antropologia płatnego seksu

29.04.08, 17:35
czyli nic nie warty artykuł jako wstęp do rozważań ;-)

www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5163318.html
Nic nie warty i wkurzył mnie, bo przeczytawszy tytuł, liczyłam na jakąś
ciekawą analizę, a tutaj wyrywki z forum społecznościowego. Autor się
specjalnie nie wysilił, 'pisząc' ten tekst ;-)

O wiele ciekawsze i więcej dające do myślenia są komentarze do artykułu panów
korzystających z płatnych usług.

Jeden z nich napisał, że 'mężczyźni w tym kontekście dzielą się na:

1. Tych, co jeszcze nie próbowali
2. Tych, którzy korzystają
3. Tych, którzy się boją (żon, teściowych) albo brakuje im na to pieniędzy


Dość to cyniczne i trudno mi w to do końca uwierzyć, ale może idealizuję?
Naginam rzeczywistość do swojego kobiecego postrzegania świata? Mój luby
powiedział mi kiedyś, że nie podoba mu się idea płatnego seksu, bo to
poniżające dla obu stron. A zaznaczam, że jest on typowym mężczyzną, który
otwarcie przyznaje się do tego, że nie uważa seksu za nierozerwalnego z
uczuciem. To, że nie robi na bokach, wynika z szacunku do moich uczuć, a nie
wewnętrznej potrzeby.

Panowie, jak to jest? Co można odbierać jako poniżające w płatnym seksie,
nawet jeśli oddziela się go od uczuć? Czy to prawda, że większość mężczyzn
odczuwa potrzebę spróbować choć raz? A może któryś z panów spróbował i
chciałby podzielić się wrażeniami? :-)
    • aandzia43 Re: antropologia płatnego seksu 29.04.08, 18:16
      Mój powiedział kiedyś, że nie stanął by mu ze wstydu, że musi płacić
      za coś, co z założenia powinno wynikać z obopólnej ochoty. Honor
      jakiś człowieczy, czy co?
    • yoric Re: antropologia płatnego seksu 29.04.08, 18:58
      "Mój mężczyzna nigdy by czegoś takiego nie zrobił"!
      • eeela Re: antropologia płatnego seksu 29.04.08, 19:01
        A skąd to założenie, że tak twierdzę? Nic takiego nie napisałam. Nie wiem, czy
        próbował i nie mam pewności, czy mu się to nie zdarzy. Napisałam tylko to, co
        sam mi powiedział, a i w tym nie ma zawartej żadnej informacji o tym, czy
        zrobiłby, czy nie zrobił.
        • yoric Re: antropologia płatnego seksu 29.04.08, 19:45
          Spoko. Chodzi o to, że takie i podobne wypowiedzi spotyka się w wielu wątkach.
          Np. "mój powiedział, że mnie kocha i nigdy nie zdradzi" :) itd. W takich
          sytuacjach przypomina mi się text bodaj Jerry'ego Seinfelda: "I know what you
          ladies are thinking - <Not my guy! I work on him, he's coming along>. He's not
          coming anywhere!". Szczera prawda :).
    • lucynkkaa Re: antropologia płatnego seksu 29.04.08, 19:08
      Ci panowie to kolekcjonerzy, i tyle.
    • zj32 Re: antropologia płatnego seksu 29.04.08, 19:53
      Zawsze musi być jakaś przyczyna ,że facet płaci za sex. Nie płaciłem nigdy za sex i mam nadzieje ,że nigdy do tego dojdzie. Myśle, że w płatnym sexie dla mężczyzny nie ma nic poniżającego. Z osobistych doświadczeń wiem natomiast ,że ja czuje sie się bardziej poniżony jeżeli muszę tygodniami prosić o własą żone o jakikolwiek kontak fizyczny. Jeżeli facet słyszy wieczorem ,że "nie dzisiaj może jutro" , "nie mam nastroju" ,"nie chce mi sie","wiesz że nie lubie za często" itd ,a w dzień wysłuchuje insynuacji a rzekomych kochankach ,że każda koleżanka z pracy czy znajoma z osiedla jest "dziwką z którą sie dupcz......", to jest bardziej poniżające.
      • aandzia43 Re: antropologia płatnego seksu 29.04.08, 21:56
        w dzień wysłuchuje insynuacji a rzekomych kochankach ,że każda koleżanka
        > z pracy czy znajoma z osiedla jest "dziwką z którą sie dupcz......",

        Żona zawsze była trochę niezrównoważona czy pogięło jej ogląd rzeczwistosci, bo
        rzeczywiście ją zdradzasz? Pewien znany mi pan miał kochankę przez wiele lat.
        Żony porzucać nei zamierzał, bo wygodna jak stara skarpeta. Żona całkeim głupia
        nie była i po jakimś czasie podejrzenia ją opadły, a potem już pewność. Pan
        szedł w zaparte, że "jaka znowu kochanka, chyba oszalałaś kobieto, lecz się!".
        Żalił się hipokryta na mieście, jaka ta jego stara wulgarna i niezrównoważona. A
        biedna kobieta szalała, bo (pier...ić męża i jego wierność) nikt nie lubi, jak
        się robi z niego idiotę/kę. Tak mi się luźno skojarzyło. Co prawda nie o takich
        kurwach ten wątek, ale ja uwielbiam wprost kurwy płci wszelakiej udające
        niewiniątka.
        • prosty_facet Re: antropologia płatnego seksu 29.04.08, 22:05
          sie ubawiłem :-)
    • prosty_facet to poniżające 29.04.08, 22:01
      zgadzam się - to poniżające dla obu stron. Odrobina wysiłku i na czatach można
      poderwać dziewczynę / chłopaka w godzinę (ponoć - mi się nie zdarzyło ale nie
      szukałem :-) Więc po co płacić ???? Choćbym miał pościć, w życiu nie pójdę.
    • gomory Re: antropologia płatnego seksu 29.04.08, 23:47
      Latwiej mi przychodzi wypowiedziec sie za siebie samego niz za wiekszosc mezczyzn - ale sprobowac moge ;). W koncu kazdy jakies tam zdanie ma. Mam znajomych ktorzy sa przeciwnikami prostytucji, niezdecydowani a i znam stalych bywalcow, tudziez okazjonalnych. Prawde mowiac i mi zdarzylo sie sprawdzic jak wyglada w agencji towarzyskiej. Poslala mnie tam moja partnerka zafascynowana(?) aura "brudnego" seksu, a wiesci chciala miec z pierwszej reki. Ot taka mlodziencza fantazja. Teoretycznie wynioslem nawet calkiem mile wspomnienia, ale raczej tylko dlatego, ze swym nieobyciem, wiekiem jakos tam chyba rozczulajaco rozbawilem panienki. Raczej sklanialy sie ku temu, ze postanowilem przestac byc prawiczkiem ;). Moze zabrzmi to paradoksalnie mimo moich pozytywnych doswiadczen, ale wyszedlem wprost do grupy mezczyzn ktorych nie kreci kupowanie seksu.
      Mysle, ze nie jestem odosobniony w swoich odczuciach. Placac za seks, zabija sie jednoczesnie czastke mezczyzny-uwodziciela. Dlatego jest to ponizajace, ze zmusza do konkluzji: moj caly samczy czar nie starcza bym zdobyl chetna na seks kobiete i wybieram najprostsze rozwiazanie. W tym momencie wlacza sie oczywiscie mechanizm obronny ktory ratuje poczucie wartosci. Kazdy chyba zna te sentencje: mam pieniadze i stac mnie, nie mam czasu na takie pierdoly jak podryw, taniej zaplacic za loda niz stawiac drinki w klubach, dziewczyna na 1 noc nie rozni sie niczym od prostytutki, w agencji wybieram jaka chce, zarazic moze mnie i panienka z dyskoteki itd.
      Swego czasu na jakims forum czytalem pytanie o ilosc partnerek seksualnych. Jeden z uzytkownikow spytal sie czy powinien liczyc tez kontakty z prostytutkami - to chyba dobrze oddaje idee tego, ze sami mezczyni traktuja te zblizenia inaczej. Jako mniej "pelnowartosciowy" seks ;).
      Oczywiscie powyzsze rozwazania nie dotycza kazdego klienta. Sa np. nalogowi seksoholicy ktorzy musza rozladowywac napiecia poprzez seks - prostytutka spelnia role odgromnika emocjonalnego. Tacy ktorzy tym sposobem podpompowuja swoje meskie ego, odgrywaja na prostytutkach doswiadczenia z przeszlosci albo maja nietypowe preferencje i inna droga byloby im trudno je spelnic. Okazjonalni ktorych przywodzi tam alkohol i ciekawosc, lub koledzy(!).
      Wszystko tez zalezy od temperamentu. Ten forumowicz dzielacy mezczyzn na tych ktorzy z prostytucja mieli/maja cos wspolnego i bojacych sie wg mnie jednak troche przesadzil.
      Faktycznie zgadzam sie, ze zyciowe ciamajdy, tzw. "pantoflarze", nie pojda do burdelu bo po drodze umarliby 100 razy ze strachu ;). Naprawde nie popieram i nie namawiam nikogo do platnego seksu. Ale chyba kazdy zgodzi sie z tym, ze to wymaga podjecia pewnego wysilku, przelamania moralnych barier, naturalnego strachu itd. Pominmy tych dla ktorych sfera seksualna jest tak motywujaca, ze moga pokonac kazda bariere ;).
      Uwazam takze, ze ci mezczyzni ktorzy sa z natury odwazni, nie stroniacy od roznych wyzwan, towarzystwa kobiet, unikajacy celibatu - predzej czy pozniej chociazby z czystej ciekawosci sprobuja. Zycie juz samo podsunie im okazje. Jesli zasmakuja w tym - zasila rzesze gotowych wrecz sie chlubic takim zyciem. Jesli nie, bedzie to ich wstydliwym sekretem. Kobiety chyba wiedza jaki typ mam na mysli - bo czesto kwalifikuja takich facetow jako co najmniej intrygujacych lub zarozumialych dupkow ;).
      Sa jednak i tacy ktorych powstrzymuje nie prozaiczny strach ale wlasnie to poczucie utraty meskiej atakcyjnosci, albo gleboko wpojone zasady moralne by nie tykac tego co "nieczyste".
      Jesli bariera jest lek, to moze on zostac pokonany w grupie. Takiego faceta radzilbym zonie trzymac z dala od rozrywkowych kolegow. Latwo moze przyjac zasady panujace w srodowisku, i uzyskac wsparcie by sprobowac zakazanego owocu po ktory sam by nie siegnal.
      Wystarczy, ze kazda zona pozna swojego meza i juz moze wiedziec czego sie spodziewac :D.
      • eeela Re: antropologia płatnego seksu 29.04.08, 23:54
        Bardzo dziękuję, Gomory, za tę odpowiedź. Właśnie na coś takiego liczyłam -
        wyczerpującą odpowiedź mężczyzny i bystrego obsewatora rzeczywistości w jednym :-)
    • marek_gazeta Re: antropologia płatnego seksu 30.04.08, 11:48
      Nie próbowałem i raczej nie spróbuję. Powody są zasadniczo trzy:

      - po pierwsze, lubię chodzić do łóżka z kobietami z klasą, na pewnym poziomie. Myślę, że "pukanie" "pustaków" (głupich lasek) nie sprawiłoby mi satysfakcji.

      - po drugie, chciałbym, aby kobieta poszła ze mną do łóżka, bo jej się - przynajmniej - podobam (wygląd, osobowość, cokolwiek), a nie dlatego, że płacę. Inaczej to wszystko byłoby udawane, nieszczere, do bani. Podejrzewam, że sztucznie generowane jęki pani odebrałyby mi całą ochotę, o ile taka ochota by się w ogóle pojawiła. Nie lubię nieszczerości w życiu.

      - po trzecie, nie chcę złapać syfa, a dodatkowo świadomość, że dziwka przede mną miała tysiąc facetów (być może dziś to jej piąty stosunek), działa odpychająco. Czyli względy zdrowotno-higieniczne.

      Kiedy miałem 15 lat, stał mi praktycznie bez przerwy i zrobiłbym to z każdą w miarę przypominającą kobietę. Teraz dla mnie liczy się również nastrój, otoczka, atmosfera. Dlatego jedyną opcją, którą mógłbym ewentualnie rozważyć, jest luksusowa dziwka (coś a'la jeden z przykładów), na którą z kolei będzie mi szkoda kasy.
      • marek_kolomanski Re: antropologia płatnego seksu 30.04.08, 14:35
        marek_gazeta napisał:

        > Nie próbowałem i raczej nie spróbuję. Powody są zasadniczo trzy:
        >
        > - po pierwsze, lubię chodzić do łóżka z kobietami z klasą, na pewnym poziomie.
        > Myślę, że "pukanie" "pustaków" (głupich lasek) nie sprawiłoby mi satysfakcji.
        >
        > - po drugie, chciałbym, aby kobieta poszła ze mną do łóżka, bo jej się - przyna
        > jmniej - podobam (wygląd, osobowość, cokolwiek), a nie dlatego, że płacę. Inacz
        > ej to wszystko byłoby udawane, nieszczere, do bani. Podejrzewam, że sztucznie g
        > enerowane jęki pani odebrałyby mi całą ochotę, o ile taka ochota by się w ogóle
        > pojawiła. Nie lubię nieszczerości w życiu.
        >
        > - po trzecie, nie chcę złapać syfa, a dodatkowo świadomość, że dziwka przede mn
        > ą miała tysiąc facetów (być może dziś to jej piąty stosunek), działa odpychając
        > o. Czyli względy zdrowotno-higieniczne.
        >
        > Kiedy miałem 15 lat, stał mi praktycznie bez przerwy i zrobiłbym to z każdą w m
        > iarę przypominającą kobietę. Teraz dla mnie liczy się również nastrój, otoczka,
        > atmosfera. Dlatego jedyną opcją, którą mógłbym ewentualnie rozważyć, jest luks
        > usowa dziwka (coś a'la jeden z przykładów), na którą z kolei będzie mi szkoda k
        > asy.


        Właściwie mogę się podpisać obiema rękami pod postem przedpiszcy:)
        Prawie to samo miałem właśnie pisać, więc oszczędziłeś mi forumowy imienniku
        trochę czasu:)

        Ja się kurew po prostu brzydzę.
        Tak samo jak się brzydzę płatnych publicznych/dworcowych toalet.
        Nigdy bym w takim miejscu nie usiadł gołym tyłkiem na desce. Z tego samego
        powodu nie wsadziłbym swojego fiuta do środka pani, która zrobiła sobie z pizdy
        płatny śmietnik...
        Świadomość, że dzisiaj spuszczało się do niej iluś tam petentów działa na mnie
        iście odpychająco.

        Żaden domestos nie sprawi, że nabiorę ochoty na smakowanie potraw z muszli
        klozetowej.





        • gomory Re: antropologia płatnego seksu 30.04.08, 15:05
          Wiem, ze panuje wolnosc slowa, wyrazania swoich odczuc itd. Ale mnie jednak razi pisanie o ludziach z pogarda jaka zaprezentowales. Obrzydliwosc.
          • marek_kolomanski Re: antropologia płatnego seksu 30.04.08, 15:28
            Przykro mi jeśli kogokolwiek uraziłem.
            Nic nie poradzę, że dokładnie takie właśnie emocje to we mnie budzi.
            Opisanie tego innymi słowami nie oddało by owych emocji...

            Jeszcze raz przepraszam.
            • kawalchuja Re: antropologia płatnego seksu 30.04.08, 17:23
              nie wiem co wy chcecie od tych dziewczyn, prostytutka to zawód moze
              nie jak kazdy inny, ale jak wiele innych,
              • aandzia43 Re: antropologia płatnego seksu 30.04.08, 22:05
                kawalchuja napisał:

                > nie wiem co wy chcecie od tych dziewczyn, prostytutka to zawód moze
                > nie jak kazdy inny, ale jak wiele innych,


                Odniosłam wrażenie, że Marek wyrażał się dosadnie nie o dziewczynach, ale o
                czynności, jaką jest stosunek z taką dziewczyną.

                Nie, to nie jest zawód, taki jak każdy inny. Żeby nie było, że ja też gardzę
                prostytutkami: współczuję im. W skali świata przytłaczająca większość
                prostytutek to ofiary. Niewolnice sprzedawane i porywane, ofiary molestowania
                seksualnego w dzieciństwie, ofiary nędzy. A wszystkie eksploatowane bezlitośnie
                i gówno na tym zarabiające. Kurtyzana to piękny mit. Wierzchołek góry. Zresztą,
                nawet Nana, symbol władzy, jaką kurtyzana może mieć nad światem mężczyzn, była
                córką praczki i miała przerąbane dzieciństwo;-)
                Gardzę natomiast zdeklarowanymi i zatwardziałymi klientami prostytutek.
                • marek_kolomanski Re: antropologia płatnego seksu 02.05.08, 11:29
                  aandzia43 napisała:


                  > Odniosłam wrażenie, że Marek wyrażał się dosadnie nie o dziewczynach, ale o
                  > czynności, jaką jest stosunek z taką dziewczyną.
                  >


                  Dokładnie tak.

                  Do prostytutek jako takich absolutnie nic nie mam. Skoro są to znaczy, że komuś
                  są potrzebne. Ja tolerancyjny człowiek jestem.
                  Do płacenia za seks też nic nie mam. Jeśli ktoś lubi to jego sprawa...

                  Natomiast osobiście seks z taką panią budzi we mnie wyżej wymienioną odrazę. Tak
                  mi się kojarzy niestety ze względów estetyczno - zdrowotnych.
                  Porównanie do dworcowej toalety jest jak najbardziej adekwatne. Jeden wchodzi,
                  załatwia fizjologiczną potrzebę i wychodzi. Wchodzi następny, załatwia się i
                  wychodzi.... potem następny, następny,następny...i tak dalej.

                  Problem w tym, że ja lubię się z kobietą kochać. Z prostytutką można tylko
                  załatwić potrzebę fizjologiczną. Nic ponadto.
    • burdelman Re: antropologia płatnego seksu 01.05.08, 19:38
      Czytając poprzednie wypowiedzi obawiam się, że zaraz spadną na mnie
      gromy i wyzwiska....ale co tam...jakoś przeżyję:)
      Poza prowadzeniem "legalnego i klasycznego" życia seksualnego w
      przeszłości wielokrotnie korzystałem z usług kobiet lżejszych
      obyczajów pod różnymi szerokościami i długościami geograficznymi o
      różnych kolorach skóry, typach urody, rozmiarach, typach
      charakterologicznych i jakoś nie czuję się tym poniżony a wręcz
      przeciwnie.

      Jestem osobą bardzo ciekawą świata i lubiącą poznawać i smakować
      życie niemal we wszelkich możliwych wymiarach.
      Nie widzę nic złego w wydawaniu pięniędzy na seks. Zresztą każdy
      seks w jakiś sposób prędzej czy później i tak w jakiś sposób łączy
      się z pieniędzmi. Poza tym uważam, że pieniądze nie są po to, żeby
      je mieć i kitrać po kątach lub bankach a przede wszystkim po to,
      żeby je wydawać.

      Wydaje mi się, że nieprawdą jest to, że wszystkie prostytutki to
      osoby ciężko potraktowane przez los i robią to ze źle ukrywanym
      obrzydzeniem.
      Oczywiście są takie.
      Ale są też takie, które są leniwe i prostytucje traktują to jako
      łatwy sposób zarabiania pieniędzy. Zdażają się też takie, które są
      tak beznadziejnie głupie i puste, że seksu z nimi nie życzyłbym
      nawet najgorszemu wrogowi.
      Ale są też i takie, które to naprawdę bardzo lubią, są ciepłe,
      otwarte, inteligentne i wbrew pozorom jest ich wcale niemało.

      Część z nich pewnie kończy źle, część z nich nie potrafi nic innego
      w życiu robić ale większość z nich później staje się "porządnymi"
      kobietami, wychodzą za mąż, mają dzieci i prowadzą nudnie stabilne i
      mieszczańskie życie. Sami nie zdajecie sobie sprawy ile z tych
      porządnych i deklarujących niezłomnie moralną postawę kobiet was
      otaczających parało się w przeszłości tym zajęciem.

      Pomimo tylu przygód jakoś nigdy się niczym nie zaraziłem i nadal
      cieszę się dobrym zdrowiem.

      Na koniec dodam, że to już dla mnie przeszłość(chyba). Seks totalny,
      jak wszystko w życiu po osiągnięciu pewnego stopnia nasycenia, może
      się znudzić i staje się wtórny.
      Coby się nie wyprawiała to chyba zawsze na końcu okazuje się, że
      seks nawet z najpiękniejszą i najseksowniejszą kobietą świata jest
      niczym w porównaniu z seksem z kobietą, którą się kocha -choćby
      najbrzydszą. Nieliczni wiedzą i czują to od początku. Zdecydowana
      większość musi do tego dojść.
      Potrzeba została zaspokojona i zanikła. Teraz jestem wierny jednej
      kobiecie i zupełnie mnie nie ciągnie do jakichkolwiek eksperymentów.
      (no chyba, żeby ona wpadła na taki pomysł:)
      Ale jestem niemal pewien, że gdybym nie przeszedł swojej drogi
      mogłoby być inaczej. Mógłbym być srustrowanym, niespełnionym
      facetem, żałującym że nie przeżyłem tego co mogłem przeżyć.

      Pozdrawiam wszystkich i czekam na ciosy:)
      • eeela Re: antropologia płatnego seksu 01.05.08, 20:00
        Ja nie zamierzam wymierzać ciosów. Daleka jestem od gardzenia prostytutkami czy
        ich klientami w ogólności - nie wątpię, że jest wśród nich wielu ludzi, którymi
        byłabym skłonna gardzić jako jednostkami, ale to nie jest właściwe tylko tej
        grupie społeczno-zawodowej ;-)

        Nie odczuwam pogardy ani wstrętu do tej wymiany usługowo-pieniężnej, chociaż
        sama pradopodobnie nigdy nie byłabym w stanie umieścić się po żadnej ze stron w
        transakcji. Jestem po prostu ciekawa zjawiska, jego struktur, przyczyn i
        skutków, a że sama nie mam okazji poznawać go od wewnątrz, muszę polegać na
        relacjach i opiniach innych.
        • burdelman Re: antropologia płatnego seksu 05.05.08, 10:56
          Szczerze podziwiam Eeelu Twą otwartość i tolerancję na tak trudny
          dla kobiet do przełknięcia temat.
      • marek_kolomanski Re: antropologia płatnego seksu 02.05.08, 11:41
        burdelman napisał:


        >
        > Pomimo tylu przygód jakoś nigdy się niczym nie zaraziłem i nadal
        > cieszę się dobrym zdrowiem.
        >


        Do czasu kolego:)Do czasu...
        www.emetro.pl/emetro/1,85651,5123841.html
        miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34889,5110864.html


        > Coby się nie wyprawiała to chyba zawsze na końcu okazuje się, że
        > seks nawet z najpiękniejszą i najseksowniejszą kobietą świata jest
        > niczym w porównaniu z seksem z kobietą, którą się kocha -choćby
        > najbrzydszą. Nieliczni wiedzą i czują to od początku. Zdecydowana
        > większość musi do tego dojść.

        Ja do tego doszedłem już dawno, bez podobnych eksperymentów...

        Pozdrawiam i nie potępiam:)
        • burdelman Re: antropologia płatnego seksu 05.05.08, 11:16
          marek_kolomanski napisał:


          > Do czasu kolego:)Do czasu...
          > www.emetro.pl/emetro/1,85651,5123841.html
          > miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34889,5110864.html

          Hmmm. Życie na tej planecie jest nieodłącznie związane z ryzykiem.
          Możma je minimalizować ale nie ma możliwości, żeby je całkowicie
          wyeliminować.
          Jak sie ma bardzo, bardzo dużego pecha to kiłą można się zarazić
          nawet przechodząc ulicą obok nosiciela, u którego choroba weszła w
          pewną fazę rozwoju a HIVa można złapać też w szpitalu.
          Wielu ludzi lubi to ryzyko w sobie tylko znanym celu nadmiernie
          wyolbrzymiać. Jak np. w tym drugim artykule, który zacytowałeś.
          Mam wrażenie(tylko wrażenie ponieważ nie mam za bardzo czasu aby to
          dokładnie sprawdzić), że stosując instrumenty statystyczne do danych
          z tego artykułu wyszłoby, że statystyki osób zarażonych wirusem HIV
          w naszym kraju są conajmniej kilkudziesięciokrotnie zaniżone.

          >
          > Ja do tego doszedłem już dawno, bez podobnych eksperymentów...

          Z całego serca gratuluję:)
          Chciałbym jeszcze dodać, że nie napisałem swojego posta po to, żeby
          kogokolwiek przekonywać i namawiać do powtarzania drogi, którą ja
          przeszedłem. Ja tego potrzebowałem, ale nie znaczy to, że każdy tego
          potrzebuje. Nie jest to dla mnie ani powód do szczególnej dumy ani
          do szczególnego wstydu. Ludzie są różni, mają różne potrzeby i różne
          są sposoby na ich zaspokajanie i już:)

          > Pozdrawiam i nie potępiam:)

          Dzięki:)
          ...i również pozdrawiam.
    • ryko Re: antropologia płatnego seksu 05.05.08, 00:59
      eeela napisała:
      ...
      > Naginam rzeczywistość do swojego kobiecego postrzegania świata? Mój luby
      > powiedział mi kiedyś, że nie podoba mu się idea płatnego seksu, bo to
      > poniżające dla obu stron. A zaznaczam, że jest on typowym mężczyzną, który
      > otwarcie przyznaje się do tego, że nie uważa seksu za nierozerwalnego z
      > uczuciem. To, że nie robi na bokach, wynika z szacunku do moich uczuć, a nie
      > wewnętrznej potrzeby.
      ...
      > Panowie, jak to jest? Co można odbierać jako poniżające w płatnym seksie,
      > nawet jeśli oddziela się go od uczuć? Czy to prawda, że większość mężczyzn
      > odczuwa potrzebę spróbować choć raz? A może któryś z panów spróbował i
      > chciałby podzielić się wrażeniami? :-)

      Na dobry początek - eeeela gratuluję wiary i dobrego samopoczucia :D:D

      Tak, brzydzę się płaceniem i profesjonalistkami.
      Z paru powodów i od zawsze. Ale, ale, to wcale nie oznacza, że... tak normalnie
      (z własnymi dziewczynami, żonami, przyjaciółkami i kochankami) wcale nie płacimy
      !!! Jak sie dobrze policzy to może się okazać, że jak ktoś szuka tylko i
      wyłącznie skesu to z profesjonalistką wyjdzie taniej (i mniej ryzykownie)!!!
      Rozumiem tych korzystających (z obu stron).
      Po odrzuceniu patologii (zmuszania do prostytucji i przemocy z tym związanej)
      najbardziej w tym poniżające jest uprzedmiotowienie kobiety, a przez to
      sprowadzenie nas do poziomu zwierzęcego... ale, ale czy ktos mówił, że życie to
      tylko piękna bajka???

      Parę razy zdarzyło mi się być w szerszym gronie (prawie w ramach obowiązków
      służbowych) w paru agencjach towarzyskich. I po pierwsze nie ma tam obowiązku
      korzystania z uroków pań. Niektóre agencje staraja się o otoczkę artystyczną i
      oferują różne występy i pokazy (nieraz zdarzyło mi się tam widzieć wśród gosci
      również panie), czasem naprawdę niezłe.
      Panie tam zatrudnione reprezentują różny poziom urody i intelektu... większość
      ma problem z językiem polskim, przeważają niewykształcone i głupie, ale zdarzają
      się i perełki.

      Co do skorzystania... raz mi się zdarzyło, była skromną niewyzywającą przeuroczą
      profesjonalistką, zabrałem ją do siebie, niesamowicie reagowała i była nie do
      zajechania... miała kolczyk w perełce... odlot i niezapomniana noc.
      Przypadkowe amatorki nie umywają się, nie wspominając o "ślepym trafie" netowym...
      • eeela Re: antropologia płatnego seksu 05.05.08, 02:26

        > Na dobry początek - eeeela gratuluję wiary i dobrego samopoczucia :D:D

        A propos czego te gratulacje?
        • ryko Re: antropologia płatnego seksu 05.05.08, 09:06
          elaaaa,
          Apropo Twojego dobrego samopoczucia i wiary... w swojego lubego :D:D:D
          Nic nie trwa wiecznie... ja wytrwałem prawie 10 lat :P:P:P

          > ...To, że nie robi na bokach...
          • aandzia43 Re: antropologia płatnego seksu 05.05.08, 09:35
            Wytrwałeś w wierności żonie, czy w wierności zasadzie, że nie
            chodzisz do burdelu, bo nie rozumiem? A może wytrwałeś w obrzydzeniu
            do płatnego seksu?
            • alicja_z Re: antropologia płatnego seksu 05.05.08, 09:59
              Ponieważ dziś matury - temat traktuję śmiertelnie poważnie jako
              rozprawkę maturalna ;-)

              Sądzę, że faceci chadzają do płatnych panienek z dwu głównych i
              pierwotnych powodów: z potrzeby i ciekawości. Obok głównych powodów
              występują mniej istotne: zemsta, wyrachowanie, solidarność (męska) …
              oraz ... przypadek

              Jeśli przyczyną jest potrzeba – trudno tego nie zrozumieć. PP –
              czyli popęd płciowy jest jednym z silniejszych w życiu, choć podobno
              bez seksu można żyć a bez jedzenia ...trudniej. Jeśli facet nie ma z
              kim realizować PP, jeśli jest wygodny, pragmatyczny, nie ma czasu na
              podchody i nie chce komplikować sobie życia (czy mogę przynieść
              swoją szczoteczkę do zębów...?) wybierze niezobowiązujący seks z
              dostawcą a raczej dostawczynią tych usług. Trudno tutaj czy
              pogardzać czy krytykować ten sposób postępowania. Dla mnie tacy
              faceci zasługują bardziej na litość z domieszką pobłażania i
              tolerancji. Nowy rodzaj niepełnosprawnych...Jak dla mnie mogą
              parkowac na miejscach dla inwalidów
              Dmuchanie najbardziej uroczej dziwki (czytaj : lali-robota) nawet
              jeśli ma najlepsze cycki i figurą pod słońcem, nawet jeśli okazuje
              entuzjazm godny wieców partyjnych, gibkość akrobatki cyrkowej a w
              hałaśliwościach dwucyfrowych i wielokrotnych orgazmów nie ustępuje
              startującemu jumbo-jetowi – zawsze będzie powtarzalnym działaniem
              czysto fizyko-mechanicznym. Seks z płatną panienką jest obrany z
              uczucia. Pomijam czysto prozaiczne i konieczne zabezpieczenia typu
              kawałek wulkanizowanej gumy, separujący tak dla mnie miły i mokry
              kontakt bezpośredni

              Jeśli z ciekawości - tu bardziej krytyczne zdanie. Reprezentatywnym
              przykładem jest tu burdelmam piszący wyżej, który właśnie ciekawość
              i chęć "makowania życia"podał za powód swoich dziwkoprzygód.
              Paradoksem jest, że w swoim postępowaniu zatoczył piękny okrąg tzn.
              wrócił do punktu wyjścia. Zobaczył i poznał dużo i "rozumiał" że
              żadna dziwka nie zastąpi prawdziwej seksu w miłości i uczuciu.
              Pytanie – czy gdyby miał więcej wyobraźni musiałby odbywać – tak
              bezcelową i nosensowną z logicznego i finansowego punktu widzenia –
              drogę ? Rodzaj badacza, który żeby przekonać się że ziemia jest
              naprawdę okrągła zapieprza po równiku... Różnorodność kobiet i ich
              cech anatomicznych jest tak duża, że koneser i żyrafa hedonizmu i
              tak nigdy nie zaspokoi swoich potrzeb – zawsze będą gdzieś "inne"
              (może bardziej atrakcyjne ?) biusty, waginy, nogi, włosy, usta,
              kolory skóry ... Słowem bardziej adekwatne byłaby tu zmiana
              przyczyny z "ciekawości" na "głupotę" ... Jednorazowców - traktuję
              przychylniej przyznając im prawo do zaspokojenia wrodzonej i
              ludzkiej potrzeby poznawania ;-)
              • aandzia43 Re: antropologia płatnego seksu 05.05.08, 10:22
                "entuzjazm godny wieców partyjnych" mię na kolana powalił;-D
              • burdelman Re: antropologia płatnego seksu 05.05.08, 11:33
                Gdybym był maturalnym weryfikatorem i do mnie trafiłaby Twoja praca
                to miałabyś u mnie szóstkę z małym minusem:)
                Ten mały minus postawiłbym za niewystarczającą, moim zdaniem,
                umiejętność wczucia się w duszę faceta...ale to bardzo trudna
                sztuka, dlatego ten minus jest naprawdę bardzo malutki.
                To dla "modelowej" kobiety (przynajmniej w kilku pierwszych etapach
                swojego dorosłego życia) seks jest uwieńczeniem związku
                emocjonalnego i bez tego związku bliskość fizyczna nie ma dla niej
                większego sensu ani nie sprawia większej przyjemności.
                Dla "modelowego" mężczyzny seks to seks. Przyjemność, rozkosz itp.
                Mężczyzna (przynajmniej w kilku pierwszych etapach swojego dorosłego
                życia) nie potrzebuje uczucia ani miłości do udanego i
                satysfakcjonującego seksu.
                Można się z tym nie zgadzać, oburzać, obrażać, rozrywać szaty nad
                marnością moralną męskiego plemienia...ale to nic nie zmienia.
                Pan z jakichś tylko sobie znanych powodów tak urządził ten świat i
                niech tak zostanie.

                pozdrawiam serdecznie.
                • aandzia43 Re: antropologia płatnego seksu 05.05.08, 11:52
                  W młodych leciech, choć bez wątpienia byłam osobnikiem płci
                  żeńskiej, nie wiem czy modelowym, uczucie nie było mi potrzebne do
                  uprawiania satysfakcjonującego seksu. Ale wizja, że ktoś uprawia ze
                  mną seks za kasę i jeszcze udaje zaiteresowanie moją osobą była mi
                  równie obmierzła, jak i dziś. Nie myl pojęć. To sprawa honoru, nie
                  uczuć.
                  Szat nad moralnością męskiego plemienia nie rozdzieram. Zadaję się z
                  wybranymi z tego plemienia osobnikami. 100%-owej pewności oczywiście
                  nie mam, ale taka 90%-owa juz mi wystarczy, by bez obrzydzenia
                  patrzeć na swojego faceta.
                  Jakiś "pan" coś stworzył z sobie znanych powodów? Chyba wyobrażenie,
                  że to jakiś pan cokolwiek stworzył.
                  • burdelman Re: antropologia płatnego seksu 07.05.08, 13:08

                    > W młodych leciech, choć bez wątpienia byłam osobnikiem płci
                    > żeńskiej, nie wiem czy modelowym, uczucie nie było mi potrzebne do
                    > uprawiania satysfakcjonującego seksu.

                    Brawo! wg mojej definicji "modelowej" kobiety do tej grupy chyba nie
                    należysz....i to jest bardziej komplement niż przygana:)
                    Nie znaczy to, że mam coś do "modelowych" kobiet...ale cenię w
                    ludziach otwartość, odwagę i umiejętność negowania ogólnie
                    przyjętych schematów.

                    > Ale wizja, że ktoś uprawia ze mną seks za kasę i jeszcze udaje
                    >zaiteresowanie moją osobą była mi równie obmierzła, jak i dziś.

                    Pewnie gdybym kobietą miałbym podobne do Twojego zdanie w tym
                    temacie. Inna jest dostępność i łatwość seksu dla kobiety i
                    mężczyzny.
                    Wydaje mi się, że nie da się obiektywnie oceniać kobiet używając
                    męską logikę i przykładając do nich męskie miary.
                    Nie da się też oceniać mężczyzn używając "żeńskiej" logiki i
                    przykładając do nich żeńskie miary.
                    Takie próby niemal zawsze kończą się wnioskiem, że "baby są głupie"
                    a "facetom tylko dupy w głowie"....i koniec dialogu:)

                    >Nie myl pojęć. To sprawa honoru, nie uczuć.

                    hmmmm...tu przynaje bez bicia że nie zakumałem. Znalazłabyś chwilę
                    żeby rozwinąć ten wątek?

                    >Szat nad moralnością męskiego plemienia nie rozdzieram. Zadaję się
                    >z wybranymi z tego plemienia osobnikami. 100%-owej pewności
                    >oczywiście nie mam, ale taka 90%-owa juz mi wystarczy, by bez
                    >obrzydzenia patrzeć na swojego faceta.

                    Pięknie:)

                    > Jakiś "pan" coś stworzył z sobie znanych powodów? Chyba
                    > wyobrażenie, że to jakiś pan cokolwiek stworzył.

                    Jeśli swoją wypowiedzią uraziłem Twoje ateistyczne uczucia to
                    przepraszam. Czy gdybym przepisał ten fragment bez odniesień do sił
                    nadprzyrodzonych nadal miałabyś zastrzeżenia?

                    pozdrawiam serdecznie
                    • aandzia43 Re: antropologia płatnego seksu 08.05.08, 11:51
                      aandzia43:
                      > > Ale wizja, że ktoś uprawia ze mną seks za kasę i jeszcze udaje
                      > >zaiteresowanie moją osobą była mi równie obmierzła, jak i dziś.
                      burdelman:
                      > Pewnie gdybym kobietą miałbym podobne do Twojego zdanie w tym
                      > temacie. Inna jest dostępność i łatwość seksu dla kobiety i
                      > mężczyzny.
                      > Wydaje mi się, że nie da się obiektywnie oceniać kobiet używając
                      > męską logikę i przykładając do nich męskie miary.
                      > Nie da się też oceniać mężczyzn używając "żeńskiej" logiki i
                      > przykładając do nich żeńskie miary.
                      > Takie próby niemal zawsze kończą się wnioskiem, że "baby są
                      głupie"
                      > a "facetom tylko dupy w głowie"....i koniec dialogu:)

                      Kobiety i mężczyźni poza tym, że różnią się od siebie w paru
                      kwestiach, są po prostu ludźmi. Czy muszę być koniecznie kobietą, by
                      mierziło mnie oszukiwanie mnie, udawanie zainteresowania czy nawet
                      rozkoszy, a potem rzyganie z obrzydzenia za moimi plecami? Czy muszę
                      być kobietą, by wzbudzało sprzeciw obcowanie z osobą nienawidzącą
                      mnie, za to, co z nią robię? Czy musze być kobietą, by nie
                      odpowiadało mi instrumentalne traktowanie mnie na płaszczyźnie
                      sfery, w której bardzo łatwo zranić ego (inne uczcia zresztą też).
                      Cenię się i nie w smak mi perspektywa potraktowania tak mojej osoby.
                      Chyba nie kobieta i mężczyzna różni się tak bardzo, tylko człowiek
                      od człowieka.
                      Czyba że instynuujesz, że wszyscy mężczyźni lubią być oszukiwani i
                      traktowani jak idioci? Że wszyscy w dupie mają to, że w celu
                      zaspokojenia popędu, który zaspokoić mogą sami, ręcznie, korzystają
                      z cudzego nieszczęścia, biedy, popaprania umysłowego i emocjonalnego?
                      • burdelman Re: antropologia płatnego seksu 09.05.08, 23:52
                        Dzięki za komentarz i odpowiedzi.

                        > Kobiety i mężczyźni poza tym, że różnią się od siebie w paru
                        > kwestiach, są po prostu ludźmi.

                        Tu zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Może zmieniłbym jedynie
                        słowo "paru" na "wielu" co zupełnie nie zmienia sensu całości
                        wypowiedzi ani nie świadczy o "lepszości" czy "gorszości"
                        którejkolwiek z płci.

                        > Czy muszę być koniecznie kobietą, by
                        > mierziło mnie oszukiwanie mnie, udawanie zainteresowania czy nawet
                        > rozkoszy, a potem rzyganie z obrzydzenia za moimi plecami? Czy
                        muszę
                        > być kobietą, by wzbudzało sprzeciw obcowanie z osobą nienawidzącą
                        > mnie, za to, co z nią robię?

                        Nie nie musisz być kobietą, żeby coś takiego Ciebie mierziło.
                        Mnie coś takiego też mierzi i na samą myśl o takim seksie też mi się
                        chce rzygać.
                        Ale chyba zdajesz sobie sprawę, że opisałaś tutaj ekstremalny
                        przypadek i rozciągnęłaś go na wszystkie bez wyjątku kobiety
                        lżejszych obyczajów świata. To manipulacja.
                        Oczywiście są takie prostytutki jak opisałaś, pewnie jest ich
                        niemało ale śmiało zaryzykuję twierdzenie, że w skali całości
                        zjawiska jest to zdecydowana mniejszość. Pewnie nie więcej niż kilka
                        procent.
                        Tak jak i zdecydowaną mniejszością są prostytutki, które uwielbiają
                        to co robią, nie wyobrażają sobie innego zajęcia i przeżywają
                        prawdziwie głębokie orgazmy z niemal każdym klientem.
                        To jest bardzo różnorodna grupa społeczna, która jak każda taka
                        grupa ma swoje ekstrema, ale przeważa środek. Czyli osoby, które
                        akceptują to co robią i czynią to lepiej lub gorzej z większym lub
                        mniejszym zaangażowaniem i nie biegają rzygać po każdym spotkaniu do
                        ubikacji.
                        Szanse na spotkanie ektremalnego przypadku czy z jednej czy z
                        drugiej są minimalne.

                        > Czy musze być kobietą, by nie
                        > odpowiadało mi instrumentalne traktowanie mnie na płaszczyźnie
                        > sfery, w której bardzo łatwo zranić ego (inne uczcia zresztą też).
                        > Cenię się i nie w smak mi perspektywa potraktowania tak mojej
                        osoby.

                        Nie musisz być kobietą, żeby Ci nie odpowiadało instrumentalne
                        traktowanie. Mężczyznom również nie odpowiada instrumentalne
                        traktowanie. Tylko płaszczyzny odczuwania intrumentalnego
                        traktowania dla kobiet i mężczyzn są różne.
                        Założę się, że większość facetów w pewnym przedziale wiekowym nie
                        miałoby nic przeciwko, gdyby kobiety chciałyby z nimi uprawiać seks
                        i jeszcze za to płacić.
                        Natomiast niewielu facetów lubi, gdy np. kobiety pod płaszczykiem
                        udawanego bezinteresownego zainteresowania próbują ich naciągać na
                        kasę. A wiele (nie mylić z większością) "porządnych" kobiet tak robi
                        i między sobą nie uważają tego za coś złego i nie rzygają później z
                        tego powodu.
                        Paradoksem jest to, że nikt nie lubi być traktowany instrumentalnie
                        a niemal każdy na jakiejś płaszczyźnie jest tak traktowany i bardzo
                        niewielu stać jest na to, żeby się przeciwko takiemu traktowaniu
                        zbuntować.

                        > Chyba nie kobieta i mężczyzna różni się tak bardzo, tylko człowiek
                        > od człowieka.

                        Znowu się z Tobą zgadzam.

                        > Czyba że instynuujesz, że wszyscy mężczyźni lubią być oszukiwani i
                        > traktowani jak idioci?

                        Ale faceci uprawiając seks z prostytutką nie czują się oszukiwani i
                        traktowani jak idioci. Wiedzą po co tam idą. Nie idą tam z myślą o
                        spotkaniu kobiety swego życia, przeżycia głębokiego uczucia i więzi,
                        w celu doprowadzenia jej do ekstazy i niewysłowionej rozkoszy tylko
                        idą tam po zaspokojenie swojej potrzeby. Od ich kultury osobistej
                        zależy jak się tam będą zachowywali i jak prostytutki traktowali i
                        jak się do nich odnosili.

                        > Że wszyscy w dupie mają to, że w celu
                        > zaspokojenia popędu, który zaspokoić mogą sami, ręcznie,
                        > korzystają z cudzego nieszczęścia, biedy, popaprania umysłowego i
                        > emocjonalnego?

                        Jeszcze raz powtórzę, że twierdzenie wszystkie prostytutki to ofiary
                        nieszczęść to nieprawda. To jeden z mitów, w który akurat kobietom
                        wygodnie jest wierzyć.
                        Wśród "porządnych" kobiet również jest wiele takich, które są
                        popaprane umysłowo i emocjonalnie. Założę się, że nie mniej niż
                        wśród prostytutek.

                        Wątpię, żeby ten temat aż tak bardzo Cię interesował i żeby dojście
                        do prawdy było dla Ciebie aż tak bardzo istotne.
                        Ale jeśli naprawdę chcesz się dowiedzieć jaka jest prawda to poznaj
                        jakąś przedstawicielkę tego zawodu. Najlepiej z kilkadziesiąt, wtedy
                        próba będzie miarodajna. I nie tylko te tanie i najniższych lotów
                        ale też i te średnie i te luksusowe.
                        Możesz też poszperać po forach lub kometarzach do artykułów o
                        tematyce okołoprostytutkowej, gdzie często można spotkać posty
                        aktywnych prostytutek i zbierzesz tę samą wiedzę nie ruszając się od
                        komputera. Wtedy zacznij formułować swoje sądy i tworzyć swoje
                        wyobrażenia.

                        Proszę abyś nie traktowała mego posta jako atak na Ciebie, czy też
                        jako próbę przekonywania Cię do tego, abyś została prostytutką.
                        Szanuję Twoje poglądy i postawę życiową . Nie oczekuję, że w wyniku
                        tego posta zmienisz zdanie. Z Twoich wypowiedzi widać, że jesteś
                        mądrym i inteligentnym człowiekiem ale uważam, że akurat w tym
                        temacie jesteś w błędzie. Z szacunku do Twojej osoby poświęciłem
                        dłuższą chwilę, żeby Ci odpisać. Ale czuję, że już więcej nic do
                        napisania na ten temat nie mam.

                        Dziękuję za miłą konwersację i pozdrawiam serdecznie.

                • alicja_z Re: antropologia płatnego seksu 05.05.08, 11:59
                  Ciekawa jest dusza faceta...choć bardziej interesuje mnie jego
                  ciało ;-)
                  Oczywiście szanuję Twój pogląd, jakkolwiek morał z tego taki, że
                  najlepszymi i wiernymi partnerami powinni być dla nas faceci po 40-
                  tce, jak nie lepiej. Nie wiem też czy jesteś reprezentatywny
                  dla "modelowego" faceta. A może jesteś jednak tzw.
                  mniejszością ? ;-)
                  • burdelman Re: antropologia płatnego seksu 07.05.08, 13:24

                    > Ciekawa jest dusza faceta...choć bardziej interesuje mnie jego
                    > ciało ;-)

                    :)...rozumiem i życzę wiele radości i rozkoszy w trakcie Twych
                    męskiego ciała eksploracji:)...ja choć nadal kobiece ciała wielbię
                    to chyba przeszedłem już do etapu gdzie dusza mnie ciekawi bardziej:)

                    > Oczywiście szanuję Twój pogląd, jakkolwiek morał z tego taki, że
                    > najlepszymi i wiernymi partnerami powinni być dla nas faceci po 40-
                    > tce, jak nie lepiej.

                    Coś w tym jest:) Jest tylko mały problem. Trudno (co nie znaczy
                    niemożliwe) jest zbudować trwały związek gdy różnica wieku między
                    partnerami jest duża np. większa niż 10lat. Choć ludzie dziś żyją
                    dużo dłużej niż np. 200lat temu, znacznie później się
                    usamodzielniają i później emocjonalnie dojrzewają to pod względem
                    biologicznym niewiele się zmieniło. Nadal dla kobiety najlepszym
                    czasem na rodzenie potomstwa jest wiek między 20 a 30 rokiem życia.

                    > Nie wiem też czy jesteś reprezentatywny
                    > dla "modelowego" faceta. A może jesteś jednak tzw.
                    > mniejszością ? ;-)

                    Chyba nie jestem modelowy i reprezentatywny. Choć jeśli chodzi o
                    potrzeby, pragnienia i sposób myślenia to chyba niewiele odbiegam od
                    większości. Może śmielej i odważniej niż większość potrafie je
                    wyrażać.

                    pozdrawiam serdecznie:)

              • eeela Re: antropologia płatnego seksu 05.05.08, 12:28

                > Ponieważ dziś matury - temat traktuję śmiertelnie poważnie jako
                > rozprawkę maturalna ;-)

                Do diaska, człowiek wchodzi na forum o seksie, a natyka się na całkiem niezłą
                literaturę :-)
                • burdelman Re: antropologia płatnego seksu 07.05.08, 13:28
                  > Do diaska, człowiek wchodzi na forum o seksie, a natyka się na
                  >całkiem niezłą literaturę :-)

                  Widzisz Eeelu co narobiłaś?:) Niby taki niewinny wątek sobie
                  założyłaś...a ile różnych myśli w różnych głowach nim wyzwoliłaś:)
                  Życzę Ci więcej takich trafień:)

                  Pozdrawiam serdecznie
          • eeela Re: antropologia płatnego seksu 05.05.08, 12:22

            > Apropo Twojego dobrego samopoczucia i wiary... w swojego lubego :D:D:D
            > Nic nie trwa wiecznie... ja wytrwałem prawie 10 lat :P:P:P

            A gdzie ja dałam wyraz wierze, że coś trwa wiecznie?
Pełna wersja