jak żyć z pracoholikiem i uzaleznionym od neta?

10.07.07, 17:51
mam dość męża, który całą energię i czas wkłada w firmę...jasne, że jestem z niego dumna (w firmie go chwalą i cenią) jasne, że doceniam (świetne zarobki) ale na boga mam wrażenie, że mój mąż cały potencjał realizuje w tej jednej kwestji....pracuje tam 1,5 roku, małżeństwem jesteśmy 1 rok. co robić?? nie ma nadziei?
    • glosatorr Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 11.07.07, 12:35
      a jak to nic nie da - po prostu powiedzieć tak: Czy dla ciebie Miłość
      , Żona, Rodzina mają mniejszą wartość niż to co zarabiasz?
      Jeśli tak - odchodzę...
      Kiedy Ci przejdzie i zrozumiesz co zrobiłeś - daj znać.
      Ale ja nie będę czekała w nieskończoność.
      I możesz na odchodnym napisać na ścianie w sypialni - np. farbą.
      Pieniądze szcześcia nie dają.... Nigdy.

      To będzie taki dramatyczny the end
      • wiktoriada111 Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 11.07.07, 14:26
        Glosatorr:-) małe "ale" na poważnie: pracoholizm to choroba, to notoryczna chęć
        pracowania, pracowania w wolnej chwili, a właściewie nie można tu mówić o
        wolnej chwili, to powrót do domu z biura i praca w domu, to praca przy
        obiedzie, na 5 minut przed wyjściem z żoną na kolację... nad tym się nie
        panuje, najczęściej pracoholik tak naprawdę kompletnie nie uczestniczy w życiu
        rodzinnym, bo nie umie, bo ciągle pracuje, narzeka na brak czasu wolnego, ale
        na urlopie przeżywa męki i szuka pracy... taka rozmowa, nic tu nie zmieni.
        Pracoholika się nie zmieni... można go zaakceptować.Tylko trzeba sobie
        odpowiedzieć na pytanie czego się chce od partnera i czy jesteśmy na tyle
        silne,żeby wytrzymać z pracoholikiem... On może kochać nas do upadłego, ale
        zawsze braknie mu czasu żeby to okazać.
        • sylwiamich Re:Akceptować nieakceptowalne 11.07.07, 15:12
          To i alkocholika zaakceptujcie, narkomana zaakceptujcie...silne
          bądżcie...twórzcie Kluby Wsparcia Dla Akceptujących Wszystko "Kącik Wzajemnej
          Adoracji".
          Ja będę pikietowac i obrzucać was zgniłymi jajami....już się zapaliłam do tego
          pomysłu
          • wiktoriada111 Re:Akceptować nieakceptowalne 11.07.07, 15:24
            Tylko nie rozumiem skąd ten sarkazm? Przeczytaj dokładnie zanim zaczniesz we
            mnie czymkolwiek rzucać:-)) Nie namawiam do cierpiętnictwa. To jest
            indywidualna decyzja każdej kobiety, Ty nie byłabyś zdolna do takiego życia i
            chwała Ci za to, ja też z resztą nie, ale są "silniejsze osobniki", które
            inaczej na świat patrzą i wcale nie musi to oznaczać poświęcania się, po prostu
            inaczej reagują emocjonalnie, co innego stawiaja na pierwszym miejscu, ot
            kwestia predyspozycji i charakteru.Ja bym rady nie dała z taką osobą, ale
            najważniejsze to mieć tego świadomosc, świadomosc swoich potrzeb i możliwości :-
            )

            • sylwiamich Re:Akceptować nieakceptowalne 11.07.07, 15:40
              Szkoda że widzisz tylko dwie ścieżki....zaakceptować lub odejść.Szkoda że
              zakładasz niemożność zmiany.Walczyć trzeba o małżęństwo...dopóki jest
              miłość...walczyć trzeba.Potem będzie już za póżno.Samemu na terapię...chłopa na
              terapię...pomóc mu, a nie godzić się z tym.Wiele kobiet współuzaleznionych nie
              chce wyjśc z tego stanu...jest to dla niech stan "bezpieczny-bo znajomy".
              A walka znaczy podejmowanie decyzji...może się udac a może polec ten
              związek...to może lepiej nic nie ruszać?Skąd mój sarkazm...bo kawał cholery ze
              mnie jest....nie traktuj tego osobiście:)))
              '
              • glosatorr Re:Akceptować nieakceptowalne 11.07.07, 15:49
                sylwiamich napisała:

                > Szkoda że widzisz tylko dwie ścieżki....

