miedzianakonefka
26.12.07, 02:04
Uff. Udało się. Pierwsze moje święta bez rodziny. Bez żony, bez
dzieci. Naprawdę jestem szczęśliwy. Dla mnie to czas refleksji i
odpoczynku nie przerywanego wiecznym narzekaniem i sztucznymi
gestami "na przymus" których "piękno" zanika z każdą minutą i
powracającą codziennością. Myślę że te kilka dni pozwolą mi na
przemyślenie wielu spraw i odnalezienie siebie na nowo bo w
codziennym kieracie i mimo separacji i wspólnym (mam nadzieję
niedługim) zamieszkiwaniem z rodzinką, zdążyłem gdzieś zgubić to co
dawno dawno temu było we mnie dobre. Zgubiłem gdzieś siebie i
patrząc w lustro, widzę tylko nieustannie kogos kto tylko jest
podobny, ale wygląda na mało szczęśliwego, zmęczonego życiem
przegrańca z przygaszonym wzrokiem i skrzywionymi ustami. Może te
kilka dni spokoju i zastanowienia pozwoli mi wyzwolić z powrotem
tego gdzieś ukrytego mnie i oderwać się od tego co nas ciągnie jak
kilkutonowa kotwica do codziennych obowiązków, bez cienia uśmiechu,
do beznadziejnego kieratu i do tego beznadziejnego stwierdzenia "tak
być musi i tego nie da się zmienić".
Czego Wam i sobię życzę.
Alleluja i do przodu...