lajlah
27.06.08, 10:18
Witam.
Podczytuję Was od dłuższego czasu i chociaż nie mam w małżeństie z seksem
problemów natury "psyche", to nawala "soma".
Problem jest dość śmieszny, a jednocześnie poważny. Otóż jesteśmy małżeństwem
od dawna, mimo mojego jeszcze młodego wieku. Zawsze świetnie nam się układało
w pożyciu i nadal tak jest, ponieważ jesteśmy dobrani pod względem
temperamentów, niezbyt wygórowanych, nawiasem mówiąc :) Ale nie o tym. Zawsze
cieszyło mnie to, że mój mąż jest baaardzo hojnie wyposażony przez naturę, a
od kilku lat jest to naszym przekleństwem. Po porodzie doznałam sporego urazu
szyjki macicy (dziecko było bardzo duże, a ja dość drobna), macica opuściła
się i odtąd zaczęły się nasze problemy. Krwawienie po każdym współżyciu,
nadżerka za nadżerką, diagnoza: uszkodzenia mechaniczne i zakaz współżycia, aż
do całkowitego wyleczenia nadżerki. I tak wkoło.
Mój mąż jest bardzo wyrozumiały i bardzo mnie kocha, nigdy nie dał mi do
zrozumienia przez te osiem lat, że ma dość takiego seksu. Radzimy sobie
oczywiscie jak możemy, ale czasem z powodu leków dopochwowych (wiem, to
nieprzyjemne) wykluczony jest także seks oralny:(
Czasem mamy lepsze okresy nawet półroczne, kiedy po wyleczeniu jest wszystko
ok, a potem nadchodzą takie dni, gdy ból i krwawienie są duże. jedyną pociechę
znajduję wtedy w mężu, ktory wie, że to nasz wspólny problem, a nie tylko mój
i rozumie. wiem, ze nie odejdzie, bo to typ, który kocha tylko raz i do
śmierci. To jedyne co mnie pociesza.
Piszę nie prosząc o radę, a prostu chcąc się wygadać. Nawet wśród lekarzy nasz
problem wzbudza nieraz śmiech: "Musi Pani zmienić męża, albo mu skrócić",
wyobrażacie sobie coś takiego? Ciekawa jestem również, czy jest jeszcze ktoś z
takim problemem?
Pozdrawiam Was serdecznie i dzięki za "wysłuchanie" :)
--
Pan Bóg mnie stworzył, a diabeł opętał, jestem więc na wieki i grzeszna i święta.