czego wiecej moge sprobowac?

19.09.07, 12:18
czego probowalam:
powaznej, szczerej rozmowy a raczej w liczbie mnogiej
metody (glam)na kroliczka
milczenia w temacie
etc etc
wszystko przynosi efekt tymczasowy...
beznadzieja.
    • oczydiabla Re: czego wiecej moge sprobowac? 19.09.07, 12:21
      może sprobuj posłuchać uważnie co mówi rozmówca
      • czerwone_francuskie Re: czego wiecej moge sprobowac? 19.09.07, 12:30
        slucham. nic nie mowi. kiedy milcze w temacie, albo wydaje sie byc seksem
        niezainteresowana, jast najszczesliwszy...cisza, spokoj...
    • alta_rica Re: czego wiecej moge sprobowac? 19.09.07, 13:58
      to może metoda lilyrush?

      wyjątkowo wysublimowana i dla odważnych acz czasem skuteczna -
      magiczne słowo "rozwód"
    • alta_rica Re: korekta 19.09.07, 14:23
      Pardon. Kwestię używania słowa "rozwód" omówiliśmy już w
      wątku "ciało". Lilyrush napisała tam :
      "Nigdy nie szantażowałam rozwodem i nigdy nie szantażowałam
      seksem. Wg mie tak sie nie robi i juz. Mówiłam, prosilam, pisałam.
      Nie pomogło. Jak powieidzałam, ze sie rozwodze to było raz ale na
      poważnie.to nie jest metoda an ratowanie zwiazku i nikomu w ten
      sposób jej nie polecam!!!"
      Więc ja dorzucę swoje 3 grosze. Oczywiście zgadzam sie z Lilyrush w
      kwestii szantażu etc. Ja miałam kilka lat z problemami seksualnymi
      w związu, próbowałam też wszystkiego i poddałam się po prostu. Bez
      żadnych histerii czy szantażu powiedziałam po prostu, że skoro tak,
      skoro nie wychodzi, nie da się, nie można, nie ma woli ratowania,
      chęci to przestańmy się męczyć może po prostu. Może szanowny
      małżonek ma ochotę po prostu na celibat albo na inną kobietę i w
      sumie dlaczego mam go zmuszać do trwania w "układzie", jeżeli tak
      bardzo nie chce. Wolna droga. Niech się zastanowi czego chce
      naprawdę.
      Reasumując nie chodzi o to, że jak małżonek nie chce do łózka to Ty
      mu podsuwasz wniosek rozwodowy. Tylko, że kiedy to naprawdę nie
      wychodzi, po długotrwałych staraniach nawet, to może czas
      przemyśleć sens takiego związku.
      • sylwiamich Re: korekta 19.09.07, 15:03
        Rozmawiałam z koleżanką...ma podobny problem.Nie mogą współżyć ze
        swoim facetem.Coś tam z nim jest...nie będę się wdawać w szczegóły.
        Po kilku nieudanych próbach facet jej powiedział:
        -Myślisz że sami sobie z tym damy radę?Czy mam iść do seksuologa?Nie
        chcę Cie stracić....
        I to jest to co spodziewałam się usłyszeć od mojego byłego męża.Tyle
        że jemu chyba to zwisało...czyli ja.I takie są moje przemyślenia na
        chwilę obecną.
        • alta_rica Re: korekta 19.09.07, 15:12
          Otóż to.
    • gomory Re: czego wiecej moge sprobowac? 19.09.07, 15:26
      Znasz jego upodobania? Podnieca go w ogole ktos/cos? Podniecasz go Ty?
      • czerwone_francuskie Re: czego wiecej moge sprobowac? 19.09.07, 16:34
        swoja historie opisalam tu:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=58886579&a=58886579
        rozmawialam powaznie, bez histerii, rzeczowo na temat. bez oskarzen i szukania
        winnych, w duchu: mamy problem.
        zgodzil sie ze wszystkim. zaczelismy sie starac...

        wiem, co go podnieca, wiem, ze go podniecam: to tak generalnie i wynosze swoja
        wiedze z pierwszych miesiecy zwiazku oraz z jego zapewnien. oraz z tego, ze jak
        JUZ sie kochamy, to razem nam dobrze...tyle tylko, ze kochamy sie rzadko. po
        ostatniej rozmowie, byl nawet taki czas, kiedy osiagnelismy stan rownowagi - ja
        troche przez to wszystko ozieblam, on sie troche postaral i bylo ok.
        a teraz znowu zjjjjazzd. jakby znudzilo mu sie starac...
        nie chce juz rozmawiac z nim na ten temat - ilez mozna sie powtarzac, stosowac
        te same argumenty, te same stwierdzenia.
        przeprowadzilam ze 3 powazne rozmowy na ten temat w ciagu naszego 3-letniego
        zwiazku, ilez mozna? zawsze wynikaly z mojej inicjatywy.
        jestesmy razem 3 lata, problem zaczal narastac jakis czas temu, glownie z powodu
        leczonej depresji mojego M, co rozumialam doskonale, nie czepialam sie, bylam
        rozumiejaca itp, poza tym leki anty-depresyjne nie dosc, ze obnizaja libido, to
        jeszcze powoduja problemy ze wzwodem...co btw nie bylo problem, kiedy on chcial
        sie kochac, bo umielismy sobie dac czas i odpowiednio cierpliwie dojsc tam gdzie
        chcielismy.
        Ale od czasu tej depresji po stanieciu na nogi, tak jakby oslabl w nim zapal...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja