your_and
30.11.07, 15:39
W temacie ostatnich wątków o pantoflarstwie rodzinnym dziedzictwie i
kryzysach po urodzeniu dziecka mamy jak znalazł:
Rozmowa z Markiem Licińskim*, terapeutą
Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama
Jeżeli mężczyzna kocha kobietę, to nie ma szans w tej konfrontacji.
Bo ona bardziej kocha dziecko
Marek Liciński*: Jako terapeuta rodzinny pracowałem pewnie z
tysiącem rodzin. Na palcach jednej ręki mogę policzyć te, w których
dominuje facet.
Dorota Frontczak, Piotr Pacewicz: Dlatego rzuciliśmy hasło "powrót
taty".
- Ale zrzucacie winę na facetów, a za separację ojców od dzieci
odpowiedzialne są zwykle kobiety. Odsuwają ojców na wszelkie
sposoby. Po prostu dziecko jest dla matki tak atrakcyjnym partnerem
erotycznym...
???
- Idzie o głęboki związek uczuciowy. Małe dziecko kocha matkę
bezwarunkowo, jest od niej w pełni zależne, wdzięczne za wszystko,
co dla niego robi. Do tego ta szczególna więź, jaka powstała przez
dziewięć miesięcy ciąży! Facet z dzieckiem przegrywa, bo kobieta
lokuje w dziecku uczucia i energię, woli przebywać z nim niż z mężem
Często młode matki zaczynają z dzieckiem spać.
- A faceci idą w kąt. Mają żal, uciekają w pracę, w alkohol albo w
inne kobiety. Matka budzi się po jakimś czasie, bo jeżeli weszła z
dzieckiem w zbyt bliskie relacje, to wytwarza w nim - jak mówią
terapeuci - trzecią płeć, czyli zakochanie w sobie, narcyzm.
Obwinia pan wyłącznie kobiety!
- Nie, to wy obwiniacie tylko facetów. Tymczasem problem - jak
wszystko w rodzinie - jest złożony. Nie wiem zresztą, na ile w
mediach można rozmawiać o sprawach, które są poza świadomością i
których wprowadzenie do świadomości rodzi silne emocje, poczucie
winy, agresję.
Taką rozmowę już zaczęliśmy. Z listów czytelników wylewa się ogrom
pretensji, żalu i bólu, jaki mają zwłaszcza synowie do ojców.
- Zaprosiłbym was na sesję terapeutyczną. Ktoś wychodzi na środek
przekonany, że został skrzywdzony przez ojca. Potem analizuje swoją
relację z rodzicami i dociera do niego, że to nie ojciec go
porzucił, ale matka go "uwiodła". Ojciec był jego rywalem i on, przy
pomocy mamy rzecz jasna, wygrał z własnym ojcem! Nieświadomie ma
poczucie winy wobec ojca, a przykrywa je agresją.
Ale chyba nie usprawiedliwia pan ojców do końca?
- To, że facet dał sobie odebrać dzieci, świadczy też o nim nie
najlepiej. Ale w większości domów rządzą kobiety, po partyzancku.
Jak ta przysłowiowa szyja, która obraca ojcem, głową rodziny. Jeżeli
mężczyzna kocha kobietę, to nie ma szans w tej konfrontacji. Bo ona
bardziej kocha dziecko i ma instrumentalny stosunek do mężczyzny.
Przyjmijmy na chwilę, że ma pan rację. Dlaczego mężczyźni nie
walczą?
- Tak zostali wychowani, przez kobiety oczywiście. Ale bądźmy
sprawiedliwi - mężczyzna czerpie z tej sytuacji profity. Ma pracę,
ma inną kobietę, ma swobodę, którą został zdemoralizowany. Wolność
od obowiązków wobec dzieci.
Ja bym szukał przyczyny w zmianach kulturowych. W ostatnich stu
latach realia zmieniły się zasadniczo, a stereotypy nie. Kobiety
chcą mieć jak za starych czasów przywileje, opiekę i pomoc, którą
dostawały za podporządkowanie się i posłuszeństwo. Jednocześnie mają
już nowe prawa i przywileje, takie jak mężczyźni. Jest kryzys
formuły rodziny i kryzys roli kobiecej.
Dziś kobieta kontroluje to, co decyduje o losach rodziny -
prokreację. W innych sprawach dorównuje mężczyźnie. Większość
małżeńskich niepowodzeń powstaje z nieadekwatnych wzajemnych
oczekiwań - wewnętrznie sprzecznych i niezgodnych z realiami. Kiedyś
wierność, zgodność, lojalność była konieczna do przetrwania. Dziś
rodzina zaspokaja już tylko potrzeby psychologiczne.
(....)
To jak może wyglądać "powrót taty"?
- Co się stało, to się nie odstanie. On jej tego nie daruje, ma kupę
żalu. W większości znanych mi przypadków ojciec zajmował się zresztą
małym dzieckiem i dopiero potem szedł na emigrację, bo kobieta się
odwróciła, zagarnęła dzieci, nastawiła je przeciwko niemu i go
upokorzyła. Spróbuj wrócić w takiej sytuacji!
Całość:
www.gazetawyborcza.pl/1,82709,4721711.html