mesmeryzm
17.02.09, 16:28
Bardzo was proszę, pomóżcie mi zrozumieć moją sytuację lub chociaż poradźcie,
jak się zabrać do jej rozwiązywania.
Jesteśmy razem trzy lata. To nie jest mój pierwszy seksualny partner. Moje
potrzeby seksualne nie wykraczają poza "przeciętną", przez co rozumiem, że do
satysfakcji nie potrzebuję nieustannego eksperymentowania (nowości są ok, ale
to nie one mnie napędzają), natomiast lubię się kochać niemal codziennie (no
bo co dzień czasem się nie da - zmęczenie jednej ze stron, choroba, różnorakie
forces majeures). Tyle o mnie.
Mój problem:
partner doskonale wie, jakie pieszczoty sprawiają mi przyjemność. Nie chodzi
wyłącznie o pieszczoty stricte erotyczne, ale również o coś w stylu lekki
masaż pleców czy stóp, pocałunki w szyję - gesty, na które spokojnie można się
zdobyć leżąc na kanapie i oglądając tv. Natomiast on, uzbrojony w tę wiedzę,
uporczywie serwuje mi pieszczoty, za którymi, jak dobrze wie, nie przepadam
(typu: łaskotanie).
Jego wytłumaczenie: nie będę zbyt często sprawiać ci przyjemności, bo wtedy
przestaniesz to doceniać
(z obowiązkowym śmiechem, bo to takie zabawne).
Powiecie, ze to nic. Ale problem polega na tym, że to samo przekłada się na
łóżko. Proszę go, żeby mnie popieścił już bardziej erotycznie, to muśnie raz
czy dwa razy i potem przechodzi "do sedna". Jak już się kochamy na całego, to
prawie zawsze zmienia sposób poruszania się,mimo iż mi się bardzo podoba,
tylko po to, "by mnie podrażnić" (bo przecież powinnam się wić wtedy z pożądania).
Jaki jest tego skutek? Rodzi się we mnie frustracja.
Zeby nie było: mówię wprost, co lubię i jak (a nie jest to skomplikowane, bo
nie mam jakiś ekstrawaganckich wymagań). On na to niezmiennie powtarza swoja
mantre: nie mogę cię zbytnio rozpieścić, bo wtedy te pieszczoty nie będą takie
specjalne.
Mam dość, słowo daję. Dużo rozmawiamy ( a raczej ja monologuję, bo od niego
niczego dowiedzieć się nie można), a on zachowuje się tak, jakbym była słodkim
psiakiem lub małym dzieckiem, na zasadzie: czekolada to tylko w niedzielę,
zebyś się nie przyzwyczaiła.
Powiedzcie mi: jak można słuchać, a i tak wiedzieć lepiej? Jak można sądzić,
że jestem jakimś zwierzakiem do tresowania?
Często wyobrażam sobie, że on po prostu NIE CHCE dać mi przyjemności, choćby
miał to być lekki masaż stóp; że jemu autentyczną radość sprawia DRAŻNIENIE mnie.
Czy ktoś jest w stanie zrozumieć lepiej jego zachowanie? Bo ja już nie wiem,
czy to zwykła bezmyślność, czy czysta złośliwość.