Czy to sie jeszcze da naprawic?

02.10.07, 13:26
Witam,

Pisze tego post'a nie po to aby dostac od Was porade jak cos
naprawic, ale czy sie jeszcze da...

Historia szablonowa jak w 100 tematach na tym forum - opisze
skrótowo:

1) poznali się i zakochali się po uszy
2) po kilku miesiacach zareczyny
3) po kolejnych 2 - ciaza
4) miesiac pozniej slub
5) szczescie, radosc, urządzanie rodzinnego gniazdka
6) poród, wielkie emocje, radość, szczęście
7) pierwsze pół roku życia dziecka - dalej jest wspaniale

..........

potem się zaczyna psuć; zaczyna się jak zwykle od seksu (z
codziennych i wspaniałych zbliżeń inicjowanych prze obie strony
schodzimy na 3 razy w miesiącu - od razu zaznaczę że nie z mojej
inicjatywy) - na początku rozumiem, bo przecież dziecko, poród,
połóg, zmęczenie. Potem wraca na 2 miesiące do normy sprzed porodu,
a potem znowu się zaczyna psuć.

Dziś już wiem że źle do tego podszedłem - patrzyłem przez pryzmat
własnych oczekiwań i potrzeb. Można potraktować to jako
poradnik "jak czegoś nie robić"

Tak więc:
1) na początku pytania: co się stało? odpowiedz była: nic, po prostu
mi się zmieniło, nie potrzebuję tak często, już jesteśmy rok ze soba
i pierwsze zauroczenie i fascynacja minęła
2) po usłyszeniu tego potworne rozczarowanie z mojej strony:
poczułem się jak wykorzystany reproduktor, jak zmanipulowany
konsument - pierwszy rok gratis, a teraz koniec promocji
3) Na początku prosiłem, mówiłem o swoich potrzebach, kupowałem
kwiaty, prezenty, kolacje ze świecami, romantyczne wyjazdy, nawet
znosiłem 4 godziny latania po sklepach z ciuchami ;)... nie pomogło.
4) Potem odrzucony wyrzucałem z siebie emocje - wyżywałem się na
żonie - że mnie oszukała, że mnie już nie kocha, że chciała tylko
dziecko
5) Następny etap: podejrzewałem że kogoś ma - no bo jak się kiedyś
chciała non-stop kochać a teraz nie - to pewnie robi to z kimś innym
6) Zacząłem grozić że odejdę, że ten związek nie ma sensu - raz
nawet się spakowałem. Nie odszedłem bo dalej ją kocham i nie mogłem
się zdecydować

nudno już się robi więc przejdę do finału.

W końcu coś w niej pękło - po 2 latach awantur wreszcie doczekałem
się reakcji - powiedziała mi że nie wie czy jest w stanie to dalej
znosić, że życie stało się piekłem, że boi się wracać do domu i
widzieć moją wykrzywioną gębę - że nie wie czy chce do dalej ciągnąć.

To było 3 miesiące temu...

Rozmawialiśmy, że spróbujemy, że ja się zmienię, że będzie dobrze,
że nie będę jej zadręczał, że ona potrzebuje czasu żeby dojść do
siebie - w teorii wszystko super

ale

nie widzę żadnego progresu w jej zachowaniu - brak czułości,
potrzeby bliskości (o seksie to już zapomniałem), zero kontaktu w
ciągu dnia (telefon, sms, mail), ucieczka w pracę wieczorem w domu,
rozmowy o "pośladkach Maryni" - jak w pracy? Ok, a u Ciebie? Też,
Aha....to dobrze.

Próbowałem kilka razy ją zapytać czy idzie ku lepszemu, ale
wsciekała się że rozmowy tylko wszystko psują i że każda rozmowa ją
oddala ode mnie - więc przestałem.

Wiem że 3 miesiące odbudowy Vs 2 lata niszczenia to mało, ale czy
jest jeszcze szansa że może być międy nami dobrze?

pozdrawiam

madryidiota (nick bierze się z kontrastu między potencjałem a
zachowaniem :))

PS: traktowałem post'a też jako katharsis - proszę o zrozumienie i
wybaczenie
    • astra11 Re: da, ale 02.10.07, 13:50
      musicie oboje tego chcieć
      niestety, wydaje się że twoja żona w przeciwieństwie do ciebie nie rozumie
      jeszcze waszego problemu, póki nie zrozumie to nie ma szns
    • astra11 Re: przepraszam za dygresję... 02.10.07, 13:58
      czytam to forum od jakiegoś czasu
      mam takie spostrzeżenie że to my babki czasami czegoś nie rozumiemy;
      dopiero po tym forum zaczęłam rozumieć pewne rzeczy
      mój mąż jest fajnym facetem, mądrym, dobrym itp.
      jakoś nigdy nie powiedział mi wprost o swoich odczuciach i problemach i o żalach
      do mnie

      zastanawiam się czy faktycznie jesteście tacy szczerzy w bezpośrednich rozmowach
      ze swoimi żonami w cztery oczy czy tylko anonimowo na forum

      chodzi mi głównie o to, że dopiero czytając taki wpis jak np. twój wiem o co
      chodzi mojemu mężowi, czy też może o co chodziło!
      może twoja żona powinna przypadkiem trafić na takie forum i to jej rozjaśni
      pewne sprawy
    • astra11 Re: jeszcze raz ja 02.10.07, 14:02
      nie mogę się odkleić od tego wątku, nie wiem co mnie tak poruszyło ale chyba to
      że widzę że jesteś fajnym facetem bo jako nieliczny zrozumiałeś problem i
      starasz się naprawić swoje błędy i dlatego szkoda mi ciebie bo niestety twoja
      żona nie dotarła jeszcze do tego punktu co ty i nie wiadomo kiedy i czy w ogóle
      dotrze
    • dosiadpl Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 02.10.07, 14:25
      Hm nie chce byc złą wróżka ale znam to zachowanie kobiety, tez tak
      robilam,... gdy mialam kochanka. Trudno mi było odejsc bo cały czas
      cos mnie z mezem łączyło tyle ze absolutnie mnie nie pociagal juz i
      traktowałam go raczej jak brata niz jak faceta. On tez niczego nei
      wiedział,, długo po zdradzie sie dowiedział- wlasciwie to ja mu
      powiedziałam. Robiłam to tak, że trudno było mu sie domyslic.
      Z tego co piszesz to wydaje sie ze twojej kobiecie cos pzrestało
      odpowiadac w Waszym zwiazku.. a moze wasz seks nie był taki fajny
      jak tobie sie wydawalo? Moze to była krotka fascynacja a tak na
      prawde potzrebuje czegos innego? W kazdym razie z tego co piszesz
      wynika ze jej nei zalezy...poza tym trudno mi wyobrazic sobie
      kobiete ktora od dluuugiego czasu nei ma potzreb sesku, nei mowiac
      juz o czułosciach i bliskosci 2 osoby... Cos tu nie gra. Moze sie
      zakochal tylko ze w kims innym.. Sorry jelsi napisalam trcohe za
      ostro ale znam takie zachowanie... tylko było łatwiej bo nie
      mielismy dziecka.
      • delika1 Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 02.10.07, 14:57
        wyraźnie nie dąży do konfrontacji i uciaka od problemu.Najlepiej
        chyba byś żył gzdieś obok, nie z nią.Nie chce budować relacji między
        Wami.Hm, czy rzeczywiście jest ktoś 3-ci? ja bym wyraźnie
        powiedziała o co choci, powiedziała, ze nie tak powinien wyglądać
        związek i powiedziałabym o konieczności otwarcia kart. I
        bezpodstawna jest tu wścieklosc zony, albo po prostu jest
        spowodowana tym, że ma coś do ukrycia.
        • dosiadpl Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 02.10.07, 15:05
          Jeszcze jedna rzecz przyszla mi do glowy.. nic nie piszesz o zyciu
          codziennym, jak wygladaja wasze domowe obowiazki? Czy Twoja zona nie
          jest za bardzo zapracowana? Obciazona obowiazkami, dzieckiem,
          praniem, sprzataniem, gotowaniem? Jesli nie kochanek, to moze o to
          chodzi? Moze nie ma z Twojej strony pomocy, z trudnoscia radzi sobie
          ze wszystkim a najwazniejsze dla kobiety to byc dobrą matką..moze
          nie starcza jej juz siły na nic innego poza tym dniem codzinnym z
          nadmiarem obowiazków? Moze to ją przytłacza? Nie wiem czy tak moze
          byc bo o tym nie wspomniałes... ale pisales ze po pracy zajmuje sie
          domem... wiec wnioskuje ze to moze byc realne. Jesli tak jets to nei
          dziwie sie jej ze jest wsciekla i nie ma nawet ochoty rozmawiac z
          Toba.
          • madryidiota Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 02.10.07, 15:17
            Co do obowiazkow:

            - oboje pracujemy w duzych firmach po 10 godzin dziennie
            - dzieckiem zajmuje sie w tym czasie opiekunka
            - jemy na miescie albo zamawiamy do domu: zona wcale nie gotuje
            - pranie - na zmiane
            - wszystkie zakupy - ja w drodze z pracy
            - weekendy: zakupy, spacery

            Domowych obciążeń nie mamy oboje prawie wcale

            Co do kochanka, to nie wierzę (i to nie jest standardowe wyparcie
            się) - wszystkie inne zwiazki mojej zony byly przez nia konczone
            otwarcie a nie na zasadzie zdrady. Może to byc dla Was śmieszne, ale
            taki oboje mamy kodeks etyczny: jak jest źle to się rozstańmy, ale
            nie oszukujmy się.

            Ona jest na mnie wściekła że się zachowywałem jak palant przez
            ostatnie 2 lata i że ją dołowałem psychicznie (wyrzuty, oczekiwania,
            pretensje) - i tu ma rację, bo obiektywnie rzecz biorąc miałem
            ciągłe oczekiwania.

            Po jej oddaleniu się ode mnie przyrzekłem zmianę i to konsekwentnie
            realizuję - nie stawiam żadnych żądań, nie mam oczekiwań, nie robię
            wyrzutów nawet jak uważam że coś zrobiła nie fair.

            Boję się tylko tego że pomimo że ja się zmieniłem, ona już nie
            będzie w stanie wrócić do mnie w taki sposób w jaki była ze mną
            kiedyś - że coś pękło i się nie da skleić.

            Poza tym mówi mi że nie wierzy że się zmieniłem, a że tylko się
            staram, udaję i że za jakiś czas wszytko wróci do starej normy -
            czytaj awantur i wyrzutów
            • dosiadpl Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 02.10.07, 15:35
              Hm rozumiem ze postepuje sie etycznie, powiem Ci tak, że ja tez
              postepowałam etycznie, z mezem byłam 12 lat zanim go zdradziłam.
              Nigdy wczesniej nie przyszlo mi to do glowy i tez ustalilismy ze
              nigdy nie zafundujemy sobie zdrady...Ustalenia... takich rzeczy sie
              neistety nei ustala. One same przychodza. Tez pracowałam, ale
              potrafiłam wyjsc na lunch czy na spotkanie i choc na godiznke umowic
              sie z tym 3 i tak robiłam ponad poł roku prawie
              codzinnie ...Codziennie kochalismy sie wszedzie gdzie tylko było to
              mozliwe, w parku, w hotelu, w samochodzie, w knajpie.. Nie sugeruje
              Ci ze tak jest na 100% . Nie wiem tez jak bardzo ja zraniłes tymi
              awanturami czy faktycznie mozna czuc sie az tak zranionym by 2 osobe
              traktowac jak powietrze? Nie wydaje mi sie. Nie wiem czy nie jestes
              dla siebie zbyt surowy. Moze warto by bylo zaplanowac wspolny wyjazd
              tylko we 2, jakas niespodzianke dla niej na weekend, moze wtedy
              bedac sam na sam bylaby szansa by wszystko sobie wyjasnic. Jesli nie
              to radziłabym Ci zastanowic sie mocno nad przyszloscia tego
              zwiazku... bo to bedzie oznaczac ze ona po prostu wcale nie jest
              zainteresowana Toba jako meżczyzną, Ja mojemu mezowi powiedzialam
              przy rozwodize, ze jest dla mnei jak brat i tak wlasnie bylo...
              Nie widizałam w nim faceta, a gdy sprobowalam to naprawic idac z nim
              do lozka po pol roku czulam sie okropnie i po wszytskim
              zwymiotowalam. Proboj. Moze musicie to razem poukladac spedzajac
              czas sam na sam?
              • madryidiota Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 02.10.07, 15:40
                Rozumiem Twoja sytuację, ale (przynajmniej mam nadzieję) nie jest to
                nasz związek - do momentu kiedy o mało co się nie rozstaliśmy, seks
                (chociaż rzadki) był i to też z jej inicjatywy.

                Teraz, od 3 miesięcy, jest inaczej - powiedziała mi że chce być ze
                mną, że mnie kocha, ale potrzebuje czasu żeby wrócić do normy, żeby
                zdusić w sobie negatywne emocje.

                Moim problemem jest to że to trwa już 3 miesiące i nie widać
                postępu - dlatego pytam (głównie kobiety), czy to jest normalne, czy
                to już jest nieuleczalne - czy jak się źle działo czy możliwe jest
                wyrzucenie tego z siebie i powrót do normalności.
            • glosatorr Cierpliwość 02.10.07, 22:25
              madryidiota napisał:

              Witaj - przeczytałem wszystkie Twoje wypowiedzi i zastanowiłem się nad nimi.
              Podzielę się refleksją co piszesz.

              > Co do obowiazkow:
              > - oboje pracujemy po 10 godzin dziennie
              > Domowych obciążeń nie mamy oboje prawie wcale
              >
              Co Was wogóle łączy?
              Czytałem to co napisałeś i zauważyłem, że dużo piszesz o swoich potrzebach -
              natomiast czy wiesz jakie są jej potrzeby?
              Z tego co napisałeś, mieliście głęboki kryzys, w którym jak sam przyznałeś
              popełniłeś sporo głupstw. Niestety kobiety są bardzo pamiętliwe. Jeśli
              wzbudziłeś w niej negatywne emocje, może minąć wiele czasu, niż ona przekona
              się, że Twoja zmiana jest podyktowana refleksją nad tym co zrobiłeś w jej
              mniemaniu źle.

              > Ona jest na mnie wściekła że się zachowywałem jak palant przez
              > ostatnie 2 lata i że ją dołowałem psychicznie (wyrzuty, oczekiwania,
              > pretensje) - i tu ma rację, bo obiektywnie rzecz biorąc miałem
              > ciągłe oczekiwania.

              No widzisz. I teraz też masz oczekiwania, że ona się nagle po dwóch latach
              cyrków jakie miałeś z nią zmieni. Od tak - bo Ty się zmieniłeś.
              Widzisz - kobiety mają to do siebie, że jeśli ich wiara w mężczyznę została
              podważona, jeśli zburzyłeś to pierwotne dobre wrażenie i nagle postawiłeś swoje
              potrzeby ponad jej - dokonałeś poważnego wyłomu w jej obrazie Twojej osoby -
              który pierwotnie wyidealizowany, przez Ciebie został obdarty ze złudzeń. I tu
              naprawdę Twoje oczekiwanie przez kilka miesięcy, że ona zapomni - jest złudne.
              Ona tego nie zapomni nigdy. Ona będzie pamiętała wszystkie twoje awantury,
              wszystko to co zrobiłeś źle i ma teraz obawy, że jak dostaniesz to co chcesz,
              będzie spokojnie. Może nawet fajnie będzie, ale to potrwa jakiś czas i jak znowu
              ona nie spełni Twoich oczekiwań, zrobisz jej znowu jazdę. Niestety może się
              Twoja Pani zastanawiać - czy w niej coś jeszcze tkwi, czy coś się w niej wypaliło.

              >
              > Po jej oddaleniu się ode mnie przyrzekłem zmianę i to konsekwentnie
              > realizuję - nie stawiam żadnych żądań, nie mam oczekiwań, nie robię
              > wyrzutów nawet jak uważam że coś zrobiła nie fair.
              >
              Wiesz, można być bardzo fair - ale w tym co piszesz w swoich postach widać coś
              ciekawego. Mianowicie - piszesz, że teraz Ty wszystko zrozumiałeś, że chcesz to
              naprawić, a ona wciąż czeka. I w tym co piszesz widać, że Twoja cierpliwość jest
              napięta. Nie wiesz ile to potrwa. Ja Ci powiem - potrwa to tak długo, kiedy Ona
              będzie pewna, że Ty naprawdę jesteś inny. I będzie czekać tak długo, aż zacznie
              ufać, aż się uspokoi i będzie pewna. A Twoje pytanie - ile to potrwa ma jedną
              odpowiedź - aż do skutku.\

              > Boję się ... że coś pękło i się nie da skleić.
              >
              I słusznie. Może i tak być. Ale z tego co napisałeś, dowiesz się od niej, że tak
              jest w istocie. Więc pozostaje Ci cierpliwość i czekanie.
              Tak długo - aż ona się przekona, że Ty faktycznie się zmieniłeś a nie starasz
              się zmienić zapominając, że w tym co jej przez dwa lata robiłeś - mogłeś
              wyrządzić tak naprawdę krzywdę sobie. Kobieta nim da mężczyźnie szansę - bacznie
              go obserwuje, zwraca uwagę na najdrobniejsze szczegóły. I facet naprawdę musi
              się zmienić, by ona w zmianę uwierzyła. Jeśli nie uwierzy, pozostanie Ci tylko
              wyłącznie pogodzenie się z faktem, że można przez 2 lata zniszczyć to co się
              budowało latami. Że wystarczy na chwilę zapomnieć o konsekwencjach słów, gestów,
              działań - by zniszczyć wszystko dokumentnie. Pociesz się, że jej też zależy na
              związku - ale ona chce mieć pewność, że stare nie wróci. A na to trzy miesiące
              niewiele znaczą.


              > Poza tym mówi mi że nie wierzy że się zmieniłem,

              Właśnie - i przyjmij to za pewnik, że jak mówi - to nie wierzy.\
              Więc jeśli chce by uwierzyła - musisz nie mówić o tym, że się zmieniłeś - ale
              się naprawdę musisz zmienić. Wciąż w tym co piszesz jest wiele pretensji do
              niej. Za mało w tym co piszesz refleksji nad przyczynami. Jeśli niektórzy tutaj
              to widzą, to i ona to widzi.

              Dlatego zamiast oczekiwać, że ona uwierzy (bo nie uwierzy słowom - bądź tego
              pewny) mam propozycję: Najpierw zastanów się nad przyczynami tego co się stało.
              Myślisz nad tym, i to jest Twój sukces. Ale nie znasz przyczyny tego, że
              mężczyznę i kobietę łączy coś więcej niż seks. Więc zmieniaj się i stań się
              takim, jakim oczekuje od Ciebie Twoja żona. I musi to być zmiana trwała. Jeśli
              czynami pokonasz jej wątpliwości - cierpliwością, spokojem, uśmiechem ,
              życzliwością, może ona się do Ciebie przekona?
              Pomyśl na chwilę nad jednym: Czy gdyby okazało się, że to potrwa lata, to
              odzyskiwanie przez nią zaufania do Ciebie... zrezygnowałbyś z niej? Jeśli tak -
              to znaczy, że Ona nie jest dla Ciebie najważniejsza. To oznacza, że Twoja miłość
              jest warunkowa.
              Wtedy nie dziw się, że ona Ci nie wierzy...
              ukłony
    • yoric Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 02.10.07, 15:14
      W sprawach międzyludzkich jak się coś zepsuło to trudno to naprawić. Tak w ogóle
      to myślę, że jesteś za bardzo przepraszający.

      Te wszystkie rady powyżej są bardzo fajne, ale niestety "pożądanie to nie wybór"
      - jak żona nie czuje do Ciebie pożadania, to przecież nie poczuje go nagle bo
      "dorośnie", "zrozumie Twoje potrzeby", itd. Musisz je w niej obudzić w inny
      sposób. Zobacz to:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=65134637
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=63847890
      • your_and Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 02.10.07, 16:18
        yoric napisał:
        > to myślę, że jesteś za bardzo przepraszający.

        Albo sie nie znam na ludziach jeszcze, albo to napisała kobitka
        która by chciała miec takiego przepraszającego męża który by chodził
        pokajał i przyznał sie wreszcie że jest palantem :)
        • yoric Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 02.10.07, 18:44
          Ale o sso chozi???
    • lilyrush Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 02.10.07, 15:50
      Ile psułeś? 2 lata...
      oczekujesz naprawienia w 3 m-ce?
      to czasami jet torche tak, jak z alkoholikiem- można powiedzieć z ez
      dużym prawdopodobieństwem nie wróci do kieliszka, jesi okres
      niepicia bęidze dłuższy niż okres picia
      Co Ci radzic? nie wiem
      ja bardzo szybko wiedziałam, ze chocby mój maz stawał na uszch nie
      naprawi tych 2 lat...
      • glamourous Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 02.10.07, 16:22

        lilyrush napisała:

        > Ile psułeś? 2 lata...
        > oczekujesz naprawienia w 3 m-ce?
        > to czasami jet torche tak, jak z alkoholikiem- można powiedzieć z
        ez
        > dużym prawdopodobieństwem nie wróci do kieliszka, jesi okres
        > niepicia bęidze dłuższy niż okres picia


        Alez Lily, toc on nie "psul" bo pil, bo bil, bo zdradzal czy
        uprawial inne tego typu akcje obiektywnie rujnujace ich zwiazek.

        On przeciez tylko robil wymowki, wypominal brak seksu, probowal jej
        uswiadomic, ze czuje sie przez nia odrzucony, lekcewazony,
        oszukany - a i nie dlatego ze chcial zonie bezinteresownie dokopac,
        zepsuc humor. On sie w ten sposob DOMAGAL poprawy jakosci zwiazku.
        Te wymowki, to rzekome "psucie" to byla w rzeczywistosci jego walka
        o naprawe sytuacji, o uzdrowienie chorego zwiazku.

        Ona nie moze go teraz karac i pietnowac, bo to ON od kilku lat na
        wszystkie spsoby probowal walczyc o bliskosc, probowal jej pokazac
        ze mu na niej, na zwiazku, na seksie i intymnosci bardzo zalezy.

        Ok, zgoda, awantury nie sa mile - ale w tym przypadku byl to objaw
        jego desperacji, krzyk o zrozumienie "kobieto ja chce zyc w
        normalnym zwiazku" - a to ona przeciez byla nie fair, nie reagowala
        na jego zabiegi uzdrowienia sytuacji i dzialala destruktywnie.

        Wiec nie mozna teraz powiedziec "jak popsules, to teraz naprawiaj"
        bo tak naprawde cale to jego "psucie" wynikalo z troski o zwiazek.
        Zona zas ewidentnie nie ma racji, bo troska o zwiazek powinna
        wyplywac z obu stron, i nie powinno byc tak, ze jedna osoba walczy a
        druga udaje ze skoro ona nie widzi problemu to problem nie istnieje.
        Ten jej aktualny chlod i karanie go za grzechy popelnione i nie
        popelnione to zwykla manipulacja i odwracanie kota ogonem. Wyglada
        mi raczej na to, ze juz jej na nim nie zalezy jako na mezczyznie.
        • atopik Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 02.10.07, 16:46
          Otóż to moją uwagę też przykłuł fakt, że zona przestawiana jest przez autora jako ofiara jego niegodziwych zachowań. Jesli ona faktycznie stawia sie w pozycji ofiary, to niestety nie wrózy to dobrze. Nie pozwól jej tkwić w tej pozie ofiary. Ofiarami jestescie przecież oboje, własnej niedojrzałości, nieumiejętności komunikacji, kryzysu pierwszego dziecka... I oboje musicie zaangażowac się w odbudowę zagubionej gdzieś bliskości. Oboje !
        • zdzichu-nr1 Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 02.10.07, 16:52
          Nie jestem zwolennikiem zbyt szybkiego latania do ołtarza i płodzenia dziecka na
          fali pierwszego zauroczenia. Być może nieco dłuższy staż przedmałżeński tej
          znajomości pozwoliłby Wam bardziej poznać swoje charaktery i potrzeby. Osobiście
          potrzebuję kalendarzowego roku funkcjonowania związku, aby jako tako poznać
          duszę i oczekiwania partnerki. Wcześniej to mogę raczej mówić o zgłębianiu chuci
          ;-) i folgowaniu popędowi niż tworzeniu jakiegoś wspólnego stadła.

          Może być 1001 rzeczywistych powodów dlaczego w Waszym związku dupnęło. Z tego co
          piszesz wynika jednak, że szanse na poprawę są niewielkie. Brak erotycznego żaru
          i pożądania to mogiła dla związku, a przecież Ty już w przeszłości się silnie
          starałeś (kolacje przy świecach, zakupy, itp. itd.) Niby dlaczego teraz miałoby
          to poskutkować? Poza tym, post jest napisany w cierpiętniczym tonie, tak jakbyś
          tylko Ty był winny rozpadowi małżeństwa. Z opisu sytuacji wynika natomiast, ze w
          najgorszym razie wina rozkłada się po połowie, a nie jest wcale wykluczone, że
          to żona wszystko schrzaniła. Życzę powodzenia, ale pamiętaj, że czasami lepiej
          przeciąć coś co nie rokuje, pomęczyć się trochę i wrócić do żywych w nowym
          związku, niż ciągnąć beznadziejny i toksyczny układ. Pozdrawiam
    • marek_kolomanski "nie potrzebuję tak często" - pytanie 02.10.07, 17:09
      Czy słowa "nie potrzebuję już tak często" nie są czasem oznaką końca miłości i
      pożądania w związku? Na dodatek połączone z codziennym brakiem czułości i bliskości?
      Czy owo zaklęcie "nie potrzebuję już tak często", jeśli padnie z ust
      któregokolwiek z partnerów, nie oznacza czasem, że już zaczyna być "z górki"?

      Jak myślicie?
      Mnie osobiście intuicja podpowiada, że żadne naprawianie relacji, staranie się,
      rozmowy, kwiaty i inne bzdety NIE POMOGĄ. Może się mylę, dlatego pytam.
      Czy od tego momentu nie następuje wybór partnerów między białym, "koleżeńskim"
      małżeństwem albo rozwodem?
    • bomba44 Każda rozmowa ją oddala od Ciebie??? 02.10.07, 20:03
      Madryidiota napisał:

      "Próbowałem kilka razy ją zapytać czy idzie ku lepszemu, ale
      wsciekała się że rozmowy tylko wszystko psują i że każda rozmowa ją
      oddala ode mnie - więc przestałem."

      To jedno stwierdzenie z Twojej strony mówi mi jednoznacznie, że Twoja żona coś
      przed Tobą ukrywa. Ona zdaje sobie sprawę z problemu, ale NIE CHCE go
      rozwiązać. JEJ PASUJE STAN OBECNY, stan, w którym Ty czujesz się winny i się
      starasz, a ona nie musi robić nic. Boi się, że rozmowy doprowadzą do zmiany
      tego stanu. I boi się, że rozmowy doprowadzą to tego, że się dowiesz.

      Współczuję, i życzę przejrzenia na oczy,
      • glosatorr Gdy milczenie jest złotem a słowa niczym... 02.10.07, 22:36
        bomba44 napisał:

        > Madryidiota napisał:
        >
        > "Próbowałem kilka razy ją zapytać czy idzie ku lepszemu, ale
        > wsciekała się że rozmowy tylko wszystko psują i że każda rozmowa ją
        > oddala ode mnie - więc przestałem."

        Tak - to kobietę, którą zraniono wścieka. To można porównać do sytuacji. Oto
        ktoś chwyta za nóż i ciacha na odlew. Rani. Potem przychodzi otrzeżwienie,
        przepraszam, żałuje a osoba zraniona tamuje ranę. Winowajca chucha, lata koło
        osoby zranionej - przerażony, bo nie opanował się, wie, że popełnił błąd, i
        teraz osoba, na której względach nam zależy, odwraca się i boi się i nie może
        uwierzyć, że coś takiego można było zrobić.
        I osoba "winna" takiemu zachowaniu wciąż się pyta: "Już Ci lepiej?", "Idzie ku
        lepszemu?", "Będzie lepiej?"
        Nie ukrywam, że gdyby ktoś mnie coś takiego zrobił i tylko czekał na
        potwierdzenie i rozgrzeszenie i ciągle się pytał - to bym mu mocno wygarnął! Bo
        coś takiego to nic innego jak troska, by to co było, to co się przekreśliło i
        przecieło - samo się naprawiło. I jak najszybciej. Ta niecierpliwość, to
        nadskakiwanie, robienie czegoś tylko po to by wybaczyć - bez świadomości tego co
        się zrobiło - może pierońsko wkurzyć. Słowo - może wkurzyć.

        >
        > To jedno stwierdzenie z Twojej strony mówi mi jednoznacznie, że Twoja żona coś
        > przed Tobą ukrywa.

        A ja myślę, że to nie żona ukrywa, ale nasz Autor wątku.
        Co Ty tej swojej żonie zrobiłeś? Coś Ty jej mówił, o co ją oskarżałeś, jakie
        bolesne słowa ona ode Ciebie usłyszała?
        Coś przez te dwa lata jej robił i w co wpędzał. Jeśli kobieta boi się wracać do
        domu - to znaczy, że jej mąż zrobił jej meksyk.
        Chciałbym wiedzieć jak było naprawdę.

        > Ona zdaje sobie sprawę z problemu, ale NIE CHCE go
        > rozwiązać.

        Przepraszam - ale Twoja diagnoza wydaje mi się mylna.
        Jak to nie chce go rozwiązać? Czy żona ma rozwiązywać problem, jaki zaognił jej
        mąż? Czemu?

        > JEJ PASUJE STAN OBECNY, stan, w którym Ty czujesz się winny i się
        > starasz, a ona nie musi robić nic.

        Ja czytałem to co Pan Autor pisze - i jakoś widzę tylko niecierpliwość i
        niezrozumienie. I myślę, że jego żona widzi to dokładnie tak samo. A nie
        rozumiem, gdzie Bomba zobaczyłeś, że jej to pasuje? Bo ja jestem pewien, że jej
        to nie pasuje. Ale jeśli ma przejść znowu ten czas, kiedy już jest wszystko
        dobrze a potem przejść to samo jak to się psuje - to naprawdę rozumiem kobietę.
        Łatwo jest zepsuć wszystko - trudniej jest wszystko naprawić.


        > Współczuję, i życzę przejrzenia na oczy,

        Oj tak - ja życzę nie tylko przejrzenia na oczy, ale zrozumienia tego co się
        samemu zdziałało.
        • bomba44 Re: Gdy milczenie jest złotem a słowa niczym... 03.10.07, 02:05
          Glosatorr napisał:

          "Gdy milczenie jest złotem a słowa niczym..."

          Takie to piękne i poetyckie, ale jednocześnie tak nietrafione w tym
          kontekście. Skoro tak twierdzisz, Glosatorrze, to czemu nie
          milczysz, tylko się rozpisujesz? Moim zdaniem komunikacja, w tym
          również rozmowa, jest jednym z najważniejszych narzędzi
          pielęgnowania związku. Jeśli jedna ze stron świadomie jej unika, to
          tym samym niszczy związek. Masz prawo Glosatorrze do odmiennego
          zdania, ale niestety mnie do niego nie przekonałeś.

          Ciekaw jestem, kto jeszcze przychyli się do zdania Glosatorra, że
          unikanie rozmów jest drogą do ratowania związku?

          Pozdrawiam,
          • kawitator Re: Gdy milczenie jest złotem a słowa niczym... 03.10.07, 07:53
            To jedno stwierdzenie z Twojej strony mówi mi jednoznacznie, że Twoja żona coś
            przed Tobą ukrywa. Ona zdaje sobie sprawę z problemu, ale NIE CHCE go
            rozwiązać. JEJ PASUJE STAN OBECNY, stan, w którym Ty czujesz się winny i się
            starasz, a ona nie musi robić nic. Boi się, że rozmowy doprowadzą do zmiany
            tego stanu. I boi się, że rozmowy doprowadzą to tego, że się dowiesz.

            Nie zawsze zgadzam sie z bombą44 ale tym razem ta jego wypowiedz zabrzmiała dla
            mnie bardzo prawdziwie On chyba coś podobnego przeżył
            Dodam od siebie ze najłatwiejszym sposobem manipulacji drugim człowiekiem to
            wpędzić go i utrzymywać w poczuciu winy. To jest powszechnie stosowane bo proste
            i skuteczne.
            Oczywiście taki obraz wynika tylko z wypowiedzi mądregoidioty
            ale to co i jak pisze trzyma sie kupy
            • gosiadzika Re: Gdy milczenie jest złotem a słowa niczym... 03.10.07, 08:35
              twoja żona to mistrzyni manipulacji i dała ci wyrok w zawieszeniu że niby chce
              wszystko naprawić ale tak naprawdę nic nie robi i ciebie wpuszcza w maliny i
              poczucie winy że to wszystko twoja wina. Niech ci wypisze na kartce co dokładnie
              che od ciebie jak widzi wasz związek i sposób na jego poprawę, albo pokaż jej
              twój wątek na forum a my poznamy jej wersję
              • ypsilon Re: Gdy milczenie jest złotem a słowa niczym... 03.10.07, 09:20
                Nie zawsze można wszystko naprawić, a często nie ma to sensu.
                Widocznie nie była to miłość, tylko zauroczenie, pożądanie i tyle.
                Skończyło sie i już.
                Nie ma co dorabiać do tego ideologi8i, bo z pustego to i Salomon nie
                naleje.
                • madryidiota Re: Gdy milczenie jest złotem a słowa niczym... 03.10.07, 09:43
                  Czesc

                  Dziekuje bardzo za Wasze odpowiedzi na nasz rodzinny problem.

                  Przeczytałem je wszystkie i dużo dały mi do myślenia - naprawdę
                  dziękuje za przejęcie się losem w sumie obcego człowieka i tyle
                  pomocy.

                  Co do mojego związku - ponieważ dalej mi zależy na żonie i dziecku,
                  i nie chcę tego kończyć, będę dalej próbował to naprawić co kiedyś
                  ja/albo oboje zepsuliśmy - trzymajcie za nas kciuki żeby nam wyszło

                  pozdrawiam
                  • yoric Re: Gdy milczenie jest złotem a słowa niczym... 03.10.07, 13:04
                    Bzdura.

                    Dałeś się wkręcić w schemat "naprawiania". Widzę, że nie chcesz słuchać mądrego
                    człowieka (David Deangelo), no ale to tylko Twoja strata. Możesz się łasić,
                    przepraszać i dawać kwiaty, tylko się nie zdziw, że żona powie "czegoś mi brak",
                    "coś się wypaliło"; zostaniesz sklasyfikowany jako "fajny facet ale dupa" i jako
                    stereotyp męża (gościa, który ma dawać kasę i zająć się dziećmi), a nie kochanka
                    (gościa, który ma dać geny).

                    Pozdrawiam

                    PS: Daj znać za jakiś czas, czy się udało :).
          • glosatorr Re: Gdy milczenie jest złotem a słowa niczym... 03.10.07, 13:12
            bomba44 napisał:

            > Glosatorr napisał:
            >
            > "Gdy milczenie jest złotem a słowa niczym..."
            >
            > Takie to piękne i poetyckie, ale jednocześnie tak nietrafione w tym
            > kontekście. Skoro tak twierdzisz, Glosatorrze, to czemu nie
            > milczysz, tylko się rozpisujesz?

            A jak to ma się do tematu? Nijak. :-)

            > Moim zdaniem komunikacja, w tym
            > również rozmowa, jest jednym z najważniejszych narzędzi
            > pielęgnowania związku.

            Owszem - jeśli nie została zerwana przez stronę, która chce ją nawiązać.

            > Jeśli jedna ze stron świadomie jej unika, to
            > tym samym niszczy związek.

            Ona nie unika dialogu - ona po prostu nie wierzy na gębę.

            > Masz prawo Glosatorrze do odmiennego
            > zdania, ale niestety mnie do niego nie przekonałeś.
            >
            Nieszkodzi. :-)

            > Ciekaw jestem, kto jeszcze przychyli się do zdania Glosatorra, że
            > unikanie rozmów jest drogą do ratowania związku?

            A gdzie ja napisałem, że unikanie rozmów jest drogą do ratowania związku?
            Unikanie głupiego gadania - tak. Unikanie wypytywania się: Czy już Ci przeszło?
            Tak - lepiej już milczeć. Unikanie pyskówek? Wymyślania żonie? Robienia jej
            scen? Pretensji? Awantur na dzień dobry? W takim przypadku lepiej sobie język
            odgryźć!
            Proszę mnie czytać uważniej.

            >
            > Pozdrawiam,
    • dosiadpl Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 03.10.07, 09:40
      Jesli nawet nie ma 3 osoby miedzy Wami, to wyglada na to, że Twoja
      żona nie chce niczego zmieniac. Nie wiem jakie mozna krzywdy zadac 2
      osobie by wogole nie była zainteresowana rozmowa i rozwiazaniem
      problemu. Z tego co Ty piszesz, nie biles jej, nie torturowałeś a
      jedynie domagales sie czułości, bliskości i seksu, a to są normalne
      elementy udanego związku. Dziwi mi ze ona chce w tym tkwic... chyba
      jest masochistka skoro zycie w takiej atmosferze jej pasuje...
      Moim zdaniem tylko szczera rozmowa moze pomoc, jesli nadal nie
      bedzie chciala powiedziec co ja boli i przede wszystkim dlaczego nie
      chce bliskosci, czulosci i seksu moze warto zwrocic sie do
      specjalistów i wybrac sie wspolnie na spotkanie. Jesli tego nie da
      sie zrobic to mysle ze cos innego zawazylo na jej zachowaniu /moze
      np jakas przygodna krotka znajomosc- kobiecie czasem wystarczy 1
      zdrada by zaangazowac sie emocjonalnie i byc myslami daleko
      daleko.../NIE WYOBRAŻAM SOBIE BY POWODEM JEJ ZACHOWANIA I KOMPLETNEJ
      IZOLACJI BYŁA TWOJA POTRZEBA CZUŁOŚCI I BLISKOŚCI.
      Moze warto porozmawiac na ten temat z jakas jej przyjaciólka? Moze
      wtedy wyczujesz o co tak na prawde chodzi???
      I jeszcze jedno a propos stażu... nei zgadzam sie ze zawsze wiązanie
      sie po krótkim czasie jest złe, z 1 mezem byłam 13 lat, znalismys
      sie 7 lat przed slubem, nastepnei był ktoś inny, a obecnego meza
      poznalam na tydizen przed rozwodem, osiwadczyl mi sie po 2
      tygodniach znajomosci, slub po 6 miesiacach, ciąża po 9 miesiacach
      znajomosci. % lat razem, duzo lepiej niz z 1 mezem...Tak wiec nei ma
      reguły
      • lilyrush Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 03.10.07, 09:57
        dosiadpl napisała:

        > Jesli nawet nie ma 3 osoby miedzy Wami, to wyglada na to, że Twoja
        > żona nie chce niczego zmieniac. Nie wiem jakie mozna krzywdy zadac
        2 osobie by wogole nie była zainteresowana rozmowa i rozwiazaniem
        > problemu. Z tego co Ty piszesz, nie biles jej, nie torturowałeś a
        > jedynie domagales sie czułości, bliskości i seksu, a to są
        normalne elementy udanego związku.

        Jak czytam takei rzeczy to chc i sie wyć...KJM mozna nie pić, ie bić
        i nie torturowac a brzydzic życie drugiemu człwiekowi tak, z eby nie
        chciał życ. I można tylko domagać sie zwyczjnych elementów zwiazku
        tak, żeby ta druga osoba nie chciał wracać do domu. Jka to sie
        robi...mój mąż pewnie też byłby absolutnie zaskoczony takim
        pytaniem,a robił to świetnie. Też przez 2 lata. Co ciekawe teraz
        doszedł do tego, ze robił źle. I wydaje sie że autor watku tez. To
        może nie piszcie, ze on jest cacy a jego żona niedobra. Pewnie on
        tez ma swoej na sumieniu, ale jesli facet sam pisze ze zepsuł to ja
        mu wierze, ze zepsuł...


        Dziwi mi ze ona chce w tym tkwic... chyba jest masochistka skoro
        zycie w takiej atmosferze jej pasuje...


        A moze wcale jej nie pasuje, ale nie ma innego wyjscia? Moze nie
        stac ja na powiedzenie "papa" zabranie dziecka po pachę i wyjście?
        Moze wcale nie chce w tym tkwic tylko nie wie co zrobic, a boi sie
        tych najbardziej oczywistych rozwiazan?
        Moze ten zwiazek nie siegnal jeszcze takiego dna, od tórego mozna
        sie odbic?
        • dosiadpl Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 03.10.07, 10:15
          Lilyrush, moje opinie sa na podstawie tego co autor napisal. Nie
          znamy wszystkich szczegółów, mozemy domniemywac. Co do zycia
          razem... mysle ze to kwestia umiejetnosci decydowania o swoim
          zyciu... ja wyznaje ze zyje sie tylko raz i trzeba zycie przezyc tak
          by bylo nam w nim dobrze, stad moja opinia i brak zrozumienia dla
          osob poddajacym sie na dłuższa metę torturom psychicznym. ALe wiem
          ze niektorym nie łatwo podejmowac decyzje... i brak decyzji
          spowodowany jest różnymi przyczynami poczawszy od strachu przed tym
          co dalej, przez problemy finansowe i inne. Wszystko to kwestia
          charakteru i umiejetnosci podjecia trudnych decyzji. Moj były mąż
          powiedział mi kiedys ze gdyby nei moj pozew on nigdy nei podjąłby
          decyzji o rozwodzie... taki charakter
    • elein Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 03.10.07, 10:28
      a co Ty robisz w kierunku odbudowania bliskości między wami? emocjonalnej bliskości.

      bo jesli "stajesz na uszach" tylko po to żeby "dostać seks" a wcześniej byłeś
      długotrwale wredny żeby Wymusić na niej seks- to ja jej sie nie dziwie, ze na
      sama mysl o zbliżeniu ją odrzuca. a Twoje dopominanie się "czy już jest dobrze"
      tylko tą niechęć podtrzymuje.
      Zamkneła się w sobie i Cie obserwuje czy się faktycznie zmieniłeś.. Moze sie
      otworzy a może nie, na razie jest zbyt a.zraniona i się boi, b.wkurzona i się
      odgrywa, c.zastanawia się czy jest jeszcze sens z tobą być i jest na etapie
      życiowych przemyslen,
      Możliwe, że zbyt dużo zniszczyliście miedzy sobą i nie da się tego odbudować.
      Jeśli bała się wracać do domu bo w drzwiach witałeś ją z wrzaskiem i pretensjami
      przez 2 lata... To ja się jej nie dziwie.
    • misssaigon Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 03.10.07, 10:42
      opis sytuacji dosyc lakoniczny ale...popsulo sie nagle , pol roku po urodzenia
      dziecka...

      urodzenie dziecka nie ma tu znaczenia bo przeciez zaraz po tym bylo ok...
      moze zatem pamietasz jakies wydarzenie, ktore mialo wtedy miejsce, jakies slowa,
      zachowanie...co moglo spowodowac taki nagly odrot? nic sie nie dzieje bez
      przyczyny...

      rownie dobrze moze byc tez tak, ze twoja zona po tym czasie oprzytomniala i
      doszla do wniosku, ze to nie to, a ty to nie ten facet...

      wasz zwiazek rozwijal sie w ekstraszybkim tempie i moze zafascynowana tym nie
      miala checi lub czasu zeby sie zastanowic...

      wprawdzie obiecaliscie sobie szczerosc i uczciwosc - ale od obietnic do
      realizacji dluga droga - szczegolnie jesli po drodze zjawi sie dziecko
      • imba_one Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 03.10.07, 11:28
        Historia walkowana na tym forum od kiedy tu zagladam. Nie ukrywam,
        ze moja jest podobna w wielu wielu szczegolach.

        Ewentualne przyczyny takiego stanu zostaly juz podane powyzej w
        roznych postach:

        1. Autentyczne fizyczne przemeczenie zony; dom, praca, dziecko,
        kariera, itp itd., potem wpatrywanie sie w ekran telewizora do
        momentu, az oczy sie jej kleja i hop do lozka, plecami do malzonka i
        sen w ciagu 2-3 minut.

        2. Zauroczenie inna osoba. Kolega z pracy, klient, sasiad,
        ktokolwiek kto tak porazil zone, ze nie potrafi spojrzec na ciebie
        przychylnym wzrokiem. Niekoniecznie musi to byc kochanek, ale dobry
        kumpel, ktos z kim sie dobrze gada, ktory rozumie, itd.

        3. Zauroczenie inna osoba + zdrada. Przejrzyj posty dosiadpl.
        Kobiety potrafia byc tak samo bezwzgledne, wyrafinowane, falszywe
        jak mezczyzni. Plec nie ma tu znaczenia.
        NB: Nie znam calej historii dosiadpl i ile jest w tym prawdy, ale
        jej posty sa porazajace:
        "Tez pracowałam, ale
        potrafiłam wyjsc na lunch czy na spotkanie i choc na godiznke umowic
        sie z tym 3 i tak robiłam ponad poł roku prawie
        codzinnie ...Codziennie kochalismy sie wszedzie gdzie tylko było to
        mozliwe, w parku, w hotelu, w samochodzie, w knajpie."

        4. Spojrz na siebie. Moze cedzisz browarka przed TV lub kompem? Masz
        kilkudniowy zarost? Rosnie miesien piwny? Jesli tak - zrewiduj swoj
        obecny wizerunek, nawet nie dla zony ale dla siebie. Jesli nie -
        zigoruj ten punkt.

        5. Moze zona sie leczy na cos hormonalnie? To czasami obniza libido.


        -----

        Ad1. Przekonaj delikatnie zone jakie sa prirytety, odciaz ja w miare
        molziwosci.

        Ad2. Modl sie, ze to jej przjedzie i nie zamieni sie w punkt 3.

        Ad3. Zwijaj manatki. Nic tu po tobie.

        Ad4. Powtorze: zrob to dla siebie.

        Ad5. Zainteresuj sie tym; ile to bedzie trwalo, zasugeruj zmiane
        leku, lekarza


        Stales sie petentem w zwiazku. Dales sie przekonac, ze to jest Twoja
        i tylko Twoja wina (sick!). Doskonale rozumiem Twoje wyrzuty,
        oczekiwania i pretensje. Miales do nich prawo. Moze jednak bylo ich
        za duzo?
    • alta_rica Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 03.10.07, 13:39
      W całej sytuacji zwróciłam uwagę na to samo co zdzichu-nr1. Kilka
      miesięcy i ślub? Dwa następne i dziecko? Człowieku! Przecież Wy się
      kompletnie nie mieliście kiedy poznać! Teraz zresztą też się nie
      bardzo znacie, bo nie macie kiedy się poznawać.
      Więc faktycznie to było chyba tylko zauroczenie, a teraz gdy
      minęło - może faktycznie ze strony twojej żony nie ma już nic...
      A zauroczenie kimś innym.... hmmm.... tez bym to przemyślała na
      twoim miejscu....
      • marlenka61 Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 05.10.07, 19:09
        Moze podejde do tego zbyt analitycznie, ale trzeba sprawdzic czy
        wasz zwiazek ma jeszcze sens...

        Po pierwsze musisz zapytać żone czy ona widzi jeszcze dla was jakąs
        szanse na wspólne bycie razem, bo wybacz, jesli ona jej nie widzi to
        chocbys zaczął chodzic na rękach i zwracać sie do niej najsłodszym
        na świecie językiem, nic nie wskórasz.

        Po drugie, choc nie będzie to łatwe i moze sie nie uda uzyskac
        odpowiedzi, dowiedz sie od niej co jej w tobie przeszkadza, czego
        nie lubi, co chciałaby zebys zmienil w swoim postępowaniu. Ale
        bardzo ważne jest, żeby wskazala konkrety - nawet z 10 powodów. Nie
        ma nic gorszego jak mowic komus zeby sie zmienil, nie podając
        konkretnie co ma zmienic. Trudno jest sie przeciez domyslac. A
        domyslac to sie mozna długo, nawet i 20 lat. Jesli twoja żona
        zacznie sie wymigiwac z odpowiedzia, nie znajdzie zadnych konkretów
        które ja denerwuja, to niezbyt dobrze wrozy waszemu zwiazkowi.

        Po trzecie zapytaj czy jest cos co ona w Tobie jeszcze lubi, co
        jeszcze w Tobie kocha. Uwazam ze wazne zebys sie o tym dowiedział.
        Jesli nie wskaze nawet jednej rzeczy w tobie cenionej, to warto
        zastanowic sie nad sobą, oraz sensem bycia razem...

        Po czwarte, jesli pomyslnie odpowie na te trzy kwestie mozesz sie
        dowiedzic, czy problemu nie było takze w seksie. Moze ja kiedys
        wlasnie tym zraziles do siebie. Ja osobiscie nie wierze zeby kobieta
        z wlasnej woli rezygnowala z przyjemosci jaka daje seks. Moze nie
        czerpala z niego zadnej satysfakcji. Moze czula sie z tym
        osamotniona ze tylko ty cos z tego miales, a ona spelniala
        malzenskie obowiazki. Wkocu cos sie w niej zbuntowalo i postanowila
        cie na swoj sposob ukarac, rezygnujac z seksu(czegos co jej nie
        satysfakcjonuje)a przy okazji "karając" ciebie. Tą sytuacje mogły
        pogorszyc jeszcze Twoje usilne namowy, a wrecz domaganie sie seksu i
        tak straciliscie "wspólny język". A musze to podkreslic, nie ma nic
        gorszego niz kobieta niespelniona seksualnie, w której z miesiaca na
        miesiac cos sie buntuje. Bo tu nie pomoga ani cieple słowa, piękne
        kwiaty, kolacje w drogich restauracjach, kiedy ona czuje ze ty
        chcesz egoistycznie zaspokajac tylko siebie, nie biorąc jej potrzeb
        pod uwage.

        Wybacz ze tak sie rozpisalam na pkt. czwartym, ale nic nie
        wspominasz o tej sferze, która jak wiadomo, nie tylko moze
        cementowac związek, ale takze go rujnować- jeśli jedna osoba nic z
        tego nie ma :(

        Pozdrawiam i zycze pomyslnego rozwiazania :)
        PS: Jesli zonie bedzie zalezało sprobujcie zwrocic sie o porade do
        fachowca od problemów małżeńskich. MOze to was uratuje, czego
        serdecznie zycze...
    • madryidiota Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 05.11.07, 13:47
      Witam,

      Dlugo sie nie odzywalem, ale chyba pora dac znac co sie zmienilo w
      naszych malzenskich relacjach... a sporo sie zmienilo.

      Kotlowalismy sie jeszcze przez dluzszy czas (3dni dobrze, 2 dni
      zle), wracalismy do tematu itd, itp... bylo juz bardzo zle na
      granicy rozwodu.

      Zrozumialem ze musze cos ze soba zrobic - poszedlem na
      psychoterapie - kilka spotkan z profesjonalista, ktore uzmyslowly mi
      wszystkie zle rzeczy ktore we mnie siedza i co robie zle.

      Od tego czasu zrozumialem nie tylko swoje potrzeby i oczekiwania ale
      rowniez moją żone - jej wewnetrzne emocji i co naprawde chciala mi
      powiedziec.

      Wyciszylem sie, czekam spokojnie az ona wroci do normy - i to
      dziala - ona widzi we mnie zmiane - ze nie jestem niecierpliwy,
      natarczywy, ze rozumiem to ze ona potrzebuje czasu zeby do mnie
      wrocic - z dnia na dzien jest coraz lepiej - zaczynaja sie drobne
      czulosci, powiedziala mi ze mnie kocha i ze chce ze mna byc.

      Powiedzialem jej ze ma tyle czasu ile potrzebuje zeby wrocic do
      siebie i ze nie bede jej w niczym poganial - i to wlasnie bylo to
      czego ode mnie oczekiwala - spokoju i wyrozumialosci. Zrozumialem ze
      to ona sama z siebie musi do siebie dojsc - ze to ma byc
      spontaniczne i pożadane przez nią a nie wymuszone przeze mnie.

      Trzymajcie za nas kciuki - za jakis czas dam znac na jakim jestesmy
      etapie :)

      pozdrawiam i dziekuje jeszcze raz za Wasze rady
      madryidiota

      PS: przepraszam za glupie zalozenie innego watku, ktory wzbudzil
      tyle kontrowersji
      • green_land Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 05.11.07, 16:27
        > PS: przepraszam za glupie zalozenie innego watku, ktory wzbudzil
        > tyle kontrowersji
        No co ty:) Przecież wszyscy się uczymy - dzis na Twoim przykładzie,
        jutro na moim. Ty coś zyskałes, a i my mogliśmy nauczyć się nauczyć
        naprawdę dużo. Chociażby dyskutować:)

        Trzymam baaardzo mooocno za Was kciuki i jestem przekonana, że
        następny post napiszesz z drugiej podróży poślubnej:)))
    • zelm71 Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 06.11.07, 01:44
      madryidiota napisał:

      > i pierwsze zauroczenie i fascynacja minęła
      > 2) po usłyszeniu tego potworne rozczarowanie z mojej strony:
      > poczułem się jak wykorzystany reproduktor, jak zmanipulowany
      > konsument - pierwszy rok gratis, a teraz koniec promocji
      Okazałeś się słabym kochankiem i znudziłeś się.
      > 3) Na początku prosiłem, mówiłem o swoich potrzebach, kupowałem
      > kwiaty, prezenty, kolacje ze świecami, romantyczne wyjazdy, nawet
      > znosiłem 4 godziny latania po sklepach z ciuchami ;)... nie
      pomogło.
      I co to miało pomóc? Kwiaty kolacja, etc. a jej potrzeby łóżkowe?
      Pewnie było tylko fajnie dla ciebie? 5 minut standardowego sexu z
      orgazmem dla ciebie? Od samego sapakowania ptaszka kobieta nie
      odleci w kosmos. Trzeba się postarać i myśleć też o jej potrzebach:
      masaż, pieszczoty, itd. tylko trzeba się postarać a nie myśleć tylko
      o swoich potrzebach.
      > 4) Potem odrzucony wyrzucałem z siebie emocje - wyżywałem się na
      > żonie - że mnie oszukała, że mnie już nie kocha, że chciała tylko
      > dziecko
      Żle zrobiłeś.
      > W końcu coś w niej pękło - po 2 latach awantur wreszcie doczekałem
      > się reakcji - powiedziała mi że nie wie czy jest w stanie to dalej
      > znosić, że życie stało się piekłem, że boi się wracać do domu i
      > widzieć moją wykrzywioną gębę - że nie wie czy chce do dalej
      ciągnąć.
      A dziwisz się. Kwaśna mina, awantury a przypuszczam, że twoja
      arogancja w łóżku i późniejsze awantury sprawiły, że ma cię dość.
      >
      >
      > Próbowałem kilka razy ją zapytać czy idzie ku lepszemu, ale
      > wsciekała się że rozmowy tylko wszystko psują i że każda rozmowa
      ją oddala ode mnie - więc przestałem.
      Nie pytaj czy idzie ku lepszemu tylko weź się do roboty. Bądź
      uśmiechnięty, miły, pomagaj jej, pogłaskaj po włosach i buzi kiedy
      np. siedzi przed komputerem, momasuj jej kark, umyj jej ładnie plecy
      jak siedzi w wanie.
      Przestań się mazać i użalać nad sobą tylko weź się do roboty. Ona
      nie chce gadania tylko działania. Jak będzie gotowa to dopiero
      później pogadaj z nią jakim byłeś samolubem łóżkowym i przeproś za
      te awantury.
      Poproś o kolejną szansę dla was.
      Szansa zawsze jest.
    • 1gniady Re: Czy to sie jeszcze da naprawic? 10.11.07, 03:31
      Jasne,że da.Zawsze da.Tylko po co?Jesteś teraz jej podnóżkiem-zauroczonym
      palantem.Jak się wyzwolisz z tej matni,zacznij naprawiać.Tylko nie zmieniaj
      kobiety.Masz charakter cierpiętnika wypisany w genach.Następna zrobi z ciebie
      podnóżek jeszcze szybciej.
      Moja rada-wypełnij sobie czas czymś innym.Aż nabierzesz dystansu do niej.Wtedy
      naprawiaj...ale swoje relacje wobec niej...to i ona zmieni swoje.
Pełna wersja