próba po 2 latach...:/

07.02.08, 10:36
Wyszłam z inicjatywą powrotu do łóżka po roku. Pięknie to
nazwałam... Równiez z mojej winy odsunęliśmy się z mężem od siebie.
Dzieci, stresująca praca, brak chęci na budowanie czegoś.
Ale chcę spróbowac to ratować, mąż też chce.
Wczoraj miło zaczęty wieczór skończył się rozczarowaniem. Mąż po
prostu na mnie nie reaguje :( Powiedział, że dużo o tym myślał i
może dlatego.
Nie wiem co robię źlę...do złych kochanek nie należę. Nigdy nie było
takich sytuacji aby ktoś na mnie nie reagował - wręcz odwrotnie.
Kiedyś też tak bywało (problem ze wzwodem) ale tłumaczyłam sobie, że
ma stresująca prace (zresztą kto nie ma?). Cholera lubię sex, lubię
dawac komuś przyjemność - dlaczego jestem tego pozbawina w
małżeństwie?
i co robić...?
    • gomory Re: próba po 2 latach...:/ 07.02.08, 11:16
      Wybacz ale skoro odsunelas meza od siebie, to chyba mial prawo
      zaczac powatpiewac w swoja magie kochanka? On sam stwierdzil, ze
      duzo o tym myslal, wiec raczej nie wyglada na to by oddawal sie w
      lozku luznej, nieskrepowanej zabawie.
      Moze czuje od Ciebie jakas presje? Reagujesz w nieodpowiedni dla
      niego sposob? To nie Ty, ale maz okresla czy DLA NIEGO jestes dobra
      kochanka ;). Nie odbieraj problemow ze wzwodem jako "nie reaguje na
      mnie", a inni to byli lepsi bo im stawal na moj widok.
      Wyczaruj troche spokoju i odprezajacej atmosfery :). Polezcie obok
      siebie, podotykajcie niespiesznie cial, pocalujcie, poogladajcie,
      popiesccie, niech ma czas by odplynely mu stresujace mysli.
      • errare_humanum_est Re: próba po 2 latach...:/ 07.02.08, 12:00
        Dokładnie, podpisuję się pod postem gomory (gomory'ego??) obiema
        ręcami. Nie da się załatwić w jedną noc problemów narastających
        przez rok czy dwa lata. Dajcie sobie czas, nie zniechęcajcie się
        przy pierwszych porażkach, upewniajcie się nawzajem w tym że oboje
        chcecie tego samego. Spokojnie, powoli, bez pośpiechu, cieszcie się
        każdym najdrobniejszym kroczkiem, śmiejcie się z każdego
        niepowodzenia, pocieszajcie się "jutro będzie lepiej". Bo będzie,
        najważniejsze że oboje tego chcecie.
        • knock-knock Re: próba po 2 latach...:/ 07.02.08, 12:35
          Wiem, że macie rację. Może za dużo było presji z mojej strony
          chociaż wczoraj było miło, fajna atmosfera, śmialiśmy się... Nie
          spodziewam się naprawy w ciągu nocy czy dwóch - naprawa związku
          będzie trwała tygodniami, miesiącami. I nie wiemy czym się skończą
          te wysiłki...
          Mnie po prostu zmartwiło to, że te problemy były juz wcześniej jak
          nie było tej rozłąki. Nie miałam wtedy odwagi z nim rozmawiać.
          Czy mam spojrzeć prawdzie w twarz i przyznac się przed sobą, że po
          prostu na tego mężczyznę już nie działam czy może...jest problem
          fizjologiczny po jego stronie???
          • alicja_z Re: próba po 2 latach...:/ 07.02.08, 12:52
            knock-knock napisała:

            > Czy mam spojrzeć prawdzie w twarz i przyznac się przed sobą, że po
            > prostu na tego mężczyznę już nie działam czy może...jest problem
            > fizjologiczny po jego stronie???

            A skąd droga knock-knock my mamy to wiedzieć ? Pamiętaj tylko, że za
            większości erekcyjnych kłopotów odpowiada psychika i mózg a nie sam
            organ ;-)
          • errare_humanum_est Re: próba po 2 latach...:/ 07.02.08, 13:47
            knock-knock napisała:

            > Mnie po prostu zmartwiło to, że te problemy były juz wcześniej jak
            > nie było tej rozłąki. Nie miałam wtedy odwagi z nim rozmawiać.
            > Czy mam spojrzeć prawdzie w twarz i przyznac się przed sobą, że po
            > prostu na tego mężczyznę już nie działam czy może...jest problem
            > fizjologiczny po jego stronie???

            Może być problem fizjologiczny, oczywiście, ale bez dokładniejszych
            badań nie będziecie w stanie stwierdzić czy tak jest. To że zdarzało
            się to już wcześniej może na to wskazywać, ale rację ma Alicja_z
            pisząc że większość problemów z hydrauliką u mężczyzn ma swój
            początek w psychice. I o ile teraz powodem może być długa przerwa,
            stres, nadmierne oczekiwania, obawy itp., to wcześniejsze przypadki
            mogły sygnalizować początki psucia się waszego związku, nawet jeżeli
            werbalnie wszystko wyglądało OK. Psychiki się nie oszuka, jeżeli mąż
            nie czuł się dobrze w związku to prędzej czy później wylazło to na
            wierzch.
            Żeby wykluczyć problemy fizjologiczne - lekarz i dokładniejsze
            badania, jeżeli w grę wchodzi psyche - trzeba by było pomyśleć o
            wsparciu w postacii terapii, może nawet wspólnej. Zaszkodzić raczej
            nie zaszkodzi, a może pomóc.
    • knock-knock Re: próba po 2 latach...:/ 10.02.08, 12:34
      ...mąż przyznał się do kochanek... no to chyba trochę wyjaśnia sytuację.
      Problemów fizjologicznych nie ma. Tylko problem jest w nas.
      I teraz najważniejsze pytanie - czy warto zaufać. Pieprzy się z innymi i kłamie
      od paru lat. A w domu nie ma siły.
      Lubię sex, jestem zadbana, kobieca, otwarta na różne przyjemności. Może to
      niedobranie. Cholera!!!! I dwójka dzieci, które hamują mnie przed decyzją o
      rozwodzie.
      Czy ktoś kto zdradza może się tego oduczyć??? Tylko to mi powiedzcie - czy to
      jest możliwe???
      • maxim100 Re: próba po 2 latach...:/ 10.02.08, 12:59
        Nie wiem co robię źlę...do złych kochanek nie należę. Nigdy nie było
        takich sytuacji aby ktoś na mnie nie reagował - wręcz odwrotnie.
        Cholera lubię sex, lubię
        dawac komuś przyjemność - dlaczego jestem tego pozbawina w
        małżeństwie?
        i co robić...?


        Czyli co - tez masz kochanków- chyba że żle czytam?!
        • lili-marleen Re: próba po 2 latach...:/ 10.02.08, 15:09
          Źle czytasz. :)
        • knock-knock Re: próba po 2 latach...:/ 10.02.08, 15:16
          źle czytasz....:(
          jestem mu wierna, mam zasady.
          przed przerwą się kochaliśmy. w różnych miejscach, sytuacjach i było ok. Dążył
          do tego sam. jesteśmy z sobą 9 lat...

          szukam pomocy w Was ... czy ktoś może polecić dobrego seksuologa dla par??? w
          warszawie
          • verdifirst Re: próba po 2 latach...:/ 10.02.08, 16:06
            Jeśli zdradzał Cię "tylko" ciągu tych dwóch lat - to powinnaś zrozumieć. Jeśli
            wcześniej to teraz Ty "rozdajesz karty"

            Pozdrawiam
            Trzymaj się!
            • renebenay Re: próba po 2 latach...:/ 10.02.08, 18:27
              Jestem ciekawy,co was laczylo przez te 2 lata i jakie uczucie.Wiecej jak
              prawdopodobnie Twoj slubny(juz tylko z papierka)traktoje Cie jako dobra kumpele
              z ktora mozna wesolo spedzic czas i nawet jak z innymi pojdzie z Toba do
              lozka.Poprostu jestes obecna ale w zadnym wypadku istotna osoba,z jego
              swiadomosci uczucie milosci do Ciebie juz dawno zniklo i chyba dlatego ma przy
              Tobie jeszcze wieksze problemy erekcji anizeli dawniej.Jezeli potraficie oboje
              odbudowac wasze uczucia to moze wasz zwiazek uda sie uratowac,smieszy mnie
              jednak ze,dla" dobra" dwojga dzieci nie chcesz rozwodu-taka wypowiedz swiadczy
              ze,obawiasz sie swojej przyszlosci i dlatego tak nagle wzielas tyle inicjatywy.
      • misssaigon nie mozna sie oduczyc... 12.02.08, 06:39
        nie w tym zwiazku...poszukaj sobie innego meza....
      • krissdevalnor100 Re: próba po 2 latach...:/ 13.02.08, 12:23
        Zaznaczę, że piszę to "z przemyśleń i obserwacji" a nie z
        bezpośrednich doswiadczeń, ale:
        uważam, że NIE, nie można, bo to jest coś, czego się człowiek nie
        uczy lub oducza, tylko co jest lub nie w charakterze i to w bardzo
        głębokich pokładach.
      • bomba44 Re: próba po 2 latach...:/ 13.02.08, 17:15
        knock-knock napisała:

        > Czy ktoś kto zdradza może się tego oduczyć??? Tylko to mi powiedzcie - czy to
        > jest możliwe???

        Tak. To jest mozliwe, ale pod warunkiem, ze usuniesz przyczyne, powod, dla
        ktorego zdradzal. Jak myslisz, dlaczego on zdradzal? A co on o tym mysli?
    • kampai Normalne. To jak z prawem jazdy... 10.02.08, 23:54
      ...masz je, ale jak nie jeździsz pojawia się blokada i nie wsiądziesz za kółko.
      To samo i tu. Nie uprawiasz seksu, po jakimś czasie nie wiesz jak to robić.
      Normalne.
      • kropeczka-b Re: Normalne. To jak z prawem jazdy... 13.02.08, 12:47
        kampai napisał:

        >. Nie uprawiasz seksu, po jakimś czasie nie wiesz jak to robić.
        Normalne.
        # To współczuję, bo ja nie miałam nigdy takiego problemu, nawet po
        dwóch latach przerwy wiedziała dokładnie jak się do tego zabrać,
        nawet lepiej niż jak wcześniej;). I myślę, że nie jestem wyjątkiem.
        To, co dla Ciebie jest normalne, czyli zanik pewnych umiejętności:),
        nie musi przekładać się na innych. Wydawanie opinii o normalności
        uważam trochę za wygórowane.
        Bliski kontakt z drugą osobą nie polega też na jakiś umiejętnościach
        a zależy od uczuć i emocji, jakie temu kontaktowi towarzyszą, nic
        więcej.
        Pozdrawiam

        • bomba44 Re: Normalne. To jak z prawem jazdy... 13.02.08, 17:07
          kropeczka-b napisała:

          > # To współczuję, bo ja nie miałam nigdy takiego problemu,

          Kropeczko-b: nie mialas takiego problemu, bo jestes kobieta. U facetow te
          sprawy wygladaja troche inaczej. Kobieta nie ma mozliwosci "nie stanac" na
          wysokosci zadania.
          • kropeczka-b Re: Normalne. To jak z prawem jazdy... 13.02.08, 19:35
            bomba44 napisał:
            nie mialas takiego problemu, bo jestes kobieta. U facetow te
            > sprawy wygladaja troche inaczej. Kobieta nie ma mozliwosci "nie
            stanac" na
            > wysokosci zadania.
            # Daj spokój, tu nie chodzi o jakieś męskie chore stawanie na
            wysokości zadania. Tu chodzi o to, czy pamięta się pewne rzeczy całe
            życie, jak się już raz coś spróbowało, czy nie. Seks to nie nauka
            jazdy samochodem. Ale i to też się pamięta po wielu latach nie
            prowadzenia. Może trzeba sobie trochę rzeczy przypomnieć i pojeździć
            na placyku, ale się pamięta. I wiem co mówię bo od 17 lat mam prawo
            jazdy :). Bycie z kimś po długiej przerwie może być stresujące, może
            nie wyjść tak jakby się chciało, ale proszę mi tu nie wciskać, że
            się nie pamięta i nie potrafi. My kobiety, też nie jesteśmy jakieś z
            kosmosu i pewne rzeczy też rozumiemy i nie wymagamy 24h stawania na
            wysokości zadania.
            Pozdrawiam
            • bomba44 Re: Normalne. To jak z prawem jazdy... 13.02.08, 20:22
              kropeczka-b napisała:

              > # Daj spokój, tu nie chodzi o jakieś męskie chore stawanie na
              > wysokości zadania.

              Kropeczko-b: Ale właśnie o to chyba chodzi autorce wątku. To ona użyła
              sformułowań takich jak

              "miło zaczęty wieczór skończył się rozczarowaniem" oraz

              "(problem ze wzwodem)".

              To nie jakieś męskie chore stawanie na wysokości zadania, tylko opis sytuacji i
              oczekiwani autorki wątku. A ja tylko twierdzę, że pod TYM względem mężczyźni
              różnią się od kobiet. I że możliwe jest że u faceta po dwuletniej przerwie w
              uprawianiu seksu z pewną kobietą, jak napisał Kampai, "pojawia się blokada" i
              problemy takie, jak opisała Knock-knock. Ty jako kobieta takich problemów mieć
              nie możesz.
              • kropeczka-b Re: Normalne. To jak z prawem jazdy... 13.02.08, 20:37
                bomba44 napisał:
                > # Daj spokój, tu nie chodzi o jakieś męskie chore stawanie na
                > > wysokości zadania-Ale właśnie o to chyba chodzi autorce wątku
                Tak, a mnie chodziło w odniesieniu do Twojej wypowiedzi o
                zapominaniu o tym, co się robi w łóżku z kobietą:).
                >"pojawia się blokada" i problemy takie, jak opisała Knock-knock. Ty
                jako kobieta takich problemów mieć nie możesz.
                #Ale mam inne też w tej materii i też można mieć blokadę. I tu
                właśnie o tę blokadę chodzi. Nie o to, że facet nie może przez 24H
                na dobę tylko o tę psychiczną blokadę, którą mają faceci i kobiety
                też. I jak nie ma faktycznych uczuć między dwojgiem ludzi, to możemy
                tu sobie gadać o niedyspozycji i o tym, kto co może lub nie i kto
                jakie ma problemy.

                Pozdrawiam
                • bomba44 Re: Normalne. To jak z prawem jazdy... 13.02.08, 20:42
                  Kropeczko-b: Zgadzam się z Tobą. Dobrze by było gdyby uświadomiła sobie to
                  Knock-knock.

                  Również pozdrawiam, z uśmiechem :-)
                  • kropeczka-b Re: Normalne. To jak z prawem jazdy... 13.02.08, 20:46
                    Może jak poczyta, to sobie uświadomi. Po to tu sobie prowadzimy małe
                    dysputy.
                    Również pozdrawiam, z uśmiechem :-)
    • bomba44 > i co robić...? 13.02.08, 17:35
      knock-knock napisała:

      > i co robić...?

      Po pierwsze zdecydowac sie czego chcesz. Teraz widze, ze zastanawiasz sie, czy
      sie rozwodzic, czy to ratowac. Musisz podjac decyzje. Nic z tego nie wyjdzie,
      jesli bedziesz probowala to naprawiac jednoczesnie majac w podswiadomosci
      mozliwosc rozwodu. Zdecyduj sie na jedno lub na drugie, a potem idz na calosc.

      Jesli zdecydujesz, ze chcesz rozwodu, to sprawa jest prosta, idz do adwokata.
      Ale chyba nie o to pytasz.

      Jesli zdecydujesz, ze chcesz to naprawiac, ratowac, to przede wszystkim
      calkowicie zmien swoje nastawienie. Twoje teksty tutaj sa tak negatywne, ze ja
      sie nie dziwie, ze Twojemu facetowi nie staje. Na przyklad:

      > Wczoraj miło zaczęty wieczór skończył się rozczarowaniem.

      Jesli wczoraj byl milo zaczety wieczor, to nie nazywaj go rozczarowaniem.
      Zamiast tego powiec, ze jestes szczesliwa, ze mieliscie mily wieczor.

      > Mąż po
      > prostu na mnie nie reaguje

      Nigdy nie mow, ze maz na Ciebie nie reaguje. Nie usmiechal sie, do
      Ciebie? Nie piescil? Nie calowal? Nie mowil milych slow? Jesli robil choc
      jedna z tych rzeczy, to nie mow, ze na Ciebie nie reaguje.

      > Nie wiem co robię źlę...do złych kochanek nie należę.

      Nie mow, ze nie wiesz, co robisz zle. Nie mow, ze jestes dobra kochanka, bo to
      tak jak bys mowila, ze to on jest zlym. Jesli on od Ciebie slyszy cos takiego,
      to sie nie dziwie, ze mu opada. Zamiast tego skup sie na nim i na sobie. Nie
      mow, ze jestes dobra kochanka, tylko ZACHOWUJ SIE JAK DOBRA KOCHANKA. I dla
      niego i dla siebie.

      > Nigdy nie było
      > takich sytuacji aby ktoś na mnie nie reagował - wręcz odwrotnie.

      Gdyby to, co napisalas bylo prawda, to nie byloby Cie na tym forum. Ty masz
      problem, Wy macie problem, a starasz sie za wszelka cene zwalic to na meza.
      Przy takiej postawie dziwisz sie, ze mu opada?

      > Cholera lubię sex, lubię
      > dawac komuś przyjemność

      To jest jedyna pozytywna wypowiedz w calej Twojej wiadomosci. I na tym sie
      skup. Wyglada na to, ze Twoj maz tez lubi sex i tez lubi dawac komus
      przyjemnosc. I na tym sie skupcie oboje. Daj mu to do zrozumienia. Nie miej
      wielkich oczekiwan. Skup sie na braniu i dawaniu, a nie na rozczarowaniach.

      I jeszcze jedno. Jesli bedziesz nadal robila to, co robilas, to bedziesz
      otrzymywala to, co otrzymywalas. Jesli chcesz cos naprawic, to musisz SIE
      zmienic. Zycze powodzenia. Mam nadzieje, ze Ci sie uda
      • knock-knock Re: > i co robić...? 14.02.08, 11:04
        Dzięki za rady. Szczególnie te krytyczne.

        Po pierwsze nie chcę rozwodu.

        Po drugie nigdy nie okazywałam mężowi rozczarowania, nigdy nie
        powiedziałam, że jest złym kochankiem itd - zawsze mógł liczyć na
        moje wsparcie, uśmiech, przytulenie. Sam wieczór nie był
        rozczarowaniem - to były super chwile. Co więcej teraz każdy wieczór
        i noc tak wygląda - nie mówię, że jest sex codziennie (a szkoda ;) )
        ale jest bliskość, której dawno sobie nie dawaliśmy i to jest
        ogromna radość.

        Ostatnie dwa lata to ogromne cierpienie w moim zyciu spowodowane
        chorobą i odejściem kogoś bardzo bliskiego. Nie miałam o tym pisać
        ale tak czasami się dzieje, że nie tylko w nas się coś wypala ale
        coś traumatycznego się dzieje co nas zatrzymuje.

        Z mojej winy mąz szukał bliskości i sexu poza domem. Ja po prostu
        zyłam w takiej ciemności, że nie potrafiłam myślec o przyjemnościach
        cielesnych...

        ale to sie zmienia, nie mówię, że pracujemy nad tym - po prostu
        zaczynamy się bawić i doceniac życie. Ja myślę o swoich
        przyjemnościach, nie zapominając o jego. Więcej rozmawiamy o nas a
        nie o obowiązkach wobec dzieci, ich chorbach itd.

        Nie jest oczywiście tak różowo - nie wiem czy uda mi się odbudowac
        do niego zaufanie, czy ten strach przez kolejnym kłamstwem nie
        spowoduje jakiś chorych sytuacji w naszym związku. Teraz trochę
        zachowuję sie tak jakbym chciała mu pokazać, że w domu jest ok, że
        nie musi szukac niczego poza. Pytanie czy to go przekona. Ale to
        oczywiście pytanie do niego. I pewnie czas pokaże jaki jest naprawdę
        jego kręgoslup moralny...

        Pozdrawiam i życzę udanych Walentynkowych igraszek
        • realistka2008 Re: > i co robić...? 17.02.08, 01:01
          knock-knock napisała:

          > zawsze mógł liczyć na
          > moje wsparcie, uśmiech, przytulenie.

          > Ostatnie dwa lata to ogromne cierpienie w moim zyciu spowodowane
          > chorobą i odejściem kogoś bardzo bliskiego.

          > Z mojej winy mąz szukał bliskości i sexu poza domem.


          Bardzo ciekawe...
          Ty przeżyważ ogromne cierpienie, chorobę i śmierć bliskiej osoby a mąż w tym czasie zaspokaja się na boku. A potem Ty całą winę bierzesz na siebie i tak ładnie go usprawiedliwiasz.
          Sorry, ale zawsze wydawało mi się, że małżeństwo jest na dobre i na ZŁE. A to, że jedno z partnerów przechodzi przez coś ciężkiego nie daje drugiemu automatycznie przyzwolenia na zdradę.
    • mex33mex Are you stupid or something 16.02.08, 22:03
      Co za banalny post. Co za ogólniki. Co za powierzchowność problemu.
      Odsunęłam sex rok temu, a teraz już chcę go spowrotem. Co to ma być?
      Brzmi jak text o odchudzaniu. Znudziła Ci sie dieta i zamierzasz
      jeść od dzisaiaj czekoladę. Bullshit! A twojemu gachowi od dziś ma
      stawać bo ty stwierdziłaś, że wracasz do łóżka z nim...Pstryk!
      zapaliłaś światło, pstryk zgasiłaś światło.
      Przechwalasz się że bez problemów i na luzie działasz na facetów
      ponoć. Are you stupid or something? - jak pytano Forresta Gumpa.
      Twój mąż powinien śmiało i bez wyrzutów wykopać Cię ze swojego zycia.
      Co za cyniczna - i tu zakończę...

      mex33
      • yvona73pol Re: Are you stupid or something 17.02.08, 01:10
        mex, a zadales sobie trud zeby przeczytac cos wiecej niz pierwszy
        post? i dowiedziec sie ze nie bylo to sobie ot tak, odstawienie?
        jezeli tak wyciagasz wnioski, na podstawie chwili i bez glebszej
        znajomosci tematu, to wielka szkoda...
        are you stupid or something?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja