Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa.

21.09.07, 00:35
Witam wszystkich czytających mój post, jestem po sześciu latach
małżeństwa, od samego początku małżeństwa nie wychodziło nam w
seksie, ze względów religijnych nie współżyłem przed ślubem i nigdy
nie przypuszczałem że bedą z tym takie problemy po zawarciu związku,
żona nie potrafi czerpać przyjemności z sexu po każdej próbie kończy
się na wielkim dołku, czuję się tak jak bym robił jej krzywdę, nie
potrafię jej robudzić w żaden sposób, zawsze miałem duże potrzeby
i ta sytuacja bardzo mnie dobija, niechce mi się żyć, i coraz
częściej myślę o zdradzie, a to się kłóci z moimi zasadami chociaż
straszne mam pokusy żeby to zrobić, nie wiem co mam robić proszę o
pomoc. Pozdrawiam. Zdesperowany 30 latek.
    • wilk67 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 21.09.07, 00:37
      żona NIGDY nie potrafiła czerpać przyjemności z seksu?
      • samczyk1977 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 21.09.07, 04:46
        niestety miała zawsze jakieś opory, musiałem zachęcać nigdy sama
        nie zaproponowała, często robiła to na "siłę" udając że jest ok.
    • miki190 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 21.09.07, 07:56
      Uciekaj. Będzie tylko gorzej. Ona prawdodpodobnie się nie zmieni.
      Twoja depresja będzie większa. Samoocena poniżej zera. Trudniej o
      nowe znajomości. Będziecie się miotać i cierpieć oboje.

      Wiem, bo nie uciekłem.
    • misssaigon Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 21.09.07, 10:51
      a czy twoje zasady religijne zabraniaja ci pojsc do seksuologa z zona?
    • lilyrush Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 21.09.07, 11:08
      Pytanei zasadnicze- niewspółzycie przed ślubem było zasadą Twoją czy
      Twojej żony? A moze obojga?
      Ty piszesz, ze zawsze miałeś duże potrzeby. co z żoną? Jesteś jej
      pierwszy meżczyzną?
      • samczyk1977 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 21.09.07, 19:35
        Robiliśmy to pierwszy raz dopiero po ślubie ja i moja żona,
        to była nasza wspólna decyzja, jestem jej pierwszym nie robiła
        tego wcześniej z innym, staraliśmy się własnymi siłami żeby było
        dobrze, tylko że nawet przy idealnych warunkach "świece i nastrojowa
        muzyka" nie wychodziło, kończyło się po 10 minutach, czułem się jak
        bym robił jej krzywdę, często byłem krytykowany w trakcie i
        przechodziła mi ochota na sex, nie wiem czy seksuolog nam pomoże,
        straciłem nadzieję że będzie kiedyś dobrze.
        • samczyk1977 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 21.09.07, 19:43
          jest mi naprawdę ciężko, nie jestem wstanie sprawić przyjemności
          żonie nawet gdy się bardzo staram, nie mogę się spełnić jako
          mężczyzna, nie mogę normalnie żyć ze świadomością że przez resztę
          życia nie będę się więcej kochał, to jest jak powolna kastracja
          bez znieczulenia.
          • kawitator Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 21.09.07, 20:07
            często byłem krytykowany w trakcie
            żona nie potrafi czerpać przyjemności z sexu
            jest mi naprawdę ciężko, nie jestem wstanie sprawić przyjemności
            żonie nawet gdy się bardzo staram
            Podobno nie ma oziębłych kobiet są tylko takie które nie natrafiły na
            odpowiedniego faceta

            Piszesz że starasz sie bardzo i to do tego romantycznie ze świecami winem i
            cygańska muzyką
            Może Twoja kobitka potrzebuje brutala chama i wikinga ??? Może zaciągnięta za
            włosy do wyrka I wychędożona zacnie przez samca co nie daje sie wpędzić w
            poczucie winy tylko bzyka radośnie okaże się nagle wulkanem seksu ?

            PS a za to krytykowanie w trakcie seksu powiedziałbym jej że ma cycki jak ucho
            spaniela Niech wie jak to przyjemnie ;-))
            • avide Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 24.09.07, 15:50
              Kawi to co piszesz podziała a i owszem, ale na kobietę świadomą swej
              seksualności. Śmiem twierdzić, że gdyby tak zrobił z dziewicą jest ogromna
              szansa na to, że seksualne bramy raju raz na zawsze by sie przed nimi obojga
              zatrzasnęły. A seks byłby złem koniecznym.
              Sorry ale nie tym razem, nie w tym przypadku... tak uważam.
              Pzdr.
              Avide.
          • wielorak Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 22.09.07, 11:58
            a co się kończyło po 10minutach? sex?
            to współcuję
            może skup się bardziej na wstepnych pieszczotach?
    • gomory Mnie najbardziej ciekawi 21.09.07, 20:19
      co jest dla ciebie takiego zabawnego w tym zarcie? Wymaga to w koncu niemalo zachodu - wymyslasz jakas historyjke, poswiecasz swoj czas by wracac i czytac wpisy ludzi, i co?
      Jakos moge skumac motywacje gdy ktos pisze kompletne bzdury by wywolac u innych zlosc czy nawet odraze. Ale taka nijaka tresc? Co w tym ma byc smiesznego?
      • samczyk1977 Re: Mnie najbardziej ciekawi 21.09.07, 20:31
        Nie jest mi do śmiechu w mojej sytuacji, wiem że mogą być różne reakcje
        na mój problem, dziękuje za każdą pomoc jaką otrzymam na tym forum.
    • malwina.pl Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 21.09.07, 22:26
      ze względów religijnych nie współżyłem przed ślubem > jak to mowia
      nie kupuje sie kota w worku- a tak na serio przede wszystkim
      porozmawiaj z zona,szczerze porozmawiaj.Moze macie rozne
      oczekiwania? 6lat i nigdy wam sie nie udalo?
      • big_hobitt Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 22.09.07, 09:33
        Jeszcze jeden dowód na to,że nieżyciowe zasady naszego kościoła pasują do
        prawdziwego życia jak czosnek do tortu.
        Umykaj przyjacielu.
        Nawet jeżeli "zmusisz" małżonkę do pójścia do seksuologa co może ją nieco
        odblokować (ale nie musi)albo grożąc odejściem spowodujesz, że zacznie udawać,
        że w łóżku jest wspaniale i cacy - wszytko to będzie wymuszone. A trwanie w
        związku z babką, której po prostu nie kręcisz,która cię nie pożąda i nie chce,
        to tak czy inaczej początek końca. Pytanie tylko kiedy to do ciebie dotrze. Bo
        życie bez udanego sexu to życie na ćwierć gwizdka.
        • samczyk1977 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 23.09.07, 10:01
          Rozmawiałem z żoną na temat naszego problemu z sexem i nie można
          się dogadać ona twierdzi uporczywie że ja mam za duże potrzeby a na
          moje żona nie czuje tego klimatu, z tego co pamiętam miała tylko
          jeden orgazm przez 6 lat, w trakcie współżycia nie czuję wogóle jej
          podniecenia, a wiadomo gdy czuć że partner jest zadowolony to jest
          100 razy lepiej, dodatkowo nie chce stosować zabezpieczeń, mamy już
          trójkę dzieci, nie mam tak silnej wiary żeby ryzykować że będzie
          kolejne, naturalne metody kalendarzyki są mało skuteczne.
          • big_hobitt Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 23.09.07, 10:54
            Wiesz naprawdę długo czekałeś 6 lat to szmat czasu.
            W tym czasie "wyprodukowaliście" troje dzieci - na co liczyłeś?
            Pewnie łudziłeś się, że małżowina w pewnym momencie zaskoczy i w łóżku się
            wszystko naprostuje.... ale zgodnie z prawem Marfi'ego wszystko co może się nie
            udać napewno sie nie uda.
            Z tego co piszesz małżonka należy do tych ciężko reformowalnych, potrzebuje
            wstrząsu. Moim zdaniem powinieneś jej zakomunikować, ze jeśli nie zacznie nad
            SOBĄ pracować(bo to z nią jest problem) ty będziesz musiał odejść. Musiał bo
            twoje życie jest krótkie i naprawdę go szkoda.
            Pamiętaj, że dzieci szybko dorosną a ty zostaniesz w domciu z lodowym manekinem,
            zostanie ci TV, piwo i kapcie (kolejność dowolna).
            Co jest lepsze dla dzieci - wychowywać się w domu z sfrustrowanym ojcem, czy
            mieć ojca dochodzącego ale "normalnego" żyjącego (być może) w nowym związku - o
            tym wszystkim było już na forum wile razy.
            Pytanie tylko, czy w związku z twoimi zasadami religijnymi rozstanie/rozwód
            wchodzi w grę? Jeśli nie to po pomoc zgłoś sie do........księdza.
            • ania.248 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 23.09.07, 12:11
              > W tym czasie "wyprodukowaliście" troje dzieci - na co liczyłeś?

              Przecież ta kobieta może być poprostu zmęczona samym posiadaniem tej
              trójki. Sama ich nie zrobiła. Widocznie zależy jej na mężu skoro
              zgadza się na seks choć nie srawia jej to przyjemności.

              > Z tego co piszesz małżonka należy do tych ciężko reformowalnych,
              potrzebuje wstrząsu. Moim zdaniem powinieneś jej zakomunikować, ze
              jeśli nie zacznie nad SOBĄ pracować(bo to z nią jest problem) ty
              będziesz musiał odejść. Musiał bo twoje życie jest krótkie i
              naprawdę go szkoda.

              Wstrząsu? Małżonka? Przecież oboje decydowali się na seks po ślubie.
              Jak możesz doradzać odejście od rodziny? Czy nie lepiej najpierw
              porozmawiać polubownie bez stawiania sprawy na ostrzu noza? Może
              seksuolog pomoże a nie popsuje?

              > Pamiętaj, że dzieci szybko dorosną a ty zostaniesz w domciu z
              lodowym manekinem,zostanie ci TV, piwo i kapcie (kolejność dowolna).
              > Co jest lepsze dla dzieci - wychowywać się w domu z sfrustrowanym
              ojcem, czy mieć ojca dochodzącego ale "normalnego" żyjącego (być
              może) w nowym związku - o tym wszystkim było już na forum wile razy.

              Jasne, ojciec dochodzacy, super sprawa. A może lepiej żeby to on
              zabrał dzieci i je wychowywał! Dlaczego uważasz że on ma być wolny i
              swobodny. Czyżbyś juz osądził jego żonę i skazał ją na wychowywanie
              24 godziny na dobę trójki dzieci i na nieczęste zapewne odwiedziny
              szczęsliwego, wolnego tatusia? Może i było o tym wiele razy na tym
              forum, ale i tak uważam że lepiej poradź im wizytę u specjalisty!
              Chyba, że się za takiego uważasz.

              > Pytanie tylko, czy w związku z twoimi zasadami religijnymi
              rozstanie/rozwód wchodzi w grę? Jeśli nie to po pomoc zgłoś sie
              do........księdza.

              I do księdza też radzę im iść razem. Przeciez to małżeństwo, a nie
              zycie w pojedynkę.

              Pozdrawiam, a autorowi wątku życzę wytrwałości i szczęścia w
              rodzinie.


              • samczyk1977 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 23.09.07, 15:09
                Nie chciałbym uciekać od obowiązku wychowywania swoich dzieci, wiem
                że rola ojca w rodzinie jest bardzo ważna, przez te sześć lat cały
                czas miałem nadzieję że te sprawy się unormują w momencie kiedy
                odchowamy dzieci, wiadomo u kobiety może pojawiać się lęk przed
                kolejną ciążą, dzieci są już starsze nie absorbują już tak jak
                dawniej jest trochę łatwiej, potrafimy już znaleść czas wolny dla
                siebie, a w tych sprawach dalej słabiutko, doceniam to że żona
                poświęcała się dla mnie ale na dłuższy czas zaczyna to przeszkadzać,
                bo czuję się żle z tym, seks jest dla mnie bardzo ważny scala
                związek jednoczy partnerów ma ogólnie dobry wpływ na relacje między
                nimi, często byłem oschły i niemiły dla żony mając takie silne
                napięcie w sobie spowodowane brakiem współzycia, pojawiała się nawet
                zazdrość że innym parom to wychodzi, nie mam już cierpliwości żeby
                dalej czekać, między innymi przez te problemy trafiłem na początku
                roku na oddział nerwic i leczyłem się jeszcze na depresję, na terapi
                dowiedziałem się że trzeba dokonać pewnych zmian w swoim życiu żeby
                zdrowieć, niechcę się faszerować chemią żyć na ćwierć gwizdka i
                udawać że jest dobrze jak nie jest, reasumując jedynie co mi
                pozostaje to chyba tylko wizyta wspólna z żoną u jakiegoś
                specjalisty chociaż nie mam zaufania do lekarzy, my nie potrafimy
                sie dogadać może seksuolog wykryje gdzie jest problem, dziękuje
                wszystkim jeszcze raz za wsparcie w temacie.
                Sorki za taki długi monolog.

                Pozdrawiam wszystkich czytających.
                • effka454 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 23.09.07, 19:09
                  samczyk1977 napisał:
                  [...]
                  > że rola ojca w rodzinie jest bardzo ważna, przez te sześć lat cały
                  > czas miałem nadzieję że te sprawy się unormują w momencie kiedy
                  > odchowamy dzieci, wiadomo u kobiety może pojawiać się lęk przed
                  > kolejną ciążą, dzieci są już starsze nie absorbują już tak jak
                  > dawniej jest trochę łatwiej, potrafimy już znaleść czas wolny dla
                  > siebie,

                  Po pierwsze (sądząc po stażu) Wasze dzieci jeszcze nie są odchowane, odchowane
                  dzieci to przynajmniej 10+. W tej chwili mimo, że macie więcej czasu, to mogę
                  Cię zapewnić, że Twoja żona w dużej mierze jest nadal bardzo zaabsorbowana
                  zajmowaniem się trójką dzieciaków i myśleniem o wszystkim co ich dotyczy.
                  A dla kobiety wyzwolenie się z myśli o tym co stało się w ciągu dnia i co należy
                  zrobić następnego, co działo się i dzieje sie z dzieciakami - jest bardzo trudne
                  i stanowi blokadę, aby w pełni korzystać z dobrodziejstw seksu. To moje własne
                  doświadczenia i to tylko przy dwójce. Poza tym pytanie jak tak naprawdę widzisz
                  swoją rolę ojca. Czy to tylko ewentualne ingerowanie w konflikty, czy może
                  czasem "wyganiasz" swoją żonę na babskie ploty i zajmujesz się w pełni dziećmi
                  (wliczając w to podanie jedzenia, podtarcie pupy, zabawę i rozmowy nt. dlaczego
                  misie lubią miód :) ). Wiem, że wiele osób uważa, że kobieta siedząca w domu z
                  dziećmi nie powinna być zmęczona. Owszem dobrze zorganizowana kobieta fizycznie
                  może i nie jest zbyt zmęczona, ale jej psychika wymaga od czasu do czasu
                  oddechu. Każda z nas ma chwile, kiedy ma dość swoich kochanych dzieciątek, a co
                  za tym idzie także małżonka "bo jemu lepiej: pójdzie do pracy, pogada z
                  DOROSłYMI ludźmi na normalne tematy, potem przyjdzie na gotowy obiadek, trochę
                  pobawi się z dzieciakami i jeszcze chce mu się seksu". Przyznać się dziewczyny,
                  ile z Was miało tego typu myśli, szczególnie w takie dni, kiedy wszystko szło
                  "nie tak". To też blokuje.

                  a w tych sprawach dalej słabiutko, doceniam to że żona
                  > poświęcała się dla mnie ale na dłuższy czas zaczyna to przeszkadzać,
                  > bo czuję się żle z tym, seks jest dla mnie bardzo ważny scala
                  > związek jednoczy partnerów ma ogólnie dobry wpływ na relacje między
                  > nimi, często byłem oschły i niemiły dla żony mając takie silne
                  > napięcie w sobie spowodowane brakiem współzycia,[...]

                  No i kolejny bardzo ważny wg mnie punkt Twojej porażki:
                  Ty jesteś oschły i niemiły, a nawet jeśli jesteś miły Twoja frustracja jest
                  znakomicie wyczuwalna dla żony -> to wywołuje u niej kolejną bardzo silną
                  blokadę, bo ona czując Twoje niezadowolenie nie jest w stanie przestawić się na
                  przyjemne odczucia -> nie macie zadowolenia ze wspólnego seksu, jeżeli Ona się
                  przymusi do współżycia, lub jeśli odmówi tym bardziej Ty jesteś zdenerwowany,
                  sfrustrowany -> co okazujesz swoim zachowaniem -> co wywołuje jej blokadę -> itd.
                  Być może Twoja żona nie umie wyrazić swoich uczuć werbalnie, bo prawdę
                  powiedziawszy to wcale nie jest takie łatwe.
                  Ja potrzebowałam na to też sporo czasu i doprowadziłam do sytuacji, kiedy
                  naprawdę zastanawialiśmy się, czy jest sens kontynuować ten związek -
                  przegadaliśmy niejedną noc. Mój mąż też miał i ma duże potrzeby seksualne, ja
                  byłam "zblokowana" - nie umiałam się otworzyć, ani werbalnie, ani "cieleśnie".
                  Powoli, dużo rozmawiając, odkryliśmy na nowo nasz związek i scementowaliśmy go
                  na nowo.
                  Mogę Ci np. powiedzieć, że mnie bardzo pomogło to, że mogłam się przytulić do
                  mojego męża - tak po prostu, bez żadnych erotycznych kontekstów, bez błądzenia
                  jego rąk po moim ciele, nawet bez całowania. I w takich chwilach, często to ja
                  zaczęłam przejawiać inicjatywę.
                  Obecnie minęła 14 rocznica naszego małżeństwa. Seks jest przyjemnością dla nas
                  obojga i to bardzo częstą :)
                  Mam nadzieję, że moja historia do Ci trochę do myślenia - przekazałam Ci punkt
                  widzenia kobiety, nie twierdzę, że jest taki sam jak Twojej żony, ale może
                  będzie to punkt zaczepienia, aby wyjść z tego impasu.
                  Życzę dużo powodzenia w ponownym odkrywaniu swojego małżeństwa
                  Ewka

                  Ps. Przepraszam, że tak bardzo się rozpisałam :)
              • big_hobitt Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 23.09.07, 19:36
                Droga Aniu.
                Gdzie jest napisane, że posiadanie trójki dzieci może usprawiedliwiać brak seksu
                miedzy dwojgiem zdrowych ludzi? Jeśli małżonka używa takiego argumentu
                usprawiedliwiając swoje niskie libido to jest to taki sam "dobry" wybieg jak ból
                głowy, zęba albo to, że bociany już odleciały. Prawda jest taka, że ona olewa
                swojego partnera z góry na dół, ma gdzieś jego potrzeby i w konsekwencji rozbija
                tą "szczęśliwą" rodzinę.
                Na każdy aspekt związku trzeba chuchać i dmuchać a na sferę sexu w
                szczególności. Brak dopasowania w tym względzie ZAWSZE prowadzi do konfliktu.
                Poszkodowany albo zamknie się w sobie i okresowo będzie dawać upust swojej
                frustracji albo w końcu odejdzie.
                Uważam, że przy braku jakiejkolwiek reakcji drugiej strony im szybciej odejdzie
                tym lepiej.
                > Jasne, ojciec dochodzacy, super sprawa. A może lepiej żeby to on
                > zabrał dzieci i je wychowywał! Dlaczego uważasz że on ma być wolny i
                > swobodny. Czyżbyś juz osądził jego żonę i skazał ją na wychowywanie
                > 24 godziny na dobę trójki dzieci i na nieczęste zapewne odwiedziny
                > szczęsliwego, wolnego tatusia?
                Ojciec dochodzący wolny i szczęśliwy jest lepszy od znerwicowanego jadącego na
                psychotropach niespełnionego w życiu faceta,który w przerwach od rozpamiętywania
                swojego nieudanego życia ma wybuchy złości gdy testosteron mu się po czachą
                zagotuje.
                Ojcem będzie dochodzącym ponieważ w tym kraju niezależnie od sytuacji w danej
                rodzinie, sąd przyzna opiekę nad dziećmi matce.
                On choćby był alfą i omegą o dochodach Gatsa nie dostanie dzieci skazany jest
                statutowo na rolę dochodzącego. Od niego i od niej zależy czy kontakt z dzićmi
                będzie miał codziennie, 1 x w tygodniu czy raz w roku.
                Sam mam trójkę dzieci za które oddał bym życie ale zawsze pamiętam, że na
                pierwszym miejscu MUSI być relacja mąż-żona, tu musi grać. Dopiero potem
                dzieci,pies, kanarek, teściowa, kasa itd

                Problemem autora wątku jest nie tyle niskie libido żony ale brak z jej strony
                chęci uczynienia czegokolwiek aby związek ratować.
                Oczywiście,że seksuolog by nie zaszkodził ale problem w tym, że ona NIE CHCE do
                niego pójść.

                • asiara74 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 23.09.07, 19:55
                  Swięta racja.Dobra relacja mąz zona to fundament dla szczęśliwej rodziny a seks
                  jest jak cement w tym fundamencie. Nic tu sie nie da pokombinowac.
                  • b-b1 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 23.09.07, 21:02
                    Wizyta u seksuologa na pewno pomogłaby....gdyby żona chciała pójść-ale nie
                    pójdzie-bo i po co? Świecki "lekarz" nie uświadomi jej, na każdy jego argument
                    bedzie miała swoją odpowiedź-WIARA. Nie współzyje , bo nie lubi, nie lubi, bo to
                    niepotrzebne-seks w katolicyźmie związany jest z prokreacja jak się nie myle, a
                    trójka dzieci już wystarczy..Aby polubic trzeba popróbowac-a antykoncepcja jest
                    niedozwolona..aby polubic niekiedy trzeba się nakręcić-a filmy porno-to juz
                    "zboczenie"...
                    Czy ma blokade czy też nie-po cięzkich rozmowach z Toba najwyżej wyspowiada się
                    i obciązy Cie winą przed ksiedzem-że chcesz wiecej, niz może dac..
                    Współczuję Ci bardzo-chociaz z drugiej strony sam sobie taki los zgotowałeś..Ja
                    radziłabym jedno-uciec jak najszybciej-mimo Twoich oporów związanych z wiara...
                    To nie z ksiedzem mieszkasz pod jednym dachem, to nie ksiądz bedzie łozył na
                    Wasze następne dzieci..
                    Kiedys łączyła mnie przyjaźń z taką dziewczyną-teraz kobieta-długoletnia
                    przyjażń.Finał historii-kiepski..
                    Mąż w wieku 28 był juz nałogowym alkoholikiem(mimo, ze wczesniej nie brał wódy
                    do ust i...popełnił samobójstwo-nie wytrzymał. Dlaczego o tym pisze? Nie chcę
                    Cie przestraszyć-ale uczestnicząc w życiu tej pary i jej dwójki dzieci uważam,
                    że lepiej by było gdyby odszedł wcześniej, ułozył sobie życie i był szczęśliwym
                    dochodzącym ojcem.
                    Dziewczyna-wdowa ma już drugiego męża-z nim nastepną dwójke dzieci-on juz
                    pije-reszty nie znam-wypisałam się z przyjaźni po usłyszeniu przysłowia"Dał Pan
                    Bóg zajączka to da i łączke"-to apropo biedy jaka często wiąże się z posiadaniem
                    kilku dzieci i jednego pijącego rodzica..
                    • samczyk1977 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 24.09.07, 08:19
                      To był strzał w dziesiatkę z tym opisem, bo ja też tak to widzę masz
                      w 100% rację, zgadzam się we wszystkim.
                      • b-b1 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 24.09.07, 09:46
                        Miałam nadzieje, że napiszesz, że nie jest jeszcze tak źle....
                        Mysle, ze jesteś już na równi pochyłej-i zaczynasz się staczać w dół...Jesli nie
                        odejdziesz-Twoja psychika zostanie totalnie rozbita.
                        Zaprzecz-jesli nie mam racji-ale dla dzieci tez już jesteś oschły-prawda? I nie
                        bedzie lepiej-tylko gorzej-bo twojej żony nie da się "uleczyć"-chyba, że
                        zreformuje swój poglad na wiarę..przeciez każdy z nas jakoś( w coś) wierzy- ale
                        to tylko wiara-życie i nasi partnerzy, nasze dzieci-to sa priorytety..W innym
                        przypadku stwierdziłabym, skocz w bok-ale u Ciebie nie-wyrzuty sumienia beda Cię
                        powoli zabijały i nie bedzie to leczenie frustracji-ale popadanie w jeszcze
                        wieksza..
                        Opisywana przeze mnie para poszła do poradni-ale katolickiej(chyba ksiądz
                        udzielał porad)-dobrze to pamiętam, bo chłopak pojawił sie u nas tego samego
                        dnia wieczorem kompletnie pijany i załamany-z rozmowy nic nie wynikneło-oprócz
                        tego, że poczuł się jak kat, oprawca, nawet "gwałciciel"..
                        Jesteś normalnym facetem i Twoje potrzeby sa normalne-nie jakies wyuzdane,
                        "zboczone". Każdy z nas potrzebuje bliskości, potrzebuje seksu z ukochaną
                        osobą-bez współzycia, bliskosci, związek umiera powolna śmiercią. Jesli twojej
                        zonie dobrze jest tak jak jest-zostaw ją z tym-zajmij sie swoim życiem-bedzie Ci
                        naprawde cięzko-ale to minie-po pewnym czasie zaczniesz cieszyć się życiem,
                        poznasz kogos, kto Cie pokocha "całego".
                        • misssaigon typowa podwoja moralnosc 24.09.07, 10:45
                          zona - urodzila trojke dzieci - wiara nie pozwala jej na antykoncepcje
                          maz - splodzil z nia trojke dzieci - on tez zapewne z powodow wiary
                          antykoncepcji nie stosuje

                          zona nie chce seksu bo boi sie kolejnych ciaz, poza tym, coz, moze przez te 6
                          lata malzenstwa grubo oporzecinanego ciazami - nie obudzil w niej kobiety -
                          tylko matke

                          wiec co radzi swiatle grono? zostaw zone z trojka dzieci i spieprzaj bo inaczej
                          grozi ci smierc poprzedzona alkoholizmem!!!!


                          jesli ktos chce zyc zgodnie z kanonami wiary i :
                          a/ nie wspolzyje przed slubem
                          b/ nie stosuje antykoncepcji

                          to c/ sakrament malzenstwa nakazuje mu zostac z zona i matka jego dzieci do
                          smierci...

                          plodzic dzieci nie bylo ciezko? a zyc z konsekwencjami i zgodnie z kanonami
                          swojej wiary jest za ciezko?????

                          puknij sie czlowieku w glowe i oprzytomniej i albo jestes katolikiem i dzwigaj
                          swoj krzyz albo sie wypisz z kosciola - wez rozwod, znajdz sobie inna kobiete -
                          ale niestety - to ze spiperzyles sobie zycie to twoj problem, ale dlaczego
                          chcesz zrobic to kobiecie ktora wyszla za ciebie w dobrej wierze i swoim dzieciom?

                          • samczyk1977 Re: typowa podwoja moralnosc 24.09.07, 12:24
                            Nie wymagam dużo od swojej żony chcę tylko normalnie współżyć,
                            żebym czuł że jest jej dobrze ze mną w tych sprawach, zawsze miałem
                            duże potrzeby ale wytrzymałem aż do ślubu, nigdy nie przypuszczałem
                            że bedą z tym takie problemy, staraliśmy się korzystać z metod
                            naturalnych kalendarzyka i tak poczeło się trzecie dziecko nie
                            żałuję tego bo bardzo je kocham, ale nie mogąc zapewnić odpowiednich
                            warunków dla dziecka i mając na chwilę obecną problemy zdrowotne
                            poczęcie kolejnego też nie jest zgodne wiarą katolicką, pozostaje
                            jedynie celibat - to jest ok w tym momencie wg. wiary, tylko pytanie
                            do czego to doprowadzi ?
                            • misssaigon Re: typowa podwoja moralnosc 24.09.07, 22:24
                              samczyk...

                              w twojej mocy jest dowiedziec sie od zony czego sie obawia, jaki jest powod jej
                              niecheci do seksu

                              jesli sam tego nie potrafisz zrobic - popros o pomoc - ksiedza, seksuologa,
                              przyjaciolke zony...

                              wierzacej czy niewierzacej kobiety nie da sie zmuisc do seksu - chyba, ze
                              gwaltem - a tego chyba nie chcesz...pozostaje perswazja i ...stworzenie
                              komfortowych warunkow psychicznych i fizycznych... wiem, z autopsji ze opieka
                              nad trojka dzieci bywa bardzo wyczerpujaca...

                              podkreslasz w swoim liscie stosownie sie do zasad wiary...zatem...jesli chcesz
                              byc w tym uczciwy i konsekwentny i jesli nie uda ci sie przekonac, otworzyc zony
                              na twoje racje, dowiedziec sie w jaki sposb sprawic aby seks byl dla niej
                              przyjemnoscia - nikt ci nie pomoze - chociaz...zapewne w cuda wierzysz:))

                              i co wtedy? czy pozostaniesz przy swoich zasadach?
                              nie mysl na tydzien naprzod czy tez z perspektywy porannej erekcji ...jak bedzie
                              wygladac wasze zycie za 10 lat?...

                            • jola_ep Re: typowa podwoja moralnosc 24.09.07, 22:33
                              > staraliśmy się korzystać z metod
                              > naturalnych kalendarzyka

                              Kalendarzyk??? Myślałam, że już nikt nie traktuje go poważnie.
                              Metody naturalne to np. Billingsów (ale to tylko metoda objawowa, dobra jako dodatek do termicznej), objawowo-termiczna (np. wg Rotzera), angielska (podwójnego sprawdzenia) itd. itp.
                              Metody te osiągają całkiem niezłą skuteczność, lepszą od prezerwatyw, metoda ścisła termiczna (współżycie tylko w drugiej połowie cyklu) ma indeks Pearla porównywalny z pigułkami.
                              Którą z nich stosowaliście?

                              Ale - bardzo ważne - jest odpowiednia WIEDZA. Dobrze jest, jak można na początku mieć do dyspozycji doświadczonego nauczyciela, albo przynajmniej dobry podręcznik (ja uczyłam się z podręcznika napisanego przez Kippey'ów).

                              Metody te mają wiele wad. Główna to przede wszystkim dość długi abstynencji (średnio ok. 12-14 dni). Ponieważ - wbrew pozorom - nie tylko wiara katolicka skłania ludzi do przyjęcia tej metody, to zawsze pozostają środki mechaniczne:)

                              Niska skuteczność do tych wad nie należy, ale pod warunkiem umiejętnego stosowania tej metody. Są ścisłe reguły i trzeba je znać, interpretować objawy i trzymać się tych reguł.

                              Wydaje mi się, że stosowanie tych metod niesie ze sobą większą wiedzę o własnym ciele, seksualności i jej akceptację, a nawet podziw dla cudów natury ;) Czas, gdy ukochany facet staje się obiektem niedostępnym, a w naszym kobiecym ciele buszują hormony, jest trudny dla młodych małżeństw. Ale w takim długim związku, z prozą życia, czasem bardzo się przydaje ;)))
                              Ale może do tego potrzeba akceptacji własnej kobiecości?

                              Pozdrawiam
                              Jola
                          • lava71 Re: typowa podwoja moralnosc 24.09.07, 13:14
                            misss... dobrze powiedziane ale niestety nie do końca;)
                            Nie wiem dlaczego pominęłaś/łeś taki ważny szczegół jak to, że wiara katolicka
                            to wiara miłości. To wiara gdzie małżonkowie mają się szanować i się kochać ...
                            także fizycznie.
                            Jeżeli proponujesz pukanie się w czoło to najlepiej wcześniej pokazać jak się to
                            robi. W tym przypadku życie tych dwojga nie ma nic wspólnego z żadną wiarą. To
                            taki nieudany kontrakt handlowy gdzie jedna ze stron nie dotrzymała głównego
                            punktu. I tyle na ten temat.
                            • avide Re: typowa podwoja moralnosc 24.09.07, 15:57
                              A ja dodam jeszcze że jest w Biblii napisane że żona nie będzie mężowi
                              wzbraniała swojego ciała i na odwrót. Zatem Miłość psychiczna ale i fizyczna
                              koniec i kropka.
    • lava71 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 24.09.07, 12:36
      Z tego co opisujesz to w waszym związku nie ma równowagi w dziedzinie "dawania i
      brania". Wybacz ale błaganiami i na litość to chyba swojej kobiety nie
      "weźmiesz". Jej jak widać jest w waszym związku wygodnie i ona na pewno nie
      będzie chciała tego zmienić.
      Może spróbuj znaleźć "słaby punkt" żony ... to na czym jej zależy a co jej
      dajesz. Ukróć to, spraw żeby i ona poczuła się niewygodnie. Musisz niestety
      wytrącić wasz związek z tego pozornie stabilnego punktu. Musisz to zrobić jak
      najszybciej bo obecna sytuacja już Cię chyba przerosła.
      Nie sądzę też żeby psycholog coś tu pomógł. Jeżeli "kochająca" kobieta nie widzi
      sama, ze jej "ukochany" psychicznie i fizycznie umiera to nikt jej tego nie
      wytłumaczy. Swoją drogą to dziwne bo takie postępowanie to najskuteczniejszy
      sposób na rozbicie związku ... a wcześniej wepchnięcie faceta w ramiona innej
      kobiety.
      Jeżeli w obecnej chwili nie widzisz szans na poprawę to kończ te męki. Na pewno
      będzie boleć ale będziesz miał szansę jeszcze coś od życia dostać.
    • glosatorr Walka wiary z rozsądkiem 24.09.07, 14:41
      samczyk1977 napisał:
      > ze względów religijnych nie współżyłem przed ślubem i nigdy
      > nie przypuszczałem że bedą z tym takie problemy po zawarciu
      związku,
      > żona nie potrafi czerpać przyjemności z sexu

      Witam

      Przeczytałem wszystko co napisałeś tutaj i poświęciłem kilka dni, by
      porozmawiac z kilkoma osobami, które podpowiedziały mi rozwiązanie.
      Po pierwsze z tego co piszesz wynika, że Twoje małżeństwo jest
      bardzo ortodoksyjne. Za ortodoksyjne nawet jak na wiarę katolicką.
      Po pierwsze musisz sobie zdać sprawę, że opory Twojej żony mogą
      wynikać nie z jakichś problemów seksualnych ale z nieznajomości
      rzeczy. Po pierwsze wbrew temu co piszesz, KK wcale nie poleca
      metody kalandarzykowiej - bo ona wogóle jest nieskuteczna. Po
      drugie - nieprawdą jest, że KK głosi, iż każde współżycie ma się
      zakończyć urodzeniem potomka. I najważniejsze - w przypadku, kiedy
      ewentualne pojawienie się potomka stwarza problemy w małżeństwie -
      pierwsze w rozważaniach jest dobro małzonków i miłości między nimi.
      Opory Twojej żony, w moim przekonaniu wynikają z lęku przed ciążą.
      Twoje parcie na seks - ona odbiera jako zagrożenie. Przecież zawsze
      z seksu bez zabezpieczeń może pojawić się dziecko a ona już pewnie
      nie chce mieć dzieci. I tu pojawia się dylemat - który KK rozwiązuje
      od dawna. Co jest ważniejsze - litera prawa czy człowiek?
      Forum to nie jest dobre miejsce na rozwiązywanie dylematów
      moralnych, ale ponieważ piszą i czytają to Forum również osoby
      wierzące mające dylematy moralne, jak pogodzić zasady KK z
      działaniem, zacytuję to co kiedyś powiedział mi pewien ksiądz. Jeśli
      trzymanie się zasad spowoduje, że związek i miłość między ludźmi
      zaczyna szwankować, stosując zasadę wyłączonego środka - dla dobra
      małżeństwa i Miłości, można uzasadnić zastosowanie środków, które
      nie dopuszczą do zajścia w ciążę. I dlatego księża mają prikaz w
      konfesjonałach na udzielanie tzw. dyspenzy.
      I otrzymują ją np. małżenstwa mające Twoje problemy. Chodzi tu o
      stosowanie środków nieaborcyjnych - czyli środków hormonalnych,
      prezerwatywy. Wyklucza się zaś stosowanie środków tzw. aborcyjnych.
      Najpierw szybko wyjaśnię zasadę wyłączonego środka.
      Otóż ze względu na jakieś dobro, etyczne i moralne jes dopuszczenie
      środka, który w skutkach może wywołac niechciane, ale nieuniknione
      powstanie tzw. złego skutku. Innymi słowy - ponieważ dobro, zdrowie
      Twoje i Twojej żony, wasza Miłość jest nadrzędne niż pojawienie się
      kolejnego dziecka (bo co dziecku da skłocona, rozdrażniona rodzina)
      można zastosować takie środki, które skutecznie wyeliminują zajście
      w ciążę poza takimi środkami, których zło przewyższa osiągnięte
      dobro.
      Dlatego KK mając swoje zasady (polemika czy ma prawo czy nie, czy są
      słuszne czy nie) daje ludziom, którzy mają problemy np. z ustaleniem
      okresu niepłodnego (niereguralność okresów) - możliwość stosowania
      odpowiednich wniosków.
      Jako katolik, który chce być wierny swojej wierze (a ja nie mam
      żadnych podstaw do tego, by Ci w sumieniu grzebać) powinieneś się
      udać do jakiegoś mądrego księdza i po prostu powiedziec wprost:
      że żona z powodu tego, iż chce być wierna zasadom, straciła wogóle
      ochotę na seks, że Ty masz potężne problemy z sobą, że Wasz związek
      trzeszczy w szwach i po prostu musicie ten problem rozwiązać. A jak
      dodasz, że kolejna ciąża jest zagrożeniem dla zdrowia Twojej żony -
      to powinieneś uzyskać właśnie taką zgodę.Tu oczywiście może się
      rozpocząć dyskusja na temat moralności (podwójnej czy pojedyńczej)
      ale ja nie chce się wgłębiać w teologiczne dywagacje. KK ma swoje
      zasady, są one czasami twarde, ale nie jest to Talmud, gdzie
      zrobienie 50 kroków w szabas czasami konczyło się kamienowaniem.
      Prawo jest dla człowieka a nie człowiek dla prawa - dlatego zamiast
      rwać tutaj włosy, powinniście najpierw powiedzieć sobie sami - co
      jest najwazniejsze dla Was!
      I iśc do mądrego księdza, który po prostu zdejmie to brzemię z
      Waszych pleców. Wiele małżeństw w Polsce i na świecie ma ten problem
      z głowy - bo KK można wiele zarzutów postawić, ale nie takich, że
      zakłada się ludziom ciężary nie do udzwignięcia.

      I jeszcze dodam coś - co mnie osobiście przeraziło w tym co pisałeś.
      Dziwi mnie bowiem to, że żyjecie w Kosciele i o tym co napisałem nie
      wiecie. Że tyle lat nosiliście to w sobie nie rozumiejąc tego co się
      już dzieciom na lekcjach religii wykłada. Bo ja nie rozumiem jednego
      w tym co napisałeś - czemu nie potraficie o tym rozmawiać. Czemu np.
      nie kochacie się i nie dajecie sobie przyjemnosci na drodze
      pieszczot - to w KK nie jest zabronione! Czemu nie poznałeś
      fizjologii Twojej żony - jeśli nie jest umiarowiona - KK nie
      zabrania umiarowić kobiety! A to oznacza, że można stosować środki
      antykoncepcyjne, pozwalające we współpracy z lekarzem - ustawić
      okreś płodności i niepłodności. Czemu tego nie zrobiliście!
      I czemu Twoja żona ma aż takie zahamowania?
      Bo ja myślę, że to nieróbstwo oraz zahamowania z jej strony - to
      główny Wasz problem. A to jest problem już nie dla księdza, nie dla
      Boga ale dla terapeuty. I wydaje mi się, że tylko czytając to co
      napisałeś - Twoja żona po prostu powinna zrozumieć, że jej
      zahamowania rozwalą Wasze małzeństwo i Wasza wiara pójdzie w
      powietrze. Nienawiść zastąpi Miłość i będzie po ptakach.
      I na zakończenie chciałbym bardzo prosić osoby, ktore KK mają gdzieś
      albo wyznają zasadę, że KK w sprawach łóżka nie ma prawa się
      wypowiadac.
      Jest wiele problemów wynikających z ogromnego niezrozumienia i
      religii katolickiej, jak również ogromnych zahamowań, które są
      wynikiem braku wiedzy oraz złego wychowania.
      Kiedyś przypominam sobie wypowiedź pewnego księdza, który na kazaniu
      powiedział słowa, jakie zapadły mi do dzisiaj w głowie bo
      oburzyły "mohery" i kościelnych dewotów. Zacytuje je z głowy:

      "Ludzie zapominają, że Bog stwarzając człowieka dał mu seksualność
      nie tylko by ludzie płodzili i zaludniali ziemię, ale równiez
      dlatego by się kochali. I kiedy oddzielamy seksualność i to co
      przynależne jest ciału od tego co boskie, dochodzimy tak naprawdę do
      zaprzeczenia Mądrości Boga i jego Miłości do człowieka. No bo jaki
      Bóg daje człowiekowi penisa i cipke - i jednocześnie zabrania mu się
      kochać, pieścić a daje mu tylko możliwość płodzenia dzieci? To nie
      Bóg ale tyran. Jakoś sfera seksualna staje się głupim taboo a sama
      myśl o tym, że Bog będąc człowiekiem siusiał, chodził do wygódki,
      miał zmazy nocne i marzenia senne jak każdy zdrowy mężczyzna, lubił
      rozmawiać z kobietami i nie unikał ich towarzystwa - u wielu rodzi
      fałszywe poczucie wstydu. Niedobrze, kiedy człowiek jest sam. I
      trzeba pamiętać o tym, ilekroć błędy wychowawcze i fałszywa
      pobożność staje na przeszkodzie Miłości dwojga ludzi. Faryzeusze też
      trzymali się sztywno prawa - a Bóg wcale ich nie pochwalał - wprost
      przeciwnie, potępil ich. Bóg jest Bogiem Miłości - i żadna gumowa
      błona czy pastylka nie spowoduje, że przestanie kochac ludzi i
      zabraniać im kochania się".

      Tak więc będąc daleki od potępiania kogoś, że robi co innego w łóżku
      niż jego proboszcz jak również tych, którzy cierpią z powodu
      dylematu pomiędzy rozumiem i wiarą - pozostawiam do dyskusji
      wspominając, że i rozum Bog dał czlowiekowi i myslę, że wielu
      grzeszy nie posługując się nim samodzielnie a opierając się na
      wiedzy sprzed wieków.

      PS: Była taka sekta w KK - gdzieś na poczatku chrześcijaństwa, która
      głosiła, że seks nawet w małżeństwie jest grzeszny. Że penis to
      grzeszna część ciała, a pipka to wogóle wejście do piekła! :-) I
      wogóle wszystko co związane jest z seksem to zło i szataństwo.
      Dlatego by nie ulegać pokusom "świata" zalecano kastrowanie
      mężczyzn. Ten pogląd został potępiony, jeśli mnie pamięć nie myli -
      na Soborze Jerozolimskim. I dzięki temu Orygenes, jest do dzisiaj
      uznawany za Ojca Kościoła, ale nigdy nie został kanonizowany za to,
      że sobie obciął jajec... to tak na marginesie dla Ciekawskich
      • lava71 Re: Walka wiary z rozsądkiem 24.09.07, 15:09
        To było piękne. A teraz poproszę wiernych wyznawców KK o przyznanie się czy
        kiedykolwiek o czymś takim słyszeli.
        Po raz kolejny wychodzi na to samo, że wiedza to potęga.
        • lilyrush Re: Walka wiary z rozsądkiem 24.09.07, 15:23
          Sprawa ejst bardzo prosta...wystarczy, ze tabletki bierzesz ze
          wzgledów zdrowotnych a nie dla antykoncepcji. Antykoncepcje masz
          zupełnie na boku jako efekt uboczny. Nigdy nie zdarzyło mi sie
          kwestionowanie tego na spowiedzi, kiedy odpowiedzizałam na pytanie
          ksiedza, jeśi juz zapytał...
          Mądra wiara polega na poznaniu zasad tj wiary a nie powtarzzanieu
          tego co ktoś gdizes powieidział....
        • glosatorr Re: Walka wiary z rozsądkiem 24.09.07, 15:37
          lava71 napisał:

          > To było piękne. A teraz poproszę wiernych wyznawców KK o
          przyznanie się czy
          > kiedykolwiek o czymś takim słyszeli.
          > Po raz kolejny wychodzi na to samo, że wiedza to potęga.

          Nie musisz pytać - mogę Ci sam powiedzieć, że niewielu o tym wie, bo
          boją się zapytać, podrążyć temat. Natomiast nie da się ukryć, że
          temat dawno niektórzy rozkminili, zapytali i dostali swoją odpowiedź.
      • your_and Fakty 24.09.07, 18:16
        glosatorr napisał:
        > Przeczytałem wszystko co napisałeś tutaj i poświęciłem kilka dni,
        by
        > porozmawiac z kilkoma osobami, które podpowiedziały mi rozwiązanie.

        Wygląda na to że ktoś pokrętnie Cię poinformował.
        Niestety jest to bardzo naciągana interpretacja wobec tego co głosi
        KK, a nie co niektórzy duchowni - humaniści, których KK ostatnio
        wewnętrznie ostro wzywał do podporządkowania się oficjalnej nauce.
        W zeszłym roku kuria rozyłała wewnętrzne dokumenty przypominające
        spowiednikom że mają sie pytać o antykoncepcje, a jak ktoś nie
        wyrazi checi żalu i poprawy (nie obieca że od tej chwili przestanie)
        to mają odmawiać rozgrzeszenia i w zeszły roku kurs się wręcz
        zaostrzył.
        Wyjątkiem może być choroba stwarzjaca zagożenie dla matki lub ew.
        dziecka, wtedy tez jest grzech ciężki ale rozgrzeszenie trzeba dać.

        Zerknij do oficjalnej i niezmienionej od 1997 instrukcji dla
        spowiedników:

        4. Kościół zawsze nauczał, że antykoncepcja jest działaniem
        wewnętrznie złym; chodzi o akty małżeńskie ubezpłodnione w wyniku
        świadomego zamiaru. To nauczanie należy uważać za ostateczne i nie
        podlegające zmianie.(...)
        Spowiednik jest obowiązany upomnieć penitentów co do wykroczeń, z
        istoty swej ciężkich, dotyczących prawa Bożego i wpłynąć, by
        zapragnęli uzyskać rozgrzeszenie i Boże przebaczenie z
        postanowieniem weryfikacji i poprawy swego postępowania. Przypadek
        powtórzenia grzechów antykoncepcji, nie jest powodem, samym w sobie
        wystarczającym, do odmówienia rozgrzeszenia; należy go jednak
        odmówić, jeśli brakuje dostatecznej skruchy albo postanowienia
        poprawy wykluczającej ponowny upadek (przyp: 40).
        www.spowiedz.pl/vademecum.htm
        Kobieta, przystępująca do sakramentu pokuty, a równocześnie
        nosząca spiralę domaciczną może otrzymać rozgrzeszenie, jeśli
        uznając swój grzech, okaże szczerą wolę usunięcia wkładki.
        Równocześnie musi się zobowiązać, że do chwili usunięcia tego środka
        nie będzie podejmować współżycia małżeńskiego. Jeśli zaś stosuje
        wkładkę od dłuższego czasu i dotychczasowe postanowienia jej
        usunięcia nie były zrealizowane, wtedy może otrzymać rozgrzeszenie
        jedynie po uprzednim usunięciu wkładki. W przypadku stosowania
        hormonalnych środków wczesnoporonnych należy przyjąć te same zasady,
        jakie odnoszą się do stosowania spirali domacicznej
        www.kdr.radom.opoka.org.pl/nr1-02/naukowa1-02-1.html
        • glosatorr Fakty i mity 24.09.07, 19:02
          your_and napisał:

          > glosatorr napisał:
          > > Przeczytałem wszystko co napisałeś tutaj i poświęciłem kilka dni,
          > by
          > > porozmawiac z kilkoma osobami, które podpowiedziały mi rozwiązanie.
          >
          > Wygląda na to że ktoś pokrętnie Cię poinformował.

          No cóż - dokonał tego w takim razie ksiądz katolicki :)) profesor teologii
          moralnej :-)

          > Niestety jest to bardzo naciągana interpretacja

          Nie jest to wcale naciągana interpretacja :-)
          Zasady wyłączonego środka uczy się na samym początku studiów teologicznych. I to
          nie jest żadna teoria.

          > Wyjątkiem może być choroba stwarzjaca zagożenie dla matki lub ew.
          > dziecka, wtedy tez jest grzech ciężki ale rozgrzeszenie trzeba dać.

          Nie - wg, definicji teologicznej - grzech ciężki to w pełni świadomy i w pełni
          dobrowolne wybranie zła a odrzucenie dobra - tak więc mylisz się w tym co
          piszesz powołując się na instrukcje. KK nie działa wg. instrukcji (co mnie
          zresztą jako katolika niezmiernie cieszy) - dlatego są wyjątki, do których tzw.
          dopuszczenie stosowania pewnych środków jest w KK stosowane zgodnie z sumienie,m.
          Jak własnie pokazuje definicja grzechu świadomego (ciężkiego) - jeśli istnieje
          jakakolwiek godziwa przesłanka, iż człowiek dokonuje czynu uznanego za zły ale
          kierując się nie wyborem zła, ale dobra - oczywiście dokonuje się zło - ale nie
          ma winy. A cała wykładnia moralna KK opiera się na wyborze i świadomości wolnej.
          Jeśli policjant zabija bandytę - terrorystę - dokonuje się zło - zabija się
          człowieka. Ale nie ma winy - policjant jest bez winy i nie popełnia grzechu.
          Dlatego np. środki doustne (a nie poronne - takie jak spirala) Kościół dopuszcza
          do stosowania np.: kobietom w trakcie działań wojennych (np. zakonnicom, które
          prowadzą działalność misyjną na terenach walk np. w Afryce), nie wini się
          kobiety w ciąży, która ratując swoje życie zażyje środek, który spowoduje śmierć
          jej nienarodzonego dziecka, i nie ponosi winy każdy, kto czyni coś ze względu na
          jakieś dobro, a skutkiem niechcianym, niepożądanym jest zaistnienie jakiegoś zła.
          Ja rozumiem, że powołujesz się tutaj na instrukcje, które zawierają pewne ogólne
          wytyczne i są dostępne w internecie. Ja powołuję się na wykład mojego kolegi,
          który tego właśnie uczy kleryków w jednym z Warszawskich seminariów.

          >
          > Zerknij do oficjalnej i niezmienionej od 1997 instrukcji dla
          > spowiedników:
          >
          Ja wolałem zerknąć do mojego kolegi, by przy piwku zadać mu pytanie, jakie zadał
          tu Autor wątku.

          > 4. Kościół zawsze nauczał, że antykoncepcja jest działaniem
          > wewnętrznie złym; chodzi o akty małżeńskie ubezpłodnione w wyniku
          > świadomego zamiaru. To nauczanie należy uważać za ostateczne i nie
          > podlegające zmianie.(...)

          Zgadza się. Taka jest zasada.


          > Przypadek
          > powtórzenia grzechów antykoncepcji, nie jest powodem, samym w sobie
          > wystarczającym,

          No właśnie - nie jest to powód sam w sobie. Ale powodem dopuszczającym nie jest
          sama wola zażywania srodków w przypadku Autora i wielu ludzi - ale np.
          niemożność posiadania dziecka, zagrożenie gwałtem w małżeństwie, czy na wojnie,
          czy w wyniku mieszkania w niebezpiecznej okolicy, czy np. zagrożenie życia matki.

          >
          > Kobieta, przystępująca do sakramentu pokuty, a równocześnie
          > nosząca spiralę domaciczną

          A tu ja pisałem - spirala domaciczna w KK jest środkiem poronnym dlatego jest
          zabroniona w każdej sytuacji i stosowanie jej jest równoznaczne z ekskomuniką
          taką samą jak za aborcję. Tu KK masz rację - jest nieugięty.

          > W przypadku stosowania
          > hormonalnych środków wczesnoporonnych należy przyjąć te same zasady,
          > jakie odnoszą się do stosowania spirali domacicznej

          Jak wyżej. Pisałem o tym i proszę zwrócić na to uwagę.
          Dlatego m.in. katolik nie ma w tej kwestii swobody w interpretacji i takie
          sprawy wyjaśnia się w konfesjonale, z księdzem, rozważając konkretną sytuację a
          nie teoretyzując za pomoca znalezionej w sieci instrukcji. Na całe szczęście w
          konfesjonale - ksiadz nie stosuje instrukcji, ale wiedzę jaką nabywa podczas
          studiów, gdzie właśnie aby móc rozsądzić moralnie daną kwestię, ma wykłady z
          seksuologi, psychopatologii i także właśnie teologii moralnej i tzw. casusu.
          Dlatego nie ma co się spierać - polecam gorąco każdemu kto jako katolik ma
          jakieś w tej materii problemy, odwiedzenie najbliższego akademickiego kościoła,
          gdzie w konfesjonałach siedzą zwykle bardziej uczeni księża, myślący i bardziej
          życzliwi ludziom, niż jakieś urzędniczyny w koloratkach ;))

          Ukłony
          • your_and Re: Fakty i mity - a własne wybory (duchownych) 24.09.07, 20:18
            Drogi Glosatorze mój interkulatorze...
            Twój kolega, zaiste należy do licznego grona śmiałych duchem którzy posuwają
            rozwój duchowy świata jak Hus, Wikelf, Luter i inni którzy interpretują zgonie z
            wewnętrzym głosem ale niekoniecznie zgodnie z aktualnym nauczaniem KK – choć
            historycznie owa naukę modyfikują.
            Cóż, nie teoretyzuje na podstawie znalezionej w sieci instrukcji, a raczej dałem
            ci ja na przykład, co do nauki zaś, to jak wielu wrażliwych w pewnym wieku
            poszukujących sam parałem się celebrą jak i prowadzeniem grupy religijnej. I
            poznałem na swej drodze duchownych zarówno wspaniałych jak i wątpliwych i
            pełnych hipokryzji, postępowych jezuitów jak i konserwatywnych guzikowców
            (diecezjalnych). Ślepo walczących o czystość nauczania jak i idących za własnym
            wewnętrznym głosem.
            Ale co innego jest mówić o wyborach wynikających z wewnętrznej wiary co
            wrażliwszych duchownych, a co innego mydlić oczy rzekomym oficjalnym nauczaniem KK.
            Z zeszłym roku KK była znamienna sprawa nauki w sprawie prezerwatywy w Afryce,
            przez media przez moment określana jako przełom. Otóż jeden z duszpasterzy
            zajmujących sie tym problemem publicznie oznajmił że prezerwatywa jest mniejszym
            złem jeżeli jeden z małżonków jest zarażony AIDS i drugi mógłby sie od niego
            zarazić. Niby oczywiste względem twojego wywodu. Media podchwyciły i zaczeły
            wypytywać Watykan. Ten zaś pomny jakie opłakane skutki wynikły ze zbyt
            pochopnego potępienia 95 tez przybitych na drzwiach katedry w Witemberdze, dał
            najpierw nadzieje, pojednawczo ustanowił komisję, pozwolił podyskutować, a gdy
            sprawa ucicha i rozmyła się - powtórzył oficjalne nauczanie ze najlepszą i
            jedyną dozwoloną prezerwatywą dla katolika jest wierność, a w tym przypadku
            wstrzemięźliwość seksualna.
            (kulisy: serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3314967.html)

            Ci jak piszesz myślący i życzliwi ludziom w konfesjonałach akademickich, płacą
            własną cenę wyborów moralnych nieposłuszeństwa oficjalnej nauce KK, a Kuria
            ostatnio wzięła ostro się za to żeby im o tym przypomnieć.
            Pozdrawiam Poszukujących


            • glosatorr Re: Fakty i mity - a własne wybory (duchownych) 24.09.07, 23:52
              your_and napisał:

              > Drogi Glosatorze mój interkulatorze...

              Witaj wieczorową porą :))

              > Twój kolega, zaiste należy do licznego grona śmiałych duchem którzy posuwają
              > rozwój duchowy świata jak Hus, Wikelf, Luter

              Nie - mój rozmówca po prostu wykłada to i to na katolickiej uczelni i gdyby ktoś
              do niego trafił i zadał dokładnie tę samą kwestię uzyskałby dokładnie tę samą
              odpowiedź.


              > I
              > poznałem na swej drodze duchownych zarówno wspaniałych jak i wątpliwych i
              > pełnych hipokryzji, postępowych jezuitów jak i konserwatywnych guzikowców
              > (diecezjalnych).

              Z tym podziałem się zgadzam, iż guzikowcy są niestety choćby z wielu innych
              powodów czysto aparatczykami bez głębszej wiedzy i wyczucia w ludzkich
              problemach, ale ja mam inny podział: na nieuków i ludzi traktujący kapłaństwo
              jako zawód albo powołanie.
              I z tego powodu coraz częściej ludzie wierzący idąc ze swoim problemem chadzają
              jako po polu minowym i albo trafią na myślącego i biegłego w wiedzy duchowej
              kapłana albo na idiotę, który po prostu nie ma jakiegokolwiek przygotowania do
              zadania, jakiego się podjął.


              > Z zeszłym roku KK była znamienna sprawa nauki w sprawie prezerwatywy w Afryce,

              Ależ oczywiście i sam śledziłem jak i śledzę jako osoba wierząca chodź różnie
              praktykująca - to co się dzieje w KK w sprawach moralnych, teologicznych czy
              moralnych i znam dokładnie tę dyskusję i wiem, że w tej sprawie podział w KK
              jest i to taki fifty fifty, więc z tego powodu ja się nie czuję w żaden sposób
              delegowany do roztrząsania sporu. I nie chciałbym w tym miejscu go prowadzić, bo
              jest to totalnie off topic tego Forum.
              Ja wogóle mam świadomość, że w wielu sprawach KK dokona zmiany w swoim
              podejściu, bo nie wierzę, iż jeśli Bóg powiedział wyraźnie, że przyszedł "nie do
              tych co się dobrze mają, ale do tych, których odrzucono", zaś jego najlepszymi
              przyjaciółmi byli Ci, których w czasach Chrystusa ogół praworządnych potępiał i
              odrzucał i nadal Mu jest milczy tym "celnika" i "cudzołożnicy Marii M" niż
              faryzeusza co każe innym dźwigać ciężary, których sam nie udźwignie :))

              > Otóż jeden z duszpasterzy
              > zajmujących sie tym problemem publicznie oznajmił że prezerwatywa jest mniejszy
              > m
              > złem

              No właśnie. Dlatego jak pokazuje historia KK, kiedy w KK istnieje dialog i
              różnice w interpretacji, zostawia się ten problem do roztrząsania tym, którzy
              sami nie mając tych dylematów, zgłębiają je teologicznie, ale w konfesjonale,
              gdzie dla ludzi wierzących działa sam Bóg nawet jeśli w konfesjonale siedzi
              idiota, osioł, kretyn, nieuk czy profesor teologii - zawsze kapłan może
              powiedzieć człowiekowi strapionemu, z ogromnym ciężarem na sercu, z jego
              rozdźwiękiem, słabością - to co Bóg kochający to co słabe, zmęczone i błądzące:
              "Czy ktoś Cię potępił? I ja Ciebie nie odrzucam"
              Dlatego w KK trwa dyskusja i chociaż zasady są czasami ciężkie, chociaż czasami
              hierarchowie i profesorowie różnych teologii się kłocą to jednak patrząc na to
              co w KK się działo, to co dzisiaj dla szarego katolika jest dzisiaj normalne,
              kiedyś za to palono na stosach. Dlatego KK już niedługo (z tego co sam wiem już
              to czyni w konfesjonałach indywidualnie) dopuści do przystępowania do
              sakramentów np. osoby porzucone przez współmałżonków, zdradzone - które założyły
              nowe związki, dlatego w przypadku np. orzeczenia o tzw. nieważności związku,
              osoba winna niedojrzałego i złego działania np. nie dostanie nigdy zgody na
              ponowny związek zaś strona pokrzywdzona a działająca właściwie taką możliwość
              mieć będzie.
              W konfesjonale bowiem Kolego zacny - kapłan oprócz wiedzy, zakazów i nakazów -
              ma serce, rozum, wiarę oraz władzę, jaką kiedyś Bóg dał apostołom i tę władzę
              następcy apostołów scedowali na duchowną osobę: włądzę odpuszczania win i
              grzechów. I jedni z tej władzy korzystają, by ludzie nadal kochali Boga i się
              nie odwracali od niego z błahych powodów a inni mają tak zakute łby, że myślą,
              iż im więcej ludzi z konfesjonału wywalą z brakiem rozgrzeszenia, to im samym
              Bóg odpuści ich winy i brak miłosierdzia łatwiej. I się mylą.


              > Ci jak piszesz myślący i życzliwi ludziom w konfesjonałach akademickich, płacą
              własną cenę wyborów moralnych nieposłuszeństwa oficjalnej nauce KK,

              Jeszcze raz powtórzę - czym innym są zasady, a czym innym są wyjątki od zasad,
              które zasad nie łamią. Dlatego wielu ludzi spotyka się w konfesjonale z rosnącą
              rzeszą autentycznych świadków Boga i ich prawdziwych sług a inni mają pecha
              trafić na idiotę żyjącego z bezdusznego i bezrozumnego egzekwowania zakazów i
              nakazów bez ducha ale zgodnie z literą prawa. Dlatego ja zawsze moim znajomym
              mówię - gdzie jest takowy mądry i z otwartą głową kapłan, a gdzie unikać
              urzędnika w konfesjonale. :))

              > a Kuria
              > ostatnio wzięła ostro się za to żeby im o tym przypomnieć.

              Kuria - ma ograniczoną władzę. Tak, tak ;))
              Dlatego wszystkim wierzącym a mającym wielkie utrapienia moralne Forumowiczom i
              ich małżonkom polecam unikanie tzw. guzikowców a poszukiwanie mądrych kapłanów
              wśród zakonników mających poza głową również serce i wiarę w swoje posłannictwo.

              > Pozdrawiam Poszukujących
              >
              Również pozdrawiam
              >
      • sunflower30 Re: Walka wiary z rozsądkiem 24.09.07, 19:28
        glosatorr napisał:

        >nie poleca
        > metody kalandarzykowiej - bo ona wogóle jest nieskuteczna

        jest nieskuteczna, jesli nie umie sie z niej korzystać, albo kiedy
        kobieta ma zaburzenia cylku. W innych przypadkach jest skuteczna.

        można uzasadnić zastosowanie środków, które
        > nie dopuszczą do zajścia w ciążę. I dlatego księża mają prikaz w
        > konfesjonałach na udzielanie tzw. dyspenzy."

        pierwsze słysze o takiej dyspensie, to chyba w Warszawie takich
        ksieży macie, bo w moim miescie -nie słyszałam.

        " Chodzi tu o stosowanie środków nieaborcyjnych - czyli środków
        hormonalnych, prezerwatywy. Wyklucza się zaś stosowanie środków tzw.
        aborcyjnych."
        jakie to są środki aborcyjne? Pytam serio?

        > środka, który w skutkach może wywołac niechciane, ale nieuniknione
        > powstanie tzw. złego skutku. Innymi słowy - ponieważ dobro,
        zdrowie
        > Twoje i Twojej żony, wasza Miłość jest nadrzędne niż pojawienie
        się
        > kolejnego dziecka (bo co dziecku da skłocona, rozdrażniona
        rodzina)
        > można zastosować takie środki, które skutecznie wyeliminują
        zajście
        > w ciążę poza takimi środkami, których zło przewyższa osiągnięte
        > dobro.
        > Dlatego KK mając swoje zasady (polemika czy ma prawo czy nie, czy

        > słuszne czy nie) daje ludziom, którzy mają problemy np. z
        ustaleniem
        > okresu niepłodnego (niereguralność okresów) - możliwość stosowania
        > odpowiednich wniosków.
        > Jako katolik, który chce być wierny swojej wierze (a ja nie mam
        > żadnych podstaw do tego, by Ci w sumieniu grzebać) powinieneś się
        > udać do jakiegoś mądrego księdza i po prostu powiedziec wprost:
        > że żona z powodu tego, iż chce być wierna zasadom, straciła wogóle
        > ochotę na seks, że Ty masz potężne problemy z sobą, że Wasz
        związek
        > trzeszczy w szwach i po prostu musicie ten problem rozwiązać. A
        jak
        > dodasz, że kolejna ciąża jest zagrożeniem dla zdrowia Twojej żony -

        > to powinieneś uzyskać właśnie taką zgodę.Tu oczywiście może się
        > rozpocząć dyskusja na temat moralności (podwójnej czy pojedyńczej)
        > ale ja nie chce się wgłębiać w teologiczne dywagacje. KK ma swoje
        > zasady, są one czasami twarde, ale nie jest to Talmud, gdzie
        > zrobienie 50 kroków w szabas czasami konczyło się kamienowaniem.
        > Prawo jest dla człowieka a nie człowiek dla prawa - dlatego
        zamiast
        > rwać tutaj włosy, powinniście najpierw powiedzieć sobie sami - co
        > jest najwazniejsze dla Was!
        > I iśc do mądrego księdza, który po prostu zdejmie to brzemię z
        > Waszych pleców. Wiele małżeństw w Polsce i na świecie ma ten
        problem
        > z głowy - bo KK można wiele zarzutów postawić, ale nie takich, że
        > zakłada się ludziom ciężary nie do udzwignięcia.
        >
        > I jeszcze dodam coś - co mnie osobiście przeraziło w tym co
        pisałeś.
        > Dziwi mnie bowiem to, że żyjecie w Kosciele i o tym co napisałem
        nie
        > wiecie. Że tyle lat nosiliście to w sobie nie rozumiejąc tego co
        się
        > już dzieciom na lekcjach religii wykłada. Bo ja nie rozumiem
        jednego


        "antykoncepcyjne, pozwalające we współpracy z lekarzem - ustawić
        okreś płodności i niepłodności"- glosatorr, błagam oświeć mnie,
        jakie to są? Środki antykoncepcyjne pozwalające ustawić okres
        płodności? Chyba jestem niedouczona, ale z definicji anty conceptio
        (to łacina) oznacza przeciw poczęciu, wiec jak mogą istnieć srodki
        antykoncepcyjne wspomagające płodność?



        >
        > "Ludzie zapominają, że Bog stwarzając człowieka dał mu seksualność
        > nie tylko by ludzie płodzili i zaludniali ziemię, ale równiez
        > dlatego by się kochali. I kiedy oddzielamy seksualność i to co
        > przynależne jest ciału od tego co boskie, dochodzimy tak naprawdę
        do
        > zaprzeczenia Mądrości Boga i jego Miłości do człowieka. No bo jaki
        > Bóg daje człowiekowi penisa i cipke - i jednocześnie zabrania mu
        się
        > kochać, pieścić a daje mu tylko możliwość płodzenia dzieci? To nie
        > Bóg ale tyran. Jakoś sfera seksualna staje się głupim taboo a sama
        > myśl o tym, że Bog będąc człowiekiem siusiał, chodził do wygódki,
        > miał zmazy nocne i marzenia senne jak każdy zdrowy mężczyzna,
        lubił
        > rozmawiać z kobietami i nie unikał ich towarzystwa - u wielu rodzi
        > fałszywe poczucie wstydu. Niedobrze, kiedy czł
        • sunflower30 Re: Walka wiary z rozsądkiem 24.09.07, 19:44
          sory, za szybko mi sie kliknęło.
          Glosatorr! w naszym cudownym kraju nie ma czegoś takiego, jak dobro
          kobiety, jej zdrowie, czy dobro rodziny, aby można było
          usprawiedliwic sięganie po antykoncepcje. Żadne środki
          antykoncepcyjne nie sa dozwolone przez KK i nie wymyślaj jakiś
          dziwnych nazw i teorii, ze jest inaczej. KK zezwala jedynie na
          naturalne planowanie rodziny (kalendarzyk), a to zupełnie coś
          innego. Napisałeś również, że antykoncepcja doustna nie jest
          wczesnoporonna. A postinor? Jak się go używa? doodbytniczo? Że też
          czasami chce ci sie tracić czas na pisanie takich bajek!
          Mnie w wątku autora dziwi jednak coś innego. Jak silną trzeba miec
          wiarę, aby dać sobie wmówić różne głupoty, np. absurdy o
          antykoncepcji. To jest dla mnie dostateczny dowód,że "religia to
          opium dla ludu".
          Pozdrawiam serdecznie.
          • glosatorr Re: Walka wiary z rozsądkiem 25.09.07, 00:22
            sunflower30 napisała:

            > sory, za szybko mi sie kliknęło.
            > Glosatorr! w naszym cudownym kraju nie ma czegoś takiego, jak dobro
            > kobiety, jej zdrowie, czy dobro rodziny, aby można było
            > usprawiedliwic sięganie po antykoncepcje.

            Ja rozumiem Ciebie - i chociaż powtarzam, zaliczam się do wąskiej grupy osób
            wierzących i myślących zarazem, a nie jestem ani księdzem ani kimkolwiek z osób
            mających tzw. glejt do interpretacji nauki KK, to jednak chciałbym abyś
            wiedziała, że nie jest to prawdą. Parę tekstów wyżej piszę - że KK nie jest
            monolitem, że są przeróżne osoby w KK i poza guzikowcami - czyli
            administratorami i urzędnikami KK są także myśliciele, osoby duchowne głębiej
            traktujące ciężary, z jakimi przychodzą do nich ludzie. Dlatego to, że trafiasz
            na beton który uważa, że nie ma czegoś takiego jak dobro kobiety, mężczyzny,
            rodziny - mogę tylko przytaknąć i powiedzieć, że i tacy bywają ale są też tacy,
            którzy wiedzą, iż kawałek gumki, czy pastylka zmieniająca poziom hormonów i
            czasowo ubezwładniająca kobietę lub mężczyznę (tak, są takie) nie są tragedią, o
            którą warto toczyć boje i straszyć ogniem piekielnym.

            > Żadne środki
            > antykoncepcyjne nie sa dozwolone przez KK

            Ależ to co piszesz, jest prawdą. Nie ma żadnych środków antykoncepcyjnych
            dozwolonych przez KK. Ale czytasz mnie nieuważnie albo nie czytasz dokładnie.
            W KK zabójstwo też jest zabronione. Zabronione jest zdradzanie, kradzież,
            kłamstwo, krzywdzenie innych, bicie, przemoc w domu, gwałt... wiele rzeczy jest
            zabronionych. Ale są rzeczy, które usprawiedliwiają czasami działanie pozornie złe.
            I podaję Ci dlaczego i na jakiej podstawie. I mnie nie musisz przekonywać.
            Jeśli policjant zabija bandytę, jeśli ktoś na torturach nie ujawnia tajemnic
            bezpieczeństwa Państwa i umiera, jeśli ktoś podaje kobiecie w ciąży lek na raka,
            który może zabić jej nienarodzone dziecko - ratuje, czyni dobrze, chociaż
            skutkiem tego działania jest zło.
            No tak jest i można się obrażać, można wzywać Ojca Rydzyka na pomoc razem z
            armią księży Jankowskich - ale są sytuacje, że pomimo surowych nakazów, kar i
            niewiadomo czego - duchowny wie, że można zastosować casus wykluczający, że
            człowiek ze względu na jakieś wielkie dobro może dopuścić zaistnienie jakiegoś
            zła - bo dobro jest potężniejsze niż zło. Dlatego policjant nie chodzi do
            spowiedzi jeśli np. zdzieli w łeb albo zabije zbira, który gwałcił, zabijał,
            podpalał czy terroryzował, nie ma grzechu ten, który zabija w obronie własnej
            lub cudzej. Ale np. już ktoś, kto się po pijaku pobił i kogoś w pijackim widzie
            zabił - grzech ma! I to Ciężki!
            I w KK grzechem śmiertelnym jest stosowanie antykoncepcji, by bezrozumnie się
            bzykać z kim popadnie - bo KK ma niestety pewną rację. Bo KK chce aby ludzie nie
            traktowali swojego penisa i cipki jak przejścia podziemnego i publicznego
            szaletu, bo chcą by ludzie myśleli nad tym co robią. I można się z nimi nie
            zgadzać czy zgadzać - ale mają swoje racje. Ale z tego powodu nie potępi np.
            kobiety, która gwałcona przez pijanego męża zażywa doustne środki
            antykoncepcyjne bo ma już 10-ro dzieci i nie ma już siły mieć następnego. Nie
            potępi i nie odrzuci nikogo, kto te same środki zażyje bo np. kobieta ma
            cukrzycę i dla niej ciąża może ją zabić. Albo nie potępi małżonków, którzy w
            wyniku przeróżnych ważnych przyczyn mają alternatywę - być razem albo się
            rozstać z powodu zakazów. Tak - w KK nie ma tutaj swobody, ale są wyjątki od zasad.

            >i nie wymyślaj jakiś
            > dziwnych nazw i teorii, ze jest inaczej.

            Ja niczego nie wymyślam i proszę Cię - nim Ty mnie potępisz za to co piszę,
            porozmawiaj z kimś, kto się zna na teologii moralnej.

            > KK zezwala jedynie na
            > naturalne planowanie rodziny (kalendarzyk), a to zupełnie coś
            > innego.

            Nieprawda. KK w celach antykoncepcyjnych, czyli wykluczających wogóle możliwość
            posiadania dziecka - odrzuca nawet stosowanie Twojego kalendarzyka! Jeśli więc
            małżeństwo zakłada, że nigdy nie będzie miało dziecka - to już grzeszy śmiertelnie!
            Ale nie mam zamiaru tutaj toczyć sporów teologicznych :-) bo to jest off topic! :-)
            Natomiast nie zabrania planowania rodziny i w tej materii kalendarzyka też nie
            promuje. Za to np. przyklaskuje metoddzie objawowo-termicznej, metodzie
            Billingsa, której nawet uczy się niepiśmiennych buszmenów :-)

            > Napisałeś również, że antykoncepcja doustna nie jest
            > wczesnoporonna. A postinor?

            Ja napisałem wyraźnie - że każdy środek wczesnoporonny jest bezwzględnie
            zakazany i postinor i RU486 i wkładka domaciczna i spirala na takich samych
            zasadach, jak aborcja.
            Pisząc o środkach doustnych nieaborcyjnych - to zaznaczyłem. Proszę czytać uważnie.

            > Jak się go używa? doodbytniczo? Że też
            > czasami chce ci sie tracić czas na pisanie takich bajek!

            Ja już napisałem - odpowiadałem Panu, który założył ten wątek i nie liczę na
            zrozumienie wszystkich. Ale to co napisałem bajką nie jest, ale opisuje stan
            faktyczny, iż w szczególnych wypadkach, w konfesjonale, gdzie ludzie przychodzą
            nie z teoretycznymi problemami, ale z bardzo ciężkimi przypadkami, kapłan może
            ze względu na ważny powód dopuścić stosowanie środków takich jak prezerwatywa
            albo środek antykoncepcyjny hormonalny ale nie wczesnoporonny. I napisałem
            dlaczego. Jeśli Ty tego nie rozumiesz - to Twój problem. Nie mój.

            > Mnie w wątku autora dziwi jednak coś innego. Jak silną trzeba miec
            > wiarę, aby dać sobie wmówić różne głupoty, np. absurdy o
            > antykoncepcji. To jest dla mnie dostateczny dowód,że "religia to
            > opium dla ludu".

            A ja czytając Ciebie rozumiem, czemu KK tak uparcie broni się przed
            dopuszczeniem kobiet do kapłaństwa ;)))
            Tak - można mieć silną wiarę, można jeśli ludzie wiedzą czym jest wiara. Ale
            można też wierzyć wiarą głupią. Można... Ale te forum nie jest miejscem na
            dyskusje teologiczne, więc w tym miejscu zakończę mój wywód, ok? Życzę
            powodzenia ;))
            > Pozdrawiam serdecznie.
            • sunflower30 Re: do glosatorra 25.09.07, 08:18
              tylko sobie nie pochlebiaj, że chciałam wchodzić z tobą w jakieś
              dyskusje!Zwykle cie przewijam, nie wiem co mnie podkusiło, żeby
              jednak czytac to fantasy.
              Ty masz swoje racje, poparte pewnie doświadczeniem, nie tylko
              rozmową z jakąś "tęgą" katolicką głową, ale i ja mam swoje
              doświadczenie. Na szczęście KK ze swoją filozofią, to twój kościół,
              nie mój. Bye.
              P.S. ciebie nie jest łatwo czytać ze zrozumieniem, bo w potoku tej
              paplaniny ucieka gdzieś sedno.
              • glosatorr Re: do glosatorra 25.09.07, 12:29
                sunflower30 napisała:

                > tylko sobie nie pochlebiaj, że chciałam wchodzić z tobą w jakieś
                > dyskusje!

                Nie pochlebiam sobie i wogóle nie rozumiem Twoich obiekcji.

                >Zwykle cie przewijam, nie wiem co mnie podkusiło, żeby
                > jednak czytac to fantasy.

                Mi to nie szkodzi.

                > Ty masz swoje racje, poparte pewnie doświadczeniem, nie tylko
                > rozmową z jakąś "tęgą" katolicką głową, ale i ja mam swoje
                > doświadczenie.

                Nie kwestionuję Twojego doświadczenia. Jeśli ktoś jest poza KK
                zwykle ma powód a mi to ani ziębi ani grzeje.

                > Na szczęście KK ze swoją filozofią, to twój kościół,
                > nie mój. Bye.

                Ależ oczywiście i uważam to za oczywiste.

                > P.S. ciebie nie jest łatwo czytać ze zrozumieniem, bo w potoku tej
                > paplaniny ucieka gdzieś sedno.

                No cóż - nie moją więc winą jest to, że nie potrafisz na spokojnie
                mnie czytać.
        • your_and Re: Walka wiary z rozsądkiem 24.09.07, 21:05
          > jakie to są środki aborcyjne? Pytam serio?

          pigułki wczesnoporonne RU 486 i tak są nielegalne
          od takich rozgrzeszenia może dać biskup albo ksiądz któremu biskup okresowo
          takie specjalne uprawnienia oficjalnie nadał.






          • gardenersdog Re: Walka wiary z rozsądkiem 24.09.07, 21:47
            Do aborcyjnych środków (hormonalnych i mechaniczno - chemicznych - spirala)
            zalicza się też te, które uniemożliwiają zagnieżdżenie się zarodka w macicy.

            Podsumowując:
            onanizm - nie
            coitus interruptus - wytrysk poza pochwą - nie
            środki mechaniczne i chemiczne - nie

            Swoją drogą, czy dopuszczanie metody objawowo - termicznej też nie jest obłudą
            ze strony Kościoła Katolickiego? Wszak jest to intencjonalne działanie, mające
            uniemożliwić poczęcie? W dodatku tutaj jest ona stosowana "niezgdnie" z
            przeznaczeniem, gdyż jest to metoda UłATWIAJąCA POCZęCIE, mająca na celu
            maksymalne przybliżenie, wyizolowanie momentu płodności

            Zatem otwierajmy się na życie i płódźmy, płódźmy, płódźmy!!!
            ;)))
            • gardenersdog Instrumentalne traktowanie seksualności przez KK 24.09.07, 21:54
              Ten wątek bardzo dobrze obrazuje katolickie podejście do seksu, czyli - wbrew
              temu, co jest deklarowane - jego maksymalną izolację od innych sfer życia i
              obwarowanie szeregiem - czasem paradoksalnych - obostrzeń. Seks to także
              narzędzie "wychowawcze" w rękach, a raczej między nogami kobiety, katolickiej
              matki -Polki względem mało zdyscyplinowanego męża - taki jest częsty
              "podprogowy" przekaz kazań na kolędach (znane z autopsji)
              • glosatorr Re: Instrumentalne traktowanie seksualności przez 25.09.07, 00:41
                gardenersdog napisała:

                > Ten wątek bardzo dobrze obrazuje katolickie podejście do seksu,

                Ciekawe - które wypowiedzi tak pokazują. Bo ja np. dostrzegam straszliwe
                pogmatwanie.

                >czyli - wbrew
                > temu, co jest deklarowane - jego maksymalną izolację od innych sfer życia i
                > obwarowanie szeregiem - czasem paradoksalnych - obostrzeń. Seks to także
                > narzędzie "wychowawcze" w rękach, a raczej między nogami kobiety, katolickiej
                > matki -Polki względem mało zdyscyplinowanego męża - taki jest częsty
                > "podprogowy" przekaz kazań na kolędach (znane z autopsji)

                No widzisz. A w KK jest coś takiego, że poza zakazami jest jeszcze coś takiego
                jak rozumne, świadome działanie. I dla KK ważne jest by było ono odpowiedzialne.
                Nie ma gorszej rzeczy jak głupi katolik jak nie ma gorszej rzeczy jak ktoś, kto
                zamiast zastanowić się wali teksty o rzekomych obostrzeniach i ciężarach jakie
                KK nakłada na człowieka. Z mojej obserwacji (a proszę mi wierzyć, że nie jestem
                ciemnym katolem z RM włączonym w mieszkaniu i ciągłym gapieniu się na TVtrwam)
                wynika, że Ci co głoszą skrajne poglądy - w tą czy w inną stronę tak samo się
                mylą. Tak... mylą się. Gdzieś zakończyli edukację w klasie średniej liceum i na
                tej podstawie stawiają tezy, które tak się mają do rzeczywistości jak pięść do oka.
                KK można wiele zarzucić - można. Ale z jednym jako katolik świadomy muszę się z
                KK zgodzić. KK chce aby facet wsadzając penisa a kobieta rozkładając nogi
                myśleli o konsekwencjach swojego działania. Bo czasami coś, co jest tylko
                szaleństwem, chwilą zapomnienia może być bardzo ciężkie w konsekwencjach. I jak
                pokazuje życie - największe problemy ludzie nie mają z tym kiedy i czy mieć
                dziecko, ale z kim je mieć! Nie jest problemem seks, ale konsekwencje tego
                seksu, które nie są czymś obojętnym, czymś co po człowieku spływa. Gorzej jest z
                odpowiedzialnością za drugiego człowieka, z losem niechcianych dzieci, z
                konsekwencjami takich chorób jak AIDS - która rozwija się i zbiera swoje żniwo
                nie z powodu KK ale nieodpowiedzialności io ludzkiej głupoty. Dlatego KK ma
                swoje racje - może dla wielu nie do zaakceptowania, będące ciężarem dla wielu,
                ale nie dla wszystkich.
                A za błędy się płaci, za głupotę również - i KK o tym przypomina.
                I ma rację - o czym wielu ludzi opowiadając o swoim życiu może zaświadczyć.
                W tej całej dyskusji jest co innego ważne - że dla katolika zawsze jest wyjście,
                które nie zamyka mu możliwości bycia katolikiem, i nie odbiera mu radości
                kochania i bycia kochanym. I tylko niewiedza, zaściankowe wychowanie na zasadach
                zakazów i nakazów, ślepe i bezrozumne działanie może sprawić, że czy ktoś jest
                katolikiem, amiszem czy niewierzącym - jeśli ma przerąbane życie małżeńskie, to
                niech nie szuka winnych w KK czy religiach czy prądach intelektualnych - ale
                niech spojrzy w siebie, w swoją czasami pustą głowę i głośno zawyje mad własną
                głupotą.
                Łatwo jest znaleźć winnych własnych niepowodzeń wszędzie - także w KK - trudniej
                znaleźć je w sobie... a to w człowieku jest źródło jego problemów.
                Dobranoc
                • gardenersdog Re: Instrumentalne traktowanie seksualności przez 25.09.07, 01:24
                  >> konsekwencjami takich chorób jak AIDS - która rozwija się i zbiera swoje żniwo
                  nie z powodu KK ale nieodpowiedzialności io ludzkiej głupoty

                  Owszem, KK ma w tym swój udział, poprzez demonizowanie prezerwatyw, i to często
                  w sposób prymitywny (wszak często pracują z prymitywnymi afrykańskimi
                  społecznościami), co w połączeniu z lokalnymi, etnicznymi wyobrażeniami (np.że
                  przekazywanie wirusa - w domyśle zła- rozcieńcza jego moc) daje katastrofalne
                  skutki. W Afryce kultura prokreacji jest zróżnicowana, czasami zbliżona do
                  Europy Zachodniej, a czasami taka, że mówienie apelowanie do "odpowiedzialności"
                  nie ma w ogóle sensu, i zostają tylko plakaty: "Walczymy z HIV", "Walczymy z SARS"
                  • glosatorr Re: Instrumentalne traktowanie seksualności przez 25.09.07, 12:39
                    gardenersdog napisała:


                    > Owszem, KK ma w tym swój udział, poprzez demonizowanie prezerwatyw,


                    No dobra - więc wyrażę swoją opinię.
                    Taka argumentacja dla mnie to po prostu odwracanie kota ogonem.
                    To tak, jakby oskarżać kogoś, że krzyczy - pali się i tym krzykiem
                    zakłóca spokój mieszkańców.
                    Tu nie ma demonizowania. KK opiera się na tzw. Objawieniu. Czyli
                    prawdach zawartych w Biblii. Nie ma w KK dowolności w interpretacji
                    Bibli, trwa dyskusja i w jej wyniku stawia się pewne tezy i wyciąga
                    wnioski przekładając je na dogmaty, zasady moralne, zasady
                    postępowania. W świetle wiary - czyli patrząc na prezerwatywę z
                    punktu widzenia wiary - w Biblii jest wiele zakazów i nakazów, które
                    w konsekwencji pozwalają duchownym na postawienie pewnych tez.
                    Ale nie jest to w kanonie wiary - są to wbrew pozorom rzeczy
                    drugorzędne w KK.

                    > W Afryce kultura prokreacji jest zróżnicowana, czasami zbliżona do
                    > Europy Zachodniej, a czasami taka, że mówienie apelowanie
                    do "odpowiedzialności
                    > "
                    > nie ma w ogóle sensu, i zostają tylko plakaty: "Walczymy z
                    HIV", "Walczymy z SA
                    > RS"

                    Zgoda pełna. Dlatego z tego co wiem, nie z powodu KK (który w Afryce
                    nie ma takiej mocy, jaką przypisujesz KK - KK jest marginalny) HIV
                    się rozprzestrzenia. I samo stosowanie prezerwatywy - co już
                    wiadomo, nie jest doskonalym środkiem zaradczym przed HIV. W Afryce
                    niestety wogóle stosowanie prezerwatywy jest czymś zupełnie obcym.
                    Za to gwałty, prostytucja, i pewne zwyczaje powodują, że ta choroba
                    zabija afrykanów w zastraszającym tempie. I jeśli dobrze pamiętam -
                    to Afryka jest miejscem, gdzie ta choroba przeszła z malpy na
                    człowieka i rozsypała się po calym naszym świecie. Tak więc myślę -
                    że gdyby ludzie jednak zachowywali te dla wielu głupie zasady -
                    m.in. KK odnośnie wierności, budowania dobrych związków,
                    odpowiedzialności - uważam, że wiele problemów byłoby do uniknięcia.
                    Winienie dzisiaj KK za to, że choroba zbiera swoje żniwo nadal -
                    uważam za niezasłużone.
                    Ale to moja czysto prywatna opinia.
            • glosatorr Re: Walka wiary z rozsądkiem 25.09.07, 00:27
              gardenersdog napisała:

              > Do aborcyjnych środków (hormonalnych i mechaniczno - chemicznych - spirala)
              > zalicza się też te, które uniemożliwiają zagnieżdżenie się zarodka w macicy.

              Dokładnie.

              >
              > Podsumowując:
              > onanizm - nie
              > coitus interruptus - wytrysk poza pochwą -

              To jest właśnie onanizm. :-)

              > nie
              > środki mechaniczne i chemiczne - nie
              >
              Jako zasada generalna - nie. Ale są wyjątki.

              > Swoją drogą, czy dopuszczanie metody objawowo - termicznej też nie jest obłudą
              > ze strony Kościoła Katolickiego?

              Nie - bo metoda objawowo-termiczna stosowana niezgodnie z przeznaczeniem też
              jest zakazana ;))

              > Wszak jest to intencjonalne działanie, mające
              > uniemożliwić poczęcie?

              Dokładnie.
              Ale KK nie zabrania stosowania takiej metody jako metody planowania.
              Jeśli więc już ktoś jako katolik mówi: Nie chcę mieć dzieci - już grzeszy ciężko :))
              I to bez zastosowania nawet metody Billingsów ;))
              Już unikanie seksu jest grzechem śmiertelnym w małżeństwie - o tym jeszcze nie
              wspomniałeś ;)))

              > W dodatku tutaj jest ona stosowana "niezgdnie" z
              > przeznaczeniem, gdyż jest to metoda UłATWIAJąCA POCZęCIE, mająca na celu
              > maksymalne przybliżenie, wyizolowanie momentu płodności
              >
              Widzisz... i dlatego właśnie z powodu niezrozumienia ludzie błądzą.

              > Zatem otwierajmy się na życie i płódźmy, płódźmy, płódźmy!!!
              > ;)))
              >
              To też jest w KK na nie :-)
              >
              • notting_hill Re: Walka wiary z rozsądkiem 25.09.07, 12:06
                Polecam powieść Davida Lodge'a "Muzeum Brytyjskie drży w posadach" o
                dylematach seks/rodzina vs KK (jak ktoś nie zna, rzecz jasna).
                Powinno być lekturą obowiązującą przed zawarciem małżeństwa
                kościelnego. Tylko kto wtedy by się na to zdecydował? :)
              • big_hobitt Re: Walka wiary z rozsądkiem 26.09.07, 11:04
                Glosatorr
                Zaiste skomplikowaną masz Waszeć osobowość.
                Może zbyt prosto to rozumiem ale konkluzja jest mniej więcej taka:

                Środki wczesnoporonne - zakazane
                Prezerwatywa – zakazana
                Środki hormonalne – zakazane chyba, że ich stosowanie ma uzasadnienie dla
                zdrowia kobiety
                Kalendarzyk – zakazany i niepewny jak rosyjska ruletka

                Odpowiedz mi w takim razie na jedno bardzo proste pytanie.

                Załóżmy, że twoja partnerka jest okazem zdrowia i nie ma medycznego uzasadnia
                stosowania środków hormonalnych a w twojej bawialni buszuje już docelowe stadko
                małych Glosatorków.

                Powiedz mi mój drogi jak ty zamierzasz w ogóle uprawić miłość?

                Może ograniczysz się czułego patrzenia w ślepka swojej wybranki?

                Czy może twój uczony teolog znajdzie dla ciebie jakiś „wyjątek” od reguły?

                Jeśli wynajdzie podziel się z forumowiczami tą wiedzą - na pewno wielu skorzysta.
                • jola_ep Re: Walka wiary z rozsądkiem 26.09.07, 12:20
                  Może NPR?
                  Czyli naturalne planowanie rodziny?
                  Chodzi w końcu o to, aby w zgodzie ze swoim sumieniem zaplanować taką rodzinę i
                  tyle dzieci, ile jesteśmy w stanie dobrze wychować (i niestety, w obecnych
                  czasach, przede wszystkim utrzymać).

                  en.wikipedia.org/wiki/Natural_family_planning#Observational
                  W metodach tych dużo zależy od właściwego stosowania się do reguł. Wówczas
                  skuteczność jest wysoka.

                  I artykuł niezweryfikowany:
                  pl.wikipedia.org/wiki/Naturalne_planowanie_rodziny
                  Pozdrawiam
                  Jola
                • glosatorr Re: Walka wiary z rozsądkiem 26.09.07, 15:57
                  big_hobitt napisał:

                  > Glosatorr
                  > Zaiste skomplikowaną masz Waszeć osobowość.

                  Przepraszam, a gdzie Waszmości ujrzał moja osobowość?
                  I na czym polega jej skomplikowanie? Ja pod względem osobowości
                  prosty chłop jestem...

                  > Może zbyt prosto to rozumiem ale konkluzja jest mniej więcej taka:
                  >
                  > Środki wczesnoporonne - zakazane
                  > Prezerwatywa – zakazana
                  > Środki hormonalne – zakazane chyba, że ich stosowanie ma
                  uzasadnienie dla
                  > zdrowia kobiety
                  > Kalendarzyk – zakazany i niepewny jak rosyjska ruletka
                  >
                  Zaiste proste to jest Twoje rozumienie, bo przyjmując przykazanie
                  nie zabijaj, jako zakaz kategoryczny - to według Ciebie w KK
                  zakazane jest jeszcze (czego nie dodałeś):
                  widelce, noże, igły, pistolety, armaty, samoloty, pociągi,
                  samochody, dziura ozonowa, promieniowanie kosmiczne, przebieganie na
                  czerwonym świetle, niezatrzymywanie się i rozglądanie na zielonym
                  świetle, etc. bo to wszystko może służyć do zabijania.
                  Ot Logika!

                  > Odpowiedz mi w takim razie na jedno bardzo proste pytanie.
                  >
                  Proszę uprzejmie.

                  > Załóżmy, że twoja partnerka jest okazem zdrowia i nie ma
                  medycznego uzasadnia
                  > stosowania środków hormonalnych a w twojej bawialni buszuje już
                  docelowe stadk
                  > o
                  > małych Glosatorków.
                  >
                  Założenie fałszywe. Z moją uprzednią partnerką, która miała
                  miesiączki rozbujane jak stewardesa po 30 latach pracy na trasach
                  transatlantyckich miałem jedno dziecko - zaplanowane, bardzo chciane
                  i żadnego innego - bo ona drugiego nie chciała. I powiem Ci, że
                  kiedyśmy zechcieli mieć dziecko a było to onego razu, kiedy jeszcze
                  moja była normalną kobietą była - to dokładnie jej powiedziałem (ja
                  jej powiedziałem) - Kochanie, jeśli zrobimy to teraz będzie dzidzia.
                  I była.
                  I kiedy przez pierwsze miesiące trzeba było faktycznie uważać, to
                  potem w grze wstępnej wiedziałem już tak samo jak patrząc za okno na
                  chmury, czy ona już jest plodna, czy będzie wkrotce czy już
                  przestała. Gdy były wątpliwości - dostawała porcję swoich orgazmów
                  na innej drodze niż proste wsadzenie penisa i wytrysk.

                  > Powiedz mi mój drogi jak ty zamierzasz w ogóle uprawić miłość?
                  >
                  Ano dokładnie tak samo jak Ty uprawiasz swój seks. I robię to już
                  wiele wiele lat i do dzisiaj żadnej wpadki nie ma. Bo kiedy można
                  się bzykać mając stałą partnerkę, to ja dokładnie wiem. Oczywiście,
                  metody objawowe nie dają się stosowac w przypadku przelotnych
                  znajomości, gdy partnerkę zmienia się jak rękawiczki - ale w stałym
                  związku metody objawowe dają niewątpliwe plusy:
                  1. Uczą mężczyznę myślenia nie tylko o sobie ale przede wszystkim o
                  dobru partnerki
                  2. Uczą mężczyzny biologii kobiety i wpływu na ich psychikę i
                  bilogię tysięcy elementów ważnych i nieważnych a występujących w
                  życiu
                  3. Oduczają durnego samca egoizmu - dzięki czemu mężczyzna po prostu
                  wie, że liczy się dobro nie tylko jego
                  4. Każą się skupić na tym co się robi z kobietą.
                  5. Uczą odpowiedzialności i zdolności przewidywania konsekwencji
                  swoich działań
                  6. Sprzyjają bliskości, bo gdy kobieta zaczyna widzieć, że mężczyzna
                  się zna na niej - i dba o jej komfort, odkrywa dodatkowe źródła
                  przyjemności.
                  7. Uczy w związku czerpania innych rodzajów przyjemności, okazywania
                  uczuć, bliskości
                  8. Sprzyja poczuciu bezpieczeństwa u kobiety i mężczyzny.
                  9. Oducza lenistwa
                  10. Co najważniejsze - wzmacnia uczucia łączące parę.
                  11. Jest zdrowsze dla kobiety.

                  > Może ograniczysz się czułego patrzenia w ślepka swojej wybranki?
                  >
                  A myślisz, że kobiety i tego nie lubią? Ty okazujesz kobiecie
                  uczucia rżnąc ją jak piła mechaniczna drzewo?

                  > Czy może twój uczony teolog znajdzie dla ciebie jakiś „wyjątek” od
                  > reguły?

                  Dla mnie? Nie musiał! Kiedy moja była miała pewne problemy
                  zdrowotne, to sięgnęliśmy po pewne środki - ale w końcu ona sama
                  chciała wrócić do tego co było wcześniej. Czasowe powstrzymanie się
                  od seksu nie jest szkodliwe dla związku. Za to po takiej
                  krótkookresowej abstynencji seks jest bardziej odlotowy.
                  Czytając tutaj wiele wypowiedzi widzę, że w wielu przypadkach, kiedy
                  ludzie już znając się latami i ich zbliżenia seksualne stają się
                  rzadsze - widzę, że jakość ich seksu również spada. U nas za dobrych
                  czasów ciągle był wysoki.

                  >
                  > Jeśli wynajdzie podziel się z forumowiczami tą wiedzą - na pewno
                  wielu skorzys
                  > ta.

                  Wątpię - ale odpiszę Ci, bo wychodzenie z założenia, iż myśląc, że
                  sięgnięcie po srodki antykoncepcyjne zmieni od ręki problemy w łóżku
                  jest iluzją!
                  I może się tu znajdzie ktoś, kto przeżył to samo nie karmiąc
                  Starszej chemią czy wpychając jej kawał plastiku do macicy tylko
                  dlatego, iż jest zielonym z biologii, nie wie wogóle skąd się biorą
                  dzieci i nawet nie wie, że dłuższa kąpiel w temperaturze ok.50 st. C
                  czyni plemniki bezpłodnymi. Niestety poziom edukacji życiowej,
                  wiedzy o biologii kobiety i mężczyzny u większości samców także w
                  Polsce jest tragicznie niski a u niektorych nawet poniżej wiedzy
                  Szamana z plemienia hula-gula ;)))

                  Ukłony
        • lilyrush Re: Walka wiary z rozsądkiem 25.09.07, 10:30
          Sunfower- kilka sprostowań
          Kościół propaguje Naturalne Planowanie Rodziny, króre z potocznym
          kalendarzykiem ma niewiele wspólnego.
          Kalendarzyk to idiotyczne przekonanie, że w ciaże nie zachodiz sie
          ileś tam dni przed mieisaczka i les tam dni po. I to jest bzdura i
          ruletka

          Naturlane Planowanie Rodizny to metoda objawowo-termiczna Roetzera,
          która wymaga systematycznosci, znajomosci swoego organizmu,
          wnikliwej obserwacji i zgody na nią obojga partnerów. W tej metodzie
          można naprawed dokładnie określic okres płodności. Znam kika
          małzeństw, które z powiodzeniem stsuja ja od lat i maja dokładnie
          tyle dzieci, ile chccą i wtedy keidy chcą.
          Środki poronne wg KK to wszelkiej maści wkąłdki (nawet hormonalna
          Mirena), środki typu postinor czy RU
          Tabletki hormonalne czy prezerwatywy, globulkii tego typu rzeczy to
          środki antykoncepcyjne na które KK też nie wyraza zgody.
          Ciekawa kwestia jest z tabletkami hormonalnymi, które reguują
          gospodarke gormonalna organizmu, reguluja cykl i maja duóż dizałań
          zdrowotnych poza efektem antykoncepcyjnym. I jeśli kobieta bierze
          tabletki właśnie z powodów zdrowotnych a nie przede wszytkim jako
          środek antykncepcyjny to wtedy z tego takw ąłsciwie sie nawet nie
          spowiada. Bo z brania lekó sie nie spowiadasz. Oczywiscie to jest
          przede wszytkim kwestia sumienia.
      • samczyk1977 Re: Walka wiary z rozsądkiem 27.09.07, 22:08
        Dziękuje za pomoc glosatorr, uświadomiłem sobie pewne rzeczy których
        nie brałem wcześniej pod uwagę, będzie mi łatwiej dzięki Twojej
        wypowiedzi dojść do jakiegoś kompromisu z żoną, żona jest bardzo
        religijna, także Twoje rady są dla mnie bardzo cenne.
        Pozdrawiam.
    • substantiv Nieudany seks na udany 25.09.07, 00:10
      z tego co rozumiem kopoty maja podloze religijne, i chyba nie nad
      sexem trzeba byloby pracowac lecz nad przyczyna tj. rozumieniem
      religii. Warto by bylo pojsc do kogos kto siedzi w temacie i chcial
      by to odkrecic (sex jako cos nieczystego, grzesznego-to myslenie
      pokutuje caly czas).

      skontaktuj sie moze z www.szansaspotkania.net ablo
      www.spotkaniamalzenskie.pl
      moze z Kosciolem Domowym w twoim miescie (zdaje sie ze oni mowia o
      trojnogu na ktorym stoi malzenstwo: modlitwa, wspolzycie i cos tam
      jeszcze ...)

      + + +
      Miałbym rozwiązanie, ale ono nie pasuje do tego poblemu.
    • samczyk1977 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 26.09.07, 13:30
      samczyk1977 napisał:

      > Witam wszystkich czytających mój post, jestem po sześciu latach
      > małżeństwa, od samego początku małżeństwa nie wychodziło nam w
      > seksie, ze względów religijnych nie współżyłem przed ślubem i nigdy
      > nie przypuszczałem że bedą z tym takie problemy po zawarciu
      związku,
      > żona nie potrafi czerpać przyjemności z sexu po każdej próbie
      kończy
      > się na wielkim dołku, czuję się tak jak bym robił jej krzywdę, nie
      > potrafię jej robudzić w żaden sposób, zawsze miałem duże potrzeby
      > i ta sytuacja bardzo mnie dobija, niechce mi się żyć, i coraz
      > częściej myślę o zdradzie, a to się kłóci z moimi zasadami chociaż
      > straszne mam pokusy żeby to zrobić, nie wiem co mam robić proszę o
      > pomoc. Pozdrawiam. Zdesperowany 30 latek.

      Po długich rozmowach z żoną udało mi się ją przekonać na wizytę
      w poradni seksuologicznej i patologii współżycia, nie wiem czy to
      nam pomoże bo nasz problem to jest bardzo ciężki przypadek(tak
      uważam), napewno na jednej wizycie się nie skończy, to jest
      ostatni dzwonek na ratowanie naszego małżeństwa, to forum bardzo
      mi pomogło dzięki jeszcze raz wszystkim:) Dowiedziałem się między
      innymi z tego forum o środkach hormonalnych, które
      najprawdopodobniej żona będzie mogła brać ponieważ ma problemy z
      tarczycą czyli jak najbardziej wskazane jest unormowanie chemii
      przy pomocy tych środków, tylko mam nadzieję że nie spadnie po tych
      środkach u żony libido które już i tak jest słabe, dodatkowo moje
      pisanie na forum nie zabardzo jej się spodobało dzięki temu
      zrozumiała że to nie przelewki i w jakimś stopniu została zmotywowana
      żeby coś robić w tym kierunku żeby było dobrze.

      Pozdrawiam wszystkich
      Samczyk

      • misssaigon wspaniale 26.09.07, 15:11
        miejmy nadzieje, ze terapia sprawi, ze ty z kolei przestaniesz buszowac po
        portalach randkowych;P
        • samczyk1977 Re: wspaniale 26.09.07, 15:24
          Też mam taką nadzieję:)
    • dosiadpl Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 27.09.07, 10:22
      Mi sie wydaje ze problem tkwi w was obojgu, to fakt ze nie kupilabym
      kota w worku ale... kobieta potrzebuje odkryc co sprawia jej radosc.
      Nie ma cudu by przy pierwszym stosunku wiedziala co jest przyjemne..
      czy Toja zona kiedykolwiek sie masturbowala? Jelsi nei to juz wogole
      nie ma pojecia co sprawia jej radosc w seksie. Jelsi nei to oboje
      musicie popracowac, pokonac wstyd i bariery i zasady i po prostu
      sprobowac roznych rzeczy, jelsi ona nei czuje podniecenia moze warto
      zainwestowac w jakies zele typu durex i przy ich pomocy skupic sie
      najpierw na pocalunkach, potem delikatnych pieszczotach piersi a
      nastepnie delikatnie pobudzic łechtaczke.. Niezapominaj ze wy macie
      penisa a dla nas kobiet to łechtaczka a nei pochwa dostarcza
      najwiecej wrazen. jak jej sie spodobaja te pieszczoty i bedzie mogla
      w ten sposob dojsc mozesz pozniej po kilku dniach treningu sprobowac
      kochac sie z nia np na boku i jednoczesnie dotykac tego organu..
      Reszta przyjdzie potem ale pamietam ze zaczynalam od takich
      rzeczy... Probowaliscie kiedys tego? Wazne tez zeby byla
      komunikacja, zeby ona powiedziala Ci czy to dziala i nie
      zniecierpliwiala sie... a moze sama sprobuje i Ci pokaze co jej
      sprawia najwieksza przyjemnosc?
      • samczyk1977 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 27.09.07, 11:41
        Starałem się delikatnie rozpocząć temat masturbacji, i
        skończyło się na tym że chciała mnie wyrzucić z domu,
        chyba zakodowane ma w głowie że to jest coś złego, nigdy tego
        nie robiła, może się zgodzi po namowie seksuologa.
        • dosiadpl Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 27.09.07, 12:12
          Hm no to niezbyt fajnie... wiec nie pozostaje nic innego jak tylko
          ty musisz ja rozbudizc i po jej reakcjach badac co sie jej podoba.
          Poswiec jej duzo czasu bez kochania typu pol godizny a nawet
          godzine... mysle ze wtedy uda Ci sie zauwazyc co jest mile dla
          Twojej zony. Wczesniej jednak porozmawiaj z nia i uprzedz ze chcesz
          tak zrobic i oczekujesz ze sama sprobuje sie zaangazowac... bo z
          tego co widac łatwo ja zgorszyc czy urazic..A nei ma zadnych
          przyjaciółek z ktorymi moglbys ty porozmawiac by mogly jej otworzyc
          oczy na pewne sprawy? Kobiety łatwiej rozmawiaja z 2 kobieta... i
          łatwiej im przekonac kolezanke do roznych rzeczy
          • samczyk1977 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 27.09.07, 18:44
            Dobrze by było jakby porozmawiała na te tematy
            z dobrą koleżanką lub przyjaciółką, wiadomo
            kobiety lepiej dogadują się między sobą, trochę
            mnie to wkurza że niechce mnie słuchać nie
            jestem dla niej autorytetem w tych sprawach niestety,
            ale co zrobić.
        • jola_ep Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 27.09.07, 18:39
          Na początku naszego małżeństwa miałam mały temperament. W dodatku jestem religijna. Nawet nie to, że słucham ślepo KK. Gorzej ;) Ta religijność siedzi we mnie i jest moim świadomym wyborem :)
          Więc jestem może odrobinkę podobna do Twojej żony.

          > Starałem się delikatnie rozpocząć temat masturbacji, i
          > skończyło się na tym że chciała mnie wyrzucić z domu,

          Za taką propozycję, to mój facet po głowie by oberwał. Albo piąchą.
          Przecież mam męża ;) Razem poznajemy nasze ciała. Pisałeś coś o 10 minutach stosunku. Taki czas osiągnęliśmy, gdy mieliśmy dłuuugi staż. I to w ramach rozrywki ("a teraz będzie odmiana"). Na początku poniżej godziny nie schodziło ;) Oczywiście sam stosunek był krótszy, ale preludium było długie i bardzo smakowite. Kocham mojego faceta za to, że wykazuje się ogromną wyobraźnią i jest bardzo pomysłowy. I za to, że nie był rozczarowany tym, że początkowo nie miałam orgazmu. Bo mnie nieodmiennie zachwyca uczucie zjednoczenia się z bliską mi osobą :)) A takie oczekiwania moich fizycznych uniesień trąci mi męską zarozumiałością ;) (jestem męski -> zaspokoiłem kobietę)

          Pomysł poszukania pomocy u fachowców jest dobry. Warto zadbać, aby respektował on wiarę Twojej żony, a jednocześnie wiedział co nieco o naukach Kościoła (Glossator ładnie o nich pisał :) ).

          Może też jakaś lektura? Z moim mężem kupowaliśmy na początku jakieś poradniki (bywają mądre i fajnie napisane). Ja pamiętam malutką książeczkę córki pastora Ingrid Trobisch "Być kobietą" (tytuł oryginalny w wolnym tłumaczeniu: radość bycia kobietą) w której opisuje jak zaakceptować i pokochać swoją kobiecość :) Bo może w tym tkwi problem? W sumie fajna to lekturka, może ją podrzuć? Dla mnie odkryciem była teza, że można czerpać radość z macierzyństwa. Myślałam, że tu autorka ostro przegięła. A jednak nie :))

          Torbish pisze, że stosunek, szczególnie te pierwszy, dla kobiety to jak skok w głęboką wodę. Zrobi to, o ile na dole oczekują ją kochające i pewne ramiona. Musi czuć się pewnie, czuć się kochana. Ale na początku wszystkiego stoi akceptacja swojej kobiecości. Uświadomienie sobie, że jest kimś wyjątkowym i niepowtarzalnym. To nie jest coś, z czym się rodzimy. Tego uczymy się przez całe życie. Miłość ukochanego mężczyzny jest jak płaszcz, który nas okrywa, ogrzewa i pozwala się otworzyć. Jeśli w życiu codziennym pojawiają się dziury, jeśli jest szorstki: trudno liczyć na otwarcie się.

          Podobno duży wpływ ma to też i ojciec obecny w życiu swojej córki, gdy zaczyna dorastać. Jeśli jest piękna w jego oczach, jeśli czuje się akceptowana i kochana, łatwiej jej uwierzyć w siebie i otworzyć się później, gdy przyjdzie czas na dojrzałą miłość do ukochanego mężczyzny.

          Być może doszliście do takiego stanu, gdy trudno jest odkręcić złe chwile, czy niepotrzebne słowa. Co nie znaczy, że nie może być lepiej :))) Czego Wam oczywiście życzę.

          Ale zastanów się nad tym, czy Twoja żona kocha samą siebie?

          Pozdrawiam
          Jola
          • samczyk1977 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 27.09.07, 23:21
            Dzięki za namiary na tę książkę, zrobię małą niespodziankę żonie
            mam nadzieję że jej sie spodoba, pomimo tych wszystkich kłótnich
            związanych z sexem w dalszym ciągu mam nadzieję że ułoży mi się
            w małżeństwie w tych sprawach, przez ostatnie kilka dni już zaszło
            dużo zmian, jesteśmy umówieni u seksuologa, przedłużyliśmy
            grę wstepną chociaż w trakcie pieszczot satysfakcja żony zatrzymuje
            się na pewnym poziomie i pojawia się jakaś blokada nie wiadomo skąd
            może potrzebny będzie jakiś żel na wzmocnienie doznań o czym
            dowiedziałem się na forum, przemyślałem pewne kwestie związane z
            wiarą dużo było wypowiedzi na ten temat, podejrzewam że dzieciństwo
            miało duży negatywny wpływ na małżonkę ale pewności nie mam, tak jak
            pisałaś ojciec jest dla dorastającej dziewczynki bardzo ważny,
            ojciec małżonki niestety ma problem z alkoholem, możliwe całkiem że
            terapia DDA byłaby potrzebna dla żony. Ogólnie mówiąc małymi
            kroczkami do przodu, muszę uzbroić się w dużo cierpliwości, chociaż
            nie jest to dla mnie łatwe przezwyciężać swoje lenistwo egoizm i
            przyzwyczajenia, miałem taki czas w małżeństwie że poddałem się
            całkowicie i nie robiłem nic, jeszcze raz dziękuje wszystkim za
            wsparcie za zainteresowanie moim problemem, dużo mi dało to forum
            nie miałem z kimś porozmawiać na takie tematy, dzięki Wam pojawiła
            się iskierka nadziei że wszystko się ułoży.

            Pozdrawiam
            Samczyk
            • jola_ep Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 29.09.07, 13:11
              > ojciec małżonki niestety ma problem z alkoholem, możliwe całkiem że
              > terapia DDA byłaby potrzebna dla żony.

              Myślę, że warto pokopać wokół tego...
              Żele mało pomogą, jeśli problem tkwi w psychice. Czasem w sposób nie do końca
              uświadomiony.

              Myślę, że macie wspólny cel i jeśli razem się zakrzątniecie wokół niego, to na
              pewno Wam się uda.

              Powodzenia :)
              • samczyk1977 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 29.09.07, 20:13
                Dzięki:)
          • samczyk1977 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 28.09.07, 12:53
            Zamówiłem dzisiaj na allegro tę ksiażkę, że nie słyszałem wcześniej o
            tym tytule, patrzałem w necie trochę okazuje sie że jest to rodzynek
            w tym gatunku.
    • gardenersdog Do poczytania 09.10.07, 06:14
      tygodnik.onet.pl/1546,1426745,5,dzial.html
    • zelm71 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 09.10.07, 13:44
      Przeczytałem większość wpisów. Z częścią się zgadzam. Co sądzę:
      1. sprawa religii ma zapewne znaczenie - może nawet nie religii
      tylko wychowania wyniesionego z domu. Wiem bo mam koleżankę i mają
      podobne problemy-może nie asz takie ale generalnie o to chodzi.
      2. Nie kupuj książek w tym temacie religijnych lub filozoficznych.
      To nic nie da a nawet może być gorzej.
      3. Problem niechęci może wynikać właśnie z powodu obawy zajścia w
      kolejną ciąże. Powinieneś jednak ją przekonać do tabletek
      antykoncepcyjnycg hormonalnych - które dodatkowo poprawiają, cerę,
      leczą problemy z jajnikami. Dobre tabletki hormonalne mają tak małą
      ilość hormonów, że nie wpływają negatywnie na zdrowie.
      4. Problemem możesz być ty sam. Kolacja i świeczki to nie wszystko.
      Zacznij od początku i powoli: czułe słowa, mów jej że ją bardzo
      kochasz, przytulaj, głaskaj, żartuj, wyluzuj siebie i ją. Głaskaniem
      i delikatnymi pieszczotami sprawdź co ją podnieca. Jeśli nie
      podnieca to się nie załamuj, musisz odlaleść na jej ciele czułe
      punkty i systematycznie je pobudzać-bo może jeszcze się nie
      uaktywniły.
      5. Musicie rozmawiać. Problem w tym, że te tematy ją krępują i się
      wstydzi. Musisz małymi kroczkami. Nie wydzieraj się na nią.
      Spokojnie.
      6. Może zamiast latać za książkami i chodzić do poradni bądź trochę
      bardziej stanowczy i męski. Kobiety nie lubią fajtłapy. Ale nie
      przesadzaj. Trzeba to robić z głową.
      7. Jeśli jest zarobiona wychowaniem dzieci i innymi obowiązkami to
      musisz ją wyręczyć. Ja np. w domu zajmuję się gotowaniem oraz
      częściowo sprzątaniem-musicie się podzielić. My mamy 2-je dzieci i
      oboje pracujemy a ja na 2 etatach.
      8. Mam uczucie że twoja żona wychowywała się bez ojca. Pewnie mama
      ją wychowywała?
      9. Powiedz jak cię opierdziela podczas sexu chodzi mi o
      cytat: "...nie tak, to boli, nic nie czuję...etc."
      10. Ktoś w rodzinie musi - dowodzić teraz kwestia kto dowodzić
      11. Jestem z żoną od 20 lat - od szkoły średniej. I kochamy się
      praktycznie codziennie i wcale nam się nie nudzi. Podstawa to
      rozmowa i po woli a będzie dobrze.
      • samczyk1977 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 11.10.07, 16:23
        Od rozpoczęcia wątku duzo już się zmieniło w tych sprawach, ale
        początki nie były łatwe kłótnie itp..., wizyta u seksuologa dużo
        nam dała po tej wizycie zmieniliśmy podejście do tematu, lekarz
        zalecił nam terapię małżeńską bo okazuje się że główny problem jest
        taki że nie potrafimy sie dogadać ze sobą nie tylko w seksie ale
        ogólnie nie potrafimy siebie zrozumieć, czesto padały oskarżenia, ja
        miałem pretensje że żona jest oziębła a żona do mnie że mam za duże
        potrzeby błędne koło, musimy naprawić nasze relacje, staram się być
        bardziej miły i czuły dla niej w ciągu dnia i widać że jej też
        zaczyna zależeć żeby było dobrze w tych sprawach, narazie jesteśmy
        tak jakby na etapie poznawania siebie swoich czułych miejsc, chcę
        żonę rozbudzić na nowo, jak będzie potrafiła czerpać przyjemność
        z pieszczot do przejdziemy do tradycyjnego stosunku, póki co stosunek
        jest dla niej mało atrakcyjny z tego powodu kiedyś padały w moim
        kierunku słowa krytki wolałbym nie cytować..
        Tylko zastanawia mnie jedna rzecz, żona ma ochotę na pieszczoty ale
        gdy osiąga już wysokie podniecenie nie dostaje orgazmu pojawia się
        jakaś blokada, tak jakby nie potrafi lub niechce podświadomie
        przeżyć tego orgazmu, nie wiem dlaczego tak się dzieje, nie mam
        zielonego pojęcia, zamówiłem taki krem na zwiększenie doznań dla
        kobiet tylko zastanawiam się jeżeli problem siedzi w psychice to
        chyba krem nie pomoże w tej kwesti. Chodzi mi o orgazm łechtaczkowy
        bo ten pochwowy wiem że jest często trudny do osiągnięcia dla wielu
        kobiet z powodu słabo rozwiniętego mięsnia Kegla.
        Mam nadzieję że żona będzie mogła kiedyś w pełni czerpać satysfakcję
        z seksu.
        • your_and Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 11.10.07, 17:33
          I tym sposobem Żona przemówiła ustami samczyka :)
          • zelm71 Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 11.10.07, 19:45
            Jak chcecie sobie robić w związku problem to słuchajcie księdza.
            Skończy się tym, że będzie kilkoro dzieci, żona będziecie unikać
            sexu aby nie zaliczyć wpadki. I co miesiąc problem: dostanie czy nie
            dostanie. Z tego co wiem to KK toleruje metody antykoncepcyjne tzw.
            nieporonne np: prezeratywa czy tabletki hormonalne. Inna sprawa
            wkładka antykoncepcyjna. Można żyć zgodnie z wiarą i być
            szczęsliwym. Najgorsza jest nadgorliwość, skrajność. Ksiądz nie
            wychowa ci dzieci. A rozwód? Trzeba wypośrodkować. Każdy ma prawo do
            szczęścia zgodnie z jego sumieniem. Jeśli się nie zmieni twoja
            sytuacja to jedyne wyjście - rozwód.
        • xapur Mięśnie Kegla nie mają tu raczej nic do rzeczy. 12.10.07, 09:26
          Z moich doświadczeń wynika, że orgazm kobiety to bardziej kwestia
          psychiki niż techniki, choć ta druga też jest istotna.
          Jak żona się nie wyluzuje i nie będzie chciała "odpłynąć" to nici z
          największych starań. Najwyraźniej wstydzi się Ciebie, swojej
          seksualności itp. Dla mnie tu leży problem.
          Seks jest przyjemny gdy podchodzi się do niego jak do czegoś
          naturalnego. Nie jakiś egzamin. Oczywiście trening czyni mistrzem,
          ale zaręczam, że nic na siłę.
      • jola_ep Re: Nieudany seks po sześciu latach małżeństwa. 13.10.07, 12:51
        > 2. Nie kupuj książek w tym temacie religijnych lub filozoficznych.

        Dawno temu miałam w ręku jakąś "religijną" (czyli wydaną przez jakieś wydawnictwo religijne) książkę o seksie. Była wręcz toksyczna Jeśli są takie rzeczy, to zacznam rozumieć, że niektórym religijność może się kojarzyć z zahamowaniami...

        Książka, którą proponowałam nie jest religijna, choć napisana przez osobę religijną i poruszającą się w ramach etyki chrześcijańskiej. Jej myśl przewodnia, to jak czerpać radość z bycia kobietą. Także, jak ważna jest radość z dobrego seksu :))
        Książka mała i cudów oczywiście nie wolno po niej oczekiwać. Zaszkodzić też nie powinna :)

        > 3. Problem niechęci może wynikać właśnie z powodu obawy zajścia w
        > kolejną ciąże. Powinieneś jednak ją przekonać do tabletek
        > antykoncepcyjnycg hormonalnych

        Ja się uda - czemu nie:) Ale nie na siłę. Jeśli bowiem dla seksu kobieta ma zrezygnować z swoich, ważnych dla niej choćby tylko w tym momencie, wartości - to trudno zakładać, że seks zacznie jej się dobrze kojarzyć. To powinien być także wybór kobiety, a nie efekt nacisku. Ja osobiście nie mam nic przeciwko tabletkom - pod warunkiem, że będzie je zażywał facet :)) Dopóki to niemożliwe, poczekam ;) Pewnie zmienię zdanie przy menopauzie ;)

        Lepiej chyba poczekać na w miarę pewny okres niepłodny, podpierając się prezerwatywą. Albo czekać cierpliwie na pewny okres niepłodny, mając zamiast dużo seksu, mało, ale o najwyższej jakości :) (a wcześniejszy czas wykorzystać na uwodzenie ;) )
        Ale nadal nie jestem pewna, czy ktokolwiek (cokolwiek) nauczył ich naprawdę dobrze technik NPR? Według jakich reguł określają początek okresu niepłodności poowulacyjnej?

        > 4. Kolacja i świeczki to nie wszystko.

        No właśnie. Gra wstępna zaczyna się dużo, dużo wcześniej. Choćby od pomocy w domu :) Ale ważne są uczucia kobiety - bo tak się składa, że ośrodek seksu jest u kobiet w tej samej półkuli co uczuć (u mężczyzn podobno w osobnych). Dobre małżeństwo, miłość, poczucie bezpieczeństwa, wspólne rozmowy na wszystkie tematy. Także to, jak siebie odbiera kobieta. Bycie DDA na pewno pozostawia jakiś ślad w psychice.

        Przy okazji. Etyka chrześcijańska kojarzy się z poniżaniem własnej osoby (nie ja, tylko bliźni). A nam kiedyś pewnien ksiądz tłumaczył: "przekazanie mówi: kochaj bliźniego jak siebie samego. Jeśli mało kochamy siebie, to równie mała jest nasza miłość do bliźniego" :)

        > wyluzuj siebie i ją

        Choćby w sprawie orgazmu. To nie jest wyznacznikiem "męskości". Kobieta może mieć orgazm i niską stasfakcję ze stosunku lub satysfakcjonujący stosunek bez orgazmu. Dobry seks zaczna się w głowie (także pobudzany chemią miłości ;) ), a orgazm przychodzi, gdy kobieta się wyluzuje i poprostu podda temu co czuje. Czasem coś przeszkadza, jakieś natrętne myśli tupające po głowie. Choćby "dlaczego ja do choroby nie mam orgazmu" ;)

        Pozdrawiam
        Jola
Pełna wersja