heterosapiens
27.06.08, 17:27
Jak pewnie wiele osób tutaj bardzo długo żyłem nadzieją, że jak już
nic nie pomoże to ostatnią instancją pozostaje seksuolog. Postać
niemalże mityczna, pan hormonów i władca libido. Kto jak nie on
sprawi cud i spowoduje że moja żona zobaczy we mnie faceta a nie
silnik do kosiarki...
Prawie 10 lat próbowałem ją namówić na wizytę, w końcu po tym jak
zacząłem pakować walizki złamała się i zdecydowała tam ze mną
pójść. Biegłem lekki jak rusałka, pełen wiary i nadziei...
Miły szpakowaty pan wysłuchał naszej historii, następnie zapytał
czy mogę go zostawić samego z żoną. Siedziałem w korytarzu, czując
że za drzwiami dzieje się tajemnica, że odbywa się niemalże rytuał
jakiegoś wspaniałego voodoo, które odmieni moją żonę w wyuzdaną
boginię seksu...
Po półgodzinie ja z kolei zostałem zawezwany do sanktuarium wiedzy
oraz doświadczenia medycznego i posadzony na wygodnej skórzanej
kanapie. "Drogi panie, pańska żona zatrzymała się w rozwoju swojej
seksualności na bardzo wczesnym etapie. Jest jak kwiat, który nigdy
nie rozkwitł. Postaram się coś z tym zrobić, proszę dać nam trochę
czasu." "A jak ja mogę się przydać, bardzo chciałbym też w tym
pomóc." "Niestety nic pan nie może teraz zrobić, musi pan poczekać,
sugeruję żeby nie nalegał pan na seks..."
Coś mi tu zaczęło brzydko pachnieć, żona dostała potężny oręż do
ręki, bo teraz mogła mnie z kamienną twarzą odsunąć
mówiąc "Przecież lekarz powiedział żebyś nie nalegał, więc gdzie z
tymi łapami...". Tak więc brak seksu został _usankcjonowany_
autorytetetem pana seksuologa. Ale oczywiście teraz to wszystko w
jakimś szczytnym celu - kwiat będzie rozkwitał, trzeba zagryźć
zęby, męskość w dłoń i czekamy na lepsze czasy.
Praszło dwa miesiące. Wszelkie moje (nienachalne) próby dowiedzenia
się jak tam dalsze losy terapii, co się dzieje, co z tego wynika,
co będzie dalej kwitowane były "Lepiej to zostaw, poczekaj, muszę
się sama tym zajmować". Frustracja i poczucie bycia niepotrzebnym i
takim jakby nie na miejscu zaczęły we mnie narastać, no ale w końcu
uczestniczę w czymś ważnym. W procesie medycznym, który musi
potrwać, kórzy może nie jest miły ale w końcu czemuś ważnemu
służy...
Wczoraj znowu nie zdzierżyłęm. Pytam jak tam - "Dobrze, właśnie
zakończyłam swoją edukację seksualną. Pan doktor stwierdził że już
wszystko ze mną jest ok". "Jak to, i co teraz, co dalej, co z tego
wynika...!!!" "No przede wszystkim udało mu się zdjąć ze mnie garb,
który na mnie włożyłeś wpędzając mnie w poczucie winy z powodu
braku seksu. Teraz już wiem, że wszystko ze mną wporządku i nie
muszę sie z tego powodu dołować"...
I tak to pan seksuolog rozwiązał nasz problem. Zainteresowanym
chętnie podeślę namiary na priv. Serdecznie polecam...