonaty, facet, który spłodził dziecko może tak naprawde zachowywawac
      sie, jakby nie bardzo wiedział na czym ta zabawa polega..:)
    • karol.01 Re: bierki z żoną, a seks 03.05.07, 11:46
      z kochanką :).
      Jeśli nie masz sobie faktycznie nic do zarzucenia, to nie marnuj życia -
      inaczej za 3-4 lata napiszesz podobny post, albo już bardziej przesiąknięty
      jadem, złością itp.

      Pamiętaj, że to twoja pierwsza kobieta, partnerka, żona itp., ale niekoniecznie
      ostatnia.
      • jonmalevolt jednak bierki z żoną a seks u profesjonalistki 03.05.07, 22:03
        Z mojego punktu widzenia dyskusja rozwinęła się dośc ciekawie

        I fajnie, że kobieta to zauważyła- babki nie czepiajcie się słówek to chyba
        oczywiste, że opis na forum jest okrojony i ogólny.

        Najbardziej konkretne są posty facetów- widać, ze wiecie o czym mówicie. Bez
        zbędnych słów szybka propozycja znalezienia miejsca na siebie w tej
        rzeczywistości. Dzięki

        Faceci po prostu wiedzą, że tak bywa.

        Natomiast część kobiet skupiła się na udowodnieniu ,zę to wina faceta- w tym
        wypadku moja. To dośc ciekawe podejście- bo gdybym ja np próbował udowadniać,
        że bita żona jest wyłącznie winna swojej sytuacji to podniosłybyście larum

        nevermind

        istotne dla mnie są dwa wątki kobiet

        pierwszy to ten, który sugeruje, ze marny zenie kochanek.
        Nie ma w tym nic nowego. Przecież skoro nie chce ze mną sypiać i deprecjonuje
        mnie na każdym polu - mimo, ze obiektywnie rzecz biorąć na tych innych polach
        nie jestem na pewno poniżej przeciętnej a moim zdaniem powyżej-to oczywiste, że
        dla niej jestem marnym kochaniem.
        Ale nie zgodzę, się, ze to moja wina. Wina zakłada możliwośc zmiany swojego
        postepowania. Moim zdaniem nie odpowiadam jej po prostu ja cały bez względu na
        to jak się zachowam.Tymczasem ja od początku bardzo się starałem zaspokoić jej
        potrzeby a ona zawsze zapewniała mnie jak to cudownie jej było. Twierdzi ,ze za
        każdym razem ma orgazm i to jednocześnie ze mna. Po czym w ogóle nie dąży do
        zbliżenia- jakichkolwiek czułości itp.
        Więc jeżeli nie zaspokajam jej to dlatego ,że nie dała mi takiej szansy.

        Moim zdaniem nigdy jej na mnie nie zależało. Jak napisała pewna psycholog-
        miłość oznacza podziw, fascynację, zachwyt drugą osobą. Tymczasem ak teraz to
        analizuję to nigdy tego u niej nie było. Od początku była w stosunku do mnie
        bardzo krytyczna- chociaż oczątkowo braem to za żarty bo ja byłem nią
        zauroczony i wszystko brałem za dobrą monetę. Poza tym nie jestem mięczakiem i
        nie robiłem problemu z takich rzeczy- dopóki miarka się nie przebrała.

        Wracając do tematu. Może faktycznie marny ze mnie kochanek. W końcu nie
        przypadkowo nie miałem żadnej innej kobiety. Brak atrakcyjności nigdy nie jest
        czymś przypadkowym. A to byłby kolejny argument, że dla kobiet jestem po prostu
        aseksualny.
        Stąd dla mnie alternatywa kochanki nie istnieje- bo byłaby ze mną dla portfela
        czy pozycjia nie dla mnie jako faceta. Powtórzę się- uczciwszy jest układ z
        prostytutką.

        Dzięki postowi Marii zrozumiałem, że mojej zonie zupełnie nie zależy na moich
        potrzebach. Temat porografii- ma u mnie z 5 lat. Pamiętam, ze jak to odkryła to
        wysmiewał się, że na pewno inni znajomi faceci tak nie robią. To przecież
        kolejne deprecjonowanie poprzez porównanie.
        Po poście Marii widzę, ze kobieta, której by zależało w jakiś sposób starałaby
        się. Tymczasem ona w ogóle się nie stara. Zupełnie jej nie zależy żeby mi się
        podobać. I to nie jest tak ,że ją zaniedbywałem. Kiedyś zawsze mówiłem jej ,ze
        mi się podoba, że ładnie wygląda. Zero odzewu.
        Dba o siebie tylko jak gdzieś wychodzi. po ciąży jest sporo grubsza i w ogóle
        nic z tym nie robi. Ja uprawiam sport więc sygerowałem jej, że jej pomogę- to
        się obraża. Jest cholernie leniwa. Kupiłem nam rowery-od 4 lat moze ze dwa razy
        wsiadła- i zawsze było coś nie tak. Twierdzi, ze od biegania boli ją głowa (
        dobre nie?)I nie chodzi tylko o podobanie się.
        Oczywiście sama dostrzega swoje braki bo nie chce zakładać odsłaniających ubrań
        ale zrobić coś z tym to już nie chce
        Bardzo dobrze znam angielski a ona nie zna go ani w ząb. Wiele razy próbowałem
        ją uczyć ale oczywiście mur niechęci. Podobnie z pracą- mamy to samo
        wykształcenie i robiłem podyplomową specjaliację sugerując żeby ona też
        zrobiła, a ja jej pomogę- oczywiście marudzenie.

        Jezu jak to opisałem to zrozumiałem, że ja mam tego babsztyla kompletnie dosyć-
        nie kocham jej, ba ja nawet sympatii do niej nie czuję.

        Muszę z nią jeszcze pomieszkać niestety bo załatwiamy kwestie majątkowe a mnie
        po prostu nie stać na utrzymanie 2 mieszkań w warszawie.
        Poza tym mo synek ma 1,5 roku jeżeli teraz sie wyprowadzę to on praktycznie nie
        będzie mnie znał.

        W kazdym razie przyroda dąży do równowagi- kobiety zawsze były mi niechętne a
        ja po doświadczeniach jestem równie niechętny jakiemukolwiek związkowi

        I wiecie co? Może gdizeniegdzie brzmi to jak użalanie się ale po prostu
        musiałem to sam sobie przypomnieć.
        Jest mi naprawdę dobrze. Mam kupę energii i zapału do życia. Wiem, ze mogę
        liczyć tylko na siebia i aż na siebie. Zrozumiałem, ze wyłącznie ja sam jestem
        odpowiedzialny za to czy moje życie przynosi mi satysfakcję i nie szukam jej u
        innych osób, kobiet w szczególności. Jednocześnie czuję zwolniony z obowiązku
        zadowalania kogokolwiek
        Odzyskałem psychiczną wolność. A to daje poczucie panowania nad własnym zyciem.

        Nie potrzebuję związku z żadną kobietą do szczęśćia. Przecież przez ostatnie
        kilka lat nie dostałem od tej kobiety nic dobrego a mimo to rozwijałem się i
        żyłem dalej. Teraz może być tylko łatwiej.

        Nie zarzekam się- może jeszcze kogoś spotkam ale teraz nie czuję potrzeby
        szukania
        pozdrawiam
        • reni888 Re: jednak bierki z żoną a seks u profesjonalistk 03.05.07, 23:06
          jestem pod wrazeniem Twojej decyzji zyciowej...jak ja bym tak chciala odzyskac
          panowanie nad wlasnym zyciem. Pozdrawiam i zycze powodzenia
        • victta Re: jednak bierki z żoną a seks u profesjonalistk 04.05.07, 00:38
          Trudno oceniac Twoj zwiazek widzac go tylko z Twojej perspektywy.
          Wnioskuje jednak po tym wpisie,ze silny i madry z Ciebie czlowiek i dasz
          rade,wiec zycze powodzenia.A co do kobiet....no coz,moze nie warto uzalezniac
          swego szczescia od partnerki,ale jednak fajnie miec przy boku kochajaca
          kobiete.Wobec tego zycze Ci zebys taka spotkal.:-)
          • marii8 Re: jednak bierki z żoną a seks u profesjonalistk 04.05.07, 08:08
            I to mi się podoba.Mnie niepowodzenia życiowe zawsze ładowały, jeżeli sytuacja wygląda tak jak piszesz to nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, no a miłość, pożądanie- znajdziesz to napewno i bez szukania.W moim przypadku miałam 23lata, trojkę małych dzieci kiedy zostałam wdową.Przeżyłam to bardzo, nie chciałam innego faceta pomimo tego,że mój pirwszy bił i pił jak to mówią. Dwa miesiące po śmirci pierwszgo męża poznałam mojego obecnego- ale jak? Przyszedł niespodziewanie do mnie do pracy z długą różą i odrazu mi powiedział że jestem ta jego jedna jedyna,że tylko ze mną ułoży sobie życie.Dla mnie to było śmieszne.On kawaler, o rok młodszy ode mnie, bez doświadczeń życiowych a ja po przejściach i to z trójką dzieci.Myślałam wtedy- zgłupiał facet czy co? Był nie ugięty,przez pół roku codziennie czekał na mnie po pracy z różą w rękach.Przełamałam się i Bogu dziękuję bo anioła dostałam.Teraz mamy piątkę dzieci, okazał się również wspaniałym ojcem zarówno dla swoich jak i dla tych z mojego pierwszego małżeństwa.Tak więc widzisz cuda się zdażają a ta miłość prawdziwa to chyba sama przychodzi, czego z całego serca tobie życzę.
            • woman-in-love a jednak się obronię 04.05.07, 11:42
              dostało mi się za orzydliwe czepialstwo, zwracanie uwagi na błahostki itd. Otóż
              - nie jest błahostka, a istota sprawy, że kobieta dopiero wtedy bierze się do
              dzieła, jak poczuje się zagrozona. Dopiero wtedy odtrącany jak psiak małżonek
              może liczyć na zmianę kursu. Piszę to ku pokrzepieniu wszystkich zdesperowanych,
              okrutnie i cynicznie odrzucanych. Zanim udacie się do profesjonalistek,
              postawcie na widocznym miejscu walizkę. Najlepiej bez słowa. Efekt murowany :-)
              • sagittka Re: a jednak się obronię 04.05.07, 14:38
                zgadzam się z woman,
                oto 2 podobne stwierdzenia:
                1 - musimy rozwiązać problem z seksem, bo jestem nieszczęsliwy
                2 - musimy rozwiązać problem z seksem, bo odejdę

                kobiecie kochającej wystarczy pierwsze zdanie,
                na zaangażowanej w związek, ale bez uczuć wyższych wrażenie zrobi dopiero to
                drugie zdanie
                • jonmalevolt Re: a jednak się obronię 04.05.07, 14:41
                  na niezaangazowanej nie zrobi wrażenia żadne z tych zdań...
                  • sagittka Re: a jednak się obronię 04.05.07, 14:48
                    Myślisz, że jest jej zupełnie obojętne, czy jest twoją żoną, czy rozwódką z
                    dzieckiem? Wobec tego zostaw ją.


                    ....
                    o, kurcze sama złapałam się na tym, że napisałam mimowolnie "rozwódką z
                    dzieckiem", zakładając z góry, że to ona dostanie prawa do życia z dzieckiem.
                    Gdyby to nie było takie oczywiste i ojcowie mieli podobne prawa (w praktyce, bo
                    teoretycznie mają), to większość kobiet niezaangażowanych, ale kochających
                    swoje dzieci zastanowiłaby się głębiej nad konsekwencjami swojego postępowania.
                  • woman-in-love Re: a jednak się obronię 05.05.07, 09:30
                    owszem, na "niezaangażowanej" drugie zdanie zrobi piorunujace wrażenie, pod
                    warunkiem, że mąż jest PŁATNIKIEM. No - i utrata statusu mężatki też mocno
                    boli...
        • trzydziestoletnia Re: jednak bierki z żoną a seks u profesjonalistk 04.05.07, 14:15
          jonmalevolt, tak czy siak, to byl jeden z najbardziej udanych watkow na tym forum.
    • lilyrush Re: jeżeli nie seks to może bierki 04.05.07, 15:20
      Jonmalevolt
      mnie tyko martwi jedna rzecz w tym wszystkim- Twoje przekonanie, ze jak nie
      prostytutka to żadna inna kobieta. Bo nawet jeśli jakas bedzie chciałą z Tobą
      być to będzie dla pieneidzy i pozycji...
      Z takim nastawieniem naprawdę mozesz przegapić kogoś wyjatkowego, kto zajrzy
      głębiej
      • jonmalevolt Re: jeżeli nie seks to może bierki 04.05.07, 16:21
        Gdyby była mozliwośc kogoś wyjątkowego to n pewno przez ostatnie kilkanaście
        lat spotkałbym kogoś takiego. Nie siedziałem zamknięty w piwnicy. A mam już 30
        lat. Jestem śmiały, towarzyski i nie mam seksualnych zahamowań ani przesądów,
        łatwo nawiązuję kontakty.

        To ja a nie Ty widziałem reakcje wszystkich kobiet, które w życiu poznałem na
        mnie. Po tych paru latach i przeczytaniu różnych książek, obserwacji życia
        innych a także wymianie mysli na forach wiem, że kobiety też nie czekają
        zamknięte w wieży. Jeżeli podoba im się facet to potrafią dać mu to do
        zrozumienia.

        Ja jestem inteligentnym zabawnym, ciekawym facetem, duszą towarzystwa. Wiele
        razy słyśzałem od kobiet własnie, że jestem fajny i w ogóle ale tylko jako
        kumpel. Te o ktore się starałem mówiły mi to wprost. I faktycznie jako kumpele
        nie unikały mojego towarzystwa. Kiedyś się tym nie zrażałem. Dziś wiem, że to
        po prostu komunikat, ze jestem aseksualny dla kobiet. Nie jestem postrzegany
        jako facet po prostu.

        Dlaczego nagle miałoby być inaczej? Kobiety interesuje "głębia" wyłącznie tych
        facetów, którzy na wstępie są wystarczająco atrakcyjni.
        Doświadczenie z małżeństwa tylko to potwierdza.
        To się zdarzyło zbyt wiele razy żeby mógł być to przypadek.

        I nie ma tu znaczenia osobowiść, charakter i jego wady. Przecież dopiero będąc
        z kimś można je poznać. Rozejrzyjcie się wokół z jakimi popaprańami są kobiety
        i dopiero po czasie zdają sobie z tego sprawę.

        Miałbym jakieś związki, ktore po prostu rozpieprzałyby się.

        Z moją obecną żoną też tworzyliśmy związek kumpelski- zawsze traktowała mnie
        dośc chłodno i bezceremonialnie. Długo się tym nie przejmowałem. Ale mam dosyć
        takich zupek instant

        Zresztą gdybym był odpychający ze względu na charakter to nie mógł bym być też
        kumplem.

        Zatem tylko zewnętrzny brak atrakcyjności mógł mnie dyskwalifikować
        Uwierz mi, ze kiedyś nie myślałem tak jak teraz i też sądziłem, ze to kwestia
        spotkania właściwej osoby. I nic takiego nie nastapiło.
        I nie jestem ślepy na to co dzieje się wokół. Wiele razy widziałem jak te same
        kobiety reagowały na innych facetów. Po prostu to "coś" się ma albo nie ma.

        Ja też nie zakochiwałem się przecież w kobietach, które podobały mi się
        fizycznie a oprócz tego podobała mi się osobowość. Ale bez interesującej
        powierzchowności we wnętrzu nie zakochałbym się.

        Ja akurat nie mam. Czekanie na tę właściwą to tak jakby uczyć kurę latać.
        Po prostu teraz mam odwagę przyznać się, sam przed sobą, że jestem dla kobiet
        nieatrakcyjny- tak jak istnieją kobiety, które nie są w stanie zauroczyć
        żadnego faceta.


        W mojej obecnej sytuacji ma to pozytywy- jest mi łatwiej przyjąć do wiadomości
        stosunek mojej żony do mnie i zrezygnować z mysliu o jakimkolwiek związku-
        przecież to niemozliwe.

        Lilyrush życie to nie bajka i nie zawsze kończy się happyendem
        • woman-in-love Re: jeżeli nie seks to może bierki 05.05.07, 09:27
          a ja tu przytoczę zdanie zaczerpnięte z filmu "Kabaret" : "widać, to nie były
          TE kobiety". Kazdy dzień jest nowym dniem. No i wiosna przyszła!
        • ewolwenta Re: jeżeli nie seks to może bierki 06.05.07, 15:02
          > Dziś wiem, że to
          > po prostu komunikat, ze jestem aseksualny dla kobiet. Nie jestem postrzegany
          > jako facet po prostu.


          Skąd wiesz?
          Raczej masz "doła" i tak tłumaczysz sobie niepowodzenie. A postrzegając tak
          siebie, dajesz do zrozumienia kobietom że jesteś kiepski. Choć to nie musi i
          pewnie nie jest prawdą. Sam się kastrujesz.

          > zamknięte w wieży. Jeżeli podoba im się facet to potrafią dać mu to do
          > zrozumienia.

          Nie śle się zachęcających komunikatów facetowi, który na nie reaguje. Jedna może
          druga próba i odwrót, bo po co narażać się na spławienie? A Ty pewnie tych
          zachęt nie dostrzegasz w ogóle, bo nie wierzysz, że możesz być ich celem.

          > tak jak istnieją kobiety, które nie są w stanie zauroczyć
          > żadnego faceta.

          Wyłączenie są to osoby aspołeczne, zakompleksione i nieakceptujące siebie lub o
          przesadnych wymaganiach.
        • lilyrush Re: jeżeli nie seks to może bierki 07.05.07, 11:50
          wiesz...ja akurat dokładnie wiem, ze to nie bajka. Historia mojego życia- żaden
          facet mnie nie chce. W szkole, w liceum- wszytki koleżanki miały chłopaków a ja
          nie. Znalazl sie taki na studiach- na końcu powiedział mi wyraźnie po co byłam
          mu potrzebna- bo fajnie byo sie podłaczac pod moje pracę, moja opinie i moje
          wyniki. Na końcu studiów juz przestaąlm być potrzebna. Potem też nic- jeden,
          który ise znalazl w końcu był oczywiscie żonaty. Wiec jak sie w końcu jakis
          znalazł to wziełam szybko, bo kolejny sie nie trafi. Tylko teraz po 4 latach
          małzenstwa chyba jednak będize z tego rozwód. A wiesz co jest naśmieszniejsze?
          Że faceci zaczęli sie za mna oglądać właśnie jak skończyłam te 30 lat.
          Nie wierze, ze bęidze z tego happy end, bo na to juz za późno i za dużó błedów.
          I za mało wiary w szanse na powodzenie. Bardzo jesteśmy w tej kwestii do isebie
          podobni.
          Ale nadzieje na dobry seks nadal mam i realizuje. W końcu co mam do stracenia.
          Uczucie, ze facet mnie jest dla mnei tak znane, że juz mnie nie rusza ;-)
        • notting_hill Re: jeżeli nie seks to może bierki 07.05.07, 14:19
          Najprawdopodobnie wysyłasz sygnały (i pociągają Cię) kobiety, których Ty nie
          pociągasz.
          Tak bywa. Ale to nie znaczy, że nie pociągasz ŻADNEJ kobiety. To po prostu
          fizycznie niemożliwe.

          A druga sprawa- z dużą niechęcią piszesz o swojej żonie. Tylko Ty sam możesz
          wiedzieć czy ta niechęć to dlatego, że ona unika bliskości czy też unika
          bliskości bo nie dajesz jej w wystarczający sposób odczuć jak jest dla Ciebie
          ważna?
          • jonmalevolt trochę bardziej do tematu... 08.05.07, 15:19
            Moim, zdaniem clue problemów łóżkowych w związkach wynia z tego, że jedno z
            partnerów jest nie z tą osobą, z którą chcieliby być. Albo inaczej: są z osobami
            , które nie wydają im się odpowiednie. Kupę ludzi tkwi w związkach ze stachu
            przed samotnością , przyzwyczajenia itp.
            Brak seksu w takich związkach jest symptomem, ze cos jest nie tak- zwłaszcza gdy
            ta albo ten odmawiający współpracy nie widzi w tym problemu i zasłania się
            wymówkami.
            Miłość mięzy dwojgiem ludzi tym rózni się od przyjaźnie, ze opiera się na pożądaniu
            Jezeli jedno z paretnerów odmawia drugiemu permanentnie ( nie mówie tu o
            czasowej niedyspozycji) to coś z tym pożądaniem jest nie tak.
            Niektóre panie piszą "kocham ale nie mam ochoty". Moim zdaniem jezeliby kochały
            to miałyby ochotę. One po prostu czują, ze wypadałoby kochać i poądać ale
            podświadomości nie da się oszukać.
            Drugi koniec tego kija widac w wypadkach zdrady- kobiety wiedzą, ze robią coś co
            jest sprzeczne z ich zasadami, żle sie czują ale nie mogą się powstrzymać,
            piszą, ze cos je ciągnie.

            Te które unikają swoich facetów po prostu nie są zadowolone z tego, ze są z nimi
            tylko same się do tego nie przyznają.

            Patrząc z punktu widzenia faceta widzę to tak ,że albo nigdy nie byłem albo
            przestałem być postrzegany jako mężczyżna przez moją kobietę.


            Poniewaz niektóre panie zakwestionowały również mój punkt widzenia na moją
            atrakcyjność jako faceta odniosę się też do tego.

            Jesteście zabawne. Z założenia zaprzeczacie, ze może istnieć facet (normalny a
            nie jakiś kloszard), który jest nieatrakcyjny ( w sensie: nie będący obiektem
            pożądania)dla wszystkich kobiet.
            Ptrzecież nawet mnie nie znacie.
            Tak jak już pisałem to, że tyle kobiet przez tyle lat nie zainteresowało się mną
            nie może i nie jest przypadkiem.
            Na pewno znacie facetów, którzy niezaleznie od tego jakby się starali zmieniali
            pozostaną dla was aseksualni.. Tak się złożyło, że ja jestem taki dla
            wszystkiech kobiet a niektórzy tylko dla niektórych.
            Jedna z was powiedziała, ze to niemozliwe fizycznie. Nie zgadzam się. Istnieją
            osoby mniej lub bardziej atrakcyjne. Ja jestem na tyle mało atrakcyjny, ze
            kobieta mająca możliwość jakiegokolwiek wyboru wybierze innego.

