Jak to jest z tą erotyką ???

03.12.08, 14:21
Aandzia, przypadkiem bądź w pełni świadomi podała bardzo fajny podział ludzi
na nisko/wysoko-libidowców a jednocześnie nisko/wysoko-erotycznych .

Tak się w związku z tym zastanawiam jak to jest. Człowiek rodzi się z jakimś
libido, i ma do tego naturalne predyspozycje, bo jest to jego potrzeba jakby
nie było fizjologiczna. Tego nie podważamy.
Jednak w przypadku erotyki sprawa chyba ma się jednak inaczej.
No właśnie "ma" czy "nie ma" ???

Tak się zastanawiam czy z wysoko lub niską erotycznością też się rodzimy czy
być może erotyzm rozwija się w nas w zależności o naszej przeszłości. To gdzie
mieszkamy, jakich ludzi na swojej drodze spotykamy, jakich przeżyć w życiu
doświadczamy. Bo z libido tez się niby rodzimy a w zależności od indywidualnej
przeszłości potrafi się ono rozwinąć wcześniej lub później lub wcale (jak go
nie ma ;D).
Trochę na zasadzie nauki języków obcych. Można się ich nauczyć i całkiem
nieźle nimi władać jak tylko poświęci się im dostatecznie dużo czasu i to bez
względu na predyspozycje. Jedni zwyczajnie złapią szybciej inni wolniej.

Tak się zastanawiam zatem...
Czy może jednak erotyzmu można się nauczyć ?
Czy drzemie on w każdym z nas tylko że trzeba umieć go z człowieka wydobyć. A
może trzeba do tego odpowiedniej osoby, partnera/ki ?
Czy erotyzmem można kogoś "zarazić"
Czy erotyzmu można kogoś nauczyć czy jednak każdy sam musi chcieć pielęgnować
i rozwijać tę sferę.

Czy erotyzm jest ściśle powiązany z libido ??
Czy istnieją ludzie nisko-libidowi ale za to wysoko-erotyczni. Czy może to
raczej sprzeczność niejako z definicji ?

Z tego co spostrzegłem jest raczej tak, że wysoko-libidowy człowiek nie
koniecznie musi być wysoko-erotyczny. Tutaj na dwoje babka wróżyła. Bywa i tak
i tak. Zaś co z nisko-libidowcami ?
Czy niskie libido jednak bezpośrednio nie oznacza niskio-erotyczności, gdyż
małe potrzeby seksualne powodują małe zainteresowanie tą sferą ??

Jak myślicie jak to jest ? Jakie są wasze spostrzeżenia ??
Pozdrawiam
Avide.
    • loppe Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 03.12.08, 14:24

      Andzia z pewnością uczyniła to świadomie, b. inteligentna babka :)
      • avide Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 03.12.08, 14:32
        Aandzia bystra jest. Jednak nawet bystrzy ludzie czasami na coś wpadają
        przypadkiem a czasami dochodzą do tego analizując przeszłość, wyciągając
        wnioski, obserwując świat i ludzi. Stąd moja "niepewność" w "głosie" ;-)

        Nie mniej, jako że nie chce robić niepotrzebnego off topica na temat
        inteligencji Aandzi kończę owa polemikę. ;-).
        • loppe Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 03.12.08, 14:34
          Najwyższa inteligencja bazuje raczej na intuicyjnej syntezie niż na
          drobiazgowej analizie :)
    • nawrocona5 Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 03.12.08, 14:30
      Mnie się to kojarzy z innym podziałem - sa ludzie z małym lub wielkim apetytem.
      Zarówno wśród jednych, jak i drugich, mozna spotkać smakoszy oraz zwykłych
      pospolitych obżartuchów.
      Dla mnie smakosz to ktoś, kto - mimo iz nie potrzebuje seksu codziennie lub
      kilka razy w tygodniu- lubi go bardzo i umie się nim delektować.
      Krótko mówiąc, stawiam tezę, że można byc dobrym w łóżku nie będąc
      wysokolibidowcem.
      • avide Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 03.12.08, 14:36
        Ale bycie dobrym w łózku i erotyzm nie do końca są synonimami.

        Erotyzm zaczyna się dużo wcześniej. Przed łóżkiem. W samym zaś łóżku to często
        już technika tylko. Erotyzm to właśnie owa umiejętność budowania napięcia
        seksualnego. A to trzeba lubić, umieć, to jest sztuką.
        Zjeść danie to jedno, docenić danie to drugie, ale umieć je jeszcze przygotować
        to jest dopiero sztuka.... pisząc Twoją nomenklaturą ;-))). O to włącznie chodzi.
        Ja wyraźnie rozgraniczam łóżku i erotykę.
        Erotyka ma mnie do "łóżka" zachęcić, później już jest bardziej technika.
        • nawrocona5 Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 03.12.08, 14:42
          Zgadzam się.
          Skądś w koncu wzięło się określenie "erotoman gawędziarz":))
          Erotyzm to budowanie napięcia. Faktycznie niektórym ludziom niepotrzebne bywa
          rozładowanie tego napięcia ( przynajmniej nie zawsze)
          Lektura forum wskazuje, że dla kobiet istotniejsza nawet od samego seksu bywa
          "otoczka", a wielu mężczyzn chętnie by ją ominęło.
          • loppe Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 03.12.08, 14:44

            Powiedziałbym że u podłoża erotyki leży budowanie i napięcia, i
            więzi, w magicznych proporcjach
        • ktos_zupelnie_inny Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 05.12.08, 16:29
          Jakbym czytał samego siebie :-)
          Zgadzam się w 100%.
          Szczególnie kobiety mylą erotykę z seksem
          (oczywiście erotyka jest jego elementem, ale nie całością)
    • kachna79 Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 03.12.08, 14:41
      > Czy może jednak erotyzmu można się nauczyć ?
      > Czy drzemie on w każdym z nas tylko że trzeba umieć go z człowieka
      wydobyć. A
      > może trzeba do tego odpowiedniej osoby, partnera/ki ?
      > Czy erotyzmem można kogoś "zarazić"
      > Czy erotyzmu można kogoś nauczyć czy jednak każdy sam musi chcieć
      pielęgnować
      > i rozwijać tę sferę.

      Odniosę się tylko do tego aspektu. Moim zdaniem erotyzm ściśle wiąże
      się z samoświadomością, dobrą samooceną, docenieniem siebie jako
      kobiety lub mężczyzny. Dlatego raczej przychyliłabym się do tezy, że
      drzemie on w każdym. Natomiast to czy będzie miał szansę się
      rozwinąć zależy od wielu czynników, których korzenie tkwią w naszym
      dzieciństwie. Jeśli np. najbliźsi utrwalali w nas kompleksy to
      trudno potem dobrze czuć się we własnej skórze i emanować tym na
      zewnątrz.
      • nawrocona5 Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 03.12.08, 14:56
        Wobec tego - wracając do wniosków, jakie były juz na forum wyciągane - libido
        jest zmienne (nawet kilka razy w zyciu) a erotyzm, po osiągnięciu pułapu
        własciwego dla konkretnego człowieka - już nie.Stąd wysokoerotyczni moga byc
        nadal panowie starsi, którzy szczyt mozliwości łóżkowych maja dawno za sobą. Ale
        mistrzostwo w grach erotycznych jest jak jazda na rowerze...:)
      • glamourous Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 03.12.08, 15:52
        kachna79 napisała:

        > Odniosę się tylko do tego aspektu. Moim zdaniem erotyzm ściśle wiąże
        > się z samoświadomością, dobrą samooceną, docenieniem siebie jako
        > kobiety lub mężczyzny. Dlatego raczej przychyliłabym się do tezy, że drzemie
        on w każdym.


        Z tym sie nie zgodze. Erotyzm IMO nie wynika automatycznie z dobrej samooceny.
        Facet o wysokiej samoocenie i zapatrzony w siebie i doceniajacy siebie (a czasem
        nawet przeceniajacy) sie jako mezczyzne wcale nie musi byc dobry w lozku.
        Kobieta o b. wysokiej samoocenie rowniez moze miec tendencje do postawy biorcy.
        Erotyzm nie jest rowniez efektem braku kompleksow. Ja jako nastolatka mialam
        spore kompleksy na punkcie mojego wygladu nie wynikajacego z jakiejs strasznej
        nieatrakcyjnosci, ale z nadmiernego perfekcjonizmu. Rodzce tez mi nie pomagali -
        wprawdzie nie wpedzali mnie w kompleksy, ale tez nie pomagali mi z nich wyjsc.
        Mimo to rozwinelam spory erotyczny zmysl, juz w mlodym nastoleckim wieku.

        Ja postrzegam erotyzm jako cos raczej wrodzonego. Mozemy go rozwinac, albo i
        nie, jednak wyjsciowe predyspozycje musza byc - i IMO ida w parze z wysokim
        libido, z uwielbieniem seksu, obecne przynajmniej w jakims okresie zycia. Bo
        rzeczywiscie czesto jest tak, ze libido wysiada, ale erotyzm zostaje. Patrze
        czasem na starszych mezczyzn i widze wyraznie ktory byl w zyciu wysokorotyczny,
        a ktory nie. To jakos widac po oczach, po ich stosunku do kobiet itp. I wcale
        nie chodzi mi tu o starych oblechow sliniacych sie do mlodych lasek. Chodzi o
        cos subtelniejszego, co sie po prostu wyczuwa.
        • loppe Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 03.12.08, 16:04

          Bardzo mądry post jka dla mnie (a już o mało nie poszedłem za tą
          wykładnią wcześniej o samoakceptacji jak ważnym fundamencie). Tu
          trzeba pewnej wewnętrznej temperatury i powiedziałbym poetyki,
          trzeba być trochę poetką albo poetą, trochę. I to się trochę ma i
          trochę nabywa.
        • avide Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 03.12.08, 16:17
          Hymm czyli mamy niejako kolejny "pewnik" w naszych forumowych rozważaniach,
          który daję się określić dość precyzyjnie.
          Mianowicie raz rozwinięty erotyzm w człowieku pozostaje na danym poziomie
          niezależnie od poziomu libido.

          No dobra Glam, czyli z tego co piszesz wykluczasz połączenie wysoko-erotyzmu i
          niskiego libido. ?

          Tak mnie trochę ten cały erotyzm zastanowił bo ... sam po sobie wiem że cały
          czas ewoluuję w tym temacie. I teraz, czy jest to na zasadzie nauki języków
          obcych (?), czy może raczej na zasadzie rozwijania wewnętrznej drzemiącej we
          mnie potrzeby ?
          Sam nie wiem. Wiem że im straszy tym bardziej pokręcony się robię w tej tematyce
          ;-). Ściągnięcie majtek i kawałek tyłka już mi nie wystarcza by zapomnieć o
          bożym świecie. A szkoda ;-).

          Wiem jednak że w pewnym sensie mam wrażenie że erotyką zostałem "zarażony" przez
          pewną kobieta spotkana swego czasu na swojej drodze życia. Rozmowy z nią
          (zaznaczam TYLKO rozmowy) wywołały taka ... ciekawość tematu. Zacząłem czytać i
          zaczęło mnie to wciągać. Zatem niejako zacząłem się uczyć. Im więcej wiedziałem
          tym bardziej mnie to wkręcało. Podobnie jak z jazdą na rowerze ;-). Czy mogę
          zatem rzecz, że jednak erotyki się nauczyłem. ?
          • glamourous Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 03.12.08, 22:33

            avide napisał:

            > No dobra Glam, czyli z tego co piszesz wykluczasz połączenie wysoko-erotyzmu i
            > niskiego libido. ?


            Ufff, post powyzej napisalam jak to sie mowi "na kolanie" ;-) w wielkim
            pospiechu, sporo w nim bledow gramatycznych, az mi wstyd ;-) Nie moglam tez
            rozwinac mojej mysli tak jak nalezy.

            No wiec ciagne dalej. Nie wykluczam, ze moze istniec gdzies w przyrodzie taki
            paradoks jak czlowiek niskolibidowy - wysokoerotyczny. Jezeli jednak istnieje,
            to wydaje mi sie, nie z niskim libido "wlasnym", tylko ZMNIEJSZONYM z
            niezaleznych powodow (problemy fizjologiczne, leki, podeszly wiek itp) Troche na
            zasadzie "chce ale (juz) nie moze". Tak jak wirtuoz pianista, ktory w wypadku
            stracil obie dlonie i grac juz nie moze, ale feeling do muzyki mu pozostal i w
            myslach wygrywa sobie na pianinie caly swoj dawny repertuar.

            IMO z grubsza wyglada to tak : wysokie libido moze isc w parze (i czesto idzie)
            z "wysokoerotyzmem". Wiadomo, jedno napedza drugie. Istnieja rowniez jak
            najbardziej osoby wysokolibidowe - niskoerotyczne (seks jest dla nich jak fast
            food, sciagniecie majtek i heja po 3 razy dziennie) Niskolibidowe i
            niskoerotyczne tez istnieja, to sie rozumie samo przez sie. Natomiast naprawde
            ciezko mi sobie wyobrazic osobe wysokoerotyczna, czyli b. czesto myslaca o
            seksie, fantazjujaca, nakrecona, naelektryzowana, ale z niskim libido (czyli
            niskim poziomem napiecia seksualnego, niską ochota na realizacje tych fantazji)

            Enigma sa zas dla mnie osoby niskolibidowe, ktore mozliwosci wykonawcze maja
            spore i duzo wieksze niz samo libido : szybkie podniecanie sie, erekcja na
            zawolanie, latwosc dochodzenia do orgazmu - tylko, ze nie zawsze im sie CHCE. A
            dlaczego im sie nie chce? Bo nie mysla czesto o seksie. A dlaczego o tym seksie
            czesto nie mysla? Bo sie nie nakrecaja, sa niskoerotyczni. Czyli nie czuja
            bluesa. Az sie chce powiedziec - what a waste, tyle zmarnowanego potencjalu ;-)

            I odpowiadajac na posty, w ktorych autorzy twierdza, ze duzo zalezy od partnera
            - z jednym jestesmy wysoko-, z drugim niskolibidowi, wysoko-, niskoerotyczni
            itp, itd. Moim zdaniem nie do konca tak jest. Jezeli ktos jest juz zalozenia
            niskolibidowy czy niskoerotyczny to oczywiscie moga wystapic jakies fluktuacje
            zaleznie od stopnia krecenia przez partnera, ale pewnego pulapu nie da sie
            przeskoczyc, zwlaszcza w pozniejszej fazie zwiazku.
            I odwrotnie, osoba wysokolibidowa/wysokoerotyczna, uwiazana nawet z wyjatkowo
            niestymulujacym partnerem nie ulegnie przeciez jakiejs seksualnej hibernacji,
            tylko wystawi swoja seksualna i erotyczna antenke na zewnatrz zwiazku ;-) Pomimo
            wielokrotnych polemik na forum na ten temat nadal uwazam, ze istnieje cos
            takiego jak "libido wlasne", niezalezne od stymulacji osoba partnera, ba,
            niezalezne nawet od tego czy mamy aktualnie partnera czy tez nie.
    • gehamorus Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 03.12.08, 15:13
      Ja nie pokusiłabym sie o stwierdzenie że poziom libido mamy
      narzucony genetycznie...czyz nie jest stwierdzone że poziom libido
      jest uzalezniony od naszego partnera? wielokrotnie padały tutaj
      porównania z byłymi i obecnymi partnerami - z jednym "dno" a z
      drugim trzęsienie ziemi;)mogę to poprzeć przykładem własnej osoby -
      z poprzednim partnerem seks był japoński czyli "jakotako" a z mężem
      jest yhhhh niebiańsko rzekłabym :)
      Jednak gdyby te wszystkie nasze sypialniane zachowania, chęci,
      fantazje erotyczne itp rozebrac na czynniki pierwsze to jednak można
      dojść do wniosku że być może poziom libido mamy określony z góry a
      jego intensywność jest modyfikowana przez czynniki zewnetrze, no bo
      przecież inną mamy "chcicę" kiedy jestesmy wypoczęci na urlopie a
      inną kiedy załatwiamy 8 rzeczy na raz a doba to powinna miec 36
      godzin....jak sie to mówi - zależy jak leży ;)
    • sagittka Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 03.12.08, 16:38
      Libido to potrzeby i możliwości ich zaspokojenia i to dosyć łatwo
      określić.
      Jeśli zaś mowa o erotyce, to tu bym wprowadziła podział na artystów
      i rzemieślników. I myślę, że wśród jednych i drugich będą różnice w
      poziomie libido.
    • murakami2 Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 03.12.08, 20:14
      Ani libido ani erotyzm nie wydaje mi się genetyczny z charakteru. Libido jest
      wrażliwe na różne okoliczności życiowe. Ciąże, kłótnie, rozstania...
      A erotyzmu, moim zdaniem, należy się uczyć. To sztuka postępowania z
      człowiekiem. Jeśli jednak nie ma się podstawowej inteligencji emocjonalnej, taka
      sztuka to zawsze będzie rzemiosło.
    • red_darshan Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 03.12.08, 21:48
      Myślę i myślę, i tak mi wychodzi... Przede wszystkim
      określenie "wysoko/nisko-erotyczny" jest fajne i obrazowe ale tak na
      własny użytek zrobiłam sobie dodatkowy podział. Uważam, że:

      1. część ludzi mając świadomość własnej atrakcyjności fizycznej a
      jednocześnie sporo kompleksów czy niedostatków w innych sferach, na
      tej pierwszej w dużej mierze buduje samoocenę. Nazwijmy to "gier
      erotycznych" (spojrzeń, gestów, żartów itp.) używa jak narzędzia dla
      poprawienia sobie humoru i osiągania innych celów. Jeśli np.
      mężczyzna jest przystojny a dzięki swojemu sposobowi bycia będzie
      przez kobiety adorowany, będzie uznawany za wysoko-erotycznego bo
      swoją "erotyczność" świadomie "rozsiewa". Wcale jednak nie musi być
      dobry w łóżku, bo tacy ludzie często koncentrują się na sobie i
      własnch doznaniach. Poza tym często mają też kłopot w budowaniu
      długotrwałych związków, bo to nie jest w ich interesie. Stała, ta
      sama partnerka nie zaspokoi na dłuższą metę jego potrzeby
      potwierdzania sobie, że jest zajebiaszczy, jak to ostatnio
      napisałeś, Avide. Poza tym, nie wiadomo właściwie, czy jest wysoko
      czy nisko-libidowy, bo tego nie sposób stwierdzić. Zmieniając
      regularnie partnerki podtrzymuje efekt Coolidge'a nigdy nie
      sprawdzając co by było gdyby przez dłuższy czas miał jedną partnerkę.

      2. Bywa też, że jako wysoko-erotyczni postrzegani są ludzie świadomi
      swojej seksualności, potrzeb ale i wartości. Ci niejako bawią się
      erotyką, czerpią z niej radość i przyjemność, czasem nawet lekko ale
      niegroźnie prowokują tym otoczenie. Czują się istotami seksualnymi i
      traktują to jako oczywisty, bardzo istotny a zarazem ubarwiający
      element swojego życia. Ciekawe, że wcale nie muszą być jakoś
      specjalnie atrakcyjni fizycznie. Myślę, że ludzie reprezentujący tę
      odmianę "erotyczności" najczęściej będą dobrymi kochankami właśnie
      ze względu na tę świadomość. Niekoniecznie natomiast będą mieć
      wysokie libido - mogą ale nie muszą. Najważniejsze, że sami z seksu
      mają przyjemność i dbają, żeby partnerowi było równie miło.

      3. Są też wśród nas tacy, którzy erotyzmem po prostu emanują.
      Kojarzy mi się to z reprezentowaniem cech, które najbardziej
      działają na nasze pierwotne instynkty. Dajmy na to facet, który jest
      uosobieniem samca alfa - taki nie musi zrobić praktycznie nic a jego
      sylwetka, budowa ciała, sposób w jaki się porusza, brzmienie jego
      głosu itp. spowodują, że co druga laska będzie gotowa zdjąć majtki
      przez głowę, żeby tylko go dopaść. Taki wrodzony seks appeal. Nie
      wiem czy słusznie, ale wydaje mi się, że tacy mają raczej wysokie
      libido (ach, ta psychologia ewolucyjna ;-) ) natomiast nie muszą być
      dobrymi kochankami bo to związane jest raczej z rozbudzeniem
      seksualnej świadomości takiego osobnika.

      Poprzednie opisy przyszły mi do głowy po przeanalizowaniu zachowań i
      cech facetów, z którymi miałam do czynienia. Na szczęście nie miałam
      do czynienia z żadnym nisko-erotycznym wysoko-libidowcem. Przychodzą
      mi jednak na myśl wyznania pewnej mojej znajomej dotyczące jej męża -
      facet nie miał w sobie cienia erotyzmu ale każdy dzień zaczynał od
      cytuję: "wlazł, zrobił swoje, zlazł". Tacy więc najwyraźniej też
      istnieją. Niestety.

      Pozdrawiam.
      • glamourous Moze zdefiniujmy jasno te pojecia... 03.12.08, 23:02

        red_darshan napisała:

        > Jeśli np.
        > mężczyzna jest przystojny a dzięki swojemu sposobowi bycia będzie
        > przez kobiety adorowany, będzie uznawany za wysoko-erotycznego bo
        > swoją "erotyczność" świadomie "rozsiewa". Wcale jednak nie musi być
        > dobry w łóżku,


        To o czym piszesz, Red Darshan, to raczej "sex appeal" czyli mniej lub bardziej
        swiadome ODDZIALYWANIE na plec przeciwna, przyciaganie, pobudzanie zmyslow,
        ktore wcale z erotyzmem nie musi isc w parze (chociaz czesto idzie!) Bo erotyzm
        - w naszym tutaj rozumieniu - to nie to samo co "sex appeal". Erotyzm
        okreslilabym raczej jako wysoka seksualna samoswiadomosc, nakrecenie "wlasne",
        fantazje, erotyczna wrazliwosc, bogate erotyczne zycie wewnetrzne (realizowane
        lub nie ;-)

        No i jeszcze definicja LIBIDO : ochota na seks, energia seksualna, ktorej nie
        nalezy mylic z POTENCJA, ktora z kolei rozumiemy jako fizjologiczne mozliwosci
        wykonawcze tego, co dyktuje nam libido/wewnetrzny erotyzm.

        Jesli ktos ma do cos dorzucenia lub skorygowania, to bardzo prosze :-)
        • red_darshan Re: Moze zdefiniujmy jasno te pojecia... 03.12.08, 23:34
          glamourous napisała:
          > To o czym piszesz, Red Darshan, to raczej "sex appeal" czyli mniej
          > lub bardziej swiadome ODDZIALYWANIE na plec przeciwna,
          >przyciaganie, pobudzanie zmyslow, ktore wcale z erotyzmem nie musi
          > isc w parze (chociaz czesto idzie!) Bo erotyzm
          > - w naszym tutaj rozumieniu - to nie to samo co "sex appeal".

          No widzisz, Glam, zaznaczyłam na początku, że właśnie erotyzm
          podzieliłam sobie na swój prywatny użytek na trzy kategorie. Erotyzm
          sam w sobie również rozumiem jako oddziaływanie na płeć przeciwną
          (choć nie tylko). Ludzie się wtedy zazwyczaj nie zastanawiają skąd
          się on bierze tylko to oddziaływanie czują. Mając jednak do
          czynienia z różnymi typami dochodze do wniosku, że różne bywają jego
          źródła. Ta pierwsza wersja, o której pisałam, jest
          najbardziej "wypracowana" i służy celom niekoniecznie związanym
          stricte z seksualnością a raczej dla zaspokojenia innych,
          psychologicznych celów. Do tego określenie "sex appeal" po prostu mi
          nie pasuje. Bo "sex appeal" znaczy tyle, co "zew płci" a to z kolei
          najlepiej komponuje się z 3 typem, bo to właśnie jest taka dzika,
          pierwotna erotyka. Ostatecznie zgodziłabym się, że do 2 typu też
          można użyć tego określenia, z tym, że ta erotyczność jest niejako
          nabyta i zbudowana na bazie świadomości, więc to jak najbardziej
          celowe "przyzywanie" ;-)

          > Erotyzm okreslilabym raczej jako wysoka seksualna samoswiadomosc,
          >nakrecenie "wlasne", fantazje, erotyczna wrazliwosc, bogate
          >erotyczne zycie wewnetrzne (realizowanelub nie ;-)

          Czyli to, co opisałam jako typ 2 :-)

          > No i jeszcze definicja LIBIDO : ochota na seks, energia
          >seksualna, ktorej nie nalezy mylic z POTENCJA, ktora z kolei
          >rozumiemy jako fizjologiczne mozliwosci
          > wykonawcze tego, co dyktuje nam libido/wewnetrzny erotyzm.

          Zgadzam się w całej rozciągłości :-)

          > Jesli ktos ma do cos dorzucenia lub skorygowania, to bardzo
          >prosze :-)

          Ja również :-)
      • avide Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 14:00
        Red_darshan napisałaś bardzo ładnie, ale wg mnie pomieszałaś w trakcie kilka pojęć z których o pytaną erotykę zahacza właściwie tylko punkt 2.

        punkt 1 dla mnie całkowicie z innej beczki. Oczywiście możemy o tym podyskutować ale w innym wątku. Tutaj się ma jak pies do jeża. Mylisz udowadnianie sobie różnych kompleksów, potwierdzanie własnej atrakcyjności z erotycznością człowieka, z jego libidowością.

        W punkcie drugim bardzo fajnie zdefiniowałaś erotyzm. To jest to właśnie czucie bycia istotą seksualną. Takie świadome wykorzystywanie swoich atrybutów do budowania napięcia erotycznego, dla własnej czystej przyjemności. Nie po to by coś sobie udowadniać, po to by czerpać z tego radość. To jak z jadzeniem lodów. Spożywasz je nie dlatego żeby coś sobie udowodnić tylko, dlatego że lubisz to i sprawia ci frajdę ich jedzenie. Tak samo osoba W-E (wysoko-erotyczna) czerpie frajdę z możliwości konsumowania owej erotyczności, najlepiej w połączeniu z odpowiednim partnerem. Erotyzm zatem nie jest narzędziem zdobywania jak sam w sobie, jest bardziej naturalnego źródła rozkoszy.
        To jaki człowiek jest można się dowiedzieć dopiero po kilku kilkunastu spotkaniach łóżkowych z człowiekiem. Erotyzm każdej pary rozwija się wg mnie w miarę trwania relacji seksualnej między partnerami.

        Punkt 3 zaś, to znowu wg mnie temat na zupełnie inną rozmowę. Ów appeal jest faktem i nie co dyskutować. Jednak owe przyciąganie z erotyzmem wg mnie niewiele ma wspólnego. To, że ktoś na ciebie działa bo ma taki a nie inny zestaw genowy znaczy, że Twoja biologia mówi ci, że ten osobnik jest dla Ciebie dobry w sensie BIOLOGICZNYM. Erotyka zaś to ... psychologia głownie. Oddziaływanie ŚWIADOME głównie na zmysł wzroku, słuchu, smaku, powonienia.
        • red_darshan Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 15:01
          avide napisał:

          > Red_darshan napisałaś bardzo ładnie, ale wg mnie pomieszałaś w
          >trakcie kilka pojęć z których o pytaną erotykę zahacza właściwie
          >tylko punkt 2.

          No proszę, i zebrało mi się bęcki od avide ;-)

          > punkt 1 dla mnie całkowicie z innej beczki. Oczywiście możemy o
          >tym podyskutować ale w innym wątku. Tutaj się ma jak pies do jeża.
          > Mylisz udowadnianie sobie różnych kompleksów, potwierdzanie
          >własnej atrakcyjności z erotycznością człowieka, z jego
          >libidowością.

          Nie sądzę, że coś mylę. Krótko mówiąc - osoby, które funkcjonują
          zgodnie z opisanymi przeze mnie typami są przez otoczenie odbierane
          jako wysoko-erotyczne. Ludzie nie mają zwyczaju dochodzić skąd się
          to bierze tylko zwyczajnie odbierają innych zgodnie z bodźcami,
          jakie do nich docierają. Dopiero kiedy z jakiegoś powodu zaczynasz
          zgłębiać sprawę, widać między nimi różnice. Dopóki się to nie
          stanie, dla obserwatora osoby te są mocno erotyczne. W tej sytuacji
          zgodzę się, że na miano wysoko-erotycznych w pełni zasługują tylko
          te, które swojej seksualności i erotycznego rozbudzenia są świadome.

          > Punkt 3 zaś, to znowu wg mnie temat na zupełnie inną rozmowę. Ów
          >appeal jest faktem i nie co dyskutować. Jednak owe przyciąganie z
          >erotyzmem wg mnie niewiele ma wspólnego. To, że ktoś na ciebie
          >działa bo ma taki a nie inny zestaw genowy znaczy, że Twoja
          >biologia mówi ci, że ten osobnik jest dla Ciebie dobry w sensie
          >BIOLOGICZNYM.

          Ze ŚWIADOMYM erotyzmem może ma niewiele wspólnego, ale co powiesz na
          sytuację, kiedy taki przykładowy mężczyzna jest odbierany jako
          właśnie emanujący erotyką przez wiele kobiet, z którymi ma do
          czynienia? Jeśli w ten pobudzjący sposób działa na znacznie więcej
          pań niż inni mężczyźni? Czy przez to, że więcej w tym biologii,
          chemii czy czego tam jeszcze chcesz jest mniej erotyczny dla kobiet,
          które marzą tylko o tym, żeby zostać z nim tet'a'tet? Powiesz im
          wszystkim, że się mylą?
          • avide Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 16:05
            red_darshan napisała:

            >
            > Ze ŚWIADOMYM erotyzmem może ma niewiele wspólnego, ale co powiesz na
            > sytuację, kiedy taki przykładowy mężczyzna jest odbierany jako
            > właśnie emanujący erotyką przez wiele kobiet, z którymi ma do
            > czynienia? Jeśli w ten pobudzjący sposób działa na znacznie więcej
            > pań niż inni mężczyźni? Czy przez to, że więcej w tym biologii,
            > chemii czy czego tam jeszcze chcesz jest mniej erotyczny dla kobiet,
            > które marzą tylko o tym, żeby zostać z nim tet'a'tet? Powiesz im
            > wszystkim, że się mylą?
            >

            Powiem im, że mylą pojęcia, ale w sumie jakie to ma znaczenie skoro im z tym
            dobrze a przecież o to w tym wszystkim chodzi ???
            Ważne, że taki gość wystarczy, że wejdzie w nie i będzie im tak błogo, że nic
            więcej nie będzie musiał robić.
            On zrobił już wcześniej co trzeba, albo raczej jego rodzice zrobili.
            Tak, facet jest po prostu atrakcyjny i tyle a nie wysoko-erotyczny.

            Poza tym taki gość może być faktycznie W-E bo czy jest czy nie można się
            przekonać będąc jedynie w bezpośredniej "akcji" z "takowym".
            Rozumiem, że miałaś szansę "wypróbować" takiego pozornie W-E i w starciu
            bezpośrednim rozczarował ? :-)))
            • red_darshan Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 19:40
              avide napisał:

              > Tak, facet jest po prostu atrakcyjny i tyle a nie wysoko-erotyczny.
              > Poza tym taki gość może być faktycznie W-E bo czy jest czy nie
              >można się przekonać będąc jedynie w bezpośredniej "akcji"
              >z "takowym".
              > Rozumiem, że miałaś szansę "wypróbować" takiego pozornie W-E i w
              >starciu bezpośrednim rozczarował ? :-)))

              Avide, ależ mnie wywołujesz do tablicy, ale ja wiem, Ty po prostu
              lubisz fragmenty "z życia wzięte" ;-) No dobra, dam Ci satysfakcję;-)
              Spotkałam w życiu różne egzemplarze. O dziwo, najbardziej
              rozczarowujący byli Ci, którzy przez otoczenie byli odbierani jako
              mocno rozbudzeni - coś jak z tą krową co duży ryczy a mało mleka
              daje. Jeden z tych kolesi był taki (ach!) przystojy, do tego taki
              (och!) flirciarz i jeszcze (ech!) miał takie męskie pasje i zawód!
              Podchody w pełnej ekscytacji - rewelacja. Gra wstępna - na całkiem
              niezłym poziomie, ale jak już przyszło do konkretów, to dno, szlam i
              wodorosty. Mówiąc krótko, mistrz pięciominutówek i do tego
              przewidywalny jak cholera. Żeby była jasność, rozmawiałam z nim o
              tym i uważał, że tak jak jest, jest ok, bo zawsze taki był i żadna
              panna (a było ich sporo) nie narzekała.

              Co do tych panów zupełnie nieświadomie wywołujących w spotykanych
              paniach drżenie kolan, których podejrzewałeś o to, że dostarczyli mi
              rozczarowań - pudło. Póki co, bliższe kontakty z takowymi
              doprowadzały do odkrycia ich niesamowitego potencjału. To było coś
              jakby początek do tego świadomego erotyzmu, który jest Ci taki
              bliski. Znam takich dwóch - obaj zdecydowanie wysokolibidowi,
              obłędnie otwarci na swoją i partnerki seksualność, z wyobraźnią
              ponad średnią krajową i chęcią, żeby wciąż się w tej sferze
              rozwijać. Póki co, cała reszta się przy nich chowa ;-)
    • eeela Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 02:02
      Ja bym się zgodziła z tezą, że libido jest wrodzone, a erotyzm nabyty. Zawsze
      byłam dość 'wysoko-libidowa', od wczesnego nastoletniego wieku wręcz buchająca
      chęcią i ciekawością. Ale 'wysoko-erotyczna' stałam się dopiero przy obecnym
      partnerze. Wcześniej seks był jak... hmm, jak każda inna czynność fizjologiczna.
      Jasne, potrafiłam się bawić i potrafiłam nim cieszyć, ale nie smakowałam go tak,
      nie był tak obecny w każdj chwili mojego życia. Nie należałam do kobiet, które
      cieszą się założeniem ot tak sobie pończoch i koronkowej bielizny i łażenia
      przez cały dzień, rozkoszując się ich dotykiem pod ubraniem. Dziś należę :-)
      Jest to w pewnej mierze zasługa mojego partnera, że stworzył odpowiednie warunki
      psychologizne do mojego rozwoju w tej kwestii, ale nie jest to jedynie jego
      zasługa - w końcu cała moja przeszłość była elementem tego rozwoju. Po prostu do
      pewnych rzeczy dojrzałam :-)
    • nawrocona5 Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 08:43
      >2. Bywa też, że jako wysoko-erotyczni postrzegani są ludzie świadomi
      swojej seksualności, potrzeb ale i wartości. Ci niejako bawią się
      erotyką, czerpią z niej radość i przyjemność, czasem nawet lekko ale
      niegroźnie prowokują tym otoczenie. Czują się istotami seksualnymi i
      traktują to jako oczywisty, bardzo istotny a zarazem ubarwiający
      element swojego życia.

      Podpisuję sie pod ta wypowiedzią.
      W moim przypadku te cechy idą w parze ze średnim lub niskim libido ( tak się
      oceniam na podstawie faktu, że w okresach przymusowej abstynencji następowało u
      mnie stopniowe wygaszanie potrzeb - nie "chodziłam po ścianach")
      A jednak świadomość siebie jako istoty erotycznej, wrażliwość na najmniejsze
      sygnały ze strony płci przeciwnej oraz ogólnie mówiąc "zainteresowanie tematem"
      towarzyszyły mi zawsze.

      I właśnie miałam na podstawie tego wątku zakwalifikowac siebie jako istotę
      niskolibidową a wysokoerotyczną ale glam zbiła mnie z pantałyku:)))

      Przemyślę to jeszcze raz:)
    • yoric Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 08:49
      Ja tu widzę aspekt starej debaty "wrodzone-nabyte" ("nature or nurture"). To
      jest strasznie grząski grunt, tak samo jak czy inteligencja jest nabyta, czy
      wrodzona? To zależy. Jak ktoś ma 'wysokie wrodzone IQ' to nie znaczy, że nie
      musi iść do szkoły, itd.

      Niewątpliwie ludzie różnią się genetycznie także względem libido. Gdzieś
      wklejałem linka do eksperymentu na myszach, że jednej grupie pogrzebali w
      genotypie, to im libido wzrosło, czy tam spadło. Tj. jest taki bazowy komponent
      wrodzony, a jak na to potem będzie wpływać wychowanie, to już inna sprawa.

      Po drugie, jak zawsze powtarzam, libido nie jest sprawą absolutną. Mówiąc trochę
      na żarty, to nie jest zmienna jednoargumentowa L(x)(właściciel libido), tylko
      DWUargumentowa L(x,y,) (właściciel libido, przedmiot libido). [teraz mi każecie
      przedstawiać wzory ;))].
      Moim zdaniem *chęć na seks zależy głównie od postrzeganej atrakcyjności
      partnera, kropka*. Zwłaszcza w tę negatywną stronę, tj. osoba o 'dużym libido'
      nie będzie chcieć seksu z osobą, której nie pożąda nawet, jeśli z kimś innym
      mogłaby to robić dzień i noc.

      Puenta jest taka, że podział wysoko/nisko sam w sobie jest dobry, ale "it can
      only take you so far". Pochopne orzekanie 'nisko/wysoko' na podstawie jednej
      relacji uważam za bardzo zwodnicze.
      • glamourous Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 10:51
        No, ale przeciez libido to nie jest cos co mamy tylko i
        wylacznie "do partnera". Przeciez mozna miec ochote na seks tak
        ogolnie, nie w stosunku do jakiegos tam konkretnego obiektu. Kto jak
        kto, ale faceci powinni to doskonale rozumiec :-P Moim zdaniem tak
        sie wlasnie objawia czyste libido, to jest wlasnie taka naturalna i
        niespersonalizowana potrzeba seksu, energia seksualna, a
        nie "krecenie" konkretnym kims. IMO krecenie w stosunku do
        konkretnych osob to nie do konca to samo. To po prostu attraction,
        stymulujace libido. Ja na przyklad w chwili obecnej mam tak, ze
        ochota na seks pojawia sie codziennie, w pracy, sama z siebie,
        zupelnie niezaleznie od osoby partnera, ktory pracuje sobie dziesiec
        kilometrow stad i wcale o nim nie mysle. Nie mysle tez o innych
        facetach, a mimo to w dole brzucha dzien w dzien pojawia mi sie
        jakas energia ktora sprawia, ze mysle sobie "mam teraz ochote na
        seks" - tak ogolnie.
        Natomiast czesto, po powrocie do domu, na partnera nie mam
        najmniejszej ochoty, bo mnie niezbyt juz chyba kreci. Tak chyba maja
        ludzie wysokolibidowi, ktorzy, majac w domu niezbyt stymulujacego
        ich partnera, mimo to nie zatracaja ochoty na seks - ogolnie.
        • loppe Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 10:58

          Tak, wydaje się że naprawdę silne libido nie tłumaczy się tym, że "a
          bo do dziś nie znalazłam tego co mnie nakręci, lecz wulkanem
          jestem". Don Juan, posiadacz największego libido w historii
          męskości, nie grymasił przy doborze partnerek.
          • loppe Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 11:02
            ... jak Yoric i ja, posiadacze wysokiego współczynnika cnotliwości
            • yoric Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 11:49
              No dobra, to inaczej. Z przykładu własnego:
              z moją eks optymalną częstotliwością byłoby dla mnie powiedzmy dwa razy
              dziennie. I to po x latach związku. Dwa razy w tygodniu to była granica
              tolerowalności.
              Od tamtej pory miałem całkiem sporo partnerek, a wszystkie mniej lub bardziej
              mnie kręciły. Gdyby teraz któraś zadzwoniła z propozycją całkowicie
              niezobowiązującego seksu, to może do dwóch z nich bym poleciał na złamanie
              karku, a w reszcie przypadków wolałbym popisać na Forum. Tak samo jestem pewien,
              że w razie dłuższego związku z większością z nich moje potrzeby nie byłyby
              wyższe od raz na tydzień.
              • glamourous Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 12:23
                No dobra, krecenie kreceniem, ale czy nie jestes w stanie
                stwierdzic, ze masz cos takiego jak libido niezalezne? Przeciez
                jestes singlem, wiec musisz je u siebie obserwowac. Jest to napiecie
                seksualne, niezalezne od obecnosci jakiejkolwiek partnerki u Twojego
                boku, ktore pojawia sie co iles tam godzin, dni itp, i ktore masz
                ochote zaspokoic chocby nawet za pomoca masturbacji. Ja mam cos
                takiego i choc wiem, ze rzeczywiscie z jednym partnerem moglabym sie
                bzykac 5 razy dziennie (przyslowiowe nie wychodzenie z lozka) a z
                innym WCALE (bo wspolczynnik krecenia jego osoba jest zerowy) to
                LIBIDO MIALABYM I TAK, tyle ze NIEZORIENTOWANE NA NIEGO.
                • yoric Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 12:46
                  A jak najbardziej. I co ciekawsze, wygląda na to, że masturbacji jest tym
                  więcej, im więcej seksu z partnerką :).

                  Chodzi mi o to, że klasyfikacja nisko/wysokolibidowy wcale nie musi pokrywać się
                  z tym, ile chęci ktoś przejawia wobec żony/męża - a tak jest często tutaj -
                  mylnie - przedstawiana.

                  Pozdro
                  • glamourous Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 12:51
                    yoric napisał:

                    > Chodzi mi o to, że klasyfikacja nisko/wysokolibidowy wcale nie
                    > musi pokrywać się z tym, ile chęci ktoś przejawia wobec żony/męża -
                    > a tak jest często tutaj - mylnie - przedstawiana.


                    A, z tym sie zgadzam w zupelnosci. Ostatnio moge to potwierdzic
                    nawet z autopsji. Libido to jedno, a "krecenie" partnerem to drugie.
                    • yoric Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 13:23
                      Właśnie, coś mi nie grało w Twoich tekstach. Twój partner tak z dnia na dzień
                      przestał kręcić? Z tego co pamiętam to był bliski ideału? (pytam bez ironii?)
                      • glamourous Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 13:38
                        Na forum jestem juz od 4 - jak by nie bylo - lat, we've come a long
                        way, baby ;-) i nie chodzi ntu tylko o seks.
      • avide Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 13:35
        yoric napisał:


        > Po drugie, jak zawsze powtarzam, libido nie jest sprawą absolutną. Mówiąc
        trochę na żarty, to nie jest zmienna jednoargumentowa L(x)(właściciel libido),
        tylko DWUargumentowa L(x,y,) (właściciel libido, przedmiot libido). [teraz mi
        każecie
        > przedstawiać wzory ;))].


        Ależ Yoric,jakżeż ty to fajnie ujął, a później... sam podważyłeś własne słowa
        tym tekstem

        No dobra, to inaczej. Z przykładu własnego:
        z moją eks optymalną częstotliwością byłoby dla mnie powiedzmy dwa razy
        dziennie. I to po x latach związku. Dwa razy w tygodniu to była granica
        tolerowalności.
        Od tamtej pory miałem całkiem sporo partnerek, a wszystkie mniej lub bardziej
        mnie kręciły. Gdyby teraz któraś zadzwoniła z propozycją całkowicie
        niezobowiązującego seksu, to może do dwóch z nich bym poleciał na złamanie
        karku, a w reszcie przypadków wolałbym popisać na Forum. Tak samo jestem pewien,
        że w razie dłuższego związku z większością z nich moje potrzeby nie byłyby
        wyższe od raz na tydzień


        ;-))))

        Yoric masz rację, że koniec końców WIELKOŚĆ libido jest zmienną X;Y.
        Przy czym nie do końca bierzesz pod uwagę jeden aczkolwiek wg mnie bardzo
        istostny aspeky.
        X - libido wrodzone
        Y - warunki otoczenia wzmacniające lub osłabiające libido wrodzone.
        Czyli Wielkośc libido nie jest tożsame libido wrodzonym.

        Urodziłeś się z jakimś libido. Nie chce roztrząsać Twojej libidowości ale trochę
        użyje Twojego przykładu.
        Twoje libido z tą najwłaściwszą partnerką było wysokie jak sam piszesz.
        A może działo się dlatego, że tak naprawdę Twoje libido jest np. średnie, zaś
        owa partnerka przez odpowiedni zestaw genowy sprawiła, że Twoje ciała reagowała
        na 120% możliwości.

        Każdy organizm Yoric posiada w każdej sferze rezerwy o którym na co dzień nie
        mamy pojęcia. Tego chyba nie zakwestionujesz. Przykład choćby kobiet
        dźwigających ogromne ciężary w sytuacji zagrożenia życia np. jej dziecka.

        Podobnie z libido. Kobieta na jaką trafiłeś była być może takim wyzwalaczem
        Twojego libido. Chciałeś więcej niż normalnie potrzebował Twój organizm.

        Powstaje zatem pytanie. Jak to sprawdzić jakie człowiek ma tak naprawdę potrzeby ?
        Widzisz, ano ... podam Ci teraz mój przykład. Moja żona kręci mnie fizycznie
        bardzo. I dlatego nawet jak mi się nie chce to mi się chce ;-). Tyle że wiesz
        co... jak jej nie ma koło mnie to .... mi ciągle tyle samo się chce bzykać.
        Kiedyś byłem w pracy za granicą 2 miesiące. W tym czasie regularnie się
        masturbowałem ze średnią orgazmów na dzień ... większą od jedności. Zatem, wiem
        czy z nią czy bez niej mi się chce bzykać i już.

        Dlatego jeżeli chcesz określić swoje libido obserwuj swoje potrzeby w stanie
        generalnie "uśpienia".
        Jeżeli człowiek jest WL (Wysoko-Libidowy) a trafi na niekręcącego partnera to
        ... nie będzie miał ochoty na seks .. z nim !!!. Będzie wolał zrobić to sam, bo
        potrzeba jest potrzebą. Jak ci się chce sikać, to robisz to i już. Dlatego
        właśnie uważam że libido jest wrodzone. Ja od małego byłem nastawiony na seks.
        Pierwszy próby masturbacji miałem w wieku chyba 7 lat. Seks był i jest ZAWSZE
        dla mnie priorytetowy i to bez względu na to czy jestem głodny, zmęczony,
        niewyspany itd.

        Teza którą napisałem powyżej działa szczególnie w przypadku facetów.
        U kobiet zauważyłem coś z czym u facetów spotyka się niezwykle rzadko mianowicie
        umiejętność "wygaszenia - uśpienie libido"
        Facet jako prostszy w obsłudze jednak idzie w masturbację. Kobieta w przypadku
        braku odpowiednich warunków do seksu często "wycisza się".
        Jednak jak tylko trafia się odpowiedni facet, wybucha jak wulkan. Pewnie dałoby
        się to psychologia ewolucyjna zgrabnie wytłumaczyć, wiesz inwetycja,
        konsekwencje ciąży itp dlatego z tym seksem sa ostrożniejsze niejako z natury,
        wola poczekać na dobrą okazję niż ryzykować z nieodpowiednim samcem itd.
        Oczywiście nie każda tak ma. Te których seksualność ma w sobie więcej
        testosteronu prawdopodobnie również idą w masturbację. Pisze "prawdopodobnie" bo
        to moje prywatne wnioski i żadnych dowodów nie mam. Co do męskiej seksualności
        jestem tego wręcz pewien.
        Tyle a propos libido.

        Wracając do erotyki, ja osobiście poszedłbym za tezą Glam, i eeli.
        Erotyzm się nabywa i jest on niejako powiązany z W-L lub S-L (wysoko/średnio
        libidowością). Zatem jest nabyty. Przy czym jednym z warunków jego nabycia jest
        właśnie posiadanie naturalnego pędu do tego czyli Libido.
        • axe11 Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 16:00
          avide napisał:
          > U kobiet zauważyłem coś z czym u facetów spotyka się niezwykle
          rzadko mianowicie umiejętność "wygaszenia - uśpienie libido"
          > Facet jako prostszy w obsłudze jednak idzie w masturbację. Kobieta
          w przypadku braku odpowiednich warunków do seksu często "wycisza
          się". Jednak jak tylko trafia się odpowiedni facet, wybucha jak
          wulkan.

          Dokladnie tak. Mozna to tez nazwac silnie zakodowanym uwarunkowaniem
          spolecznym. Zeby daleko nie szukac, a i aby latwiej mi sie pisalo -
          przyklad: sama mam duze potrzeby seksualne, seks zawsze mnie
          interesowal i cieszyl (nawet w beznadziejnym wydaniu to bylo lepsze
          niz nic;)), a jednak gdy zdecydowalam sie na singlowanie, wyciszylam
          sie calkowicie niemal.

          I tylko nie wolno bylo sobie przypominac vel pozwalac sobie na
          doprowadzenie do sytuacji, w ktorej hormony zaczynaly odgrywac zbyt
          duza role, bo CIEZKO bylo potem wrocic do pierwotnego stanu
          wyciszenia. I duzo to kosztowalo (dzis zadaje sobie pytania, po co
          ta meka mi byla, ale to juz inny temat:).

          Co zas odnosnie kwestii wrodzonego lub nabytego poziomu libido i
          erotyzmu (ida dla mnie w parze) - stanowczo optuje za wersja:
          wrodzone. Potem mozna je rozwijac, wyciszac - ale podstawy mamy w
          genach, gleboko jestem o tym przekonana.
          • axe11 Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 16:06
            No tak, i nie powiedzialam wszystkiego, co chcialam - uwarunkowanie
            spoleczne, zeby bylo jasne - mam tu na mysli proste i
            zwyczajne "grzecznej dziewczynce nie wypada":).

            Wiec nie o mozliwosc ciazy musi chodzic i jej konsekwencje, ale po
            prostu o to, ze "dama byc trzeba". Mam taka pokretna byc moze
            teorie, ze z mezczyzna, z ktorym jestem, moge robic WSZYSTKO, na co
            ja lub on mamy ochote i granice stawiac BARDZO daleko. Ale "z
            obcym"?! Tu inne slowa przychodza na mysl;).
            • glamourous Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 16:24
              axe11 napisała:

              > Mam taka pokretna byc moze
              > teorie, ze z mezczyzna, z ktorym jestem, moge robic WSZYSTKO, na
              co
              > ja lub on mamy ochote i granice stawiac BARDZO daleko. Ale "z
              > obcym"?!

              Tez tak mam. Np. nigdy nie odwazylabym sie polknac spermy "obcemu
              facetowi"! Zebym mogla to w ogole robic - z wielka rozkosza i
              upodobaniem - facet musi byc "moj" , czyli sprawdzony, w jakims
              stopniu emocjonalnie bezpieczny itp. O analu oraz innych pokrewnych
              bardzo intymnych praktykach. Nigdy, przenigdy nie zrobilabym tego na
              ONSie.
          • red_darshan Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 23:18
            axe11 napisała:

            > sama mam duze potrzeby seksualne, seks zawsze mnie
            > interesowal i cieszyl (nawet w beznadziejnym wydaniu to bylo
            >lepsze niz nic;)), a jednak gdy zdecydowalam sie na singlowanie,
            >wyciszylam sie calkowicie niemal.
            > I tylko nie wolno bylo sobie przypominac vel pozwalac sobie na
            > doprowadzenie do sytuacji, w ktorej hormony zaczynaly odgrywac
            >zbyt duza role, bo CIEZKO bylo potem wrocic do pierwotnego stanu
            > wyciszenia.

            Mam/miałam dokładnie tak samo :-) Czyli możliwe, że takie radzenie
            sobie z posuchą seksualną jest domeną kobiet. Jednak nigdy nie
            myślałam, że nie mogę sobie pozwalać na "rozstrojenie". Jeśli
            napięcie stawało się nieznośne, po prostu rozładowywałam je we
            własnym zakresie a potem powolutku wracałam do stanu wyciszenia.
            • sara.pl Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 05.12.08, 20:51
              A ja nigdy nie potrafiłam się wyciszyć...mimo, że jestem kobietą:) Czasem o tym zapominałam na chwilę, ale za to jak się przypomniało...uchh...nie potrzebni byli mężczyźni..:)

              Co do głównego tematu wątku.
              Jak większość uważam, że poziom libido jest warunkowane genetycznie, chociaż w różnych etapach życia i stanu organizmu może się zmieniać.Niezależne też jest od partnera. Osoba partnera może libido pobudzać, bądź wyciszać. Ale ono sobie jest cały czas takie same (z zastrzeżeniem stanu organizmu).

              Erotyzm się "nabywa" wraz z rozwijającą się samoświadomością siebie. Swoich potrzeb, oczekiwań, możliwości. Jednak trzeba mieć do tego pewnego rodzaju "przyłożenie" - trzeba to lubić, ten seks i płynącą z tego rozkosz - dopiero kiedy to lubisz to możesz emanować prawdziwym erotyzmem...

              Natomiast uważam, że niskolibidowcy mają bardzo niewielkie szanse być wysokoerotyczni...pomimo tego, że jestem w stanie wyobrazić sobie wyjątki, to jednak z zasady, te dwie postawy wykluczają się w jednej osobowości w moim odczuciu.

              Sara
        • yoric Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 23:21
          > Nie chce roztrząsać Twojej libidowości

          To się zdecyduj :)

          Ja mógłbym w podobnym tonie powiedzieć, że naprawdę wielkie libido to mają ci,
          co im ręka nie starcza i muszą na ... chodzić ;).

          A tak serio, to też jestem z tych chłopaków, co to co 7 sekund myślą o seksie.
          Natomiast mogę sobie spokojnie wyobrazić sytuację (którą kiedyś uważałbym za
          absolutnie niemożliwą), że ożeniwszy się z niezwykle miłą, ale niezbyt kręcącą
          mnie laską mam ochotę powiedzmy raz na tydzień i wychodzę na tego, który chce mniej.

          To, z czym się nie zgadzam to jedynie prosty przeskok od "mąż nie chce" do "ma
          małe potrzeby" (to jest zresztą jeden z wielu rozpowszechnionych mitów. Ktoś tu
          pisze "żona nie chce", ludzie odpowiadają "ma kochanka" albo "jest oziębła".
          Nie. Dojdźmy do tych wniosków, jak wyeliminujemy hipotezę zerową, a hipoteza
          zerowa brzmi: "jest oziębła WOBEC CIEBIE. Nie chce seksu - Z TOBĄ".
          Dobra diagnoza to początek rozwiązania problemu.

          Pozdrawiam
    • aandzia43 Re: Jak to jest z tą erotyką ??? 04.12.08, 22:31
      avide napisał:

      > Aandzia, przypadkiem bądź w pełni świadomi podała bardzo fajny
      podział ludzi
      > na nisko/wysoko-libidowców a jednocześnie nisko/wysoko-
      erotycznych .
      >

      Świadomie. Ciężkie doświadczenia okołołóżkowe mnie do tego zmusiły;-D
      Jako wysokolibidowa i wysokoerotyczna kobieta miałam dużo zgrzytów w
      pożyciu z facetem wysokolibidowym i niskoerotycznym. Dla mnie był on
      tępym drwalem i burakiem, ja dla niego nieprzewidywalną, wściekającą
      się bez powodu babą z muchami w nosie. Teraz, kiedy z jednej strony
      ząb czasu nas z lekka nadwątlił i kiedy, z drugiej strony udało nam
      się trochę dojrzeć, on jest średniolibidowy i prawie
      średnioerotyczny, a ja średniolibidowa i chyba ciągle
      wysokoerotyczna (aczkolwiek mam wrażenie, że już bez górnego C). Jak
      widać, powoli się wyrównuje. Jak dobijemy do setki będzie już
      całkiem dobrze;-)

      Czy erotyczności można się nauczyć? Trochę na pewno można. Mój chłop
      tego przykładem. Jak i dlaczego można? Nie wiem. Może motywacja plus
      duża ogólna wrażliwość i inteligencja plus pozytywne zmiany w
      osobowości?

      Co wrodzone, co nabyte? Ja stawiam, że libidowość wrodzona (i
      podlegająca wahaniom z przyczyn fizjologicznych), erotyczność nabyta
      w procesie wychowania, czyli z przyczyn środowiskowych (i dająca się
      potem świadomie kształtować razem z kształtowaniem się całej
      osobowości). Chociaż... autyzm jest uwarunkowany budową mózgu, a
      więc wrodzony. A jakoś nie wyobrażam sobie finezyjnej i rozbuchanej
      erotyki u nawet lekkiego autstyka. Ciekawe, jak jest z erotyką u
      ludzi z zespołem Aspergera? Ktoś coś wie? No więc wyszłoby mi, że do
      wysokoerotyczności też trzeba mieć podstawy biologiczne w postaci
      nieuszkodzonego w kierunku odczuwania empatii i myslenia
      symbolicznego mózgu. Minimum inteligencji też by się przydało,
      chociaż nie wydaje mi się, że inteligencja ma tu kluczowe
      znaczenie.
Pełna wersja