                Sylwio - wybacz, ale w przypadku uzależnień - są tylko dwa wyjścia, dwie
                ściezki. Wybór stoi zawsze przed osobą uzaleznioną.
                I przed jej współmałżonkiem.

                >zaakceptować lub odejść.

                Tak - nie ma innego. Brutalna prawda - zaakceptować, że np. mąż jest
                uzalezniony i powiedzieć - Leczysz się czy nie - jeśli mnie naprawdę kochasz.
                A jeśli facet naprawdę kocha - musi się leczyć. Jeśli się nie leczy, nawet jak
                kocha, to co to za miłość? Chora miłość.
                Jak ktoś chce być Matką Teresą - to niech zostaje i później tylko niech nie
                narzeka

                >Szkoda że
                > zakładasz niemożność zmiany.

                Jeśli ktoś się nie chce leczyć, to nie istnieje możliwość wyleczenia.

                >Walczyć trzeba o małżęństwo...dopóki jest
                > miłość...

                Z której strony? Ze strony ofiary uzaleznienia czy od strony uzależnionego?
                Jeśli uzalezniony naprawdę kocha, to mu zalezy na związku i idzie na tereapię.
                A jeśli nie idzie?
                To co?
                Kto uwierzy w jego uczucia? W prawdziwość deklaracji?
                Słowa bez czynów próżne są - są niczym...

                >walczyć trzeba.

                Nie zawsze.

                >Potem będzie już za póżno.Samemu na terapię...chłopa na
                > terapię...

                Po co samemu, jeśli np. to chłop jest uzalezniony od pracy?
        • glosatorr Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 11.07.07, 15:44
          wiktoriada111 napisała:

          > Glosatorr:-) małe "ale" na poważnie: pracoholizm to choroba,

          Tak - to uzależnienie. I jak każda choroba jest uleczalna.
          A to wiesz? Ale by stwierdzić, że to choroba - trzeba umieć ją zdiagnozować.
          Aby ją rozpoznać, trzeba po prostu najpierw porozmawiać.

          > taka rozmowa, nic tu nie zmieni.

          Sama rozmowa w człowieku chorym nic nie zmieni - masz rację. Dlatego napisalem
          dalej, że wtedy trzeba postawić ultimatum.

          > Pracoholika się nie zmieni... można go zaakceptować.

          Nie - pracoholika można wyleczyć. Jak każdego uzależnionego człowieka.
          Nie zrobi tego oczywiście zona czy mąż - zrobi to terapeuta.

          >Tylko trzeba sobie
          > odpowiedzieć na pytanie czego się chce od partnera i czy jesteśmy na tyle
          > silne,żeby wytrzymać z pracoholikiem...

          A to już kwestia siły Miłości i desperacji.

          > On może kochać nas do upadłego, ale
          > zawsze braknie mu czasu żeby to okazać.

          No tak - ale jeśli tak bardzo kocha jak deklaruje - to postawienie mu ultimatum
          powoduje, że musi podjąć decyzje. I jak w przypadku alkoholika. Jeśli naprawdę
          kocha - pójdzie się leczyć. Jeśli już nie kocha - można spokojnie odejść.
          • wiktoriada111 Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 11.07.07, 16:10
            glosatorr napisał:

            > wiktoriada111 napisała:
            >
            > > Glosatorr:-) małe "ale" na poważnie: pracoholizm to choroba,
            >
            > Tak - to uzależnienie. I jak każda choroba jest uleczalna.
            > A to wiesz? Ale by stwierdzić, że to choroba - trzeba umieć ją zdiagnozować.
            > Aby ją rozpoznać, trzeba po prostu najpierw porozmawiać.

            Ale z kim rozmawiać? Z pracoholikiem? Ok, powiedzmy, że rozmawiamy, ale problem
            jest chyba jeden i zasadniczy, jak w każdym uzależnieniu, czy on zdaje sobie
            sprawę z tego, że ma problem? Bo jeśli nie, to taką rozmowę potraktuje tylko i
            wyłącznia jako nieuzasadniony atak na jego osobę.Potem druga kwestia - wie, że
            ma problem i idzie na terapię, na ile ona pomoże? Na jak długo?
            Bycie z osobą uzależnioną czy od pracy, czy od alkoholu, czy od hazardu to nie
            sielanka, nawet jeśli zdecydujemy się na terapię to oznacza to ciągłą walkę i
            życie w stanie gotowości. Kobieta, która się na to decyduje powinna być w pełni
            świadoma wyboru, a często niestety nie jest, a potem wylewa żale bez sensu.Ja
            wiem, że nie dałabym rady. Miałam próbę i przegrałam!
            • sylwiamich Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 11.07.07, 16:15
              Glosattor...ja to do Wiktoriady napisałam...aleś się rozpędził
              chłopie...poczytaj jeszcze raz....powooooooli.
              A idąc dalej...wiktoriado...iść samamu na terapię.Tam Ci powiedzą jakie
              powinnaś kroki przdsięwziąść, poukładaja wszystko w głowie, wspomoga w trudnych
              chwilach.
              • sylwiamich Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 11.07.07, 16:17
                Jesli się kogoś kocha, kocha naprawdę...to się daje z siebie.Pomaga się dotąd
                dopóki widzi się sens.Jeśli sensu się nie widzi...odchodzi się z czystym
                sumieniem i bez poczucia że się dało z dużo i niepotrzebnie.Nie rozumiem czegoś
                takiego.
                • wiktoriada111 Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 11.07.07, 17:41
                  Glosator nas dwie podsumował:-) Męski głos w dyskusji mile widziany:-)
                  • glosatorr Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 11.07.07, 18:19
                    Napewno obie macie racje - ja tylko wbrew intencjom zebrałem Wasze cenne uwagi
                    do kupy i ktoś jak to przeczyta - będzie już wiedział co robić.
                    I to jest piękne Drogie Panie...
                    Ukłony i szacunek
            • glosatorr Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 11.07.07, 18:17
              wiktoriada111 napisała:



              >
              > Ale z kim rozmawiać? Z pracoholikiem? Ok, powiedzmy, że rozmawiamy, ale problem
              > jest chyba jeden i zasadniczy, jak w każdym uzależnieniu, czy on zdaje sobie
              > sprawę z tego, że ma problem?

              Nie, nie zdaje sobie sprawy do czasu kiedy ktoś komu uwierzy mu to powie.
              Tu bardziej chodzi o to byś to Ty lub partner uzależnionego wiedzieli, że to
              napewno uzależnienie.

              >Bo jeśli nie, to taką rozmowę potraktuje tylko i
              > wyłącznia jako nieuzasadniony atak na jego osobę.

              Niekoniecznie - wszystko zależy od tego jak taką rozmowę się przeprowadza.
              Jeśli jest w tej rozmowie życzliwość, podanie ręki - tom odebranie tego jak atak
              jest prawie niemożliwe. Tak jak każdy uzależniony - człowiek ma czasami
              przebłyski. Uzależnienie nie jest niczym przyjemnym wbrew pozorom.

              >Potem druga kwestia - wie, że
              > ma problem i idzie na terapię, na ile ona pomoże? Na jak długo?

              Jak jest dobrze przeprowadzona, to pomoże na zawsze.
              Przecież z uzależnień się wychodzi. Dlatego tak wazne jest, aby rozmowa z
              współmałżonkiem naprawdę była rozmową pomocnej dłoni, a nie kogoś kto się
              wywyższa i atakuje. Dlatego jeśli ktoś podejrzewa uzależnienie u współmałżonka -
              sam musi najpierw pójść do terapeuty i poprosić go o radę.

              > Bycie z osobą uzależnioną czy od pracy, czy od alkoholu, czy od hazardu to nie
              > sielanka,

              Nigdzie nie mówiłem, że to sielanka. Wiem, że to piekło.

              > nawet jeśli zdecydujemy się na terapię to oznacza to ciągłą walkę i
              > życie w stanie gotowości.

              Niekoniecznie. Jeśli ktoś to robi mądrze, będąc w kontakcie z dobrym terapeutą -
              taki okres odwyku bywa czasami krótki. Akurat pracoholizm jest uzależnieniem
              łatwo uleczalnym. Łatwiejszym niż alkoholizm czy internet.

              > Kobieta, która się na to decyduje powinna być w pełni
              > świadoma wyboru, a często niestety nie jest,

              Jeśli ktoś nie jest do czegoś przekonany, to lepiej by niczego nie robił, bo
              inaczej pogorszy sprawę. I to wtedy będzie jego wina.

              > a potem wylewa żale bez sensu.Ja
              > wiem, że nie dałabym rady. Miałam próbę i przegrałam!

              Współczuję. I często walka o wydobycie ukochanej osoby z uzależnienia jest walką
              przegraną. Ale czy gdybyś nie zrobiła nic tylko odeszła - miałabyś teraz czyste
              sumienie?
              • sylwiamich To ja pomimo szacunku i ukłonów 11.07.07, 19:19
                Nie, nie zdaje sobie sprawy do czasu kiedy ktoś komu uwierzy mu to powie.
                > Tu bardziej chodzi o to byś to Ty lub partner uzależnionego wiedzieli, że to
                > napewno uzależnienie.


                Słońce...ponoć każdy może być dobrym psychologiem....ale przesadzasz.Czasami
                osoby uzależnione same zdają sobie sprawę ze swojego uzależnienia.Pewna
                powtarzalnośc zachowań i brak nad nimi kontroli powodują że zdają sobie sprawę
                że jest z nimi niehalo.Osoby postronne nie mogą NAPEWNO wiedzieć czy to
                uzależnienie czy nie.

                Niekoniecznie - wszystko zależy od tego jak taką rozmowę się przeprowadza.
                > Jeśli jest w tej rozmowie życzliwość, podanie ręki - tom odebranie tego jak
                ata
                > k
                > jest prawie niemożliwe. Tak jak każdy uzależniony - człowiek ma czasami
                > przebłyski. Uzależnienie nie jest niczym przyjemnym wbrew pozorom.

                Przebłyski przebłyskami.Ale założenie iż niemożliwe jest aby dobra, życzliwa
                rozmowa wywołała zaprzeczenie czy agresję jest zdecydowanie błędne.W przypadku
                uzależnień cudownie funkcjonuje system wyparcia.I zazwyczaj takie rozmowy
                kończą się zaprzeczeniem (zbagatelizowanie i cała kolorystyka zachowań aż do
                agresywnych).Dodatkowo kładziesz komuś na plecy gówno: Ktoś się zdenerwuje
                jedynie wtedy gdy nieumiejętnie przeprowadzisz rozmowę.



                ma problem i idzie na terapię, na ile ona pomoże? Na jak długo?
                > > Jak jest dobrze przeprowadzona, to pomoże na zawsze.
                > Przecież z uzależnień się wychodzi.

                Kompletna bzdura.Nigdy nie można założyć że pomoże na zawsze.Są terapie
                skuteczniejsze, mniej skuteczne.Nie ma takich ze 100% skuteczności.

                Niekoniecznie. Jeśli ktoś to robi mądrze, będąc w kontakcie z dobrym terapeutą
                > -
                > taki okres odwyku bywa czasami krótki. Akurat pracoholizm jest uzależnieniem
                > łatwo uleczalnym. Łatwiejszym niż alkoholizm czy internet.


                Hihi...dodałabym do tego indywidualną konstrukcję jednostki.A pracocholizm
                wbrew pozorom nie jest tak łatwo wyleczalny.


                > > Kobieta, która się na to decyduje powinna być w pełni
                > > świadoma wyboru, a często niestety nie jest,
                >
                > Jeśli ktoś nie jest do czegoś przekonany, to lepiej by niczego nie robił, bo
                > inaczej pogorszy sprawę. I to wtedy będzie jego wina.


                Nawet jeśli nie jesteś przekonana to chęci w Tobie są jakieś.Tak pół na pół.
                I rób dziewczyno dotąd dopóki Ci tych chęci starczy.I nie można założyć że z
                powodu nieprzekonania pogorszysz sprawę.A już na pewno nie będzie to Twoja wina.