            Oczywiście w pewnych sytuacjach kobiety patrzą przede wszystkim na portfel i
            pozycję. Ale ja nie mam ochoty być z kimś dla kogo to będzie podstawowy argument.
            Notting hill ma rację, ze startowałem do kobiet których ja nie pociągam. Bo to
            100% kobiet. Gdyby to polegało na tym, ze to ja będąc atrakcyjnym staruję do
            niewłaściwych kobiet to przeciez byłyby jakieś kobiety, które adorowałyby mnie a
            ja bym ich nie chciał. Takich kobiet nigdy nie było. SDame wiecie dobrze drogie
            panie, ze jak pociąga was facet to go idealizujecie, podziwiacie, zachowujecie
            się wobec niego inaczej niż przy innych. I to jest zauważalne. Zawsze
            dostrzegałem kidy kobieta "leciała" na faceta.
            I żeby dojść do takiego wniosku wcale nie muszę sprawdzać tego z każdą osoba na
            świecie. Jeżeli jakiś facet w życiu będzie miał 20 partnerek to chyba wystarczy
            żeby stwierdzić, ze ma powodzenie u kobiet. Jeżeli jakiś facet w kilkudziesięciu
            przypadkach za każdym razem dostał kosza to chyba wystarczy żeby powiedzieć, ze
            nie ma powodzenia.
            I mniejsza o przyczyny bo to temat na odrębna dyskusję
            Są faceci i kobiety (vide post lilyrush) którym nie jest dane stać się obiektem
            czyjejkolwiek fascynacji. Często wchodzą nawet w związki z osobami, które same
            myślą, ze nie zasługuja na nikogo lepszego albo biora pierwszego z brzegu żeby
            nie zostac samemu. łatwo to odróżnić bo nie widać u kogoś takiego podziwu dla
            partnera fascynacji, i uwielbienia. Tylko to się sypie jak pisała lily rush
            Uważam, ze moja żona i jej stosunek do mnie wpisuje się w ten schemat. Unikała
            mnie nawet kiedy okazywałem jej, ze jest dla mnie ważna.
            takie osoby jak ja dla realizacji swoich potrzeb muszą oddzielić seks od uczuć,
            żeby za każdym razem nie być tym który dostaje kopa w dupę.
            I to nie jest kwestia lęku tylko po co bez potrzeby wystawiać się na
            nieprzyjemne uczucie?. Ja od dawna nie boje się odrzucenia ale to nie znaczy, że
            jest mi zupełnie obojętne
            Na szczęście większośc ludzi faktycznie albo komuś w końcu się podoba albo
            wystarcza im, ze partner dał się poderwać na złote BMW :)
            • sagittka Re: o związku... 08.05.07, 15:56
              Jesli masz czas, to polecam "Psychologię miłości" prof. Wojciszke. To nie jest
              żaden poradnik, to raczej rozprawa naukowa, ale czyta się jednym tchem jak
              wciągającą powieść. Dlaczego kogoś lubimy, za co cenimy osoby płci przeciwnej,
              jak i dlaczego sie zakochujemy i jak ewoluują nasze związki.
              (myślę, że zmieniłbyś zdanie na temat tego, ze nie masz powodzenia u kobiet z
              powodu niskiej atrakcyjności zewnętrznej)

              > Miłość mięzy dwojgiem ludzi tym rózni się od przyjaźnie, ze opiera się na
              pożądaniu

              Okazuje się że namiętność występuje głównie w fazie miłości romantycznej, potem
              spada, bo taka jest jej natura. Pożądanie także maleje, zastępowane jest przez
              zażyłość i szeroko rozumianą intymność.

              Fazy związku są takie:
              1. zakochanie,
              2. romantyczne początki,
              3. związek kompletny,
              4. związek przyjacielski,
              5. związek pusty,
              6. rozpad związku.

              Pierwsze 2 etapy nie mogą trwać długo, bo taka jest ich specyfika. W końcu
              przestajemy czuć motylki w brzuchu, zaczynamy wspólne realne życie i zaczyna
              się zw. kompletny, pełeń miłości, przyjaźni, zaangażowania, dobrego seksu. Ten
              etap jest zazwyczaj odczuwany jako najszczęśliwszy dla partnerów. Jednak wraz
              ze spadkiem pożądania (nieuniknione ze względu na osłabienie bodźców) i
              wzrostem zażyłości pojawia się etap zw. przyjacielskiego. Partnerzy dbają o
              siebie, troszczą się, są silnie emocjonalnie związani, mają udane (choć nie tak
              ekscytujące jak na początku) życie erotyczne. Zadaniem każdej pary powinno być
              jak najdłuższe, a nawet wieczne utrzymanie związku na tym etapie. Później już
              tylko związek pusty, opiera się wyłącznie na zaangażowaniu w trwanie związku
              (czyli dzieci, dom, majątek, strach przez samotnością, itp), potem już tylko
              rozpad.

              > Jezeli jedno z paretnerów odmawia drugiemu permanentnie ( nie mówie tu o
              > czasowej niedyspozycji) to coś z tym pożądaniem jest nie tak.

              I tak, w związku przyjacielskim, nawet jeśli pożadanie jest już na niskim
              poziomie, to seks wynika z chęci budowania więzi, dawania partnerowi rozkoszy,
              troski o jego potrzeby. Przy dużym zaangażowaniu partnerów można mieć przez
              lata udane pożycie, mimo ze namiętność wygasła, a pożądanie jest wzbudzane
              sporadycznie. Odróżnijmy jednak satysfakcjonujący seks z ukochanym partnerem od
              fascynującego seksu pełnego fajerwerków typowego dla początków związku lub
              nowego partnera seksualnego.

              W związku pustym nie ma juz nawet tego.

              Z tego co opisałeś, twóje małżeństwo jest już takim pustym związkiem.
              Nie ma seksu, nie ma bliskości, nie ma wspólnego spędzania czasu, wspólnego
              dzielenia radości. Z tego etapu prosta droga do rozpadu, powrót na wyższy
              poziom jest trudny, wymagałby terapii, a przede wszystkim chęci OBU stron.
              • jonmalevolt Re: o związku... 08.05.07, 16:27
                Sagittka dzięki za polecenie tej pozycji. Przeczytam na pewno. Zresztą wydaje mi
                sie, ze kiedyś już to przeglądałem

                Zacytuję:
                Okazuje się że namiętność występuje głównie w fazie miłości romantycznej, potem
                >
                > spada, bo taka jest jej natura. Pożądanie także maleje, zastępowane jest przez
                > zażyłość i szeroko rozumianą intymność.
                Fazy związku są takie:
                > 1. zakochanie,
                > 2. romantyczne początki,
                > 3. związek kompletny,
                > 4. związek przyjacielski,
                > 5. związek pusty,
                > 6. rozpad związku.

                Bazując na tym co napisałaś analiza mojego związku prowadzi do wniosku, że nigdy
                nie byłem obiektem namiętności nie było w nim fazy zakochania i romantycznych
                początków. Bo zakochanie cechuje się tym idealizmem, namiętnością uwielbieniem.
                Nie miało więc co maleć i się zmieniać.
                W takim razie nie było i związku kompletnego- bo zabrakło tych fundamentów.
                To co ja miałem jeden jedyny roaz to było od początku do konca związkiem, w
                najlepszym razie przyjacielskim.

                alezwiązek przyjacielski to tylko faza, którą w normalnym zwiazku powinny
                poprzedzac inne. Mówiąc obrazowo to tak jakby przy budowie pominąć fundamenty i
                ściany i od razu zbudować dach.

                Twój post potwierdza, ze doświadczyłem jedynie protezy normalnego związku.


                Może nie mogą trwać długo ale chyba nie moze być tak żeby nie było ich wcale!?
                Z tego widać, ze nie ma cech związku opartego na miłości.
                doskonalę rozumiem, że po 6- ciu latach nie kocha sie tak jak po tygodniu.
                Wiem, że ja faktycznie byłem zakochany a teraz po latach uczucie się zmieniło.
                Ale sprawa wygląda zupełnie inaczej jużeli kobieta jest z facetem, w którym
                nigdy nie była zakochana i nie czuła namiętności. Powodem takiego związku nie
                jest w żadnym razie miłość
                • sagittka Re: o związku... 08.05.07, 16:38
                  > Twój post potwierdza, ze doświadczyłem jedynie protezy normalnego związku.

                  Może tak być, nawet Wojciszke o tym wspomina, że tak najczęsciej bywało w
                  dawnych czasach i bywa do dziś w innych kulturach, czyli aranżowanie małżeństw
                  przez rodziców, krewnych, na zasadzie kontraktu. Wtedy występuje głównie
                  zangażowanie w trwanie związku, czasem może pojawić się przyjaźń i miłość.

                  Jednak olbrzymia większość zwiazków opiera się na tych pierwszych etapach,
                  partnerzy mają za sobą pozytywną przeszłość (nawet krótką), ty piszesz że byłeś
                  zakochany, żona ci się podobała, więc tez masz pozytywne wspomnienia. Gorzej
                  jeśli żona od początku weszła w pusty związek i nadal w nim trwa.

                  Cóż, przykro to przyznać, ale taki związek ma niewielkie szanse na wejście na
                  zadowalający etap.

                  Myślę, że psycholog pomógłby ci to wszystko do kupy zebrać i moze wtedy miałbyś
                  poczucie, że zrobiłeś co mogłeś, a efekt nie zależy tylko od ciebie. Niestety
                  nie każdy zwiazek jest udany, czasem ponosimy porażkę, ale to nie powinno nas
                  przekreślać, ani nas ani naszych kontaktów z płcią przeciwną.
                  • sagittka Re: o związku... 08.05.07, 16:48
                    Wspomniałam o tych pozytywnych czynnikach z pierwszych etapów związku, bo one
                    są bardzo ważne i pomocne w późniejszych etapach. Partnerzy mają swoją legendę,
                    dobre wspomnienia i to jest często wykorzystywane w terapii do tego aby
                    wzbudzić w sobie tę dawną iskrę. Przypomnieć sobie, dlaczego partner nam się
                    spodobał, co nas w nim urzekło, jak kiedyś potrafiliśmy spędzić kilka godzin na
                    mrozie całując się.
                    Ja nawet ostatnio jako grę wstępną zaproponowałam mężowi obejrzenie naszych
                    starych zdjeć z wypraw w Tatry w czasach studenckich. Rozczuliły nas te stare
                    pionierki, piękne widoki, zaczęliśmy wpominać nie tylko wycieczki, przygody,
                    ale także łóżlkowe szaleństwa wieczorne po wycieczkach - to działa.
                    • jonmalevolt Re: o związku... 08.05.07, 16:58
                      No właśnie czyli macie fundamenty.
                      U mnie nie ma czego wzbudzać i wzniecać. Są wspomnienia nawet i fajnych chwil
                      -ale to tak jak wspomnienia chwil z kumplami.
                      Też doszedłem do wniosku, że gdyby chociaż krótko była we mnie zabujana to
                      byłoby co odbudowywać ale skoro nigdy tego nie było to jest to po prostu
                      trzymanie zwłok w tapczanie ;)

                      Mój problem polega na tym, ze zazdroszczę ludziom, że mają takie wspomnienia- bo
                      to chyba jest treść prawdziwego związku- te wszystkie przeżyte razem uczucia i
                      wzruszenia
                  • jonmalevolt Re: o związku... 08.05.07, 16:52
                    wreszcie ktos rzeczowo podszedł do tematu :)

                    dzięki
                    Ja faktycznie uważam, ze to co sie wydarzyło nie zależąło tylko ode mnie.
                    Więcej nawet sądzę, ze ewentualne zaniedbania (kto ich nie ma?) miały
                    drugorzedne znaczenie)
                    Zrobiłem co mogłem - wiem to bez psychologa. Tyle, że dotychczasowe
                    doświadczenia włąsnie mnie przekreślają. Bez tragizowania- zakochiwać się ciągle
                    w ludziach, którzy nie kochają ciebie to nie jest zbyt miłe uczucie. Wspomnienia
                    też nie są zbyt miłe.

                    I nie ma w tym nic tragicznego ani wyjątkowego- kupe ludzi tak ma i miało w
                    przeszłości.
                    Jak sama pisałaś kiedyś przeważały związki " z rozsądku". związki z miłości są
                    pomysłem najnowszych czasów- odpowiednim dla większości ale jak widac nie dla
                    wszystkich.
                    Osobiście uważam, że dzisiaj wypada być w związku z miłości być zakochanym i
                    być obiektem zakochaniaspora rzesza ludzi nie ujawnia, ze w rzeczywistości są w
                    zwiazkach z innych pobudek.
                    Nie każdy ma odwagę sie przyznać, że nie ma powodzenia ;)
                    To tak jak kiedyś nie było homoseksualizmu ale było tyle samo homoseksualistów ;)
                    • sagittka Re: o związku... 08.05.07, 17:08
                      > wreszcie ktos rzeczowo podszedł do tematu :)

                      też mam różnego rodzaju problemy w związku i staram się jak mogę coś z tym
                      robić, ale ja mam łatwiej, bo wciąż kocham


                      > Ja faktycznie uważam, ze to co sie wydarzyło nie zależąło tylko ode mnie.

                      Nie wszyscy do siebie pasują, nie wszyscy są w stanie stworzyć związek, problem
                      polega właśnie na tym, że za późno sie o tym dowiadują.

                      > Więcej nawet sądzę, ze ewentualne zaniedbania (kto ich nie ma?) miały
                      > drugorzedne znaczenie)

                      Z tym akurat jest tak, że jeśli ogólnie jesteś oceniany przez żonę pozytywnie,
                      to automatycznie pewne sprawy podświadomie odbiera się pozytywnie. I na odwrót.
                      Czyli np. jeżeli żona wierzy, że troszczysz się o nią, to twoje przesiadywanie
                      po godzinach w pracy odbierze automatycznie jako twój wyraz troski o dom, jeśli
                      zaś uważa że nie angażujesz się w związek, automatycznie odbierze to jako
                      niechęć do powrotu do domu, do domowych obowiązków. Tak to z grubsza działa.

                      Poza tym wady są zawsze silniej odbierane niż zalety. Jeśli nam coś w kimś
                      bardzo przeszkadza, to przesłania jego zalety. To jest ta przysłowiowa łyżka
                      dziegciu w beczce miodu.

                      > Zrobiłem co mogłem - wiem to bez psychologa.

                      Nie przeceniam roli psychologów, ale czasem, nawet przy podjętej decyzji o
                      rozstaniu, warto skorzystać, żeby wyjść z tego mniej poranionym i z odbudowanym
                      poczuciem własnej wartości.
                      Widac jednak, że ty nie masz problemów z niską samooceną, mimo że w kwestii
                      atrakcyjności jesteś bardzo krytyczny wobec siebie.


                      > Jak sama pisałaś kiedyś przeważały związki " z rozsądku". związki z miłości

                      > pomysłem najnowszych czasów- odpowiednim dla większości ale jak widac nie dla
                      > wszystkich.
                      > Osobiście uważam, że dzisiaj wypada być w związku z miłości być zakochanym i
                      > być obiektem zakochaniaspora rzesza ludzi nie ujawnia, ze w rzeczywistości są
                      w
                      > zwiazkach z innych pobudek.

                      To w końcu jak jest z tobą?
                      Zamierzasz tkwić w tym związku z innych pobudek, czy zakończyć go z powodu
                      braku miłości?
                      • lena2505 Re: o związku... 22.05.07, 19:25
                        strasznie dużo nieszczęścia w tym co piszecie, dużo osobistych tragedii...hmmmm strasznie to przykre
        • zlotadusza Re: jeżeli nie seks to może bierki 23.05.07, 00:21
          Dotarłam do tego miejsca i muszę się jakoś ustosunkować do problemu
          jonmalevolt. Ale najpierw przytoczę piękne zdanie, należałoby je oprawić w
          ramkę: "nie ten nie potrafi kochać, kto boleje nad
          brakiem tej umiejętności u siebie i ma z tego powodu wyrzuty sumienia wobec
          świata. Ci, którzy naprawdę nie potrafią kochać spędzają całe życie na
          pretensjach, że nikt ich nie kocha i nie mają cienia zarzutu wobec samych siebie
          w tej materii". To zdanie bardzo dobrze oddaje mój problem w małżeństwie. To ja
          zawsze bolałam, że nie potrafię zakochać się, zauroczyć, kochac męża. Natomiast
          mąż to tylko potrafił wymuszać na mnie deklaracje miłosci, których nie byłam w
          stanie wtedy czuć i wątpię by on sam to czuł. Ciągle wysnuwał podejrzenia, że
          go nie kocham i wymuszał na mnie słowa miłości, wtedy nie rozumiałam po co i
          dlaczego to robił. Wtedy jeszcze nie byłam pewna czy kocham czy nie, ale dziś
          już wiem to na pewno, że nie. Potrafiłam go tylko lubić, może nawet kochać jak
          kogoś bliskiego ale nie jak faceta, interesować się jego problemami, starać się
          mu pomóc widząc jego kompleksy i różne problemy w domu rodzinnym. Sam zresztą
          za mną łaził, wydzwaniał do mnie, chciał wielogodzinnych rozmów i chyba też po
          prostu liczył na zdobycie doświadczeń seksualnych, brrr, jak sobie to
          uświadamiam, to az mi niedobrze wspominając go z tamtych czasów. Wierzyłam, że
          swoją pomocą, zrozumieniem przyczynię się do zmian w jego charakterze,
          pokonania lęków i wtedy stanie się kims, kogo będę potrafiła pożądać i kochac
          jak mężczyznę.
          Nie ukrywam, ja również jak ta "wredna zołza" żona jonmalevolta potrafiłam
          przygryzać mojemu jeszcze wtedy niemężowi, ale nie robiłam tego by go ranić
          (chociaż, co zawsze mnie zaskakiwało, na żartobliwe dogryzanie reagował
          nadwrażliwie), byliśmy wtedy takimi jakby przyjaciółmi, więc mówiłam po prostu
          co myślałam wprost. Często niestety miałam powody do pretensji, powinnam już
          wtedy go rzucić. Ale nie zrobiłam tego, bo wiedziałam, że wtedy zostanie
          zupełnie sam i szkoda mi go było. Sama też bałam się wtedy samotności. Teraz to
          za samotnościa często tęsknię. Nie mam już siły z nim walczyć. Widzę, że nic
          miedzy nami się nie zmieni. Jedyna zmiana jaka nastąpiła w naszych stosunkach
          to to, że jest mu już obojętne co zdecyduję, czy się rozwieśc czy nie. Sam nie
          widzi problemu w braku seksu. Uważa i dosłownie mi to mówi, że "jestem
          prymitywna, skoro zajmuję się takimi pierdołami jak seks i te sprawy". Mówi mi
          wprost, że on nie ma problemów sam ze sobą, potrafi być gotowy w każdym
          momencie, to ja mam problem i całą winą o brak seksu obarcza mnie. Tak więc
          jeśli by miało dojść do rozwodu, to równiez stroną winną będę ja. Ten człowiek
          po prostu doprowadza mnie do rozpaczy swoim ignoranctwem i tym że nawet nie
          próbuje dostrzec problemu. Uparcie twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia.
          A ja często sobie zadaję pytanie, po co za mną łaził, po co wlazł w moje życie,
          wzbudzał litość, szukał wsparcia i wymuszał daklaracje miłosne? Dlaczego
          szukał u mnie seksu? Dlaczego teraz nie widzi problemu w jego braku i cała wina
          za jego brak spada na mnie?
          - Pewnie faktycznie jest to moja wina, bo fakt, mój mąż mnie zupełnie nie
          pociąga fizycznie, i to nie dlatego bo jest jakiś może brzydki, czy coś mu
          brak. Wręcz przeciwnie, niektórzy sądzą nawet, że "ładny z niego chłopak". No
          może za dużo powiedziane, ale z wyglądu jest zupełnie normalny, z całą
          pewnością ładniejszy niż wiele starych wyg - maniaków seksualnych, na których
          pomimo brzydoty lecą młode "top modelki". Ale jedna z rzeczy która od początku
          przeszkadzała mi w moim mężu to jego kompleksy, hipohondryzm, przekonanie o tym
          że ciągle cos mu dolega. To takie niemęskie, brrr. Do dziś drażni mnie
          najbardziej w nim to, że zdecydowanie większą uwagę poświęca
          swojej "zewnętrzności" niż tym, co nie gra w nim wewnątrz, w duszy. Jest
          przekonany, że jego atrakcyjność fizyczna jest jego największą bolączką a nie
          dociera do niego, że jego problem tkwi w jego charakterze, wychowaniu i
          usposobieniu.
          Ale o swoim małżeństwie napisałam tu aż za dużo, może to jednak coś pomoże
          autorowi postu. Chciałam się na koniec ustosunkować do wypowiedi
          jonamalevolta: " Kobiety interesuje "głębia" wyłącznie tych facetów, którzy na
          wstępie są wystarczająco atrakcyjni. Doświadczenie z małżeństwa tylko to
          potwierdza. To się zdarzyło zbyt wiele razy żeby mógł być to przypadek. I nie
          ma tu znaczenia osobowiść, charakter i jego wady. Przecież dopiero będąc z kimś
          można je poznać. Rozejrzyjcie się wokół z jakimi popaprańami są kobiety i
          dopiero po czasie zdają sobie z tego sprawę."

          TUTAJ BARDZO SĘ MYLISZ. Wiesz, akurat w mojej sytuacji mój mąż to był tym
          zakomplekionym, przekonanym o swej nieatrakcyjności fizycznej, nieco nieudolnym
          facetem - maminsynkiem. Dzięki mnie sporo awansował. Pomoc ode mnie uzyskał
          niemałą, ale nigdy mu tego nie wytykałam. To on do mnie się wprowadził. No i
          co, związałam się z nim dla kasy, skoro od początku był dla mnie mało
          atrakcyjny i po bardzo krótkim czasie stał się aseksualny?
          Aseksualny stał się dla mnie dlatego, ponieważ właśnie brakowało mi głębi w nim
          jako facecie i w całym naszym marnym związku - przyjaźni. Starałam się głęboko
          wejść w jego duszę, wyleczyć go z kompleksów, jednak o tym jak bardzo to płytki
          człowiek, przekonałam się po tym jaką porażkę w swoich staraniach poniosłam.
          Często zadaję sobie pytanie: jak tak można, ciągle tylko przejmowac się własną
          du.ą za przeproszeniem, biadolić nad swoją "zewnętrznością" i popadać w marazm
          z powodu np pryszcza na dupie a nie dostrzegać tego co istotne w życiu.

          Dziękuję za doczytanie do końca
          • jonmalevolt Re: jeżeli nie seks to może bierki 23.05.07, 00:56
            Zlotadusza za szybko utożsamiłaś mnie ze swoim mężem. Nie jestem nim.
            Ten sam skutek w postaci braku seksu nie oznacza, że przyczyna jest ta sama

            Zgadzam się z tobą, że niemęska postawa, mamisynkowatość pozbawia faceta
            atrakcyjności- to faktycznie wina takiego faceta. Przyznałem Ci to zresztą w
            Twpoim wątku, prawda?

            Tyle, że sąfaceci, którzy są eliminowani zanim kobieta ma szanse poznać na tyle
            zeby zorientowac się, że to maminsynek.

            Nie pakuj wszystkich jednak do jednej szufladki. Nie odbierz tego jako
            kontrataku- ale dlaczego byłaś z facetem ,którego osobowośc od początku była
            dla ciebie ułomna?
            Dla mnie problem seksu jest problemem (różnica pomiędzy Twoim mężem a mną
            widoczna na pierwszy rzut oka) Ale to tylko wierzchołek góry lodowej.

            Dzięki za wypowiedź-jest o tyle cenna, że pokazuje autokastrację facetów
            poprzez biadolenie. Tu masz zupełną rację.

            • zlotadusza Re: jeżeli nie seks to może bierki 23.05.07, 01:27
              Wcale Cię nie utożsamiłam z moim mężem, tylko dostrzegłam pewne podobieństwa w
              jednym punkcie: podobnie jak mój mąż jakby za dużo skupiasz się na sobie,
              upatrujesz problemu w Waszym związku w swojej atrakcyjności fizycznej. Moim
              zdaniem, nie obraź się, jest to dziwaczne. Mój mąż rówież żyje w przekonaniu,
              że jest nieatrakcyjny fizycznie i przez to przepada u kobiet. Faktycznie,
              przepada, zwłaszcza u mnie, ale nie przez tą jego "fizyczność", tylko przez
              jego zachowanie i własnie to, że skupia się ciągle na sobie, wydaje mu się, że
              w stosunkach damsko-męskich najwazniejsza jest atrakcyjność fizyczna a kiedy
              fizycznie pod jakimś względem niedomaga to biadoli, popada w marazm i zamyka
              się w swojej skorupie nie dopuszczając do siebie nikogo. Sorry, ale bardzo
              trudno jest kochać takiego człowieka. Mi się już dawno nawet przyjaźni
              odechciało.
              • zlotadusza Re: jeżeli nie seks to może bierki 23.05.07, 01:36
                A, jeszcze dodam, że z tym biadoleniem to jest tak, że normalnie to unika
                rozmów, udaje, że jest wszystko ok, ucieka od problemów, ale kiedy sytuacja
                robi się wyjątkowo nieznośna, w szybkim tępie narasta zagrożenie rozwodem to
                wtedy właśnie "otwiera się" i biadoli. iadoli i wymyśla sobie w idiotyczny
                sposób jakieś wyimaginowane choroby czy też inne "bardzo ważne jego osobiste
                problemy o których nie wiem i mi nie powie", jako usprawiedliwienie dla swoich
                nieodpowiednich zachowań. Tylko nie myślcie sobie, że może mam w domu jakiegoś
                szpiega z tajnych służb, który ma tajemnice służbowe. Nie... już go poznałam na
                tyle i sytuacja była tak powtarzalna, że wiem, że nie ma czegoś takiego jak
                jakies istotne problemy. Jest to po prostu jego sposób na samoobronę: "tylko
                mnei nie ruszaj, daj mi spokój, nic nie chce zmieniać w swoim życiu"
          • your_and kastrowanie wychowaniem? 23.05.07, 09:03
            > TUTAJ BARDZO SĘ MYLISZ. Wiesz, akurat w mojej sytuacji mój mąż to był tym
            > zakomplekionym, przekonanym o swej nieatrakcyjności fizycznej, nieco nieudolnym
            > facetem - maminsynkiem. Dzięki mnie sporo awansował. Pomoc ode mnie uzyskał
            > niemałą, ale nigdy mu tego nie wytykałam.

            Bycie maminsynkiem to nie cechy wrodzone a niestety wpojone wieloletnim
            wychowaniem i nawet jeśli się jest świadomym niełatwo je przełamać.
            Maminsynkowie wrażliwsi od rówieśników są potencjalnie atrakcyjni emocjonalnie,
            ale kiedy partnerka zauważa ze są oni przede wszystkim wrażliwsi na siebie czar
            pryska, a z nim obraz męskości i pożądanie.
            Czy zatem jednak nie faktycznie jest także ze to matki kastrują swoich synów
            wychowaniem robiąc z nich maminsynków?

            • zlotadusza Re: kastrowanie wychowaniem? 23.05.07, 11:14
              Your-and, napisałeś: "Bycie maminsynkiem to nie cechy wrodzone a niestety
              wpojone wieloletnim wychowaniem i nawet jeśli się jest świadomym niełatwo je
              przełamać. Maminsynkowie wrażliwsi od rówieśników są potencjalnie atrakcyjni
              emocjonalnie,
              ale kiedy partnerka zauważa ze są oni przede wszystkim wrażliwsi na siebie czar
              pryska, a z nim obraz męskości i pożądanie. Czy zatem jednak nie faktycznie
              jest także ze to matki kastrują swoich synów wychowaniem robiąc z nich
              maminsynków?"
              - Masz całkowitą rację. Obawiam się jednak, że nie tylko matka ale i ojciec
              mają duży wpływ na maminsynkowatość syna.
              W przypadku mojego meża to matka wiecznie chroniła, odbierała niezależność,
              zachowywała się tak jakby rolą matki było przede wszystkim skupianie się na
              swoich i dzieci chorobach, wyszukiwanie dziury w całym. Natomiast ojciec
              prowadził wieczną wojnę z matką, chciał na siłę zrobić z mojego
              męża "mężczyznę", traktował go oschle, co spotykało się automatycznie z chęcią
              obrony przez matkę i uciekaniem synusia do mamusi. Synuś wyrósł na człowieka
              tak słabego psychicznie, że nie był w stanie poradzić sobie z żadnym problemem
              (nawet całkiem zwyczajnym, którego nie powinno się postrzegać jako problem)
              przez całe życie. Nie miał żadnych wyzwań, nie potrafił sobie sam stawiać
              zadań. jedyne zadania jakie mu ktos stawiał to był ojciec, ale robił to tak, że
              spotykało się z automatycznym oporem i uciekaniem w swój nierzeczywisty świat.
              Zamiast odwaznie i pewnością siebie iść przez życie uciekał od problemów i nie
              widział potrzeby jakichkolwiek wyzwań. Nawet drobiazgi potrafiły w jego oczach
              urosnąć do takiej rangi, że blokowało go to przed wszelkim działaniem
              wymagającym wysiłku.
              Ostatnio doszło do dziwnej sytuacji w rodzinie. Łapię się na tym, że mam tak
              dość zachowania męża, że zachowuję się jak jego ojciec. Próbowałam go nauczyć
              różnych rzeczy, które ułatwiłyby nam współżycie, zmieniłyby życie w
              przyjemniejsze i bardziej WSPÓLNE. Jednak zawsze spotykam się z oporem,
              niechęcią, znudzeniem. Przez to nakręca się u nas spirala niechęci a nawet
              momentami agresji.
              • your_and Re: kastrowanie wychowaniem? 23.05.07, 18:01
                Zmienianie meża - rzecz nie łatwa.
                Ale duża część piszących tu pań, narzekających na mężów jest także matkami
                synów. I duża część robi z nich następne pokolenie mamisynków zupełnie sobie
                nie uświadamiając że zamiast przytchylac im nieba krzywdzą ich...
                • zlotadusza Re: kastrowanie wychowaniem? 23.05.07, 18:37
                  To prawda, mój syn to jeszcze maminsynek, ale ma niecałe 6 lat i prawo do tego.
                  Niemniej od dziś zmieniam podejście do niego. Kiedy będzie płakać, lamentować z
                  powodu np potłuczonego kolana już nie będę go żałować i tym samym utwierdzać w
                  jego własnym nieszczęściu, co tylko zachęca do dalszego lamentowania. Koniec z
                  tym. dziś syn dostał ode mnie pouczenie, ze chłopakom nie wolno płakać.
                  Musiałam zagrozic, że jak będzie tak dosłownie wyć bo go coś tam troszkę
                  zabolało, to go nie przytulę i wyjdę z pokoju. I o dziwo ucichł i wrócił szybko
                  do swojej zabawy a ja nie czuję wyrzutów sumienia. Dzięki temu wątkowi
                  uświadomiłam sobie jak należy postępować z synem. Dziękuję Wam.
                  • zlotadusza Re: kastrowanie wychowaniem? 23.05.07, 18:42
                    Ups, miałam napisać że uświadomiłam sobie to dzięki temu podwątkowi, który
                    powinien być chyba zamieszczony na forum "wychowanie", bo dość mocno odbiega od
                    tematu założonego przez autora postu.
                    • aandzia43 do zlotejduszy 24.05.07, 02:11
                      Wygląda na to, że chciałaś ze swoim mężem fruwać ramię w ramię, jak dwa piękne i
                      wolne ptaki. Patrzeć sobie odważnie w oczy i bez lęku odbywać taniec godowy.
                      On jednak woli grzebać pazurem w kurzu podwórka. Łabędź i kogut.
                      Rozbudzona, pełna apetytu na zycie kobitka i zakompleksiony, wewnętrznie
                      pokurczony facet.
                      Wydawało ci się, że go uleczysz zastrzykiem swojej energii i miłości. Mission
                      impossible. Już wiesz, że mogłabyś się z tych zasobów kompletnie wypsztykać, a
                      czarnej dziury w nim nie zapełniłabyś niczym. Jak bulimik pożera bez czucia, to
                      co mu się daje i za chwilę nie pamięta, że jadł. Nigdy nie syty, gniewnie woła o
                      miłość, nie zauważając, że ją dostaje. Sam oczywiście nie daje nic, pochłonięty
                      nerwową, nie przynoszącą ukojenia konsumpcją.
                      • your_and Re: do zlotejduszy 24.05.07, 08:20
                        aandzia43 napisała:
                        > Jak bulimik pożera bez czucia, to
                        > co mu się daje i za chwilę nie pamięta, że jadł. Nigdy nie syty, gniewnie wołao
                        > miłość, nie zauważając, że ją dostaje. Sam oczywiście nie daje nic, pochłonięty
                        > nerwową, nie przynoszącą ukojenia konsumpcją

                        Niestety to właśnie cecha nadniaru wszechogarniającej opiekuńczej i
                        bezwarunkowej miłości macierzyńskiej w relacji syn matka która zdarza sie raz w
                        zyciu. W nadmiarze wychowuje do relacji kochaj mnie niezależnie co robie, za to
                        że jestem - bezwarunkowo. Żadna partnerka nie pokocha taką miłością, bo miłość
                        dorosłych partnerów jest warunkowa, trzeba dbać o wzajemne dobro , zaspokojenie
                        pragnień.
                        • jonmalevolt Re: do zlotejduszy 24.05.07, 08:29
                          Sama sobie przeczysz: "nie zważając, że ją dostaje" i za chwilę "żadna partnerka
                          nie pokocha taką miłością"

                          Co do mamisynkowatości zgadzam się w tym sensie, ze przez tę cechę i takie
                          wychowanie facet może tracić uczucie kobiety, która w nim się zakochała.

                          Ale samo zakochanie jako poczatek miłości nie jest warunkowe w tym sensie o
                          jakim mówisz. Odbywa się przecież bez udziału świadomości, świadomośc odbiera
                          tylko to zawirowanie wywołane zakochaniem.

                          I w zakochaniu nie kalkulujesz- ile znamy wszystkich przypadków gzdzie patrząc z
                          boku od razu było widać wady faceta a zakochana kobieta była jedyną, ktora ich
                          nie widziała.

                          (oczywiście to jest warunkowe ale w sensie biologii- feromony, odmienne układy
                          immunologiczne)
                          Kalkulowanie w sensie czy otrzymuje proporcjonalnie do tego co daję pojawia się
                          duuużo później przy stabilizacji związku.
                          Ale aby mówić o "maminsynkowatości" jako o przycvzynie niepowodzeń musisz
                          najpierw ustalić czy było zakochanie. Jeżeli go nie było to główna przyczyna
                          jest zupełnie inna. A cecha, na której teraz się skupiamy jest po prostu próbą
                          znalezienia uzasadnienia do istniejacego w kobiecie uczucia, że to nie właściwy
                          facet
                          • your_and Re: do zlotejduszy 24.05.07, 08:44
                            jonmalevolt napisał:
                            > Ale samo zakochanie jako poczatek miłości nie jest warunkowe w tym sensie o
                            > jakim mówisz. Odbywa się przecież bez udziału świadomości, świadomość odbiera
                            > tylko to zawirowanie wywołane zakochaniem.

                            Mylisz zakochiwanie sie z miłością i relacja partnerską.
                            Zakochiwanie się akurat maminsynkom ze względu na wyższa wrażliwość wychodzi
                            całkiem dobrze, ale rozwiniecie w pełną wzajemna długoterminową wzajemną relacje
                            już nie.

                            Zakochanie jest kredytem pod rozwiniecie przyszłych relacji.

                            • jonmalevolt Re: do zlotejduszy 24.05.07, 08:49
                              your_and napisał:

                              > jonmalevolt napisał:
                              > > Ale samo zakochanie jako poczatek miłości nie jest warunkowe w tym sensie
                              > o
                              > > jakim mówisz. Odbywa się przecież bez udziału świadomości, świadomość odb
                              > iera
                              > > tylko to zawirowanie wywołane zakochaniem.
                              >
                              > Mylisz zakochiwanie sie z miłością i relacja partnerską.
                              > Zakochiwanie się akurat maminsynkom ze względu na wyższa wrażliwość wychodzi
                              > całkiem dobrze, ale rozwiniecie w pełną wzajemna długoterminową wzajemną relacj
                              > e
                              > już nie.
                              >
                              > Zakochanie jest kredytem pod rozwiniecie przyszłych relacji.


                              zgadzam się w 100% jeśli chodzi o długie realcje

                              mówiąc o zakochaniu miałem na myśli zakochanie kobiety w maminsynku czyli
                              udzielenie mu kredytu ;) a nie zakochanie maminsynka

                              Jeżeli kobieta nigdy nie była zakochana to braków związku nie może zwalać na
                              mamisynkowatośc- to tylko pretekst

                              >
                              • aandzia43 Re: do zlotejduszy 24.05.07, 10:50
                                Ja bym tej cechy nie nazwała maminsynkowatością, bo ten niezaspokojony głód,
                                gniewne oczekiwania i pustka emocjonalna nie występują tylko u rozpieszczonych
                                przez mamusie facetów. Częściej występują u ludzi, którzy dostali w życiu za
                                mało. Nie wnikając w szczegóły.

                                Bardzo cenię tzw. zakochanie się, tę cielesno-emocjonalną fascynację, pierwotną
                                więź stanowiącą cenne spoiwo związków nie tylko erotycznych. Nie zawsze pojawia
                                sie ono na samym początku związku, czasem przychodzi po jakimś czasie w wyniku
                                satysfakcjonującego obcowania ze sobą. Ale do tego potrzebna jest wielka
                                otwartość na życie i gotowość na Spotkanie drugiego człowieka. W moim pierwszym
                                związku owo zakochanie się pojawiło, a raczej spadło jak grom z jasnego nieba
                                :-), po paru dniach znajomości. W moim małżeństwie pojawiło się po paru latach.
                                Nieważne kiedy, byle było.

                                Do czego zmierzam? Mój Małż, posiadający pewne cechy tego nienażartego,
                                gniewnego, niezauważającego dowodów miłości bulimika (za mało w dzieciństwie,
                                czy za dużo?) w chwilach szczególnie silnego głodu, kiedy czuł się odrzucony
                                (niewątpliwie bardzo cierpiał, patrząc na to z jego punktu widzenia) negował coś
                                takiego, jak moja miłość. Przeprowadzał na to bardzo wyrafinowane dowody, to
                                bystry facet. Używał swojej inteligencji do intelektualnych popierdalanek, nic
                                nie mających wspólnego z mądrością i autentyczną wnikliwością. Załgane to było
                                od początku do końca, ale miało pozory gładkiej gadki. Jakby nas ktoś nie znał,
                                to by mu pewnie uwierzył. No chyba, że czytał by między wierszami.

                                Nie zauważać mojej miłości i zaangażowania było mu wygodniej, bo inaczej
                                musiałby przyznać się przed samym sobą, że zaprzepaścił szansę na fajny związek,
                                że spartaczył robotę. I że ma sobie cokolwiek do zarzucenia. Zyję trochę na tym
                                świecie i na moich oczach zawiazalo się i rozpdło wiele związków. W kazdym ta
                                iskierka pierwotnej więzi pojawiała się wcześniej czy później, mniejsza lub
                                większa. Potem była zaprzepaszczona, pogrzebana. I zawsze były pretensje: bo ty
                                mnie nigdy nie kochałaś/kochałeś!

                                To nie kompletny brak porywów uczucia zarzyna związki. Zarzyna je m.in.
                                niedojrzałość, nieumiejętność przyjęcia daru od drugiego człowieka.
    • zamazany Re: jeżeli nie seks to może bierki 23.05.07, 09:23
      Czytam wasze wypowiedzi i dochodze co wniosku ze:
      jestesmy tchorzami
      jestesmy wygodni
      jestesmy naiwni

      Wszystkich nas łączy jedno - brak sexu w malzenstwie a tak prawde mowiac
      milosci i tyle. Sam wiem po sobie ze nie chcialem przyznac sie przed soba ze
      jestem sam w malzenstwie, ze nie jestem kochanym pozadany tylko tolerowany jako
      ojciec itp.
      Czlowiek wszystko robi by sie do tego nie przyznac przed soba. zaczyna robic
      dziwne rzeczy, wariuje, robie z siebie wariata, flustrata, obwinia siebie, a w
      sumie nie jest tak. Najgorsze jest ze ze nasi partnerzy oszukuja nas od
      poczatku mowiac ze nas kochaja a robia cos zupelnie innego.
      Czesto sie zastanawialem po co zona jest ze mna i juz wiem. Nie ma sily,
      odwagi, by przyznac sie przed soba ze popelnila wielki blad, ze mnie od lat nie
      kocha, ze jestnieszczesliwa. A ja ten gupi, wierzylem ze cos sie da zmienic ale
      to tylko urojenia faceta ktory nie moze /nie chce przyjac do wiadomosci ze nie
      jest kochany....
      Sam nie wiem co robic, zdalem sie sprawe ze wszystko jest przegrane, ze nic nie
      pomoze w tym temacie.....
      Sam slysze codziennie dlaczego jestem smutny, przeciez jest wszystko ok....a mi
      chce sie plakac z bezsilnosci...
      • zamazany Re: jeżeli nie seks to może bierki 23.05.07, 09:28
        Wiecie dlazcego mam taki nick poniewaz czuje ze ktos lub cos wymazuje mnie z
        zycia...
      • gomory Re: jeżeli nie seks to może bierki 23.05.07, 09:38
        Chyba Ty takze juz jej tak nie kochasz. Poniekad to sam sie wymazujesz. Zakladajac, ze byloby tak jak opowiadasz (chociaz na pewno nie jest, bo obraz tylko jednej strony zawsze jest zafalszowany) to sam kiedys w swojej naiwnosci korzystales z wygodnickiego budowania nierzeczywistego swiata.
        • zamazany Re: jeżeli nie seks to może bierki 23.05.07, 09:43
          Tu jest wlasnie klopot.Zapytales czy jej nie kocham teraz to juz nie wiem po
          tylu razow ile od niej dostalem....ja z chlebem a ona kamieniem....teraz juz
          nie wiem albo wolalbym juz nie kochac, wtedy zylo by mi sie mniej bolesnie. Ze
          ona nie kocha to pewnik pozbylem sie zludzen....
          • miedzianakonefka Re: jeżeli nie seks to może bierki 24.05.07, 02:30
            Już myślałem że to baba a to jednak chłop. Zamazany weź się kurde w garść bo
            normalnie strach widzieć że mężczyzna może tak sie rozleźć w szwach :) Sam bym
            za takim se kamieniem rzucił :P Jak ktoś jest wieczną ofiarą losu to tylko
            prowokuje innych żeby mu jeszcze dokopać. Bierz się chłopie za życie bo masz
            tylko jedno a tyle jeszcze spraw nie załatwionych i dziewcząt nie zapoznanych :)

            Alleluja i do przodu...
            • tomkemots Re: jeżeli nie seks to może bierki 24.05.07, 13:41
              Chłopaki ja mam dopiero 21 i mam ten sam problem.jestem z kobietą którą bardzo
              ale to bardzo kocham od ponad 2,5 roku.Jestem młody a seks jest dla mnie bardzo
              przyjemną sprawą jak i zabawą.Bardzo się przykładam by być dobrym
              kochankiem.Lecz w 99% zawsze to ja inicjuje zbliżenie(strasznie sie czuje
              ponieważ czuje się tak jak bym prosił o to żeby sie ze mną kochała)Jak już
              dojdzie do zbliżenia to nie czuje się spełniony gdyż nie odczuwam z jej strony
              zainteresowania co do mego ciała(najlepiej dla niej było by jak bym się
              rozebrał,oczywiście wypieścił jak zawsze i dopiero teraz moge wejść).Ile razy mi
              odmówiła to już nie wspomnę.Rozumiem nie zawsze sie chce.Ale jak dla mnie w
              wieku 21 lat i żeby było zaledwie 1 zbliżenie na tydzień to chyba lekka
              przesada.Ona wie że seks jest dla mnie bardzo ważny i zawsze jej mówię czego
              pragnę,co mnie kręci ale ona i tak nic z tą wiedzą nie robi.Już nawet byłem tak
              zdesperowany że chciałem to przerwać i odejść ale ona zawsze mi obiecywała że
              się zmieni że to chwilowe itp(kończyło się płaczem obojga i moją myślą że będzie
              lepiej)Chciał bym sie dowiedzieć co jest wstanie zmienić jej zachowanie?Czy
              myślicie że kobiety z minimalnym libido i faceci z wysokim libido po prostu nie
              pasują i powinni znaleźć sobie partnera na swoim poziomie?Dla czego kobiety są
              takie zimne i bezwzględne a do tego strasznie boją się dać nam przyjemność?Co
              byście zrobili na moim miejscu???Dziękuje że mogłem sie wypowiedzieć i trzymam
              za was czyli wszystkich facetów kciuki że kiedyś przyjdzie ten cudowny
              dzień.Pozdrawiam
    • jolka_1 Re: jeżeli nie seks to może bierki 01.06.07, 08:30

      A może chcecie poznać wersję żony jonmalevolt??
      Ciężko dyskutować nad problemem jak nie zna się odczuć tej drugiej strony.
      Zona jonmalevolt
      • justyna.ada Re: jeżeli nie seks to może bierki 01.06.07, 09:55


        >
        > A może chcecie poznać wersję żony jonmalevolt??

        Jasne że tak!
        • jolka_1 Re: jeżeli nie seks to może bierki 01.06.07, 12:00
          Nie będę odnosiła się do tego co pisał mój mąż, bo byłoby to niepotrzebne
          wchodzenie w polemikę, którą uprawiamy codziennie w domu.
          Mój mąż od ok. 2 lat ma obsesję, że jestem jego jedyną partnerką, że żadnej
          kobiecie się nie podoba.. Nie pomagają zapewnienia, że mi się podoba, że
          biegałam za nim na studiach bo był dla mnie bardzo interesującym, przystojnym i
          strasznie ciekawym mężczyzną itd. Wie doskonale, że wybrałam go spośród trzech
          facetów, jednego z nich rzuciłam, żeby być z nim. Twierdzi, że mówię to z
          czystej kurtuazji!
          Być może poświęcam mu za mało czasu od urodzenia naszego synka, ale praktycznie
          bardzo rzadko pomaga mi przy jego wychowywaniu.
          Mam wrażenie, że wręcz nieraz mały go drażni bo przeszkadza mu w siedzeniu np.
          przy kompie. Strasznie to dla mnie bolesne.

          Kochamy się owszem nieczęsto ok. 1 raz w tyg i to przeważnie on inicjuje, ale
          jest mi zawsze z nim bardzo dobrze i mówię mu to, ale jak zwykle nie wierzy.
          Nie napisał, że problemy te pojawiły się jak poroniłam pierwsze dziecko!
          Troszeczkę się zamknęłam w sobie. tak naprawdę sama ze sobą przeżywałam ten
          problem.
          Zresztą do tej pory na ten temat nie rozmawiamy. Być może to dla niego zbyt
          ciężkie przeżycie, nie wiedział jak się zachować w takiej sytuacji, ale ja
          naprawdę potrzebowałam go wtedy.

          Jest osobą strasznie impulsywną i agresywną często nie panuje nad tym co mówi.
          Szereg zdarzeń w naszym życiu zadecydowało, że staję się coraz bardziej
          zamknięta w stosunku do niego.
          Przykłady? Proszę

          Będąc 2 tyg przed terminem porodu miałam wyznaczoną wizytę na ostatnie USG,
          byłam przekonana, że pójdzie ze mną, a on podwiózł mnie pod szpital, kazał
          wysiadać szybko, bo on się spieszy na trening sztuk walki. Nie chciał mi
          zostawić samochodu, żeby wrócić jakoś do domu, tylko musiałam wracać w nocy
          autobusem. W ciąży czułam się źle, byłam na zwolnieniach, zdarzały mi się
          omdlenia. Ale jego to nie interesowało w tym momencie.

          Ostatnio np. weszłam do pokoju z dzieckiem jak on siedział przed komputerem i
          się wściekł, bo chciał mieć chwilę dla siebie. Mnie wkurzyła jego agresja w tak
          błahej sprawie i zostałam. Więc usłyszałam „wypier…. ty suko, k..wo, głupia
          p..zdo. Do tego stopnia się wściekł, że z całej pięści uderzył w tyłek. Tydzień
          siedzieć nie mogłam. I co mi z tego, że on mnie ciągle przeprasza!!

          Robi takie awantury częściej niż się kochamy.
          Mogłabym rozpisywać się i podawać tysiące przykładów.. Ale nie w tym rzecz.
          Myślę, że jest strasznym egoistą i jego problemy są najistotniejsze. Upaja się
          nimi. Uwielbia być nieszczęśliwy. To co ja czuję, czego ja potrzebuję się nie
          liczy.

          Byłam zaledwie mc na urlopie wychowawczym, czyli mc bez pensji i codziennie
          słyszałam, że to on mnie utrzymuje.

          Chciałam mniej więcej napisać mój pogląd sytuacji, bo poczułam się nieswojo jak
          czytałam jak on ma stosunek do mnie.

          Jest osobą bardzo ciekawą, strasznie imponuje mi, że tak wiele rzeczy go
          interesuje, że tak dużo wie, że praktycznie się przy nim nie nudzę!

          „Jezu jak to opisałem to zrozumiałem, że ja mam tego babsztyla kompletnie dosyć-
          nie kocham jej, ba ja nawet sympatii do niej nie czuję.”

          Ja niestety go kocham!

          Pozdrawiam
          • gomory Re: jeżeli nie seks to może bierki 01.06.07, 12:26
            Alez wszystko nagle zaczelo inaczej wygladac. Coz... poniekad znam to z zycia, gdy przeczytalem posty swojej zony ;).
            • druginudziarz Re: jeżeli nie seks to może bierki 01.06.07, 12:39
              gomory napisał:

              > Alez wszystko nagle zaczelo inaczej wygladac. Coz... poniekad znam to z zycia,
              > gdy przeczytalem posty swojej zony ;).

              Pozostaje mieć nadzieję, że ten watek nie jest zaliczeniem końcowym dla jakiegoś
              studenta III roku psychologii albo czegoś takiego.
              Z tych dwóch przyczyn nie wypowiadałem się w nim wcześniej wcześniej.
              Osoby które miały okazję wygłosić tu swoje kategoryczne sądy proszone są o
              chwilę zadumy (nad sobą). :|
              • jolka_1 Re: jeżeli nie seks to może bierki 01.06.07, 13:04
                Zapewniam, że wątek nie jest zaliczeniem dla studenta psychologii.
                Nigdy nie wypowiadałam się na takich forach, wogóle nie rozmawiam dużo na moje
                tematy.
                Ale skoro mój mąż ma dużo do powiedzenia na mój temat to czemu ja mam nie mieć
                możliwości się bronić. Zawsze są dwie strony medalu!
                Dzięki za wszelkie komentarze!
                Oczywiście było masa cudnych chwil i nadal się zdarzają, ale rzadko!

                Pozdrawiam
                • druginudziarz Re: jeżeli nie seks to może bierki 01.06.07, 13:37
                  jolka_1 napisała:

                  > Zapewniam, że wątek nie jest zaliczeniem dla studenta psychologii.
                  > Nigdy nie wypowiadałam się na takich forach, wogóle nie rozmawiam dużo na moje
                  > tematy.

                  Błąd. Nie mówimy o swoich potrzebach, nie pytamy jakie są potrzeby partnera.

                  > Ale skoro mój mąż ma dużo do powiedzenia na mój temat to czemu ja mam nie mieć
                  > możliwości się bronić.

                  Drugi błąd, zakładasz, że powinnaś się bronić a więc zakładasz, ze jesteś atakowana.

                  Twój maż napisał jak się czuje, Ty to odbierasz jako atak. Zapewne vice versa.
                  Zero empatii. Droga donikąd.

                  > Zawsze są dwie strony medalu!
                  > Dzięki za wszelkie komentarze!

                  Zauważyłem że, w pierwszej kolejności (na takich forach, ale nie tylko) szuka
                  się potwierdzenia swojego punktu widzenia. Więc nie jestem pewien czy
                  użyteczność komentarzy będzie akurat taka jak być powinna.

                  > Oczywiście było masa cudnych chwil i nadal się zdarzają, ale rzadko!

                  Na tym trzeba się koncentrować, co Wam sprawia przyjemność. Musicie coś robić
                  razem, bardzo źle jak nie ma się wspólnych pasji, bądź chociaż zajęć. Oczywiście
                  _oprócz_ domu i dziecka. Postawa "zainteresowania mojego męża/żony są
                  bezsensowne, nic mnie to nie interesuje, zresztą i tak nie mam czasu do
                  poświęcam się swoim" jest bardzo skuteczna w rozminięciu się emocjonalnym na zawsze.
                  Hint: albo będziecie mieli wystarczająco dużo czasu/szczęścia/cierpliwości by
                  dojrzeć, albo szukajcie dobrego terapeuty, który ten proces przyspieszy.
                  Na przyjaciół też bym nie liczył bo Ci są zwykle dobrzy ale w poklepywaniu po
                  plecach, a na prawdę o sobie trudno liczyć.
          • zlotadusza Re: jeżeli nie seks to może bierki 01.06.07, 12:36
            Jolko, bardzo się cieszę, że napisałaś. Dzięki temu możemy obiektywnie ocenić
            Waszą sytuację. Bardzo żałuję, że tylko zostałam utwierdzona w tym co
            podejrzewałam, że winnym zaistniałej przykrej dla Ciebie sytuacji jest Twój
            mąż. Bardzo mi przykro, że kochasz tak bezwzględnego, egoistycznego chama i
            przykro czytać, że mężczyzna może tak traktować kobietę - swoją żonę, matkę
            jego dzieci, które do tego przeszła taką traumę jak strata dziecka. Przykro mi
            to pisać, ale Twój maż to pusty, zadufany w sobie prostak. Nie daj się zwieśc
            tym, że niby ma tyle zainteresowań i taki on inteligentny i "zaradny". Ten
            człowiek nei radzi sobie sam ze sobą i obawiam się, że jeśli mu będziesz na to
            pozwalać to w końcu zniszczy Ciebie i Wasze dzieci. Ja bym się na Twoim miejscu
            rozwiodła. Wiem, że to ciężka decyzja, sama przed taką stoję, ale trzeba myśleć
            przede wszystkim o sobie i własnych dzieciach. Nie pozwól sie zniszczyć
            psychicznie. Aż dziwię sie, że możesz kochać takiego człowieka, ale wcale bym
            się nie zdziwiła, gdybyć całkowicie odmówiła mu zbliżeń. Sama ne miałabym
            ochoty na zbliżenia z takim człowiekiem, tym bardziej, że on sam ogłasza na
            forum, że Ciebie nie kocha. Ja bym takiego kogoś natychmiast wyruciła ze swoich
            uczuć , emocji i wiem, że sytuacja raczej byłaby nie do uratowania i dobrze,
            gdyby chociaż przy wychowaniu dzieci udało się Wam współpracować na stopie
            przyjacielskiej. Dążyłabym na twoim miejscu do rozwodu. Pozdrawiam i trzymaj
            się.
            • druginudziarz Re: jeżeli nie seks to może bierki 01.06.07, 12:48
              zlotadusza napisała:

              > Jolko, bardzo się cieszę, że napisałaś. Dzięki temu możemy obiektywnie ocenić
              > Waszą sytuację. Bardzo żałuję, że tylko zostałam utwierdzona w tym co
              > podejrzewałam, że winnym zaistniałej przykrej dla Ciebie sytuacji jest Twój
              > mąż. Bardzo mi przykro, że kochasz tak bezwzględnego, egoistycznego chama i
              > przykro czytać, że mężczyzna może tak traktować kobietę - swoją żonę, matkę
              > jego dzieci, które do tego przeszła taką traumę jak strata dziecka.

              Ech, zlotadusza, wcale nie jesteś taka złota....
              Nie ogarniasz wcale ich problemu i tyle.
              • zlotadusza Re: jeżeli nie seks to może bierki 01.06.07, 13:06
                druginudziarz, wiem że złotą duszą do konca nie jestem (raczej jestem twardą
                duszą), może nie znam do końca ich problemu, nie zmieni to faktu, że facet nie
                powinien sie dziwić, ze kobieta może nie mieć ochoty na seks i nie musi być
                ciągle miła i zachwycona swoim "cudownym, inteligentnym, zaradnym, aktywnym"
                jeśli ten ją tak traktuje i w dodatku nie ma sam do siebie żadnych zastrzeżeń
                tylko całą winę zwala na ten ubzdurany przez siebie brak miłości ze strony
                kobiety. Chociaż jestem w stanie zrozumieć, że kobieta mooże przestac pożądac
                faceta, zwłaszcza TAKIEGO faceta.
          • majunia01 Re: jeżeli nie seks to może bierki 04.06.07, 13:44
            Sorry jolka , właśnie przeczytałam wszystko jak to u was jest , źle oceniłam
            sytuacje , ciężko mi pojąć czemu go nadal kochasz????????? ja z takim sku...m
            bym się rozwiodła, - żeby na mnie rękę podniósł !! napewno nie miałam podobnie
            i miałam wtedy zaledwie 20 lat (5 lat chodzenia, 1 rok małżeństwa) gdy
            urodziłam synka mąż stał się tyranem .Poniżanie ż ja jestem nikim to nie w moim
            guście. rozstancie się już teraz chyba dla was tak będzie naj lepiej
    • zlotadusza Re: jeżeli nie seks to może bierki 01.06.07, 12:54
      Jonmalevolt, a tak w ogóle, to ty chyba jesteś skończonym idiotą albo hipokrytą
      że jescze masz czelność żalić się, że żona Cię chyba nie kocha bo nie zawsze ma
      ochotę na seks z Tobą i inicjować tym bardziej :-O. Wiesz, mój mąż miewał
      podobne zachowania do Twoich, równiez potrafił mieć gdzieś moje badania w ciązy
      i np zasłaniał się bólem głowy, żeby nie jechać ze mną do ginekologa, bo np
      ciekawy mecz był w TV. Ja potrzebowałam wówczas wsparcia męzczyzny jak nigdy,
      niestety mój mąż nie był dla mnie mężczyzną, musiałam sama praktycznie do
      ostatnieg miesiąca ciąży jeździć na badania. A moja ciąża też do łatwych nie
      nalezała. Przykro było mi patrzeć na inne kobiety czekające w kolejce do
      lekarza, którym towarzyszyli kochający mężowie. Ja zawsze czekałam w kolejkach
      sama, bo mąż miał ciekawsze zajęcia. Mi również łatwo nie było, kiedy krótko po
      porodzie, wywiązała się miedzy nami kłótnia o to, że powinien mi coś w domu
      pomóc i posprżata ten burdel który zrobił wokół siebie, a on w odpowiedzi na
      mój krzyk rozpaczy udezył mnie butem i kazał spie..lać. Poźniej oczywiście
      znalazł wytłumaczenie na swoje karygodne zachowania, twierdząć że to ja jestem
      agresorem i ciagle go atakuję. No niestety, przykroo mi to mówić, ale widocznie
      niektórzy faceci nie dorośli do bycia męzami, ojcami. Tacy ludzie nie powinni
      się nawet dziwić, że spotykają się z brakiem "ochoty" na seks ze strony swoich
      żon. Jeśli jon ty się dziwisz, to widocznie nie potrafisz przyjąć do
      wiadomości, że sam jesteś winien zaistnałej sytuacji.
      • jonmalevolt Re: jeżeli nie seks to może bierki 01.06.07, 13:51
        Po pierwsze post mojej żony powstał dziś jako zemsta za spędzenie nocy poza domem

        Po drugie cześć faktów w ogóle nie miała miejsca: np nie było w ogóle takiej
        sytuacji żebym odmowil jej w ciąży podwiezienia na badania zasłaniając się
        treningiem! Powtarza ten tekst od miesięcy i nie mam pojęcia skąd jej się wziął.

        "zapomniała wspomnieć, ze poronienie przesiedziałem razem z nia w szpitalu i to
        ona nie chciała o nim rozmawiać, co uznałem za sygnał żeby nie rozdrapywać ran-
        pierwszy raz od lat o tym wspomniała

        klamstwem jest to, że na badania jeździła sama!. Zawsze ją podwoziłem i
        czekałem w samochodzie jeżeli gabinet był mieszkaniem prywatnym a wchodziłem
        razem z nią jeżeli byla to przychodnia
        Większośc faktów jest podana bez kontekstu sytuacyjnego - nie napisała o swoich
        prowokacjach i manipulowaniu dzieckiem, żeby postawić mnie w negatywnym świetle.
        NP ta sytuacja z pobiciem jej z powodu komputera.

        Faktycznie jestem impulsywny i zdarza mi się rzucić mięchem o czym ona doskonale
        wie. W większości wypadków jest to odpowiedź na jej wypowiedzi, w których mnie
        wysmiewa albo szydzi, albo robi mi zarzuty. Nie jestem nieomylny ale ona zawsze
        wypowiada się o mnie z pogardą
        Przykłady. Jestem na spacerze z małym, który np przewraca się- na to pada
        pytanie mojej zony "co mu zrobiłeś?". Takie sytuacje są od początku, zawsze
        krytykuje moje podejście do małego i sugeruje, że wszystko jest żle. Nigdy w
        życiu małego nie skarciłem ani nie podnioslem na niego glosu a ona sugeruje, że
        go krzywdzę!


        Podobnie kwestia pieniędzy, które rzekomo wypominam . Jakoś tak się dziwnie
        składało, ze od zawsze prawie wszystkie zarobione pieniądze oddawałem jej i nie
        rozliczalem jej z tego nigdy! Raz tylko powiedziałem, że mogłaby mi okazać choć
        odrobinę szacunku za to, że ją utrzymuję-to nie było wypominanie tylko domaganie
        się szacunku. Bo zawsze twierdzi, że ja do niczego się nie nadaję.
        żeby było dowcipnie to kiedy przeszla na urlop jej rodzice-emeryci chcieli jej
        dawać pieniądze bo mysleli, ze nic ode mnie nie dostaje- musiała tak im mnie
        przedstawić ( sama się smiała z tej propozycji rodziców).

        najlepiej o jej niewinnym podejściu świadczy to, że tropi moje maile, przegląda
        telefon, portfel itd. Nigdy dotąd jej nie zdradziłem- a sugeruje mi to od lat

        Ale dziś faktycznie zniknąłem na noc i ma nad czym się zastanawiać

        • gomory Re: jeżeli nie seks to może bierki 01.06.07, 14:01
          Nie musicie sie tlumaczyc ludziom w necie ze swoich zachowan. Ani tym bardziej dbac o nasze zdanie o was. To wasze zycie i kazdy ma swoje racje, nie walczcie ze soba tutaj, bo tylko poglebicie swoja zlosc. Dajcie sobie spokoj z oskarzeniami w sieci bo to wam w niczym nie pomaga.
          • sturm_man Re: jeżeli nie seks to może bierki 02.06.07, 02:22
            Hehe to moze troche dziwne, ale posty zarowno od meza jak i samej zony wydaja
            mi sie zaskakujaco podobne ze wzgledu na skladnie,interpunkcje,zachowanie
            ortografii, podobne jesli nie identyczne formatowanie i uklad tekstu samego
            postu, jak i styl wypowiedzi, ktory jest zarowno u meza jak i samej zony
            zrownowazony i przemyslany. Polecam przeczytac sobie kilka postow, albo je
            wydrukowac i porownac ze soba. Fajne zaleznosci, nie? Ktos pisze fajny artykul,
            albo tez jak to zostalo juz wspomniane wczesniej ciekawa prace zaliczeniowa. A
            tak swoja droga ciekawy temat. Przezywalem podobne stany rzeczy, lecz kobiete
            swoja przestalem z dnia na dzien zauwazac i sie starac, traktowaclem Ja jak
            powietrze i zylem. I jaki efekt? Teraz jestem szczesliwy :-)

            PZDR
            • druginudziarz Re: jeżeli nie seks to może bierki 02.06.07, 14:06
              sturm_man napisał:

              > Hehe to moze troche dziwne, ale posty zarowno od meza jak i samej zony wydaja
              > mi sie zaskakujaco podobne ze wzgledu na skladnie,interpunkcje,zachowanie
              > ortografii, podobne jesli nie identyczne formatowanie i uklad tekstu samego
              > postu, jak i styl wypowiedzi, ktory jest zarowno u meza jak i samej zony
              > zrownowazony i przemyslany. Polecam przeczytac sobie kilka postow, albo je
              [ciach]

              Też to zauważyłem :)
              Jest jeszcze taka opcja, że są po prostu do siebie bardzo bardzo podobni.
              Zresztą to nie nowość że choć pociągają nas przeciwności to jednak partnerów
              dobieramy podobnych do siebie.
              • sagittka Re: jeżeli nie seks to może bierki 02.06.07, 15:29
                > Zresztą to nie nowość że choć pociągają nas przeciwności to jednak partnerów
                > dobieramy podobnych do siebie.

                A badania dowodzą, że partnerzy po wielu latach związku upodobniają się do
                siebie, nawet wyraz twarzy mają podobny :)
                • sturm_man Re: jeżeli nie seks to może bierki 03.06.07, 01:44
                  Jak pies do wlasciciela hehe.

                  PZDR
            • jolka_1 Re: jeżeli nie seks to może bierki 04.06.07, 08:05
              Podobne posty??
              Pewnie tak! W końcu jesteśmy ze sobą 10 lat!
              pozdrawiam
              • aandzia43 Re: jeżeli nie seks to może bierki 04.06.07, 12:43
                Jolka, on wyraźnie napisał, że cię nie kocha. To właściwie juz załatwia sprawę.
                Poza tym, masz w jego postach o waszym małzeństwie, jak na dłoni, cały jego
                stosunek do ciebie. Poczytaj sobie inne jego wypowiedzi, w różnych wątkach, a
                będziesz miała jak na dłoni cały jego stosunek do kobiet w ogóle.

                Chyba musisz zastanowić się nad swoimi wymaganiami wobec swoich potencjalnych
                mężczyzn na przyszłość. Bo mam wrazenie, że z inteligencji faceta zrobiłaś sobie
                fetysz. Pewnie, że mężczyzna powinien czymś kobiecie imponować (wedle uznania,
                każdej pani czym innym), ale bałwochwalcze wlepianie gał w jakąś jedną jego
                cechę, zamyka oczy na inne niedostatki.
                Byłam świadkiem kilka lat trwającego bolesnego "odklejania się" kobiety
                trwającej w małżeństwie z psychopatycznym, niezwykle inteligentnym erudytą,
                pracownikiem wyższych uczelni. Lata nieszczęśliwego związku z bardzo wygadanym,
                emocjonalnym 6-ciolatkiem i brak spręża, żeby zrobić z tym porządek. Zanim udało
                się jej porzucić go, podjąć tę decyzję, musiała zweryfikować swoj stosunek do
                mężczyzn, wymagania wobec nich, ustalić od nowa priorytety, nabrać szacunku do
                siebie samej. Wyszło jej, że jej mężczyzna ma jej imponować przede wszystkim
                dojrzałością emocjonalną, wrazliwością, ale nie tylko taką na swój własny czubek
                nosa. Jednym słowem wyrosła z kompleksu uczennicy wielbiącej mistrza. Dodam, że
                to niezwykle bystra babka. Dodam też, że terapia psychopatów nie przynosi
                nadzwyczajnych efektów, zakładając, że zainteresowany w ogóle wykaże potrzebę
                udania się na nią.
                To drastyczny przykład, pewnie w porównaniu z twoją sytuacją mocno na wyrost.
                Ale zastanów się nad tym schematem.
                Powodzenia.
            • light.t prowokacja 04.06.07, 20:47
              Myślę, że ten tekst jest po prostu prowokacją, pisaną przez jedną i tę samą osobę.
              • aandzia43 Re: prowokacja 04.06.07, 21:20
                Biorę i ja to pod uwagę. O ile bowiem jad i chłód Jonmalevolta wydały mi się
                taaakieee autentyczne (na innych wątkach też), a jego postać dość żywa i spójna,
                to postać Jolki już nie. Ale zawsze moze być tak, że dziewczyna jest mocno
                wycofana i to, co prezentuje w pierwszym kontakcie jest grzeczną, sztywną i
                nieco papierową maską.
                Tak sobie tylko gdybam. Wiele postów na tym i nie tylko forum trąci trollostwem,
                jak jest naprawdę nie wiemy. Profilaktycznie wolę traktować ich jak żywych
                ludzi, a nuż istnieją naprawdę i chcą pogadac. Najwyżej wyjdę na naiwniaczkę,
                nie pierwszy raz w życiu :-))))
    • tomekar76 Re: jeżeli nie seks to może bierki 03.06.07, 12:02
      trzymaj sie.
    • majunia01 Re: jeżeli nie seks to może bierki 04.06.07, 11:45
      wiesz ja byłam kiedyś z takim człopakiem jak ty, to dziwne i nie było czym by
      się chwalić bo byłam tą drugą, i wiele do niego czułam nie tylko platonicznie,
      dużo rozmawialiśmy i pragnęliśmy się nawzajem ja miałam tylko jeden warunek jak
      będę tą pierwszą. On opowiadał mi że ma w swoim związku ( 6 lat ) tak jak ty. i
      jest z nią tylko z przyzwyczjenia i żeby nie być samotny bo boi się
      samotności , ja na to że będzie mnie mniał i wiesz co 6 m-cy na niego czekałam
      a on wybrał ją . Bolało jak nieiem co do dziś o nim myślę ale żyć trzeba dalej
      myślę że wystraszył się mnie i mojego malutkiego synka a dziś mam drugiego męża
      i 6 m-czną córeczkę nasze współżycie jest ok - zawsze może być lepiej, dla mnie
      masz dziwną żonę - oziębłą albo jest z tobą bo jej tak wygodnie ja jak chcę się
      z nim kochać to ja zaczynam i przejmuję inicjatywę i nie widzę w tym nic nie na
      miejscu, bo niekture babska tak mają uważają się za księżniczki i cały czas
      trzeba o nie zabiegać i podbijać- to głupota. Są chwile i momenty takie że
      mężowi by nie przyszło do głowy że teraz i tu mam ochotę tak i tak i jeszcze
      tak. dziś jestem znów szczęśliwa. A dziecko to nie przedmiot do
      targowania ,czas się zmieniły ,jesteś jeszcze młody , możesz zaczą od nowa albo
      uschnąć przy niej.
      • zlotadusza Re: jeżeli nie seks to może bierki 04.06.07, 18:09
        majunia, mi sie wydaje, ze usychanie w tym związku bardziej grozi żonie jona
        niz odwrotnie. Jon jak widac nie ma problemu w tym związku. Przecież po innych
        jego postach można się domyśleć że już rozgląda się za d..mi a swoją żonę i
        dziecko ma w głębokim poważaniu. Jego nie interesują tak na prawdę problemy
        emocjonlne w związku, nie interesują go przezycia jego zony i co ta może
        wewnątrz odczuwać widząc jego postawe i zachowanie. Jon jest zapatrzony głównie
        w czubek własnego nosa a moze raczej tego swojego "malutkiego" i to jest jego
        największy problem "emocjonalny". Myślę, że jon łatwo upora się ze swoim
        problemem jak tylko znajdzie "potwierdzenie swojej atrakcyjności", w którą sam
        wątpi i widać potrzebuje "namacalnych" dowodów.
        • majunia01 Re: jeżeli nie seks to może bierki 04.06.07, 19:23
          zlotadusza przeczytaj moją następną wypowiedz która zabłakała się trochę
          wcześniej , nie wiem czemu bo pisałam ją po tej wypowiedzi a wylądowała na
          początku tego scenariusza , ale powtórzę co tam napisałam- nie przecztałam co
          tak naprawdę ma do powiedzenia jola jesce raz sorry i myślę że to trochę chory
          związek ja też byłam z takim szowinistą i się rozwiodłam nie lubię jak ktoś
          mnie poniża i napewno nie bije, jak można udeżyć kobietę??? jak można być z
          takim człowiekiem no jak??? nie wiem jak jola może go nadal kochać. nie
          rozumiem. komputer ważniejszy niż rodzina i on pisze że syn dla niego jest
          ważny i dla niego jest w tym związku???!!! dziecko niczego nie załatwi sama
          wiem o tym . Lepiej jak oboje się uwolnią z tego toksycznego związku. Jescze
          macie szanse na ułożenie sobie życia z osobą która potrafi kochaćź prawdziwą
          miłością jak obojewiecie jeszcze co to takiego. Bo miłość to nie tylko sex ale
          i zrozumienie, zaufanie, poszanowanie drugiego człowieka i jego intymności,
          więź emocjonalna, pociąg fizyczny, wierność i wiele innych fantastycznych
          rzeczy o których chyba wam nie muszę pisać, każdy ma trochę inne podejście do
          miłości ale żeby bić!! FEE nie ładnie. jak dla mnie ten związek to przegrana
          sprawa jolka zostaw tego samoluba, jak mu tak dobrze samemu to niech zostanie
          sam jak palec i zobaczy jak to jest w rzeczywistości
        • jolka_1 Re: jeżeli nie seks to może bierki 05.06.07, 08:10
          złotadusza - niestety chyba masz rację też do tego doszłam:(
Pełna wersja