avide
29.04.08, 00:19
Czytam sobie to forum i czytam i tak ostatnio doszedłem do wniosku, że kobiety naprawdę namiętne, te takie "natural born hot woman" tak naprawdę mają z tym swoim popędem więcej problemów niż powodów do zadowolenia.
Sprawa jest o tyle dziwna, że jakby któregokolwiek faceta nie zapytać to w zasadzie każdemu taka się marzy.
Zwsze chętna, wilgotna, dostępna, lubiąca niebanalne techniki, otwarta na eksperymenty, lubiąca się kochać w zasadzie zawsze i wszędzie, to mniej więcej ideał kochanki. No przynajmniej większość facetów o takich kobietach marzy. I wszystko jest pięknie dopóki ... heheh i to jest najlepsze ;-))), .... dopóki nie przychodzi do faktycznych ralizacji owych marzeń. Wtedy okazuje się, że taka kobieta na dłuższą metę to bardziej przekleństwo niż dar. Dlaczego ??? No bo ciągle chce, ciągle niezaspokojona tylko jedno ma w głowie. To z kolei budzi z czasem presję w facecie, zaczyna myśleć a jak już zacznie o tym myśleć to zaczynają sie problemy. Wtedy to nagle dużo pracy się robi, człowiek taki jakiś zmęczony, a to rano trzeba wstać itd. Wszyscy to znacie. Pewnie niejedna z Was, choćby z tego forum potwierdzi to co napisałem.
Powstaje zatem sytuacja w której kobieta przytłacza swoją seksualnością faceta i ... temu, wydawałoby się "ogierowi" odechciewa się, powodując nawet utratę całkowitego zainteresowania tak pożądana jeszcze zupełnie niedawno kobietą. Taki trochę paradoks.
Usłyszałem ostatnio taką teorię (wygłoszoną przez FACETA o podobno niemałym temperamencie, który "z niejednego pieca chleb jadł"): "Namiętna kobieta dobra jest jako kochanka, ale nie jako żona"
Prawda czy fałsz i dlaczego ???
Błogosławieństwo czy przekleństwo ???
Co wy na to ???? Jestem ciekaw Wszego zdania na ten temat.
Pozdrawiam
Avide.