8 lat bez seksu w małżeństwie...

04.10.08, 13:33
Przepraszam...Skłamałam. W tym okresie spałam z mężem 5 razy. Ostatni
dwa lata temu...już przeszło dwa lata.... Najpierw myślałam, że jest
chory, potem, że ma kochanki... Teraz nic nie myślę... Zaczyna mnie
dopadać depresja... Nie był to czas bez seksu ... Przez 2 lata miałam
regularnego kochanka, pomiędzy ze dwóch facetów. Nigdy nikomu się
nie zwierzałam z tego problemu. Zaraz pojawiają się pytania...aż taka
maszkara?, pewnie zaniedbana, że jej własny mąż nie chce...
Brakuje mi seksu i całej jego otoczki - intymności, dotyku. Mam już
41 lat za późno na budowanie nowego życia.. Pytanie, czy wogóle jest
jakiś inny sens zycia niż wychowanie dziecka... Uciekajacie od
partnerów, którzy Wasze potrzeby mają w głębokim poważaniu...Im
wcześniej tym lepiej .....
    • agatar-m Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 04.10.08, 13:58
      a kto ci takich bzdur nagadał,że 41 jeden lat to już zapóźno na
      rozpoczynanie nowego zycia :)
      mi sie wydaje ,ze mogłabys odkryć w sobie ryczącą 40tke i do boju
      babo :))))!!!
    • krzysztof-lis Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 04.10.08, 14:57
      > Pytanie, czy wogóle jest jakiś inny sens zycia niż wychowanie
      > dziecka...

      Z ewolucyjnego punktu widzenia nie, ale ludzie czasem chcą po sobie zostawić coś
      innego, niż geny, np. jakieś dzieła sztuki albo książki.
      • songo3000 Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 04.10.08, 16:20
        No to mogę spokjnie iść od piachu bo mam kilka książek na koncie ;)

        Do autorki: Wydaje mi się, że jesteś 'stara duchem' skoro uważasz, że w tym wieku za późno na cokolwiek. To się zmieni jak ... się ponownie zakochasz :) Wtedy kopnięcie męża w dupsko i zaczęcie nowego związku to będzie małe piwo. Czego Ci z całego serca życzę.
    • sara.pl Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 05.10.08, 14:45
      Anno,

      stoję właśnie przed dylematem, co robić. Czy odejść od męża, który nie zaspokaja
      moich intymnych potrzeb (prawie nie współżyjemy ze sobą - ok. 4 razy na rok),
      czy zostać razem i nie burzyć rodziny. Mamy dziecko. Poza tą słabością, nasze
      małżeństwo jest udane. Dzielimy się obowiązkami itp. Tyle, że zupełnie brak
      więzi, jaka tworzy się pomiędzy mężczyzną a kobietą, kiedy dzielą ze sobą sferę
      intymną..
      Cały czas ta huśtawka - zostać razem, w sumie żyje nam się zgodnie i znaleźć
      sobie kochanka (kogoś, komu brakuje tego, co mnie), czy odejść i liczyć na to,
      że na nowo ułożę sobie życie..
      Ty miałaś kochanków. Czy to nie wystarcza? Ja jeszcze się nie odważyłam... Z
      Twojego listu jednak czuć rozgoryczenie. Czyżby to nie było jakimś rozwiązaniem?
      Czy nie da się prowadzić udanego życia rodzinnego i udanego życia seksualnego
      poza rodziną?

      Sara
      • krzysztof-lis Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 05.10.08, 15:02
        > Tyle, że zupełnie brak więzi, jaka tworzy się pomiędzy mężczyzną
        > a kobietą, kiedy dzielą ze sobą sferę intymną..

        I pozostając w takim związku dajesz swojemu dziecku zły przykład.
      • anna_41_wawa Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 05.10.08, 15:19
        Każda sytuacja jest pewnie inna. Brak pożycia skutkuje osłabieniem
        więzi - róznego rodzaju.
        Kochamkowie... hmmm. Gdyby to byli odrealnieni ludzie, to nie byłoby
        tak źle. Ale to są najnormalniejsi ludzie. A dobry seks buduje więzi.
        Akurat ze mną tak było, że początkowe pójście do łóżka przeradzało
        się pewnego rodzaju związki ,a nawet uczucie. Tłumaczyłam sobie, że
        szkoda rujnować rodziny, poczucia bezpieczeństwa dziecku dla seksu..
        Ale czy to był tylko sex... ? Wcale nie jest łatwo nie angażować
        się. A nawet jeśli nie zaangażujesz się , to o ile nie jesteś zimną
        rybą, trudno słuchać jak ktoś Ci mówi, że się zaangażował..a nawet
        coś więcej. Nie wiem. Ze swojego doświadczenia uważam, że lepiej
        odejść niż zdradzać. Ale ja wybrałam to drugie. Płacę za to w tej
        chwili. Co prawda byłam zależna od męża, a dopiero teraz buduję sobie
        swój świat, także ten najważniejszy - materialnej niezależnośći.
        • endriuu3 Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 06.10.08, 10:49
          anno,
          Jestem dojrzałym mężczyzną i mam podobną sytuację - po prostu nie
          sypiam z żoną, gdyż nic do niej nie czuję. Też się zastanawiam nad
          jakąś kochanką - może wtedy powróci to coś, życie jest krótkie i
          chyba należy próbować a nie załamywać się.
          pozdrawiam,
          • sara.pl Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 06.10.08, 14:04
            Endriuu,
            Nie czujesz do żony miłości, czy pożądania, czy po prostu nic?
            Sara
        • sara.pl Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 06.10.08, 14:08
          Anno
          ,
          dziękuję za odpowiedź, dała mi dużo do myślenia...Mówisz, że lepiej
          odejść, niż zdradzać, bo to po prostu trudne. Chyba rozumiem i też
          tak mam:)
          Ale jeszcze sobie trochę czasu zostawię, chociaż mogłabym odejść
          każdego dnia i dałabym sobie sama radę.

          Mam nadzieję, że Ci się wszystko dobrze ułoży i jeszcze zbudujesz
          sobie swój szcześliwy, pełny uczuciowo - fizyczny świat:)

          pzdr,
          Sara
          • endriuu3 Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 06.10.08, 15:20
            Saro,
            Nic nie czuję - normalnie tak się porobiło, że żona jest dla mnie
            bardzo obcą kobietą, zupełnie nie myślę o niej jak o kobiecie lecz o
            rzeczy (dla mnie to martwy punkt)
            pozdrawiam,
      • michal120171 Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 09.10.08, 13:47
        sara.pl napisała:

        stoję właśnie przed dylematem, co robić. Czy odejść od męża, który
        nie zaspokaja moich intymnych potrzeb (prawie nie współżyjemy ze
        sobą - ok. 4 razy na rok), czy zostać razem i nie burzyć rodziny.
        Mamy dziecko. Poza tą słabością, nasze małżeństwo jest udane.
        Dzielimy się obowiązkami itp. Tyle, że zupełnie brak więzi, jaka
        tworzy się pomiędzy mężczyzną a kobietą, kiedy dzielą ze sobą sferę
        intymną..
        Cały czas ta huśtawka - zostać razem, w sumie żyje nam się zgodnie i
        znaleźć sobie kochanka (kogoś, komu brakuje tego, co mnie), czy
        odejść i liczyć na to, że na nowo ułożę sobie życie..
        Ty miałaś kochanków. Czy to nie wystarcza? Ja jeszcze się nie
        odważyłam... Z
        Twojego listu jednak czuć rozgoryczenie. Czyżby to nie było jakimś
        rozwiązaniem ?
        Czy nie da się prowadzić udanego życia rodzinnego i udanego życia
        seksualnego poza rodziną?

        Saro

        Opisałaś dokładnie moje dylematy. Żyję zgodnie z żoną i swoje
        małżeństwo mogę opisać, jak prowadzenie nieźle funcjonującej firmy
        razem z siostrą !!! Mamy dwie małe córeczki, które strasznie kocham.
        Zbliżenia mamy częściej bo zawsze ja inicjuję seks, a żona się na
        szczęście nie broni :-)). Ale gdybym zostawił jej inicjatywę, to
        pewnie częstotliwość byłaby podobna do Waszej.
        Rozwodzić się nie zamierzam, bo dzieci. Przed kochanką bronię się
        jak mogę, bo nie chcę ranić żony. Gdyby jednak ktoś dał mi
        gwarancję, że żona się nie dowie, to pewnie bym ją miał.
        Generalnie męczę się strasznie, bo jestem zupełnie niezaspokojony,
        ale staram się myśleć o dzieciach.

        Pozdrawiam
        • mruff Re: michale 09.10.08, 14:20
          czy oby za dużo nie żądasz od życia?
          masz poukładaną rodzinę, z żoną seks (mało ale jest), która go de
          facto nie odmawia, ale zawsze seks, córeczki, firmę.
          Nie można mieć Złotko w życiu wszystkiego :)
          • michal120171 Re: michale 09.10.08, 14:39
            mruff napisała:

            > firmę.

            To była przenośnia tego jak postrzegam swoje małżeństwo :-)))
            Nie mam firmy !
        • sara.pl Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 09.10.08, 15:57
          Michale,

          zauważyłam, że wiele osób ma podobne problemy. Wiele osób również
          nie rozumie, dlaczego mamy z tym problem, skoro reszta jest ok.

          Niestety trzeba to przeżyć, żeby wiedzieć, czemu to przeszkadza w
          życiu. Że może być miło żyć mając przy sobie "brata" czy "siostrę",
          ale człowiek po prostu potrzebuje mężczyzny lub kobiety...

          Oczywiście, że można tak żyć.
          Pytanie jest, czy takie życie przynosi satysfakcję.

          Kiedyś, w moich poprzednich związkach, kiedy ta sfera była ok, nie
          zdawałam sobie sprawy, że taka zgodność fizyczna, to prawdziwe
          spoiwo dla związku...że to takie ważne..dopiero teraz, kiedy
          odczuwam bark tej więzi, zaczynam rozumieć, jakie to ma znaczenie
          dla poczucia szczęście w związku dwojga ludzi.

          I to nie chodzi o czyste zaspokojenie fizyczne, chodzi o tę więź
          fizyczną, która daje radość, energię i spełnienie dwojgu ludziom,
          którzy razem idą przez zycie (ale mi się romantycznie napisało:)).

          Sara
          • michal120171 Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 09.10.08, 17:25
            To podobno wynika z temperamentu. Jak ktoś ma niski, to nie ma
            takich dylematów jak my i nie zrozumie nas. Jak ma wysoki, to wie w
            czym rzecz :-)
            • sara.pl Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 10.10.08, 08:22
              A mnie nasunął się jeszcze jeden wniosek na podstawie obserwacji
              swoich doświadczeń, tego, co tu wszyscy opisują i tego, co czytam...

              Otóż temperament ma niewątpliwie kluczowe znaczenie.
              Ale jest jeszcze coś.

              Ta swoista chemia, czy nić fizycznego zrozumienia (jakkolwiek by
              tego nie nazwał)która jest w niektórych parach. Nie we wszystkich.
              Wiem, bo to przeżyłam. I nie chodzi tu o miłość, tylko o to coś w
              fizyczności.
              Stąd też można udzielić odpowiedzi tym, którzy pytają - czego Ci
              brakuje, jak możesz poprosić partnera o seks i on Cię zaspokaja. Nie
              zawsze chodzi tylko o wyładowanie seksualne..Chodzi o coś więcej. O
              to, żeby obydwoje tego chcieli, chcieli tego w podobny, albo taki
              sam sposób i czerpali z tego równie dużo satysfakcji i radości.
              Wtedy dopiero ta więź fizyczna, która przynosi pełną satysfakcję
              prawdziwie spaja i buduje związek.
              Mnie chodzi o to.
              Może inni czują to inaczej.

              Sara
              • michal120171 Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 13.10.08, 15:06
                sara.pl napisała:

                > Ale jest jeszcze coś.
                > Ta swoista chemia, czy nić fizycznego zrozumienia (jakkolwiek by
                > tego nie nazwał)która jest w niektórych parach. Nie we wszystkich.
                > Wiem, bo to przeżyłam. I nie chodzi tu o miłość, tylko o to coś w
                > fizyczności.
                > Stąd też można udzielić odpowiedzi tym, którzy pytają - czego Ci
                > brakuje, jak możesz poprosić partnera o seks i on Cię zaspokaja.
                Nie
                > zawsze chodzi tylko o wyładowanie seksualne..Chodzi o coś więcej.
                O
                > to, żeby obydwoje tego chcieli, chcieli tego w podobny, albo taki
                > sam sposób i czerpali z tego równie dużo satysfakcji i radości.
                > Wtedy dopiero ta więź fizyczna, która przynosi pełną satysfakcję
                > prawdziwie spaja i buduje związek.
                > Mnie chodzi o to.
                > Może inni czują to inaczej.
                >
                > Sara

                Bardzo ładnie to ujęłaś. A czy to nie nazywa się czasem zbieżność
                temperamentów ?
                • sara.pl Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 13.10.08, 15:53
                  Michał,

                  tak, chyba się to nazywa zbieżność temperamentów, ale może i
                  zainteresowań...:)?

                  Żeby czerpać z "tego" prawdziwą radość, trzeba, zeby oboje to
                  lubili, po prostu lubili...żeby umieli naprawdę dawać sobie tę
                  rozkosz, nurzać się w niej (bez podtekstów), bawić się nią i czerpać
                  z niej radość życia.

                  To bywa cudowne - nie zastępuje Miłości, ale jak doskonale dopełnia
                  życie...uchhh...

                  Wogóle muszę stwierdzić, że jestesmy szczęściarzami, my - Ludzie, że
                  mamy możliwość czerpać tak wiele rozkoszy z dotyku drugiego
                  człowieka.

                  papa
                  Sara
                  • michal120171 Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 13.10.08, 16:01
                    sara.pl napisała:

                    > tak, chyba się to nazywa zbieżność temperamentów, ale może i
                    > zainteresowań...:)?

                    OK, masz świętą rację, chyba właśnie o to mi chodziło, że trzeba
                    lubić to samo w seksie, żeby było dobrze. Tylko wtedy człowiek
                    przeżywa prawdziwą rozkosz.
                    P.S. Piszesz jak poetka :-))
          • manahmanah77 Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 09.10.08, 18:02
            Ładnie i jakże trafnie powiedziane.

            Niestety nawet już tak daleko posunięte "środki zaradcze" jak znalezienie sobie
            kochanka/kochanki nie dają tego, czego powinny, czyli właśnie fizycznej więzi -
            bo ona musi być z właściwą osobą.

            Choć pewnie, jak jest z tym naprawdę źle, to można zadowolić się ersatzem. Tylko
            po co wtedy żyć?
    • magda0177 Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 09.10.08, 14:46
      ;( buuuu..
      jakoś sobie nie potrafię tego wyobrazić...

      smutne jest gdy nie rozumiemy swoich potrzeb...
    • triss_merigold6 Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 13.10.08, 21:43
      Sądzisz, że ktoś Ci podziękuje za poświęcenie?
      • anna_41_wawa Re: 8 lat bez seksu w małżeństwie... 14.10.08, 17:27
        Jeżeli to pytanie było do mnie....

        Nikt nie ma obowiązku nam dziękować ...to nasze wybory.
        ||Oczywiście, że czuję się oszukana takim związkiem, ale nie podjęłam
        decyzji o rozwodzie. Pewnie żałuję, ale tak czasem bywa! ....
        Czasem tylko nachodzi nostalgia, że innym lepiej, że mogą się sobą
        cieszyć...
        Bo zazdrość za normalnością, której nie mamy - przebija nie tylko w
        moim poście....
Inne wątki na temat:
Pełna wersja