klila
29.10.07, 10:31
Wiem,że to jest długie ale PROSZĘ przeczytajcie i napiszcie mi co o
tym wszystkim myślicie?
Znamy się z mężem kilkanaście lat, kilka jesteśmy małżeństwem, mamy
dzieci. Kilka dobrych lat temu M. bardzo zawiódł moje zaufanie,
wiadomo w jakiej kwestii. Wybaczyłam, ale niestety zapomnieć się nie
da.
M. pracuje na eksponowanym stanowisku w dużej firmie, jest
przystojnym facetem.
M. często wyjeżdża służbowo, dużo przebywa poza domem. 2 lata temu
wyjechał ze swoją sekretarką na zagraniczną konferencję na kilka
dni, przed wyjazdem i kiedy wrócił - prosiłam, że nie chcę by
jeździł z nią sam, niech jeździ z nimi jeszcze ktoś. Nie chciałam by
stawiał mnie, siebie i jej w głupiej sytuacji (wiecie to gadanie, co
to się robi z sekretarką, poza tym ta kobieta kiedyś romansowała z
żonatym facetem i podobno dlatego straciła poprzedni Job, kobieta
ok.30-ki, ma podobno chłopaka w innym mieście). Dodam, że M. ma
całkowity wpływ na obsadę wyjeżdżającą na konferencję.
Rok temu sytuacja się powtórzyła - pojechał z nią sam. Kiedy wrócił
powiedziałam - proszę niech to będzie naprawdę ostatni raz kiedy
pojechaliście sami.
Sekretarka dostała awans, podwyżkę, samochód , samodzielny pokój. W
firmie na polecenie M. założono domofon, aby go odwiedzić (a robię
to b.rzadko) muszę się zaanonsować.
W międzyczasie ktoś znajomy powierzył mi swoją tajemnicę o zdradzie
(druga połówka niczego się nie domyśla) - nie mówiłam o tym mężowi.
W otoczeniu wiszą na włosku dwa małżeństwa - powód długo ukrywana
zdrada, wykryta przez zdesperowane połówki (zdradzający szli w
zaparte, że nic się nie dzieje).
Po kilku tygodniach dowiedziałam się, że ludzie z otoczenia M.
mówią o mnie iż jestem zbyt tolerancyjna, mając podobno na myśli
jego częste wyjazdy służbowe i co za tym idzie niemożność pełnego
zaangażowania się w życie rodziny. No i w tej atmosferze jednego
dnia mnie napadło (podkreślam działo się to tylko jednego dnia):
sprawdziłam jego komórkę, komputer, pojechałam za nim w jedno
miejsce ujawniając się zresztą. Przyznałam się , że to wszystko
zrobiłam, przy okazji zapytałam co robią u niego w kompie zostawione
na pamiątkę fotki rozebranych babek (wytłumaczył, że do pooglądania,
naiwna myślałam, że on nie z tych „wzrokowców”, że ja mu wystarczam,
na początku się wkurzyłam, potem mi przeszło, no niby robi to 90%
facetów). On się strasznie wkurzył, do tego stopnia że wyjechał na
kilka dni. Naprawdę było między nami źle. Potem była rozmowa, że
powinnam coś zrobić ze swoją chorą zazdrością, powinnam obdarzyć go
zaufaniem, że mnie kocha. Pomyślałam sobie, kobitko chyba faktycznie
ześwirowałaś , facet kiedyś coś przeskrobał, ale teraz jest w
porządku – daj mu spokój. I od tamtej pory nie sprawdzałam nic.
Po czym:
- odkryłam, że mam w swoim komputerze program szpiegujący założony
przez M. (M. – wybacz wygłupiłem się to się nie powtórzy)
- w swoim komputerze założył hasło
- znowu zbliża się konferencja, zaproponowałam że chcę z nim
pojechać – on na to, że się nie zgadza, że chce nas ochronić przed
ośmieszeniem, że co powiedzą ludzie i sekretarka(!) – teraz liczy
się ze zdaniem innych, wcześniej miał w nosie moje uwagi. Ja na to:
weź jeszcze kogoś z firmy – M. to za drogo dla firmy.
Rozmawialiśmy o tym tylko raz i od tej pory, od kilku tygodni jest
między nami beznadziejnie, praktycznie ze sobą nie rozmawiamy.
M. twierdzi, że jestem chorobliwie zazdrosna, powinnam się leczyć,
jestem wariatką. A ja naprawdę (poza tamtym wybrykiem) nie śledzę
go , nie sprawdzam. Często wyjeżdża służbowo, spotyka się z różnymi
ludźmi i ja to akceptuję, rozumiem że ma taki rodzaj pracy, nie był
i nie jest to dla mnie problem, ale nie rozumiem całej tej sytuacji
z sekretarką. Nie wiem dlaczego tak mu zależy na wyjeździe tylko z
nią, dlaczego nie chce zabrać mnie albo chociaż jeszcze kogoś z
pracy, dlaczego wiedząc że to dla mnie drażliwy temat nie próbuje go
załagodzić tylko wręcz przeciwnie go zaognia.
Proszę napiszcie mi jak oceniacie tę sytuację. Czy ja przesadzam czy
też mój M. ma coś do ukrycia albo nie liczy się z moimi uczuciami?