Czy to ja mam problem, czy mój mąż?

17.06.08, 16:18
A było tak pięknie...
Udany seks w związku to był nasz znak rozpoznawczy wsród znajomych.
Udany seks był chyba najmocniejszą stroną naszego związku.
Zawsze się super rozumieliśmy w łóżku i myślałam, że tak będzie
zawsze...
No i się pomyliłam.

Historia zaczyna się podobnie jak wiele innych: namiętny i bardzo
częsty seks przez kilka lat przed ślubem, z którego satysfakcję
czerpaliśmy w równym stopniu; jakiś czas później, ale jeszcze przed
ślubem namiętność może trochę przygasła, ale nadal kochaliśmy się
regularnie i ze satysfakcją, bo natura obdarzyła mnie łatwym
dochodzeniem do orgazmu i sporym temperamentem seksualnym. Jak mi
się wydawało.
Przełomem okazała się trudna ciąża i uroki wczesnego macierzyństwa.
Pół roku temu urodziłam nasze pierwsze, zaplanowane i wyczekiwane
dziecko. Jesteśmy szczęśliwymi rodzicami, ale niestety też coraz
bardziej sfrustrowanymi małżonkami.
Moje libido poleciało na łeb i szyję.
Nie mam już takich potrzeb jak kiedyś, co nie oznacza, że całkiem
straciłam ochotę na seks. Ja nadal lubię seks i nadal osiągam
orgazmy, ale nie mam ochoty uprawiać seksu codziennie. Niestety dla
mojego męża dzień bez seksu to dzień stracony.
Stało się to, co kiedyś uważałam za niemożliwe: kłócimy się o/przez
seks.
Dla świętego spokoju postanowiłam się od czasu do czasu "poświęcać",
czyli uprawiać seks tylko dla przyjemności mojego męża, ale szybko
zrozumiałam, że takie postępowanie tylko pogłębia moją frustrację,
sprawia, że czuję się przedmiotem, dmuchaną lalą z seks-shopu.
Dla mojego męża 2-3 razy w tygodniu to za mało. Dla mnie w sam raz.
Bywają weekendy, że kochamy się i dwa razy dziennie, ale potem jest
tylko gorzej, bo mój mąż myśli, że tak już zostanie. Ciągle wypomina
mi jak się poświęcał, gdy byłam w ciąży i przez ostatnie miesiące
nie mogliśmy współżyć. Oczywiście zaspokajałam go wtedy oralnie,
sama nie mogąc mieć orgazmów (ryzyko przedwczesnego porodu), ale
wedłu niego, to tylko on się poświęcał. Przykre...
Niedawno w jakiejś kłótni, mąż mi wykrzyczał, że seks jest dla niego
największą przyjemnością w życiu i nie po to się żenił, żeby sobie
teraz tę przyjemność ograniczać. Moje argumenty, o rzadszym, ale
satysfakcjonującym dla obu stron seksie, w ogóle do niego nie
trafiają. Twierdzi, że potrzebuje seksu codziennie, bo inaczej nie
może się skoncentrować w pracy, staje się nerwowy i spięty. Zdarzało
mu się mnie szantażować w stylu: "zgódź się na seks, bo nie będę się
mógł skupić w pracy". Moje potrzeby są mniej ważne.

Czy to ja mam problem z seksem, czy to mój mąż jest seksocholikiem i
na dodatek egoistą?
    • eeela Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 17.06.08, 16:25
      A siurkiem to nie łaska się pobawić? - zapytaj męża.

      Spadek libido po urodzeniu dziecka jest naturalny i związany z przemianami
      hormonalnymi. Po jakimś czasie wszystko wróci do normy, ale czy nadal będziesz
      miała ochotę na męża, to głowy nie dam, po tym, jak się on teraz zachowuje. Dwa,
      trzy razy w tygodniu u kobiety przepełnionej prolaktyną i wstawającej na nocne
      karmienia to bardzo dobry wynik.
    • lonely_one Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 17.06.08, 16:34
      Powinien to zrozumiec.Zeby sie nie posral za przeproszeniem.
    • glamourous Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 17.06.08, 16:36
      Chcialabym miec meza o takim podejsciu do seksu jak Twoj ;-/ Taki
      facet to wlasciwie moje marzenie...

      A wlasciwie to dlaczego Ty traktujesz te sytuacje jakby byla juz
      ustabilizowana i ostateczna? Moze libido lada moment Ci sie poprawi?
      Czy probowalas sie moze zanalizowac i zastanowic sie na czym polega
      ta zmiana, dlaczego moglo Ci sie "odechciec"? Czy brakuje Ci ochoty
      psychicznej czy fizycznej? Czy maz Cie nadal pociaga? A moze to
      zwykle zmeczenie opieka nad dzieckiem, ktore za rok zwyczajnie Ci
      minie?
      Cos mi sie wydaje, ze jak na kobiete niegdys tak goraca i szczerze
      uwielbiajaca seks, to cos za latwo sie z tym ochlodzeniem
      pogodzilas...
      • anais_nin666 Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 17.06.08, 17:16
        Naprawde Glam chciałabyś mieć takiego (egoistycznego do bólu) faceta? Nie wierzę;)
        Zastanawiałaś się kiedyś czy gdyby facet chciał seksu 2x dziennie czy nie
        zaczęłabyś przed nim uciekać? Czy nasza stala potrzeba nie wynika z tego, ze
        mamy za malo tego czego chcemy?

        Myslę, że seks parę razy w tygodniu u młodej mamy to naprawdę wiele. Być może
        gdy zacznie kobieta przesypiać noce, to i ochota większa wróci. O ile, co
        slusznie zauwazyla Ela, mąż do tego czasu jej nie zarżnie opisami swego
        wielkiego nieszczęscia.
        Dziewczyna oddaje się mężowi nawet gdy nie ma chęci (brr...),a facet widzi tylko
        koniec swego sterczącego fiuta. Chce i koniec. Nalezy mu sie... Czasem warto
        popatrzeć na dłoń i sobie zrobić dobrze samemu.
        Definicja żony jako lali, którą mozna/należy dymać gdy najdzie ochota dość
        odpychająca.

        Glowa do gory. Mezowi proponuje dac pod nos ksiazke opisujaca co dzieje sie z
        kobieta, kt. ma male dziecko, nie przesypia nocy i pada na twarz ze zmeczenia...
        Moze zrozumie, ze nie kieruje Toba zlosliwosc, a zwykle ludzkie przemeczenie.
        • glamourous Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 17.06.08, 18:01
          Anais, nie zazdroszcze autorce watku egoizmu jej faceta, tylko jego
          ognistego temperamentu ;-) I chociaz wiem, ze byc moze przemawia
          przeze mnie typowy syndrom "na cudzym polu trawa zawsze zielensza",
          to marzy mi sie taki wiecznie niezaspokojony facet ktory robilby mi
          wymowki, ze mu wiecznie malo...

          I mimo, ze ogolnie sie z Wami zgadzam (ze egoista itp.) to jednak
          troche rozumiem meza autorki watku. Facet czuje sie pewnie lekko
          rozczarowany - cieszyl sie, ze wygral los na loterii w postaci
          poslubienia autentycznie goracej kobiety, dopasowanej do niego
          temperamentem i potrzebami, a tu taka zmiana frontu... Nic dziwnego,
          ze sie niepokoi i frustruje, bo nie wie, czy to stan przejsciowy,
          czy tez przyjdzie mu tak zaciskac pasa juz przez reszte zycia.
          Jednoczesnie autorka watku nie pisze w jakim wieku jest dziecko i
          jak dlugo juz trwa jej problem z libido. Moze ten stan sie
          niepokojaco przedluza i facet, odczekawszy juz swoje, zwyczajnie
          obawia sie jak bedzie sobie radzil ze swoim libido przez reszte
          zycia? I te obawy stara sie zwyczajnie swojej partnerce komunikowac?
          Nie usprawiedliwiam egoizmu, ale staram sie zrozumiec czlowieka.
          Sama wiem z autopsji, ze w mlodym malzenstwie utrata sielankowych
          wyobrazen o zwiazku czyli taki upadek z idealistycznej chmurki
          niezle potrafi potluc tylek.
          • anais_nin666 Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 17.06.08, 18:58
            No proszę... Glam... czy kobieta mająca chęć JEDYNIE parę razy w tygodniu
            (czasem 2x dziennie!), to kobieta nieognista?? Nie przesadzajmy.
            Rozumiem jej męża - oczywiste, bo sama mam temperament ognisty, ale potrafię
            pojąć, że z jakiś powodów ktoś chce/może/potrzebuje nieco mniej niż wcześniej i
            nie jest to poparte argumentacją "nie, bo nie", a konkretnym powodem, który być
            może przy odrobinie dobrej woli faceta przestanie być powodem, bo minie jak zły
            sen;)
            Poza tym libido nie jest czymś stałym. Może się zmieniać. Mężowi też. Wówczas
            żona powinna jęczeć, że jego penis więdnie jak kwiat lilii (cytując Hrabala)?
            Póki stan nie jest stanem wieloletnim, to nie ma - jak sądzę - dramatu. Warto
            poczekać na powrót prawdziwego apetytu żony. I postarać się osobiście, by powrót
            był naprawdę wielki;)
            • filipinka1212 Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 10.08.08, 18:19
              Facet ma już porobione!!!Chce zaorać babe na śmierć.Egocentryk.W kosmos z nim...
    • lunatic_ann Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 17.06.08, 17:01
      no tak, mnie tez jest trudno wyobrazic sobie siebie nie pragnaca codziennego seksu. Nie mam dzieci, nie wiem, jak to jest. Moze Ci to minie a on, niech troche sie wstrzyma - egista!!
      Moze boi sie, ze dziecko jest i pozostanie dla Ciebie najwazniejsze a on sie juz nie liczy?


      Glamourous - Ja tez chcialabym takiego meza!!
    • kaachna1 Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 17.06.08, 19:57
      zdecydowanie izzzzy z tobą jest wszystko w porządku i tak osiągasz niezły
      wynik,wielu by taki chciało,ale obawiam się,że twój mąż jest
      seksoholikiem,świadczy o tym chociażby to,że jak mówi nie może się skoncentrować
      w pracy,jest nerwowy i spięty i w dodatku cię szantażuje to jest już nałóg i
      obawiam się,że będzie ciągle gorzej i ciągle będzie mu mało aż w końcu nie
      będziesz w stanie sprostać jego wymaganiom jemu potrzebna jest terapia!
      • lonely_one Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 17.06.08, 20:27
        Tez tak mysle ze moze juz byc uzalezniony od seksu.Tylko co jak przezuci sie na
        inne:/Bo przeciez nie bedziesz dala rady np 4 czy 5 razy na dzien:(
    • krissdevalnor100 Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 17.06.08, 20:46
      Nie wiem, czy seksocholikiem, ale egoistą napewno. Wnoszę to z tonu
      jego wypowiedzi i tego, jak stawia sprawę. Osobna sprawa, że
      (poczytasz o tym szeeerooookoooo na tym forum)
      ciąża/hormony/karmienie_naturalne/znów_hormony oraz emocje tudziez
      harówa(ch?) z macierzyństwem związane potrafią kobiece libido mocno
      osłabić.
      Nie chodzi chyba też o ilość zblizeń na tydzień, tylko o ogólne
      dopasowanie i gotowaść do konstruktywnego rozwiazania "problemu". A
      tych właśnie tu najbardziej brak. Dopasowanie- rzecz złudna, zmienna
      i raczej "dar od boga". Sposób załatwiania problemów- uniwersalny i
      wiele mówiący o związku. I dla mnie to byłby problem prawdziwy.
    • prosty_facet Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 17.06.08, 21:58
      izzzzy napisała:

      > Czy to ja mam problem z seksem, czy to mój mąż jest seksocholikiem i
      > na dodatek egoistą?

      On jest seksoholikiem i egoistą ;-)
      Po prostu nie może się pogodzić z czymś, co jest nieuniknione - ludzie się
      zmieniają ..... Ty (jak wiele przed tobą i wiele po tobie) zmieniłaś sie po
      ciąży - to normalne. Niektórym kobietom libido wzrasta a innym spada ... A on
      jest idiotą jeśli nie potrafi tego zrozumieć. 3 razy w tygodniu :-) Jak ja bym
      tak chciał ;-)
      • slonko-3 Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 02:13
        Super odpowiedz-ja też bym tak chciała trzy razy w tygodniu!!!!
      • krzysztof-lis Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 10:18
        > A on jest idiotą jeśli nie potrafi tego zrozumieć.

        Może nie potrafi, może potrafi ale nie chce się z tym pogodzić?

        Też byłbym zły, gdyby kupiony produkt zepsuł się po pierwszym użyciu. ;)
        • izzzzy Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 10:52
          > Też byłbym zły, gdyby kupiony produkt zepsuł się po pierwszym
          użyciu. ;)

          Bez komentarza.
          Twoja wypowiedź jest poniżej mojego poziomu kultury dyskusji.
          • krzysztof-lis Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 11:06
            > Twoja wypowiedź jest poniżej mojego poziomu kultury dyskusji.

            Tylko dlatego, że się ze mną nie zgadzasz, czy może jeszcze masz jakieś inne
            powody?

            Takie jest życie, niestety. Jak wersja demo produktu / usługi (w tym wypadku
            małżeństwa) oferuje coś, czego nie oferuje wersja płatna albo wersja płatna
            przestaje to oferować, bo się psuje, użytkownik jest niezadowolony. Pewnie takie
            podejście nie dziwi Cię w odniesieniu do przedmiotów czy usług, ale do
            małżeństwa już nie możesz tego przyłożyć? Dlaczego?
            • aandzia43 Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 11:16
              Panu krzysztofowi gratulujemy wyszukanych metafor. I zyczymy mu, by
              w wieku 50-60 lat, jak już się nieco zużyje i zdefasonuje,
              użytkownicy, czyli rodzina, wyrzucili go na śmietnik. Nie tego wszak
              oczekiwali na podstawie wersji demo.
              • krzysztof-lis Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 11:50
                > I zyczymy mu, by w wieku 50-60 lat, jak już się nieco zużyje i
                > zdefasonuje, użytkownicy, czyli rodzina, wyrzucili go na śmietnik.
                > Nie tego wszak oczekiwali na podstawie wersji demo.

                Nie wydaje mi się, bym pisał o wyrzucaniu na śmietnik. Raczej o prawie do bycia
                niezadowolonym i do wyrażania tego.
                • aandzia43 Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 11:57
                  Różnica między wyrażeniem niezadowolenia, a terrorem emocjonalnym i
                  forsowaniem swoich zachcianek za wszelką cenę jest taka, jak między
                  życiem z człowiekiem, a korzystaniem z maszynki. Rozumiem, że nie
                  zrozumiesz.
                  • krzysztof-lis Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 12:07
                    > Różnica między wyrażeniem niezadowolenia, a terrorem emocjonalnym i
                    > forsowaniem swoich zachcianek za wszelką cenę jest taka, jak między
                    > życiem z człowiekiem, a korzystaniem z maszynki. Rozumiem, że nie
                    > zrozumiesz.

                    Zdaje Ci się.
            • izzzzy Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 11:52
              krzysztof-lis napisał:
              > Takie jest życie, niestety. Jak wersja demo produktu / usługi (w
              tym wypadku
              > małżeństwa) oferuje coś, czego nie oferuje wersja płatna albo
              wersja płatna
              > przestaje to oferować, bo się psuje, użytkownik jest
              niezadowolony. Pewnie taki
              > e
              > podejście nie dziwi Cię w odniesieniu do przedmiotów czy usług,
              ale do
              > małżeństwa już nie możesz tego przyłożyć? Dlaczego?

              Wiesz... wydaje mi się, że tłumaczenie Ci, dlaczego nie potrafię
              postrzegać siebie w kategoriach "przedmiotu", a seksu w małżeństwie
              w kategoriach "usługi", nie ma większego sensu...
              Wybacz.
              • krzysztof-lis Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 12:09
                > Wiesz... wydaje mi się, że tłumaczenie Ci, dlaczego nie potrafię
                > postrzegać siebie w kategoriach "przedmiotu", a seksu w małżeństwie
                > w kategoriach "usługi", nie ma większego sensu...
                > Wybacz.

                Oczywiście.

                Ale tłumaczenie, dlaczego nie dajesz mężowi prawa do wyrażania swojego
                niezadowolenia, że coś zmieniło się na gorsze, byłoby na miejscu.

                Nie twierdzę, że sposób wyrażania tego niezadowolenia jest właściwy.

                Istotne dla sprawy jest jedno. To nie ON czy TY ma ten problem. Problem jest
                WASZ WSPÓLNY.

                Takie problemy rozwiązuje się przez obustronne ustępstwa, tymczasem Ty się na
                żadne ustępstwa nie godzisz. Ustalcie jakiś rozsądny limit, np. nie rzadziej,
                niż 5 razy w tygodniu, co będzie ustępstwem z obydwu stron. I potem się tego
                trzymajcie.
                • izzzzy Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 12:29
                  Jeżeli uważasz, że ja się "na żadne ustępstwa nie godzę", to znaczy,
                  że czegoś nie zrozumiałeś z mojego postu pt. "KOMPROMIS". Whatever...

                  A "rozsądny limit" to kwestia wysoce subiektywna.
                  • krzysztof-lis Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 12:43
                    > Jeżeli uważasz, że ja się "na żadne ustępstwa nie godzę", to znaczy,
                    > że czegoś nie zrozumiałeś z mojego postu pt. "KOMPROMIS". Whatever...

                    Nie, oznacza to tylko tyle, że odnosiłem się wyłącznie do pierwszego wpisu w
                    wątku. Mój błąd, przepraszam. Tak czy siak, zdaje mi się, że z pierwszego wpisu
                    mogłem odnieść takie wrażenie.

                    > A "rozsądny limit" to kwestia wysoce subiektywna.

                    Nie da się ukryć. Patrząc na to, że Twój mąż by chciał codziennie a Ty 3x w
                    tygodniu, te 5x w tygodniu o których napisałem, zdawało mi się być rozsądne. :)
                    • izzzzy Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 13:27
                      > Nie da się ukryć. Patrząc na to, że Twój mąż by chciał codziennie
                      a Ty 3x w
                      > tygodniu, te 5x w tygodniu o których napisałem, zdawało mi się być
                      rozsądne. :)

                      Gwoli ścisłości: napisałam w pierwszym poście, że mogłabym się
                      kochać 2-3 razy w tygodniu (choć przez nachalność i pretensjonalność
                      mojego męża zdarzało się, że i cały tydzień nie miałam ochoty na
                      seks).
                      Kompromisem było zapewnienie "pakietu gwarantowanego" czyli minimum
                      3x w tygodniu (co nie oznacza, że nie będzie częściej, jak będzie
                      wspólna ochota) z zastrzeżeniem, że przerwy we wspóżyciu nie będą
                      dłuższe niż 2 dni. Wcześniej zdarzało się, że kochaliśmy się tylko w
                      weekend, więc uważam, że moja propozycja jest dla męża mimo wszystko
                      atrakcyjna.

                      Ale oczywiście masz prawo do innej interpretacji słów "rozsądek"
                      i "kompromis", co przy Twoim podejściu do usługowego charakteru
                      małżeństwa, zapewne gwarantuje Ci niewysychające źródło szczęścia w
                      życiu.
                      Powodzenia! ;)
                      • 123endemit Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 10.08.08, 00:49
                        Pewnie,że atrakcyjna... Wielu by chciało z żoną 2-3 razy w tygodniu.
    • izzzzy Problem jest bardziej złożony 18.06.08, 11:15
      Dziękuję za wszystkie posty!
      Chciałabym wyjasnić parę spraw, żeby obraz mojej sytuacji nie był
      zakłamany.
      Jak napisałam, dziecko urodziłam pół roku temu (czyli ma 6 miesięcy -
      to dla glamourous ;), ale piersią karmiłam tylko 3 miesiące. Odkąd
      zaczęłam karmić butelką, nasza córka przesypia całe noce- ok. 10 h.
      Myślę więc, że mój spadek libido nie jest związany z przemianami
      hormonalnymi, przynajmniej już nie. Oczywiście opieka nad pół
      rocznym dzieckiem jest czasami wyczerpująca (szczególnie że po 4
      miesiącach urlopu macierzyńskiego wróciłam do pracy i teraz pracuję
    • izzzzy Jeszcze raz 18.06.08, 11:18
      Dziękuję za wszystkie posty!
      Chciałabym wyjaśnić parę spraw, żeby obraz mojej sytuacji nie był
      zakłamany.
      Jak napisałam, dziecko urodziłam pół roku temu (czyli ma 6 miesięcy -
      to dla glamourous ;), ale piersią karmiłam tylko 3 miesiące. Odkąd
      zaczęłam karmić butelką, nasza córka przesypia całe noce- ok. 10 h.
      Myślę więc, że mój spadek libido nie jest związany z przemianami
      hormonalnymi, przynajmniej już nie. Oczywiście opieka nad pół
      rocznym dzieckiem jest czasami wyczerpująca (szczególnie że po 4
      miesiącach urlopu macierzyńskiego wróciłam do pracy i teraz pracuję
      na dwóch etatach: w pracy i w domu, przy dziecku) ale myślę, że im
      dziecko będzie starsze, tym więcej będzie problemów w jego
      wychowaniu. "Lepiej" już było :)