                Jesooo...po raz pierwszy się tak napisałam.Nie lubię takich rozważań i ich nie
                praktykuję.Ale mnie normalnie wcięło.
                • glosatorr Re: To ja pomimo szacunku i ukłonów 12.07.07, 13:01
                  sylwiamich napisała:


                  >
                  > Słońce...ponoć każdy może być dobrym psychologiem....

                  Nie, nie każdy.

                  >ale przesadzasz.Czasami
                  > osoby uzależnione same zdają sobie sprawę ze swojego uzależnienia.Pewna
                  > powtarzalnośc zachowań i brak nad nimi kontroli powodują że zdają sobie sprawę
                  > że jest z nimi niehalo.

                  Może takie poznałaś - ale to są osoby, które już się dowiedziały, że są uzaleznione.

                  >Osoby postronne nie mogą NAPEWNO wiedzieć czy to
                  > uzależnienie czy nie.
                  >
                  I dlatego warto porozmawiać, czyż nie? By się dowiedzieć więcej :)
                  >
                  > Przebłyski przebłyskami.Ale założenie iż niemożliwe jest aby dobra, życzliwa
                  > rozmowa wywołała zaprzeczenie czy agresję jest zdecydowanie błędne.

                  No to się tutaj różnimy.

                  > Ktoś się zdenerwuje
                  > jedynie wtedy gdy nieumiejętnie przeprowadzisz rozmowę.
                  >
                  No właśnie. O tym pisałem.

                  >
                  > Kompletna bzdura.Nigdy nie można założyć że pomoże na zawsze.Są terapie
                  > skuteczniejsze, mniej skuteczne.Nie ma takich ze 100% skuteczności.
                  >
                  Oczywiście, dlatego napisałem o warunkowości.

                  > Hihi...dodałabym do tego indywidualną konstrukcję jednostki.A pracocholizm
                  > wbrew pozorom nie jest tak łatwo wyleczalny.
                  >
                  Dla dobrego terapeuty i osoby uzaleznionej, która jest odpowiednio zmotywowana,
                  jest to bardzo proste.

                  >
                  >
                  > Jesooo...po raz pierwszy się tak napisałam.Nie lubię takich rozważań i ich nie
                  > praktykuję.Ale mnie normalnie wcięło.

                  Niepotrzebnie - spokojna analiza obu naszych tekstów pokazałaby, że różnice
                  między nami są naprawdę niewielkie.
                • trzydziestoletnia Jak zachecic uzaleznionego do terapii 05.10.07, 15:20
                  sylwiamich napisała:
                  > (..) cudownie funkcjonuje system wyparcia.I zazwyczaj takie rozmowy
                  > kończą się zaprzeczeniem (..)

                  Zgadzam sie z tym co napisalas o systemie iluzji i zaprzeczen u osoby uzaleznionej. I chcialabym sie podzielic malą refleksją - z moich b.skromnych doswiadczen zawodowych oraz czerpaniu z doswiadczen madrzejszych kolegow po fachu - wynika, ze czesto u uzaleznionej osoby moze sie sprawdzic taki maly podstep na ten system zaprzeczen: podczas rozmow malzonka moze zasugerowac wizytę nie po to by się "leczył", ale po to by rozwial JEJ WATPLIWOSCI czy aby nie ma tego typu problemu, taki mąż moze czasem pojsc na wizyte by ją przekonać, ze jest ok. A sprawą terapeuty juz pozostaje, by tak rozmawiac, aby wylapac objawy uzaleznenia i zachecic do przyjsc ponownie. Podczas kolejnych wizyt pracuje sie tak, by umiejetnie stosowac konfrontację - z czasem to moze przyniec efekty w postaci uznania swojego uzaleznienia. Ale raczej nie zrobi sie tego podczas jednej wizyty.
              • aandzia43 Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 12.07.07, 01:28
                glosatorr napisał:


                >
                >
                >
                > >
                > >
                >
                >
                >
                > Niekoniecznie - wszystko zależy od tego jak taką rozmowę się przeprowadza.
                > Jeśli jest w tej rozmowie życzliwość, podanie ręki - tom odebranie tego jak ata
                > k
                > jest prawie niemożliwe. Tak jak każdy uzależniony - człowiek ma czasami
                > przebłyski. Uzależnienie nie jest niczym przyjemnym wbrew pozorom.
                >
                >

                Niestety, problem uzależnień nie jest mi obcy. Znam kilka osób uzależnionych.
                Niektóre zdają sobie z tego sprawę, inne nie. Jeśli któraś z nich podjęła
                leczenie, to na pewno nie pod wpływem rozmowy w łagodnym tonie z mądrą i
                życzliwą osobą. Takich rozmów w ich życiu było już wiele.

                To leczenie podejmowane było w efekcie potężnego kopa w dupę, jakiego
                wymierzało im życie. Czasem była to doprowadzona do ostateczności rodzina,
                odejście partnera, odrzucenie przez dzieci, wierzyciele, sąd itd. Jednym słowem
                jakieś zgliszcza, jakieś dno, dla każdego inne.

                Udział w najmądrzejszych i najsprytniej przeprowadzonych pogadankach nie
                doprowadzi żadnego uzależnionego do podjęcia decyzji o leczeniu. Doprowadzić go
                do tego może jedynie zderzenie się z konsekwencjami swoich poczynań. Tu trzeba
                potężnych emocji, jakie zafundować może uzaleznionemu jedynie konfrontacja z
                ruiną jego życia, a nie ględzenia.

                • sylwiamich Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 12.07.07, 10:36
                  Brawooo..!!!!
                • glosatorr Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 12.07.07, 13:05
                  aandzia43 napisała:


                  >
                  > Niestety, problem uzależnień nie jest mi obcy.

                  Mi również. Pracowałem z osobami uzależnionymi.

                  > Znam kilka osób uzależnionych.
                  > Niektóre zdają sobie z tego sprawę, inne nie. Jeśli któraś z nich podjęła
                  > leczenie, to na pewno nie pod wpływem rozmowy w łagodnym tonie z mądrą i
                  > życzliwą osobą.

                  No Ty nie miałaś takich doświadczeń i ok.

                  > Takich rozmów w ich życiu było już wiele.
                  >
                  Ja piszę o rozmowie początkowej - na samym początku - chciałbym to powtórzyć.
                  Później może być już różnie.

                  > To leczenie podejmowane było w efekcie potężnego kopa w dupę, jakiego
                  > wymierzało im życie.


                  Pełna zgoda - ale tak od razu? Wątpię.

                  > Czasem była to doprowadzona do ostateczności rodzina,
                  > odejście partnera, odrzucenie przez dzieci, wierzyciele, sąd itd. Jednym słowem
                  > jakieś zgliszcza, jakieś dno, dla każdego inne.
                  >
                  Oczywiście - tak czesto bywa, ale nie zawsze. Gdzieś kiedy jeszcze nie ma
                  zgliszcz, warto na spokojnie, życzliwie porozmawiać. Kiedy tego się nie zrobi,
                  zgliszcza są już nieuniknione.

                  > Udział w najmądrzejszych i najsprytniej przeprowadzonych pogadankach nie
                  > doprowadzi żadnego uzależnionego do podjęcia decyzji o leczeniu.

                  Ja nie napisałem nic o pogadankach - proszę cofnąć się do mojego pierwszego
                  wspisu - napisałem wyraźnie Pani z mężem uzależnionym od pracy. Najpierw na
                  spokojnie porozmawiać a potem....

                  > Doprowadzić go
                  > do tego może jedynie zderzenie się z konsekwencjami swoich poczynań.

                  Nie tylko. Czasami wystarczy tylko pokazać je - nie trzeba ich od razu na osobę
                  uzaleznioną sprowadzać.

                  > Tu trzeba
                  > potężnych emocji, jakie zafundować może uzaleznionemu jedynie konfrontacja z
                  > ruiną jego życia, a nie ględzenia.
                  >
                  No jeśli ktoś ględzi a nie potrafi rozmawiać, to rzeczywiście - masz pełną rację.
                  Ale ja nie o ględzeniu pisałem.
                  Pozdrawiam
                  >
                  • aandzia43 Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 12.07.07, 13:40
                    Słowa "ględzenie" i "pogadanki" w moich postach to kolokwializmy. Taki mam
                    sposób wyrażania się, w realu bez porównania ostrzejszy.
                    Chodziło mi tu o rozmowy z uzależnionymi, najmądrzejsze i najstosowniejsze w
                    tonie i treści, nie poparte impulsem z ich życia. Impulsem w postaci chociażby
                    wyraźnego i CZYNNEGO sprzeciwu osób bliskich. Nie perspektyw nieszczęścia, ale
                    ZAISTNIAłEGO nieszczęścia, przykrego obrotu sprawy, czy innego dyskomfortu. Bez
                    tego impulsu nie ma decyzji o leczeniu. Mur z racjonalizacji jest tak silny, że
                    nie przebije się przez niego żadna argumentacja. Przebiją się jedynie silne,
                    negatywne emocje.

                    Początkową rozmowę (rzeczową i spokojną) przeprowadzić trzeba, chociażby po to,
                    by mieć czyste sumienie, że się próbowało.
                    • sylwiamich Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 12.07.07, 13:52
                      Przerysowany świat wg.Glossatora:
                      Jeżeli załaożymy że potrafimy rozmawiać, że mamy wielką i pewną chęć zmienić
                      uzależnionego, jeżeli ów uzależniony również będzie miał wielką i pewną chęć
                      żeby coś zmienić.I tarfia na dobrego terapeutę...to już sukces w kieszeni.
                      Przerysowany świat wg.Sylwii
                      Nie, tego nie napisze...:)
                      • glosatorr Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 12.07.07, 15:26
                        sylwiamich napisała:

                        > Przerysowany świat wg.Glossatora:
                        > Jeżeli załaożymy że potrafimy rozmawiać, że mamy wielką i pewną chęć zmienić
                        > uzależnionego, jeżeli ów uzależniony również będzie miał wielką i pewną chęć
                        > żeby coś zmienić.I tarfia na dobrego terapeutę...to już sukces w kieszeni.
                        > Przerysowany świat wg.Sylwii

                        Nie - to nieprzerysowany świat - to życie....
                        Tu nie ma założeń - to tylko dyskusja nad jedną z wielu opcji - równouprawnionych.
                        Ale rozumiem, że to co piszemy może się nie podobać. Ludzie popełniają błędy,
                        pod wpływem emocji, ewakuują się by chronić swoje życie i dobro i czasami mają
                        wyrzuty sumienia - czy zrobili wszystko co było w ich mocy by jednak coś
                        uratować, chociażby swoje sumienie, albo życie drugiego człowieka, którego się
                        kochało.....
                        Jedno się poddają szybko, inni później a inni wogóle nic nie robią - takie życie.
                        Ci, którzy się poddali a wyrzuty sumienia wyrzucili gdzieś w sobie i przykryli
                        prostym tłumaczeniem - uzależniony partner? A fe? Niech spada! - czytając nie
                        tylko moje wypowiedzi może się wkurzyć. To nie są przerysowane rzeczy. Moja ex
                        była potrójnie uzależniona. I nadal jest. Ale ja dzisiaj mam czyste sumienie i
                        uśmiecham się do siebie patrząc w lustro. Ona - nie.
                        Dlatego napisałem w tym wątku to, co pomoże może innym ominąć sytuację, w której
                        obawa, że się coś spieprzyło, albo czegoś nie zrobiło będzie w głowie
                        porzucającego partnera na całe życie.


                        > Nie, tego nie napisze...:)

                        Ależ napisz ;))) Pośmiejemy się może razem? Tylko z czyjego nieszczęścia?
                        • sylwiamich Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 12.07.07, 16:17
                          Nie będę łapać się z Tobą za słówka...zaplątaliśmy się...ja straciłąm logikę w
                          tym co mówisz.Więc lepiej jak przedstawię nieprzerysowany świat oczami
                          Sylwii.Skoro Twój-według mnie przerysowany był rzeczywistym.
                          Widzisz że osoba Ci blika ma problem....nie, nie:)
                          Ty masz problem.Czujesz że zachowanie bliskiej osoby wykracza poza to co
                          uważasz za normę.Czujesz dyskomfort.
                          • sylwiamich Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 12.07.07, 16:31
                            Kurde...poszedł kawałek.
                            No więc wydaje Ci sie że bliska osoba postępuje niehalo.Rozmawiasz z nią.Mówisz
                            o swoich uczuciach, o pragnieniach i prosisz żeby zrozumiała Ciebie i próbujesz
                            zrozumieć ją.Coś tam ustalacie, albo i nie.Bo może się okazać że ten ktoś
                            zareaguje nieadekwatnie do sytuacjii...to da do myślenia.I jeśli tak
                            będzie....to nie Twoja wina.Nie masz obowiązku mieć umiejętności takiego
                            przeprowadzenia rozmowy aby reakcja była zadowalająca.Masz prawo do emocjii...w
                            granicy norm społecznych.Obserwujesz dalej swoje emocje i ewentualną zmianę lub
                            nie zachowania osoby uzależnionej..Fajnie byłoby pójść wtedy z osobą
                            uzaleznioną do terapeuty, psychologa, wesprzeć sie innymi osobami z rodziny.
                            Ale zazwyczaj tak bywa że osoba uzależniona twierdzi że Ty masz problem ze
                            sobą.I sie czepiasz niezdrowo.I w ogóle to choraś kobieto na głowę.To idż
                            kobieto po pomoc do specjalisty.On Ci powie czy Ty masz problem czy twój
                            partner.I wtedy gdy już wiesz...zastanów się.MOżesz stracić całe życie walczc z
                            jego nałogiem i nic z tego nie wyjdzie.Zastanów się czy go kochasz, czy jesteś
                            na tyle silna żeby pomagać i na tyle silna żeby pozwolić mu zejść na samo
                            dno...bo na tym polega czasami terapia.I podejmij decyzję.I zawsze możesz ją
                            zmienić. I nikt nie ma prawa mówić Ci czy zrobiłaś dobrze czy żle
                            zostając...odchodząc.A dalej to juz szczerość w stosunku do siebie przede
                            wszystkim.Bo żeby komuś pomóc...kochać musisz siebie, sobie ufać i siebie
                            poznawać.I pomoc terapeuty.Terapia grupowa, indywidualna, wsparcie bliskich
                            osób...to ważne.To bylby ideał.To świat według Sylwii.
                            • glosatorr Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 12.07.07, 20:40
                              Ten świat wg. Sylwii - to świat alternatywny :-) dobry świat :_)
                              Tak też można,...
                  • trzydziestoletnia Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 05.10.07, 15:26
                    glosatorr napisał:


                    > > Niestety, problem uzależnień nie jest mi obcy.
                    >
                    > Mi również. Pracowałem z osobami uzależnionymi.

                    Gdzie pracowales, w jakiej funkcji, moze sie znamy?

                    A tak serio to co piszesz mnie nie przekonuje. Stawialabym na glassatorowe wyobrazenia, a te mnie jakos nigdy nie przekonuja ;>
      • lilyrush Re: Porozmawiać i starać się zrozumieć jego racje 05.10.07, 15:35
        No tu polecieliście na całego...
        Gloss i Sylwia- taka szybka diagnoza?
        Autorka nic nie napiasałą o ich realcjach, o byciu ze sobą o
        komunikacji. Napisała tylko, ze gosc znika z domu do pracy...
        Może pracoholik i trzeba leczyc, ale moze cos sie dzieje takeigo, ze
        on woli do tej pracy uciekac?
        Bo ja z pierwszego postu nie wyniosłam jednoznacznie, ze to jest
        uzależnenie od pracy....
    • straszny_nudziarz Re: jak żyć z pracoholikiem i uzaleznionym od net 05.10.07, 04:08
      Kiedyś też pracowałem po naście godzin dziennie, az do dnia, kiedy moja
      dziewczyna zadzwoniła (byłem wtedy w delegacji) i powiedziała że "bardzo mnie
      kocha, ale... potrzebuje mężczyzny- a nie numeru telefonu". To był koniec
      naszego związku. Gdyby wtedy - po tych słowach nie odeszła - bylibyśmy parą do
      dzisiaj. (Kilka tygodni później strzeliłem robotą w diabły. Podobna argumentacja
      w mniej stanowczym tonie może obudzić niejednego pracoholika.
Pełna wersja