Seksowna bielizna - to trzeba lubić

06.05.07, 22:23
Po długim czasie panowania bawełnianych majciochów żona doszła do wniosku, że jednak trzeba mieć parę seksownych łaszków. Oj, trudna to była droga...

Może jestem zbyt wybredny i szukam dziury w całym, ale: jedyna chwila kiedy zakłada coś, to jest chwila pomiędzy prysznicem a pójściem do łóżka. Więc mogę jedynie popatrzeć sobie pod kołdrą...
Ok, faceci są wzrokowcami. Pewnie większość tego typu łaszków wymyślili faceci żeby sobie zrobić dobrze... Ale czy nie jest tak, że w związku robi się coś, co jest miłe drugiej osobie?
Takie noszenie seksi bielizny na siłę, na wyraźne życzenie drugiej osoby wcale nie podnosi poziomu adrenaliny...
    • gomory Re: Seksowna bielizna - to trzeba lubić 06.05.07, 22:35
      > Ale czy nie jest tak, że w związku robi się coś, co
      > jest miłe drugiej osobie?
      > Takie noszenie seksi bielizny na siłę, na wyraźne życzenie drugiej osoby wcale
      > nie podnosi poziomu adrenaliny...

      Tak, im bardziej czlowiekowi zalezy na przypodobaniu sie drugiej osobie tym wieksze jego staranie o akceptacje. Mozesz byc pewien - gdyby zona znalazla sobie kochanka to sama z wielka ochota nosilaby takie szmatki, ze oczy by Ci wyskoczyly z orbit.
      Masz tez racje, ze wymuszone dzialania nie podnosza adrenaliny. No chyba, ze fetyszyscie ktory tylko tego potrzebuje ;).
      Skoro kobieta ma opory przed kobiecymi strojami, to moze znaczy, ze kiepsko u niej z samoakceptacja. W takim razie moze nie stoisz na zlej pozycji, bo mozesz sprobowac poprawiac w niej ta wiare. Wiesz kwiaty, komplementy, pozytywne wsparcie, blysk zadowolenia w oku. Przynajmniej dopoki Ci sie ta gra nie znudzi, albo nie wpadniesz na to, ze wszystko co ta droga osiagasz jest niejako "wymuszone". No, a ona i tak sie czuje w tym, jak ja bym sie czul w koronkowych stringach ;).
      • bugbuddy Re: Seksowna bielizna - to trzeba lubić 06.05.07, 22:38
        > Przynajmniej dopoki Ci sie ta gra nie znudzi

        Właśnie...
        • elein Re: Seksowna bielizna - to trzeba lubić 06.05.07, 22:44
          a tobie sie juz znudzilo prawienie komplementow żonie i zaskakiwanie kwiatkiem
          bez okazji by było "miło"?
          • bugbuddy Re: Seksowna bielizna - to trzeba lubić 06.05.07, 23:19
            Nie interesują mnie transakcje w rodzaju 'ja ci kwiatek, ty założysz stringi', jeśli to miałaś na myśli.
            • elein Re: Seksowna bielizna - to trzeba lubić 06.05.07, 23:28
              wiec dlaczego marzy ci sie zeby zona paradowala przed toba w seksownej
              bieliznie? ty nie lubisz zony rozpieszczac komplementami i prezencikami ona nie
              lubi stringow, jest rownowaga w przyrodzie, n'est pa?
              • gardenersdog Re: Seksowna bielizna - to trzeba lubić 07.05.07, 00:12
                elein napisał:

                > wiec dlaczego marzy ci sie zeby zona paradowala przed toba w seksownej
                > bieliznie? ty nie lubisz zony rozpieszczac komplementami i prezencikami ona nie
                >
                > lubi stringow, jest rownowaga w przyrodzie, n'est pa?

                Niektórzy w każdym poście czytają własne tezy.
                • elein Re: Seksowna bielizna - to trzeba lubić 07.05.07, 00:25
                  a skąd wiesz o czym marzy zona autora? on o tym by nosila stringi, a ona? w
                  czym jest niezaspokojona przez męża, ze nie ma ochoty się starać wciskać w
                  niewygodne stringi z przyjemnością bo "dla niego" zeby bylo miło?

                  a jesli nigdy nie lubiła stringów to chyba przed slubem o tym wiedział i brał
                  z "dobrodziejstwem inwentarza"?

                  i jeszcze autora zdanie "on nie bedzie żonie prawił komplementów po to żeby
                  nosiła stringi"... a bez powodu, tak sam z siebie, nie móglby? Jesli "dobrze by
                  było gdyby zona nosiła te stringi-choc nie lubi?

                  pytanie jest, co autor robi, zeby kręcić nadal żonę, inspirować? oprócz tego,
                  że "jakoś znosi" jej bawełniane "majty"?



                  • eeela Re: Seksowna bielizna - to trzeba lubić 07.05.07, 00:42
                    on nie bedzie żonie prawił komplementów po to żeby
                    > nosiła stringi"... a bez powodu, tak sam z siebie, nie móglby?

                    Kwestia dawania i brania w zwiazku, rownowagi i proporcji tychze, jest bardzo
                    delikatna. Najbardziej optymalnym rozwiazaniem jest, gdy obydwie strony znajduja
                    radosc w dawaniu drugiej osobie, bez zakladania z gory przewidywanej
                    rekompensaty. Jezeli autor sam z siebie nie lubi prawic zonie komplementow,
                    rozpieszczac jej i przynosic jej kwiaty, nie ma moralngo prawa zarzucac zonie,
                    ze jej nie sprawia radosci noszenie dla niego stringow. Dbac trzeba nie tylko o
                    obiekt milosci, ale tez o milosc sama w sobie, o swoje wlasne uczucie. Jezeli
                    nie potrafimy w sobie odnalezc i pielegnowac uczucia radosci z tego powodu, ze
                    obdarzylismy czyms kochana osobe, to znaczy, ze milosc nasza jest egoistyczna i
                    slabo rokujaca.
                    • gardenersdog Re: Seksowna bielizna - to trzeba lubić 07.05.07, 00:48
                      Właśnie.
                      >> Najbardziej optymalnym rozwiazaniem jest,
                      I ta jakość nawet nie może być stopniowalna.(!)
                    • bugbuddy Re: Seksowna bielizna - to trzeba lubić 07.05.07, 01:20
                      Muszę się odezwać, bo mnie zaraz zjecie żywcem ;-)
                      To o czym piszę teraz to jest finał tego, co się zdążyło już napsuć przez parę lat.
                      Nie jest tak, że leżę z puszką piwa, oglądam mecze i oczekuję odkurzania w stringach i szpilkach ;-) Ok, nie przynoszę kwiatów codziennie, z początku starałem się jednak naprawdę mocno.
                      Gdy jednak na wszelkie próby podejścia do sprawy słyszałem zdecydowane 'nie', to w końcu moja cierpliwość i nadzieja, że coś się zmieni wyczerpały się.
                      I gdy ja już zupełnie odpuściłem sobie, to żona stwierdziła, że 'coś' musi zrobić. Tutaj właśnie pojawia się mój pierwszy post: takie wymuszone, z cierpiętniczą miną noszenie nawet najładniejszej bielizny nic nie daje.

                      Może więc i rację ma piesogrodnika mówiąc, że od pewnego momentu już tylko szuka się dowodów, że związek nie ma sensu.
                      • gardenersdog Re: Seksowna bielizna - to trzeba lubić 07.05.07, 01:37
                        Tylko że to jest błędne koło; każdy pamięta swoje "a pamiętasz, jak ja
                        chciałam/em" (nawet już nie ważne, co). Błaha bielizna tylko odzwierciedla
                        kondycję waszej relacji. Ktoś musi być tu mądrzejszy i przerwać tę spiralę
                        pamięci i nagromadzonych zadr. Tylko najgorzej, gdy poczucie, że ten obowiązek
                        ciązy na nas wpiszemy po stronie 'Winien'.
                      • eeela Re: Seksowna bielizna - to trzeba lubić 07.05.07, 10:32
                        Ok, nie przynoszę kwiatów codziennie, z początku starałem
                        > się jednak naprawdę mocno.
                        > Gdy jednak na wszelkie próby podejścia do sprawy słyszałem zdecydowane 'nie', t
                        > o w końcu moja cierpliwość i nadzieja, że coś się zmieni wyczerpały się.


                        Nie chce sie zbytnio czepiac, nie zrozum mnie zle, ale nadal wszystko to brzmi
                        jakbys przez wiele lat poswiecal sie cierpietniczo, a nie sprawial przyjemnosc
                        zonie dlatego, ze sprawianie przyjemnosci ukochanej osobie sprawialo przyjemnosc
                        tobie samemu.

                        Wciaz wydaje mi sie, ze zarzucasz jej te same niedociagniecia, ktore ona z
                        latwoscia moglaby zarzucic tobie.
    • gardenersdog Re: Seksowna bielizna - to trzeba lubić 07.05.07, 00:19
      Bugbuddy, twoje posty nawzajem się wykluczają. Z tego, co piszesz wynika, że
      noszenie bielizny nie ma być transakcją czy współzawodnictwem we
      wspaniałomyślności, ale ma właśnie wynikać ze spontanicznej, egoistycznej;)),
      nieprzemożnej chęci. A tego Twoja żona nie przejawia;(( Ale może najpierw ustal,
      czego tak naprawdę chcesz, a potem wymagaj.
      Na pewnym etapie wymaga się już chyba tylko po to, żeby "udowodnić" sobie, że to
      nie ma sensu... A jeśli przypadkiem jakiś malutki seNsik chce się przebić, to
      trzeba od razu podnieść poprzeczkę i go 'zbanować', prawda?
      • bugbuddy Re: Seksowna bielizna - to trzeba lubić 07.05.07, 00:27
        gardenersdog napisała:

        > Na pewnym etapie wymaga się już chyba tylko po to, żeby "udowodnić" sobie, że t
        > o
        > nie ma sensu... A jeśli przypadkiem jakiś malutki seNsik chce się przebić, to
        > trzeba od razu podnieść poprzeczkę i go 'zbanować', prawda?

        Powyższe w zasadzie trafia w sedno...
        • gardenersdog Re: Seksowna bielizna - to trzeba lubić 07.05.07, 00:35
          Cóż, mam smutną - ale satysfakcję:)
          Pozdrawiam.
    • miedzianakonefka Re: Seksowna bielizna - to trzeba lubić 07.05.07, 09:00
      Bo zdaje się że panie dzielą się na takie które lubią seksowną bieliznę i
      biegają po mieście z wystającymi stringami i na takie które wolą białe
      majteczki w serduszka :P Ja moją ślubną przestałem zamęczać w sprawie stringów
      bo chociaż wyglądała niezwykle seksownie to nie bardzo lubi taki rodzaj
      bielizny. A poza tym coś wymęczonego i wymuszonego na drugiej osobie nie
      sprawia mi żadnej satysfakcji.

      Alleluja i do przodu...
    • victta Re: Seksowna bielizna - to trzeba lubić 07.05.07, 11:59
      Witam,az mi rece rwa sie do pisania,bo to wypisz wymaluj moja sytuacja ,tylko,
      ze to ja jestem ta od bawelnianych majciochow.
      Wiec wytlumacze jak to wyglada od drugiej, czyli mojej strony.W moim domu
      rodzinnym cielesnosc byla akceptowana ,natomiast sexualnosc w zadnym
      razie.Kazda moja proba podkreslenia kobiecosci byla torpedowana i niszczona w
      zarodku.Uzywanie dezodorantu,noszenie ladnej bielizny czy ,nie daj boze, golenie
      nog bylo dowodem glupoty i rozpasania moralnego.Ja mialam sie uczyc i nosic
      bawelniane gacie ,bo to bylo akceptowane.Jak sie gacie popruly mama mi je
      cerowala,bo kobieta musi byc czysta,wyprasowana,schludna ,ale nigdy nie
      uwodzicielska czy seksowna.I bardzo dlugi czas zajelo mi podwazenie tych
      swietych prawd,ktorymi nasiaknelam od dziecinstwa.
      Druga rzecz to taka,ze my kobiety jestesmy caly czas bombardowane wizerunkiem
      piekna,ktoremu nie potrafimy za chiny sprostac.Rodzi to w nas nieustanny
      niepokoj(to jest uczucie,o ktorym mezczyzni nie maja pojecia).
      Nie znam kobiety ,ktora z zadowoleniem patrzy na swoje odbicie w lustrze.Kobieta
      zawsze zwraca uwage na swoje ulomnosci,no to wszystko co odbiega od
      pfotoshopowego idealu i kombinuje jak by sie tego pozbyc lub zatuszowac
      ubraniem.A jesli juz sa takie co z duma kracza nagie przed swoim parnerem
      ,zaloze sie,ze same ciezko na to zapracowaly ,a partner mial w tym ogromny udzial.

      A wiec zylam sobie zakapleksiona,bagaz wychowania+obecne standarty, z
      przekonaniem,ze porzadna kobita sie nie stroi,a nawet jakby zaczela ,to po co
      sie tak meczyc skoro ideal jest nie do osiagniecia-lepiej sie pocieszyc kolejna
      kostka czekolady.
      I z takim nastawieniem spotkalam mojego faceta.Mialam 25 lat,bylam piekna
      ,szczupla i pelna kompleksow.On chcial wampa ,a dostal panne w barchanowych
      gaciach.I zaczela sie wojna.On kupowal mi bielizne ,a ja podziekowawszy chowalam
      ja do szafy,bo w tej pieknej bieliznie czulam sie tak strasznie i pokracznie,ze
      myslalam,ze zapadne sie pod ziemie.W tej pieknej bieliznie czulam sie brzydsza
      ,niz nago.Czulam,ze ta seksowna oprawa jeszcze podkresla to brzydactwo,ktorym
      jestem i eksponuje mi wszystkie mankamenty.
      Mi byla potrzebna akceptacja,taka jaka jestem ,akceptacja mojej osoby,mojego
      ciala niezalenie od stroju i tych nieszczesnych majtek.Jednak on mi jej nie
      potrafil dac ,za to toczyl nieustanny boj z moimi gaciami.Z czasem sie zacielam
      i im bardziej nalegal ,tym ja bardziej stanowczo mowilam -nie.
      Po jakis 6 latach odpuscil,dal spokoj.I wtedy sie otworzylam,uspokoilam
      ,zaczelam pracowac nad akceptacja.Sama!!!!!
      Latwo nie jest,wystarczy jeden krzywy usmich ,jedno zdanie nie tak,a ja juz
      czuje sie zle.
      Moj maz pragnal,zebym chodzila przed nim nago.Wiec zrobilam to,ale wystarczylo
      jedno jego zdanie-wyprostuj sie! ,zebym sie poryczala i nastepne dwa miesiace
      chodzila opatulona szczelnie w szlafrok.
      A on co?On uwaza ,ze tylko chcial zobaczyc biust w pelnej krasie.

      Do tej pory mam problem z akceptacja i choc pracuje w pocie czola latwo nie
      jest.Chodze w stringach ,ale bawelnianych-taki kompromis.Staniki tylko
      usztywnine,w miekkich wydaje mi sie,ze opada mi biust,majtki tylko takie ze
      sznurkami po bokach ,inne mmnie pogrubiaja itd.Chore ,ale prawdziwe.Zaden
      mezczyzna,w tym moj maz tego nie rozumie.
      Gdy pierwszy raz stanelam przed nim w gorsecie i ponczochach,przypominalam
      trzesaca sie galarete niz wyuzdanego wampa.

      Moja rada na koniec w tym temacie ,nie spieprz tego co daje Ci zona.To Ty w
      pewnym sensie przyczyniesz sie do rozkwitu jej seksualnosci,to ona szuka
      akceptacji w Twoich oczach.Wiec skoro wskoczyla w te nieszczesne stringi ,docen
      to do cholery,a nie marudz.Patrz sie na nia z podziwem,niewazne w czym jest,a
      wtedy sam zobaczysz jak rozkwitnie i nie jednym Cie zaskoczy.
      Na koniec pozdrawiam i ide wskoczyc w stringi.
Pełna wersja