zonaty19791
17.11.08, 07:38
Problem raczej standardowy. Im dalej od ślubu tym gorzej z sexem.
Jesteśmy już razem kilka lat (5 lat od ślubu). Sex u nas,
przynajmniej z mojego punktu widzenia wygląda fatalnie. Raz, góra
dwa razy w tygodniu, cały czas w ten sam sposób – monotonia jak
cholera. Od jakiegoś czasu wyszło, że jestem bezpłodny. Żona zarzeka
się że w jej oczach nie straciłem na „męskości” tym bardziej, że nie
chce mieć jeszcze dzieci (do tego woli adoptowane bo nie ma porodu
itd.). Wracając do kwestii to sex wychodził zawsze z mojej
inicjatywy – za wyjątkiem sytuacji gdy już okazuję swoje
niezadowolenie (jestem oschły, chłodny w stosunku do niej – kiedy
brakuje mi sexu – nie wiem czy to normalne, czy nie ale taki wówczas
jestem) – wówczas żona nagle zaczyna mieć ochotę na igraszki
łóżkowe. Pojawia się wówczas światełko w tunelu, ale oczywiście
niepotrzebnie bo do następnego razu znowu trzeba czekać do weekendu –
wcześniej raczej nie ma szans. Żona twierdzi, że w tygodniu nie ma
na ogół ochoty bo jest zmęczona po pracy itd.
Przegięcie miało miejsce w tym tygodniu. Po serii załatwiania spraw
na mieście, upichceniu obiadu, jakimś skromnym upominku, depilacji
wszystkiego co lubi itd. Zostałem spławiony – widać Książka była
bardziej interesująca….
Postanowiłem całkowicie zakończyć inicjowanie sexu. W ogóle
skreśliłem sex z naszego związku – już była pierwsza odmowa z mojej
strony, gdy żona znowu zaczęła się orientować, że brak sexu zaczyna
mnie wkurzać. Ale było pierwsze nie i mam nadzieję, że nie ostatnie.
Rozmyślam teraz o odejściu i ewentualnie kochance.
Mam pytanie czy ktoś kombinował w ten sposób i co radzicie?