kalendarzowa_wiosna
03.07.08, 10:12
Bezpośrednio o seksie ten post nie będzie, darujcie. Czytam to forum, mało
piszę, ale wiem, że są tu mądre osoby i zależy mi na Waszych wypowiedziach.
W niedzielę po południu, mój mąż wrócił do domu po tygodniowej
nieobecności (wyjeżdżał z synem), a po kilku godzinach wyszedł się
przejść...
Niespecjalnie się zdziwiłam, często wychodzi, na spacer albo na
rower, ale biorąc pod uwagę jego zmęczenie po nieprzespanej nocy i
kilkugodzinnej trasie powrotnej, powinnam się zdziwić...
Późnym wieczorem, ustawiałam profile w swoim telefonie i nie mogłam
dojść do ładu z wyświetlaniem niektórych funkcji. Mąż ma telefon
prawie identyczny... Domyślacie się co było dalej?
Połączenie 57 minut - zdziwiło mnie bardzo.
Wiem, pomyślicie: czepia się. Jednak wierzcie, że to nie jest
normalne. Mój mąż do rozmownych nie należy, wręcz przeciwnie.
Rozmowa z moim mężem zwykle zamyka się w kilku zdaniach, nigdy nie
widziałam, żeby rozmawiał z kimkolwiek dłużej niż kilka minut. A tu
gadał z kimś prawie godzinę!
Sprawdziłam połączenia wychodzące i przychodzące. Wyświetliły się
tylko połączenia ze mną. A rozmawialiśmy ze sobą tylko kilka minut.
Czyli usunął z komórki ostatnie połączenia.
Nie wytrzymałam, zapytałam z kim rozmawiał przez godzinę.
Reakcja:
- cisza
- dlaczego sprawdzasz moją komórkę?
Zapytałam o to samo jeszcze 2 razy, nie uzyskując odpowiedzi wyszłam
z pokoju. Po kilkunastu minutach przyszedł, milutki jak nigdy i
zaczął tłumaczyć, że to nic strasznego, że to nie to, co myślę...
Powiedziałam, że może się spakować i wynieść. Zero reakcji.
Zrobiło mi się niedobrze. Poczułam, że nie wytrzymam dłużej w jego
obecności i wyszłam z domu.
Kiedy wróciłam, tłumaczył, że rozmawiał z dziewczyną ze swojej
pracy. Dziewczyna ma problemy, zwierzała mu się, on jej opowiadał o
problemach w naszym związku. Zapewniał, że nic więcej nie było.
Usunął to połączenie, bo bał się właśnie takiej reakcji z mojej
strony.
Żeby było jasne: nigdy dotąd nie podejrzewałam mojego męża o zdradę,
nigdy nie zabraniałam kontaktów z żadnymi kobietami czy mężczyznami,
ludźmi ogólnie :-) nigdy nie kontrolowałam, nie robiłam awantur o
późne powroty (rzadkie i raczej uzasadnione :-), nie jestem
histeryczką, która czepia się głupot.
Spróbuję przekazać to, co mój mąż mi powiedział, tłumacząc sytuację:
Dobrze mu się z nią rozmawia, w ogóle z innymi kobietami lepiej mu
się rozmawia, niż ze mną. Mnie nie umie powiedzieć tego, co chciałby
zmienić w naszym związku.
To wszystko prawda, sama uważam, że nie rozmawiamy o naszych
relacjach i wielokrotnie próbowałam to zmienić, jednak zawsze mój
mąż twierdził, że „wymyślam sobie problemy”.
Ona tłumaczyła mu, że powinien ze mną rozmawiać i on będzie się
starał robić wszystko w tym kierunku, że chciałby wrócić do czasów z
początku naszego małżeństwa.
O czym rozmawiali? O jakie problemy chodzi?
Właściwie usłyszałam tylko, że powinnam bardziej o siebie zadbać i
mam wady. Zalety tej dziewczyny są przejaskrawieniem moich wad. Ona
jest poukładaną pedantką, bardzo zadbana, pięć razy w tygodniu
fitness, itd.
Od siebie dodam, że dziewczyna jest 10 lat ode mnie młodsza i
singielka. On nadal zapewnia, że nic więcej, oprócz rozmów nie było.
Nie będę Wam pisać co czuję, bo to nic nie zmieni. Natomiast jestem
pewna, że to co czuję, nie pozwala mi być obiektywną, a tego właśnie
potrzebuję. Chłodne spojrzenie na sytuację jest mi potrzebne.
I co ja mam myśleć po takim wyskoku?