sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera

03.07.08, 10:12
Bezpośrednio o seksie ten post nie będzie, darujcie. Czytam to forum, mało
piszę, ale wiem, że są tu mądre osoby i zależy mi na Waszych wypowiedziach.

W niedzielę po południu, mój mąż wrócił do domu po tygodniowej
nieobecności (wyjeżdżał z synem), a po kilku godzinach wyszedł się
przejść...
Niespecjalnie się zdziwiłam, często wychodzi, na spacer albo na
rower, ale biorąc pod uwagę jego zmęczenie po nieprzespanej nocy i
kilkugodzinnej trasie powrotnej, powinnam się zdziwić...

Późnym wieczorem, ustawiałam profile w swoim telefonie i nie mogłam
dojść do ładu z wyświetlaniem niektórych funkcji. Mąż ma telefon
prawie identyczny... Domyślacie się co było dalej?
Połączenie 57 minut - zdziwiło mnie bardzo.
Wiem, pomyślicie: czepia się. Jednak wierzcie, że to nie jest
normalne. Mój mąż do rozmownych nie należy, wręcz przeciwnie.
Rozmowa z moim mężem zwykle zamyka się w kilku zdaniach, nigdy nie
widziałam, żeby rozmawiał z kimkolwiek dłużej niż kilka minut. A tu
gadał z kimś prawie godzinę!
Sprawdziłam połączenia wychodzące i przychodzące. Wyświetliły się
tylko połączenia ze mną. A rozmawialiśmy ze sobą tylko kilka minut.
Czyli usunął z komórki ostatnie połączenia.
Nie wytrzymałam, zapytałam z kim rozmawiał przez godzinę.
Reakcja:
- cisza
- dlaczego sprawdzasz moją komórkę?
Zapytałam o to samo jeszcze 2 razy, nie uzyskując odpowiedzi wyszłam
z pokoju. Po kilkunastu minutach przyszedł, milutki jak nigdy i
zaczął tłumaczyć, że to nic strasznego, że to nie to, co myślę...
Powiedziałam, że może się spakować i wynieść. Zero reakcji.
Zrobiło mi się niedobrze. Poczułam, że nie wytrzymam dłużej w jego
obecności i wyszłam z domu.

Kiedy wróciłam, tłumaczył, że rozmawiał z dziewczyną ze swojej
pracy. Dziewczyna ma problemy, zwierzała mu się, on jej opowiadał o
problemach w naszym związku. Zapewniał, że nic więcej nie było.
Usunął to połączenie, bo bał się właśnie takiej reakcji z mojej
strony.

Żeby było jasne: nigdy dotąd nie podejrzewałam mojego męża o zdradę,
nigdy nie zabraniałam kontaktów z żadnymi kobietami czy mężczyznami,
ludźmi ogólnie :-) nigdy nie kontrolowałam, nie robiłam awantur o
późne powroty (rzadkie i raczej uzasadnione :-), nie jestem
histeryczką, która czepia się głupot.

Spróbuję przekazać to, co mój mąż mi powiedział, tłumacząc sytuację:

Dobrze mu się z nią rozmawia, w ogóle z innymi kobietami lepiej mu
się rozmawia, niż ze mną. Mnie nie umie powiedzieć tego, co chciałby
zmienić w naszym związku.
To wszystko prawda, sama uważam, że nie rozmawiamy o naszych
relacjach i wielokrotnie próbowałam to zmienić, jednak zawsze mój
mąż twierdził, że „wymyślam sobie problemy”.
Ona tłumaczyła mu, że powinien ze mną rozmawiać i on będzie się
starał robić wszystko w tym kierunku, że chciałby wrócić do czasów z
początku naszego małżeństwa.

O czym rozmawiali? O jakie problemy chodzi?
Właściwie usłyszałam tylko, że powinnam bardziej o siebie zadbać i
mam wady. Zalety tej dziewczyny są przejaskrawieniem moich wad. Ona
jest poukładaną pedantką, bardzo zadbana, pięć razy w tygodniu
fitness, itd.

Od siebie dodam, że dziewczyna jest 10 lat ode mnie młodsza i
singielka. On nadal zapewnia, że nic więcej, oprócz rozmów nie było.

Nie będę Wam pisać co czuję, bo to nic nie zmieni. Natomiast jestem
pewna, że to co czuję, nie pozwala mi być obiektywną, a tego właśnie
potrzebuję. Chłodne spojrzenie na sytuację jest mi potrzebne.
I co ja mam myśleć po takim wyskoku?
    • heterosapiens Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 10:27
      Zaproponuj spotkanie w trójkę.
      Może ty też jakoś możesz dziewczynie pomóc w jej problemach.
      • aandzia43 Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 23:21
        I stworzymy wielką, szczęśliwą rodzinę. Najlepiej sektę Davida
        Coresha.
    • flamenco_night Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 10:41
      kalendarzowa_wiosna napisała:

      > Powiedziałam, że może się spakować i wynieść. Zero reakcji.
      > Zrobiło mi się niedobrze. Poczułam, że nie wytrzymam dłużej w jego
      > obecności i wyszłam z domu.
      >

      A teraz mi powiedz, jak się to ma do oświadczenia:

      >nie jestem
      > histeryczką

      :)))

      >
      >
      > Dobrze mu się z nią rozmawia, w ogóle z innymi kobietami lepiej mu
      > się rozmawia, niż ze mną. Mnie nie umie powiedzieć tego, co
      chciałby
      > zmienić w naszym związku.
      > To wszystko prawda,

      Dobrze, że to zauważyłas, bo w tej chwili robisz to samo, choć wobec
      szerszego grona Rozmówców. On zwierza się zaufanej osobie - Ty obcym.


      > O czym rozmawiali? O jakie problemy chodzi?

      Mam nadzieję, że wiesz, że wszystkiego Ci nie powie..?


      > Właściwie usłyszałam tylko, że powinnam bardziej o siebie zadbać i
      > mam wady.

      Zapytaj, co on powinien i, czy o tym też rozmawiali :)


      >Zalety tej dziewczyny są przejaskrawieniem moich wad. Ona
      > jest poukładaną pedantką, bardzo zadbana, pięć razy w tygodniu
      > fitness, itd.
      >

      To jest najmniej istotne, nie na niej powinnaś się skupić.


      > Od siebie dodam, że dziewczyna jest 10 lat ode mnie młodsza i
      > singielka. On nadal zapewnia, że nic więcej, oprócz rozmów nie
      było.
      >

      I na razie proponuję obdarzyć go warunkowym zaufaniem.. i znów - NIE
      SKUPIAĆ SIĘ NA NIEJ!! Zauważ, że mógł wgrać Ci zajawkę, że to był
      kolega od pilnego projektu, czy taki, który ma kłopoty ze swoją
      żoną - pomyślałaś o tym chociaż przez sekundę?
      Postaw się na jego miejscu, przyjmij choć przez chwilę założenie, że
      to Ty rozmawiałaś o Waszych problemach z kumplem, który jest
      singlem, całkiem niezłym, pod nieobecność i w niewiedzy męża (bo po
      jaką cholerę ma wiedzieć, skoro celowo chcesz zasięgnąć opinii kogoś
      z boku??), a potem pomyśl, jak Ty byś się motała w "zeznaniach",
      gdyby sprawa niechcący wypłynęła.. niby nic złego nie zrobiłaś,
      ale.. no właśnie - weź się zbierz i teraz to wyjaśnij tak, żeby mąż
      nie miał żadnych podejrzeń.. gratuluję z góry ;))


      > Nie będę Wam pisać co czuję, bo to nic nie zmieni. Natomiast jestem
      > pewna, że to co czuję, nie pozwala mi być obiektywną, a tego
      właśnie
      > potrzebuję. Chłodne spojrzenie na sytuację jest mi potrzebne.
      > I co ja mam myśleć po takim wyskoku?

      Chłodne spojrzenie wyżej - sięgnij po nie i zastosuj SZCZERZE I
      UCZCIWIE :)
      • wiek_chrystusowy Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 11:37
        flamenco_night napisała:

        > kalendarzowa_wiosna napisała:
        >
        > > Powiedziałam, że może się spakować i wynieść. Zero reakcji.
        > > Zrobiło mi się niedobrze. Poczułam, że nie wytrzymam dłużej w jego
        > > obecności i wyszłam z domu.
        > >
        >
        > A teraz mi powiedz, jak się to ma do oświadczenia:
        >
        > >nie jestem
        > > histeryczką
        >
        > :)))

        Flamenco, mialas kiedys do czynienia z czlowiekiem, ktory na wiekszosc sytuacji
        podbramkowych odpowiada calkowitym milczeniem?
        Bo ja tak. I wiem, ze przy sprzyjajacych okolicznosciach (przeciwstawne
        osobowosci) masz ochote jebnac o sciane przedmiotami szklanymi, zrobic
        cokolwiek, zeby przelamac to milczenie, ktore potrafi tak nakrecac. Dowolne
        proby tlumaczenia, bakniecie pod nosem, cokolwiek! przelamaloby te ochote, ale
        tacy ludzie zacinaja sie w sobie i juz.
        Doskonale rozumiem autorke, i to ze zemdlilo ja z tych emocji i nie okreslam
        tego mianem histerii.
        • flamenco_night Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 11:47
          Ja tak reaguję i myślę, że to może wkurzać mojego Ślubnego. Niemniej
          takich reakcji sobie nie przypominam w odpowiedzi na moje milczenie.

          Btw, to pierwotna reakcja na zarzut. Zauważ, że dziecko spuszcza
          głowę, gdy jest rugane i milczy. Słowotoku w takiej sytuacji dostają
          kłamcy, którzy z zimną krwią potrafią zapanować nad każdą sytuacją i
          wymyślić w jednej chwili najlepszą bajkę, żeby zakryć podejrzenia..
          • wiek_chrystusowy Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 11:51
            o przepraszam! Kiedy bylam rugana nieslusznie, pyskowalam jak najeta, zeby tylko
            dojsc SPRAWIEDLIWOSCI! :)))) Milczalam tylko winna ;)
            • flamenco_night chyba na zakończenie "obocznych" dyskusji.. ;) 03.07.08, 12:02
              Tiaaaaa.. ja też.. sprawiedliwości.. że to wina Jolki, nie moja, że
              jej piachem w oczy sypnęłam w odpowiedzi, a ona zaczęła.. ;)))

              Doskonała uwaga - On milczał, przyłapany na czymś, o czym żona nie
              wiedziała. Słusznie przyznał rację jej gniewowi.
              Natomiast szczerze przyznał całą resztę.
              Kłamca od razu by zareagował wgrywaniem bajeczki :)

              Jak poniżej ktoś zauważył, zareagował m.in. przerzucaniem winy. To
              też dość oczywista i schematyczna reakcja w takiej sytuacji. Błąd
              tkwi w nich obojgu, podejrzewam, a my go tu na pewno nie znajdziemy.
              Ale, radząc jej, by uważała ZAKŁADAJĄC, że on ma coś na sumieniu,
              jedynie ten błąd zakopujemy (o ile rzeczywiście takich rad
              posłucha). Skutek będzie taki, że spory brak zaufania i komunikacji
              między nimi przeistoczy się w całkowity brak rzeczonych. To jest
              jakieś wyjście? Moim zdaniem - żadne.

              Lepiej tę sytuację potraktować jako to, czym jest w istocie -
              SKUTEK. Wtedy można zacząć w miarę na trzeźwo szukać PRZYCZYNY i coś
              zaradzić.
              W przeciwnym razie wszystko się przewali do góry kopytami i
              znajomość z laską stanie PRZYCZYNĄ, której SKUTKIEM będzie rozpad
              czegoś, co jednak zaistniało kiedyś, więc jeszcze!! ma sens.

              __________________

              To ogólne moje stanowisko, coś więcej ew. w odpowiedzi na jakiś znak
              życia i odbioru od Autorki wątka ;)

              • wiek_chrystusowy Re: chyba na zakończenie "obocznych" dyskusji.. ; 03.07.08, 12:18
                W ogole nie zakladasz, ze on ja mogl walnac w rogi. A ja zakladam obie mozliwosci.

                Ale przy okazji napisalas cos, co mnie interesuje, kwestia "schematycznej
                reakcji przerzucania winy". Abstrahujac w tej chwili od sytuacji Wiosny, co
                robisz, jako typ "milczka" w sytuacji winna/niewinna ale przylapana na czyms, co
                moze wygladac podejrzanie? W obu sytuacjach przerzucasz wine, czy tylko w wybranej?
                • flamenco_night bynajmniej.. 03.07.08, 14:20
                  ale myślę, że ona jest niemal przekonana o tychże rogach, więc
                  potwierdzeniem dodatkowym można jedynie zaszkodzić.
                  Natpmiast nie jest przekonana co do innych prawdopodobnych
                  scenariuszy, które warto rozważyć - rozwalić coś w dwie sekundy, to
                  nie problem. Z ponownym poskładaniem, bo jednak nie było to zło,
                  które się założyło, sprawa już tak ekspresowo i różowo nie wygląda.



                  > Ale przy okazji napisalas cos, co mnie interesuje,
                  kwestia "schematycznej
                  > reakcji przerzucania winy". Abstrahujac w tej chwili od sytuacji
                  Wiosny, co
                  > robisz, jako typ "milczka" w sytuacji winna/niewinna ale
                  przylapana na czyms, c
                  > o
                  > moze wygladac podejrzanie? W obu sytuacjach przerzucasz wine, czy
                  tylko w wybra
                  > nej?
                  >

                  No tu jest bardziej prosta sprawa, bo ja nie kręcę - nawet o
                  romansach mój Ślubny wie. Takie mamy założenia, że łóżko nie jest
                  jedynie naszą wspólną sferą i nikt nie musi niczego ukrywać. Ale to
                  raczej mało popularna metoda ;)


    • glamourous Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 10:51
      Wiem, ze ogolna tonacja wiekszosci wpisow bedzie "wyluzuj" oraz "nie
      przejmuj sie, rozmowa jeszcze nie oznacza zdrady", ale...

      Przezylam kiedys romans poprzedniego partnera i tez byly
      poltoragodzinne rozmowy z komorki z pewna biurowa kolezanka, podczas
      gdy ze mna gadal zazwyczaj po kilka minut dziennie. I tez sie
      tlumaczyl, ze hehe, ona ma problemy osobiste, a on jej "pomaga".
      typowe.
      Nie da sie zaprzeczyc, ze takie dlugie rozmowy oznaczaja spora
      zazylosc. Nie wiadomo jednak, czy zdrada juz nastapila i opowiadali
      sobie wrazenia z ostatniego numerku, czy dopiero cos sie "kroi".
      Tak czy owak, miej sie na bacznosci i miej oczy otwarte. Tylko na
      chlodno, BEZ HISTERII. Pamietaj, ze nic tak nie obniza wartosci
      kobiety w oczach faceta niz widok jej histeryzujacej na jego punkcie.
      • flamenco_night Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 10:58
        Przeciwstawiasz jedno spojrzenie "po bandzie" (wyluzuj, nic się nie
        stało) drugiemu też po bandzie.. swojemu :)
        Ja gadam czasem całymi nocami z przyjaciółmi - wierz mi, nie ma w
        tym grama bliskiej zażyłości w sensie różnicy płci.
        Uwaga i czujność - tak. Założenie, że coś ich łączy - nie, nie i raz
        jeszcze NIE!
        • glamourous Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 11:09
          flamenco_night napisała:

          > Ja gadam czasem całymi nocami z przyjaciółmi - wierz mi, nie ma w
          > tym grama bliskiej zażyłości w sensie różnicy płci.


          To fakt, ja tez gadam godzinami z przyjaciolmi. Jednak nie musze w
          tym celu wychodzic z domu markujac samotny spacer, nie musze sie
          kryc.
          Jedynych dwoch kolegow z ktorymi gadam w tajemnicy przed mezem, to
          sa to relacje, powiedzmy, dwuznaczne, gdzie niby nic sie na razie
          nie dzieje, ale kto wie... mooooze kiedys cos sie wydarzy. Nie musze
          dodawac, ze sa to rozmowy dosc intymne, nie dla uszu meza. Po prostu
          chce byc wtedy z nimi sam na sam przez telefon.

          No wiec tak czy owak, poniewaz taka konspirowana rozmowa z kolezanka
          z pracy raczej nie oznacza rozmowy o projekcie, doradzam - oczy
          otwarte, ale na spokojnie.


          > Uwaga i czujność - tak. Założenie, że coś ich łączy - nie, nie i
          raz
          > jeszcze NIE!


          Czyli tak jak napisalam powyzej - uwaga i czujnosc : tak,
          automatyczne zalozenie ze cos ich laczy : nie. I koniecznie BEZ
          HISTERII.
          • flamenco_night Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 11:14
            Przykład i wyjaśnienie, dlaczego faceci 'mają inaczej' - poniżej :)
        • flamenco_night Widzisz, Glam.. 03.07.08, 11:11
          Facet, to jest takie czasami 'dziwne' stworzenie, co niby chce, żeby
          jego kobieta była w stanie zrozumieć, że on ma przyjaciółki, z
          którymi gada o różnych sprawach, o których czasem nawet z żoną nie
          rozmawia, ale jak ma już kobietę, która jest w stanie to zrozumieć,
          to i tak jej się nie przyzna, że taka przyjaciółka istnieje ;))
          Dlaczego? Temu, to już my jesteśmy poniekąd winne ;) Z całej grupy
          kobiet, które deklarują, że one taką sytuację są w stanie
          zaakceptować i zrozumieć, 90% NIE JEST W STANIE i.. albo zapada na
          zazdrość, albo szuka trzeciego i siedemnastego dna (sama sobie
          szkodząc, bo w końcu facet ma dość i konsumuje to, za co i tak stale
          obrywa!), albo robi niewybredne uwagi "żartem", albo wyciąga to,
          jako argument, w kłótniach (aha! bo Ewka, to pewnie lepszą zupkę
          gotuje, ma dłuższe nogi i zawsze się ślini na Twój widok, tak?!).
          Właśnie dlatego facet, który chce pogadać z koleżanką, a nawet się z
          nią zaprzyjaźnić.. często kręci. Mam przykład sprzed tygodnia
          bodajże. Facet, który tu też pisywał, znamy się ponad rok
          pozaforumowo, jesteśmy dla siebie tylko kumplami (do tego stopnia,
          że niedawno oceniał moje nagie fotki, bo zamierzam sobie zrobić
          serię profesjonalnych aktów i chciałam męskiego spojrzenia NIE
          faceta zakochanego we mnie.. bo to jest oczywiste dla mnie
          spojrzenia:))), poprosił mnie, żebym pisała na jego telefon i
          dzwoniła tylko do szesnastej, bo żona może coś podejrzewać :) No to
          ja mówię, że sam sobie szkodzi, że na pewno żonę ma wyrozumiałą,
          ect. (w końcu niejednokrotnie o niej gadaliśmy, więc jakoś
          ją "znam"), a jak coś niechcący znajdzie, to on będzie miał słusznie
          w tyłek, bo daje jawne powody do "skrócenia smyczy zaufania".. i co?
          I nic :) I on woli SIĘ NIE NARAŻAĆ ;D
          • eeela Re: Widzisz, Glam.. 03.07.08, 11:35
            > Facet, to jest takie czasami 'dziwne' stworzenie, co niby chce,
            żeby
            > jego kobieta była w stanie zrozumieć, że on ma przyjaciółki, z
            > którymi gada o różnych sprawach, o których czasem nawet z żoną nie
            > rozmawia, ale jak ma już kobietę, która jest w stanie to
            zrozumieć,
            > to i tak jej się nie przyzna, że taka przyjaciółka istnieje ;))
            > Dlaczego? Temu, to już my jesteśmy poniekąd winne ;) Z całej grupy
            > kobiet, które deklarują, że one taką sytuację są w stanie
            > zaakceptować i zrozumieć, 90% NIE JEST W STANIE

            Doskonale to rozumiem. Ja tez nie bylabym w stanie. Najlepsza
            przyjaciolka swojego faceta chce byc ja, i zadnej lepszej ode mnie
            tolerowac nie bede. Przymkne oczy na jednorazowy seks na boku, ale
            nie przymkne oczu na godzinna rozmowe przez telefon z jakas baba.
            • flamenco_night Re: Widzisz, Glam.. 03.07.08, 11:38
              o to znaczy LEPSZA?
              Eeela, musisz coś wziąć pod uwagę.Nie wszystkie kobiety trzeźwo
              potrafią przełknąć i przedyskutować zarzuty wobec siebie. Niektóre
              się mszczą, karzą cichymi dniami, fochają.. to co ma zrobić taki
              facet, który nie wie, 'o co halo', jak nie porozmawiać o tym z inną
              TEŻ kobietą??
              Nie bierz, proszę, pod uwagę jedynie własnej relacji i dojrzałości,
              jaką Wy przejawiacie w rozmowach ze sobą ;)
              • eeela Re: Widzisz, Glam.. 03.07.08, 11:53
                Nie powiedzialam, ze nie rozumiem panow, ktorzy potrzebuja
                przyjaciolek, a zarazem boja sie reakcji zon. To tez rozumiem.
                Dlatego staram sie postepowac tak, aby chlop nie bal sie mi mowic,
                ze ma przyjaciolki, a zarazem tak, aby we mnie odnajdywal najlepsza
                z nich. Ale doskonale rozumiem rowniez panie, ktore nie sa
                zachwycone faktem, ze to nie one sa najblizszymi przyjaciolkami
                swoich mezow. Nie bylabym tym zachwycona i na stan dzisiejszy
                prawdopodobnie w ogole nie umialabym sie z tym pogodzic ani pozostac
                w takim zwiazku (z wiekiem taki stosunek ponoc troche przechodzi).
                • flamenco_night Re: Widzisz, Glam.. 03.07.08, 12:08
                  eeela napisała:

                  > Nie powiedzialam, ze nie rozumiem panow, ktorzy potrzebuja
                  > przyjaciolek, a zarazem boja sie reakcji zon. To tez rozumiem.
                  > Dlatego staram sie postepowac tak, aby chlop nie bal sie mi mowic,
                  > ze ma przyjaciolki, a zarazem tak, aby we mnie odnajdywal
                  najlepsza
                  > z nich. Ale doskonale rozumiem rowniez panie, ktore nie sa
                  > zachwycone faktem, ze to nie one sa najblizszymi przyjaciolkami
                  > swoich mezow. Nie bylabym tym zachwycona i na stan dzisiejszy
                  > prawdopodobnie w ogole nie umialabym sie z tym pogodzic ani
                  pozostac
                  > w takim zwiazku (z wiekiem taki stosunek ponoc troche przechodzi).
                  >
                  >

                  No właśnie, a w tym wątku (choć jasno widać, że komunikacji i
                  zaufania NIE było i nie ma:)) kładziesz nacisk na rozumienie tylko
                  Pani. To jej nie pomoże - to nie pomoże IM. To może tylko wzmóc jej
                  żal i wyrzuty względem niego, bo podświadomie wbuduje
                  mechanizm "przeć do przodu, bo mam rację, potwierdzili to!".

                  Spadam, bo się norrrrmalnie wyturlać do roboty nie mogę wrrrr ;P
            • futile_and_duperele Re: Widzisz, Glam.. 03.07.08, 21:37
              A najśmieszniejsze jest to, jak małżonka chce być najlepszą przyjaciółką i jest
              zazdrosna o rozmowy i pisanie emaili długie... A sama zamiast porozmawiać robi
              ino awantury i rzuca mięsem.
        • eeela Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 11:31
          > Przeciwstawiasz jedno spojrzenie "po bandzie" (wyluzuj, nic się
          nie
          > stało) drugiemu też po bandzie.. swojemu :)
          > Ja gadam czasem całymi nocami z przyjaciółmi - wierz mi, nie ma w
          > tym grama bliskiej zażyłości w sensie różnicy płci.
          > Uwaga i czujność - tak. Założenie, że coś ich łączy - nie, nie i
          raz
          > jeszcze NIE!

          Zalezy od faceta, doprawdy. Autorka sama pisala, ze tak dlugie
          rozmowy to nie jest zwyczaj jej meza. Jakby mi ktos podstawil pod
          nos dowod, ze Fidel rozmawial przez GODZINE przez telefon z jakas
          baba, to mialabym pewnosc, ze przynajmniej ma do niej mocna miete, i
          caly szereg podejrzen o rozne inne rzeczy lacznie ze spolkowaniem.
          Gdzie tam - pol godziny do takiej pewnosci by wystarczylo!
          • flamenco_night Pytanie podstawowe: 03.07.08, 11:35
            Nie jest to ZWYCZAJ, czy nie jest to ZWYCZAJ, O KTÓRYM ONA WIE (vide
            moja sytuacja zze znajomkiem z forum). Bo to jest zasadnicza
            różnica, Eeeluś ;)
            • eeela Re: Pytanie podstawowe: 03.07.08, 11:37
              Jezeli sie przed nia ciagle kryl z takim zwyczajem, to odkrycie go
              moze i ma pelne prawo wzbudzac w niej podejrzenia. Krycie sie z
              czymkolwiek to najlepszy sposob na wzbudzanie podjerzen. Jakby mial
              naprawde czyste sumienie, to by szopek ze spacerami nie odstawial,
              tylko powiedzial prosto z mostu: ide zadzwonic do Zoski, bo ma ona
              jakies problemy.
              • flamenco_night Re: Pytanie podstawowe: 03.07.08, 11:44
                Czytałaś przed chwilą o moim kumplu (znasz go też z forum, to Nemo,
                nie sądzę, by się obraził za wyjawienie tej "takemnicy";)). On ma
                superczyste sumienie w związku ze mną. Mówi, czy się kryje? Dlaczego
                się kryje? M.in. Ty dałaś odpowiedź - nie zniosłabyś "lepszej"
                przyjaciółki, ect. No właśnie. Kit, że to nie jest lepsza
                przyjaciółka - samo podejrzenie gdzieś w tyle głowy i serca, że taka
                jest, i tak by Was struło..

                Nie napisałam nigdzie, że nie ma się czym przejmować, zauważ.
                owszem, należy być ostrożnym, ale NIE NALEŻY ZAKŁADAĆ WINY - można w
                ten sposób bardzo zaszkodzić samej sobie. Najpierw wypada się
                postawić na jego miejscu i pomyśleć.. ja uważam, że przede wszystkim
                nie powiedziałby od razu, że to kobieta, w dodatku singielka,
                młodsza, ect. Gdyby kłamał wcześniej, to i w tym przypadku by
                skłamał, nie ma problemu powiedzieć, że to był załamany kobietą
                kumpel.
                • eeela Re: Pytanie podstawowe: 03.07.08, 12:00
                  On ma
                  > superczyste sumienie w związku ze mną. Mówi, czy się kryje?
                  Dlaczego
                  > się kryje

                  No na forum to mozna sie kryc z innych wzgledow :-) Nie wszyscy maja
                  ekshibicjonistyczna nature.
                  Kwestia winy jest dla mnie za trudna, zeby ja roztrzasac. Wolalabym
                  rozmawiac o kwestii odpowiedzialnosci. W przypadku mojego faceta
                  UKRYTA, GODZINNA rozmowa przez telefon nie pozostawilaby u mnie
                  zadnych watpliwosci, a nie tylko zasiala obawy.
                  • flamenco_night ps. 03.07.08, 12:10
                    Nie zrozumiałaś mnie :) Nie kryje się na forum, tylko przed żoną
                    (telefony, smsy - znamy się realnie).

                    • avide Re: ps. 07.07.08, 14:53
                      Miałem tylko przeczytać i wracać do pracy ale się zupełnie nie da ;-)))

                      Jak zwykle napisze męskim okiem.
                      Może na początek co myślę o problemie. Dla mnie jak nic to wstęp do romansu.
                      Dlaczego ? No cóż, wszystkie charakterystyczne symptomy. Brak porozumienia z
                      żoną, nowa koleżanka, singiel w dodatku, długie rozmowy, żale itp. Natomiast
                      uważam, że się jeszcze nie bzyknęli. To dobra wiadomość. Po prostu na początku
                      się zazwyczaj dużo gada, a dopiero później dużo "robi". Zatem dopóki dużo gada
                      nie jest jeszcze za późno.
                      Pozytywne to to, że przyznał się. Pytanie teraz co zrobi z tego autorka.
                      Ja wiem jedno. Jeśli puści płazem to tak jakby sama sobie dowaliła rogi.
                      Dlaczego tak uważam ? Ano dlatego, że facet się zaczął kajać.
                      Zasada jest taka. Dopóki się kaja i ukrywa dopóty mu zależy. Nie nawołuję tutaj
                      do otwartej awantury ale do wyjaśnienia.
                      Propozycja spotkania we trójkę wcale nie jest taka głupia. Można wtedy
                      skonfrontować wszystko. Bez awantur wyjaśnić. Zapytać się tamtej dlaczego Ty nic
                      o niej nie wiedziałaś itp. Ale zrobić to z KLASĄ. Bez awantury.
                      Co dalej ?? Pilnować. Przynajmniej przez jakiś czas. Niestety między bajki
                      włożył bym teksty, że to bez sensu bo i tak sie nie upilnuje itp.
                      "Strzeżonego Pan Bóg strzeże" znacie to ??? Poza tym popatrzcie jak ten świat
                      poukładany jest. Każde zwierze strzeże swojego dobytku, gniazda itp. Ci co tego
                      nie robią ponoszą konsekwencje. Nie mówię by założyć łańcuch ale mieć baczenie
                      na to co się dzieje.
                      I tutaj dochodzimy do momentu w który należy zadać sobie pytanie "dlaczego do
                      tego doszło". Tutaj po części odpowiedziały już dziewczyny powyżej. Zwłaszcza
                      Flamenco_night.

                      Izolując facetów od jakichkolwiek innych form znajomości tak naprawdę zachęcacie
                      i uczycie konspiracji. Zatem nawiązując w jakikolwiek sposób nową znajomośc
                      powodujecie, że od samego poczatku jest ona naznaczona. Czasmai bierzemy się na
                      odwagę i mówimy prawdę i co dostajemy w zamian ??? Wyrzuty, bury, awantury itp.
                      Dlatego następnym razem 10x się zastanowimy zanim ujawnimy się z czymś. Tak dla
                      świętego spokoju.

                      Kiedyś, miałem przyjaciółkę. Jakieś hymmm 10 lat temu. Najlepsza przyjaciółka
                      jaka miałem w życiu. Z żadna kobieta nie rozumiałem sie tak jak z nią.
                      Seksualnie mnie nie ciągnęła bo była kompletnie nie w moim typie. Stanowiła
                      natomiast niesamowitą partnerkę do rozmowy. Z facetami ciężko często pogadać na
                      poważne tematy zwłaszcza jak się jest facetem. Kobiety nie dość, że są z natury
                      rozmowniejsze to w dodatku szybciej dojrzewają i można z nimi pogadać. Dlatego
                      pewnie zawsze dużo łatwiej zaprzyjaźniłem się kobietami niż z facetami.
                      Poznaliśmy na wakacjach 3 lata wcześniej i choć dzieliło nas jakieś 200km
                      pisaliśmy do siebie, dzwoniliśmy i spotykaliśmy jak tylko była taka możliwość.
                      Co najmniej kilka razy w roku. Ja wiedziałem co się u niej działo, ona co u
                      mnie. Mogliśmy się sobie wygadać z najskrytszych problemów i to też czyniliśmy.

                      Jak się poznałem z żoną odleciałem na jej punkcie. Bardzo mi na niej zależało. I
                      wiecie co.. Chciałem być taki naiwnie szczery i opowiedziałem jej o mojej
                      przyjaciółce, znajomej, najlepszy kumplu płci żeńskiej jak zwał tak zwał. I
                      wiecie jak była reakcja ??????????????
                      Powiedziała mi tak. Albo ona albo ja.
                      Żonę wtedy kochałem, tamta była gdzieś daleko. Tłumaczyłem, mówiłem,
                      wyjaśniałem, że nic nas nie łączy itp. Nic to nie dało. Padło ultimatum.
                      Wybrałem żonę.
                      Jednak nigdy jej tego nie zapomniałem, że musiałem skończyć tamtą znajomość.
                      Dziś wiem, że nie pozwoliłbym sobie drugi raz na coś takiego. Wtedy byłem młody,
                      głupi, zakochany.

                      Ale wnioski wyciągnąłem. Jeszcze na studiach poznałem fajną kobietę, dzięki,
                      której nota bene przeszedłem przez pierwszy semestr z jednego przedmiotu o
                      którym nie miałem pojęcia. Tym razem nie popełniłem błędu. Żona nie dowiedziała
                      się o niej po 3 latach jak przypadkiem przyszła do mojego akademika ze swoim
                      chłopakiem. Fajnie się złożyło, bo nie musiałem już dłużej ukrywać tej
                      znajomości. Nie mniej żona do dziś nie wie połowy rzeczy.Pomimo iz do niczego
                      nie doszło między nami stała się ona moim sekretem, moja tajemnicą. Na własne
                      życzenie mojej piękniejszej połówki.

                      Tak oto nauczyłem się że kobiety czasami są szczęśliwsze jak się je okłamuje.
                      Taka brutalna prawda z którą zgodzi się większość facetów.

                      Powiem szczerze, że taka sytuacja jest męcząca dla obu stron.Dla mnie
                      przynajmniej jest. Obecnie mam kilka bardzo bliskich znajomych czy wręcz
                      przyjaciółek poznanych różnie, pracy, w życiu codziennych czy nawet na tym
                      forum). Naprawdę bystre kobiety,z którymi można polemizować godzinami. Z chęcią
                      bym zaprosił je do domu wraz z ich mężami, czy odwiedziłbym je wraz z żoną.
                      Wszystkie wiedzą, że jestem żonaty tak gwoli ścisłości. Niestety, doświadczenie
                      nauczyło że jakiekolwiek próby zapoznania kończą się zazwyczaj próbą izolacji i
                      serią podejrzeń ze strony żony.

                      Dlatego paradoksalnie są one moją tajemnicą lub ich obecność w moim życiu jest
                      mocno zmarginalizowana przed żoną. Dla jej świętego spokoju. Czasami rozmawiamy
                      ze sobą godzinami. Bo świetnie się z nimi plotkuje. I podejrzewam, że gdyby żona
                      przeczesała mi komórkę przy odrobinie szczęścia też pewnie musiałbym sie
                      "spowiadać".
                      Gdyby podejście żony było inne, takie na zasadzie ufam ale mam baczenie, pewnie
                      bym zaprosił nie raz jedną czy drugą do własnego domu i pogadalibyśmy sobie we
                      trójkę, bo żonę w sumie też mam bystrą. niestety jej kobieca zazdrość, która
                      jest silniejsza od niej powoduję próby wszelkich eliminacji płci żeńskiej z
                      mojego otoczenia czym w pewnym sensie sama na siebie kręci bata.
                      To taka puenta dla wszystkich zazdrośniczek.

                      Psa ze sznura spuszczać nie wolno bo pogryzie, ale ze zbyt krótkiej smyczy też
                      się szybko zerwie. Dlatego smycz powinna być, i powinna mieć odpowiednią
                      długość. Taka metafora na koniec, którą potwierdzam zastosowaniem we własnym
                      związku.


                      Pozdrawiam.
                      Avide
    • eudajmonika Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 11:45
      Wiosno,

      Z tego, co piszesz, jasno wynika, że w Twoim związku są jakieś nierozwiązane sprawy, za które ani Ty, ani Twój mąż nie wiecie jak się zabrać. Jednak wiecie, przeczuwacie, że istnieją a ich istnienie powoduje dyskomfort, nawet ból, a remedium oboje szukacie poza związkiem - Twój maż u koleżanki (nie ufałabym jej intencjom, jak je przedstawia mąż, sama nie wysłuchiwałabym tak całkiem altruistycznie bredzenia faceta o jego problemach małżeńskich, chyba że zagięłabym na niego parol), a Ty na forum, gdzie wiele rad jest projekcją własnych problemów radzących.
      Spróbuj wykorzystać tę wiedzę, która tak niespodziewanie i boleśnie pojawiła się na wyświetlaczu komórki męża na swoją korzyść i na korzyść swego małżeństwa.
      On teraz chciałby Cię przekonać o swojej niewinności a jednocześnie czyniąc Ci zarzuty próbuje przerzucić "winę" na Ciebie. Nie daj sie wciągnąć w tę grę! Ja spróbowałabym rozegrać to w ten sposób - znalazłabym zawodowego mediatora małżeńskiego w swoim mieście i powiedziała mężowi, że skoro tak wiele ma do powiedzenia nt. Waszego małżeństwa i tak trudno mu o tym mówić z Tobą, to masz osobę fachową, w której obecności będziecie spokojnie mogli przedstawić swoje racje.
      Zaznaczyłabym, że skorzystanie z usług mediatora nie oznacza psychoterapii, przebudowywania relacji, babrania się w bebechach, lecz jest okazją do UCZCIWEGO określenia swojego stanowiska, bez konieczności usuwania śladów w telefonie. Z premedytacją wykorzystaj swoją pozycję osoby, której należy się w obecnej sytuacji rekompensata za przykrości, czy też nawet domniemaną zdradę.
      Życzę powodzenia.
      Monika
    • speedymika Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 12:55
      a ja powiem - uwazaj na niego i na ta laske... z doswiadczenia wiem co sie kryje
      pod takim 'dzieleniem sie problemami' z kolega z pracy.. tjaaa...

      i zwroce uwage na jedno - skoro to bylaby taka niewinna znajomosc, nie usuwal by
      polaczen z telefonu. inna sprawa ze jesli nigdy mu telefonu nie sprawdzalas to
      po co usuwal? widocznie do tego stopnia czuje sie winny i sie boi ze sie wyda (co??)
    • fiona-only Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 13:12
      Myślę że za wcześnie podjęłaś jakiekolwiek środki. Ja na twoim
      miejscu poczekałabym aż emocje opdaną , poobserwowała ślubnego i
      poszukała namacalnych dowodów tej "przyjaźni" .
      Tylko największy obłudnik i skończony hipokryta może próbować
      wmawiać swojej kobiecie że ma przyjaciółkę, w dodatku taką której
      wypłakuje się w sprawie małżeńskich problemów .
      Ale się stało ! Masz takie wyjścia moim zdaniem :
      -albo stawiasz wszystko na jedną kartę i niech wybiera
      -albo kochasz go tak ze jesteś gotowa znieść wszystko , byle tylko
      był z Tobą i akceptujesz te przyjaźń zaciskając zeby
      -albo nie robisz absolutnie nic. Zachowujes się jakby nie było
      żadnej sprawy i nie wracasz więcej do tematu

      I to moim zadniem jest najlepsze rozwiązanie. NIeźle go skołujesz po
      pierwsze, po drugie sama ochłoniesz i pomyslisz co dalej . Nie łykaj
      tylko żadnych gadek o pzryjaźni
    • a.b1 Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 13:22
      o problemach domowych rozmawia się w domu
      przepraszam, ale co może doradzić młoda dziewucha w kwestii
      wychowania dzieci na przykład? albo spraw domowych, waszych spraw
      domowych?
      ja raczej nie życzyłabym sobie, zeby mój partner opowiadał o moim
      tłustym tyłku kolezance z pracy, jesli ma zastrzeżenia do mojego
      tłustego tyłka to niech je powie mnie, pewnie będzie boleć, ale
      bardziej bedzie boleć świadomość, że z jakąś siksą dyskutuje o moich
      wadach
      mnie też nie podoba się zachowanie Twojego męża, pozatym to
      kasowanie numerów? śmieszne
      ps po paru zdaniach Twojego postu wziełam Cię za kompletną
      histeryczke, przepraszam
      • przemek.plywak Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 13:45
        Nie umiem ocenić, co się stało w rodzinie Wiosny, bo znam relację
        tylko z jej strony. Zauważmy, że fakt jest tam tylko jeden:
        przypadkowo znaleziony w telefonie komorkowym ślad rozmowy jej męża.
        Reszta to interpretacje. A w interpretacji zawsze dużo jest naszych
        uprzednich przekonań i naszych własnych emocji, dlatego trzeba być
        bardzo ostrożnym wobec interpretacji. Owszem, mało przekonująco
        brzmią tłumaczenia męża, ale też mało przekonująca jest historyjka
        Wiosny o przypadkowym zajmowaniu się komórką męża. Coś mi się
        wydaje, że między obojgiem narosła straszna nieufność, obydwoje
        nawzajem się podejrzewają i wplątali się w jakąś grę, której reguł
        sami nie znają.
        Ale ja chcę o czym innym. Należę do ludzi rozmownych, więc na moje
        milczenie żona nie może narzekać. Ale nie o wszystkim jej mówię.
        Wiecie dlaczego? Właśnie dlatego, że ona moje zwierzenia i opowieści
        po swojemu interpretuje, doszukuje sie w nich jakiegoś szóstego dna,
        komentuje, poucza. Nie dotyczy to tylko znajomości, ale też pracy i
        innych spraw, które w domu wydają się zupełnie niekontrowersyjne.
        Czuję się wtedy jak mały chłopiec, który został przyłapany na czymś
        złym i nie chce się przyznać albo musi zostac skarcony. Otóż, żeby
        tego uniknąć, coraz więcej zdarzeń zatajam. Między innymi właśnie
        nie opowiadam o moich rozmowaach z kobietami - koleżankami,
        przyjaciólkami (bez dwuznaczności), znajomymi. Bo po co się narażam.
        Kiedyś żona mnie "przyłapała" na rozmowie telefonicznej z żoną
        kolegi. Rozmowa była długa i dotyczyła spraw trudnych, nawet trochę
        intymnych, ale nie przekraczaliśmy żadnych granic. Moja żona
        zareagowała nerwowo. A naprawde nie było w tym żadnych podtekstów.
        Z obserwacji wnoszę, że niestety kobiety mają skłonność do
        traktowania swoich mężów jak niegrzecznych chłopców. Co się dziwić,
        że nie chce się nam w takim razie z nimi rozmawiać? Tyle że to też
        nie jest wyjście, bo jak nas na czymś łapią, to rzeczywiście stajemy
        się niegrzecznymi chłopcami. I kólko się zamyka.
        Na pewno w każdej sytuacji jest inaczej. Niestety bywa i tak, że
        innym wmawiamy złą wolę. I stawiamy ich w sytuacji oskarżenia.
        • flamenco_night Eeela.. 03.07.08, 14:23
          > Ale ja chcę o czym innym. Należę do ludzi rozmownych, więc na moje
          > milczenie żona nie może narzekać. Ale nie o wszystkim jej mówię.
          > Wiecie dlaczego? Właśnie dlatego, że ona moje zwierzenia i
          opowieści
          > po swojemu interpretuje, doszukuje sie w nich jakiegoś szóstego
          dna,
          > komentuje, poucza. Nie dotyczy to tylko znajomości, ale też pracy
          i
          > innych spraw, które w domu wydają się zupełnie niekontrowersyjne.
          > Czuję się wtedy jak mały chłopiec, który został przyłapany na
          czymś
          > złym i nie chce się przyznać albo musi zostac skarcony. Otóż, żeby
          > tego uniknąć, coraz więcej zdarzeń zatajam. Między innymi właśnie
          > nie opowiadam o moich rozmowaach z kobietami - koleżankami,
          > przyjaciólkami (bez dwuznaczności), znajomymi. Bo po co się
          narażam.
          > Kiedyś żona mnie "przyłapała" na rozmowie telefonicznej z żoną
          > kolegi. Rozmowa była długa i dotyczyła spraw trudnych, nawet
          trochę
          > intymnych, ale nie przekraczaliśmy żadnych granic. Moja żona
          > zareagowała nerwowo. A naprawde nie było w tym żadnych podtekstów.
          > Z obserwacji wnoszę, że niestety kobiety mają skłonność do
          > traktowania swoich mężów jak niegrzecznych chłopców. Co się
          dziwić,
          > że nie chce się nam w takim razie z nimi rozmawiać? Tyle że to też
          > nie jest wyjście, bo jak nas na czymś łapią, to rzeczywiście
          stajemy
          > się niegrzecznymi chłopcami. I kólko się zamyka.
          > Na pewno w każdej sytuacji jest inaczej. Niestety bywa i tak, że
          > innym wmawiamy złą wolę. I stawiamy ich w sytuacji oskarżenia.


          ..nic dodać, nic ująć - kolejne męskie potwierdzenie skutków naszego
          odbioru czegoś, co złe w intencji nie jest :))
          • eeela Re: Eeela.. 03.07.08, 14:28
            Hmmm, no oczywiście że są sprawy, o których się nie gada. Ja nie rozwodzę się
            nad awansami, jakie mi robi kolega, i on pewnie też ma jakieś takie sprawy.
            Kiedyś się tak zdarzyło, że robił pewien projekt, który zawierał w sobie pracę
            ze striptizerkami. Jak o tym usłyszałam, to się lekko skrzywiłam, no ale
            przecież zabronić mu nie mogłam. Po jakimś czasie mi się przypomniało, że miał
            to robić, i spytałam, kiedy, a on na to, że to się już odbyło, ale mi nic nie
            mówił, bo widział, że mi się to nie podobało. I OK, rozumiem. Nie roztrząsa się
            spraw niepotrzebnie, ale też ich się nie kryje, bo to właśnie dopiero wzbudza
            podejrzenia.
            • flamenco_night Re: Eeela.. 03.07.08, 14:38
              ..stąd fraza o zamkniętym kole :)
              Tak naprawdę nie wiesz, czy w tzw. międzyczasie nie pracował nad
              czymś podobnym, bo - obawiam się - na wszelki wypadek wolałby Ci,
              jak to się ładnie mówi, "oszczędzić nerwów i nie robić przykrości".
              I to, niestety, są skutki NASZEJ NADinterpretacji, czy choćby samego
              odbioru z przekąsem. Męzczyźni są nieskomplikowanhi z natury, życie
              wolą sobie upraszczać - my komplikujemy wszystko, kombinując czasem
              na wszelkie możliwe sposoby, żeby tylko od DOWOLNEGO koniuszka
              włóczki dojść do KONKRETNEGO kłębka ;)
              • eeela Re: Eeela.. 03.07.08, 15:02
                > Tak naprawdę nie wiesz, czy w tzw. międzyczasie nie pracował nad
                > czymś podobnym, bo - obawiam się - na wszelki wypadek wolałby Ci,
                > jak to się ładnie mówi, "oszczędzić nerwów i nie robić przykrości".

                Nie no, akurat wiem, że nie. Może nie rozumiem estetycznych założeń współczesnej
                muzyki eksperymentalnej, ale z reguły jestem na czasie, jeżeli chodzi o jego
                projekty i przedsięwzięcia. I nie sądzę, żeby już teraz bał się mówić mi akurat
                o tym, bo nic złego go za tamtą współpracę ze striptizerkami nie spotkało, a i
                ja jestem już na innym etapie, na którym fakt, że on będzie oplątywał swoimi
                kabelkami nagą profesjonalistkę, nie robi już na mnie takiego wrażenia.

                Prędzej by mi 'oszczędzał nerwów i przykrości', gdyby go jakaś baba zarywała. Na
                pewno oszczędzałby mi nerwów i przykrości, gdyby mu się zdarzyło wsadzić kuśkę w
                obiekt nieautoryzowany. Ale to mi akurat na rękę, bo rzeczywiście nie życzę
                sobie przeżywać takich nerwów i przykrości.

                A mężczyźni są tylko pozornie nieskomplikowani. Oni mają przeważnie
                nieskomplikowane reakcje na rzeczywistość, ale potrafią zrozumieć bardzo zawiłe
                subtelności - tylko nie zawsze im się chce, więc często dla wygody trzymają się
                mitu o swoim prostactwie i nieskomplikowaniu.
                • flamenco_night Re: Eeela.. 03.07.08, 15:32
                  To, o czym wiesz/nie wiesz, było oczywiście nieco żartem napisane,
                  choć.. zastanawia mnie Twoje absolutne przekonanie w kolejnym już
                  temacie (poprzednio - o niemożliwości zarwania Cię
                  przez "SZpecjalistę" ;)). Lepiej zostawić sobie furtkę wątpliwości,
                  niż być brutalnie przez życie zaskoczonym. Dla własnegozdrowia
                  psychicznego i po to, by później nie mieć pretensji do całego
                  świata ;)

                  potrafią zrozumieć bardzo zawiłe
                  > subtelności - tylko nie zawsze im się chce, więc często dla wygody
                  trzymają się
                  > mitu o swoim prostactwie i nieskomplikowaniu.


                  No też mówiłam wyżej, że lubią sobie życie UPRASZCZAĆ :) To, że masz
                  do czegoś zdolności, czy nabyłaś jakąś umiejętność, z marszu nie
                  oznacza, że będziesz z tego chciała korzystać bez przerwy i w
                  stosunku do wszystkich. Jeśli łatwiej jest Ci żyć, nie korzystając,
                  to.. Panowie nie mają dylematu "zmarnowanej" umiejętności
                  doszukiwania się piątego dna ;)
                  • eeela Re: Eeela.. 03.07.08, 15:47
                    > To, o czym wiesz/nie wiesz, było oczywiście nieco żartem napisane,
                    > choć.. zastanawia mnie Twoje absolutne przekonanie w kolejnym już
                    > temacie (poprzednio - o niemożliwości zarwania Cię
                    > przez "SZpecjalistę" ;)). Lepiej zostawić sobie furtkę wątpliwości,
                    > niż być brutalnie przez życie zaskoczonym.

                    Kiedy podstawy do posiadania wątpliwości są wystarczająco mocne, wtedy mam je na
                    uwadze. Kiedy są nędzne, dla wygody UPRASZCZAM. Jakieś tam podstawy można mieć,
                    by twierdzić, że słońce jutro nie wzejdzie, a mimo to z czystym sumieniem
                    twierdzę, że wiem, że wzejdzie. Z takim samym czystym sumieniem twierdzę, że
                    wiem, że na mnie wyuczone sztuczki nie podziałają, mój facet pracował ze
                    striptizerkami jak dotąd tylko nad jednym projektem, a moja Mama nigdy nie
                    przestanie mnie kochać po kres dni swoich.

                    Umiem zazwyczaj dobrze oceniać, co jest moją wiedzą, wiarą, a co przekonaniem.
                    Czasami się mylę, to prawda. Z wiekiem coraz rzadziej.
                    • flamenco_night Re: Eeela.. 03.07.08, 15:58
                      > Umiem zazwyczaj dobrze oceniać, co jest moją wiedzą, wiarą, a co
                      przekonaniem.


                      Świetnie. Tylko z zastrzeżeniem, że wszystko, co dotyczy osób poza
                      Tobą, może być tylko przekonaniem, bądź wiarą - jeśli wiedzą - to
                      opartą na wierze, bądź przekonaniu nabytym wraz z doświadczeniami na
                      podstawie tego, co za wami.
                      • eeela Re: Eeela.. 03.07.08, 16:03
                        Wiedza jest zdobywana głównie dzięki doświadczeniom.
                        • flamenco_night Re: Eeela.. 03.07.08, 16:19
                          Owszem, TEŻ.. pod warunkiem, że własnym :)
                          Gdy "w grę" wchodzą co najmniej dwie osoby, należy zawsze zakładać
                          margines błędu - dlatego między ludźmi w związku mówimy nie o
                          wzajemnej wiedzy, a o zaufaniu. Zaufanie opiera się na wierze.

                          Zresztą.. przykład masz np. w tym wątku. Skąd wzięło się aż takie
                          załamanie prawdą, która wyszła na jaw? Z tego, że Autorka
                          PRZEKONANIE o tym, że jej mąż jest milczkiem w stosunku do
                          wszystkich nie tylko do niej, pomyliła z "WIEM, że on jest
                          milczkiem". I teraz do kogo żal? Zabolało bardzo, bo wiedza okazała
                          się fałszem.. Ale to, że ona miała to za wiedzę, nie jest winą jego -
                          zauważ. Rozczarowują nas wcale nie inni, rozczarowujemy siebie sami
                          poprzez mylenie pojęcia wiedzy o kimś z przekonaniem i wiarą komuś.
                          Powiedz mi.. jeśli ktoś uroił sobie mój obraz nieprzystający do
                          tego, jak naprawdę wyglądam, to jest to moja wina, ze zawiedzie się,
                          patrząc na mnie? ;)
                          • eeela Re: Eeela.. 03.07.08, 16:27
                            Bez przesady. Są sprawy, w których ten margines błędu trzeba brać pod uwagę, i
                            są takie, w których to nie jest konieczne. Na przykład nie umiem odpowiedzieć ze
                            stuprocentową pewnością na pytanie, czy mój facet rąbnął się gdzieś na boku, czy
                            nie, bo miał wiele okazji, żeby to zrobić bez mojej wiedzy. Ale wiem, że nie
                            lubi ogórków kiszonych, wiem, że dziś wieczorem będzie palił trawkę, wiem, że
                            miał okazję pracować ze striptizerką jak na razie tylko raz.
    • kalendarzowa_wiosna Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 15:31
      Bardzo dziękuję za wszystkie wpisy, każdy jest dla mnie ważny, bo daje mi inne
      spojrzenie na sytuację i powód do zastanowienia.
      Spróbuję trochę więcej napisać o moim związku.

      Do tej pory postrzegałam mojego męża jako jednego z nielicznych, dla którego dom
      i rodzina jest absolutnie na pierwszym miejscu. To naprawdę świetny facet.
      Zajmuje się domem na równi ze mną, idealny ojciec, inteligentny,
      przedsiębiorczy, odpowiedzialny, same och i ach...
      Jedyny minus w naszym związku to problem z uzewnętrznianiem myśli i uczuć. W
      ogóle rozmowy z moim mężem zwykle zamykały się w kilku zdaniach typu, co trzeba
      kupić, zrobić i już. Zero rozmów o pracy (nie chcę o tym rozmawiać, pracę
      zostawiam w pracy) przyjaciołach (pokłócili się i już, o czym tu gadać?)
      wydarzeniach (wszystko będzie dobrze, sama sobie wymyślasz problemy).
      Przez całe 13 lat naszego małżeństwa, mój mąż nigdy nie powiedział, że mnie
      kocha, nigdy sam z siebie nie przytulił, nie pochwalił. Równie trudno było z
      okazywaniem uczuć synowi. Pojechać na wycieczkę? pograć w piłkę? pójść na basen?
      zawsze! w każdej chwili! ale przytulić albo okazać uznanie - problem. Wiem, że
      kocha naszego syna nad wszystko, że sam sobie zdaje sprawę z tego, że syn
      potrzebuje
      też czułych gestów i widzę jak nieporadne są te gesty. Ale się stara. Dla mnie
      już tych starań zabrakło.

      Jednocześnie wiem, że to taki milczący charakter. Pewnie duży wpływ miało
      wychowanie. Jego najbliższa rodzina ma właśnie taki typ charakteru. Wszyscy
      bardzo oszczędni w słowach.
      Dla mnie ta cecha naszego związku zawsze była problemem, ale jednocześnie czułam
      się szanowana, wiedziałam, że moje zdanie się liczy i jest ważne, czułam się
      bezpiecznie. Nie chce rozmawiać, trudno, nie naciskałam, ważne, że zawsze mogę
      na niego liczyć.

      I nagle bach! Mój mąż potrafi rozmawiać, tyle, że z inną...
      Uzasadnienie tych rozmów z koleżanką jest dla mnie mało wiarygodne. On nigdy nie
      interesował się takimi sprawami, nigdy nie przejawiał chęci wysłuchania
      kogokolwiek.
      Śmiał się ze mnie, że nie potrafię skończyć rozmowy, że ludzie mnie wykorzystują
      jako słuchacza, że opowiadają mi wszystkie swoje bolączki.
      Teraz, od kilku dni mój mąż sam przychodzi się przytulać, cały czas przekonuje,
      że nic nie było. Jednocześnie daje mi do zrozumienia, że wina jest moja -
      powinnam o siebie zadbać.
      Powiem Wam, że im bardziej on się stara, tym bardziej przestaję mu ufać. Myślę,
      że mnie oszukuje.

      PS
      Co Wy z tą histerią? Napisałam o histerii, żeby wytłumaczyć, że mąż nie miał
      powodu obawiać się jakichś awantur z powodu rozmowy z kobietą. A jednak usunął
      połączenie.
      Nie histeryzuję, próbuję ocenić sytuację. Próbuję spojrzeć w siebie i znaleźć
      odpowiedź czy mamy jeszcze szansę. Nie skupiam się na tamtej, to nieważne, że
      akurat ta, czy inna. Choć oczywiście boli, że ważne są dla niego rady jakiejś
      panienki, którą zna od miesiąca. Boli, że porównuje mnie do dziewczyny 10 lat
      młodszej, która pewnie 100% czasu i środków przeznacza na siebie.
      • krzysztof-lis Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 15:38
        > I nagle bach! Mój mąż potrafi rozmawiać, tyle, że z inną...

        Rzeczywiście, cokolwiek to dziwne.

        Ale może po prostu nie lubi z Tobą rozmawiać, bo np. nie traktuje Cię jako
        równorzędnej partnerki do dyskusji?

        > Teraz, od kilku dni mój mąż sam przychodzi się przytulać, cały czas
        > przekonuje, że nic nie było. Jednocześnie daje mi do zrozumienia,
        > że wina jest moja - powinnam o siebie zadbać.
        > Powiem Wam, że im bardziej on się stara, tym bardziej przestaję mu
        > ufać. Myślę, że mnie oszukuje.

        Też mi się tak zdaje, jeśli jego zachowanie rzeczywiście jest tak różne od typowego.

        > Boli, że porównuje mnie do dziewczyny 10 lat młodszej, która pewnie
        > 100% czasu i środków przeznacza na siebie.

        A do kogo ma Ciebie porównywać? Do ludzi w wieku Waszych matek, ciesząc się, że
        jesteś od nich bardziej rumiana?
        • errare_humanum_est Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 15:54
          krzysztof-lis napisał:

          > Ale może po prostu nie lubi z Tobą rozmawiać, bo np. nie traktuje Cię jako
          > równorzędnej partnerki do dyskusji?

          Eee, to wszystko co Wiosna napisała o swoim mężu nie wskazuje na to, że traktuje ją jako kogoś z kim nie warto rozmawiać. Ja widzę to inaczej: znam z autopsji, z doświadczeń swoich i znajomych obojga płci że z partnerem na pewne tematy ciężko się rozmawia. Bo druga strona zaczyna doszukiwać się drugiego, trzeciego i czwartego dna, bo nie chce się partnera ranić głupimi myślami, bo chcemy mieć spojrzenie na całą sytuację od osoby świeżej, nie wplątanej, bo chcemy pogadać z kimś kto problemów nie bierze do siebie tylko pomaga je rozwiązać, bo... jest 150 różnych powodów dla których można uznać że rozmowa z kimś obcym jest lepsza od rozmowy z partnerem, chociażby to forum jest tego doskonałym przykładem.
          • flamenco_night Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 16:04
            ..i zastanawiam się, dlaczego taka oczywistość jest powodem do
            zdziwienia dla większości..
            Myślę nawet, że 99% z nas tak właśnie postępuje i ma kogoś
            zaufanego, na którego trzeźwe spojrzenie z boku może liczyć, ale
            problemem jest jedynie taka osoba z kręgu znajomych Partnera - nasi
            znajomi czy przyjaciele, to przecież norma dla nas ;)

          • eudajmonika Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 16:07
            Tak, rozmowa z bliską osobą n/t, które stały się jakoś tak z dnia na dzień
            transparentne, trudno uchwytne, a mimo to uwierają, ranią nawet ,jest trudna.
            Zwyczajnie trudno się wyrwać z kołowrotka codzienności, złapać dystans.
            Paradoksalnie czasami łatwiej zacząć taką rozmowę w sytuacji, która sprzyja
            wyrwaniu się z rutyny. Dlatego wykorzystaj ją - zamiast dywagować - zrobił to?
            nie zrobił? zaraz zrobi?, faceci to świnie? wieprze? prosiaki?, ustal o CO
            chodzi. W komórce masz dowód, że pan Milczek umie rozmawiać i ma Ci coś do
            powiedzenia, niech więc przemówi. Mediator powinien dopilnować, aby rozmowa
            poszła w konstruktywnym kierunku.
            No, chyba, że dalej chcecie pielęgnować swoje 13-letnie tabu. Chcecie?
        • justyna.ada Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 15:59
          Ale zaraz, bo mi się tu mieszają dwie rzeczy: jedna, to pytanie,
          czemu (i czy) akurat Twój mąż będąc małomówny i niewylewny potrafi
          być inny przy kim innym. A druga to kwestia czy Ty dbasz, czy nie
          dbasz, o siebie. Co ma piernik do wiatraka, czyli chęć rozmów i
          otwierania się, do cellulitu lub makijażu żony?? Albo ja czegoś nie
          doczytałam...
      • flamenco_night Wiosenko.. 03.07.08, 16:12
        Ja wspomniałam o histeri w ramach Twojej reakcji początkowej - z
        jego pakowaniem walizek i Twoim wybiegnięciem w odpowiedzi na jego
        milczenie. Przyznasz, że to nie była chłodna reakcja, a raczej
        plasowała się w rzędzie histerycznych?;)

        A teraz kolejna niekonsekwencja, wynikająca z tego, że Ty chcesz
        myśleć, iż jest on winny znacznie poważniejszego czynu, niż
        zatajenie tej znajomości..
        Najpierw za dziwne uznałaś milczenie i tym samym przyznanie, że masz
        się na co gniewać.
        Potem, za raniące, szczere wyznanie.
        Teraz z kolei, gdy on próbuje kolejnego sposobu na ułagodzenie
        sytuacji, jest miły - to też Ci nie gra i "brzydko pachnie".
        Co ma więc robić?
        Nie czekasz przypadkiem na to, że powie Ci "tak, jestem na drodze do
        romansu z nią/mam romans", a wszystko inne odrzucasz i widzisz w tym
        przesłanki jedynie słusznej wersji, którą chcesz usłyszeć? Pomyśl o
        tym trochę.. :)
      • glamourous Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 16:13
        kalendarzowa_wiosna napisała:


        Jednocześnie wiem, że to taki milczący charakter. Pewnie duży wpływ
        miało
        > wychowanie. Jego najbliższa rodzina ma właśnie taki typ
        charakteru. Wszyscy
        > bardzo oszczędni w słowach.


        Nie ufaj tak bardzo mitom, ze "takie wychowanie". Moj maz tez byl
        wychowany przez bardzo chlodna, nie okazujaca uczuc wprost,
        introwertyczna matke. W dodatku perfekcjonistke jesli chodzi o
        porzadek. Co nie przeszkadza mu teraz byc beztroskim balaganiarzem,
        owtartym i towarzyskim facetem, ktory uwielbia rozmawiac, przytulac
        mnie i mowic 10 razy dziennie ze mnie kocha. A wiec to chyba raczej
        kwestia charakteru, a nie wychowania. A i z tym charakterem to nie
        taka prosta sprawa, znam ludzi, wlasnie takich "milczkow", ktorzy
        potrafia rozmawiac, tylko niestety nie z kazdym i nie w kazdych
        warunkach. Tak czy owak, komunikacji i okazywania uczuc mozna sie w
        zwiazku NAUCZYC, przez 13 lat malzenstwa byl na to czas - jednak Ty
        poprzestalas chyba na "on juz tak ma" i nie probowalas chociaz
        troche otworzyc go dla siebie przez te wszystkie lata zwiazku...

        A jak wyglada u Was kwestia seksu? - wszak to barometr uczuc... Jak
        bylo ogolnie do tej pory i czy zauwazylas jakies zmiany OSTATNIO,
        ktore mogly miec zwiazek z tym ze maz jest zafascynowany inna
        kobieta, lub - nie daj Boze - realizuje juz owa fascynacje w
        praktyce? ;-/
        • romulus11 Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 18:56
          Nie wyglada to Wiosenko dobrze.Nie bagatelizuj tego.Takze
          dlatego ,iz ta dziewczyna jest singielka.Jak zawalczy roznie sie to
          moze skonczyc.Facet to swinia.Pamietaj!A egzemplarzy tych dobrych
          jest niewiele.Odbija im czesto.Wiem to po sobie.A myslalem zem
          idealny.
          • glamourous Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 19:41
            romulus11 napisał:

            > Odbija im czesto.Wiem to po sobie.A myslalem zem
            > idealny.


            Nikt nie jest idealny, najwyżej niedostatecznie kuszony ;-)
      • fotofirma z faceta 10.07.08, 22:54
        bardzo długo i ładnie kobiety analizują psychiczną strone problemu,
        mysle że wskazówka jest w "zadbać o siebie" faceta zafascynowała
        młodsza zgrabne i wysportowana "laska" nie dobija czasem do 40 stki?
    • kici10 Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 20:56
      Na wstępie, wcale nie uważam Cię za histeryczkę.
      Rozumiem, że ktoś chce porozmawiać o problemach małżeńskich. A że
      jest to zupełnie przypadkowo młoda i ładna kobieta, no to co?
      • kici10 Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 21:22
        Niechcący mi się za szybko wysłało.
        Tylko dlaczego o problemach w trzynastoletnim małżeństwie rozmawia
        się z osobą, która o takich problemach nie ma pojęcia?
        Ponadto, dlaczego leci się rozmawiać parę godzin po tygodniowej
        nieobecności. Czyżby tyle się wydarzyło w domu, że trzeba to przez
        godzinę omawiać?
        Moim zdaniem to ściema. Jest to raczej wyrywanie panienki na teksty
        typu żona mnie nie rozumie i wcale ze sobą nie śpimy.
        Nie ważne czy przypadkiem, czy nie, ale dowiedziałaś się o tym i coś
        musisz z tą wiedzą zrobić. Masz dwa wyjścia - albo to olać i brać za
        dobrą monetę jego wytłumaczenia, albo dociekać prawdy.
        Jeśli wybierzesz to drugie, to możesz się spotkać z mężem panienką
        we trójkę i posłuchać co mają do powiedzenia. Najprawdopodobniej
        obejrzysz teatrzyk pt. jesteśmy niewinni. Masz okazję nieźle się
        ubawić. A ponadto możesz zaobserwować komunikaty pozawerbalne.
        Pewnych rzeczy nie da się ukryć. Co z tą wiedzą zrobisz, to już
        dalsza bajka.
        Jeśli chodzi o zarzuty dotyczące Twojego zaniedbania, to spójrz na
        to z innej strony. Trafiła Ci się nie lada okazja, aby wrzucić
        trochę kasy w siebie. Zamiast kupować nowe firanki, przepuść trochę
        grosza na ciuchy, fryzjera, kosmetyczkę itp. Na zarzuty odpowiadaj,
        że to wszystko dla waszego dobra, żeby się mu podobać. Następnie
        koniecznie wykup sobie półroczny karnet na basen, aerobik, lub co
        tam wolisz. A potem z żelazną konsekwencją korzystaj z niego
        conajmniej 4 razy w tygodniu. Pozostałe dni wykorzystuj na
        dokształcanie lub spokania z przyjaciółmi. Niech od tej pory tematem
        rozmów męża z przyjaciółką nie będzie Twój wygląd, a co do gara
        włożyć, lub jak zająć się waszym synem, żeby się nie nudził. Nie
        wiadomo jak Wam się ułoży dalej, ale co się zabawisz to Twoje.
        • aandzia43 Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 03.07.08, 23:19
          Zgadzam się Kici w każdym calu z tobą.
          Jak się ma (nagle, po latach bycia milczkiem, zresztą) kumpelę do
          rozmów o życiu, sensie życia i o rzyci, to się nei robi tego cichcem.

          Znałam kiedyś taką jedną, co była etatową i bardzo chętną powiernicą
          żonatych facetów. Często rzeczywiście tylko powiernicą. Ale często
          to powiernictwo przechodziło we wzięcie w posiadanie określonej
          częsci ciała zwierzającego się faceta. Nawet jeśli tylko słuchała
          opowieści dziwnej treści snutych przez jej hm... przyjaciół, to i
          tak nieźle mąciła. Bo suka była, ot co. Niby rozumiała, niby
          współczuła. Ale jedynym, akceptowanym przez nią porządkiem, jaki
          panować miał w świecie małżeńskim był wzorzec: mąż i żona żyją pod
          jednym dachem, wspólnie wychowują dzieci i prowadzą dom, seksualnie
          i uczuciowo realizują się poza związkiem i klucz do duszy, sumienia
          i rozporka mężów ma oczywiście ONA. Bardzo źle zosiła, jeśli
          małżeństwo żyło ze sobą naprawdę dobrze, nie tylko formalnie. Kiedy
          facet odporny był na jej jadu sączenie, a żona miała pełnię władzy.
          Taki sobie przykład. Egzemplarz z menażerii ludzkiej.
      • grazyna510 Kici ....Ty madra jestes 03.07.08, 22:30
        tak.....z ciekawosci ....ile masz lat ?
        • kawitator Re: Kici ....Ty madra jestes 03.07.08, 22:48
          grazyna510 napisała:
          tak.....z ciekawosci ....ile masz lat ?

          Aleś kobitko ciekawa. Możemy pozgadywać ?
          Stawiam - 30-stka ale wyszczekana i co ?
          Tak mi wyglada bo z jednej strony to juz coś niecoś wie o życiu a z drugiej optymizm przynależny raczej młodemu wiekowi
        • kici10 Re: Kici ....Ty madra jestes 03.07.08, 23:04
          Za młodzi na sen, za starzy na grzech...
          • slonko-3 Re: Kici ....Ty madra jestes 04.07.08, 02:36
            Jacy ci faceci są biedni-narzekają na kobiety i odchodzą do innych...kobiet. Mój
            były też odszedł do 10 lat młodszej-biedaczek-tylko, że troje dzieci zostało bez
            ojca. Mógł odejść, gdy nie było dzieci.
            • aandzia43 Re: Kici ....Ty madra jestes 04.07.08, 10:54
              A dlaczego twój były odszedł od dzieci? Teraz niańczy swoją młodszą
              kochankę? A czy jak mieszkał z wami, to dzieci miały z niego jakis
              pożytek? Czy tylko przynosił kasę i statystował w sztuce "Życie
              rodzinne"?
    • victta Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 05.07.08, 00:12
      Wiosna,czujesz sie zraniona,czujesz ,że serce Ci krwawi.
      I Ty pytasz się na forum czy może Cię boleć,czy może powinnaś być bardziej
      rozsądna i zagłuszyć ten ból,przełknąć go,bo przecież nie chcesz być
      histeryczką-BO TO TAKI WSTYD!!!.Przecież pan i władca mógłby o Tobie źle pomyśleć.
      To ja Ci dam z mojej strony fajny tekst,może Cię zainspiruje.

      "Dzika Kobieta biegnie przed siebie z zamkniętymi oczami, zdana wyłącznie na
      wewnętrzne zmysły. Jej stopy ledwie dotykają ziemi. Jest wolna. Lekka jak wiatr.
      Jej włosy tworzą za nią rozwiany płaszcz, swoisty ster, który kieruje jej ciałem
      wciąż naprzód i naprzód.
      Podąża z podniesioną głową. Nigdy nie odwraca wzroku. Potrafi patrzeć na krew,
      zbierać kości, przeciwstawiać się przemocy. Myśleć i mówić głośno o swoich
      uczuciach, odkryciach, pomysłach. Dzika kobieta żyje w każdej kobiecie, to bywa
      przygnieciona ciężarem domowych obowiązków, pokorą i brakiem odwagi. Odkrycie
      jej w sobie i wydobycie na zewnątrz sprawi, że będzie możliwy radosny bieg po
      łące, naga kąpiel w środku nocy, podejmowanie własnych decyzji i miłość
      unicestwiająca mówienie, że "tak nie wypada”.
      Integracja psychiki z duszą Dzikiej Kobiety pomoże w odzyskaniu wolności i
      zdolności mówienia we własnym imieniu, pozwoli stać się dumną, piękną i pewną
      samej siebie, kobietą wolną od ograniczeń tzw. oczekiwań społecznych; kobietą,
      która nigdy nie znudzi się mężczyźnie, który pokocha jej prawdziwą naturę, bo
      będzie mógł w niej widzieć dziką przyrodę i głęboką kobiecość."

      A teraz idź i zrób staremu awanturę!!!;-)))))
      • aandzia43 Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 05.07.08, 00:49
        To z "Biegnącej z wilkami"?
        • victta Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 05.07.08, 08:56
          Tak.
      • audwork Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 05.07.08, 12:24
        victta napisała:


        > A teraz idź i zrób staremu awanturę!!!;-)))))


        ;)))).....ja dokladnie to samo pomyslalam....osobiscie mysle, ze moj maz mialby
        teraz wyjatkowo gorace lato;)))
    • victta Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 05.07.08, 00:29
      Jeszcze jedno.Jaki mamy wpływ ,ze partner nas nie zdradzi fizycznie lub
      emocjonalnie?Nie mamy wpływu!!!Bo to zależy od niego.Jeden na problemy w
      związku będzie wymuszał rozmowy i szukał rozwiązań,inny poleci i bzyknie
      panienkę i będzie z nią omawiał problemy.
      Jedyne co możemy tak naprawdę zrobić to określić granice swojej tolerancji.
      Wiosna on dał Ci sygnał ,że szuka pocieszenia poza związkiem.
      Więc Ty sie musisz zastanowić czy to akceptujesz czy nie(i tu nie prawd
      uniwersalnych).I dać mu adekwatny sygnał ze swojej strony.

      • songo3000 Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 05.07.08, 01:15
        Taaaa. Ładne zdjęcie odpowiedzialności z własnego wkładu w związek. A to podobnież faceci są 'niedojrzali'. Szanowne 'wilczyce', wolne i swobodne nie zastanowią się dlaczego mężusio milczy przy żonusi a przy innej jakoś może rozmawiać godzinę. A zastanawiać się nie warto, bo jeszcze przyjdzie wniosek, że trzeba ruszyć dupsko i coś zrobić. Przecież to strasznie niewygodne, lepiej stwierdzić "ale panie, co ja mogie?"

        Żałosne.
        • victta Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 05.07.08, 08:55
          Chwila,w związku nie tylko chodzi o zaspakajanie wzajemnie potrzeb,ale ich
          artykułowanie.Nikt jasnowidzem nie jest.Skad Wiosna ma wiedzieć co w sobie
          ulepszyć,skoro szanowny małżonek nie raczył jej tego powiedzieć.
          On musi sie dowiedzieć,że Wiosna nie akceptuje rozwiązywania ich problemów
          małżeńskich z osobami trzecimi.Natomiast co zrobi z tą wiedzą małżonek,to już
          inna para kaloszy.
          • songo3000 Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 06.07.08, 21:21
            victta napisała:

            > Chwila,w związku nie tylko chodzi o zaspakajanie wzajemnie
            > potrzeb,ale ich
            > artykułowanie.Nikt jasnowidzem nie jest.
            Ja czasami jestem :)

            > Skad Wiosna ma wiedzieć co > w sobie
            > ulepszyć,skoro szanowny małżonek nie raczył jej tego powiedzieć.
            Masz rację. Tyle, że mowa jest zupełnie o czym innym...

            > On musi sie dowiedzieć,że Wiosna nie akceptuje rozwiązywania ich
            > problemów
            > małżeńskich z osobami trzecimi.Natomiast co zrobi z tą wiedzą
            Uuuu, czyli w/g Ciebie poradnia małużeńska odpada :( Za to zaoszczędzą forsę :)
        • wiek_chrystusowy Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 05.07.08, 11:00
          Podrzuc jakis konkretny pomysl, dlaczego to mezowi nagle nie chce sie otwierac
          dzioba do zony, jaka w tym moze byc jej wina?
          Bo z tego co widze, to zasluga charakteru takiego meza, i akurat wszelka
          dzialalnosc, czy tez jej zaniechanie ze strony zony nic nie zmieni.
          Facet milczy, bo to zona, wylacznie dlatego.
          • songo3000 Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 06.07.08, 21:18
            A kto tu mówi o winie??? Jest jakiś mechanizm: milczący przy jednej pani, gadatliwy przy innej i tyle. Śmiem twierdzić, że ta druga robi coś, czego ta pierwsza nie robi chociażby stworzenia warunków do rozmowy.
            Osobiście rozmawiam z osobami, z którymi czuję, że warto rozmawiać. Dla inych pozostawiam milczenia lub ewangeliczne monologi :)

            > Facet milczy, bo to zona, wylacznie dlatego
            Rozwiń tą głęboką myśl. Jakby miał charakter milczka to by nie rozmawiał godzinę z inną. Przy okazji, przez zaniechanie to rzeczywiście za dużo nie zdziała...

            ZARAZ ZARAZ. Wszyscy tu zakładmy, że on gadał przez tą komurkę. A może on tylko słuchał wtącając swoje 'aha' i 'ok'????
            Czego słuchał to już inna bajka ;)
            • wiek_chrystusowy Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 07.07.08, 09:36
              mialam do czynienia z takim mechanizmem: gadatliwy do zamieszkania razem, od
              tego czasu jak nozem ucial. Co robilam wtedy, czego teraz nie robie? Nie wiem.

              Masz racje ;) moze tylko sluchal.
    • kalendarzowa_wiosna Chcę wierzyć ale nie ufam 07.07.08, 11:53
      Moje konkluzje po wyjasnieniach męża:
      Sprzyjająca sytuacja, atrakcyjna, zainteresowana nim dziewczyna,
      porozumienie jakie między nimi się zawiązało... było blisko zdrady,
      ale do niej nie doszło. Mój mąż opowiedział mi przebieg tej
      znajomości i na tyle go znam, że wiem kiedy kłamie. Wierzę, że mnie
      nie zdradził. Fizycznie. Zainteresowanie dziewczyny go kręciło,
      fakt, że z masy firmowych adoratorów wybrała jego, "łechtał" jego
      ambicje i nie robił nic, żeby przerwać te relacje.
      Ale sam przyznał, że nie wie jak dalej sytuacja mogła sie potoczyć i
      że zdawał sobie sprawę z tego, że może skończyć się romansem.
      Twierdzi, że tylko romansem. Podobno powiedział jej, że nic jej nie
      może obiecać.

      Jak jest teraz?
      Mąż twierdzi, że:
      teraz już nie mam się czego obawiać.
      fakt, że odkryłam całą sprawę tylko nam pomoże
      wie, że nie będzie łatwo, ale dobrze się stało
      przeprasza za brak lojalności
      przekonuje, że jestem najważniejsza, że zrobi wszystko, żebyśmy byli
      razem, żebyśmy naprawili wszystko to co się psuło mniędzy nami

      Problem?
      ta dziewczyna
      Współpracują ze sobą, ona jest sekretarką zarządu. Mąż twierdzi, że
      od momentu kiedy wszystko odkryłam, nie wychodzi poza relacje
      służbowe. Opowiada o wszystkich kontaktach, co powiedziała, co
      zrobiła. Wszystko po to, żebym wiedziała co się dzieje i żebym miała
      pewność, że on jest mi wierny.
      No i wygląda na to, że dziewczyna kręci się wokół niego. W ramach
      relacji służbowych nie daje się koledze z pracy filmów i muzyki
      tylko i wyłącznie z "love" w tytułach. To akurat najświeższe dane z
      piątku.

      A ja? jeden wielki chaos
      chcę wierzyć, ale nie ufam
      na razie poszłam za radą Kici, wydałam na siebie mnóstwo kasy (chce
      mieć zadbaną żonę? niech wie ile to kosztuje)
      czuję się zraniona, kocham, ale nie jestem typem walczącej o uczucia
      powiedziałam mężowi, że jeżeli chce nadal być ze mną, natychmiast ma
      zakończyć to co jest między nimi, ale przecież nie mogę sprawić, że
      nie będą się widywać
      mogę coś jeszcze zrobić? chyba mogę tylko czekać i obserwować
      sytuację
      • eeela Re: Chcę wierzyć ale nie ufam 07.07.08, 13:21
        Wycisz się, zrelaksuj, zajmij sobą, idź na aerobik i kup sobie nową kieckę :-)
        Oczy trzymaj otwarte, ale nie drąż zbytnio tematu. Roztrząsając z nim
        drobiazgowo, co danego dnia uczyniła lub powiedziała tamta dziewczyna,
        powodujesz przecież sytuację, że myśli o niej nie tylko w pracy, kiedy ma ją
        przed oczami, ale też i w domu!
        • kici10 Re: Chcę wierzyć ale nie ufam 07.07.08, 13:48
          Roztrząsając z nim
          > drobiazgowo, co danego dnia uczyniła lub powiedziała tamta
          dziewczyna,
          > powodujesz przecież sytuację, że myśli o niej nie tylko w pracy,
          kiedy ma ją
          > przed oczami, ale też i w domu!

          Zgadza się, nie wpuszczaj wroga na swój teren.
      • kici10 Re: Chcę wierzyć ale nie ufam 07.07.08, 13:45
        mogę coś jeszcze zrobić? chyba mogę tylko czekać i obserwować
        > sytuację

        Zgadza się, nie możesz nic więcej zrobić. Zresztą taka walka jest
        upokarzająca, a efekty bardzo niepewne. Krótko mówiąc, sam musi
        podjąć decyzję na czym mu bardziej zależy. Ty możesz jedynie
        obserwować i reagować na to co się dzieje. Ale nie biernie. Zajmij
        się sobą, odkrywaj swoje pasje, otwórz się na innych ludzi,
        przyjaciół, aktywnie spędzaj czas, dokształcaj, zdobywaj nowe
        umiejętności, wyjeżdżaj, ciesz się życiem, na tyle, na ile to
        możliwe. Szkoda czasu na dylematy, czy przerżnie panienkę, czy nie,
        na które zresztą nie masz wpływu. Będzie problem, to się wtedy
        będziesz martwić, nie ma potrzeby na zapas. Zajmij się sobą. To
        jedyna osoba na którą masz całkowity wpływ.
      • flamenco_night ech.. 07.07.08, 14:25
        ..no i jak tu nie wierzyć ludowym prawidłom, że kobieta CHCE być
        okłamywana? Wgrałby Ci filmik o koledze i jego perypetiach sercowych
        i miałby luz.. a poważniej - chylę się ku stwierdzeniu, że niezły z
        niego manipulant. Ale tego się nie da określić online, niestety.
        Może grać, kombinując, że skoro się przyznał i taki uczciwy jest, to
        będziesz spokojna i docenisz. A może jest szczery. A.. morze jest
        super tą porą roku - wskocz w letnie nic i wodź na pokuszenie ;P
        O! ;)
      • fotofirma intligent 10.07.08, 22:59
        z tego co piszesz wynika że gość inteligentny jest bardzo, podał Ci
        klasyczy zestaw naprawczy

        teraz inteligentnie zrobi co bedzie chciał, a kiecka - to może
        kobiety tylko myślą że kiecką nadrobi sie 10 lat... sorki
    • very_berry do wiosny 08.07.08, 00:24
      Piszesz, ze lepiej rozmawia mu sie z innymi kobietami niz z Toba...
      jak wyglada Wasz zwiazek? Gdybys miala okreslic to na czym opiera
      sie najbardziej?
      wiesz, chyba jestesmy do siebie podobne:) tez nie robie scen
      zazdrosci, moj facet sobie wychodzi kiedy i na jak dlugo tylko
      chce... ale w takiej sytuacji kazalabym mu sie spakowac i
      przemyslec. To jest zaje*** nielojalnosc, zwierzac sie i skarzyc na
      swoja zone do jakiejkolwiek kobiety, zwlaszcza "mlodej, zadbanej
      pedantki".
      zle pachnie.
      ewentualnie co Ty na to, ze rzucilabys wszystkie obowiazki domowe,
      zaczela robic cos tylko dla siebie (chocby ten fitness;p)? pokazac
      mu ze Twoje zycie nie kreci sie w okol niego?
    • zuzik2006 Re: sytuacja mnie przerosła i boli jak cholera 08.07.08, 01:45
      Mysle ze Cie zdradza
      • maximw zdradza.. 11.07.08, 12:12
        przytula sie teraz a kiedys tego wogole nie robil;)
        opowiada ci o wszystkim.heh to tylko zaslona dymna a nawet chec
        podzielenia sie czyms milym dla niego;)
        narzeka ze jestes malo atrakcyjna dla niego..jessuu toz to juz
        odpowiedz.kobieto otworz oczy.
        co masz zrobic nie doradzam...
        nie zycze ci wiecej upokorzen i strachu przed zdrada.
        powodzenia cokolwiek zrobisz.
Pełna wersja