I co, mam się cieszyć?

20.06.08, 11:45
Witam,
Mam problem, jakich wiele na tym forum. Dla kolegi małżonka seks
mógłby nie istnieć. Ja, po wielu próbach rozwiązania problemu
(którego mój zdaje się zupełnie nie dostrzegać), po próbach
rozmów,cholernie upokarzającym żebraniu o seks, bezskutecznym
nakłanianiu do wizyty u specjalisty, niestety również po wielu
awanturach i wielu awanturach miałam dość. I stało się coś dziwnego.
Przestałam zupełnie odczuwać jakiekolwiek potrzeby seksualne.
Wielkie nic. Spokojnie idę spać. Mężuś nie jest molestowany
seksualnie. Problem się niby rozwiązał.Tyle,że ja mam cholera 30 lat
i jesteśmy 10 miesięcy po ślubie. To normalne, żeby tak nic nie czuć?
A może powinnam się cieszyć?
    • new.one Re: I co, mam się cieszyć? 20.06.08, 12:13
      Ze skrajności w skrajność...
      To co się wydarzyło u Ciebie nie jest rzeczą normalną wiem, że twoje
      wcześniejsze frustracje osiągnęły pewnien wymiar, po którym co w
      tobie pękło i zakończyło walkę o związek (seks). Czasem kolejna
      odmowa może poprostu przelać czarę goryczy i być przyczyną do
      zamknięcia się w sobie i ograniczeniu swoich potrzeb...!
      Wiem, że jest to dostosowywanie się do warunków jaki stworzył ci mąż
      tyle, że jest to rzecz nienaturalna dla człowieka i obawiam się, że
      w jakiś inny niekorzystny sposób odbije się na tobie lub waszym
      małżeństwie. Potrzeby seksualne człowieka są sprawa naturalną i
      wynikają nie tylko z biologii czy chemii ale z głębokiej wewnętrznej
      potrzeby bliskości, którą tobie odebrano a ty to zakceptowałaś. To
      jak postąpiłaś jest tylko rozwiązaniem doraźnym, ale nie rozwiązuje
      waszym prawdziwych problemów i obawiam się, że z czasem was bardzo
      od siebie oddali niszcząc was oboje. Jesteś młodą kobietą i szkoda
      niszczyć sobie życie w ten sposób. Taki toksyczny układ rujnuje
      człowieka mimo, że na początku tego się nie widzi tłumiąc w sobie
      naturalne potrzeby.. Dalej z czasem wasze dzieci będą widziec wasze
      zimne relacje - przykład pod każdym wzgledem żałosny. Musicie o tym
      porozmawiać póki jescze jest czas bo dalej będzie trudniej a może
      okazać się że będzie za późno!
      • elvi.10 Re: I co, mam się cieszyć? 20.06.08, 12:34
        Przystosowałam się... Chyba rzeczywiście coś w tym jest. I zdaję
        sobie też sprawę,że zaczyna się to odbijac na innych sferach życia.
        Wiem,że powinnam walczyć, ale kolejne odmowy naprawienia tej chorej
        sytuacji były dla mnie nie do zniesienia. Nie miałam już po prostu
        siły żebrać i robić z siebie idiotkę, bo tak to wyglądało.
        • maker6 Re: I co, mam się cieszyć? 20.06.08, 12:51
          Ponieważ rozmawiałaś z nim na ten temat, to warto przeanalizować
          jego odpowiedzi. Dlaczego uważa ze wszystko jest w porządku i dla
          czego nie chce przejśc się do specjalisty...!
          Przeczytaj wątek obok, gdzie pani podpowiada, że wszytkie problemy
          z seksem mają z reguły głębsze podłoże i są jedynie uzewnętrznioną
          formą rozkładu małżeństwa wynikającą z jakiś innych problemów. Brak
          seksu często jest wynikiem pewnego procesu rozkładu związku i nalezy
          o tym pamietać. To, że z sobą nie "sypacie" może być i zapewne jest
          skutkiem a nie przyczyną waszych problemów! Oczywiście moje
          przypuszczenie wynika stąd, że piszesz, o tym, że jesteście młodzi i
          raczej zdrowi w sensie fizycznym i psychicznym...! Nie zakładam
          niskiego libido u Twojego męża lub problemów emocjonalnych ale te
          sprawy może tylko stwierdzić specjalista, do którego jednak warto
          się również wybrać...!
    • a.b1 Re: I co, mam się cieszyć? 20.06.08, 17:15
      najpierw nic nie czujesz, potem zaczynasz mieć wszystko w dupie,
      potem zrzedzisz i jesteś frustratką, potem depresja....przy
      odrobinie szczescia nie wylądujesz u psychiatry, potem żresz i zresz
      i masz w nosie jak wyglądasz
      być może u Ciebie będzie inaczej, moje 4 lata absolutnie zupełnie
      bez seksu i czułosci z kolegą mężem doprowadziły mnie do takiego
      stanu....nikomu nie życze
      • kaachna1 Re: I co, mam się cieszyć? 20.06.08, 18:14
        Chyba każdy z nas z tego forum żebrał o seks i wie jakie to poniżające i tak
        naprawdę każdy z nas czuje się samotny z tym problemem,sorry,ale zebrało mi się
        dzisiaj
        • pavlov80 Re: I co, mam się cieszyć? 20.06.08, 19:01
          Widżę, że na forum odpowiadają głównie Panie :)
          Ja stoję jakby po drugiej stronie barykady. Jestem żonaty. Nie
          urpawialiśmy seksu z żoną od kilku miesięcy. Wcześniej wszystko było
          w porządku. Potem stopniowo coraz gorzej i gorzej. Żona ma do mnie o
          to pretensje. Uważa, że jestem winien całej tej sytuacji. Na pewno
          częściowo tak jest. Coś się we mnie wypaliło. Nie chodzi o to, że
          nie dostrzegam atrakcyjności kobiet, ale seks z żoną przestał być
          ekscytujący. W łóżku stała się chłodna a ja oczekuję zaangażowania.
          Możliwe, że to moja wina może nie spełniam jej oczekiwań. Ostatnio
          jest jeszcze gorzej, ale to wynika już z zupełnie innej kwestii. W
          pracy zgodziłem się zmienić stanowisko na kierownicze. Myślełm, że
          będzie fajnie. Ale to jest koszmar. Przepracowanie i to poczucie, że
          nienawidzę tego czym się zajmuję. To wpływa na nasz związek. Rujnuje
          go. Próbowałem jej o tym powiedzieć, ale on tego nie dostrzega.
          Uważa, że przesadzam. Nie czuje jej wsparcia. Jestem osamotniony ze
          swoim problemem. Nie mam ochoty na seks, bo żona stała się dla mnie
          obcą osobą - nie poznaję jej. Jak nie można mieć wsparcia ukochanej
          osoby w tak ważnych kwestiach jak praca to jakim cudem wszystko inne
          ma być dobrze. Myślę, że problem seksu w naszym małżeństwie jest
          spowodowany różnymi sprwami, z którymi nie umiem się uporać.
          Ostatnio wszelkie próby komunikacji kończą się kłótnią. Nie mam
          pomysłu jak to wszystko naprawić. W jaki sposób sprawić, żeby
          wróciło to co było kiedyś...
Pełna wersja