Kobiety sa.....dziwne...

24.07.07, 21:36
Witam, w tym temacie napisze krotka historie jaka przydarzyla mi sie stosunkwo
niedawno, prosze o jej jakiekolwiek scharakteryzowanie, bo sam tego do konca
nie umiem zrozumiec, wedlug zasady, ze kobiet nie da sie zrozumiec.

Jestem ze swoja dziewcyzna niecaly rok(29 lipca bedzie rowny roczek), od
zawsze kupowalem jej kwiaty, pisalem drobne wierszyki milosne(tylko prosze,
nie myslcie ze jestem jakims romantykiem, ktory wyglada jak 7 nieszcec -
chodze na silownie, aktywnie uprawiam sport, przyzwoicie wygladajacy, ale z
dusza romantyka), jak juz mowilem byly kwiaty, drobny prezenty, wierszyki
milosne, okolo poltorej miesiaca temu powiedziala mi, ze kiedys bylo cudownie,
ale teraz te moje czula slowka, czeste powtarzanie "kocham cie" i kwiaty nie
robia na niej wrazenia bo przyzwykla etc. TO mnie szczerze mowiac podlamalo,
robilem to, poniewaz naprawde ja kochalem i uslyszalem takie oste slowa, wiec
przestalem naduzywac tych slow i gestow sadac ze bedzie lepiej i co?

Tydzien temu w rozmowie dowiedzialem sie, uwaga uwaga, tu sprobuje zacytowac:

Maciek, czy ty mnie jeszce kochasz? Mam wrazenie ze juz nic do mnie nie
czujesz, poniewaz zupelnie sie zmieniles

Czy ja juz zgupialem czy kobiety naprawde nie maja innych problemow?!

Pomoze mi ktos powiedziec, co teraz powinienem zrobic?Bo ja naprwade zaraz
zgupieje... P.S Ona nie jest jakas glupia nastolatka, ma przyzwoita prace,
jest na 4 roku studiow(robi magisterke) i jest naprawde inteligentna kobieta...
    • crazyrabbit Re: Kobiety sa.....dziwne... 24.07.07, 21:49
      Najbardziej podobał mi się ten fragment z siłownią :)))
    • kusiciel_dusz Re: Kobiety sa.....dziwne... 24.07.07, 21:50
      Kobiet się nie da zrozumieć, kiedyś miałem podobną stację, tyle, że z żoną, też
      mi kiedyś powiedziała, że ciągle bym się tylko przytulał, całował i takie tam
      inne sprawy:), więc sobie odpuściłem i po jakimś czasie dowiedziałem się, że na
      pewno mam kochankę, bo już nie jestem jak kiedyś, brakuje jej przytulania i
      całowania. Widzę, że nie jestem osamotniony, czyli wszystko jest ze mną ok.:)
      Najlepiej to olać, zacznij znów kupować kwiaty, ale z drugiej strony to możesz
      usłyszeć, że teraz nie robisz tego szczerze tylko z przymusu:) Kobiety są nie
      obliczalne:)
    • loppe Re: Kobiety sa.....dziwne... 24.07.07, 21:55
      zapewne Twoja partnerka jest niedojrzała

      ps. tylko nie mów przy niej "półtorej miesiąca", bo czar pryska
      • maciejj123 Re: Kobiety sa.....dziwne... 24.07.07, 22:00
        Fakt, popełnilem blad ale jesli mamy byc dokladni, to PS jest to skrót od Post
        Scriptum i powinien byc pisany wielkimi literami - taka mala uwaga:)
        • loppe Re: Kobiety sa.....dziwne... 25.07.07, 00:04
          eee tam, ja w ogóle zdanie zacząłem z malej litery, nie zauwazyłeś, a to jest
          dopiero Byk:)
    • anais_nin666 Re: Kobiety sa.....dziwne... 24.07.07, 22:20
      Wypośrodkuj Maciej.
      Czasem kwiatek, czasem wierszyk, czasem za fraki i w krzaki;)
    • miedzianakonefka Re: Kobiety sa.....dziwne... 24.07.07, 22:43
      Jak bym nie wpatrywał się w napis u góry to zawsze brzmi on "(Brak) Seks(u) w
      małżeństwie".

      Alleluja i do przodu...
    • glosatorr Kobiety sa.....inne od facetów... 24.07.07, 23:20
      maciejj123 napisał:


      > Czy ja juz zgupialem czy kobiety naprawde nie maja innych problemow?!
      >
      > Pomoze mi ktos powiedziec, co teraz powinienem zrobic?Bo ... jest naprawde
      inteligentna kobieta...

      Drogi Maćku.

      Kobiety są inne od nas Panów. Może to mało odkrywcze, ale sprawia, że ułatwia to
      ich zrozumienie.
      Widzisz - czasami facet myśli, że jak kupi kwiatka, będzie co ileś tam godzin
      mówił jak kocha dziewczynę, będzie za nią tęsknił i dawał jej co chwila odczuć,
      jak bardzo - i myślą, że to płeć przeciwną zadowala.
      Generalnie faceci myślą stereotypami - zrobisz to a to - a kobieta będzie cała w
      skowronkach. Pamiętam, jak wpadł do mnie zapłakany kumpel i mówi, że nie rozumie
      kobiet. Zawsze był do dyspozycji, zawsze chętnie robił jej niespodzianki,
      prezenty, wpadał do niej do biura, potrafił czekać na nią pod biurem. W końcu
      ona na spokojnie powiedziała mu tak: Zenek, zadusiłeś mnie - pożegnajmy się i
      rozstańmy się, bo ja już tak nie mogę.
      Zenek na moje pytanie czy rozumie, że kobieta jak ptak, musi mieć gdzie pofruwać
      i pooddychać - musiał wysłuchać sporej tyrady na temat zdolności wyważenia
      okazywania uczuć przez faceta jak i okazywania ich braku.

      Zauważyłem, że Panowie (niektórzy,... no może spora grupa) ma nieprzeciętną
      zdolność do niesłuchania sygnałów wysyłanych przez kobiety. Jak już sobie
      wyobrażą mapę emocjonalną kobiety, jak już stworzą sobie w głowie obraz czego
      potrzebuje ich kobieta, to mało kiedy obserwują te sygnały, te niuanse, które
      stanowią istotę komunikacji kobiety z mężczyzną. Zakładają, że kobieta jest jak
      facet - jak czegoś potrzebuje, to mówi czego potrzebuje. Niektóre takie są. Ale
      większość nie mówi, ale wysyła sygnały. Takie impulsy i...obserwuje. Czy Facet
      jest uważny, czy myśli standardowo, czy zwraca uwagę na nią, na jej potrzeby, z
      których jedne już są zaspokojone a inne nie. Czy potrafi inteligentnie wyważyć
      pomiędzy okazywaniem uczuć a kochaniem (a to są dwie różne sprawy).
      Generalnie kobieta chce, abyśmy byli. Tak, byśmy tylko byli.

      Powiem Ci też drugą rzecz Maćku - kobietę można zasłodzić. A jak jest
      inteligentna, to nawet najsłodsza małmazja może w końcu wzbudzić odruch
      wymiotny. I Ty przesłodziłeś. Ja sobie wyobrażam wypasionego na siłowni młodego
      byczka, który może 24-25 letniej inteligentnej dziewczynie co chwila strzela
      prezencik, czyta jej miłosne wierszyki w stylu: "Na górze róże....". To ja i tak
      podziwiam ją, że ją nie miotnęło na glebę po pierwszych dwóch tygodniach.

      Prawdopodobnie byłeś bliski przesłodzeniu. Ja rozumiem, że jesteś romantyk - ja
      też jestem. Potrafiłem zadzwonić do kumpla w stacji radiowej w Warszawie, zrobić
      audycję 10 minutową i jeden z aktorów przeczytał mój wiersz napisany do niej
      przeze mnie. Potem usłyszałem od niej: "Wiesz misiu. Tego nikt mi nigdy nie
      zrobił". To było miłe. Ale jeślibym to robił codziennie - ona by mnie wykopała
      za okno. Dobra - mam nadzieję, że to przesłodzenie już załapałeś.
      A teraz druga część niezrozumiałych reakcji.

      Z jednej skrajności wpadłeś w drugą. A czy nie wpadłeś na to, że można kobiecie
      okazywać emocje na miliony sposobów? Romantyzm, romantyzmem - sztuka uwodzenia
      kobiet nie jest wykładana na uczelniach, bo pewnie to byłyby najbardziej
      oblegane kierunki studiów szczególnie przez tych, którzy zamiast zgłębiać
      tajemnice natury kobiecej, wolą pięknie modelować swoje ciała na siłowniach,
      maścić swoje krótkie fryzurki supergelem i wysyłać zajebiście romantyczne smsy.

      Ale gdybyś poza dbaniem o fizis zadbał również o psyche - o swoje wnętrze i
      poznał trochę zawiłą, owszem trudną do zgłębienia ale znowu nie taką nieczytelną
      i niezrozumiałą jak sądzisz naturę kobiecą - zrozumiałbyś, że kobieta nie
      cierpi skrajności. O mało jej nie zasłodziłeś a potem wpadłeś w skrajność
      kolejną - przestałeś jej okazywać uczucia w inny sposób. Zamilkłeś. I Twoja
      dziewczyna nie otrzymała od Ciebie informacji zwrotnej. Oczekiwała, że skumasz,
      iż skrajności nie są dobre. Nie skumałeś.
      Kobiety mają miliony problemów. Dla facetów większość z nich to czarna magia.
      Wyobrażasz sobie, że kobieta potrafi oszaleć jak zobaczy oczko w pończosze? Że
      jak w jednym pomieszczeniu zobaczy identycznie ubraną inną kobietkę, to może ją
      szlak trafić? Albo jak zapytasz ją - "O czym myślisz kochanie" - gdy ona
      milczy, to może chcieć Ci urwać jaja? Albo czy wiesz, że jak kobieta jest
      wściekła, to wyżywa się na tym, komu ufa i z kim się czuje najbezpieczniej?
      Kobiety patrząc z punktu widzenia faceta działają czasami irracjonalnie. Ale
      kiedy jednak ma się trochę te zwoje mózgowe pofałdowane i wymodelowane bardziej
      niż kaloryfer na brzuchu - i zapełni się je wiedzą choćby z uważnego słuchania
      tego co kobiety czasami między jednym zdaniem a drugim wyrażą, albo co wyrażają
      czasami milcząc (kobiety z milczenia uczyniły sztukę - wtedy trzeba ich słuchać
      najbardziej, często słuchając ich mowy ciała na przykład) - to wtedy odkryjesz
      rzecz przedziwną. Kobieta non stop nam coś mówi, podaje nam instrukcję obsługi -
      jeśli jej na nas zależy. A jeśli Ty jej nie słuchasz - nie skumasz, serial
      sygnałów nagle Ci się urwie, bo nie wyłapiesz paru jej odcinków - zagubisz się i
      staniesz się takim właśnie zagubionym facetem.

      Kobieta chce samca. Mądrego samca. Z otwartymi oczyma (by nie tylko zobaczył
      zbliżające się zagrożenie, ale by czasami kobietę potrafił ochronić przed nią
      samą), bystrego, myślącego, przewidującego, słuchającego, etc. Jeśli zaś facet
      staje bezradny z listą wierszyków do wysłania, zniżką w kwiaciarni i łapkami
      gotowymi do przytulania i macania - nawet Święta pęknie i zada Ci pytanie:
      Chłopie, czy Ty mnie słuchasz? Czy Ty kumasz czego mi potrzeba? Czy mam Ci jak
      dziecku mówić: Zrób to, nie rób tamtego? Ja chcę bystrzaka, ja chcę mądrego
      faceta a nie dzieciaka, którym muszę się opiekować.

      Co powinieneś teraz zrobić? Na chwilę usiąść w cichym pokoju i przypomnieć sobie
      wszystko to czego nie skonotowałeś, kiedy ona do Ciebie mówiła. Przypomnij sobie
      - co lubiła. Co u Ciebie lubi. Czym wywołujesz u niej śmiech, radość, co
      powoduje, że ona mówi Ci sama, że Cię kocha. I jak już sobie to spiszesz, to
      zastanów się jak to samo zrobić tak, by jej znowu nie zasłodzić.
      Jeśli śmieje się z Twoich dowcipów - bądź wesoły ale bez przesady. Bądź mistrzem
      ciętej riposty. Jeśli czasami chciała byś ją przytulił - to przypomnij kiedy i
      dlaczego. I przytulaj ją - czasami milcząc za to władowując maksimum uczuć w
      samo jej objęcie... Nie miej pretensji do kobiet, nie wiń jej - wiń siebie. Bo
      to Twoim psim obowiązkiem jest poznanie natury kobiet, ich języka, mowy ciała,
      mapy potrzeb, pragnień - jeśli chcesz mieć udany związek.

      Bo może obserwując ją i widząc swoje zdziwienie zrozumiesz, szybciej niż ona, że
      do siebie nie pasujecie? I nie władujesz się w związek bez perspektyw? I nie
      pojawisz się tutaj za rok z płaczem, że ona Ci nie daje i Ciebie nie chce?

      Jeśli ludzie się poznają - to muszą się bacznie obserwować. Cały czas. Z tego co
      piszesz - ona Cię obserwuje. Nie leci wyłącznie na Twój śliczny wygląd. A Ty nie
      słuchasz jej. I wiesz? Wiń za to wyłącznie siebie.

      Gdybyś siadał za kierownicę super bryki - np. diablo, nie potrafiąc nim jeździć
      i miał pretensję, że nie rozumiesz jak takie coś może szybko i sprawnie jeździć
      po drogach - to wybacz, ale Ciebie uznają za wariata. A Ty winisz samochód a nie
      swój brak zdolności do prowadzenia pojazdów!

      Zamów sobie kursy doszkalające, zrób prawko "na kobietę" albo posłuchaj i naucz
      się czegoś od tych, co potrafią nimi jeździć. Nie ode mnie :-) od tych, którzy
      już mają związki i to długoletnie. Tam, u Ciebie, w Twoim mieście. Od tego
      zacznij. I rozmawiaj ze swoją Panią. Słuchając co mówi do Ciebie.

      Trzymam za Ciebie kciuki - powaga.
      • gomory Re: Kobiety sa.....inne od facetów... 24.07.07, 23:23
        > Trzymam za Ciebie kciuki - powaga.

        A ja trzymam kciuki za Macka by doczytal do ostatniej kropki. Bo pointa jak zwykle na koncu ;).
      • miedzianakonefka Re: Kobiety sa.....inne od facetów... 24.07.07, 23:26
        Dlatego lepiej/łatwiej jest wyjąć z lodówki piwo i oglądnąć meczyk w TV.

        Alleluja i do przodu...
      • nymf Re: Kobiety sa.....inne od facetów... 25.07.07, 01:20
        Lubię czytać Twoje wypowiedzi.
        Ale tym razem wydaje mi się,że nie jest to takie proste.
        Zakładając,że Maciek nie przesłodził,ale próbując dać z siebie jak najwięcej( z
        tego ,co może i potrafi)trafił w próżnię.
        Nie będę wnikała w wychowanie i stosunki panujące w rodzinie dziewczyny( do
        innych wypowiedzi).
        Kobieta musi wiedzieć ,czego chce i co jej pasuje ,a tak naprawdę ,to rzadki
        gatunek kobiet.Lub nie zawsze trafiający na odpowiedniego partnera.
        Bardzo często ,dopiero jak ma za sobą nieudany związek(-ki) ,wie czego
        potrzebuje i potrafi docenić różne sygnały uwielbienia.
        Nie każda kobieta w odpowiednim czasie potrafi dojrzeć fenomen podawania ręki
        przy wychodzeniu z samochodu i kurtki w kałuży...:))
        Wsłuchiwanie się w subtelne znaki i czytanie między wierszami,to umiejętność
        zwana empatią .Trudno się tego nauczyć...

        Ludzie nie są idealni.I nie będą.
        Większości (!) nie da się pomóc.
        Czas przynosi rozwiązania.
        Albo i nie
        Mają problemy z czytaniem,a co dopiero mówić o czytaniu między...


        • sylwiamich Re: Kobiety sa.....inne od facetów... 25.07.07, 05:42
          Mnie zabieganie faceta wkurza tylko w jednym przypadku...gdy jest większe od
          mojej sympatii do niego...co ostatnio przeżywam...brrr
        • glosatorr Re: Kobiety sa.....inne od facetów... 25.07.07, 11:01
          nymf napisała:


          > Ale tym razem wydaje mi się,że nie jest to takie proste.

          Nic nie jest niestety proste.

          > Zakładając,że Maciek nie przesłodził,
          > ale próbując dać z siebie jak najwięcej( z
          > tego ,co może i potrafi)trafił w próżnię.

          Gdyby trafił w próżnię - Pani by mu za pierwszym razem podziękowała.
          Jakoś nie podziękowała - ale powiedziała wprost, czego nie chce.

          > Nie będę wnikała w wychowanie i stosunki panujące w rodzinie dziewczyny( do
          > innych wypowiedzi).

          A ja się zastanawiam co ma to wspólnego z sytuacją zarysowaną przez Pana Maćka.

          > Kobieta musi wiedzieć ,czego chce i co jej pasuje ,a tak naprawdę ,to rzadki
          > gatunek kobiet.

          Zasadą jest, że kobieta w większości przypadków dowiaduje się czego chce jak
          już chce. Jak czegoś nie chce - to wie czego nie chce. :-)

          > Lub nie zawsze trafiający na odpowiedniego partnera.

          A tu się z Tobą mogę tylko zgodzić.

          > Bardzo często ,dopiero jak ma za sobą nieudany związek(-ki) ,wie czego
          > potrzebuje i potrafi docenić różne sygnały uwielbienia.

          Dlatego jak widać na przypadku opisanym przez Maćka - ona próbuje i jasno
          komunikuje czego chce a czego nie chce. Pan Maciek napisał naprawdę niewiele.
          Już nie mam ochoty domyślać się, ale zmęczenie sytuacją u Pana Maćka wskazuje,
          że to nie jedyna sytuacja, w której nie rozumie swojej kobiety.
          A to pozwala mi imputować, że gdzieś tam coś jeszcze jest niezrozumiałe.
          Dlatego zamiast skazywać ich związek na upadek - napisałem, że trzeba wszystko
          wyważyć.
          Ja nie odnoszę wrażenia, by Dziewczyna Pana Maćka nie wiedziała czego chce.
          Przecież kobieta często chce czegoś teraz a jak już to ma, to chce czegoś
          innego później - czyż nie?

          > Nie każda kobieta w odpowiednim czasie potrafi dojrzeć fenomen podawania ręki
          > przy wychodzeniu z samochodu i kurtki w kałuży...:))

          To fakt. Większość kobiet na takie sprawdzone zachowania mężczyzny reaguje jak
          ktoś, kto pierwszy raz w życiu zobaczył słonia :)

          > Wsłuchiwanie się w subtelne znaki i czytanie między wierszami,to umiejętność
          > zwana empatią .Trudno się tego nauczyć...

          Fakt - ale warto się ćwiczyć w tym czytaniu, czyż nie? Perfekcja przychodzi w
          miarę zdobytych doświadczeń :)

          >
          > Ludzie nie są idealni.I nie będą.

          Tu też się zgodzę - nobody is perfekt. Ale każdy powinien dążyć do
          doskonałości. Inaczej się cofa i staje się coraz bardziej prostacki.

          > Większości (!) nie da się pomóc.

          Oczywiście - co nie oznacza, że nie należy w pojedynczych przypadkach próbować,
          tym bardziej, jeśli szukają pomocy, czyż nie?

          > Czas przynosi rozwiązania.

          Rozwiązania same się nie przynoszą. Czas co najwyżej leczy rany albo jest
          potrzebny by coś zrozumieć :)

          > Albo i nie
          > Mają problemy z czytaniem,a co dopiero mówić o czytaniu między...
          >
          A to już insza inszość - czy z tego powodu należy milczeć? Albo przejść do
          rękoczynów? :-)

          >
      • minsi Re: Kobiety sa.....inne od facetów... 25.07.07, 11:31
        wiesz Glos nie wnikam w merytoryczną treść tego wywodu, ale poczytaj sobie co
        napisałeś (podobno nie myślisz szablonowo).
        otóż napisałeś że :
        - partnerka maćka to mądra inteligentna kobieta (do cholery skąd to możesz wiedzieć)
        - za wszystkie niepowodzenia w kontaktach między partnerami zawsze jest winny
        samiec.
        taka uwaga- gdyby maćko wziął sobie to poważnie do serca, wyrobiłbyś w nim
        całkiem silne poczucie winy. Bo to on jest winien że nie odczytał intencji
        partnerki, że ją zasłodził, że nie umie czytać między wierszami etc etc. Nie
        wiem czy wpędzanie kogoś w poczucie winy jest dobrą metodą pomagania mu
        • glosatorr Re: Kobiety sa.....inne od facetów... 25.07.07, 11:59
          minsi napisał:

          > wiesz Glos nie wnikam w merytoryczną treść tego wywodu, ale poczytaj sobie co
          > napisałeś (podobno nie myślisz szablonowo).

          Wiem minsi - jestem Twoim wrzodem na pupie - Jakoś to przeboleję ;)

          > otóż napisałeś że :
          > - partnerka maćka to mądra inteligentna kobieta (do cholery skąd to możesz
          wied
          > zieć)

          Z kilku rzeczy. Po pierwsze, Pan Maciek nie wygląda mi na ogolonego na łyso
          pakera z zasadniczym wykształceniem. Jeśli pisze z podziwem o inteligencji
          kobiety, która kocha i o którą sie stara, ma tę pokorę wobec swojej kobiety
          mimo, że jej nie rozumie (jak sam napisał) - nie może być inaczej. Kobiety
          naprawdę inteligentne - właśnie wzbudzają takie reakcje u tego typu facetów.
          Po drugie - jej reakcje na zachowania i karesy Pana Maćka - są reakcjami
          kobiety myslącej i czującej. Ja to przynajmniej widzę. A reakcja Pana Maćka mi
          to potwierdza.
          Wnioski - są takie jak napisałem. Widzę młodego, o pewnym potencjale człowieka,
          który ma problem. Realny problem wielu facetów. Jak zrozumieć mądrzejszą od
          niego kobietę.


          > - za wszystkie niepowodzenia w kontaktach między partnerami zawsze jest winny
          > samiec.

          Nie - nie zawsze. Ale w przypadkach opisywanych tutaj, w sytuacjach odnośnie
          których się czasami wypowiadałem najcześciej w mojej ocenie wina za zaistniałą
          sytuację rzeczywiście ponoszą samce. Ja zresztą juz dyskusje na ten temat
          przeprowadziłem na mojej stronie. I do niej tutaj nie chcę wracać. Ale jak
          koniecznie chcesz - to stwierdzam, że żyjemy w czasach, samce się degenerują.
          Potwierdzają to zresztą już naukowcy.

          > taka uwaga- gdyby maćko wziął sobie to poważnie do serca, wyrobiłbyś w nim
          > całkiem silne poczucie winy.

          Ty masz prawo tak uważać. Ja mam odrębne zdanie.
          Myślę, że chłopak znając rzeczywistość swojego rocznego związku lepiej niż to
          opisał, mógł zauważyć, że rzeczywiście popada w skrajności. Inne osoby też
          mądrze tutaj dały podpowiedzi. I jego odpowiedź poniżej pokazuje, że to chłopak
          z potencjałem. Ja przynajmniej dostrzegłem, że dziewczyna nie spuściła go po
          tym jak przesłodził a kiedy poczuła, że popadł w kolejne przeciwieństwo - dała
          mu znać, że jest jej przykro. Jest komunikacja między nimi - jasna i
          przejrzysta, dobra wola i jest wola dotarcia się. Jest ok. A jeśli Pan Maciek
          wyciągnie własciwe wnioski - będzie tylko lepiej. A jeśli zalamie się i
          pohlasta swoje żyły - to czy ja bym napisał to czy siamto - zrobiłby to i tak ;)
          Na szczęście ja go zrozumiałem.

          > Bo to on jest winien że nie odczytał intencji
          > partnerki,

          Ja nie wzbudzałem w Panu Maćku poczucia winy. Wyjasniałem mu tylko pewne
          niuanse, których nie dostrzegał (sam napisał, że nie rozumie swojej kobiety).
          Jeśli odkrył, że to z powody wiedzy nie zrozumiał swojej kobiety - i będzie
          miał poczucie winy - to dobry znak.
          Poczucie winy mające podstawę jest naprawdę motywujące, jeśli się kogoś kocha,
          na kimś nam zależy. Wtedy człowiek po prostu chce naprawić błędy. Jeśli Pan
          Maciek jest bystry, bardziej od Ciebie - będzie wiedział co robić.

          > Nie
          > wiem czy wpędzanie kogoś w poczucie winy jest dobrą metodą pomagania mu
          >
          Ja go nie wpędzam w poczucie winy - jestem daleki od wpedzania kogoś w poczucie
          winy. Ale jeśli ktoś szuka odpowiedzi na coś co go gnębi (ma w sobie ten kolec,
          co go kole) a ja zaczynam rozumieć jego problem - to mam do wyboru: Spróbować
          mu coś wyjaśnić (wyjąć ten kolec), albo olać to (niech sobie cierpi). W
          pierwszym przypadku jest szansa, że nawet jak zaboli (poczucie winy) bo
          usłyszy, że to brak wiedzy powoduje brak zrozumienia kobiety (wyjmuję kolec).
          To może zaboleć (gojenie) ale w końcu wie już czego nie rozumiał (zdrowie) :-)
          No cóż - współcześni psychologowie twierdzą, że poczucie winy bywa
          destrukcyjne, np. depresjogenne. Jeśli poczucie winy zostało świadomie wywołane
          w celu np. zniszczenia człowieka, odrzucenia, to mają rację. Ale jeśli poczucie
          winy jest efektem przemyślanej refleksji, zdania sobie sprawy z popełnionych
          błędów lub krzywd - to jest to coś leczniczego i ożywczego.
          A ja wyznaję zasadę tzw. destrukcji pozytywnej. Na czym to polega? Już
          wyjaśniam. Kiedy kupujesz dom, wymagający remontu, musisz mu czasami wyburzyć
          ściankę, zbić tynki, zerwać więźbę dachową, no musisz go troszku rozwalić -
          czasami do fundamentów, jak coś jest potężnie schrzanione lub zaniedbane. A
          potem zaczynasz budować od nowa, stawiac nowe ścianki, kłaść nowe tynki, dach i
          na końcu z rudery masz piękną posiadłość.
          To się nazywa destrukcją pozytywną.

