lillys
27.12.08, 18:54
adrianny26, mogę tylko potwierdzić, że takie zachowanie oznacza
poważne zahamowania, kompleksy na tle swojej seksualności,
chorobliwą nieśmiałość, brak inicjatywy w życiu w ogóle. Otóż kilka
lat temu byłam w sytuacji w wielu aspektach podobnej do sytuacji
adrianny26. Z tą np różnicą że nie byłam świadoma, że miałam być
pierwszą seksualną partnerką mojego faceta (po prostu mi o tym nie
powiedział, trochę nabajerował, że tam jakąś miał jedną czy dwie, co
dla mnie było oczywiste bo miał wtedy 34 lata).
Nasz seks był już na 3 randce, więc nie było mowy o jakimkolwiek
oporze z jego strony, ale ja byłam wtedy chyba mocno zachęcająca,
zapraszająca go do mojego łóżka. Więc....skorzystał. I wydał mi się
nieco niezdarny, nieporęczny, ale wszystko działało bez zarzutu, ja
nie byłam świadoma, że to był jego pierwszy raz, raczej pomyślałam,
że to małe doświadczenie, nieśmiałość i jakaś taka lekka niepewność
siebie właśnie z tego wynikająca. Było to jednak dla mnie tak mało
ważne, może nawet trochę urokliwe.....
I podobał mi się On tak bardzo. I seks z nim. Mogło nawet wyglądać,
że to ja przejęłam inicjatywę. A przynajamniej byłam bardzo chętna,
łatwa, lekka i przyjemna (no nie, on też był w stanie wiecznej
gotowości:). Więc początek naszej znajomości (pierwszy rok, mniej
więcej) to był głównie seks, wyjazdy, spacery, rozmowy, śmiech i
przyjemność i tęsknota gdy byliśmy daleko od siebie. Niby ok,
ale....
Z czasem, jak to w życiu bywa, wychodzą na jaw te wszystkie małe
kłamstewka, wychodzą na jaw wady, któych nie dostrzegaliśmy
wcześniej. Poznajemy rodzinę i relacje panujące w tej rodzinie (tu
dominująca i ndaopiekńcza mamusia, na dodatek wiecznie chora i
wieszająca się emocjonalnie na swoim pięknym, cudownym
i 'uczuciowym' synku).
Tak czy siak, po nitce do kłębka, wyznał, że wcześniej, przede mną
nie spał z żadną kobietą. Ze trochę pozmyślał, żebym nie pomyślała
o nim źle i żbym nie uciekła. Uuppsss....trochę poźno się dowiaduję,
że byłam pierwsza. Bo to nie o ten seks chodzi, ale o psychikę tego
człowieka (miał potężne kompleksy na punkcie rozmiaarów swojego
penisa, paradoksalnie gdyby mi o tym nie powiedział, to do głowy by
mi nie przyszło, że jego ciut mniejszy od przeciętnej penis, jest
źródłem jego zahamowań!! - jakież to indywidualne, dla mnie on był w
sam raz, uważałam , że jest idealny, nigdy w seksie z nikim nie było
mi tak dobrze jak z nim, a kilku facetów przd nim miałam!).
No w każdym razie, uważam, że tak duże kompleksy na punkcie swojej
męskości, zahamowania, nieumiejętność zapanowania nad tym aspektem
swojego życia może przyczynić się do życiowych problemów w ogóle.
Ja poczułam się trochę oszukana, że nie powiedział mi prawdy, choć
rozumiem, że było mu po prostu wstyd się do tego przyznać.
Te historie są takie podobne: odtrącana platoniczna wielka miłość,
nadopiekuńcza matka, mały penis, introwertyzm.
Nasze życie nie jest udane, kilka lat temu postanowiliśmy się pobrać
w imię miłości, która nas łączyłą na początku, ale codzienność jest
taka szara. Ciężka. Chorobliwa nieśmiałość nie mija ot tak. To się
powinno leczyć. Ja występuję czasem w roli jego osobistej
terapeutki, muszę leczyć jego lęki, niepewność choć sama nie jestem
mocna psychicznie. Czasem zwykłe codzienne czynności to znój.
Koniec tej historii jest taki, że czuję się samotna, niekochana, bez
poczucia, że mogę mieć w nim oparcie, odrzucana (to pewnie z powodu
jego kompleksów ta ambiwalencja) niby jestem atrakcyjna seksualnie,
ale jednocześnie mi mówi, że nie jestem w jego typie. Takie
przyciąganie i odpychanie. Naprawdę męczące.
I co z tego, że intelektualista, erudyta, jak mieszkanie się wali,
rozlatuje a on mówi, że zrobi remont jak przyjdzie czas.
Może gdybym znała prawdę od samego początku, nie rozkręciłaby się
naszaa znajomość tak szybko. Może ostrożniej, tak na pewno ostrożnie
bym do tej znajomośći podeszła. A tak.. Na początku tak On mi
siępodobał... Tak bardzo...