Co o tym myślicie? - proszę poradźcie

29.10.07, 10:31
Wiem,że to jest długie ale PROSZĘ przeczytajcie i napiszcie mi co o
tym wszystkim myślicie?
Znamy się z mężem kilkanaście lat, kilka jesteśmy małżeństwem, mamy
dzieci. Kilka dobrych lat temu M. bardzo zawiódł moje zaufanie,
wiadomo w jakiej kwestii. Wybaczyłam, ale niestety zapomnieć się nie
da.
M. pracuje na eksponowanym stanowisku w dużej firmie, jest
przystojnym facetem.
M. często wyjeżdża służbowo, dużo przebywa poza domem. 2 lata temu
wyjechał ze swoją sekretarką na zagraniczną konferencję na kilka
dni, przed wyjazdem i kiedy wrócił - prosiłam, że nie chcę by
jeździł z nią sam, niech jeździ z nimi jeszcze ktoś. Nie chciałam by
stawiał mnie, siebie i jej w głupiej sytuacji (wiecie to gadanie, co
to się robi z sekretarką, poza tym ta kobieta kiedyś romansowała z
żonatym facetem i podobno dlatego straciła poprzedni Job, kobieta
ok.30-ki, ma podobno chłopaka w innym mieście). Dodam, że M. ma
całkowity wpływ na obsadę wyjeżdżającą na konferencję.
Rok temu sytuacja się powtórzyła - pojechał z nią sam. Kiedy wrócił
powiedziałam - proszę niech to będzie naprawdę ostatni raz kiedy
pojechaliście sami.
Sekretarka dostała awans, podwyżkę, samochód , samodzielny pokój. W
firmie na polecenie M. założono domofon, aby go odwiedzić (a robię
to b.rzadko) muszę się zaanonsować.
W międzyczasie ktoś znajomy powierzył mi swoją tajemnicę o zdradzie
(druga połówka niczego się nie domyśla) - nie mówiłam o tym mężowi.
W otoczeniu wiszą na włosku dwa małżeństwa - powód długo ukrywana
zdrada, wykryta przez zdesperowane połówki (zdradzający szli w
zaparte, że nic się nie dzieje).
Po kilku tygodniach dowiedziałam się, że ludzie z otoczenia M.
mówią o mnie iż jestem zbyt tolerancyjna, mając podobno na myśli
jego częste wyjazdy służbowe i co za tym idzie niemożność pełnego
zaangażowania się w życie rodziny. No i w tej atmosferze jednego
dnia mnie napadło (podkreślam działo się to tylko jednego dnia):
sprawdziłam jego komórkę, komputer, pojechałam za nim w jedno
miejsce ujawniając się zresztą. Przyznałam się , że to wszystko
zrobiłam, przy okazji zapytałam co robią u niego w kompie zostawione
na pamiątkę fotki rozebranych babek (wytłumaczył, że do pooglądania,
naiwna myślałam, że on nie z tych „wzrokowców”, że ja mu wystarczam,
na początku się wkurzyłam, potem mi przeszło, no niby robi to 90%
facetów). On się strasznie wkurzył, do tego stopnia że wyjechał na
kilka dni. Naprawdę było między nami źle. Potem była rozmowa, że
powinnam coś zrobić ze swoją chorą zazdrością, powinnam obdarzyć go
zaufaniem, że mnie kocha. Pomyślałam sobie, kobitko chyba faktycznie
ześwirowałaś , facet kiedyś coś przeskrobał, ale teraz jest w
porządku – daj mu spokój. I od tamtej pory nie sprawdzałam nic.
Po czym:
- odkryłam, że mam w swoim komputerze program szpiegujący założony
przez M. (M. – wybacz wygłupiłem się to się nie powtórzy)
- w swoim komputerze założył hasło
- znowu zbliża się konferencja, zaproponowałam że chcę z nim
pojechać – on na to, że się nie zgadza, że chce nas ochronić przed
ośmieszeniem, że co powiedzą ludzie i sekretarka(!) – teraz liczy
się ze zdaniem innych, wcześniej miał w nosie moje uwagi. Ja na to:
weź jeszcze kogoś z firmy – M. to za drogo dla firmy.
Rozmawialiśmy o tym tylko raz i od tej pory, od kilku tygodni jest
między nami beznadziejnie, praktycznie ze sobą nie rozmawiamy.
M. twierdzi, że jestem chorobliwie zazdrosna, powinnam się leczyć,
jestem wariatką. A ja naprawdę (poza tamtym wybrykiem) nie śledzę
go , nie sprawdzam. Często wyjeżdża służbowo, spotyka się z różnymi
ludźmi i ja to akceptuję, rozumiem że ma taki rodzaj pracy, nie był
i nie jest to dla mnie problem, ale nie rozumiem całej tej sytuacji
z sekretarką. Nie wiem dlaczego tak mu zależy na wyjeździe tylko z
nią, dlaczego nie chce zabrać mnie albo chociaż jeszcze kogoś z
pracy, dlaczego wiedząc że to dla mnie drażliwy temat nie próbuje go
załagodzić tylko wręcz przeciwnie go zaognia.
Proszę napiszcie mi jak oceniacie tę sytuację. Czy ja przesadzam czy
też mój M. ma coś do ukrycia albo nie liczy się z moimi uczuciami?
    • al9 wcale nie jesteś chorobliwie zazdrosna 29.10.07, 10:38
      i niestety - to bolesne - ale M Cie zdradza...
      za dużo poszlak naraz...
      zreszta tzw "twardy" dowód jest bez znaczenia...
      Ważne sa Twoje odczucia.
      Moja rada - szybko się skontaktuj z dobrym prawnikiem!
      Pozdr
      al
    • eudajmonika Re: Co o tym myślicie? - proszę poradźcie 29.10.07, 11:08
      A dlaczego Ty masz ingerować w to, kto z firmy, której nie
      prowadzisz, nie zasiadasz w radzie nadzorczej i której nie jesteś
      właścicielką, ma pojechać na konferencję??!
      Lepiej wynajmij detektywa, jeśli chcesz znać prawdę.
      Chyba, że tylko tak sobie lubicie popartaczyć z mężem - Ty -
      trzepanie kompa, komórki, szpiegowanie; on - program szpiegowski na
      Twoim kompie i Bóg wie co jeszcze.

    • glosatorr Re: Co o tym myślicie? - proszę poradźcie 29.10.07, 11:28
      klila napisała:

      > Kilka dobrych lat temu M. bardzo zawiódł moje zaufanie,
      > wiadomo w jakiej kwestii.

      Rozumiem, że Twój mąż Cie zdradził, Ty dla jakichś powodów mu
      wybaczyłaś (dla dzieci zapewne). No... i teraz doświadczasz tego, o
      czym ja tu czesto piszę, że zdrada niszczy wiele i wybaczanie, to
      taki pic na wodę - poprawia samopoczucie, pozwala utrzymac status
      quo, ale jest tylko przedłużeniem agonii związku. Raz utraconego
      zaufania nigdy sie nie odbuduje a wątpliwośći zaczyna wzbudzać nawet
      byle duperelek.

      >Wybaczyłam, ale niestety zapomnieć się nie
      > da.

      No nie da się, więc po co mu wybaczałaś? Na co liczyłaś? Że on Cię
      nie będzie zdradzał? Że Ty zapomnisz? Czemu z nim zostałaś? Bo go
      kochałaś?

      Z tego co napisałaś widać, że Twoje zaufanie do męża to fikcja. Z
      tego co napisałaś wszystko pokazuje, że możesz być i przewrażliwiona
      w takiej samej mierze jak mieć rację i albo Ty masz rację, i mąż Cię
      zdradza wiedząc, że zdobycie dla Ciebie dowodów jest utrudnione,
      albo on Cię nie zdradza a Ty po prostu zaczynasz odczuwać brak
      zaufania, które masz od czasu, kiedy już raz on zawiódł.
      A jakie jest wasze życie na codzień? Czy on, Twój mąż jest dobrym
      mężem, ojcem? Czy jak jest w domu, to poświęca sój czas dla Ciebie?
      Jakim jesteście małżeństwem, czy jest miedzy Wami czułośc, czy Wasze
      relacje sa spontaniczne, czy sformalizowane. Tego mi brakuje. Poza
      tym rozumiem Twoje obawy i to, iż Twój mąż Cię kiedyś zdradził a
      teraz wypada na konferencje z sekretarką, może supponować iż Twój
      mąż przygruchał sobie pracownicę. Problem w tym, że to ma krótkie
      nogi. Czasami zazdrosne osoby same swoją zazdrością, brakiem
      zaufania wyolbrzymiają problem. Ale z drugiej strony, jesli on juz
      raz przeskrobał i zaczyna znowu budzić wątpliwości wyjazdami z jakąs
      body-managerką, to znaczy, że jemu nie zalezy za bardzo na jasności
      sytuacji. Ja sam zastanawiam się czemu panowie prezesi muszą
      zabierać ze sobą sekretarki mogąc zabrac ze sobą żone. Od razu
      uprzedzam - tekst twojego męża, że będą się z niego śmiać, iż z zoną
      wyjeżdża służbowo - możesz między bajki włożyć. W świecie biznesu,
      zony odgrywac mogą bardzo dobrą role, podwyższają prestiż i
      pokazują, że cżłowiek jest odpowiedzialny. Więc zona jest faktycznie
      ozdobą męża. Dlatego wszystko co napisałaś może rzeczywiście
      wskazywać, że Twój mąż doprawia Ci rogi.
      Ale odpowiedz sobie sama - czemu Ty jesteś z nim pomimo zdrady i
      odpowiedz sobie - czy nie czujesz, że utrata zaufania to jedno, ale
      problem między Wami tkwi równiez gdzie indziej?

      >
      > Naprawdę było między nami źle.

      Poza utratą zaufania - jakim jesteście małżeństwem? Jak okazujecie
      sobie bliskość, jakim on jest partnerem?


      > - znowu zbliża się konferencja, zaproponowałam że chcę z nim
      > pojechać – on na to, że się nie zgadza, że chce nas ochronić przed
      > ośmieszeniem, że co powiedzą ludzie i sekretarka(!) – teraz liczy
      > się ze zdaniem innych, wcześniej miał w nosie moje uwagi.

      Niestety tym zdaniem i u mnie wzbudził brak zaufania.


      > M. twierdzi, że jestem chorobliwie zazdrosna, powinnam się leczyć,
      > jestem wariatką.

      Nie jesteś chorobliwie zazdrosna, za to on po swojej zdradzie (którą
      mu wybaczyłaś?) niestety powinien nie wzbudzac wątpliwości - a
      wzbudza. przerzucanie winy na Ciebie jest typowym zabiegiem, mającym
      sobie zagwarantować spokój.
      > Czy ja przesadzam czy
      > też mój M. ma coś do ukrycia albo nie liczy się z moimi uczuciami?

      Napisałem już co sądzę. Ale zdrada, skoki w bok, takie traktowanie
      zony, i ogólna atmosfera w małżeństwie ma swoje przyczyny. I ja
      nie wiem - co się między Wami dzieje, jak się kochacie i czy się
      kochacie, czy to związek ze względu na interes, dla dobrobytu, czy
      po prostu wasze drogi się rozchodzą i co jest tego przyczyną. Mi
      tego brakuje, by powiedziec coś więcej.
      Ale mam nadzieję, że napiszesz więcej.
    • smok_bazyli Re: Co o tym myślicie? - proszę poradźcie 29.10.07, 13:14
      Czesc,

      Tego typu wyjazdy (dyr + sekr) są w korporacjach już praktycznie zabronione,
      właśnie ze względu na ewentualne relacje pozabiznesowe. Więcej, trudno mi sobie
      wyobrazić profesjonalnego dyrektora, zgadzającego się na taki wyjazd i ryzyko
      jakichkolwiek pomówień o molestowanie z nim związanych. W korporacjach
      amerykanskich standardem jest nawet, że rozmowy w tzw 4 oczy odbywają się przy
      zamknietych drzwiach, ale przeszklonych ścianach, by nikt nie mógł potem wysuwac
      oskarżeń właśnie o molestowanie.

      To co robi Twój mąż jest nie tylko nie fair względem Ciebie, ale także z
      zawodowego punktu widzenia mocno nieprofesjonalne i ryzykowne. Wytłumaczenia, że
      musi jechac z sekretarką, a nikt inny nie moze jechać jest absurdalne. Z
      zawodowego punktu widzenia powinno być własnie na odwrót..
      • felixs Re: Co o tym myślicie? - proszę poradźcie 30.10.07, 08:59
        [...]
        "Tego typu wyjazdy (dyr + sekr) są w korporacjach już praktycznie zabronione"
        [...]
        Bzdury gadasz albo celowo dokonujesz nadużycia semantycznego mieszając prawo z
        etyką.
    • klila Re: Co o tym myślicie? - proszę poradźcie 29.10.07, 16:01
      Dziękuję za Wasz odzew, doprecyzuję: M. jest dobrym ojcem, dobrym
      mężem, często jest poza domem, dużo pracuje, kiedy jest w domu
      zajmuje się dziećmi, jest fascynującym, inteligentnym mężczyzną. Ja
      jestem atrakcyjną (sądząc z reakcji facetów), dobrze wykształconą
      kobietą, mam pracę którą lubię. Seks poprzednio mieliśmy rzadko (z
      mojej przyczyny: zagrożone ciąże, potem wieczne zmęczenie bo to w
      gruncie rzeczy ja zajmowałam się dziećmi - M.nieobecny, itp.), w
      ostatnim roku poprawiło się w tej sferze o wiele bardziej na plus.
      Ale od naszej ostatniej rozmowy od kilku tygodni zero czułości, o
      innych rzeczach nawet nie wspomnę.
      Być może przyzwyczaiłam męża , że to ja wyciągałam rękę do zgody,
      teraz ta sytuacja naprawdę mnie zirytowała i nie mam zamiaru go
      nakłaniać do porozumienia.
      Mężowi sytuację z przeszłości wybaczyłam , bo bardzo go kochałam,
      dzieci wtedy jeszcze nie było - pojawiły się świadomie, po 2 latach
      od tamtej przykrej sytuacji, kiedy naprawdę poczułam , że mimo
      wszystko chcę z nim być a jemu na mnie istotnie zależy.
      Przez te wszystkie lata M. kocham, choć wiem że to uczucie jest
      teraz inne. M. to moja pierwsza i jak dotąd jedyna miłość. Teraz
      wiem, że gdyby okazało się że mnie zdradza znalazłabym siły i
      odeszłabym od niego i M. też to chyba czuje.
      Martwi mnie sytuacja z tą kobietą, wiecie w przypadku innych par,
      kiedy znam pewne szczegóły potrafię wyczuć kiedy ktoś coś "kręci" i
      to się potwierdza i tak się zastanawiam, czy we własnej sprawie mylę
      się mając obawy?
      Ja naprawdę nie wiem co mam zrobić, kiedy mimo moich próśb on z nią
      wyjedzie. Zastanawiam się poważnie nad odejściem, ale jednocześnie
      boję się wylać dziecko z kąpielą. Może naprawdę przesadzam. Nie wiem
      co mam zrobić, siedzę i pisząc to ryczę.
      • zdzichu-nr1 Re: Co o tym myślicie? - proszę poradźcie 29.10.07, 16:23
        No cóż, wynajęcie detektywa da Ci 100% pewność, tylko co z tego?

        Mężczyzna nie przestanie zdradzać, ani nie stanie się lepszy od tego, gdy
        triumfalnie wkroczysz do pokoju i pokażesz mu dowód zdrady (typu czułe zdjęcia z
        wyjazdu z sekretarką).

        Tylko szczera rozmowa i wzajemne zrozumienie to czynności, które mogą uleczyć
        wasze relacje.

        Poza tym jedno fundamentalne pytanie - czy Ty masz pomysł na życie bez niego? On
        nawet jeśli ma romans to zdaje sie, że nie ma zamiaru Cię zostawić. Gdy wykonasz
        nerwowe ruchy, ew. kochanka może to jednak wykorzystać, a On poczuje się
        zmuszony całą sytuacją do odejścia.

