Rozmowy i co z nich wynika

17.02.09, 16:28
Bardzo was proszę, pomóżcie mi zrozumieć moją sytuację lub chociaż poradźcie,
jak się zabrać do jej rozwiązywania.
Jesteśmy razem trzy lata. To nie jest mój pierwszy seksualny partner. Moje
potrzeby seksualne nie wykraczają poza "przeciętną", przez co rozumiem, że do
satysfakcji nie potrzebuję nieustannego eksperymentowania (nowości są ok, ale
to nie one mnie napędzają), natomiast lubię się kochać niemal codziennie (no
bo co dzień czasem się nie da - zmęczenie jednej ze stron, choroba, różnorakie
forces majeures). Tyle o mnie.

Mój problem:
partner doskonale wie, jakie pieszczoty sprawiają mi przyjemność. Nie chodzi
wyłącznie o pieszczoty stricte erotyczne, ale również o coś w stylu lekki
masaż pleców czy stóp, pocałunki w szyję - gesty, na które spokojnie można się
zdobyć leżąc na kanapie i oglądając tv. Natomiast on, uzbrojony w tę wiedzę,
uporczywie serwuje mi pieszczoty, za którymi, jak dobrze wie, nie przepadam
(typu: łaskotanie).
Jego wytłumaczenie: nie będę zbyt często sprawiać ci przyjemności, bo wtedy
przestaniesz to doceniać
(z obowiązkowym śmiechem, bo to takie zabawne).

Powiecie, ze to nic. Ale problem polega na tym, że to samo przekłada się na
łóżko. Proszę go, żeby mnie popieścił już bardziej erotycznie, to muśnie raz
czy dwa razy i potem przechodzi "do sedna". Jak już się kochamy na całego, to
prawie zawsze zmienia sposób poruszania się,mimo iż mi się bardzo podoba,
tylko po to, "by mnie podrażnić" (bo przecież powinnam się wić wtedy z pożądania).
Jaki jest tego skutek? Rodzi się we mnie frustracja.
Zeby nie było: mówię wprost, co lubię i jak (a nie jest to skomplikowane, bo
nie mam jakiś ekstrawaganckich wymagań). On na to niezmiennie powtarza swoja
mantre: nie mogę cię zbytnio rozpieścić, bo wtedy te pieszczoty nie będą takie
specjalne.
Mam dość, słowo daję. Dużo rozmawiamy ( a raczej ja monologuję, bo od niego
niczego dowiedzieć się nie można), a on zachowuje się tak, jakbym była słodkim
psiakiem lub małym dzieckiem, na zasadzie: czekolada to tylko w niedzielę,
zebyś się nie przyzwyczaiła.

Powiedzcie mi: jak można słuchać, a i tak wiedzieć lepiej? Jak można sądzić,
że jestem jakimś zwierzakiem do tresowania?
Często wyobrażam sobie, że on po prostu NIE CHCE dać mi przyjemności, choćby
miał to być lekki masaż stóp; że jemu autentyczną radość sprawia DRAŻNIENIE mnie.

Czy ktoś jest w stanie zrozumieć lepiej jego zachowanie? Bo ja już nie wiem,
czy to zwykła bezmyślność, czy czysta złośliwość.
    • murakami2 Re: Rozmowy i co z nich wynika 17.02.09, 17:20
      Bezmyślność.
      Być może forma nieakceptowania faktu, że sam na to wpada.
      Ale na pewno najbardziej istotne - nieczytelny komunikat. Nie chce ci się
      postawić sprawy na ostrzu noża, tylko dajesz z siebie robić kotkopieska. No to
      po co ma facet swoje wygodne przyzwyczajenia przełamywać.
      Może to też odziedziczona forma stosunków domowych - np. po mamie czy tatusiu,
      którzy swoim partnerom wydzielali np. pieniądze, pocałunki, czas.

      Natomiast z czasem może się to przerodzić w złośliwość.
      • mesmeryzm Re: Rozmowy i co z nich wynika 17.02.09, 17:27
        Nieczytelny komunikat powiadasz?

        Co jest nieczytelnego w powtarzaniu: "Nie dotykaj mnie tu (...)"? Co jest
        nieczytelnego w odpychaniu jego rąk i mówieniu "Przestań, wiesz że tego nie lubię"?

        On na to wywraca oczami, czasem się żachnie i mówi "Bo ja tak to lubię, nie mogę
        się powstrzymać, itd." A po 5 minutach historia się powtarza.
        • songo3000 Re: Rozmowy i co z nich wynika 17.02.09, 17:40
          Jako złośliwiec mogę tylko potwierdzić, że jest to bardzo przyjemne, hehe. Z tego co tu piszesz to partner ewidentnie 'wydziela' Ci pozytywne zachowania bo:
          - ma przez to (bardziej lub mniej urojoną) władzę
          - bo sprawia mu to przyjeność
          - bo Twoje potrzeby ma conajmniej ... na drugim mniejscu
          Tutaj żadne rozmowy nie pomogą, nie oszukuj się. Zobacz po prostu z kim żyjesz i wyciągnij wnioski.
          • stinefraexeter Re: Rozmowy i co z nich wynika 17.02.09, 18:06
            Obawiam się, że nic więcej nie da się dodać.
            Jeśli po trzech latach nie ma zmian, to raczej nie ma co liczyć na poprawę i
            nagły wzrost empatii u pana.
        • niezapominajka333 Re: Rozmowy i co z nich wynika 17.02.09, 17:41
          W rozmowie komunikujesz, pozwalasz zrozumieć, ale zmianę trzeba
          czasem wymusić.
          Mój inteligentny i empatyczny mąż tez długo przyswajał jaki dotyk
          nie sprawia mi absolutnie żadnej przyjemności, a jaki mnie bardzo
          drażni. Ale w końcu zrozumiał i stosuje. Tak samo jak ja nie dotykam
          go w sposób, którego nie lubi.
          A jak w twoim przypadku jest z sytuacją odwrotną? W jaki sposób ty
          go pieścisz? Ma jakieś awersje i upodobania?
          Może trzeba wytłumaczyć łopatologicznie na konkretnym przykładzie.
          Np.w trakcie lodzika?
          • juzniekochanka Re: Rozmowy i co z nich wynika 17.02.09, 17:57
            niezapominajka333 napisała:

            >> Może trzeba wytłumaczyć łopatologicznie na konkretnym
            przykładzie.
            > Np.w trakcie lodzika?

            Np. go ugryź;) A gdy się skrzywi powiedz: "Bo ja tak to lubię, nie
            mogę się powstrzymać"
            • eeela Re: Rozmowy i co z nich wynika 17.02.09, 19:47
              Co wy wszyscy dzisiaj z tym gryzieniem? Dzień kota jest, nie gryzienia.
              :-)
          • mesmeryzm Re: Rozmowy i co z nich wynika 17.02.09, 17:58
            WYmusić zmiany, mówisz. Tylko już nie wiem jak. Ja naprawdę mówię wprost,
            odtrącam te ręce, jak już nie wytrzymuję to się złoszczę - i nic z tego.

            CO do jego upodoban i awersji to jest to wielki problem, bo on nie mówi prawie
            nic. Pytam się go wprost co on lubi, a czego nie, ale on, wyobraźcie sobie, nie
            chce o tym rozmawiać. Odpowiada: Lubię to, co robimy.
            Wiecie, to jest frustrujace. Np. taki lodzik. Za czesto mi nie pozwala sie tam
            dobierac. Mysle sobie, ze pewnie robie cos nie tak. Pytam sie wprost, co mam
            zmienic, co robie zle. Odpowiedz: wszystko jest w porzadku. A zachowania nie
            zmienia. Sorki, ja nie bede wpychac twarzy na sile w jego krocze, skoro on sobie
            tego nie zyczy.

            Mam dosc, naprawde. Tego, ze nijak nie da sie z nim porozumiec: mnie nie slucha,
            a sam milczy.
        • murakami2 Re: Rozmowy i co z nich wynika 17.02.09, 17:59
          Nieczytelne, bo nieskuteczne. Jak następnym razem zdzielisz go mocno,
          przeniesiesz się na sofę bądź wyniesiesz z domu, to zrozumie, że to poważnie.
          Następnym razem, jak powiesz mu: zrób mi to i to, a on po dwóch ruchach
          przejdzie do czynu, przerwij zdecydowanie i powiedz, że nie chcesz. Zrób
          wszystko, żeby wyglądało, że nie chcesz.
          • mesmeryzm Re: Rozmowy i co z nich wynika 17.02.09, 18:13
            Rozumiem, o co ci chodzi.
            Moze ujme to inaczej: mam dość, że mojemu facetowi trzeba grozić wyprowadzką lub
            awanturą, by pojął, że NIE rzeczywiście znaczy NIE i że złość na jego poczynania
            jest prawdziwa.

            No bo powiedz sama: przez tyle lat powtarzać tę samą historię dzień w dzień? Psy
            Pawłowa uczyły się szybciej.

            Dlatego coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to musi być czysta
            złośliwość. Tylko trudno mi to zaakceptować...
            • yoric Re: Rozmowy i co z nich wynika 17.02.09, 18:45
              > Psy Pawłowa uczyły się szybciej.

              :)))

              Tylko, że Ty jesteś taki Pawłow, który długo do psa gada, a potem i tak przed
              daniem psu jeść dzwoni dzwonkiem. Po czym rozkłada ręce: "przez tyle lat
              powtarzam dzień w dzień, że dzwonek nie znaczy jedzenie! Kiedy wreszcie się
              nauczy, złośliwe bydlę!"
              • mesmeryzm Re: Rozmowy i co z nich wynika 18.02.09, 10:19
                Niezłe porównanie wyszło ;))

                Ja gadam i gadam i wciąż nie chcę przyjąć do wiadomości, że na kogoś gadanie nie
                działa.
                I o to moja rozterka: czy to gadający do bani, czy też ze słuchającego nic już
                nie będzie.
            • niezapominajka333 Re: Rozmowy i co z nich wynika 17.02.09, 18:56
              Wiesz co, tak mi się wydaje, że najbliżej określił to Songo.
              Skoro reagowanie irytacją i odtrącaniem niewiele dają, a może nawet
              to mu się podoba, może spróbuj odwrotnie. Po zbyt szybkim
              przechodzeniu do rzeczy nie reaguj- tak, jakbyś nic nie czuła. Jeśli
              facet nie zaskoczy po dwóch, trzech ninutach sięgnij po pilota i
              włącz telewizor. Ewentualnie powiedz:nie przeszkadzaj sobie
              kochanie, ja tylko pooglądam.
              Podobnie, gdy dotyka cię w sposób, który cię drażni. Skoro
              odpychanie na niego ie działa, spróbuj nie reagować, a jak nie
              przestaje, powiedz Poczekaj kochanie, muszę iść do łazienki.
              A potem zamiast z powrotem do łóżka idź do kuchni i powiedz robię
              sobie herbatę, tobie też zrobić? I temat seksu jest na ten dzień
              skończony. Nie denerwuj się , nie rób wyrzutów, bo złośliwiec ma
              satysfakcję.

              • jedenon Re: Rozmowy i co z nich wynika 17.02.09, 19:23
                niezapominajka bardzo dobrze -)))
            • murakami2 Re: Rozmowy i co z nich wynika 17.02.09, 23:15
              Wiesz co, ja to doskonale rozumiem, i jeśli już masz dosyć, to zrób sobie
              przysługę i poszukaj kogoś, z kim komunikacja będzie dla Ciebie przyjemnością. W
              końcu całe życie walki jest bez sensu.

              Jeśli odejście nie jest zbyt trudne.
    • yoric Re: Rozmowy i co z nich wynika 17.02.09, 18:35
      Oczywiście, że rozmowy są bezużyteczne, bo mają tę własność, że daje się je
      całkiem prosto zignorować (jak widać na załączonym obrazku).

      Jedyny sensowny scenariusz jest taki: odwracasz role i w kluczowym momencie
      zmieniasz sposób pobudzania jego na mocno nieprzyjemny. Kompletnie bez żadnego
      wyjaśnienia. To jest kluczowe, żeby nic nie wyjaśniać ani się z tego nie
      tłumaczyć, nawet wobec skrajnej reakcji partnera! Co najwyżej można powiedzieć
      "myślałam, że tak będzie dobrze". Powtórzyć do skutku, tj. aż sam dostrzeże
      analogię do swoich zachowań.

      Nb. to, co facet robi - o ile nie jest to zwykłe wytłumaczenie lenistwa - jest
      niegłupie! Trzeba tylko umieć to rozsądnie dawkować.
      • woman-in-love Re: Rozmowy i co z nich wynika 17.02.09, 18:44
        Jesteś podporządkowana - a on silniejszy. Może ta siła polega na
        byciu mniej wrażliwym, a bardziej "buraczym". Nie wiem, w każdym
        razie - Ty się spalasz,a a on dominuje. Ja bym sie zastanowiła
        nad "zmianą gabinetu". Dałabym jescze szansę, ale bez ndzwyczajnych
        oczekiwań. Pan potrzebuje mniej subtelnej partnerki.
        • selfmademan Re: Rozmowy i co z nich wynika 18.02.09, 09:13
          Z rozmów wynika tyle, że ty dlaej gadasz a on dalej robi swoje.
          Pomyśl jak rozwinąć pomysły Niezapominajki - czyli odwróc role, tzn.
          ty rób to na co masz ochotę z pełną świadomością, że partnerowi
          to "nie pasi", a jak on zacznie gadać, ponów akcję.
          Przysłowia są mądrością...skorzystaj z mądrości pt. Jak Kuba Bogu
          tak Bóg Kubie ;) - inaczej nic się nie zmieni - a przecież chodzi o
          zmianę.
          Poza tym taka zmiania to także zmiana faktycznego "decydenta" - to
          tej pory on robił co chciał i specjalnie się nie oglądał na twoje
          samopoczucie. Zrób to samo - jak poczuje, powinien zacząć myśleć...

          No chyba, że to szersza perspektywa ogólnej walki o dominującą
          pozycję w związku - może lepiej zarabiasz, masz jeden fakultet
          więcej, ciekawych znajomych/poukładaną rodzinę - pole do rozważań
          jest szeeeeerokie ;)
          Pozdrawiam i trzymam kciuki - daj znać na forum jakie efekty
          przyniosły takie czy inne kroki jakie podejmiesz - będziesz dobrym
          przykładem na wielu pań czekających LATA aż ON się zmieni lub
          domysli O CO CHODZI :)
          • anula36 Re: Rozmowy i co z nich wynika 18.02.09, 09:33
            przy takich akcjach chyba stwierdzilabym" wiesz kochanie, chyba jednak wole sobie zrobic dobrze sama,bomnie twoje pieszczoty mecza i rozpraszaja, a ty popatrz co lubie i ucz sie" I zrobila. Nic tak nie prostuje faceta jak swiadomsoc ze nasz orgazm nie musi wcale zalezec od niego.
            • mesmeryzm Re: Rozmowy i co z nich wynika 18.02.09, 11:06
              Wiesz anula36, mam wrażenie, że ten etap już dawno za nami.
              To znaczy: on wie od dawna, że moje orgazmy nie są od niego uzależnione. O co mi
              chodzi: ja orgazmy w wyniku penetracji mogę mieć tylko, jeśli na nim siedzę.
              Inaczej nie umiem, no chyba że w wyniku pieszczot palcami (moimi lub jego)
              łechtaczki. Zawsze tak bylo, nie tylko z nim. Tyle ze mi do udanego seksu orgazm
              jako taki nie jest niezbedny. Czesto lubie bez, zreszta wole seks z nim bez
              orgazmu niz zabawianie sie sama ze soba. POniewaz balam sie, że on może to
              traktować jako cios w męskość, więc co robiłam? No pewnie wiecie już: gadałam i
              gadałam na okrągło ;) Mówiłam mu dokładnie to, co powyżej, czyli prawdę. Czy w
              głębi duszy mi nie wierzy i na okrągło przeżywa to, jako policzek? - nie mam
              pojęcia. On się w życiu nie przyzna. Jak ja nawijam na ten temat, to kiwa głową
              i rozumie. No ale gdzie te moje słowa trafiają, to ja już nie wiem ;)
              • anula36 Re: Rozmowy i co z nich wynika 18.02.09, 11:13
                tylko ze wyglada na to,ze wszystko co jest dla ciebie przyjemnoscia to cias w jego meskosc;)
                Chyba jedyne wyjscie to byc wiecznie skrzywiona zolza - wtedy bedzie skakal.
                • mesmeryzm Re: Rozmowy i co z nich wynika 18.02.09, 11:36
                  anula36 napisała:

                  > tylko ze wyglada na to,ze wszystko co jest dla ciebie przyjemnoscia to cias w j
                  > ego meskosc;)
                  > Chyba jedyne wyjscie to byc wiecznie skrzywiona zolza - wtedy bedzie skakal.
                  >

                  Albo zobojętnieje ;)
                  A na poważnie: ja tak nie chcę, nie lubię być zołzą i widzę, że na dłuższą metę
                  to wyniszczające i bezsensowne.
                  • anula36 Re: Rozmowy i co z nich wynika 18.02.09, 11:41
                    masz racje oczywiscie.
                    Dla mnie tak wyniszczajce,ze nie potrafilabym funkcjonawac w takim ukladzie, chyba ze weekendowo, jak chlop zmienia sie w aniola.
                    A coby sie stalo,jakbys mu ten watek zaprezentowala?
                    • mesmeryzm Re: Rozmowy i co z nich wynika 18.02.09, 16:32
                      Nie chcę pokazywać mu tego wątku, bo podejrzewam, że obróciłoby się to przeciwko
                      mnie i zamiast rozmowy o nim nastąpiłaby rozmowa o tym, że takie rzeczy poruszam
                      na forum. Nie wiem czy ja sama nie poczułabym się upokorzona wiedząc, że on
                      nasze intymne sprawy omawia za moimi plecami, choćby miało to być anonimowe forum.
          • mesmeryzm Dot. rad niezapominajki i innych 18.02.09, 10:44
            Po pierwsze, dziękuję za wszystkie rady.
            Ktoś powyżej mądrze napisał, że w pewnym sensie to ja się spalam, a on jest górą.
            Podam wam więcej szczegółów.
            Chyba wpadłam w pewne zapętlenie. Otóż starałam się już wcześniej wprowadzić
            sugerowane przez was rozwiązania typu: brak reakcji. I macie rację, rzeczywiście
            działa ALE..

            ..ale co się wówczas dzieje: mój facet widzi, że coś jest nie tak, że kapkę
            przesadził, więc oczywiście zmienia zachowanie. Przestaje "dokuczac", staje sie
            przejety, przytula, nawet te moje nieszczesne stopy przez chwile wymasuje ;),
            proponuje herbate, caluje delikatnie i powtarza "wiesz, ze cie kocham", itd. No
            i na 1 dzien problem znika.
            Czasem narastajaca we mnie frustracja prowadzi do wybuchu. Ale nie takiego
            histerycznego, nienie, po prostu mowie, co czuje, jak czuje, co mnie zlosci, a z
            oczu leja mi sie strumienie (jakos nie potrafie powstrzymac placzu). No to
            oczywiscie wtedy z jego strony maksimum skupienia, wysluchuje z powaga, kiwa
            glowa, prawie zawsze powtarza "masz racje". Zdarzaja się dni, kiedy czulam sie
            tak sfrustrowana, ze zamykalam sie w drugim pokoju, bylam opryskliwa, itd. , bo
            juz nie wiedzialam co mowic i jak mowic. No to wtedy mielismy Dzien Ksiezniczki.
            Na moje odburkiwanie "ZOstaw mnie w spokoju, nie masz sie czym zajac?", moj
            facet reaguje wtedy z bezgraniczną cierpliwością. Jest wyrozumialy, troskliwy,
            wychodzi z inicjatywa jakis wspolnych wyjsc na spacer, do miasta, oczywiscie o
            dokuczaniu nie ma mowy. Chce przytulac, no w ogole jak byscie nas zobaczyli, to
            powiedzielibyscie, ze ja jestem rozhisteryzowana idiotka, a on czlowiekiem o
            zlotym sercu;)
            Jak tylko sie usmiechne, odwzajemnie przytulenie, to jego twarz rozjasnia sie,
            nastepne godziny mijaja w atmosferze gruchania jak golabki i NEVERENDING LOVE
            (on powtarza: czyz to nie jest szczyt szczescia lezec tak kolo siebie), a
            nastepnego dnia "kryzys kobiety" jest zażegnany, więc wracamy do stałych
            praktyk, czyli wiecie do czego.

            Zdaje sobie sprawe, ze jestem "za miekka", macie racje. Ale mnie wykańcza ta
            nieustające przeciąganie liny. Nie chcę doprowadzać do takich właśnie dni,jak
            opisany powyżej, po to, aby mój facet NAPRAWDĘ zaprzestał swoich praktyk, bo to
            bez sensu i przypomina zapętlenie. Co o tym sądzicie? Jest jakiś ratunek?
          • mesmeryzm Do selfmademan: 18.02.09, 10:56
            Wydaje mi sie, ze rzeczywiscie chodzi o dominacje, co mnie doprowadza do
            gorączki, bo, po pierwsze, nie tak wyobrażam sobie związek, po drugie, nie
            należę do kobiet, które lubią być "dominowane" przez faceta: intelektualnie,
            emocjonalnie, itd. (seks to inna bajka).
            Co do porównywania nas obojga, to każde z nas ma mocne i słabe strony: ja mam
            lepsze wykształcenie, on lepiej zarabia; on wie bardzo dużo nt. polityki,
            ostatnich newsów ze świata, ja mam nieporównywalnie większą od niego wiedzę
            "erudycyjną". On jest zreczniejszy w grach komputerowych, ja slużę jako
            skarbnica informacji dotyczących spraw "praktycznych". Oboje ze swoimi rodzinami
            mamy dobry kontakt. Może on by wolał, żeby szalka zwycięstwa była wyraźniej po
            jego stronie, może o to właśnie chodzi, nie wiem.
            • selfmademan Re: Do selfmademan: 18.02.09, 14:39
              Przeczytałem Twoje wypowiedzi jeszcze raz, a szczególnie dwie
              powyżej - jak się okazuje to on słucha całkiem dobrze i reaguje jak
              normalny, kochający, inteligentny facet - ale wtedy gdy mu JASNO i
              DOBITNIE wywalisz kawę na ławę.
              Łopatologicznie - jak to facetowi ;);)
              Tak mi zatem przyszło do głowy by gdy sytuacja z mizianiem itp.
              irytującymi Cię zagrywkami powtórzyła się - przerwij amory, zarzuć
              coś na siebie i powiedz w krótkich (niekoniecznie żołnierskich
              słowach) że w łóżku oczekujesz by się zachowywał jak dorosły i jak
              mężczyzna.
              Dorosły - to znaczy rozumiejący jaką wagę dla Ciebie ma jego
              wielokrotnie wałkowane zachowanie w tej "dorosłe: materii jaką jest
              seks.
              Mężczyzna - bo jak powtózy raz czy drugi te swoje gierki uznasz, że
              w łóżku jest dzieckiem. A w łóżku potrzebujesz faceta :)
              Wejdź mu co nieco na samczą ambicję - tekst w rodzaju "przecież
              mógłyś sprawiać bym wyła z rozkoszy o jeszcze - a nie miziać się jak
              nastolatek" lub coś w tym stylu nie powinien być odebrany jako
              bezpośrednia krytyka, tylko raczej coś w rodzaju łóżkowego wyzwania
              bądź wyznania.
              Jak nie pomoże - wal z grubej rury, sama piszesz, że wtedy masz
              reakcję i zmianę postępowania. Bo skoro w innych waszych relacjach
              jest pewna równowaga, to i tutaj powinna się znaleźć - czego
              serdecznie życzę :)
              Powodzenia :)
              • mesmeryzm Re: Do selfmademan: 18.02.09, 16:40
                On się zachowuje jak kochający i inteligentny facet dopiero jak dojdzie do
                mojego płaczu czy też wybuchu złości. To mnie tak męczy. Bo wiesz, on doskonale
                wie, co mi sprawia przyjemność, a co nie. I jak już jestem zła, to wtedy nagle
                przypomina sobie, że ja lubię jak mnie się całuje w szyję.
                Jak tylko kryzys zażegnany i uśmiechamy się do siebie, to sytuacja się powtarza:
                moje ulubione pieszczoty znikają, powracają wspomniane już łaskotki.
                A ja nie chcę, by awantura była jedynym remedium.

                Może zadam pytanie inaczej:
                jak można wiedzieć co partner lubi i mu tego świadomie odmawiać?
                Skoro on wie, że ja lubię gorzką herbatę, to czemu z uporem serwuje mi herbatę z
                cukrem?
                • anula36 Re: Do selfmademan: 18.02.09, 16:55
                  bo lubi kontrolowac, draznic i tresowac i to jego upodobanie jest w nim silniejze niz cieple uczucia do Ciebie.Na codzien dzgac kijaszkiem, no chyba ze zachodzi mozliwosc ze obiekt nie pozwoli sie tresowac dluzej,wtedy trzeba na chwile zamienic kijaszek na marchewke. I tak w kolko. Jestem w stanie to zrozumiec, co nie znaczy ze bym zaakceptowala.
    • twardycukierek Re: Rozmowy i co z nich wynika 18.02.09, 17:08
      Witaj :)

      'Powiedzcie mi: jak można słuchać, a i tak wiedzieć lepiej? Jak można sądzić, że
      jestem jakimś zwierzakiem do tresowania?'

      Manipulacja. Według mnie on jest zwykłym manipulantem. To tylko moje zdanie, ale
      to co napisałaś powyżej jest niemal doskonałą definicją.

      > Czy ktoś jest w stanie zrozumieć lepiej jego zachowanie? Bo ja już nie wiem,
      > czy to zwykła bezmyślność, czy czysta złośliwość.

      MANIPULACJA. Szczerze mi Ciebie żal, mówię całkiem serio.

      Pozdrawiam.
      • anula36 Re: Rozmowy i co z nich wynika 18.02.09, 17:14
        albo dusza eksperymentatora- sprawdza jak daleko robak sie wygnie na szpilce.
        • twardycukierek Re: Rozmowy i co z nich wynika 18.02.09, 17:16
          Anulo, tak, to też. Niestety to jest część 'zabawy'...
    • szary_mysz Re: Rozmowy i co z nich wynika 19.02.09, 15:35
      ja bym to chyba skonczyla. nie dalabym rady sie tak meczyc.
      to cie zzera do srodka. to co probujesz robic by zwiazek w jakis sposob ratowac
      nie przynosi rezultatu.
      chora sytuacja, wykanczajaca psychicznie.

      mowilas mu, ze jesli sie nie zmieni cos w waszych relacjach to odejdziesz?
      jak na to zareagowal?
      dalabys rade zakonczyc te znajomosc?
      • woman-in-love Re: Rozmowy i co z nich wynika 19.02.09, 19:20
        pomysły niezapominajki, jak zwykle są urocze, byłby z nich niezły scenariusz;
        jednak szanse na skuteczną poprawę są żadne - mnie szkoda byłoby czasu na
        przelewanie z pustego w próżne. Ten facet po prostu nie kocha. A na to rady nie ma.
        • niezapominajka333 Re: Rozmowy i co z nich wynika 19.02.09, 19:47
          Takie pomysły skutkują w sytuacjach, w których druga strona musi
          sobie utrwalić że jakieś jej zachowanie jest odbierane negatywnie,
          czyli u osób, które robią coś odruchowo, ale maja dobrą wolę i nie
          walczą o dominację.
          Jeżeli już tak robiła i skutkowało, ale na krótką metę, nauczyła
          swojego faceta że może powtarzać swoje zachowanie, a ona się
          powścieka i potem wybaczy.
          Moim zdaniem nie tędy droga.
          Pora postawić wszystko na jedną kartę.
          Przynajmniej ja bym ak zrobiła, bo mnie przysłowiowa cholera bierze
          na takie zachowanie.
          Można to zrobić w stylu wielka awantura i żegnam pana, albo spisać
          na kartce uzasadnienie konieczności rozstania, wytłumaczyć, że ja
          szukam faceta który nie ma pamięci złotej rybki itd, a jemu jest
          potrzebna kobieta, którą będzie znosić takie traktowanie.
          I z tego powodu razem nam nie po drodze, bo jak przez tyle lat nie
          nauczył się kontrolować zachowania, to znaczy że nie jest w stanie
          tego zrobić, a dalej takiej huśtawki znosić nie zamierzam.
          Dać mu to w formie pięknie zapakowanego prezentu pożegnalnego i
          rozstać sie w pięknym stylu.
          Facet musi poczuć że to nie jest kolejny foch, tylko prawdziwe
          rozstanie. Bez awantur. Koniec zabawy. Wóz albo przewóz.
          Pozdrawiam.
          Trzeba zaryzykować żeby coś wygrać. Żeby dużo wygrać, trzeba dużo
          zaryzykować.
    • kinkygirl Re: Rozmowy i co z nich wynika 20.02.09, 13:53
      masz racje, ze to jest zlosliwosc.
      a jezeli nie potrafi lub nie chce sie powstrzymac przed takim
      zachowaniem wobec najblizszej mu osoby to powinien sie leczyc.
      jak zrobi to jeszcze raz to koniec z seksem na tydzien.
      jak drugi raz to koniec z seksem na miesiac i zglasza sie do
      psychologa na terapie dlugoterminowa.
      a jak trzeci raz, to sie pozegnajcie.
      (zauwaz, ze nie pisze - rzuc go! rzuc go natychmiast! ;))

      a czy nie zachowuje sie tak samo w innych dziedzinach zycia?
      wyglada na slabego faceta, ktory znalazl sobie obrzydliwy sposob na
      zdobycie "przewagi" nad toba. wspolczuje.

    • mesmeryzm Znowu ja 25.02.09, 12:48
      Dziękuję wam wszystkim za rady i spostrzeżenia. Nie pisałam przez jakiś czas, bo
      chciałam wpierw wyjaśnić chociaż co nieco w moim własnym gniazdku przed
      zasypywaniem was kolejną porcją pytań. Wasze słowa miałam jednak cały czas w głowie.

      Jakie mam spostrzeżenia po tym tygodniu, czy ile tam czasu upłynęło od mojego
      pierwszego wpisu?

      Raczej się poddaję. Przykro mi to pisać, ale ja już więcej nie mam sił ani
      ochoty bawić się w jakieś gierki. Wasze rady o odwróceniu ról, czy też totalnym
      ignorowaniu są skuteczne (mieliście rację), ale jedynie na krótki czas.
      Pozwalają mojemu facetowi dostrzec, że coś jest nie halo, ale to wszystko. W
      pewnym sensie jest już do tego przyzwyczajony, bo często daję mu odczuć, że coś
      mi się nie podoba, itd.
      Wiecie w czym jest chyba największy problem?
      On zupełnie nie jest otwarty na drugiego człowieka, czyli w tym wypadku na mnie.
      Mogę sobie gadać do upadłego, tłumaczyć, dwoić się i troić werbalnie (bo ja
      akurat wierzę w rozmowy), ale do niego to nie trafia. On traktuje moje
      niezadowolenie jak "kobiece dąsy" - trochę się pozłości, potem jej minie, a ja w
      tym czasie będę miły.
      W ogóle nie słucha tego, co do niego mówię, bo go to po prostu NIE
      INTERESUJE.Będzie potakiwać głową, przytulać, przyznawać rację, bo się nauczył,
      że to na mnie działa. W ogóle nie obchodzą go przyczyny mojego zachowania.
      Podchodzi do tego na zasadzie - "kobiety tak mają".

      Skąd to wiem? Po pierwsze, sam się przyznał, że przez długi czas uważał mnie za
      nadwrażliwą, bo to było dla niego takie usprawiedliwienie samego siebie. Wolał
      przykleić mi etykietkę niż postarać się zrozumieć lub chociażby przemyśleć.
      Po drugie, po tym wyznaniu nie zmieniło się w zasadzie nic.

      Dlatego dopiero teraz zrozumiałam, że jego w ogóle nie interesuje to co ja myślę
      i czuję. Oczywiście chce, żebym była szczęśliwa i zadowolona, ale sam do tego
      ręki nie przyłoży. Wiecie, że dopiero po moim perorowaniu "nauczył się", żeby
      pytać się mnie jak minął dzień i opowiadać o swoim? Teraz już wie, że to dla
      mnie ważne, więc się stara, ale jeśli o niego chodzi, to wystarczyłby mu mój
      uśmiech i zadowolenie. O sobie też sam z siebie nie mówi. To w zasadzie było
      przez długi czas jego usprawiedliwienie - ja nie lubię opowiadać o sobie, więc
      nie pytam o innych. Powiedziałam, że powinien zrozumieć, że nie każdy jest taki
      jak on. Przyznał mi rację. On ciągle przyznaje mi rację. Tylko co z tego.

      Inni ludzie go nie interesują. Jak już pisałam, chce oczywiście by najbliżsi
      byli szczęśliwi, ale to wszystko. Najszczęśliwszy jest przed komputerem i tak
      spędza cały wolny czas. Wypytywałam go kiedyś o jego fantazje erotyczne, to
      odpowiadał z zażenowaniem, twierdząc że to prywatna sprawa. Mi takich pytań w
      ogóle nie zadawał, rzecz jasna. Nie wiem, czy jasno się wyrażam. Siedzi sobie po
      prostu przed kompem, cieszy się moimi sukcesami, jak mnie coś trapi to
      pogłaszcze po głowie, ale szczerego zainteresowania brak.

      Nie odeszłam już wieki temu, bo widziałam, że się stara. Jak wytłumaczyłam, to
      zaczął się dopytywać o mój dzień i samemu o swoim opowiadać. Jak zaproponuję
      spacer, to pójdzie.
      Tylko to mi nie wystarcza. Jak można żyć z człowiekiem, który tak naprawdę nie
      interesuje się tym, co myślisz i co czujesz? Jak dla niego oboje powinniśmy żyć
      w swoich jaskiniach. Ja lubię pobyć sama, ale jeszcze bardziej lubię rozumieć
      innych ludzi - ich motywacje, pobudki, po to by samej nie popełniać wobec nich
      błędów. Kiedy pytam się go, co jemu we mnie przeszkadza lub drażni, to odpowiedź
      brzmi zawsze "nic", a do niedawna "nic, tylko jesteś trochę nadwrażliwa".
      On lubi się przytulać, lubi fizyczną bliskość, lubi seks, ale duchowo to siedzi
      sobie na bezludnej wyspie z tym swoim komputerem.

      Nie wiem, może przesadzam, ale wiem, że to nie dla mnie. Przypominamy nieco
      moich rodziców (nie trzeba mi wspominać o powielaniu wzorców rodzinnych ;-) ).
      Ja tak nie chcę i nie potrafię. Muszę tylko pogodzić się z tym, że on nigdy tak
      do końca nie zrozumie o co mi chodzi.

      Czy ci, co przebrneli przez długi opis, mają jakieś sugestie, wskazówki?
      Zetknęliście się z takimi ludźmi? Może ktoś z was jest podobny/a i zechce
      skomentować? Ja już się (niemal) poddałam.
      • niezapominajka333 Re: Znowu ja 02.03.09, 22:49
        I jak ci idzie?
        Widzisz, sama nauczyłas swojego faceta niekonsekwencji. Przynajmniej
        jeśli chodzi o rodzaj dotyku.
        Mówisz, ze nauczyłas go opowiadać o tym, jak minął dzień.
        Wiesz, jakoś nasuwa mi się wizja płynącej opowieści o wszelkich
        perypetiach minionego dnia, przeplatana gęsto rozważaniami, które
        faceta mogą śmiertelnie nudzić. Może nawet umiejętnie się wyłącza w
        trakcie słuchania.
        Nie mówię, że tak jest...
        Być może związałas się z introwertykiem, dla którego bardzo trudne
        jest odsłonięcie własnego wnętrza. On może ciebie odbierać jako zbyt
        hałasliwą, absorbująca i starająca się na siłę wpakować z butami do
        jego jaskini ekstrawertyczkę.
        Jak cię coś trapi, to pogłaska po głowie i wysłucha, ale nie wnika
        głębiej.
        A czego od niego oczekujesz? Pomocy? czy pocieszenia?
        Kobiety często mówią po to, żeby się wygadać. Oczekują wysłuchania,
        zrozumienia, tego własnie pogłaskania po głowie, a nie konkretnych
        rozwiązań. Co czasem widać na tym forum.
        Co on robi przed tym kompem w czasie wolnym?
        Myślę, że możecie co najwyżej spotkać się wpół drogi, ale
        introwertyka za bardzo nie zmienisz. On ma po prostu inną psychikę.
        No i motywacja do zmiany musi być silna. Musi poczuć, że naprawdę
        cię traci, że to nie parodniowe dąsy.
        • mesmeryzm Re: Znowu ja 03.03.09, 15:28
          Wszystko, co piszesz o introwertyzmie to prawda.
          Tyle tylko, że czasem nie wiadomo, gdzie są granice akceptowania pewnych cech
          osobowości.

          WIem, że jego drażni jak mówię, bo on najchętniej by wrócił przed komputer. Czy
          to oznacza, ze mówię za dużo? Że powinnam mówić mniej?

          Widzę pewne podobieństwa charakteru między moim facetem a facetem z wątku obok
          (o 36latku uzależnionym od masturbacji). W moim przypadku akurat nie ma problemu
          z onanizmem, ale jest podobny problem z milczeniem. Ja chcę coś zrozumieć,
          przedyskutować, a on milczy i tylko kiwa głową.

          Nie chodzi mi o to, byśmy godzinami rozpływali się nad szczegółami minionego
          dnia. Chodzi mi o to, że jego w ogóle nie interesuje to, co siedzi w mojej
          głowie, na jakikolwiek temat. Wraca do domu, włącza komputer, pyta się mnie czy
          wszystko ok, a potem siada na krześle i przez resztę wieczoru buszuje w necie,
          czytając wiadomości z całego dnia. Co jakiś czas podchodzi do mnie, tam
          uszczypnie tu połaskoczę ("bo on tak lubi") i wraca na swoje leże.

          Zmian nie ma. Pewnie macie rację: jestem za miękka, zbyt niekonsekwentna, tylko
          mi po prostu przestało już zależeć. Patrzę na niego wlepionego niemalże w
          klawiaturę i stwierdzam, że mi się nie chce już walczyć, próbować sztuczek,
          przebijać się przez tę skorupę. Na koniec dnia on znowu zaczyna swoje końskie
          zaloty i dziwi się, że nie mam ochoty na seks. A jak próbuję mu tłumaczyć o co
          mi chodzi to ucina to słowami "dobra już dobra". I jestem przekonana, że on
          sobie myśli, że ja "znowu mam swoje humory" i ucieka do komputera. A ja zostaję
          sama ze słowami cisnącymi się na usta, których on nie chce wysłuchiwać.
          • niezapominajka333 Re: Znowu ja 03.03.09, 16:36
            Widzę, że nie chcesz się z nim rozstawać...
            Wiesz ja bym się na twoim miejscu popołudniu przespała, a wieczorem,
            jak on wstanie od kompa siadła na zwolnionym przez niego miejscu i
            studiowała "niezmiernie ważne zagadnienia".
            Albo siedziałabym przed kompem jak wróci, na jego pytanie
            odpowiedziałabym, że wszystko ok i buszowałabym w necie.
            Tylko daj sobie spokój z tym, jak minął dzień i innymi rozmowami.
            Spróbuj pokazać mu, jak wygląda wasze bycie razem na jego zasadach.
            I tak przez tydzień.
            Zapwne trafił ci się facet o umyśle analitycznym, prowadzący rozmowy
            na ważniejsze tematy niż uczucia, które was łączą.
            Być może uważa, że psychika kobiet jest niezrozumiała i nie ma sensu
            się starać. Trzeba wysłuchać, bo mają potrzebę wygadania się, albo
            trzeba sprawiać wrażenie, jakby się słuchało czyli uważnie patrzeć,
            potakiwać głową i udawać, że się rozumie. W ten sposób można
            najszybciej i najefektowniej przebrnąć przez konieczny etap na
            drodze do świętego spokoju.
            On nie ma takich potrzeb, ale rozumie, że ty je masz.
            Dopasowuje się do ciebie.

            Jakie tematy go interesują?
            Co czyta? Jakie komentarze pisuje, bo zapewne wypowiada się w necie.
            W jakich dyskusjach bierze udział w towarzystwie?
            To są dla niego interesujące tematy do rozmów.
            Tak już jest, że przeciwieństwa się przyciągają, bo są dla siebie
            atrakcyjne. Może nawet ta jego niedostępność cię intryguje, nie
            tylko irytuje.
            Obawiam się, że bez twardego postawienia sprawy on się nie zmieni.
            Rozmowy nie pomagają na długo.
            Spróbuj prowadzić coś w rodzaju zapisków z każdego dnia.
            Po tygodniu lub dwóch wyślij mu na pocztę.

            A co do szczypania i łaskotania i innego rodzaju niedźwiedzich
            zalotów, to za każdą taką akcję restartowałabym mu kompa.
            Oczywiście w momencie, gdyby coś pisał i właśnie miał to wysłać.
            Pozdrawiam :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja