333a13
09.10.07, 17:26
jestem prawie rok ze swoim chłopakiem. nie mieszkamy razem i nie
mamy możliwości być często sam na sam. jest ciepły, opiekuńczy i
wiem, że zawsze mogę na niego liczyć... (w trakcie tego roku mój
tato zachorował na raka, siostra miała poważny wypadek). On ma 29
lat i syna 11 - letniego, który mieszka z matką. dzieli nas też
pewna różnica intelektualna - niby nic, a jednak czasem to
przeszkadza... poza tym dużym problemem jest sex... podobno za
bardzo go podniecam... i w związku z tym ma problemy z przedwczesnym
wytryskiem, a co za tym idzie jestem strasznie sfrustrowana pod tym
względem. chciałabym stabilizacji i w koncu stałego związku... wiem,
że mogę na mojego faceta liczyć w najgorszych opałach, ale przez w/w
kłopoty nie jestem w stanie racjonalnie myśleć i od jakiegoś czasu
zastanawiam się nad zakończeniem związku. dodam tylko, że z
niewiadomych dla mnie przyczyn po roku lub 2 znajomości z facetem,
po prostu z jakichś pododów z nim zrywam... nie byłoby w tym nic
dziwnego gdyby nie to, że to już 4 raz. czy ja jestem jakaś
nienormalna??? czy mam zbyt wysokie oczekiwania od życia? co o tym
myślicie? ja już chyba nie potrafię trzeźwo myśleć...pomóżcie