        Ja bym ponownie spróbował rozmowy. Normalnej rozmowy nie na klęczkach. Pozdrawiam

      • p_k_79 Re: Co o tym myślicie? - proszę poradźcie 29.10.07, 16:28
        Powiedz.. czy jeśli On wyjedzie z Nią, to Ty możesz się jakoś
        dowiedzieć, że jest tylko z Nią? Tak poza Jego deklaracją? Czy masz
        jeszcze wiadomości na ten konkretny temat od Osób z Jego otoczenia,
        bardziej lojalnych wobec Ciebie, niż wobec Niego?
        • p_k_79 Powiem Ci, dlaczego o to pytam.. 29.10.07, 16:44
          Nie dlatego, że miałabyś Go szpiegować przez Osoby trzecie. Ale
          jeśli Jego Pracownicy są lojalni wobec Niego i Ty takiej możliwości
          nie masz, to.. moim zdaniem prędzej by Cię okłamał, ze jedzie Ktoś
          jeszcze, żeby mieć z głowy podejrzenia i kłótnie. Po co Mu to, gdyby
          coś kręcił? Lepiej wtedy zacierać ślady, nie uczciwie przyznać: tak,
          jadę tylko z sekretarką.

          Co do reszty.. To zależy. Pisałaś, że to było wiele lat temu. Potem,
          dopiero po dwóch latach pojawiło się Dziecko. Świadomie. Czyli, jako
          inteligentny Człowiek, miał zapewne świadomość, że dopiero wtedy
          rzeczywiście Mu przebaczyłaś. Zapewne też uważał, że za tym idzie i
          zaufanie. Następnie przeżyliście kilka lat bez Jego ekscesów, za to
          ze sporą dozą Twojego zaufania okazywanego w praktyce (ma pracę
          wiążącą się z częstymi wyjazdami, nienormowany czas, ect.). On czuł
          to zaufanie i zapewne cenił. I teraz, nagle, dowiaduje się, ze
          właśnie został sprawdzony. Stawiam się na chwilę na Jego miejscu,
          jeśli pozwolisz i mówię Ci, co myślę w takim przypadku:

          "Przez wiele lat mi ufała, wybaczyła.. co się dzieje? A może w ogóle
          mi nie ufała, została, bo jestem Jej pierwszą miłością, nie chciała
          rozwodu, ect.? A może, skoro nagle przejrzała mój komputer, komórkę,
          itd., to.. to może ma Kogoś na boku? Przecież mnie często nie ma w
          domu.. Przecież wiadomo, ze takie nagłe podejrzenia pojawiają się,
          gdy samemu ma się coś na sumieniu.. Chyba powinienem Ją sam
          sprawdzić, bo może to całe nasze zaufanie, to fikcja? (co doprowadza
          do zainstalowania w Twoim kompie wymienionego programu). Dlaczego
          tak mi nie ufa, kiedy szczerze mówię, że jadę tylko z sekretarką,
          zamiast kłamać dla "świętego spokoju"? Czy dlatego nagle jest tak
          podejrzliwa, ze sama zrobiła coś złego??"

          ..dokładnie tak myślałabym ja, będąc na Jego miejscu, JEŚLI jest
          niewinny. A fakt, że nie kłamie, że Ty wiesz o wyjeździe sam na sam
          z sekretarką, każe mi podejrzewać, że wcale nie musi być winny.
          Przecież tym samym się podkłada - wiedząc, że Go podejrzewasz o coś,
          musi wiedzieć, ze możesz Go sprawdzić na takim wyjeździe. Chyba tak
          głupi by nie był?

          Radzę jedno - szczerą rozmowę.
          • p_k_79 ... 29.10.07, 19:31
            Jeszcze coś przeoczyłam.

            Napisałaś też, że to zawsze Ty wyciągasz rękę do zgody. Więc do tego
            też był przyzwyczajony i to też jest kolejna zmiana, której może nie
            rozumieć i dopisać do powyższego na zasadzie "no tak, nawet już Jej
            nie zależy na tym, żebyśmy się pogodzili, zmieniła się - wszystko
            się układa w zgrabny wzór".

            Uważam, że powinniście jak najszybciej porozmawiać - szczerze o
            własnych obawach, z pozycji równej, nie dominant/podległy. Tak, jak
            Ciebie niepokoją pewne zachowania i fakty, jakie odkryłaś (choćby w
            Jego komputerze) i to powoduje kolejne działania i narastanie
            podejrzeń, tak i w Nim mogą się kumulować takie myśli, jakie Ci
            podsunęłam. I tu nie chodzi o przerzucanie się, Kto bardziej
            nabroił, tylko o zastanowienie się wspólne, co jest słuszne, nie Kto
            ma rację. On też może mieć wątpliwości - trudno pogodzić "kocham
            Cię" z "nie ufam Ci", a z kolei "ufam Ci" ze "sprawdzam Cię",
            prawda? A brak zaufania bardzo boli, kiedy się nie zasłużyło na
            takowy - stąd może się brać Jego reakcja. I tu nie ma co się
            powoływać "a bo lata temu zawiniłeś" - karze się raz, wybacza i..
            koniec. Jeśli tamto miałoby służyć do argumentowania każdego sporu i
            karania wtórnego to znaczy, że nie wybaczyłaś i jest to działanie
            nie fair, buntowi przeciwko któremu trudno się dziwić.
            Teraźniejszość należy rozpatrywać w teraźniejszości, bo niechcący
            można Kogoś podejrzeniami popchnąć do tego, że rzeczywiście zrobi
            jakieś głupstwo - przynajmniej wtedy będzie wiedział, za co obrywa.

            A jeśli chodzi o Ciebie, to nie - nie jesteś chorobliwie zazdrosna,
            tylko teraźniejsza sytuacja w zderzeniu z przeszłością Cię
            uwrażliwiła na każde słowo i działanie, które mogłoby wskazywać na
            powtórkę z wątpliwej "rozrywki". Jeśli się nie porozumiecie, będzie
            jeszcze gorzej i trudno Ci się dziwić. Nie zakładaj od razu
            najgorszego, bo wtedy, jeśli dojdzie do konfrontacji, trudno Ci
            będzie usłyszeć jakikolwiek rozsądny argument - będziesz słyszeć
            tylko te, które mają potwierdzić założoną winę. A ta pewna nie jest.

            Trzymam kciuki:)
      • glosatorr Re: Co o tym myślicie? - proszę poradźcie 29.10.07, 22:53
        Wiesz? Zamiast płakać, uspokój się - i porozmawiaj.
        Powiedz mu co czujesz, jak to boli, że nie chcesz mieć wątpliwości, tak -
        powiedz mu szczerze to co czujesz. Nie wchodź w szczegóły, nie mów o
        podejrzeniach. Tylko słuchaj i obserwuj co on zrobi.
        Nie gnieć tego w sobie. Czasami mamy intuicyjne przeczucie, że nasze wątpliwości
        mają złe zakończenie. I się mylimy. Czasami okazuje się, że to my mieliśmy rację.

        Nie oczekuj, że on powie Ci prawdę. Ale patrz mu w oczy, kiedy będziesz mu mówić
        o sobie, o swoich uczuciach, cierpieniu.

        Powiedz mu co czujesz...

        Potem sama powinnaś wiedzieć, czy jemu zależy na Tobie i czy robi wszystko by
        wątpliwości rozwiać - czy będzie z Ciebie robił chorą zazdrośnicę. Jeśli nadal
        będzie Ciebie winił, na Ciebie przerzucał odpowiedzialność za to co czujesz,
        jeśli okaże w ten sposób lekceważenie, możesz wynająć detektywa - ale to będzie
        już tylko zbieranie dowodów zdrady dla sądu. Nic więcej...

        Nie zakładaj tylko najgorszego - podziel się obawami, uczuciami, ale nie
        podejrzeniami. I obserwuj. A potem jeśli zechcesz podziel się swoimi
        refleksjami. Może razem zobaczymy więcej?
    • zelm71 Re: Co o tym myślicie? - proszę poradźcie 29.10.07, 20:43
      Twój mąż uważa cię za słodką idiotkę. Twój mąż ładuje cie w człona.
      Zachowaj zimną krew. Wynajmij prywatnego detektywa. Jak będziesz
      miała dwody to z nim pogadaj. Albo koniec związków albo rozwód.
      Bez dowodów będzie z ciebie robić wariatkę.
      Hasło na jego komputer można złamać. Nie używaj swojego komputera.
      Korzystaj z cafejek internetowych albo z komputera koleżanki.On jest
      cwany ale masz przewagę, że uważa cię za idiotkę. Udawaj idiotkę i
      zrób swoje. Jak pokażesz mu dowody to zyskasz w jego oczach -
      zacznie cię podziwiać i to może być argument do odbudowy twojego
      związku. Zakładam, że tobie i jemu zależy na zwiazku ale on stracił
      głowę i robi skok w bok. Jeśli potrafisz wybaczyć to walcz. Jeśli to
      za trudne to rozwód.
      • woman-in-love Re: Co o tym myślicie? - proszę poradźcie 29.10.07, 22:21
        Skoro pierwszy raz "przeszło" bez specjalnych komplikacji, to dlaczego nie
        zafundować następnego epizodu? Jak sama piszesz wybaczyłas, ale nie zapomniałaś.
        Zapewne, masz pretensję gdzieś "z tyłu głowy", może nawet podświadomie
        zachowujesz się w sposób "karzący". Jak słusznie pisze Zelm graj głupią i
        zbieraj niep[odważalne informacje. Z tego zo piszesz, możesz uratować już tylko
        "instytucję", może - jeśli jesteś sprytna i twarda - wycisniesz jakąś kasę. O
        uczuciu prawdopodobnie nie ma już z mowy. Znam na pamięć te klimaty. Mój mąż też
        wyjeżdżał służbowo z damą sam-na-sam, a mi ładował kit.
    • romek123 Re: Co o tym myślicie? - proszę poradźcie 29.10.07, 23:03
      Moze założysz konto i coś mogę napisać sensownego na priv.
    • klila Re: Co o tym myślicie? - proszę poradźcie 30.10.07, 11:29
      Dziękuję za wszystkie Wasze uwagi, naprawdę jest mi to teraz bardzo
      pomocne.
      Interesujący jest dla mnie punkt widzenia przedstawiony przez
      p_k_79. Mój M. często zaskakiwał mnie swoim bardzo odmiennym od
      mojego sposobem myślenia.
      Dla mnie przekaz naszej ostatniej rozmowy był jasny: zależy mi na
      tobie, nie chcę byś z nią jechał, jeśli mnie kochasz zrób z tym coś
      bym nie cierpiała.
      Ja faktycznie nie mogłam pojąć po co on zainstalował ten program w
      moim kompie, ale może jest faktycznie tak jak wskazuje p_k_79 , tym
      bardziej że ostatnio by sobie poprawić nastrój staram się wyglądać
      jeszcze lepiej niż zazwyczaj, nowe ciuchy, kosmetyczka, solarium
      itp. Ostatnio też M. niespodziewanie pojawił się w miejscu, do
      którego chodzę sama by zapytać kiedy będę w domu. Może faktycznie on
      pomyślał, że coś kombinuję albo tylko teraz tak się pocieszam...
      Trochę przemawia do mnie tok myślenia wskazany przez p_k_79, bo np.
      M. w czasie rozmowy powiedział: wiesz może mogłem coś zrobić,
      przynajmniej wiedziałbym za co cierpię. Padły też słowa :
      myślałem ,że mi ufasz.
      Na pewno jest też tak, jak ktoś napisał , że ciągle "z tyłu głowy"
      mam ten epizod z przeszłości. Naprawdę dałabym wszystko by tego nie
      pamiętać, ale się nie da. Ja nie wypominam M. przy każdej okazji
      tamtych chwil, ale na pewno nie mam do niego takiego zaufania jak
      kiedyś, a szkoda.
      Napewno zrobię to co radzicie - jeszcze raz szczerze z nim
      porozmawiam.
Pełna wersja