      Współżycie zaczęliśmy dokadnie 6 tygodni po porodzie, czyli
      książkowo. Oboje nie chcieliśmy dłużej czekać. Mimo, że obawiałam
      się bólu, było fajnie, miałam nawet orgazm. Do póki karmiłam
      piersią, mała spała nieregularnie i nie mieliśmy za dużo okazji, by
      poseksić. Ale jak warunki sprzyjały, to nie odmawiałam. Mimo, że
      czasem byłam bardzo zmęczona, to zgadzałam się na seks, bo chciałam
      mężowi wynagrodzić długie miesiące oczekiwania (seks oralny nie daje
      mu takiej satysfakcji jak waginalny). Odkąd nasza córka zaczęła
      przesypiać całe noce, mój mąż uznał, że teraz sobie
      wreszcie "nadrobi". Najgorsze jest to, że on uważa, że się to jemu
      należy. Potrafił mi powiedzieć, że powinnam się zawsze zgadzać na
      seks, kiedy on ma ochotę, bo to nie kosztuje mnie żadnego wysiłku.
      Czyli parafrazują: przecież żeby wypiąć tyłek nie muszę się
      specjalnie namęczyć, a on zrobi swoje i wszystko będzie ok.
      Przerażające jest to, że jemu już nawet nie przeszkadza to, że leżę
      cicho, odwrócona do niego plecami, jak kłoda, kiedy się kochamy
      mimo, że nie mam ochoty. Liczy się dla niego tylko to, że się
      zaspokoił.
      Oczywiście mógłby się sam zadawalać, ale jak mi powiedział: "nie po
      to się żenił". Ja mu odpowiedziałam, że nie po to wychodziłam za mąż
      żeby za przeproszeniem dawać dupy na żądanie. Obraził się na kilka
      dni. Potem dowiedziałam się, że przez te kilka dni, onanizował się
      codziennie, a nawet 2-3 razy dziennie. To jakiś obłęd :((
      Miałam wrażenie, że pogodził się ze mną tylko po to, żeby uprawiać
      seks.
      To wszystko sprawiam, że czuję coraz większą niechęć do zbliżeń. Mój
      spadek libido ma raczej podłoże psychiczne, bo boli mnie takie
      roszczeniowe podejście mojego męża. On nie potrafi przyjąć mojej
      odmowy. Nalega, nagabuje, aż w końcu ja ostro reaguję, a on się
      obraża. Czasem po takiej kłótni, nie mogę zasnąć i dla rozładowania
      napięcia "robię sobie dobrze". Paranoja.
      Oczywiście zdarzają się dni, kiedy jest nam w łóżku świetnie -
      ostatnio, po seksie zasnęliśmy złączeni, a gdy się przebudziliśmy,
      kochaliśmy się nadal i oboje mieliśmy drugi orgazm. Po takim seksie
      mąż traktuje mnie jak księżniczkę, jest czuły i wylewny w uczuciach.
      Aż do mojej odmowy. Choćby była następnego dnia. Mam wrażenie, że
      apetyt mojego męża na seks, rośnie w miarę "jedzenia".

      Zastanawiałam się, czy nie powiedzieć mu, że podejrzewam go o
      seksocholizm. Ale sporo poczytałam na ten temat i wiem, ze
      seksocholicy zdradzają swoje partnerki, uprawiają seks z kim
      popadnie. Boję się, że mąż może przyjąć, że skoro jest
      seksocholikiem, to ... Nie chcę go naprowadzać na takie myślenie.

      Na razie jestem pewna, że mnie nie zdradza. Ale coraz częściej
      myślę, że to tylko kwestia czasu. Boją się tego okropnie, bo go
      kocham. Kiedyś seks był naszą najmocniejszą stroną, a teraz we
      wszystkim nam się układa, poza seksem. Jako mąż i ojciec sprawdza
      się doskonale. Nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Jako kochanek,
      jest egoistą :(

      Dzisiaj rano postanowiłam porozmawiać z nim na temat jego
      uzależnienia od seksu. Pokłóciliśmy się o seks przedwczoraj i do tej
      pory nie rozmawialiśmy. Niestety, dzisiejsza rozmowa tylko
      pogorszyła sprawę. Mój mąż uważa, że rozładowywanie napięcia poprzez
      codzienny seks to nie problem, a rzecz normalna. Dodał, że seks jest
      jego największą motywacją do życia i czuje się oszukany, bo myślał,
      że będę zawsze chętna.
      Dodam tylko, że niedługo stuknie nam 10 lat pożycia...
      Na moją sugestię, abyśmy udali się do seksuologa, odmówił.
      Na moje pytanie, czy seks 3 razy w tygodniu mu nie wystarczy,
      odpowiedział, że kochając się ze mną tak "rzadko" będzie tak spięty,
      że będzie myślał tylko o szybkim zaspokojeniu się, a nie o mnie w
      czasie seksu. Zatkało mnie...


      I co ja mam robić? Zaciskać zęby i oddawać mu się dla świętego
      spokoju i z obawy przed zdradą, czy walczyć o to aby seks był
      przyjemnością dla nas obojga, ale według zasady, że ważna jest
      jakość, a nie ilość.
      Jestem załamana, bo myślę, że to mój mąż "zabija moje libido"...

      :(((
      • prosty_facet Re: Jeszcze raz 18.06.08, 11:29
        izzzzy napisała:

        > Jestem załamana, bo myślę, że to mój mąż "zabija moje libido"...
        >
        > :(((


        OOOO ..... i właśnie to mu powiedz - jak się nie opamięta to znaczy że jest
        naprawdę egoistą ...
        • izzzzy Re: Jeszcze raz 18.06.08, 14:43
          Powiedziałam. I to nie raz.
          A wtedy mój mąż pyta mnie retorycznie: "To jak ja mam sobie według
          ciebie poradzić z napięciem seksualnym? Co mi radzisz?"
          Onanizowanie się nie jest wyjściem z sytuacji, bo po chwilowej
          uldze, on ma jeszcze większy żal do mnie, że musi się w ten sposób
          zaspakajać. Zresztą ja też się czuję okropnie, kiedy z wiadomych
          przyczyn przedłuża się wieczorny prysznic męża. Zawsze potem jest
          bardzo chłodny w stosunku do mnie.
          A w jego pytaniu czai się niebezpieczny podtekst, który kiedyś może
          się urzeczywistnić.
          No i co ja mam mu poradzić? Żeby zamiast seksu napił się piwa dla
          rozładowania stersu? Jeśli tak, to już niedługo będę musiała napisać
          list pod tytułem "Czy lepiej mieć w domu seksoholika czy
          alkoholika?"
          • flamenco_night Re: Jeszcze raz 18.06.08, 14:52
            Czy on ma jakieś inne możliwości wyładowywania energii i napięcia -
            fizyczne? Czy tylko praca i seks?
            • izzzzy flamenco 18.06.08, 15:20
              Codziennie po pracy biega. Około 30 minut. Bieganie go relaksuje,
              ale nie załatwia sprawy, bo tylko wzmaga jego apetyt na seks, który
              jak powiedział, jest jego największą przyjemnością i daje mu
              motywację do życia. Kurde, myślałam, że to ja i córka dajemy mu
              motywację do życia...
              :(
              • flamenco_night Re: flamenco 18.06.08, 15:45
                No właśnie to zdanie mnie zwaliło z nóg..

                Mam dziwne wrażenie, że jego jestestwo opiera się na możliwości
                ulżenia sobie kobietą - wybacz. Być może masz rację. Jest to
                chorobliwe - zwłaszcza, że na wszelkie próby rozmów w temacie i
                sugestie wizyty u specjalisty, reaguje agresją.
                W ogóle zachowuje się dość dziwnie, bo z takimi potrzebami mógłby
                przelatywać pobocznie panienki - i to by się złożyło w całość, jeśli
                o chorobę chodzi. Natomiast fakt, że nie chce tego robić z innymi, a
                za przymusową masturbację "karze" Ciebie chłodem, dystansem i
                oskarżeniem w każdym geście, pokazuje, jakoby szukał spełnienia
                siebie, jako Twojego mężczyzny, tylko poprzez stosunek waginalny.
                Obawiam się, że tu nie ma na tyle merytorycznie przygotowanych osób,
                żeby Ci SKUTECZNIE doradzić. Polecam zapytanie skierować do
                specjalisty. Szczerze.
                • izzzzy Re: flamenco 18.06.08, 16:03
                  Dochodzę do takich samych wniosków :(

                  A tak na marginesie: mąż mi powiedział, że powinnam być szczęśliwa,
                  że po prawie 10 latach razem, po mojej ciąży i przy różnych
                  niedoskonałościach mojej figury będącymi jej następstwem, nadal go
                  tak bardzo podniecam.
                  Cóż, kij ma dwa końce...
                  A kwestia zdrady, to tylko kwestia czasu. Już go kilka razy
                  przyłapałam na przeglądaniu w internecie stron, na których
                  roznegliżowane panie poszukują pana do ...

                  • flamenco_night Re: flamenco 18.06.08, 16:21
                    tiaaaaa.. pomnik postawić proponuję..

                    Jeśli przy tym uzależnia pożądanie do matki swojego dziecka
                    defektami figury, które zostały nabyte w wyniku noszenia go i
                    rodzenia, to.. ogranicza moje słownictwo takt i cenzura ://
                    Mężczyźni zwykle wielbią te oznaki przynależenia do nich, to jakby
                    sami naznaczyli kobietę (oczywiście, nie mówię o patologii
                    trzydziestu kilogramów nawisu, których babka "nie może" zrzucić, a
                    które nie są konsekwencją jakiegoś okołociążowego schorzenia i
                    leczenia!!). Nie mogę normalnie - gdybym usłyszała taki tekst,
                    więcej by nie dostał, wybacz ;P Kwitowałabym każdą próbę "Misiaczku,
                    nie mogę pozwolić, byś cierpiał dotykając mojego ohydnego ciała, nie
                    mam serca wywoływać w Tobie aż takie obrzydzenie.. bleble" ;))
                    Wybacz tę wstawkę, po prostu zdumienie mnie rozłożyło..
                    • flamenco_night cor. 18.06.08, 16:23
                      "(...) uzależnia OD DEFEKTÓW figury", oczywiście :)
                    • izzzzy Re: flamenco 18.06.08, 16:46
                      Na szczęście nie mam 30 kilogramów nadwagi, a jedynie standardową
                      oponkę pociążową na brzuchu :)
                      Wiem jak jego uwaga zabrzmiała, ale on naprawdę podnieca się na
                      widok mojego ciała. Wystarczy, że się wypnę, czy przypadkowo obnażę,
                      a jemu się już oczy robią maślane i ręce się kleją. Jak jest w
                      dobrym nastroju to nazywa mnie pieszczotliwie "seksbombą".
                      Cieszę się, że mój mąż mnie pożąda, ale przykro mi, że nie szanuje
                      moich potrzeb :(
                      Granica między pożądaniem, a wykorzystywaniem niebezpiecznie się
                      zaciera...
                      I to chyba jednak on ma z tym problem.
                      • flamenco_night Re: flamenco 18.06.08, 16:53
                        Widzisz, ja tu wyczuwam brak szacunku do Ciebie, jako człowieka, nie
                        tylko dla Twoich potrzeb. Jesteś warta docenienia, komplementów i
                        czułości tylko, gdzy zaspokoisz jego zachcianki - jeśli nie,
                        traktuje Cię, jak powietrze. To znacznie głębsze, niż brak
                        zrozumienia dla potrzeb..
                        • zigler Re: flamenco 19.06.08, 13:12
                          flamenco_night napisała:

                          > Widzisz, ja tu wyczuwam brak szacunku do Ciebie, jako człowieka, nie
                          > tylko dla Twoich potrzeb. Jesteś warta docenienia, komplementów i
                          > czułości tylko, gdzy zaspokoisz jego zachcianki - jeśli nie,
                          > traktuje Cię, jak powietrze.

                          W zasadzie to typowy i jedyny efektywny sposób komunikowania swoich potrzeb
                          przez mężczyzn - zły humor. Szczere rozmowy że seksu im brak są upokarzające, a
                          wziąć siła i przylać prawo zabrania.
                          • flamenco_night Re: flamenco 19.06.08, 13:53
                            Wiesz? Mimo naprawdę ogromnego apetytu na uciechy cielesne, uważam,
                            że trzy razy dziennie, to "mała" przesada. Seks, jest jak doskonały
                            deser - przejedzenie powoduje zgagę i zanik ochoty na dokładkę.. po
                            co? ;) Odżywianie się tortem czekoladowym na śniadanie, obiad i
                            kolację, przynosi w końcu opłakane skutki. Może warto dawkować
                            przyjemności bardziej świadomie, by czerpać z ich konsumpcji
                            rzeczywiste i jak największe korzyści? ;)
                            • groszek_73 Re: flamenco 19.06.08, 14:44
                              masz rację, tylko że często w wydaniu kobiet wygląda to jak
                              hasło "rzadko ale z klasą", co tak naprawdę jest sposobem ucieczki
                              od nudnego i nieciekawego seksu z mężczyzną który jest w domu.

                              nie ma się co ścigać, ale z drugiej strony róbmy to często, to
                              naprawdę dobrze robi obu stronom :)
                              • flamenco_night Re: flamenco 19.06.08, 15:08
                                Ja stanowczo nie jestem za opcją "róbmy to rzadko.. z klasą, czy
                                nie, nieistotne w tym przypadku" ;) Ale między "rzadko", a "trzy
                                razy dziennie, codziennie" jest jednak "drobny" rozdźwięk ;DD
                                Oczywiście, cały czas mówię o REALIACH, nie TEORII, jeśli o
                                częstotliwość chodzi :)

                                Na mnie czas na dziś :) Dzięki za dialog :)
                                • grzesko11 Re: flamenco 04.07.08, 00:08
                                  jestem sexocholikiem lubię sex
                                  to kwestia czasu ale na pewno sobie kogoś znajdzie na boku
                                  tym bardziej ze nie trzeba szukać dziewczyna sie sama znajdzie jedna lub więcej
                                  pamiętam taki okres ze mnie sie imiona myliły
                                  ale to dziewczyna nie przeszkadzało ;))
                                  w końcu znalazłem dziewczynę taka co mi dorównywała pod tym względem
                                  kochaliśmy sie po 4-5 godzin czasami codziennie czasami co drugi dzień po trzech
                                  latach jej temperament opadł ,
                                  dobrze ze sie nie ożeniłem niewielka strata tylko pierścionek zaręczynowy za
                                  kilka tysięcy . i pozostaje delikatnie powoli dać do zrozumienia ze to koniec ;)
                                  i zacząć szukać sobie nowej dziewczyny pozdrawiam wszystkich ;)))))

              • laska251 Re: flamenco 30.07.08, 00:35
                współczuje takie meza ogiera niewyzytego bo to co piszesz nie jest
                normalne.gdzie w tym wszystki jestes ty i wasze dzieco????tylko sex
                mu daje siłe tylko sex sie liczy jakis pieprzniety jest.pomysl
                gdybys nie daj boze zachorowała,lezała w łózku przez dłuzszy czas co
                wtedy-teraz jestes zdrowa a kiedys? nie wiadomo jak bedzie i daje
                sobie reke obciac ze nie bedziesz mogła na niego liczyc.jemu na was
                nie zalezy tylko na sexie on jest choy i powinien sie leczyc.przykre
                ale prawdziwe.zwiazek jest toksyczny.uciejak od niego bo cie zniszczy
        • slonko-3 Re: Jeszcze raz 04.07.08, 02:16
          Zgadzam się z prostym_facetem, który jak widać wcale nie jest prosty. Mało tego,
          że mąż jest egoistą to pewnie Cię zostawi i powie, że to Twoja wina.
          Ech...życie, albo-ech seks, który niszczy a nie daje radość!
          • izzzzy slonko 04.07.08, 10:00
            Póki co, nie zanosi się na to.
            Po wczorajszej nocy, dziś rano mąż tryskając szczęściem
            powiedział: "stare, dobre czasy wracają" (!!!)

            :))
      • alicja_z Re: Jeszcze raz 18.06.08, 11:38
        Poświęć się przez parę dni i "żądaj" seksu 5-6 razy dziennie. Długo
        nie pociągnie...;-) no i może ustąpi psychiczny syndrom "braku
        czegoś", który zwrotnie napędza jeszcze bardziej jego potrzeby.
        A tak na marginesie, za 10-15 lat statystycznie to on będzie miał
        problem ze sprostaniem Twoich seksualnych potrzeb. Punkt widzenia
        też od tego zależy...
        • izzzzy alicja 18.06.08, 15:49
          Myślałam o tym, ale chyba to nie ma sensu, bo nawet po weekendzie
          kiedy się kochamy dwa razy dziennie, on już w poniedziałek wieczorem
          jest spragniony. W zeszłym tygodniu, właśnie po takim "seksownym"
          weekendzie, mój mąż w poniedziałek zwierzył mi się, że po raz
          pierwszy od dłuższego czasu nie miał rano erekcji i w pracy nie
          myślał o seksie. Co z tego, skoro wieczorem już mu się chciało :(
          To mnie przerasta...
          Ale masz rację z tym "psychicznym syndromem "braku czegoś", który
          zwrotnie napędza jeszcze bardziej jego potrzeby". Mój mąż zaczął się
          zachowywać w ten sposób dopiero po moim porodzie. Wcześniej zdarzały
          się nam dłuższe okresy bez seksu (ponad rok przebywałam za granicą i
          widywaliśmy się raz w miesiącu) i jakoś dawaliśmy sobie radę. Nigdy
          nie było z tym większego problemu. Chyba w czasie mojej ciąży i
          połogu mąż nabawił się jakiegoś urazu. Przez 5 miesięcy wspólnego
          spania bez współżycia (seks oralny go tak nie satysfakcjonuje jak
          waginalny) wyobrażał sobie jak to będzie wspaniale, gdy dziecko się
          już urodzi. Nie raz mi opowiadał jak to będziemy się kochać bez
          żadnych ograniczeń. Tylko nie wziął pod uwagę tego, że po porodzie
          ja mogę mieć mniejsze potrzeby.
          Może on jeszcze nie odreagował stresu związanego z ciężka dla nas
          obojga ciążą i koniecznością powstrzymywania się od seksu dla
          zdrowia i życia dziecka?
          Staram się go zrozumieć, ale nie mogę sprostać jego oczekiwaniom...
          • avide Re: alicja 04.07.08, 12:24
            Wiesz co... 2 razy dziennie dla faceta o duży temperamencie to naprawdę ilość dobra/bardzo dorba/idealna*
            *(niepotrzebne skreślić) ;-)))

            Jednak zapewniam Cię, iż seks 5-6 razy dziennie przez tydzień wykończy KAŻDEGO faceta bez wyjątków. A wtedy dowal mu wprost... "no i co cieniasie, nie dajesz rady ??? co się z tobą dzieje, czyżby stare dobre czasy były już za tobą, mam ci pomocnika znaleźć. No dalej jazda, majtki w dół i stawiaj go na baczność ???? "
            A jak już w końcu wymięknie powiedz mu wprost, "teraz rozumiesz swoją egoistyczną postawę czy dalej nic nie kapujesz" ??

            Oczywiście na początku się zepnie i jeszcze ze dwa razy da radę ale każdy facet ma swoja wytrzymałość której zwyczajnie nie jest w stanie przeskoczyć. Wiem bo sam jestem facetem o dużym temperamencie co jednak nie powoduje, że nie ma granicy przy której wymiękam. ;-)) Wartości liczbowych podawać nie będę powiem tylko, że 2 razy dziennie nawet przez dłuższy okres (nie 1-2 dni tylko przynajmniej 2 tygodnie) czasu to bułka z masłem (przetestowane, przynajmniej teraz póki jestem jeszcze młody ;-) ).
            Jeśli takiej lekcji nie zrozumie Twój facet to cóż....

            Poza tym uważam, że jest cholernym egoistą.
            Facet rozpatruje wasz związek w kategorii ON i JEGO potrzeby a nie w kategoriach WY i wasze potrzeby. Jeśli tego nie zrozumie bardzo szybko wasz związek się rozpadnie. Bo jego egoizm skieruje go między nogi innej tylko dlatego, że sperma mu do mózgu uderza. Zaciągnij go choćby na siłę do seksuologa może jak mu facet powie, na czym polega związek oraz jaka jest zmienność libido w zależności od wieku i czasu trwania związku to do niego dotrze.
            Z takimi niereformowalnymi typami trzeba czasami postąpić bezwzględnie. Ja w taki właśnie sposób (dając poczuć na własnej skórze błędność działania, myślenia) "wychowałem" sobie żonę.
            Jak się poznaliśmy istniała dla niej ona i jej ego. Na różne pytania "dlaczego?" mówiła "bo ja taka jestem i już". Byłem twardy i nieustępliwy i z czasem okazało się, że jednak można się zmienić. BO MOŻNA !!!!!!!!!!!!!!!!! Ktoś kto argumentuje "bo taki jestem" dla mnie osobiście mówi "mam cię w du...e i albo się dostosujesz albo spadaj".
            Co ma twój mąż zrobić z nadmiarem spermy ?
            Odpowiedź jest prosta: Masturbacja. Choćby nie wiem jak bardzo go to bolało. Jeśli choć trochę zależy mu na was nie powinno być to takim problemem.

            A tak jeszcze BTW powiedz jaki jest podział obowiązków przy dziecku ?? Może prześpij sobie spokojnie tydzień podczas, gdy on będzie wstawał i gonił na każde kwilenie. Powiesz mu "kochany mężu chcesz seksu ? tak ? Bardzo ?? oki dostaniesz go, ale bierzesz obowiązki na siebie." Jak nie prześpi 2-3 tygodni, jak go w pracy przycisną, zmęczy sie jeszcze bieganiem (BTW też dużo biegam i powiem Ci, że to podnosi poziom testosteronu i poprawia sprawność seksualną, zawsze po bieganiu mnie roznosi choć fizycznie jestem padnięty), w dodatku ty go jeszcze przez tydzień lub dwa przyciśniesz ;-)) w łóżku cóż... zacznie uciekać z podkulonym ogonem na samą myśl o seksie 2 x dziennie i zapragnie choćby dnia przerwy.
            Kto wie może nawet dojdzie do wniosku, że jest tylko człowiekiem a nie seks maszyna itp ;-)))).

            Pozdrawiam.
            Avide.
            • izzzzy avide 04.07.08, 16:41
              Na początku odpowiem na Twoje pytanie.
              Jeśli chodzi o podział obowiązków przy dziecku - to na mnie spoczywa
              główny ciężar opieki nad naszą córeczką. Podział ten jest wynikiem
              całkiem naturalnego faktu, że to ja karmiłam piersią, a nie mój mąż
              i to ja byłam na urlopie macierzyńskim, a nie mój mąż. Budzenie go w
              nocy do karmienia dziecka było kompletnym bezsensem. Co prawda po 3
              miesiącach przeszłam na karmienie butelką, ale mój mąż nie zdążył
              sobie wyrobić nawyku wstawania do dziecka w nocy tzn. w ogóle nie
              słyszy jego płaczu. Mnie natomiast wystarczy ciche kwilenie małej,
              abym natychmiast stała przy jej łóżeczku. Wkładam jej smoczek do
            • izzzzy jeszcze raz 04.07.08, 16:43
              Na początku odpowiem na Twoje pytanie.
              Jeśli chodzi o podział obowiązków przy dziecku - to na mnie spoczywa
              główny ciężar opieki nad naszą córeczką. Podział ten jest wynikiem
              całkiem naturalnego faktu, że to ja karmiłam piersią, a nie mój mąż
              i to ja byłam na urlopie macierzyńskim, a nie mój mąż. Budzenie go w
              nocy do karmienia dziecka było kompletnym bezsensem. Co prawda po 3
              miesiącach przeszłam na karmienie butelką, ale mój mąż nie zdążył
              sobie wyrobić nawyku wstawania do dziecka w nocy tzn. w ogóle nie
              słyszy jego płaczu. Mnie natomiast wystarczy ciche kwilenie małej,
              abym natychmiast stała przy jej łóżeczku. Wkładam jej smoczek do
              buzi i po minucie śpię dalej.
              Oczywiście mogłabym budzić męża do nocnego wstawania i on nawet nie
              miałby do mnie pretensji o to, ale zwyczajnie mi go żal. Mój mąż
              pracuje więcej i ciężej ode mnie i ja rozumiem, że potrzebuje się
              wyspać.
              Nie znaczy to, że w ogóle nie pomaga mi przy dziecku. Robi wszystko
              o co go poproszę (spacery, zabawa z dzieckiem, wieczorne kąpanie),
              ale całe "zaplecze" jest na mojej głowie. I tak jest o.k., nie
              skarżę się.

              Wracając do metody wykańczania faceta seksem po 5-6 razy dziennie
              przez tydzień - najpierw musielibyśmy komuś oddać nasze dziecko, by
              mieć tyle okazji do seksienia :) A jest to akurat niemożliwe,
              niestety.
              Zresztą nie wiem, czy sama dałabym radę przy moim obecnym poziomie
              libido, a poświęcanie się na siłę, mogłoby się skończyć u mnie
              trwałym seksowstrętem :)
              Ale nie wątpię w skuteczność tej metody, bo kiedyś mój bliski
              znajomy opowiedział mi, jak to go żona "katowała" seksem oralnym
              tj. "robiła mu loda" przy każdej sposobności (np. robiąc w łazience
              pranie), żeby wreszcie przestał truć, że mu mało. Po kilku dniach
              wielokrotnego szczytowania w ustach żony miał dość :))
              Zmęczenie materiału, ot co!

              Chociaż mam poważne wątpliwości, czy to zadziałałoby na mojego męża.
              W pierwszym roku naszej znajomości, kiedy to ja miałam większy
              temperament od niego i inicjowałam seks 3-4 razy dziennie, spryciarz
              odmawiał sobie orgazmu, żeby móc mnie zadowolić kilka razy dziennie.
              No, ale wtedy byliśmy beztroskimi, choć biednymi studentami i seks
              był dla nas główną rozrywką pozalekcyjną ;))
              Niemniej jednak wiem, że mój mąż może często i to przez duuużo
              dłuższy czas, niż tydzień.
              Pierwsze trzy lata naszego związku kochaliśmy się przynajmniej dwa
              razy dziennie, potem już "tylko" raz, a rok przed ślubem co dwa dni.
              Po ślubie (po 6 latach "bycia razem")nadal regularnie, a dwa i pół
              roku później na świat przyszła nasza córeczka i...

              Kurde, dochodzę do wniosku, że mój mąż jest jednak SEX-MACHINE!!!

              Pozdrawiam

              P.S. Potwierdziłeś moje obserwacje, że po jogging'u facet jeszcze
              bardziej ma ochotę na seks. O zgrozo... bo mój biega codziennie! :(

      • 123endemit Re: Jeszcze raz 10.08.08, 01:01
        Kup elektrycznego przyjaciela :) Jest wierny,nie narzeka,nie wymaga i nie
        zmusza... ale też daje do myślenia mężom.
    • okulista1300 Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 18.06.08, 15:35
      Wyszłaś za nie douczonego egoistę przykre.
      • groszek_73 Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 18.06.08, 16:52
        izzzy, twój mąż jest bardzo wyposzczony i w tej chwili po dłuższej
        przerwie po prostu rzuca się jak pies na kość [przepraszam za
        porównanie :)]. Niestety ty masz już dziecko, więc on schodzi na
        dalszy plan. I tego nie akceptuje. Miałem ten sam problem, moja żona
        również. nie jest egoistą, po prostu trudno mu myśleć kiedy chce mu
        się seksu.

        Oddajcie dziecko na weekend i poszalejcie porządnie
    • heterosapiens Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 18.06.08, 17:05
      Izzzy, nie oceniam twojego męża bo nie znam jego punktu widzenia.
      Ale zazdroszczę mu szczerze takiej żony. Z tego co piszesz bije
      ogromna miłość i otwartość na jego potrzeby. Mam nadzieję że choć
      trochę docenia jak dobrze trafił. Pozdrowienia...
      • izzzzy heterosapiens 18.06.08, 19:14
        Dziękuję Ci dobry człowieku za miłe słowa!
        Pozdrawiam
        :)
    • gosiablo Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 19.06.08, 00:26
      Przeczytałam z uwagą twojego posta - znam to wszystko. Miałam takie same odczucia, nawet użyłam kiedyś tego zwrotu "dmuchana lala". To było po urodzeniu starszego synka. Jakoś to wspólnie przetrwaliśmy, zapadła decyzja o drugim dziecku, ciąża i co...
      I jak mnie w tej ciąży naszło to mnie do tej pory trzyma (maluszek ma rok). A mój mąż awansował i popadł w pracoholizm i już nie chce mu się tak jak się chciało kiedyś. I teraz ja patrzę na niego i wiem że dziś nic z tych rzeczy. Przyjemne to nie jest. W życiu bywa różnie, weź to pod uwagę, bo może sama kiedyś będziesz mogła poczuć co znaczy mieć ochotę na ukochanego faceta który właśnie zasypia tyłem do ciebie. Oczywiście zawsze wtedy można załatwić sprawę pod prysznicem a potem tryskać optymizmem i energią... Sorry za obcesowość ale wieczór zapowiadał się inaczej a tu pikuś - siedzę na forum.
      • lunatic_ann Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 19.06.08, 02:50
        daj spokoj, wspolczuje..
        rozumiem Cie, bo ja ostatnio jak facet, ktorego kochalam nie chcial poplakalam
        sie jak male dziecko.. czulam sie taka odrzucona i do kitu... jego tlumaczenia
        (bylo w tym drugie dno) byly dla mnie tylko porazka... glupi byl on. A ja
        jeszcze glupsza, ze sie zgadzalam na to wszystko.
        to byl facet, nie maz - ojciec moich dzieci, jak Twoj... ja nie wiem. czy
        psychicznie bym wytrzymala...
        niby mam wyobraznie, a nie wiem, co bym zrobila
        przeciez zadne z nas nie jest tu(na forum) niewolnikiem seksu - poprostu
        potrzebuje bliskosci, ktora w ten sposob JEST BARDZO okazywana, a nie trzymanie
        za pieprzona reke i mowienie "czy to jest jedyny sposob(seks) zeby wyrazic Twoje
        uczucia??" TAK K... CZESTO JEST!
        • groszek_73 Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 19.06.08, 11:01
          ciekawi mnie jedno. Dlaczego jak kobieta odmawia, to zawsze ma ważny
          powód. Jak facet mówi nie, to na pewno robi to specjalnie i zaraz
          płacz. Drogie panie, zawsze tak to odbieracie ? Bo nam też bywa
          przykro.
          • flamenco_night Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 19.06.08, 11:13
            Coś mam ochotę tu wkleić, ale byłoby za dużo do czytania.. no i
            zostałabym ptakiem, co własne gniazdo kala ;D

            Więc jedynie przytaknę.. niestety.
            • zigler Lekarstwo 19.06.08, 11:33
              Z reguły wydarzeniem które rewiduje te ważne powody niechęci do seksu u żony
              jest zauważenie mocnego zainteresowania męża inną kobietą, szczególnie jeśli
              towarzyszy temu zainteresowaniu wzajemność.

              jeżeli to nie pomaga to znaczy że go ceni tak nisko jako mężczyznę że i sytuacja
              jest i tak beznadziejna
              • flamenco_night Re: Lekarstwo 19.06.08, 11:36
                Tak. Tylko świadomość bywa zbyt bolesna. Znam takich, których żony
                doskonale wiedzą, co oznacza cotygodniwy "wyjazd na
                rybki/grzybki/piwko" i z ulgąodetchnęły, gdy wyjazdy się zaczęły.. i
                tak się życie toczy - od wyjazdu do wyjazdu..
                • zigler Re: Lekarstwo 19.06.08, 11:43
                  flamenco_night napisała:
                  > rybki/grzybki/piwko" i z ulgąodetchnęły, gdy wyjazdy się zaczęły.. i
                  > tak się życie toczy - od wyjazdu do wyjazdu..

                  Niestety kobiet które lubią seks wcale nie jest tak bardzo wiele.
                  Dla wielu jest to jedynie etap w życiu który sie kończy definitywnie z przyjściem na świat dzieci i domową stabilizacją.
                  Byle dzieci miały jako takiego ojca, pensja na koncie sie pojawiała i przed księdzem i rodziną można było sie z mężem pokazać.
                  • flamenco_night Re: Lekarstwo 19.06.08, 12:16
                    Jestem niechlubnym wyjątkiem.. ale śmiem twierdzić, że jednak jest
                    ich całkiem sporo - o czym świadczą choćby posty na forum tych pań,
                    które cierpią z powodu oziębłości seksualnej mężów.
                    • zigler Re: Lekarstwo 19.06.08, 12:19
                      flamenco_night napisała:
                      > ale śmiem twierdzić, że jednak jest
                      > ich całkiem sporo - o czym świadczą choćby posty na forum tych pań,
                      > które cierpią z powodu oziębłości seksualnej mężów.

                      Na tym forum faktycznie całkiem sporo :)
                      Dlatego jest ono tak interesujące.
                      • flamenco_night Re: Lekarstwo 19.06.08, 12:23
                        Faceci ;P;P

                        ..musiałam tak skonkludować, wybacz ;)
                        • zigler wyjątkowość 19.06.08, 12:31
                          Facetów którym brak seksu masz w necie na pęczki w kazdym gatunku i temacie.
                          Kobiet zresztą zainteresowanych seksem jest na pęczki też tylko zawsze za ich zainteresowanie seksem oczekują gratyfikacji w granicach 150-300 pln za godzinę.
                          Tu mamy sytuację wyjątkową :)
                          • flamenco_night Re: wyjątkowość 19.06.08, 12:34
                            No bo tu mamy kobiety, nie dziwki ;)
                            Dziwki, niezależnie od płci, KOCHAJĄ PIENIĄDZE. Jedni pracują głową,
                            drudzy rękoma, trzeci.. licem, powiedzmy;P
                            Kobiety KOCHAJĄ SEKS - w tym przypadku ;)
                            • zigler Re: wyjątkowość 19.06.08, 12:37
                              Znasz inne miejsca w sieci w których naraz można znaleźć jednocześnie tyle kobiet nie obawiających sie inteligentnie napisać i podzielić że kochają seks (bez finansowej gratyfikacji)???
                              • flamenco_night Re: wyjątkowość 19.06.08, 12:45
                                Hm.. nie wiem, na forach dawno nie bywałam.. natomiast blogowe
                                koneksje pozwalają mi dojrzeć co najmniej kilka takich.. oaz życia
                                normalnego ;))
                                • zigler Re: wyjątkowość 19.06.08, 15:06
                                  flamenco_night napisała:

                                  > Hm.. nie wiem, na forach dawno nie bywałam.. natomiast blogowe
                                  > koneksje pozwalają mi dojrzeć co najmniej kilka takich

                                  Złudzenie jedynie, najpopularniejsze blogi z branży którą się zajmuje są pisane
                                  pod zamówienie i opłacane za popularność. Znowu chodzi o kasę.
                                  Ludzi zawodowo piszących na forum pod wieloma nickami też znam osobiście.
                            • groszek_73 Re: wyjątkowość 19.06.08, 12:39
                              zigler, generalizujesz. większość kobiet seks lubi, tyle że często
                              mąż nie kojarzy się z kochankiem [również z naszej winy]. To praca
                              dla obu stron, rozmowa i nie obruszanie się na kwestie - może jest z
                              nami coś nie tak ?.
                              • flamenco_night Re: wyjątkowość 19.06.08, 12:48
                                Wysiłek jest potrzebny - z obu stron. Ale i wyrozumiałość, a przede
                                wszystkim zaufanie. Niestety, cześto w odpowiedzi na zaufanie w
                                kwestiach intymnych potrzeb kwitowane jest furią, oskarżeniami, bądź
                                ironią. Z prostej przyczyny - ten, który bardziej kocha, bardziej
                                potrzebuje, bardzie pożąda jest "w garści", tudzież "na widelcu"
                                strony dzierżącej obiekt pożądania.
                                • zigler Re: wyjątkowość 19.06.08, 13:21
                                  flamenco_night napisała:

                                  > Wysiłek jest potrzebny - z obu stron. Ale i wyrozumiałość, a przede
                                  > wszystkim zaufanie

                                  Zaufanie musi mieć swoje granice.
                                  A do wysiłku można zmotywować drugą stronę jeśli nie ma wzajemności jeżeli sama empatia nie skutkuje tylko wizją odejścia i utraty swojego zaangażowania.
                                  Podobnie w każdej innej dziedzinie, pracy, zawierania umowy itd.
                                  • flamenco_night Re: wyjątkowość 19.06.08, 13:55
                                    ..co napisałam innymi słowy w rozwinięciu :)

                                    Wczoraj przeczytałam tutaj, że adorowanie, czy docenianie mężczyzny,
                                    to odwrócenie ról.. jednak kobiety potrafią mnie zaskoczyć
                                    przecenieniem siebie samych czasem ;DD
                              • flamenco_night ... 19.06.08, 12:49
                                przepraszam za bład logiczny i literówkę w powyższych zdaniach.. za
                                głośne mam w tej chwili otoczenie;D
          • lunatic_ann Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 19.06.08, 15:21
            ja zawsze tak to odbieram... jak mi sie nie wytlumaczy i nie powie
            dlaczego. Wtedy plakalam cala noc on w koncu zaczal mnie przytulac i
            w koncu sie kochalismy... :):)
            ale to nie bylo z premedytacja !!
            naprawde mnie jest bardzo bardzo przykro jak slysze nie
            • zigler Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 19.06.08, 15:34
              lunatic_ann napisała

              > dlaczego. Wtedy plakalam cala noc on w koncu zaczal mnie przytulac i
              > w koncu sie kochalismy... :):)

              I o to chodzi.
              Baba płacze to facet okazujący wyrozumienie i opanowanie może wreszcie poczuć
              męski przy niej.
              • lunatic_ann Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 20.06.08, 05:18
                noooo...:):)
                uwielbiam to!!
    • tubing Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 19.06.08, 11:58
      Kompromis, to magiczne słowo...Wszyscy wiemy, co oznacza, jak
      wielkie ma znaczenie przy różnicy zdań, potrzeb, oczekiwań. Nie
      widać w postach propozycji kompromisu dla Izzzzy. Zdania są wyraźnie
      spolaryzowane. Nie mam tu na myśli polaryzacji opinii komentujących
      wg. płci. Komentarze podzielone sa wg. potrzeb. I nie brakuje w nich
      inwektyw pod adresem Izzzzy i jej Faceta. Może poza jedną
      odpowiedzią...
      Najgłośniej słychać męskie głosy. I to nie dziwi. Damom może nie
      wypada (choć jak najbardziej wypada!), ale i one wyraźnie,
      zdecydowanie artykułują własne potrzeby i oczekiwania.
      Czy Izzzzy w zadanym pytaniu oczekiwała od nas odpowiedzi, jak to u
      nas jest?! Coś pominąłem w jej poście, może czegoś nie rozumiem?!
      Jeśli piszemy o własnych problemach w odpowiedzi na jej pytania nic
      w zamian nie proponując, to utwierdzamy ja w przekonaniu, że
      sytuacje takie jak Ona ma w domu są na porządku dziennym. I w
      związku z tym, nie należy nic robić w tym kierunku, żeby stosunki
      między Nią a Jej małżonkiem uległy poprawie. Bo, po co?! Wszyscy tak
      mają...
      Zadajmy sobie wysiłek, zdobądźmy się na odwagę napisania, jak sobie
      radzimy, radziliśmy w domach z takim lub podobnym problemem? Jak
      radzą sobie kobiety i jak mężczyźni w związkach, gdzie są różne
      potrzeby i oczekiwania partnerów wobec siebie na własnych
      przykładach?

      Przepraszam, jeśli kogoś uraziłem.
      • izzzzy Kompromis 19.06.08, 15:23
        A jednak moja wczorajsza poranna rozmowa z mężem na temat
        jego/naszego problemu przyniosła efekty. Nie natychmiastowe, ale
        jednak.
        Kiedy po naszej rozmowie wyszedł wściekły do pracy, myślałam, że nic
        do niego nie dotarło. Okazało się, że chyba potrzebował czasu aby
        przetrawić to, co usłyszał. Po powrocie z pracy, był miły, choć nie
        nawiązywał rozmowy. Chyba mu było wstyd.
        Kiedy córka poszła spać, postanowiłam jeszcze raz z nim porozmawiać,
        bo wyczułam, że jest nastawiony pojednawczo.
        To była już zupełnie inna rozmowa. I choć mąż miał do mnie
        prenetsje, że mu wmawiam uzależnienie od seksu i nadal twierdził, że
        nie ma z tym problemu, zgodził się na kompromis.
        Zaproponowałam mężowi tzw. "pakiet gwarantowany" :) Czyli seks
        przynajmniej 3 razy w tygodniu, z zastrzeżeniem, że przerwy między
        współżyciem nie będą trwały dłużej niż 2 dni. Trzeciego dnia po
        prostu nie odmówię. Wyjątkiem są okoliczności obiektywnie
        uzasadnione.
        Wiem, że brzmi to trochę sztucznie i beznamiętnie, ale poszłam za
        przykładem jednej z forumowiczek, u której co prawda problem był
        odwrotny, ale rozwiązanie się sprawdza.
        Najważniejsze, że mój mąż się zgodził na takie warunki, a nawet
        ucieszył!!! Sam przyznał, że mając świadomość tego, że nie będzie
        się musiał "prosić" o seks, może przestanie tak obsesyjnie o nim
        myśleć. Bo do tej pory nigdy nie miał pewności, czy mu się uda
        namówić mnie na seks, więc korzystał z każdej okazji. Teraz już
        rozumie, że wywoływało to skutek odwrotny od zamierzonego.
        Naturalnie wolałby kochać się ze mną częściej, więc zapewniłam go,
        że jeśli te 3 razy w tygodniu będzie mi dobrze, niewykluczone, że
        będę miała ochotę na więcej ;) Byleby mnie nie nagabywał. Sama się
        do niego dobiorę :)

        Mam nadzieję, że ten układ zadziała. Jeśli nie, będę nalegać na
        wizytę u seksuologa. Będzie musiał się zgodzić.

        A koniec (przynajmniej na razie) tej historii jest taki, że miałam
        wczoraj mega-orgazm! Mąż się baaardzo postarał...
        :)
        • heterosapiens Re: Kompromis 19.06.08, 23:49
          Widzę że już wszyscy wylali w tym wątku swoje tradycyjne żale i
          frustracje, ale ja bym jeszcze raz chciał wrócić do podziwu dla
          związku izzzy.

          Na tle innych historii z forum tutaj jest dwoje ludzi, którzy oboje
          lubią seks, słuchają się nawzajem, są w stanie o tym rozmawiać i
          coś ustalić. Facet porząda jej jak dziabli ale też (wbrew opiniom
          niektórych pań z innych postów) nie jest chyba tak strasznie
          egoistyczny i zaborczy. Jednak słucha i coś do niego dociera. A w
          międzyczasie potrafi dać jej mega orgazm.
          A Izzzy może faktycznie ma chwilowo trochę mniejsze potrzeby, ale
          widzi problem, chce cos z tym zrobić. Widzi że facet się męczy i ją
          to męczy. JEST JEJ PRZYKRO ŻE MOŻE ZASPOKOIĆ FACETA TYLKO ORALNIE
          BO WIE ŻE ON BY WOLAŁ SOBIE WSADZIĆ... Ludzie! Gdzie są takie
          kobiety??? Izzzzy nie masz czasem bliźniaczki???
          • izzzzy heterosapiens 20.06.08, 14:50
            :)
        • gomory Re: Kompromis 20.06.08, 00:41
          > Wiem, że brzmi to trochę sztucznie i beznamiętnie...

          Dla mnie nie troche a zupelnie. Bez obopolnej ochoty seks nie wydaje mi sie zbyt pociagajacy.
          Jesli jednak to rozwiazanie was satysfakcjonuje to gratuluje szczesliwego finalu i zycze kojnych megaorgazmow.
          • izzzzy gomory 20.06.08, 14:10
            Jak napisałam ten układ to KOMPROMIS.
            Jasne, że wolę uprawiać seks wtedy, kiedy mam na to ochotę, ale
            takie stawianie sprawy prowadziło tylko do kłótni i wzajemnych
            pretensji. Chyba już pogodziłam się z tym, że nie przy każdym
            zbliżeniu będę osiągać orgazm. W końcu to ja mam problem z obniżonym
            libido, a nie mój mąż. Pozostaje mi czekać na lepsze czasy...

            Poza tym uważam, że jeśli naprawdę kocha się partnera, to i jego
            orgazm sprawia przyjemność. Udany seks dla kochających się osób nie
            jest uwarunkowany obupólnym osiąganiem orgazmu. Ale to nie może stać
            się regułą w łóżku. Najgorsze co można zrobić, to przyzwyczaić
            partnera (i siebie) do sytuacji, w której tylko on osiąga orgazm i
            nie musi się starać o zadowolenie drugiej strony.

            Dążąc do kompromisu, głównie chodziło mi o to, aby mąż przestał mnie
            codziennie nagabywać na seks, bo to jeszcze bardziej zniechęcało
            mnie do seksienia i w rezultacie kochaliśmy się rzadziej, niż
            moglibyśmy. Bo po każdej kłótni o seks mijało kilka dni, zanim
            dochodziło do kolejnego zbliżenia. A wtedy mój mąż znowu potrzebował
            się "seksualnie wyżyć" i błędne koło się zamykało.

            Mam nadzieję, że kiedy nie będę czuła presji ze strony męża, nasze
            współżycie będzie dla mnie bardziej satysfakcjonujące. A
            jednocześnie mąż, mając zapewniony "pakiet gwarantowany", trochę się
            uspokoi. I nie będzie się ciągle narażał na moje odmowy (jakie to
            jest poniżające zrozumiałam na tym forum).
            Nawiasem mówiąc, odmawianie seksu ukochanej osobie jest dla mnie
            równie upokarzające...
      • melan2 Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 21.06.08, 23:53
        brawo tubing, powinieneś to wpisać w szereg innych topików. Zauważyłam że wiele
        osób prowadzi tutaj w końcu krasomówczą (tudzież krasopisarską;-) polemikę
        zapominając o tym, żeby dodać jak z czymś sobie RADZIMY, co DORADZAMY a nie
        tylko co u nas słychać i co SąDZIMY na dany temat.
        fakt faktem, że jednak niektóre polemiki są urocze i można z krzesła polecieć :-)
    • zigler Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 19.06.08, 17:57
      izzzzy napisała:

      > Udany seks był chyba najmocniejszą stroną naszego związku.
      > Zawsze się super rozumieliśmy w łóżku i myślałam, że tak będzie
      > zawsze...

      Taką Cię brał, taką pokochał a ty wywinęłaś mu numer normalnie. Ty sie zmieniłaś on nie i oczekujesz że on sie dostosuje i to on ma być egoistą?

      > Moje libido poleciało na łeb i szyję.
      > Czy to ja mam problem z seksem, czy to mój mąż jest seksocholikiemi
      > na dodatek egoistą?

      Zaczyna się klasycznie jak to po dziecku.
      Skończy sie pewnie też klasycznie, ty będziesz z łaski coraz rzadziej wypinać dupę, aż któregoś dnia on wreszcie spotka taką chętną jaką ty byłaś przed dzieckiem i się złamie.
      • izzzzy Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 19.06.08, 18:22
        Masz prawo do swojego zdania. Pewnie przemawia przez Ciebie
        traumatyczne doświadczenie życiowe. Współczuję...
    • sagittka Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 19.06.08, 18:49
      izzzzy:
      > Czyli parafrazują: przecież żeby wypiąć tyłek nie muszę się
      specjalnie namęczyć, a on zrobi swoje i wszystko będzie ok.
      Przerażające jest to, że jemu już nawet nie przeszkadza to, że leżę
      cicho, odwrócona do niego plecami, jak kłoda, kiedy się kochamy
      mimo, że nie mam ochoty. Liczy się dla niego tylko to, że się
      zaspokoił.

      glamorous:
      > nie zazdroszcze autorce watku egoizmu jej faceta, tylko jego
      ognistego temperamentu ;-)

      Glam, wybacz, ale to co opisuje autorka nijak ma się do ognistego
      temperamentu. Facet jest niewyżyty i mógłby pieprzyć bez przerwy,
      ale to nie świadczy jeszcze, że jest dobrym kochankiem.

      Izzzy czuje się pożądana, ale śmiem przypuszczać, że z takim
      podejściem jej męża, to każda kobieta (a raczej wagina) na jej
      miejscu byłaby dla niego przedmiotem pożądania. Tylko, ze kobieta
      świadoma swojej kobiecości chce wzbudzać chęci mężczyzn czymś więcej
      niż tylko faktem posiadania cipki.

      To, że izzzy ma ochotę na seks rzadziej niż kiedyś jest całkowicie
      naturalne. Zwłaszcza po 10 latach związku. A ci wszyscy, których to
      dziwi, niech się zastanowią, czy do śmierci można utrzymać poziom
      codziennego seksu? A jesli nie, to gdzie jest granica, kiedy staje
      się on rzadszy? Przecież nie jest tak, że np. do 50 roku życia
      codziennie, a potem nagle raz na kwartał. Wraz ze starzeniem się
      partnerów, a i samego związku zachodzą rozmaite zmiany, także w
      sferze seksu. Jesli nie zachodzą równolegle u obojga partnerów, to
      należy wypracować kompromis, mając świadomość, że prędzej czy
      później dotkną one obie strony.
      • tubing Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 19.06.08, 23:16
        Rzeczowo i konkretnie...To lubię. Nie ze wszystkim się zgadzam, ale...Już czekam
        na następny Twój post.
        • izzzzy Na razie to działa :) 20.06.08, 14:37
          Wczoraj wtuliliśmy się w siebie przed zaśnięciem. Spodziewałam się,
          że jak zwykle będzie chciał wykorzystać dobrą passę i namówić mnie
          na seks, ale nic z tego. Czułam, że jest podniecony, ale tego nie
          okazywał. Odczekałam chwilę i ... pomyślałam: "co mi szkodzi..."
          Wziełam go z zaskoczenia! :))
          • tubing Re: Na razie to działa :) 21.06.08, 23:05
            Nie sądziłem Izzzzy, że masz doświadczenia z partyzantki... A może w poprzednim
            wcieleniu?!...Zresztą, nie ważne jak, byle przyjemnie do celu.
            Hmmm...Czułaś, że jest podniecony a nie okazywał tego?! :-) Zaczynam podziwiać
            Twojego faceta...
          • theoutsider Re: Na razie to działa :) 26.08.08, 16:02
            >Odczekałam chwilę i ... pomyślałam: "co mi szkodzi..."

            czy to się nie nazywa PRZEWROTNOŚĆ?


            > Wziełam go z zaskoczenia! :))

            chyba pierwsza logiczna decyzja
    • markyz Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 23.06.08, 17:33
      Hey
      Przez dłuższą chwilę zastanawiałem się czy to czasami nie moja żona
      opisuje mnie :) ale jednak nie. Nie wiem ile podobieństw ile róźnic
      między naszymi małżeństwami ale problemy w kontaktach seksualnych
      podobne. Wiele się tu dowiedziałem - być może będę częściej rozumiał
      moją żonę. Ale z drugiej strony mocne wyrazy potępienia faceta
      skłaniają mnie do stwierdzenia aby ocenić człowieka trzeba w jego
      butach pochodzić. Moja jedyna wskazówka to zaskakuj go częściej -
      niech wie że niczego nie musi udowadniać Tobie, że masz ochote na
      niego a inicjowanie seksu to nie jest jego obowiązek czy też raczej
      żebranie u Ciebie. pozdr i zycze powodzenia. M
      • diabel.pl Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 26.06.08, 10:29
        my kobiety nazekamy albo na brak albo na nadmiar.chyba w twoim przypadku jest
        tak:ja jak sie poznalam z mezem to calyczas mialam ochote na niego tak mi bylo
        dobrze z nim...potem poszedl do pracy i kochamy sie tylko w soboty i niedziele
        mi to oczywiscie na poczatku nie wystarczalo,sama sie zadowalalam jak bylam
        sama,az od pewnego czsu nawet niechce mi sie z nim kochac.ja znam przyczyne:brak
        uczucia w rozgrzewce,on tylko chce zebym ja go rozgrzewala a ja tesz potrzebuje
        uczucia;mysle ze on tez ci malo okazuje uczucia,traktuje cie jak rzecz a nie jak
        kobiete.
        • grzesko11 Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 00:19
          pamiętajcie seksocholikiem sie jest wtedy gdy nie znajdziemy partnerki bądź
          partnera co nam dorówna wiec to pojecie jest względne .
          i wszystko zależy od punktu widzenia ;)
          • aandzia43 Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 10:56
            A to doprawdy ciekawa definicja seksoholizmu.
            • avide Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 12:31
              aandzia43 napisała:

              > A to doprawdy ciekawa definicja seksoholizmu.
              >


              Andzia ciekawa ale cholernie prawdziwa i każdy seksuolog Ci to powie.
              Bo gdyby temu zaprzeczyć to każda różnica ponad naszą własną subiektywną normę
              tudzież chwilowo panujący trend w społeczeństwie byłby seksoholizmem.

              Prawda ????????????

              Pzdr.
              Avide.
              • cityangel Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 13:16
                A czy to samo tyczy się alkoholizmu? Czyli alkoholik żyjący z drugim
                alkoholikiem przestaje nim być? właściwie to obydwaj już nie są, bo
                trafili na osoby którym to nie przeszkadza, a wręcz cieszy?
                Dosyć nowatorskie podejście muszę przyznać. Tym sposobem można by
                leczyć wiele uzależnień.
                • lunatic_ann Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 13:38
                  Dobry pomysl, mysle, ze najszybciej wyleczyliby sie wzajemnie maniakalni
                  zabojcy, terapia ekspresowa:)
                  • izzzzy Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 13:42
                    Nieźle się uśmiałam :)))
                    DOBRE!!!
                    • ben_hur36 Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 13:52
                      Witam wszystkich i serdecznie pozdrawiam.
                      Prześledziłem cały post i powiem, że ucieszyło mnie pozytywne
                      zakończenie tej historii(jak na razie)opowiedzianą przez izzzzy.
                      Wiele się można nauczyć, przekonać i pocieszyć (jak dla mnie). Niech
                      żyją szczęśliwe związki, gdzie seksu nikomu nie zabraknie... ( może
                      to byłoby dobre motto dla forum", bo podobno optymizm i niezłomna
                      wiara przenoszą góry...
                  • avide seksocholizm...... 04.07.08, 16:05
                    Wg mnie porównanie całkowicie chybione, gdyż co innego nałogi a co innego potrzeby fizjologiczne.
                    Seks jest potrzebą fizjologiczną daną od matki natury, tudzież dziedziczoną po przodkach. Nie mamy na to większego wpływu. Rodzimy się z popędem na jakimś poziomie i tenże poziom jest INDYWIDUALNY dla każdej osoby.

                    Alkoholizm dla przykładu nie jest potrzeba fizjologiczną tylko nałogiem nabytym.
                    Dlatego też żadną miarą wg mnie nie można tego porównywać.

                    Na tle mojej żony wyglądam pewnie jak seksocholik, nie mniej mam pełna świadomość, że w porównaniu do pewnych osób choćby z tego forum (bez pokazywania palcami), będę zupełnie normalnym człowiekiem a być może i moje potrzeby byłby dla niektórych niewystarczające.
                    Wszystko zależy od przyjętej SUBIEKTYWNIE normy. Normy, która jest dla każdego INDYWIDUALNA.

                    Dlatego właśnie definiowanie pojęcia "seksoholizm" wg mnie nie ma większego sensu.
                    Bo jak coś co jest potrzebą naturalną może być uzależnieniem ?

                    Jak chce mi się pić to mi się chce i nie mam na to wpływu. Są osoby które wypijają dziennie po 2-3 butelki wody 1,5litra a są takie co jednej nie mogą w siebie wmusić. I co ? kto jest tutaj "chory, nienormalny, czy odbiega od standardów" czytaj jest "wodocholikiem" ??????
                    Tyle że picie wody i pragnienie nie budzą takich kontrowersji jak seks, bo każdy załatwia tą potrzebę fizjologiczną na własną rękę i nie potrzebuje do tego drugiego człowieka. Nie mniej co do definicji jest to analogiczna potrzeba fizjologiczna uwarunkowana przez każdy organizm z osobna.

                    Pozdrawiam
                    Avide
                    • aandzia43 Re: seksocholizm...... 04.07.08, 19:12
                      Seksoholizm to uzależnienie. Uzależnić można się nie tylko od
                      substancji wprowadzających nas w odmienne stany świadomości, ale i
                      od czynności fizjologicznych. Jedzenie i seks są nam potrzebne do
                      życia, a mogą być sposobem na problemy i wtedy stają się nałogiem.
                      Nie ilość, tylko sposób konsumowania jedzenia czy seksu wskazuje na
                      to, czy to zdrowy, wilczy apetyt czy nałóg. Twoje czy moje wysokie
                      libido nie musi świadczyć o uzależnieniu. Lizzy zresztą też mi nie
                      wygląda na ascetyczkę w tej kwestii.
                    • grzesko11 Re: seksocholizm...... 04.07.08, 23:42
                      jak kogoś można nazwać sexocholikiem ?
                      to za to ze natura mnie czy wielu innych facetów obdarzyła ;)
                      to co zastrzyk nam wstrzyknąć i uśpić ? jak psa ;(
                      albo może ukamienować bo jesteśmy inni .
                      Hitler wymyślił komory gazowe, i tych co mieli inny kształt czaszki i .....
                      zagazowywał
                      nie jestem za tym by osoba która ma większe potrzeby niszczyła druga osobę bo to
                      jest raczej tragedia ale tez nie należy nas karać za to ze zawsze znajdzie sie
                      osoba płci przeciwnej co nam pomoże
                      • aandzia43 Re: seksocholizm...... 04.07.08, 23:59
                        To seksoholizm jest karalny?;-DDDD
                        Czy jako karę odbierasz nazwanie rzeczy po imieniu?
                    • cityangel Re: seksocholizm...... 05.07.08, 14:59
                      Jedzenie jest potrzebą fizjologiczną, a też kreuje uzależnienia, i
                      to poważne, więc ta argumentacja odpada. Uzależnienia związane z
                      fizjologią należą do tych najtrudniejszych w efektywnym leczeniu.
                      Alkohol, nikotynę można odstawić i w jakiś sposób zapomnieć, ale jak
                      nauczyć się regulować odżywianie lub seks jednocześnie pozbywając
                      się uzależnienia psychicznego i kompulsywnych zachowań?
                      Wiedz avide, że ludzie uzależnieni od seksu, robią to często bez
                      prawdziwej ochoty na seks, bez pożądania, bez przyjemnośći, a jednak
                      muszą to robić. Tobie kojarzy sie to tylko z ilośćią a ja sądzę ,że
                      tak jak alkoholikiem można być nie pijąc codziennie tak można być
                      seksoholikiem nie uprawiając seksu codziennie. Chodzi raczej o
                      kontekst, sytuację w której to sie odbywa i przyczynę. Oczywiście
                      większośc uzależnionych zwykle zwiększa dawkę, szczególnie gdy
                      chodzi o taką naturalną i "bezpieczna" używkę jaką jest seks.
                • lunatic_ann Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 04.07.08, 13:54
                  podejscie nowatorskie, ale wlasnie tak mi przemknelo, ze ktos juz wpadl na ten
                  pomysl:)
                  mam tu na mysli warszawska "pragie" - nie wiem jak teraz, ale byla istnym
                  sanatorium dla tzw. orzechowych twarzy

    • wierna8385 Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 05.07.08, 22:38
      az chce sie krzyczec!!!!!!!!!co za egoizm?!masz prawo odmawiac i nie
      masz prawa sie tak poswiecac!!!!!!!!!!!!a jesli jemu jest z tym zle
      i ma przez to problemy z praca to niech zaprzyjazni sie bardziej ze
      swoja roczka bo ty jestes jego zana a nie kobieta zatrudniona na
      pelny etat zeby jego zadawalac!
      • tubing Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 06.07.08, 13:12
        Mam wrażenie, że "ciut" przesadziłaś z krzykiem... Co najmniej dwie
        oktawy za wysoko...Albo to ostatnio tak modny "skrót myślowy" z
        Twojej strony. :-)
    • aga-gusia Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 30.07.08, 08:08
      Przepraszam,że tak wejdę w ten wątek ale po przeczytaniu czegoś
      takiego ja mam ochotę odrazu iść się powiesić.Ja nigdy w życiu nic
      nie przeżyłam w łóżku i co mam powiedzieć....nikt nawet nie odpisał
      nic w moim temacie...bo i po co. :(
    • melex22 Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 02.08.08, 20:19
      Pozwólcie że przetłumaczę ten post.

      Razem z moim facetem lubiliśmy mięso. Jedliśmy je często. pod różnymi postaciami. Było super.
      Ale z biegiem lat przestałam lubić mięso. Jem je teraz rzadko, raz w tygodniu. To przecież zdrowiej! Ale mój mąż nadal chce mięsa i raz w tygodniu na obiad go nie zadowala. Co więcej widzę jak łakomie patrzy na mijane MacDonaldy a nawet raz (o zgrozo!) kolega mi mówił że na obiedzie jadł stek! Co ja mam zrobić że on nie zmienił się tak jak ja i ciągle jest taki jak w dniu ślubu?
      Czy to on ma problem mięsożercy? Jest aż takim egoistą że nie patrzy na moje potrzeby żywieniowe tylko na swoje? Czy powinien iść do dietetyka? A może powinniśmy iść razem?

      Wiem, wiem, złośliwe i aroganckie. Ale czy nie ma w tym trochę prawdy?
      • mujer_bonita Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 10.08.08, 20:08
        melex22 napisał:
        > Wiem, wiem, złośliwe i aroganckie. Ale czy nie ma w tym trochę
        prawdy?

        Byłoby mnóstwo prawdy, gdyby w Twoim przykładzie mąż zmuszał żonę do
        jedzenia mięsa :)
    • clarice31 Re: Czy to ja mam problem, czy mój mąż? 17.08.08, 22:54
      Moja znajoma farmaceutka, jak juz miała dość nadmiernego libido
      swojego chłopaka, chciała podawać mu brom, to podobno obniża. Więc
      może warto spróbować jakiegoś preparatu stabilizujacego libido. Nie
      wiem, co to mogłoby być ale może jakiś seksuolog cos doradzi.Skoro
      wiagra pobudza to moze jest cos co obniża. Poza tym mi to wyglada u
      twojego męża na jakoąś nerwicę seksualną on łaczy niepokój,
      rozdygotanie z brakiem seksu, a to wcale nie to musi być przyzczyną.
      Moze przdydałyby mu się jakieś tabletki na uspokojenie. To taki
      pomysł z serii "burza mózgów".
    • izzzzy Epilog 29.08.08, 14:31
      Witam,

      myślałam, że mój wątek umarł śmiercią naturalną :) Ale skoro nadal
      wzbudza tak żywe reakcje, to wszystkich zainteresowanych dalszym
      ciągiem mojej małżeńsko-łóżkowej historii informuję, że od
      czasu "oczyszczającej atmosferę" rozmowy, układa nam się całkiem
      nieźle w seksie. Kochamy się kilka razy w tygodniu, co 2 dni, czasem
      codziennie. Mąż przestał być namolny i pretensjonalny, choć nadal
      jasno wyraża swoje oczekiwania łóżkowe. Od czasu kiedy kochamy się
      regularnie, przestał się masturbować, a przynajmniej zdarza mu się
      to incydentalnie. Dba o moje potrzeby seksualne i jak zawsze czeka,
      abym szczytowała pierwsza.
      W zasadzie mogłabym powiedzieć, że jest jak dawnej, ale niestety nie
      będę się okłamywać: seks nie sprawia mi już takiej frajdy, jak
      kiedyś. Myślę, że jest to głównie kwestia pewnych przewartościowań w
      moim życiu, związanych z macierzyństwem, choć 10 lat związku nie
      jest tu pewnie bez znaczenia ;)
      Ale to nie znaczy, że zmuszam się do seksu z mężem. Nawet kiedy nie
      mam wielkiej ochoty na współżycie (powiedzmy, że co drugi raz),
      stram się zaspokoić męża. Takie podejście spotyka się z duża
      wdzięcznością ze jego strony, która objawia się wzmożoną czułością i
      chęcią do pomocy we wszelkich sprawach domowo-dzieciowych :)

      Mój mąż nie jest potworem, egoistą, czy seks-maniakiem. Na pewno ma
      duże potrzeby seksualne, ale biorąc pod uwagę staż naszego związku,
      musze przyznać, że po tym, co przeczytałam na tym forum, doszłam do
      wniosku, że i tak wielu mężczyzn do pięt mu nie dorasta. Mimo upływu
      czasu, nadal jestem dla niego atrakcyjna seksualnie i
      intelektualnie. Wspieramy się nawzajem i jesteśmy dla siebie
      przyjaciółmi. Łączą nas sprawy zawodowe, niektóre zainteresowania i
      podejście do życia. Wbrew niektórym opiniom, nie "służę" mojemu
      mężowi tylko do seksu. To ja kupiłam samochód i mieszkanie,
      organizuję wakacje i podejmuję strategiczne decyzje w naszym
      małżeństwie. Mój mąż nie lubi dominować, jest kompromisowym
      człowiekiem. Gdyby nie moje "dyktatorskie" zapędy, nasz związek
      można by nazwać partnerskim ;)

      Problem z seksem miał swoje podłoże w dłuższej abstynencji (5
      miesięcy) spowodowanej zagrożoną ciążą ( mąż liczył, że sobie to
      zrekompensuje po porodzie z nawiązką, nie przewidując, że ja mogę
      mieć mniejsze potrzeby) oraz w mojej postawie, wypierającej ze
      świadomości fakt, że przestałam być "wulkanem seksu" i to nie jest
      wina mojego męża.
      Kiedy się z tym pogodziłam, łatwiej było mi zaakceptować seks bez
      orgazmu, dla przyjmności mojego męża.

      Mój mąż bardzo to docenia. Jest dobrze.

      Pozdrawiam
      • aandzia43 Re: Epilog 01.09.08, 11:50
        Amen:-)
        Miło, ze się ludzie potrafią dogadać. I że kwitnie obustronne zadowolenie.
        Powodzenia.
      • tubing Re: Epilog 07.10.08, 13:28
        Mmmm...Kompromis...Słowo klucz w związku. Trochę Ty mnie i ja trochę
        Tobie oddam z własnych marzeń, ambicji, chęci, potrzeb, oczekiwań.
        Czyż może być coś bardziej motywującego do dążenia do kompromisu,
        jak przeczytanie takiego małżeńskiego epilogu?! Pewnie jest, ale
        mnie się ten bardzo podoba.
        A poza tym, każda litera wystukana palcami Izzzzy na klawiaturze ma
        iskierkę radosnego fluidu, który rozlewa się w tekście. Dostrzegacie
        tę radosną nutkę w tym, co pisze?!
        Izzzzy, gratululacje! :-)
      • kachna79 Re: Epilog 07.10.08, 14:42
        Gratuluję sukcesu, który wynika chyba głównie z dojrzałości. Twoje
        słowa wyrażają moją filozofię dotyczącą związku i dlatego dziękuję
        za tak trafne nazwanie tego co i dla mnie ważne:)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja