Jestem dowodem na ewolucję od ryby do wulkanu!

23.01.09, 18:01
Jestem młoda, 25 lat,wysokolibidowa i wysokoerotyczna.
Jak to napisał avide: "potrzebuję, lubię i chcę w
łóżku robić coś więcej. Nakręcam się stopniowo poprzez różne bodźce"
Jednak ja przeszłam druga drogę aby dojść do tego etapu, że seks kocham, delektuję się nim bardziej niż jedzeniem i jest dla mnie baardzo ważny. Może ktoś znajdize jakieś wskazówki dla siebie. Oto moja historia:

Mój pierwszy raz miałąm z facetem dużo starszym, którego kochałam i z którym byłam jeszce przez 1,5 roku. Seks wyglądał tak: minimum czułości, poprostu włóż i wyjmij godzinami (miał raczej wysokie libido) w połączeniu ze zmianami pozycji. Wypisz wymaluj filmy pornograficzne. Był często nieprzyjemny. Myślałam, żę tak ma być, nie miałam porównania. Nie umiałam rozmawiać o moich potrzebach bo najzyczajniej w świecie nie byłąm ich śwaidoma. Nie wiedziałam wtedy o milionie rzecz, które mogą mnie podniecać, bo nigdy ich nie zaznałam. On nie szukał. Zaspokajał swoje potrzeby i dziwił się (albo go to średnio obchodziło), jak mnie się to może nie podobać. Uważał, że jest super, bo może długo i czesto. Skończyło się na tym, że unikałam seksu, a on uznał mnie za zimną rybę i zamiast próbować mnie rozgrzać po prostu mówił, że chce mu się seksu i jaki to dla niego wielki problem, że ja mu "nie daję", wspominał coś o zdradzie. Wtedy ja też myślałam, że jestem zimną rybą. Rzuciłam go z powodów niezwiązanych z seksem.

Kolejnego faceta dobrałam pod względem tego, czego mi brakowało. Był czuły i jak mi się wydawało troskliwy. Zaczełam chcieć, ale facet był szybkostrzelny (max minuta i po wszystkim), ja zostawałam niespełniona. Kiedy pytałam się "a ja?" (tak jak w artykule), facet mnie tylko mocniej przytulał. Nie umiałam go pokierować ani nie wiedziałam wtedy jeszcze, że innymi formami pieszczot też mogę dojść do spełnienia. On nie szukał. Uważał, że wszystko robi dobrze, bo przecież jest taki czuły, nad długością stosunku trochę pracował, ale bez większego skutku. Ja traciłam coraz bardziej ochotę, bo wkurzało mnie, że ktoś mnie rozpalał, a potem zostawiał niespełnioną, więc z czasem coraz trudniej mnie było rozpalić. A co za tym idzie zaczełam unikać seksu. On uważał mnie za zimną...ja też tak myślałam. przed tym nauczyłam się sama doprowadzać do orgazmu.

Kolejny był moją wielką miłością, umiał więcej, bo chyba ktoś go nauczył,nowości nie próbował... potrafił mnei zaspokoić oralnie i zawsze dbał o moją przyjemność w ten sposób, kiedy zaspokoił już siebie, nigdy nie zostawił mnie głodnej. Nigdy też nie zaspokoił mnie podczas normalnego stosunku (myślałam, że to moja wina, że taka już jestem), prawda jest taka, że próbował takich ruchów jakie jemu sprawiały największą przyjemnośc, bo nie wiedział, że można inaczej. Urozmaicał pozycje,ale dla samego urozmaicania, nie obserwując mnie wcale. Zabawa była średnia, wtedy byłam na etapie mówienia, że seks nie jest w związku, aż taki ważny. Skończyła się, kiedy zmieniłam tabletki antykoncepcyjne. Moje libido wygasało powoli i stopniowo, aż w końcu przestało istnieć. Nawet już sama siebie nie mogłam doprowadzić do orgazmu masturbacją... Sfera seksu przestała dla mnie istnieć. Nie garnełam się do wymienienia tabletek, bo za nim nie tęskniłam. Rzuciłam go z przyczyn niezależnych od seksu, razem z tabletkami, bo nie były mi potrzebne... bez tabletek wygłodniałam znowu...

Nauczyłam się przy tym związku, że masturbacja znieczula na bodźce jakei daje żywy facet wiele czasu, aby wrócić do pełni wraźliwości.

Aż w końcu trafiłam na kolejnego...Nie kochałam go, on mnie też. Ale byliśmy przyjaciółmi.
W porównaniu z poprzednimi był mniej hojnie obdażony przez naturę...
Ale za to jak się starał....
Ze swojej inicjatywy, bez moich próźb (nie wiedziałam, że tak można):
całował i pieścił wiele razy, na różne sposoby,różnymi rzeczami i częściami ciała, z olekami i bez, każdy zakamarek mojego ciała.
Jednocześnie uważnie mnie obserwował specjalnei skupiając się na czymś jeśli widział, że reaguję bardziej niż przeciętnie...
Organizował takie sesje, z ogromną dozą cierpliwości, tylko dla mnie, powoli ucząc się mojego ciała.
Dzięki temu ja dowiedziałam się wiele o sobie i o moich upodobaniach (np.że w ogole je mam). O tym co mnie podnieca, nawet o tym, co było mniej typowe, a potrafiło mnie doprowadzić na szczyt rozkoszy. (wiele z tych rzeczy, widziałam wcześniej na filmach, ale zaczeły mi się podobać dopiero wtedy kiedy ich skosztowałam). Podczas uprawiania seksu próbował mnei brać pod różnymi kątami, z różną głębokością, z różną częstotliwości, ale UWAGA!: nie dla urozmaicenia, tylko uważnie mnie obserwując i patrząc na co reaguję.
Nie potrafiłam wyrażać swoich zachcianek, bo ich nie znałam, więc on próbował... różne miejsca, różne okoliczności (i tutaj znowu zdziwienie, bo odkryłam w sobie dodatkowe zamiłowanie do innych nietypowych rzeczy).
Orgazm podczas stosunków zaczełam mieć po ok miesiąca takich praktyk zawsze i wszędzie i bardzo często i dopiero orgazm zmienił wszystko... Otworzył mnie na seks i sprawił, że zaczełam czekać na zbliżenie jak dziecko na gwiazdkę. Stałam się bardzo chętna i co najważniejsze robiłam wszystko, aby jemu się odwdzięczyć. Czytałam, próbowałam, smakowałam tak jak on, wyczuliłam się na jego reakcje... Zaczełam eksperymentować sama z siebie (ku jego wielkiej uciesze). Szukać nowych rzeczy na różnych forach i blogach. Zaczełam być spontaniczna i robić rzeczy o jakich się nie śniło ludziom, którzy oglądają zwykłe porno(i wcale nie chodzi o jakies obrzydliwości).
Seks stał się dla mnie światem bez granic po którym można podróżować bez końca.
Stałam się koneserką...
Zrobiłam już tyle, a lista rzeczy, których chciałabym spróbować nie ma końca.
Z moim przyjacielem skończyło się tak, że każde wróciło do swojego kraju, ale on mnie nauczył sztuki miłosnej.
Z ta wiedza potrafiłam już czerpać przyjemność z innymi i zaczełam ich mnie uczyć(a co!). Szukałam tylko odpowiedniego partnera na stałe, bo tylko ze stałym można było wejść na taki stopień poznania i zdobywać kolejne poziomy... Na czym staneło, można przeczytać w innym moim wątku, widac na jakim forum skończyłam :(

WNIOSKI: Opisałam to wszystko, aby pokazać, ze są kobiety, które najpeirw muszą odczuć przyjemność z seksu, aby chcieć dawać i go uprawiać. To jak z osobą, która nie garnie się do oglądania filmów, bo przez całe życie widziała tylko sensacje i horrory, które ogląda jej facet i myślała, że to cała kinematografia. A zafascynowałaby ją romans, którego nie zna.
Kluczem do otworzenia i chęci kobiety, jest jej własna przyjemność, która nie przychodzi nam tak naturalnie jak mężczyźnie. Niestety same tego nie odkryjemy, tak jak samemu nie można wywołać łaskotek.

Nie zgadzam się, że to kwestia niedopasowania, tylko chęci. Myślę, że poprzednicy Przyjaciela mogliby osiągnąć to samo (no, może poza szybkostrzelnym), gdyby tylko chcieli. Zamiast tego woleli narzekać i czekać na gotowe od kolejnej kochanki.

Na pewno istnieją kobiety niewzruszone na żadne bodzcce seksualne, a ja bym zrobiła wszystko aby się upewnić.

1.Zmienić tabletki i to już teraz! Na pewno nie zaszkodzi, a jest szansa, że pomoże. Jeśli nie bierze, to niech zacznie :P
2. Dowiedzieć się, czy ona czasem sama siebie nie zaspokaja, będzie ciężko, bo jeśli to robi, to nie będzie chciała się do tego przyznać.
3.Dać przyjemność swojej ukochanej, ale wsłuchując się w nią. A nie, robić dla samego robienia, żeby potem nie mieć sobie nic do zarzucenia. ("wypróbowałem 5 pozycji przez 2 godziny i nic, to ewidentny dowód na to, że to jest jej wina") Nawet jeśli będzie to wymagało wielu godzin bez przyjemności dla was.
+
Pamiętajcie, że gra wstępna dla kobiety zaczyna się na 24 godziny przed. Czsami kobiety odmawiają, bo chcą abyście się bardziej wysilili i byli bardizej słodcy w codziennym obejściu, uważają to za oczywiste, chociaż takowe nie jest
    • aandzia43 Re: Jestem dowodem na ewolucję od ryby do wulkanu 23.01.09, 18:35
      Wszystko pięknie, z tym wsłuchiwaniem się w kobietę i tak dalej. Zgadzam się po
      tysiąckroć, trzeba się starać i wsłuchiwać, a nie mechanicznie bzykać, jak
      królik. To w ogóle poza dyskusją.

      Zastanawia mnie tylko, dlaczego leżałaś jak kłoda i nie próbowałaś za
      przeproszeniem tak ruszać tyłkiem, by odkryć te przyjemne ruchy podczas akcji z
      partnerem? Czekałaś tyle lat i dopiero Przyjaciel nauczył cię własnego ciała.
      Dlaczego nie byłaś po prostu ciekawska? Pozwalałaś robić ze sobą różne rzeczy i
      nie próbowałaś w tym czynnie uczestniczyć. Byłaś bierna. Rozumiem, że młoda
      kobieta może nie być szczególnie rozbudzona, ale coś chyba odczuwa. I dlaczego
      ta kobieta nie idzie sama (choć oczywiście w trakcie igraszek z mężczyzną) w
      kierunku poznawania tego co jest przecież jej własnością, czyli własnego ciała.
      Ja nie bardzo to rozumiem. Czy ktoś może mi wytłumaczyć, jak można nie być
      przynajmniej ciekawskim (bo demonem seksu niekoniecznie jest się od pierwszego
      stosunku).
      • little-red Re: Jestem dowodem na ewolucję od ryby do wulkanu 23.01.09, 21:20
        aandziu43,
        nie chciałam się wdawać w jeszcze większe szczegóły, ale proszę bardzo: ciekawska zawsze byłam, ale pierwszy przypadek był tak bardzo dominujący i że tak powiem, ruchliwy, że musiałabym go związać i zabronić się ruszać. Jeśli coś jest dla Ciebie nieprzyjemne, to nie ruszasz się wtedy bo zaczyna być jeszcze bardizej nieprzyjemne.
        przy drugim ledwo zaczeliśmy to już skończyliśmy... jak mgnienie oka i tutaj odkryłam przyjemność, skoro piszę, że zasypiałam niespełniona, to chyba jednak jakąś przyjemność odczułam, żeby się tak poczuć.
        I powtarzam jeszcze raz: wtedy włąśnie zaczełam poznawać swoje ciało przy tym sie dobrze bawiac, ale pewnych rzeczy się samemu nie odkryje i tyle (analogia z łaskotaniem).

        Ja wiem, że wątek tej długości jest nudny jak przysłowiowe flaki z olejem, ale jak się ma jakieś wątpliwości, to proponuję przeczytać jeszcze raz :) tam wszystko było napisane. pozdrawiam
        • aandzia43 Re: Jestem dowodem na ewolucję od ryby do wulkanu 23.01.09, 22:31
          Post był długi i zajmujący, nie nudny:-)

          Teraz już wiem, czego nie rozumiem. Nie rozumiem, że można pozwolić
          komuś robić ze swoim ciałem coś, co nie tylko nie jest przyjemne,
          ale wręcz bolesne. Jeśli coś jest dla mnie nieprzyjemne, to po
          prostu przerywam to, bez względu na ewentualne fochy drugiej strony.
          Zawsze tak miałam. Ale z wiekiem przyjęłam do wiadomości, że wiele
          kobiet nie ma tego odruchu odpychania niemiłych bodźców. Niemniej
          jednak ciągle miewam chwile zaćmienia. Każdy ma tendencje do
          oceniania rzeczywistości z punktu widzenia swoich właściwości. Ja na
          bodziec bólowy/dyskomfortowy reaguję gwałtownie, czasem agresywnie,
          więc automatycznie zakładam, że każdy, tak jak ja, ucieka od
          przykrych sytuacji za wszelką cenę.
          • avide Re: Jestem dowodem na ewolucję od ryby do wulkanu 23.01.09, 22:38
            Niby feministką się Andzia zowiesz a nie pojmujesz takiego banału.
            Kobiet takie rzeczy czyniły od wieków. Typowe poświęcenie się kobiety dla
            mężczyzny. Później facet uczył kobietę JEGO seksu, a ta przyjmowała go jako
            prawdę objawioną. Jak się zgrali to kobieta coś z tego miała. Jak nie trafiła
            dobrze od początku utrwalał się w niej pogląd że z seksem tak to już jest i w
            ogóle nie wiedzą czym te laski się tak zachwycają.
            • glamourous Re: Jestem dowodem na ewolucję od ryby do wulkanu 23.01.09, 22:48
              avide napisał:

              Jak nie trafiła
              > dobrze od początku utrwalał się w niej pogląd że z seksem tak to już jest i w
              > ogóle nie wiedzą czym te laski się tak zachwycają.


              Dlatego bardzo wazne jest sprobowanie seksu z wieksza liczba partnerow niz 1 na
              przestrzeni powiedzmy 10 lat od inicjacji, zeby mozna bylo zdiagnozowac
              prawdziwa ozieblosc czy niechec do seksu. Tudziez zeby mozna bylo ocenic u
              kobiety temperament i stosunek do seksu. No chyba, ze ktoras od razu trafi na
              Graala, pierwszego i jedynego partnera, ktory bedzie w stanie obudzic w kobiecie
              pelnowymiarowa i swiadoma swojej seksualnosci kobiete (przytrafilo sie to
              bodajze Kachnie79)
            • aandzia43 Re: Jestem dowodem na ewolucję od ryby do wulkanu 24.01.09, 14:30
              avide napisał:

              > Niby feministką się Andzia zowiesz a nie pojmujesz takiego banału.
              > Kobiet takie rzeczy czyniły od wieków

              :-) Ja to Avide dobrze wiem. Wychwytuję takie smaczki błyskawicznie.

              Tylko po pierwsze: na głębszym poziomie mojej świadomości nie czaję
              tego kompletnie, bo jest mi zupełnie obce. Obce jako człoweikowi w
              zdrowy sposób samolubnemu (czego nadal wielu panów nie jest w stanie
              wybaczyć). Więc się czasem, w pierwszym porywie, naiwnie dziwuję, że
              można inaczej.
              PO drugie: nie mogę napisać pierwsza tego, co ty napisałeś, bo byłby
              to tylko tekst tej strasznej feministki;-) Ja tylko prowokuję i
              czekam, az ktoś pierwszy powie to, co ja myslę, i co chcę, by
              zostało powiedziane:-)
            • anais_nin666 Re: Jestem dowodem na ewolucję od ryby do wulkanu 25.01.09, 17:50
              avide napisał:

              > Niby feministką się Andzia zowiesz a nie pojmujesz takiego banału.
              > Kobiet takie rzeczy czyniły od wieków. Typowe poświęcenie się kobiety dla
              mężczyzny. Później facet uczył kobietę JEGO seksu, a ta przyjmowała go jako
              prawdę objawioną.

              Co ma feminizm Andzi do tekstu, kt. napisala, bo nie pojęłam?

              Jeśli kobieta od początku się poświęcała, bo nic z tego nie miała, to nauka szła
              w las (faceci uczą seksu? niby jak? i od kiedy;)? jesli trafią na niskoerotyczną
              i niskolibidową, to jedyne co mogą, to włożyć, wyjąć i liczyć, że kobieta tuż po
              seksie nie pobiegnie do lazienki szorować się szczotką ryżową).
              Jeśli robimy coś na odpał, to nic z tego nikt nie ma. Kobieta marnie udaje, ze
              jej seks sprawia radosc a facet z reguly równie marnie udaje, ze mu to odpowiada.
              Zabawa i nauka zacznie się wówczas i tylko wówczas, gdy oboje zaczną uczyć się
              seksu, kt. daje im radośc. Bez wspólnej potrzeby edukacji i eksperymentów nici z
              przyjemności i to dla obu stron.
          • pollyannadorosla Re: Jestem dowodem na ewolucję od ryby do wulkanu 23.01.09, 22:48
            Nie rozumiem, że można pozwolić
            > komuś robić ze swoim ciałem coś, co nie tylko nie jest przyjemne,
            > ale wręcz bolesne.

            mam wrażenie, że ten sposób reagowania Little-Red (tzn. pewna bierność i
            przyzwalanie na coś co nie sprawia przyjemności), widoczny w związku z pierwszym
            partnerem powtarza się tez z obecnym (niemówienie o własnych potrzebach i
            przyzwalanie na coś co nie sprawia przyjemności) - opisanym w sąsiednim wątku.
            Taki przetrzymywany w milczeniu dyskomfort powoduje często narastanie niechęci.

            ps. Little Red, oba wątki są bardzo ciekawe :-)
    • prosty_facet Re: Jestem dowodem na ewolucję od ryby do wulkanu 23.01.09, 18:40
      I tak to jest w życiu .....
      • anula36 Re: Jestem dowodem na ewolucję od ryby do wulkanu 23.01.09, 21:17
        a teraz to daj do przeczytania obecnemu partnerowi.
    • glamourous Iiii tam... 23.01.09, 22:40
      Twoja opowiesc wcale nie dowodzi postawionej w temacie tezy. Nic odkrywczego.
      Otoz ja tez jestem takim dowodem ;-) I chyba kazda goraca kobieta na tym forum.
      Wszystkie bowiem zaczynalysmy praktycznie od zera (czyli od ryby) nasza
      seksualnosc byla na poczatku w powijakach, potem rozwijala sie powoli przez
      pierwsze lata od inicjacji. Tak naprawde dopiero gdzies w polowie 3 dekady zycia
      (ok 25 lat) nasza kobieca seksualnosc przybiera "dorosla" forme - wplywa na to
      doswiadczenie, znajomosc wlasnego ciala, reakcji, sprobowanie seksu z okreslona
      iloscia partnerow, co sprzyja rozbudzeniu. Nie dziwota wiec, ze kobieta ktora
      byla "ryba" w wieku lat 18 czy 20, teraz, jako 25 latka wyewoluowala w "wulkan".
      U mnie dokladnie tez tak to wygladalo. To normalna ewolucja i naturalna kolej
      rzeczy, a nie zaden dowod na to ze z kobiety ozieblej mozna zrobic Messaline :-/

      Co innego, gdybys tu udowodnila, ze oziebla trzydziestoparolatka (a o kobietach
      w tym przedziale wiekowym zazwyczaj pisza tutaj zdesperowani mezowie) nagle
      zamienila sie w wulkan z TYM SAMYM PARTNEREM z ktorym wczesniej byla "ryba". TO
      by bylo cos godnego uwagi ;-)
    • avide Re: Jestem dowodem na ewolucję od ryby do wulkanu 23.01.09, 22:46
      Powiem tyle, podziękuj Bozi że trafił Ci się facet który obudził w Tobie kobietę
      seksualną. Wiele kobiet nie ma takiego szczęścia. Trafią jeden, drugi, trzeci
      raz źle i dają sobie spokój.

      Pisałaś że byłaś zimną rybą. Nie do końca się z tym zgodzę. Ty potrzeby miałaś w
      sobie. Świadczy o tym fakt że się masturbowałaś. Zimne ryby się nie masturbują.

      Jesteś młoda i wiek 25 lat to jak najbardziej naturalny wiek poznawania i
      budzenia się potrzeb. Trafiłaś na faceta który je w Tobie wyzwolił, który cię
      ich nauczył. Nauczył jak je osiągać. Jednak gdybyś nie miała w sobie ukrytego
      potencjału, to teraz nie chciałoby Ci się 7x w tygodniu i w ogóle nie ciągnęło
      by Cię do odkrywania nowych rewirów ;-).
      • nolus Re: Jestem dowodem na ewolucję od ryby do wulkanu 24.01.09, 01:36
        heh,a ja się zastanawiam zawsze nad tym, czy jeżeli kobieta często się
        masturbuje, to od razu znaczy, że ma na pewno duży temperament?
    • biglibido Re: Jestem dowodem na ewolucję od ryby do wulkanu 24.01.09, 16:06
      little-red napisała:

      > ...Nie umiałam rozmawiać o moich potrzebach...
      > ...Dać przyjemność swojej ukochanej, ale wsłuchując się...

      1. Jak można wsłuchać się skoro kobieta nie potrafi rozmawiać z partnerem o swoich potrzebach?

      2. Jak można wsłuchać się skoro kobieta milczy pomimo tego, że coś Jej nie odpowiada a nawet sprawia ból i nie daje "wyraźnego" sygnału - HEJ, TO MI NIE ODPOWIADA, SPRÓBUJ INACZEJ itepe, itede?

      Na tym forum niejednokrotnie mówi się, że kobiety uczą się siebie, uczą się seksu wiele lat... Drogie Panie, o ile facet nie musi jakoś bardzo starać się żeby uzyskać przyjemność i uczyć się tego jak uzyskać satysfakcję to musi nauczyć się tego jak dać przyjemność kobiecie! Ale jak skoro wracamy do punktu pierwszego i punktu drugiego!!??

      Kochane Panie! Facetom można zarzucić naprawdę wiele. Ale sprawa nie jest taka prosta. Przede wszystkim wydaje mi się, że często same jesteście przyczyną nieporozumień seksualnych. Wysyłacie mylne znaki i same serwujecie kiepski seks sobie i swoim partnerom.*

      * Proszę nie brać wszystkiego dosłownie - zdaję sobie sprawę z tego, że na problem składa się wiele czynników o których nie wspomniałem.

      Podobną postawę prezentowała moja dziewczyna na początku naszych kontaktów seksualnych. Bywało, że zaczynała stękać jakby miało ją wystrzelić pod sufit (tylko nie wiem czy z przyjemności czy z bólu) a nagle zatrzymywała się i mówiła "wiesz ja jednak nie dostanę ale jest naprawdę przyjemnie". Pytam więc - po co ta ściema. Jeżeli mamy Was odkrywać musicie nam w tym pomóc!

      A teraz pół żartem, pół serio :)
      ie.youtube.com/watch?v=1T0-Va3tueo
      Pozdrawiam
      • krzysztof-lis Re: Jestem dowodem na ewolucję od ryby do wulkanu 26.01.09, 10:45
        > Jeżeli mamy Was odkrywać musicie nam w tym pomóc!

        A przynajmniej nie przeszkadzać dając mylne sygnały.
        • biglibido Re: Jestem dowodem na ewolucję od ryby do wulkanu 27.01.09, 03:55
          krzysztof-lis napisał:

          > A przynajmniej nie przeszkadzać dając mylne sygnały.

          O tym właśnie mówię! Jak powyżej! Obserwując Jej reakcje, widząc Jej "euforie" wydawało mi się, że technika, którą stosuję bardzo Jej odpowiada. Przecież sama utwierdzała mnie w błędzie! Nie mogę tego zrozumieć.
    • zakletawmarmur Re: Jestem dowodem na ewolucję od ryby do wulkanu 28.01.09, 10:49
      Tak sobie myślę, że chyba przeceniamy rolę faceta w tym wszystkim.
      Ja sama musiałam do seksu dojrzeć, przełamać bariery myślowe (że to
      grzech, że sprawia radość tylko facetom, że każdy chce mnie tylko
      wykorzystać:-)

      W LO interesowałam się seksem, ale tylko teoretycznie. Pierwsze
      doświadczenia seksualne były beznadziejne i nie potrafiłam sobie
      wyobrazić, że może być lepiej. Nie ważne co nawet najwspanialszy
      facet by ze mną robił i tak seksu bym nie polubiła.
      Czytywałam "Twój Weekend", "Kamasutrę" rodziców ale nie czułam
      potrzeby żeby to wypróbowywać w praktyce, a jeśli już to kiedyś,
      kiedy się zakocham i tylko po to żeby sprawić frajdę facetowi.

      Na studiach doszedł internet, rozmowy z doświadczonymi (i otwartymi)
      w tych sprawach ludźmi i tak człowiek zrzucał te klapki z oczu:-)
      Później stopniowe poznawanie swojego ciała i w końcu dopiero
      prawdziwy sex. Facet wcale nie był ani super doświadczony,
      ani "kumaty" w tych sprawach, ani mój chodzący ideał. Po prostu to
      ja byłam gotowa psychicznie i fizycznie (bo byłam wygłodzona). No i
      tak już zostało. Generalnie nie mam co narzekać... Lubię sex i
      ciężko mi sobie wyobrazić jak bardzo facet musiałby mi w łóżku
      przeszkadzać, żeby sex był nieprzyjemny:-)
      • sarunia21 ja mam cos takiego jak autroka wątku tyle ze moj 01.02.09, 19:40
        nie jest taki jak ten ostatni z opisu ;-( a szkoda, dzis dałam mu do
        przeczytania to wsyztsko i moze przestanie nazywac mnie zimną
        suką... i zwalac na mnie to ze ja nie mam ochoty na sex
        • songo3000 Re: ja mam cos takiego jak autroka wątku tyle ze 01.02.09, 21:35
          hehehe, czy co konkretnie masz "jak autorka wątku"?
          • sarunia21 tzn ona juz nie ma ....ale ogolnie sytuacja 01.02.09, 22:41
            podobna do mojej....

            pierwszy facet 10 lat starszy ja byłam 17 letnia niedoświadczona nie
            znającą potrzeb dziewczyną, która raczej nie umiała czerpac z tego
            za duzej przyjemnosci...raczej robiłam jak on chcial a nie jak ja
            chciałam, moze mi bylo glupio...nie wiem, moze chciałam zeby sam
            wyczuł jak mi dobrze...niestety nigdy sie tak do konca nie stało, on
            chyba myslał ze mi fajnie

            2 facet hmmm starał sie nawet bardzo....z nim mozna powiedziec ze
            było fajnie, zaczeło mi byc dobrze w tej pierwszej fazie znajomosci,
            pozniej jak podniecenie mineło i zaczeła sie rutyna którą juz znałam
            a on raczej eksperymentów nie lubił, przestałam znowu czerpac z tego
            przyjemnosc...znudziło sie juz nie było fajnie a on nawet nie
            zauwazał tego

            3 obecny...jestesmy 4 lata razem mamy dziecko....on....hmm nie wiem
            czy mysli o mnie pod wzgledem jak mi jest dobrze...czasem narzeka ze
            sex nasz jest nudny wciaz tak samo itp. a czyja to wina?? om obwinia
            mnie a wciaz to on zaczyna i konczy tak samo....moze tez problem w
            tym ze za szybko sie pdonieca i sex jest bardzo krotki...ale kiedy
            ja go spowalniam on zachowuje sie jak królik biegnący na czas do
            mety! masakra! mowiłam 1000 razy ze tak nie chce ze nie ma sie
            dziwic ze mi sex nie sprawia przyjemnosci
            a on ma do mnie pretensje ze jestem "zimna sukA" ze wogole mi to nie
            potrzebne! i ma racje wtakiej formie mi to nie potrzebne on mysli
            ze jak on skonczy i mi dokonczy oralnie to jest spoko...
            i mowie mu otwarcie co nie tak ale jakos sie nie garnie do tego bym
            cgiała to robic codziennie (mimo ze on by chciał 20 razy dziennie)...
            nie wiem czy jeszcze kiedys bedzie fajnie...moze jak to przeczytał
            to zrozumie ze musi zadbac o moje potrzeby i moze kiedy jeszcze
            bedzie fajnie
            • bi_chetny Re: tzn ona juz nie ma ....ale ogolnie sytuacja 02.02.09, 13:20
              odnośnie szybkości dochodzenia - czy wasi panowie uprawiając seks codziennie
              nadal szybko dochodzą ? jak szybko ? czy przedtem rozbudzają was grą wstępną ?

              pytam, bo ja generalnie dość szybko dochodzę, chociaż od jakiegoś czasu udało mi
              się to zmienić. niestety mocno się podniecam, a kiedy mam dłuższy post to już w
              ogóle. natomiast nigdy nie było to powodem narzekań kobiet. poza tym jestem
              witalny i szybko wracam do formy, więc mogę kilka razy :). natomiast przy seksie
              dzień po dniu mogę kochać się zdecydowanie dłużej.
Pełna wersja