nie umiem tego zakończyć

06.10.08, 22:16
nie chcę nikogo zanudzać, więc napiszę krótko; z mężem nie układa mi
się od dłuższego czasu. nawet nie o samą sferę intymną chodzi, po
prostu może życie weryfikuje..
zaczęłam nową pracę i zupełnie niespodziewanie zaiskrzyło z kolegą.
właściwie od samego początku znajomości. spotykamy się już kilka
miesięcy, niestety dość rzadko.
rozsądek podpowiada, żeby zakończyć ten niejasny układ, ale nie
umiem przestać się z nim spotykać. rozumiemy się bez słów, myślę, że
możemy sobie dać to, czego każde z nas pragnie.

jak to się mogło stać, że ten romans przesłonił mi bycie przykładną
matką i żoną? dlaczego nie mam tyle siły, żeby zrezygnować z tych
krótkich chwil spełnienia?
przecież ten układ i tak nie ma szans. a ja za nim tak bardzo
tęsknię.
    • manahmanah77 Re: nie umiem tego zakończyć 06.10.08, 22:28
      Hej,

      a) To chyba niewłaściwe forum
      b) Masz prawo do szczęścia, a przecież mąż Ci go nie daje
      c) Powinnaś myśleć o rodzinie, którą założyłaś

      Wybierz jedną z powyższych odpowiedzi.

      Dalibóg nie wiem, co innego mógłbym napisać i czego oczekujesz. W łóżku jest z
      mężem nieźle, a z kochankiem świetnie? To w sumie nic nadzwyczajnego. Jedna
      osoba poradzi Ci, żebyś cieszyła się romansem póki trwa, inna, żebyś jak
      najszybciej z niego zrezygnowała bo narażasz małżeństwo. Trudno o głębsze
      opinie, jeśli nie chcąc zanudzać, niewiele piszesz.
      • dziewczynka.a Re: nie umiem tego zakończyć 06.10.08, 22:35
        wiesz, mogłabym napisać więcej, ale nie wiedziałam, czy ktoś
        przeczyta/odpowie.
        tak naprawdę pogubiłam się, a wiem, że tu były dyskusje o zdradzie.
        może ktoś ma podobne doświadczenia.
        • manahmanah77 Re: nie umiem tego zakończyć 06.10.08, 22:43
          Czytają, czytają.

          Dyskusje są różne, najczęściej jednak zahaczają o problem tematyczny, czyli seks
          w małżeństwie, osobliwie jego brak.

          Tak jak napisałem - nie wiedząc nic więcej, nie można nic więcej powiedzieć.
          Jeśli po prostu masz kryzys małżeński, to według mnie - ale to tylko moja
          prywatna opinia - romans lepiej zakończyć póki jest piękny i cieszyć się jego
          wspomnieniem. O małżeństwo wypada powalczyć, choćby z przyzwoitości, jeśli nawet
          chwilowo nie ma takiej potrzeby bo są motyle w brzuchu i orgazmy z kochankiem.

          Ale może w Twoim przypadku to zła rada? Kto to wie?
          • anula36 Re: nie umiem tego zakończyć 06.10.08, 23:09
            jedno jest pewne - romanse w pracy to stapanie po bardzo kruchym lodzie.
            • bi_chetny Re: nie umiem tego zakończyć 07.10.08, 16:30
              najgorsze jest to, że w trakcie wydaje nam się że tęsknimy, że to ten
              najlepszy/najlepsza. że to niepowtarzalne. itd. itd. a to wszystko nieprawda...
    • nomya W pracy chujem w kawie się nie miesza 07.10.08, 16:57
      n/t
      • bi_chetny Re: W pracy chujem w kawie się nie miesza 07.10.08, 17:00
        nomya, masz rację oczywiście. ale z jakiegoś powodu jednak dużo romansów to
        romanse w pracy...
        • nomya Re: W pracy chujem w kawie się nie miesza 07.10.08, 17:05
          Romanse w pracy najczęściej źle się kończą, a dlatego jest sporo romansów w
          pracy, bo jednak ludzie spędzają tam ze sobą sporo czasu dzień w dzień.
    • dziewczynka.a to inaczej 07.10.08, 20:40
      jeśli bym zdołała zakończyć ten związek, pozostaje spory problem. i
      może właściwie od tego powinnam zacząć.
      nie pragnę męża. pewnie dlatego wplątałam się w romans.

      czy są szanse na to, żeby się "przestawić" na pożadanie męża?
      zapomnieć o NIM?

      mężowi brakuje seksu. Mi z kolei brakuje kogo innego..
      wybaczcie brak składu i ładu, ale na serio mi ciężko.
      • anula36 Re: to inaczej 07.10.08, 20:44
        to moze maz zona tego kolegi? Zeby jakas rownowaga byla w przyrodzie;)
      • manahmanah77 Re: to inaczej 07.10.08, 22:02
        Tak jak napisał bi, teraz Ci się wydaje, że kochanek jest tym jedynym na całe
        życie i gwiazdy przygasają jak na Ciebie patrzy, ale to niestety nieprawda.
        Możesz bez niego żyć, możesz bez niego być szczęśliwa, ba, możesz się nim za
        kilka lat/miesięcy znudzić. Dopuść przynajmniej takie możliwości zanim
        podejmiesz jakiekolwiek nieodwracalne decyzje.

        Na razie jednak widzę to tak, że zakochałaś się w innym, w związku z czym mąż
        Cię nie pociąga, a on nie ma o tym pojęcia (albo nie chce mieć) i chce
        normalnego pożycia.

        Wciąż jednak głosuję za tym, żebyś romans zakończyła, spróbowała odszukać na
        nowo to, co łączyło Cię z mężem, a wtedy jest szansa, że "przestawienie"
        przyjdzie samo. A jeśli mąż był wielką pomyłką, a kochanek nie jest? No, załóżmy
        i taką możliwość, zastanów się wtedy nad swoimi opcjami. Jesteś w stanie
        zostawić męża, powalczyć o dziecko, odejść do kochanka? To poważna sprawa, żeby
        w ten sposób zbudować sobie na nowo życie, musisz to stare rozwalić ze szczętem,
        a może się okazać, że zostaniesz na gruzach z niczym.

        Ale przede wszystkim, poczekaj niech minie to totalne zauroczenie i pierwsze
        zakochanie - bo w tym stanie to śmiem twierdzić, że zdolna do trzeźwej oceny i
        wyważonych decyzji nie jesteś. Ja bym w każdym razie nie był.
        • dziewczynka.a Re: to inaczej 07.10.08, 22:23
          dzięki.
          szczególnie Tobie, manahmanah77 ;)
          właśnie tak mi rozsądek podpowiada.
          wiem, że nie jestem teraz trzeźwomyśląca, nie podejmę więc żadnych
          decyzji.
          obezwładnia mnie to, jak mi dobrze gdy jestem z nim, i - źle bez
          niego..

          ciężko mi to zakończyć, bo codziennie się widzimy. już były próby ;)
          • bi_chetny Re: to inaczej 08.10.08, 10:06
            znam to z autopsji niestety. im bardziej się zaangażujesz tym bardziej będzie
            bolało niestety
      • paulawr polecam 10.10.08, 09:33
        www.szansaspotkania.pl/index.php?pageid=10739
        przeczytaj uwaznie i przemysl
Inne wątki na temat:
Pełna wersja