          Przypadek Pana Maćka - tego Pana Maćka - pokazywał mi, że to co napisałem może
          mu pomóc. A napewno nie zaszkodzi. I jak pokazał mi jego naprawdę fajny
          delikatny list na koniec - wiem, że chłopak da sobie radę. Bo myśli...
          A to naprawdę ma przyszłość.

          Mam nadzieję, że minsi moja odpowiedź będzie dla Ciebie zrozumiała.
          Ale dziękuję, że nim mnie zjechałeś z góry do dołu - zapytaleś.
          Zaczynasz mi imponować :-)
          • minsi Re: Kobiety sa.....inne od facetów... 25.07.07, 13:12
            jedna uwaga na początek- nie pisz jak sie buduje domy, słabo sie widać na tym
            znasz (choć w polsce kazdy sie zna na budownictwie i medycynie)(wyjaśnienie-
            jakbyś coś chciał wyburzać do fundamentów, to już nie warto tego odtwarzać,
            buduje się od nowa i niesposób nazwać tego remontem)
            Macko w końcowym zdaniu napisał że "to jest naprawdę inteligentna kobieta".
            Między "mądra" a "inteligentna" może być wielka różnica, bo to nie zawsze idzie
            w parze, mądrość a inteligencja. Zresztą inteligencji jest 9 rodzajów, nie wiemy
            o jakiej maćko mówi.
            Wg mnie kobieta mądra nie stosuje tego typu sztuczek, o jakich piszesz- że daje
            coś do zrozumienia, wysyła sygnały, coś tam każe się domyślać itp. No ale to
            moje zdanie.
            I jeszcze jedno- to maćko ma być tym, co będzie odczytywał i przewidywał jej
            potrzeby, a co z nim? kto odczytywac bedzie jego potrzeby? Pachnie mi to
            nieekwiwalentością świadczeń, ale masz racje- to dobra droga żeby sobie znalazł
            nową partnerkę.
            • glosatorr Re: Kobiety sa.....inne od facetów... 25.07.07, 13:30
              minsi napisał:

              > jedna uwaga na początek- nie pisz jak sie buduje domy,

              Ja nie pisałem jak się buduje domy :-)
              Minsi - a słowo PRZENOŚNIA znasz? A ja mam do Ciebie prośbę - Nie mów mi co mam
              pisać a czego mam nie pisać tak długo, jak nie rozumiesz tego co pisze :)
              Jesteśmy kwita.


              > Macko w końcowym zdaniu napisał że "to jest naprawdę inteligentna kobieta".
              > Między "mądra" a "inteligentna" może być wielka różnica, bo to nie zawsze
              idzie
              > w parze, mądrość a inteligencja.

              To zależy jak się patrzy. Inteligencja i mądrość są ze sobą powiązane.
              Zdolność posługiwania się właśną inteligencą - to też mądrość.
              Wysokość IQ - nie ma w takim przypadku wiele do powiedzenia ;)

              > Zresztą inteligencji jest 9 rodzajów, nie wiem
              > y
              > o jakiej maćko mówi.

              To Twój problem.

              > Wg mnie kobieta mądra nie stosuje tego typu sztuczek, o jakich piszesz-

              Masz prawo do swojego zdania. Wg. mnie nie stosuje też sztuczek, bo po co?
              Ja tu wogóle nie widzę w postępowaniu Dziewczyny Maćka jakichkolwiek sztuczek
              czy podstępów - widzę natomiast zabiegi szamańskie (sztuczki) w działaniach
              Maćka ;)))
              Takie zaklinanie demona, składanie mu darów... kobiecie ;-) Te hołdy i taka
              magia dla bystrej dziewczyny może się przejść.

              > I jeszcze jedno- to maćko ma być tym, co będzie odczytywał i przewidywał jej
              > potrzeby, a co z nim? kto odczytywac bedzie jego potrzeby?

              Myślę, że gdyby Ona nie odczytywałaby jego potrzeb - to on by nam o tym
              powiedział. Ale bardziej go bolało, że to on nie rozumie dziewczyny a słowem
              nie wspomniał o tym, że ona nie rozumie jego (za to zachwala jej inteligencję
              co sugeruje, że jest z tego zadowolony). Nie mam więc podstaw by gdybać, że ona
              nie odczytuje jego potrzeb jeśli są razem już prawie rok :)


              >Pachnie mi to
              > nieekwiwalentością świadczeń,

              Niech Ci pachnie - ale tworzysz jakiś wyimaginowany problem i niuchasz nosem
              czując coś co sam wytworzyłeś ;))

              > ale masz racje- to dobra droga żeby sobie znalazł
              > nową partnerkę.
              >

              Ja tego nie sugerowałem - i proszę mi tutaj niczego nie przypisywać. Ty
              uważasz, że to dobra droga do znalezienia nowej partnerki. Niech sobie poradzi
              z tą najpierw. Zacznie rozumieć kobiety....
              Nie znajdzie nowej - bo jeśli nie rozumie kobiet, swojego błędu, to tak będzie
              fruwał z kwiatka na kwiatek w malignie i nie rozumiał, czemu mu się związki
              walą. Ale na razie bystry jest z niego chłopak, da sobie radę - jestem
              optymistą.
              • minsi Re: Kobiety sa.....inne od facetów... 25.07.07, 15:08
                powoli, powoli
                możesz wyjaśnić o czym piszesz? na razie wynika z tego, że w związku dwojga
                ludzi różnej płci to :
                1) mezczyzna powinien odczytywac intencje kobiety
                2) mezczyzna powinien o nią zabiegać
                3) mezczyzna powinien wgłębiać się w to, żeby zrozumieć kobiety.

                A propos przenośni. Czy wiedza o spalaniu detonacyjnym, mapie wtrysku i zapłonu,
                mechaniźmie działania układu zmiany faz rozrządu, teorii smarowania etc może
                się przydać przy prowadzeniu diablo? zdaje się że nie jest niezbędna, a jest
                wielu naprawdę znakomitych kierowców , którzy akurat na technice nie znają się
                za dobrze. koniec dygresji.

                ad1) mnie uczono, że jak człowiek ma jakieś potrzeby to zgłasza to. Jeśli chce
                co się pić i wejdziesz do sklepu czy baru nic nie mówiąc, ale załóżmy oblizując
                spierzchnięte wargi, nic nie dostaniesz. Ten sam model działa mniej więcej w
                relacjach między ludźmi. Jest taki test- siada się w parach, i jedna osoba ma
                zgadnąć o czym myśli druga. Na 80% nie odgaduje intencji. Dlaczego? bo człowiek
                jest zwierzęciem, używającym do komunikacji środków komunikacji.
                To o czym piszesz, czyli takie domyślanie się co by chciał partner,
                uprzedzanie jego potrzeb itp to dość popularny pogląd w katolickich książkach
                dla młodzieży. Niemal wszystkie współczesne książki o związkach , zwłaszcza te
                tłumaczone z ameryki, mówią coś przeciwnego - w zwiazkach komunikacja,
                komunikacja i jeszcze raz komunikacja jest podstawą zrozumienia.

                ad2) powinna być równowaga , a nie tak że jedno zabiega o drugie bez wzajemnosci.

                ad3) patrz przenośnia. Nie trzeba znać aero- i hydrodynamiki żeby być dobrym
                żeglarzem, nie trzeba wiedzieć jak powstają pływy, ale jak sobie z nimi radzić.
                Zresztą , sorry, ale to jest jakieś pieprzenie. Nie chodzi o to w zwiazkach,
                żeby analizowac, zgłębiac charakter partnera , odgadywac jego potrzeby na
                podstawie strzępków informacji, ale zeby być ze sobą, robic sobie nawzajem
                sniadania i spedzać razem czas na tysiace sposobow. Czy naprawde trzeba byc
                psychoanalitykiem swojego partnera? czy nie mozna normalnie być z kims bo sie
                tego chce,bez całej tej pseudointelektualnej podbudowy?
                • glosatorr Re: Kobiety sa.....inne od facetów... 25.07.07, 15:58
                  minsi napisał:

                  > powoli, powoli

                  Ja się nie spieszę.
                  > możesz wyjaśnić o czym piszesz?

                  Zawsze, jeśli znajdę czas :-)

                  >na razie wynika z tego, że w związku dwojga
                  > ludzi różnej płci to :
                  > 1) mezczyzna powinien odczytywac intencje kobiety

                  No a kto ma odczytywac intencje kobiety? ET z pokładu ukrytej stacji komsicznej
                  na orbicie ziemi?

                  > 2) mezczyzna powinien o nią zabiegać

                  Jeśli mu na kobiecie zależy - to nie ma innego wyjścia. Jeśli nie będzie
                  zabiegał, kobieta oleje go i pójdzie za takim, który będzie to umiał.

                  > 3) mezczyzna powinien wgłębiać się w to, żeby zrozumieć kobiety.
                  >
                  Inaczej będzie mu trudno w każdym związku z dowolną kobietą.

                  > A propos przenośni. Czy wiedza o spalaniu detonacyjnym, mapie wtrysku etc może
                  > się przydać przy prowadzeniu diablo?


                  Nie. Ale umiejętność prowadzenia pojazdów o mocy ponad 200 KM tak. Posiadanie
                  prawa jazdy (jest niezbędne), doświadczenie w prowadzeniu pojazdów
                  mechanicznych, wiedza o warunkach i przewidywaniu warunków atmosferycznych -
                  jak najbardziej.Wiedza o zachowaniu pjazdów w ruchu - niezbędna. Wiedza o
                  anatomii samochodu (czyli kobiety) jest potrzebna wyłacznie profesjonalistom. :-
                  )

                  > ad1) To o czym piszesz, czyli takie domyślanie się co by chciał partner,
                  > uprzedzanie jego potrzeb itp to dość popularny pogląd w katolickich książkach
                  > dla młodzieży.

                  Możesz podac jedną? Bo ja nie znam żadnej - poczytam to Ci powiem. Natomiast
                  zdolność do rozpoznawania potrzeb ludzi - znajdziesz np. w
                  podręczniku "Zarządzania sytuacjami kryzysowymi" albo dowolny
                  podręcznik "Sztuki negocjacji".

                  > Niemal wszystkie współczesne książki o związkach , zwłaszcza te
                  > tłumaczone z ameryki, mówią coś przeciwnego - w zwiazkach komunikacja,
                  > komunikacja i jeszcze raz komunikacja jest podstawą zrozumienia.

                  Ależ jedno nie kłoci się z drugim - komunikacja werbalna (o której Ty
                  wspominasz) jest jednym i wcale nie najłatwiejszym kanałem zdobywania
                  informacji o potrzebach. Większość potrzeb jest nieuświadomiona. I są one wtedy
                  dostrzegalne w przekazie niewerbalnym - np. w mowie ciała. Kumasz?
                  Jeśli więc chcesz aby komunikacja między tobą a kobietą była dobra i jak
                  najmniej zakłocona - musisz nie tylko pytać się i słuchac co kobieta mówi
                  (faceci słuchają tylko co trzecie, czwarte słowo - około 1-3 minut, potem jeśli
                  ich tekst nie interesuje - wyłaczają się - ten mechanizm działa w kontaktach
                  facetów z kobietami) , ale patrzeć czy slowa pokrywają się z czynami, patrzeć
                  np. jak się zachowuje, co robi... po co? By wiedzieć jak się sprawy mają.

                  >
                  > ad2) powinna być równowaga , a nie tak że jedno zabiega o drugie bez
                  wzajemnosc
                  > i.

                  Pełna zgoda. Tylko jak już w temacie zaznaczyłem - kobiety znacznie sie różnią
                  od facetów. Choćby w tym, że dojrzewają wcześniej od nas, mają np. zdolność
                  współczucia większą niż faceci, są bardziej introwertyczne, sporo informacji
                  przekazują poza werbalnie, etc. Dlatego podejście pomimo różnic, musi być
                  wyrównane, nawet jeśli dotyczy innych kanałów pozyskiwania informacji. Kobieta
                  np. bacznie obserwuje mężczyznę - czy słowa jakie wypowiada znajdują pokrycie w
                  czynach. Nic nie mówią, tylko obserwują i układają sobie obserwacje w głowie.
                  Tworzą bank danych. Jeśli facet zaczyna kręcić - zapalają się w ich głowach
                  wszystkie alarmy. Zaczynają być nieufne, zaczynają kontrolować, sprawdzać, etc.
                  Panowie tego generalnie nie robią. A jak robią, to z chorobliwej zazdrości i
                  nieumiejętnie. Dlatego w wzmiankowanym przykładzie, nic nie wspominałem o
                  wzajemności - bo Pan nie pisał nic o tym, co jego Pani sądzi o nim (czy go
                  rozumie) ale napisał, że to on nie rozumie kobiety.

                  >
                  > ad3) patrz przenośnia. Nie trzeba znać aero- i hydrodynamiki żeby być dobrym
                  > żeglarzem,

                  Tu mamy odmienne zdanie. Ja uważam, że trzeba by być profesjonalistą. Jeśli
                  ktoś chce np. prowadzić yacht za parę milionów dolarów - musi naprawdę być
                  wszewchstronny - nie licząc, takich zdolności jak praktyka długoletnia,
                  patenty, wiedza meteo, znajomość wód, zbiorników morskich.... Potężna wiedza
                  jest potrzena. Ale jak ktoś chce sobie popływac kajakiem po stawie - to
                  faktycznie, może nawet nie wiedzieć co to jest woda a poplynie. Oby się nie
                  utopił. Tak wiec jeśli mężczyźnie zależy na kobiecie - będzie chciał wiedzieć o
                  niej wszystko i jak najwięcej. A jak facet chce tylko bzyknąć jakąś panienkę w
                  bramie albo znalezioną w sieci - to musi tylko wiedzieć: co to jest penis i jak
                  się go wsadza w kobietę. Reszta mu do niczego nie jest potrzebna.

