glamourous
30.09.08, 16:25
Pytam, bo powoli trace ochote na seks z mezem. Powoli skladam bron,
bo on seksualnie jest ustawiony na innych falach niz ja. I nie ma
niestety zadnej sily zeby to zmienic - taka juz ma
tradycjonalistyczna, quasipurytanska nature, ze seks to najlepiej po
ciemku i pod koldra ;-/ Ja zas potrzebuje odwrotnosci...
No wiec trace ten moj speed do seksu. Kiedys myslalam o seksie
ciagle, jak przecietny facet ;-) wszystko mi sie z przyslowiowa dupa
kojarzylo. Teraz jest mi zupelnie obojetnie czy bede sie kochac dzis
wieczorem czy tez nie. Zdarzalo sie to i wczesniej, normalka, tylko
ze dawniej, tracac ochote na seks z niezbyt stymulujacym partnerem,
mialam ja jednoczesnie TAK OGOLNIE. Teraz jednak coraz czesciej
czuje sie zupelnie wyprana z seksualnych pragnien i potrzeb. Coraz
czesciej mowie mezowi "nie dzisiaj", nawet masturbowac mi sie nie
chce...
Do niedawna myslalam, ze libido to cos wrodzonego. Ze to taka
indywidualna natura kazdego z nas i nie da sie go tak po prostu
zgasic czy przytlumic. Ze seksualna energia, nawet zablokowana w
stosunku do jakiejs konkretnej osoby, nadal w nas plonie tak
ogolnie. Teraz juz wcale nie jestem pewna...
Pytanie wiec jak w temacie : jak myslicie, czy mozna stracic libido?
Ale tak ZUPELNIE stracic - nie ad personam, tylko w ogole. Czy
niestymulowana seksualnosc moze pewnego dnia tak po
prostu "wysiasc", zablokowac sie i nie ruszyc - jak samochod ktory
nie chce odpalic, mimo wysilkow kierowcy?