jak ślub i dziecko odbiera facetom ochotę na seks

24.03.08, 00:59
Ciekawy artykuł o konsewatywnych facetach we władzy zespołu madonny
i ladacznicy których przestaje podniecać chętna atrakcyjna żona -
niestety pasuje jak ulał do wielu kobiecych wątków na forum:

W filmie "Depresja gangstera" psychoterapeuta przyłapuje pacjenta
(Robert De Niro) na seksie francuskim z kochanką. Zdziwiony
pyta: "Po co ci kochanka, skoro masz taką atrakcyjną żonę?". De Niro
oburzony odpowiada: "Z żoną nie mogę, przecież ona tymi ustami
całuje nasze dzieci!". Żart, ale i rzeczywistość - do dziś wielu
mężczyzn tkwi po uszy we freudowskim syndromie madonny i ladacznicy.
Dzielą kobiety na żony i kochanki, a seks na małżeński i... seks.
(...)"Takie podwójne widzenie trzyma się dobrze tam, gdzie rodzina
to rzecz święta" - tłumaczy Alina Henzel-Korzeniowska, psycholog,
psychoterapeutka. W Polsce (a także np. we Włoszech) wspiera je
religijny wizerunek (i katolicki kult) matki dziewicy.(...)"
Co ja poradzę, że podnieca mnie to, czego z żoną robić nie mogę?
Lubię seks trochę brudny, burdelowy. Z Magdą takich "świństw" robić
nie mogę. Ona jest za czysta". Bartek obawia się, że jego fantazje
przekraczają jej możliwości tolerancji, że może utracić jej
szacunek. Czy tak jest naprawdę? Ich córka ma na razie dwa lata -
zmęczonej i skupionej na wychowaniu dziecka Magdzie brak seksu na
razie nie przeszkadza. "Bartek jest czuły, delikatny. Seks nie jest
dla nas bardzo ważny, może obydwoje mamy średni temperament?" - mówi
Magda. A Bartek pozwala jej się mylić.
"Wiele kobiet wchodzi w rolę madonny i nawet nie próbuje sprawdzić
się w tej drugiej - grzesznicy. Nie mają okazji, nikt tego od nich
nie wymaga - mówi socjolog Tomasz Szlendak. - Można przeżyć kawał
życia, nie znając prawdy o swoich seksualnych potrzebach. Problem
zaczyna się później. Kiedy ona nie chce już być bazą gospodarsko-
psychiatryczną swojego męża, kiedy chce się czuć kobietą. Kiedy
odkrywa ochotę na "świństwa", których skąpi jej ukochany.(...)
Wojciech Kruczyński, psycholog, autor książki "Wirus samotności",
twierdzi, że mężczyźni jak Bartek i Kamil uważają, że zdradzają
swoje partnerki? "dla ich własnego dobra". Przekonują, że posiadanie
kochanki ma służyć podtrzymaniu stałego związku, ratowaniu rodziny.
(...)

"Jeśli spotkasz mężczyznę, który chce mieć liczną rodzinę, cytuje
klasyków i jest konserwatywny w ocenie ludzi (mawia: gospodarna
kobieta, prawdziwy mężczyzna, rozrywkowa panna), możesz mieć przed
sobą kandydata do podwójnego życia miłosnego" - przewiduje Tomasz
Szlendak.

Mężczyźni z podwójnym standardem o poprzednich narzeczonych
mawiają: "Nie kochałem jej, to było tylko pożądanie". Źle wyrażają
się o wolnych, wykształconych kobietach, lecz chętnie nawiązują z
nimi kontakt. Mogą być uroczymi i oczytanymi ludźmi, ale zawsze ze
skłonnością do hipokryzji: Bartek na przykład czytuje z upodobaniem
Michela Houellebecqa, co nie przeszkadza mu nazywać go "chorym
obscenistą" i "niedojrzałym schizoidem". (...)

Jeśli pokochałaś "podwójnego" mężczyznę, czeka cię walka. O zaufanie
i o twój udany seks. Najgorsza strategia: przyprzeć go do muru i
wypalić prawdę (o zdradzie i hipokryzji) prosto w oczy. Najlepsza:
serwować mu prawdę (np. że można być czułą matką i gorącą kochanką
jednocześnie) w małych dawkach. Zastanów się najpierw nad własnymi
przekonaniami. (...) Rzeczywiście, w stałym związku po paru latach
pożądanie maleje. U mężczyzn, ale też u kobiet. Bez względu na płeć
ludzie robią wtedy jedno z dwojga. Jedni starają się być wierni, bo
kochają, bo się boją, że zdrada zniszczyłaby zaufanie, więź,
rodzinę. Inni dochodzą do wniosku, że mają prawo do seksualnej
wolności i zdradzają. Wszystko dzieje się najpierw w głowie - w
końcu główny organ seksualny znajduje się w mózgu.





    • your_and całość 24.03.08, 01:01
      Podwójne życie mężczyzny
      elle.interia.pl/milosc/news/id/100081972
      • gomory Re: całość 24.03.08, 06:44
        Zalozylbym sie, ze juz kiedys dawales linka do tego artykulu ;).
        • misssaigon Re: całość 24.03.08, 08:37
          i co z tego?
          fakt pozostaje faktem, ze wiernosc oznacza tylko aktualny brak okazji :))
          • your_and Re: całość 24.03.08, 08:55
            Skąd ten sarkazm?
            przecież nie wierzę że tak naprawdę myślisz
            brak okazji, unikanie okazji, a przede wszystkim wybór co można stracić - czyli
            dbanie o satysfakcjonujące relacje w związku - to ostanie ma najwieksze znaczenie
            Bo co to jest właściwie wierność - lojalność? Niedotykanie osób płci przeciwnej
            ze szczególnym uwzględnieniem genitaliów? Oczekiwanie że druga osoba nie będzie
            miała żadnych relacji i emocji z płcią przeciwna?
            • misssaigon Re: całość 24.03.08, 09:10
              to nie sarkazm - to doswiadczenie

              nie mozna przezyc calego zycia nie angazujac sie fizycznie czy emocjonalnie w
              zwiazki, quasi zwiazki, romansiki, milostki, flirty itp itd pozamalzenskie... bo
              to by znaczylo ze nasza percepcja jest ulomna...:))
              • szczapa50 Re: całość 24.03.08, 09:54
                fakt pozostaje faktem, ze wiernosc oznacza tylko aktualny brak okazji :))
                Tutaj sie nie zgodzę :-)))
                Będąc w fazie ostrej psychozy zwanej miłością nie dostrzegasz okazji Nie interesują cie one
                Po latach kiedy zaczynasz być bardziej normalny możesz świadomie unikać okazji do okazji.
                Lub tak jak piszesz:

                nie mozna przezyc calego zycia nie angazujac sie fizycznie czy emocjonalnie w
                zwiazki, quasi zwiazki, romansiki, milostki, flirty itp itd pozamalzenskie... b
                o to by znaczylo ze nasza percepcja jest ulomna...:))
                Unikanie okazji do okazji to taki wybór pozwalający żyć spokojnie w przekonaniu o własnej wyjątkowości odporności i lojalności wobec partnera
                Możesz także będąc przekonany o swoim opanowaniu bawić się okazjami do okazji mając nadzieje ze nie poddasz się emocjom i będziesz kontrolował swoje działania pozostając wierny.
                Tutaj napotykamy problem co dla nas ( czyli dla dwojga w związku ) oznacza wierność Kiedy jeszcze jestem wierny, a kiedy juz nie Położenie tej granicy jest bardzo subiektywne Dla jednych spotkanie na kawie to juz zdrada a dla innych seks z kimś innym przy zachowaniu ustalonych warunków to tylko urozmaicenie. Sprawa umowy w związku ( małżeństwie) .
                Pułapka która czyha na takich pewniaków jest to, że emocje nie poddają się naszej kontroli. A potem to juz leci....... i ludzie zachodzą ( w ciąże też ;-0 ) z reguły nie tam gdzie by chcieli

                Bycie lub Nie bycie wiernym to nie tylko jak sugeruje autor artykułu sprawa kalkulacji pomiędzy przyjemnością a ryzykiem ale także emocji, nacisku społecznego, wychowania, poczucia przyzwoitości i wielu innych czynników Tak jak w życiu . Mało jest oczywistych oczywistości poza polityka oczywiście ;-PPPP
                • misssaigon Re: całość 24.03.08, 16:18
                  a/ unikanie okazji oznaczac moze, ze nie mamy do siebie zaufania a nasze hamulce
                  moralne maja juz dosyc mocno starte klocki - wystarczy troche "rozluzniacza" i
                  odpowiedni klimat (np impreza integracyjna) a awaria hamulców gotowa :))
                  b/ czy wiernosc oznacza brak zdrady? czy wiernosc to zycie zgodne z zasadami
                  wlasnymi czy partnera - jesli takowe nie do konca sie pokrywaja? zasadniczy blad
                  jaki widze na poczatku wspolnego zycia to niechec do jasnego postawienia granic
                  - "bo przeciez my sie tak kochamy i nam sie to nie zdarzy" - dlatego intercyza
                  jest be, wyjasnienie co komu wolno a co nie - tez nie wchodzi w rachube - "bo
                  przeciez mamy do siebie zaufanie"
                  c/ emocje mozna i nalezy kontrolowac - konrolujemy nasza zlosc, agresje,
                  zazdrosc - choc oczywiscie roznie z tym bywa - fascynacje i milosc tez kozna
                  kontrolowac - jesli taka wola. Ale tak jak ludzie maja sklonnosc do uzywek - bo
                  lubia stan euforii, zawrot w glowie - tak tez lubia od czasu do czasu poddac sie
                  magii flirtu a potem zachlannosc na przyjemne doznania nie pozwala powiedziec "dosc"

                  c/ oddzielilabym wiernosc od rozwodu - decyzja o rozwodzie w dalszym ciagu jest
                  trudno akceptowana, szczegolnie gdy w rodzinie sa dzieci, zeby zasluzyc na
                  potepienie za zdrade trzeba naprawde bardzo sie z nia afiszowac...
                  • kawitator Re: całość 24.03.08, 18:04
                    a) Uniknie okazji to także pewna postawa życiowa. nie związana z obawami że hamulce zawiodą
                    a związana z punktem b
                    b ) czy wiernośc oznacza brak zdrady
                    W powszechnym rozumieniu tak. Dlatego wolę szersze pojecie lojalność która nie ogranicza sie tylko do sfery ściśle seksualnej.
                    -czy wiernosc to zycie zgodne z zasadami wlasnymi czy partnera - jesli takowe nie do konca sie pokrywaja?
                    Lojalność to życie w zgodzie z zasadami (wymaganiami) partnera Z tym ze lojalny partner będzie żył zgodnie z moimi zasadami. Z tym ze to sie wzajemnie dopasowuje i zbliża w czasie
                    Granice należy stawiać jasno i od razu szczególnie facetom choć nie tylko Pogląd kobitek że dawałam mu znaki dymne tyle razy bo jak kocha to sie powinien domyślić co myślałam i chciałam należy zwalczać bowiem nijak się ma do rzeczywistości . Jakoś tak jest ze facet to nie duch święty a i kobitkom też sie przyda jasne wyartykułowanie czego oczekujemy. Z tym że życie nas zmienia co dnia więc te granice podlegają korektom w te lub wewte w sposób ciagły
                    c) emocje mozna i nalezy kontrolowac - choc oczywiscie roznie z tym bywa
                    Sama sobie odpowiedziałaś Różnie z tym bywa ;-PPPP
                    O rozwodach się nie wypowiadam Na szczęście nie mam doświadczeń
                    • kici10 Re: całość 24.03.08, 21:18
                      Odnośnie okazji, która czyni złodzieja, dodam tylko, że czasami są
                      okazje, ale ktoś zafiksowany na lojalność, nie wysyła sygnałów, ani
                      ich nie odbiera. Niejednokrotnie miałam okazję obserwować, jak
                      szybko to się dzieje, jeśli ktoś jest otwarty na takie sygnały.
                      Sygnał - odbiór i szukanie ustronnego miejsca. Inni zaś są ślepi i
                      głusi na takie sygnały. Tak więc, albo ktoś jest gotowy i daje temu
                      wraz całym swoim zachowaniem, albo nie. Tyle, że poczucie lojalności
                      wobec partnera bywa zmienne w czasoprzestrzeni.
                      • your_and Re: całość 24.03.08, 21:43
                        Są osobnicy o wysokim poziomie testosteronu i o niskim. Ci o niskim
                        poziomie testosteronu są ślepi i głusi na pene sygnały :)
                        Poczucie lojalności ma tu znaczenie ale nie decyduje.
                        • kropeczka-b Re: całość 24.03.08, 22:32
                          your_and napisał:

                          > Są osobnicy o wysokim poziomie testosteronu i o niskim. Ci o
                          niskim poziomie testosteronu są ślepi i głusi na pene sygnały :)
                          > Poczucie lojalności ma tu znaczenie ale nie decyduje.

                          Myślę, że nie tyle o testosteron chodzi, co o potwierdzanie swojego
                          obrazu w oczach innych. Wysyłamy i odbieramy różne sygnały,
                          świadomie lub nie. Kokietujemy, flirtujemy, adorujemy, pokazujemy,
                          że odbieramy przekaz z drugiej strony, dajemy się wciągnąć bardziej
                          lub mniej w tę małą grę. Zauważamy i jesteśmy zauważani. Wszystko to
                          jest potwierdzeniem naszej kobiecości/męskości w oczach innych.
                          Jedni robią to częściej inni prawie wcale. Jedni czują się
                          kobieco/męsko inni nie itd. Ale cała ta wymiana jest do pewnej
                          granicy, bardzo płynnej, dla każdego trochę innej. Ale przejście za
                          tę granicę prowadzi do braku lojalności, do zdrady.

                          Jeśli jestem z kimś w związku, wszelkie te sygnały nie traktuję jak
                          okazję i kuszenie do złego, ale jako potwierdzenie mojej kobiecości.
                          Druga strona może mieć wobec mnie różne zamiary, wiem o tym lub nie.
                          To nie istotne, bo ja zawsze wykorzystam je jedynie do poczucia się
                          atrakcyjną kobietą. Jeśli zacznę czuć inaczej, znaczy, że moje
                          uczucia nie są nic warte i nie ma znaczenie ilość i intensywność
                          sygnałów. Wystarczyłby jeden by zmienić partnera.:)
                          Pozdrawiam
                          • your_and Re: całość 25.03.08, 07:27
                            > your_and napisał:
                            > Myślę, że nie tyle o testosteron chodzi, co o potwierdzanie swojego
                            > obrazu w oczach innych.(...)Zauważamy i jesteśmy zauważani.Wszystkoto
                            > jest potwierdzeniem naszej kobiecości/męskości

                            Niektórym kobietom wystarczy potwierdzanie swojego obrazu kobiety w oczach
                            swoich dzieci, szczególnie synów i innych matek. I nie zareaguje łatwo wtedy na
                            "inne" sygnały. I też ma to podłoże hormonalne. U mężczyzn taka kompensacja
                            wystękuje w minimalnym stopniu choć zdarzają sie się córeczki tatusia którymi
                            żyja ojcowie. Oczywiście też jest to relacja w pewnym sensie seksualna.
                        • kici10 Re: całość 25.03.08, 00:24
                          W sprawach testosteronu jestem laikiem (mam go w niewielkich
                          ilościach), ale podobno z wiekiem jego zawartość spada, zaś
                          wyczulenie na sygnały wzrasta (wiek średni). Tak więc to chyba też
                          kwestia głowy, nie tylko chemii. I jak to się ma do przedstawicielek
                          płci pięknej.
                          • your_and Re: całość 25.03.08, 07:21
                            Stężenie wszystkich hormonów spada z wiekiem i liczy się stosunek testosteronu do innych. Zwłaszcza u kobiet. Problemem jest że cały sztucznie modyfikować sie tego łatwo mechanizmu nie daje.

                            www.miedzynami.pl/viewtopic_newsy.php?t=1007&start=0&postdays=0&postorder=asc&highlight=&sid=e3c37290d8e9a9c497acdf1f5e231eac
                      • glamourous Re: całość 24.03.08, 22:13
                        Moje skromne zdanie na temat tzw "okazji" jest następujące i dotyczy obu płci.
                        Otóż nasza skłonność do zdrady ściśle zależy od tego czy trafia nam się okazja,
                        nazwijmy to umownie, przez małe czy przez duże O. Jeżeli osoba z którą
                        potencjalnie mamy możliwość zdradzić stałego partnera wydaje nam się średnio
                        kusząca, jesteśmy w stanie oprzeć się pokusie mając na uwadze lojalność oraz
                        obawiając się późniejszych konsekwencji.
                        Natomiast jeżeli partnera do ewentualnej zdrady oceniamy jako Wyjątkowo
                        Atrakcyjnego pod każdym możliwym względem (okazja przez duże O) jeżeli spełnia
                        on z nawiązką nasze kryteria atrakcyjności, to wtedy trzeba wykazać się naprawdę
                        spora dawka silnej woli żeby nie rzucić się w wir biologii ;-)

                        To tak samo jak z tym słynnym powiedzeniem ze z każdej kobiety da się zrobić
                        dziwkę, kwestią jest tylko proponowana cena ;-) Podobnie po iluś tam latach
                        stałego związku, kiedy - nie oszukujmy się - spadają nam z oczy hormonalne
                        klapki, to czy większość nas zdradzi swojego stałego partnera czy tez nie zależy
                        od rodzaju okazji jaka nam się przytrafi...
                        • kropeczka-b Re: całość 24.03.08, 22:45
                          glamourous napisała:
                          >Podobnie po iluś tam latach stałego związku, kiedy - nie oszukujmy
                          się - spadają nam z oczy hormonalne klapki, to czy większość nas
                          zdradzi swojego stałego partnera czy tez nie zależy od rodzaju
                          okazji jaka nam się przytrafi...
                          # Jeśli ktoś ma związek oparty tylko na hormonach, to faktycznie
                          zdrada jest kwestią tylko i wyłącznie odpowiedniej okazji i czy
                          takowa się pojawi, albo sobie ja znajdzie. Jeśli są uczucia, to
                          Twoja teoria się raczej nie sprawdza, przynajmniej nie u większości
                          jak zakładasz.

                          Swoja drogą, gdyby mi wcześniej partner zaprezentował taki pogląd
                          jak Twój, nigdy bym się z nim nie związała. Ja opieram związki na
                          uczuciach a nie na własnej sile opierania się „ceny”, jaką
                          zaproponują za zdradę.
                          Pozdrawiam
                          • your_and Re: całość 25.03.08, 08:57
                            kropeczka-b napisała:
                            > Swoja drogą, gdyby mi wcześniej partner zaprezentował taki pogląd
                            > jak Twój, nigdy bym się z nim nie związała. Ja opieram związki na
                            > uczuciach a nie na własnej sile opierania się „ceny”, jaką
                            > zaproponują za zdradę.

                            To naturalne. Młodzieńczy idealizm z czasem zanika z wiekiem i
                            nabywaniem doświadczenia.
                            A uczucia to rzecz nabardziej ulotna i przemijająca. Już bardziej
                            można polegac na lojalności.
                            • kropeczka-b Re: całość 25.03.08, 09:35
                              your_and napisał:

                              > To naturalne. Młodzieńczy idealizm z czasem zanika z wiekiem i
                              > nabywaniem doświadczenia.
                              > A uczucia to rzecz nabardziej ulotna i przemijająca. Już bardziej
                              > można polegac na lojalności.
                              #Wybacz, widocznie u Ciebie uczucia to rzecz przemijająca, U mnie
                              nie. Nie mówię, że to uczucie jest zawsze takie samo, jednostajne.
                              Uczucie się ewaluuję, nabierają innej intensywności, mają mniejszą
                              lub większą intensywność. Ale ta podstawa uczuć jest, na niej
                              wszystko się buduje i opiera w związku.

                              Zastanawia mnie, czemu tak wiele osób wszystkie swoje i innych
                              zachowania tłumaczy testosteronem, hormonami, przemijającym czasem,
                              okazjami do zdrady itd. Nikt nie mówi o własnej woli, własnym
                              uczuciu, własnej postawie, wyborze i podejściu. Z większości
                              wypowiedzi wynika, że to jedynie biologia za nas decyduje, my mamy g…
                              do gadania. To biologia obdarzyła mnie hormonami, ja nic nie poradzę
                              i muszę ulegać feromonom, potowi innych facetów, którzy mnie
                              codziennie mijają. To mechanizm nudy sprawia, że lecę na innych
                              samców, ze nie umiem i nie mogę zadbać, by mój związek nabierał
                              różnych kolorów, smaków, odcieni emocji. Mogę tak wymienić i
                              wymieniać, tylko, po co. Przecież to nie ja o wszystkim decyduję!!!
                              Tylko biologia, która nie dała mi rozumu i możliwości wyboru. Jestem
                              przed 40tką, nie piszę jako idealizującą nastolatka, mam za sobą
                              sporo różnych przeżyć. Ale nigdy nie obwiniałam za nie pani
                              biologii, tylko siebie lub innych.
                              Polecam zmianę podejścia i wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny,
                              wybory, a nie szukać usprawiedliwień gdzieś indziej. Nie mówię, że
                              biologia nic nie ma do gadania, ma bardzo dużo. Ale tym bardziej jak
                              jesteśmy jej świadomi, jak wiemy, co nam ona zafundowała możemy
                              używać swojego rozumu nie do usprawiedliwiania, ale do
                              odpowiedzialnego działania.
                              Pozdrawiam
                              • kici10 Re: całość 25.03.08, 11:17
                                Tłumaczymy nie tylko testosteronem, ale czym się da. Lubimy mieć
                                dobre zdanie o sobie. A z drugiej strony poszukujemy ludzi
                                lojalnych, czy to w związku, przyjaźni, pracy. Choć bardziej
                                sensowne by było, że skoro sami nie jesteśmy lojalni, to tej
                                lojalnści nie powinniśmy od innych oczekiwać. A my tęsknimy do niej,
                                a jak już ją zdobędziemy, to jej nie szanujemy i robimy wiele by ją
                                stracić. A potem znowu do niej tęsknimy, szukamy itd. Taki z nas
                                popieprzony gatunek, wiecznie niedogodzony.
                                Moim zdaniem, nie tylko testosteron decyduje o skokach w bok, ale
                                również chęć poprawienia swojego wizerunku - jako ogiera, lub jako
                                powalającej laski, najczęściej wtedy, gdy ten wizerunek we własnych
                                oczach został z jakiegoś powodu zachwiany. A cała reszta to ble ble
                                ble w stylu - nie miałem innego wyjścia.
                        • kici10 Re: całość 25.03.08, 00:34
                          Otóż nasza skłonność do zdrady ściśle zależy od tego czy trafia nam
                          się okazja,
                          > nazwijmy to umownie, przez małe czy przez duże O

                          Z tym się nie zgodzę. Czasami dochodzi do zdrady z osobą dużo, dużo
                          poniżej poziomu partnera. Wszyscy się potem dziwią jak on lub ona
                          mogli z kimś takim pójść. Nie ma reguły.
                          • your_and Re: całość 25.03.08, 08:53
                            kici10 napisała:
                            > Z tym się nie zgodzę. Czasami dochodzi do zdrady z osobą dużo,
                            dużo
                            > poniżej poziomu partnera. Wszyscy się potem dziwią jak on lub ona
                            > mogli z kimś takim pójść. Nie ma reguły

                            Reguła jest. Zapominasz o takim drobiazgu jak feromony. Nie trzeba
                            naukowych badań żeby zauważyć że pot i zapach tych samych osobników
                            dla jednych jest obrzydliwy a dla innych pociągający ani poziom nie
                            ma na te mechanizmy wpływu, decydujący jest pasujący lub odpychający
                            genotyp. Nie czujemy ich ale wpływają na inne świadome zmysły.
                            Różnice w „poziomie” zaczynają mieć na znaczeniu dopiero z czasem
                            • kici10 Re: całość 25.03.08, 10:44
                              Miałam na myśli, że wygląd nie ma decydującego znaczenia. To tak a
                              propos tego, że uroda jest jakimkolwiek gwarantem.

                              Różnice w „poziomie” zaczynają mieć na znaczeniu dopiero z czasem
                              Czasami już następnego dnia :)
                              • glamourous Re: całość 25.03.08, 11:15
                                kici10 napisała:

                                > Miałam na myśli, że wygląd nie ma decydującego znaczenia. To tak a
                                > propos tego, że uroda jest jakimkolwiek gwarantem.


                                Mowiac powyzej o "atrakcyjnosci" nie mialam na mysli wylacznie
                                wygladu. Przeciez atrakcyjnosc to nie tylko fizis. To, ze pojawia
                                sie nagle w naszym zyciu ktos na punkcie kogo "odlatujemy" do tego
                                stopnia ze puszczaja nasza wieloletnio wypracowywana lojalnosc,
                                przywiazanie oraz bariery (mowie oczywiscie o osobach pozostajacych
                                w stalym zwiazku) nie musi koniecznie wynikac z jego atrakcyjnosci
                                wylacznie fizycznej. Mialam tu raczej na mysli jakis zespol cech
                                ktory sprawia ze postrzegamy takiego kogos jako wybitnie
                                atrakcyjnego, taki absolutny strzal w dziesiatke odzwierciedlajacy
                                nasze wyobrazenia o partnerze idealnym. Okazja przez duze O ktorej
                                ciezko sie oprzec nawet po latach udanego zwiazku ze stalym
                                partnerem.

                                Oczywiscie nie znaczy to, ze KAZDEMU w takiej sytuacji puszcza
                                hamulce. Ale powiedzmy sobie szczerze, widzialam juz wielu panow "z
                                zasadami" z gatunku takich ktorzy nigdy nie zdradzili zony. Roznym
                                drobnym okazjom opierali sie przez wiele lat - do momentu pojawienia
                                sie kobiety uosabiajacej ich absolutny ideal, nie tylko pod wzgledem
                                wygladu. Wtedy wsiakali calkowicie, z roznym skutkiem. Bo moim
                                zdaniem potrzeba calkowitej, biologicznie uwarunkowanej wiernosci
                                pojawia sie u nas tylko na etapie poczatkowego intensywnego
                                zakochania (czyli jak kto woli hormonalnego zafiksowania partnerem)
                                w poczatkowej fazie zwiazku. Po X latach spedzonych razem wiernosc
                                jest juz wylacznie kwestia zasad, konstrukcji psychicznej oraz w
                                wiekszosci przypadkow wlasnie braku okazji przez duze O.
                                • kici10 Re: całość 25.03.08, 11:26
                                  Ja też miałam na myśli nie tylko urodę cielesną, ale też
                                  osobowościową, i jaką tam chcesz.
                                  Tyle, że w okresie zauroczenia, każdy wydaje się ideałem. Mamy
                                  klapki na ooczach. A znamy kogoś na tyle, na ile zechciał się przed
                                  nami otworzyć. Zwykle wewnętrzne fuj pozostaje ukryte, przynajmniej
                                  na jakiś czas. Tak więc ideał jest tylko ideałem naszej wyobraźni,
                                  lub skutecznego marketingu.
                                  • glamourous Re: całość 25.03.08, 12:11
                                    kici10 napisała:

                                    > Tyle, że w okresie zauroczenia, każdy wydaje się ideałem. Mamy
                                    > klapki na ooczach. Tak więc ideał jest tylko ideałem naszej
                                    wyobraźni,
                                    > lub skutecznego marketingu.


                                    Bo i tez czesto to wszystko opiera sie na naszym POSTRZEGANIU danej
                                    osoby, a nie na jej realnych cechach. Czasami sa to nasze
                                    wyobrazenia, pobozne zyczenia, czasami umiejetny marketing ze strony
                                    nowo poznanej osoby - nieistotne. Wazne ze wytwarza sie w nas
                                    swoista iluzja, ze ten akurat partner to wlasnie ideal, potencjalny
                                    dawca najlepszych genow, okazja przez duze O - a nasz towarzysz
                                    zycia z jakichs powodow nie dorasta mu do piet. Tak to wlasnie
                                    dziala. Dalszy ciag zalezy od wielu czynnikow, jednak niewielu z nas
                                    potrafi sie oprzec naprawde poteznemu porywowi biologii. Widzialam
                                    juz stateczne, bogobojne mezatki rzucajace sie w wir romansu, oraz
                                    porzadnych facetow (niekoniecznie z syndromem przemijania po 40)
                                    ktorzy zostawiali swietnie wyksztalcona i dobra zone dla np. uroczej
                                    sekretarki.
                                    • kici10 Re: całość 25.03.08, 12:27
                                      No i tu dochodzimy do odwiecznego dylematu Wielkanocnego - co było
                                      pierwsze- jajko, czy kura. Tzn. czy duża chcica powoduje, że
                                      postrzegamy kogoś jako ideał, mimo, że nim nie jest, czy to
                                      spotkanie ideału, generuje chcicę. Wydaje mi się, że jednak musi być
                                      pewna otwartość na dopuszczanie do siebie napływających sygnałów i
                                      reagowania na nie w odpowiedni sposób.
                                      • your_and duże O 26.03.08, 22:54
                                        Wielkość okazji jest względna także.
                                        Jeżeli standartowy facet z który od dłuższego czasu nie doświadcza
                                        intymności spontaniczności w seksie bo dzieci, obowiązki i jak w
                                        badaniach nawet jeśli jest czas wolny to żona woli zakupy i spotyka
                                        kobietę hiperseksualną (podobno 5% populacji w Polsce) to wydaje mu
                                        się że wrota raju się otworzyły. A pare lat wcześniej mógłby wcale
                                        nie zwrócić na nią uwagi...
                                        • kici10 Re: duże O 26.03.08, 23:45
                                          Zgadza się.
                                          I to jest właśnie dobry komentarz do wątku obok o facecie, którego
                                          nie kręci żona. Według tego co piszesz, powinna go porządnie
                                          przegłodzić seksualnie.
                                          • your_and Re: duże O 27.03.08, 07:06
                                            kici10 napisała:
                                            >Według tego co piszesz, powinna go porządnie
                                            > przegłodzić seksualnie.

                                            Będzie przynajmiej wiedział na co zwrócić uwage za drugim razem.
                                            Bo porządnie przegodzić bez konsekswencji(popularne szantażowanie
                                            seksem) dają się osobnicy niedoświadczeni, idealistyczni lub bez
                                            kręgołupa. Inni przełożą to na upokorzenie i odrzucenie i powrót do
                                            tego co było i tak nie bedzie możliwy
                  • your_and Re: całość 24.03.08, 20:25
                    c/ emocje mozna i nalezy kontrolowac - konrolujemy nasza zlosc, agresje,
                    > zazdrosc - choc oczywiscie roznie z tym bywa - fascynacje i milosc tez kozna

                    a ja może idealistycznie widzę to tak że trzeba chwytać sie i pilnować sposobów i metod na odświeżanie przywoływanie małych fascynacji do partnera (ki), a nie tylko walczyć i kontrolować fascynację ku innym. Do tego jest potrzebna wiara w lojalność i zwiazane z tym ryzyko żeby czasie zobaczyć go pożądającymi oczyma innych, żeby fascynacja sie tliła :) Codzienność madonny może jest i wznosła ale sama z siebie wywołuje impotencję.

                    Bo innaczej to pisana nam monogamia seryjna i jak Hanuszkiewicz zmiana żony co 7 lat - podobono zapewnia wysoki poziom satysfakcji :)
        • your_and Re: całość 24.03.08, 08:46
          Faktycznie, ale jak przejrzałem wątki z ostatniej strony to widzę że to temat
          niezmiennie aktualny, a trudno przecież wyczerpująco odpowiadać w każdym z osobna.

          Zrozumienie natomiast że ma się do czynienia z bardziej złożonym i
          kulturowo-wychowawczo zakodowanym zjawiskiem a nie jedynie ze złośliwością,
          oschłością, nieczułością partnera może pomóc zebrać siły żeby wyjść na przeciw
          słabością i przezwyciężyć kryzys, zamiast zapiekać się we własnym żalu.

          Mi zrozumienie i o przetrawienie podobnych mechanizmów związanych z
          rodzicielstwem w damskim wydaniu dało cierpliwość i punkt zaczepienia do
          rozwiązywania kryzysu.
          • yoric Re: całość 24.03.08, 13:47
            1. Ja jakoś nie mogę uwierzyć, że to mechanizm kulturowy. Wiem, Your, że masz
            argumenty, bo kiedyś gadaliśmy, ale nooo... jakoś ciężko mi to zakomodować do
            mojego obrazu świata :). Najlepiej zobaczyłbym dane statystyczne, że w krajach
            katolickich jest tego więcej :).

            2. "może pomóc zebrać siły żeby wyjść na przeciw słabością i przezwyciężyć
            kryzys, zamiast zapiekać się we własnym żalu."

            Z tego względu to może być cenne, ale to dopiero pierwszy krok. W praktyce
            wszystko sprowadza się do przywrócenia pożądania, a to już zupełnie inna bajka...
            • your_and Re: całość 24.03.08, 20:13
              yoric napisał:
              > 1. Ja jakoś nie mogę uwierzyć, że to mechanizm kulturowy. Wiem, Your, że masz
              > argumenty, bo kiedyś gadaliśmy, ale nooo... jakoś ciężko mi to zakomodować do
              > mojego obrazu świata :)

              Kulturowy, a nie ściśle powiązany z religią. Raczej z brakiem widzenia przez dorastającego chłopca ciepła i pozytywnego aspektu seksualnej relacji u rodziców - a za to idealizownie macierzyństwa jako jedynej największej wartości w rodzinie. Najczęściej przy małym wpływie ojca na wychowanie.
              Trudno mi teraz coś cytować ale jakieś okruchy odniesień masz tu:
              www.dlastudenta.pl/dlafaceta/?act=show_ar&id=19642

    • dixia-reaktywacja Re: jak ślub i dziecko odbiera facetom ochotę na 24.03.08, 10:03
      A może to jest tak, że takie wytłumaczenie jest po prostu wygodne? Dla kobiet...
      Może przyjęcie takiej postawy wynika z tego jak same sie postrzegają? Dla męża
      "muszę być poważna, miła i czysta..' a z kochankiem to wióry mogą lecieć...
      Poza tym po kilku latach związku, nawet najbardziej namiętnego, uczucia
      wygasają. Pojawia się rutyna i znudzenie... Klinicznym tego przykładem jest film
      Polańskiego "Gorzkie gody". I nie ma się co dziwić ludziom, ze przestają ich
      kręcić partnerzy, ze małżeński seks to tylko "po bożemu"... Jeśli ludzie
      przykładają wagę do wartości to tkwią w takim związku. Dla dzieci. "Bo co ludzie
      powiedzą" itd itp. Jeśli nie łączy ich nic więcej niż wspomnienie odjazdowego
      seksu to się rozchodzą...

      A zespół madonny i ladacznicy? Dla mnie jest wymówką. Wygodną dla obu stron. Po
      prostu...
      • aandzia43 Re: jak ślub i dziecko odbiera facetom ochotę na 24.03.08, 14:49
        > A zespół madonny i ladacznicy? Dla mnie jest wymówką. Wygodną dla
        obu stron. Po
        > prostu...

        Zespół madonny i ladacznicy jawi mi się jako wysoce obraźliwy dla
        kobiety od ponad dwudziestu lat, keidy to jako bardzo młoda kobieta
        przeczytałam o nim pierwszy raz.

        Sprzeciw przeciko niemu musiałam wyssać z mlekiem matki, bo od
        dziewczęcia mocno nieletniego unikałam facetów, którzy "chcą się
        szybko żenić, mieć dużo dzieci", którzy stosują rażąco podwójne
        standardy wobec obu płci, z których wyłazi ukrywana, czasem
        starannie, niechęć do sfery cielesnej. To były i są dla mnie nadal
        typy kompletnie aseksulane, a nawet wrogie i niebezpieczne. To tacy
        palili kiedyś czarownice na stosach. Po to, by w osobie bogu ducha
        winnej kobiety unicestwić własną nieakceptowaną cielesność. Jako
        kobieta, a więc zawsze potencjalna ofiara projekcji powalonego
        umysłowo fanatyka, boję się takich egzemplarzy.

        A swoją drogą dziękują rodzicom za szczepionke na takie, nierzadkie
        nadal, męskie typy. I za szczepionkę na wiele innych rujnujący życie
        i psychikę zjawisk:-)Dzięki Wam, moi staruszkowie...
    • miedzianakonefka Re: jak ślub i dziecko odbiera facetom ochotę na 25.03.08, 09:27
      MHO to dorabianie ideologi. Fajnie "Madonna", "Ladacznica" pitu pitu.
      Nie jestem kobietą ale wydaje mi się że czasami rzucone pod łóżko
      brudne skarpety i pranie mężowskich majciochów może skutecznie
      odstraszyć od seksu. Nie chodzi o dziecko i związek (chociaż związek
      wyzwala w panach dziwne zachowania) ale o gonienie króliczka. Jak
      się go juz złapie to nie jest taki atrakcyjny jak się wydawało. I
      zaczynają się kłopoty. Zawsze lepsze jest to czego nie mamy na
      własność. Taka natura człowieka. Nie wiem kto wymyslił śluby i
      związanie się na stałe, ale powinno się mu urwać nogi i dać obgryzać
      psom. Nie ma nic gorszego dla pary niż stwierdzenie że to już na
      zawsze i koniec. Wiedząc że zawsze można odejść, przyjemniej jest
      być ze sobą całe życie, a wiedząc że to przymus, to od razu planuje
      się ucieczkę.

      Alleluja i do przodu...
      • ilragazzo Re: jak ślub i dziecko odbiera facetom ochotę na 25.03.08, 10:53
        miedzianakonefka napisał:

        > Nie ma nic gorszego dla pary niż stwierdzenie że to już na
        > zawsze i koniec. Wiedząc że zawsze można odejść, przyjemniej jest
        > być ze sobą całe życie, a wiedząc że to przymus, to od razu
        planuje
        > się ucieczkę.

        Święte słowa. Podpisuję się pod tym z całą cyniczną świadomością. I
        można się cieszyć lojalnością (bo ja się cieszę), stabilnością i
        intymnością. Nie kwestionuje i doceniam.

        Ale jednak smak zdobyczy swieżo upolowanej i skorej do ucieczki jest
        niepowtarzalny...

        Ot, zwierze ze mnie wylazło...:(
        • glamourous Re: jak ślub i dziecko odbiera facetom ochotę na 25.03.08, 11:38
          ilragazzo napisał:


          > Ot, zwierze ze mnie wylazło...:(
          >

          Zgadzam sie w zupelnosci, choc jestem kobietą. Wiekszosc z nas
          wlasnie tego zwierzecia w sobie czesto zupelnie nie docenia, ba, nie
          dostrzega. Niektorzy tu mowia wzniosle o uczuciach, apeluja do
          naszej rozumnej (w odroznieniu od zwierzecej, hehe) natury, taka
          katolicka retoryka. Nie wiem skad w nas ta arogancja i ta pogarda
          dla biologii i naszych zwierzecych odruchow, wszak za nami pare (no
          powiedzmy) milionow lat zwierzecej ewolucji i raptem kilka tysiecy
          cywilizacyjnej... Ja tam na przyklad akceptuje w sobie zwierze,
          pozwalam mu czasami zeby wylazlo i sobie nieszkodliwie pohasalo, bo
          dostrzegam cala potege biologii i nie czuje presji bycia wylącznie
          uduchowioną, odcielesnioną i nadmiernie przemoralizowaną istotą. Co
          nie przeszkadza mi byc dobrym czlowiekiem, to tak ogolnie.
          ;-)
        • alicja_z Re: jak ślub i dziecko odbiera facetom ochotę na 25.03.08, 11:40
          Ilragazzo i miedziany - tylko nie podejrzewajcie mnie o złośliwość,
          ale jak mnie pamięć nie myli to w czasie ślubu składa się przysięgę
          na wiernośc do końca życia. Czyżbyście to mówili z całą cyniczną
          świadomością ? ;-)

          • miedzianakonefka Re: jak ślub i dziecko odbiera facetom ochotę na 25.03.08, 13:39
            To tak jak z chrztem. Człowiek nie wie o co chodzi a tu już został
            chrześcijaninem mimo ze nawet słowa nie umie wyksztusić. Ja
            osobiście też przyrzekałem bo ciąża była i tak mi się zdawało że tak
            trzeba i tak wszyscy mówili że sie powinno. To nowa sytuacja była i
            człowiek sie słuchał doświadczonych. Teraz bym ich kopnął w dupe i
            kazał się samym żenić cwaniakom. Do wszstkiego trzeba dorosnąć
            a "doświadczeni" z "mądrymi radami" to przeważnie dupki którzy radzą
            i zacierają ręce bo "dlaczego ma mu być lepiej jak nam"

            Alleluja i do przodu...
            • alicja_z Re: jak ślub i dziecko odbiera facetom ochotę na 25.03.08, 13:46
              Masz jaja chłopie. U mnie to duży komplement ;-). I plus za
              szczerość.
          • ilragazzo Re: jak ślub i dziecko odbiera facetom ochotę na 25.03.08, 14:01
            Zdradzać - to jedno: to łamanie przysięgi małżeńskiej. Zdawać sobie
            sprawę z tego, że w środku drzemie zwierze - to zupełnie coś innego.
            To cała czciwa (choć brzmiąca cynicznie) świadomość.

            Taka sobie subtelna różnica...
      • kici10 Re: jak ślub i dziecko odbiera facetom ochotę na 25.03.08, 11:44
        Dzięki Ci Konefka, za tekst o majciochach, które większość panów
        pomija zasłoną milczenia.

        Co do reszty, to znam takie małżeństwa, gdzie gonienie króliczka
        odbywa się przez wiele lat. I nigdy nie jest dogoniony. Czasem
        wydaje się, że już, już jest złapany, by po chwili okazało się, że
        jednak guzik z tego. Możesz być w związku i jednocześnie mieć
        świadomość, że partner do Ciebie nie należy na własność. To kwestia
        osobowości. Są małżeństwa, gdzie facet całe życie goni kobietę i
        nigdy jej nie złapie, tak samo z kobietami, które całe życie łapią
        swoich mężów. To ludzie, którzy mają swoją przestrzeń emocjonalną,
        nie dostępną dla nikogo. Nie są zaangażowani na 100 procent i
        wszyscy o tym wiedzą. Stosują technikę- kopnąć i przytulić.

        Z małżeństwa też zawsze można odejść. To tylko kwestia techniczna.
        • motmot Re: jak ślub i dziecko odbiera facetom ochotę na 25.03.08, 13:20
          A mnie tam opcja "madonny" i "ladacznicy" w jednym bardzo odpowiada i w niczym
          nie umniejsza to szacunku dla mojej lubej :) za to z cala pewnoscia pomaga w
          utrzymaniu odpowiedniej "temperatury"...
          Oczywiscie przy wlasciwych proporcjach we wlasciwych miejscach...
Pełna wersja