errare_humanum_est
09.01.09, 11:07
Tuż po świętach dowiedziałem się że żona zaczęła kręcić z facetem z sąsiedniej
miejscowości. Ciężko było mi się zorientować "od ręki" - pracuję od dwóch lat
za granicą i żonę widzę raz na miesiąc, czasami co dwa miesiące. Była długa
rozmowa, najpierw żona twierdziła że do niczego nie doszło, potem stopniowo, w
miarę wyciągania słowa po słowie i pokazywania dowodów przyznała się że w
zasadzie bawili się na wszystkie możliwe sposoby oprócz pełnego stosunku:
pocałunki, pieszczoty, seks oralny... W rozmowach na GG padały obustronne
zapewnienia o miłości, często powtarzane "KOCHAM CIĘ" itd. Cała sprawa trwała
lekko licząc 3 miesiące, nawet wtedy gdy ja odwiedzałem kraj.
Dodatkowo doszły różne rozmowy na GG z innymi mężczyznami, typu cybersexik -
niby nic wielkiego, ale sama przyznała że nie chciałaby żebym ja tak samo
robił z kobietami. Powodów dlaczego ona tak robiła - nie umiała podać. Ogólnie
chodziło jej o to że chciała się przekonać czy komuś jeszcze może na niej
zależeć - w ciągu ostatnich dwóch lat nieco oddaliliśmy się od siebie, do
czego i ja, i ona dołożyliśmy conieco. Nigdy jednak te problemy nie wpłynęły
na sprawy łóżkowe, seks był tak częsty jak to tylko możliwe i w pełni
satysfakcjonujący, na co dzień też nie było większych kłopotów. Różniliśmy
się, że tak powiem, w kwestiach fundamentalnych, typu posiadanie dziecka (z
różnych względów nie wyrażałem zgody i wiem, że tego nie da się wytłumaczyć
tudzież jak mocno to w żonę uderzyło) lub stosunku do mojej lub jej rodziny i
rodzeństwa.
Chciałem całą sprawę zakończyć pozwem rozwodowym, ale w trakcie rozmów żona
użyła argumentu "każdemu trzeba dać szansę", że dalej mnie kocha i chce
wszystko naprawić. Fakt, ja też chciałbym aby w momencie potknięcia się też
ktoś mi podał rękę i nie odtrącał, ale cholera nie mogę się przemóc. Wyznaję
zasadę że jak w związku źle się dzieje to albo się ten związek naprawia albo
się go kończy, a nie pisze się na GG z kolesiem "wejdź we mnie mocno i
wystrzel" albo robi się laskę drugiemu facetowi!
Jeszcze gdyby żona otwarcie przyznała się do wszystkiego co się działo, to
może byłoby mi łatwiej to przeżuć, ale nie mogę sobie poradzić z sytuacją gdy
idzie w zaparte i łamie się dopiero gdy pokazuję jej własne teksty z GG,
przyznając się tylko do tego do czego musi. Nie mam pewności czy wiem
wszystko, czy mogę jej wierzyć że nie doszło do pukanka, chociaż pewne teksty
mogą na to wskazywać.
Najbardziej mnie boli że robiła coś, czego mi by zabroniła, a ja, cholera,
żyłem niemal jak zakonnik. Nie chodzi mi oczywiście że nie wiedziałem, bo
gdybym wiedział to mógłbym poszaleć - nie, chodzi mi o praktykowanie rzeczy o
których się wie, że są niewłaściwe - bez grama wyrzutu sumienia a wręcz z
nieukrywaną radością. To jest takie dwulicowe...
Jak sobie z tym poradzić? Rozum mi mówi żeby spróbować, bo chciałbym żeby ona
w takiej samej sytuacji też chciała spróbować, ale wszystko inne we mnie
krzyczy żeby kończyć całą historię i związek. Szarpię się z tymi myślami już
drugi tydzień i nie jest bynajmniej lepiej, a wręcz coraz gorzej. Są tutaj
może na forum osoby które były w zbliżonej sytuacji? Jak to się skończyło?
Jaką decyzję podjęły? Jakie były powody takiej decyzji?
Wiem, że to moje życie i moja decyzja, ale mimo wszystko chciałbym się
dowiedzieć jak to się potoczyło u innych.