nusia06
16.10.07, 08:52
Jestem w zwiazku 2,5 roku i mamy problemy z seksem. Jestem juz na
takim etapie, ze nie widze mozliwosci poprawy calej tej sytuacji.
Moze dramatyzuje a moze nie... Moj partner stracil ochote na seks.
Ja widzac to jego ociagnaie tez "oslablam". Seks nie jest dla nas
przyjemnoscia a obowiazkiem, ktory ostatnio konczy sie awanturami i
rozczarowaniem. Partner mowi, abym przejela inicjatywe, zachecila
go "jakos". Nie podnieca go calowanie mnie, dotykanie, penetracja
reczna. Nie jest to dla niego wystraczajaco pobudzajace. Ja jak
widze taki brak zaanagazowania tez odplywa mi cale podniecenie i nie
chce mi sie juz nic zupelnie, zaczynam czuc do niego zlosc, wrecz
wscieklosc. Czuje sie upokorzona. Spimy nago i na niego zuplenie nie
dziala widok, dotyk mojego ciala. Dodam, ze do tej pory seks byl
raczej inicjowany przez niego i niejako pod jego potrzeby, tzn.
wlasciwie nie istniala gra wstepna. Od jakiegos czasu zaczelam
sie "buntowac" i zwracac uwage, mowic o moich potrzebach. Poki co
wszytsko jest schematyczne, przewidywane, brak mi jakiegos takiego
napiecia, podekscytowania, tworzenia atmosfery erotycznej w ciagu
dnia. Co robic? Ten temat przygnebia mnie totalnie. Wczoraj
wspomnialam po nieudanej probie wspolzycia,ze moze bysmy poszli do
seksuologa, bo nie radze sobie z tym wszystkim i nie widze nadziei,
uslyszalam: "idz sama"...