                  >
                  > Zresztą , sorry, ale to jest jakieś pieprzenie.

                  No cóż - masz trochę racji jeśli chodzi o całą dyskusję.

                  > Nie chodzi o to w zwiazkach,
                  > żeby analizowac, zgłębiac charakter partnera , odgadywac jego potrzeby na
                  > podstawie strzępków informacji, ale zeby być ze sobą, robic sobie nawzajem
                  > sniadania i spedzać razem czas na tysiace sposobow. Czy naprawde trzeba byc
                  > psychoanalitykiem swojego partnera?

                  A gdzie ja tu mówię o tym, by być psychonalitykiem. Ja naprawdę jedynie co
                  postuluję - to dwie rzeczy. Obserwować i analizować swoje działanie i to co
                  przekazuje sobą partnerka. Drugie - parafrazując powiedzenie, że kobieta jest
                  jak wielka księga: Nie oglądać tylko okładek, ale czytać ją od deski do deski
                  ze zrozumieniem. Jeśli chcesz mieć udany, długotrwały związek - musisz wiedzieć
                  z kim go tworzysz. Jeśli nie rozumiesz, jeśli nie umiesz nawiązać więzi - w tym
                  nie tylko uczuciowej ale także emocjonalnej a także stworzyć stałego łącza
                  pomiędzy umyslami - Twój związek jak ma poczatek - tak będzie miał koniec.
                  Tak więc osoby nastawione na krótkie i przelotne związki - mogą sobie wsadzić
                  to co piszę w d.... i rozglądać się za następną kochanką.
                  Ale jeśli ktoś chce coś dobrego stworzyć i w ramach naszej porąbanej
                  egzystencji - i trwalego, takie chociaż okresowo "szcześliwego" związku -
                  dającego chociaż odrobinę satysfakcji Minsi - to musi się trochę powysilać,
                  zdobyć trochę wiedzy o kobietach... trochę więcej niż kumple spod butki z piwem
                  czy z siłowni.
                  Czy Ty jeśli Ci na czymś potwornie zależy - nie starasz się? Czekasz aż samo do
                  Ciebie podpełźnie?

                  > czy nie mozna normalnie być z kims bo sie
                  > tego chce,bez całej tej pseudointelektualnej podbudowy?
                  >
                  To nie jest pseudointelektualna podpucha Minsi - ja wiem, to jest na początku
                  trudne, ale nie zniechęcaj się. Gdybym Ci powiedział - Zdąbądż wiedzę o
                  prowadzeniu bolidów formuly 1, pokaż się profesjonalistą, a dam Ci pensję
                  milion dolców miesięcznie, zachwyty tłumów, kontrakty długoletnie etc. to
                  zadasz to samo pytanie? Pooooo coooooo?!

                  A taki Kubica - chłopak chciał - tylko chciał - i zobacz ile przeszedł i kim
                  jest.
                  Są tacy co idą na minimalizm - bo im się nie chce. Potem cierpią, żałują że im
                  się nie chciało. Ich wybór, szkoda tylko tych kobiet, które z nimi są, bo nie
                  wiedzą co tracą.
                  Ja nie należę do minimalistów. I dlatego tak trudno Ci mnie zrozumieć.

                  Nie poddawaj się. Ukłony
                  >
                  • jamesonwhiskey Re: Kobiety sa.....inne od facetów... 03.08.07, 17:49
                    glosatorr napisał:

                    tak czytam co piszesz o probach zrozumienia kobiety to nasuwa mi sie jeden
                    wniosek
                    chcesz byc psychoanalitykime amatorem twoja sprawa ale nie narzucaj populacji
                    meskiej takiego sposobu dzialania
                    nie mam ochoty spedzic zycia na odgadywaniu tego co akurat kobieta miala na
                    mysli mowiac cos a okazujac nie werbalnie zupelnie cos innego
                    na odgadywanie sygnalow gestow i czego tam jeszcze tez nie mam ochoty mam
                    ochote byc szczesliwy wymagam od kobiety zeby mowila o co jej chodzi tak zebym
                    rozumial, sygnaly to sobie moze do kieszeni schowac bo nie mam czasu checi
                    najmniejszej ochoty zastanawiac sie co ona tam sobie wlasnie mysli mam ochote
                    zyc a nie tracic czasu na jakies pierdoly
                    nie rozumiem kobiet i nawet juz sie nie bardzo staram bo jesli jednego dnia
                    mowi jedno drugiego robi zupelnie cos przeciwnego a na koncu robi scene kiedy
                    pokazuje jej te sprzecznosci to mam dosyc
      • barracuda7 Re: Kobiety sa.....inne od facetów... 27.07.07, 14:58
        Do GLOSATORA: "A skąd ty to wszystko wiesz?" zapytał niegdyś mój synek.
        O to samo chciałbym zapytać Ciebie. A serio: jestem wstrząśnięty i zauroczony.
        Dawno nie widziałem tak trafnego, rzeczowego i mądrego tekstu. Obawiam się
        tylko, czy nie są to perły między wieprze...
        Do MACIEJA: Mały Jasio wrócił z wakacji i opisał wrażenia wierszem:

        Morze, nasze morze, w morzu stoi dziewczę hoże;
        Z dala słychać syren gwizdy. Woda sięga jej do kolan.
        Na to Pani: ależ tu nie ma rymu, Jasiu!
        Jasio: jak wody przybędzie, to i rym będzie!
        Moim zdaniem to lepsze od domorosłych wierszyków miłosnych. Wypróbuj!
    • gomory Re: Kobiety sa.....dziwne... 24.07.07, 23:21
      Mozliwosci widze takie:
      * Moze rodzice nie dosc ja wykochali i ma uczuciowy deficyt? Bedzie miala ponadnormatywne wymagania, dopoki sobie nie uzmyslowi, ze tak jest.
      * Odbiera Twoje zachowania, jako "falszywe". Ludzie okreslajacy siebie jako romantycy swoje uczuciowe gesty wykonuja dla siebie, a nie po to by oddac czesc adorowanej kobiecie. Wszak innej tez bys pisal wiersze i przynosil rosliny ;).
      * Woli zebys teraz na nia patrzyl z pozadliwym ogniem w oczach a nie tylko znosil badyle.
      * Znalazla pod Twoim lozkiem poradnik "jak zawrocic kobiecie w glowie"? Gdzie jest napisane: sluchajac kobiety co ok. 20 sek. musisz potakiwac, 2 x w tygodniu wrecz jej kwiaty, wyslij jej smse-m jeden z wierszy (...), mow ze ladnie wyglada minimum 3xdziennie.
      Kobieta jesli chce, to swietnie wyczuwa falsz w glosie mezczyzny. Jesli zechce, to z luboscia moze sluchac slodkich klamstewek. Wszystko zalezy od tego co za facet to wszystko mowi ;).
    • mario43 Re: Kobiety sa.....dziwne... 24.07.07, 23:32
      no cóż ... ja w tym momencie wszystkie panie baaaardzo przepraszam ale
      powienieneś Maćku przed dokonaniem czegokolwiek zwyczajnie ocenić sytuację.
      Właśnie po to zeby uniknąc takich konsternacji jakich obecnie doznajesz :))
      przeciez nigdy nie próbowałeś łapać w locie samolotów ani zatrzymywać tułowiem
      rozpędzonych pociągów a nadal próbujesz kopać sie z koniem :)) mimo iż twoja
      intuicja podpowiada ci przeciez ze musisz być skazany na przegrana (tu
      przepraszam za porównianie) oczekując obustronnego zrozumienia zaproś kumpla na
      piwo i pogadajcie o czymkolwiek. A kobitki?? trzeba je kochac - oczywiście,
      adorowac - jasna sprawa :) ale nigdy !!! przenigdy nie staraj się zrozumiec :))
    • dixia-reaktywacja Re: Kobiety sa.....dziwne... 25.07.07, 00:46
      Cóż... Z tej opowieści rodzi się refleksja, iż na siłowni nikt nie czyta
      "Beniowskiego"...
      -----
      Kiedyś był tu post o facecie, który próbując ratować związek kupił swej lubej
      misia i był przekonany, że tak wiele zrobił... W tym poście widać, że jego autor
      podszedł do sprawy zadaniowo. Na zasadzie buzia, rąsia, goździk a potem zestaw
      nr. 3...
      A czy Szanowny Maciej123 nigdy się nie zastanowił nad tym, że w swym działaniu
      stał się przewidywalny i szablonowy????
    • yoric Re: Kobiety sa.....dziwne... 25.07.07, 01:01
      Ja mam dla Ciebie radę konkretną i krótką - w jednym ze starych wątków. Zdaje
      się pasować jak ulał:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=65134637&a=65134637
      Zgadza się?

      Pozdrawiam
    • maciejj123 Re: Kobiety sa.....dziwne... 25.07.07, 05:58
      Widze, ze macie fajne uprzedzenia co do osob chodzacych na silownie. Fakt,
      chodze tam od 3 lat, w tym czasie skonczylem studia(z bardzo srednia), lubie
      czytac ksiazki(jednym z moich ulubionych autorow jest Aleksander Elder -
      rewelacyjny psycholod, ktory w sposob idealny opisuje cala psychologie rynku -
      polecam), mam dobra prace, i wszystkie posty przeczytalem ze szczegolna uwaga,
      bardzo dziekuje, sprobuje sie do nich zastosowac.
      • sylwiamich Re: Kobiety sa.....dziwne... 25.07.07, 06:57
        Ja tam nie mam..też chodzę na siłkę.
      • misssaigon hehe!! 25.07.07, 09:57
        a magisterke pewnie piszesz z autoreklamy?
    • komyszka Re: Kobiety sa.....dziwne... 25.07.07, 10:19
      gdyby moj facet raczyłby mnie rok czasu tylko kwiatkami, wierszykami i czułymi
      słówkami-umarłabym z nudów. taka przewidywalnosc az do bolu to kiepski sposob na
      kobiete (przynajmniej na niektóre, te nie trawiace rutyny). owszem- kwiatek mile
      widziany,owszem- wierszyk czy prezencik tez. ale-na Boga- jesli to jedyne
      "numery repertuaru"- to kiepsko. moze jakis wypad we dwoje na weekend,moze
      niespodziewana kolacja w nowej knajpie, moze przelot balonem nad wisłą, moze
      zakup dupelka czy chomika??? mozliwosci jest wiele. widac gołym okiem-
      dziewczyna czuje rutyne, domaga sie powiewu swiezosci. a ty z jednej
      rutyniarskiej skrajnosci w druga. oj macieju macieju........
      • maciejj123 Re: Kobiety sa.....dziwne... 25.07.07, 18:33

        > gdyby moj facet raczyłby mnie rok czasu tylko kwiatkami, wierszykami i czułymi
        > słówkami-umarłabym z nudów. taka przewidywalnosc az do bolu to kiepski sposob n
        > a
        > kobiete (przynajmniej na niektóre, te nie trawiace rutyny). owszem- kwiatek mil
        > e
        > widziany,owszem- wierszyk czy prezencik tez. ale-na Boga- jesli to jedyne
        > "numery repertuaru"- to kiepsko. moze jakis wypad we dwoje na weekend,moze
        > niespodziewana kolacja w nowej knajpie, moze przelot balonem nad wisłą, moze
        > zakup dupelka czy chomika???


        Gdzie ja napisałem, ze czule słówka czy kwiaty to jedyne niespodzianki? Ja tylko
        podałem przykłady, gdybym miał wymieniać wszystkie wydarzenia z mojego życia,
        które zrobiłem dla ukochanej mi kobiety, nie starczyło by listy, z rzeczy które
        wypisałaś, tylko lotu balonem brakuje, Były romantyczne kolacje(nawet całkowicie
        niezapowiedziane a zaplanowane), wyjazdy na weekend, natomiast jej zdanie, ze to
        ja nudzi tyczyło sie tego wszystkiego...

        P.S Dziękuje za wszystkie odpowiedzi, sprobuje je wykorzystać...
    • yuka4 Re: Kobiety sa.....dziwne... 25.07.07, 12:19
      a ja znów jestem pod ogromnym wrażeniem tego co napisał glasatorr
    • yoric Re: Kobiety sa.....dziwne... 25.07.07, 14:41
      Gloss, wspaniałe wpsiy, szkoda że tak szczątkowe i pomijają wiele spraw, które
      na pewno można z tekstu wywnioskować, np. preferencje kulinarne Maciejja,
      rozmiar buta jego partnerki, co robili w piątek 09.03.07, itd...

      Pozdrawiam

      PS: "stwierdzam, że żyjemy w czasach, samce się degenerują.
      Potwierdzają to zresztą już naukowcy."

      jakieś cytaty? Podobno czytujesz regularnie literaturę naukową, więc nie powinno
      być problemu :).
      • glosatorr Jesteś dziwny... 25.07.07, 15:27
        yoric napisał:

        > Gloss, wspaniałe wpsiy,

        Dziękuję - Twoj podziw, jest dla mnie cenny.

        > szkoda że tak szczątkowe i pomijają wiele spraw, które
        > na pewno można z tekstu wywnioskować,

        Tu masz rację - ale gdzie indziej narzekasz, że moje posty są takie długie, i
        cię męczą i nie chce Ci się ich czytać.

        Tu cytuję Ciebie:
        "wyrobiłem sobie taką strategię, że kiedy napotykam "glosatorr", to przewijam w
        dół. Zwykle długo trzeba przewijać. To męczące."

        Stosując Twoją logikę - zachowujesz się jak anorektyczka (anoreksja jest chyba
        formą nerwicy natręctw) - Wściekasz się, zaczynasz nienawidzieć jedzenia (tu
        tekstów Glosatora), ale tyle o nim myślisz, nie możesz się powstrzymać by
        jednak nie zjeść (przeczytać Glosatora) a jak zjesz opadają Cię natrectwa, a
        wtedy musisz zwymiotować (napisac swoje kwieciste uwagi nie na temat, będące
        efektem usiłowania przetrawienia moich tekstów przez Ciebie) by się poczuć
        lepiej. Per analogiam - jeśli z mojego powodu masz nerwicę - naprawdę, nie
        czytaj mnie, bo będzie jeszcze gorzej. :-)

        A poza tym jakoś wciąż nie wierzę w o co piszesz. Mimo, że miałeś już ze mną
        niedyskutować, wciąż usiłujesz dyskutować.

        Może tym razem porozmawiamy o Tobie?
        Przypomnę Twoje słowa - tu garść cytatów Yorica :-)

        > wyrobiłem sobie taką strategię, że kiedy napotykam "glosatorr", to przewijam w
        > dół.

        (no widzisz? Jesteś ode mnie jednak uzależniony. Zamiast mnie wsadzić na
        listę "wróg" i mialbyś od razu życie lżejsze - czytasz mnie wbrew sobie. Żebyś
        Ty jeszcze te teksty potrafił zrozumieć:-) A tu dajesz popis swojej
        niekonsekwencji :-)

        Następny cytat z Yorica:

        > Generalnie nie będę z Tobą dyskutował.

        Koniec cytatów. Yoric - zdecyduj się - albo nie będziesz dyskutował albo
        dyskutuj. Ale jeśli już dyskutujesz, popisz się inteligencją, wiedzą,
        zdolnościami, błyśnij zdolnością dedukcji (ona nie ma nic wspólnego z
        konfabulacją) a nie brakiem konsekwencji i kompleksami. Zaczynam się za Ciebie
        wstydzić... Naprawdę.

        > np. preferencje kulinarne Maciejja,
        > rozmiar buta jego partnerki, co robili w piątek 09.03.07, itd...
        >
        Ja rozumiem szyderstwo w tym zawarte. Ja na Twoim miejscu napisałbym inaczej.
        Np. tak: "Glosator, mam 29 lat, to ile muszę jeszcze pożyć, by mieć chociaż
        1/10 Twojego talentu dedukcyjnego. :-)"

        Widzisz Yoric - zauważ, że Twój sarkazm ma się tak do dyskusji jak pięść do
        nosa. Ja wiem, denerwuje Cię moja pewność siebie. Ale zauważ, że większość
        osób, którym odpowiadam na ich zgłaszane tutaj problemy, zdenerwowana nie jest.
        I potrafią normalnie dyskutować. A Ty? Wciąż się wściekasz, musisz mi chociaż
        odrobinkę przyszczypać, nawet jak dyskusja jest zpokojna i rzeczowa, nawet
        jeśli nie dyskutuję z Tobą. Jesteś pięknym młodzieńcem, jesteś mądry,
        wspaniały - ja naprawdę nie chcę konkurować z Tobą. Ty tu rządzisz - a ja tylko
        od czasu do czasu coś napisze - Nie denerwuj się, ludzie Cię tui kochają,
        lubią, szanują - nikt Ci niczego nie chce zabrać. Nie zabiorę Ci tutaj żadnej
        Pani, Twoja pozycja nie ulegnie tu zmianie tylko dlatego, że ja napiszę coś
        innego niż Ty myslisz.


        > PS: "stwierdzam, że żyjemy w czasach, samce się degenerują.
        > Potwierdzają to zresztą już naukowcy."
        >
        > jakieś cytaty?

        Oczywiście - Chociaż Ty cytatami sie nie posługujesz a wyłacznie popisujesz się
        swoją konfabulacją oraz dopisując mi słowa jakich nie wypowiedziałem -
        zapraszam na mój blog szczególnie do grudniowego wątku o zdradzajacych facetach
        wraz z komentarzami (całego, a nie co trzecią linijke jak Ty to robisz) - tu
        mogę zacytować tylko fragment swojego własnego tekstu:

        "Od połowy zeszłego wieku nad losem plemników gęstnieją czarne chmury. W 1996
        r. "British Medical Journal" opublikował dane o dramatycznej degeneracji
        nasienia Europejczyków. Począwszy od roku 1940 liczba plemników w mililitrze
        spermy spadała na łeb na szyję z poziomu 113 mln do 66 mln w 1990 r. ... Jeśli
        wskaźnik spadnie poniżej 20 mln, może się to odbić na dzietności Europejczyków -
        ostrzega Światowa Organizacja Zdrowia. Druga hiobowa wieść gruchnęła kilka
        tygodni temu. Gdy cały naukowy świat świętował odczytanie ludzkiego genomu,
        odkryto, że chromosom Y, obecny w "męskich" plemnikach, wyraźnie się
        degeneruje. Dawno temu zawierał prawie tyle samo informacji, ile żeński X,
        teraz jest praktycznie genetyczną pustynią. "

        > Podobno czytujesz regularnie literaturę naukową, więc nie powinno
        > być problemu :).

        Skąd wiesz, że czytam regularnie literaturę naukową? Nie - po prostu dużo
        czytam - lubię te formę zajmowania sobie czasu. Tobie też to polecam, będziesz
        wiedział więcej i może błyśniesz ta wiedzą?... w końcu?

        No widzisz - jak Ci nerwy puszczają, znowu zaczynasz konfabulować.
        Panuj nad kompleksami - będę ci wdzięczny. I jeszcze będę wdzięczny jak
        pokażesz, że masz swoje coyones a nie wydmuszki i dotrzymasz wyartykułowanej
        nie wymuszonej Twojej deklaracji, iż (tu ct. Yoric)"nie będę z Tobą dyskutował"

        Mnie nie zdenerwujesz. Ja Ciebie owszem :-) Po co Ci to? Nie umiesz dyskutować.
        Pa
        • yoric Re: Jesteś dziwny... 25.07.07, 18:22
          Powiedziałem, że generalnie nie będę i *generalnie* nie dyskutuję. Jak
          zauważyłeś np. na - niezwykle obszerne - personalne wycieczki pod moim adresem
          nie reaguję wcale. Natomiast mam zwyczaj reagować na inne rzeczy, niezależnie od
          autora.

          Konkretnie: lubię patrzeć na sprawy z punktu widzenia filozofa-analityka i
          reaguję, jesli ktoś popełnia rażący błąd w rozumowaniu, rażąco mija się z
          prawdą, lub błędnie podpiera się autorytetem naukowców. No i jeśli ktoś jest
          agresywny. W Twoim przypadku reakcje były na:

          1. chamstwo (reakcja zresztą nie tylko moja) - ale to był pojedynczy przypadek
          2. wyciąganie pochopnych wniosków ze szczątkowych danych - a to już notorycznie
          3. "naukowców" - twierdzisz, że czytujesz literaturę naukową *a nie
          popularnonaukową*:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=66093307&a=66108731
          dla mnie to spora różnica, dlatego poprosiłem o sprostowanie.

          Wreszcie co do ostatniego wpisu muszę zareagować na
          4. ewidentny błąd pojęciowy: degeneracja *nasienia* a degeneracja *samców* to
          dwie zdecydowanie różne rzeczy.

          Pozdrawiam

          PS: a przewijanie faktycznie męczy.
          • sylwiamich Re: Jesteś dziwny... 25.07.07, 18:38
            Yoric...ja ciebie błagam ....nie podpuszczaj Glossa:)
            ]
            • kawitator Świat jest dziwny 25.07.07, 20:15
              Dziwny jest ten świat nie tylko kobiety
              Macieja dziwi to ze kobitka nie zareagowała zgodnie z przepisem (przewidywaniami ). Jest młody wykształcony w dodatku sprawny fizycznie a siłka dała mu sylwetkę Pewny siebie Były kwiaty były smsy był romantyzm a tu nagle dupa Dawali Ci tu różne rady. Problem jednak polega w tym ze te rady są radami statystycznymi i jako takie skutkują statystycznie czyli jak będzie w danym konkretnym tu Twoim przypadku nie wiadomo. Ponieważ problem dotyczy Ciebie i Twojej dziewczyny musisz sam go rozgryźć bowiem wzajemne interakcje są tak skomplikowane że nawet jak byś otrzymał wyczerpujące informacje od poprzedniego partnera swojej kobitki i oczywiście na odwrót jak by ona otrzymała takie instrukcje od kogoś z kim byłeś wcześniej to tez były by to rady psu na budę W związku osoby tak silnie oddziaływają na siebie nawzajem, że tworzy sie właściwie coś nowego, coś czego wcześniej nie było i czego nie będzie potem Facet pasywny co to beer mocny i pilot w ręku przy innej kobitce może nagle być nadskakującym energicznym i kipiącym energia i testosteronem facetem, Kobitka typu księżniczka z całym gniazdem much w nosie przy innym facecie może zmienić sie w odpowiedzialna kobitkę typu do tańca do różańca i na wyrypę w góry. Na dodatek nie każdy zestaw kobitka - facet potrafi działać Nie poradzą tu sztuczne dostosowywanie sie udawanie aby spełnić wymagania danej kobitki czy faceta. Czasami nie wychodzi i już
              Do tych naturalnych można powiedzieć niezależnych od nas biologicznych oddziaływań i dochodzi jeszcze to nazywamy sercem i mędrca szkiełkiem i okiem Jedno i drugie jest potrzebne Serce to empatia a po meandrach wiedzy poprowadzą cie linki w dużej ilości serwowane przez Your-and Żyj, ucz się, nabywaj doświadczenia, traktuj życie jako drogę a nie jako zbiór celów do osiągnięcia a na pewno po latach jeżeli nie zatracisz świeżości spojrzenia będzie Cie naprawdę dziwiło, że coś zadziałało tak jak piszą w mądrych książkach .
          • glosatorr Re: Jesteś dziwny... 25.07.07, 22:26
            yoric napisał:

            > Powiedziałem, że generalnie nie będę i *generalnie* nie dyskutuję.

            Okey - to ja "generalnie" nie będę Ci odpowiadał, czyli będę Ci odpowiadał w
            Twoim stylu.

            >Jak
            > zauważyłeś np. na - niezwykle obszerne - personalne wycieczki pod moim adresem
            > nie reaguję wcale.

            No po prostu jesteś nie tylko Piękny, mądry i wykształcony (boski) to jeszcze
            jesteś Anioł. Nawet nie zauważasz, że ja tylko odpowiadam w taki sam sposób
            Tobie jak Ty odpowiadasz mnie :) Ale Ty jesteś Boski a ja jestem menda w Twoim
            postrzeganiu rzeczy. Ok - i niech tak będzie ;)
            Mi to wisi jak Ty mnie widzisz ;)))

            > Natomiast mam zwyczaj reagować na inne rzeczy, niezależnie o
            > d
            > autora.
            >
            Aha - do Anioła dodam "stróż i obrońca uciśnionych"

            > Konkretnie: lubię patrzeć na sprawy z punktu widzenia filozofa-analityka

            Ja ze strony praktyka-analityka - dlatego mnie nie rozumiesz.

            > jesli ktoś popełnia rażący błąd w rozumowaniu,

            Natomiast nie reagujesz na rażące błędy w swoim rozumowaniu - jak np.
            przypisywanie komuś słów których nie wypowiedział, potem komentowanie własnych
            konfabulacji i tworzenie na ich podstawie kolejnych konfabulacji. Klasyczna
            sieciowa nerwica :-)
            (zachowuję copyright's na te sformułowanie :)))

            > rażąco mija się z
            > prawdą,

            Ty znasz prawdę (każdą) i wiesz kiedy się mijam. Zaiste godne to jest
            podkreślenia. Szczególnie znana Ci jest prawda w tych wątkach, w których osoby
            pytające czytając moją odpowiedź piszą, że to co napisałem do nich trafia :)
            Jesteś wspaniały.

            > lub błędnie podpiera się autorytetem naukowców. No i jeśli ktoś jest
            > agresywny.

            Aha - czyli ja błędnie podpieram się autorytetem naukowców (Ty nie) i jestem
            agresywny (nie jestem, ale co tam, dla Ciebie niech będę - konfabulacja do n-tej
            potęgi ;)))

            > W Twoim przypadku reakcje były na:
            >
            > 1. chamstwo (reakcja zresztą nie tylko moja) - ale to był pojedynczy przypadek

            Byłem wg. Ciebie chamem w jednym przypadku - chwałą Ci o bwana kubwa, żeś tylko
            w jednym przypadku to zauważył i tylko u mnie ;))) - !

            > 2. wyciąganie pochopnych wniosków ze szczątkowych danych - a to już notoryczni
            > e

            Nie rozumiesz co piszę - ale rozumiem Twoje oburzenie - masz do niego prawo.

            > 3. "naukowców" - twierdzisz, że czytujesz literaturę naukową *a nie
            > popularnonaukową*:

            Cytuję sam siebie:
            "Ja rzadko czytam literaturę popularno-naukową :)
            Jeśli już to albo beletrystykę albo książki naukowe."
            > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=66093307&a=66108731

            > dla mnie to spora różnica, dlatego poprosiłem o sprostowanie.
            >
            Dla mnie też to spora różnica.
            No cóż - nie rozumiesz 99% moich tekstów - więc teraz sprostuję.

            > Wreszcie co do ostatniego wpisu muszę zareagować na

            Musisz - ja wiem, że musisz. Uwielbiam to zmuszanie Ciebie :)))Tak samo jak
            musisz mnie czytać.

            > 4. ewidentny błąd pojęciowy: degeneracja *nasienia* a degeneracja *samców* to
            > dwie zdecydowanie różne rzeczy.
            >
            Oczywiście - dla Ciebie to dwie różne rzeczy - dla mnie jeśli degeneruje się
            nasienie (i nie tylko nasienie) to degenerują się też samce które z tego
            nasienia wyrastają :-) - zresztą to tylko mały wycinek problemu dużo większego,
            którego nie dostrzegasz woląc się czepiać sformułowań. Ale ok - chcesz, to masz.

            Polecam gorąco ciekawy artykuł:

            www.vworld.pl/odcienie/readarticle.php?article_id=58
            Pewnie nie zrozumiesz tego artykułu, więc polecam coś łatwiejszego:

            www.crossdressing.pl/main.php?lv3_id=281&lv1_id=2&lv2_id=55&lang=pl
            Jeśli Cię męczą długie artykuły masz tu skrót:

            "Żarty się kończą, proszę panów. Mężczyźni przestają być mężczyznami do
            płodzenia dzieci, a ponieważ są płcią słabszą i gorszą, ich cechy psychiczne
            stają się przeszkodą w lepszym urządzaniu świata... No cóż, zostaną
            wyeliminowani: jesteśmy płcią niepotrzebną."

            Możesz jeszcze przeczytać to:

            rozrywka.onet.pl/prasa/242,1141728,index.html
            Cytat z tego artykułu:" W 2010 roku jedna trzecia mężczyzn będzie żyła samotnie.
            Połowa z nich prawdopodobnie umrze Mężczyźni są skazani na wymarcie. Tak brzmi
            najnowsza teza brytyjskich (i nie tylko) genetyków, którą można porównać do
            trzęsienia ziemi. "Męskość mężczyzn nieustannie zanika, zarówno w sferze
            biologii, jak i stosunków społecznych", pisze Steve Jones, wykładowca genetyki w
            londyńskim University College, w nowej, a już głośnej w świecie książce "O
            pochodzeniu mężczyzny". "Jeśli chodzi o znaczenie mężczyzny dla kontynuacji
            gatunku, to mężczyznę trzeba uznać za pasożyta samicy. Bo mężczyźni już rodzą
            się ułomni."

            Dodam tylko jedno zdanie: Tempo utraty tkanki mózgowej jest znacznie szybsze u
            mężczyzn (co zresztą jest zauważalne jeśli weźmie się pod uwagę statystyki
            zachorowań na choroby degenerujące mózg - Panowie częściej na nie zapadają), a
            jej degeneracja następuje nieporównywalnie intensywniej co w sprawia iż m.in.
            panie przeżywają panów o kilkanaście lat. I to są fakty. Pokazanie przeze mnie
            tematu degeneracji plemników - jest pokazaniem problemu u podstaw (uboższy
            materiał genetyczny jest jedną z przyczyn degeneracji. A ponieważ nie miałem
            zamiaru pisać tutaj obszernej rozprawy na ten temat - zasygnalizowałem tylko tę
            jedną rzecz. Chciałeś więcej? - masz - machaj paluszkiem i się męcz ;)))



            > Pozdrawiam
            >
            > PS: a przewijanie faktycznie męczy.

            Mnie nie męczy - ale jeśli Cię męczy - nie czytaj mnie. Bo się zmęczysz jeszcze
            bardziej ;)))
            • yoric Re: Jesteś dziwny... 26.07.07, 00:30
              Dla ścisłości - czytam zwykle wtedy, kiedy w temacie wypowie się Minsi.
              Zazwyczaj oznacza to, że że Glosatorr napisał coś, co należy sprostować.

              Oczywiście jak już powiedziałem pomijam teksty w stylu "jesteś Aniołem", "jesteś
              wspaniały", "ja jestem menda", "chwałą Ci o bwana kubwa", itd. bo ani ich forma,
              ani poziom nie dają podstaw do polemiki.

              Ortografię (np. "zpokojnie" w poprzednim wpisie, "copyright's" w tym) wspominam
              nie przez złośliwośc, ale żeby zachęcić do pisania na chłodno, bez emocji, z
              większą starannością o jakość, nie ilość.

              Chodzi mi zatem o *treść* (nawiasem mówiąc stanowiącą znikomą część Twoich
              wpisów - warto odwrócić proporcje). W tym wypadku konkretnie o odwołanie do
              badań naukowych. Jestem osobą, która ma ogromny szacunek do nauki i jest czułą
              na punkcie rzetelnego powoływania się na badania naukowe. Nie wyjaśniłeś
              kwestii, czy czytasz literaturę naukową (najpierw stwierdzasz, że tak, potem, że
              nic takiego nie mówiłeś, potem zapowiadasz sprostowanie, ale na zapowiedzi się
              kończy), ale zakładam, że czytasz.
              Stąd właśnie moja prośba o poparcie tekstami *naukowymi* karkołomnej tezy, że
              "żyjemy w czasach, kiedy mężczyźni się degenerują". W odpowiedzi cytujesz
              artykuły z serwisów typu "Crossdressing", "Międzypłciowość", Onet.pl; teksty
              *popularne* (nawet nie popularnonaukowe!). Mniejsza o ich wartość rzeczową -
              bronią one nie tezy, że obecnie samce się degenerują, tylko różnych tez
              pokrewnych, jak np. że "samce zawsze były słabszą płcią" (cokolwiek to znaczy),
              albo że "degeneruje się nasienie". Twierdzisz, że to mniej więcej to samo.

              Wybacz, ale od osoby, z którą mógłbym owocnie dyskutować wymagam elementarnej
              dyscypliny w argumentacji i używaniu pojęć.

              Pozdrawiam
              • glosatorr Obłuda... 26.07.07, 13:22
                yoric napisał:

                > Dla ścisłości - czytam zwykle wtedy, kiedy w temacie wypowie się Minsi.
                > Zazwyczaj oznacza to, że że Glosatorr napisał coś, co należy sprostować.

                Aha - jednym słowem, jak Minsi nic nie napisze, to nawet nie wiesz co napisałem?
                No to wszystko jasne - zadziwiający poziom lenistwa intelektualnego i brak
                samodzielności myślenia.

                > W odpowiedzi cytujesz
                > artykuły z serwisów typu "Crossdressing", "Międzypłciowość", Onet.pl; teksty
                > *popularne* (nawet nie popularnonaukowe!).

                Ponieważ na każde Twoje objawienie podstaw swojej niewiedzy, nie będę latał do
                biblioteki, czy dzwonił do kolegi i koleżanki, by mi znowu pożyczyli taką to a
                taką książkę, bo jakiś Bosko Mądry facet potrzebuje bibliografii :0))
                Dlatego pamiętając to co czytalem i gdzie - wpisuję do przeglądarki to co
                pamiętam i jak trafię - to Ci tu wklejam. Ja rozumiem, że cokolwiek ja napiszę,
                to Ty to spuentujesz idiotycznie - ale ja nie zwariowałem na tyle, aby na każde
                Twoje kiwnięcie palcem w bucie, czy Twoją intelektualną czkawkę wysilać się.
                Jeśli podane ci cytaty, odnośniki (których nawet nie przeczytałeś, bo są tam
                jasne ukierunkowania na konkretne publikacji i to nie byle jaki (podane linki
                zamieszczały cytaty bądź omówienia publikacji) - to ja też już się nie będę
                wysilał.
                Ponieważ Twoja frustracja i lenistwo powodują, że Twój jedyny wysiłek to takie
                skwierczenie jakie prezentujesz - olewam każde Twoje zdziwienie. To, że jesteś
                zmęczony, leniwy i niedouczony - to nie mój problem.

                >Mniejsza o ich wartość rzeczową -

                Wcale nie mniejsza - nie przeczytałeś tego co Ci zadałem do domu więc nie masz
                o czym mówić - koniec i kropka

                > bronią one nie tezy, że obecnie samce się degenerują, tylko różnych tez
                > pokrewnych, jak np. że "samce zawsze były słabszą płcią" (cokolwiek to
                znaczy),
                > albo że "degeneruje się nasienie". Twierdzisz, że to mniej więcej to samo.
                >
                Nie przeczytałeś tych tekstów - tam wszystko napisano. Przeczytaj Leniu :-)

                > Wybacz, ale od osoby, z którą mógłbym owocnie dyskutować wymagam elementarnej
                > dyscypliny w argumentacji i używaniu pojęć.
                >
                No teraz mnie rozbawiłeś - do łez - popatrz w lustro i sobie to powtórz patrząc
                na siebie. Nie mam już ochoty marnować czasu na Ciebie.
                Pa
                > Pozdrawiam

                Bez pozdrowień - obłudy nie cierpię.
                • sylwiamich Re: Obłuda... 26.07.07, 13:41
                  Gloss...z tobą jest tak...
                  Jeśli ewidentnie nie masz racji to:
                  -piszesz że chodziło Ci nie o to, tylko o coś innego... ktoś zrozumiał opacznie
                  bo niedoukiem jest...nie Twój prroblem,
                  -uszczegóławiasz do tego jedynego zgadzającego się wyjątku...nie Twój problem
                  -pomijasz tą część wypowiedzi milczeniem, rozpisujesz sie za to nadmiernie na
                  każdy nicnieznaczący, poboczny temat.
                  Generalnie...piszesz dośc dużo mądrych rzeczy.Z którymi się zgadzam.Ale Twój
                  mentorski ton może wyrządzić ludziom wiele krzywdy.Bo jeśli Pan...robiący się
                  na autorytet (myślę że znasz badania z tego zakresu) coś mówi...to ludzie
                  zazwyczaj nie poddają tego dalszej weryfikacji, tylko przyjmują za pewnik.
                  I znając te mechaniczne podejście POWINIENEŚ mieć poczucie
                  odpowiedzialności...jeśli rzeczywiście uważasz się za praktyka i chcesz ludziom
                  pomagać.A wierzę że chcesz.Nie szafuj diagnozami i nie wpędzaj ludzi w poczucie
                  winy...i będzie oki...
                  • glosatorr Re: Obłuda... 26.07.07, 15:24
                    sylwiamich napisała:

                    Witaj Sylwio

                    > Gloss...z tobą jest tak...

                    Tak jest wg. Ciebie. Czyli prezentujesz mi swoj czysto subiektywny osąd.
                    Pamiętaj o tym ;)))

                    > Jeśli ewidentnie nie masz racji to:

                    Jeśli ktoś ewidentnie nie ma racji - a Ty to zawuważasz - to po pierwsze łatwo
                    udowodnić, że nie ma racji :-)

                    > -piszesz że chodziło Ci nie o to, tylko o coś innego... ktoś zrozumiał
                    opacznie
                    >
                    > bo niedoukiem jest...nie Twój prroblem,

                    Niestety tak nie jest. Napisałem tutaj trochę tekstów, ale staram się pamiętać
                    co napisałem. Jest parę osób, które potrafią mi udowadniać, że nie mam racji. I
                    w kazdym takim przypadku mówię - co na ten temat myślę. Stawianie takiego
                    generalnej zasady, to sprowadzanie mnie do roli zaprogramowanego robota.
                    Nie używam słowa "niedouk"

                    > -uszczegóławiasz do tego jedynego zgadzającego się wyjątku...nie Twój problem

                    Jak napisałem wyżej - różnie odpowiadam na różne kwestie. Nie mam tutaj jednej
                    metody.

                    > -pomijasz tą część wypowiedzi milczeniem, rozpisujesz sie za to nadmiernie na
                    > każdy nicnieznaczący, poboczny temat.

                    Pomijam milczeniem tematy, które już raz poruszyłem - np. w ostatnim poście
                    Yoric czepia się tego, że mam literówki, popełniam błędy. Nie mam zamiaru się z
                    tego tłumaczyć. Dlatego pomijam. Ja wogóle nie uważam, że przed facetem, który
                    nie ma tutaj nic do powiedzenia, przewijanie tekstu go męczy, zaś moje
                    odpowiedzi zlewa sikiem prostym - tylko dlatego, że czegoś nie rozumie ja mam
                    stawać na baczność i mu się tłumaczyć. I nie jest moim problemem, że facet nie
                    rozumie, że np. degeneracja materiału genetycznego plemników i rodzaju
                    męskiego - przekłada się na degenerację całego faceta - od jego psychiki, mózgu
                    po zwiększoną zachorowalność na raka. Nie mam zamiaru robić wykładów dla
                    faceta, który nie podejmuje merytorycznej dyskusji a szuka dziury w całym.
                    Dostrzega jeden przypadek małolata a nie widzi wielu tekstów, w których ludzie
                    przyznają mi rację. NIE MAM ZAMIARU. I przyjmij Sylwio - że należę do mężczyzn
                    niepokornych - nie, nie apodyktycznych, autorytarnych, ale niepokornych.

                    > Generalnie...piszesz dośc dużo mądrych rzeczy.

                    Cieszę się bardzo Sylwio, że to zauwazasz. Ja też doceniam Twoje teksty, do
                    których generalnie nie mam żadnych zastrzeżeń. Wprost przeciwnie, cenię sobie
                    Twoje celne puenty i uwagi w wielu wątkach.
                    Chylę czoło.

                    >Z którymi się zgadzam.

                    Sylwio - mi naprawdę, jak tu piszę - nie chodzi by się ze mną zgadzano. Jak
                    ktoś się zgadza - to super. A jak się nie zgadza - to też super. Ja nie
                    prowadzę tutaj meczu - Ci co za Glosatorem - super i cacy, a Ci co przeciwko
                    Glosatorowi - to ćwe i kukuryku. Cenię sobie ostatnią wymianę zdań z Minsi,
                    który nie pozostawiał na mnie suchej nitki. Nagle w tym co pisze zobaczyłem
                    szczerość. I chylę przed nim czoło - mimo, że on ma mnie może gdzieś serdecznie
                    w d.....

                    >Ale Twój
                    > mentorski ton

                    To jest Twoja subiektywna opinia i ocena. Twoje odczucie. Nie mam mentorskiego
                    tonu. Za to piszę to, o czym jestem przekonany. Rozumiesz Sylwio? Pisze to o
                    czym jestem pewny. Albo mam daleko posuniętą pewność. Tak - mam prawo do
                    własnego zdania. Mam własne zdanie. Potrafię je bronić jesli ktoś podejmuje
                    polemikę. Jeśli ktoś powie - udowodnij mi, że masz rację - z przyjemnością się
                    tego podejmę.
                    Ale ja tak piszę wszędzie. Mogę przed każdym zdaniem wpisywać: Wydaje mi
                    się.... Uważam biorąc przeróżne przesłanki pod uwagę.... Możliwe, że.... etc.
                    by zmiękczyć moje stanowisko. Tylko takie pisanie rozmydla to co piszę.
                    Jeśli jestem przekonany - że rodzaj samczy się degeneruje - to piszę to
                    stanowczo i motywuję to. Ktoś kto się z tym nie zgadza - może postawić
                    kontratezę i udowadniac ją. Ja nie mam w paru sprawach wątpliwości Sylwio.


                    > może wyrządzić ludziom wiele krzywdy.

                    Ludzie nagminnie zabijają się nożami - mamy zlikwidować noże?
                    Ludzie wpadają pod samochody - mamy zlikwidować samochody czy budować ulice w
                    tunelach? Jaka moja teza może wyrządzić komuś krzywdę - jeśli:
                    - mój głos - jest jednym z wielu w dyskusji
                    - moja opinia jest moją opinią, różną często od opinii innych
                    - uzasadniam swoje tezy, rady, opinie czy sądy.
                    - osoby które mnie czytają, umieją czytać i nie mają ograniczonej poczytalności?

                    Ciągle mi piszesz - A co jak ktoś mnie posłucha i zrobi sobie krzywdę. Powiedz
                    mi jaką krzywdę zrobiłem Mackowi w wątku o niezrozumieniu dziewczyny. Jaką
                    krzywdę zrobiłe małemu maciusiowi, który ubolewał, że go dziewczyna
                    wykorzystuje jak wibrator, jaką krzywdę zrobiłem Pani, którą mąż zachęca do
                    seksu grupowego, jak moje słowa mogą zaszkodzić, np. w wątku z 50 radami, by
                    być szczęśliwym w związku? No powiedz jak?!
                    Bo ktoś pomysli i zrobi coś inaczej? Albo zasugeruje się moim wnioskiem?
                    I co? Np. rozstanie się z mężem, ktory od 3 lat się z żona nie bzyka? Albo
                    kobieta wykopie z domu kogoś, kto jej nie szanuje?
                    I co w tym złego? hę?

                    Gdyby tu się pojawił facet i powiedział - Mam na muszce całą moją rodzinę - i
                    co mam robić - to nie doradzałbym mu aby pociągnął za spust. Ale zauwazyłem, że
                    tylko dlatego, iż piszę z pewnością w tonie, Ty mi nieustannie stawiasz ten
                    zarzut - że ja jakiś Guru czy mentor jestem. Nie - nie jestem. Tak się kurcze w
                    moim życiu ułożyło, że doświadczyłem wiele. Też wchodziłem tutaj pod innym
                    nickiem i pytałem. Nie otrzymałem dobrych rad. Ale brak dobrych rad sprawił, że
                    sam doszedłem do włąsciwych. I co? Mam milczeć? ja tak piszę - jeśli kogoś to
                    razi, że piszę z przekonaniem co do swoich racji - nie obrażę się, jesli ktoś
                    mi powie - nie masz racji. Jest inaczej. Nie jest tak jak piszesz... I TO
                    WRESZCIE UZASADNI I UDOWODNI. To, że komuś się niepodoba mój ton, a jak ktoś
                    inny ma jeszcze gorszy ton i jego nie komentuje i nie strofuje - to sorry -
                    jest mi bardzo przykro, ale ja jestem sobą, również tutaj. I tak długo jak mi
                    ktoś nie UDOWODNI - że nie mam racji, tak długo będę pisał tak jak piszę.
                    Wszystkich których razi takie pisanie - przepraszam. W realnym świecie pewnie
                    drażnił by też mocny męski głos, to że zawsze patrzę prosto w oczy czy jeszcze
                    coś innego.

                    >Bo jeśli Pan...robiący się
                    > na autorytet

                    Dziękuję Ci za sugestie. Żyjemy w czasach stanowczy głos, pewność siebie - jest
                    oznaką robienia się na autorytet. Wogóle bycie autorytetem szczególnie w sieci -
                    to coś tak negatywnego, tak złego - że co chwila jeśli ktoś napisze tutaj np.
                    w wątku - że mu się coś spodobało, pomogło, że się z tym zgadza - to za chwilę
                    pojawia się dyżurny kontestator i podważa wszystko tylko dlatego, że w innym
                    wątku nikt nie powiedział mu, że z nim się zgadza :-)
                    Ja wg. Ciebie "się robię na autorytet". Masz rację - piętnuj tych co się robią
                    na autorytet. Ja się nie robię.

                    > (myślę że znasz badania z tego zakresu)

                    Tak, znam - wchodzimy w erę Trendy, gdzie autorytetem jest tylko ten, kogo
                    aprobujemy. Każdy, kto ma odmienne zdanie, inny kolor skóry, inną płeć, inne
                    preferencje seksualne niż te które aprobujemy, inny głos, sposób bycia i
                    wyrażania się, staje się podejrzany. Ja powtórzę to co mówię zawsze - w SIECI
                    KAŻDA PRAWDA MOŻE BYĆ KŁAMSTWEM - DLATEGO COKOLWIEK PRZECZYTASZ SPARAWDZ
                    NAJPIERW. PRZECIEŻ NIE PIJESZ WODY Z KAŁÓŻY?

                    > coś mówi...to ludzie
                    > zazwyczaj nie poddają tego dalszej weryfikacji, tylko przyjmują za pewnik.

                    Różnie to bywa. Na swojej stronie, którą prowadzę - mam dziennie od 300 do 1000
                    wizyt. Odbieram wiele listów z podziękowaniami. Piszą do mnie ludzie ze mną się
                    nie zgadzający. Piszą i pytają się, czy za to co piszę - biorę odpowiedzialność.
                    I zawsze odpisuję - tak!
                    ja biorę odpowiedzialność za to co piszę - to co pisze można zweryfikowac
                    samemu. Czasami jednak na to potrzeba szmatu czasu. Do niektórych prawd, jakimi
                    się dzielę - poświęciłem wiele lat. Dlatego o wielu rzeczach pisze z
                    przekonaniem. Przetsetowałem je na sobie ;)_)))
                    Nie zna
                    • glosatorr Re: Obłuda...cd 26.07.07, 15:26
                      sylwiamich napisała:

                      Witaj Sylwio - cd


                      ja biorę odpowiedzialność za to co piszę - to co pisze można zweryfikowac
                      samemu. Czasami jednak na to potrzeba szmatu czasu. Do niektórych prawd, jakimi
                      się dzielę - poświęciłem wiele lat. Dlatego o wielu rzeczach pisze z
                      przekonaniem. Przetsetowałem je na sobie ;)_)))
                      Nie zna zwierzętach i nie teoretycznie.

                      > I znając te mechaniczne podejście POWINIENEŚ mieć poczucie
                      > odpowiedzialności...

                      I mam je.
                      Biorę je na siebie. I wiem, że nie mówię tu niczego, co spowoduje, że ktoś
                      zrobi sobie krzywdę.
                      I jak na razie poza jednym przypadkiem, który nie rozumiał nawet tego co sam
                      pisal - nie mam reklamacji. Zauwazyłaś to?

                      >jeśli rzeczywiście uważasz się za praktyka i chcesz ludziom
                      > pomagać.A wierzę że chcesz.Nie szafuj diagnozami i nie wpędzaj ludzi w
                      poczucie winy...i będzie oki...

                      A kogo ja wpędziłem w poczucie winy? Ciebie?

                      Poczucie winy, nie jest czymś złym. Widzisz - behawioryści uważają, że poczucie
                      winy nas załamuje. Dlatego raczą nas czasami kłamstwami, aby to poczucie winy
                      zniwelować. A poczucie winy to głos sumienia. Sumienie, ten autonomiczny
                      sędzia, który kieruje się wyłacznie dobrem czlowieka - nas samych - czasami
                      mówi nam: popełniłeś błąd, źle robisz, krzywdzisz siebie, krzywdzisz innych.
                      Zwykle mówi to, bo zło jest bardzo pociągające. To co może nam zaszkodzić - jak
                      papierosy - smakuje. Nawet nie zauważamy, że coś co nam schrzani zycie,
                      przyjmujemy z radością i z otwartymi ramionami. Słynny etyk ks. Ślipko SJ
                      powiedział, że sumienie można zabić. Ale wtedy nasz wewnetrzny system
                      samoobronny, który chroni nas przed nami samymi przestaje istnieć.
                      Tak więc jeśli ktoś tutaj wchodzi, mówi - rozwaliło się coś w moim życiu i nie
                      wiem dlaczego - pomóżcie! To ja czytając jego opowieść widzę, że samo się nic
                      nie rozwaliło. Że nie wybrnie z sytuacji, jeśli sobie nie odpuści win. Że on
                      tutaj przychodzi po rozgrzeszenie - ale chce przeskoczyć te dwa nieodlączne
                      elementy rozgrzeszenia - żal i postanowienie poprawy. Chce aby ktoś za niego
                      rozwiązał jego problem, za który czasami sam odpowiada. Chcesz? Mogę już jutro
                      nie napisać tu ani jednego słowa. Będą tu przychodzić ludzie, którzy będą
                      zadawać pytania. Będziecie wszyscy Ty też - dawać swoje rady. Dzielić się
                      swoimi refleksjami. Oto Ci chodzi? O cenzurę?

                      Bezrozumne poczucie winy - takie odczuwanie nie swojej winy, cierpienie z
                      powodu np. kłamstwa w jaki kogoś tutaj piszącego wprowadza np. zdradzający go
                      współmałżonek, te kompleksy, w jakie wpędzają piszących tutaj Ci, którzy
                      wykorzystują swoją przewagę - ja to widzę - i wtedy nie pogłębiam tej winy ale
                      staram się pokazać, że cierpią niepotrzebnie. Ale jeśli widzę, z tego co ktoś
                      pisze - że jest winny swoim własnym problemom - napiszę i ... JEST TO MOJA I
                      WYŁACZNIE MOJA opinia.
                      A ludzie mogą przeczytać rónież Twoje cenne uwagi i wyciągną z nich złe
                      wnioski - i co wtedy? Będziesz się bila w swoje piersi? Czy naskoczysz razem z
                      Yoriciem na mnie?
                      Każdy kto pisze w sieci - ponosi odpowiedzialność za swoje słowa i czyny.
                      Nikt tutaj nie jest bezkarny. Kazdy jest do zlokalizowania :-) Jesli komuś
                      wyrządzę krzywdę - to mnie złapią i posadzą ;)
                      Ale nie będąc idiotą - wiem, że ja nikogo tu nie skrzywdzę - co najwyżej nie
                      pomogę ;))
                      Miłego dnia
        • trzydziestoletnia Re: Jesteś dziwny... 27.07.07, 07:20
          glosatorr napisał:

          > (..)zachowujesz się jak anorektyczka (anoreksja jest chyba
          > formą nerwicy natręctw) (..)

          Ekhem, znow zabierasz sie z wielkim przekonaniem za temat, o ktorym masz wyobrazenie zamiast wiedzy. Sprostuje - nie, anoreksja nie jest forma nerwicy natrectw. I to co tam dalej snujesz na temat wymiotow etc tez nie jest prawdą - pokreciles rozne formy zaburzen odżywiania i zachowania.

          > Mnie nie zdenerwujesz. Ja Ciebie owszem :-) Po co Ci to? Nie umiesz dyskutować.
          > Pa

          Mam wrazenie, ze z toba b.trudno jest "umiec dyskutowac".
    • minsi cos w temacie 26.07.07, 13:31

      Panowie, uszczęśliwienie kobiety jest bardzo proste, podaję zasady...

      A. Należy tylko być:

      1. przyjacielem
      2. partnerem
      3. kochankiem
      4. bratem
      5. ojcem
      6. nauczycielem
      7. wychowawcą
      8. spowiednikiem
      9. powiernikiem
      10. kucharzem
      11. mechanikiem
      12. monterem
      13. elektrykiem
      14. szoferem
      15. tragarzem
      16. sprzątaczką
      17. stewardem
      18. hydraulikiem
      19. stolarzem
      20. modelem
      21. architektem wnętrz
      22. seksuologiem
      23. psychologiem
      24. psychiatrą
      25. psychoterapeutą.


      B. Ważne też są inne cechy. Należy być:

      1. sympatycznym
      2. wysportowanym ale
      3. inteligentnym ale
      4. silnym
      5. kulturalnym ale
      6. twardym ale
      7. łagodnym
      8. czułym ale
      9. zdecydowanym ale
      10. romantycznym ale
      11. męskim
      12. dowcipnym i
      13. wesołym ale
      14. poważnym i
      15. dystyngowanym
      16. odważnym ale
      17. misiem ale
      18. energicznym
      19. zapobiegawczym
      20. kreatywnym
      21. pomysłowym
      22. zdolnym ale
      23. skromnym i
      24. wyrozumiałym
      25. eleganckim ale
      26. stanowczym
      27. ciepłym ale
      28. zimnym ale
      29. namiętnym
      30. tolerancyjnym ale
      31. zasadniczym i
      32. honorowym i
      33. szlachetnym ale
      34. praktycznym i
      35. pragmatycznym
      36. praworządnym ale
      37. gotowym zrobić dla niej wszystko [np. skok na bank] czyli
      38. zdesperowanym [z miłości] ale
      39. opanowanym
      40. szarmanckim ale
      41. stałym i
      42. wiernym
      43. uważnym ale
      44. rozmarzonym ale
      45. ambitnym
      46. godnym zaufania i
      47. szacunku
      48. gotowym do poświęceń i, przede wszystkim,
      49. wypłacalnym.


      C. Jednocześnie musi mężczyzna uważać na to, aby:

      a) nie był zazdrosny, a jednak zainteresowany
      b) dobrze rozumiał się ze swoją rodziną, nie poświęcał jej jednak więcej
      czasu niż danej kobiecie
      c) pozostawił kobiecie swobodę, ale okazywał troskę i zainteresowanie
      gdzie była i co robiła
      d) ubierał się w garnitur, ale był gotów przenosić ją na rękach przez
      błoto po kolana i wchodzić do domu przez balkon, gdy ona zapomni kluczy,
      lub gonić, dogonić i pobić złodzieja, który wyrwał jej torebkę, w której
      przecież miała tak niezbędne do życia lusterko i szminkę.
      e) oraz, ale to już naprawdę taki mały szczególik, zapisać się na kurs i
      opanować paranormalne metody czytania w myślach kobiety, żeby móc przyjąć
      odpowiednią postawę do zaistniałej okoliczności i nie powiedzieć jakiegoś
      głupstwa czy niedorzeczności.


      D. Ważne jest aby nie zapominać jej:


      1. urodzin
      2. imienin
      • sylwiamich Re: cos w temacie 26.07.07, 14:29
        Oj Minsi...to prawda ale zdecydowanie ją zbyt uprościłeś...
        Trzeba pełnić te wszystkie funkcje, ale trzeba też wiedzieć kiedy je pełnić:))))
        Bo jak się pomylisz, to pomyłka saperska może być:))
        • cyklista6 Re: cos w temacie 26.07.07, 17:56
          Oj minsi, a gdzie pointa tej wyliczanki? A była ona taka:

          Niestety, nawet najbardziej doskonałe wykonanie powyższych zaleceń nie
          gwarantuje pełnego sukcesu. Kobieta mogłaby się bowiem czuć zmęczona obecnością
          w jej życiu idealnego mężczyzny oraz poczuć się zdominowaną przez niego i uciec
          z pierwszym lepszym menelem z gitarą, którego napotka.

          :-)
          • sylwiamich Re: cos w temacie 26.07.07, 18:22
            A jakby jeszcze walił w mordę i targał za włosy...coż...prawdziwych męzczyzn
            już nie ma...tylko wszystko takie przeintelektualizowane jest...:)))
      • kici10 Re: cos w temacie 03.08.07, 22:29
        Zgadzam się z Minsi, z jednym zastrzeżeniem - nie jednocześnie. Jeden dzień,
        jedna zaleta, następnego inna. I tak w kółko.
    • 77misia1 Re: Kobiety sa.....dziwne... 26.07.07, 17:03
      :) ja ze swojej strony powiem tylko...mi tam fajnie byc kobieta, ale sama ze
      soba bym nie wytrzymala, baby sa okropne czasem ;)
      • sylwiamich Re: Kobiety sa.....dziwne... 26.07.07, 17:38
        Ale Ty pompatyczny Gloss jesteś...nasze dalsze dyskutowanie musiałoby byc
        doprowadzone do absurdu żeby miało jakikolwiek sens.
        Nie uważasz się za guru i mentora ale piszesz że Twoje "rady" poparte są
        wieloletnimi badaniami i rozległą wiedzą (życiową, teoretyczną).Więc jeśli ktoś
        z tym się nie zgadza to ma prawo....widać nie zrozumiał lub nie potrafi ich
        (jeszcze) zastosować.Piszesz o poczuciu winy.Dla mnie poczucie winy zrobiło
        dużo złego.Wole pojęcie: popełniłam błąd, pomyliłam się, nie
        wiedziałam.Zwłaszcza w pracy z drugim człowiekiem.Moralność, sumienie? Z mojej
        praktyki zawodowej wynika że jest ono dokłądnie takie, jekie posiadasz
        wartości.Czasami w imię "swojego sumienia" ludzie robia krzywdę innym.Sumienie
        ma wartośc bardziej stałą i ukształtowaną.Dlatego łatwiej rozmawiać o
        konkretnej sytuacjii traktując ją jako zdarzenie, problem.Wina to pojęcie dużo
        szersze i wiążące się w takimi pojęciami jak smutek, frustracja, niechęć do
        siebie.Za to pojęcie błedu lub niezrozumienia jest łatwiejsze do przepracowania
        w praktyce.
        To jesli chodzi o etykę w pracy z innym człowiekiem.
        A jesli chodzi o ciebie...wykorzystujesz ewidentne metody manipulowania (jeśli
        jesteś rzeczywiście praktykiem to zakładam ze robisz to świadomie).Przykład?
        Piszesz że mi się nie podoba Twój mentorski ton.I porównyjesz to do silnego,
        męskiego głosu i patrzenia prosto w oczy.A te mają typowo pozytywne
        zabarwienie.Więc Swój mentorski głos "podpinasz" pod te pozytywne cechy.
        Ech....
        • anais_nin666 Re: Kobiety sa.....dziwne... 26.07.07, 18:05
          sylwiamich napisała:

          > Ale Ty pompatyczny Gloss jesteś...

          W końcu ktoś to zauważył;)
        • glosatorr Re: Kobiety sa.....dziwne... 26.07.07, 19:00
          sylwiamich napisała:

          > Ale Ty pompatyczny Gloss jesteś...

          Ciekawie mnie widzisz ;))) Niech Ci będzie - jestem pompatyczny.
          Siem poddaję ;)))

          > nasze dalsze dyskutowanie musiałoby byc
          > doprowadzone do absurdu żeby miało jakikolwiek sens.

          Jeśli tak uważasz...


          > Nie uważasz się za guru i mentora ale piszesz że Twoje "rady" poparte są
          > wieloletnimi badaniami i rozległą wiedzą (życiową, teoretyczną).Więc jeśli ktoś
          > z tym się nie zgadza to ma prawo....widać nie zrozumiał lub nie potrafi ich
          > (jeszcze) zastosować.

          Każdy jest Panem swojego życia, każdy ma prawo do błędu i każdy ponosi
          odpowiedzialność za własne czyny. Tak więc jeśli ktoś przychodzi tutaj i mówi:
          Poradźcie, powiedzcie co myślicie, podpowiedzcie - to ja radzę, mówię co myśle,
          podpowiadam na takich samych zasadach jak inni. Mam swój styl, swoje
          przemyślenia i one są jednymi z wielu. I może nawet się mylę. Załóż, że tak -
          powiedz tylko gdzie :) Natomiast nie przypisuj mi czegoś, o czym nawet nie myślę.
          Ja tu piszę co myślę.

          > Piszesz o poczuciu winy.Dla mnie poczucie winy zrobiło
          > dużo złego.

          Co?

          >Wole pojęcie: popełniłam błąd, pomyliłam się, nie
          > wiedziałam.Zwłaszcza w pracy z drugim człowiekiem.Moralność, sumienie? Z mojej
          > praktyki zawodowej wynika że jest ono dokłądnie takie, jekie posiadasz
          > wartości.

          I tu się z Tobą zgodzę. Ale sumienie jest też czymś podobnym do systemu
          immunologicznego. System immunologiczny chroni ciało - sumienie, chroni serce,
          nas samych całych, duszę, życie... Poczucie winy jest tym bólem - które
          sygnalizuje, że coś się dzieje źle. Sumienie mają ludzie niezależnie czy wierzą
          czy nie, niezależnie od przyjętego systemu wartości. Czytałaś Biografię A.
          Frossarda? Ja czytałem. Był człowiekiem niewierzącym. Któregoś dnia przyszedł do
          niego przyjaciel, który opowiedział mu, jak podsrywa kolegę z pracy, jak mu
          podkłada świnię, by się podłożył i wyleciał z firmy a dzięki czemu on awansuje.
          I Frosard zadał sobie pytanie - czemu mnie to porusza, oburza - jeśli jako
          człowiek wyznaję zasadę, że każdy jest panem siebie, wolnym i niezależnym ani od
          idei, ani od systemów religijnych czy moralnych. Etyka - to ja. Więc czemu go to
          zbrzydziło - takie postępowanie. Odpowiedział, że zdał sobie sprawę, że w każdym
          człowieku istnieje sumienie, byt niezależny od nas, który nam podpowiada - co
          robimy źle a co robimy dobrze. Budzi w nas niepokój, który ostrzega nas przed
          nieszczęściem.
          Naszym nieszczęściem. Poczucie winy więc, jest czymś co tak naprawdę pozwala
          człowiekowi zrozumieć co zrobił źle.

          >Czasami w imię "swojego sumienia" ludzie robia krzywdę innym.Sumienie
          > ma wartośc bardziej stałą i ukształtowaną.

          Są różne sumienia Sylwio. Są sumienia kłamliwe, niedojrzałe, ukształtowanie i nie.
          Trzeba o nie dbać. Ludzie sobie robią krzywdę - i innym robią - kiedy zaczynają
          przy sumieniu grzebać. Kiedy zaczynają właśnie fałzzować, okłamywać własne
          sumienie. By czuć się dobrze - ale czy to jest dla Człowieka dobre? Ja sądzę, że
          nie.

          >Dlatego łatwiej rozmawiać o
          > konkretnej sytuacjii traktując ją jako zdarzenie, problem.

          Też tak uważam.

          >Wina to pojęcie dużo
          > szersze i wiążące się w takimi pojęciami jak smutek, frustracja, niechęć do
          > siebie.Za to pojęcie błedu lub niezrozumienia jest łatwiejsze do przepracowania
          > w praktyce.

          Poczucie winy jest czymś nieprzyjemnym - jak ból.
          Ale czy zgodzisz się, że jeśli ktoś czuje ból, i ten ból likwiduje na własną
          rekę zamiast pójść do lekarza i wyleczyć źródło bólu, to wpędza się w większe
          problemy?
          Jak myślisz?

          > A jesli chodzi o ciebie...wykorzystujesz ewidentne metody manipulowania (jeśli
          > jesteś rzeczywiście praktykiem to zakładam ze robisz to świadomie).Przykład?

          Proszę - ale ja nie manipuluję. Manipulacja to mechanizm, proces mający zmienić
          czyjąś decyzję, wpłynąć by zrobił to czego ktoś nie chce.
          Ja tego nie robię.

          > Piszesz że mi się nie podoba Twój mentorski ton.

          Ty piszesz, że Tobie się nie podoba.

          >I porównyjesz to do silnego,
          > męskiego głosu i patrzenia prosto w oczy.A te mają typowo pozytywne
          > zabarwienie.

          Czasami tak.

          >Więc Swój mentorski głos "podpinasz" pod te pozytywne cechy.
          > Ech....
          >
          No i w czym tu widzisz manipulację, jeśli ja w realnym świecie mam taki głos
          (możesz sobie posłuchać go na mojej stronie), patrzę w oczy i jak mówię coś, to
          z przekonaniem?
          • yoric Re: Kobiety sa.....dziwne... 26.07.07, 19:26
            > Mam swój styl, swoje przemyślenia i one są jednymi z wielu.

            no... na sztuki - to faktycznie. Ale objętościowo to wychodzi jakieś pół forum ;)
    • sylwiamich Re:to jakaś nowośc na Twojej stronie? 27.07.07, 15:05
      A rozwijając temat...każdy facet ma coś z kobiety, każda kobieta ma czasmi coś
      z mężczyzny.To cudowne jest.Sam się podkładasz...Nie wykorzystam
      okazji...wiesz...te choroby...
    • kici10 Re: Kobiety sa.....dziwne... 03.08.07, 22:34
      Maciek, czy ty mnie jeszce kochasz? Mam wrazenie ze juz nic do mnie nie
      czujesz, poniewaz zupelnie sie zmieniles

      Tak długo, jak się zastanawia, jest dobrze. Jeśli byłeś miodzio, nie musiała
      się zastanawiać - była pewna Twoich uczuć. Jeśli zaś będzie pewna braku uczuć -
      odejdzie. Każdemu jest potrzebna odrobinka niepewności, adrenalinki.
    • 77misia1 Re: Kobiety sa.....dziwne... 05.08.07, 17:36
      fajnie byc kobieta tyle powiem
Pełna wersja