czy komus sie udalo?

10.07.08, 10:36
naprawic swoj zwiazek? zwiazek, w ktorym (teoretycznie)jest dobrze,
ale brak seksu?

z reguly w Waszych odpowiedziach na pyania innych widze "uciekaj,
poki nie zmarnowalas zycia".. czy mozna to przyjac jako rozwiazanie
sprawdzajace sie w wiekszosci przypadkow? (gdy zdrada, podwojne
zycie, itp nie wchodza w gre)
    • el_kommendante4 Re: czy komus sie udalo? 10.07.08, 10:40
      nie, bo nie miałem zamiaru naprawiać :P
    • archiwalda Re: czy komus sie udalo? 10.07.08, 10:43
      tak, chociaż nie jest to stan dany raz na zawsze, kryzysy mniejsze
      czy wieksze wracają, ale juz wiemy mniej więcej jak sobie z nimi
      radzić

      Pozdrawiam archiwalda
      • druginudziarz Re: czy komus sie udalo? 10.07.08, 13:56
        archiwalda napisała:

        > tak, chociaż nie jest to stan dany raz na zawsze, kryzysy mniejsze
        > czy wieksze wracają, ale juz wiemy mniej więcej jak sobie z nimi
        > radzić
        >
        > Pozdrawiam archiwalda

        J.w.
        Poza tym jeszcze rok nie minął wiec mój optymizm jest ostrożny.
        I tak szczerze to sytuacja sama jakoś się zmieniła. Do tej pory nie wiem jak to
        się stało. W każdym razie nie było z mojej strony (ani żony tym bardziej) jakiś
        specjalnych starań.
        pzdr.
    • aandzia43 Re: czy komus sie udalo? 10.07.08, 11:00
      Tak. Na chwilę obecną, trwającą już parę lat. Jesteśmy małżeństwem
      21 lat. Dodam jeszcze, że, jak u większości, nie szwankował tylko
      seks. Wbrew temu, co małżonkowie starają się sami sobie i wszystkim
      wokół, wmówić.
    • dadaczka Re: czy komus sie udalo? 10.07.08, 11:07
      tak, pisałam kilka dni temu, idzie ku lepszemu i nie chcę tego
      zmarnować. Już od dłuższego czasu, choć nie znaczy, ze problemy w
      magiczny sposób zniknęły.
    • tylkoabyzapytac Re: czy komus sie udalo? 10.07.08, 13:53
      przeczytalam mnostwo watkow na tym forum, dlatego Wasze odpowiedzi
      mnie zadziwiaja..
      pytalam, bo nie chcialam tworzyc kolejnego, identycznego z innymi
      watku i dostac tych samych odpowiedzi o ratowaniu sie, kiedy jeszcze
      mozna.
      a wiec jest nadzieja.. jakies zlote rady dla stereotypowego "on
      kocha, ale sie nie kocha ze mna?"
    • kachna79 Re: czy komus sie udalo? 10.07.08, 14:16
      Tak! Problemy zaczęły się po urodzeniu pierwszej córki - chyba
      standardzik. Problemy wynikały z braku porozumienia, nierównego
      podziału obowiązków, ze strachu przed współżyciem (trudny poród)...
      Ogólnie jesteśmy małżeństwem na dorobku i czasem gubimy się w
      natłoku spraw.
      Udało się wszystko poukładać, ale nie bez bólu. Po pierwsze trzeba
      było zacząć rozmawiać o najintymniejszych sprawach. Mąż zrozumiał
      moje obawy i cierpliwie czekał na mnie - okazywał mi dużo czułości,
      a ja starałam się jak najbardziej otwierać na niego i nie przeciągać
      sprawy w nieskończoność. Moim zdaniem brak seksu w małżeństwie ma
      zawsze głębsze podloże - to problem wtórny.
      I chyba najważniejsze: nigdy nie myśleliśmy poważnie o rozstaniu;
      chcieliśmy o siebie walczyć.
    • ula_1981 Mi 10.07.08, 14:55
      tylkoabyzapytac napisała:

      > naprawic swoj zwiazek? zwiazek, w ktorym (teoretycznie)jest dobrze,
      > ale brak seksu?

      moje małżeństwo jest dowodem na to, że można uporać się z takim problemem jak
      "brak seksu w małżeństwie". Dodam, że to ja miałam opory. Przed i zaraz po
      ślubie seks był częsty i namiętny. Parę miesięcy po ślubie z niewiadomych
      przyczyn zaczęłam unikać seksu - i taki stan trwał ok roku czasu. A od paru
      miesięcy wszystko wróciło do normy :) z czego ja i mąż cieszymy się. Wszystko
      jest jak dawniej :)

    • archiwalda Re: czy komus sie udalo? 10.07.08, 15:10
      niedawno był taki watek pt. czemu tak jest tu jest link do niego,
      ale nie wiem czy dobry:)

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=81129889&v=2&s=0
    • murakami2 Re: czy komus sie udalo? 10.07.08, 19:26
      Nie udało się. Za to udało mi się przybrać filozoficzną postawę wobec
      egzystencji oraz chwilowe rozluźnienie moralności, po czym wróciłam do swojej
      nory i znalazłam nowego pana.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja