czy jest nadzieja?

20.10.08, 06:42
witam, zaglądam na forum od jakiegoś czasu ale piszę pierwszy raz.
forum tak wyspecjalizowane, że nie muszę specjalnie przedstawiać
sytuacji, generalnie moja żona nie chce, ja chcę, i choć kochamy się
czasem to zdecydowanie ze względu na moje potrzeby, co powoduję formę
która nie jest satysfakcjonująca jak i dodatkowe napięcia.
pytanie z jakim się do was zwracam a które nasunęło mi się podczas
przeglądania masy postów na forum - czy komuś udało się pokonać
problem tzw. niedopasowania nie uciekając się do rozwiązań na
zasadzie zmień partnera, znajdź kochankę etc.? moja sytuacja jest
taka, że po 6 latach męczenia się nawzajem i przerzucania
odpowiedzialnością za tarcia - nagle, po serii poważnych rozmów żona
'zaskoczyła' i teraz chce na ile się da rozwiązać problem po mojej
myśli (czyt. zrobi cokolwiek aby się jej bardziej chciało)
pytanie - są szczere chęci - czy są możliwości? wiem, wiem seksuolog.
- nie przeczytałem tu ani jednego postu osoby której pomógł seksuolog
- czy jest w ogóle taka para?
    • femme.fatale1978 Re: czy jest nadzieja? 20.10.08, 09:17
      kmoczar napisał:


      > pytanie - są szczere chęci - czy są możliwości? wiem, wiem seksuolog.
      > - nie przeczytałem tu ani jednego postu osoby której pomógł seksuolog
      > - czy jest w ogóle taka para?




      Może większość woli użalać się na forum, a do seksuologa to już nie tak chętnie?
      Sama jestem bardzo ciekawa, czy seksuolog pomógł jakiejkolwiek parze, więc
      podbijam wątek.
    • krzysztof-lis Re: czy jest nadzieja? 20.10.08, 09:53
      O ile dobrze pamiętam był tu wpis kobiety, która w swoim związku doprowadziła do
      zasady "seks dwa razy w tygodniu", co jest kompromisem między jej a męża
      oczekiwaniami.

      O, znalazłem:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=84786493&a=84786493
      • kmoczar Re: czy jest nadzieja? 20.10.08, 10:12
        dzięki za linka, to brzmi jak upgradeowana wersja tego od czego marzę uciec, ale
        kto wie jak skończymy, przerabiałem system z wyznaczonym dniem, zresztą podobnie
        jak komuś tam w wątku dzień wyznaczył się sam, po jakiś dwóch latach nie dobrze
        mi się robiło na samą myśl, że to już sobota i ona znowu będzie się musiała
        zmuszać, już za kilka godzin... ta
        na razie próbuję liczyć na coś więcej - mając seksuologicznego asa w rękawie,
        staram się nabrać tu na forum optymizmu co zupełnie jednak się nie powiodło jak
        na razie
        tak czy inaczej wybieramy się do lekarza, a jak będzie trzeba to i do szamana
        ale łudziłem się dostać link do wątku w którym szczęśliwy mąż/żona powie "ten
        lekarz nas uratował!" bo przedzierając się przez forum coraz bardziej nie wierzę
        w nic, mam nadzieję, że szczęśliwcy którym się udało po prostu nie wracają w to
        mroczne miejsce i dlatego żadnego nie widziałem,
        najgorsze jest to, że gdyby to mogło pomóc dałbym sobie amputować głowę gdyby to
        ona była problemem, moja żona też chce to rozwiązać a tu dupa, przeszkoda nie do
        pokonania - jak romeo i julia
    • mujer_bonita Re: czy jest nadzieja? 20.10.08, 10:00
      kmoczar napisał:
      > (czyt. zrobi cokolwiek aby się jej bardziej chciało)
      > pytanie - są szczere chęci - czy są możliwości?

      Chęci to podstawa. Możliwości - zależy w czym jest problem. Jeżeli
      różnice temperamentów są ogromne lub nie pociągasz żony to raczej
      się dużo zrobić nie da.

      Jestem tu niedługo ale nie liczyłabym, że żona po terapii stanie się
      nagle 'demonem seksu'.
      • kmoczar Re: czy jest nadzieja? 20.10.08, 10:16
        różnica temperamentu jest ogromna ale może to nie temperament? ona też ma swoje
        problemy kiedyś miała nerwice dość mocno objawiającą się, może brak jakiegoś
        hormonu, może coś nie tak z dietą? tego się próbuję trzymać
        a właściwie jeśli jest ktoś tu z większą wiedzą teoretyczną - jeśli przed
        zamieszkaniem razem, a dalej przed urodzeniem dziecka kobieta chciała a potem
        już nie to oznacza cokolwiek konkretnego czy nie?
        • femme.fatale1978 Re: czy jest nadzieja? 20.10.08, 10:20
          Jak to powiedział prof. Lew Starowicz, na początku znajomości kiedy trwa okres
          godowy, nie ma szans na poznanie prawdziwego temperamentu partnera. To się
          ujawnia dopiero później, kiedy taniec godowy dobiegnie końca.
        • druginudziarz Re: czy jest nadzieja? 20.10.08, 11:53
          kmoczar napisał:

          > różnica temperamentu jest ogromna ale może to nie temperament? ona też ma swoje
          > problemy kiedyś miała nerwice dość mocno objawiającą się, może brak jakiegoś
          > hormonu, może coś nie tak z dietą? tego się próbuję trzymać
          > a właściwie jeśli jest ktoś tu z większą wiedzą teoretyczną - jeśli przed
          > zamieszkaniem razem, a dalej przed urodzeniem dziecka kobieta chciała a potem
          > już nie to oznacza cokolwiek konkretnego czy nie?

          Napisałeś, że czytasz to forum od dłuższego czasu, a ja mam wrażenie że
          najważniejszego nie doczytałeś.
          Jeśli oczekujesz, że cieżar zmiany Waszego związku spoczywa wyłącznie na Twojej
          żonie to jesteś w błędzie.
        • mujer_bonita Re: czy jest nadzieja? 20.10.08, 12:01
          kmoczar napisał:
          > różnica temperamentu jest ogromna ale może to nie temperament? ona
          też ma swoje
          > problemy kiedyś miała nerwice dość mocno objawiającą się, może
          brak jakiegoś
          > hormonu, może coś nie tak z dietą? tego się próbuję trzymać

          Jeżeli uważasz, że seksuolog da jej jakąś magiczną pigułkę i nagle
          wszystko będzie jak w marzeniach to z góry możesz sobie odpuścić.
          Dobra rada - nie nastawiaj się na wiele unikniesz rozczarowania.
          • anula36 Re: czy jest nadzieja? 20.10.08, 12:44
            zona powinna zaczac od ginekologa i badan hormonalnych. Stosujecie skuteczna antykoncepcje, nie dreczy ja strach przed ciaza?
            byc moze wystarczyloby zwykle spotkanie z terapeuta rodzinnym,byc moze problem z seksem jest tylko przykrywka dlaczegos innego.
            • yadrall Re: czy jest nadzieja? 20.10.08, 14:03
              Czy zona bierze tabletki antykoncepcyjne??? Czesto to one obnizaja
              libido-tu moze wystarczyc zmiana tabletek. A jeszcze dodam,ze np. ja
              jak po przerwie zaczelam stosowac te same tabsy to zabily one moje
              libido,choc wczesniej bylo ok. Lekarz zmienil preparat i bylo duzo
              lepiej :)
              • kmoczar Re: czy jest nadzieja? 20.10.08, 15:53
                z tabletkami niestety pudło, ech gdyby to było właśnie coś tak prostego
    • eeela Re: czy jest nadzieja? 20.10.08, 14:30
      Nie przypominam sobie żadnego wątku ze szczęśliwym mężem/żoną oznajmiającymi
      'ten lekarz nas uratował'. Takich cudów nie ma.

      Przypominam sobie natomiast kilka przypadków, w których partnerzy odnaleźli się
      na nowo po wielu silnych burzach z piorunami, zawirowaniach, i wprowadzaniu
      drastycznych zmian PO OBU STRONACH.
      • izabelek27 Re: czy jest nadzieja? 20.10.08, 15:28
        ja mam podobny problem - też mi sie ostatnio raczej nei chce:). Byłam u
        ginekologa i ten zaczał ze mną rozmowę na temat dlaczego mi się nei chce. Dał mi
        do zrozumeinia, że to raczej z hormonami ma nie wiele wspólnego. Ogólne
        zmeczenie, zal wobec partnera, ze nei ulatwia zycia i nie pomaga w uporaniu
        się z obowiązkami - to wszystko ma wpływ na to ze mi się juz nei chce. Na razie
        z M. nei rozmawiałam na ten temat ale czuję ze gin mial rację. Gdyby mąż troszke
        sie zmienił, zainteresował sie moim samopoczuciem, czy mozę mi w czyms pomóc
        itp, od czasu do czasu kupił mi coś ładnego, zrobił niespodziankę - jestem
        pewna, ze nabrałabym ochoty na niego. A tak.... nawet nei chce mi się zaczynać z
        nim tej rozmowy:/
        • seth.destructor Re: czy jest nadzieja? 24.10.08, 20:33
          od czasu do czasu kupił mi coś ładnego, zrobił niespodziankę - jestem
          > pewna, ze nabrałabym ochoty na niego.

          Najlepszy afrodyzjak to pieniądz. :/
          • mujer_bonita Re: czy jest nadzieja? 24.10.08, 21:16
            seth.destructor napisał:
            > Najlepszy afrodyzjak to pieniądz. :/

            Jaki pieniądz Seth? Uwaga, zainteresowanie, wysiłek, pamięć. To się
            liczy. Najwspanialszym prezentem jaki dostałam od mojego faceta jest
            maskotka - pewnien Zwierzak. Zapewniam Cię, że kosztowała parę
            złotych i nie dlatego jest dla mnie ważna. Liczyło się, to że
            pamiętał, 'zajażył' że coś jest dla mnie to ważne i włożył wysiłek w
            znalezienie tego konkretnego Zwierzaka :) Niespodzianka,
            skojarzenie. To jest ważne :)
      • kmoczar Re: czy jest nadzieja? 20.10.08, 15:48
        możesz rozwinąć temat odnalezienia się?
    • kmoczar Re: czy jest nadzieja? 20.10.08, 15:46
      ok, dzięki, zdaje sobie sprawę, że cudów nie ma, pytałem nie o cuda ale o
      jakikolwiek potwierdzony efekt takich wizyt
      być może przebija z moich postów postawa roszczeniowa - jeśli tak jest to jeden
      z powodów dla których chcemy iść do lekarza a nie walczyć z tym sami, dawno
      straciłem wiarę w obiektywne spojrzenie na sprawę kiedy problem rzuca się mi na
      głowę

      nie czekam na lekarstwo - potrzebuje podpowiedzi - z żoną rozmawiamy b. dużo i
      na powyższy temat i na tematy pokrewne i sami nie mamy żadnych rozwiązań -
      próbowałem zmian - sam podpowiadałem jej możliwe powody gdy ona nie potrafi (nie
      chce?) podać żadnego, ja po prostu chciałem dowiedzieć się czy lekarz może zająć
      się takim problemem a nie tylko zagadnieniami czysto 'technicznymi' czy też
      rozłoży ręce bezradnie i można sobie darować nadzieje na pomoc z zewnątrz - tak
      czy inaczej sprawdzę - to tutaj to było poszukiwanie pozytywnego feedbacku od
      ludzi o podobnym doświadczeniu
    • yoric Re: czy jest nadzieja? 20.10.08, 15:54
      Jeśli czytają Admini, to mam do nich drugie życzenie (pierwsze spełnili :)) -
      wątek podwieszony "Success stories". Zebrane linki do wątków osób, którym się
      udało (bez rozstania), może z dwoma zdaniami komentarza do każdego z nich.

      Moja procedura wygląda tak:
      1. wykluczyć przyczyny fizjologiczne (pigułki, SSRI, poziom prolaktyny)
      2. wykluczyć przyczyny psychologiczne (uraz do seksu w ogóle, itd.)
      Moim zdaniem 1. i 2. to zdecydowana mniejszość, ale dla spokoju należy złożyć
      wizytę lekarzom, żeby je wykluczyć. I potem:
      3. zacząć zmieniać SIEBIE w taką osobę, która będzie atrakcyjna dla partnerki.
      Ja radzę następujący punkt startowy:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=63847890
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=65134637
      oczywiście nie daję żadnej gwarancji sukcesu :), ale warto spróbować.
    • de.bill Uciekaj chlopie gdzie pieprz rosnie !!!!! 20.10.08, 22:37
      klasyczne objawy lapanki na dziecko!!!!
      pierwsze czy kolejne - bez znaczenia.
      Twoja 'kobieta' swedzi macica i najwyrazniej chce miec (kolejnego) bachora ....
      Jeszcze moze ci powiedziala, ze zacznie brac tabletki?
      Zeby bylo ci wygodniej i zebys nie musial uzywac prezerwatywy ....

      Bua ha ha ha ha

      Nigdy, przenigdy nie widzialem, zeby kobiecie tak, ot, po prostu, dobrowolnie szlaban na seks sie odwidzial, zeby ustapila, i zeby bylo tak jak chce facet ....
      Ii to bez nadziei na zaden zysk z ustepstwa ....

      Zrob test - powiedz jej ze chcesz sobie podwiazac nasieniowody.
      Zeby ona nie musiala sie truc tabletkami, a i zeby bylo przyjemnie bo bez kondoma.
      Mina bedzie bezcenna ;)
      A jak szybko znowu nie bedzie mogla .... ;)

      Powodzenia w dalszym (wspol)zyciu ....
    • smutna_kochanka Re: czy jest nadzieja? 20.10.08, 23:46
      tu już ktoś o tym pisał, więc nie będę się powtarzać - często chodzi o brak
      zainteresowania partnera, ale nie w kwestii seksu, tylko codziennego życia...
      jest takie powiedzenie, może stare i niezbyt wyrafinowane, ale wg mnie sporo w
      nim prawy - jaki mężczyzna w dzień, taka kobieta w nocy..;)
      rozmawiasz z żoną, to jest bardzo ważne, ale może pogadaj z nią nie tylko o
      seksie, ale o tym, czy nie za ciężko pracuje, czy nie jest ostatnio zmeczona,
      smutna, może potrzebuje urlopu, wyjazdu na kilka dni, albo może romantycznej
      kolacji po prostu;)
      pisałeś coś o nerwicy, widzisz, choroby tego typu mają ogromny wpływ na chęć do
      seksu, może ma nawrót? a bierze na to jakieś leki?
      powodzenia i szukaj problemu głębiej nie tylko w sferze seksualnej...

      • kmoczar Re: czy jest nadzieja? 21.10.08, 01:59
        ja rozumiem, już zajarzyłem - to co piszesz i pare innych osób to pewnie
        najbardziej podstawowa uniwersalna sprawa - ale naszego problemu nie da sie,
        przy naszej amatorskiej wiedzy w temacie, powiązać z konkretnymi przyczynami
        to trwa prawie cały nasz związek, dobrze było zanim ona urodziła dziecko, wypas
        zanim zamieszkaliśmy razem - później już tylko ruina, to co się nagle zmieniło
        po 6-ciu latach to fakt, że nagle zrozumiała, że jeden/dwa razy na miesiąc to
        symptom czegoś nie dobrego a nie mój urojony problem - nie obwiniam jej - a być
        może powinienem siebie, ale nie wiem... nic nie wiem, nie wyobrażam sobie
        rozstania i nie wyobrażam sobie życia tak, dalej odkąd przyznała mi rację jest
        paradoksalnie dużo trudniej, odzyskałem nadzieje, że coś się uda zrobić - tylko
        przyszło ochłonięcie - co zrobić, skoro mamy już chęci w niezbędnej ilości?
        zacząłem od pytania o seksuologa i jakiegokolwiek zadowolonego z pomocy
        forumowicza o podobnym problemie - jeśli lekarz ma mi powiedzieć - różnicie się
        i nic z tym nie zrobicie - to wolę tam nie iść i zaaplikować sobie autorską
        jakąś terapię
        nie ma takiej opcji, że dam sobie teraz spokój
        acha, jeszcze jedna sprawa - wszystko poza łóżkiem świetnie nam się układa
        nie wiem po co to wszystko wylewam tu na forum - już dostałem odpowiedź odmowną,
        ale w sumie dawno zauważyłem - samo gadanie o tym pomaga lepiej się poczuć
    • prosty_facet Re: czy jest nadzieja? - ZAWSZE JEST 21.10.08, 07:36
      kmoczar napisał:

      > moja sytuacja jest
      > taka, że po 6 latach męczenia się nawzajem i przerzucania
      > odpowiedzialnością za tarcia - nagle, po serii poważnych rozmów żona
      > 'zaskoczyła' i teraz chce na ile się da rozwiązać problem po mojej
      > myśli (czyt. zrobi cokolwiek aby się jej bardziej chciało)
      > pytanie - są szczere chęci - czy są możliwości? wiem, wiem seksuolog.
      > - nie przeczytałem tu ani jednego postu osoby której pomógł seksuolog
      > - czy jest w ogóle taka para?


      Problem niechęci do seksu w większości nie wymaga wizyty u seksuologa. Po prostu
      facet musi fascynować kobietę, a tego seksuolog nie zapewnia ;-) Rusz tyłek
      sprzed TV a zaraz będzie lepiej ;-)
    • bi_chetny Re: czy jest nadzieja? 24.10.08, 16:20
      pomógł pomógł :D
      • kmoczar Re: czy jest nadzieja? 25.10.08, 15:29
        bi_chetny napisał:

        > pomógł
        dzięki za to jedno jakże ważne dla mnie słowo, choć parę dni na forum są dla
        mnie terapią poniekąd która coraz bardziej uświadamia mi wagę w moim przypadku
        tego o czym powyżej napisał prosty_facet
        (choć tv to raczej mojej żony specjalność :p)
        • twardycukierek Re: czy jest nadzieja? 19.12.08, 20:29
          Witaj :) czy cos sie zmienilo na lepsze? Znalezliscie lekarza?
          Powiem szczerze, ze wzruszylo mnie Twoje podejscie do problemu i ta chec walki.
          Czy checi wystarczyly?
          • anula36 Re: czy jest nadzieja? 19.12.08, 23:03
            chec walki musi byc poobu stronach, inaczej juz po nadziei.
          • kmoczar Re: czy jest nadzieja? 20.12.08, 00:55
            Ha! Czekam z napisaniem czegokolwiek jeszcze przynajmniej parę miesięcy, ale mam
            zamiar na pewno napisać.
            Dzięki za dobre słowo
            • twardycukierek Re: czy jest nadzieja? 20.12.08, 10:53
              Powodzenia :) oby checi byly po obu stronach. To, co opisales bardzo przypomina
              mi sytuacje duzo mlodszej ode mnie przyjaciolki, w jej zwiazku stopniowo
              poprawilo sie bez pomocy terapeuty.
              Pozdrawiam.
            • wys-oki Re: czy jest nadzieja? 30.12.08, 23:25
              napisz jak sie sprawy maja, bo ciekaw jestem niezmiernie. U mnie ten sam
              problem, ale checi ze strony zony do zmian absolutnie zadnych :(
Pełna wersja