jak seksuolog nasz problem rozwiązał...

27.06.08, 17:27
Jak pewnie wiele osób tutaj bardzo długo żyłem nadzieją, że jak już
nic nie pomoże to ostatnią instancją pozostaje seksuolog. Postać
niemalże mityczna, pan hormonów i władca libido. Kto jak nie on
sprawi cud i spowoduje że moja żona zobaczy we mnie faceta a nie
silnik do kosiarki...
Prawie 10 lat próbowałem ją namówić na wizytę, w końcu po tym jak
zacząłem pakować walizki złamała się i zdecydowała tam ze mną
pójść. Biegłem lekki jak rusałka, pełen wiary i nadziei...
Miły szpakowaty pan wysłuchał naszej historii, następnie zapytał
czy mogę go zostawić samego z żoną. Siedziałem w korytarzu, czując
że za drzwiami dzieje się tajemnica, że odbywa się niemalże rytuał
jakiegoś wspaniałego voodoo, które odmieni moją żonę w wyuzdaną
boginię seksu...
Po półgodzinie ja z kolei zostałem zawezwany do sanktuarium wiedzy
oraz doświadczenia medycznego i posadzony na wygodnej skórzanej
kanapie. "Drogi panie, pańska żona zatrzymała się w rozwoju swojej
seksualności na bardzo wczesnym etapie. Jest jak kwiat, który nigdy
nie rozkwitł. Postaram się coś z tym zrobić, proszę dać nam trochę
czasu." "A jak ja mogę się przydać, bardzo chciałbym też w tym
pomóc." "Niestety nic pan nie może teraz zrobić, musi pan poczekać,
sugeruję żeby nie nalegał pan na seks..."
Coś mi tu zaczęło brzydko pachnieć, żona dostała potężny oręż do
ręki, bo teraz mogła mnie z kamienną twarzą odsunąć
mówiąc "Przecież lekarz powiedział żebyś nie nalegał, więc gdzie z
tymi łapami...". Tak więc brak seksu został _usankcjonowany_
autorytetetem pana seksuologa. Ale oczywiście teraz to wszystko w
jakimś szczytnym celu - kwiat będzie rozkwitał, trzeba zagryźć
zęby, męskość w dłoń i czekamy na lepsze czasy.
Praszło dwa miesiące. Wszelkie moje (nienachalne) próby dowiedzenia
się jak tam dalsze losy terapii, co się dzieje, co z tego wynika,
co będzie dalej kwitowane były "Lepiej to zostaw, poczekaj, muszę
się sama tym zajmować". Frustracja i poczucie bycia niepotrzebnym i
takim jakby nie na miejscu zaczęły we mnie narastać, no ale w końcu
uczestniczę w czymś ważnym. W procesie medycznym, który musi
potrwać, kórzy może nie jest miły ale w końcu czemuś ważnemu
służy...
Wczoraj znowu nie zdzierżyłęm. Pytam jak tam - "Dobrze, właśnie
zakończyłam swoją edukację seksualną. Pan doktor stwierdził że już
wszystko ze mną jest ok". "Jak to, i co teraz, co dalej, co z tego
wynika...!!!" "No przede wszystkim udało mu się zdjąć ze mnie garb,
który na mnie włożyłeś wpędzając mnie w poczucie winy z powodu
braku seksu. Teraz już wiem, że wszystko ze mną wporządku i nie
muszę sie z tego powodu dołować"...
I tak to pan seksuolog rozwiązał nasz problem. Zainteresowanym
chętnie podeślę namiary na priv. Serdecznie polecam...
    • lajlah Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 17:56
      od ognia, zarazy i takich 'panów seksuologów', strzeż nas Panie:)
    • aandzia43 Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 18:16
      Naprawdę miałeś nadzieję, że kilka wizyt odmieni twoją żonę w
      satysfakcjonującą cię, czyli domyślam się, chętną do igraszek z
      tobą, partnerkę? Za wami całe lata nieporozumień, wzajemnych żalów,
      bólu i niechęci. Do tego wasze wniesione do związku problemy. Czego
      oczekiwałeś? Że ci się od razu rzuci na szyję i na rozporek?
      Z jej strony wygląda to pewnie tak: NATRĘT, WPĘDZAJĄCY MNIE W
      POCZUCIE WINY ROSZCZENIOWY FACET, OPĘTANY PRZEZ WŁASNE LIBIDO
      SAMIEC. Z jej strony. Ty masz swoją prawdę. Ale daj jej się wysapać
      i przeżyć do końca jej żal do ciebie. Co będzie dalej, zobaczysz.
      Wcale nie musi to być powrót w twoje objęcia.
      • flamenco_night chyba Ci jednak coś umknęło.. 27.06.08, 18:21
        seksuolog okazał się patałachem.. gdyby tak nie było, końcowy tekst
        nie miałby prawa zaistnieć, wybacz :)
        • aandzia43 Re: chyba Ci jednak coś umknęło.. 27.06.08, 19:38
          Pan doktor nie ma najmniejszego wpływu na to, jaki tekst wygłasza
          poza gabinetem jego pacjent. Tak, jak najlepiej wykonujacy swoą
          pracę kardiolog nie ma wpływu na to, czy sercowy pacjent będzie brak
          leki, nie będzie ich brał i co będzie wygadywał na temat leczenia.
          Nie dowiemy się, co się dzaiło w gabinecie. Nie dowiemy się nawet,
          jak naprawdę wyglądała rozmowa Hetero z żoną i w jakim kontekście
          zabrzmiały jej słowa. Może wyłowił z całej jej przemowy tylko to, co
          zawsze zwykł wychwytywać, całą niewygodną dla siebie resztę
          przemilczając sam przed sobą? A może żona robi to, co dla niej
          najlepsze i nie ma tu miejsca na obecnego męża? On może się upierać
          przy swojej wizji małżeństwa, ale po co, jeśli ona nie wypaliła
          przez kilkanaście lat? Może czas na nowe? I to wcale nie musi być
          wedlug jego starego pomysłu.

          A propos psychorów wszalakiej maści. Odwiedzając ich, rozmawiając z
          osobami leczącymi się u nich doszłam do wniosku, że trzeba byc
          nieprzemakalnym i mieć twardą dupę, by ten zawód wykonywać bez
          uszczerbku na zdrowiu psychicznym. Co ja się nasluchałam
          paranoicznych wywodów na temat tego i owego psychologa od różnych
          klientów i klientek. Niektóre wizje wynikały z powalonej pscyhiki
          kkienta, inne z powodu wyjątkowo nieprzyjemnej diagnozy. Każdy
          nakładał sobie swoje kalki na postać psychora i rozpowszechniał
          opinie. Trzeba się naprawdę mocno zlewać na pierdoły, które wygadują
          ludzie, by przetrwać w tym zawodzie.
          • eeela Re: chyba Ci jednak coś umknęło.. 27.06.08, 19:41
            O, to jeszcze jeden dobry powód do mojej pryncypialnej niechęci do korzystania z
            usług wszelkich psychologów - ograniczam dzięki temu otchłanie ich cierpienia ;-P
        • heterosapiens Re: chyba Ci jednak coś umknęło.. 27.06.08, 20:05
          flamenco_night napisała:
          > seksuolog okazał się patałachem.. gdyby tak nie było, końcowy
          > tekst nie miałby prawa zaistnieć, wybacz :)

          Nie kumam co mam wybaczać :)))
    • globerr Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 18:46
      I szacunek dla Pana Doktora. W końcu wyleczył Twoją żonę z choroby, w którą Ty
      ją wpędziłeś. Teraz nie będzie już zmuszaną do czegoś niewolnicą tylko zawsze ma
      wybór. Może zauwazszysz, że ona też jest czlowiekiem. Jeśli odszyfrujesz jej
      drogę do rgazmy i seksu będziecie być może happy.
    • eeela Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 19:23
      A pan seksuolog przystojny? :-)
    • new.one Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 19:45
      Czyli pan doktor uznał, że nie chęć twojej żony do seksu to rzecz
      najbardziej prawidłowa i leczyć się z tego nie musi. Innymi słowy
      usankcjonował jej oziębłość i uznał że jest ok... No to k... pięknie
      niech, więc tak wszystkim naszym żonom tacy lekarze tak doradzają a
      niedługo rud ludzki wyginie... a wokół same rozwody i nic więcej...
      Podaj mi adres tego doktorka... bo mnie ręce świeźbią.... ech....

      Już widzę radośc wszystkich tych oziębłych żon, które poczytują to
      forum też się pewnie cieszą, że już nie muszą się starać bo to tylko
      garb narzucony przez mężów...
      • eeela Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 19:48
        New.one,

        Nie ma oziębłych kobiet. Są kobiety, które chodzą do łóżka nie z tymi facetami,
        których naprawdę by chciały ;-)
        • new.one Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 19:52
          Eeela

          i vice versa.... ;-)
          • eeela Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 19:55
            No to mamy problem forum rozwiązany :-D
      • gomory Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 20:04
        A skad wiesz jak przebiegala terapia u seksuologa? Moze wcale nie byl patalachem? Zona mogla nie byc niezainteresowana zmiana swojego status quo, wszak nie poszla tam z wlasnej woli tylko meza. Wiec i slowa lekarza mogla przepuszczac przez swoj filtr. Przeciez tam nie siedzi zaden szaman.
        Moze powiedziala, ze maz jest kiepski w te klocki, nie podnieca jej, a w ogole to ona prowadzi satysfakcjonujace pozycie z sasiadem i listonoszka.
        Jesli jej np. 4 razy w miesiacu wystarcza, to zaden seksuolog tego nie zmieni bo to nie choroba. Trudno przeciez zeby wmawial kobiecie, ze jest inaczej i jest oziebla no nie?
        Moze to przykro zabrzmi, ale terapeuci z reguly zgodnym glosem twierdza: te "ozieble" kobiety maja najczescie niewlasciwych kochankow.
        • heterosapiens Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 20:17
          gomory napisał:
          > Moze powiedziala, ze maz jest kiepski w te klocki, nie podnieca
          > jej, a w ogole to ona prowadzi satysfakcjonujace pozycie z
          > sasiadem i listonoszka. (...)
          > Moze to przykro zabrzmi, ale terapeuci z reguly zgodnym glosem
          > twierdza: te "ozieble" kobiety maja najczescie niewlasciwych
          > kochankow.

          Któraś z kolei osoba sugeruje, że moja ślubna to na pewno ma kogoś
          na boku i że to ze mną jest problem. Dajcie juz spokój pliiiz....
          Ja bym się szczerze ucieszył jakby się okazało że faktycznie z kimś
          innym potrafi się kochać a tylko ze mną nie. Naprawdę - bardziej
          zobaczył bym w niej kobietę. Sorry, jakoś nie potrafię być
          zazdrosny.
          • eeela Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 20:27
            > Ja bym się szczerze ucieszył jakby się okazało że faktycznie z kimś
            > innym potrafi się kochać a tylko ze mną nie. Naprawdę - bardziej
            > zobaczył bym w niej kobietę. Sorry, jakoś nie potrafię być
            > zazdrosny.


            Nie jesteś, ale byłbyś, gdyby żona trafiła na właściwego dla siebie kochanka i
            zobaczyłbyś, jak na nią działa.

            I nie jest to bynajmniej kwestia techniki.
          • aandzia43 Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 20:28
            Odniosłeś się do jednej części zdania:
            a w ogole to ona prowadzi satysfakcjonujace pozycie z
            > > sasiadem i listonoszka. (...)

            A co z całą resztą?:
            > > Moze powiedziala, ze maz jest kiepski w te klocki, nie podnieca
            > > jej,
            oraz:
            > > Moze to przykro zabrzmi, ale terapeuci z reguly zgodnym glosem
            > > twierdza: te "ozieble" kobiety maja najczescie niewlasciwych
            > > kochankow.

            To chyba była zasadnicza część wypowiedzi Gomorego. Nie żarcik o
            listonoszce.
            Nie sądzę też, żebyś się ucieszył, gdybyś miał choć cień podejrzeń o
            to, że żona sypia z kimś innym. Mam wrażenie, że niechętna igraszkom
            żona to całkiem wygodna żona. Załawia mężowi wiele problemów. Jego
            problemów. Nie piszę tego złośliwie. Wiem, że (prawie) każda wada
            naszych partnerów ma odbicie w nas. I coś nam doraźnie załatwia.
            • heterosapiens Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 20:34
              aandzia43 napisała:
              > Nie sądzę też, żebyś się ucieszył, gdybyś miał choć cień
              > podejrzeń o to, że żona sypia z kimś innym.

              No pewnie że bym się nie ucieszył, ale raczej bym się (ani jej) z
              tego powodu nie chlastał. Miałbym jakiś punkt zaczepienia, miałbym
              o co walczyć, mógłbym coś próbować zmieniać... a tak? nawet nie ma
              sie czego czepić...

              > Mam wrażenie, że niechętna igraszkom
              > żona to całkiem wygodna żona. Załawia mężowi wiele problemów.
              > Jego problemów. Nie piszę tego złośliwie. Wiem, że (prawie)
              > każda wada naszych partnerów ma odbicie w nas. I coś nam doraźnie
              > załatwia.

              Możesz to rozwinąć???
              >
              • eeela Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 20:42

                > No pewnie że bym się nie ucieszył, ale raczej bym się (ani jej) z
                > tego powodu nie chlastał. Miałbym jakiś punkt zaczepienia, miałbym
                > o co walczyć, mógłbym coś próbować zmieniać...

                Nie zmieniłbyś niczego. Musiałbyś wyglądać jak kochanek, pachnieć jak kochanek,
                mieć głos jak kochanek. Po prostu nie jesteś mężczyzną zaprojektowanym 'pod nią' ;-)
                • sylwiamich Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 21:06
                  A może by tak wreszcie założyć że są osoby mające niskie lub prawie
                  zerowe libido?I przestać wreszcie wierzyć tym głupotom, że to zawsze
                  tylko niedopasowanie?
                  • gomory Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 21:16
                    > A może by tak wreszcie założyć że są osoby mające niskie lub prawie zerowe libido?

                    No pewnie ze sa, ale odsetek takich osob jest o wiele mniejszy niz np. zadeklarowanych homoseksualistow. Trudno wiec od razu wybierac teoretycznie najprostsze rozwiazanie, ale praktycznie najmniej prawdopodobne.
                    Nawet przygladajac sie temu forum wiele razy okazywalo sie, ze niskie libido partnera bylo fasada za ktora skrywala sie zdrada, masturbacja, znudzenie, choroba itd.
                    Aczkolwiek mozesz tez miec i racje ;).
                  • eeela Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 21:21
                    > A może by tak wreszcie założyć że są osoby mające niskie lub prawie
                    > zerowe libido?I przestać wreszcie wierzyć tym głupotom, że to zawsze
                    > tylko niedopasowanie?

                    Są ludzie aseksualni. Ale to bardzo nieliczne przypadki. O wiele częściej
                    okazuje się, że jest to aseksualność 'wybiórcza' ;-)
                    • woman-in-love gdzie seksuolog nie może... 27.06.08, 21:44

                      ...tam zostaje walizka, WA- LIZ -KA chłopie, sam to zresztą napisałeś.
                      • heterosapiens Re: gdzie seksuolog nie może... 27.06.08, 22:29
                        woman-in-love napisała:
                        >
                        > ...tam zostaje walizka, WA- LIZ -KA chłopie, sam to zresztą
                        napisałeś.

                        Próbowałem, dzieci się do niej nie mieszczą...
              • aandzia43 Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 22:23
                > > Mam wrażenie, że niechętna igraszkom
                > > żona to całkiem wygodna żona. Załawia mężowi wiele problemów.
                > > Jego problemów. Nie piszę tego złośliwie. Wiem, że (prawie)
                > > każda wada naszych partnerów ma odbicie w nas. I coś nam
                doraźnie
                > > załatwia.
                >
                > Możesz to rozwinąć???
                > >

                Rozwijam. Żona alkoholika bez wątpienia cierpi z powodu zachowań
                swojego pijącego męża. Ale kiedy mąż przestaje pić (czasem sama do
                tego doprowadza zmuszjąc go do leczenia) nie może sobie poradzić.
                Nie umie być zoną faceta trzeźwego. Jako żona alkoholika nie musiała
                wykazywać się w bliskim, intymnym kontakcie niczym. Bo tego kontaktu
                nie było. Bezpiecznie dla niej nie było go. Było cierpienie,
                poświęcenie, walka o byt, zachowanie pozorów i takie tam inne
                przyjemności.
                Żony alkoholików wychodzą dalej za alkoholików, albo za facetów,
                którzy przy nich alkoholikami zostają (rozwijąją chłopcy wrodzone
                skłonnosci;-)Czasem są porzucane przez trzeźwych już alkoholików,
                którzy dojrzeli do żywego kontaktu z kobietą. Mają dziewczyny
                problem ze sobą. Nikt ich na siłę przecież nei wydaje za mąż za
                kolejnych pijusów.
                To taki sobie pierwszy lepszy, strywializowany przykład wzajemnego
                klinczu.

                Jeśli jakaś sytuacja między bliskimi ludźmi zachodzi, a potem trwa
                wiele lat to znaczy, ze obydwoje mają w tym jakiś utajony interes.
                Zmiana następuje wtedy, gdy jedna ze stron dojrzewa do nowego
                układu. Jeśli druga strona też wyewoluuje, to tworzą ten nowy układ
                razem. Jesli druga strona sie nie zmieni, to wypada z gry. Jak
                wypada z gry żona trzeźwego alkoholika usiłująca mu dalej matkować i
                cierpiętniczo fukać, albo alkoholik, którego żona przestała być
                współuzależniona.
          • gomory Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 21:10
            > Któraś z kolei osoba sugeruje, że moja ślubna to na pewno ma kogoś
            > na boku i że to ze mną jest problem.

            Spokojnie - na pewno nie twierdze, ze zona Cie zdradza. Potraktuj to z pewnym przymruzeniem oka. Chociaz oczywiscie czy nigdy jej sie nie zdarzyla nielojalnosc wie tylko ona ;).
            Poza tym:

            >> Ja bym się szczerze ucieszył jakby się okazało że faktycznie z kimś innym potrafi się kochać

            Powatpiewam bys sie wtedy tylko cieszyl - sadze, ze takze bys sie zmartwil.
            Poza tym lepiej przyjmij to do wiadomosci: ona potrafi sie kochac z innymi mezczyznami. Nie obnizajac Twojej meskosci - przyznasz chyba ze z tych paru miliardow facetow na Ziemi to nie Ty jestes najseksowniejszym przystojniakiem? Wcale nie twierdze, ze jestes kiepski w te klocki! Ale jak widzisz na Twoj widok majtki zony same sie nie zsuwaja. Ale to nie oznacza, ze nie moga ;).
            Nie potrafisz byc o nia zazdrosny bo umiejscowiles ja w szufladzie "srednio atrakcyjna i oziebla". Jakbys powatpiewal, ze jej i jakiemus by sie w ogole moglo chciec.
            • heterosapiens Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 22:37
              gomory napisał:
              > Poza tym lepiej przyjmij to do wiadomosci: ona potrafi sie kochac
              > z innymi mezczyznami.

              Ciekawa teoria.
              Skąd taka pewność?
              Przecież jest "kwiatem który nie rozkwitł".
              Czyżbyś zaprzeczał zdaniu wybitnego specjalisty :)))

              > Nie obnizajac Twojej meskosci - przyznasz chyba ze z tych paru
              > miliardow facetow na Ziemi to nie Ty jestes najseksowniejszym
              > przystojniakiem? Wcale nie twierdze, ze jestes kiepski w te
              > klocki!

              Tak się składa, że mimo wysiłków mojej żony zupełnie nie mam na tym
              punkcie kompleksów. I może nie jestem najseksowniejszym
              przystojniakiem ale przynajmniej mieszczę się w czołówce :))))

              > Ale jak widzisz na Twoj widok majtki zony same sie nie zsuwaja.

              Żony nie :)

              > Ale to nie oznacza, ze nie moga ;).

              No to właśnie próbuję powiedzieć że nie wierzę że mogą na
              czyjkolwiek. Jakbym uwierzył że mogą to bym chciaż miał o co
              walczyć...

              > Nie potrafisz byc o nia zazdrosny bo umiejscowiles ja w
              > szufladzie "srednio atrakcyjna i oziebla". Jakbys powatpiewal, ze
              > jej i jakiemus by sie w ogole moglo chciec.

              No bo powątpiewam. Lata praktyki...
              • gomory Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 23:02
                > > Nie potrafisz byc o nia zazdrosny bo umiejscowiles ja w
                > > szufladzie "srednio atrakcyjna i oziebla". Jakbys powatpiewal, ze jej i jakiemus by sie w ogole moglo chciec.
                >
                > No bo powątpiewam. Lata praktyki.

                Wiesz to tez jest powod, ze jej sie nie chce tak jakby potencjalnie moglo. Nie obdarzasz jej zachwyconym spojrzeniem i pod Twoim powatpiewajacym wzrokiem to ona po prostu nie rozkwitnie.
                Ale wierzyc mi nie musisz, bo przeciez moge sie mylic. Wszyscy poza Toba moga byc w bledzie ;).
                • heterosapiens Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 23:30
                  gomory napisał:
                  > Ale wierzyc mi nie musisz, bo przeciez moge sie mylic.
                  > Wszyscy poza Toba moga byc w bledzie ;).

                  Nie, no co ty...
                  To ja jestem w błedzie!!!
                  To jest całkowicie oczywiste.
                  Pan specjalista przecież orzekł, że z żoną wszystko jest w
                  najlepszym porządku. To ja jestem pieprzonym zboczeńcem, egoistą,
                  neurotykiem, seksoholikiem i dupkiem. Bo mimo wszystko ciągle
                  jeszcze chciałbym czasem być blisko z własną żoną.

                  Ale tak wogóle to pozdrawiam...
                  Żółć ze mnie ścieka, ale tak naprawdę wcale nie chcę źle.
                  Tylko już naprawdę nie mam siły :(
        • glamourous Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 23:16
          Przypomina mi się tu (jako żywo) historia jednego z moich ulubionych
          forumowiczów oraz jego sarkanie na seksuologów, ze jak jeden mąż każą mu
          zmieniać żonę. Chłop na razie się obraza i oburza, ale kto wie, może za jakiś
          czas przyzna im racje (chociaż z całego serca życzę, żeby jednak mu się
          udało...) W końcu te stare wygi zazwyczaj jakoś (pomimo oskarżeń o drakońskie
          metody, skrajny cynizm i niekompetencje) jakoś zazwyczaj wiedza co mówią...
      • heterosapiens Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 20:21
        new.one napisał:
        > Czyli pan doktor uznał, że nie chęć twojej żony do seksu to rzecz
        > najbardziej prawidłowa i leczyć się z tego nie musi. Innymi
        słowy
        > usankcjonował jej oziębłość i uznał że jest ok... No to k...
        pięknie

        No pięknie, pięknie.
        Szczytuję z radości :)

        > niech, więc tak wszystkim naszym żonom tacy lekarze tak
        doradzają a
        > niedługo rud ludzki wyginie... a wokół same rozwody i nic
        więcej...

        Eeee.... i tak wie że sobie nie pójdę wiec co ma się starać...

        > Podaj mi adres tego doktorka... bo mnie ręce świeźbią.... ech....

        Oj znany pan doktor, znany :)

        > Już widzę radośc wszystkich tych oziębłych żon, które poczytują
        to
        > forum też się pewnie cieszą, że już nie muszą się starać bo to
        tylko
        > garb narzucony przez mężów...

        Moja się szczerze ucieszyła.
        Garb zdjęty, odpowiedzialności zero, teraz stary ma problem...
        A pan doktor co zarobił to jego.
        • archiwalda Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 22:41
          cześć hetero:) czy ty chłopie wiesz ile czasu my już się znamy i ile
          czasu klikamy na temat oziębłości twojej żony?? CZTERY LATA!!!!!

          I jakoś ciagle mam wrażenie, że OBOJE ciagle nie wyszliście z
          piaskownicy. Że każdy konflikt o cokolwiek powoduje u twojej żony
          ostetntacyjne obrażnie z naciskiem na szlaban na seks, a u Ciebie
          pokłady ironii i złośliwości również sa nieograniczone, a cała rzecz
          wygłada jak na ringu kto komu celniej dowali. Na takim gruncie nie
          buduje się żadnej więzi,a już na pewno nie ma się chęci na łózko.

          Ale oczywiścccie nie musze miec racji.
          • heterosapiens Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 22:51
            archiwalda napisała:
            > cześć hetero:) czy ty chłopie wiesz ile czasu my już się znamy i
            ile
            > czasu klikamy na temat oziębłości twojej żony?? CZTERY LATA!!!!!
            >
            > I jakoś ciagle mam wrażenie, że OBOJE ciagle nie wyszliście z
            > piaskownicy. Że każdy konflikt o cokolwiek powoduje u twojej żony
            > ostetntacyjne obrażnie z naciskiem na szlaban na seks, a u Ciebie
            > pokłady ironii i złośliwości również sa nieograniczone, a cała
            rzecz
            > wygłada jak na ringu kto komu celniej dowali. Na takim gruncie
            nie
            > buduje się żadnej więzi,a już na pewno nie ma się chęci na łózko.
            >
            > Ale oczywiścccie nie musze miec racji.

            Cześć stara :)
            Jak zwykle MASZ rację.
            Może poza tym, że ja nadal MAM chęć na łóżko (z nią).
            Sam się sobie dziwię.
            A ironia to tylko mechanizm obronny.
            Żeby nie zwariować i nie zachlać się na całkiem.
            Pozdrowienia serdeczne.
            • aandzia43 Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 23:17
              > Cześć stara :)
              > Jak zwykle MASZ rację.
              > Może poza tym, że ja nadal MAM chęć na łóżko (z nią).> Sam się
              sobie dziwię.

              A ja się nie dziwię. Nie daje ci, to gonisz króliczka. "Coooo, ja
              nie dogonię!!!"

              > A ironia to tylko mechanizm obronny.
              > Żeby nie zwariować i nie zachlać się na całkiem.
              > Pozdrowienia serdeczne.

              Ten "tylko" mechanizm obronny uniemożliwia dogadanie się. Nie tylko
              w kwestii seksu. A chlanie to gwóźdź do trumny jakiejkowiek
              komunikacji. I uczucia.
              Zrób porządek najpierw ze sobą.
              • heterosapiens Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 23:32
                aandzia43 napisała:
                > Ten "tylko" mechanizm obronny uniemożliwia dogadanie się. Nie
                tylko
                > w kwestii seksu. A chlanie to gwóźdź do trumny jakiejkowiek
                > komunikacji. I uczucia.
                > Zrób porządek najpierw ze sobą.

                A jak już zrobię to co?
                • aandzia43 Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 28.06.08, 00:45
                  >A jak już zrobię to co?

                  Będziesz lepszym człowiekiem.
                  • heterosapiens Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 29.06.08, 08:03
                    aandzia43 napisała:
                    > >A jak już zrobię to co?
                    >
                    > Będziesz lepszym człowiekiem.

                    Może nawet świętym zostanę...
                    Święty Heteryk, patron onanistów.
            • glamourous Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 23:32
              heterosapiens napisał:

              > Może poza tym, że ja nadal MAM chęć na łóżko (z nią).
              > Sam się sobie dziwię.

              Akurat w tym NIC dziwnego nie ma. Klasyczny efekt psychologiczny jaki daje nam
              czyjaś kontrolowana niedostępność - skoro ona ucieka, ty masz odruch gonienia.
              Zona jest "Szklana Góra" którą ty postawiłeś sobie za cel zdobyć. Jak w tej
              bajce dla dzieci. Z Twojej opowieści wynika, ze ciągłe do tej góry podchodzisz i
              się ześlizgujesz po tym nieprzyjaznym szkle. Ale skoro trwa już tak długo a
              rezultat ŻADEN, to możliwości są TYLKO DWIE :
              - albo jesteś NIE TYM rycerzem
              - albo na ta gore faktycznie nie da się wejść. Nikomu.

              W obu przypadkach niestety Twoja dalsza walka o ten związek jest bezskuteczna.
              Odpuść sobie, cokolwiek miałoby to nie oznaczać, inaczej strawisz życie na
              bezsensownej donkiszoterii.
              • diabel.pl Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 23:39
                wybacz!ale sie usmialam jestem ciekawa czy rozmawiacie otej sytuacji.ALE ZGADZAM
                SIE Z WYPOWIEDZIA GLAMOUROUS
              • juzniekochanka Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 28.06.08, 10:57
                glamourous napisała:

                Ale skoro trwa już tak długo a
                > rezultat ŻADEN, to możliwości są TYLKO DWIE :
                > - albo jesteś NIE TYM rycerzem
                > - albo na ta gore faktycznie nie da się wejść. Nikomu.
                >
                > W obu przypadkach niestety Twoja dalsza walka o ten związek jest
                bezskuteczna.
                > Odpuść sobie, cokolwiek miałoby to nie oznaczać, inaczej strawisz
                życie na
                > bezsensownej donkiszoterii.
                >

                A dlaczego uważasz, że są tylko dwie możliwości?
                Ja jestem najlepszym przykładem, że są jeszcze inne.
                Przez 10 lat zachowywałam się dokładnie tak samo jak żona H.
                Oczywiście, najpierw była z mojej strony wersja demo, a później,
                przez kolejne lata w dół po równi pochyłej. Mój partner poniżał się
                prosząc mnie o seks. Im bardziej jemu zależało, tym bardziej budził
                we mnie niechęć. Tym mniej widziałam w nim 100 % faceta. A ja - no
                cóż - wredna byłam - karałam go odmawiając seksu, i miałam
                świadomość tego, że poniżam go w ten sposób za całe zło tego świata.
                Czasami również za rzeczy, zupełnie nie związane z naszym związkiem.
                A później, z biegiem lat, nawet jak moje potrzeby seksualne zaczęły
                rosnąć, to raz, że wstydziłam się robić w łóżku cokolwiek ponad to,
                co robiliśmy dotychczas, a dwa - nie chciałam, żeby przyzwyczaił
                się, że stać mnie na coś więcej.
                Przebudzenie nastąpiło gdy poznałam mojego kochanka - w końcu miałam
                okazję stać się na chwilę wyuzdaną kobietą (wydaje mi się że każda z
                nas o tym marzy - nawet te, które nie stać na realizację tych
                marzeń, z różnych względów - wstydu, lenistwa, niskiego libido itd.).
                JA odważyłam się na realizację. I co najważniejsze - obudziłam się.
                Teraz, to wszystko co robiłam z kochankiem (ba, nawet więcej) robię
                z moim partnerem, który wybaczył mi zdradę. Wizja utraty partnera,
                jego zachowanie w tym najgorszym dla nas czasie uświadomiło mi, że
                to jest najcudowniejszy człowiek, jakiego spotkałam w życiu - i -
                najlepszy kochanek.
                I - absolutnie nie dziwią mnie słowa H, że chciałby, żeby żona miała
                kochanka.
                Mam świadomość, że zrobiłam źle, skrzywdziłam kilka osób, ale - nie
                oszukujmy się - dla naszego związku okazało się to zbawienne.
                Oczywiście mój partner twierdzi, że mogłam się zmienić, otworzyć,
                bez tej zdrady. Ale ja wiem, że nie. Nie mogłam.
                • woman-in-love o rany 28.06.08, 13:14
                  faktycznie wredota - no, ale skoro cel uświęca środki...
                  • juzniekochanka Re: o rany 28.06.08, 13:49
                    woman-in-love napisała:

                    > faktycznie wredota - no, ale skoro cel uświęca środki...

                    Hehe, to nie tak, że ja miałam kochanka po to, żeby naprawić moje
                    pożycie w związku;)
                    Wiadomo, złożyło się na moją zdradę tysiące spraw, a, że w efekcie
                    mój związek na tym skorzystał... :)
                • glamourous Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 29.06.08, 01:46
                  > glamourous napisała:


                  > Ale skoro trwa już tak długo a
                  > > rezultat ŻADEN, to możliwości są TYLKO DWIE :
                  > > - albo jesteś NIE TYM rycerzem
                  > > - albo na ta gore faktycznie nie da się wejść. Nikomu


                  juzniekochanka napisała:


                  > A dlaczego uważasz, że są tylko dwie możliwości?
                  > Ja jestem najlepszym przykładem, że są jeszcze inne.


                  No cóż, nie taka to znowu "inna możliwość". Maz nie był TYM rycerzem, ale
                  przyszedł obcy spryciarz i odczarował królewnę. Sciągnął za włosy ze Szklanej
                  Góry i uzdatnił (rozbudził) na potrzeby męża ;-)

                  Wydaje mi się jednak, ze Twoja sytuacja jest nieco inna, niż zony HS, ponieważ
                  Ty byłaś w stanie na początku związku z mężem zbudować jakaś w miarę normalna
                  seksualna relacje, jego natomiast zona (przynajmniej tak zrozumiałam jego
                  opowieść) była od początku zamknięta na seks.
                • heterosapiens Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 29.06.08, 08:00
                  juzniekochanka napisała:
                  > Teraz, to wszystko co robiłam z kochankiem (ba, nawet więcej)
                  robię
                  > z moim partnerem, który wybaczył mi zdradę. Wizja utraty
                  partnera,
                  > jego zachowanie w tym najgorszym dla nas czasie uświadomiło mi,
                  że
                  > to jest najcudowniejszy człowiek, jakiego spotkałam w życiu - i -
                  > najlepszy kochanek.
                  > I - absolutnie nie dziwią mnie słowa H, że chciałby, żeby żona
                  miała
                  > kochanka.
                  > Mam świadomość, że zrobiłam źle, skrzywdziłam kilka osób, ale -
                  nie
                  > oszukujmy się - dla naszego związku okazało się to zbawienne.
                  > Oczywiście mój partner twierdzi, że mogłam się zmienić, otworzyć,
                  > bez tej zdrady. Ale ja wiem, że nie. Nie mogłam.

                  Dzięki, miło że mnie rozumiesz...
                  Wiem, że to już dno upadku myśleć o tym, że może kochanek żony
                  mógłby coś zmienić. Ale jak już nie ma innych opcji to co pozostaje?
                  No może poza walizkami, tylko że do nich tak trudno spakować całe
                  swoje życie. Pozdrawiam
                  • kawitator Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 29.06.08, 11:03
                    poczytajmy po kolei
                    , że może kochanek żony mógłby coś zmienić

                    Jak jesteś z natury „rogaczem” to być może dla ciebie na lepsze Jak nie jesteś to oczywiście zmieniłby w ten sposób ze pakowanie nie stanowiło by dla ciebie problemu

                    Ale jak już nie ma innych opcji to co pozostaje?

                    Jak to nie ma opcji ?? Opcji zawsze jest nieskończenie wiele Jeżeli nie widzisz innych to znaczy ze strasznie zapętliłeś się w swoich emocjach ( myśleniu ) Znalazłeś sie w swoistym promieniu Schwarzschilda i nie widzisz nic poza swoją fobią – nie daje mi bu bu bu.

                    Zanim podejmiesz jakieś poważne decyzje musisz sie z tego wyrwać i zobaczyć rzecz całą z zewnątrz Na początek zrób co co cie pasjonowało kiedyś a z czego zrezygnowałeś po poznaniu swojej ( nie chce pisać do rezygnacji z czego cie przekonała ) Nie znam Cie wiec nie wiem czy będzie to tygodniowy wypad z kumplami na żagle , klika skoków spadochronowych czy pojechanie na trzy dni na pstrąga Może być samotna włóczęga po Bieszczadach lub brzegiem morza Zobaczyłbyś wtedy, że poza Twoją wstrętną niedajką istnieje świat całkiem ciekawy i miły.
                    Możesz wybyć sam możesz z dzieciakami ale na pewno bez żonki Niech siedzi w domku i kisi kwaśną minę Potrzebujesz czasu i oddalenia aby odzyskać rozsądek.
                    • heterosapiens Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 29.06.08, 11:27
                      kawitator napisał:

                      > Zanim podejmiesz jakieś poważne decyzje musisz sie z tego wyrwać i zobaczyć rze
                      > cz całą z zewnątrz Na początek zrób co co cie pasjonowało kiedyś a z czego zrez
                      > ygnowałeś po poznaniu swojej ( nie chce pisać do rezygnacji z czego cie przeko
                      > nała ) Nie znam Cie wiec nie wiem czy będzie to tygodniowy wypad z kumplami na
                      > żagle , klika skoków spadochronowych czy pojechanie na trzy dni na pstrąga Może
                      > być samotna włóczęga po Bieszczadach lub brzegiem morza Zobaczyłbyś wtedy, ż
                      > e poza Twoją wstrętną niedajką istnieje świat całkiem ciekawy i miły.
                      > Możesz wybyć sam możesz z dzieciakami ale na pewno bez żonki Niech siedzi w dom
                      > ku i kisi kwaśną minę Potrzebujesz czasu i oddalenia aby odzyskać rozsądek.

                      Nice try, kawitator :)
                      Ale mi zajec i pasji nie brakuje. Latam samolotem i na paralotni, skacze na spadochronie, prowadze trzy rownolegle biznesy, kolekcjonuje kochanki, pasjami czytam ksiazki i niesmialo probuje pisac wlasne, spedzam mase czasu z dziecmi, biegam, chodze po gorach, prowadze nierowna wojne z kretem w ogrodzie...
                      Ja nie potrzebuje dystansu, ja potrzebuje rozwiazania.

                      A co to jest promien Shwartzshilda czy jak mu tam? To cos ze Star Treka? :)
                      • aandzia43 Hetero, zlituj się i przestań ściemniać 29.06.08, 13:09
                        A i owszem, potrzebujesz dystansu. Bo go nie masz w tym momencie
                        zupełnie. I żadnego rozwiąznia nie chcesz, wygląda na to, ze chcesz
                        wygodnie tkwić w swoim światku.
                        Zachowujesz się, jak pies goniący własny ogon i nie dający się
                        oderwać od tej gonitwy. I lubisz tę gonitwę, bo nie musisz robić nic
                        konkretnego a sensowenego. Inteligenty mężczyzna, tyle lat powtarza
                        te same, niczego nowego nie wnoszące do sytuacji ruchy? I jeszcze
                        permanentnie użala się nad sobą? Wstyd.

                        Co takiego załatwia ci ta bezsensowna gonitwa za niby pożądanym
                        przez ciebie pożądaniem ze strony żony? Już dawno nie o to ci
                        chodzi, jeśli w ogóle kiedykolwiek kwestia ta miała dla ciebie
                        znaczenie. Gdyby miała, to przypominam, nie ożeniłbyś się świadomie
                        z kobietą, o której już wtedy wiedziałeś, że jest zimna. Tylko mi
                        nie mów, że byłeś w niej zakochany. Gdyby sprawa jakości pożycia
                        seksualnego z żoną miała dla ciebie pierwszoplanowe znaczenie, NIE
                        ZAKOCHAŁBYŚ SIĘ W KOBIECIE NIE ODWZAJEMNIAJĄCEJ TWOJEGO P0ŻĄDANIA.
                        Ożeniłeś się, a wcześniej się w niej zakochałeś, bo była dla ciebie
                        dobrą kandydatką na żonę. Taki jest twój model małżeństwa i twoje
                        priorytety. Zdroworozsądkowe i drobnomieszczańskie. I co, chcesz nam
                        wmówić, że wybrana przez ciebie świadomie, według twoich
                        przyziemnych wymogów kurka ma nagle zacząć latać? Że ci na tym
                        zależy? Weź się chłopie zdecyduj: kogut jesteś tłusy i wygodny, pan
                        i władca podwórka, czy orzeł szybujący w przestworzach, ale narażony
                        na niebezpieczeństwa. Moim zdaniem jesteś kogutem i bardzo ci z tym
                        dobrze. Tylko ciekawe, po jaką cholerę wmawiasz sobie, że chcesz
                        orlicy przy sobie? Nie chcesz orlicy, bo gdybyś chciał, tobyś sobie
                        taką znalazł. 15 lat temu. Albo znalazł później i z nią został. I
                        nie ględź o dzieciach, bo to już uwłacza mojej inteligencji.
                        Zaomożny, obroty i aktywny facet (tak się przedstawiasz) nie
                        powinien mieć żadnych problemów z utrzymaniem stałego i dobrego
                        kontaktu z dziećmi po rozwodzie. Jeśli oczywiście chce i UMIE. I
                        żadna, najbardziej podstępna była żona nie jest mu w stanie w tym za
                        bardzo przeszkodzić.
                        Ty potrzebujesz rodziny, jako gniazka, gdzie masz swoje wygodne i
                        bezpieczne miejsce na ziemi i pozycję trzeciego dziecka (zakładam,
                        że masz dwoje dizeci). Jako ojciec-nie mąż ich matki, musiałbyś być
                        silnym, prawdziwym ojcem. Ale nie o to ci chodzi, przecież.

                        I jeszcze jedno: OZIĘBŁOŚĆ TWOJEJ ŻONY JEST CI POTRZEBNA DO
                        PROWADZENIA PODWÓJNEGO ŻYCIA. Lubisz poligamię, bardziej niż inni
                        faceci, a pretekstu (zimna żona) potrzebuje twoja świętoszkowata
                        natura. Kiedy pierwszy raz poszedłeś w tango? Chyba nie po 15 latach
                        bycia z tą "wredną niedajką". Ja stawiam na pierwsze lata
                        małżeńśtwa.

                        Mam też dziwne przeczucie, że rozstanie z tobą nie byłoby wcale
                        takim wielkim nieszczęściem dla twojej żony. To chyba ty byś się
                        posypał, bo posypałby się twój kurnik. (Tylko, plizzzz, nie ględź o
                        dizeciach).

                        Powtarzam, niczego nie chcesz zmieniać. Gdybyś tego chciał, to byś
                        to po prostu wygrzebał ze spodni jaja i to zrobił.
                        • heterosapiens do andzi43 29.06.08, 16:09
                          Nawet przez chwile chcialem z toba podyskutowac, ale przeczytalem jeszcze raz i zauwazylem jak często potarzasz 'tylko mi nie mow..'.
                          Wiec odpowiem tylko - to ze czasem cos nie miesci ci sie w glowie nie oznacza ze nie jest prawdziwe. Pozdrawiam...
                          • heterosapiens Re: do andzi43 29.06.08, 18:09
                            Wziąłem dwa głębokie oddechy, walnąłem browara i jednak ci odpowiem.

                            Zastanawia mnie twoja agresja. Albo pomyślałaś sobie, że żeby jakoś
                            pomóc trzeba „potrząsnąć gościem” i jeśli tak to ok, nawet ci się
                            udało. Albo sama masz jakiś problem ze sobą i to co piszę rezonuje
                            z jakimiś twoimi problemami i stąd takie reakcje. Ale nie wiem tego
                            i nie podejmuję się diagnozować twojego postępowania. Nie czuję się
                            do tego uprawniony…

                            1. Jak już pisałem w innym wątku moja decyzja o byciu właśnie z ta
                            kobietą wynikała z głębokiej miłości i przekonania, że po pierwsze
                            seks nie jest aż taki w życiu ważny a po drugie, że na pewno w
                            końcu jakoś nam się również i z tym ułoży. Nie miałem wcześniej
                            doświadczenia, byłem zakochanym idealistą, sądziłem że uczucia
                            wszystko zwyciężą. Nikt mnie nie zmuszał, nikt mnie nie oszukiwał,
                            nie mam o to żadnych pretensji, ani do niej ani do siebie. Widziały
                            gały co brały.

                            2. Pierwszy epizod zdrady przytrafił mi się po jakichś pięciu
                            latach. Czułem się jak szmata, sam się do tego przyznałem na
                            kolanach. Miałem potworne uczucie winy a żona postanowiła że mnie
                            nie zostawi, ale sobie weźmie rewanż poprzez chłodne odgrywanie się
                            na mnie przez kilka następnych lat. Bardzo skutecznie
                            wykorzystywała moją słabość i skruchę. Nawet jej powiedziałem po
                            kolejnych pięciu latach, że za gwałt pewnie bym właśnie wychodził z
                            więzienia, jako były przestępca ale z szansą na nowe życie. A u
                            niej nie mogę liczyć na żadne wybaczenie. Skończyło się ciężką
                            depresją. Dzięki psychiatrom udało mi się stanąć na nogi, ale tak
                            naprawdę dopiero to forum pozwoliło mi jako tako dojść do siebie.
                            Dzięki mądrym ludziom takim jak Archiwalda zacząłem znowu żyć.

                            3. Stałem się hiperaktywny. Udało mi się w ciągu kolejnych paru lat
                            osiągnąć więcej niż przez całe życie. Ekstremalne zajęcia,
                            ekstremalne zaangażowanie w pracę, budowa domu… wszystko żeby tylko
                            jakoś zagłuszyć swoje emocje. Dziś dzięki temu mam to co mam i
                            jestem tym kim jestem. To pozytywny efekt moich łóżkowych
                            problemów. Żona zresztą też bardzo się uniezależniła, zbudowała
                            sobie własny świat, własne pasje, własne dochody. Za to ją szanuję.

                            4. Elementem tego „nakręcenia” było również pozwolenie sobie na
                            inne kobiety. Tym razem bez poczucia winy. Why? For fun! Tak się
                            składa że kobiety „łatwo mi przychodzą” więc trochę poszalałem. I
                            pewnie szalałbym dalej gdybym nie trafił na tą, która zburzyła to
                            wszystko. W której się po prostu zakochałem i dla której
                            postanowiłem zostawić wszystko co mam. Postanowiłem, ale nie dałem
                            rady z przyczyn, o których jeszcze napiszę (chociaż tak, z tego
                            powodu jest mi naprawdę wstyd). Teraz znowu jestem okazem wierności
                            i sama myśl o jednorazowym seksie jakoś chwilowo mnie brzydzi.

                            5. Czy jestem kogutem czy do orłem? Chciałbym wierzyć że bliżej mi
                            do orła. Ale nawet orzeł potrzebuje gniazda. Miejsca gdzie wraca po
                            długim locie nad szczytami gór. Gniazda które zbudował i którego
                            nie chce porzucić. Widzisz, ja jej kiedyś ślubowałem że jej nie
                            zostawię aż do śmierci. Takie banalne słowa, ale jednak. Są jeszcze
                            dzieci, rodzice, całe otoczenie, na które to co robię ma wpływ i
                            jakoś nie potrafię powiedzieć im wszystkim że mam ich gdzieś bo to
                            ja mam problem. Nienawidzę tej swojej cechy, ale mam takie chore
                            poczucie odpowiedzialności i już.

                            6. Dzieci (teraz będę obrażał twoją inteligencję) potrzebują ojca.
                            Nie takiego, który „utrzymuje kontakt”. Takiego, który jest. Nie
                            przez telefon, nie w weekendy. Jest wtedy, kiedy wracają ze szkoły
                            i chcą się wyżalić, kiedy stłuką kolano, albo elektrownia wyłączy
                            prąd i trzeba się w ciemności do kogoś przytulić. Staram się być
                            takim ojcem. I dlatego tak trudno mi wstać i od nich wyjść, nawet
                            kiedy nie mam żadnego lepszego pomysłu.

                            7. Próbowałem i próbuję wielu rzeczy. To nie jest tak że tkwię w
                            miejscu i powtarzam w kółko te same nieudane schematy. Fakt, że
                            ciągle nic z tego nie wychodzi, że problem zamiast się zmniejszać
                            ciągle się pogłębia, ale ciągle jeszcze próbuję. Coraz mniej
                            wierzę, może nawet całkiem już nie wierzę, ale nie potrafię się
                            poddać. Jestem uparty i zawsze wszystko mi w życiu wychodzi.
                            Dlatego walczę, może wbrew rozsądkowi i doświadczeniu. Również to
                            pisanie na forum jest jakąś formą walki poprzez autoterapię i
                            (jednak) słuchanie tego co mówią inni, borykający się z podobnymi
                            problemami.

                            8. Popełniam strasznie dużo błędów. Oboje z żoną popełniamy. Jak
                            słusznie napisała Archiwalda, jak tylko pojawia się jakikolwiek
                            problemik żona reaguje całkowitym szlabanem na seks i jakąkolwiek
                            bliskość a ja reaguję ironią i ucieczką. Dróg ucieczki mam wiele,
                            więc zawsze coś skutecznego sobie znajduję. Potem wracamy
                            potłuczeni i znowu próbujemy coś poskładać. Ale nie umiemy ze sobą
                            rozmawiać, ani tak naprawdę rozwiązać żadnego problemu, więc nic z
                            tego nie wychodzi. Próbowaliśmy terapii, i indywidualnie i razem i
                            u tego pieprzonego seksuologa i jesteśmy ciągle w tym samym
                            miejscu. Teraz chyba bardziej szukamy drogi OD siebie niż DO
                            siebie. Taki lajf…

                            Jeśli chcesz porozmawiać, zapraszam – także na priv.
                            Jeśli chcesz sobie pokrzyczeć i pokreować się na wszystkowiedzącą
                            strzygę z prostym sposobem na życie własne i wszystkich wokoło, to
                            daj sobie spokój i poszukaj innej piaskownicy.

                            Pozdrawiam
                            • eeela Re: do andzi43 29.06.08, 18:44
                              Dziś dzięki temu mam to co mam i
                              > jestem tym kim jestem. To pozytywny efekt moich łóżkowych
                              > problemów. Żona zresztą też bardzo się uniezależniła, zbudowała
                              > sobie własny świat, własne pasje, własne dochody. Za to ją szanuję.

                              Heterosapiens,

                              Mam takiego internetowego znajomego, możnaby nawet rzec, przyjaciela, bo gadamy
                              razem o wszystkim i o niczym od paru lat i znamy się dość dobrze. Jest on w
                              wieku mojej Mamy, pan po pięćdziesiątce. Jego małżeństwo, wyjąwszy kilka
                              pierwszych lat, było li i jedynie sprawnie działającą spółką dwojga dość
                              zaprzyjaźnionych ludzi. Pasji i namiętności starczyło im na może dwa lata. Potem
                              obydwoje swoje potrzeby emocjonalne i fizyczne realizowali poza małżeństwem.

                              Ja nie twierdzę, że to jest model idealny. Ale jest to model funkcjonalny. Facet
                              ten i jego żona zdołali dobrze wychować dzieci (które nie mają większych
                              problemów na tle emocjonalnym), zapewnili im dobrze funkcjonujący dom na wiele
                              lat, dali radę pozostać przyjaciółmi (choć już nie kochankami), i zawsze wiedzą,
                              że mogą na sobie polegać.

                              Jeśli ty nie potrafisz odejść, aby realizować swoje potrzeby emocjonalne i
                              fizyczne, realizujże je dyskretnie, skoro nie potrafisz dogadać się z żoną. I
                              pozwól jej w razie potrzeby realizować. Widać, że jedną z rzeczy, która was tak
                              mocno dzieli, jest seks. Seks ma łączyć, a nie dzielić. Jeśli wyłączycie go ze
                              zbioru dzielących was rzeczy, może będzie lepiej? Może będziecie w stanie
                              pozostać przyjaciółmi, którzy mają wspólny cel - dobre funkcjonowanie rodziny i
                              wychowanie dzieci?
                              • heterosapiens spółkowanie 30.06.08, 12:01
                                eeela napisała:
                                > Mam takiego internetowego znajomego, możnaby nawet rzec,
                                przyjaciela, bo gadamy
                                > razem o wszystkim i o niczym od paru lat i znamy się dość dobrze.
                                Jest on w
                                > wieku mojej Mamy, pan po pięćdziesiątce. Jego małżeństwo,
                                wyjąwszy kilka
                                > pierwszych lat, było li i jedynie sprawnie działającą spółką
                                dwojga dość
                                > zaprzyjaźnionych ludzi. Pasji i namiętności starczyło im na może
                                dwa lata. Pote
                                > m
                                > obydwoje swoje potrzeby emocjonalne i fizyczne realizowali poza
                                małżeństwem.

                                W sumie dokładnie to samo zaproponowała mi terapeutka po wielu
                                godzinach rozmów. No bo defacto tak właśnie funkcjonujemy, jako
                                dobrze prosperujące przedsiębiorstwo. Na zewnątrz jest super, w
                                środku zgrzyta, ale ogólnie biznes się kręci. I być może to jest
                                jedyne rozwiązanie w tej sytuacji. Sam już nie wiem. Może mi dasz
                                namiary na tego znajomego?
                                • eeela Re: spółkowanie 30.06.08, 12:07
                                  Nie czuję się do końca uprawniona, żeby podawać dokładne dane. Ale bardzo często
                                  można go znaleźć na tym forum:

                                  forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=49779

                                  Jak założysz wątek odpowiednio sformułowany, to na pewno ci odpowie.
                                  • flamenco_night od kilku lat ?? 30.06.08, 12:20
                                    hmm.. musiałybyśmy się znać już na Onecie, bo z tego co wiem, On tu
                                    jednak przyszedł (wrócił właściwie) po mnie.. zresztą na moje
                                    zaproszenie.. a ja tu bywam może z rok z kawałkiem ;P Chyba, że
                                    spotkałaś Go "netowe" wieki temu, zanim się stąd daaaawno temu
                                    wyniósł z przytupem ;)))

                                    btw. Hetero.. wierz mi, że to możliwe i sprawdza się świetnie - jako
                                    Ci rzekę z doświadczenia własnego i ppraktyki ;))
                                    • eeela Re: od kilku lat ?? 30.06.08, 12:27
                                      Od paru, paru! parę lat to dwa lata. Niespełna dwa lata temu pojawiliście się na
                                      FM. Tak mi się wydaje, w kazdym razie wydaje mi się, że to było jeszcze zanim
                                      zamieszkałam z Fidelem, a zamieszkałam z nim ponad rok temu.
                                      • flamenco_night Re: od kilku lat ?? 30.06.08, 12:34
                                        Nie wiem, jak z pojawieniem się, ale na pewno zaczęłyśmy ze sobą
                                        częściej na FM rozmawiać, jak już z Nim mieszkałaś.

                                        Zaraz nam zrobią - słusznie - wielkie i dźwięcznę CIACH!! ;))
                                        • eeela Re: od kilku lat ?? 30.06.08, 12:48
                                          To już nie rozprawiajmy na ten temat, pal licho, kiedy to dokładnie było :-)
                                          • woman-in-love dzieci... 30.06.08, 13:00
                                            ...są wygodnym alibi dla własnego tchórzostwa. Bowiem mamy do
                                            czynienia z dwójką zakłamanych tchórzy (w wydaniu męskim i żeńskim)I
                                            taki wzorzec przeniosą w swoje życie ich pociechy. Notabebe: kiecy
                                            to autor watku przytula dzieci po ciemku, skoro jest tak
                                            niemiłosiernie zajęty???
                            • aandzia43 Re: do andzi43 30.06.08, 01:33
                              > Wziąłem dwa głębokie oddechy, walnąłem browara i jednak ci
                              odpowiem.

                              A bez browara nie dasz rady?

                              Jesteś wymowny i gładziutki w wymowie. Ja wolę facetów kostropatych
                              na gębie i konkretnych w gadce. Ściemniasz. Ciągle ściemniasz. Sam
                              przed sobą przede wszystkim. Bo że przed nami, to olać. My z tego
                              powodu nie ucierpimy. Potrząsać tobą nie zamierzam, bo potrząsaniem
                              nikt nikogo na dobrą drogę nei wprowadził. Od tego można dostać
                              tylko mdłości. Końcem gonienia własnego ogona i wykonywania
                              pozornych ruchów może być tylko konfrontacja ze skutkami swoich
                              błędów, jakaś ściana, jakieś dno. Może kiedyś na taką ostateczną
                              barierę natkniesz się i złapany za kark i przygięty nosem do
                              nieczystości, jak szczeniak, będziesz musiał w końcu zdobyć się na
                              szczerość.

                              Przykład ściemnniania?
                              Widzisz, ja jej kiedyś ślubowałem że jej nie
                              > zostawię aż do śmierci. Takie banalne słowa, ale jednak. Są
                              jeszcze
                              > dzieci, rodzice, całe otoczenie, na które to co robię ma wpływ i
                              > jakoś nie potrafię powiedzieć im wszystkim że mam ich gdzieś bo to
                              > ja mam problem. Nienawidzę tej swojej cechy, ale mam takie chore
                              > poczucie odpowiedzialności i już.

                              A kto ci każe opuszczać ją w potrzebie? Możesz dalej wspierać ją
                              finansowo, służyc pomocą i oczywiście wychowyać wspólnie z nią
                              dziec. Czasem szacunek i miłość można wyrazić już tylko poprzez
                              zlezienie partnerowi z garbu. Ale to wymaga najpierw przejrzenai na
                              wylot swoich egoistcznych pobudek, a potem pozbycia się ich.
                              Bolesne, nie? I co mają rodzice i całe otoczenie do twojego
                              małżeństwa? Wzgląd na opinię mamy, taty, szefa i sąsiada, to nie
                              jest poczucie odpowiedzialności, to jest tylko konformizm. Bardzo ci
                              dobrze z tą swoją cechą.

                              Orły oczywiście mają gniazda, ale budują je wysoko. To znaczy na
                              rzetelnych, jasno określonych fundamentach. Tu nie ma miejsca na
                              efekciarstwo. Są odpowiedzialne (inaczej by nie przetrwały w
                              trudnych warunkach), ale nie są pozerami. Nie mają publisi. W tych
                              rejonach publisia nie bywa. To dla niej za trudne.
                              Kurnik to odpowiednie miejsce na wielki show. Duzo kurek i innego
                              drobiu. Bezpiecznie i gwarno. I duszno.
                              Każdy z nas jest trochę orłem, trochę kogutem. Dobrze jest, kiedy
                              wiemy, w którym momencie kim jesteśmy. Pretensje do losu, że nie dał
                              nam doznań orła szybującego w przestworzach, kiedy nie mamy odwagi
                              ruszyć z grzędy, wzbudzają śmiech.

                              Jestem strzygą, ale nie wszystkowiedzącą;-) Nie lubię gładkich,
                              sliskich nawijek. Takie mam preferencje. Bo ja nie jestem gładka. I
                              przynajmniej w sprawach zasadniczych czasem, czasem udaje mi się być
                              orłem. Ale to kosztuje i nie jest efektowne.
                      • kawitator Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 29.06.08, 14:33
                        Przyponiała się mi taka fraszka Boya - Żeleńskiego

                        Takiej dostał dziwnej manii,
                        Że chciał tylko od Stefanii.
                        Bo to zawsze jest najgłupsze,
                        Kiedy się kto przy czym uprze.

                        Od końca
                        Ja nie potrzebuje dystansu, ja potrzebuje rozwiązania.
                        Wytłumacz po kiego Ci rozwiązanie ??? Żeby pokazać ze nie ma spraw dla ciebie nie do pokonania ? Co chcesz udowodnić ? Komu ? Jedna niedajka stanowi aż taki problem aby zaprzątać sobie nim głowę w taki sposób ? Niech sobie będzie i niech jej zarasta ( jeżeli oczywiście od lat nie ma innego przetykacza jak by zasugerowała WiL doświadczona kobieta) Jej strata
                        Naprawdę szkoda czasu ale aby to stwierdzić potrzebujesz dystansu nie do zony ale do siebie.

                        A co to jest promien Shwartzshilda czy jak mu tam? To cos ze Star Treka? :)
                        To prosta fizyka To promień horyzontu czarnej dziury. Co spadnie poniżej tego horyzontu juz sie nie wydostanie Żadna materia, żadna energia, żadna wiadomość Będzie to wszystko po wsze czasy kisiło sie w środku Dla świata zewnętrznego znikło i sie nie pojawi. Czasami człek się tak zapętli w swoim myśleniu że tak jak z czarnej dziury wyjść nijako nie może

                        prowadze nierowna wojne z kretem w ogrodzie..
                        :-)) Ja tyż i choć miewam wygrane potyczki i bitwy to wojna ciągle na korzyść kreta (kretów ?).

                        Latam samolotem i na paralotni, skacze na spadochronie, prowadze trzy rownolegle biznesy, kolekcjonuje kochanki, pasjami czytam ksiazki i niesmialo probuje pisac wlasne, spedzam mase czasu z dziecmi, biegam, chodze po gorach,

                        OOOOO ! kurde Mam niejakie doświadczenia z miękkim skrzydłem ale poza tym w porównaniu do Ciebie tom spokojny i zrównoważony :-) prawie kapeć ;-))
                        • heterosapiens Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 29.06.08, 16:17
                          kawitator napisał:

                          > To prosta fizyka To promień horyzontu czarnej dziury. Co spadnie poniżej tego
                          > horyzontu juz sie nie wydostanie Żadna materia, żadna energia, żadna wiadomość
                          > Będzie to wszystko po wsze czasy kisiło sie w środku Dla świata zewnętrznego
                          > znikło i sie nie pojawi. Czasami człek się tak zapętli w swoim myśleniu że ta
                          > k jak z czarnej dziury wyjść nijako nie może

                          bardzo mi sie podoba ta analogia... z tym Boyem zreszta tez niezle trafiles :) pozdrowienia
    • krissdevalnor100 Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 27.06.08, 23:36
      Doniosły Proces Medyczny pewnie się nie skończył. NAwet ja (a
      psychoterapeuta ze mnie żaden) 1000 razy czytałam, że jak są blokady
      psychiczne, to najpierw trzeba przetrawić wszelkie złości i żale,
      potupać sobie, wyzłościć sie do końca (ona się złości na Ciebie-
      fakt niezbywalny) i dopiero przychodzi pora na twórczą część
      terapii, czyli wyrabianie nowych wzorców i schematów myślenia,
      ćwiczenie zachowań, co tam jeszcze.
      IMO to ten moment. Uczestnicz dalej w Procesie, nie przeszkadzaj;)
    • prosty_facet Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 28.06.08, 14:46
      heterosapiens napisał:


      > Wczoraj znowu nie zdzierżyłęm. Pytam jak tam - "Dobrze, właśnie
      > zakończyłam swoją edukację seksualną. Pan doktor stwierdził że już
      > wszystko ze mną jest ok". "Jak to, i co teraz, co dalej, co z tego
      > wynika...!!!" "No przede wszystkim udało mu się zdjąć ze mnie garb,
      > który na mnie włożyłeś wpędzając mnie w poczucie winy z powodu
      > braku seksu. Teraz już wiem, że wszystko ze mną wporządku i nie
      > muszę sie z tego powodu dołować"...
      > I tak to pan seksuolog rozwiązał nasz problem. Zainteresowanym
      > chętnie podeślę namiary na priv. Serdecznie polecam...

      Daj mi namiary - może i ze mnie zdejmie garb niewyżytego zboczeńca ;-)

    • markos28mr Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 28.06.08, 14:48
      Dobrze Ci radzę kończ pakować walizki , które zacząłeś pakować
      przed dwoma miesiącami i zostaw ją jak najszybciej i nie daj jej
      ani grosza z Twoich pieniędzy. I nie słuchaj głupot, które wypisują
      forumowiczki, że to Ty nie potrafisz nic z nią zrobić. Ona jest
      przypadek beznadziejny jak i ponad 50 % kobiet. Jak im się znudzi w
      małżeństwie seks i nie grozi im , że zostaną samę to potrafią męża
      wykończyć psychicznie i jeszcze mieć pretensje, że dał się do
      takiego stanu doprowadzić.
      • woman-in-love Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 28.06.08, 17:09
        Markos dzięki za te słowa, bo mnie już cierpliwości brakuje tłumacząc
        nieskuteczność "rozmawiania", "szczerego rozmawiania", "dorzucania gałązek do
        ognia", "zaskoczenia erotyczną bielizną", "kolacji przy świecach", "większego
        starania się" itpodobnych bzdur.
        • eeela Re: jak seksuolog nasz problem rozwiązał... 28.06.08, 19:19
          Czy ktoś autorowi wątku doradzał szczere rozmowy i kolacje przy świecach? Bo
          mnie to najwyraźniej jakoś umknęło. Z tego, co zrozumiałam (a mam zwyczaj
          rozumieć to, o czym sama mówię), to porady toczyły się raczej wokół opcji 'daj
          spokój, nie ma sensu, nic z nią nie wskórasz' niż 'zrób jej kolację ze świecami
          i załóż lateksowe string'. Jedyne, co Markus (moim zdaniem niesłusznie) dodał,
          to podbarwioną niewątpliwie smutnym doświadczeniem osobistym teorię, że ponad
          połowa kobiet na świecie to zimne, niereformowalne ryby, i że nie należy
          wierzyć, że ktoś inny zrobi na nich na tyle wielkie wrażenie, żeby obudzić ich
          seksualność. No cóż, biedny Markus (bodajże) się mocno myli, a jeśli dotąd nie
          natrafił na kobietę, która reagowałaby na niego prawdziwym, nie udawanym
          pożądaniem, to wcale nie znaczy, że wszystkie kobiety na świecie są złe, raczej
          należałoby się zastanowić nad samym sobą... Genów sobie biedak nie naprawi, ale
          mógłby może chociaż wizerunek w oczach kobiet podreperować, żeby chociaż udawać
          im się chciało bardziej...
    • izzzzy A może jednak seksuolog problem rozwiązał? 30.06.08, 04:42
      Diagnoza brzmiała: "Drogi panie, pańska żona zatrzymała się w
      rozwoju swojej seksualności na bardzo wczesnym etapie. Jest jak
      kwiat, który nigdy nie rozkwitł. Postaram się coś z tym zrobić,
      proszę dać nam trochę czasu."
      Efekt: ""No przede wszystkim udało mu się zdjąć ze mnie garb, który
      na mnie włożyłeś wpędzając mnie w poczucie winy z powodu braku
      seksu. Teraz już wiem, że wszystko ze mną wporządku i nie muszę sie
      z tego powodu dołować".

      Ja to widzę tak: (choć oczywiście mogę się mylić)
      Twoja żona nigdy do namiętnych nie należała, ponieważ jej
      seksualność nie została rozbudzona, nie dojrzała. Na początku Ci to
      nie przeszkadzało, bowiem, jak sam napiałeś, uczucie do niej było
      tak silne, że sprawy seksu schodziły na dalszy plan. Zakładam więc,
      że w zasadzie nie próbowałeś rozbudzić seksualnie swojej żony i
      szybko pogodziłeś się z sytuacją, w której miłosne uniesienia nie
      były jej udziałem w waszym małżeńskim łożu.
      Niestety, ale taka taktyka jest najszybszą drogą do kompletnego
      rozpadu pożycia małżeńskiego. Póki miłość między Wami była gorąca,
      żona zgadzała się na seks dla Twojej przyjemności. Gdy żar miłości
      się wypalił, seks bez przyjemności stał się dla Twojej żony przykrym
      obowiązkiem małżeńskim, którego zaczęła unikać, czemu trudno się
      właściwie dziwić. Do tego doszła jeszcze Twoja zdrada i wielkie
      poczucie krzywdy Twojej żony...
      Seks stał się w Waszym związku narzędziem nagrody i kary, a to jest
      kolejny krok do zabicia namiętności w łóżku. Z czasem oddalaliście
      się od siebie coraz bardziej, więc i okazji do nagród było coraz
      mniej. Zacząłeś więc wywierać coraz większą presję na żonę domagając
      się seksu, ale to tylko pogłębiało przepaść między Wami.
      Kwiat, który nigdy nie rozkwitł, zamarzł niedoczekawszy się wiosny.
      Twoja żona się zablokowała.

      Teraz chciałam dojść do wniosków, ale jeśli coś w moim rozumowaniu
      nawaliło, to się, kurde, rozpiszę na darmo! (a pora baaardzo późna :)

      Wydaje mi się, że seksuolog zrobił to, co do niego należało. Zdjął
      garb poczucia winy z Twojej żony i uświadomił jej, że ma problem z
      niedojrzałością seksualną (co nie jest oczywiście jej winą). A to
      jest pierwszy krok do tego, aby ją odblokować. Reszta należy do
      Ciebie. Musisz pomóc swojej żonie dojrzeć, otworzyć się na seks. Ale
      jest to proces, a nie skutek natychmiastowy.
      Zmarznięty kwiat nie rozwinie się przed Tobą (szeroko rozkładając
      nogi) w błyskawicznym tempie. Musisz go ogrzewać swoim ciepłem i
      ostrożnie, powoli, stopniowo odchylać jego płatki. Musisz sprawić,
      aby CHCIAŁ SIĘ ROZWINĄĆ.
      Naucz żonę czerpać przyjemność z seksu. Wszystkiego od początku.
      Wyobraź sobie, że jest dziewicą, którą musisz ośmielić, rozbudzić,
      zdobyć.
      Ja nie wierzę w oziębłość wrodzoną i nieuleczalną. Zawsze są
      przyczyny oziębłości i sposoby na jej wyeliminowanie. Oziębłym można
      się także stać nawet po latach namiętnego seksu.
      Podam przykad z autopsji: choć nigdy wcześniej nie miałam problemów
      z dochodzeniem do orgazmu i seks był dla mnie źródłem ogromnej
      przyjemności, której nigdy nie było mi dość, w momencie gdy zaczęłam
      uprawiać seks tylko dla satysfakcji mojego męża, miałam coraz
      większe problemy z osiągnięciem podniecenia w czasie kolejnych
      zbliżeń. Każdy seks bez orgazmu coraz bardziej zniechęcał mnie do
      współżycia. Na początku pojawiła się obojętność, potem złość, aż
      wreszcie obrzydzenie. Nie masz pojęcia jak paskudnie brzmią wszelkie
      miłosne odgłosy partnera, kiedy nie jest się podnieconym, a jest się
      zniecierpliwionym. Uczucie podobne do tego, co przeżywa trzeźwy
      wśród pijanych. Zażenowanie połączone z obrzydzeniem.
      Pomyślałam sobie wtedy, że gdybym nie mogła mieć orgazmów,
      unikałabym seksu jak ognia. I przestałam się dziwić wszytkim
      oziębłym kobietom...

      Ja postanowiłam walczyć o udane życie seksualne w moim małżeństwie.
      Czy Tobie starczy na to sił?
      To już jest pytanie o Twoją miłość do żony, a nie o poczucie
      obowiązku wobec niej i dzieci...
      • heterosapiens Re: A może jednak seksuolog problem rozwiązał? 30.06.08, 12:06
        Dzięki izzzy za mądre słowa... nadal jestem twoim fanem :)

        W sumie to po przeczytaniu tego zo napisałaś dochodzę do wniosku że
        teraz to chyba ja powinienem się do niego wybrać. Nie żeby go zabić
        (wrrrr...) ale pogadać o tym wszystkim od mojej strony. Bo może
        jednak to ja mam większy problem ze sobą niż żona z seksem???
        • justyna.ada Re: A może jednak seksuolog problem rozwiązał? 30.06.08, 12:35
          No chyba Twoja żona z seksem we własnym wydaniu problemu nie ma.

          A nie jest przypadkiem tak, że oprócz tego, ze nie była na początku
          wulkanem seksu (niektórym kobietom odwala np. dopiero po 30-ce i to
          w sprzyjających warunkach...) - ale po tej Twojej zdradzie do tej
          pory Ci nie wybaczyła i na seksualną stronę Waszego małżeństwa się
          zamknęła? Uniezależniła się od Ciebie pod wieloma względami, a może
          po prostu jej zobojętniałeś emocjonalnie? Z człowiekiem, do którego
          nie żywi się uczuć, nie jest tak łatwo znaleźć się w łożu rozkoszy.

          To taka próba znalezienia odpowiedzi...
        • izzzzy Re: A może jednak seksuolog problem rozwiązał? 30.06.08, 14:28
          heterosapiens napisał:

          > Dzięki izzzy za mądre słowa... nadal jestem twoim fanem :)

          Staram się nie wymądrzać :)
          Dziwię się tym wszystkim, którym z taką łatwością przychodzą słowa
          typu "zostaw żonę, dzieci i ciesz się seksem bez ograniczeń". Nie
          wiem dlaczego irytuje ich fakt, że obchodzi Cię więcej, niż koniec
          własnego penisa, za przeproszeniem. Nie rozumiem dlaczego podcinają
          Ci "skrzydła", mówiąc że nie masz jaj, bo zasłaniasz się dziećmi.
          Wygdaje mi się, że wzniesienie się nad własny egoizm, właśnie
          oznacza życie ponad poziomem "kurnika". Nie wiem dlaczego innym tak
          trudno zrozumieć to, że miłość do dzieci sprawia, że nie chcesz
          zostać weekendowym ojcem. Że dla tej miłości robisz wszystko, aby
          Twoja rodzina przetrwała i ciągle masz nadzieję, że uda Ci się
          naprawić stosunki z żoną. Że nie potrafisz wyobrazić sobie szczęścia
          poza swoją rodziną. Że walczysz o swoją rodzinę, choć nie jest Ci
          łatwo...
          Straszne, jak w dzisiejszych czasach
          pojęcie "samorealizacji/samozadowolenia" zdewaluowało
          pojęcie "życia/poświęcenia dla innych". Egoizm - przyziemny kurnik
          tryumfuje.
          A może inni mają mniej do stracenia, więc łatwiej im "doradzać"?

          Myślę, że Twoja wizyta u tego seksuologa nie jest złym pomysłem.
          Może od niego dowiedziałbyś się czegoś więcej o swojej żonie, może
          pomógłby Ci znaleźć klucz do jej oziębłości, może dzięki temu lepiej
          poznałbyś samego siebie... Warto zaryzykować, bo nic przez to nie
          tracisz.

          Zastanawiające jest to, jak wielu mężczyzn zadaje sobie
          pytanie: "dlaczego żona nie chce się ze mną kochać",
          zamiast: "dlaczego żona nie ma przyjemności z seksu ze mną?"
          Dlaczego mężczyźni nie chcą zrozumieć, że i dla kobiet największą
          motywacją do seksu jest orgazm, a nie orgazm ich parntera.

          Jestem pewna, że gdyby powstało konkurencyjne forum pn. "Nadmiar
          seksu w małżeństwie" wielu panów przetarłoby oczy ze zdumienia. Bo
          by się okazało, że panie o seksie i owszem marzą, ale nie z własnymi
          małżonkami...



          • woman-in-love twierdzę z naciskiem 30.06.08, 16:11
            że tatuś, który zalicza kochanki, czyta namiętnie, lata na lotni, czasem pewnie
            pracuje, a tak w ogóle jest "hiperaktywny", - nie wyliczył w zapale, ze chodzi
            na wywiadówki, sprawdza zeszyty, uczy dzieci jak sprzątać, zmywać, pływać,
            dobierać przyjaciół. One same zresztą najlepiej to opowiedzą (w gabinecie
            psychologa)Znam ja takich "wspaniałych" tatusiów, oj, znam.
            • heterosapiens Re: twierdzę z naciskiem 30.06.08, 16:37
              woman-in-love napisała:
              > że tatuś, który zalicza kochanki, czyta namiętnie, lata na lotni,
              czasem pewnie
              > pracuje, a tak w ogóle jest "hiperaktywny", - nie wyliczył w
              zapale, ze chodzi
              > na wywiadówki, sprawdza zeszyty, uczy dzieci jak sprzątać,
              zmywać, pływać,
              > dobierać przyjaciół. One same zresztą najlepiej to opowiedzą (w
              gabinecie
              > psychologa)

              tak, chodzę na wywiadówki
              nie, nie sprawdzam zeszytów, mam do nich zaufanie
              tak, uczę je pływać
              nie, nie dobieram im przyjaciół, same dobrze sobie radzą

              kto cię tak skrzywdził??

              > Znam ja takich "wspaniałych" tatusiów, oj, znam.

              chcesz poznać jeszcze jednego?
              zapraszam na kawę...
              napisz gdzie i kiedy
            • izzzzy Re: twierdzę z naciskiem 30.06.08, 16:51
              Ale napisał: "Dzieci (...) potrzebują ojca. Nie takiego,
              który „utrzymuje kontakt”. Takiego, który jest. Nie
              przez telefon, nie w weekendy. Jest wtedy, kiedy wracają ze szkoły
              i chcą się wyżalić, kiedy stłuką kolano, albo elektrownia wyłączy
              prąd i trzeba się w ciemności do kogoś przytulić. Staram się być
              takim ojcem. I dlatego tak trudno mi wstać i od nich wyjść, nawet
              kiedy nie mam żadnego lepszego pomysłu."

              O lotni, spadochronie, książkach etc. było w temacie pasji i hobby,
              a nie miłości do dzieci, więc proszę Cię, nie manipuluj jego
              słowami, bo jest to po prostu podłe z Twojej strony.
              Nie masz prawa oceniać jego ojcostwa na podstawie kilku postów,
              zresztą jego życia także. Hetero o tę ocenę Ciebie nie prosił...

              A tak ku głębszej refleksji: gdyby był rzeczywiście tak fatalnym
              ojcem i mężem, jak sugerujesz, to czy jego żona (będąc samodzielną i
              niezależną finansowo kobietą) nie spakowałaby mu walizek pierwsza?
              Albo chociaż może by odetchnęła z ulgą kiedy on to zrobił?

              Ale żona Hetero gotowa była pójść do seksuologa, przed którym się
              wzbraniała 10 lat, żeby tylko go zatrzymać w domu!
              Hmmm...
              I tu masz problem...
          • heterosapiens Re: A może jednak seksuolog problem rozwiązał? 30.06.08, 16:43
            Izzzzy,
            Mnie bardzo interesuje koniec mojego penisa!
            Ale dzieci, rodzina też są ważne.
            Cięgle jeszcze ważniejsze...

            > Zastanawiające jest to, jak wielu mężczyzn zadaje sobie
            > pytanie: "dlaczego żona nie chce się ze mną kochać",
            > zamiast: "dlaczego żona nie ma przyjemności z seksu ze mną?"

            To jest właśnie pytanie, którego nigdy sobie nie zadawałem. To co
            piszesz i wykłady yorica z innych wątków spowodowały, że chciałbym
            poznać na nie odpowiedź. Najpierw zapytam żonę :) Dam znać...

            Jeszcze raz Ci dziękuję.
            • izzzzy Re: A może jednak seksuolog problem rozwiązał? 30.06.08, 16:57
              Trzymam kciuki i czekam na dobre wieści!!!
              :)
              • kaachna1 Re: A może jednak seksuolog problem rozwiązał? 30.06.08, 17:16
                Oczywiście,że trzeba walczyć o rodzinę,większość z nas to robi,ale z jakim
                skutkiem?dla większości okazało się to syzyfową pracą dlatego chcą przestrzec
                hetero przed tym co sami stracili walcząc z wiatrakami,niewielu jest na tym
                forum,którym się udało lub poprawiło się owszem,ale tylko na jakiś czas,a potem
                wszystko wróciło do poprzedniego stanu,ja też jestem optymistką i walczę o
                związek,ale nie chciałabym pewnego dnia się obudzić i żałować,że zmarnowałam
                życie nie tylko swoje,można przezwyciężać kryzysy,wręcz trzeba,ale czy to ma
                sens jeśli trwają latami?
              • izzzzy P.S. do Hetero 30.06.08, 17:20
                Leciałam raz na paralotni ciągniętej przez motorówkę.
                Niesamowity "odlot"!
                I nie czuję się przez to gorszą matką ;)
                • heterosapiens Re: P.S. do Hetero 30.06.08, 17:33
                  Odbierz proszę maila...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja