little-red
23.01.09, 18:01
Jestem młoda, 25 lat,wysokolibidowa i wysokoerotyczna.
Jak to napisał avide: "potrzebuję, lubię i chcę w
łóżku robić coś więcej. Nakręcam się stopniowo poprzez różne bodźce"
Jednak ja przeszłam druga drogę aby dojść do tego etapu, że seks kocham, delektuję się nim bardziej niż jedzeniem i jest dla mnie baardzo ważny. Może ktoś znajdize jakieś wskazówki dla siebie. Oto moja historia:
Mój pierwszy raz miałąm z facetem dużo starszym, którego kochałam i z którym byłam jeszce przez 1,5 roku. Seks wyglądał tak: minimum czułości, poprostu włóż i wyjmij godzinami (miał raczej wysokie libido) w połączeniu ze zmianami pozycji. Wypisz wymaluj filmy pornograficzne. Był często nieprzyjemny. Myślałam, żę tak ma być, nie miałam porównania. Nie umiałam rozmawiać o moich potrzebach bo najzyczajniej w świecie nie byłąm ich śwaidoma. Nie wiedziałam wtedy o milionie rzecz, które mogą mnie podniecać, bo nigdy ich nie zaznałam. On nie szukał. Zaspokajał swoje potrzeby i dziwił się (albo go to średnio obchodziło), jak mnie się to może nie podobać. Uważał, że jest super, bo może długo i czesto. Skończyło się na tym, że unikałam seksu, a on uznał mnie za zimną rybę i zamiast próbować mnie rozgrzać po prostu mówił, że chce mu się seksu i jaki to dla niego wielki problem, że ja mu "nie daję", wspominał coś o zdradzie. Wtedy ja też myślałam, że jestem zimną rybą. Rzuciłam go z powodów niezwiązanych z seksem.
Kolejnego faceta dobrałam pod względem tego, czego mi brakowało. Był czuły i jak mi się wydawało troskliwy. Zaczełam chcieć, ale facet był szybkostrzelny (max minuta i po wszystkim), ja zostawałam niespełniona. Kiedy pytałam się "a ja?" (tak jak w artykule), facet mnie tylko mocniej przytulał. Nie umiałam go pokierować ani nie wiedziałam wtedy jeszcze, że innymi formami pieszczot też mogę dojść do spełnienia. On nie szukał. Uważał, że wszystko robi dobrze, bo przecież jest taki czuły, nad długością stosunku trochę pracował, ale bez większego skutku. Ja traciłam coraz bardziej ochotę, bo wkurzało mnie, że ktoś mnie rozpalał, a potem zostawiał niespełnioną, więc z czasem coraz trudniej mnie było rozpalić. A co za tym idzie zaczełam unikać seksu. On uważał mnie za zimną...ja też tak myślałam. przed tym nauczyłam się sama doprowadzać do orgazmu.
Kolejny był moją wielką miłością, umiał więcej, bo chyba ktoś go nauczył,nowości nie próbował... potrafił mnei zaspokoić oralnie i zawsze dbał o moją przyjemność w ten sposób, kiedy zaspokoił już siebie, nigdy nie zostawił mnie głodnej. Nigdy też nie zaspokoił mnie podczas normalnego stosunku (myślałam, że to moja wina, że taka już jestem), prawda jest taka, że próbował takich ruchów jakie jemu sprawiały największą przyjemnośc, bo nie wiedział, że można inaczej. Urozmaicał pozycje,ale dla samego urozmaicania, nie obserwując mnie wcale. Zabawa była średnia, wtedy byłam na etapie mówienia, że seks nie jest w związku, aż taki ważny. Skończyła się, kiedy zmieniłam tabletki antykoncepcyjne. Moje libido wygasało powoli i stopniowo, aż w końcu przestało istnieć. Nawet już sama siebie nie mogłam doprowadzić do orgazmu masturbacją... Sfera seksu przestała dla mnie istnieć. Nie garnełam się do wymienienia tabletek, bo za nim nie tęskniłam. Rzuciłam go z przyczyn niezależnych od seksu, razem z tabletkami, bo nie były mi potrzebne... bez tabletek wygłodniałam znowu...
Nauczyłam się przy tym związku, że masturbacja znieczula na bodźce jakei daje żywy facet wiele czasu, aby wrócić do pełni wraźliwości.
Aż w końcu trafiłam na kolejnego...Nie kochałam go, on mnie też. Ale byliśmy przyjaciółmi.
W porównaniu z poprzednimi był mniej hojnie obdażony przez naturę...
Ale za to jak się starał....
Ze swojej inicjatywy, bez moich próźb (nie wiedziałam, że tak można):
całował i pieścił wiele razy, na różne sposoby,różnymi rzeczami i częściami ciała, z olekami i bez, każdy zakamarek mojego ciała.
Jednocześnie uważnie mnie obserwował specjalnei skupiając się na czymś jeśli widział, że reaguję bardziej niż przeciętnie...
Organizował takie sesje, z ogromną dozą cierpliwości, tylko dla mnie, powoli ucząc się mojego ciała.
Dzięki temu ja dowiedziałam się wiele o sobie i o moich upodobaniach (np.że w ogole je mam). O tym co mnie podnieca, nawet o tym, co było mniej typowe, a potrafiło mnie doprowadzić na szczyt rozkoszy. (wiele z tych rzeczy, widziałam wcześniej na filmach, ale zaczeły mi się podobać dopiero wtedy kiedy ich skosztowałam). Podczas uprawiania seksu próbował mnei brać pod różnymi kątami, z różną głębokością, z różną częstotliwości, ale UWAGA!: nie dla urozmaicenia, tylko uważnie mnie obserwując i patrząc na co reaguję.
Nie potrafiłam wyrażać swoich zachcianek, bo ich nie znałam, więc on próbował... różne miejsca, różne okoliczności (i tutaj znowu zdziwienie, bo odkryłam w sobie dodatkowe zamiłowanie do innych nietypowych rzeczy).
Orgazm podczas stosunków zaczełam mieć po ok miesiąca takich praktyk zawsze i wszędzie i bardzo często i dopiero orgazm zmienił wszystko... Otworzył mnie na seks i sprawił, że zaczełam czekać na zbliżenie jak dziecko na gwiazdkę. Stałam się bardzo chętna i co najważniejsze robiłam wszystko, aby jemu się odwdzięczyć. Czytałam, próbowałam, smakowałam tak jak on, wyczuliłam się na jego reakcje... Zaczełam eksperymentować sama z siebie (ku jego wielkiej uciesze). Szukać nowych rzeczy na różnych forach i blogach. Zaczełam być spontaniczna i robić rzeczy o jakich się nie śniło ludziom, którzy oglądają zwykłe porno(i wcale nie chodzi o jakies obrzydliwości).
Seks stał się dla mnie światem bez granic po którym można podróżować bez końca.
Stałam się koneserką...
Zrobiłam już tyle, a lista rzeczy, których chciałabym spróbować nie ma końca.
Z moim przyjacielem skończyło się tak, że każde wróciło do swojego kraju, ale on mnie nauczył sztuki miłosnej.
Z ta wiedza potrafiłam już czerpać przyjemność z innymi i zaczełam ich mnie uczyć(a co!). Szukałam tylko odpowiedniego partnera na stałe, bo tylko ze stałym można było wejść na taki stopień poznania i zdobywać kolejne poziomy... Na czym staneło, można przeczytać w innym moim wątku, widac na jakim forum skończyłam :(
WNIOSKI: Opisałam to wszystko, aby pokazać, ze są kobiety, które najpeirw muszą odczuć przyjemność z seksu, aby chcieć dawać i go uprawiać. To jak z osobą, która nie garnie się do oglądania filmów, bo przez całe życie widziała tylko sensacje i horrory, które ogląda jej facet i myślała, że to cała kinematografia. A zafascynowałaby ją romans, którego nie zna.
Kluczem do otworzenia i chęci kobiety, jest jej własna przyjemność, która nie przychodzi nam tak naturalnie jak mężczyźnie. Niestety same tego nie odkryjemy, tak jak samemu nie można wywołać łaskotek.
Nie zgadzam się, że to kwestia niedopasowania, tylko chęci. Myślę, że poprzednicy Przyjaciela mogliby osiągnąć to samo (no, może poza szybkostrzelnym), gdyby tylko chcieli. Zamiast tego woleli narzekać i czekać na gotowe od kolejnej kochanki.
Na pewno istnieją kobiety niewzruszone na żadne bodzcce seksualne, a ja bym zrobiła wszystko aby się upewnić.
1.Zmienić tabletki i to już teraz! Na pewno nie zaszkodzi, a jest szansa, że pomoże. Jeśli nie bierze, to niech zacznie :P
2. Dowiedzieć się, czy ona czasem sama siebie nie zaspokaja, będzie ciężko, bo jeśli to robi, to nie będzie chciała się do tego przyznać.
3.Dać przyjemność swojej ukochanej, ale wsłuchując się w nią. A nie, robić dla samego robienia, żeby potem nie mieć sobie nic do zarzucenia. ("wypróbowałem 5 pozycji przez 2 godziny i nic, to ewidentny dowód na to, że to jest jej wina") Nawet jeśli będzie to wymagało wielu godzin bez przyjemności dla was.
+
Pamiętajcie, że gra wstępna dla kobiety zaczyna się na 24 godziny przed. Czsami kobiety odmawiają, bo chcą abyście się bardziej wysilili i byli bardizej słodcy w codziennym obejściu, uważają to za oczywiste, chociaż takowe nie jest