dziewczyna_na_poscie
23.02.09, 00:51
podczytuję was już prawie dwa lata. nie pisałam do tej pory, bo nie miałam
śmiałości. bałam się śmieszności. zresztą pojawiają się tu w kółko i na
przemian te same schematy. po co zaśmiecać forum? ;)
ale po prostu cholernie was polubiłam, wiele wam zawdzięczam, dużo się o sobie
dowiedziałam, czytając wasze historie. pomyślałam, że może czas się ujawnić.
witam!
dwa lata temu posypało mi się małżeństwo, ale rozwodu nie mam. dwa lata temu
powiedziałabym, że wszystko się zaczęło przez brak seksu. dziś raczej powiem,
że brak seksu to był już ostatni etap.
popełniliśmy chyba wszystkie podstawowe błędy: byliśmy dla siebie pierwszymi
partnerami seksualnymi. on był moim pierwszym, ale nie jedynym. długo ze sobą
chodziliśmy, wracaliśmy do siebie kilkakrotnie. musieliśmy być bardzo
zagubionymi ludźmi. zresztą dalej jesteśmy.
potem ślub. w bardzo młodym wieku. mieszkanie u teściów. potem dziecko, na
które kompletnie nie byliśmy przygotowani. potem zapracowanie, przemęczenie,
brak komunikacji, moja frustracja, brak zainteresowania seksem, bo nigdy mi
seks przyjemności nie sprawiał. na koniec brak seksu, jego zdrada, odejście do
kochanki.
oczywiście cierpiałam, ale świat mi się nie zawalił. chyba go nie kochałam. do
tej pory mam trudności z ustaleniem, co to jest miłość. nigdy nie byłam
zakochana z wzajemnością. no może i byłam, ale nigdy nie przeradzało się to w
związek, bo bałam się tego uczucia. bałam się utraty kontroli. wstydziłam się.
na męża, tak aktywnie, czekałam rok. w tym czasie wracał i odchodził. ja
chodziłam sobie na terapię (nigdy nie zostały poruszone sprawy seksu). potem
czekałam biernie - na zasadzie: może on teraz powalczy i pokaże, że mu zależy?
w tym czasie pojawił się kochanek. nie zależało mi kompletnie na seksie. nie
szukałam nikogo. facet pojawił się znikąd, niesamowicie zabiegał o mnie przez
prawie miesiąc, podobał mi się, więc pomyślałam: "kurde, właściwie czemu
nie?!". miałam straszną tremę. przez kilka lat tylko i wyłącznie mąż, potem
1,5 roku posuchy, wygląd po ciąży (a ściślej mówiąc po karmieniu piersią) nie
taki...
bardzo się starałam, facet po pierwszej nocy nie zwiał, a nawet piał, że było
bosko i prosił o więcej. u mnie fajerwerków nie było, ale za to ogromne
podniecenie, którego wcześniej nie zaznałam. z czasem było coraz lepiej. to on
po wielu miesiącach starań nauczył mnie osiągać orgazm. jego zapach mnie
zniewala. jego głos sprawia, że mi nogi miękną. wyznał mi miłość.
wszystko poza seksem i czułością było do bani (odwrotnie niż z mężem). kilka
dni temu definitywnie z nim zerwałam. a żeby było śmieszniej, mąż chce do mnie
wrócić...
pozwoliłam innym i sama też spieprzyłam sobie i najbliższym kawał życia.
bardzo mi źle. czas najwyższy posprzątać ten bałagan. tylko że się jakoś
podnieść nie mogę. ale chyba wreszcie powoli znajduję na to siły. chyba lepiej
późno niż wcale.
dziękuję za uwagę :)