Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne...?

30.10.08, 08:33
Jak sobie radzicie z tą kwestią?

Załóżmy, że chodzi o Kochanka w prawdziwym tego słowa znaczeniu - do
wspólnego przeżywania seksu. Mamy rodzinę, czy partnera, ułożone
zycie. Nie chcemy tego burzyć. Wcale nie zależy nam, aby się
zakochać. Chodzi o to, żeby nie angażować się emocjonalnie.

Jak sobie z tym radzicie?
Przypuszczam, że Panom łatwiej się nie zaangażować, Paniom trudniej.
Czy można zapobiec zaangażowaniu się emocjonalnemu? Jakie macie
doświadczenia w tej kwestii?
Jakieś rady?
A może rozwiązaniem jest wybór osoby atrakcyjnej dla nas seksualnie,
ale za to nieodpowiadającej nam pod innymi względami - tylko, co to
za frajda wtedy...?

Podpowiedzcie coś. Może Panowie nam coś podpowiedzą...:)

Sara
    • nawrocona5 Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 30.10.08, 08:59
      > Czy można zapobiec zaangażowaniu się emocjonalnemu? Jakie macie
      > doświadczenia w tej kwestii?

      Wiesz, zaangazowanie emocjonalne _ pod warunkiem że obustronne - to taki
      dodatkowy bonus :)) całkiem przyjemny.
      Przeżywa się to, co już wydawało się dla nas nieosiągalne. Chwilami trochę boli
      ale przyjemność ogromna.

      Myślę, że jesli ktoś decyduje się zdradzac, to znaczy że w jego związku brakuje
      nie tylko seksu. Wyraźnie widać to z wypowiedzi na tym forum.
      I w romansach dostajemy właśnie to, czego nie ma w domu. Czułości, bliskości,
      szczerości, pożądania oczywiście, potwierdzenia własnej atrakcyjności.

      >A może rozwiązaniem jest wybór osoby atrakcyjnej dla nas seksualnie,
      > ale za to nieodpowiadającej nam pod innymi względami - tylko, co to
      > za frajda wtedy...

      Frajda jeszcze większa:))
      Bo tak właśnie bywa, że do ci, którzy bywaja fajnymi kochankami niekoniecznie
      nadają się do tego, aby się z nimi wiązać. Zwykle staje się to jasne po jakimś
      niedługim czasie.

      Ten temat dość obszernie omówiono już w którymś z wątków. Wyjątkowymi
      szczęsciarzami są ci ludzie, którzy w swoim współmałżonku znaleźli zarówno super
      atrakcyjny dla siebie obiekt seksualny jak i człowieka godnego szacunku,
      partnera intelektualnego, przyjaciela, a w małżeństwie stabilizację, poczucie
      bezpieczeństwa. Częściej jednak okazuje się, że jedno wyklucza drugie. Dlatego
      własnie istnieją zdrady. I dlatego ludzie oszukują zamiast się rozwieść- bo
      wiedzą, że zmiana też ich do końca nie uszczęśliwi.
      • nawrocona5 Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 30.10.08, 11:14
        Dopiszę się jeszcze raz do wątku, bo poprzednio odpowiedziałam ci niezupełnie
        poważnie.
        Teraz będzie dokładnie na temat. Jeśli oczekujesz, że ktoś cię uspokoi i
        zapewni, że doskonale można pogodzić małżeństwo i "uzupełnianie braków" na boku
        - to muszę cię rozczarować. To niemożliwe.
        Faktycznie masz rację - mężczyznom łatwiej. Łatwiej przychodzi decyzja o
        zdradzie i łatwiej traktowanie tego marginalnie.

        Wydaje mi się - i widzę to na forum- że kobieta, która kocha męża naprawdę i
        uważa swoje małżeństwo za udane pod każdym innym względem (poza niedostateczną
        ilością seksu)- raczej się na zdradę nie zdecyduje. Zwyczajnie nie potrafi -może
        co najwyżej o tym mysleć, pisać "pogróżki" na forum:)) ale nie zrobi tego.

        Zaangażowanie emocjonalne jest naturalna konsekwencją tego, że drugi człowiek
        stwarza z nami sferę intymności, której nie mamy nigdzie indziej oraz zaspokaja
        inne potrzeby, nie tylko potrzebę orgazmów.

        Gdyby mąż zapewniał wszystko poza "rozładowaniem napięcia" to takie problemy
        mozna rozwiązać we własnym zakresie:)
        Ale tu chodzi o coś więcej niż samo rżnięcie. Wibrator nie pogłaszcze po
        plecach, nie mówi komplementów. Wibrator nie okazuje, jak bardzo cię pragnie. A
        kiedy kupujesz fajną nową bieliznę to nie myslisz w tym momencie "jak miło
        będzie pokazać się w tym mojemu wibratorowi" :))
        Tak więc rola kochanka nie ogranicza się do mechanicznego seksu i nie takiego
        cudu, żeby ci się udało w ten sposób go potraktować.



        • rumpa Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 30.10.08, 11:25
          Bo na tym forum pisza kobiety które maja z tym problem.
          w realu jest masa kobiet, absolutnie nie wszystkie, które sobie radzą
          - pewnie że nie jest łatwo, ale nie jest na tyle trudno,żeby w
          internecie szukać wsparcia
          poleganie na tym forum to troche jak oglad swiata zaa biurka
          dzielnicowego - nic tylko meliny, morodbicie i ... zabór mienia :)))
          • nawrocona5 Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 30.10.08, 11:48
            rumpa masz oczywiście rację- czytam przez cały czas równoległy wątek i twoje
            wypowiedzi na ten sa temat temat. To wszystko prawda, ale nadal uważam, że
            kobiety zdradzają, żeby zaspokoić swoje potrzeby i fizyczne i emocjonalne.
            Mężczyźni - głównie fizyczne.
            Dlatego oni są mniej zagrożeni tym, że stracą głowę:))
            • maker6 Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 30.10.08, 13:06
              > Mężczyźni - głównie fizyczne.
              > Dlatego oni są mniej zagrożeni tym, że stracą głowę:))

              Jak ja kocham takie uogólnienia...
              Może lepiej o opinię jak czuja faceci spytać właśnie ich a nie
              opowiadać co tobie się wydaje....
              Najlepiej wszystkich wrzucić do jednego worka i już..
              Z mojego doświadczenia powiedziałbym, że jest całkowicie odwrotnie
              to kobiety wolą zachować dystans i ostrożność by nie mieszać uczuć z
              pożądaniem...
              Dziwnie jakoś to ja się bardziej angażowałem...
              • nawrocona5 Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 30.10.08, 13:18
                Nie używam słow "wszyscy" "zawsze" "nigdy" :))
                Uogólnienie wybacz, ale tak życie pokazuje.
        • sad-man Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 02.11.08, 23:48
          nawrocona5 napisała:
          > Wydaje mi się - i widzę to na forum- że kobieta, która kocha męża
          naprawdę i
          > uważa swoje małżeństwo za udane pod każdym innym względem (poza
          niedostateczną
          > ilością seksu)- raczej się na zdradę nie zdecyduje. Zwyczajnie nie
          potrafi -moż
          > e
          > co najwyżej o tym mysleć, pisać "pogróżki" na forum:)) ale nie
          zrobi tego.
          Tu bym się nie zgodził. Utarło się, że mężczyźnie łatwiej jest
          zdradzać i być może to prawda, ale z kim ci mężczyźni zdradzają?
          Wyłącznie z pannami, wdowami i rozwódkami? Chyba nie... Liczba /
          odsetek "kukułczych" dzieci też o czymś świadczy. Po prostu kobieta
          nauczyła się bardziej ukrywać ze zdradą, bo tego od niej wymagają
          biologia i kultura pospołu. Poza tym - to też bioogia - faceci są
          mniej domyślni i nie widzą dość oczywistych symptomów niewierności
          małżonki, podczas gdy wiekszość kobiet potrafi to wyczuć jakimś
          dodatkowym zmysłem, którego płeć brzydka nie posiada. Mówię
          oczywiście o tendencji, regule, od której są wyjątki. Bywają
          nidomyślne kobiety i sprytni w tym względzie faceci tak samo, jak
          istniała Maria Curie-Skłodowska czy pan przedszkolan w przedszkolu
          mich dzieci.

          > Tak więc rola kochanka nie ogranicza się do mechanicznego seksu i
          nie takiego
          > cudu, żeby ci się udało w ten sposób go potraktować.
          To oczywiście prawda, kochankowie nie tylko mają się z daną osobą
          kochać, ale (może pzrede wszystkim), okazywać uwagę i pożądanie.
    • dadaczka Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 30.10.08, 11:14
      kiedyś wyczytałam, że kobiety zostały stworzone tak, że przywiązują
      się (emocjonalnie) do mężczyzny, z którym uprawiają seks - o ile
      pamiętam to kwestia substancji chemicznych (nie chcę kłamać, ale
      chyba chodziło o oksytocynę), wydzielających się w organizmie
      kobiety w czasie orgazmu. Z czego wynika, ze jeśli seks jest super
      to kobiecie może być trudno utrzymać dystans emocjonalny - taka
      pułapka zastawiona przez naturę...

      Pół biedy jesli chodzi o jednorazowy seks (za mało tej oksytocyny na
      zakochanie ;-)) - ale przy dłuższym układzie? Na podstawie własnych
      doświadczeń uważam, że coś w tym jest.
      • bi_chetny Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 30.10.08, 12:55
        większość kobiet i tak w końcu wróci skruszona do swojego męża
        • maker6 Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 30.10.08, 14:21
          bi_chetny napisał:

          > większość kobiet i tak w końcu wróci skruszona do swojego męża
          >

          a skąd ty to wiesz...;)
          a z mojego doświadczenia 100% grzecznie wraca...;)
          • malgoszac Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 30.10.08, 14:42
            chyba zyjemy w innym swiecie :)
            kobiety zdradzajace, ktore znam w wiekszosci daza do zmiany partnera
            i tu czasem sie zdarza, ze to kochanek boi sie odejsc od zony, wiec
            sie robi male zamieszanie.... i wtedy byc moze wracaja do mezow (z
            braku laku i ten dobry :P )
            • maker6 Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 30.10.08, 14:53
              malgoszac napisała:

              > chyba zyjemy w innym swiecie :)
              > kobiety zdradzajace, ktore znam w wiekszosci daza do zmiany
              partnera
              > i tu czasem sie zdarza, ze to kochanek boi sie odejsc od zony,
              wiec
              > sie robi male zamieszanie.... i wtedy byc moze wracaja do mezow (z
              > braku laku i ten dobry :P )

              w tym wątku wyraźnie widać różnice w postrzeganiu pewnych rzeczy
              przez kobiety i mężczyzn...
              różnimy się...;)

            • bi_chetny Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 30.10.08, 14:55
              malgoszac: kobiety najczęściej stoją mocno na ziemi i w sytuacji wyboru z reguły
              wybiera powrót do męża. nie mówię o kobietach samotnych będących kochankami
              żonatych mężczyzn - to zupełnie inna kategoria.
            • sad-man Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 02.11.08, 23:53
              Właśnie dlatego - może nie 100 a 90% - wraca do mężów, bo facet
              odróżnia kochankę od żony... Żonę już ma, więc z kochanką ni chce
              się żenić. A kobietom się to myli - mają kochanka i już by chciały z
              nim ślub brać, ale nie myślą, że facet po to zadał się z mężatką,
              żeby nie ciagnęła go do ołtarza... ups. USC ;-)
              Przepraszam, to taki złośliwy nieco żart, ale tak to chyba wygląda.
          • bi_chetny Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 30.10.08, 14:53
            z badań prof. Starowicza. Podczas terapii powiedział, że około 5% kobiet
            decyduje się na rozwód i nowy związek z kochankiem

            maker6 napisał:


            > bi_chetny napisał:
            >
            > > większość kobiet i tak w końcu wróci skruszona do swojego męża
            > >
            >
            > a skąd ty to wiesz...;)
            > a z mojego doświadczenia 100% grzecznie wraca...;)
    • eeela Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 30.10.08, 19:33

      > Przypuszczam, że Panom łatwiej się nie zaangażować, Paniom trudniej.
      > Czy można zapobiec zaangażowaniu się emocjonalnemu? Jakie macie
      > doświadczenia w tej kwestii?


      Forumowicz, którego obgadywałam już w wątku obok, wielokrotnie wspominał, że już
      po zawarciu małżeństwa zdarzało mu się zakochiwać w paniach, z którymi
      romansował na boku. Czy też powinnam to powiedzieć inaczej, on nigdy nie
      romansował na boku, jesli się nie zakochał. Ale jakoś przy tym nigdy nie
      przyszło mu do głowy, żeby zostawiać żonę i rodzinę. Może to różnica w sposobie
      wychowania, nabytych pryncypiów, nie wiem. Wydaje mi się, że to dość rzadkie
      dzisiaj, traktowanie małżeństwa jako instytucji nienaruszalnej.
      • nawrocona5 Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 30.10.08, 20:19
        >Wydaje mi się, że to dość rzadkie
        > dzisiaj, traktowanie małżeństwa jako instytucji nienaruszalnej.

        Ja tam widze, że to jest wcale nierzadkie:)
        Obojętnie z jakiego powodu dochodzi do romansu - decyzja o zostawieniu rodziny
        zapada sporadycznie, zarówno u kobiet jak i mężczyzn.
        Stąd własnie moja teoria, że romansować powinni wyłącznie żonaci z mężatkami :)))
        Pełne zrozumienie i wspólny interes - dyskrecja. Mozliwości spędzania czasu (a
        raczej ich brak) - podobne. Mniej konfliktów, mniej niebezpieczeństw, mniej
        rozczarowań.
        • sara.pl Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 30.10.08, 21:24
          Nawrócona,
          święte słowa.
          Romansować powinni wyłącznie mężatki z żonatymi:)
          I wtedy jedzie się na tym samym wózku, większa szansa na zrozumienie i podobne
          oczekiwania:)

          Może to i rozwiązanie...

          Sara
          • romulus11 Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 30.10.08, 22:10
            Oj Saro! Masz problem rzeczywiscie z tym swoim chlopem.No i pewnie z
            kochankiem bo ten temat juz drazysz od pewnego czasu.Twoj facet woli
            robic tosam.Cos u was szwnkuje jezeli jest do tego zaorczy.Troche to
            chore.Moze warto zawalczyc.Dzieki kochakowi rowniez jest szansa cos
            poprawic.Znam takie przypadki.Ale trzeba tutaj zawalczyc z emocjami
            i robic to na"zimno".Kobiety mysla racjonalnie gdy maja dzieci.Wtedy
            priorytety sa inne.Dzieci na pierwszym miejscu.Kochanek jest
            fizjologia.Oczywiscie nie zawsze.Moja kolezanka tez ma takiego jak
            Ty mezusia,chodzi jak bombowiec nie bzykana.Znalazla sobie kogos w
            innym miescie i sie rozladowuje.Rzadko co prawda ale jak to zrobi to
            aniol,po tygodniu znow diabolek.Jak sie zaangazujesz trudno,bedziesz
            musiala cos z tym zrobic.Moja druga kolezanka tez z podobnym
            problemem wlasnie ze wzgledu na obawe przed zaangazowaniem "walczy"
            ze soba.Bo jak mi mowi jeden gest z jednej ze stron spowodowalby
            taka jazde ze nie byloby odwrotu.Co przypadek to inny.
            I tutaj sie zgadzam,najbezpieczniej zonaty z mezatka,natmiast w
            innej konfiguracji moze byc koszmar.
          • bi_chetny Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 31.10.08, 10:19
            akurat taki romans mam za sobą. i nie skończyło się to dobrze :)
            • romulus11 Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 31.10.08, 19:15
              To się pochwal i napisz coś więcej.Studiując przypadki nabywamy
              życiowej mądrośći.Po to jest właśnie to forum.
              • bi_chetny Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 03.11.08, 09:56
                romulus, pisałem już o tym :)
          • avide Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 01.11.08, 18:23
            sara.pl napisała:

            > Nawrócona,
            > święte słowa.
            > Romansować powinni wyłącznie mężatki z żonatymi:)

            heheh ;-))) a wiesz Sara dlaczego ??
            Bo jak to mój kumpel mawia: "u mężatki nie ma wpadki"
            ;-)))
      • sad-man Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 03.11.08, 00:07
        eeela napisała:
        > Ale jakoś przy tym nigdy nie
        > przyszło mu do głowy, żeby zostawiać żonę i rodzinę. Może to
        różnica w sposobie
        > wychowania, nabytych pryncypiów, nie wiem. Wydaje mi się, że to
        dość rzadkie
        > dzisiaj, traktowanie małżeństwa jako instytucji nienaruszalnej.
        Prawdziwy konserwatysta z niego ;-))) Z punktu widzenia pt. "dobro
        rodziny" postępował lepiej, niżby porzucił żonę i dzieci. Moralne to
        oczywiście nie było, ale rzeczywiście jakieś tam pryncypia nim
        kierowały, chyba...
        Nienaruszalność małżeństwa jest bardzo dobrym obyczajem, o ile
        przewiduje jakieś wyjście w wyjątkowych sytuacjach. To, jak dzisiaj
        łatwo jest się rozwieść, powoduje, że ludzie nie przykładają się do
        związku. Gdy tylko pojawiają się trudności, nie próbują ich
        rozwiązać, a dezerterują. Bo w miejsce kiedyś króljącego NAS, MY
        pojawiło się "demokratyczne" JA - większość ludzi spółczesnych to
        egocentrycy, egotycy, którzy są w stanie ugiąć się na tyle, na ile
        ich poziom wygody własnej zbytnio ne ucierpi. Empatia, altruizm to
        dzisiaj niemal wymarłe pojęcia. A jak się pojawiają, zaraz ktoś
        wyskakuje z prostackim stwirdzeniem, że altruista = egoista, któremu
        zależy na dobrej opinii innych.
        Ja sam mam za sobą niudane małżeństwo, które zakończyło się nie z
        mojego wyboru i nie z moje winy, ale dziś wiem, że jego koniec był
        moim wybawieniem. Co prawda przy moich poglądach powinienem był
        przeprowadzić "rozwód po włosku", ale...
        Teraz mam drugą żonę, ale ndal uważam, że małżeństwo w zasadzie
        bierze się raz na całe życie. Tym razem dobrze trafiłem - jest
        zrozumienie, wzajemne wsparcie, czułość, pożądanie, przyjaźń,
        wspólne cele i wartości.
        A co tu robię? Coż, czasem apetyt mam większy niż..., ale jakoś
        nie przyszło mi do głowy, by wziąć kochankę.
        • eeela Re: Kochanek/Kochanka_zaangażowanie emocjonalne.. 03.11.08, 00:46
          > Nienaruszalność małżeństwa jest bardzo dobrym obyczajem, o ile
          > przewiduje jakieś wyjście w wyjątkowych sytuacjach. To, jak dzisiaj
          > łatwo jest się rozwieść, powoduje, że ludzie nie przykładają się do
          > związku. Gdy tylko pojawiają się trudności, nie próbują ich
          > rozwiązać, a dezerterują. Bo w miejsce kiedyś króljącego NAS, MY
          > pojawiło się "demokratyczne" JA - większość ludzi spółczesnych to
          > egocentrycy, egotycy, którzy są w stanie ugiąć się na tyle, na ile
          > ich poziom wygody własnej zbytnio ne ucierpi.

          Zgadzam się. Jednakże sama znalazłam, i w sumie dotąd znajduję trudnym
          znalezienie granicy między zdrowym altruizmem a zdrowym egoizmem. To wcale nie
          takie łatwe, dokładnie okreslić, co jest rzeczą, którą można poświęcić albo nad
          którą można popracować, a czego tolerować nie można i na co nie można pójść. Z
          moim eks popełniałam masę błędów, wpadając w histerię o wytykanie mi źle umytej
          szklanki, a tolerując obrażanie mej rodzonej matki. Zupełnie rozchwiana ocena
          sytuacji. Stopniowo nauczyłam się rozróżniać podstawowe rzeczy, ale wciąż - do
          dziś - nie do końca ufam słuszności swoich ocen.
          • femme.fatale1978 Re: Kochanek = kochać??? 03.11.08, 10:47
            Przede wszystkim zacznijmy od tego, że samo słowo kochanek pochodzące od słowa
            kocham, już się kojarzy z uczuciem miłości. W tym układzie uczuć nie ma
            (redukujemy je do zera), więc nazywanie kogoś takiego kochankiem jest kompletnie
            nietrafione. Proponuję określenie wierniej oddąjace rzeczywistość -
            Pozamałżeński Zaspokajacz Seksualny, w skrócie PZS.

            Taki PZS zaspokaja nasze czysto fizyczne potrzeby, których mąż z różnych
            względów zaspokajać nie chce. Rola męża ogranicza się do zapewnienienia
            bezpieczeństwa emocjonalnego i materialnego dzieci oraz bezpieczeństwa
            ekonomicznego żony. Z punktu widzenia żony możemy takiego partnera z pełną
            odpowiedzialnością nazwać - Małżeński Zaspokajacz Ekonomiczny, w skrócie MZE.

            I tak oto sprytnie rozwiązałyśmy nasz problem bezseksia w małżeństwie
            (oczywiście tylko dla dobra dzieci). Życie nam upływa w szczęściu i spokoju.
            Mamy dwóch wspaniałych mężczyzn. PZS - to czysta fizjologia, czyli seks, MZE -
            ekonomia, bezpieczeństwo materialne. Tylko cholerka coraz częściej ogarnia nas
            jakaś taka dziwna pustka wewnętrzna... jakiś dziwny niepokój... a prawdziwiej
            radości z trwającej "sielanki" nie widać. Czegoś jednak w tym układzie brakuje.

            W tym pięknie i z takim poświęceniem poukładanym przez nas życiu ciągle jest
            ogromne puste miejsce, którego w żaden sposób nie wypełnił do końca ani MZE, ani
            PZS. Cała sfera psychiczna i emocjonalna nie istnieje. Co z tym fantem zrobić?
            Przecież potrzeba miłości i przynależności jest równie silna jak dwie pozostałe.
            Jak teraz poradzić sobie z potrzebą więzi, afirmacji, z brakiem bliskich
            intymnych stosunków z drugim człowiekiem, z brakiem czułości, wszechogarniającym
            wewnętrznym chłodem i głodem zwykłego ludzkiego uczucia? Szukamy trzeciego
            faceta, którego mianujemy Pozamałżeńskim Zaspokajaczem Emocjonalno-Uczuciowym, w
            skrócie PZEU?

            Wszystko to jedna wielka ściema. Te, które twierdzą, że facet do seksu na boku
            uszczęśliwi je i na zawsze rozwiąże ich intymne problemy oszukują same siebie.
            Nie trzeba być długo na tym forum, żeby zauważyć, że ogromna większość kobiet
            piszących o swoich dramatach osobistych nie sprowadza problemu tylko i wyłącznie
            do braku rytmicznych ruchów posuwisto-zwrotnych, jakie wykonuje penis w pochwie
            w trakcie stosunku płciowego. Dla nich bardziej dotkliwym brakiem jest wszystko
            to, co zazwyczaj (w normalnych związkach) seksowi towarzyszy.

            Nie będę teraz całej listy tworzyć, wystarczy poczytać forumowe wypowiedzi
            kobiet odrzuconych przez partnerów. Chcą tego co każdy zdrowy, normalny człowiek
            - seksu, bliskości emocjonalnej i fizycznej, czułości, intymności, uczucia,
            bycia pożądaną, docenianą - chcą szczęścia. Wmawianie sobie i innym, że PZS i
            MZE im to zapewni jest delikatnie mówiąc naiwnym fantazmatem.
            • maker6 Re: Kochanek = kochać??? 03.11.08, 11:20
              Wiesz famme.fatale należy ci współczuć. Chyba nigdy nie przeżyłaś
              wspaniałego romansu z fantastycznym facetem. Dla ciebie kochanek
              równa się ruchy posuwisto zwrotne a mąż to dostarczyciel kasy.
              Wszystko spłycasz.. nie wiem, czy jakiś facet cię tak bardzo
              skrzywdził, czy masz może jakieś inne traumatycze doświadczenia
              trudno mi powiedzieć, ale to co wypisujesz świadczy o tym, że nie
              przeżyłaś do tej pory nic romantytcznego co zmieniło by w jakiś
              sposób twoje widzenie świata... Byś może nie masz żadnych
              doświadczeń z tytułu posiadania "przyjaciela" i wymyślasz teorię o
              kochankach zaspakajających tylko seksualnie kobiety... Nie wiesz o
              tym nic..., związki poza małżeńskie dają o wiele, wiele więcej a ty
              nie mając o tym pojęcia wszystko sprowadzasz do miana agencji
              towarzyskiej...
              • femme.fatale1978 Re: Kochanek = kochać??? 03.11.08, 11:53
                Maker6, dlaczego mnie atakujesz i obrażasz? Przecież mój post jest tylko
                odpowiedzią na na pytania, jakie zadała autorka tego wątku. Jeśli zapomniałeś to
                chętnie zacytuję:
                "Załóżmy, że chodzi o Kochanka w prawdziwym tego słowa znaczeniu - do
                wspólnego przeżywania seksu. Mamy rodzinę, czy partnera, ułożone
                zycie. Nie chcemy tego burzyć. Wcale nie zależy nam, aby się
                zakochać. Chodzi o to, żeby nie angażować się emocjonalnie".
                Czyli kochanek ma być tylko do seksu, tak żeby nie zaangażować się emocjonalnie.
                Za autorką wątku tym tropem podążyłam i nie rozumiem z skąd to twoje wzburzenie,
                a tym bardziej personalne ataki na moja osobę. To kwesta pierwsza, zasadnicza.
                Teraz sprawa druga równie ważna.

                Zarzucasz mi cyt.: "wymyślasz teorię o kochankach zaspakajających tylko
                seksualnie kobiety". Nie ja tę teorię wymyśliłam i nie ja jestem jej
                zwolenniczką. Dyskusja o kochankach toczy się na tym forum od kilku tygodni.
                Najbardziej obleganym i rozbudowanym miejscem gdzie temat ten przewałkowano z
                każdej strony jest wątek Avide:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=86521178
                Jest też kilka jego odprysków, w których ten sam problem się przewija. Postać
                kochanka zaspokajającego seksualne potrzeby kobiety bez zaangażowania
                emocjonalnego, które zagrażałoby małżeństwu jakie dana kobieta chce utrzymać,
                pojawiła się właśnie w tamtym wątku i jak widzę pod czasu do czasu przewija się
                też w innych miejscach m.in. tutaj. Cała moja wypowiedź właśnie do tej
                wielokrotnie poruszanej kwestii na forum się odnosi, więc tym bardziej nie
                rozumiem co cię tak bardzo w niej dotknęło... może prawda?

            • blacky80 Re: Kochanek = kochać??? 03.11.08, 12:25
              femme.fatale1978 napisała:


              > Taki PZS zaspokaja nasze czysto fizyczne potrzeby, których mąż z różnych
              > względów zaspokajać nie chce. Rola męża ogranicza się do zapewnienienia
              > bezpieczeństwa emocjonalnego i materialnego dzieci oraz bezpieczeństwa
              > ekonomicznego żony. Z punktu widzenia żony możemy takiego partnera z pełną
              > odpowiedzialnością nazwać - Małżeński Zaspokajacz Ekonomiczny, w skrócie MZE.
              >
              > I tak oto sprytnie rozwiązałyśmy nasz problem bezseksia w małżeństwie
              > (oczywiście tylko dla dobra dzieci). Życie nam upływa w szczęściu i spokoju.
              > Mamy dwóch wspaniałych mężczyzn. PZS - to czysta fizjologia, czyli seks, MZE -
              > ekonomia, bezpieczeństwo materialne.



              Femme, no to teraz pojechałaś po bandzie! ;)))
              Prawdę mówiąc mnie (jako mężczyźnie) nie odpowiadałaby rola PZS ani MZE. Dla
              kobiety mego życia chciałbym być uczuciowym, seksulanym i materialnym
              zaspokajaczem - takie trzy w jednym ;) Ale ja jestem przecież młodym, naiwnym
              idealistą w przeciwieństwie do tutejszej bandy zgorzkniałych konformistów ;))))
              • bi_chetny Re: Kochanek = kochać??? 03.11.08, 13:45
                blacky80: jakbyś czytał uważnie, zauważyłbyś ironię w tekście femme, która
                dowodzi że takie uproszczenie jest mało realne. Niestety ludzie angażują się
                również jako kochankowie i potem ranią się często i głęboko.
                • femme.fatale1978 Re: Kochanek = kochać??? 03.11.08, 14:47
                  bi_chetny napisał:

                  > jakbyś czytał uważnie, zauważyłbyś ironię w tekście femme


                  Bi, dziękuję za obronę ;)


                  >która
                  > dowodzi że takie uproszczenie jest mało realne.



                  No właśnie, kobiety wiedząc że uroszczenie to jest mało realne nadal pakują się
                  w takie układy. Nawet jeśli uda im się uniknąć zaangażowania w układzie -
                  kochanek na boku w domu mąż, to i tak pozostaje niewypełniona emocjonalna pustka :/


                  • bi_chetny Re: Kochanek = kochać??? 03.11.08, 16:07
                    nie wiem jak to jest z facetami. ja pakując się w romans nie kalkulowałem tego
                    jako życia na boku. zakochałem się głupi :D
              • kachna79 Re: Kochanek = kochać??? 03.11.08, 13:57
                Ja odebrałam wątek femme jako ironiczne podsumowanie wałkowanego
                ostatnio tematu "kochanka ratującego małżeństwo"...

                Dla
                > kobiety mego życia chciałbym być uczuciowym, seksulanym i
                materialnym
                > zaspokajaczem - takie trzy w jednym ;)

                Taka postawa to nie jest żaden idealizm - to powinna być norma.
                Nasze forum to swoista "patologia" (oczywiście żartuję) - ale
                zauważ, że zwykle jak ktoś jest szczęśliwy to tu nie zagląda. Tutaj
                pierzemy swoje brudy (z poczuciem, że nie jest to pranie publiczne)
                i żalimy się.
                • femme.fatale1978 Re: Kochanek = kochać??? 03.11.08, 14:53
                  kachna79 napisała:

                  > Ja odebrałam wątek femme jako ironiczne podsumowanie wałkowanego
                  > ostatnio tematu "kochanka ratującego małżeństwo"...



                  Rzeczywiście w większym stopniu odniosłam się do tamtego tematu. Czy to było
                  ironiczne? Być może odrobinę przerysowane ale przecież prawdziwie :)))
                • eeela Re: Kochanek = kochać??? 03.11.08, 16:24
                  ale
                  > zauważ, że zwykle jak ktoś jest szczęśliwy to tu nie zagląda. Tutaj
                  > pierzemy swoje brudy (z poczuciem, że nie jest to pranie publiczne)
                  > i żalimy się.

                  Czy ja wiem?
                  Ty jesteś nieszcześliwa? Z tego co pamietam, chyba nie?
                  Ja nie jestem nieszczęśliwa. Wiele osób nie jest tu nieszczęśliwych. Bywają
                  osoby czymś nieusatysfakcjonowane, ale czy to naprawdę taki wyjątek od normy? W
                  każdym związku ludzie są czymś nieusatysfakcjonowani, choćby był to najlepszy
                  związek pod słońcem. Taka jest ludzka natura, że nie da się przeżyć życia w
                  towarzystwie drugiego człowieka bez żadnych zgrzytów. Po prostu nie wszyscy mają
                  ochotę o tym mówić, nie wszyscy używają forów, nie wszyscy mają te same
                  problemy, te same podstawy do bycia nieszczęśliwymi czy nieusatysfakcjonowanymi.
                  Każdy dorosły człowiek w związku idzie na masę mniej lub bardziej 'zgniłych'
                  (jak to Blacky w wątku obok napisał) kompromisów.

                  I tyle. Może nie jesteśmy na tym forum przekrojowo reprezentacyjni, ale też w
                  żaden sposób nie odbiegamy od normy.
                  • blacky80 Re: Kochanek = kochać??? 05.11.08, 08:44
                    Kiedyś słyszałem jak prof. Starowicz powiedział, że ludzi niedopasowanych
                    seksualnie w związkach jest niewiele, zaledwie kilkanaście procent. Wygląda na
                    to, że ten niewielki procent skupił się właśnie wokół tego forum ;)
                    • bi_chetny Re: Kochanek = kochać??? 05.11.08, 10:07
                      problemy związane z brakiem seksu są związane nie tylko z niedopasowaniem
                      seksualnym. Proponuję poczytać trochę, nie tylko coś tam podsłuchać.
                  • kachna79 Re: Kochanek = kochać??? 05.11.08, 10:19
                    > Czy ja wiem?
                    > Ty jesteś nieszcześliwa? Z tego co pamietam, chyba nie?
                    > Ja nie jestem nieszczęśliwa. Wiele osób nie jest tu
                    nieszczęśliwych.

                    Oczywiście masz racje. Oóglnie chodziło mi o to co nazwałaś
                    nieusatysfakcjonowaniem.
                    Nie dziwię się jednak, że jak ktoś pierwszy raz zajrzał na forum,
                    szczególne ostatnio w związku z wątkami nt. kochanków, to mógł
                    odnieść wrażenie, że mamy tu ogromną kumulację nieszczęścia...
    • sara.pl Re: Podsumuję... 05.11.08, 09:03
      Wielkie dzięki za Wasze opinie..

      Jak widać temat rzeka.
      I chyba nikt tutaj nie zadeklarował się, że stałego (zaznaczam:
      stałego kochanka, a nie jednorazową przygodę) kochanka/kochankę może
      traktować zupełnie bez emocji. Nie mówię o zakochaniu, ale takich
      zwykłych ludzkich emocjach związanych z byciem z kims blisko
      fizycznie.

      Zadałam to pytanie, ponieważ poznałam kogoś i potrzebowałam wsparcia.
      Miało to być czysto fizyczne, tak się zaczęło, a jednak nie umiem się
      (nie umiemy oboje) ograniczyć tylko do tego...Emocje wchodzą w grę i
      to coraz większe. Nie tylko podekscytowanie tą sytuacją. Ale takie
      zwyczajne uczucia radości, tęsknoty, oczekiwania na sygnał od tej
      drugiej strony. Nie planowałam tego, ponieważ nie
      chciałam "zabierać" mojej rodzinie cokolwiek więcej, niż potrzebuję,
      żeby nie popadać w depresje...
      Teraz przede mną kolejny dylemat - co z tym zrobić - ale to już nie
      do publicznej dyskusji.

      Podsumowując:
      Na podstawie moich doświadczeń i tego, co napisaliśmy tutaj, mm
      wrażenie, że żeby się nie zaangażować emocjonalnie, a zaspokoić
      seksualnie, to można wybrać trzy drogi:
      1) albo związać się z kimś, kto nam nie odpowiada poza sferą
      seksualną,
      2) albo iść na numerek do agencji:(,
      3) albo sypiać od czasu do czasu z róznymi osobami, żeby się do
      nikogo nie przyzwyczaić:(

      pozdrawiam,
      Sara
      • nawrocona5 Re: Podsumuję... 05.11.08, 09:26
        Czyli krótko mówiąc, miałaś nadzieję, że twoje myśli (czyli głowa) będzie wierna
        rodzinie, a tylko d... niewierna :)))
        Nie ma takiego cudu.
        Pisałam to na samym początku dyskusji. Nie istnieje "zaspokajacz" o jakim pisała
        femme fatale.

        > 1) albo związać się z kimś, kto nam nie odpowiada poza sferą
        > seksualną,

        Mało realne - jesli drugi człowiek w ogóle nam nie odpowiada, to możliwy jest co
        najwyżej jednorazowy numerek pod wpływem chwili (okazja? alkohol?) ale nie
        regularny seks.
        • femme.fatale1978 Re: Podsumuję... 05.11.08, 15:38
          nawrocona5 napisała:

          > Czyli krótko mówiąc, miałaś nadzieję, że twoje myśli (czyli głowa) będzie wiern
          > a
          > rodzinie, a tylko d... niewierna :)))
          > Nie ma takiego cudu.
          > Pisałam to na samym początku dyskusji. Nie istnieje "zaspokajacz" o jakim pisał
          > a
          > femme fatale.




          Jasne że nie istnieje, ale popatrz jak dużo kobiet oszukując siebie łudzi się i
          w niego wierzy.

Pełna wersja