Co z tymi facetami.... do cholery?

02.06.07, 17:00
Co jest z tymi facetamni dziewczyny?
Znalazłam to forum przypadkiem i jestem w szoku ze jest tyle takich osob jak
ja... "zyjemy w przyjazni, obok siebie" "nie całuje mnie nie głaszcze".
" musze się prosic o przytulenie pocalunek"
Chetnie bym go zostawiła bo pomimo ze jestesmy przyjaciolmi.. to go
podswiadomie jakos chyba nienawidze, ale mamy córke....jest dobrym
ojcem...hmmm...ale co ze mna?
Ja sama nie wiem co robie w tym zwiazku.. gdzie trzeba sie prosic.. o łaskę
dostapienia seksu..o pocałunek o możliwośc poczucia się kobietą...
Juz go zdradzilam.. ale wrocilam.. i przez 6 miesiacy po kazdym naszym
zblizeniu.. plakalam (tak zeby nie widział oczywiscie) ze to nie tamten...
(tamten chcia mnie 3 razy dziennie, ale mial szereg wad )
Nasz seks jest najnudniejsza rzecza na swiecie.. a ja mam mialam i pewnie
bede miec tyle pomysłów, tyle praagnień...
Wiem jedno po tylu latach - ONI nigdy nie się nie zmieniają, można prosić
rozmawiac.. grozić.. NIC
A MY nie robimy się mlodsze, lata leca.. i moze czas postarac sie o jakiegos
prawdziwego faceta.. a nie kumpla od wynoszenia smieci.
Wiem ze to okrutne.. ale nic tak nie boli i nie budzi takiej nienawisci.. i
niecheci jak lata całe ponizajacych odtracen, specjalne podchody, dziwne
uwagi,
Jak MY sie mamy czuc... ?
ZLe bo mamy normalne pragnienia?

Nie wiemn co mam robic..

Kiedy czytam wasze posty wiem ze nie jestem sama....
ale co z tego.. skoro jestem tak bardzo samotna i niezaspokojona...
    • misssaigon Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 02.06.07, 17:19
      lepiej uprawiac masochizm i poświecalnictwo dla dziecka niz odejsc z powodu
      seksu (braku) - bo to bedzie "zwykly egoizm" zrobic cos dla siebie
    • heyjoe23 Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 02.06.07, 18:31
      Powiedziałaś mu, czego Ci brakuje? Powiedziałaś mu wprost? Czy tylko dawałaś
      znaki dymne w narzeczu Indian Nawaho, których faceci nie odczytują (nie miejsce
      tu na analizę dlaczego nie potrafią; przyjmij, że niektórzy nie odczytują)? Czy
      jak jest seks (bo chyba jakiś tam kiedyś był) dawałaś mu odczuć, że jesteś
      zadowolona? Że Tobie się podoba/podobało? Czy też patrzyłaś w bok, leżąc jak
      kłoda i grałaś królową śniegu?
      • heyjoe23 Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 02.06.07, 18:32
        Ach ci indianie. Navajo miało być, tylko sobie w głowie mówiłem i mi tak
        wyszło :-)
      • smutnamiau Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 02.06.07, 22:12
        Dawałam znaki - o wyrazniejsze trudno - były rozmowy, prosby grozby, mowilam ze
        jest sexowny...
        co do lezenia i glowa w bok.. to chyba cos ci sie pokrecilo.. jak kobieta ktora
        chce sexu od faceta moze tak lezec.. no przeciez ze bylam namietna kochanka..
        bielizna.. sexowna.. i wogole..
        ehhh !!!
        • heyjoe23 Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 02.06.07, 22:58
          Jeśli tak mówiłaś, to może w trakcie "akcji" nie dawałaś mu jasno do
          zrozumienia, że Ci się podoba? Wiesz o co chodzi - jak jest "wokal" albo słowne
          stwierdzenia/potakiwania, facet nie może mieć wątpliwości.

          A z tym leżeniu z głową w bok - nic mi się nie pokręciło; nauka radziecka i
          moje życiowe doświadczenie zna nie takie przypadki...
          • jakniejatokto Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 06.06.07, 15:03
            Hejyoe23 chyba ci sie cos pokopalo. Probujesz wmowic kobiecie, ze to jej wina,
            ze maz nie chce sie z nia kochac?
            • heyjoe23 Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 07.06.07, 08:10
              Nie. Nie próbuję niczego wmawiać. Próbuję ustalić, jaka może być przyczyna i w
              tym celu próbuję wykluczyć jedną z przyczyn (którą znam dobrze). Chodzi o to,
              że jeśli po kobiecie nie widać, że jej dobrze, facet zaczyna się zastanawiać o
              co chodzi. Smutnamiau napisała, że w rozmowach dała mu wprost do zrozumienia,
              że go chce, że jest seksowny. Stąd drugie pytanie - jak jest "w trakcie" (a
              przykład leżenia z głową w bok jest prawdziwy; jak można się domyślać, nie
              wpływa on pozytywnie na faceta).

              Co potem? Albo kobieta w trakcie nie daje żadnych znaków, leży z głową w bok -
              wówczas facet powinien próbować tak, śmak, inaczej, czasem zapytać, czasem
              spróbować bez pytania; generalnie wywołać reakcję, zaangażowanie. Ale jeśli nie
              dostaje żadnych komunikatów (werbalnych i niewerbalnych), co według Ciebie ma
              zrobić? To co robił do tej pory (na które to działania nie było żadnej
              reakcji), czy też coś innego (ale nie wiadomo co, bo czego nie zrobi, to z
              drugiej strony cisza/brak reakcji/wzrok w bok itp).

              Albo kobieta "pokazuje", że jest ok. Wtedy facet nakręcony reakcją zwrotną może
              rozwijać te pieszczoty i "akcje", które kobieta najbardziej lubi (a wie co ona
              lubi, bo ona mu przekazuje informacje - swoim zachowaniem - co lubi).

              Jeśli w trakcie też jest ok i facet dostaje jasne komunikaty, że "robi" dobrze,
              to według mnie jedna z przyczyn (wina kobiety) jest praktycznie w 100%
              wykluczona.


              Przykład (nie wiem, czy do końca dobry). Idziesz do lekarza. Masz problem z
              nerką. Pukając w plecy w miejscu, gdzie masz usytuowaną nerkę, lub jej część,
              która sprawia problem (ale normalnie nie boli), można ustalić, gdzie jest ten
              fragment. Lekarz wie, że z reguły boli np. dolny odcinek nerki, i wie, gdzie z
              reguły ludzie nerkę mają. Ale u Ciebie boli odcinek górny i jeszcze nerki masz
              gdzieś przesunięte do góry (nieznacznie, ale jednak przesunięte w stosunku
              do "standardu"). Lekarz puka, bo chce ustalić miejsce. I pyta się - boli/nie
              boli. A Ty oglądasz kolor ścian w jego gabinecie. Lekarz puka i puka, a Ty
              oglądasz i oglądasz, nieważne, czy trafił w miejsce gdzie boli, czy nie. Co
              pomysli lekarz?

              A co dopiero w seksie, gdzie "standard" rozmywa się, i różni ludzie różnie
              lubią to robić? Możesz trafić samą akcją, zachowaniem, po prostu się wstrzelić.
              Ale możesz też nie trafić - wówczas bez reakcji zwrotnej/rozmowy nie ma szans.

              Pozwólmy się wypowiedzieć miau na moje pytanie (jeśli oczywiście chce, bo nie
              ukrywam, że jest ono krępujące).
            • ilragazzo Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 10.06.07, 15:16
              To może być jej wina. Całkowita lub częściowa.
              • metalin Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 10.06.07, 15:54
                To może być też ICH wina, wina braku komunikacji między nimi .
        • deenzeel Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 03.06.07, 03:22
          usłysz prawdę piękna miau facet po prostu już Cię nie kocha przykre pozdrawiam
        • ilragazzo Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 08.06.07, 16:39
          > co do lezenia i glowa w bok.. to chyba cos ci sie pokrecilo.. jak kobieta
          ktora
          >
          > chce sexu od faceta moze tak lezec.. no przeciez ze bylam namietna kochanka..
          > bielizna.. sexowna.. i wogole..

          no, bielizna to jeszcze nie wyznacznik namiętności... wlasna eksperiencja
          podsuwa mi obraz bylej partnerki, ktora miala przecudne cialo, zawsze seksowną
          bieliznę, a i tak po roku było nudno:( To juz przeszłość, ale wydaje mi się, że
          kobiety czasem mylą swoją atrakcyjność z namiętnością.

          Nic nie sugeruję - daję tylko myśl pod rozwagę...
    • wolf1234 Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 08.06.07, 14:36
      A dlaczego niby facet miałby szaleć za zdradzającą go kobietą?
      • ilragazzo Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 08.06.07, 16:43
        o ile dobrze przeczytałem między wierszami, to facet nie wie o zdradzie. A poza
        tym, ta zdrada była NASTĘPSTWEM obojętności faceta, a nie przyczyną...
        • wolf1234 Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 09.06.07, 20:24
          Ojojoj jaka bidulka... Czuła sie nie kochana więc zdradziła i to wszytko
          usprawiedliwia....

          Jakże prosto można sie usprawiedliwic, nieprawdaz? Zdradziłam Go - widocznie nie
          dawał mi tego co chciałam - tto jego wina!
          • metalin Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 09.06.07, 22:31
            tak, to jego wina !
            • wolf1234 Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 10.06.07, 10:13
              1. Czy małżeństwo to związek nauczycielki i ucznia, w którym uczen ma zaspokajac
              nauczycieleke? A jezeli nauczycielka zgodnie z wlasnym widzimisie wystawi
              uczniow '3' moze szukac nowego ucznia?

              2. "Ukradłem samochod, bo byl niesamkniety, to niemooja wina", "zdradzilem/am bo
              nie dawał mi tego, czego chciałem/am" te zdania maja sens? CZY NIE JEST TO
              POSTWAWA NIEDOJRZALA? Czy dorosłosci nie mierzy sie odpowiedzialnoscia za własne
              czyny?

              3. do czego słuza psychologowie i terapeuci rodzinni?

              4. Intereujacym byłoby wysłuchac opinii drugiej strony i usłyszeć opinie męża o
              tej wspaniałej żonie.

              • ilragazzo Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 10.06.07, 12:52
                > 1. Czy małżeństwo to związek nauczycielki i ucznia, w którym uczen ma zaspokaja
                > c
                > nauczycieleke? A jezeli nauczycielka zgodnie z wlasnym widzimisie wystawi
                > uczniow '3' moze szukac nowego ucznia?

                przykład nietrafiony wolf. nie widzę analogii - traktuję to jako demagogię.

                > 2. "Ukradłem samochod, bo byl niesamkniety, to niemooja wina", "zdradzilem/am b
                > o
                > nie dawał mi tego, czego chciałem/am" te zdania maja sens? CZY NIE JEST TO
                > POSTWAWA NIEDOJRZALA? Czy dorosłosci nie mierzy sie odpowiedzialnoscia za własn
                > e
                > czyny?

                tak, zdanie dot. zdrady ma sens. jeśli jedna strona jest niezadowolona i nie
                umieją wspólnie dojść do porozumienia, to szukanie tego, czego Ci brakuje jest
                naturalne: zgodne z biologią i logiką. "Niedojrzałość" to takie słowo wytrych -
                można go użyć w stosunku do wszystkiego, i jest niezmiernie trudno się przed nim
                obronić - jak przed politycznym oskarżeniem udziału w "układzie". Jak brakuje
                komuś konkretnych argumentów, to najłatwiej powiedzieć: on/ona jest niedojrzały
                (analogicznie: przegraliśmy sprawę przed Trybunałem, ergo - sędziowie są
                uwikłani w układ).

                Podkreślam - związek musi być atrakcyjny dla OBOJGA partnerów - jeśli jedno z
                nich jest niezadowolone, to niezależnie czy to "wina" zdradzającej, czy
                zdradzanej strony - szukanie innych rozwiązań jest NATURALNE i LOGICZNE. Można
                to robić różnymi drogami i myślę, że forumowicze są ostatnią instancją, która ma
                prawo to oceniać. Co więcej - Smutnamiau nie potrzebuje Twojej oceny, nie
                potrzebuje również Twojej opinii (wbrew temu co sądzisz, nie każde forum/wątek
                służy do wyrażania swoich opinii - mimo że posiadać takową masz prawo).
                Oczekiwała współczucia i rady - uszanuj jej prośbę i jeśli nie masz nic do
                zaoferowania to milcz lub znajdź wątek, gdzie będziesz mógł(a) się wykazać. W
                przeciwnym wypadku będziesz traktowany jak zwykły troll - czyli człowiek
                zachowujący się nieuprzejmie na forum i niezgodnie z intencjami autorów.

                > 3. do czego słuza psychologowie i terapeuci rodzinni?

                O, i to jest pierwsze wartościowe Twoje zdanie wolf. Podpisuję się pod radą.

                > 4. Intereujacym byłoby wysłuchac opinii drugiej strony i usłyszeć opinie męża o
                > tej wspaniałej żonie.

                Pomijając Twoj sarkazm ("wspaniała żona") - nie byłoby to wogóle interesujące,
                natomiast z punktu widzenia związku Smutnamiau byłoby to BARDZO rozsądne.

                Oj, wolf, czujesz się chyba mocno pokrzywdzony(a) - ale to może w innym wątku.
                • metalin Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 10.06.07, 13:52
                  Wiesz co wolf, z twojego konformizmu nic nie wynika , to znaczy wynika , ale
                  tylko na twój prywatny użytek , widocznie masz podobny problem jak mąż autorki
                  wątku.
                  Poradnie? Cóż , takiego do poradni wyciągnąć - to tak jak na latawcu w kosmos
                  polecieć. On uważa ,że wszystko jest ok! Nawet jeśli są przesłanki medyczne to i
                  tak nie da sobie pomóc, on się wstydzi, nie widzi problemu, i będzie siedział w
                  utkanym kokonie, skorupie, do końca dni swoich. Przecież to nie jego problem!?

                  Twoje porównania ....cóż wszystko można poprzeć jakimś mniej lub bardziej
                  trefnym przykładem.

                  Coś mi się zdaje ,że twoja nauczycielka zmieniła auto na lepszy model.
    • al9 Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 08.06.07, 16:58
      Miau! doonałas złego wyboru...
      Jak mozna mieszkac pod jednym dachem z facetem który Cie nie pożąda???
      I symetrycznie też.
      Odszedłem od kobiety, którą kochałem, po 10 latach związku, bo namiętność
      wygasła...
      Mineły dwa lata i pomimo depresji w która wpadłem - dzis stwierdzam że decyzja
      była słuszna (odszedłem do nikąd, bo nie zdradzałem)
      Nie chcę Cie martwić, ale im szybciej zmierzysz się z problemem tym lepiej dla
      Ciebie!
      Pozdrawiam
      al

    • ilragazzo Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 08.06.07, 17:02
      > Wiem jedno po tylu latach - ONI nigdy nie się nie zmieniają, można prosić
      > rozmawiac.. grozić.. NIC

      łatwo się doradza, gdy nie chodzi o nas... ale z tym "mówieniem", to też nie
      jest taka prosta sprawa. Moim skromnym zdaniem, "mówienie" - nawet otwarte -
      NIEWIELE pomoże, jeśli facet nie będzie miał woli zmiany. Kluczowym pytaniem
      jest - CO spowoduje jego chęć zmiany?

      Moja obecna partnerka, kiedy sie "zapuściłem" w tej materii też dużo mówiła,
      prosiła, groziła. Jakoś nie docierało do mnie:( (biję się w piersi). Dopiero
      gdy poczułem się zagrożony ZAUWAŻYŁEM, że mówiła i ZROZUMIAŁEM co mówiła. Na
      nowo dostrzegłem kobietę, o którą trzeba walczyć, dbać... dostępność 24h/dobe
      mnie uśpiła (zresztą nie tylko seksualnie ale i życiowo). U nas tak to
      zadziałało - mówienie co najwyżej powodowało, że seks stał się przez jakiś czas
      prawdziwym "obowiązkiem (przed)małżeńskim" i niewiele tam było czułości,
      namiętności - o sztuce nawet nie wspominając. Ani ja, ani moja Pani nie byliśmy
      z tego zadowoleni. Na szczęście to już (wstydliwa) przeszłość.

      Kryzys trwał długo (pełzał 2 lata), ale wyszliśmy z niego po pierwsze wspólnie,
      po drugie oboje bardzo wzmocnieni.

      smutnamiau: CO spowoduje chęć zmiany u Twojego faceta...? Od tego proponuje
      zacząć. ONI, tzn. MY - faceci zmieniamy się... ale nie pod wpływem próśb,
      gróźb, czy informacji "bo tak wypada". A przynajmniej część z nas.
      • jagodowa-mama Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 13.06.07, 16:16
        > Moja obecna partnerka, kiedy sie "zapuściłem" w tej materii też dużo mówiła,
        > prosiła, groziła. Jakoś nie docierało do mnie:( (biję się w piersi). Dopiero
        > gdy poczułem się zagrożony ZAUWAŻYŁEM, że mówiła i ZROZUMIAŁEM co mówiła.

        no właśnie zagrożony?
        ale jak to zrobic żeby poczuł się zagrozony? ja moge twńczyc tańce "
        go-go" no prawie a mój stary jest albo tak napity, albo tak naiwny że nie
        reaguje, przeciez nie będę siadała na kolana obcym facetom

        chociaż z drugiej strony mnie tez boli głowa jak pomysle o ... może
        rzeczywiście namiętnośc wygasła?
        • ilragazzo Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 13.06.07, 16:41
          > no właśnie zagrożony?
          > ale jak to zrobic żeby poczuł się zagrozony?

          nie wiem jak u innych... u mnie akurat to mialo malo wspolnego z seksem: moja
          Pani dotychczas byla "dobrą żoną" (nie byliśmy wtedy małżeństwem w
          rzeczywistości, choć mieszkaliśmy razem od kilku lat) - miła, uprzejma, gotowa,
          tuż po pracy w domu. No i jakos nie szło nam... (po prawdzie to mi). Lapidarnie
          rzecz ujmując: nie chciało mi się.

          W pewnym momencie zaczęła się "wybijać na niepodległość": znajomi w pracy stali
          się znajomymi również po pracy. Ubiór nie był pod mój gust, tylko pod jej
          gust/pod bieżącą modę (nienawidziłem chodzić po sklepach i mówić co mi się
          podoba i co chciałbym żeby sobie kupiła), myślę że zaczęła odkrywać życie poza
          nami dwojgiem na nowo... ktoś zaczął dzwonić, pojawiły się kwiaty (nie ode
          mnie).

          Nie muszę dodwać jak mnie to zmobilizowało? Jak szybko zrozumiałem co mogę
          stracić? Ale to drobnostka - najważniejsze, że subiektywnie dla mnie stała się
          na nowo pociągającą Kobietą (tak, tak, przez wielkie 'K'), o którą chcę
          walczyć, na której chcę się skupiać, o której wiem, że ma swoje własne życie i
          mamy o czym porozmawiac poza dylematem co na kolację i co w kinie. Zaskakuje
          mnie - jest powiew inności, stare przyzwyczajenia pojawiają się jako
          atrakcja "retro":))) Jestem również przekonany, że i moja Kobieta jest
          szczęśliwsza - od 2 lat nie może powiedzieć, że jest przeze mnie zaniedbywana.
          No i ma coś więcej niż tylko nasz zwiazek.

          Jeszcze jedno: bardzo ulotne, ale... od tamtego okresu nie miałem sytuacji,
          którą mógłbym określić jako "obowiązek małżeński". Nasze życie - choć potargane
          nieco - namiętnością przypomina bardziej pierwsze miesiące "chodzenia ze sobą"
          niż dojrzały, prawie dziesięcioletni związek.

          Ale to mój przypadek. Czy wszyscy faceci chcą mieć równą i niezależną partnerkę
          obok siebie zamiast usłużnej żony - nie wiem, a nawet wątpię. Więc nie
          traktowałbym tego jako recepty dla wszystkich.
          • wojowniczyzolwninja Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 13.06.07, 16:46
            szit ja to bym chciał żeby się moja tak wyemancypowała
            żeby jej się chciało być atrakcyjną
            żeby próbowała przynajmniej.....
            • ilragazzo Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 13.06.07, 17:02
              wojowniczyzolwninja... ja myślę, że zanim do tego doszło to bardzo raniłem moją
              obecną żonę :-/ myślę, że bardzo cierpiała i - o ile była ze mną szczera - jej
              zmiana wynikała nie z chęci naprawy naszego związku (nie wierzyła, że to coś
              zmieni) tylko szukaniu czegoś innego... (nie doszedłem czy "tylko" kochanka,
              czy wogóle nowego mężczyzny).

              szczęściarz ze mnie, kochaną kobietę mam, że ze mną została:) Ale wszystko
              wisiało na włosku:((((
              • jagodowa-mama Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 13.06.07, 20:09
                ja też byłam usłużną żoną ;P przez te ostatnie dwa lata, wiadomo po ciąży matk-
                polko-kwoka gdak gdak ;)
                ale ileż można?
                wiecznie w kucyku i sportowych butach?
                zgubiłam zbędne 13 kilo (nie bez wyrzeczeń)
                kupiłam "wysokie" buty
                ...kumple mojego chłopa zaczęli się inaczej usmiechać tylko nie mój chłop ech!
                leniuch czy co? mamy nawet w gronie znajomych jednego pana, który bardzo
                bezpośrednio wyraża swoje zainteresowanie - mój mąż nazywa go "twój amant" i
                co? i nic!
                ja nie wiem czy on myśli, że ja to jestem taka wierna słodka idiotka? ech...mam
                29 lat a czuję się jak po 29 latach ale małżeństwa
                • ilragazzo Re: Co z tymi facetami.... do cholery? 14.06.07, 08:56
                  hm... u nas bylo łatwo: młodzi (29/27 lat), bez wspólnego majątku, bez ślubu,
                  bez dzieci - de facto bez zobowiązań. Rozstać się było łatwo - może to nas
                  zmobilizowało...?

                  jeszcze raz podkreślam, że moja Kobietka, zmieniła się przede wszystkim nie w
                  sensie seksualnym (choć też), ale "ogólnożyciowym": ubiór, makijaż etc. to
                  tylko cząstki zmiany jej trybu życia i myślenia. Przede wszystkim "wyszła na
                  świat". Cała reszta - to jest (chyba) tylko konsekwencja...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja