out23
10.05.08, 16:54
Ja wiem, że to banalne ale..
Jestem 5 lat w związku z kobietą, zapracowaną, przeświadczoną o
tym ,że jest odpowiedzialna za wszystko ,mówiącą o sobie lojalna
żona, która przy sprzyjającej okazji, wpada w me ramiona szukając
chwili zapomnienia..../ładuje akumulatory/
Następnie wraca w uklad, gdzie starszego syna i męża nazywa
życiowymi idiotami.. /fakt/..na dodatek wg mnie, sama ich sobie
wychowała..
Jej myślenie jest zawsze optymistyczne, życzeniowe..
Koleżanka Jej, pedagog, mówi, że syn młodszy patrzy na to i
durnieje , bo nie widzi związku i sensu.... i miłości...
Tych dwóch nadaje ton...,konsumpcyjny, co skopiuje młodszy syn ?
Prawie wiadomo !
Mama ciagle zarabia a jak jest w domu, to unika konfrontacji i
cieszy sie drobizagami.
Oni są zadowoleni, jest kasa, Jej nie ma , a jak jest, chce zeby
było dobrze, przymyka oczy na wszystko, bo potrzebuje tej chwili
wytchnienia i za nią się sprzeda...
I co tu jest racją:
a/ tkwic w związeku obarczonym błędem i odpowiedzialności jako
pokutę za błędy
b/odejść i miec spokój, ostatecznie jest dwoch dorosłych mężczyzn,
którym nie można wiecznie matkować
Symbioza - mąż
deser - facet
rodzina - poświęcenie
To zestawienia jej słów.....
Ciekawe , gdzie w tym wszystkim jest szczęście np: Jej