a.d.1966
01.01.08, 16:28
Cześć, na początku chciałem się przywitać.
Jestem w stałym związku już od 19 lat. Na początku naszej znajomości wszystko
w tych sprawach wyglądało super - nigdy Mi nie zależało na odbyciu typowego
stosunku, bardziej wolałem pieszczoty. Ponoć więcej dają. Niestety w trakcie
trwania naszego małżeństwa Ona miała coraz mniej ochoty na igraszki, a
popieprzyło się wszystko po 2 dziecku i od tamtej pory jest tylko gorzej.
Próbowałem z Nią rozmawiać, ale każda rozmowa kończyła się awanturą i niestety
moim płaczem. Zawsze powtarzała, że mnie na jej dupie tylko zależy.
Wielokrotnie chciałem od Niej odejść, ale niestety na moją zgubę za bardzo Ją
kocham (tak facet też może mieć uczucia). Jakby tego było mało Ona nie znosi
żadnych pieszczot, a piersi w ogóle nie można dotknąć, bo Ją to boli. Do
każdego zbliżenia to ja Ją namawiam. Poza tym jest osobą mało uczuciową. Nie
lubi mówić, że mnie kocha bo twierdzi, że to co robi jest samym dowodem na to.
Po tylu latach zaczynam się z tym bardzo źle czuć i powiem Wam szczerze, że ja
też - jak wasi mężowie - chciałbym aby mnie to do szczęścia nie było
potrzebne. Za każdym razem jak chcę się kochać muszę sam zainicjować i czuje
się tak jakbym Ją za każdym razem gwałcił - OKROPNE. Ona wychodzi z założenia,
że jest to strata czasu.
Wielokrotnie chciałem coś nowego wprowadzić do naszej sypialni, ale za każdym
razem patrzyła się na mnie jak na zboczka.
O jakiejś seksownej bieliźnie mogę zapomnieć - zresztą nigdy jej nie było. O
czymś śmielszym też. Nasz stosunek jest na kłodę - super sex.
Powiem wam, że już nie wiem co mam robić. Czuje się coraz okropniej.
Żeby było śmieszniej to ponoć facetom po 40 odbija. Mnie też odbiło tylko
niestety dla mnie w kierunku mojej żony - podoba mi się jak nigdy dotąd - jak
za czasów młodości i coraz bardziej ją kocham - zacznę się podejrzewać o
masochizm i sadyzm do własnej osoby.
Od 3 miesięcy jestem w dość dużej depresji (ile można czekać, prosić, marzyć -
Nawet nie idzie powiedzieć, że życie jest do d**y) i myślę o odejściu z tego
świata, znalezieniu sobie kogoś. Rozwód nie wchodzi w rachubę za bardzo ją
kocham i co z dziećmi (ktoś kiedyś powiedział, że TRUDNO JEST Z KIMŚ ŻYĆ A
JESZCZE TRUDNIEJ BEZ NIEGO) - OBŁĘD.
Postanowiłem ostatni raz zawalczyć. Wybieram się do psychologa i zobaczymy co
będzie z tego. Jak nic to PA. Mam już tego dosyć.
Dlatego bardzo dobrze Was rozumiem. I jest mi przykro, że na takich ludzi
trafiłyście.
Według mnie SEX to nie tylko kopulacja ale coś pięknego co łączy dwoje
kochających się ludzi. Oddanie całkowicie drugiej osobie, zaufanie i poczucie
bardzo dużego bezpieczeństwa, okazanie swojej miłości.
Dziewczyny walczcie, bo jesteście młode. jeżeli to nic nie pomaga to lepiej od
kogoś odejść niż po 18 latach stwierdzić, że wszystko jest do
........EHHH.........
Przepraszam za chaos w mojej wypowiedzi, ale niestety emocje.