Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie

17.11.07, 12:30
Otóż komplementarnie do wątku o męskim lęku przed kobiecą dominacją czas na
przyjrzenie się zjawisku
pantoflarstwa. Dlaczego kobieta spełniająca życzenia mężczyzn, można sie w
męskim gronie pochwalić i doceniać, a pantoflarstwo ma wydźwięk pejoratywny
zarówno pomiędzy mężczyznami (to oczywiste psują rynek) ale dlaczego pogardliwie
odnoszą się do nich także kobiety?

Kto to jest pantoflarz? Szukamy w słownikach: Mężczyzna zdominowany przez
kobietę, zwłaszcza własną żonę. Facet lub mąż wykonujący każde polecenie lub
zachciankę kobiety. Ironicznie o mężu ulegającym we wszystkim żonie.

Mężczyzna spełniający prośby i zachcianki kobiety to ideał, o co wiec chodzi?
Nie wymyka się z kolegami (bo żona nie lubi tego) jest idealnym ojcem ,
opiekunem, lubi spędzać czas z dziećmi. Problemem jest że nauczony wykonywania
poleceń słuchania kobiet, jest jak duże dziecko, nie potrafi podejmować
samodzielnie decyzji, w myśleniu wyjść poza oczekiwania i nakazy żony, tak jak
wcześniej własnej matki. Początkowo zjawiskowo idealny, dość szybko staje sie
nudny i przewidywalny a jako źródło bliskości i tak jest mniej atrakcyjny i
bardziej uciążliwy niż dzieci którymi sie z czasem zajmuje.
Szybko okazuje się że ten ideał nijak nie pasuje do archetypu męskości -
trafnego decydowania, stawania wyzwaniom i odnoszenia sukcesu, użyteczny
sługa, oddany ojciec, ale żadny mężczyzna.
Cóż z punktu widzenia pantoflarza ma on wygodne życie, oprany nakarmiony, bez
awantur, dzieci go kochają - coż tylko jedna drobna niedogodność nie może
liczyć na seks w małżeństwie. Czasem coś sie trafi z litości. Ależ żona go
kocha, potrzebuje , ale NIE POŻĄDA, i ma mnóstwo wymówek, wszystko staje sie
ważniejsze, wszystko przeszkadza, a tak naprawdę trudno się jej przyznać że ON
jej po prostu nie kręci bo jest NIEMĘSKI.
I to właśnie wydaje mi się specyfika większości męskich wpisów na tym forum.
Dopasowując się do oczekiwań kobiet, poddając ich dominacji i władzy, można
liczyć na wygody uznanie ale nie na seks.
    • glamourous Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 17.11.07, 14:09
      Nie do konca sie zgodze, ze mezczyzna latwy w pozyciu (czy, jak wolisz,
      pantoflarz) predzej czy pozniej zostanie seksualnie odrzucony przez zone. Moim
      zdaniem wszystko zalezy od dojrzalosci zony i od jej oczekiwan. Duza role
      odgrywa tez chemia pomiedzy partnerami.

      W moim przypadku wyglada to tak, ze straszliwie nacielam sie na zwiazku z moim
      poprzednim partnerem, ktory mial duzo cech macho : przedsiebiorczy, niezalezny,
      lubiacy postawic na swoim, z wyraznymi cechami przywodczymi, niestety
      choleryczny. Bardzo wiec cenie sobie mojego obecnego partnera, ktory jest latwy
      w pozyciu, sklonny do kompromisow, liczacy sie z moim zdaniem i uczuciami,
      lubiacy sprawiac mi przyjemnosc, wprost noszacy mnie na rekach. Nie wiem, czy do
      konca odpowiada charalterystyce pantoflarza, bo ma jednak wlasne zdanie, wla
      podejmuje decyzje, jest dynamiczny i

      Bardzo wie
      • glamourous c.d.- za wczesnie mi sie wyslalo ;-) 17.11.07, 14:26
        ...i ma swoje pasje - czyli męskich cech mu nie brakuje. Tyle ze istotnie moje
        go lepić jak plastelinę - nie ma w zasadzie rzeczy, której by dla mnie nie
        zrobił, czy której nie potrafilabym u niego nie wynegocjować. On po prostu szuka
        kompromisu, ale jeśli widzi, ze mi na czymś bardzo zależy to ulega. Ja z kolei
        tego nie wykorzystuje, podchodzę do tego z umiarem, nie ciosam mu kołków na
        głowie, mowie mu często jak bardzo doceniam jego łatwość w pożyciu - i wszyscy
        są szczęśliwi. Nikt na nikim nie żeruje, czasem ustępuje on, czasem ja jemu
        (choć dobrze wiem, ze gdybym się uparła, on by uległ) A moja fascynacja jego
        osoba nie osłabła nawet na milimetr od pięciu lat wspólnego życia - nadal czuje
        do niego dużą chemię i nadal bardzo mnie kręci.

        Myślę, ze po tych wszystkich wojnach z macho doceniam teraz spokój i harmonie z
        łatwym w pożyciu partnerem. I nawet jeśli mój maż wykazuje jakieś tam cechy
        pantoflarza, to jestem szczęśliwa, ze jest taki jaki jest i ze zgodnie nam się
        żyje. Kocham go po prostu. I ani myślę go wykorzystywać, lub co gorsza, tracić
        do niego szacunek czy pożądanie...
      • your_and Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 17.11.07, 14:35
        glamourous napisała:
        > Moim
        > zdaniem wszystko zalezy od dojrzalosci zony i od jej oczekiwan. Duza role
        > odgrywa tez chemia pomiedzy partnerami.

        Sugerujesz że seksualność można kontrolować przez dojrzałość? Owszem ale tylko w
        jedną stronę blokując to czego pragniesz, odwrotnie nakazać pożądać to niemożliwe :)
        Chemia zaś zmienia się dramatycznie u kobiety po urodzeniu dzieci pamiętaj.
        Mężczyzna wypełniający pustkę bliskości, bycia kochanym, wspólnoty spada
        wówczas na daleki plan, bliskość zapewniają dzieci i nie ma już potrzeby do
        zaspokajania bliskości w łóżku z partnerem (jego odwrotnie ciągle skręca).
        Zwierzęcy hormonalny seksualizm jeśli już sie pojawi, ciągnie zaś do zupełnie
        innego mężczyzny.
        • sagittka Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 17.11.07, 15:31
          > Chemia zaś zmienia się dramatycznie u kobiety po urodzeniu dzieci
          pamiętaj. Mężczyzna wypełniający pustkę bliskości, bycia kochanym,
          > wspólnoty spada wówczas na daleki plan, bliskość zapewniają dzieci
          > i nie ma już potrzeby do zaspokajania bliskości w łóżku z
          partnerem (jego odwrotnie ciągle skręca).
          > Zwierzęcy hormonalny seksualizm jeśli już sie pojawi, ciągnie zaś
          do zupełnie innego mężczyzny.


          Tylko, ze kobieta w łóżku z partnerem nie zaspokaja wyłącznie
          potrzeby bliskości. Są jeszcze inne: potrzeba zaspokojenia popędu
          seksualnego (po okresie karmienia i spadku poziomu prolaktyny popęd
          wraca do normy), potrzeba akceptacji i adoracji, potrzeba poczucia
          kobiecości, podtrzymanie intymnych więzi z ukochanym mężczyzną,
          potrzeba odstresowania się poprzez rozkosz erotyczną, wreszcie
          potrzeba zachowania kontroli nad życiem seksualnym partnera (żeby
          nie szukał zastępstwa).
          Oczywiście część tych wymienionych potrzeb nie ma zwiazku
          ze "zwierzęcym hormonalnym seksualizmem", ale mają wpływ na
          istnienie bardziej lub mniej udanej sfery erotycznej między
          partnerami. I o to chodzi, bo ten "zwierzęcy hormonalny seksualizm"
          nie ma przeciez racji bytu w stałych, długich związkach opartych na
          czymś więcej niz pożadaniu.
          • your_and Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 17.11.07, 16:03
            Oczywiście wszystkie potrzeby mają znaczenie, jednak jak piszą wszyscy
            najważniejszą i statystycznie determinującą skłonność do niezbędnych kompromisów
            w związku i jego podtrzymania po fazie zauroczenia jest właśnie dla kobiet
            potrzeba bliskości (bycia kochanym).
            Mam na myśli to że z punktu widzenia zjawiska pantoflarstwa początkowo do czasu
            urodzenia dzieci wytwarza się pewna równowaga emocjonalna wyrażająca
            poszukiwanie bliskości w "jego" sposób: przez seks i "pantoflarz" może mieć
            udany seks. Jak piszę każda durna książka o kobiety szukają bliskości dając
            seks, a mężczyźni szukają seksu dają bliskość.
            Ale dzieci burzą tę równowagę bo kobiecy głód bliskości jest przez nie
            zaspokajany i mąż oferując ją niewiele już może kupić, spadając na liście
            petentów na ostatnie miejsce.

            "potrzeba akceptacji i adoracji, potrzeba poczucia kobiecości" komplementy są
            istotne jeżeli otrzymuje sie od osoby którą się wysoko ceni - nie jest taką
            pantoflarz.
            popęd seksualny i podtrzymanie intymnych więzi - właśnie, nawet jeśli jest, to
            akurat nie kierunku zdominowanego i podporządkowanego osobnika płci przeciwnej.
            "żeby nie szukał zastępstwa" - tu raczej sie babki ograniczają do mniej
            wymagających poświecenia działań jak szantaż i kontrola.
    • aandzia43 Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 17.11.07, 14:16
      Święta prawda i tys prowda, Your! Do miejsca:

      I to właśnie wydaje mi się specyfika większości męskich wpisów na tym forum.
      > Dopasowując się do oczekiwań kobiet, poddając ich dominacji i władzy, można
      > liczyć na wygody uznanie ale nie na seks.

      Chyba czytamy jakiś inne forum;-). Nie zauważyłam dominacji akurat tego typu
      wpisów. Ale, wiadomo, sito percepcji każdy ma z innymi oczkami ;-)
      • your_and Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 17.11.07, 14:39
        > Chyba czytamy jakiś inne forum;-). Nie zauważyłam dominacji akurat tego typu
        > wpisów. Ale, wiadomo, sito percepcji każdy ma z innymi oczkami ;-)

        Ha, moje spojrzenie forum obejmuje szerszy czasookres.
        Faktycznie ostatnio jest marnie.
    • krissdevalnor100 Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 17.11.07, 14:45
      Your_and, pierwsza, podstawowa rzecz to ta, że kobiety są ciągle pod wpływem "ogólnych trendów", więc oczekiwać, że gremialnie powiedzą coś innego, niż gremialnie mówią mężczyźni to przesada. Jest "uznane w społeczeństwie";) że pantoflarzy "nie lubimy", próżno wiec szukać kobiety, która zakrzyknie, że ona lubi.
      Ale ważniejsze:
      żeńskim odpowiednikiem pantoflarza nie byłaby "kobieta spełniajaca oczekiwania mężczyzn"! To byłaby raczej głuawa aniusia bez własnego zdania, najgorsze znaczenie kury domowej i kocmołucha- istoty bez ambicji, zainteresowań, perspektyw. Taka by sie chyba panowie niespecjalnie chwalili, nawet, gdyby im potakiwała. Bo jak Ci ktoś potakuje dlatego, że nic innego nie potrafi zrealizować ani nawet wymyśleć, to średnia to uciecha.
      Tak właśnie jest z pantoflarzem. Absolutnie nie nazwałabym tak panów spełniających oczekiwania a nawet zachcianki swoich kobiet. O takich panie marzą zakładając, że owi panowie czyniliby to z wielkiego uczucia, dbałości o związek itepe. Pantoflarz będzie ustępował, bo nie może nic ciekawszego wymyśleć, a do tego robi to za strachu (brak innych opcji życiowych poza związkiem) a nie dlatego, że chce uszczęśliwić swą panią.
      Pantoflarz, będąc więc generalnie nudną i przypominajacą amebę istotą nie rozpala wybranki. I nie w ustępstwach rzecz leży, tylko w jego wegetacji bez wyrazu:)
      • krissdevalnor100 errata 17.11.07, 14:48
        "głuPawa Paniusia" miała być, żebym żadnej Anki nie obraziła;)
      • your_and Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 17.11.07, 14:57
        Każdy ma prawo mieć inna wizję pantoflarza jak ta twoja ameby ale skupmy sie na
        tej definicji słownikowej. Facet pod władzą zony wykonujący jej polecania i
        zachcianki. Cóż zrobić że w przypadku mężczyzn były by to zachcianki seksualne,
        a w przypadku żon są raczej inne? Dlatego porównanie do kury domowej i
        kocmołucha nie pasuje ewidentnie - znajdź mi grupę facetów którym to trafia w
        zachcianki i polecenia.
        • krissdevalnor100 Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 17.11.07, 15:05
          Twierdzę, że słowin sobie a rozumienie potoczne sobie. Ludzie wypowiadający się na spotkaniach towarzyskich, co myślą o pantoflarzach napewno nie pędzą pierwej po słowniki:)
          Dlatego też piszę o amebie- bo wydaje mi się, że (cokolwiek tam w słowniku), to tak jest pantoflarz rozumiany generalnie. Zadaj pytanie kobiecie, czy chciałaby pantoflarza. Potem zapytaj, czy chciałaby mężczyznę, który spełniałby jej zachcianki- i obserwuj różnicę
          ;)
          Dla mnie (to drugie) brzmi rewelacyjnie, ja bym chciała:)
    • glosatorr Pantoflarz a kura domowa? 17.11.07, 15:41
      Z uwagą przeczytałem wpisy w dyskusji i pragnę coś dodać od siebie.
      Najpierw przypomnę - że odmianą pantoflarza, jest taka kura domowa.

      W męskim świecie "pantoflarz" - to każdy facet, który kobietę stawia w swoim
      życiu wyżej niż piwo, kumpli, samochód i wypady do pubu czy na ryby. To każdy,
      który potrafi powiedzieć - "Sorry koledzy, ale dzisiaj nie bo... obiecałem
      żonie, swojej kobiecie, dziewczynie" - wtedy samce czujące się jak 100%macho z
      rechotem wywalają to swoje: "Coś Ty pantoflarz jesteś?"

      A pantoflarz tak naprawdę do bardzo rzadki typ - to mężczyzna nie mający swojego
      zdania, zamknięty w sobie, odcięty od kolegów, nie potrafiący podejmować
      samodzielnych decyzji, całkowicie podporządkowany, z wolą posuniętą do granic
      bezwolności, gdzie o wszystkich aspektach, nawet o jego zdaniu i o tym jak ma
      myśleć decyduje jego kobieta. Są takie kobiety, które potrafią tak wpłynąć na
      faceta, że ten staje się bezwolnym narzędziem, prywatnym niewolnikiem. To taka
      samcza odmiana "kury domowej" - tej w wydaniu całkowitego podporządkowania,
      braku głosu, zdominowania zupełnego przez mężczyznę, zamkniętej w czterech
      ścianach - kochanki od święta, opiekunki do dziecka, psa ogrodowego, praczki,
      niańki, sprzątaczki w jednym.

      I nie ma się co oszukiwać - takie osoby istnieją, są i czasami można takie
      indywidualności spotkać. Nawet tutaj - piszące często: "On mnie ciągle zdradza i
      ma mnie gdzieś a ja go tak kocham, a ja nie mogę bez niego żyć - poradźcie, całe
      życie związałam z nim i nie chcę żyć bez niego!"

      I jest to patologia - gdyż całkowite podporządkowanie jednej osoby przez drugą
      jest zaprzeczeniem partnerstwa.
      Pantoflarstwem nie jest dbanie o dobro partnerki i związku.
      Pantoflarstwem nie jest zabieganie o nią i troszczenie się o jej dobre
      samopoczucie. Pantoflarstwem nie jest przytakiwanie swojej partnerce, kiedy ma
      rację i stawanie po jej stronie, gdy np. trzeba ją wesprzeć w działaniach.
      Pantoflarstwem nie jest pomaganie w obowiązkach, dzielenie się pracami, opieką
      nad dziećmi.
      Pantoflarstwem nie jest dotrzymywanie obietnic danych kobiecie nawet jeśli to
      wiąże się z odrzuceniem przez kolegów i ich słowami wzgardy. Uleganie masie,
      pozwalanie na to, że kumple wpływają na decyzję faceta co ma robić z partnerką,
      gdzie ma być, co robić, jak odpowiadać - jest właśnie oznaką braku charakteru i
      pokazuje, że taki facio zgadza się, by o jego życiu decydowali inni!

      Sztuką jest powiedzieć kumplom - A spadajcie na szczaw - ja wolę pójść z moją
      Dziunią na spacer, poświęcić jej czas w domu, pomóc przy dzieciach niż gapić się
      z Wami w durny telewizor i chlać piwsko i gadać ciągle o tym, która z Waszych
      dziewczyn was rzuciła a która Was nie chce. Mnie moja chce i idę do niej. No kto
      to potrafi, tak się postawić kumplom? Nie ma jaj? Jest pantoflarzem? Nie - nie jest.

      Każdy kto ma swoje zdanie, kto potrafi podjąć decyzję, kto potrafi czasami
      powiedzieć swojej partnerce - słuchaj, zróbmy to może inaczej, bo będą problemy
      - wcale nie traci w jej oczach. Kobiety generalnie narzekają na to, że mężczyźni
      nie potrafią podejmować decyzji, że nie potrafią kobiety powstrzymać przed
      szaleństwem czy błędem, że czekają, aż kobieta coś za nich zrobi albo im "każe"
      coś zrobić. Tak więc problem pantoflarstwa, chociaż nie zdefiniowany jest jednak
      jasny. Co innego, kiedy dwoje kochających się ludzi tworzy zgraną paczkę, w
      której istnieje coś takiego jak gra zespołowa, podział ról, lojalność i oddanie
      nawet wbrew opinii otoczenia, a czym innym jest pantoflarstwo - które ja
      definiuję jako układ zamknięty, w którym jedna osoba niewoli drugą i odbiera jej
      prawo decydowania, własnego życia i głosu.

      No to tyle na razie ;)
      • your_and Re: Pantoflarz a kura domowa? 17.11.07, 16:45
        Ach, Gloss, kobiety uwielbiają jak faceci tak mówią i potem jeszcze robią. Cały
        problem w tym tylko że po związaniu węzłem małżeńskim prędko przechodzi im
        ochota na bzykanie z takimi.
        • eeela Re: Pantoflarz a kura domowa? 17.11.07, 20:13
          Nie.
          Nie przechodzi mi ochota na bzykanie sie z mezczyzna, ktory zwaza na moje
          potrzeby, troszczy sie o mnie, bierze pod uwage moje opinie.
          Przechodzi mi ochota - nie, inaczej - nigdy nie nachodzi mnie ochota na bzykanie
          sie z mezczyzna, ktory nie ma wlasnej opinii i nie potrafi jej bronic.
          To nie ma nic wspolnego z wrazliwoscia mezczyzny na moje potrzeby i
          uwzglednianiem przez niego mojego zdania.
          Mam w domu na to przyklad.
          • glamourous Re: Pantoflarz a kura domowa? 18.11.07, 14:55
            eeela napisała:

            > To nie ma nic wspolnego z wrazliwoscia mezczyzny na moje potrzeby i
            > uwzglednianiem przez niego mojego zdania.
            > Mam w domu na to przyklad.


            No właśnie. Nie należy mylić łatwości w pożyciu z pantoflarstwem.
          • anais_nin666 Re: Pantoflarz a kura domowa? 18.11.07, 18:46
            Podpisuję sie obiema rękami pod tym co napisała Eeeela.
            I, o dziwo, zgadzam się z tym co napisał o pantoflarstwie Glos...
        • glosatorr Re: Pantoflarz a kura domowa? 17.11.07, 20:24
          your_and napisał:

          > Ach, Gloss, kobiety uwielbiają jak faceci tak mówią i potem jeszcze robią. Cały
          > problem w tym tylko że po związaniu węzłem małżeńskim prędko przechodzi im
          > ochota na bzykanie z takimi.

          Tak sądzisz po sobie? Jeśli przechodzi im ochota to znaczy: że albo Pan popełnił
          zły wybór albo Pani, albo Pan się nie starał aby zapał nie zgasł albo Pani. A
          zwykle jak się przyjrzeć, to za szybko zaczynają wspólne życie... wogóle
          wszystko zaczynają robić za wszystko.
          Ale to taka luźna refleksja.
    • yoric Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 17.11.07, 15:56
      No to jest mniej więcej to, co ja twierdzę ;).

      I słuszna uwaga Your'a: "sugerujesz, że seksualność można kontrolować przez
      dojrzałość?". Oczywiście, że nie i poszedłbym dalej - w żadną stronę.
      Glam pisze: "I ani myślę... tracić do niego szacunek czy pożądanie...".
      Rozumiem, że to przenośnia, ale taka przenośnia często wskazuje na to
      charakterystyczne pomieszanie pojęć, które nie pozwala zrozumieć istoty problemu.
      ATTRACTION IS NOT A CHOICE. O pożądaniu się nie decyduje. Kwestią świadomej
      decyzji jest to, czy z nią/nim wezmę ślub, ale nie czy będę czuł/a do niej/niego
      pożądanie. Pożądanie się wyzwala niezależnie od a często wbrew naszej woli.
      Faceci nie wykazujący cech stereotypowo męskich nie wyzwalają w kobietach
      pożądania. Kobiety mogą sobie chcieć partnera spełniającego ich zachcianki, ale
      szybko przestaną czuć do niego pożądanie. To tak w skrócie. Na koniec mój
      ulubiony cytat z DeAngelo (nie verbatim):

      "Never [to] give a woman exactly what she wants... is, ironically, to give her
      what she REALLY wants… a man that’s in control."

      Pozdrawiam
      • glamourous yoric... 18.11.07, 15:34
        yoric napisał:


        > Rozumiem, że to przenośnia, ale taka przenośnia często wskazuje na to
        > charakterystyczne pomieszanie pojęć, które nie pozwala zrozumieć istoty problem
        > u.


        Alez ja doskonale rozumiem istotę problemu. I niczego nie mieszam. To Your
        troszkę pomieszał pojęcia, sugerując, ze mężczyzna otwarty na swoja kobietę w
        związku i wrażliwy na jej potrzeby jest obowiązkowo pantoflarzem.

        Bo tez wszystko rozbija się tutaj o definicje pantoflarstwa. Tak jak napisałam
        powyżej, nie należy mylić łatwości we współżyciu z pantoflarstwem. To pierwsze
        to empatia, wrażliwość i otwartość na potrzeby kobiety, liczenie się z jej
        zdaniem, wspólne podejmowanie decyzji - przy jednoczesnym zachowaniu "męskiego
        kręgosłupa" typu fajna praca, pasje, grono przyjaciół, IQ oraz ciekawa
        osobowość. Taki jest właśnie mój mąż i takiego go pragnę, bowiem kobieta o
        pewnej dojrzałości emocjonalnej potrafi docenić uwielbiającego ja (lecz nie
        zatracającego się w tym) mężczyznę i zdaje sobie sprawę ze to w codziennym
        pożyciu prawdziwy skarb (zwłaszcza jeśli wcześniej miała do czynienia z typami
        bardziej narowistymi).

        Natomiast pantoflarz to - tak jak to napisała Kriss powyżej - właśnie taka
        bezwolna "ameba", będąca cieniem własnej zony, bez własnego zdania, bez męskiego
        "ja", człowiek o mentalności dywanika podłogowego. Taki, który przytakuje zonie
        nie dlatego ze się akurat z nią zgadza, tylko dlatego, ze nie ma własnego
        zdania. Taki, którego zona bez skrupułów może poniżać, czy walić po głowie
        przysłowiowym walkiem od ciasta, a jego jedyna reakcja będzie "kochanie daj
        spokój". Z takim kimś żyć bym nie mogla.

        Rożnica miedzy jednym i drugim jest - przynajmniej dla mnie - oczywista.

        Natomiast cytat z De Angelo dotyczy ewidentnie kobiet niedojrzałych, takich,
        które najlepiej się sprawują trzymane "za mordę". Z takimi kobietami partnerstwo
        się faktycznie nie sprawdza. Inna sprawa ze takie kobiety stanowią niestety
        spory procent żeńskiej populacji ;-)
        • yoric Re: yoric... 18.11.07, 16:57
          Nawet bym się zgodził, gdyby nie to "kobieta emocjonalnie dojrzała potrafi
          docenić...".
          Docenić może i potrafi, ale czy będzie czuła do niego pożądanie to zupełnie inna
          sprawa. Zależy od innych jego cech - w znacznej części od tego właśnie, czy przy
          tej pewnej "układności" nadal jest wystarczająco męski.
          Co do cytatu, to jako całość dotyczy on raczej początkowych stadiów relacji,
          etapu pierwszych kilku spotkań. Natomiast przytoczyłem go ze względu na drugą
          część, tj. "a man that's in control". No, przecież nie mowa o tyranie :) - tylko
          o kimś zdecydowanym, mającym inicjatywę w związku. IMO taki partner odpowiada
          kobietom i dojrzałym, i niedojrzałym.
        • your_and Re: yoric... 18.11.07, 19:37
          > Alez ja doskonale rozumiem istotę problemu. I niczego nie mieszam. To Your
          > troszkę pomieszał pojęcia, sugerując, ze mężczyzna otwarty na swoja kobietę w
          > związku i wrażliwy na jej potrzeby jest obowiązkowo pantoflarzem.

          Zaraz pomieszał.
          Otwartość na potrzeby obustronna to po protu partnerstwo i nie ma chyba potrzeby
          o tym mówić. Jakoś nie odczułem że coś takiego sugeruję. Co innego pełna
          otwartość jednej strony tylko, a wydzielanie i racjonowanie przez drugą.
          Sprzeciwiłem się też ograniczania pojęcia do jakiejś bezwolnej ameby. Poddanie
          może się zachciankom poleceniom i władzy kobiety może być z różnych powodów, nie
          jedynie z braku umiejętności podejmowania decyzji - ci sami mężczyźni równie
          dobrze kierują zespołem poza domem gdzie seks i relacje bliskości nie grają roli.
          I to nierzadka sytuacja. Wojowniczy lider pomiędzy facetami a w domu pantofel
          podkula ogonek nie umie sprzeciwić sie żonce w niczym w obawie wywołania złego
          humoru i automatycznego zablokowania dostępu do szparki...
    • your_and Gdzie ich szukać? 18.11.07, 14:40
      Skąd biorą się pantoflarze? Gdzie ich szukać? To najczęściej grzeczni chłopcy
      ofiary nadopiekuńczych matek, od młodości szkoleni do słuchania kobiet i
      otrzymywania za to gratyfikacji, broń Boże nie wykazywania ryzyka czy własnej
      inicjatywy niezależnej od wskazówek nakazów matki. Mają słaby kontakt z ojcami,
      który odeszli do innej lub wycofali się z życia rodzinnego. Najczęściej
      maminsynkowie - uwikłani emocjonalnie w "bycie ukochanym mężczyzną mamusi".
      Życie jest niestety skomplikowane i w zamian za posłuszeństwo i zgadywanie i
      spełnianie oczekiwań kobiet mogą liczyć na to że mamusia nieba przychyli, ale
      partnerka już nie, szczególnie gdy ma własne dzieci...

      Więcej o pantoflarstwie:
      kobieta.interia.pl/news/zycie-z-mezczyzna-uleglym,957375
      kobieta.interia.pl/news/kto-sie-boi-pantoflarzy,957375?source=rss
      www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=284&ShowArticleId=44935
      www.grupy.senior.pl/Pantoflarstwo,t,232635,2.html
      • woman-in-love Re: Gdzie ich szukać? 18.11.07, 14:50
        Your grzecznie proszę o odczepienie sie od matek. Skoro matka zaczyna zniewalac
        syna - powinien wkroczyć ojciec i wyregulować sprawę. Na ogół nie wkracza, bo
        jest nieobecny. Pantoflarz IMO to taki typ, któremu-jest-wygodnie nie mieć
        własnego zdania w comu. na takim nie mogą też polegać dzieci, których matka
        zacznie popełniac jakieś błędy wychowawcze. Taki przyjemniaczek, który rezygnuje
        z większości swej osobistej swobody, sprzedaje ją za komfort nie-myślenia. Skąd
        się tacy biorą? przede wszystkim to synkowie tatusiów-pantoflarzy. Ojciec jest
        wzorcem.
        • glosatorr Re: Gdzie ich szukać? 18.11.07, 15:30
          woman-in-love napisała:

          > Your grzecznie proszę o odczepienie sie od matek.

          Woman - wybacz, ale nie masz racji.,

          > Skoro matka zaczyna zniewalac
          > syna - powinien wkroczyć ojciec i wyregulować sprawę.

          A jak nie wkracza? To co to zmienia, że wkracza?
          Pewne rzeczy zostają dziecku wdrukowane przez zaborczą, wszystkowiedzącą,
          apodyktyczną mamusię. A ojciec wcale nie musi być pantoflarzem, wystarczy, że
          jest "nieobecny" w procesie wychowania syna. A mało takich? Od cholery!

          > Na ogół nie wkracza, bo
          > jest nieobecny.

          A czemu jest nieobecny? Albo sam się wycofuje albo jest na aucie, dzięki mamusi.

          >Pantoflarz IMO to taki typ, któremu-jest-wygodnie nie mieć
          > własnego zdania w comu.

          A czemu jest mu wygodnie nie mieć własnego zdania? Odpowiedziałaś sobie na swoje
          pytanie?

          > na takim nie mogą też polegać dzieci, których matka
          > zacznie popełniac jakieś błędy wychowawcze. Taki przyjemniaczek, który rezygnuj
          > e
          > z większości swej osobistej swobody, sprzedaje ją za komfort nie-myślenia.

          A jaki to komfort? Dla ciebie to komfort? Dla mnie nie.

          > Skąd
          > się tacy biorą? przede wszystkim to synkowie tatusiów-pantoflarzy.

          I tu popełniasz błąd. Widzisz synowie widzą co mamusia robi z tatusiem i właśnie
          synkowie tatusiów pantoflarzy nie są pantoflarzami - chyba, że ich bunt w wieku
          dojrzewania zostaje zgwałcony przez tatusia lub mamusię.

          >Ojciec jest
          > wzorcem.

          Nie dla wszystkich Droga Woman_in_Love - nie dla wszystkich.
          Częściej są wzorcem negatywnym, bo w okresie dojrzewania chłopcy są zbuntowani
          przeciwko rzeczon, ludziom, których postępowania nie trawią - i tu można
          dziękować matce naturze, że w trakcie dojrzewania potrafimy być krytyczni nawet
          wobec najbliższych. Dzięki temu błędy wychowawcze nie przesądzają o wszystkim i
          nie predestynują do ich powielenia. Najlepszym przykładem są dzieci bite w domu
          - kiedy stają się dorosłe, wiedzą że bito je niesprawiedliwie, najczęściej nie
          powielają tego w swoich rodzinach.
          To samo dotyczy dzieci pantoflarzy
          • aandzia43 Re: Gdzie ich szukać? 19.11.07, 12:03
            glosatorr napisał:
            Najlepszym przykładem są dzieci bite w domu
            > - kiedy stają się dorosłe, wiedzą że bito je niesprawiedliwie, najczęściej nie
            > powielają tego w swoich rodzinach.
            > To samo dotyczy dzieci pantoflarzy
            >

            Gloss, na boga, skąd masz takie rewelacyjne wieści? Otóż osoby maltretujące swój
            przychówek rekrutują się właśnie z maltretowanych dzieci. Jedna wielka fala. Do
            rzadkości należą ludzie przerywający tę falę. Żeby być ofiarą opresji i jakimś
            cudem nie powielić schematu, kiedy się już jest na pozycji sprzyjającej byciu
            katem, trzeba mieć przepracowany problem. Samo poczuwanie się do bycia ofiarą i
            pobożne życzenia nie wystarczą.
            • glosatorr Re: Gdzie ich szukać? 19.11.07, 14:55
              aandzia43 napisała:

              > glosatorr napisał:
              > Najlepszym przykładem są dzieci bite w domu
              > > - kiedy stają się dorosłe, wiedzą że bito je niesprawiedliwie,
              najczęście
              > j nie
              > > powielają tego w swoich rodzinach.
              > > To samo dotyczy dzieci pantoflarzy
              > >
              >
              > Gloss, na boga, skąd masz takie rewelacyjne wieści?

              Z wielu żródeł wiedzy. Czy kwestionowanie tego spowoduje, że pewne
              prawdy są trudne do przyswojenia?

              >Otóż osoby maltretujące swó
              > j
              > przychówek rekrutują się właśnie z maltretowanych dzieci.

              Nie chce rozpoczynać dyskusji na temat maltretowania dzieci i
              skutków tego maltretowania. Ale niestety masz tylko cześciową rację.
              Ale faktem jest, że przemoc rodzinna nie jest wynikiem tego, że jak
              Duzy jasio był bity jako mały Jasio to oznacza, że Duży Jasio będzie
              bił swojego synka, Jasia.
              Niestety bicie słabszego, maltretowanie nie jest wynikiem tego, czy
              ktoś był bity czy nie - ale jest także efektem wielu innych rzeczy.
              Po pierwsze - czy dziecko było w domu tresowane czy wychowywane.
              Samo bicie jest traumą dla dzieci. Ale uświadomienie sobie kim jest
              bijący, czemu jest bity - sprawia, że dla jednych wstręt do przemocy
              jest właśnie skutkiem tego, iz jako dziecko był bity a dla innych,
              jest to kwestia tresury i przekazanego mylnego pojęcia, że bicie
              jest środkiem wychowawczym.
              Po drugie - uzmysłowienie sobie przez bite dziecko przyczyn bicia -
              jeśli w domu jest bezsensowna przemoc, to dziecku włącza się
              mechanizm obronny. Brak akceptacji u dziecka na bicie, jeśli nie
              zostaje stłamszone - owocuje tym właśnie, że dziecko samo jako
              dorosły, nigdy po bicie nie sięgnie.
              Jeśli dziecko się uczy bicia i wmawia się dziecku, że to jest dobre -
              masz rację: BICIE dzieci powoduje przekazywanie postawy akceptacji
              przemocy z pokolenia na pokolenie. Dzieci, które są często bite,
              uczą się stosowania przemocy.

              Ale jeśli dziecko wie, że to jest złe - same bite nie bedą bić
              własnych dzieci. Takie sa fakty - widzisz niuans?

              Czym innym jest wdrukowanie dziecku, że bicie jest dobre - co robią
              niektórzy rodzice a czym innym jest maltretowanie dziecka, które wie
              że to bicie jest złem i nigdy dobrem nie było.


              > Jedna wielka fala. Do
              > rzadkości należą ludzie przerywający tę falę.

              Ja przerwałem. Dlatego, że dla mnie nigdy nie było zgody na bicie.>
              • aandzia43 Re: Gdzie ich szukać? 19.11.07, 17:24
                Czym innym jest wdrukowanie dziecku, że bicie jest dobre - co robią
                > niektórzy rodzice a czym innym jest maltretowanie dziecka, które wie
                > że to bicie jest złem i nigdy dobrem nie było.

                Nie, Gloss, maltretowane dziecko MA wdrukowane, że maltretowanie jest
                codziennością. Może się buntować przeciwko bólowi i ponizeniu, ale innego życia
                osobiście nie zna. Może tęsknić do wizji rodziny z czytanek z elementarza i
                amerykańskich filmów familijnych, ale w innym typie rodziny niż jego własna
                dysfunkcyjna, odnaleźć się nie potrafi. Więc zazwyczaj taką właśnie tworzy,
                kiedy dorośnie (bo nie dojrzeje przecież). Do wyjścia z tego trzeba pracy nad
                sobą i przekroczenia siebie i swojego bólu, a nie tylko odczuwania tego bólu.

                Ale OK, chodziło mi głownie o skalę zjawiska. Osoby przerywające tę fale, tak
                jak i każdą inną, muszą mieć przerobiony problem. Nie jest ich tak dużo jeszcze,
                niestety. Jeśli ty swój przerobiłeś, to cieszę się szczerze. Przede wszystkim ze
                względu na twoje dziecko, ale i ze względu na twoje ocalone człowieczeństwo. O w
                mordę, ale mi się walnęło;-)
                Kiedyś przeczytałam: "Nie wszystkie bite dzieci będą biły swoje w przyszłości,
                ale wszystkie bijące rekrutują się z bitych"
                • glosatorr Re: Gdzie ich szukać? 19.11.07, 18:11
                  aandzia43 napisała:


                  >
                  > Nie, Gloss, maltretowane dziecko MA wdrukowane, że maltretowanie jest
                  > codziennością.

                  Każde? Maltretowane czy bite?

                  > Może się buntować przeciwko bólowi i ponizeniu, ale innego życia
                  > osobiście nie zna.

                  Nie przesadzaj - mówimy o rodzinach patologicznych?
                  Dziecko wtedy traktuje rodzica jak wroga i wie, że to jest złe.
                  A Ty bita nie wiesz, że ten co bije to Twój wróg?
                  Wiesz. Dziecko też wie.

                  > Może tęsknić do wizji rodziny z czytanek z elementarza i
                  > amerykańskich filmów familijnych, ale w innym typie rodziny niż jego własna
                  > dysfunkcyjna, odnaleźć się nie potrafi.

                  Przesadzasz. To by znaczyło, że większość dzieci które są karane fizycznie, bite
                  przez rodziców "wychowawczo" - jest skazane na to, że będzie biło swoje dzieci.
                  Nie jest to prawdą.

                  > Więc zazwyczaj taką właśnie tworzy,
                  > kiedy dorośnie (bo nie dojrzeje przecież).

                  Czemu nie dojrzeje? Dojrzewa czasem szybciej niż to się wydaje.

                  > Do wyjścia z tego trzeba pracy nad
                  > sobą i przekroczenia siebie i swojego bólu, a nie tylko odczuwania tego bólu.
                  >
                  A myślisz, że dzieci bite nie są w stanie tego uczynić?
                  Są w stanie. Nie wszystkie, ale nie większość.

                  >
                  > Ale OK, chodziło mi głownie o skalę zjawiska. Osoby przerywające tę fale, tak
                  > jak i każdą inną, muszą mieć przerobiony problem. Nie jest ich tak dużo jeszcze
                  > ,
                  > niestety. Jeśli ty swój przerobiłeś, to cieszę się szczerze.

                  Ja wogóle nie miałem problemu. WIęc nic sobie nie musiałem załatwiać. Po prostu
                  wiedziałem co jest dobre a co złe - a bicie było zawsze złe - poza jednym
                  przypadkiem, obrony samego siebie.
                  W dzieciach rodzice kodują mocno pojęcie: "Nie wolno Ci uderzyć rodzica, bo Ci
                  ręka uschnie" - dlatego dzieci się nie bronią.
                  Ale kiedy przemoc przekracza pewien próg wytrzymałości, wszystko potrafi się
                  samo ustawić. Żadne dziecko nie żyje na pustyni - dzisiaj zresztą w każdej
                  szkole są psycholodzy, pedagodzy - syndrom bitego dziecka jest coraz szybciej
                  ujawniany. Dzisiaj wogóle jest lepiej.
                  Ale na szczęście - nie każdy ma porabane w głowie dlatego dziecko samo wie, że
                  może być inaczej i zadaje w końcu sobie pytanie: dlaczego ja?
                  Jestem większym optymistą od Ciebie ;))

                  > Przede wszystkim z
                  > e
                  > względu na twoje dziecko, ale i ze względu na twoje ocalone człowieczeństwo.

                  I jedno i drugie jest w najlepszym przypadku - gdyż ja jak daleko sięgam
                  pamięcią - wiedziałem - że bicie jest zaprzeczeniem kochania.
                  Że jak ktoś uderzy, nie chce dla mnie dobrze.
                  Miałem skalę porównawczą. Dziecko ma coś takiego jak wstyd.
                  A takie doznania głęboko zapadają w pamięć. Więc kiedy dziecko dorasta - staje
                  się kimś dojrzałym - samo dobrze wie, czym jest bicie.
                  Nie mówię o osobach mających głębokie zmiany psychiczne. Tu rzeczywiście
                  potrzeba psychologa.
                  Ale kiedyś czytałem o psychopatach - genezie ich zachowań - i o dziwo, ilość np.
                  seryjnych morderców, którzy mieli przemoc w domu, to był promil. Więcej
                  psychopató wywodziło się z rodzin, gdzie dochodziło do seksualnego
                  wykorzystania, gdzie były nadopiekuńcze matki, które miały chore relacje z
                  dzieckiem i co jest najciekawsze - z rodzin, gdzie nie nauczono dziecka emocji,
                  wyrażania ich i radzenia sobie z nimi. A to nie ma nic wspólnego z biciem.

                  > O
                  > w
                  > mordę, ale mi się walnęło;-)

                  Spoko ;))

                  > Kiedyś przeczytałam: "Nie wszystkie bite dzieci będą biły swoje w przyszłości,
                  > ale wszystkie bijące rekrutują się z bitych"
                  >
                  No nie jest to prawda. Wiekszosć dzieci bijących pochodzi z rodzin, w których
                  obowiązywał żelazny rygor i jedno z rodziców było despotą.
                  Niekoniecznie musiało być bite.
      • glosatorr Re: Gdzie ich szukać? 18.11.07, 15:23
        Masz rację - U-and - ale dodam:
        - Panowie, którzy nie przerwali "pempowiny" z mamą
        - Synkowie uzależnieni od mamy
        - Panowie o bardzo niskim poczuciu własnej wartości
        - Panowie o sporych problemach z własną tożsamością jako mężczyzny
        - Panowie wychowywani przez kobiety wyłącznie (grupa o sporym zagrożeniu bycia
        pantoflem)
        - Panowie bojący się mężczyzn
        • your_and Re: Gdzie ich szukać? 18.11.07, 21:37
          Jeszcze tekst z Charakterów:
          Córka pantoflarza
          Słabeusz nie wywiązuje się zazwyczaj z ról męskich. Jest nieudolny we wszelkim
          działaniu, pozwala innym narzucać sobie zdanie, nie potrafi nikogo przekonać o
          swojej racji, we wszystkim ulega żonie, pozbawiony własnych pragnień i
          priorytetów. Taki ojciec nie może być dla córki oparciem, ona z góry wie, że nie
          znajdzie u niego rady ani odpowiedzi na swoje problemy. Stąd już tylko krok do
          utraty szacunku do ojca.
          Córka pantoflarza, jako kobieta dorosła wiąże się zazwyczaj z mięczakiem, by
          kontynuować znany sobie schemat, polegający na wiecznej opiece i podpieraniu
          słabeusza.
          www.charaktery.com.pl/charaktery/2007/07/91/Tatusiowe-ksiezniczki-i-kopciuszki/
          • yoric Re: Gdzie ich szukać? 19.11.07, 00:41
            A dlaczego "żeby kontynuować schemat", a nie właśnie przełamać???

            Zastanawiam się jaką wartość naukową mają takie teksty i czy są poparte
            jakimkolwiek konkretem (badania empiryczne?).

            Pozdrawiam
    • anais_nin666 Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 18.11.07, 19:10
      your_and napisał: Dopasowując się do oczekiwań kobiet, poddając ich dominacji i
      władzy, można liczyć na wygody uznanie ale nie na seks.

      Nie chodzi o dominację czy władzę, a o współdziałanie. Każda dominacja niestety
      kończy się fatalnie. Kobieta rządząca facetem kastruje go, facet idący na
      przekór przekonaniom zony, robiący zawsze po swojemu wywalczy co najwyżej
      rozwód. Kobieta w seksie szuka też bliskości. Bliskości nigdy nie znajdzie w
      związku z kims kto nie ma poszanowania dla jej zdania.

      żona go kocha, potrzebuje , ale NIE POŻĄDA, i ma mnóstwo wymówek, wszystko staje
      sie ważniejsze, wszystko przeszkadza, a tak naprawdę trudno się jej przyznać że
      ON jej po prostu nie kręci bo jest NIEMĘSKI. I to właśnie wydaje mi się
      specyfika większości męskich wpisów na tym forum. Dopasowując się do oczekiwań
      kobiet, poddając ich dominacji i władzy, można liczyć na wygody uznanie ale nie
      na seks.

      Myślę, że pożądanie u kobiet wygasa też wówczas, gdy facet jest zbyt męski w
      ujęciu, rzekłabym lekko komiksowym, czyli jest typem trutnia, któremu się należy
      z racji bycia mężczyzną. I tu sie rozbija o mur obojętności, bo żona nie będzie
      chciała się kochać na rozkaz.
      Pożądanie to delikatne zwierzę i nie ma prostych recept pt. z macho - tak, z
      pantoflarzem - nie. Życie weryfikuje takie teorie. Mężczyźni "oczekujący", nie
      dający wiele od siebie, nie naginający niekiedy kręgosłupa dla "zachcianek"
      żony niestety na zainteresowanie żony liczyć nie będą mogli.
      Pożądanie to gra dwóch sił, ścieranie się, nie bierne poddawanie. Ani jednej,
      ani drugiej strony. Względna harmonia, ale przede wszystkim poszanowanie
      pragnień, na co Ty Your często sam wskazywałeś.
      Poza tym ochota na seks z tym samym mężczyzna u kobiet z wiekiem maleje. Tak jak
      mężczyzna swoją "chęć" może podkręcić, tak kobiecie to zrobić trudniej. Z czasem
      mąż mysli, że zona zrobila sie zimna, a tymczasem zimna jest tylko z nim, bo z
      nowym partnerem moglaby byc na nowo gorąca. Kobiety nie potrafią tak jak
      męźczyźni nakręcać wygasłego pożądania, które z czasem zwyczajnie maleje lub
      zanika. Oczywiście nie u par, gdzie seks jest raz na mc. Tu zawsze jest któraś
      ze stron stale nakręcona;)
      • woman-in-love glosator 18.11.07, 19:33
        rozbiłes mój post na kawałki i rozprawiles się z poszczególnymi zdaniami. Zajme
        sie tylko jednym przykładem. Napisałam, że pantoflarze włażą pod pantofel,
        ponieważ zapewnia im to wygodna egzystencję w nie-mysleniu, czyli pewnego
        rodzaju komfort psychiczny. Zarzucasz mi, że widocznie dla mnie jest to komfort.
        I tu sie pomyliłeś. jestem przykładem matko samodzielnie wychowującej dzieci ( w
        tej chwili juz dorosłe) i nie skorzystałam z okazji wygodnego urządzenia się w
        małżeństwie z nieprzyzwoicie bogatym kandydatem. Bo nie chciałam wpaśc w
        zależnośc. Wszelkie ataki na "nad-opiekuńcze matki" uważam za nad-uzycie,
        poniewaz samodzielnie zyjąca matka nie ma czasu ani mozliwości być
        nadopiekuńcza. Przeciwnie, musi zaganiac dzieci do pracy w domu, ponieważ cała
        robota, przed która zwiał tatunio ( czy to do knajpy, kochanki, czy pracy) musi
        być wykonana przez pozstałych domowników.
        • your_and matki samodzielnie wychowującej dzieci 18.11.07, 20:15
          woman-in-love napisała:
          > zależnośc. Wszelkie ataki na "nad-opiekuńcze matki" uważam za nad-uzycie,
          > poniewaz samodzielnie zyjąca matka nie ma czasu ani mozliwości być
          > nadopiekuńcza.

          Chyba chodzi ci o ataki na samotne matki a nie nadopiekuńcze? WIL, to niestety
          statystyka że wśród matek samotnych najwięcej jest matek nadopiekuńczych, a
          nadopiekuńczość kończy się zawsze źle i dla dziecka i dla rodzica (Z rzadka
          nadopiekuńczość zdarza sie ojcom wobec córeczek) i chyba trzeba to jasno powiedzieć.

          Co do samotności nadopiekuńczych matek to już mnie zrugałaś kiedyś, ale wydaje
          mi się że sprawa jest złożona, i darujmy sobie polityczną poprawność że ta
          samotna matka to cacy bo jej sie dotaje od życia a ten ojciec to be.
          Są pary w których mężczyzna uchyla sie od obowiązków odchodzi i matka przelewa
          emocje na dziecko i takie w których odwrotnie, najpierw kobieta najpierw
          przelewa uczucia i emocje na dziecko a mężczyzna po wielu próbach odrzucony i
          upokorzony odchodzi.
          Efekt jest najczęściej ten sam - nadopiekuńczość i przelanie uczuć na dziecko a
          jakże inna przyczyna, motywacja i ocena sytuacji.
          Kobieta ma instynkt macierzyński a ojciec nie, jedynie decydują względy
          społeczne. Przeciwstawianie ich pobudek i przymusu jest równie bezsensowne jak
          na tym forum przeciwstawianie działań w związku tych co mają seksualne libido i
          nie mają i bzykają lub nie dla dobra partnera i w imię integralności związku.
          Czy nie o tym pisze Hellinger gdy mówi że problemem wygasania miłości większości
          par które przychodzą do niego poradę jest to ze rodzicielstwo przesłania
          partnerstwo (dopowiedz sobie sama której stronie)???
          Też byłem wychowywany przez samotną matkę, ojciec nie był zainteresowany wiec to
          nie tylko teoretyzowanie.
        • kawitator Re: glosator 18.11.07, 20:20
          Problem z rozmową z kobitkami polega głownie w braku rozumienia prawidłowości statystycznych i automatyczne przenoszenie wypowiedzi w sferę prawd absolutnych w równym stopniu charakteryzującym wszystkie przypadki
          Wszyscy spotkaliśmy się z poglądem ze alkoholizm, nałogowe palenie i otyłość każde z osobna skracają życie. Prawda li to czy nie ? Statystyki mówią ze tak ze osoby palące pijące w nadmiarze czy otyłe mają umierają wcześniej
          Kobitka w takim przypadku poda, że to absolutnie nie prawda bo znała faceta który przez 50 lat był nałogowym alkoholikiem, jedno cygaro odpalał od drugiego, był chorobliwie otyły a na dodatek z warzyw i owoców jadł tylko keczup. Żył zaś 91 lat( postać historyczna)
          No i co z tego ? Co to zmienia zek ktoś żył tak długo o wiele dłużej niż większość szczupłych wegetarian nie dotykających wódeczki ?
          Tak WiL Co z tego ze ty wychowałaś swoje dzieciaki super Co to zmienia? Kilka innych kobitek tez i co ?
          80% dzieci mających kłopoty z prawem, będących pod opieka psychiatry, psychologa to dzieci wychowywane przez samotne matki lub w rodzinach gdzie rola ojca jest marginalizowana
          Samotny ojciec znacznie lepiej wychowuje swoje dzieci niż samotna matka ( do Wił tez statystycznie)

          Z pogodą i sraczką się nie dyskutuje. Z faktami także.
          • zbigniew_zasadniczy Re: glosator 18.11.07, 20:51
            > 80% dzieci mających kłopoty z prawem, będących pod opieka psychiatry, psycholog
            > a to dzieci wychowywane przez samotne matki lub w rodzinach gdzie rola ojca jes
            > t marginalizowana

            Zasadniczo proszę o badania, na których oparłeś swoją wypowiedź. Bo wietrzę pracę dra hab. Brudnego Palucha.
            • kawitator Re: glosator 18.11.07, 21:13
              Niestey nie zostałem upowazniony do publikacji zródeł Facet pomino ze jest prof dr hab itp chciałby jeszce popracować na tej swojej uczelni


              • zbigniew_zasadniczy Re: glosator 18.11.07, 22:42
                Odpowiedź na Twój post została zarekwirowana przez CBA.
            • kawitator od jajca czyli ab owo 18.11.07, 21:14
              Chciałby wrócić do tezy postawionej przez You_rand'a
              Trzeba oczywiście założyć ze wewnętrzne poczucie bycia zdominowanym lub dominantem mogą nijak sie mieć do odczuć drugiej strony lub do tak zwanej obiektywnej rzeczywistości jeżeli coś takiego istnieje.
              Zdominowany w swoim poczuciu nawet w swojej podświadomości facet traci ochotę na sex z taką dominująca go kobitka poza oczywiście przypadkami dewiacyjnymi.
              Inaczej nie byłoby tak wielu postów kobitek co to mają naprawdę kochanych mężów Takich misiów pysiów co to zrozumie posprząta i całą wypłatę do domu przyniesie. Zaspokaja jej wszystkie potrzeby tylko się bzykać nie chce. :-(((
              Jakoś nie spotkałem postów ze facet jest twardy jako facet a do tego nie ma ochoty.
              Z drugiej strony kiedy kobitce uda sie nawet w swojej podświadomości zupełnie podporządkować męża także traci chęć na jakieś figle z podwładnym. Piszą tu tak zwane dobre chłopaki co to starają się zrozumieć kobitki a dobre rady bardziej męskich aby za włosy do wyrka zaciągnąć są odrzucane bo nie wypada bo.... bo... bo ...
              Ciężko mają ambitne ostre kobitki bowiem aby zapewnić sobie długotrwałe ostre bzykanko muszą znaleźć faceta lepszego od siebie . Biorąc pod uwagę dewiacje cech genetycznych ( z których to między innym wynika ) inną wśród facetów a inną wśród kobitek wynikająca z różnych ról biologicznych możemy stwierdzić ze dla dużej grupy kobitek takich facetów po prostu zabraknie
              co zapewni nieustające zainteresowanie tym forum ;-PPPPPPPPP
              Chyba ze odwrócimy koło historii Przywrócimy z mocy prawa podporządkowanie kobitek facetom to średnia życiowa ilość orgazmów na kobitkę ulegnie znaczącemu powiększeniu
              :-PPPPPPPPPP


              • glamourous to ciekawe, bo... 18.11.07, 22:46
                kawitator napisał:


                > Chyba ze odwrócimy koło historii Przywrócimy z mocy prawa podporządkowanie kob
                > itek facetom to średnia życiowa ilość orgazmów na kobitkę ulegnie znaczącemu
                powiększeniu


                ...zauważyłam na forum również mnóstwo postów zdominowanych kobitek, takich w
                stylu "tak go strasznie kocham, on mnie chyba zdradza, ja robię wszystko żeby
                ratować nasz związek, ale on nie chce się ze mną kochać" No prosze... Kobieta
                podporządkowuje się jak przystalo na tradycyjny podział rol : rzuca prace,
                staje się kura domowa, siedzi w domu przy garach i w pieluchach, wychowuje
                drobne dzieci i staje na uszach żeby facet był zadowolony, a ten - zamiast
                powiększać jej "średnią życiową ilość orgazmów" jak to pisze Kawi, szlaja się po
                kochankach (tak się jakoś składa, ze zazwyczaj jak na ironie bardziej
                niezależnych i mających coś do powiedzenia, ostrych kobitkach...)

                Teorie teoriami, ale życie wyraźnie pokazuje, ze ta "podporządkowana kobitka"
                tez jakoś za wielu tych orgazmów nie uświadcza, bo przez swoje podporządkowanie
                zwyczajnie staje się dla współczesnego faceta mało interesujaca :-PPPPP
                • avide Re: to ciekawe, bo... 19.11.07, 11:52
                  I tak oto dzięki Glamour i kawitatorowi doszliśmy do prawdy objawionej.
                  Żeby stworzyć udany związek, w tymże związku musi panować partnerstwo. Każda
                  dominacja na dłuższa metę nie popłaca.
                  Każde podporządkowanie się , wygodnictwo obróci sie w efekcie przeciwko nam.
                  Trzeba dominwać by po chwili byc zdominowanym,
                  trzeba być facetem-macho by dzień później zamienić sie na chwilę w romantyka z
                  czułym sercem.
                  Trzeba być kobietą przebojową, super matką, super żoną i kurwą w łóżku jednego
                  dnia, by następnego być znowu taka cichą szarą kotka przy której mężczyzna
                  będzie błyszczał i jego testosteron objawi się w pełnej krasie.

                  Zmienność bodźców. Każda monotonia, każda schematyczność w końcu doprowadza do
                  tego samego, czy nam się to podoba czy nie.

                  Możecie dziewczyny (Glam, Anais, Eeela) pisać o wrażliwości, czułości,
                  uwielbieniu waszego faceta, ale prawda jest taka ,że jeśli raz na jakiś czas nie
                  rzuci przysłowiowym "chujem" o podłogę, nie zachowa się jak zarozumiały samiec,
                  nie weźmie i zerznie was nawet wbrew woli, to z czasem będziecie go postrzegać
                  jako takiego dziubdziulka, i chętnym okiem będziecie patrzeć na innych.

                  Mądrze napisała Anais powyżej. Stymulowanie pożądanie u kobiety to bardzo
                  delikatna sprawa i wcale nie łatwo jest kobiecie "podgrzewać" pożądanie jak
                  facetowi. Dlatego właśnie zmienność bodźców powoduje że nigdy tak do końca nie
                  będziecie wiedziały co ten wasz partner wymyśli. Z jednej strony czuły wrażliwy,
                  z drugiej twardy chwilami zimny. To sprawi że pozostanie ciekawy.
                  Co do kobiet tyczy sie to samo z resztą.

                  Jest tylko jedno małe "ale". Nie wolno przegiąć w żadną ze stron... a to już nie
                  jest takie proste... dlatego właśnie tak trudno cieszyć sie szczęściem udanego
                  związku przez całe życie.
                  Pozdrawiam
                  Avide
                • aandzia43 Re: to ciekawe, bo... 19.11.07, 12:28
                  glamourous napisała:


                  > Teorie teoriami, ale życie wyraźnie pokazuje, ze ta "podporządkowana kobitka"
                  > tez jakoś za wielu tych orgazmów nie uświadcza, bo przez swoje podporządkowanie
                  > zwyczajnie staje się dla współczesnego faceta mało interesujaca :-PPPPP


                  Orgazmów nie uświadczy również z tego tytułu, ze nie funkcjonuje dla swojego
                  chłopa jako osoba, z której pragnieniami należy się liczyć. W związku z
                  powyższym taki pan posuwa taka panią jak materac, a w tej sytuacji trudno o
                  zadowolenie osoby traktowanej jak materac. Mamy i takie wpisy na tym forum.
            • your_and Re: glosator 18.11.07, 21:16
              > Zasadniczo proszę o badania, na których oparłeś swoją wypowiedź.

              Smutna prawda ale prawda. Ostatnio było oburzenie i dyskusja o statystykach przy
              okazji wystawy zorganizowanej przez ratusz.

              W rozbitych rodzinach wyrastają prostytutki, bezdomni i żebracy - ostrzega autor
              wystawy "Pro Memoria".
              miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4314080.html
              Patologia środowiska rodzinnego jako jedna z podstawowych przyczyn
              przestępczości nieletnich.
              www.plock.edu.pl/szkoly/spborkowo/marzena2.htm
              • zbigniew_zasadniczy Re: glosator 18.11.07, 22:41

                > > Zasadniczo proszę o badania, na których oparłeś swoją wypowiedź.
                >
                > Smutna prawda ale prawda. Ostatnio było oburzenie i dyskusja o statystykach prz
                > y
                > okazji wystawy zorganizowanej przez ratusz.

                Zasadniczo gówno prawda. Nie ma żadnych badań potwierdzających rzeczywsty wpływ wychowania w rodzinie niepełniej (nie patologicznej, co się elegancko popieprzyło piszącemu akrtykuł z drugiego linka) na prawdopodobieństwo konfliktu z prawem, czy wystąpienia problemów psychologicznych u dzieci.
                Zresztą poważną wątpliwością jest to, czy owe problemy jeśli już powstają - są powodowane przez brak jednego z rodziców, czy też raczej przez otoczenie piętnujące takie rodziny. A że owo otoczenie zmienia się, więc i funkcjonowanie rodzin niepełnych się zmienia.

                Ciekawe kto z czytających uzna matkę po rozwodzie, wychowującą samotnie dziecko za rodzinę patologiczną - w słownikowym rozumieniu tego słowa:

                patologia
                4. «nieprawidłowe zjawiska występujące w życiu społecznym»

                Zakaz rozwodów i patologii nie ma? A wdowy żenione ze starymi kawalerami?


                > W rozbitych rodzinach wyrastają prostytutki, bezdomni i żebracy - ostrzega auto
                > r
                > wystawy "Pro Memoria".
                > miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4314080.html

                Szajbologów odrzucam a priori.

                > Patologia środowiska rodzinnego jako jedna z podstawowych przyczyn
                > przestępczości nieletnich.
                > www.plock.edu.pl/szkoly/spborkowo/marzena2.htm

                Koncepcja przedstawiona, że tylko rodzina pełna zaspokaja potrzeby dziecka może i była trafna w latach 70. (vide daty wydania pozycji z bibliografii), ale dziś to opinia mocno anachroniczna. Zgadzam się, że przestępczość nieletnich, czy problemy psychologiczne biorą się z niezaspokojenia wszystkich potrzeb dziecka, ale uznanie, że rodzina niepełna ich zaspokoić nie może i już - jest idiotyczne.
                • your_and Re: glosator 19.11.07, 07:28
                  > Zasadniczo gówno prawda. Nie ma żadnych badań potwierdzających rzeczywsty wpływ
                  > wychowania w rodzinie niepełniej (nie patologicznej, co się elegancko popieprz
                  > yło piszącemu akrtykuł z drugiego linka)

                  Są. I ogólnie przyjmuje sie że rodzina niepełna jest dysfunkcyjna (a
                  niekoniecznie patologiczna). W sieci widziałem wyniki badań dla USA.
                  Jak cię interesuje znajdziesz awanturę z przed 2 lat kiedy we Włoszech sądy
                  zaczęły dawać dzieci po rozwodzie ojcom, jeżeli byli chętni a psycholog określał
                  matkę jako nadopiekuńczą. Właśnie pod wpływem nacisków naukowców i ich statystyk
                  (były odniesienia), że z nadopiekuńczości samotnych matek, tych normalnych
                  wychodząca faceci którzy kończą w najlepszym razie jako niedostosowani do życia
                  w społeczeństwie niesamodzielni bezrobotni żyjący na koszt społeczeństwa (ok
                  połowa), a narkomania, samobójstwa, przestępczość i jak i rozwody i sprawy o
                  alimenty jest o co najmniej rząd wielkości wielkości większa niż grupie
                  odniesienia i jest to krzywdzenie zarówno dzieci jak i obciążanie reszty
                  społeczeństwa.
                  • zbigniew_zasadniczy Re: glosator 20.11.07, 08:19
                    Zasadniczo rozwód to nie jedyna droga do powstania rodziny niepełnej. Ty piszesz o sytuacji konfliktowej, gdzie rodzice walczą o dzieci w sądzie, a co ze śmiercią jednego z rodziców? Co z samotnymi matkami? Co ze spokojnymi rozwodami?
                    Takimi uogólnieniami krzywdzi się masę ludzi.
          • yoric Re: glosator 19.11.07, 00:48
            > Problem z rozmową z kobitkami polega głownie w braku rozumienia prawidłowości
            statystycznych i automatyczne przenoszenie wypowiedzi w sferę prawd absolutnych
            w równym stopniu charakteryzującym wszystkie przypadki...

            itd.

            Dokładnie. Choć ja bym nie był przekonany, że dotyczy on konkretnie kobiet. Może
            głównie kobiet, ale generalnie niestety wszystkich.
            Ludzie mają intuicyjne problemy ze statystyką, niestety...

            Pozdrawiam
          • aandzia43 Re: glosator 19.11.07, 12:54

            > Tak WiL Co z tego ze ty wychowałaś swoje dzieciaki super Co to zmienia? Kilk
            > a innych kobitek tez i co ?
            > 80% dzieci mających kłopoty z prawem, będących pod opieka psychiatry, psycholog
            > a to dzieci wychowywane przez samotne matki lub w rodzinach gdzie rola ojca jes
            > t marginalizowana
            > Samotny ojciec znacznie lepiej wychowuje swoje dzieci niż samotna matka ( do W
            > ił tez statystycznie)
            >
            > Z pogodą i sraczką się nie dyskutuje. Z faktami także.


            Już ci chyba kiedys, Kawi, napisałam, że to manipulacja statystyką. I rozumiem,
            że wygodnie ci z taką, a nie inną, interpretacją statystyk. Powtarzam: jeśli w
            Poslce facet dostanie dziecko po rozwodzie, to musi to być facet z ogromnymi
            jajami. Biały kruk. I taki zostanie super ojcem. Samotnych matek są całe rzesze.
            Są to matki bardzo różne jakościowo. Są i takie nie ustępujące tym wymienionym
            przeze mnie wyżej białym krukom płci męskiej. Super matki. Pewnie wygodnie ich
            nie zauważyć, chociaż ilościowo jest ich w Polsce więcej niż tych fajnych tatusiów.
            Gdyby tatusiowie obligatoryjnie dostawali swoje pociechy po rozwodzie na swój
            własny użytek, to mielibyśmy sytuację, jak np. w krajach arabskich i moglibyśmy
            sobie radośnie powiedzieć, że większość dizeci wychowywanych przez samotnych
            ojców wyrasta na terrorystów. I tak byśmy sobie mogli pieprzyć bez końca.

            I proszę nie posiłkować się w dyskusji liczbami dotyczącymi dzieci z rodzin z
            marginesu, gdzie siłą rzeczy dzieci są z matką też nienajlepiej funkconującą
            społecznie. Tata, wiadomo siedzi, albo jest od 10 lat nietrzeźwy.

            Z faktami się nie dyskutuje, ale dobiera się je do tematu rozmowy. Jak ze
            sraczką, nie wiem.
            • avide Re: glosator 19.11.07, 13:02
              aandzia43 ... cóż za ostry zdecydowany ton :)) normalnie aż się chce zacytować
              klasykę polskiego kina "(...) nie poznaje koleżanki" :)))
              Pzdr.
              Avide
            • your_and Re: glosator 19.11.07, 13:09
              aandzia43 napisała:
              > Są i takie nie ustępujące tym wymienionym
              > przeze mnie wyżej białym krukom płci męskiej. Super matki. Pewnie
              wygodnie ich
              > nie zauważyć, chociaż ilościowo jest ich w Polsce więcej niż tych
              fajnych tatus
              > iów.

              Ależ po to mówimy o statystyce żeby pozwolić wyjaśnić że pomimo że
              wiekszość zjawisk kieruje się pewnymi mechanizmami nie znaczy to że
              nie ma super matek jak i super ojców. Polityczna poprawnośc nakazuje
              uznawać każdą samotną matkę za heroizm, a ojca za niedojrzałego do
              zwiazku trutnia.
              • aandzia43 Re: glosator 19.11.07, 17:48
                your_and napisał:

                > Ależ po to mówimy o statystyce żeby pozwolić wyjaśnić że pomimo że
                > wiekszość zjawisk kieruje się pewnymi mechanizmami nie znaczy to że
                > nie ma super matek jak i super ojców.

                Ok, tylko jakie wnioski na podstawie jakich statystyk. "Oddajmy wszystkie dzieci
                tatusiom po rozwodzie, bo kilka tysięcy super facetów dobrze radzi sobie ze
                swoimi wywalczonymi przy rozwodzie dzieciakami"? No chyba jakaś pomyłka.

                Polityczna poprawnośc nakazuje
                > uznawać każdą samotną matkę za heroizm, a ojca za niedojrzałego do
                > zwiazku trutnia.

                Niestety, niektórzy (niektóre) mają taką wizję. Daleka jestem od tego typu
                rozumowania, nawet nie wiesz jak bardzo. Niektóre moje koleżanki bardzo mnie za
                to nie lubią;-) Ale nie zauważyłam tego typu sugestii na tym forum. Chyba tylko
                stwierdzenia, że kobiety en masse, jak mogą najlepiej, starają się radzić sobie
                w sytuacji, w jakiej się znalazły. Niektórym wychodzi to bardzo kiepsko. Ale
                często alternatywy nie ma, bo tatuś się wymiksował po całości, albo jest jakimś
                kompletnym dupkiem (na to samo wychodzi). Czasem alternatywa jest, ale to
                zacietrzewiona pani z niej nie korzysta. Bywa różnie.
                • your_and które dzieci lepiej sobie radzą? 20.11.07, 13:53
                  No to jeszcze w tym ciekawy temacie:

                  Kobiety tęsknią za mężczyznami, którzy troszczą się o bliskich,
                  płaczą, przytulają, umieją się odprężyć, ale potrafią też być
                  twardzi, panować nad sobą. Poza tym - znowu wielka zmiana w stosunku
                  do lat 70 ubiegłego wieku - co dziesiątą firmę w Polsce prowadzi
                  kobieta. Nowoczesny model ma też swoje ciemne strony. Dzieci
                  wychowywane przez samotnych ojców podobno radzą sobie lepiej niż
                  dzieci wychowywane przez samotne matki (badania Marii Jarosz z PAN).
                  Jednak sądy zwykle prawa opieki nad dziećmi przyznają matkom - w
                  Polsce z taką sytuacją mamy do czynienia w około 97 proc. przypadków.

                  praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,74785,4667507.html?as=2&ias=2&startsz=x
          • glosatorr Re: Kawitator 19.11.07, 15:34
            kawitator napisał:

            Problem w rozmowie z kobitkami ma każdy, kto nie rozumie sposobu
            myślenia kobitek :-) A Kobitki (są rózne) potrafią dostrzec nie
            tylko wyniki badań statystycznych, ale równiez to, że statystyka
            jest wyłacznie źródłem danych, zas wnioski z nich nie są zawsze i
            wszędzie podstawą do generalizujących twierdzeń.


            > Wszyscy spotkaliśmy się z poglądem ze alkoholizm, nałogowe
            palenie i otyłość k
            > ażde z osobna skracają życie. Prawda li to czy nie ?

            I tak i nie - przykładem na "nie" jest Winston Churchill, który do
            chudych nigdy nie należał, dzień zaczynał od zapalenia cygara i
            wypicia szklanki whisky :-) Ale on wogóle miał końskie zdrowie - i
            ktoś inny wzorując się na Winstonie, wyzionął by ducha szybciej niż
            Winston.
            W sferze życia ja ostrożnie podchodze do statystyk - Panie mogą
            krzyczeć głośno: Wszyscy faceci to świnie - ale wiemy dobrze, że
            świnie mogą przykładem wierności i opiekuńczości ;))) za to wiele
            zachowań Panów może obrażać swinie.

            Dlatego przynajmniej ja w rozmowie z kobitkami wiem, że nie można
            wykluczyć tego, że pani ma rację tylko dlatego, iż statystyki mówią
            co innego. Niestety życie jest bogatsze niż statystyki i wiele
            rzeczy statystyki nie ujmują. Wskazanie na jakąś medianę, średnią -
            wykrzywia obraz przypadków. Klasycznym przykładem jest mówienie, że
            faceci częściej zdradzają od kobiet. Kiedy jednak przyjrzeć się
            statystykom okazuje się, że faceci zdradzają tak samo czesto jak
            kobiety. Ale już powody zdrady są inne dla mężczyzn jak i dla
            kobiet. Dlatego dyskutując z kobietą, trzeba na jej wyjątek miec w
            zanadrzu swój własny - wtedy kobieta widząc, że są przypadki
            przeciwne do podanego przez nią - potrafi swój pogląd zmodyfikować -
            a to już w dyskusji z kobietą wielki sukces.

            > Żył za
            > ś 91 lat( postać historyczna)

            Owszem - to nasz Winston :-)

            > No i co z tego ? Co to zmienia zek ktoś żył tak długo o wiele
            dłużej niż więks
            > zość szczupłych wegetarian nie dotykających wódeczki ?

            Ano zmienia - mianowicie, że generalizowanie może wyjasnic problem,
            może np. opisac zjawisko czesto występujące w przyrodzie - ale nie
            jest zasadą, nie jest też żadnym kwantyfikatorem wskazującym, że jak
            ktoś pije na dzień dobry szklankę whiskey, na zagrychę odpali cygaro
            i żre jak tylko ma na to ochotę, to zczęźnie nim osiągnie 40-stkę.
            Inną sprawą, że gdyby tak nie funkcjonował, nasz Winston może
            dożyłby 120 lat - ale to już gdybanie. Za to niestety kobiety
            wskazując na wyjątki nie widzą czasami, że wyjatki potwierdzają
            regułę, zaś Panowie przypisującym wielką moc statystykom nie wiedzą,
            że jeszcze nie tak dawno, w świetle losów ludzkości, to nawet
            wczoraj - nikomu się nie śniło, że można miec wielką pojemnośc
            pamięci, która zmieści się w urządzeniu wielkości iPoda a nie w
            budynku wielkości pałacu Kultury, twierdzono, że słońce kręci się
            wokół ziemi, zaś ludzkość w XXI wieku poradzi sobie z rzeczami,
            które dobijały innych. I tu nalezy przyznać jedną rzecz - że kobieta
            widząc jakąś prawidłowość, nie czyni z tej obserwacji prawdy
            absolutnej, zas panowie na ich miejscu, już wyciagają zbyt daleko
            idące wnioski i mierząc palcem w kobiete mówią jej: Ha! Mam cię!


            > 80% dzieci mających kłopoty z prawem, będących pod opieka
            psychiatry, psycholog
            > a to dzieci wychowywane przez samotne matki lub w rodzinach gdzie
            rola ojca jes
            > t marginalizowana

            No i pozwolę się z Tobą Kawitatorze niestety nie zgodzić. Nie ejst
            to prawdą. Na tym właśnie polega niebezpieczeństwo czynienia ze
            statystyk dowodów na poczet tez. Kobiety wychowują dzieci jak
            potrafią najlepiej. Inną sprawą, że sa kobiety, które dzieci miec
            nie powinny mieć. Ale prawdą jest, że problemy kobiet z dziećmi są
            wynikiem a nie przczyną. To skutek a nie przczyna. Dziecko jest
            papierem lakmusowym związku - jeśli więc dziecko ma problemy - to w
            takiej samej mierze za ten skutek odpowiada i matka i ojciec. Jeśli
            więc Tatuś po np. rozwodzie, albo wcześniej - po spłodzeniu potomka,
            daje sobie na luz i odpuszcza wychowanie, troskę o los dziecka - to
            choćby kobieta była doskonałą matką - i wychowywała dziecko
            najlepiej jak tylko potrafi, to że dziecko trafia na ulicę, popełnia
            przestępstwo albo trafia do szkolnego psychologa - w większości
            przypadków jest efektem tego, że tatuś zapomniał o konsekwencjach
            posługiwania się penisem bez myslenia o skutkach zas kobieta musi
            sobie z tym wszystkim sama poradzić. I kobieta nie tylko musi być
            konsekwentna i ponosić odpowiedzialność za swoje własne czyny, to
            jeszcze musi ponosic konsekwencje nieodpowiedzialności ojców ich
            dzieci.

            > Samotny ojciec znacznie lepiej wychowuje swoje dzieci niż samotna
            matka ( do W
            > ił tez statystycznie)
            >
            Statystyka nie pokazuje wszystkiego. Nie pokazuje, że Panom w tym
            wychowaniu pomagają inne Panie: mamusie, siostry, koleżanki, nowe
            małzonki, sąsiadki (kobiety wzrusza bardzo mężczyzna samotnie
            wychowujący dziecko bardziej niż statystyczny facet, który częściej
            unika pomocy kobiecie, która ma nie jego dziecko) zaś ojców, kórzy
            wychowują swoje dzieci naprawdę sami, jest procentowo mniej niż
            matek, które sobie z problemem zupełnie samotnego wychowania dzieci
            radzą doskonale. Własnie prezentowane przez Ciebie podejście
            pokazuje, jak prawda zasadnicza gubi się w uogólnieniu statystyki.

            > Z pogodą i sraczką się nie dyskutuje. Z faktami także.

            No własnie - a co powiesz Wielki Kawitatorze, kiedy coś występuje
            równie czesto a statystycznie nie da się tego po prostu zbadać?
            Np. jaki jest wkład ojców w wychowanie swoich dzieci? Czy
            ograniczenie roli ojca w wychowaniu dziecka jest skutkiem dominacji
            kobiety, czy lenistwa, ucieczki z domu przed obowiązkami w pracę,
            uznanie faktu, iż fajnie się dzieckiem facet pochwali, ale by
            dziecku poświęcić sój czas jaki przeznacza na leżenie na kanapie
            przed TV, albo poswięcony na kumpli, wypad na ryby (oczywiście bez
            dziecka) na mecz czy na imprezę czy tak czesto wyrażanej tezy, że
            kwestia bachora to obowiązek kobiety bo facet kase przynosi i mu się
            spokój nalezy od bachorów?
            Ja bym bardzo był ostrożny w formułowaniu tez, na jakie ty się
            odwazyłeś.
            Ukłony....
        • minsi Woman-in-love 19.11.07, 10:16
          woman-in-love napisała:

          > Napisałam, że pantoflarze włażą pod pantofel,ponieważ zapewnia im >to wygodna
          egzystencję w nie-mysleniu, czyli pewnego rodzaju komfort >psychiczny.

          tu sie kolezanka myli. Istnieją kobiety, które kazdego , nawet najzupełniej
          fecetowatego faceta wpędzą pod pantofel, co znam z autopsji.

          Proces patfolfowacenia jest długi i złożony.
          Zaczyna się od tego, że kobieta - modliszka (w tym wypadku to dobre słowo) szuka
          sobie na partnera człowieka nie do końca pewnego siebie, z licznymi
          watpliwościami, a sporo takich jest. Następnie, po etapie udawanej (bądź nie)
          fascynacji jego osobą, co trwa 1-2 lata przychodzi czas na przejmowanie
          kontroli. Proces jest długi i niemal niezauważalny, najpierw buduje się niską
          samoocenę faceta, przez przedstawianie zamożnych znajomych i porównywanie do
          nich, potem torpeduje się wszystkie decyzje faceta, przeważnie nie mając nic w
          zamian. Nadchodzi też czas pretensji, oskarżeń, dozowania seksu ( to nawet
          pasuje do tematu forum). Facet zaczyna żyć w paranoi, polegającej na tym, że
          wydaje mu się że tak wygląda normalne życie rodzinne. Każda decyzja wymaga
          akceptacji, a wszelkie małe przyjemności (np. kupienie nowego radia do auta) są
          dozowane. Potem przychodzi etap, że samicy zaczyna przeszkadzać brak
          zdecydowania faceta, i ma mu za złe, że zrobiła z niego pantoflarza, często
          wyładowuje swoją agresję na nim.
          A wina faceta polegała na tym, że ufał w dojrzałość i inteligencję emocjonalną
          swojej kobiety, i myślał że ona wie co robi. Do tego starał się być miły, i np.
          wmówiono mu w dziecinstwie że nie nalezy używac przemocy wzgledem kobiet, co
          mylnie zinterpretował jako przyzwolenie na uzywanie przemocy wobec niego przez
          kobietę (psychicznej, czy fizycznej nawet)

          Ludzie się nie rodzą pantoflarzami, tylko stają nimi w wyniku kontaktu z
          nieodpowiednimi kobietami.
          • avide Minsi 19.11.07, 12:06
            Minsi, zgadzam się w zasadzie jednak z jednym małym "ale".
            Typ mężczyzny wychowany przez silnie dominująca matkę. Taki gość już na wstępnie
            jest zdominowany. Od małego był dominowany przez apodyktyczna matkę. On ma już
            taki a nie inny obraz funkcjonowania związku kobiety i mężczyzny. Dlatego
            właśnie nawet jak trafi taki gość do związku małżeńskiego od samego początku nie
            wie jak postępować i się kobiecie podświadomie podporządkowuje, bo cała
            niezależność została w nim zduszona dawno temu gdy był małym chłopcem.

            Niestety czasami matki swoją miłością zabijają w swych synach wszystko co
            męskie. W takim przypadku kobieta spotkana na ich drodze na wstępie ma
            przechlapane i albo jej odpowiada taki tym "dużego chłopca-dziubdziusia" i żyją
            sobie szczęśliwe gdzie żona rządzi i dzieli w takim związku. Wbrew pozorom sporo
            jest kobiet którym to odpowiada.
            Albo kobieta z czasem przestaje postrzegać swojego wybranka jako mężczyznę i
            zaczynają się liczne problemy, które prowadzą sami wiemy do czego.

            Pozdarwiam.
            Avide.
            • your_and Re: Minsi 19.11.07, 13:00
              avide napisał:
              > przechlapane i albo jej odpowiada taki tym "dużego chłopca-
              dziubdziusia" i żyją
              > sobie szczęśliwe gdzie żona rządzi i dzieli w takim związku. Wbrew
              pozorom sporo
              > jest kobiet którym to odpowiada.

              Do czasu.
              Z reguły do czasu pojawienia się prawdziwego dzidziusia który wymaga
              opieki z którym przegrywa rywalizację o kretesem i przy którym nagle
              ze swoimi wymaganiami opieki staje sie żałosny.
              • avide Re: Minsi 19.11.07, 13:20
                Wiesz co Your_and ...
                Znam osobiście dwa takie małżeństwa. Jedno z dziećmi drugie bez. Fakt nie mam
                pojęcia co się dzieje w ich sypialni ani gdy są sami w domu ale na zewnątrz
                wygląda to na bardzo szczęśliwy układ. Fakt, pozory mylą. Jednak obie kobity w
                tych związkach to bardzo silne, dominujące charaktery. Faceci się
                podporządkowali całkowicie ich woli.

                Zwłaszcza ci z dzieckiem. Kobieta wydaje sie być szczęśliwa. Facet to typ który
                w pracy władowuje całą frustracje. Nie nazwał bym tego męskością ale typ
                strasznie ciężkim we współżyciu, taki egocentryk.
                Nawet nie wyobrażasz sobie mojego zdumienie jak kiedyś zaprosili mnie na kawę i
                okazało się, że po przyjściu ten sam facet zamienia się w uosobienie bezwolnego
                pantoflarstwa w związku z kobieta której wola jest dla niego święta. Facet nie
                ma nic do powiedzenia w tym związku, bo wszelki sprzeciw = awantura. I... i tak
                im dobrze. Dziecko na razie małe, ale żyją sobie rewelacyjnie. Póki co.
                Jak dla mnie chory układ. Ja bym tak nie dał rady, sam jestem zbyt silnym
                charakterem. Pisze to by chce zwrócić uwagę na coś innego. W związku trzeba
                przede wszystkim sie umieć dobrać i dopasować.
                Generalnie się z Tobą zgadzam, ale może im tak pasuje ??
                Może Ta akurat kobieta życzy sobie mieć faceta który przede wszystkim nie będzie
                się z nią awanturował bo sama ma baaaardzo awanturniczy charakter, i taką
                "ugodowość" przez innych postrzegana jako pantoflarstwo będzie traktowała jako
                dowód największej miłości ??

                Mam w najbliższej rodzinie również przykład apodyktycznej kobiety i "spokojnego"
                męża. I wiesz co ... gdyby nie ten luz, taka ciapowatość (jak dla mnie) i takie
                opanowanie chwilami graniczące ze ślamazarnością mężczyzny to oni by się chyba w
                tym związku pozabijali. A tak ... kolejna szczęśliwa rodzina. Z tego co wiem z
                seksem nie mają najmniejszych problemów. Kobieta postrzega właśnie ten spokój,
                opanowanie, to nie wchodzenie w zadnie jako dowód wielkiej miłości i z tej
                miłości bzyka się z nim bez najmniejszych oporów. "Bo jest taki kochany" - cytat.

                Pzdr.
                Avide
              • minsi Re: Minsi 19.11.07, 14:33
                your_and napisał:

                > Do czasu.
                > Z reguły do czasu pojawienia się prawdziwego dzidziusia który wymaga
                > opieki z którym przegrywa rywalizację o kretesem i przy którym nagle
                > ze swoimi wymaganiami opieki staje sie żałosny.

                mylisz pojęcia "pantoflarstwo" i "potrzeba opieki" czy wręcz nadopiekuńczości.
                Zupełnie oddzielne zagadnienia, co nie znaczy że nie występują czasem razem.
                • glamourous Re: Minsi 19.11.07, 17:19
                  Jest jeszcze inny schemat stawania sie "pantoflem".

                  Czasami facet, nawet calkiem slusznie po mesku uksztaltowany, spotka
                  na swojej drodze "milosc absolutna". Kobiete, ktora bedzie dla niego
                  idealem i tak strasznie nim zakreci, ze biedak wsiaknie z kretesem i
                  po same uszy. Bedzie on od poczatku manipulowany przez swoja
                  rozpieszczona ksiezniczke i bedzie wykonywal bez szemrania jej
                  polecenia, na poczatku na fali totalnego zauroczenia, potem zeby ja
                  przy sobie zatrzymac. W odpowiedzi na kazda probe buntu, ksiezniczka
                  bedzie go szantazowala emocjonalnie "bo odejde" czy "juz pakuje
                  walizki" i facet, ze strachu przed utrata "najpiekniejszej kobiety
                  pod sloncem" stanie sie zupelnie jej podnozkiem. Taki uklad nazywa w
                  psychologii "krolowa i paz"

                  Widzialam juz takie akcje nie raz. Oto ostatnia, ktorej swiadkiem
                  bylam na sporej imprezie : nieglupi mezczyzna, szef departamentu w
                  duzym przedsiebiorstwie, na codzien zarzadzajacy setka ludzi,
                  wiazacy bucik swojej damie ;-). Dama byla oczywiscie mloda i bardzo
                  ladna. Wszyscy patrzyli jednak w oslupieniu na te klasyke
                  pantoflarstwa ;-)
                  • avide Re: Minsi 19.11.07, 18:01
                    glamourous napisała:
                    > Widzialam juz takie akcje nie raz. Oto ostatnia, ktorej swiadkiem
                    > bylam na sporej imprezie : nieglupi mezczyzna, szef departamentu w
                    > duzym przedsiebiorstwie, na codzien zarzadzajacy setka ludzi,
                    > wiazacy bucik swojej damie ;-). Dama byla oczywiscie mloda i bardzo
                    > ladna. Wszyscy patrzyli jednak w oslupieniu na te klasyke
                    > pantoflarstwa ;-)
                    >

                    Ach tam zaraz pantoflarstwa... a może on tak dyskretnie przy okazji rozkoszował
                    sie zapachem jej stopy, bo facet ma hopla na tym punkcie :))).
                    Może przy okazji przejechał dłonią po jej łydkach, przyprawiając ją przez to o
                    miły dreszczyk emocji, może była bez bielizny i klękając przed nią biorąc jej
                    pantofel, raczył się przy okazji widokiem jej łona który mu się wtedy ukazał.
                    Pomyśl Glam, scena,... wiesz że wszyscy na was patrzą, facet klęka niby
                    zawiązuje pantofel ale tak naprawdę w obecności tych wszystkich nie mających
                    pojęcia o niczym ludzi napawa oczy jednym z najbardziej podniecających widoków
                    dla mężczyzny, widokiem kobiecego łona... które ukazało się tylko mu po
                    podniesieniu nogi do zawiązania tegoż pantofelka. Wiedzą o tym zaś tylko sami
                    zainteresowani ... czyż taka wizja nie była by cholernie podniecająca Glam dla
                    nich ???? :))).
                    Może nie dla wszystkich ale ja bym tam jej z przyjemnością i drugiego buta
                    rozwiązał i zawiązał a później zaprowadził gdzieś w ustronne miejsce ... domyśl
                    się po co :)).

                    Jak myślisz, czy takie zawiązanie pantofla dalej byłoby oznaka pantoflarstwa
                    ????" :)))

                    Pozdrawiam
                    Avide.
                    • glamourous Re: Minsi 19.11.07, 22:12
                      Oj, Avide, od tego Twojego opisu aż się gorąco robi... ;-))) Zepsuje tylko
                      odrobinę Twoją soczystą wizje : pani niestety była w spodniach ;-))

                      Ale masz całkowitą racje, nie pomyślałam o tym pod tym kątem...Być może
                      rzeczywiście to zawiązywanie bucika to nie był koncert pantoflarstwa, tylko
                      jakaś subtelna erotyczna gra miedzy partnerami. Albo albo np. spełnianie
                      fantazji...
                      Swoją drogą ciekawe, jak rożne mogą być skojarzenia i interpretacje tej samej
                      sceny...
                      • avide ... pantofelek .... 20.11.07, 10:37
                        glamourous napisała:

                        > Oj, Avide, od tego Twojego opisu aż się gorąco robi... ;-))) Zepsuje tylko
                        > odrobinę Twoją soczystą wizje : pani niestety była w spodniach ;-))
                        >
                        > Ale masz całkowitą racje, nie pomyślałam o tym pod tym kątem...Być może
                        > rzeczywiście to zawiązywanie bucika to nie był koncert pantoflarstwa, tylko
                        > jakaś subtelna erotyczna gra miedzy partnerami. Albo albo np. spełnianie
                        > fantazji...
                        > Swoją drogą ciekawe, jak rożne mogą być skojarzenia i interpretacje tej samej
                        > sceny...
                        >


                        Spodnie ... ja ja nie trawię spodni u kobiet :)), zero w nich erotyzmu :)).
                        Jeszcze w dniu codziennym by przeszły jako "praktyczny element garderoby" ale na
                        miprezie ??/ kobieta w spodniach ??? ... przekleństwo naszych czasów jak dla
                        mnie :)))))).
                        Ale wracając do meritum.

                        Eee tam Glam, to był lajtowy opis i starałem sie być "poprawny politycznie",
                        może następnym razem zaszaleję mocniej ze szczegółami :)). A powiem, że aż mnie
                        palce swędziały by wyżyć sie na klawiaturze. :))). Nie mniej chciałem tylko
                        pokazać to co czasami niewidoczne na pierwszy rzut oka, jak to zauważyłaś z
                        resztą. Taka scen była by dla mnie wyrazem ogromnej kultury oraz szacunku
                        mężczyzny do kobiety niż objawem pantoflarstwa. Powiem Ci, że niewielu facetów
                        stać na taki gest. Dla mnie to było bardziej męskie, szarmanckie, takie
                        zachowanie z klasa niż pantoflowate. No ale zależy też jak to się odbyło. Jeśli
                        z gracją, to odbieram to jak napisałem powyżej. Jeżeli zaś owa pani ze złością w
                        oczach i wyraźnymi pretensjami, takim damskim fochem nakazała mu wręcz zapiąć
                        tego buta .... to zupełnie co innego. Wtedy na miejscu tego gościa ostentacyjnie
                        zrobiłbym jej jeszcze na złość, by pokazać jej że nie ona rządzi w tym związku
                        i taką postawą wywoła we mnie co najwyżej irytacje.

                        Zawsze wszystkim powtarzam, że ciepłym uśmiechem i dobrym słowem (czytaj prośbą)
                        zdziałasz dużo więcej niż fochami, groźbami, nakazami i zakazami :))))). Taka
                        już przekorna ma dusza :)).

                        Pozdrawiam
                        Avide
                        • cyjanokobalamina Re: ... pantofelek .... 20.11.07, 21:32
                          avide napisał:

                          > Zawsze wszystkim powtarzam, że ciepłym uśmiechem i dobrym słowem
                          (czytaj prośbą)
                          > zdziałasz dużo więcej niż fochami, groźbami, nakazami i
                          zakazami :))))). Taka już przekorna ma dusza :)).

                          W sasiednim watku pisales cos zgola innego.
                          • avide Re: ... pantofelek .... 21.11.07, 09:17
                            Ech ... Jak ja mam Ci to wyjaśnić... łapiesz za słówka, i czepiasz się szczegółów.

                            W sąsiednim wątku swoja wypowiedź dostosowałem do konkretnej sytuacji w związku.
                            Zawsze przede wszystkim środki jakie stosujemy powinno się dostosować do
                            sytuacji w jakiej jesteśmy.
                            Generalnie w życiu w stosunkach między ludzkich zazwyczaj sprawdza się metoda
                            80/20. Tzn 8 na 10 razy jesteś uprzemy i użwyasz dobrego słowa. Zaś 2 na 10 razy
                            pokazujesz charakter, temperament, i stanowczo stawiasz na swoim.
                            Cyjanokobalamino widzę, że masz problemy ze zrozumieniem mnie.
                            Ja to postrzegam tak.
                            Partner w związku który co najmniej 5/10 razy lub więcej sie awanturuje, jest
                            zwyczajnie nie do życia. Trudno z nim wytrzymać bo jednak wszyscy pragniemy
                            względnego ładu i spokoju. Przegięcie w drugą stronę czyli stoicki spokój bez
                            cienia charakteru, powoduje z kolei, że tracimy nasz podziw dla takiej osoby. Bo
                            podziwiamy partnerów, za ich osobowość na która to składają się poglądy,
                            zachowania itp. Osobnik do cna spokojny zatem postrzegany jest jako taki bez
                            "ikry", jest miły fajny ale nie atrakcyjny. Czegoś mu brakuje.
                            Dlatego mam taka prywatna filozofię że najciekawszy partner, czyli taki którego
                            będziemy podziwiali mimo upływu czasu to typ człowieka który generalnie jest
                            spokojny, opanowany, zdroworozsądkowo myślący ale jak trzeba od czasu do czasu
                            potrafiący się porządnie zezłościć, pokazać charakter (charakterek) dający tym
                            do zrozumienia "wysłucham Cię, szanują to co mówisz, czasem się zgadza czasem
                            nie ale na głowę sobie wejść nie pozwolę"

                            Tak naprawdę większość z nas (świadomie bądź nie) dąży do bycia taka osobą,
                            udaje sie nielicznym, bo przegiąć w jedna lub druga stronę jest bardzo łatwo.

                            Dlatego w wątku obok radziłem autorce ostre postawienie na swoim, bo u niej z
                            tego co pisała wyraźnie mi tego właśnie brakowało, zaś tutaj piszę o harmonii i
                            dobrym słowie.
                            Rozumiesz ????
                            :)))

                            Pozdrawiam
                            Avide
                  • glosatorr Re: Minsi 19.11.07, 18:15
                    glamourous napisała:


                    > Widzialam juz takie akcje nie raz. Oto ostatnia, ktorej swiadkiem
                    > bylam na sporej imprezie : nieglupi mezczyzna, szef departamentu w
                    > duzym przedsiebiorstwie, na codzien zarzadzajacy setka ludzi,
                    > wiazacy bucik swojej damie ;-). Dama byla oczywiscie mloda i bardzo
                    > ladna. Wszyscy patrzyli jednak w oslupieniu na te klasyke
                    > pantoflarstwa ;-)

                    To jest pantoflarstwo?
                    A ja myślałem, że do po prostu ładny gest :-)
                    Dlatego najlepszy widok, to taki, jaki ja widziałem ostatnio.
                    Przystanek autobusowy. Pada. Pani mówi do Pana: Kochanie, jestem cała mokra,
                    jedźmy do domu szybko. Pan: Spoko, nic Ci nie będzie. Musisz ze mną tam być
                    (gdzie - niewiadomo). Pani pociągająca nosem machnęła ręką i dalej stała na deszczu.
                    Masz rację - sporo kobiet potulnie robi co Pan-samiec rozkazuje do czasu... aż
                    zobaczą, że inny mężczyzna potrafi okryć własną marynarką kobietę na ulicy,
                    pomóc jej w zapięciu buta i wcale nie uważa, że jest pantoflarzem. Dla niego to
                    mogą być wszystko gesty miłości.
                    Ale rzeczywiście... dzisiaj to mało trendy.

                    >
        • glosatorr Woman... 19.11.07, 14:41
          Tak Woman - ustosunkowałem się do Twojego postu z należną mu uwagą.
          Napisałem więcej dlaczego pantoflarze stają sie pantoflarzami.
          Napisałaś, że zarzucam Ci, że widocznie dla Ciebie jest to komfort,
          że facet nie musi mysleć.
          Ja Ci niczego nie zarzucałem. Napisałem, czy odpowiedziałaś sobie na
          pytaniem, które sama zadałaś, czemu jest mu wygodnie nie mieć
          własnego zdania? Dla kogo to jest wygodne? Jest to po prostu absurd
          sam w sobie. Każdy ma swoje zdanie - nawet pantoflarz, ale on boi
          się miec swoje zdanie, wyrazic je i egzekwować - bo nie jest w
          stanie zbuntować się przeciwko wszystko wiedzące i o wszystki
          decydującej żonie. Tacy są właśnie pantoflarze - są zupełnie
          bezwolni, bo są podporządkowani kobiecie i nawet nie mają siły na
          bunt. Na powiedzenie: Nie. Na postawienie się. W literaturze
          pokazane jest często, jak pantoflarz nagle ni stąd ni zowąd - mówi
          nie i kobieta, jego zona patrzy na niego zdziwiona - że nagle on tę
          siłę w sobie znalazł.
          Pantoflarz, to synonim niewolnika w związku. Może myślec
          samodzielnie, ale nie ma prawa tej myśli wyrazić głośno. Może
          pobiegać po wyznaczonym terenie, ale tylko pobiegać. Są tacy ludzie,
          którzy w związku przyjmują pozycję niewolniczą - i jako niewolnicy
          podporządkowują się drugiej stronie związku. To może dotyczyć i
          kobiet i mężczyzn.
          Dla mnie naprawdę Woman jest to obojętne, co piszesz o sobie, że nie
          chciałas zyć z bardzo bogatym facetem i nie chciałaś się od niego
          uzależnić. Ale są inne, które dla kasy i wygodnego życia zgadzają
          się zamknąć w złotej klatce. Są też faceci, którzy przyjmują rolę
          utrzymanka. No są tacy. Ale co z tego?

          Tu dyskusja dotyczy nie tego, czy fajnie być niewolnikiem. Gdyby
          było tak jak piszesz, że to wygodne - to niemyslenie tylko robienie
          co Pan, Pani karze - to wybacz, nigdy nie byłoby buntów niewolników.
          A bunty są cały czas. Nie buntuje się tylko ten, kto się poddał. I
          własnie takimi ludźmi bywają tzw. kury domowe, które widzą jak mąz
          je zdradza i zamiast tupnąć nogą chlipią i martwią się co zrobić, by
          mąż do nich wrócił. Takimi ludźmi są pantoflarze, którzy nie
          potrafią powiedzieć: "Dość" kobiecie, która potrafi schrzanić życie
          mężowi, dzieciom, i cąłemu otoczeniu, bo ktoś jej wmówił, że jest
          silną, mocną kobieta.
          Silni ludzie nie potrzebują niewiolników. Autentycznie mądrzy
          ludzie - sami przyciagają. Nie potrzebują klakierów, niewolników i
          nałóżnic. Bo przyciągają - czymś zupełnie innym. Nie musza trzymac
          na smyczy - wiedzą, że smycze są nietrwałe i się zrywają. Mają swoją
          własną charyzmę. I to im naprawdę wystarcza. Miłość niewolnika - to
          coś bardzo tragicznego. Nikomu jej nie życzę.
        • xapur Samotne matki i pantoflarze 21.11.07, 10:55
          Nadopiekuńczość to jedno, a brak wzorców to drugie. Nawet, jeśli
          samotna matka jest super idealna to nie zastąpi ojca. Brak jego
          wpływu na zawsze wyryje swój ślad w psychice dziecka. Jak dziecko
          dorośnie to samo zda sobie z tego sprawę i może modulować swój
          charakter, ale nie jest to proste. Dlatego obstaję przy tym, że
          najlepszym środowiskiem rodzinnym dla dziecka jest pełna rodzina,
          czyli mężczyzna i kobieta. Ani super ojciec, ani super matka tego
          nie zastąpią. Nie mówiąc już o extra hiper wspaniałych związkach les
          czy homo.
          Wróćmy od tematu pantoflarzy – myślę, że z kobietami jest
          analogicznie jak z mężczyznami – chcą zjeść ciastko i mieć ciastko.
          Tzn. fantazjują o macho, uwielbiają ich, ale jednocześnie nie bardzo
          mogą z nimi wytrzymać. Wygodniejsi są pantoflarze. Z kolei mężczyźni
          podziwiają inteligentne i seksowne kobiety, ale za żony biorą sobie
          kurki domowe, tudzież szare myszki. Oczywiście trochę
          przejaskrawiam, by wskazać w czym rzecz. Kłopot polega na tym, że
          raczej nie ma typów charakteryzujących się wszystkimi pożądanymi
          cechami na raz. Zresztą byłaby to chyba sprzeczność sama w sobie.
          Macho w kapciach myjący talerze? Tchnąca seksapilem mama w
          powyciąganym swetrze pucująca dziecku buzię? Tak się nie da. Albo
          jedno albo drugie. Teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, by ta
          sama mama później przeobraziła się w pociągającego kociaka, a tatuś
          w męskiego herosa – choćby tylko na jeden wieczór. Ale... ilość
          mężczyzn poszukujących seksualnych doznań poza domem świadczy o
          kruchości tej konstrukcji. Jednak kochanka od święta zawsze będzie
          na lepszej pozycji, bo jej nie widać w innej sytuacji. Nie widać jak
          wygląda, gdy jest chora, zmęczona i nie ma ochoty wdzięczyć się do
          swojego macho. Również być macho jest znacznie łatwiej na
          wyreżyserowanych randkach niż w domowych pieleszach.
          Tak na zakończenie – pantoflarz to przeciwieństwo macho, ale czy nie
          ma nic po środku?
      • yoric Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 19.11.07, 01:51
        > żona go kocha, potrzebuje , ale NIE POŻĄDA, i ma mnóstwo wymówek, wszystko
        staje sie ważniejsze, wszystko przeszkadza, a tak naprawdę trudno się jej
        przyznać że ON jej po prostu nie kręci bo jest NIEMĘSKI. I to właśnie wydaje mi
        się specyfika większości męskich wpisów na tym forum. Dopasowując się do
        oczekiwań kobiet, poddając ich dominacji i władzy, można liczyć na wygody
        uznanie ale nie na seks.

        Correcto mundo!!!


        Glam: "Teorie teoriami, ale życie wyraźnie pokazuje, ze ta "podporządkowana
        kobitka" tez jakoś za wielu tych orgazmów nie uświadcza, bo przez swoje
        podporządkowanie zwyczajnie staje się dla współczesnego faceta mało interesujaca
        :-PPPPP"

        może nie w takim stopniu jak na odwrót, ale niestety jest taka prawidłowość, że
        bezgraniczne poświęcenie i danie partnerowi/ce pewności nie popłaca
        (przynajmniej nie na początkowym etapie).
        • woman-in-love Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 19.11.07, 19:06
          system zniewalania męża przez kobietę fatalna jest podstepny i podły, a nie
          kazdy od razu się połapie. Ale w końcu, kiedy dojdzie do tego, że musi zapytać
          zony, (sorki) czy ma sie podcierać prawa czy lewą reką, powinien zacząć coś
          kumac i zbuntowac się, no nie? A oni tego nie robią!
          • sunflower30 Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 19.11.07, 21:08
            Przeczytałam cały wątek z wielkim zaciekawieniem i daje słowo, że
            nie wiem, o czym tu mowa. Serio. Nigdy w życiu nie spotkałam
            pantoflarza, słyszałam o takim gatunku meskiego rodzaju, ale ani
            wśród moich znajomych, ani w rodzinie, nie ma takowych. Nie wiem,
            czy to dobrze, czy źle, że z takim nie miałam do czynienia. Pewnie
            źle!!!! Taki mężczyzna, który spełnia wszystkie zachcianki, jest
            podporządkowany, na dodatek wiąże buciki na spotkaniu firmowym, to
            jakiś skarb, jak z bajki ( chyba o Kopciuszku). Rozmarzyłam się,
            kiedy czytałam powyższe, nawet ułożyłam sobie w myślach liste
            zachcianek :))
            Co do chęci podporządkowania sobie partnera, to nie ma sie co
            oszukiwać, tak sie dzieje w każdym małżeństwie. W jakimś tam
            stopniu, większym lub mniejszym, każdy chce mieć władzę, czy choćby
            jej poczycie nad partnerem. Czasami jest to nieuświadomione, czasami
            niewidoczne na pierwszy rzut oka, ale tak sie dzieje. Małżeństwo, to
            grupa społeczna, w której każdy osobnik chce zaznaczyć swoje
            miejsce; zaznaczamy swoją tożsamość, swoją pozycje w gażdej grupie,
            w której sie znajdziemy (praca, szkoła, znajomi), robimy to również
            w małżeństwie. To naturalne. Naturalne jest również, że są typy
            osobowości łatwo poddające sie dominacji i władzy i jest im z tym
            dobrze. Jest również dobrze, kiedy taka osoba jest pracownikiem i z
            łatwością przyjmuje rolę podwładnego swojego szefa.
            Tylko pytanie tego wątku jest, jak sie ma pantoflarstwo męża do
            poządania go przez żonę? I tu byłabym ostrożna w formułowaniu tezy,
            zwłaszcza przez meżczyzn, że pantoflarze nie pociągają ich kobiet.
            Bo pożądanie to taka niezdefiniowana żądza, że na każdego człowieka
            działa coś innego. Nie wiem, czy na kobiety działają tak samo
            pantoflarze, jak maczo, czy bycie pantoflarzem=brak pożądania żony.
            Pewnie, gdyby wypowiedziała sie kobieta, która ma takiego uległego,
            podporzadkowanego i spełniającego zachcianki meża, mozna byłoby
            pokusic się o jakieś domniemanie.
            Ja wiem tylko jedno, mój maż jest z całą pewnością supersamcem (w
            pełnym tego słowa znaczeniu), obok pantoflarza w rozumieniu
            forumowym nawet nigdy nie stał, ale żeby mnie tak krecił na maxa???
            To raczej nie.
            • woman-in-love Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 20.11.07, 16:38
              Sęk w tym, droga Słonecznik że żadna właścicielka swojego męża za żadne skarby
              nie przyzna się do tego nawet sama przed sobą. Przeciwnie, do jej repertuaru
              należy ściema:"jakaś jestem w twych lamionach taka mala" [ona duża proszę pana,
              ona KROWA!]
              • avide Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 21.11.07, 09:22
                woman-in-love napisała:

                > Sęk w tym, droga Słonecznik że żadna właścicielka swojego męża za żadne skarby
                > nie przyzna się do tego nawet sama przed sobą. Przeciwnie, do jej repertuaru
                > należy ściema:"jakaś jestem w twych lamionach taka mala" [ona duża proszę pana,
                > ona KROWA!]


                Heheh zgadzam się w całej rozciągłości, bo moment w którym się do tego przyzna,
                będzie chwilą w której zda sobie sprawę że ma "dupę" nie faceta za męża a jako
                kobieta ambitna nigdy by sobie na coś takiego nie pozwoliła. A tak żyje w swojej
                iluzji "partnerstwa", w którym ona rządzi i dzieli a "partner" zgadza się z nią
                w każdym calu, jak na "partnera".
                Pozdrawiam.
                Avide
                • your_and Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 21.11.07, 10:57
                  To nie tak. Nie nie każdy pantoflarz jest od razu życiową dupą. Żona
                  uważa wtedy że ma zgodnego, ba godnego zaufania , choć nieco nudnego
                  męża. Inni to pantofle, ale jej mąż to niesforny ale użyteczny i
                  zaczny chłopiec. Tyle tylko że na sugetię kogoś że mógłby mieć
                  romans z inną kobietą uśmiechą się pod nosem "a ktoby go chciał?" -
                  i to odzwierciedla jej poziom pożadania do takowego męża.
                  • woman-in-love Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 21.11.07, 19:32
                    po stokroć tak, Your :-)
    • your_and Kastracja 23.11.07, 13:24
      Ciekawie o podporządkowywaniu sobie, kastracji swoich mężczyn i
      typowym patologicznym układzie z pozycji syna nadopiekuńczej matki w
      dzisiejszej Gazecie:

      Nie uświadamiam sobie więc jeszcze, że nasza mama dokonała na nas
      obu perfekcyjnego zabójstwa.

      Jest już po zabójstwie.

      Nie gram z chłopakami w piłkę, boję się jej. Jak leci do mnie,
      kojarzy mi się z bombą atomową, o której tyle się mówi w telewizji
      (jest początek lat 70.). Leci na mnie, a ja mam metalową rurę w
      przełyku ze strachu. Nie umiem pływać. Nie umiem jeździć na nartach.
      Nie umiem się bić. Nie mam prawa biegać. Nie mam prawa się pocić. A
      Ty jesteś świetnym piłkarzem i świetnym pływakiem. I wiem, że kilka
      razy się biłeś z kolegami na budowie.

      Pamiętam, że kiedy miałem 5 lat, umiałeś płynąć na plecach,
      jednocześnie trzymając mnie leżącego na swoim brzuchu. Niestety, ona
      bardzo szybko nas obu wykastrowała. Zabroniła, byśmy robili
      cokolwiek, co jest niebezpieczne. "Mam tylko ciebie jednego, nigdy
      nie będziesz miał rodzeństwa, nie może ci się nic stać, bo mamusia
      by tego nie przeżyła". Niebezpieczne według niej mogło być wszystko,
      co dzieje się poza jej wzrokiem.

      I tak powstał łamaga, dla którego każde pragnienie przykryte jest
      lękiem.

      Twoja wina tkwi w tym, że zgodziłeś się na tę kastrację. Że nie
      protestowałeś, że odpuściłeś sobie robienie ze mnie mężczyzny.

      Nie potrafiłeś nawet zasłużyć na mój szacunek. Gdy mama przy mnie
      mówiła: "On jest taki głupi, taki nieważny", nawet nie protestowałeś.

      Gdy miałem 15 lat. Już dowiedziałem się od mamy, dlaczego jesteś
      nieważny. Kochała jakiegoś marynarza, ale Ty zrobiłeś wszystko, żeby
      ją od niego odciągnąć. Biegałeś z nożem po wsi, więc dla świętego
      spokoju wyszła za Ciebie. "Ale synku, ja go w ogóle nie kochałam".
      (...)
      Najmądrzejsze zdanie w życiu usłyszałem od Ciebie niedawno.
      Zawierało słowo "chuj".
      "A chuj im do tego, jak on żyje".
      Mówisz to do mamy, kiedy ona znów zaczyna: "Jak to wygląda, żebym
      nie miała wnuka! Jak on może mówić na głos, że nie lubi dzieci. Jak
      on żyje?! Jak to wygląda przed ludźmi?".
      A na to Ty: "A ch ".
      Za to Cię bardzo szanuję.
      Masz 73 lata, zachowujesz się fantastycznie. Nie pijesz alkoholu od
      14 lat.
      • woman-in-love o samotnych ojcach 23.11.07, 18:24
        pisze to kobieta poważna i wiedząca, co pisze z racji zawodu i życia prywatnego
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=43667&w=71968492&a=72252264
        • your_and Re: o samotnych ojcach 24.11.07, 17:54
          Zgadzam sie że ojciec ma mniejsze szanse zapewnienia potrzebnych uczuć
          niemowlęciu bo reaguje innaczej niż kobieta. Ale za to dużo kobiet chciałoby ten
          krótki okres słodziutkiego dzieciątka przeciągać w nieskończoność, co może czyni
          jej życie słodszym ale szkodzi dziecku zwłaszcza synowi.
          W czasach przedchrześcijańskich u większości ludów w tym i Słowian była reguła
          zabierania synów od matek jedynie pod opiekę mężczyzn wieku 7 lat.
          Zastanawialiście sie dlaczego?
    • ragabrys Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 24.11.07, 19:19
      Witam, normalnie się nie wypowiadam na takich forach, chociaż lubie czasami to
      poczytac. (Stad nie zakladamnowego tematu tylko pytam tutaj)
      Często mi się zdarza odnaleźć cos ciekawego do poczytania, albo cos z czym się
      utożsamiam. Chyba troche o to chodzi w tym calym Internecie, co?
      Moja zona czasami w zartach mnie nazywa pantoflarzem. Nie w złości, ale nic
      takiego. Po prostu dla zgrywu.
      Ale wiadomo – w każdym zarcie ziarnko prawdy. Skad to się bierze? Ano stad ze
      jestem…nieśmiały w łóżku. Chyba głównie dlatego, że miewam problemy z erekcją.
      Nie staje mi ‘do końca’
      Byłem u lekarza,on mi na to powiedział, ze takiej przypadłości NIE MA i nie
      przepisze mi leków.
      I co? Powaznie są sytuacje na które nie ma rady?
      • ciechannek Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 24.11.07, 19:48
        Nie. Nie ma sytuacji na które nie ma rady. Zawsze cos się wymyśli !
        Mój współlokator sprzedaje proszki na erekcje bez recepty. Sam to brałem działa
        i może być dobre dla Ciebie.
        • ragabrys Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 24.11.07, 20:16
          A co to za proszki i ile by mnie to wyniosło?
          • ciechannek Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 24.11.07, 20:42
            Te proszki to Maxigra, wyniosło by cie to 30 zł za sztuke, chyba ze wiecej
            zamowisz od razu, to możecie się dogadac jakos.
            • ragabrys Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 24.11.07, 21:45
              www.domzdrowia.pl/58706,maxigra-50-mg-tabl-powl-1-szt.html
              „UWAGA:
              Lek dostępny wyłącznie na receptę !”
              • ciechannek Re: Pantoflarstowo i brak seksu w małzeństwie 24.11.07, 22:39
                No widzisz, a u niego bez recepty i wieksze. 100 mg
                Napisz na prv !
    • your_and Jeszcze od Eichelbergera o pantoflarstwie 28.11.07, 10:31
      Eichelberger o ojcach katach i kastratach "Duży Format" z 26
      listopada zamieścił wywiad z psychoterapeutą Wojciechem
      Eichelbergerem. Gdy ojciec jest uległy, upokarzany przez dominującą
      matkę, wtedy syn, patrząc na ojca, myśli: "Nie chcę być taki jak
      on". To może prowadzić do odmowy bycia mężczyzną dla kobiet, a nawet
      bycia mężczyzną jako takim. Syn widzi, że wejście w związek z
      kobietą musi skończyć się dla niego tym, co spotkało ojca -wstydem,
      upokorzeniem, "wykastrowaniem" - mówi Eichelberger.

      Następny patent na ojcowską zdradę to wbicie się przez mężczyznę w
      rolę "pantoflarza".

      - Dzieje się tak, gdy mężczyzna przeżywa swój związek z żoną, jakby
      był jej bezwolnym, przerażonym dzieckiem. Wówczas nie jest w stanie
      podjąć jakiegokolwiek ryzyka, aby wspierać lub bronić swego syna w
      konfrontacji z matką - a syn prędzej czy później zaczyna czuć
      pogardę dla ojca. W dodatku wpada w ręce albo nadopiekuńczej, albo
      jawnie destrukcyjnej matki. Gdy dorośnie, może stać się podobny do
      ojca lub wypowie wojnę zarówno kobietom, jak i pantoflarzom,
      słabeuszom. Wtedy z grzecznego, układnego chłopca przeistoczy się w
      jego przeciwieństwo - zacznie zachowywać się agresywnie, wulgarnie,
      egoistycznie - nierzadko także aspołecznie.
      (...)
      Więc to ona jest winna? Przecież ona też została zdradzona!
      - Nikt nie jest winny. I nie zajmujemy się tutaj rozdzielaniem win,
      lecz próbą refleksji nad skomplikowaną rodzinną rzeczywistością.
      Winna jest bowiem tylko klątwa pokoleń, które nieświadomie i
      bezrefleksyjnie powielały obowiązujące kulturowe wzorce rodzinne i
      wychowawcze.
      kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,66919,4702241.html?as=3&ias=4
Pełna wersja