Gdy już prysły zmysły

29.11.07, 18:03
Z Charakterów - Zofia Milska-Wrzosińska

Zdarza się, że ktoś, kto wzbudzał niewiarygodne pragnienia, powoli
staje się uciążliwym petentem w obligatoryjnie wspólnym łóżku. A
niegdyś nieustannie gotów do seksu partner odsuwa się
niepostrzeżenie, w oczach ma coraz więcej urazy i wciąż mniej
zachwytu. Co zrobić, by początkowa fascynacja nie zmieniła się w
jałowe znużenie, jakich błędów unikać?

Terapeuci małżeńscy wiedzą z doświadczenia, że pełna prawda o parze
ujawnia się dopiero wtedy, gdy uwzględnia istotę łączącej ludzi
relacji erotycznej. Współczesne związki często zaczynają się od
namiętnego zauroczenia seksualnego i emocjonalnego. Taka intensywna
namiętność trwa około 2 lata, potem jej siła nieuchronnie słabnie.
Każda para we właściwy dla siebie sposób przechodzi tę
transformację. Niestety często jest to niszczące dla związku.(...)
Ponieważ nie dzieje się to automatycznie, możemy nieświadomie
zmarnować szansę, a potem przez resztę życia czuć nostalgię za czymś
nieuchwytnym. Oto niektóre błędy, których warto uniknąć.(...)
Przez wiele lat tradycyjnym egzekutorem seksualnych powinności był
mężczyzna, który zasadniczo chciał zawsze, a z racji zasług (łożenie
na rodzinę, wyrzeczenie się jawnych związków z innymi kobietami)
sądził, że ma prawo wymagać, by kobieta spełniała „obowiązek
małżeński”, czyli godziła się na seks wtedy, kiedy on zapragnie.
(...) Teraz rozpowszechnia się alternatywny model seksualnej
roszczeniowości – żąda kobieta, a mężczyznę boli głowa. Nie zawsze
ma on ochotę konfrontować się z otwarcie objawianymi wymaganiami
partnerki. Raczej to go zniechęca, niż ekscytuje. Kiedyś mężczyzna
szukał fachowej pomocy, bo „chciał, ale nie mógł”. Teraz często
może, ale nie chce. Woli masturbację przy obrazkach z Internetu niż
kontakt z wymagającą, punktującą i triumfującą partnerką.(...)
Jeśli nas życie męczy i rozczarowuje, mamy tendencję, by ograniczać
naszą aktywność, w tym erotyczną. Oczekiwania – niekoniecznie
wybujałe – partnera traktujemy jak szykanę i migamy się od nich, jak
tylko można. Nie widzimy, że folgując swojej bierności, nie tylko
frustrujemy najbliższą nam osobę, ale i ranimy głęboko jej poczucie
własnej wartości. Nawet jeśli jedno chce ciągle, a drugie nigdy, nie
należy rezygnować z próby kompromisu. Gdy nie czuje się głębokiego
żalu, urazy czy obrzydzenia (wtedy sytuacja jest poważniejsza), a
jedynie gnuśną niechęć, to lepiej nie dramatyzować i przynajmniej
czasem wyjść naprzeciw pragnieniom partnera, pamiętając, że apetyt
rośnie w miarę jedzenia.(...)
Coraz popularniejsze zalecenia, by o seksie rozmawiać otwarcie, bez
skrępowania i odważnie, nie uwzględniają faktu, że istotą bliskości
seksualnej jest pewien wyjątkowy kontakt o charakterze w dużej
mierze niewerbalnym i domyślnym, co stanowi o jego uroku. Obiecująca
prostota wskazań typu: „Chcesz, żeby cię dotykał tu i tu? Po prostu
mu o tym powiedz!” (w wersji łagodniejszej: „Podrzuć mu podręcznik
seksuologiczny przypadkowo otwarty na odpowiedniej stronie”) –
uderza niezrozumieniem potrzeby erotycznego niedopowiedzenia jako
jednego ze źródeł wspólnej intymności. Stopniowe uczenie się siebie
nawzajem wiąże ludzi bardziej niż „bezpruderyjna” ekspozycja
katalogów swoich oczekiwań i umiejętności.
Kontakt erotyczny wiąże się z obnażeniem, i to nie tylko dosłownym.
U wielu osób odsłonięcie własnej intymności wzbudza obawę przed
oceną. Żeby mieć większe prawdopodobieństwo aprobaty, kobiety
stosują drastyczne diety i spędzają godziny w solariach, mężczyźni z
kolei budują imponującą muskulaturę na siłowni, a obie strony ćwiczą
błyskotliwe łóżkowe bon moty. Wszystko to z nadzieją, że w
krytycznym momencie wzbudzi się w drugiej osobie podziw i aplauz.
Kontakt erotyczny wiąże się z obnażeniem, i to nie tylko dosłownym.
U wielu osób odsłonięcie własnej intymności wzbudza obawę przed
oceną. Żeby mieć większe prawdopodobieństwo aprobaty, kobiety
stosują drastyczne diety i spędzają godziny w solariach, mężczyźni z
kolei budują imponującą muskulaturę na siłowni, a obie strony ćwiczą
błyskotliwe łóżkowe bon moty. Wszystko to z nadzieją, że w
krytycznym momencie wzbudzi się w drugiej osobie podziw i aplauz.
    • loppe Złote myśli o nierozmawianiu 29.11.07, 18:10
      Coraz popularniejsze zalecenia, by o seksie rozmawiać otwarcie, bez
      skrępowania i odważnie, nie uwzględniają faktu, że istotą bliskości
      seksualnej jest pewien wyjątkowy kontakt o charakterze w dużej
      mierze niewerbalnym i domyślnym, co stanowi o jego uroku. Obiecująca
      prostota wskazań typu: „Chcesz, żeby cię dotykał tu i tu? Po prostu
      mu o tym powiedz!” (w wersji łagodniejszej: „Podrzuć mu podręcznik
      seksuologiczny przypadkowo otwarty na odpowiedniej stronie”) –
      uderza niezrozumieniem potrzeby erotycznego niedopowiedzenia jako
      jednego ze źródeł wspólnej intymności. Stopniowe uczenie się siebie
      nawzajem wiąże ludzi bardziej niż „bezpruderyjna” ekspozycja
      katalogów swoich oczekiwań i umiejętności.

      Koniec cytatu.


      Oto mądrość. Świetnie to Autorka trafiła. Obok dyskusja
      nt. "rozmawiacie?" - warto by jej uczestnicy zapoznali się z tą
      myslą tutaj
      • umbertosun Re: Złote myśli o nierozmawianiu 30.11.07, 02:05
        A co zrobic w przypadku, gdy w domu kikanascie ksiazek,
        poradnikow na DVD, roznych dodatkow o sztuce milosci do
        gazet itp, gdy druga polowa zwiazku nie chce o tym
        rozmawiac, a juz na pewno czytac czy ogladac. Wtedy taki
        zwiazek z gory skazany jest na kleske.
      • yoric Re: Złote myśli o nierozmawianiu 30.11.07, 14:03
        Obserwacja trafna, ale ja bym jej nie przeceniał.

        Dla faceta takie wieczne domyślanie się - bo partnerka wprost nie powie -
        potrafi być skrajnie wkurzające.
        • loppe Re: Złote myśli o nierozmawianiu 30.11.07, 14:12
          złoty środek oczywiście

          no pewnie że każdy i każda cos tam kiedys powie - chocby że Ja boli

          natomiast urządzanie seminariów analitycznych jest własnie poważnym
          błędem, bo odziera tę sferę z jakże potrzebnej tajemniczości
          (milczące między nami, milczące między nogami:)
        • your_and Re: Złote myśli o nierozmawianiu 30.11.07, 15:22
          yoric napisał:

          > Dla faceta takie wieczne domyślanie się - bo partnerka wprost nie
          powie -
          > potrafi być skrajnie wkurzające

          Jak zwykle pomieszanie pojęć. Ma nie "mówić". Ale ma komunikować. A
          to co innego. Założy i wejdzie do sypialni się w gorseciku, albo
          koronkowej koszulce i spojrzy zalotnie - nie musi mówić "mam ochtote
          być przebzykana". Przyciągnie rękę i zamruczy westchnie głęboko -
          zamiast mówić "dotykaj mnie tu i tu".
          • loppe Re: Złote myśli o nierozmawianiu 03.01.08, 21:57

            podbijam bo nierozmawianie to teraz główny temat:)
        • ilragazzo Re: Złote myśli o nierozmawianiu 30.11.07, 16:52
          > Dla faceta takie wieczne domyślanie się - bo partnerka wprost nie
          powie -
          > potrafi być skrajnie wkurzające.

          ... i wyjątkowo nie efektywne. Jak zwykle w życiu - zdrowy rozsądek
          i umiar załatwi sprawę.
Pełna wersja